Skocz do zawartości
Gracze online

 

 

001. Projektantka i blogerka modowa Luisella DeLazzari szczerze o lokalnym departamencie: "Department w tym stanie [...], jest zwyczajnie niewydolny". Czy relacje z siostrami są problematyczne przy prowadzeniu firmy?


przekadzia

Rekomendowane odpowiedzi

spacer.png


**Na oficjalnej stronie Weazel News pojawił się nowy materiał. Jest to zapis z wywiadu, który odbył się na żywo w dniu 29.11.2023, prosto z tarasu w mieszkaniu Luiselle DeLazzari. Materiał dostępny jest w formie wideo oraz transkrypcji. Możliwość komentowania włączona**


Gabrielle Mills: Witam Los Santos! Mówi dla was Gabrielle Mills i dzisiaj mam przyjemność rozmawiać z kobietą, która dopiero stawiaspacer.png swoje kroki w naszym mieście, bardzo miło mi przywitać CEO LOSARI oraz blogerkę modową Luiselle DeLazzari. Witam cię i mam nadzieję, że dobrze wypowiedziałam twoje nazwisko i niczego nie przekręciłam. Przede wszystkim chcę podziękować, że zgodziłaś się z nami tutaj dzisiaj być przy tych pięknych widokach jakie mamy. Powiedz również czy stres jest przed tą rozmową?

Luisella DeLazzari: Buonasera Los Santos, witam was serdecznie drodzy słuchacze! A przede wszystkim witam Ciebie droga Gabrielle w moich skromnych progach. To naprawdę zaszczyt móc spędzić ten wspaniały wieczór w taki sposób i w takim towarzystwie. Oh, przygotowując się do tego spotkania obiecałam sobie być w trakcie niego w stu procentach sobą, zatem odpowiem szczerze: ostatnio tak wielki stres czułam podczas końcowych egzaminów na studiach, od których poniekąd zależała moja przyszłość. Więc tak stres zjada mnie niesamowicie. Ale nie przejmujmy się tym, słyszałam, że to mija po pierwszym trudnym pytaniu. *zaśmiała się subtelnie*

Gabrielle Mills: Dość dobrze słyszałaś, wielu moich gości mówiło mi, że z każdym kolejnym słowem było im o wiele łatwiej. Na początek może to nie będzie to trudne pytanie, więc co do zasady stres lekki z Tobą jeszcze pozostanie. Powiedz mi... a raczej nam wszystkim... W Los Santos jesteś od niedawna, a przybyłaś z Włoszech. Powiedz skąd decyzja o wyborze akurat Los Santos i dlaczego zajmując się modą, przenosisz się z kraju, który uważany jest za jedną ze stolic światowej mody?

Luisella DeLazzari: Zgadza się, przybyłam z samego Neapolu. Cieszę się, że o to pytasz, bo w ten sposób będę w stanie, a przynajmniej postarać się o wybicie błędnie myślącym ludziom, że modę należy robić tam, gdzie biją jej serca. Nie, nie należy. Los Santos wraz z moimi ukochanymi, wspaniałymi siostrami: Saviną i Ottavią, które rzecz jasna serdecznie z tego miejsca ściskam, wybrałyśmy by może nieco stereotypowo sięgnąć po swój amerykański sen. Nuda? Być może! Dla nas to jednak ogromny krok, zwłaszcza, że tym sposobem jesteśmy w stanie poniekąd udowodnić, że Los Santos czy po prostu Vinewood nie słynie tylko z niesamowitej jakości produkcji filmowych czy muzycznych, ale może słynąć również z wysokiej klasy mody. Zapewniam, że LOSARI Diamond Jewelry to zaledwie zalążek tego co mamy w planie, ale tego niestety dziś nie zdradzę, nie ma takiej możliwości. *zaśmiała się cicho*

Gabrielle Mills: Więc wasz główny cel to pokazanie, że obok branży filmowej i muzycznej również branża modowa może odgrywać kluczową rolę? Chcecie w naszym mieście zrobić rewolucje czy raczej ewolucję postrzegania mody?

Luisella DeLazzari: To dość podchwytliwe pytanie kochana, punkt dla Ciebie! Wiesz, to co dla jednych jest rewolucją dla innych zaledwie ewolucją. Umówmy się tak, że nadal będziecie bacznie śledzić nasze poczynania, za jakiś czas spotkamy się ponownie i wówczas to Ty odpowiesz mi na to pytanie, ocenisz sama do czego na swojej drodze posunęły się siostry DeLazzari lub sama Luisella DeLazzari. Ja postaram się zrobić wszystko, by nie okazało się, że słowa o udowodnieniu czegoś innym są puste czy przyjmujesz to wyzwanie? *śmiech*

Gabrielle Mills: Wyczuwam tutaj, że ktoś ma już chęć na kolejną rozmowę na naszej antenie. Czyżby komuś tutaj totalnie stres minął? *zaśmiała się cicho pod nosem* Luisella, nie boję się wyzwań i jak najbardziej się go podejmę. Z czasem i tak uzyskam odpowiedź na swoje pytanie. Jednak wracając do dnia obecnego i tematu twojej firmy. Czy ty oraz twoje siostry nie boicie się mieszać rodziny z biznesem. W wielu przypadkach kończy się źle i ktoś jest zawsze pokrzywdzony. Nie bierzecie pod uwagę scenariusza, w którym albo ty albo któraś z twoich sióstr poczuje się bardziej pewnie w firmie i będzie chciała, żeby zasługi przypadały tylko i wyłącznie jej?

Luisella DeLazzari: Cieszy mnie twoja otwartość, a co do stresu to tak... Czuję, że powoli z mojej głowy zmierza prosto do drzwi wyjściowych tego apartamentu. Co do Twojego pytania... Cóż. Gdy planowałyśmy całe nasze LOSARI brałyśmy pod uwagę dosłownie każdy, nawet najczarniejszy z możliwych scenariuszy. Wiesz, porównałabym to z jazdą na łyżwach w obecności instruktora. Z jednej strony masz obok siebie człowieka, który cię asekuruje i ci pomaga, z drugiej... Nadal jesteście na śliskiej nawierzchni, gdzie któreś z was może się poślizgnąć. Lub co gorsza przed wami może pojawić się ktoś inny, przez którego się wywrócicie oboje... I tak dalej. Wiesz, pochodzimy z takiej rodziny i takiego domu, gdzie przede wszystkim uczono nas wzajemnego szacunku, szczerości i LOJALNOŚCI. Nasze dzieło tworzymy razem, jednak przewidujemy scenariusz rozejścia się w inne kierunki. To jest samo życie. Przykład czerpiemy z naszych rodziców, który będąc już małżeństwem trzydzieści lat od dziesięciu prowadzą własne przedsiębiorstwo oparte na projektowaniu i produkcji biżuterii właśnie, tam, we Włoszech. U nich nie ma małżeństwa w trakcie biznesu ani biznesu w trakcie małżeństwa. Należy to rozgraniczać, tak samo staramy się, uczymy się to robić w LOSARI. Ale jak wspomniałam: każdy scenariusz bierzemy pod uwagę, jednak nie ma prawa mieć to przełożenia na nasze prywatne, siostrzane relacje.

spacer.pngGabrielle Mills: Jak słyszę, jeżeli chodzi o biznes to jesteście przygotowane na każdą ewentualność oraz niespodzianki, które mogą was napotkać. Jeżeli jest, jak mówisz to wasze relacje są naprawdę przepiękne i fakt, że potraficie zachować dystans. Okey biznesowo jesteś przygotowana na wszelkie zaskoczenia. A co, jeżeli chodzi o sam odbiór Stanów Zjednoczonych? Czy na początku były takie sytuacje, które zaskakiwały? Oczywiście mówię o tym pozytywnym jak i negatywnym zaskoczeniu.

Luisella DeLazzari: Co się wydarzy, jeżeli powiem, że wszystko? *zaśmiała się* Ouh... Tak na szybko, z głowy. Z pozytywów na pewno zaskoczyła mnie gościnność Amerykanów. Może nie tyle w samych Stanach, bo całych nie zwiedziłam, ale tutaj, w Santos za co wszystkim ludziom, którzy wyciągają do innych pomocną, przyjacielską dłoń z tego miejsca najserdeczniej: dziękuję. Ale skoro spytałaś również o negatywne rzeczy... Cóż. Z pewnością tutejszy Departament potrafi dać w kość. Nie zamierzam w żadnym stopniu kryć swojego stanowiska w tej sprawie, ponieważ uważam, że podejście oficerów do obywateli powinno ulec CO NAJMNIEJ poprawie.

Gabrielle Mills: Czyżbyś piła tu do sytuacji, o której pisałaś w jednym z postów na LI gdzie podałaś, że zostałaś znieważona przez jednego z oficerów Departamentu?

Luisella DeLazzari: Szczerze powiedziawszy, Gabrielle, ZNIEWAŻONA jest tutaj jak średnik. Znieważona może zostać kobieta w mini, gdy jej mąż powie jej, że wygląda tanio. Ja zostałam słownie skopana, będąc w sytuacji, w której byłam przerażona zajściem które miało miejsce przed klubem... Chciałam odjechać do domu, za zgodą jednego z oficerów, w zamian zostałam potraktowana wprost groźbami trafienia do aresztu. Departament w tym stanie i mówię to z pełną odpowiedzialnością, moim zdaniem jest zwyczajnie niewydolny. I mówi to osoba, która spędziła w tym mieście zaledwie miesiąc. To samo w sobie powinno dać do myślenia. Nie wyrobiłam sobie zdania tylko po sytuacji przed The Vault, dla jasności. Nie jestem też osobą, która kiedykolwiek oczekuje słowa PRZEPRASZAM, bo uważam, że wymuszone słowo przeprosin jest równe zeru, ale gdy zobaczyłam, że ta cała pożal się boże sierżant Perley w odpowiedzi na mój apel reaguje na mój post pozostawieniem pozytywnej reakcji, o jak na litość boską możemy tutaj mówić o minimalnej dawce szacunku do drugiego człowieka? Osobiście na jej miejscu przemyślałabym swoje zachowanie zanim posunę się do jakiejkolwiek reakcji. Jako świeża mieszkanka Los Santos mówię wprost: na chwilę obecną nie czuję się w tym mieście ani trochę bezpieczna choćby otaczał mnie dosłownie cały departament. Czułabym strach i obawę o to, że wydarzy się coś złego Z ICH STRONY, nie ze strony potencjalnego dla przykładu gangstera i choć zdaję sobie sprawę z irracjonalności tych słów to wystarczy zrobić niewielki research by wiedzieć, że osób takich jak ja jest w tym mieście OGROM. I to jest przerażające, że nie są to poszczególne jednostki czy małe grupy osób. Ta liczba nieustannie wzrasta. To.. *chwilowe załamanie głosu* po prostu przykre, okay? Przepraszam, zmieńmy temat, bo nie chcę się tutaj za chwilę rozkleić! Zwyczajnie boli mnie to, jak traktuje się niewinnych ludzi. Kontynuuj, Gabrielle.

*Luisella DeLazzari potarła kąciki oczu palcami, tak by przypadkiem nie dotknąć włączonego mikrofonu. Napiła się odrobiny lemoniady ze szklanki.*

Gabrielle Mills: Pewnie, jeżeli nie czujesz się na siłach to przejdziemy do innego tematu chociaż chciałam się dowiedzieć, czy masz zamiar podjąć jakieś kroki w tej sprawie czy wolisz nie zaprzątać sobie tym głowy...Ale skoro zmieniamy temat to widać, że nie jest Tobie obojętna krzywda innych ludzi i dość mocno angażujesz się w pomoc oraz obronę słabszych. Mam tu na myśli przede wszystkim twoją pomoc dla Ashley Ramirez oraz Sabrine. Powiedz co skłoniło cię do pomocy?

Luisella DeLazzari: Jak już *ciche chrząknięcie* jak już wspomniałam. Pochodzę z dobrego domu, pełnego miłości, szacunku do ludzi, do siebie wzajemnie nie tylko jako rodziny, ale po prostu jako bliźnich. Gdy dowiedziałam się o sprawie Ashley i Sabrine nie mogłam stać obojętnie i przyglądać się sytuacji, bo jak to się mówi: mnie nie dotyczy. Nie róbcie tak ludzie, nie na tym polega człowieczeństwo. Nie na patrzeniu na czubek własnego nosa. Ale wracając. Przyznaję, że tutaj takim kolokwialnie mówiąc zapalnikiem do działania był Seth Dagaard, którego najserdeczniej pozdrawiam. Poszłam po prostu za jego przykładem. Wiesz, odnajdywanie się w nowej kulturze nie należy do rzeczy najprostszych, zwłaszcza, że żyjemy w tak dziwnych czasach, że to czasami kultura danego kraju jest w stanie odpowiedzieć ci na to z kim masz do czynienia. Doszłam więc do wniosku, że skoro osoba formatu Setha wykonała krok, to mi tym bardziej nie powinno nic stać na przeszkodzie. Mówiąc wprost: dodało mi to odwagi do działania, która na chwilę schowała się gdzieś w szufladzie. Dobre serce i odwaga to idealne połączenie, gdyby tylko ludzie zechcieli to pojąć i stosować w codzienności, byłoby pięknie!

Gabrielle Mills: Gdyby każdy kierował się takimi przekonaniami to faktycznie ten świat by był inny. Również o swoim udziale w całej sprawie poinformowałaś na LI gdzie dziwiłaś się działaniom władz. I tu rodzi się pytanie czy nie obawiasz się, że twoje działanie napędzi złośliwców, którzy stwierdzą, że robisz to tylko po to, aby zaistnieć i żeby było o tobie głośno? Co byś powiedziała właśnie takim osobom?

Luisella DeLazzari: Przede wszystkim chciałabym z miejsca sprostować Twoje stwierdzenie jakobym drwiła z władz. Nigdy nie drwiłam, nie drwię i drwić nie będę, bo jest to zbyt poważna kwestia. Ja jedynie podałam fakt i moją opinię jak to wygląda z boku. Złośliwcy? Byli, są i będą. Nie należy się tym przejmować. Zwłaszcza, że w takich sytuacjach, gdy wchodzi się świat showbiznesu trzeba być na to gotowym i zapamiętać jedną rzecz: głupim nie wytłumaczysz, mądrym nie musisz tłumaczyć. Dlatego kąsać mnie zwyczajnie nie warto, bo zapewniam, że hejt w sieci wystosowany w moją stronę to ostatnia rzecz na tym Bożym świecie, którą bym się przejęła.

Gabrielle Mills: Faktycznie, źle ubrałam moje stwierdzenie w słowa, ale jak widać jesteś czujna. I również muszę się z Tobą zgodzić co do faktu, że złośliwcy byli są i będą i jedyne co nam pozostaje to nie zwracać na nich uwagi. Nie umniejsza to jednak twoim poczynaniom i chęci pomocy. Jak powiedziałaś wchodzisz w świat showbiznesu i to niesie za sobą pewne benefity takie jak udział na przykład w pewnym bankiecie. Powiedz, czy w tamtej chwili mogłaś już sobie powiedzieć, że zaczynasz liczyć się w Santos?

Luisella DeLazzari: Oh... To był naprawdę niesamowity wieczór! *westchnęła z zachwytem* Tak, zdecydowanie mogłam i odczułam to, że nazwisko DeLazzari zaczyna być w mieście ważne. Korzystając też tutaj z okazji, chciałabym podziękować organizatorom bankietu, a przede wszystkim Panu Thomasowi DePalma za zaufanie mi i naszej marce LOSARI. To był dla nas bardzo ważny krok, cieszę się, że osoby pokroju Pana DePalmy wyciągają rękę do takich przedsiębiorstw jak nasze. Jest to idealny przykład na to, że warto i że można, oraz na to, że firma choć na rynku nowa to jak najbardziej wysokiej jakości! Gdyby było inaczej, zapewne nie pojawilibyśmy się wśród tak wyszukanego grona. To niebywale budujące uczucie.

Gabrielle Mills: Bez wątpienia byłaś zadowolona, bo po samym bankiecie na swoim profilu opublikowałaś post z dość ciekawymi słowami, a mianowicie *sięgnęła po tablet i przytoczyła słowa* "Warto mieć marzenia, ambicje, mimo przeciwności losu iść przed siebie do wyznaczonych celów... By w pędzie za przyszłością nie zapomnieć o teraźniejszości" Czy te słowa czerpałaś ze swoich przeżyć oraz czy są skierowane do konkretnych osób? Bo jak ja je przeczytałam to serio te słowa są uniwersalną maksymą.

Luisella DeLazzari: Wszystko co publikuję w sieci, każde ze słów, czy to osobiście złożone w zdanie czy zacytowane... Są częścią mnie, mojego życia. Słowa, które zacytowałaś fakt faktem były w oparciu o moje bardzo osobiste, prywatne przejścia z niedawnego czasu, bardzo bolesne i pozostawiające ślad w głowie na długo lub może na zawsze. Jednak są jakże jak powiedziałaś uniwersalne. Myślę, że każdy z nas czy to prywatnie czy zawodowo ma takie momenty, gdzie nie wie po co, dlaczego, co dalej. Warto zatem czasami zatrzymać się na chwilę, zadać pytanie, odpowiedzieć sobie na nie i iść dalej, życie nigdy się nie zatrzymuje niezależnie od tego co się wydarzy. Warto mieć to na uwadze i przede wszystkim ŻYĆ, po prostu żyć.

Gabrielle Mills: I nie bać się podejmować ryzyko, żeby później nie musieć myśleć "A co by było, gdyby". Na pewno te słowa warto zapamiętać. Uff... nie uważasz, że zrobiłyśmy tutaj dość ciężką atmosferę? Chyba pora przejść to lżejszych tematów. *uśmiechnęła się nieznacznie* Oprócz tego, że wraz siostrami prowadzisz firmę to od jakiegoś czasu również prowadzisz swojego bloga. Kiedy ogólnie narodził się pomysł na stworzenie takiej strony? To pomysł z rodzinnych stron czy swój początek ma w Santos?

Luisella DeLazzari: Taak, zdecydowanie pora rozwiać nieco chmur, które sukcesywnie napływająspacer.png na nasze głowy! MyFashion miało powstać już przed moją przeprowadzką, aczkolwiek doszłam do wniosku, że zapoczątkuję to tutaj. Chciałam przede wszystkim uniknąć długiej przerwy w postowaniu. Szanuję każdą osobę, która ten blog odwiedza, więc musiałabym nie mieć sumienia by zadać czytelnikom taki cios tylko dlatego, że postanowiłam się przeprowadzić dziesięć tysięcy kilometrów od domu *śmiech* 

Gabrielle Mills: Fakt, mogłabyś się im narazić takim ruchem. W takim razie jakbyś przedstawiła swojego bloga osobie, która nigdy o nim nie słyszała. Albo raczej jakbyś sprzedała swój twór?

Luisella DeLazzari: Oh, sprzedała brzmi strasznie, Gabrielle, upominam cię! *zaśmiała się* Jak możesz, lub możecie kojarzyć drodzy słuchacze, wchodząc na MyFashion możecie przeczytać tam między innymi słowa: "MyFashion to miejsce dla wszystkich bez względu na na płeć, rasę, pochodzenie, orientację seksualną". Uważam, że to jest już wystarczająco. Czytelnicy lubiący blogi wolą przestrzenie bezpieczne i przyjazne. Zatem słuchaczu: jeżeli zaliczasz się do tego grona, serdecznie zapraszam cię do mojego świata. Przyjdź, przekonaj się, sam oceń czy ta przestrzeń, to przestrzeń, w której chcesz zostać na dłużej. O, właśnie tak bym to zrobiła. *zaśmiała się, ciszej dodając* Hej, mówię poważnie, wpadnij.

Gabrielle Mills: Okey, okey... przyjmuje upomnienie i postaram się już nie używać takich zwrotów. *podniosła na chwilę ręce w obronnym geście i zaśmiała się* A co do przekonania, myślę, że byś zachęciła osoby, które nie słyszały o MyFashion. I tak się zastanawiam czy ten blog to po prostu forma twojej pasji czy jakiś element układanki w celu rozwijania i przede wszystkim większego rozgłosu zarówno dla LOSARI oraz twojej osoby?

Luisella DeLazzari: Ty chyba naprawdę lubisz podchwytliwe pytania, moja droga! MyFashion to przede wszystkim ja. To jest jedyna słuszna odpowiedź na tę chwilę w tym temacie, o.

Gabrielle Mills: Ja i podchwytliwe pytania? Niee, omijam takie szerokim łukiem. *uśmiechnęła się szeroko* Okey, skoro tak stawiasz sprawę... w takim razie może powiesz mi czy w przyszłości będziesz chciała zająć się projektowaniem nie tylko biżuterii, ale i ubrań?

Luisella DeLazzari: Istnieje na to prawdopodobieństwo, jak na wiele różnych innych spraw. Pozostawię te pytanie bez jednoznacznej odpowiedzi, nie chcę obiecać za dużo, a nie chcę też później wyskoczyć z czymś niespodziewanie. Czas jest bardzo dobrym elementem weryfikacji.

Gabrielle Mills: Dajesz nam podczas dzisiejszej rozmowy strasznie dużo niedomówień i niewiadomych. Dosłownie pastwisz się nade mną oraz naszymi widzami! *zaśmiała się* Ale niech będzie. Postawmy to w takiej formie. Luisella powiedz lubisz wyzwania?

Luisella DeLazzari: Nie lubię wyzwań. Ja je uwielbiam.

Gabrielle Mills: To świetnie się składa. Poniekąd jesteś bardziej obeznana w tym świecie oraz trendach jakie teraz panują niż ja zwykły laik. Powiedz co byś zmieniła w mojej dzisiejszej stylizacji albo co byś dodała, jeżeli jakimś cudem jest w miarę okey wszystko?

Luisella DeLazzari: Ostatnio, gdy powiedziałam coś na temat stylizacji mojej koleżanki pobiegła do domu się przebrać. Jaką mam pewność, że stąd nie wyjdziesz zostawiając mnie z tymi wszystkimi operatorami i technikami? *zaśmiała się*

Gabrielle Mills: A nie spokojnie, jeżeli ja wyjdę to oni też więc nie będziesz musiała się z nimi użerać. *wybuchła śmiechem* A tak serio to potrafię znieść krytykę, więc gwarantuje ci, że nie mam zamiaru stąd uciekać.

Luisella DeLazzari: *śmiech* W sumie... oh. Cóż. Przede wszystkim skupiłabym się na tym, o czym pisałam w ostatnim poście na MyFashion zatytułowanym: Minimalizm w czasach rozpusty. Jest w nim między innymi o zasadzie trzech kolorów. U ciebie dostrzegam czte... Pięć. Myślę, że powinnaś ograniczyć się do trzech, dobierać je tak by tworzyły całość, a nie być z różnych bajek i będzie bajecznie. Byłoby już odrobinę korzystniej gdybyś jako dodatek wybrała biżuterię srebrną lub z białego złota, niżeli złotą. Idealnie wkomponowałaby się w twoją cudowną kurtkę. Pomyślałabym też o mniej kontrastujących jeansach i będzie w porządku. To są szczegóły, ale bardzo istotne.

Gabrielle Mills: Damn... chyba jednak wychodzę... a nie chwila. W pracy dalej jestem to nie mogę. *zaśmiała się* A tak na poważnie to wyzwanie jak najbardziej ci zaliczam i będę mieć twoje słowa na uwadze na przyszłość. A teraz tak na koniec jeszcze chciałabym poznać twoje zdanie na jeden temat. Mianowicie, jako że zajmujesz się projektowaniem biżuterii, to czy w projektowaniu są jakieś granice według ciebie?

Luisella DeLazzari: Wiesz, Gabrielle. Ja jestem zdania, że my kobiety powinnyśmy się wspierać na zasadzie bezwzględnej szczerości. To jest najlepsze co kobieta może dać kobiecie, jeżeli ma to na celu poprawę jej wizerunku czy to wizualnego czy nie. Pora kończyć z słodkimi uśmieszkami i pochwałami na siłę byle kogoś podnieść na duchu, kłamiąc w żywe oczy, że wygląda coś super, gdy tak nie jest. To jest zwykłe oszustwo. I nie mylmy tego z jakimś dopiekaniem sobie wzajemnie, to dwie osobne kwestie. Natomiast jeżeli chodzi o granice w projektowaniu. A czy są granice w gotowaniu? Czy są granice w sporcie? Czy są granice w muzyce? Czy są granice w aktorstwie? Nie. Tak samo nie ma granic w projektowaniu. Przynajmniej ja ich nie dostrzegam.

Gabrielle Mills: Co do twojej pierwszej części wypowiedzi. Tutaj akurat zgadzamy się w stu procentach. Lepsza jest najbrutalniejsza prawda niż słodkie kłamstwa, które są podtrzymywane przez długi czas. A jeżeli już chodzi o odpowiedź na moje pytanie, czyli ograniczeniem jest tylko i wyłącznie ludzka kreatywność, jeżeli dobrze cię rozumiem. A jak w takim razie postrzegasz rozwój technologii w tej dziedzinie? Czy to ułatwia czy jednak zabija pomysłowość projektantów?

Luisella DeLazzari: Jeżeli pomysłowość danego projektanta da się zabić, niech jak najszybciej przestanie używać na sobie określenia projektant, bo to obraźliwe dla innych. Nie istnieje coś takiego jak zabicie pomysłowości osoby, która tworzy coś w rodzaju sztuki. Nie i już. Koniec. Jeżeli twoja kreatywność, pomysłowość może się wyczerpać to skończ robić to co robisz, bo marnujesz swój czas i swoje życie. Możesz mieć kryzys, ale nigdy nie wyczerpiesz potencjału JEŻELI urodziłeś się po to, by tworzyć. Natomiast co do samej technologii: ułatwia życie. Zdecydowanie.

Gabrielle Mills: Mocne przesłanie dla wielu osób. Zdecydowanie nie żartowałaś na początku, że masz zamiar być szczera w stu procentach i pokazywać siebie. Luisella wszystko co dobre kiedyś się kończy, tak i nasza rozmowa chyli się ku końcowi. Jednak za każdym razem daje swoim gościom chwilę swobody z kamerą i nie ingeruję w wypowiedzi. I dla Ciebie właśnie nadchodzi ta chwila, więc śmiało, jeżeli masz coś do przekazania naszym słuchaczom to właśnie jest ten moment albo jeżeli po prostu chcesz kogoś pozdrowić.

Luisella DeLazzari: Do przekazania mam tylko tyle, by oczy mieć zawsze szeroko otwarte, zbędnie nie ufać każdemu i po prostu: cieszyć się życiem, póki jest, tak, by liczył się każdy dzień. Pozdrawianych wymieniać nie będę, bo tych osób, które mnie jest naprawdę dużo. Te osoby wiedzą, że właśnie o nich mówię, więc na koniec: po prostu dziękuję. Spokojnej nocy i mam nadzieję, że do zobaczenia za jakiś czas!

Gabrielle Mills: I ja również się z Państwem żegnam i życzę dobrej nocy, a tobie Luisella dziękuje bardzo za tą rozmowę. Jeszcze raz Santos dobrej nocy i do zobaczenia następnym razem. See ya!


qI00s97.png

Edytowane przez Nexisten
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

**Luisella DeLazzari rzecz jasna prześledziła dokładnie upublicznioną całość, doszukując się błędów w składniach swoich zdań, gdyż część wywiadu już uleciała z jej głowy w wyniku stresu, który odczuwała przez całe spotkanie z Gabrielle. Zadowolona ze swojego debiutu w dużych mediach udostępniła wywiad na własnym profilu na Lifeinvader. Po tym wysłała link również do sióstr i rodziców, choć każdy z członków rodziny DeLazzari śledził te spotkanie na bieżąco minionego wieczoru.   **

Edytowane przez amnilka

You're never gonna get it
I'm a hazard to myself
I'll break it to you easy
This is hell

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

**Eliana znalazła wywiad poprzez link na profilu Luiselli. Obejrzała całość z ciekawością na laptopie siedząc wygodnie na fotelu z kubkiem herbaty. Przysłuchiwała się słowom kobiety wyłapując poszczególne smaczki, które bardziej zaciekawiły ją samą.**

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.
Uwaga: Twój wpis zanim będzie widoczny, będzie wymagał zatwierdzenia moderatora.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.

×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę. Warunki użytkowania Polityka prywatności Regulamin