Skocz do zawartości
 
GRACZY ONLINE

[19/07][no more heaven records] LOOK MOM, I MADE IT US TOUR!


Aliéné

Rekomendowane odpowiedzi

Ik0dCAQ.png

 

**Po premierze siódmego lipca albumu LOOK MOM, I MADE IT, Mike Broadhurst rusza w ogólnokrajową trasę koncertową, odwiedzając 15 miast w całych Stanach Zjednoczonych. Trasa to nie tylko celebracja jego największego jak dotąd projektu, ale też szansa dla fanów, by usłyszeć na żywo utwory, które już stały się jego znakiem rozpoznawczym. Podczas koncertów zabrzmią numery takie jak „SM1L3”, „Pikachu”, „No more heaven”, „Watch” z gościnnym udziałem Maxine Koci, czy „More Than Friends” z NERI, a to tylko część emocjonalnej podróży, jaką oferuje ten album. W trasie nie zabraknie też Lilma, Lil Jaya, CHA$E’a i Lailii Aguirre, ich głosy towarzyszą na wspólnych utworach, które fani pokochali od pierwszego odsłuchu.

 

W wybranych miastach dostępne są bilety VIP Meet & Greet, które zapewniają wcześniejsze wejście, spotkanie z Mike’em, wspólne zdjęcie i ekskluzywną część akustyczną tylko dla posiadaczy pakietu VIP. Opcja dostępna w: San Diego, Fresno, San Francisco, Denver, Dallas, Austin, Atlanta, Washington DC, Philadelphia, New York, Chicago i Minneapolis.

Każdy posiadacz biletu VIP może zgłosić 2–3 swoje ulubione covery, które chciałby usłyszeć podczas kameralnego, akustycznego setu i pogadanki z Mike’em. Aby zapewnić, że wybór będzie sprawiedliwy i realny do wykonania, wszystkie propozycje trafiają do specjalnej ankiety online, gdzie fani mogą głosować na zgłoszone utwory. Najpopularniejsze 3–5 coverów z każdego miasta zostanie wybrane do programu wieczoru i wykonane na wybranych koncertach. Dzięki temu Mike może skupić się na tych, które cieszą się największym zainteresowaniem, a fani mają realny wpływ na repertuar.

Trasa rozpoczyna się 19 lipca w SOMA (San Diego), a kończy 9 sierpnia w Magnolia Night Club w Los Santos. Bilety już w sprzedaży.

Ticketmaster na swojej stronie udostępnił szczegółowe informacje na temat meet & greet:**

 

Mike Broadhurst – VIP Meet & Greet Experience
Dostępne w wybranych miastach podczas trasy LOOK MOM, I MADE IT – US TOUR

Chcesz spotkać Mike’a Broadhursta osobiście jeszcze przed koncertem? Ten pakiet VIP to Twoja szansa na wyjątkowy moment z artystą, bez pośpiechu, z bliska i w kameralnej atmosferze.

W ramach pakietu VIP otrzymujesz:

  • Udział w ekskluzywnym spotkaniu Meet & Greet z Mike’em (odbywa się przed otwarciem bram na koncert)
  • Miniakustyczny set z 3–5 coverami wybranymi wcześniej przez fanów w głosowaniu online (każdy VIP może zgłosić 2–3 propozycje po zakupie biletu)
  • Krótka sesja Q&A podczas której Mike będzie odpowiadał na pytania fanów na żywo
  • Zdjęcie grupowe z całym gronem VIPów
  • Szansa na zdjęcie indywidualne lub podpis – losowana spośród uczestników (ograniczona liczba)
  • Pierwszeństwo wejścia na salę koncertową (early entry)
  • Limitowany plakat VIP + przypinka z trasy
  • Dedykowane wejście i VIP check-in z obsługą na miejscu

Miasta objęte pakietem VIP:
San Diego, Fresno, San Francisco, Denver, Dallas, Austin, Atlanta, Washington DC, Philadelphia, New York City, Chicago, Minneapolis

 

  • 19.07 San Diego, California - Soma
Spoiler

Meet & Greet

**Przed oficjalnym otwarciem bram, fani, którzy zaopatrzyli się w specjalną edycję biletów mieli okazję doświadczyć Mike’a bez sceny, bez świateł, bez filtrów, twarzą w twarz. W ramach VIP Meet & Greet Experience, około 50 osób weszło do klimatycznego, wydzielonego specjalnie do tego pomieszczenia, gdzie Mike witał każdego z uśmiechem, dziękując za obecność i wsparcie. Zanim padło pierwsze pytanie, złapał za gitarę i wykonał cztery covery wybrane przez fanów w internetowym głosowaniu. O dziwo najwięcej fanów z biletem VIP głosowało na cover Victory Lap od Kayes. Covery które zagrał prezentują się tak:

1. Victory Lap - Kayes

2. i like the way you kiss me - Artemas

3. Glimpse of Us - Joji

4. Grenade - Bruno Mars

**Po każdym utworze dzielił się historiami zarówno z życia, jak i z powstawania albumu, śmiał się z uczestnikami, a podczas sesji Q&A padły pytania od bardzo osobistych, po zabawne.**

Pytanie: Która piosenka z płyty była najtrudniejsza do nagrania?
Odpowiedź Mike'a: She's Never There. Nie dlatego że to o jednej osobie, ale dlatego, że w tym wersie jestem ja z czasów, których nikt nie chce pamiętać.
Zaraz potem padło kolejne: Czemu akurat LOOK MOM, I MADE IT?
Odpowiedź Mike'a: Bo zanim ktokolwiek mnie zauważył ona już widziała, że coś ze mnie będzie. Ten tytuł to najprostsze "dziękuję", jakie mogłem jej dać. Każdy wers, każdy koncert, każde 'zrobiłem to', to wszystko najpierw było dla niej."

**Na koniec powstały zdjęcia grupowe, a kilku szczęśliwców zostało wylosowanych do indywidualnych fotek i podpisów.**

Koncert

**Gdy nadszedł czas wejścia na salę, SOMA rozświetliła się niebiesko-różowym światłem. Tłum kipiał. Na ekranie pojawiło się jedno zdanie, białymi literami na czarnym tle: "LOOK MOM, I MADE IT." Wybuchła burza oklasków, a Mike pojawił się na scenie jak wystrzał emocji otwierając koncert utworem "I'm Back". Jego głos był pewny siebie, ale i emocji, która niosła się przez cały klub, gdy przechodził do "SM1L3" i "Like This PT.2", rozgrzewając publikę do czerwoności. Nie zabrakło także energetycznego "Pikachu" i feministycznego hymnu "GIRLS", podczas którego na scenie pojawiły się tancerki z różnorodnych środowisk, wspierające Mike'a od początku trasy.

W połowie koncertu, ku uciesze fanów, na scenie pojawiła się Nerina, w swoim rodzinnym mieście, wśród znajomych twarzy i bliskich, ale tego wieczoru przede wszystkim jako narzeczona Mike'a i artystka u jego boku. Wspólnie wykonali dwie piosenki z płyty: "More Than Friends", gdzie ich chemia na scenie rozpuściła cały tłum oraz "SELFMADE" w wersji wzbogaconej o dodatkowy, emocjonalny bridge. Mike objął ją na zakończenie i szeptem podziękował, a publiczność wybuchła oklaskami. Nerina została jeszcze chwilę, by zaśpiewać dwa utwory ze swojej EP-ki, "moonflowers" i "insomnia kisses", zostawiając po sobie aurę czułości i siły. Później, do Mike'a dołączyła również Laila Aguirre, producentka i starsza siostra Neri, by razem wykonać "Still Want You", ich wspólny numer, który w San Diego wybrzmiał z dodatkowym ładunkiem emocjonalnym. Końcówka koncertu była jak katharsis, Mike sięgał po coraz cięższy emocjonalnie kaliber: "No More Heaven", "Need U" (z wizualką CHA$E na ekranie), "She's Never There", aż w końcu "Watch, duet z Maxine Koci którego wokale zostały idealnie zsynchronizowane z wyświetlaną na ekranie sylwetką Maxine. Publiczność znała każdy wers. W finałowym utworze "Mantra", Mike stanął w samym środku sceny bez efektów wizualnych, bez świateł, sam z mikrofonem i przewieszoną gitarą. Mike uciszył całą salę. To było jego przesłanie, nie musisz mieć wszystkiego, żeby mieć sens. Wystarczy, że jesteś sobą. Na bis powrócił z jednym zdaniem: "Dla mojej narzeczonej. Dla was wszystkich. I dla mamy, bo to przecież jej obiecałem." I zagrał ostatni numer "Diva", a sala wybuchła. Finał był jak eksplozja bomby: głośny, taneczny, triumfalny. Osobiście dla Mike'a start trasy koncertowej był jak marzenie, ale też powrót do wartości, do rodziny, do ludzi, do muzyki. Chciał dać fanom coś więcej niż koncert. To był manifest. Dowód, że da się spełniać marzenia i nie zatracić siebie po drodze.**

 

  • 20.07 Fresno, California - Strummer's
Spoiler

Meet & Greet

**Około 200 osób zebrało się w specjalnej strefie na tyłach klubu. Mike pojawił się punktualnie i od razu zaczął z nimi rozmowę w swoim stylu, czyli śmieszkowo, na luzie, bez żadnej bariery, tak jakby spotkał się ze znajomymi. Zagrane covery (wybrane w głosowaniu VIP-ów Fresno):**
Lonely - Justin Bieber & benny blanco
Beautiful Things - Benson Boone
Selfish - Justin Timberlake

**Po każdym utworze padały pytania, niektóre zaskoczyły samego Mike’a:**

Czy pisałeś "More Than Friends" naprawdę o Neri?
**Mike tylko się uśmiechnął:** Powiem tak, jeśli ktoś cię potrafi wyprowadzić z równowagi i wciąż chcesz do niej wracać, to chyba wiadomo.

Kto najczęściej prosi Cię o darmowe bilety?
Ci, którzy dwa lata temu pisali, że lepiej jakbym dalej pracował jako sprzedawca, bo kariery to ja wielkiej nie zrobię.

Kto w Twoim teamie najdłużej śpi?
Osz cholera, zdecydowanie Laila. Ale jej się wybacza, bo zawsze kończy beaty o 3:30 rano.

Kiedy ostatnio czułeś się naprawdę sławny?
Mike: Jak mnie ochrona w klubie Mirage nie chciała wpuścić na własny koncert.

**Na koniec zrobiono wspólne zdjęcie, a kilkunastu szczęśliwców wylosowano do fotek indywidualnych i podpisania plakatów. Atmosfera? Rodzinna. I tak Mike mógł przejść do właściwego koncertu, dla większej publiki.**

Koncert

**Czerwone światła sączyły się leniwie z sufitu, a w głośnikach słychać było zapętlony głos Mike'a, powtarzający szeptem "look mom...". A potem to wszystko ucichło. Jedna linia tekstu pojawiła się na ekranie - "LOOK MOM, I MADE IT." Tłum ryknął. Mike wszedł pewnym krokiem ubrany w swoją ulubioną kwiatową koszulę i niebieskie jeansy. Wszedł ze spuszczoną głową jakby jeszcze zbierał myśli, ale już wiedział, że to jego moment. Zaczął od „SM1L3”, zupełnie inaczej niż w San Diego, przede wszystkim wolniej i głębiej, a potem bez żadnego ostrzeżenia wrzucił tempo, wystrzeliwując w "I'm Back" z taką mocą, że kilka osób pod sceną zaczęło skakać w rytm jakby nie było jutra. "Like This PT2", które porwały tłum bez większego wysiłku. Dalej poleciały "Pikachu", "Diva" i "Still Want You", grane z mocną intensywnością, którą da się tylko poczuć w małych klubach. Potem przyszła kolej na "More Than Friends", "Selfmade", "No More Heaven" i "Need U", które wybrzmiały mocniej niż na płycie. Finałową piosenką koncertu w Fresno okazała się "Mantra". Mike usiadł na wysokim krześle barowym, przewiesił przez szyję gitarę i zaczął grać. Po piosence podziękował wszystkim fanom za tak liczne przybycie i zrobił sobie selfiaka ze sceny na pamiątkę.**

 

  • 21.07 San Francisco, California - The Masonic
Spoiler

**Trzeci dzień trasy "LOOK MOM, I MADE IT" i pierwszy raz na scenie, która z założenia służy wyłącznie muzyce. The Masonic klasyczna sala koncertowa, znana ze znakomitej akustyki i eleganckiej architektury, powitała Mike’a nie tylko stylowym wnętrzem, ale i pełną widownią, gotową na wszystko. Jeszcze przed koncertem odbyło się spotkanie VIP, w dużej przeszklonej sali konferencyjnej nad głównym holem. Atmosfera jak i na wcześniejszych spotkaniach była luźna: dużo śmiechu i praktycznie zero dystansu z fanami. Mike pojawił się punktualnie, z kubkiem kawy i z lekkim uśmiechem na twarzy, jakby właśnie wszedł do pokoju znajomych, a nie do grupy podekscytowanych fanów. Przywitał się z każdym z osobna, rzucał krótkie żarty, podpisywał plakaty i polaroidy. Potem przyszedł czas na krótką, akustyczną sesję, podczas której zagrał trzy covery wybrane przez fanów wcześniej w głosowaniu online.

Głos Mike’a w interpretacji "Blinding Lights" The Weeknd brzmiał bardziej melancholijnie niż oryginał; w "Somebody Else" The 1975 był już niemal zupełnie nieobecny emocjonalnie, jakby rozmywał się w nostalgii; a "Heather" od Conan Gray zabrzmiało wyjątkowo cicho, prawie szeptem, jakby Mike grał ją tylko dla jednej osoby.

Kiedy gitarę odłożono na bok, zaczął się segment Q&A, a fani nie zawiedli. Pytania były zabawne, osobiste i nieco dziwne tak, jak powinno być.

Jaką supermocą byś pogardził?
Mike: 
Czytanie w myślach. Ja już ledwo ogarniam swoje.

Co byś powiedział 16-letniemu sobie?
Mike: Nie poddawaj się tylko dlatego, że nie pasujesz. Twoje braki są Twoją siłą. I przestań udawać kogoś innego – to się zemści. No i... zmień fryzurę, stary. Serio.

Jakie najdziwniejsze DM-y dostajesz od fanów?
Mike: Ktoś kiedyś zapytał, czy może nazwać swoją świnię Mike Broadhurst. Odpisałem, że tylko jeśli świnia też będzie śpiewać.
Nerina: A potem Mike wysłał mi zdjęcie tej świni z podpisem ‘brat bliźniak’.

Jaki był Twój najbardziej żenujący moment na scenie?
Mike: Przed wczoraj w San Diego wypadł mi mikrofon z ręki. Nerina podniosła go z gracją baletnicy, podała mi, a potem... pokazała mi język. Mam to na TikToku.
Nerina: Widzowie myśleli, że to choreografia.

**Finalnie segment Meet & Greet zakończył się zrobieniem grupowego zdjęcia z fanami. I wylosowaniem szczęśliwców spośród VIPów którzy zrobili sobie zdjęcia indywidualne z Mike. Na wyjściu zostali obdarowani plakatami i przypinkami z trasy koncertowej.**

Koncert

O 20:30 sala wygasła. Zapadła całkowita ciemność, a potem światła punktowe. Ciepłe, złamane bursztynem, tylko na Mike’a. Stał sam na scenie i zaczął wieczór nietypowo, od ballady "Still Want You", zagranej przy samym pianinie. Żadnych efektów, żadnych filtrów. Tylko on i jego głos, rozlewający się po sali. Refren przyniósł powolne światło. Na scenie dołączył zespół, a wtedy zaczęła się eksplozja: stroboskopy, dynamiczne kamery, ogromny ekran LED z sekwencjami glitch-artu i przesterowanych barw. "SM1L3", "Like This PT2", "I’m Back" wszystko grane z pełnym rozmachem, a jednocześnie bez teatralności. Tłum stał, tańczył, skakał, a Mike prowadził ich przez każdy dźwięk. I wtedy nadeszła pierwsza niespodzianka. Mike spojrzał w lewą stronę sceny i powiedział: "Tę piosenkę napisałem z kimś, kto zna mnie lepiej niż ja sam. Jest dzisiaj tutaj. Więc... Nerina?" Z bocznego światła wyszła Nerina ubrana w ciemną, połyskującą stylizację z delikatnymi srebrnymi akcentami, zupełne przeciwieństwo jej delikatnego uśmiechu. Publiczność wybuchła aplauzem. W duecie z Mike’em zaśpiewali "More Than Friends"  z subtelnym wizualem: na ekranie pokazywano krótkie nagrania z trasy, zza kulis, ze wspólnych momentów. Przeplatały się z animowanymi grafikami w stylu retro VHS i neonowych napisów. Było to ciepłe, osobiste, bezpretensjonalne. Po chwili zostali na scenie razem, by wykonać też "SELFMADE" utwór w nowej aranżacji, z industrialnym klimatem i cięższym bitem. Reflektory pulsowały w rytm, a dym wypuszczany z podłogi rysował ich sylwetki w zwolnionym tempie. Gdy Nerina zeszła ze sceny, Mike został sam, ale publiczność była już na granicy euforii. "Pikachu", "No Regret, No Love". Zespół raz po raz zwalniał, zostawiając same instrumenty smyczkowe albo pianino, by potem wracać z pełną mocą. Najbardziej emocjonalny moment przyszedł tuż przed końcem, "She’s Never There" i "No More Heaven" zostały zagrane w niemal całkowitej ciemności, tylko z delikatnym błękitnym światłem nad sceną. Głos Mike’a był kruchy, surowy, prawdziwy. Na finał pojawiły się klasyki: "Watch", "Need U" z pirotechniką w postaci konfetti, reflektorami w kolorach trasy: głęboka purpura, granat, złoto. A na bis: "Mantra". Bez efektów, bez świateł, bez czegokolwiek. Po prostu Mike, mikrofon i tłum, który śpiewał z nim każde słowo, jakby to był hymn. San Francisco dostało nie tylko koncert. Dostało wieczór, który był jak opowieść, osobista, dzika i szczera. Mike znów nie musiał krzyczeć, żeby jego muzyka trafiła do serca.**

 

  • 22.07.2025 Seattle, Washington – Paramount Theatre
Spoiler

**Letnie popołudnie w Seattle pachniało spokojem i słońcem. Niebieskie niebo, lekki wiatr, pogoda niemal symbolicznie zapowiadała coś wyjątkowego. Bez dusznego oczekiwania, bez deszczu tylko rosnące napięcie. Już godzinę przed otwarciem drzwi tłum zbierał się pod Paramount Theatre. Tego dnia nie było Meet & Greet, ale nikomu to nie przeszkadzało. Bo dziś nie chodziło o spotkanie. Chodziło o przeżycie. Punktualnie o 20:00 światła w sali przygasły, a scena rozbłysła granatowym blaskiem. Mike pojawił się pewnie, ale z miękkim uśmiechem, jakby wchodził do własnego domu, pełnego przyjaciół. Całość otworzył "Still Want You", na spokojnie tylko on i gitara, w świetle przypominającym ostatnie promienie słońca. Bez aranżacji, bez hałasu. Intymnie. Chwilę później wszystko wybuchło, bez zapowiedzi ruszyły "SM1L3" i "I’m Back", podbite mocnym basem, stroboskopami i dynamicznym tańcem światła. Publiczność oszalała, ale z jakąś charakterystyczną dla Seattle równowagą, euforia nie odbierała uważności. Mike jako następne zagrał "Like This PT2", przemykając między refrenami a momentami ciszy, która mówiła więcej niż beat. W pewnym momencie przystanął przy krawędzi sceny, a zespół ucichł. Światła przygasły. Wystarczyła jedna nuta fortepianu, by rozpocząć "She’s Never There" śpiewaną z siedzącej pozycji, w cieniu błękitnego światła i subtelnej mgły. Publiczność wstrzymała oddech. Po "SELFMADE" scena nagle zatonęła w całkowitej ciemności. Cisza była prawie nienaturalna, ludzie zamilkli, niektórzy wstrzymali ruch. A potem… coś zaczęło się dziać. Z głębi sceny powoli wyjechała podświetlona platforma. A na niej Solana Woods. Artystka z Los Santos, raperka i głos ulicy, manifest. Ubrana w czarny, ciężki strój, zakuta w łańcuchy, z taśmą na szyi z napisem CENSORED. Światło oświetlało tylko jej twarz nieruchomą, spokojną, ale pełną siły. W milczeniu, krok po kroku, zrywała z siebie łańcuchy, które z brzękiem opadły na scenę. Potem zdjęła taśmę, przytrzymując spojrzenie tłumu jeszcze przez ułamek sekundy, zanim rzuciła ją na deski. Zgasło wszystko. Totalna ciemność. Cisza. Gdy światła wróciły Solana stała wyprostowana, między dwiema tancerkami, pod silnym światłem zza pleców. Jej cień rósł na kurtynie jak symbol. Wzięła mikrofon i powiedziała: „To nie koncert. To protest. To ja. Bez cenzury.” Rozpoczęła "Uncensored", potem "Belladonna", "Forbidden Fruit"  surowo, bez kompromisów, z wersami rozcinającymi salę jak ostrze. Jej wokal zlał się z tętniącym beatem sceny. Na koniec pojawiło się "Told You", premierowy numer, niewydany, niesłyszany wcześniej. Po raz pierwszy na żywo. W tle zaczęły migać projekcje: komentarze, nagłówki, hasła, a wszystko przekreślone lub wymazane na czerwono. Gdy skończyła, zeszła tak samo, jak się pojawiła. W ciszy. Bez ukłonów. Z głową wysoko. Mike wrócił chwilę później. Bez zespołu. Bez tła. Stał sam w świetle. Uśmiechnął się tylko lekko i powiedział: „Muzyka to nie tylko dźwięk. To wybór. To to, kogo zapraszasz na scenę. I to, co mówisz, kiedy wszyscy słuchają.” Na bis wybrał: "Watch", "Need U" i wreszcie "Mantra". Publiczność śpiewała każde słowo. Światła skierowane były wyłącznie na tłum. Na nich. Bo wieczór był ich.**

 

  • 24.07 Denver, Colorado - Mission Ballroom
Spoiler

**Zanim jeszcze sala zaczęła się wypełniać, ekipa VIP-ów, grupa około 120 osób, tych co kliknęli bilet zanim wyprzedało się wszystko jak świeże pączki, miała już swoje pięć minut. Spotkanie odbyło się na zapleczu Mission Ballroom, w wydzielonej salce z ciepłym światłem i kilkoma rzędami foteli. Mike pojawił się punktualnie jak zawsze, ubrany bardziej na sportowo, mniej odważnie niż na koncertach, po prostu biały t-shirt z nike, klasyczne jeansy a w dłoni kubek z kawą ze starbucks, nie zabrakło oczywiście uśmiechu na twarzy po wejściu do sali, poczuł się jakby znał wszystkich z liceum. Na przywitanie podziękował VIP'om za przyjście. W części muzycznej zagrał trzy covery, które wygrały w głosowaniu VIP-ów:**

Too sweet - Hozier
Lovin On Me - Jack Harlow
X - Maxine Koci

**Po każdej piosence był moment na gadkę, wspomnienia i klasycznie. **

Dobra, teraz wasza kolej. Pytania, głupie i niegłupie, walcie śmiało.. Na wszystko postaram się odpowiedzieć.. CHYBA.

**Podczas spotkania padło wiele pytań, między innymi o jego stan materialny etc. Chociaż niektóre z pytań były bardzo przemyślane, niektóre głupkowate - dokładnie tak jak Mike planował od samego początku trasy koncertowej.**

 

Która piosenka z całej trasy sprawia ci największą frajdę, jak ją grasz na żywo?
Mike: Wiesz co, zdecydowanie Pikachu. Nie da się jej grać na smutno. Jak ten beat leci, to nawet ochroniarz pod sceną się kiwa.

Jakbyś miał otworzyć własną knajpę, co byś tam podawał i jak by się nazywała?
Mike: Otworzyłbym sieć fast foodów, nazywałaby się 'Grill Mom, I Ate It'.

Czy zdarzyło ci się kiedyś wyrzucić gotowy utwór do kosza?
Mike: Więcej niż raz. Jak coś mnie nie łapie za bebechy po tygodniu, to niech leci.

**Na koniec było grupowe zdjęcie, losowanie kilku fanów do zdjęć solo i podpisania merchu. Mike z każdym zamienił kilka słów i rzucił żartem.**

**W Denver wszystko grało od pierwszych sekund. Mission Ballroom pękał w szwach, ludzie byli gotowi dużo przed pierwszym beatem. Od początku było wiadomo, że to będzie inny wieczór. Nikt nie patrzył na telefon, nikt nie przyszedł "bo koleżanka miała bilet". Tu każdy znał wersy piosenek. I to najbardziej zaskoczyło Mike, że w Denver fani zaskoczyli go najbardziej znajomością tekstów i oddaniem. Jak zgasły światła i na ekranie pojawiło się "LOOK MOM, I MADE IT", sala dosłownie wybuchła. Mike wszedł na scenę i przywitał się z wszystkimi na sali koncertowej i zarzucił sucharem w swoim stylu. A potem od raz zaczął ogień, "I'm Back", potem "SM1L3", "Like This PT2", "Pikachu" i kiedy na "GIRLS" sala przejęła refren, Mike tylko się uśmiechnął i zostawił im cały mostek. Pięć numerów z rzędu po których padło kilka słów w stronę fanów, wyłapał niektóre krzyki, szczególnie te z pierwszych rzędów, które jeszcze słyszał i na nie odpowiedział. W środkowej części koncertu zrobiło się spokojniej. Poleciało "Still Want You" – w wersji z odtworzoną wokalną Laili, a zaraz potem "No More Heaven" i "She's Never There". Ta częśc koncertu była wyciszona i mocno emocjonalna. Mike'owi nie trzeba było świateł i zbędnych efektów. Tylko on, spotlight i gitara, a wersy które śpiewał, brzmiały jakby mówił sam do siebie.**

**Po tych numerach Mike usiadł na brzegu sceny, napił się wody i zagadał:** Który numer z tej płyty najbardziej wam siadł?

**Jakaś dziewczyna z pierwszego rzędu krzyknęła że "Need U!", zaraz to gdzieś słychać męski gruby głos krzyczący "Selfmade!" a listę zamknął chłopak krzyczący "Watch!"**

Mike: Okeej, to lecimy kolejno.

**I tak zrobił. "Watch", potem "Need U", a po nich "Selfmade" z dośpiewanym intro i outro przez Neri. Przy tym ostatnim ludzie wyciągali ręce w górę jakby coś szczególnie uderzało im do serca podczas słuchania tej piosenki. Przedostatni numer jaki wykonał to "She's Never There", mocno rozciągnięty z dodatkową pauzą przed ostatnim refrenem. W sali była cisza, jakby nikt nie chciał, żeby to się kończyło. Mike zamknął koncert "Mantrą" totalnie solo na scenie, bez DJ'a, hypemana, po prostu z gitarą. Schodząc ze sceny zaczął coś nucić do mikrofonu.. "Moje życie to klatka filmu od Tarantino" a później było słychać głośną trąbke puszczoną przez DJ'a, finalnie poleciał ostatni numer "Diva" z wizualizacją Farusha na telebimie. I tak właśnie Mike zamknął koncert, podziękował wszystkim fanom i zszedł pokornie ze sceny, wiedząc że wróci jeszcze nie raz do Denver.**

 

  • 25.07 Dallas, Texas  - South Side Ballroom
Spoiler

**Spotkanie VIP w Dallas odbyło się parę godzin przed koncertem. Zjawiło się na nim około 100 osób a każdy fan z biletem VIP dostał niebieską opaskę. Wydzielona przestrzeń, nastrojowe światła, kanapy, lekki klimat przedwieczornego backstage’u. Mike zupełnie jak w Denver, wszedł na salę z kubkiem kawy ze starbucks i bez żadnej sztywnej otoczki. Przywitał ludzi żartem, jakby znał ich od lat. Potem zagrał trzy covery wybrane wcześniej przez VIP-ów w głosowaniu:**

Call Out My Name - The Weekend
Location - Khalid
Circles - Post Malone

**Między piosenkami robił przerwy i odpowiadał na pytania zadane mu przez fanów. Ogólnie panował luźny nastrój, Mike często się śmiał jak to miał w zwyczaju, nawet z głupich rzeczy. **

Gdybyś miał występować w barze karaoke pod fałszywym nazwiskiem, jak byś się nazwał?
Mike: Wiesz co, jak zaczynałem z tym wszystkim, to zawsze chodziłem z plecakiem. Zamiast Blaze, zacząłbym z Backpack.

Co cię bardziej stresuje, studio czy wizyta u dentysty?
Mike: Damn.. Studio. Dentysta przynajmniej nie ocenia twoich wersów.

Który numer z płyty miał być w ogóle czymś innym?
Mike: SM1L3 miał być o imprezach, a wyszło o totalnym odklejeniu.

**Na koniec wspólna fota grupowa i szybkie podpisy dla tych, którzy wylosowali indywidualne spotkanie.**

**South Side Ballroom był napchany jak puszka, a powietrze w środku miało już gęstość koncertu, zanim cokolwiek się zaczęło. Gdy zgasły wszystkie światła, Mike wszedł na scenę i podszedł po cichu do konsoli DJskiej - oczywiście pojawiły się okrzyki w momencie jak wszedł na scenę, nie dało się go ukryć w stu procentach. Po chwili wybrzmiało dłuższe intro DJ'skie po którym poleciał "I'm Back", wszedł na stół od DJ'ki na którym miał wydzielone miejsce a sala zawrzała. Mike wszedł w początek koncertu mocno, po kolei poleciały: "SM1L3", "Like This PT2", "Pikachu", i było widać, że Dallas zna tracklistę na pamięć a dziewczyny przeważające ilością podczas koncertu Mike zdecydowanie szalały podczas piosenki "GIRLS", dały upust krzycząc na cały głos każdy refren, nawet ten zagrany acapella specjalnie dla nich. Mike co chwilę puszczał mikrofon w stronę tłumu, publika nie zawodziła i śpiewała razem z nim, momentami czuł się aż przytłoczony bo nie przypuszczał nigdy w życiu że aż w tak mocny sposób mógł do kogoś dotrzeć swoją twórczością. Przy "No Regret, No Love" zrobiło się trochę ciężej. Mike zwolnił, złapał bardziej surowy ton, a wokal poleciał trochę niżej niż zwykle, i to zrobiło robotę. Potem „Still Want You”, z projekcją Laili na telebimie, niby prosty zabieg, ale mocny jak diabli. W dalszej części koncertu przyszedł moment wyciszenia "No More Heaven", "She's Never There", i tu sala kompletnie spowolniła. Ludzie stali bez telefonów, wielu z zamkniętymi oczami. Mike na końcówce "She's Never There" milknie. Do końca koncertu emocje się tylko kumulowały: "Need U", "Selfmade", "Watch", a potem wejście w "Mantra" bez żadnego przejścia. Mike jakby nie patrzył już na ludzi, tylko przez nich. I to działało. Tego nie trzeba było rozumieć, wystarczyło tam być. Na bis wrócił, powiedział tylko jedno zdanie:**

Nie ma mnie tu bez tych, co nie przestali wierzyć, nawet jak ja przestałem.

**I poleciała "DIVA", robiąc na koniec konkretny ogień.**

 

  • 28.07 Austin, Texas - ACL Live at The Moody
Spoiler

**Ciepły, duszny wieczór w Teksasie. Kolejka pod teatrem zakręcała za róg już godzinę przed otwarciem bramek. Fani przyszli wcześnie, wiele osób w t-shirtach z napisem /GIRLS/, z płytami, plakatami i telefonami gotowymi na selfie. Atmosfera buzowała od emocji. Mike na spotkanie Meet & Greet przyszedł bez ochrony, z kubkiem kawy i krótko-dziwnym pytaniem: "Dobra, kto tu ma najdziwniejszy tatuaż?". Gdzieś tam w ostatnim rzędzie wstał nieco grubszy facet pokazując na karku swój tatuaż kodu kreskowego z podpisem "Limited Edition". Finalnie w specjalnie wydzielonej strefie Mike przywitał kilkudziesięciu fanów, którzy wykupili pakiet VIP. Każdy miał chwilę na krótką rozmowę i zdjęcie, a także możliwość zadania pytania. Tym razem Mike zaczął spotkanie od części pytań:**

Wrócisz kiedyś do Pikachu 2?
Mike: Może... Ale teraz chcę, żeby pierwsza część żyła swoim życiem. Czas pokaże.

Skąd czerpiesz inspirację do swojej muzyki?
Mike: Moja inspiracja to przede wszystkim moje życie, wszystko co przeżyłem, co widzę i czuję. Lubię też obserwować ludzi i ich historie, to dodaje autentyczności moim tekstom.

Jak radzisz sobie z presją i oczekiwaniami?
Mike: Starając się być sobą i robić to, co kocham. Presja jest, ale trzeba ją przekuć na motywację, nie na blokadę.

Co robisz, gdy nie tworzysz muzyki?
Mike: Lubię odpoczywać z bliskimi, oglądać filmy, dbać o swoją kolecję aut a czasem po prostu wyjść na spacer i złapać trochę świeżego powietrza.

**Następnie Mike przeszedł do coverów które zostały wybrane przez fanów w głosowaniu online:**

In My Blood - Shawn Mendes
Attention - Charlie Puth
Stay With Me - Sam Smith

**Stolica Teksasku, Austin przywitał Mike’a z otwartymi ramionami już od pierwszego ogłoszenia że pojawi się w tym mieście z trasą koncertową. ACL Live at The Moody Theater wypełnił się do ostatniego miejsca, a ludzie ustawiali się w kolejce jeszcze na długo przed startem. Widać było, że tu nikt nie przyszedł przypadkiem, każdy znał teksty i był gotów na pełne zanurzenie się w muzykę. Mike był pod wrażeniem, bo energia tłumu była intensywna i autentyczna, a fani nie odrywali wzroku od sceny ani na chwilę. Gdy na wielkim ekranie pojawiło się "LOOK MOM, I MADE IT", sala eksplodowała wiwatami. Mike wszedł na scenę z uśmiechem i rzucił żartem z ostatniego podcastu STARCAST związanego z kostkami lodu w Los Santos. Swój występ zaczął od DJ'skiego intra do "I'm Back", finalnie zagrał tą piosenkę a później poleciał "SM1L3", "Like This PT2" i "Pikachu". Kiedy na "GIRLS" cała sala zaśpiewała refren, Mike tylko się uśmiechnął i dał im prowadzenie na mostku. Pięć mocnych numerów z rzędu, po których Mike podziękował fanom i wyłapał kilka krzyków, szczególnie z pierwszych rzędów, na które odpowiadał z bliskim kontaktem. W drugiej części koncertu zrobiło się bardziej kameralnie i emocjonalnie. Wykonał "Still Want You" razem z odtworzoną wokalną częścią Laili, zaraz potem "No More Heaven". "Watch", potem "Need U" i "Selfmade" z na którym pojawiła się osobiście Neri. Przy "Selfmade" ludzie podnosili ręce, jakby ten kawałek trafiał ich prosto do serca. Przedostatni numer to mocno rozciągnięte i wyciszone "She's Never There", z pauzą przed ostatnim refrenem, cisza w sali jak nigdy. Mike zamknął koncert solo z gitarą, śpiewając "Mantra" bez DJ’a i hypemana. Schodząc ze sceny, nucił cicho do mikrofonu: "Moje życie to klatka filmu od Tarantino..." Nagle rozbrzmiała głośna trąbka puszczona przez DJ’a a na telebimie pojawiła się wizualizacja Farusha do ostatniego numeru "Diva". I tak właśnie Mike zakończył wieczór, finalnie podziękował fanom.**

 

  • 29.07 Atlanta, Georgia - Coca-Cola Roxy
Spoiler

**Spotkanie z fanami odbyło się jeszcze przed próbą dźwięku. Mike był w świetnym nastroju, mimo że to jego pierwszy raz w Atlancie, od razu złapał kontakt z ludźmi. Część osób miała na sobie własnoręcznie robione bluzy z napisem "I'M BACK FOR GOOD" albo "NEED U TOUR 2025" które jasno wskazywało na większą kolaboracje z CHA$E. Po wejściu do wydzielonego pokoju na spotkanie Meet & Greet od razu padły pytania, Mike co prawda miał inny plan - chciał zagrać covery, ale z uwagi na tak liczne zainteresowanie Q&A, zabrał się za odpowiedzi na nurtujące fanów pytania...**

Czy presja po sukcesie Cię czasem przytłacza?
Mike: Bywa. Zwłaszcza jak patrzysz na liczby i porównania których sam nie szukasz. Ale przypominam sobie gdzie byłem rok temu i nagle wszystko wraca do proporcji. Robię muzykę, nie zawody.

Jaki numer z nowej płyty Twoim zdaniem najbardziej pokazuje, kim jesteś teraz?
Mike: Chyba 'SM1L3'. To kawałek w którym przestałem się chować za metaforami i powiedziałem wprost: było ciężko, ale dalej tu jestem. I to nie maska, to po prostu ja.

Co dla Ciebie znaczy epka Break From The Past?
Mike: To nie była tylko EP-ka. To był punkt w którym po raz pierwszy zagrałem coś nie po to, żeby się komuś przypodobać, tylko żeby wyrzucić wszystko z siebie. 'Whispers' i 'Goodbye' są najbliżej tego, co wtedy czułem. Szczególnie doskwierał mi brak Treyvona, mieliśmy naprawdę dużo planów, wspólną płytę i tak dalej.. A EP'ka zamknęła ten rozdział.

**Następnie Mike przeszedł do części coverowej gdzie fani wcześniej mogli zagłosować w ankiecie VIP, jakie utwory mają się pojawić. No i jak zwykle, nie zawiedli a Mike wcale nie miał łatwo pod względem wokalnym:**

Photograph - Ed Sheeran
Talking to the Moon - Bruno Mars
I Like Me Better - Lauv

**Finalnie spotkanie Meet & Greet zakończyło się zrobieniem grupowego zdjęcia z fanami VIP, niektórzy zostali wylosowani do zdjęć indywidualnych a reszcie zostały rozdane plakaty i przypinki z trasy koncertowej.**

**Sala szczelnie zapełniona jeszcze przed 20:00. Gdy światła zaczęły przygasać z głośników poleciały przetworzone wokale z intra "I'm Back". Mike wszedł na scenę bez słowa, z lekkim uśmiechem i uniesionymi dłońmi witając się z wszystkimi przybyłymi na koncert. Zaraz po ostatnich wersach "I'm Back", przeskoczył od razu w "Like This PT2", wyciągając telefon i nagrywając siebie na tyle publiki, totalnie na luzie, trzymając pełną kontrolę. Wersy poleciały gładko, a beat przebił się przez każdą ścianę tego miejsca.

W połowie koncertu było spokojniej, "Selfmade" zagrał w duecie z Neriną Aguirre, która wyszła na scenę jakby była u siebie. Tłum przyjął ją ciepło, a duet brzmiał intymnie i miękko. Światła wtedy zgasły prawie całkowicie, świeciły tylko dwa reflektory rozmieszczone po rogach sceny. Chwilę potem "Watch" z wizualizacją Maxine Koci. Publiczność znała każdy wers. Mike raz nawet odsunął mikrofon, żeby ludzie mogli zaśpiewać za niego refren. Zaskoczył wszystkich w końcówce, grając "No more heaven" jako przedostatni numer. Na koniec zapaliły się czerwone światła, pojawił się dym. Mike sam na scenie z głową spuszczoną nisko, przewieszoną gitarą i z totalnym skupieniem wykonał ostatni numer "Mantra".**

 

  • 31.07 Miami, Floryda - James L. Knight Center 
Spoiler

**Spotkanie rozpoczęło się chwilę po 17:00, w specjalnie przygotowanej strefie za kulisami James L. Knight Center. Na wejściu każdy uczestnik dostał laminowaną przypinkę "LOOK MOM, I MADE IT - VIP". W powietrzu czuć było nerwowe podekscytowanie. Miami wiedziało, że to będzie wyjątkowy wieczór. Mike pojawił się punktualnie, w klasycznej czapce z daszkiem, dresowej bluzie o dziwo z logiem Eternal Atake i z szerokim uśmiechem. Zanim zaczęły się sesja coverów, przywitał wszystkich krótkim "Cieszę się, że tu jesteście, ten wieczór będzie należał do nas.". Następnie Mike podszedł do stojaka na którym była postawiona gitara, chwycił ją i dzięki paskowi przewiesił ją sobie na ramieniu. Poszedł do swojego miejsca i usiadł na pufie, wyciągnął telefon i spojrzał na wylosowane covery. Finalnie ogarnął akordy do piosenek i zaczął je grać. A VIP'owie nie zawiedli pod względem repertuaru i zagłosowali następująco:**

Can I Be Him - James Arthur
All Star - Smash Mouth
Baby - Justin Bieber

**Po dość specyficznej playliście nie zabrakło śmiechów czy żartów, ale tak to miało wyglądać. Mike przeszedł do części q&a gdzie tym razem fani wykazali się bardziej:**

 

Który feat z tego albumu był najtrudniejszy do zrealizowania?
Mike: Zdecydowanie ‘Watch’ z Maxine. Obie strony miały mocne wizje i musieliśmy dojść do wspólnego języka, ale jak już się udało, magia.

Czy 'Mantra' to twoja ulubiona piosenka, jaką nagrałeś?
Mike: To chyba najbardziej osobisty numer, ale ulubiony? Może i tak, na pewno świetnie mi się go gra na koncertach.

**Część uczestników wręczyła mu własnoręcznie robione plakaty i prezenty, a jeden z fanów pokazał tatuaż z cytatem “no regret, no love” co Mike'a mocno wstrząsnęło, ale jednocześnie ucieszyło. Zrobił z nim dodatkowe zdjęcie i podziękował za wsparcie. Spotkanie trwało około 45 minut i zakończyło się wspólnym zdjęciem całej grupy VIP z Mike’em w centrum.**

**Wieczór w Miami miał w sobie coś z filmu. Tłum był gorący jeszcze przed wejściem, jakby wszyscy czuli, że to nie będzie zwykły koncert. Mike wyszedł w niebieskiej koszuli i klasycznych niebieskich jeansach o których w ostatnim czasie w USA jest gorąco. Od razu uderzył w intro "I’m Back". Już na starcie zapowiedział, że dziś nie będzie kalkulował tylko da wszystko, co ma. Kiedy rozbrzmiało "Like This PT2", ludzie krzyczeli każdą linijkę razem z nim. Nie było miejsca na nudę. "SM1L3" rozbujało parkiet a "Mantra" miało coś z hipnotyzującego rytuału; czerwone światła na scenie poruszały się jak puls. W połowie koncertu zrobiło się bardziej emocjonalnie. Przed "She’s Never There" Mike przez chwilę milczał a potem powiedział tylko: Są takie osoby, których brak się czuje całe życie. W refrenie publiczność sama przejęła śpiew, Mike wystawił tylko Największy krzyk wieczoru? Zdecydowanie pojawił się, gdy na scenę wyszła Maxine Koci. Publiczność zareagowała jakby wchodziła Beyonce. W duecie zagrali "Watch", a potem Maxine została na scenie aby zagrać jeszcze swoją część: "Ok", "Wanna Understand", "My Life Need Savin'" a na koniec zagrali jeszcze wspólnie kawałek "X". Widać było, że oboje czuli mocno tę chwilę, byli zsynchronizowani nie tylko wokalnie, ale i energią. Na koniec poszło "Ex Moves" z niebieskimi światłami, konfetti i ludźmi skaczącymi jakby nie było jutra. Mike zakończył koncert z mikrofonem w górze i krótkim "Miami... thank you. You were perfect."**

 

  • 01.08 – Washington, D.C.  – The Anthem
Spoiler

**Meet & Greet zaczął się punktualnie, ale bez zbędnej napinki. Mike wszedł standardowo z kubkiem kawy, jakby właśnie wrócił z szybkiego spaceru po Georgetown. Atmosfera była od razu luźna, żadne barierki, żadna sztywna kolejka, tylko rozmowy, śmiechy i kilka spontanicznych selfie. Mike rozpoczął spotkanie od serii pytań od fanów:**

 

Jak zaczęła się twoja przygoda z muzyką?
Mike: Od złamanego serca i taniego mikrofonu z walmartu. Serio.

Które miasto jak na razie najbardziej Cię zaskoczyło?
Mike: Denver. Serio, vibe tam był jakby wszyscy znali teksty zanim wypuściłem piosenkę.

Jak w ogóle poznałeś się z Neri?
Mike: Damn.. To było cholernie przypadkowe, wracałem w nocy do domu z chęcią pójścia spać. A że mieszkam obok Lailii, zauważyłem jej odpalony samochód na podjeździe i podjechałem zagadać. Okazało się że to była Nerina która dopiero co dojechała do Santos. Zagadałem, trochę się przestraszyła bo jednak jakiś facet podjechał prawie o północy.. Ale jak widzicie, wyszło zajebiście.

**Mike uśmiechnął się, wziął gitarę i zagrał fragmenty trzech coverów, które wylosowali fani podczas ankiety online:**

As It Was - Harry Styles
Cruel Summer - Taylor Swfit
Jealous - Nick Jonas

**W stolicy było spokojniej niż w Miami, ale tylko do momentu wejścia Mike’a. O 21:03 światła przygasły i wybrzmiał pierwszy dźwięk "Mantra". Publiczność od razu wstała a Mike, ubrany w beżową koszule i biały podkoszulek, dodatkowo klasyczne niebieskie jeansy o których ostatnio w USA jest mega gorąco przez Sydney Sweeney, przeciął scenę jednym ruchem jakby był u siebie. Po "Mantra" przeszedł do "Like this PT2", podkręcając tempo i interakcję z tłumem. W połowie koncertu zagrał "Still Want You", bez Laili Aguirre na scenie, ale z jej wokalami w tle, publiczność znała każdą linijkę. Przed "I'm Back" powiedział tylko: "Od tego wszystko się zaczęło" i odpalił numer, który wywołał najwięcej telefonów w górze, niestety wśród tłumu nie było widać potężnego Marcina Gortata. Tuż po nim zaskoczył wszystkich "No More Heaven", bez żadnych efektów, tylko on i symboliczne białe światło. Zostawił sobie "SM1L3" na bis, ale zanim do tego doszło, było jeszcze "Diva", "Watch" z tańczącą projekcją Maxine w tle na wielkim ekranie i "Selfmade" z refrenem NERI na które wyszła z backstage, potem zagrali "More Than Friends". Na koniec "SM1L3", cały The Anthem świecił się od fleszy i światełek opasek rozdawanych przed wejściem.**

 

  • 02.08 Philadelphia, Pennsylvania - Franklin Music Hall
Spoiler

**Upalne lato w Filadelfii nie zwalnia tempa. Powietrze było gęste od ciepła i napięcia, ale nikt z fanów Mike’a nie narzekał. Wręcz przeciwnie, jeszcze przed południem pod Franklin Music Hall zaczęły pojawiać się pierwsze osoby w kolejce, z transparentami, bransoletkami i markerami do autografów. Spotkanie z Mike’em odbyło się w zacienionej części budynku, przekształconej w coś między lounge a klubowym backstage’em. Miękkie fotele, klimatyzacja, ledowe światła i stonowana muzyka w tle a.la jak w centrum handlowym na zakupach. Po prostu wszystko zaprojektowane tak, by zbudować kameralny klimat mimo że lista uczestników była długa. Mike pojawił się jak zwykle punktualnie, ubrany luźno i założonym charakterystycznym uśmiechem, który rozpogodziłby każdą burzę. Każdy fan miał chwilę dla siebie, nie tylko na zdjęcie ale też krótką rozmowę. Mike żartował, podpisał gitarę, kilka biletów, a jednej dziewczynie nawet… gips na nodze. Kulminacją spotkania była mini sesja muzyczna, trzy covery wybrane przez fanów w internetowym głosowaniu, które Mike przygotował specjalnie na tę okazję. Zagrał je w akustycznej wersji, gitarą, nadając im swój własny wydźwięk, aby coś wnieść od siebie:**

Iris - Goo Goo Dolls
Creep - Radiohead
Die For You - The Weeknd

**Na koniec coverów odbyło się krótkie Q&A na którym padło wiele pytań:**

 

Gdybyś musiał wybrać jeden smak lodów na resztę życia?
Mike: Mango z nutą limonki. Smakuje jak słodki chaos, jak moje życie.

Co robisz zaraz po zejściu ze sceny?
Mike: Przeważnie to wracam od razu do domu albo hotelu i biorę prysznic... ALE, w przypadku trasy to sprawdzam, czy Nerina już coś zjadła, bo inaczej mam przesrane.

Gdybyś mógł wymazać jeden moment ze swojego życia, ale musiałbyś też wymazać piosenkę, która z niego powstała... To zrobiłbyś to?
Mike: Nie. Nawet jeśli coś bolało, to dało mi coś, czego nikt inny mi nie mógł dać... Czyli szczerość. A z tego powstały rzeczy, których sam bym nie wymyślił w dobre dni.

**Na koniec zostało zrobione zdjęcie grupowe z VIP'ami, niektórzy zostali wylosowani do zdjęć indywidualnych. A na pewno reszcie zostały rozdane plakaty i przypinki z trasy koncertowej.**

**Mike pojawił się na scenie tuż po 20:30 przy akompaniamencie jasnego światła, które biło z podłogi. Nie było intro, nie było zapowiedzi, po prostu sam werbel, wokal i cisza między nimi zanim ruszyło "No Regret, No Love" z pełnym i agresywnym uderzeniem. Tłum wszedł w rytm natychmiast, ludzie zaczęli klaskać i krzyczeć. Potem "Like This PT2" a zaraz za nim dynamiczne "GIRLS" które miało nową aranżacje: więcej perkusji i mocniejsze przejścia. Mike w przerwie spojrzał na publikę i powiedział: Ten rok nauczył mnie tego że nie ma nic bardziej zajebistego niż bycie po prostu sobą. Nawet kiedy boisz się że ktoś spojrzy na Ciebie i uzna że jesteś debilem. Po chwili sala przygasła a reflektory zaczęły pracować pulsacyjnie, to zwiastowało moment dla Neriny. Obecna na trasie od początku a dziś po raz kolejny pojawiła się u boku Mike’a, by wspólnie zaśpiewać "More Than Friends" i "SELFMADE" w wersji pół-akustycznej i piękną, sceniczną intymnością. Nerina miała na sobie oversize’ową koszulę Mike’a z której wystawały połyskujące rękawy cekinowego topu, to jasno obrazowało symboliczne połączenie ich światów: jego bezkompromisowego buntu i jej lirycznej wrażliwości. Ich spojrzenia podczas wspólnego śpiewu mówiły więcej niż słowa. Było w tym coś bardzo osobistego a jednocześnie otwartego na wszystkich w sali. Po zejściu Neriny Mike zaintonował "She's Never There", w tym momencie światła zwolniły zostawiając tylko pojedyncze punkty na scenie i wolno opadający dym. Kulminacją wieczoru było trio: "Pikachu", "SM1L3" i "I'm Back" podbite nowymi efektami świetlnymi: żółto-fioletowe neony, krzyżujące się promienie i wybuchy pary z bocznych dysz. Scena wyglądała jak jedno wielkie pulsujące serce a w samym centrum Mike był jego impulsem. Mike na finał oczywiście zagrał "Mantra". Ale dziś wersja była inna. Rozpoczęta acappella, tylko z publiką. Mike krzyczał refren razem z publicznością, a na ekranie za nim pokazywały się napisy: "Jesteś ważny.", "Nie jesteś sam.", "To dopiero początek.".**

 

  • 12.08 New York City, Terminal 5
Spoiler

**Mimo przełożenia terminów koncertów na trasie koncertowej to ludzie w większej części nie zwrócili biletów a te które były dostępne to się wyprzedały. Już od wczesnych godzin popołudniowych w Terminal 5 zaczęła się gromadzić grupa szczęśliwców z wejściówkami VIP. Mike pojawił się punktualnie, ubrany w czarną koszulkę z merchu NOMAD od Chase Love, czarne jeansy i czarne airforce. Mimo uśmiechu na twarzy Mike'a, było widać że ostatnie wydarzenia trochę odcisnęły się na jego twarzy. Spotkanie rozpoczęło się od krótkiej rozmowy z fanami i rozdawania autografów, a później przeszło w część Q&A.**

Jaki był Twój pierwszy odruch, gdy dowiedziałeś się o Chase’u?
Mike: Zatrzymałem wszystko, zawirowało mi konkretnie w głowie i czułem się cholernie oszołomiony. Zamiast iść na próbę, poszedłem na spacer po Central Park. Potrzebowałem zniknąć na chwilę, żeby w ogóle to ogarnąć w głowie.

Czy któryś z utworów które grasz dzisiaj, jest dla Chase?
Mike: Tak. Jest taki jeden moment w secie, kiedy gram "Goodbye" i dedykuję go nie tylko Treyvonowi, ale też Chase’owi. To trochę mój sposób, żeby powiedzieć ‘dzięki’ i ‘do zobaczenia’.

Czy Florida ma dla ciebie jakieś specjalne znaczenie?
Mike: 
Tak, zawsze. Miami ma taki klimat że czuję się tutaj jak w domu, nawet jeśli wpadam tylko na jeden dzień. Ten koncert jest dla mnie trochę oczyszczeniem, zapomnieniem o problemach.. 

Co po tej trasie? Wakacje czy studio?
Mike: 
Studio. Mam głowę pełną pomysłów i nie mogę tego zostawić na później.

**Po dość prywatnych pytaniach ale i tych luźniejszych, Mike przeszedł do zagrania coverów które wylosowali fani VIP w ankiecie online. Oprócz tego Mike dorzucił na koniec cover od siebie:**

SLOW DANCING IN THE DARK - Joji
ROCKSTAR - CHA$E
Better Now - Post Malone
Changes - XXXTENTACION (od Mike'a)

**Kiedy słońce chowało się już za linią palm a temperatura spadła do "przyjemnych" 28 stopni, w Terminal 5 było już pełne. Otwierający DJ rozgrzał publiczność latynoskimi miksami, a gdy światła zgasły i rozległy się pierwsze dźwięki intra Mike'a, hala dosłownie eksplodowała. Mike wyszedł powoli bez fajerwerków, jedyne co zabrał ze sobą z backstage to pewność siebie. Pierwszy numer jaki wykonał było to "I'm Back", jakby chciał głośno wykrzyczeć że nie porzucił planów, fanów i trasy koncertowej. W setliście pojawiły się też "Lost Control", "SM1L3" i akustyczna wersja "no more heaven" podczas którego publika wzięła telefony w dłonie, tworząc morze świateł. Potem przyszedł czas na "SELFMADE" i "GIRLS", która wywołała falę wspólnego śpiewania w pierwszych rzędach, szczególnie kobiet dla których był skierowany ten utwór. Nastrój szybko zmienił się, gdy zabrzmiała "DIVA" energiczny banger, przy którym cała hala skakała. Potem przyszedł czas na "PIKACHU", gdzie scenografia zmieniła się w żółte tło na którym pojawił się pokemon Pikachu.

Momentem który wszyscy zapamiętają, była dedykacja dla Chase’a. Mike wstrzymał koncert na chwilę, poprosił o ciszę, a potem powiedział:
Chase… bracie… wiem, że to słyszysz. Ten kawałek jest dla ciebie.

**Po czym zagrał intymną, nieco zmienioną wersję "Goodbye (Thank u Treyvon)" z EP'ki Break From The Past, wplatając w nią kilka wersów o Chase’u. Publika zareagowała po piosence zareagowała głośnymi owacjami. Mike jednak nie zakończył koncertu, na telebimie pojawiło się zdjęcie Chase'a, rzucił:

Nasza ostatnia piosenka ma teraz całkiem inny wydźwięk, nigdy nie chciałem żeby taki miała.. Od początku chodziło o to że chcemy wracać do tych najważniejszych miejsc i ludzi, jak pierdoleni zwycięzcy.. Z TARCZĄ a nie na niej.

**Finalnie w hali Terminal 5 wybrzmiała piosenka "Need U" na której pojawia się Chase. Mike zaśpiewał swoją część a w momencie zwrotki Chase'a cała hala śpiewała razem z nim, to była mocna chwila pokazująca że ludzie w tych najgorszych momentach potrafią się jednoczyć. Po piosence wybrzmiały głośne oklaski.

Wiem, że patrzysz stamtąd z góry… Ten ostatni numer jest dla Ciebie. Dziękuję że byłeś częścią tej drogi. Nigdy cię nie zapomnę Chasey.

Podczas schodzenia ze sceny w całej hali wybrzmiała piosenka "CHASEY" z albumu NOMAD. **

 

  • 13.08 Chicago - Byline Bank Aragon Ballroom
Spoiler

**Spotkanie odbyło się w jednej z mniejszych sal Aragon Ballroom, jeszcze przed wpuszczeniem reszty publiczności. Fani wchodzili pojedynczo lub w małych grupach, a Mike witał każdego jak starych znajomych, czyt. przybicie piątek, krótkie rozmowy i żarty. Gdy wszyscy zajęli już swoje miejsce Mike zaczął Meet & Greet od pytań. Wysłuchał uważnie znajdujących się fanów a następnie wyrywkowo odpowiedział na niektóre z nich.**

Który utwór z LOOK MOM, I MADE IT najtrudniej ci się gra na żywo?
Mike: Chyba 'No More Heaven'. Nie przez problemy wokalne, tylko przez to że emocjonalnie mnie zawsze trochę rozbraja.

Pierwszy raz w życiu na jakim koncercie byłeś?
Mike: To był Linkin Park w 2015. Stałem w tłumie ludzie, przepychali mnie, ale i tak świetnie się bawiłem... i pamiętam, że wróciłem do domu kompletnie bez głosu. Teraz patrzę na ludzi po moich koncertach i mam deja vu phaha!

Masz jakieś dziwne nawyki?
Mike: Zawsze przed snem sprawdzam czy wszystkie drzwi są zamknięte… 

**Po krótkiej rozmowie Mike zagrał trzy akustyczne covery popowych hitów które wybrali fani podczas głosowania online:**

As It Was – Harry Styles
Shivers – Ed Sheeran
Mirrors - Justin Timberlake

**Chicago tego wieczoru oddychało gęstym, ciepłym powietrzem, a przed Aragon Ballroom od wczesnego popołudnia ustawiła się kolejka ludzi w merchu "GIRLS". Sala w środku wyglądała jak placyk przed pałacem. Złote zdobienia, lekki półmrok, to klimat który idealnie pasowała do trasy. Czuć było że Chicago to miasto które lubi głośne i bezpośrednie koncerty. Równo o godzinie dwudziestej pierwszej światła gasną a na ekranie pojawia się znajomy napis /LOOK MOM, I MADE IT/. Publiczność jakby jednym gardłem zaczęła ryczeć. Finalnie DJ który rozgrzał wcześniej publiczność puścił krótkie intro do 'I'm Back, które finalnie Mike zagrał jako pierwszą piosenkę. Nie dał sobie czasu na oddech i od razu wleciał w singiel "SM1L3", a potem jeszcze "Like This PT2", które w Chicago dostały wyjątkowo energiczne przyjęcie. Podczas grania "Pikachu" Mike kilkukrotnie wychylił się przez barieri i łapał dłonie fanów którzy je wyciągali, natomiast w sali podczas refrenu, ludzie śpiewali głośniej niż sam Mike. Finalnie Mike zaczął balansować między energią a emocjami. Przy "GIRLS" żeńska publika, szczególnie w pierwszych rzędach, przejęła cały utwór, Mike tylko dyrygował mikrofonem i cholernie się cieszył, jak sala wrzeszczała każdy wers. Potem zrobiło się poważniej: "No Regret, No Love" i "Still Want You" wprowadziły trochę ciszy, ale takiej wypełnionej skupieniem. Przy "Still Want You" na ekranie za Mike pojawiła się wizualka Laili Aguirre. Potem Mike ponownie rozpętał piekło, wleciało "Need U" a w miejscu zwrotki Chase'a, cała sala zaczęła śpiewać. "Watch" i "She’s Never There" pokazały, że nawet spokojniejsze numery mogą trzymać napięcie. "Mantra" zamknęła główną część setu w pełnym skupieniu... Na scenie zapanował półmrok. Mike usiadł na krześle z przewieszoną gitarą i zaczął grać. Przed zejsciem ze sceny na bis wrócił z "Diva" w wersji koncertowej, trochę dłuższej i ostrzejszej. Finalnie podziękował publiczności za jeden z najbardziej energicznych wieczorów tej trasy. **

 

  • 14.08 Minneapolis - First Avenue
Spoiler

**Spotkanie Meet & Greet rozpoczęło się po godzinie 17. Mike spotkał się z fanami w małej, kameralnej salce za kulisami First Avenue. Wnętrze było udekorowane plakatami z trasy, na stole stał kubek z kawą z lokalnej kawiarni, podobno ktoś z ekipy zdradził, że Mike bez niej nie zaczyna dnia. Atmosfera była swobodna, dużo śmiechu i luzu, czyli praktycznie jak każde spotkanie z nim. Spotkanie rozpoczął od sesji Q&A, nie zabrakło pytań - jedne były głupsze a drugie mądrzejsze, Mike natomiast starał się znaleźć półśrodek i odpowiedzieć na wszystkie, bez omijania tematu, no chyba że były mu nie na rękę:**

Czy zdarza Ci się denerwować przed koncertem?
Mike: 
Prawie zawsze. Ale jak wchodzę na scenę i słyszę pierwszy krzyk publiczności, to przechodzi praktycznie od razu. Mam tak przez to że zawsze, ale to zawsze chcę być perfekcjonistą, nie cierpię błędów i przed koncertem mam myśli z tyłu głowy, że coś nie wyjdzie.

Jaką umiejętność chciałbyś opanować?
Mike: 
Grać na perkusji. Wtedy mógłbym sam nagrywać wszystkie bębny do swoich numerów.. W sumie to byłbym samowystarczalny, dosłownie. Ale poza muzyką, chciałbym nabrać odporności do hejtu skierowanego w moich bliskich, dalej nad tym pracuje choć nie zawsze mi to dobrze wychodzi, natomiast zawsze sobie powtarzam że hejter to też rozgłos.

Co ostatnio najbardziej Cię rozśmieszyło?
Mike: 
Jakiś post na stronie LI z wyciętego fragmentu z teledysku GIRLS, fakt faktem mam niezłe ruchy ale wtedy mnie mocno poniosło, ale to już było dawno.

**Standardowo po części Q&A, przyszedł czas na covery które fani z biletami VIP mogli zagłosować w ankiecie online. Finalne zestawienie krótkich coverów które zagrał Mike:**

Let Me Love You – Mario
What Makes You Beautiful – One Direction
Cry Me a River - Justin Timberlake

**Na koniec spotkania Mike zrobił sobie grupowe zdjęcie z całą grupą a potem niektórzy szczęśliwcy zostali wylosowani do zdjęć indywidualnych które pewnie zaczęły krążyć po stories i postach na social mediach.**

**First Avenue tego wieczoru był nabity do granic możliwości, dosłownie od wejścia czuło się energię którą Mike tylko podbijał w trakcie koncertu. Rozpoczął mocnym uderzeniem, intro DJ’skie przeszło w "I’m Back" a od pierwszych sekund wszyscy skakali. Potem bez nawet chwili przerwy poleciały "SM1L3" i "Pikachu" z charakterystycznym momentem, kiedy Mike wspiął się na podwyższenie obok perkusisty żeby poprowadzić refren razem z tłumem. Podczas "GIRLS" Mike już spodziewał się wcześniej że reakcja na tą piosenkę będzie przewidywalna – pełen wrzask podczas refrenów. Mike co chwilę oddawał mikrofon publiczności a kiedy ktoś w pierwszym rzędzie pomylił słowa i było to tak mocno słyszalne, roześmiał się i powiedział po piosence:**

Spokojnie, ja też czasem zapominam swoje teksty!

**Środek koncertu zwolnił na moment przy "No Regret, No Love" i "Still Want You" drugi utwór wzbogacony był o projekcję Lailii Aguirre na ekranach za jego plecami. Potem atmosfera zrobiła się jeszcze bardziej intymna przy "No More Heaven" i "She's Never There" podczas których sala wyciszyła się prawie do zera. W końcówce Mike odpalił serię numerów, które totalnie rozgrzały publikę. W tej liście znajdowały się "Need U" i "Watch" podczas którego został wykorzystany ten sam motyw co przy piosence z Lailą, za jego plecami zostało wyświetlony krótki zapętlony filmik na którym była Maxine Koci. Finalnie na scenie pojawiła się narzeczona Mike'a, Nerina Aguirre z którą na żywo wykonał dwa wspólne kawałki - "Selfmade" i "More Than Friends". Na bis wrócił z "Diva", była to piosenka pełna ognia, mnóstwo czerwonych świateł, skoki publiczności i Mike który biegał, skakał na scenie jak opętany, tak mocno wczuty w piosenkę. Finalnie podziękował fanom za przybycie i wsparcie.**

 

  • 21.08 Los Santos - Magnolia Night Club
Spoiler

**Finał trasy Mike’a Broadhursta miał miejsce w klubie Magnolia Night Club w Los Santos i od samego początku czuło się, że to nie będzie zwykły koncert. Przed godziną 21:00 sala zaczynała już się przepełniać, a gęste powietrze mieszało się z oczekiwaniem fanów, którzy wiedzieli, że to ostatni wieczór tej wyjątkowej trasy. Przed rozpoczęciem koncertu DJ puścił set rozgrzewający publikę, o dziwo fani Mikayli Lykes mogli usłyszeć jej nigdzie dotąd nieopublikowany utwór "Party". Scenę przygotowano w klimacie albumu LOOK MOM, I MADE IT - z bujną zielenią, roślinami i neonowym światłem, co stworzyło organiczny, niemal parkowy klimat. Mike wszedł na scenę przy owacji publiczności i piosence "I'm Back", którą użył niemal jak zawodnik wychodzący do ringu. Po piosence Mike przywitał się z wszystkimi przybyłymi fanami: Cześć wszystkim, zajebiście móc w końcu wrócić na scenę w Santos! Więc możemy zaczynać ostatni koncert trasy... Swoją drogą miałem ostatnio niezłą sytuacje, jak jechaliśmy na skutery wodne, zatrzymał mnie zastępca. Ominęła mnie cytacja bo zobaczył chyba tytuł swojego ulubionego anime na rejestracji.. Więc PIKACHU nie tylko jest dobre na koncertach, phah! Zaraz potem poleciała piosenka "Pikachu" która podbiła tempo i rozgrzało tłum do czerwoności. Chwilę później Mike zaprosił NERI na scenę i wspólnie wykonali „More Than Friends”, co spotkało się z wielkim entuzjazmem wśród publiczności. Po tym NERI została na scenie, by zaśpiewać swoje dwa solowe kawałki "Nocturna" i "Summer" które nadały występowi zmysłowy i spokojniejszy ton. Tak zakończył się pierwszy akt koncertu.**

**Po zejściu NERI ze sceny, pojawił się na niej Mike, ubrany w koszule hawajską, niebieskie jeansy z podwiniętymi nogawkami i białych airforce. Zagadał przez chwilę publiczność, swoje pytanie skierował również do Fehu która pojawiła się na ostatnim koncercie - "Widzę Cię Fehu wśród tego tłumu! Koszuli hawajskiej nie zabrałaś..!". Nie trzeba było długo czekać na jej odpowiedź i reakcje Mike'a, który ściągnął z siebie koszule i rzucił w kierunku publiczności. Od razu praktycznie po tej akcji poleciała piosenka "Mantra", zaraz za nią "SELFMADE" przed którym tylko krótko skwitował "Selfmade ostatnio co raz bardziej wybrzmiewa, bo wszystko co mam, tak naprawdę zbudowałem sam i dalej to robię.". Zaraz po selfmade poleciał chyba najbardziej wiralowy utwór Mike'a, "GIRLS" - który sam nazwał po prostu hymnem, biorąc na uwagę całą trasę koncertową i reakcje fanów na ten utwór. Kulminacją drugiej części wieczoru było pojawienie się Maxine Koci, którą jak Mike ją nazwał "IKONE POPU". Kiedy ruchoma platforma wyniosła ją na scenę, reakcja publiczności była wręcz ogłuszająca. Słychać było krzyki a telefony w sekundę uniosły się w górę. Razem z Mike'em zagrali "Watch" a później Maxine została na scenie, by zaśpiewać trzy swoje solowe hity - "X", "Eternal Fear", "OK". Jej charyzma sprawiła że sala eksplodowała energią zanim zeszła do backstage’u. **

**Chwilę później wydarzył się moment który na pewno wszyscy zapamiętają. Klub wypełnił dźwięk silnika motocykla. Na scenę wjechał Mike Broadhurst ubrany w merch Chase Love – NOMAD. Po zejściu z motocykla wygłosił krótki monolog: Tak jak wspominałem wcześniej, na albumie swoją część wniosło wielu artystów. Jedni nie mogli się pojawić, z innymi kontakt się urwał albo nie odpowiadają na DM'y. Ale był jeden artysta, przyjaciel.. Bratnia dusza, która od początku chciała pojawić się na trasie koncertowej i na jej finale. Ten ostatni akt koncertu, tak jak w New York City.. Chciałbym oddać Tobie Chase.. Sale wypełniła piosenka "Where did you go?", co mogło być zaskoczeniem bo jest to singiel który nie jest podpięty pod album. Został zagrany nadprogramowo, ze zmienionym tekstem pod zmarłego Chase. Mike starał się mu nadać jak najbardziej melancholijnego akcentu, skłaniając publikę do pomyślunku. Wśród tłumu zaczęły pojawiać się osoby które wyciągały telefony i zapalały latarki, robiąc z nich falę. Zaraz po piosence Mike zagaił: Zróbcie proszę wielki hałas dla Chaseya! Need U to nasza pierwsza.. I ostatnia piosenka, która miała mieć całkowity inny wydźwięk. Z głośników popłynął głos zmarłego przyjaciela, a Mike wykonał "Need U" w wyjątkowej i emocjonalnej aranżacji. Publiczność wstrzymała oddech, wielu trzymało telefony w dół, wszyscy chłonęli tę chwilę w ciszy i skupieniu. Zaraz po ich wspólnej pioscene Mike ponownie wygłosił krótką przemowę: Nie mógł bym tego koncertu zakończyć tak po prostu, po jednej piosence Chase. Wiem jakie zamieszanie robił NOMAD ANTHEM w jego wykonaniu.. I wiem że to samo zrobiłby tutaj. Chciałbym dołożyć swoją cegiełkę do tego arcydzieła, nie wiedziałem przez dłuższy czas co mógłbym zrobić, ale... W tym momencie odwrócił się na pięcie i ruszył do stojaków na których były gitary. Chwycił jedną w kolorze czarnym z czerwonymi wstawkami. Przewiesił ją sobie przez szyję i wrócił do mikrofonu. ... Ale zrozumiałem, że najlepiej uczczę go tym, co kochaliśmy robić – muzyką. Dzisiaj, na tej scenie, Nomad Anthem nie zabrzmi ode mnie – zabrzmi od Nas wszystkich. Zróbcie proszę wielki hałas. Mike zagrał NOMAD ANTHEM w hołdzie dla Chase Love, dodając od siebie długie intro które zagrał na gitarze. Sala dosłownie i w przenośni, wybuchła. NOMAD ANTHEM który zaśpiewali fani, na pewno było słychać dwie przecznice dalej. Mike zakończył kawałek krótką solówką a po niej ponownie zabrał głos: Dziękuję każdemu z was, za obecność, za wasze głosy, za każde uniesione ręce. To dla takich właśnie chwil warto żyć muzyką. Dobranoc Los Santos..

Fani oczywiście domagali się bisu. Mike wrócił na scenę razem z NERI i Maxine, by jeszcze raz wspólnie wykonać kilka numerów, w których między innymi było "GIRLS", "Summer" i "OK". Po zagranych dodatkowych piosenkach, na scene dołączył Jaden Morrow. Publiczność oszalała, gdy Maxine Koci na koniec zostawiła swój autograf na jego ciele. To był zdecydowanie moment, który na długo zostanie częścią legendy tego wieczoru.**

 

Q7CNKaU.jpeg

 

Promocja, koszty & odgrywki

Spoiler

Promocja wokół postaci:


Promocja wokół albumu dzięki któremu jest trasa koncertowa:

 

Promocja trasy koncertowej:

 

Koszty:

 

RAZEM: $1 092 500

 

Odgrywka:

Planowanie trasy koncertowej, ogarnianie obiektów z tour menagerem etc.

 

 

Dla opiekunów:

Spoiler

Imię i nazwisko postaci: Mike Broadhurst
Numer konta postaci: 1122808060
Przynależność: no more heaven records
Imię i nazwisko menadżera (jeśli posiadasz): Maggie Raven
Numer konta menadżera: 8365329484
Kontrakt zawarty z menadżerem (dot. podziału zysków, np. 10% zysków trafia do menadżera): 10%

 

Wycena po 21.08!

Edytowane przez Aliéné
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

dXGrMqI.png

  • 19.07.2025 San Diego, California - SOMA

Meet & Greet

**Przed oficjalnym otwarciem bram, fani, którzy zaopatrzyli się w specjalną edycję biletów mieli okazję doświadczyć Mike’a bez sceny, bez świateł, bez filtrów, twarzą w twarz. W ramach VIP Meet & Greet Experience, około 50 osób weszło do klimatycznego, wydzielonego specjalnie do tego pomieszczenia, gdzie Mike witał każdego z uśmiechem, dziękując za obecność i wsparcie. Zanim padło pierwsze pytanie, złapał za gitarę i wykonał cztery covery wybrane przez fanów w internetowym głosowaniu. O dziwo najwięcej fanów z biletem VIP głosowało na cover Victory Lap od Kayes. Covery które zagrał prezentują się tak:

1. Victory Lap - Kayes

2. i like the way you kiss me - Artemas

3. Glimpse of Us - Joji

4. Grenade - Bruno Mars

**Po każdym utworze dzielił się historiami zarówno z życia, jak i z powstawania albumu, śmiał się z uczestnikami, a podczas sesji Q&A padły pytania od bardzo osobistych, po zabawne.**

Pytanie: Która piosenka z płyty była najtrudniejsza do nagrania?
Odpowiedź Mike'a: She's Never There. Nie dlatego że to o jednej osobie, ale dlatego, że w tym wersie jestem ja z czasów, których nikt nie chce pamiętać.
Zaraz potem padło kolejne: Czemu akurat LOOK MOM, I MADE IT?
Odpowiedź Mike'a: Bo zanim ktokolwiek mnie zauważył ona już widziała, że coś ze mnie będzie. Ten tytuł to najprostsze "dziękuję", jakie mogłem jej dać. Każdy wers, każdy koncert, każde 'zrobiłem to', to wszystko najpierw było dla niej."

**Na koniec powstały zdjęcia grupowe, a kilku szczęśliwców zostało wylosowanych do indywidualnych fotek i podpisów.**

Koncert

**Gdy nadszedł czas wejścia na salę, SOMA rozświetliła się niebiesko-różowym światłem. Tłum kipiał. Na ekranie pojawiło się jedno zdanie, białymi literami na czarnym tle: "LOOK MOM, I MADE IT." Wybuchła burza oklasków, a Mike pojawił się na scenie jak wystrzał emocji otwierając koncert utworem "I'm Back". Jego głos był pewny siebie, ale i emocji, która niosła się przez cały klub, gdy przechodził do "SM1L3" i "Like This PT.2", rozgrzewając publikę do czerwoności. Nie zabrakło także energetycznego "Pikachu" i feministycznego hymnu "GIRLS", podczas którego na scenie pojawiły się tancerki z różnorodnych środowisk, wspierające Mike'a od początku trasy.

W połowie koncertu, ku uciesze fanów, na scenie pojawiła się Nerina, w swoim rodzinnym mieście, wśród znajomych twarzy i bliskich, ale tego wieczoru przede wszystkim jako narzeczona Mike'a i artystka u jego boku. Wspólnie wykonali dwie piosenki z płyty: "More Than Friends", gdzie ich chemia na scenie rozpuściła cały tłum oraz "SELFMADE" w wersji wzbogaconej o dodatkowy, emocjonalny bridge. Mike objął ją na zakończenie i szeptem podziękował, a publiczność wybuchła oklaskami. Nerina została jeszcze chwilę, by zaśpiewać dwa utwory ze swojej EP-ki, "moonflowers" i "insomnia kisses", zostawiając po sobie aurę czułości i siły. Później, do Mike'a dołączyła również Laila Aguirre, producentka i starsza siostra Neri, by razem wykonać "Still Want You", ich wspólny numer, który w San Diego wybrzmiał z dodatkowym ładunkiem emocjonalnym. Końcówka koncertu była jak katharsis, Mike sięgał po coraz cięższy emocjonalnie kaliber: "No More Heaven", "Need U" (z wizualką CHA$E na ekranie), "She's Never There", aż w końcu "Watch, duet z Maxine Koci którego wokale zostały idealnie zsynchronizowane z wyświetlaną na ekranie sylwetką Maxine. Publiczność znała każdy wers. W finałowym utworze "Mantra", Mike stanął w samym środku sceny bez efektów wizualnych, bez świateł, sam z mikrofonem i przewieszoną gitarą. Mike uciszył całą salę. To było jego przesłanie, nie musisz mieć wszystkiego, żeby mieć sens. Wystarczy, że jesteś sobą. Na bis powrócił z jednym zdaniem: "Dla mojej narzeczonej. Dla was wszystkich. I dla mamy, bo to przecież jej obiecałem." I zagrał ostatni numer "Diva", a sala wybuchła. Finał był jak eksplozja bomby: głośny, taneczny, triumfalny. Osobiście dla Mike'a start trasy koncertowej był jak marzenie, ale też powrót do wartości, do rodziny, do ludzi, do muzyki. Chciał dać fanom coś więcej niż koncert. To był manifest. Dowód, że da się spełniać marzenia i nie zatracić siebie po drodze.**

 

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

  • hqqgkYn.jpeg20.07.2025 Fresno, California - Strummer's

Meet & Greet

**Około 200 osób zebrało się w specjalnej strefie na tyłach klubu. Mike pojawił się punktualnie i od razu zaczął z nimi rozmowę w swoim stylu, czyli śmieszkowo, na luzie, bez żadnej bariery, tak jakby spotkał się ze znajomymi. Zagrane covery (wybrane w głosowaniu VIP-ów Fresno):**
Lonely - Justin Bieber & benny blanco
Beautiful Things - Benson Boone
Selfish - Justin Timberlake

**Po każdym utworze padały pytania, niektóre zaskoczyły samego Mike’a:**

Czy pisałeś "More Than Friends" naprawdę o Neri?
**Mike tylko się uśmiechnął:** Powiem tak, jeśli ktoś cię potrafi wyprowadzić z równowagi i wciąż chcesz do niej wracać, to chyba wiadomo.

Kto najczęściej prosi Cię o darmowe bilety?
Ci, którzy dwa lata temu pisali, że lepiej jakbym dalej pracował jako sprzedawca, bo kariery to ja wielkiej nie zrobię.

Kto w Twoim teamie najdłużej śpi?
Osz cholera, zdecydowanie Laila. Ale jej się wybacza, bo zawsze kończy beaty o 3:30 rano.

Kiedy ostatnio czułeś się naprawdę sławny?
Mike: Jak mnie ochrona w klubie Mirage nie chciała wpuścić na własny koncert.

**Na koniec zrobiono wspólne zdjęcie, a kilkunastu szczęśliwców wylosowano do fotek indywidualnych i podpisania plakatów. Atmosfera? Rodzinna. I tak Mike mógł przejść do właściwego koncertu, dla większej publiki.**

Koncert

**Czerwone światła sączyły się leniwie z sufitu, a w głośnikach słychać było zapętlony głos Mike'a, powtarzający szeptem "look mom...". A potem to wszystko ucichło. Jedna linia tekstu pojawiła się na ekranie - "LOOK MOM, I MADE IT." Tłum ryknął. Mike wszedł pewnym krokiem ubrany w swoją ulubioną kwiatową koszulę i niebieskie jeansy. Wszedł ze spuszczoną głową jakby jeszcze zbierał myśli, ale już wiedział, że to jego moment. Zaczął od „SM1L3”, zupełnie inaczej niż w San Diego, przede wszystkim wolniej i głębiej, a potem bez żadnego ostrzeżenia wrzucił tempo, wystrzeliwując w "I'm Back" z taką mocą, że kilka osób pod sceną zaczęło skakać w rytm jakby nie było jutra. "Like This PT2", które porwały tłum bez większego wysiłku. Dalej poleciały "Pikachu", "Diva" i "Still Want You", grane z mocną intensywnością, którą da się tylko poczuć w małych klubach. Potem przyszła kolej na "More Than Friends", "Selfmade", "No More Heaven" i "Need U", które wybrzmiały mocniej niż na płycie. Finałową piosenką koncertu w Fresno okazała się "Mantra". Mike usiadł na wysokim krześle barowym, przewiesił przez szyję gitarę i zaczął grać. Po piosence podziękował wszystkim fanom za tak liczne przybycie i zrobił sobie selfiaka ze sceny na pamiątkę.**

Edytowane przez Aliéné
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

  • 02lMSHT.png 21.07.2025 – San Francisco, California – The Masonic

**Trzeci dzień trasy "LOOK MOM, I MADE IT" i pierwszy raz na scenie, która z założenia służy wyłącznie muzyce. The Masonic klasyczna sala koncertowa, znana ze znakomitej akustyki i eleganckiej architektury, powitała Mike’a nie tylko stylowym wnętrzem, ale i pełną widownią, gotową na wszystko. Jeszcze przed koncertem odbyło się spotkanie VIP, w dużej przeszklonej sali konferencyjnej nad głównym holem. Atmosfera jak i na wcześniejszych spotkaniach była luźna: dużo śmiechu i praktycznie zero dystansu z fanami. Mike pojawił się punktualnie, z kubkiem kawy i z lekkim uśmiechem na twarzy, jakby właśnie wszedł do pokoju znajomych, a nie do grupy podekscytowanych fanów. Przywitał się z każdym z osobna, rzucał krótkie żarty, podpisywał plakaty i polaroidy. Potem przyszedł czas na krótką, akustyczną sesję, podczas której zagrał trzy covery wybrane przez fanów wcześniej w głosowaniu online.

Głos Mike’a w interpretacji "Blinding Lights" The Weeknd brzmiał bardziej melancholijnie niż oryginał; w "Somebody Else" The 1975 był już niemal zupełnie nieobecny emocjonalnie, jakby rozmywał się w nostalgii; a "Heather" od Conan Gray zabrzmiało wyjątkowo cicho, prawie szeptem, jakby Mike grał ją tylko dla jednej osoby.

Kiedy gitarę odłożono na bok, zaczął się segment Q&A, a fani nie zawiedli. Pytania były zabawne, osobiste i nieco dziwne tak, jak powinno być.

Jaką supermocą byś pogardził?
Mike: 
Czytanie w myślach. Ja już ledwo ogarniam swoje.

Co byś powiedział 16-letniemu sobie?
Mike: Nie poddawaj się tylko dlatego, że nie pasujesz. Twoje braki są Twoją siłą. I przestań udawać kogoś innego – to się zemści. No i... zmień fryzurę, stary. Serio.

Jakie najdziwniejsze DM-y dostajesz od fanów?
Mike: Ktoś kiedyś zapytał, czy może nazwać swoją świnię Mike Broadhurst. Odpisałem, że tylko jeśli świnia też będzie śpiewać.
Nerina: A potem Mike wysłał mi zdjęcie tej świni z podpisem ‘brat bliźniak’.

Jaki był Twój najbardziej żenujący moment na scenie?
Mike: Przed wczoraj w San Diego wypadł mi mikrofon z ręki. Nerina podniosła go z gracją baletnicy, podała mi, a potem... pokazała mi język. Mam to na TikToku.
Nerina: Widzowie myśleli, że to choreografia.

**Finalnie segment Meet & Greet zakończył się zrobieniem grupowego zdjęcia z fanami. I wylosowaniem szczęśliwców spośród VIPów którzy zrobili sobie zdjęcia indywidualne z Mike. Na wyjściu zostali obdarowani plakatami i przypinkami z trasy koncertowej.**

Koncert

O 20:30 sala wygasła. Zapadła całkowita ciemność, a potem światła punktowe. Ciepłe, złamane bursztynem, tylko na Mike’a. Stał sam na scenie i zaczął wieczór nietypowo, od ballady "Still Want You", zagranej przy samym pianinie. Żadnych efektów, żadnych filtrów. Tylko on i jego głos, rozlewający się po sali. Refren przyniósł powolne światło. Na scenie dołączył zespół, a wtedy zaczęła się eksplozja: stroboskopy, dynamiczne kamery, ogromny ekran LED z sekwencjami glitch-artu i przesterowanych barw. "SM1L3", "Like This PT2", "I’m Back" wszystko grane z pełnym rozmachem, a jednocześnie bez teatralności. Tłum stał, tańczył, skakał, a Mike prowadził ich przez każdy dźwięk. I wtedy nadeszła pierwsza niespodzianka. Mike spojrzał w lewą stronę sceny i powiedział: "Tę piosenkę napisałem z kimś, kto zna mnie lepiej niż ja sam. Jest dzisiaj tutaj. Więc... Nerina?" Z bocznego światła wyszła Nerina ubrana w ciemną, połyskującą stylizację z delikatnymi srebrnymi akcentami, zupełne przeciwieństwo jej delikatnego uśmiechu. Publiczność wybuchła aplauzem. W duecie z Mike’em zaśpiewali "More Than Friends"  z subtelnym wizualem: na ekranie pokazywano krótkie nagrania z trasy, zza kulis, ze wspólnych momentów. Przeplatały się z animowanymi grafikami w stylu retro VHS i neonowych napisów. Było to ciepłe, osobiste, bezpretensjonalne. Po chwili zostali na scenie razem, by wykonać też "SELFMADE" utwór w nowej aranżacji, z industrialnym klimatem i cięższym bitem. Reflektory pulsowały w rytm, a dym wypuszczany z podłogi rysował ich sylwetki w zwolnionym tempie. Gdy Nerina zeszła ze sceny, Mike został sam, ale publiczność była już na granicy euforii. "Pikachu", "No Regret, No Love". Zespół raz po raz zwalniał, zostawiając same instrumenty smyczkowe albo pianino, by potem wracać z pełną mocą. Najbardziej emocjonalny moment przyszedł tuż przed końcem, "She’s Never There" i "No More Heaven" zostały zagrane w niemal całkowitej ciemności, tylko z delikatnym błękitnym światłem nad sceną. Głos Mike’a był kruchy, surowy, prawdziwy. Na finał pojawiły się klasyki: "Watch", "Need U" z pirotechniką w postaci konfetti, reflektorami w kolorach trasy: głęboka purpura, granat, złoto. A na bis: "Mantra". Bez efektów, bez świateł, bez czegokolwiek. Po prostu Mike, mikrofon i tłum, który śpiewał z nim każde słowo, jakby to był hymn. San Francisco dostało nie tylko koncert. Dostało wieczór, który był jak opowieść, osobista, dzika i szczera. Mike znów nie musiał krzyczeć, żeby jego muzyka trafiła do serca.**

Edytowane przez Aliéné
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

gTOVu6B.jpeg

  • 22.07.2025 Seattle, Washington – Paramount Theatre

**Letnie popołudnie w Seattle pachniało spokojem i słońcem. Niebieskie niebo, lekki wiatr, pogoda niemal symbolicznie zapowiadała coś wyjątkowego. Bez dusznego oczekiwania, bez deszczu tylko rosnące napięcie. Już godzinę przed otwarciem drzwi tłum zbierał się pod Paramount Theatre. Tego dnia nie było Meet & Greet, ale nikomu to nie przeszkadzało. Bo dziś nie chodziło o spotkanie. Chodziło o przeżycie. Punktualnie o 20:00 światła w sali przygasły, a scena rozbłysła granatowym blaskiem. Mike pojawił się pewnie, ale z miękkim uśmiechem, jakby wchodził do własnego domu, pełnego przyjaciół. Całość otworzył "Still Want You", na spokojnie tylko on i gitara, w świetle przypominającym ostatnie promienie słońca. Bez aranżacji, bez hałasu. Intymnie. Chwilę później wszystko wybuchło, bez zapowiedzi ruszyły "SM1L3" i "I’m Back", podbite mocnym basem, stroboskopami i dynamicznym tańcem światła. Publiczność oszalała, ale z jakąś charakterystyczną dla Seattle równowagą, euforia nie odbierała uważności. Mike jako następne zagrał "Like This PT2", przemykając między refrenami a momentami ciszy, która mówiła więcej niż beat. W pewnym momencie przystanął przy krawędzi sceny, a zespół ucichł. Światła przygasły. Wystarczyła jedna nuta fortepianu, by rozpocząć "She’s Never There" śpiewaną z siedzącej pozycji, w cieniu błękitnego światła i subtelnej mgły. Publiczność wstrzymała oddech. Po "SELFMADE" scena nagle zatonęła w całkowitej ciemności. Cisza była prawie nienaturalna, ludzie zamilkli, niektórzy wstrzymali ruch. A potem… coś zaczęło się dziać. Z głębi sceny powoli wyjechała podświetlona platforma. A na niej Solana Woods. Artystka z Los Santos, raperka i głos ulicy, manifest. Ubrana w czarny, ciężki strój, zakuta w łańcuchy, z taśmą na szyi z napisem CENSORED. Światło oświetlało tylko jej twarz nieruchomą, spokojną, ale pełną siły. W milczeniu, krok po kroku, zrywała z siebie łańcuchy, które z brzękiem opadły na scenę. Potem zdjęła taśmę, przytrzymując spojrzenie tłumu jeszcze przez ułamek sekundy, zanim rzuciła ją na deski. Zgasło wszystko. Totalna ciemność. Cisza. Gdy światła wróciły Solana stała wyprostowana, między dwiema tancerkami, pod silnym światłem zza pleców. Jej cień rósł na kurtynie jak symbol. Wzięła mikrofon i powiedziała: „To nie koncert. To protest. To ja. Bez cenzury.” Rozpoczęła "Uncensored", potem "Belladonna", "Forbidden Fruit"  surowo, bez kompromisów, z wersami rozcinającymi salę jak ostrze. Jej wokal zlał się z tętniącym beatem sceny. Na koniec pojawiło się "Told You", premierowy numer, niewydany, niesłyszany wcześniej. Po raz pierwszy na żywo. W tle zaczęły migać projekcje: komentarze, nagłówki, hasła, a wszystko przekreślone lub wymazane na czerwono. Gdy skończyła, zeszła tak samo, jak się pojawiła. W ciszy. Bez ukłonów. Z głową wysoko. Mike wrócił chwilę później. Bez zespołu. Bez tła. Stał sam w świetle. Uśmiechnął się tylko lekko i powiedział: „Muzyka to nie tylko dźwięk. To wybór. To to, kogo zapraszasz na scenę. I to, co mówisz, kiedy wszyscy słuchają.” Na bis wybrał: "Watch", "Need U" i wreszcie "Mantra". Publiczność śpiewała każde słowo. Światła skierowane były wyłącznie na tłum. Na nich. Bo wieczór był ich.**

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

  • njNStjT.jpeg24.07 Denver, Colorado - Mission Ballroom

**Zanim jeszcze sala zaczęła się wypełniać, ekipa VIP-ów, grupa około 120 osób, tych co kliknęli bilet zanim wyprzedało się wszystko jak świeże pączki, miała już swoje pięć minut. Spotkanie odbyło się na zapleczu Mission Ballroom, w wydzielonej salce z ciepłym światłem i kilkoma rzędami foteli. Mike pojawił się punktualnie jak zawsze, ubrany bardziej na sportowo, mniej odważnie niż na koncertach, po prostu biały t-shirt z nike, klasyczne jeansy a w dłoni kubek z kawą ze starbucks, nie zabrakło oczywiście uśmiechu na twarzy po wejściu do sali, poczuł się jakby znał wszystkich z liceum. Na przywitanie podziękował VIP'om za przyjście. W części muzycznej zagrał trzy covery, które wygrały w głosowaniu VIP-ów:**

Too sweet - Hozier
Lovin On Me - Jack Harlow
X - Maxine Koci

**Po każdej piosence był moment na gadkę, wspomnienia i klasycznie. **

Dobra, teraz wasza kolej. Pytania, głupie i niegłupie, walcie śmiało.. Na wszystko postaram się odpowiedzieć.. CHYBA.

**Podczas spotkania padło wiele pytań, między innymi o jego stan materialny etc. Chociaż niektóre z pytań były bardzo przemyślane, niektóre głupkowate - dokładnie tak jak Mike planował od samego początku trasy koncertowej.**

 

Która piosenka z całej trasy sprawia ci największą frajdę, jak ją grasz na żywo?
Mike: Wiesz co, zdecydowanie Pikachu. Nie da się jej grać na smutno. Jak ten beat leci, to nawet ochroniarz pod sceną się kiwa.

Jakbyś miał otworzyć własną knajpę, co byś tam podawał i jak by się nazywała?
Mike: Otworzyłbym sieć fast foodów, nazywałaby się 'Grill Mom, I Ate It'.

Czy zdarzyło ci się kiedyś wyrzucić gotowy utwór do kosza?
Mike: Więcej niż raz. Jak coś mnie nie łapie za bebechy po tygodniu, to niech leci.

**Na koniec było grupowe zdjęcie, losowanie kilku fanów do zdjęć solo i podpisania merchu. Mike z każdym zamienił kilka słów i rzucił żartem.**

**W Denver wszystko grało od pierwszych sekund. Mission Ballroom pękał w szwach, ludzie byli gotowi dużo przed pierwszym beatem. Od początku było wiadomo, że to będzie inny wieczór. Nikt nie patrzył na telefon, nikt nie przyszedł "bo koleżanka miała bilet". Tu każdy znał wersy piosenek. I to najbardziej zaskoczyło Mike, że w Denver fani zaskoczyli go najbardziej znajomością tekstów i oddaniem. Jak zgasły światła i na ekranie pojawiło się "LOOK MOM, I MADE IT", sala dosłownie wybuchła. Mike wszedł na scenę i przywitał się z wszystkimi na sali koncertowej i zarzucił sucharem w swoim stylu. A potem od raz zaczął ogień, "I'm Back", potem "SM1L3", "Like This PT2", "Pikachu" i kiedy na "GIRLS" sala przejęła refren, Mike tylko się uśmiechnął i zostawił im cały mostek. Pięć numerów z rzędu po których padło kilka słów w stronę fanów, wyłapał niektóre krzyki, szczególnie te z pierwszych rzędów, które jeszcze słyszał i na nie odpowiedział. W środkowej części koncertu zrobiło się spokojniej. Poleciało "Still Want You" – w wersji z odtworzoną wokalną Laili, a zaraz potem "No More Heaven" i "She's Never There". Ta częśc koncertu była wyciszona i mocno emocjonalna. Mike'owi nie trzeba było świateł i zbędnych efektów. Tylko on, spotlight i gitara, a wersy które śpiewał, brzmiały jakby mówił sam do siebie.**

**Po tych numerach Mike usiadł na brzegu sceny, napił się wody i zagadał:** Który numer z tej płyty najbardziej wam siadł?

**Jakaś dziewczyna z pierwszego rzędu krzyknęła że "Need U!", zaraz to gdzieś słychać męski gruby głos krzyczący "Selfmade!" a listę zamknął chłopak krzyczący "Watch!"**

Mike: Okeej, to lecimy kolejno.

**I tak zrobił. "Watch", potem "Need U", a po nich "Selfmade" z dośpiewanym intro i outro przez Neri. Przy tym ostatnim ludzie wyciągali ręce w górę jakby coś szczególnie uderzało im do serca podczas słuchania tej piosenki. Przedostatni numer jaki wykonał to "She's Never There", mocno rozciągnięty z dodatkową pauzą przed ostatnim refrenem. W sali była cisza, jakby nikt nie chciał, żeby to się kończyło. Mike zamknął koncert "Mantrą" totalnie solo na scenie, bez DJ'a, hypemana, po prostu z gitarą. Schodząc ze sceny zaczął coś nucić do mikrofonu.. "Moje życie to klatka filmu od Tarantino" a później było słychać głośną trąbke puszczoną przez DJ'a, finalnie poleciał ostatni numer "Diva" z wizualizacją Farusha na telebimie. I tak właśnie Mike zamknął koncert, podziękował wszystkim fanom i zszedł pokornie ze sceny, wiedząc że wróci jeszcze nie raz do Denver.**

 

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

  • cDW5aJj.jpeg25.07 Dallas, Texas  - South Side Ballroom

**Spotkanie VIP w Dallas odbyło się parę godzin przed koncertem. Zjawiło się na nim około 100 osób a każdy fan z biletem VIP dostał niebieską opaskę. Wydzielona przestrzeń, nastrojowe światła, kanapy, lekki klimat przedwieczornego backstage’u. Mike zupełnie jak w Denver, wszedł na salę z kubkiem kawy ze starbucks i bez żadnej sztywnej otoczki. Przywitał ludzi żartem, jakby znał ich od lat. Potem zagrał trzy covery wybrane wcześniej przez VIP-ów w głosowaniu:**

Call Out My Name - The Weekend
Location - Khalid
Circles - Post Malone

**Między piosenkami robił przerwy i odpowiadał na pytania zadane mu przez fanów. Ogólnie panował luźny nastrój, Mike często się śmiał jak to miał w zwyczaju, nawet z głupich rzeczy. **

Gdybyś miał występować w barze karaoke pod fałszywym nazwiskiem, jak byś się nazwał?
Mike: Wiesz co, jak zaczynałem z tym wszystkim, to zawsze chodziłem z plecakiem. Zamiast Blaze, zacząłbym z Backpack.

Co cię bardziej stresuje, studio czy wizyta u dentysty?
Mike: Damn.. Studio. Dentysta przynajmniej nie ocenia twoich wersów.

Który numer z płyty miał być w ogóle czymś innym?
Mike: SM1L3 miał być o imprezach, a wyszło o totalnym odklejeniu.

**Na koniec wspólna fota grupowa i szybkie podpisy dla tych, którzy wylosowali indywidualne spotkanie.**

**South Side Ballroom był napchany jak puszka, a powietrze w środku miało już gęstość koncertu, zanim cokolwiek się zaczęło. Gdy zgasły wszystkie światła, Mike wszedł na scenę i podszedł po cichu do konsoli DJskiej - oczywiście pojawiły się okrzyki w momencie jak wszedł na scenę, nie dało się go ukryć w stu procentach. Po chwili wybrzmiało dłuższe intro DJ'skie po którym poleciał "I'm Back", wszedł na stół od DJ'ki na którym miał wydzielone miejsce a sala zawrzała. Mike wszedł w początek koncertu mocno, po kolei poleciały: "SM1L3", "Like This PT2", "Pikachu", i było widać, że Dallas zna tracklistę na pamięć a dziewczyny przeważające ilością podczas koncertu Mike zdecydowanie szalały podczas piosenki "GIRLS", dały upust krzycząc na cały głos każdy refren, nawet ten zagrany acapella specjalnie dla nich. Mike co chwilę puszczał mikrofon w stronę tłumu, publika nie zawodziła i śpiewała razem z nim, momentami czuł się aż przytłoczony bo nie przypuszczał nigdy w życiu że aż w tak mocny sposób mógł do kogoś dotrzeć swoją twórczością. Przy "No Regret, No Love" zrobiło się trochę ciężej. Mike zwolnił, złapał bardziej surowy ton, a wokal poleciał trochę niżej niż zwykle, i to zrobiło robotę. Potem „Still Want You”, z projekcją Laili na telebimie, niby prosty zabieg, ale mocny jak diabli. W dalszej części koncertu przyszedł moment wyciszenia "No More Heaven", "She's Never There", i tu sala kompletnie spowolniła. Ludzie stali bez telefonów, wielu z zamkniętymi oczami. Mike na końcówce "She's Never There" milknie. Do końca koncertu emocje się tylko kumulowały: "Need U", "Selfmade", "Watch", a potem wejście w "Mantra" bez żadnego przejścia. Mike jakby nie patrzył już na ludzi, tylko przez nich. I to działało. Tego nie trzeba było rozumieć, wystarczyło tam być. Na bis wrócił, powiedział tylko jedno zdanie:**

Nie ma mnie tu bez tych, co nie przestali wierzyć, nawet jak ja przestałem.

**I poleciała "DIVA", robiąc na koniec konkretny ogień.**

 

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

V6IjYFV.jpeg

  • 28.07 Austin, Texas - ACL Live at The Moody

**Ciepły, duszny wieczór w Teksasie. Kolejka pod teatrem zakręcała za róg już godzinę przed otwarciem bramek. Fani przyszli wcześnie, wiele osób w t-shirtach z napisem /GIRLS/, z płytami, plakatami i telefonami gotowymi na selfie. Atmosfera buzowała od emocji. Mike na spotkanie Meet & Greet przyszedł bez ochrony, z kubkiem kawy i krótko-dziwnym pytaniem: "Dobra, kto tu ma najdziwniejszy tatuaż?". Gdzieś tam w ostatnim rzędzie wstał nieco grubszy facet pokazując na karku swój tatuaż kodu kreskowego z podpisem "Limited Edition". Finalnie w specjalnie wydzielonej strefie Mike przywitał kilkudziesięciu fanów, którzy wykupili pakiet VIP. Każdy miał chwilę na krótką rozmowę i zdjęcie, a także możliwość zadania pytania. Tym razem Mike zaczął spotkanie od części pytań:**

Wrócisz kiedyś do Pikachu 2?
Mike: Może... Ale teraz chcę, żeby pierwsza część żyła swoim życiem. Czas pokaże.

Skąd czerpiesz inspirację do swojej muzyki?
Mike: Moja inspiracja to przede wszystkim moje życie, wszystko co przeżyłem, co widzę i czuję. Lubię też obserwować ludzi i ich historie, to dodaje autentyczności moim tekstom.

Jak radzisz sobie z presją i oczekiwaniami?
Mike: Starając się być sobą i robić to, co kocham. Presja jest, ale trzeba ją przekuć na motywację, nie na blokadę.

Co robisz, gdy nie tworzysz muzyki?
Mike: Lubię odpoczywać z bliskimi, oglądać filmy, dbać o swoją kolecję aut a czasem po prostu wyjść na spacer i złapać trochę świeżego powietrza.

**Następnie Mike przeszedł do coverów które zostały wybrane przez fanów w głosowaniu online:**

In My Blood - Shawn Mendes
Attention - Charlie Puth
Stay With Me - Sam Smith

**Stolica Teksasku, Austin przywitał Mike’a z otwartymi ramionami już od pierwszego ogłoszenia że pojawi się w tym mieście z trasą koncertową. ACL Live at The Moody Theater wypełnił się do ostatniego miejsca, a ludzie ustawiali się w kolejce jeszcze na długo przed startem. Widać było, że tu nikt nie przyszedł przypadkiem, każdy znał teksty i był gotów na pełne zanurzenie się w muzykę. Mike był pod wrażeniem, bo energia tłumu była intensywna i autentyczna, a fani nie odrywali wzroku od sceny ani na chwilę. Gdy na wielkim ekranie pojawiło się "LOOK MOM, I MADE IT", sala eksplodowała wiwatami. Mike wszedł na scenę z uśmiechem i rzucił żartem z ostatniego podcastu STARCAST związanego z kostkami lodu w Los Santos. Swój występ zaczął od DJ'skiego intra do "I'm Back", finalnie zagrał tą piosenkę a później poleciał "SM1L3", "Like This PT2" i "Pikachu". Kiedy na "GIRLS" cała sala zaśpiewała refren, Mike tylko się uśmiechnął i dał im prowadzenie na mostku. Pięć mocnych numerów z rzędu, po których Mike podziękował fanom i wyłapał kilka krzyków, szczególnie z pierwszych rzędów, na które odpowiadał z bliskim kontaktem. W drugiej części koncertu zrobiło się bardziej kameralnie i emocjonalnie. Wykonał "Still Want You" razem z odtworzoną wokalną częścią Laili, zaraz potem "No More Heaven". "Watch", potem "Need U" i "Selfmade" z na którym pojawiła się osobiście Neri. Przy "Selfmade" ludzie podnosili ręce, jakby ten kawałek trafiał ich prosto do serca. Przedostatni numer to mocno rozciągnięte i wyciszone "She's Never There", z pauzą przed ostatnim refrenem, cisza w sali jak nigdy. Mike zamknął koncert solo z gitarą, śpiewając "Mantra" bez DJ’a i hypemana. Schodząc ze sceny, nucił cicho do mikrofonu: "Moje życie to klatka filmu od Tarantino..." Nagle rozbrzmiała głośna trąbka puszczona przez DJ’a a na telebimie pojawiła się wizualizacja Farusha do ostatniego numeru "Diva". I tak właśnie Mike zakończył wieczór, finalnie podziękował fanom.**

Edytowane przez Aliéné
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

  • nDSwdyh.jpeg29.07 Atlanta, Georgia - Coca-Cola Roxy

**Spotkanie z fanami odbyło się jeszcze przed próbą dźwięku. Mike był w świetnym nastroju, mimo że to jego pierwszy raz w Atlancie, od razu złapał kontakt z ludźmi. Część osób miała na sobie własnoręcznie robione bluzy z napisem "I'M BACK FOR GOOD" albo "NEED U TOUR 2025" które jasno wskazywało na większą kolaboracje z CHA$E. Po wejściu do wydzielonego pokoju na spotkanie Meet & Greet od razu padły pytania, Mike co prawda miał inny plan - chciał zagrać covery, ale z uwagi na tak liczne zainteresowanie Q&A, zabrał się za odpowiedzi na nurtujące fanów pytania...**

Czy presja po sukcesie Cię czasem przytłacza?
Mike: Bywa. Zwłaszcza jak patrzysz na liczby i porównania których sam nie szukasz. Ale przypominam sobie gdzie byłem rok temu i nagle wszystko wraca do proporcji. Robię muzykę, nie zawody.

Jaki numer z nowej płyty Twoim zdaniem najbardziej pokazuje, kim jesteś teraz?
Mike: Chyba 'SM1L3'. To kawałek w którym przestałem się chować za metaforami i powiedziałem wprost: było ciężko, ale dalej tu jestem. I to nie maska, to po prostu ja.

Co dla Ciebie znaczy epka Break From The Past?
Mike: To nie była tylko EP-ka. To był punkt w którym po raz pierwszy zagrałem coś nie po to, żeby się komuś przypodobać, tylko żeby wyrzucić wszystko z siebie. 'Whispers' i 'Goodbye' są najbliżej tego, co wtedy czułem. Szczególnie doskwierał mi brak Treyvona, mieliśmy naprawdę dużo planów, wspólną płytę i tak dalej.. A EP'ka zamknęła ten rozdział.

**Następnie Mike przeszedł do części coverowej gdzie fani wcześniej mogli zagłosować w ankiecie VIP, jakie utwory mają się pojawić. No i jak zwykle, nie zawiedli a Mike wcale nie miał łatwo pod względem wokalnym:**

Photograph - Ed Sheeran
Talking to the Moon - Bruno Mars
I Like Me Better - Lauv

**Finalnie spotkanie Meet & Greet zakończyło się zrobieniem grupowego zdjęcia z fanami VIP, niektórzy zostali wylosowani do zdjęć indywidualnych a reszcie zostały rozdane plakaty i przypinki z trasy koncertowej.**

**Sala szczelnie zapełniona jeszcze przed 20:00. Gdy światła zaczęły przygasać z głośników poleciały przetworzone wokale z intra "I'm Back". Mike wszedł na scenę bez słowa, z lekkim uśmiechem i uniesionymi dłońmi witając się z wszystkimi przybyłymi na koncert. Zaraz po ostatnich wersach "I'm Back", przeskoczył od razu w "Like This PT2", wyciągając telefon i nagrywając siebie na tyle publiki, totalnie na luzie, trzymając pełną kontrolę. Wersy poleciały gładko, a beat przebił się przez każdą ścianę tego miejsca.

W połowie koncertu było spokojniej, "Selfmade" zagrał w duecie z Neriną Aguirre, która wyszła na scenę jakby była u siebie. Tłum przyjął ją ciepło, a duet brzmiał intymnie i miękko. Światła wtedy zgasły prawie całkowicie, świeciły tylko dwa reflektory rozmieszczone po rogach sceny. Chwilę potem "Watch" z wizualizacją Maxine Koci. Publiczność znała każdy wers. Mike raz nawet odsunął mikrofon, żeby ludzie mogli zaśpiewać za niego refren. Zaskoczył wszystkich w końcówce, grając "No more heaven" jako przedostatni numer. Na koniec zapaliły się czerwone światła, pojawił się dym. Mike sam na scenie z głową spuszczoną nisko, przewieszoną gitarą i z totalnym skupieniem wykonał ostatni numer "Mantra".**

Edytowane przez Aliéné
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

KCgBCfx.jpeg

  • 31.07 Miami, Floryda - James L. Knight Center 

**Spotkanie rozpoczęło się chwilę po 17:00, w specjalnie przygotowanej strefie za kulisami James L. Knight Center. Na wejściu każdy uczestnik dostał laminowaną przypinkę "LOOK MOM, I MADE IT - VIP". W powietrzu czuć było nerwowe podekscytowanie. Miami wiedziało, że to będzie wyjątkowy wieczór. Mike pojawił się punktualnie, w klasycznej czapce z daszkiem, dresowej bluzie o dziwo z logiem Eternal Atake i z szerokim uśmiechem. Zanim zaczęły się sesja coverów, przywitał wszystkich krótkim "Cieszę się, że tu jesteście, ten wieczór będzie należał do nas.". Następnie Mike podszedł do stojaka na którym była postawiona gitara, chwycił ją i dzięki paskowi przewiesił ją sobie na ramieniu. Poszedł do swojego miejsca i usiadł na pufie, wyciągnął telefon i spojrzał na wylosowane covery. Finalnie ogarnął akordy do piosenek i zaczął je grać. A VIP'owie nie zawiedli pod względem repertuaru i zagłosowali następująco:**

Can I Be Him - James Arthur
All Star - Smash Mouth
Baby - Justin Bieber

**Po dość specyficznej playliście nie zabrakło śmiechów czy żartów, ale tak to miało wyglądać. Mike przeszedł do części q&a gdzie tym razem fani wykazali się bardziej:**

 

Który feat z tego albumu był najtrudniejszy do zrealizowania?
Mike: Zdecydowanie ‘Watch’ z Maxine. Obie strony miały mocne wizje i musieliśmy dojść do wspólnego języka, ale jak już się udało, magia.

Czy 'Mantra' to twoja ulubiona piosenka, jaką nagrałeś?
Mike: To chyba najbardziej osobisty numer, ale ulubiony? Może i tak, na pewno świetnie mi się go gra na koncertach.

**Część uczestników wręczyła mu własnoręcznie robione plakaty i prezenty, a jeden z fanów pokazał tatuaż z cytatem “no regret, no love” co Mike'a mocno wstrząsnęło, ale jednocześnie ucieszyło. Zrobił z nim dodatkowe zdjęcie i podziękował za wsparcie. Spotkanie trwało około 45 minut i zakończyło się wspólnym zdjęciem całej grupy VIP z Mike’em w centrum.**

**Wieczór w Miami miał w sobie coś z filmu. Tłum był gorący jeszcze przed wejściem, jakby wszyscy czuli, że to nie będzie zwykły koncert. Mike wyszedł w niebieskiej koszuli i klasycznych niebieskich jeansach o których w ostatnim czasie w USA jest gorąco. Od razu uderzył w intro "I’m Back". Już na starcie zapowiedział, że dziś nie będzie kalkulował tylko da wszystko, co ma. Kiedy rozbrzmiało "Like This PT2", ludzie krzyczeli każdą linijkę razem z nim. Nie było miejsca na nudę. "SM1L3" rozbujało parkiet a "Mantra" miało coś z hipnotyzującego rytuału; czerwone światła na scenie poruszały się jak puls. W połowie koncertu zrobiło się bardziej emocjonalnie. Przed "She’s Never There" Mike przez chwilę milczał a potem powiedział tylko: Są takie osoby, których brak się czuje całe życie. W refrenie publiczność sama przejęła śpiew, Mike wystawił tylko Największy krzyk wieczoru? Zdecydowanie pojawił się, gdy na scenę wyszła Maxine Koci. Publiczność zareagowała jakby wchodziła Beyonce. W duecie zagrali "Watch", a potem Maxine została na scenie aby zagrać jeszcze swoją część: "Ok", "Wanna Understand", "My Life Need Savin'" a na koniec zagrali jeszcze wspólnie kawałek "X". Widać było, że oboje czuli mocno tę chwilę, byli zsynchronizowani nie tylko wokalnie, ale i energią. Na koniec poszło "Ex Moves" z niebieskimi światłami, konfetti i ludźmi skaczącymi jakby nie było jutra. Mike zakończył koncert z mikrofonem w górze i krótkim "Miami... thank you. You were perfect."**

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

  • N4CnT6L.png01.08 – Washington, D.C.  – The Anthem

**Meet & Greet zaczął się punktualnie, ale bez zbędnej napinki. Mike wszedł standardowo z kubkiem kawy, jakby właśnie wrócił z szybkiego spaceru po Georgetown. Atmosfera była od razu luźna, żadne barierki, żadna sztywna kolejka, tylko rozmowy, śmiechy i kilka spontanicznych selfie. Mike rozpoczął spotkanie od serii pytań od fanów:**

 

Jak zaczęła się twoja przygoda z muzyką?
Mike: Od złamanego serca i taniego mikrofonu z walmartu. Serio.

Które miasto jak na razie najbardziej Cię zaskoczyło?
Mike: Denver. Serio, vibe tam był jakby wszyscy znali teksty zanim wypuściłem piosenkę.

Jak w ogóle poznałeś się z Neri?
Mike: Damn.. To było cholernie przypadkowe, wracałem w nocy do domu z chęcią pójścia spać. A że mieszkam obok Lailii, zauważyłem jej odpalony samochód na podjeździe i podjechałem zagadać. Okazało się że to była Nerina która dopiero co dojechała do Santos. Zagadałem, trochę się przestraszyła bo jednak jakiś facet podjechał prawie o północy.. Ale jak widzicie, wyszło zajebiście.

**Mike uśmiechnął się, wziął gitarę i zagrał fragmenty trzech coverów, które wylosowali fani podczas ankiety online:**

As It Was - Harry Styles
Cruel Summer - Taylor Swfit
Jealous - Nick Jonas

**W stolicy było spokojniej niż w Miami, ale tylko do momentu wejścia Mike’a. O 21:03 światła przygasły i wybrzmiał pierwszy dźwięk "Mantra". Publiczność od razu wstała a Mike, ubrany w beżową koszule i biały podkoszulek, dodatkowo klasyczne niebieskie jeansy o których ostatnio w USA jest mega gorąco przez Sydney Sweeney, przeciął scenę jednym ruchem jakby był u siebie. Po "Mantra" przeszedł do "Like this PT2", podkręcając tempo i interakcję z tłumem. W połowie koncertu zagrał "Still Want You", bez Laili Aguirre na scenie, ale z jej wokalami w tle, publiczność znała każdą linijkę. Przed "I'm Back" powiedział tylko: "Od tego wszystko się zaczęło" i odpalił numer, który wywołał najwięcej telefonów w górze, niestety wśród tłumu nie było widać potężnego Marcina Gortata. Tuż po nim zaskoczył wszystkich "No More Heaven", bez żadnych efektów, tylko on i symboliczne białe światło. Zostawił sobie "SM1L3" na bis, ale zanim do tego doszło, było jeszcze "Diva", "Watch" z tańczącą projekcją Maxine w tle na wielkim ekranie i "Selfmade" z refrenem NERI na które wyszła z backstage, potem zagrali "More Than Friends". Na koniec "SM1L3", cały The Anthem świecił się od fleszy i światełek opasek rozdawanych przed wejściem.**

Edytowane przez Aliéné
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

  • HNrBFOf.png02.08 Philadelphia, Pennsylvania - Franklin Music Hall

**Upalne lato w Filadelfii nie zwalnia tempa. Powietrze było gęste od ciepła i napięcia, ale nikt z fanów Mike’a nie narzekał. Wręcz przeciwnie, jeszcze przed południem pod Franklin Music Hall zaczęły pojawiać się pierwsze osoby w kolejce, z transparentami, bransoletkami i markerami do autografów. Spotkanie z Mike’em odbyło się w zacienionej części budynku, przekształconej w coś między lounge a klubowym backstage’em. Miękkie fotele, klimatyzacja, ledowe światła i stonowana muzyka w tle a.la jak w centrum handlowym na zakupach. Po prostu wszystko zaprojektowane tak, by zbudować kameralny klimat mimo że lista uczestników była długa. Mike pojawił się jak zwykle punktualnie, ubrany luźno i założonym charakterystycznym uśmiechem, który rozpogodziłby każdą burzę. Każdy fan miał chwilę dla siebie, nie tylko na zdjęcie ale też krótką rozmowę. Mike żartował, podpisał gitarę, kilka biletów, a jednej dziewczynie nawet… gips na nodze. Kulminacją spotkania była mini sesja muzyczna, trzy covery wybrane przez fanów w internetowym głosowaniu, które Mike przygotował specjalnie na tę okazję. Zagrał je w akustycznej wersji, gitarą, nadając im swój własny wydźwięk, aby coś wnieść od siebie:**

Iris - Goo Goo Dolls
Creep - Radiohead
Die For You - The Weeknd

**Na koniec coverów odbyło się krótkie Q&A na którym padło wiele pytań:**

 

Gdybyś musiał wybrać jeden smak lodów na resztę życia?
Mike: Mango z nutą limonki. Smakuje jak słodki chaos, jak moje życie.

Co robisz zaraz po zejściu ze sceny?
Mike: Przeważnie to wracam od razu do domu albo hotelu i biorę prysznic... ALE, w przypadku trasy to sprawdzam, czy Nerina już coś zjadła, bo inaczej mam przesrane.

Gdybyś mógł wymazać jeden moment ze swojego życia, ale musiałbyś też wymazać piosenkę, która z niego powstała... To zrobiłbyś to?
Mike: Nie. Nawet jeśli coś bolało, to dało mi coś, czego nikt inny mi nie mógł dać... Czyli szczerość. A z tego powstały rzeczy, których sam bym nie wymyślił w dobre dni.

**Na koniec zostało zrobione zdjęcie grupowe z VIP'ami, niektórzy zostali wylosowani do zdjęć indywidualnych. A na pewno reszcie zostały rozdane plakaty i przypinki z trasy koncertowej.**

**Mike pojawił się na scenie tuż po 20:30 przy akompaniamencie jasnego światła, które biło z podłogi. Nie było intro, nie było zapowiedzi, po prostu sam werbel, wokal i cisza między nimi zanim ruszyło "No Regret, No Love" z pełnym i agresywnym uderzeniem. Tłum wszedł w rytm natychmiast, ludzie zaczęli klaskać i krzyczeć. Potem "Like This PT2" a zaraz za nim dynamiczne "GIRLS" które miało nową aranżacje: więcej perkusji i mocniejsze przejścia. Mike w przerwie spojrzał na publikę i powiedział: Ten rok nauczył mnie tego że nie ma nic bardziej zajebistego niż bycie po prostu sobą. Nawet kiedy boisz się że ktoś spojrzy na Ciebie i uzna że jesteś debilem. Po chwili sala przygasła a reflektory zaczęły pracować pulsacyjnie, to zwiastowało moment dla Neriny. Obecna na trasie od początku a dziś po raz kolejny pojawiła się u boku Mike’a, by wspólnie zaśpiewać "More Than Friends" i "SELFMADE" w wersji pół-akustycznej i piękną, sceniczną intymnością. Nerina miała na sobie oversize’ową koszulę Mike’a z której wystawały połyskujące rękawy cekinowego topu, to jasno obrazowało symboliczne połączenie ich światów: jego bezkompromisowego buntu i jej lirycznej wrażliwości. Ich spojrzenia podczas wspólnego śpiewu mówiły więcej niż słowa. Było w tym coś bardzo osobistego a jednocześnie otwartego na wszystkich w sali. Po zejściu Neriny Mike zaintonował "She's Never There", w tym momencie światła zwolniły zostawiając tylko pojedyncze punkty na scenie i wolno opadający dym. Kulminacją wieczoru było trio: "Pikachu", "SM1L3" i "I'm Back" podbite nowymi efektami świetlnymi: żółto-fioletowe neony, krzyżujące się promienie i wybuchy pary z bocznych dysz. Scena wyglądała jak jedno wielkie pulsujące serce a w samym centrum Mike był jego impulsem. Mike na finał oczywiście zagrał "Mantra". Ale dziś wersja była inna. Rozpoczęta acappella, tylko z publiką. Mike krzyczał refren razem z publicznością, a na ekranie za nim pokazywały się napisy: "Jesteś ważny.", "Nie jesteś sam.", "To dopiero początek.".**

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

0chZAus.jpeg

 

 

**Na stronie ticketmaster.com pojawił się komunikat od Mike'a, dostali go również fani którzy wykupili bilet na dzisiejszy koncert i dwa następne:**

Dzisiejszy wieczór był najtrudniejszy w moim życiu.

Mój przyjaciel… bratnia dusza… miał dziś stanąć ze mną na scenie w Nowym Jorku. Kilka godzin przed koncertem dostałem telefon, którego nikt nigdy nie chciałbym odebrać. Nie potrafię tego jeszcze ubrać w słowa. Nie dociera do mnie ta wiadomość. Ale jedno wiem na pewno, nie jestem w stanie grać dzisiaj tak jakby nic się nie stało.

Dlatego najbliższe trzy koncerty zostają przesunięte. Potrzebuję kilku dni ciszy, żeby to unieść.

Wrócimy. Zagramy to co mieliśmy zagrać. Ale nie teraz.

**Oczywiście osoby które zakupiły bilet na któryś z trzech koncertów mają opcje zwrotu pieniędzy. W Nowym Jorku, na budynku należącym do Terminal 5 w dniu koncertu Mike'a zostało jedynie wyświetlone zdjęcie na telebimach   -->**

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.

×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę. Warunki użytkowania Polityka prywatności Regulamin