Masz pięćdziesiąt trzy lata. Wstajesz i budzisz się koło swojej żony - przypominasz sobie, że wydałeś na jej operacje plastyczne trzydzieści tysięcy. Przynajmniej jest teraz ładna. Zakładasz swoje ulubione kapcie i udajesz się do łazienki. Przemywasz swoją twarz wodą i ubierasz się. Idziesz do garażu po swoje auto, dziwi Cię otwarta brama, ale przypominasz sobie, że Twoja dwudziestoparoletnia córka pewnie jechała do chłopaka - którego w przeciągu roku? - Nie wiesz. Otwierasz garaż pilotem i Twoim oczom ukazuje się pusty garaż. Nie ma Twojego auta. Pierwsze co dzwonisz do córki: budzisz ją, spała na górze. Sprawa jest prosta: Ktoś Ci to auto zabrał. Wzywasz policję, pojawia się detektyw, który informuje, że w Twojej okolicy zniknęło kilka aut.
Oglądasz nagrania z kamer. Pod dom podjechała Asea bez tablic - chłopak podszedł do auta z walizką, a drugi pod dom - minutę później z garażu wyjeżdża Twoje auto. Twoja córka wystawia na social media informacje, że skradziono auto, masz nadzieję, że się odnajdzie. W rzeczywistości Twoje auto ma już inne papiery, inny lakier i przebite numery lub jest już rozkręcony na części.
Jedyne, co Cię ratuje, to ubezpieczenie.