Skocz do zawartości
 
GRACZY ONLINE

Znajdź zawartość

Wyświetlanie wyników dla tagów 'buck chuckaby & austin miller' .

  • Wyszukaj za pomocą tagów

    Wpisz tagi, oddzielając je przecinkami.
  • Wyszukaj przy użyciu nazwy użytkownika

Typ zawartości


Forum

  • Informacje
    • Informacje
    • Discord
    • Odzyskaj swoje konto!
    • Ekipa oraz liderzy projektu Vibe Roleplay
    • Publikacje dt. fabuły serwera
    • Publikacje dt. rozgrywki
    • Regulaminy
    • Rekrutacje
    • Społeczność
    • Poradniki
    • Event Team
  • Sprawy organizacyjne
    • Pochwały oraz skargi
    • Apelacje od kar
    • Współdzielenie IP
  • Organizacje publiczne
    • Opiekunowie organizacji publicznych
    • Los Santos County Government
    • San Andreas Judicial Branch
    • Projekty oficjalne
    • Federal Bureau of Investigation
    • Internal Revenue Service
    • Los Santos County Sheriff's Department
    • Los Santos Police Department
    • Natural Resources Agency
    • Los Santos County Fire Department
  • Organizacje prywatne
    • Informacje Opiekunów
    • Aplikacje
    • Biznesy
    • Projekty In Character
    • Spółki
    • Projekty CM/GM
    • Projekty zmotoryzowane
    • Przetargi
    • Wyceny i dofinansowania
    • Archiwum
  • Organizacje przestępcze
    • Informacje
    • Organizacje
    • Crime Support
    • Przestępstwa
    • Archiwum
  • Branża rozrywkowa
    • Profile postaci
    • Informacje
    • Przedsiębiorstwa
    • Materiały
  • Media
    • Media
    • Daily Globe
    • Music Media ChatterBox
  • In Character
    • Wydarzenia fabularne
    • Los Santos County & Blaine County
    • Internet
    • Los Santos
    • Biografie postaci
    • Społeczności
  • Inne
    • Multimedia - Zdjęcia i filmy z serwera Vibe Roleplay
    • Multimedia - Zgarniaj wyjątkowe nagrody
    • Twórczość Użytkowników
    • Hydepark
    • Archiwum globalne
  • 7.7.7 | GIGA DC
  • doozan's fanclub Tematy
  • PRAWILNY GENG Tematy
  • capybara team Zdjęcia kapi
  • 12KG MAFIA Rodzina nie znaczy przyjaźń.
  • KR Kumar
  • KR Rajesh
  • Federal Ballin Bureau Club Regulamin warzne!

Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki, które zawierają...


Data utworzenia

  • Od tej daty

    Do tej daty


Ostatnia aktualizacja

  • Od tej daty

    Do tej daty


Filtruj po ilości...

Dołączył

  • Od tej daty

    Do tej daty


Grupa podstawowa


O mnie


Discord

Znaleziono 2 wyniki

  1. El Burro Heights to syf - dżungla, która dawno temu została odcięta od reszty miasta i nikt już nawet nie udaje, że chce ją posprzątać. Tu każdy róg cuchnie biedą, ćpaniem i brudem, a nocą słychać tylko wycie psów i krzyki ludzi, którzy mają ze sobą do wyrównania rachunki. Ulice są pełne ćpunów na opioidach, przewracających się pod sklepami i szukających czegokolwiek, żeby przetrwać do następnego strzału. Inni stoją jak zombie - powykrzywiani w dziwnych pozach - są swojego rodzaju żywymi rzeźbami i antyreklamą całej okolicy. Prostytucja? Jest wszędzie - od bram po zapuszczone mieszkania, które wyglądają jakby zaraz miały się zawalić. Płacisz kilka dych i spuszczasz z kija dosłownie za murkiem. Jakby pies kopulował z drugim psem. Nie uświadczysz tu widoku spacerku wyperfumowanej panienki z mopsem - tutaj psy mają swój cel. Nikt się nie przejmuje tym, że giną w klatkach - walki psów to jeden z bardziej popularnych „sportów”. Wystarczy, że poznasz odpowiedniego gościa, przyprowadzisz swojego psa, postawisz trochę siana i... licz na to, że twój kundel zagryzie tego drugiego. Jak chcesz, możesz nawet kupić szczeniaka z pseudohodowli, wciśniętego w karton po bananach, i nikt nie zada pytania. I ty też nie powinieneś, nawet jeśli obiecany pitbull okaże się być w rzeczywistości zdeformowanym jamnikiem. El Burro to też śmietnik dla połowy oprychów w tym przykrym mieście. Broń, która zniknęła po jakiejś akcji, kończy tu w piwnicach i garażach, a lokalni kombinatorzy przerabiają starocie na coś, co strzela, albo przynajmniej wygląda, że może strzelić. W tym samym czasie inni gotują dragi: od metamfetaminy po wynalazki, które potrafią rozwalić łeb za jednym shotem. Biznesy na El Burro płacą, bo muszą. Haracz to standard - sklepik, bar, nawet budka z hot-dogami. Jak nie zapłacisz, to albo cię obiją albo spalą ci lokal. Niekoniecznie goście, którzy przyszli - wykorzystają do tego dzieciaków. Nigdy nie dojdziesz prawdy ani sprawiedliwości. Proste zasady. Przestępstwa są tu tak różnorodne, że ciężko wymienić wszystkie. Jeden, wielki, otwarty zbiór dramatów. Kradzieże, rozboje, wymuszenia, pobicia, morderstwa, handel wszystkim, co ma wartość - pełen katalog. Każdy, kto tu mieszka, albo w tym uczestniczy, albo przymyka oczy, żeby jakoś przeżyć. The first shot (left) taken in June 2001, shows Baxter as a fairly young, attractive woman. The middle photo taken in 2004 at the height of the epidemic tells a different story. The last photo King took of Baxter (right) in 2009, the last time she was taken into custody, she was 47. Records show that between 1995 and 2009, she was in custody 44 times; most arrests were meth related. King is not sure what's happened to Baxter. He remembers her being difficult and uncooperative in custody and then never showing up at the support center to get help. He says he's spoken with associates of hers fairly recently, who say they've seen her and she is using heroin now. But, King says, "That information is as reliable as the people I get it from." źródło
  2. Kiedyś był tu Seven-Eleven prowadzony przez jakiegoś lokalsa, który jeszcze wierzył w sens liczenia drobnych. Sklep zdechł tak samo, jak pada wszystko w tej części miasta - z braku klientów i nadziei. I z powodu kurewsko wysokich opłat. Lokal wpadł potem w ręce Pagan’s MC, którzy chcieli otworzyć tutaj miejsce o nazwie Lowkey Pub. Mieli zamysł, mieli obrotną właścicielkę Angie Palmer. Mieli wszystko, czego potrzeba, aby stworzyć na El Burro Heights miejsce, które ma rację bytu. Problem w tym, że w Burro wizje zderzają się z rzeczywistością szybciej i mocniej niż szklana butelka z czyjąś mordą. Pagansi poszli do piachu, a po planach Angie Palmer zostały ślady - wypalone ściany, noże powbijane w losowych miejscach i mnóstwo dziur po kulach, które zostawił tu niedawno jako podpis. To wszystko stanowi wizytówkę i jednocześnie antyreklamę odwiedzanego przez roboli miejsca. Teraz knajpę prowadzi Cindirella Ramos - dziewczyna stąd, z El Burro Heights. Anielska twarz tworzy maskę, za którą chowa się wyrachowana i zimna sucz, doskonale wiedząca z kim pić, a kogo omijać szerokim łukiem. Ma paskudne usposobienie, nikt jej nie podskakuje. Cindy wie, jak czytać ludzi - jednym spojrzeniem zmierzy ci duszę i portfel, zanim zdążysz otworzyć usta. Za barem porusza się jak królowa brudu, dolewając taniej whiskey do coli, mieszając drinki, które smakują tak, jak wyobrażasz sobie napój, który ma zmyć ci z ust posmak taniej prostytutki. Sam bar wygląda, jakby najlepsze lata miał już za sobą. I te średnie lata też. W kątach unosi się smród rozlanego piwa, wytarte stołki trzeszczą jak stare kości, a na podłodze lepko od wszystkiego - potu, krwi, rumu. Miejsce jest magiczne, bo jak raz tu wejdziesz, to masz wrażenie, że już nigdy się nie wydostaniesz czysty. Ale ludzie wracają, niby z uwagi na klimat tego miejsca. W rzeczywistości mogą tu tanio się najebać i zapchać kichę. Flaszka stoi zawsze na barze, czeka na każdego, kto ma choć kilka dolarów. Można zjeść coś, co Cindy nazywa obiadem: ociekające tłuszczem burgery, gumowe frytki z hurtowni, mięso, które nigdy nie stało obok prawdziwego mięsa. Dla zaprzyjaźnionych klientów pojawiają się opcje extra - panienki kręcą się po kątach, zbyt młode, żeby tu siedzieć, i zbyt ograniczone, żeby iść gdziekolwiek indziej. Pachną tanimi perfumami zmieszanymi z potem i dymem, a w ich oczach widać chęć zarobienia przynajmniej tyle, aby móc się skuć i zapomnieć o przytłaczającej codzienności i wiercącym dziurę w głowie braku perspektyw. Nie tylko lokalsi ciągną tu, żeby zatopić się w szklance i zapomnieć, że życie to pasmo porażek. The Rusty Mule to punkt obowiązkowy dla robotników z pobliskich fabryk, magazynów i szybów naftowych - zmęczonych, umazanych smarem i pyłem, z rękami zmarnowanymi od codziennej, ciężkiej roboty. Wpadają tu po zmianie, w brudnych kombinezonach, siadają przy stolikach i piją, póki starcza im siły, żeby podnieść szklankę i powstrzymać ewentualne wymioty. Dla nich ten bar to przedłużenie dniówki, tylko zamiast maszyn, mają alkohol, łatwe kobiety i Cindy, która wie, kiedy się uśmiechnąć, a kiedy uspokoić sytuację ostrzonym każdego ranka nożem kuchennym.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę. Warunki użytkowania Polityka prywatności Regulamin