Skocz do zawartości
 
GRACZY ONLINE

002. DAILY TALK SHOW BY BENJAMIN DUGGAN - Lara Kozlova, szczerze o facetach oraz seksualności i pokazywaniu swojego ciała!


Bayer

Rekomendowane odpowiedzi

               0CWXkjk.png
 

                                                                          DAILY TALK SHOW BY BENJAMIN DUGGAN - Lara Kozlova szczerze o facetach, seksualności i pokazywaniu swojego ciała!

Transkrypcja z wywiadu przeprowadzonego na wizji dnia 18/05/2025

BD - Benjamin Duggan
LK - Lara Kozlova

 


Lara Kozlova - kobieta która posiada tak samo dużo fanów jak i hejterów, niektórzy ją kochają, niektórzy jej nienawidzą. Symbol kobiecości, której mimo wieku (38 lat) wyglądu może pozazdrościć nie jedna dziewczyna po dwudziestce. Jak dotarła do miejsca w którym znajduje się obecnie? Dlaczego nasze społeczeństwo jest zacofane? Czy faceci są jej niezbędni do życia? Na te pytania i więcej, znajdziecie odpowiedzi w wyczerpującym wywiadzie na jej temat. Jeżeli nie załapaliście się na audycje, zapraszam Was do lektury!

            image.png.4294030d9a468a0cd5c9dc21e2aeb78d.png



BD: Hej, hej, hej! Witam wszystkich słuchaczy Daily Globe, mówi dla Was Benjamin Duggan natomiast w swoim studiu mam specjalnego gościa - warto dodać, że dzisiaj będzie o biznesie, relacjach oraz seksie. Dlatego ta audycja zdecydowanie nie jest dla wrażliwych oraz nieletnich, słuchacie na własne ryzyko. Z pewnością większość z Was już ją zna, jednak pozwolę sobie ją przedstawić, CEO spółki Primal oraz dość wyjątkowego miejsca spotkań i relaksu jakim była Luxura Relaxare - urokliwa kobieta budząca wiele emocji, Lara Kozlova. Miło mi Cię gościć w studio Lara, dzięki że wpadłaś.

LK: Cześć, hej. Tak to ja, Lara Kozlova. Kobieta budząca wiele emocji, haha. Mam nadzieję, że poruszymy dzisiaj wiele kwestii, które z pewnością wielu z was interesują.

BD: Zdecydowanie takie poruszymy, Lara. Obecnie jesteś znana głównie z niebieskiej strony, którą zaczęłaś prowadzić po Twoim powrocie z Rosji. Skąd Twoja decyzja o zrezygnowaniu z prowadzenia Primal Xtreme oraz samej Luxury? Wydaje mi się że oba miejsca cieszyły się całkiem sporym zainteresowaniem.

LK: Całość to zdecydowanie był po prostu proces. To nie tak, że z dnia na dzień coś zostawiłam. Moje dziecko w postaci Primal Xtreme niewątpliwie zbierało masę sukcesów, ale przyszedł taki moment, że miałam już dość wiecznego działania na wysokich obrotach, a mimo prób nie mogłam znaleźć nikogo kompetentnego do pomocy. I też uznałam, że zrobiłam już masę roboty. Pokazałam, że da się robić coś innego od tych rzeczy, które obecnie istnieją na lokalnym rynku. Branża sportowo-rozrywkowa ma masę dróg, które można obrać, dlatego jest to tak wdzięczne działanie - no i też bez konkurencji. Spełniłam się w tym, bo to też nie była moja pierwsza marka... i wtedy, w listopadzie stwierdziłam, że czas to zostawić za sobą i skupić się na działaniu w branży wellness dzięki swojej łaźni. Byłam na etapie przekształcania całości w ośrodek wypoczynkowy. I wszystko szło dobrze do czasu,  kiedy właśnie nastąpiły problemy rodzinne, o których informowałam. Zmarł mój ojciec. Musiałam wrócić do siebie, do Moskwy. Jako najstarsza z rodzeństwa miałam sporo rzeczy do załatwienia i szczerze myślałam, że już zostawię Los Santos za sobą, dlatego wraz z tym faktem padła decyzja o zamknięciu Luxury. Tak to właśnie wyszło w praktyce, ale tak szczerze - były to naprawde świetne inicjatywy, które każdemu polecam. Sama po takim czasie jestem trochę... smutna? Smutna, bo nikt nie chce, albo nie potrafi wypełnić lukę na rynku po mnie. Nie oszukujmy się, ale poza klubami, barami, czy stripclubami to rozrywka w naszym pięknym mieście leży i woła o pomstę do nieba. A wystarczyłyby tylko chęci, aby zaoferować ludziom coś ciekawszego i zdecydowanie na dłużej - nie na miesiąc.

BD: Śmiało można powiedzieć że luka zarówno po Primal które specjalizowało się w przynoszeniu nam wszystkim adrenaliny wciąż nie została wypełniona, podobnie zresztą jak po Luxurze - jest to nisza która... do teraz jest pusta, to zdecydowanie czas na działanie dla aspirujących przedsiębiorców obecnie w mieście jest więcej klubów ze striptizem niż samych striptizerek które mogłyby tam pracować, ot mamy puste lokale z rurą na środku. Twój wyjazd do Rosji nie potrwał wcale tak długo, wróciłaś ale jakby... odmieniona. Wszyscy zauważyli Twoją zmianę image'u, choć zrobiłaś ją dla siebie. Zrzucenie z siebie takiej odpowiedzialności jak spółka i łaźnia, dały Ci nieco do myślenia? Rozumiem że przestałaś robić coś dla innych, natomiast zaczęły stawiać na samą siebie oraz swoje samopoczucie - czy to właśnie dzięki temu... najzwyczajniej, rozpromieniała? Odżyłaś?

LK: Czuję do czego to zmierza, ale też właśnie muszę się nieco cofnąć, aby zarysować kontekst sytuacji... prawdą jest, że się zmieniłam, a szczególnie po powrocie. Tylko to zmiana po prostu polegająca na pokazaniu prawdziwej siebie. Miesiąc przed wyjazdem już założyłam niebieską platformę, która szczerze mówiąc była eksperymentem. Byłam ciekawa czy Los Santos naprawdę jest tak zacofane w praktyce, tak jak ja widzę, albo też mówią inni. I nie pomyliłam się. Mimo eksperymentu polegającemu na robienie contentu takiego samego jak na Lifeinvader, to i tak spora część ludzi zaczęła na mnie patrzeć krzywo, a wręcz nawet obrażać - bo niebieska platforma. Także w praktyce okazało się, że nieważne co się robi i w jaki sposób, ale w jakim miejscu. A mając już taki obraz tej sytuacji, to po powrocie było mi łatwiej wrócić do tego, ale po prostu tak jak zawsze chciałam, bez cenzury. Kto mnie poznał, a nawet i śledził, to dobrze wie, że nigdy nie stroniłam od takiej twórczości czy pokazywania siebie, ale po prostu robiłam dobrą minę na rzecz swoich interesów. Dwa lata temu wiedzieli o tym niektórzy, rok temu już większość, bo już wtedy pojawiały się  leaki moich intymnych materiałów, które w teorii pokazywałam "zaufanym" osobom. I tak, dobrze to ująłeś. Na emeryturze biznesowej, którą aktualnie mam, postawiłam na siebie, na swoje samopoczucie. Nie muszę już udawać innej niż jestem, więc tak - odżyłam zdecydowanie.

BD: Uważasz więc że Los Santos kompletnie nie jest gotowe na Twoją twórczość, mentalność większości jest głęboko w epoce średniowiecza? Już wcześniej robiłaś sobie podobne zdjęcia, jednak nie czerpałaś z tego żadnych materialnych korzyści - wynika to bardziej z chęci pokazania swojego ciała czy samouwielbienia? Jedno natomiast jest pewne, jesteś osobą która nie traktuje norm społecznych jako coś poważnego, nie idziesz za trendami czy opinią innych. Uważasz że jest to klucz do prawdziwej wolności? Kierowanie się po prostu... sobą?

LK: Tak uważam. Mentalność często przypomina mi moje strony, a to nawet jeszcze za czasów dresów i blokowisk. Szczególnie widać to u młodych osób, które zdecydowanie chcą się popisywać przed innymi. Mamy tak jakby wschodnią Europę w Los Santos, w USA. No cóż. Chęć pokazania swojego ciała, samouwielbienie... to wszystko w zasadzie się łączy. Jestem z pewnością narcystyczna i przejawiam to też w taki sposób. Normy społeczne nigdy prywatnie mnie nie interesowały. Przestałam wierzyć w idealny porządek społeczny raczej po swoich przeżyciach. No i też nigdy nie musiałam stricte podpasowywać się pod kogoś, bo miałam tę bezpieczeństwo finansowe, które w obecnych czasach jest podstawą. Prawdziwa wolność to zdecydowanie bycie po prostu sobą, a nie udawanie kogoś innego. I docenią to raczej tylko ci, którzy już nie muszą nikomu nic udowadniać tak jak ja.

BD: Jednak takie podejście i sposób myślenia, niesie ze sobą też jakieś... jakby to ładnie nazwać, konsekwencje? Wyłamanie się z jakichś standardów, z pewnością musiało się też w pewien sposób na Tobie odbić. Wspominałaś już o tym że spotkałaś się z hejtem, jak sobie z nim radzisz? Spotykasz się z nim głównie w sieci, mediach społecznościowych? Czy czasami takie sytuacje zdarzają Ci się w jakichś miejscach publicznych? Swego czasu, według portali plotkarskich bardzo często widywano Cię w obecności osobistego bodyguarda.

LK: Bodyguard to akurat całkowicie inny temat... ale tak, hejt jest i na pewno będzie. Tylko... trzeba się zastanowić chwilę nad tym i tak naprawdę oddzielić hejt od krytyki. Prawda jest taka, że zaraz będzie pół roku i nie dostałam żadnej konstruktywnej krytyki. Żadne media o tym nie pisały,  żaden "autorytet". A dlaczego tak jest? Bo w gruncie rzeczy nie robię nikomu krzywdy. Nawet działaniami przed nigdy nie celowałam w nieletnich odbiorców, nigdy nie byłam family friendly. Nikogo nie krzywdzę tym co robię, bo z drugiej strony jak ktoś ma problem, to nie musi śledzić. Tak więc jak sobie z tym radzę? Ignoruję. Blokuje nachalnych dzieciaków. Tak, dzieciaków. Domyślam się, że tak można nazwać autorów takich ruchów, a czemu? Bo na żywo spotykam się tylko z dzieciakami, które ledwo oderwały się od cycka matki i potrafią się chamsko zachowywać. Kto ma tak naprawdę trochę oleju w głowie, to po prostu ignoruje mnie, albo zachowuje się normalnie... no i jak pojawi się jakaś konstruktywna krytyka, to z pewnością się z nią zmierzę. A tak to - obecnie, po tylu miesiącach, brak dla mnie praktycznego odniesienia.

BD: Brak konstruktywnej krytyki, będąc szczery sam takowej na Twój temat w sieci nie widziałem - hejt od "młodych gniewnych" jest nieunikniony. Wcześniej raczej nie widzieliśmy Cię w mediach masowych, z czego to wynika? Czy dostawałaś jakieś propozycje wywiadów bądź występów?

LK: Szczerze? Nie kryję się ze swoim wysokim mniemaniem o sobie. A to doprowadzało do tego, że liczne propozycje na niby-poważne wywiady po prostu odrzucałam. Zawsze byłam przekonana, że jestem dobrą osobą do dyskusji na wiele tematów, a widząc stan dziennikarski w Los Santos i te wywiady, które były kopiuj-wklej poprzednich, to po prostu stwierdzałam, że szkoda mojego czasu. Nigdy nie kierowałam się tym, aby brać byle co, być byle gdzie i żeby gadali o mnie, bo gadają. Jak już to wolałam się skusić na bardziej przemyślany wywiad, a szczególnie chciałam trafić na odpowiedniego rozmówcę. Ty się takim okazałeś, Benjamin - i tak, głównie dzięki tobie tutaj jestem.

BD: Miło mi to słyszeć, dla mnie jest to swego rodzaju zaszczyt przeprowadzić z Tobą rozmowę. Sądzę że przejdziemy do ciekawego konceptu, jednak również będzie to swego rodzaju test - zachęcam wszystkich słuchaczy do przesłania na numer Daily Globe zgłoszenia, z intrygującymi Was pytaniami dla Lary. W międzyczasie kiedy na takowe będziemy oczekiwać, pozwolę sobie przejść do dalszych pytań. Rozszerzyłaś swoją internetową działalność o blog, który jest dość ściśle powiązany z Twoją stroną na Onlyfans. Pisałaś w nim o relacjach, podejściu ludzi oraz mężczyznach - niektórzy Cię kochają, inni wzdychają do Twoich zdjęć, jeszcze inni są czerwoni ze złości jak rozpalony piec gdy zapoznają się z Twoją twórczością. Ostatnio na Lifeinvader zauważyłem kilka wpisów od pewnej użytkowniczki, która jasno pisała że obecnie faceci są albo nachalnymi bucami, albo są całkowicie bierni uważasz że doszło do momentu w którym to... kobiety zaczęły nosić spodnie? Jakie są Twoje odczucia w tej kwestii, czy da się spotkać mężczyznę idealnego?

LK: Nie da się spotkać idealnego człowieka, niezależnie czy to kobieta, czy facet. Każdy ma inny gust, inne wymagania, a z drugiej strony ludzie są różni. Mogą być świetni w jednej rzeczy, okropni w drugiej. Sztuka polega na dobrym dopasowaniu się co najwyżej. Ale czy kobiety zaczęły nosić spodnie? Uważam, że nie. Kobiety nie noszą spodni. Sedno w tym całym narzekaniu na facetów opiera się na tym, że faceci po prostu nie radzą sobie z emocjami. Czy to w kwestiach miłości, czy nienawiści. Poznawałam masę facetów, z którymi była możliwość dogadania się. Było pozorne zrozumienie. Ale za słowami nie stoi praktyka. Powiedzą ci jedno, a w praktyce robią co innego. Bywały przypadki, gdzie nawet rozmowa od razu rodziła w głowie takiego faceta całe plany na naszą wspólną przyszłość, a tymczasem sam mówił, że nie szuka relacji. Po prostu ich słowa i zachowania kłócą się ze sobą. Potem mamy wysyp słów, że to miasto lesbijek, albo biernych facetów. Tylko tak szczerze? Jak tu nie skręcić stricte w relacje z kobietami, gdy faceci gubią się na poziomie emocjonalnym? Albo jak facet ma nie być bierny, gdy ta "uszkodzona" część psuje im opinie? Wszystko ma jakiś związek ze sobą.A tak prywatnie... przestałam się łudzić już lata temu, że znajdę partnera. I to nawet długo przed moimi "zmianami". Żyję wolna, sama dla siebie i nie potrzebuje oparcia w drugiej osobie, która zaraz coś odwali, albo okaże się fałszywa. Szkoda energii i czasu na pseudo-relacje.

BD: Życie to jedno wielkie doświadczenie, natomiast czy takowe miałaś jeśli chodzi o relacje? Związki? Masz racje, nie ma idealnego obrazu - każdy ma jakiś ideał, opierając to na swoich preferencjach oraz dopasowaniu do swojej osoby. W swoim ostatnim Q&A na Onlyfans, otwarcie mówiłaś o seksie przy tym podejściu jasno natomiast możemy stwierdzić, że w tym aspekcie stawiasz raczej na przelotne relacje, albo i stałych kochanków? Lara, śmiało możemy powiedzieć że na przestrzeni czasu oraz Twojej twórczości stałaś się symbolem kobiecej seksualności. Seks zdecydowanie nie jest dla Ciebie czymś obcym. Jest to... istotny element Twojego życia?

LK: Doświadczenie w relacji jak najbardziej mam, ale oczywiście nie przytoczę tu świeżych spraw... bo po prostu od długiego czasu nie angażuje się nawet w relacje czysto przyjacielskie. Ale miałam jedną, prawdziwą relacje w swoim życiu i uważam, że było tam prawdziwe uczucie. Tylko to też nie było w stu procentach idealne. Wyszłam z tego ze sporą dozą problemów, a niektóre ciągną się ze mną po dziś dzień... tak jakby w kwestii uzależnień. I tak, dobrze mówisz - mój styl życia stawia głównie na przelotne relacje, bo po prostu tak jest wygodniej. Nie muszę niczym się przejmować na dłuższą metę. Mam tak naprawdę święty spokój i chwytam te relacje, kiedy po prostu mam potrzebę, a nie kiedy muszę. Ale czy ogólnie seks to istotny element mojego życia? I tak, i nie. Miewam swoje wahania nastroju, które często prowadzą do zamknięcia się na ludzi na tydzień, dwa, miesiąc, a bywają też okresy, gdzie potrzebuje tych relacji z ludźmi częściej. Nic w takich sprawach nie jest u mnie na stałe, bywa różnie. I w zasadzie dobrze mi z tym, bo tak naprawdę nic nie muszę. Kiedy mam dosyć ludzi, to mam dosyć i mnie nie ma. A kiedy jest na odwrót, to się otwieram.

BD:  Nie masz partnera i jak już powiedziałaś - nie masz zamiaru mieć. Masz natomiast jakichś przyjaciół? Kogoś do kogo zawsze możesz się odezwać - jeśli tak to sądzę że warto ich pozdrowić. Mimo Twojego odejścia od Primal, wciąż Twoje żyły domagają się adrenaliny. Go Outside, grupka na Lifeinvader zebrała dość sporą ilość członków, wspólne wypady, crossy, quady. Czy to również jest Twój sposób, na złapanie znajomości? Zapewnienie tej potrzeby socjalizacji przy fajniejszych aktywnościach?

LK: Przyjaciele raczej nie istnieją w moim słowniku. Nie spotkałam osoby, której mogłabym stuprocentowo zaufać. Ale jedynie mogę w tej kwestii wspomnieć o Nathalie Larson, której zostawiłam ligę darta pod opiekę. Mimo że nie nazywam tego przyjaźnią, to jednak jest osobą, która nie idzie za tłumem, ma swoje zdanie i zbieżne poglądy ze mną. Utrzymujemy jako-tako naszą relację, naszą znajomość. W razie czego ona może na mnie liczyć, czy ja na nią. Ale poza nią samą, to raczej nikt. Nie ma co ukrywać, że ludzie szczególnie tutaj są jak owce. Pójdą do tego stada, u którego dostaną poklask i łatwą akceptacje, a przy najbliższej okazji wypną się na mnie dupą. Tak, jak to ładnie ująłeś - moje żyły domagają się adrenaliny. Moje aktywne życie raczej nigdy się nie skończy, dopóki będę mogła chodzić. To rzecz, która działa na mnie pozytywnie. Zawsze lepiej jest ruszyć się sprzed TV i coś porobić, niż wiecznie leniuchować. A że przy obecnej sytuacji mam mnóstwo wolnego czasu, to wykorzystuje to. Często więcej mnie nie ma w domu, niż jestem. Wyjeżdżam, korzystam, bawię się. Mam możliwości, więc... czemu nie? A grupka? To świetna alternatywa do klubów w tym mieście. Jakby nie patrzeć - o inne rozrywki ciężko, więc po prostu sami sobie je załatwiamy. Mam spore zaplecze sprzętu, bo też jestem pasjonatką różnych maszyn, więc zawsze jest okazja na pobieganie w grupie, rower, pobawienie się w offroadzie... i masa innych rzeczy.  I też - jak dobrze zauważyłeś - to taki mój sposób na zaspokajanie swoich potrzeb, które bądź co bądź kwitną przez samotność. Nie oszukujmy się, ale większość moich obserwatorów jak już chce złapać ze mną kontakt, to głównie by pomacać moje cycki... a w takiej inicjatywie grupy przynajmniej można spędzić czas w aktywny sposób i w normalnej, koleżeńskiej atmosferze.

BD: Zdecydowanie jest to fajny sposób na spędzenie czasu na świeżym powietrzu, ot paczka nieznajomych która szuka wspólnego zajęcia w niszy która wciąż nie jest wypełniona. Ale o tym chętnie wspomnę w zbliżającym się artykule, także wyczekujcie! Wspominałaś już o wiadomościach od Twoich obserwatorów, pewnym jest że nie jeden z Twoich subskrybentów z pewnością nie raz myślał czy fantazjował o jakiejś interakcji seksualnej z Twoją osobą. Często otrzymujesz takie propozycje? W swoim Q&A wspominałaś również o swoim bodycount, ujmując to w słowach "musiałabym prowadzić dzienniczek". Jednak jakbyś miała rzucić jakąś liczbą, która z pewnością nie jest jednoliczbowa - ile mniej więcej by to było? Czy nie uważasz czasami, że faceci w pewnym sensie stali się dla Ciebie żywym inwentarzem do zadowalania Twoich zachcianek?

LK: Propozycje tego typu zdarzają się często, ale jakby nie patrzeć to tego po prostu się nie uniknie. I mam do tego nijakie nastawienie, bo tak naprawdę ktoś może sobie pytać, ale czy mi to szkodzi, przeszkadza? No nie, mogę ignorować, albo wejść w jakąś rozmowę i sprawdzić czy za głupkowatym pytaniem stoi człowiek, z którym można podjąć jakąś rozmowę, czy po prostu trollujący dzieciak. Więc z tym to bywa różnie. Pytasz mnie o liczbę, ale szczerze mówiąc nawet nie chciałabym strzelać. Mam prawie czterdzieści lat, większość mojego życia to wolne życie, ale też wiele imprez… których nawet zdarzało się nie pamiętać. Ale raczej dałam w swoim Q&A pogląd na to jak to wygląda. Może część osób zdziwiłam, albo nawet mi nie uwierzyli, że to są liczby na palcach jednej dłoni w ciągu prawie pół roku, a nie setki. No jak widać, wasz obraz onlyfansiary nie trafia w realia. Masz trochę racji z moim podejściem do facetów. Jakby nie patrzeć to od praktycznej strony stali się dla mnie zabawką erotyczną do zaspokajania potrzeb... ale nie uważam, że to jest skandaliczna rzecz, skoro sami się na to piszą. A nawet tego chcą, bo często jak już wspominaliśmy - emocjonalnie leżą i zazwyczaj sami innych celów nie mają w życiu oprócz seksu. Także jak tu traktować ich inaczej? Nawet jakbym chciała, to by było ciężko.

BD:  Na początku Twój onlyfans był testem - prowokacyjnym testem, który potwierdził Twoje przekonanie co do podejścia społeczeństwa do takich spraw. Prowokacja jest jednym z Twoich imion, od pewnego czasu często widzimy zdjęcia na których nie występujesz już sama, ale w towarzystwie innych czego więc możemy spodziewać się od Ciebie w przyszłości? Posiadasz jakieś granice, czy ciągle jeszcze je sprawdzasz?

LK: O granicach mogłabym rozmawiać w kwestiach krzywdzenia drugiego człowieka, to tak - tam są granice. Ale w tym temacie? Raczej nie ma, bo jeśli coś nie krzywdzi drugiego człowieka, to czemu miałoby być złe? Tylko kwestia tego, że nie wszystko jest dla wszystkich. Czego można spodziewać się w przyszłości? Szczerze mówiąc - to sama nie wiem. Na pewno podobają mi się formaty, które od czasu do czasu dostarczam swoim odbiorcom i ich nie zostawię, ale nowości... to jeszcze czas pokaże. Obecnie uważam, że jestem na etapie przełamywania stereotypów, ale też nie oszukuje samej siebie i po prostu w Los Santos to praktycznie niemożliwe. Zaściankowe społeczeństwo jest jak gruby mur... więc tylko czas pokaże czy rynek w końcu nadgoni światowe trendy i przestanie traktować odważne kobiety jak margines, bo większość przeciwników chyba nawet nie wie co się dzieje na świecie i jak takie osoby nawet dużo bardziej "kontrowersyjne" napędzają sprzedaż niejednych, wielkich marek.

BD: Czy jest to swego rodzaju sugestia do przedsiębiorstw, że jesteś jak najbardziej skłonna rozważenia ewentualnych współprac?

LK: Nigdy nie zamykałam się na współpracę, ale też podchodzę do tego z dystansem. Już mam na koncie rozczarowania, umowy, podpisy, które mimo rozmów i zapewnień były łamane na ostatnią chwilę. Także... na backstage wszystko nie wygląda tak kolorowo, a większość osób, czy marek zachowuje się tak jak im wiatr zawieje. O wiarygodności i autentyczności nie mówiłabym nigdy w kierunku większości nazwisk, firm... w tej kwestii to jedynie należy się ukłon do Fehu i jej wytwórni, bo przynajmniej jak kogoś jebią, to do końca - a nie zmieniają zdanie, bo nie wypada, czy coś.

BD: Jak więc widać, współpracę czy sponsoring od zewnętrznych podmiotów nie wygląda wcale tak kolorowo jak wielku z nas by myślało. Sądzę że Twoja osoba mogła rozpocząć pewien trend, jeśli chodzi o Onlyfans oraz jego popularność wśród kobiet które nie boją się pokazywać siebie. Czy to opłacalny biznes?

LK: Naturalnie opłacalny, ale z jednym wyjątkiem. Opłacalny dla najpopularniejszych osób z tej platformy, a tak to... wiele osób może się odbić, bo początki nie są takie kolorowe. Ja tam weszłam z przewagą, z nazwiskiem. Od początku kręcę porządne zainteresowanie i to po prostu się opłaca. Trzeba mieć nazwisko, albo pomysł na siebie. A najlepiej jedno i drugie. Dostawałam już masę pytań od kobiet na ten temat i zawsze mówiłam to samo - zastanów się. Większość nie miała tego "nazwiska", więc doradzałam chociaż z pomysłami. Ale to też nie jest gwarant, że zawsze się uda. Szczęście też jest potrzebne w tym wszystkim. I jak wspomniałeś, nawet byłabym zadowolona, że taki trend w Los Santos powstanie, szczególnie u osób, które mają swój fanbase i coś do zaoferowania. W moim przypadku ten mały sukces też przejawia się tym, że ja nie mam oczekiwań względem tego, nie robię tego dla pieniędzy, nie robię tego aby mieć za co przeżyć. Robię to, bo zawsze lubiłam kobiecość, pokazywanie siebie... a też to świetna baza do tworzenia i otwierania się w postaci takich blogów dla ludzi. A tak w gruncie rzeczy jak osoba nowa wejdzie w to tylko ze względu na pieniądze to w większości przypadków bardzo szybko odbije się i zniechęci.

BD: Niestety nie otrzymaliśmy żadnych pytań od naszych słuchaczy w naszym małym teście, a szkoda! Nasz wywiad natomiast powoli będzie dobiegał końca - czy chciałabyś na sam koniec kogoś pozdrowić, lub przekazać kilka słów do naszych odbiorców?

LK: Skoro zbliżamy się do końca, to dziś parę słów dla odbiorców, a może i mały przekaz? Opowiadałam już u siebie o zaprzestaniu wiary w idealne, naturalne ciała, to teraz polecam każdej osobie, która bierze przykład z popularnych osób o zastanowienie się czy tak naprawdę są sobą, czy może tylko wytworem marketingowym. Wszystko co widzicie często mija się z prawdą i artyści nie robią tego co naprawdę czują, a robią co wypada, co się sprzeda, albo co im każą umowy. Także... polecam zawsze spoglądać na kogoś ruchy z przymrużeniem oka. Ah, no i w ramach małej reklamy… polecam dzisiejszą sesję zdjęciową Still Here, znajdziecie linki na moich mediach społecznościowych. Na pewno warto sprawdzić, a szczególnie zapoznać się z treścią jako małe odniesienie do moich poprzednich słów.

BD: Zdecydowanie sam będę musiał się z nią zapoznać, przekaz natomiast jest dość słuszny - bądźcie sobą i respektujcie swoje ciała. Każdy z nas jest unikalny, nie starajcie się być kimś, kim nie jesteście. Tym słusznym morałem będziemy się z Wami żegnać, na pewno nie jest to ostatni raz kiedy Lara zagościła na Waszych odbiornikach. Mówili dla Was prosto ze studia, Benjamin Duggan oraz Lara Kozlova - dobranoc, Los Santos!

 


                ECMxxx9.png

 

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.

×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę. Warunki użytkowania Polityka prywatności Regulamin