Skocz do zawartości
 
GRACZY ONLINE

Los Arañas; Cártel de La Araña


adrianovsky

Rekomendowane odpowiedzi

mBFr9Z8.png„Od złota do białego proszku – jak kokaina zastąpiła ropę w nowym ładzie gospodarczym”

 

Amerykańska gospodarka nieodłącznie powiązana była z aktywami na których można było oprzeć funkcjowanie finansowego świata. Początkowo był to wszechstronnie uznawany za jeden z najbardziej cennych kruszców na świecie metal zwany złotem, będący fundamentem systemu waluto każdego narodu na świecie, by w 1973 roku przeprowadzić zmianę i w nowym systemie monetarnym USA, zwanym petrodolarem oprzeć gospodarkę na ropie - poprzez podpisanie porozumień między uznającym się za najlepszym państwem świata - USA, a państwami produkującymi ropę na Bliskim Wschodzie. Ropę która od już niemal stulecia wywierała co raz większy nacisk na popyt stając się jednym z najbardziej pożądanych aktywów, rok do roku zwiększając cenę, jaką trzeba by było zapłacić za baryłkę. Zmiana przez większość została okrzyknięta przełomową, choć znaleźli się również sceptycy, którzy widzieli w tym znalezienie luki dla stawianego co raz częściej na piedestale wśród wielu ludzi narkotyku - kokainy, stającej się cichym symbolem luksusu i prestiżu w środowiskach artystycznych, showbiznesie, jak też wśród brylujących na salonach biznesmenów. Będąca motorem napędowym większości najważniejszych person na świecie kokaina zyskiwała rok do roku co raz większy popyt, zmuszając chemików do tworzenia ilości z jakich można by było zbudować wieżowce.

Zapotrzebowanie, jakie generowało społeczeństwo Stanów Zjednoczonych, przerodziło się w coś więcej niż tylko handel - wymusiło powstanie struktur, które z czasem przybrały formę instytucji. Kartele, początkowo luźne układy rodzinne i grupy przemytników, zaczęły przeistaczać się w organizacje zdolne do prowadzenia niemal państwowej administracji: posiadały własne systemy logistyki, własne mechanizmy „opodatkowania”, a nawet własne reguły prawa i hierarchii. Był to naturalny proces - skoro istniał popyt, musiała narodzić się podaż, a skoro podaż nabierała rozmachu, potrzebowała struktur zdolnych do jej kontrolowania i ochrony. Tak narodziły się kartele - nie jako spontaniczny wybuch przestępczości, lecz jako odpowiedź na globalne mechanizmy gospodarki, które pozostawiły lukę wypełnioną przez ludzi zdolnych łączyć biedę prowincji z bogactwem amerykańskich salonów. Byli rolnicy, którzy wiedzieli, jak siać i zbierać, stali się producentami maku i marihuany; lokalni przemytnicy mułów przekształcili się w architektów transkontynentalnych szlaków. Tam, gdzie państwo nie dostarczało stabilności, kartele dostarczyły system - brutalny, lecz efektywny, z czasem rosnący w siłę aż do miana „niewidzialnych instytucji” współczesnego Meksyku.

 

 

 

6QQJ64T.png

 

„Operacja Condor i niezamierzony efekt — jak gaszenie plantacji przyniosło narodziny korporacji przemytników.”

 

W cieniu spalonych pól makowych, gdzie ogień żołnierzy zsyłany był z rozkazu rządu meksykańskiego pod presją zza północnej granicy, rodził się nowy porządek. Operacja Condor, zaplanowana jako ukrócenie procederu handlu środkami odurzającymi, w praktyce stała się punktem zapalnym. Zmuszeni do ucieczki z górskich wiosek Sinaloa, pionierzy narko-biznesu zebrali się w sercu kraju - Guadalajarze - mieście tętniącym dynamiką, oddalonym od pól, lecz bliskim szlaków i politycznych korytarzy. Tam narodziła się Federacja z Guadalajary - projekt bardziej przypominający korporację niż luźną bandę przemytników. Miguel Ángel Félix Gallardo, były policjant z koneksjami, zebrał przy swoim stole ludzi, którzy mieli wkrótce stać się legendami: Rafaela Caro Quintero, Ernesto Fonsecę Carrillo i innych, którzy do tej pory działali w cieniu. Federacja kontrolowała wszystko - od upraw po logistykę, od łapówek po graniczne trasy prowadzące do USA. Kolumbia tonęła w kokainowym szale, Medellín i Cali potrzebowały nowych dróg. Meksykanie zaoferowali je za procent z gigantycznych zysków. W jednej chwili ludzie od marihuany i heroiny stali się kluczowym węzłem światowego łańcucha narkotykowego. Guadalajara, miasto kwiatów i krwi, zbudowało fundament pod to, co uczyniło z Meksyku nie tylko stację tranzytową, ale centralny hub - metropolię narko-geopolityki.

Jednak każdy organizm, nawet ten perfekcyjnie skonstruowany, napotyka swoje granice. Federacja utrzymywała równowagę dzięki porozumieniom, niepisanym zasadom i dolarom płynącym do kieszeni skorumpowanych urzędników. Lecz im większy stawał się tort, tym ostrzejsze były noże, które go kroiły. W 1985 roku równowaga runęła - agent DEA Enrique „Kiki” Camarena został porwany, torturowany i zamordowany. USA, dotąd patrzące na Meksyk jak na peryferyjny problem, skierowały reflektory i nacisk, jakiego wcześniej nie znał ani Meksyk, ani jego kartele. Aresztowania i rozpad. Gallardo, Caro Quintero, Fonseca Carrillo - filary imperium - wpadli w sieć lub uciekli w cień. To, co miało być organizacją nie do ruszenia, zaczęło pękać w szwach. Z puszki Pandory wysypały się nowe kartele.

Meksyk został pocięty jak mapa na strefy wpływów: Tijuana, Juárez, Zatoka, a nade wszystko Sinaloa. Tam, gdzie mak rósł od pokoleń, zaczęła kiełkować nowa potęga. Kartel Sinaloa - spadkobierca doświadczenia, lecz nie ograniczeń. Joaquín „El Chapo” Guzmán, Héctor Luis Palma Salazar, bracia Beltrán Leyva - ludzie, którzy na gruzach Federacji zbudowali coś większego. Sinaloa nie była już tylko następcą - była symbolem ewolucji. Wykorzystała doświadczenia federacji, lecz nadała im nowoczesną formę. Wprowadziła sieci tuneli pod granicą, które stały się legendą przestępczego świata. Zamiast tylko polegać na przemytnikach zewnętrznych, rozwijała własne struktury logistyczne, laboratoria i szlaki. El Chapo, mistrz ucieczek i zarazem symbol kartelu, uosabiał jego ducha - elastyczność, innowacyjność i gotowość do brutalności, jeśli wymagała tego sytuacja. Upadek federacji był więc nie tylko końcem pewnej ery, ale także narodzinami nowej dynamiki - świata, w którym Meksyk nie znał już jednego hegemona, lecz mozaikę rywalizujących karteli. W tym świecie Sinaloa rosła jak feniks z popiołów, stając się wkrótce największą organizacją narkotykową świata, której wpływy sięgały od Kolumbii, przez USA, aż po Europę i Azję.

 

wGXpYpI.png

 

„Meksykański koszmar eksportowy: CJNG na pięciu kontynentach.”

 

Z popiołów rozbitej Federacji i pod cieniem dominacji Sinaloa zaczęły kiełkować nowe byty - zrazu niepozorne, z czasem coraz bardziej żądne własnej chwały. To właśnie w tym fermentującym pejzażu, na początku drugiej dekady XXI wieku, narodził się projekt, który szybko urósł do rangi najbardziej dynamicznego i bezwzględnego kartelu współczesnego Meksyku - Cártel de Jalisco Nueva Generación. Korzenie CJNG tkwiły w kartelu Milenio, operującym w zachodnich stanach, ale dopiero Nemesio Oseguera Cervantes, znany jako El Mencho, tchnął w tę strukturę nową energię. Były policjant, który znał mechanizmy państwowego aparatu, a przy tym zimny strateg, postawił na model odmienny od tradycyjnego. CJNG miał być machiną przypominającą nowoczesną armię - hierarchiczną, zdyscyplinowaną, korzystającą z technologii i propagandy niczym z kolejnych broni w arsenale.

Ekspansja przyszła błyskawicznie. W ciągu zaledwie dekady CJNG rozlał się na ponad dwadzieścia stanów Meksyku, a handel narkotykami pociągnął daleko poza kontynent - do Europy, Azji i Australii. Organizacja wyprzedziła epokę, łącząc trzy elementy: chłodną logistykę, medialny terror i produkcję syntetyków. Marihuana i kokaina - dotąd fundament - stały się dodatkiem, a ich miejsce zajęły metamfetamina i fentanyl, towary łatwe w produkcji i niewyobrażalnie bardziej dochodowe. CJNG zasłynęło z brutalności, lecz to, co je wyróżniało, to spektakl przemocy. Konwoje opancerzonych ciężarówek przypominające kolumny wojskowe, bojownicy w pełnym rynsztunku, egzekucje rejestrowane i rozpowszechniane - wszystko miało jeden cel: wywołać strach, zamienić przemoc w mit, a mit w narzędzie dominacji. Była to siła nie tylko fizyczna, lecz symboliczna.

Sam El Mencho pozostaje w ukryciu, jest niemal legendarną postacią, której twarz znają nieliczni. Pod jego dowództwem CJNG przeobraził się z kartelu w twór o ambicjach quasi-państwowych - z własną armią, systemem kar i nagród, wpływem na społeczności, kanałami prania pieniędzy i aparatem terroru. To nie był już kartel w klasycznym znaczeniu, lecz projekt nowej ery, epoki nie pól makowych i mułów, a laboratoriów chemicznych, globalnych szlaków finansowych i totalnej kontroli informacyjnej. CJNG stało się synonimem ewolucji - twarzą brutalnego, nowoczesnego imperium, które rośnie na oczach świata.

 

JlnnjOE.png

 

„Los Arañas: samobójcza wyprawa czy pierwszy krok ku niezależności?”

 

W tle wszechobecnych gangsterskich porachunków, wymian ognia między "szukającą" baronów armią meksykańską, nieoficjalnie wspieraną przez amerykańców, a samymi narko-baronami zdolnymi w swoim mniemaniu przesuwać góry, swoje raczkujące kroki stawiał nowy gracz - dotychczas znajdujący się w strukturach CJNG, posiadający przy tym nieugaszony ogień pełen ambicji - Gilberto Garza Chavez, który chcąc błysnąć w swoim środowisku, a przede wszystkim wykazać się przed swoimi zwierzchnikami zdecydował się na nieszablonowy krok i bez zgody swoich przełożonych postanowił opuścić słoneczne Veracruz, by otworzyć nowy punkt mogący w przyszłości stać się kolejnym centrum dystrybucyjnym w kartelowskiej talii kart po drugiej stronie granicy. Miejsce to finalnie opuszczone przez zetas jawiło się jak nowy Eden, raj znajdujący się nieopodal granicy między Kaliforniami, który można jednocześnie zalać wszelkimi środkami odurzającymi, jak też wyprać pochodzący z nich papier. Pomysł ten zrodził się w głowie Gilberto w nietypowym dla niego momencie. 

Zapędy El Mencho zesłały na jego głowę szwadrony nieprzekupionych wojaków z armii, którzy w ferworze gniewu i poczucia obowiązku posyłali bandytów stojących po stronie bezprawia wprost w objęcia śmierci. Ten nie pozostawał dłużny i odpowiadał tym samym lekarstwem, którym próbowano wyleczyć jego - lecząc wojowników opozycji z symptomów braku ołowiu w ich organizmie. Rok do roku walki pochłaniały ogromne ilości osób, często nawet bogu ducha winnych cywili, by w wyniku źle przeprowadzonej operacji, gdzie zawiódł "wywiad" śmierć poniósł mentor Garzy, który padł poszatkowany kulami tuż obok Gilberto. W tamtym momencie, zaraz obok myśli mówiącej o konieczności ucieczki pojawił się przebłysk idei, zesłanej na niego przez Boga, w której podobny los może nie spotkać Garzy, gdy tylko opuści Meksyk i przestanie poniekąd brać udział w niekończących się walkach. Pomysł ten zrodził się prawdopodobnie nie bez powodu, w końcu w Meksyku głośno było o pozostawionym przez Zetas wakacie w Los Santos. Poniekąd nietypowa myśl, której chęć realizacji wyciągnęła Garzę z rąk śmierci przy swoim przyjacielu z góry spisana była na trudności w realizacji, w końcu pozycja faceta nie była mocno ugruntowana, z pewnością jego przełożeni znaleźliby kogoś kto w ich mniemaniu, jak też przy ich środkach byłby w stanie przejąć tą okolicę w zatrważająco szybkim czasie.  

W krótkiej i zaskakująco zabójczej w skutkach dla Gilberto rozmowie ze swoim przełożonym Armando "Pepe" Calderon, w której jego pomysł został jednocześnie wyśmiany, oraz zaakceptowany przez postawionych wyżej od niego. Mimo wydawałoby się akceptacji po obietnicach złotych gór i odciskach dłoni w chodnikach znajdujących się w Alei Gwiazd, pomysł Garzy został brutalnie potraktowany - szefostwo mimo przychylnego głosu względem akceptacji, zdecydowali że nie wyłożą środków na wydawałoby się intratną ideę, zamiast tego chcą zobaczyć, jak te złote góry zdobywa sam. Pepe prześmiewczo skwitował na sam koniec pomysł Gilberto twierdząc, że będzie mógł teraz w rzeczywistości snuć wizje przejęcia miasta w najbardziej cywilizowanym kraju świata, jak też tworzyć sieci kontaktów, jak pająk - od niechcenia nazywając świeżo formujący się oddział Los Arañas - co przylgnęło do nich jak łatka. Decydując się na swego rodzaju samowolkę Gilberto postanowił wraz z garstką wiernych jego planowi osób, wybrać się na samobójczą podróż do Los Santos i tam zaznaczyć swoją obecność, finalnie rozpoczynając kolejny rozdział w historii swojego życia. 

Spoiler


Siema, wspólnie z garstką znajomych mamy zamiar stworzyć dopiero co formujący się odłam kartelu na serwerze, który pojawił się na własną rękę w Santos w celu wypełnienia luki, jaka powstała w wyniku zwinięcia interesów zetas i zostawionym po nich wakacie. Z góry chcę nadmienić, że nie mamy zamiaru grać wszechpotężnego kartelu, który pstryknięciem palca może sprawić, że ktoś wyparuje - dlatego tworzymy wyłącznie odłam większej organizacji, bardziej funkcjonujący na zasadzie współpracy i wspólnych interesów, który pojawia się na własną rękę by otworzyć się na działalność w nowym mieście, licząc na aprobatę swoich przełożonych na pozostanie w nim po zaznaczeniu swojej obecności i rozwinięciu tam działalności w której będziemy poniekąd kontynuowali część rzeczy, jaką domyślnie zajmują się kartele - nastawienie na DTO, jak też pranie szmalu - co w naszym mniemaniu zapewni nam soczystą rozgrywkę z świeżo otwartym IRS, jak też strukturami departamentu opartymi na polowaniu na narkotyki. Całą organizacje nie zakładamy początkowo, jako rozległą strukturę, przypominającą tą korporacyjną - zamiast tego mamy zamiar rozpocząć odgrywanie naszej organizacji jako crew, abyśmy mogli przeskakiwać po schodkach budowania charakteru postaci, wyrabiając przy tym renomę swojej organizacji w mieście. Nie chcemy od początku odgrywać nietykalnych charakterów, dlatego też niewielka ilość z nas będzie członkami CJNG - zdajemy sobie sprawę, jak delikatnym tematem jest odgrywanie kartelu, gdzie większość może uważać postacie osób chcących odgrywać ten typ przestępczości za bossów z ugruntowaną pozycją, przepotężnych sicarios i innego typu określenia, które wskazywałyby na bycie tymi naj naj. Zamiast tego chcemy zagrać postacie, które własnymi rękoma wywalczają swoją pozycję w półświatku, tylko po to, aby dostać akceptację od swoich przełożonych na operowanie w mieście aniołów. Nasza rozgrywka od samego początku będzie nastawiona na bardziej spokojną, wyrachowaną grę toczoną w cieniu innych organizacji, by dzięki temu wzbierać się na sile i tworzyć w ten sposób ogromne sieci powiazań, dające dla naszej organizacji przeróżne benefity celujące w większości w toczone przez nas aktywności - którymi oczywiście będzie tworzenie sieci do prania pieniędzy, rozwój narko-handlu na serwerze poprzez stawianie projektów zarobkowych, pozyskiwanie dragów od innych organizacji, jak też supplierkę, porwania dla okupu w celach zarobkowych, jak też mające na celu rozwinięcie wpływów, czy wszelakie projekty zarobkowe powiązane z takimi procederami jak: handel ludźmi i organami, fałszerstwo, white collar crimes, jak też wiele więcej. Warto przy tym zaznaczyć, że mimo otworzenia jednej z plaz nie mamy zamiaru tworzyć społeczności "Little Mexico/Jalisco/.." na serwerze, gdyż to w naszym mniemaniu jest zbyteczne, skoro statystycznie większość tego miasta to osoby latino-amerykańskie.

Ekipa: 

adrianovsky, wahgwaanbyxiparyckerderealizacjaspzoo, toksiak3xb

 

 

Edytowane przez adrianovsky
dopisanie końcówki IC
dixoniak7, dzonny, Vesa i 2 innych lubią to
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Gość
Ten temat został zamknięty. Brak możliwości dodania odpowiedzi.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę. Warunki użytkowania Polityka prywatności Regulamin