W gorącym południowym zachodnim Los Angeles🌴, w mieście Inglewood – niegdyś epicentrum krwawych wojen ulicznych i rywalizacji gangów – coś się zmieniło. Główne struktury znanego gangu Inglewood Family Gangster Bloods🅱przestały być aktywne. Ale dla niektórych starych dusz, Inglewood to nie miejsce – to mentalność. To historia, styl życia, i niezapomniany smak władzy na ulicach.
W świecie, gdzie mniej aktywne gangi rozpadają się albo zostają wchłonięte przez większe struktury przestępcze, dwójka wybrała własną drogę. Dwoje najlepszych przyjaciół z dzieciństwa uczęszczających wcześniej do Inglewood High School, Dummy oraz Lul Tiny Balla – duet, który zna się od zawsze. Wychowani na tym samym osiedlu, dorastali w cieniu betonu, syren i wojny o przetrwanie. Już od małego, dwójka nie miała wielkiego wyboru. Przynależnosc do setu dawała im poczucie ochrony i znaczenia. Dziś próbują działać na własną rękę. W wieku, gdy inni chłopcy uczyli się rozwijać swoje talenty, oni uczyli się kto z kim trzyma, komu ufać, a kogo unikać. Właśnie wtedy trafili do Inglewood Family Gangster Bloods – gangu, który w ich oczach był nie tylko szansą na status, ale przede wszystkim na przetrwanie w danym terytorium z którego się wywodzą. Byli młodzi, głodni świata, lojalni i gotowi zrobić wszystko, by nie wrócić do punktu zero. Przynależność ukształtowała ich psychikę, sposób myślenia i działania. Tam nauczyli się, co znaczy milczeć, nawet gdy boli. Tam zobaczyli, że człowiek może zniknąć w sekundę, a władza to nie mundur, tylko respekt, który się zdobywa… lub odbiera. Przeszli razem przez wszystko – pobicia, napady, akcje, lojalność i zdrady. Z wiekiem, kiedy część żołnierzy poszła siedzieć, część zginęła, a reszta zniknęła w przeciętności, oni postanowili nie tylko przetrwać – ale wznieść się ponad zasady starej gry. Dziś rzadziej działają oficjalnie pod barwą gangu, ale nigdy się od niego nie odcięli. Ich obecna działalność – dystrybucja narkotyków – to połączenie tego, czego nauczyli się na ulicy, z tym, co zbudowali samodzielnie: lojalność klientów, kontakty w środowiskach klubowych, czy artystycznych. Są bardziej klasycznymi dilerami. Dokładniej samodzielnymi żołnierzami z przestępczym doświadczeniem i mentalnością wojowników, Ale duch IFGB jest w nich nadal. W języku, który rozumieją tylko „swoi”. W oczach, które rozpoznają niebezpieczeństwo bez słów. W bliznach, których nie zakryją żadne tatuaże.
Jeśli chodzi o ich teraźniejszość, dwójka dawno nie do końca przestała oficjalnie działać pod skrzydłami gangu w pełnym stopniu, a ich obecne życie to wciąż kontynuacja tamtej drogi – tylko w nowej formie. Nie potrzebują już broni przy pasku, chociaż na pewno nie koniecznie. Teraz noszą nożyczki i limitowane Jordany – ale mentalnie nadal są na wojnie. Prowadzą oni własny barbershop który był zapewne pomysłem dwójki. Zawsze lubili detale, precyzję, ciszę, w której ostrze przecina włos. Wiedzieli też, że każdy dobry biznes potrzebuje frontu – czegoś, co z zewnątrz wygląda normalnie. Tak powstał "GURBERSHOP”, ich własny lokal na pograniczu osiedla i śródmieścia Inglewood – niby zwykły, ale tylko dla tych, którzy nie wiedzą, co się dzieje na zapleczu. Na pierwszy rzut oka – prowadzą legalny interes. Są obecni na Lifeinvaderze, mają klientów z miasta, przyjmują płatności kartą. Ale ci, którzy wiedzą, patrzą głębiej. Za pozorami stoi układ. Towar wchodzi tylnym wejściem, wychodzi z niepozornym klientem, którego nikt by nie podejrzewał. Wszystko działa cicho, szybko, bezpiecznie.