Skocz do zawartości
 
GRACZY ONLINE

MamucikByczq

Gracz
  • Postów

    8
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez MamucikByczq

  1. "Sorta’s Pit: No Mercy Club" to undergroundowy Fight Club, ukryty w starym budynku gdzieś na Vespucci. Na codzień wygląda to jak zwykły klub, lecz w nocy zmienia się w miejsce pełne krwi. Żadnych świateł, żadnych kamer, żadnych pytań. Władze nawet nie wiedzą, że to miejsce istnieje – a jeśli wiedzą, to udają, że nie widzą. Bo tu nie ma prawa. Tu nie ma zasad. Tu liczy się tylko to, kto zostaje na nogach. „To nie siłownia. To nie dojo. To jebana jatka.” – Sleavy Sorta Walka w Sorta’s Pit to nie sport. To jebany akt przetrwania. Wszystkie chwyty dozwolone – łamanie palców, duszenie pasem, kopniaki w jaja. Nikt nie przerwie ci walki, jak złamiesz komuś szczękę albo wybije mu oko. Wręcz przeciwnie – publika zacznie klaskać. Bo oni właśnie po to tu przychodzą. „Reguły? Jedyna zasada: nie zdechnij pierwszy.” – Sleavy Sorta To miejsce przyciąga ludzi, którym już dawno coś w głowie pękło – psycholi, którzy nie mają już nic do stracenia. Byłych żołnierzy, którzy nie potrafią przestać zabijać. Degeneratów, którzy nie odnaleźli się w świecie z zasadami. Ludzi znikąd, którzy żyją od wypłaty do wypłaty i są gotowi dostać w ryj za kilka tysięcy dolarów i chwilę uwagi. To dla nich Sorta stworzył Pit. „W ringu nie ma bohaterów. Są tylko ci, co wstają... i ci, co leżą.” – Sleavy Sorta To miejsce przyciąga konkretnych ludzi. Ludzi którzy chcą poczuć adrenalinę nie wchodząc do klatki, od tego jest możliwość hazardu w klubie młodego Sorty. Zakłady są jedną z wielu możliwości zapewnienia sobie rozrywki w rzeźni Sleavy'ego. "Nie musisz wchodzić do klatki, żeby poczuć strach. Postaw wszystko na nie tego zawodnika – i poczuj, jak serce ci siada.” – Sleavy Sorta Właśnie tutaj adrenalina łączy się z bólem. Tutaj krew miesza się z potem i brudem betonu. Nie ma sędziów, nie ma rund – jest tylko klatka i dwóch ludzi, z których jeden ma wstać, a drugi nie. I nikt się nie przejmuje, jeśli ten drugi nie wstanie już nigdy. „Chcesz przetrwać? Naucz się, gdzie uderzyć, żeby przestał oddychać.” – Sleavy Sorta Sorta to nie tylko organizator – to gość, który sam przeszedł piekło, zna każdą technikę zabijania, jaką da się wykonać gołymi rękami, i potrafi zamienić frajera w maszynę do łamania kości. I właśnie takich maszyn tu szuka. Jeśli myślisz, że jesteś gotowy – drzwi są otwarte. Ale jak raz wejdziesz, to możesz już nie wyjść. „Nie chodzi o cios. Chodzi o intencję. Bij, jakbyś chciał go wymazać z jebanej historii.” – Sleavy Sorta WŁAŚCICIEL I MISTRZ BRUTALNOŚCI – SLEAVY SORTA Młody, ale doświadczony. 24-letni, Sleavy Sorta to chłodny drań o spojrzeniu kata. Wrócił niedawno z obozu przetrwania gdzieś w południowoamerykańskiej dżungli, gdzie przez miesiące był trenowany przez byłych agentów jednostek specjalnych. Nauczył się tam nie walczyć – ale zabijać. Jest nie tylko właścicielem Fight Clubu, ale też trenerem morderczych technik walki. Nie uczy boksu. Nie uczy MMA. On uczy walki o przetrwanie – łamania, duszenia, używania wszystkiego jako broni. Tylko najlepsi mogą w ogóle przetrwać jego treningi. Reszta odpada albo zostaje zostawiona w kałuży potu i krwi. FILARY "Sorta’s Pit: No Mercy Club" – ŻADNYCH ZASAD, TYLKO SIŁA to nie klub. To wyrok. To tu dochodzi do najcięższych, najbardziej brutalnych starć podziemia. Nielegalne ciosy są standardem. Tu nie walczysz, żeby wygrać – walczysz, żeby przeżyć. ZASADY: Żadnych reguł. Tylko przetrwanie. Walka kończy się dopiero, gdy jeden z zawodników nie wstaje przez 60 sekund. Ciosy w krocze, oczy, gardło – DOZWOLONE. Brak sędziów. Brak medyków w trakcie starcia. Zakaz narzekania. Płaczesz – wypadasz. „Chcesz się bić jak zwierzę? Nauczę cię jak zabić człowieka otwieraczem do puszek.” – Sleavy Sorta
  2. "Sorta’s Pit: No Mercy Club" to undergroundowy Fight Club, ukryty w starym budynku gdzieś na Vespucci. Na codzień wygląda to jak zwykły klub, lecz w nocy zmienia się w miejsce pełne krwi. Żadnych świateł, żadnych kamer, żadnych pytań. Władze nawet nie wiedzą, że to miejsce istnieje – a jeśli wiedzą, to udają, że nie widzą. Bo tu nie ma prawa. Tu nie ma zasad. Tu liczy się tylko to, kto zostaje na nogach. „To nie siłownia. To nie dojo. To jebana jatka.” – Sleavy Sorta Walka w Sorta’s Pit to nie sport. To jebany akt przetrwania. Wszystkie chwyty dozwolone – łamanie palców, duszenie pasem, kopniaki w jaja. Nikt nie przerwie ci walki, jak złamiesz komuś szczękę albo wybije mu oko. Wręcz przeciwnie – publika zacznie klaskać. Bo oni właśnie po to tu przychodzą. „Reguły? Jedyna zasada: nie zdechnij pierwszy.” – Sleavy Sorta To miejsce przyciąga ludzi, którym już dawno coś w głowie pękło – psycholi, którzy nie mają już nic do stracenia. Byłych żołnierzy, którzy nie potrafią przestać zabijać. Degeneratów, którzy nie odnaleźli się w świecie z zasadami. Ludzi znikąd, którzy żyją od wypłaty do wypłaty i są gotowi dostać w ryj za kilka tysięcy dolarów i chwilę uwagi. To dla nich Sorta stworzył Pit. „W ringu nie ma bohaterów. Są tylko ci, co wstają... i ci, co leżą.” – Sleavy Sorta To miejsce przyciąga konkretnych ludzi. Ludzi którzy chcą poczuć adrenalinę nie wchodząc do klatki, od tego jest możliwość hazardu w klubie młodego Sorty. Zakłady są jedną z wielu możliwości zapewnienia sobie rozrywki w rzeźni Sleavy'ego. "Nie musisz wchodzić do klatki, żeby poczuć strach. Postaw wszystko na nie tego zawodnika – i poczuj, jak serce ci siada.” – Sleavy Sorta Właśnie tutaj adrenalina łączy się z bólem. Tutaj krew miesza się z potem i brudem betonu. Nie ma sędziów, nie ma rund – jest tylko klatka i dwóch ludzi, z których jeden ma wstać, a drugi nie. I nikt się nie przejmuje, jeśli ten drugi nie wstanie już nigdy. „Chcesz przetrwać? Naucz się, gdzie uderzyć, żeby przestał oddychać.” – Sleavy Sorta Sorta to nie tylko organizator – to gość, który sam przeszedł piekło, zna każdą technikę zabijania, jaką da się wykonać gołymi rękami, i potrafi zamienić frajera w maszynę do łamania kości. I właśnie takich maszyn tu szuka. Jeśli myślisz, że jesteś gotowy – drzwi są otwarte. Ale jak raz wejdziesz, to możesz już nie wyjść. „Nie chodzi o cios. Chodzi o intencję. Bij, jakbyś chciał go wymazać z jebanej historii.” – Sleavy Sorta WŁAŚCICIEL I MISTRZ BRUTALNOŚCI – SLEAVY SORTA Młody, ale doświadczony. 24-letni, Sleavy Sorta to chłodny drań o spojrzeniu kata. Wrócił niedawno z obozu przetrwania gdzieś w południowoamerykańskiej dżungli, gdzie przez miesiące był trenowany przez byłych agentów jednostek specjalnych. Nauczył się tam nie walczyć – ale zabijać. Jest nie tylko właścicielem Fight Clubu, ale też trenerem morderczych technik walki. Nie uczy boksu. Nie uczy MMA. On uczy walki o przetrwanie – łamania, duszenia, używania wszystkiego jako broni. Tylko najlepsi mogą w ogóle przetrwać jego treningi. Reszta odpada albo zostaje zostawiona w kałuży potu i krwi. FILARY "Sorta’s Pit: No Mercy Club" – ŻADNYCH ZASAD, TYLKO SIŁA to nie klub. To wyrok. To tu dochodzi do najcięższych, najbardziej brutalnych starć podziemia. Nielegalne ciosy są standardem. Tu nie walczysz, żeby wygrać – walczysz, żeby przeżyć. ZASADY: Żadnych reguł. Tylko przetrwanie. Walka kończy się dopiero, gdy jeden z zawodników nie wstaje przez 60 sekund. Ciosy w krocze, oczy, gardło – DOZWOLONE. Brak sędziów. Brak medyków w trakcie starcia. Zakaz narzekania. Płaczesz – wypadasz. „Chcesz się bić jak zwierzę? Nauczę cię jak zabić człowieka otwieraczem do puszek.” – Sleavy Sorta
  3. El Tesoro de Los Santos - powstało z inicjatywy Quintína Zaragozy, 26-letniego Hiszpana, który uciekł z Barcelony, szukając nowego początku w Los Santos. Quintín pochodził z rodziny zajmującej się handlem biżuterią – jego dziadek prowadził małego jubilera w gotyckiej dzielnicy Barcelony, gdzie sprzedawał zarówno drobne zabytki, jak i drogocenne zegarki, łanćuszki czy też kolczyki z różnych epok. Niestety, rodzinny biznes z czasem zaczął upadać. Ojciec Quintína, Sergio Zaragoza, zaciągnął ogromne długi, próbując ratować interes, lecz wplątał się w interesy z barcelońską mafią, która specjalizowała się w kradzieży i przemycie sztuki. Gdy Sergio nie był w stanie spłacić długu, rodzina Quintína zaczęła odczuwać konsekwencje. By chronić syna, Sergio wysłał go do Los Santos, aby młody Zaragoza miał szansę na ułożenie sobie życia z dala od mafijnych powiązań i skompromitowanego nazwiska. Quintín przybył do Ameryki z kilkoma cennymi rzeczami z rodzinnej kolekcji i ambicją stworzenia czegoś własnego, mimo ryzyka, jakie niesie za sobą przeszłość. W Los Santos Quintín początkowo miał trudności ze startem. Bez kapitału, ale za to z jednym cennym kontaktem, były przyjaciel dał mu pracę, lecz Quintin musiał zaczynać prawie że od zera. Na początku pracował jako ochroniarz w klubie, przyglądając się, jak funkcjonuje miasto i szybko odkrywając, że to miejsce pełne jest potencjalnych klientów szukających unikalnych okazji. Dzięki swojemu wyczuciu do biżuteri szybko zdobył reputację kogoś, kto potrafi odnaleźć prawdziwe skarby, a także dobrze wycenić wartość wielu drogocennych rzeczy. Po kilku latach pracy zebrał wystarczająco dużo pieniędzy, aby otworzyć własny lombard. Wynajął mały lokal i urządził go w stylu inspirowanym starą Barceloną – ceglane ściany, masywne drewniane meble, ozdobne lustra i żyrandole. W ten sposób narodziło się "El Tesoro de los Santos" – miejsce, które z zewnątrz wyglądało jak zwykły lokal, choć w rzeczywistości było lombardem przyciągającym ludzi z różnych zakątków Los Santos.
  4. El Tesoro de Los Santos - powstało z inicjatywy Quintína Zaragozy, 26-letniego Hiszpana, który uciekł z Barcelony, szukając nowego początku w Los Santos. Quintín pochodził z rodziny zajmującej się handlem biżuterią – jego dziadek prowadził małego jubilera w gotyckiej dzielnicy Barcelony, gdzie sprzedawał zarówno drobne zabytki, jak i drogocenne zegarki, łanćuszki czy też kolczyki z różnych epok. Niestety, rodzinny biznes z czasem zaczął upadać. Ojciec Quintína, Sergio Zaragoza, zaciągnął ogromne długi, próbując ratować interes, lecz wplątał się w interesy z barcelońską mafią, która specjalizowała się w kradzieży i przemycie sztuki. Gdy Sergio nie był w stanie spłacić długu, rodzina Quintína zaczęła odczuwać konsekwencje. By chronić syna, Sergio wysłał go do Los Santos, aby młody Zaragoza miał szansę na ułożenie sobie życia z dala od mafijnych powiązań i skompromitowanego nazwiska. Quintín przybył do Ameryki z kilkoma cennymi rzeczami z rodzinnej kolekcji i ambicją stworzenia czegoś własnego, mimo ryzyka, jakie niesie za sobą przeszłość. W Los Santos Quintín początkowo miał trudności ze startem. Bez kapitału, ale za to z jednym cennym kontaktem, były przyjaciel dał mu pracę, lecz Quintin musiał zaczynać prawie że od zera. Na początku pracował jako ochroniarz w klubie, przyglądając się, jak funkcjonuje miasto i szybko odkrywając, że to miejsce pełne jest potencjalnych klientów szukających unikalnych okazji. Dzięki swojemu wyczuciu do biżuteri szybko zdobył reputację kogoś, kto potrafi odnaleźć prawdziwe skarby, a także dobrze wycenić wartość wielu drogocennych rzeczy. Po kilku latach pracy zebrał wystarczająco dużo pieniędzy, aby otworzyć własny lombard. Wynajął mały lokal i urządził go w stylu inspirowanym starą Barceloną – ceglane ściany, masywne drewniane meble, ozdobne lustra i żyrandole. W ten sposób narodziło się "El Tesoro de los Santos" – miejsce, które z zewnątrz wyglądało jak zwykły lokal, choć w rzeczywistości było lombardem przyciągającym ludzi z różnych zakątków Los Santos.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę. Warunki użytkowania Polityka prywatności Regulamin