Skocz do zawartości
 
GRACZY ONLINE

deputy.hero

Gracz
  • Postów

    102
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez deputy.hero

  1. Tyle wspomnień i poznanych ludzi. Bądź, co bądź - były wzloty i upadki, ale zawsze wracało się z mniejszym, lub większym uśmiechem do tego serwera i kręciło się gumę kilka godzin z kumplami. Wielkie pozdro z tego miejsca dla ziomeczków, których udało mi się tu poznać.
  2. 143club; bodyworks nie zaczęło się od biznesplanu ani żadnej „wizji firmy”. To po prostu wyszło z życia i z tego, że Jordan /junior/. od nastoletnich lat siedział przy autach. Zaczął jak wielu w tej branży; 16 lat, pierwsze warsztaty, bycie /praktykantem/. Rozbieranie aut, szlifowanie, nauka lakierowania i blacharki na żywym organizmie. Bez szkoły, bez teorii biznesu; tylko praktyka i obserwowanie ludzi, którzy już to ogarniali. Z czasem zaczął robić coraz więcej na własną rękę. Najpierw dla znajomych, ktoś miał rozbite auto po dzwonie, ktoś chciał ogarnąć rdzę, ktoś chciał odświeżyć projekt. I to się zaczęło rozchodzić pocztą pantoflową. Nie było strony, reklamy ani oficjalnej firmy tylko reputacja i efekt końcowy. Przez długi czas to było bardziej życie od roboty do roboty i zajawka, niż stabilny biznes. Raz ludzie dobijali się na komórkę, raz Jordy sam szukał klientów. W międzyczasie wjechał trudniejszy okres w jego życiu, problemy z używkami i hazardem, które odbiły się na jego portfelu i ogólnie na ogarnianiu życia. W pewnym momencie wszystko zaczęło się sypać; kasa, regularność pracy, relacje. I wtedy pojawił się ważny moment, ludzie z jego otoczenia, którzy znali go nie od strony problemów, tylko od strony tego, co potrafi zrobić przy aucie. Wprost powiedzieli mu, że marnuje siebie i umiejętności, bo robi to na dziko, zamiast to uporządkować, że zamiast kolejnych przypadkowych fuch powinien z tego zrobić normalne miejsce i prawdziwy biznes. Tak właśnie powstało 143club; bodyworks. Ale mentalnie to nadal zostało to samo, garażowy klimat, robota rękami, branie projektów, których inni nie chcą ruszać, i doprowadzanie ich do stanu, w którym ktoś w ogóle chce na nie patrzeć. Nie ma tu korporacyjnego podejścia ani ładnej opowieści marketingowej. To bardziej warsztat zbudowany na reputacji i doświadczeniu. Liczy się efekt, auto wjeżdża z rozjechaną ćwiartką, wyjeżdża ze świeżutkim zamiennikiem, czy to blacharka, lakierowanie, czy ratowanie czegoś, co było już spisane na straty. Pierwszym większym krokiem była jego pierwsza rama blacharska i to nie było jakieś o, robię sobie firmę, będzie fajnie, tylko bardziej; dobra, mam już tyle roboty, że bez tego się nie da dalej iść. Na początku stała normalnie w garażu i leciały na niej auta, które wcześniej by pewnie poszły na złom albo na części i to nie były jakieś lekkie poprawki, tylko konkretne strzały, gdzie trzeba było ustawiać budę od nowa, ciąć ćwiartki, prostować elementy których normalnie nikt by się nie chciał dotknąć. I właśnie wtedy robota zaczęła się robić bardziej poważna, bo już nie chodziło tylko o szpachlę czy lakier, ale o to, żeby auto w ogóle wróciło do geometrii i miało sens je składać dalej. Z czasem zaczęło też wpadać więcej takich projektów z odzysku, ktoś kupił rozbite auto, ktoś chciał je odratować zamiast rozbierać, ktoś przywoził coś, co stało rok albo dwa i nikt nie miał pomysłu co z tym zrobić. I tak się zaczęło robić, że coraz częściej trafiały do niego rzeczy typu inni /powiedzieli, że się nie opłaca/, a on i tak to brał i robił po swojemu. Wtedy już powoli zaczęło się klarować, że to nie są jakieś przypadkowe fuchy, tylko że on się w tym kręci na serio i ogarnia rzeczy, których większość warsztatów po prostu nie chce ruszać.
  3. 143club to grupa ludzi, których łączy prawdziwa pasja do motoryzacji. To ekipa, która nie szuka fajerwerków ani rozgłosu, po prostu kocha spędzać czas przy samochodach i razem jeździć. Ich znakiem rozpoznawczym są auta zawieszone tak nisko, że niemal ocierają o każdy próg zwalniający, sunąc kilka centymetrów nad ziemią. Właśnie ten surowy, uliczny klimat i charakterystyczne podejście do stylu wyróżniają ich na tle innych. Wieczorami często można ich spotkać poza miastem, na bocznych, krętych drogach, gdzie mogą po prostu cieszyć się jazdą i wspólnie spędzonym czasem. Dla nich nie liczy się bicie rekordów prędkości, najważniejszy jest klimat, styl i ludzie, z którymi dzielą swoją zajawkę. To momenty pozwalające oderwać się od codzienności i poczuć więź z osobami, które motoryzacją żyją tak samo mocno. Ludzie z 143club nie próbują na siłę zwracać na siebie uwagi. Nie są internetowymi napinaczami ani kimś, kto musi ciągle coś udowadniać. To normalni goście, jedni spokojni, inni bardziej wygadani, czasem totalnie różni od siebie, ale kiedy temat schodzi na auta, wszyscy mówią jednym językiem. Biją od nich spokój, pewność siebie i autentyczność. W tym środowisku nie liczy się liczba koni pod maską, tylko szacunek do drugiego człowieka i do tego, co się robi. Nie szukają konfliktów, ale też nie pozwolą sobie wejść na głowę. Nie błyszczą tam, gdzie nie trzeba, ale kiedy przychodzi odpowiedni moment, potrafią pokazać klasę. To widać nie tylko po ich samochodach, ale też po tym, jak traktują siebie nawzajem. Pomocna dłoń, szybki telefon czy zwykłe zaraz będę to dla nich codzienność, a nie wyjątek. Bo 143club to nie tylko jazda, to mentalność, styl życia i charakter oparty na wzajemnym szacunku. 143club to ludzie, którzy trzymają się razem jak rodzina. Niezależnie od tego, co dzieje się w ich życiu, zawsze mogą na siebie liczyć. Pomagają sobie przy naprawach, wspierają się, kombinują części i zawsze znajdują czas, żeby się spotkać. Nie ma tu miejsca na fałsz czy podziały, liczy się pasja, szczerość i wzajemny szacunek. Wiek, pochodzenie czy wygląd nie mają znaczenia. Najważniejsze jest to, kim jesteś i jakie masz podejście. Każdy z nich ma swoje życie, pracę i obowiązki, ale gdy miasto zaczyna cichnąć, oni wiedzą, gdzie trzeba być. Bez wielkich planów i zbędnego gadania po prostu zjeżdżają się razem. Wsiadają do aut i ruszają przed siebie, po mieście, bocznych ulicach albo dalej, tam gdzie nie brakuje zakrętów i wolnej przestrzeni. Czasem biorą winkle bokiem, dla czystej przyjemności jazdy. Nie dla pokazu, tylko dla emocji i chwili spędzonej razem.
  4. deputy.hero

    [PUB] HIDEOUT PUB

    Pomysł na HIDEOUT nie wziął się z żadnej wielkiej wizji ani planu. Todd po prostu jeździł po mieście po pracy i szukał miejsca, gdzie mógłby usiąść, odpalić coś do picia i nie czuć się jak intruz, ale w większości lokali było albo za głośno, albo za sztucznie, albo po prostu człowiek miał wrażenie, że nie pasuje do otoczenia. Z czasem zaczął o tym gadać ze swoją drużyną (SEB). Jednym z nich był jego sierżant - Aiden, który początkowo podszedł do tego bez większego entuzjazmu. Ale temat wracał kilka razy i w końcu stwierdzili, że zamiast dalej o tym gadać, można sprawdzić, czy da się coś z tym zrobić. Nie było żadnego biznesplanu ani wielkich założeń. Todd po prostu uznał, że spróbuje i wyciągnął swoje oszczędności, dosłownie rozbił skarbonkę i zobaczył, ile tego realnie jest. Sierżant w to wszedł bardziej z ciekawości niż z wiary w sukces, ale zgodził się pomóc przy szukaniu miejsca. Przez kilka dni jeździli po Santos i oglądali różne lokale. Większość była albo za droga, albo kompletnie nie miała sensu. W końcu trafili na stary, zamknięty bar. Nic specjalnego, trochę syfu, puste ściany, miejsce od dawna nieużywane, ale właśnie to im pasowało, bo nie trzeba było walczyć z cudzym wystrojem ani „klimatem”. Dało się to zrobić od zera, po swojemu, bez udawania czegokolwiek. Zaczęli powoli to ogarniać. Sprzątanie, podstawowe naprawy, ogólny remont wnętrza. Bez wielkiego budżetu i bez wielkiej ekipy budowlano/remontowej, bardziej po znajomości i po godzinach. Pomysł zaczął się krystalizować dopiero w trakcie, a nie na początku. Założenie było proste; zrobić miejsce, które nie udaje niczego więcej niż jest. Żaden ekskluzywny klub, żadna marka, tylko zwyczajny pub, gdzie można wejść, usiąść i normalnie spędzić czas bez ciśnienia.
  5. wielkie pozdro i przekaz dla reszty wariatow @theProdiger@ziutek@Exodusek@PatrykAkaSmokey@pat.@rzabka@Truskawencja@naughty i caly dirtystuff dla Was rowniez wszystkiego nawzajem
  6. Rhymar Vandriss Jr alias /theyluvnoise/ Rhymar Vandriss Jr, znany w sieci jako theyluvnoise, przyszedł na świat 3 października 2006 roku. Już od pierwszych lat życia jego otoczenie wydawało się spełnieniem marzeń większości dzieci - dom pełen luksusowych mebli, najnowszych gadżetów i sprzętu elektronicznego, prywatne lekcje, podróże do kurortów, w których każdy dzień wyglądał jak z katalogu. Jego ojciec odnosił sukcesy w nieruchomościach, matka w finansach, a Rhymar dorastał w świecie, w którym wszystko, co chciał, było w zasięgu ręki. Jednak dla niego luksus szybko stracił swoją wartość. Każdy drogi prezent, każda perfekcyjna podróż, każda lekcja prywatnego nauczyciela stawały się rutyną. Nie dawało mu to poczucia sensu ani wolności. Wręcz przeciwnie, czuł się uwięziony w idealnym, przewidywalnym świecie dorosłych, który nie odpowiadał na pytania, jakie nosił w sobie. Zamiast czuć komfort, pojawiała się pustka, frustracja i poczucie, że coś w jego życiu jest nie na miejscu. W młodym wieku Rhymar zaczął szukać sposobu, by wyrazić siebie i uwolnić emocje, których nie potrafił wypowiedzieć. Trafił na muzykę. Początkowo były to proste eksperymenty z dźwiękiem, beaty układane w domowym zaciszu, próbując wciąż trafiać w rytm i ton. Z czasem okazało się, że muzyka staje się jego azylem. Każdy utwór pozwalał mu przelać gniew, ciekawość, frustrację i poczucie znudzenia światem dorosłych. W bitach i linikjach tekstów Rhymar mógł mówić to, czego nie umiał nikomu powiedzieć na głos, rozmawiał sam ze sobą i ze światem, który wydawał się niedostępny dla niego samego. W tym samym czasie wplątał się w lokalne środowisko uliczne. Fascynowało go życie, w którym wartości nie były mierzone pieniędzmi. Uczył się obserwować ludzi, czytać między wierszami sytuacji, w których każde działanie mogło mieć konsekwencje. Tu też rozkwitał jego wybuchowy temperament i magnetyzm; przyciągał uwagę zarówno rówieśników, jak i starszych, bardziej doświadczonych ludzi z okolicy. Szkoła nie była miejscem, w którym młodszy Vandriss mógłby się rozwijać. Zafascynowany muzyką i zdeterminowany, by tworzyć na własnych zasadach, wycofał się z edukacji. Zaczął spędzać długie godziny na nagrywaniu w domowym studiu, dopracowując każde brzmienie, każdy bars Pierwsze nagrania były chaotyczne, pełne prób i błędów, ale dawały mu poczucie kontroli i możliwość eksperymentowania. Teksty, które powstawały, były mieszanką prawdy, wyobraźni i fragmentów życia, których trudno było nazwać wprost. Rhymar unika trwałych relacji i nie ufa łatwo ludziom. Otacza się szerokim gronem znajomych, ale zachowuje dystans, koncentrując się na muzyce i własnej przestrzeni. Czasem próbuje przełamywać własne bariery, balansując między przyjemnością, luksusem a emocjonalną głębią, ale zawsze zachowuje świadomość, że prawdziwe uczucia są rzadkością. W jego historii pojawiają się też ciemniejsze wątki. Marihuana i kodeina towarzyszą mu od młodości, stając się zarówno sposobem na radzenie sobie z napięciem, jak i źródłem niepewności. To dodaje jego postaci głębi i autentyczności, a jednocześnie odbija się w jego muzyce. Każdy utwór staje się manifestacją jego emocji, przemyśleń i doświadczeń, miejscem, w którym łączy przeszłość, teraźniejszość i wyobrażenia o przyszłości. Dziś Rhymar porusza się między dwoma światami: luksusem rodziny a chaosem ulic, między perfekcją a surową kreatywnością. Muzyka nie jest dla niego jedynie hobby - to sposób na życie, jedyne miejsce, w którym może być naprawdę sobą. Tworzy utwory autentyczne, wyróżniające się spośród innych, współpracuje z ludźmi, którzy podzielają jego wizję, i nie dąży do sławy dla samej sławy. Każda linijka i każdy wers mają dla niego znaczenie - są odbiciem jego świata, jego emocji i drogi, którą przebył od luksusowego dzieciństwa, przez chaotyczną młodość, po świadome budowanie własnej, niepowtarzalnej muzycznej tożsamości. Social Media; - - - Materiały; - - - Współprace; - - - Wzmianki; - - -
  7. **W godzinach wieczornych na V-TUBE wleciała piosenka, która jest pierwszym filmikiem na kanale broke boys. Słuchacze mogą wywnioskować po klipie, jak i opisie, że piosenka jest skierowana do kobiety o imieniu Sophia, która odrzuciła artystę.**
  8. @Krime1312 @pat. @deputy.hero @uliczny respekt @Sativcio @Truskawencja
  9. @Krime1312 @pat. @deputy.hero @uliczny respekt @Sativcio @Truskawencja
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę. Warunki użytkowania Polityka prywatności Regulamin