-
Postów
50 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
2
Treść opublikowana przez GHOST-DEAGEL
-
007. Overdrive Show - Ubermacht Vorstand Review
GHOST-DEAGEL opublikował(a) temat w Behind The Wheels
Written by Leon Belfort - 24/05/2026 Übermacht Vorstand - auto, które sprawiło, że właściciele Grotti w latach 90 zaczęli nerwowo patrzeć w lusterka. Są auta szybkie. Są auta luksusowe. I są też takie, które po prostu mają aurę starego pieniądza, problemów z prawem i gościa, który mówi „spokojnie, mam kontakty”. Ubermacht Vorstand należy właśnie do tej ostatniej kategorii. Pierwsze Wrażenie- Czyli spotkanie z kobietą, o której wiesz, że zrujnuje ci życie, ale i tak chcesz jej numer. To nie jest samochód, który robi „dobre pierwsze wrażenie”. On robi wejście jak modelka spóźniona godzinę na galę w Vinewood, która i tak sprawia, że wszyscy przestają gadać w momencie, kiedy przechodzi obok. Vorstand nie ma agresji nowoczesnych supersamochodów. On nie musi mieć miliona wlotów powietrza i spojlerów wielkości stołu do ping-ponga. Jego pewność siebie działa inaczej. To ten typ elegancji, który nie pyta o uwagę - tylko ją zabiera. A potem odpalasz światła i nagle te charakterystyczne lampy wysuwają się powoli jak oczy kobiety spod okularów przeciwsłonecznych. Bez pośpiechu. Bez stresu. Jakby auto dokładnie wiedziało, że i tak wszyscy już patrzą. Vorstand jest długi jak limuzyna mafii, ale jednocześnie niski i szeroki jak prawdziwe GT z epoki, kiedy Niemcy robili auta bardziej sercem niż kalkulatorem. Linia nadwozia płynie idealnie - od długiej maski aż po gruby tył, który wygląda jakby auto było cały czas gotowe do wystrzelenia bokiem spod świateł. Wnętrze Kokpit jest klasyczny i bez żadnych udziwnień. Zero ekranowego cyrku. Są za to duże, analogowe zegary, przyciski które klikają z satysfakcją i wnętrze, które bardziej przypomina kokpit odrzutowca niż nowoczesne auto. Siedzisz nisko, w grubych fotelach, które bardziej przypominają tron niż sportowe kubełki. Wygodne, pewne siebie, bez potrzeby udowadniania czegokolwiek. I kokpit skierowany delikatnie w stronę kierowcy, bo to ty jesteś tutaj najważniejszy. Najlepsze jednak w tym aucie jest cisza. Przy spokojnej jeździe wnętrze izoluje cię tak dobrze, że możesz udawać, że świat na zewnątrz nie istnieje. Dopóki oczywiście nie wciśniesz gazu i nie przypomnisz sobie, że pod tobą siedzi coś, co wcale nie jest grzeczne. Jak to sie prowadzi? Przy normalnej jeździe Vorstand jest zaskakująco grzeczny. Płynie po ulicach Los Santos jakby asfalt był świeżo polany masłem. Zawieszenie wybiera nierówności dość spokojnie. I nagle wciskasz gaz do dechy, wszystko się zmienia. V12 budzi się jak obrażony biznesmen, który właśnie przypomniał sobie, że spóźnia się na spotkanie. Dźwięk robi się głęboki, brutalny i absolutnie niepasujący do eleganckiej sylwetki auta. I wtedy zaczynasz rozumieć, czemu kiedyś nazywano go „pogromcą egzotyków”. Vorstand nie walczy z prędkością. On ją po prostu akceptuje. W ciasnych zakrętach czuć masę. Czuć również długość oraz to że to auto nie zostało stworzone do uciekania przez górskie serpentyny jak mały supersamochód. Podsumowanie To auto zbudowane emocjami. Z czasów, kiedy luksusowe coupe mogło być jednocześnie eleganckie, niebezpieczne i odrobinę szalone. Na drodze potrafi być dwoma autami w jednym. Spokojny, majestatyczny krążownik, który płynie przez Los Santos jakby miał na wszystko czas. I jednocześnie brutalna maszyna, która kiedy się rozpędzi, przypomina ci, że pod tą elegancją siedzi coś, co wcale nie jest grzeczne. To połączenie robi największą robotę. Bo nigdy nie wiesz, którą wersję dostaniesz za chwilę. I może właśnie dlatego tak łatwo się w nim zakochać. -
Written by Leon Belfort - 24/05/2026 Pegassi Vacca - Bilet w Jedną Stronę do Adrenaliny Dobra, to usiądź wygodnie, bo dziś będzie o jednym z tych samochodów, które mówi „patrz na mnie” nawet jak stoi na stacji paliw Little Seul . Mowa oczywiście o Pegassi Vacca - włoskiej piękności, która w Los Santos jest jak espresso z Mon Chéri Cafe: mała dawka, ale wali z kopyta. Pierwsze wrażenie Kiedy pierwszy raz zobaczyłem Vaccę, to aż się zawiesiłem. Ten kolor, pomarańcza tak żywa, że wieczorem odbija się w witrynach budynków jak neony w Vice City. Linia karoserii wygląda jakby ktoś wziął ołówek, popatrzył na tor wyścigowy i pomyślał sobie: “Zróbmy z tego coś, co może zabić samym spojrzeniem.” Światła przednie - agresywne, ale nie przesadzone. Tył auta to czysta poezja. Podwójne końcówki wydechu, wszystko schowane w eleganckiej, sportowej pupie z włókna węglowego. Jak się odpali silnik, to dźwięk przypomina bardziej wściekłego lwa niż samochód. I nie wiesz wtedy, czy to cię straszy, czy jednak może zachwyca. Wnętrze Tutaj minimalizm spotyka się z technologią, ale po włosku - czyli teoretycznie wszystko ma sens, a jednak czujesz jednak lekkie szaleństwo w powietrzu. Zegary świecą jak parkiet w nocnym klubie gdzieś w Vinewood, pomarańczowe przeszycia na fotelach idealnie dogadują się z kolorem nadwozia. Jednak środek auta mówi sam za siebie „tor wyścigowy”, a jednocześnie udaje normalne auto do miasta. Siedzisz nisko jak w kokpicie myśliwca, przed tobą rząd pomarańczowych zegarów wyglądających jak miniaturowe słońca, do tego karbon na konsoli, sportowa kierownica i te przeszycia na fotelach, które aż proszą, żebyś robił głupoty. Jazda i osiągi Jazda Vaccą to nie jest zwykłe „od punktu A do B”. To bardziej „od punktu A do o kurde, jak ja tu dojechałem tak szybko?". Jak tylko wciśniesz gaz, auto nie pyta o zdanie - po prostu wystrzela do przodu jak pocisk. Tył siada, przód delikatnie się unosi, a ty czujesz, jakby ktoś wcisnął cię w fotel łapą jakiegoś wściekłego giganta. Obrotomierz leci w górę szybciej niż twoje tętno, a dźwięk silnika zmienia się z basowego pomruku w czyste, wściekłe wycie. Na prostej autostradowej Vacca jest w swoim żywiole. Wyprzedzanie? To nie wyprzedzanie, to teleportacja. Zakręty to już inna bajka: jak masz trochę wyczucia i nie boisz się, że tył zacznie uciekać, to możesz ciąć łuki tak, jakbyś miał przyklejone opony. Jak przesadzisz, cóż powiedzmy, że barierki na autostradzie widziały już niejednego maniaka prędkości. Podsumowując: Osiągi to mieszanka czystej adrenaliny i lekkiego strachu. To nie jest auto, które się tylko „prowadzi”. To auto, z którym da się zatańczyć tango - a jak się dogadacie, to razem robicie z asfaltu jeden wielki parkiet do upalania. Dla kogo jest Pegassi Vacca? Dla ludzi, którzy lubią styl i prędkość, ale też nie boją się spojrzeń (ani patrolu LSPD). To samochód, który idealnie pasuje do roli: „biznesmen z Vinewood, ale z duszą ulicznego kierowcy”. Nie jest to auto do codziennego latania po 24/7, tylko do nocnych przejażdżek po autostradzie z radiem na full i miastem w tle. Podsumowując Pegassi Vacca to więcej niż tylko supersamochód. To po prostu pokazanie swojego drugiego "Ja". Krzyczy, błyszczy, i czasem nie daje spać sąsiadom przez swój ryk silnika. Ale właśnie o to chodzi. W Los Santos nie wystarczy być szybkim. Trzeba wyglądać, jakbyś był szybki jeszcze zanim ruszysz. A Vacca robi to wszystko perfekcyjnie. No i nie ukrywajmy. Jak już wskoczysz tym autem na wyższy level, to nawet twoja dusza zaczynie się uśmiechać.
-
001. Overdrive Podcast - Dlaczego kochamy takie samochody?
GHOST-DEAGEL opublikował(a) temat w Behind The Wheels
By Leon Belfort - DAILY GLOBE, 19/05/2026 Overdrive podcast Part. 1 „Witam was w miejscu, gdzie benzyna pachnie lepiej niż większość perfum z Rockford Hills, a dźwięk dobrze zredukowanego biegu potrafi poprawić humor bardziej niż terapia. Z tej strony Leon Belfort i tutaj będziemy gadać o prawdziwej motoryzacji - od starych legend, przez wyścigowe bestie z homologacją na ulicę, aż po totalnie absurdalne projekty, które nigdy nie powinny powstać… ale całe szczęście powstały. Bez nudnej gadki jak z salonu samochodowego. Bez korporacyjnego biadolenia o ekologii i uchwytach na kubki lub wielkości tabletu na którym nieskutecznie próbujesz ustawić klimatyzację. Tutaj liczy się charakter, dźwięk silnika, emocje za kierownicą i samochody, które mają duszę większą niż ego połowy ludzi w Vinewood Jeśli kochasz motoryzację albo dopiero zaczynasz wkręcać się w ten świat - siadaj wygodnie. Będzie głośno, szybko i momentami kompletnie nierozsądnie.” **Na stronie Daily Globe znaleźć można poniższy materiał z pierwszego odcinka Overdrive podcast nagranego przez dziennikarza motoryzacyjnego Daily Globe - Leona Belfort. Podcast został nagrany w studio Daily Globe dnia: 19.05.2026. Po naciśnięciu przycisku "PLAY" można było usłyszeć głos prowadzącego.** Dobry wieczór Los Santos… albo dobry poranek dla tych, którzy właśnie wracają do domu po nocnym lataniu po mieście i próbują wmówić sąsiadom, że ten zapach spalonej benzyny i gorących hamulców to "problemy z klimatyzacją" **Krótko zaśmiał się** . Z tej strony Leon Belfort i witam was tam, gdzie samochód bez charakteru jest wart mniej więcej tyle co zimne frytki z budki w Strawberry, a najlepsze decyzje życiowe zaczynają się od słów: "a może jeszcze jedno okrążenie po mieście…" Dzisiaj pogadamy sobie trochę o motoryzacji. Ale nie tej nudnej, korporacyjnej motoryzacji z reklam, gdzie idealna rodzinka jedzie SUV-em przez góry, dzieci śmieją się na tylnych siedzeniach, a samochód sam parkuje, sam hamuje i pewnie jeszcze wysyła właścicielowi życzenia urodzinowe po przekroczeniu 10 tysięcy kilometrów. Nie nie nie.... **cicho westchnął pod nosem** Dzisiaj pogadamy o prawdziwych samochodach. Takich, które mają duszę, charakter i czasami delikatną ochotę wysłać kierowcę do rowu, jeśli ten za bardzo uwierzy w swoje umiejętności Bo widzicie… kiedyś samochody budowano zupełnie inaczej. Szczególnie Niemcy mieli na tym punkcie absolutną obsesję. W latach 80 inżynierowie nie siedzieli na spotkaniach marketingowych i nie pytali: "czy klient będzie miał wygodny uchwyt na kubek?". Oni pytali raczej: "a co jeśli wsadzimy do sedana zawieszenie twardsze niż niemiecka dyscyplina wojskowa, dodamy spoiler wielkości stołu bilardowego i sprawimy, że auto rodzinne będzie straszyć Grotti na autobahnie?". I właśnie dlatego stare niemieckie fury wyglądają tak dobrze. Kanciaste, szerokie, agresywne i aerodynamiczne mniej więcej tak jak lecąca cegła… ale za to lecąca 250 km/h. To były samochody budowane przez ludzi, którzy prawdopodobnie pili kawę z olejem silnikowym zamiast mleka i traktowali motorsport jak religię. Najlepsze jest jednak to, że te auta były kompletnie szczere. Jeśli miały dużo mocy - czułeś to od razu. Jeśli zawieszenie było twarde - twój kręgosłup przypominał ci o tym przy każdej studzience kanalizacyjnej. A jeśli napęd był na tył i za wcześnie wcisnąłeś gaz w zakręcie… no cóż, wtedy człowiek bardzo szybko uczył się pokory i poznawał Boga szybciej niż planował Nowoczesne auta są szybkie, jasne. Dzisiaj nawet elektryczna lodówka z ekranem dotykowym potrafi robić setkę szybciej niż stare supersamochody. Problem jest tylko taki, że jazda nimi daje często tyle emocji co aktualizacja telefonu. Wszystko robi elektronika. Auto pilnuje pasa ruchu, kontroluje trakcję, stabilizuje jazdę i jeszcze pewnie za chwilę zacznie kierowcy mówić, kiedy ma mrugać. A stare samochody? Tam wszystko było mechaniczne. Każdy ruch kierownicą miał znaczenie. Każda redukcja biegu dawała satysfakcję. Człowiek czuł pracę zawieszenia, słyszał dyferencjał, wiedział kiedy tylne koła zaczynają walczyć o przyczepność. To nie była zwykła jazda. To była rozmowa z samochodem. Bardzo agresywna rozmowa, momentami przypominająca bójkę pod barem w Sandy Shores… ale nadal rozmowa. **Chwila ciszy** I właśnie dlatego kocham motoryzację. Nie za liczby. Nie za tabelki. Nie za to, kto ma większy ekran multimedialny czy bardziej ekologiczny tryb jazdy. Kocham ją za emocje. Za te kompletnie bezsensowne, ale piękne momenty, kiedy jedziesz nocą przez Los Santos bez celu, redukujesz bieg pod tunelem tylko po to, żeby posłuchać wydechu i nagle przez chwilę czujesz się jak bohater starego filmu akcji z VHS-a. Bo prawdziwy petrolhead nie potrzebuje celu podróży. Wystarczy pełny bak, dobra droga i samochód, który potrafi sprawić, że nawet jazda po kolejnego Burgera z Wigwam staje się małą przygodą. A jeśli przy okazji człowiek wróci do domu z lekkim zapachem sprzęgła i głupim uśmiechem na twarzy… to znaczy, że był to naprawdę dobry wieczór. I pamiętajcie - nie każdy szybki samochód jest wyjątkowy. Ale każdy samochód z charakterem zostaje w głowie na długo. Nawet jeśli czasami zostawia też kawałek zderzaka na krawężniku pod tunelem. Z tej strony Leon Belfort. Dbajcie o swoje fury, szanujcie tylny napęd i nigdy nie ufajcie człowiekowi, który mówi, że "wszystkie auta są takie same". Do usłyszenia, Los Santos! -
005. Over Drive Show - Benefactor Spritzer Review
GHOST-DEAGEL opublikował(a) temat w Behind The Wheels
Written by Leon Belfort - 17/05/2026 Benefactor Spritzer - Mały gangster w garniturze Benefactor Spritzer brzmi trochę jak nazwisko typa, który w dzień prowadzi elegancką firmę, a nocą ściga się po mieście i zostawia innych na światłach z miną „co to do cholery było?”. I szczerze - ten samochód dokładnie taki jest. Wygląda jak elegancki garnitur, pod którym ukryto totalnego wariata na czterech kołach. Już od pierwszego spojrzenia widać, że Spritzer nie został stworzony po to, żeby grzecznie stać pod sklepem czy wozić zakupy. To uliczna wersja rasowej wyścigówki - auto stworzone tylko dlatego, że ktoś kiedyś musiał zrobić „drogowy model”, żeby dopuścić potwora do ścigania w DTM I właśnie dlatego wszystko tutaj wygląda tak agresywnie. Poszerzone nadkola, ogromny spoiler i ta kanciasta sylwetka nie są dla ozdoby - one wręcz krzyczą motorsportem lat 80., kiedy auta wyglądały jakby chciały pobić cię jeszcze przed startem wyścigu. Spritzer ma w sobie ten stary, brutalny charakter, Totalny oldschoolowy bandyta z homologacją na legalne sianie chaosu po ulicach Los Santos. I właśnie za to Spritzera chce się szanować. To nie jest nowoczesna zabawka naszpikowana elektroniką, która sama skręca, sama hamuje i jeszcze pewnie zrobi kierowcy kawę na czerwonym świetle. Tutaj wszystko jest surowe, mechaniczne i momentami wręcz brutalne. Benefactor Spritzer bardzo szybko pokazuje, że jeśli kierowca nie ma pojęcia co robi - to auto zrobi z niego głównego bohatera kompilacji „fails of the week”. Już po kilku minutach jazdy czuć, że ten samochód ma wyścigowe DNA. W końcu powstał tylko po to, żeby torowa bestia mogła dostać homologację i legalnie latać po torach DTM. I ten klimat siedzi tutaj dosłownie wszędzie. Auto jest niskie, szerokie i sprawia wrażenie, jakby było cały czas napięte przed startem wyścigu. Nawet na postoju wygląda, jakby miało ochotę zgubić zderzak przy 200 km/h. Największą robotę robi jednak prowadzenie. Spritzer nie wybacza głupoty. Kiedy za szybko wejdziesz w zakręt albo za wcześnie dodasz gazu, tył bardzo chętnie przypomni ci, że fizyka dalej istnieje. Ale właśnie o to tutaj chodzi. Każdy dobrze przejechany zakręt daje satysfakcję, jakby człowiek właśnie wygrał kwalifikacje na torze. A kiedy uda się idealnie wyjść bokiem z ronda bez rozbicia auta o latarnię… wtedy przez chwilę naprawdę czujesz się jak kierowca DTM z kasety VHS odpalonej o 2 w nocy. Napęd na tył w tym aucie nie jest dodatkiem. To część jego charakteru i powód, dla którego jazda nim daje tyle satysfakcji. Jak prowadzi sie Benefactor Spritzer? Oraz kilka faktów o aucie Silnik Spritzera ma w sobie ten stary motorsportowy charakter. Nie jest przesadnie wielki, ale nadrabia temperamentem. Kręci się wysoko, reaguje błyskawicznie na gaz i przy wyższych obrotach zaczyna wydawać z siebie dźwięki, które brzmią jak miks wściekłej kosiarki, rajdówki i starej niemieckiej technologii testowanej bez żadnych norm hałasu To nie jest nowoczesne „buuuu” z głośników jak w nowych autach. Tutaj wszystko jest prawdziwe - każde pierdnięcie wydechu, każde strzelenie z dolotu i każdy mechaniczny odgłos sprawiają, że człowiek odruchowo chce zredukować bieg i cisnąć dalej. I właśnie skrzynia robi tutaj ogromną robotę. Manual w takim aucie to praktycznie obowiązek moralny. Krótkie przełożenia, twarde wrzucanie biegów i ten moment, kiedy idealnie trafisz redukcję przed zakrętem… człowiek przez chwilę czuje się jak kierowca DTM walczący o podium, mimo że jedyne o co walczy, to żeby nie wylądować w witrynie sklepu 24/7. Napęd? Oczywiście klasycznie na tył. I całe szczęście, bo dzięki temu Spritzer ma swój charakter. Przy spokojnej jeździe auto jest zaskakująco stabilne, ale wystarczy mocniej wcisnąć gaz w zakręcie i od razu budzi się jego bardziej psychopatyczna osobowość Najlepsze jest jednak to, jak Spritzer przenosi wszystko na kierowcę. W nowych autach często czujesz się jak pasażer własnego samochodu - elektronika poprawia błędy, stabilizuje auto i odbiera połowę emocji. Tutaj? Tutaj czujesz każdą nierówność, każde przeciążenie i każdy moment, w którym tylne koła zaczynają negocjować z asfaltem warunki współpracy. Auto wymaga skupienia, ale właśnie dlatego daje tyle frajdy. W środku też nie ma zbędnego udawania luksusu. Proste wnętrze, analogowe zegary i ten oldschoolowy klimat sprawiają, że siedząc za kierownicą naprawdę czujesz ducha starego motorsportu. Zero wielkich ekranów, zero ambientowego podświetlenia zmieniającego kolor pod nastrój kierowcy. Tylko ty, kierownica, trzy pedały i świadomość, że jedno głupie dodanie gazu może zakończyć się efektownym obrotem na środku skrzyżowania. Podsumowanie w kilku prostych słowach. Benefactor Spritzer to jeden z tych samochodów, które powstały w absolutnie szalonych czasach motoryzacji - czasach, kiedy niemieccy inżynierowie traktowali wyścigi bardziej serio niż większość ludzi własne małżeństwo I czuć to w tym aucie dosłownie na każdym kroku. I właśnie to jest w nim najlepsze. Benefactor Spritzer nie daje kierowcy komfortu nowoczesnego auta. Daje coś znacznie lepszego - charakter. Taki prawdziwy, mechaniczny, stary charakter, którego dziś brakuje w motoryzacji bardziej niż rozsądnych cen paliwa -
001. Over Drive Show - Bravado Banshee GTS Review
GHOST-DEAGEL opublikował(a) temat w Behind The Wheels
Written by Leon Belfort - 17/03/2026 ――――――――――――――――――――――――――――――――――――――――――――――――――――――――――――――――――――――――――― Bravado Banshee GTS – amerykańska bestia z duszą ulicy Są samochody, które zostały stworzone, żeby być szybkie. Są też takie, które powstały po to, żeby robić wrażenie. Bravado Banshee GTS bez żadnych kompromisów łączy obie te cechy, oferując doświadczenie, które w świecie Los Santos trudno pomylić z czymkolwiek innym. To coś więcej niż tylko szybki samochód - to manifest stylu, statusu i odwagi. ―――――――――――――――――――――――――――――――――――――――――――――――――――――――――――――――――――――――――――― Już sama sylwetka zdradza jego charakter. Nisko osadzony przód niemal przykleja się do asfaltu, jak drapieżnik gotowy do skoku. Długa, agresywnie poprowadzona maska ciągnie wzrok do przodu, jakby zapowiadała, że wszystko, co za chwilę się wydarzy, będzie szybkie, głośne i bezkompromisowe. To nie jest projekt „ładny” . To projekt niebezpiecznie atrakcyjny. Linie nadwozia są napięte, ostre i świadomie przesadzone. Każde przetłoczenie wygląda, jakby zostało wyrzeźbione pod wpływem prędkości. Światło załamuje się na karoserii w sposób, który podkreśla każdy detal - od muskularnych nadkoli po subtelne, ale agresywne wloty powietrza. Nic tutaj nie jest przypadkowe. Przód auta to czysta manifestacja wdzięku. Smukłe, lekko zmrużone reflektory nadają mu wyraz „zimnego spojrzenia”. Nisko poprowadzony zderzak i szeroki wlot powietrza potęgują wrażenie, że mamy do czynienia z maszyną, która bardziej przypomina torowego potwora niż cywilny samochód. Profil boczny to już czysta poezja prędkości. Linia dachu opada płynnie ku tyłowi, tworząc zwartą, aerodynamiczną bryłę. Drzwi są długie i masywne, a tylne nadkola wyraźnie napompowane. Kolorystyka tylko podkręca cały efekt. Intensywny żółty lakier działa jak reflektor - odbija światło, przyciąga spojrzenia i sprawia, że auto wyróżnia się nawet w tłumie egzotycznych maszyn Los Santos. W połączeniu z czarnymi felgami i czerwonymi akcentami hamulców tworzy kontrast, który wygląda jednocześnie elegancko i agresywnie. To zestawienie mówi jedno, wręcz krzyczy: „patrz na mnie Tył samochodu zamyka całość w sposób równie bezkompromisowy. Krótki, zwarty, z wyraźnym naciskiem na szerokość. To właśnie ta szerokość daje pojazdowi charakteru nie do podrobenia Patrząc na Banshee GTS dłużej, zaczynasz zauważać coś więcej niż tylko design. To nie jest samochód zaprojektowany po to, żeby się podobać wszystkim. To auto ma charakter - ostry, bezczelny i absolutnie pewny siebie. ――――――――――――――――――――――――――――――――――――――――――――――――――――――――――――――――――――――――――― Serce bestii – jak brzmi i jeździ Bravado Banshee GTS Pod maską Banshee GTS drzemie potężna wolnossąca jednostka V10 o pojemności 8.4L o mocy 640 koni mechanicznych oraz 810 NM momentu obrotowego. co przekłada się na brutalne przyspieszenie. Brak turbosprężarek oznacza jedno: zero opóźnienia. Każde wciśnięcie gazu to natychmiastowa reakcja . Moc rozwijana jest liniowo, ale w takiej skali, że tylna oś przez większość czasu balansuje na granicy przyczepności. Za przeniesienie tej siły odpowiada klasyczna, manualna 6 - biegowa skrzynia biegów. Szybka, twarda i konkretna. Każde wrzucenie kolejnego biegu to fizyczne uderzenie momentu obrotowego. To właśnie ten element sprawia, że jazda Banshee GTS wydaje się tak analogowa i surowa. Napęd trafia oczywiście na tylną oś i to czuć od pierwszego metra. Układ RWD w połączeniu z taką mocą tworzy mieszankę wybuchową. Przyczepność jest czymś, na co trzeba zapracować, a nie czymś, co dostajesz w standardzie. Auto wymaga pracy gazem, wyczucia i respektu, inaczej bardzo szybko zaczyna zarzucać bokiem czego efektem może być piruet z przytupem. Prędkość maksymalna robi wrażenie, ale to nie ona jest najważniejsza. Liczy się to, w jaki sposób do niej dochodzisz. Banshee GTS nie daje poczucia pełnej stabilności przy ekstremalnych prędkościach i to jest celowy zabieg. Kierowca cały czas czuje napięcie, lekki niepokój, konieczność korekt. To auto nigdy nie pozwala ci się rozluźnić. Właśnie w tym tkwi jego pazur. Bravado Banshee GTS nie imponuje cyferkami wyłącznie dla statystyki. To nie jest prędkość, którą oglądasz na liczniku. To prędkość, która wchodzi w ciebie. Pewnie nasuwa wam sie pytanie jak wygląda spalanie w Banshee GTS ? Bo to nie jest samochód, który „zużywa paliwo”. On po prostu je w mgnieniu oka zmienia w ryk oraz woń spalin, jakby każdy litr był kolejną dawką adrenaliny idostarczyć dokładnie to, czego od niego oczekujesz: emocji, napięcia i tej surowej przyjemności z jazdy. doznań których nie da sie opisać tylko słowami, a bak tylko chwilowym przystankiem aby zebrać się w całość po tak mocnym uderzeniu . Ten wojownik szos nie próbuje być ekonomiczny, bo nie taki jest jego sens. To auto spala tyle, ile potrzebuje, żeby ―――――――――――――――――――――――――――――――――――――――――――――――――――――――――――――――――――――― Podsumowanie – Bravado Banshee GTS w kilku prostych słowach Bravado Banshee GTS to nie jest zwykły samochód. To nie jest coś, co wybierasz, żeby było wygodnie, tanio albo „rozsądnie”. To auto jest jak dzikie zwierzę które nie wybacza błędów, ale kiedy nauczysz się je kontrolować, odwdzięcza się czymś, czego nie da się łatwo opisać czystą satysfakcją z jazdy. Na podsumowanie ostatnim pytaniem jest ile w ogóle kosztuje taki samochód? Ceny za nowy model zaczynają sie od 575.000$. Fakt nie jest to mała suma, jednak emocje oraz doznania jakie daje to auto są po prostu bezcenne. ――――――――――――――――――――――――――――――――――― -
[PROJEKT IC] Celeritas 🌙
GHOST-DEAGEL odpowiedział(a) na GHOST-DEAGEL temat w Projekty zmotoryzowane
**Ulice pewnego dnia przycichły, noce stały sie spokojniejsze a ryk silników ucichł, ale czy aby napewno? Starzy wyjadacze rozjechali sie w swoje strony, chociaż nie wszyscy. Garstka z nich została, niektórzy odeszli od tego na rzecz nowego życia inni po prostu dalej są w grze, na drogach pojawiły sie również nowe twarze, chętne podbicia nitek i zasłynięcia w podziemiu . Ale tym razem obrót spraw był inny, droga, wyścigi i wszystko legalne. Brzmi to jak absurd, nocni kierowcy pojawili sie na zamkniętym odcinku drogi aby pokazać kto tutaj rządzi. Nie mogło zabraknąć braci Belfort z czego jeden z nich zasłynął na podium a drugi obserwował z daleka całość, byli też inni. Kto? wiedząc ci którzy ich widzieli**- 13 odpowiedzi
-
- underground
- cars
-
(i 1 więcej)
Oznaczone tagami:
-
**W pierwszy dzień marca, a dokładniej niedziele miały miejsce legalne wyścigi po zamkniętym odcinku drogi spod szyldu Los Santos Auto Club. Nie mogło również zabraknąć Flame Drive jako pomoc przy zapewnianiu prowiantu na owym wydarzeniu. Była masa emocji, rózne auta oraz ośmiu kierowców którzy staneli na czele wyzwania żeby pokazac kto tutaj rozdaje tak naprawde karty.**
-
[$HIFTED FOCUS] [06/12/2025] Dinka Nexus Review
GHOST-DEAGEL odpowiedział(a) na Nsx temat w Wycenione
**Leon z chęcią kupił magazyn na stacji, czytając magazyn wpatrywał sie w swojego wiśniowego nexusa który miał okazje wystąpić jako auto prezentacyjne w owym magazynie, mając przy tym banana na buzi** -
**Dnia 15.11.2025. Odbył sie event dla miłośników low rider spod szyldu Zone13 oraz Flame Drive. Event miał miejsce na parkingu Flame Drive i każdy mógł zawitać aby obejrzeć auta jakie były na owym parkingu. ** **Również było kilka konkurencji, międzyinnymi: Skok autem oraz limbo, całość zakończył klimatyczny film o tematyce low riderów**
-
**Na mieście można zauważyć liczne plakaty promujące wydarzenie Lowriders, na którym to będzie królował klimat low riderów a na ekranie zostanie puszczony film Lowriders. Całe wydarzenie będzie miało miejsce na Flame Drive**
-
**Nie mniej jednak Flame Drive nie jest tylko znane z dobrego jedzenia, dalej nocami można tam spotkać miłośników szybkiej i brawurowej jazdy. **
-
**Dnia 26.10.25. Miało miejsce Harves Festival, była tam masa ciekawych rzeczy do obejrzenia jak i konkrusów oraz atrakcji w jakich zebrani mogli śmiało wziąć udział. Nie mogło również zabraknąć Flame Drive które z radościa chce brać czynny udział w podobnych wydarzeniach**
-
**Również ostatnio pojawiło sie odświeżone menu dostępnych posiłków na Flame Drive**
-
**Meanwhile in Paleto Bay** **Ostatniego dnia miało miejsce małe spotkanie, właściciel flame drive został zaproszony przez organizatorów Paleto Bay Market w celu podjęcia współpracy.**
-
**Kolejny piękny dzień, kolejna piękna noc. Flame drive ostatnim czasem przycichło pod względem chucznych imprez, nie mniej jednak nie oznacza to że miejsce stoi opustoszałe. Dalej miłośnicy motoryzacji i smakosze klasycznego dobrego jedzenia zbierają się pod barem, żeby dzielić swoją pasje a czasem i nawet wypić kilka głebszych wspominając stare dobre czasy**
-
****Flame Drive, miejsce dalej tętniące życiem. Dzień dnia możemy spotkać mase osób z zajawką do aut jak i ich maszyny, ale dzisiaj? Dzisiaj Flame prezentowało to co znamy wszyscy, czyli Drift. Tego dnia na placu pojawiło sie mase różnych aut które zostały stworzone do robienia spektakularnych kiss the wall....****
-
****Ostatnim czasie również miało miejsce spotkanie między L.Belfort a przedstawicielem Nature Delight, celem spotkania była rozmowa odnosnie podjęcia współpracy dotyczącej wprowadzenia produktu owej firmy do baru**
-
[KRADZIEŻ, 29.05.2025] Kradzież paru błyskotek..
GHOST-DEAGEL odpowiedział(a) na kapoczek temat w Zakończone
**Po całym zdarzeniu, Dean Gray zgłosił sprawe do detektywa Aurelio Alamo Fonseca** -
.
-
[ Projekt IC ] Autodromo Di Los Santos
GHOST-DEAGEL odpowiedział(a) na Kielon360 temat w Archiwum globalne
**Na Lifeinvador pojawił sie nowy post dotyczący nowej współpracy między ADLS a CarNation** https://li.v-rp.pl/post/156006_carnation-nawiazuje-wspolprace-z-autodromo-di-los-santos-z-radoscia-informujemy.html -
Celeritas To grupa fanatyków motoryzacji, która nie zamyka się tylko na jeden typ aut, mają otwartą głowę na pomysły, a każdy z nich ma swój unikalny styl. Japończyk? Muscle Car? A może nawet Low Rider? Wszystko znajdzie u nas miejsce. Nie jesteśmy grupą celebrytów z Live Invadera, a i tak całe miasto niedługo o nas usłyszy. Tworzymy grupę, która dopiero zaczyna się liczyć. Ledwo wstąpiliśmy do undergroundu, a już żyjemy tempem nocy. Nie mamy znaków rozpoznawczych. Nie potrzebujemy logo na masce, żeby ktoś wiedział, że to my. Wystarczy jeden przejazd, jeden czysty manewr, jeden dźwięk silnika i wszystko staje się jasne. To jazda po ciemku z pełną kontrolą. Jesteśmy otwarci na wszelakie propozycje ludzi. Drift? Wyścig? A no i drag race! Pisk opon, muscle cary strzelające z rury. W skrócie? Wariaci! Nie mamy sponsora, nikt nam nie dawał gotówki za jazdę bokiem. Nie kręciliśmy vlogów z kamerą przyklejoną do maski. Wszystko było surowe. Brudne. Prawdziwe. Na początku wjeżdżaliśmy w to dla emocji. Kto ma lepszy czas, kto dłużej leci bokiem, kto weźmie zakręt milimetr od krawężnika bez straty trakcji. Frajda była wszystkim. Nie napinaliśmy się. Dla nas to była gra. A że gra się opłacała? To tylko bonus. I tylko jedno się nie zmieniło: miłość do jazdy. Bo nawet jak nie było kasy na stole, (chociaż jej brakowało) i tak jeździliśmy. Nie posiadamy lidera. Każdy członek jest równy, a decyzje podejmowane są wspólnie. Działamy na zasadzie wzajemnego zaufania. W sytuacjach kryzysowych zawsze działamy razem i nie pozostawiamy nikogo z tyłu za smugą dymu. Samodzielnie budujemy oraz przerabiamy swoje fury. Dochód generujemy poprzez legalne i półlegalne ustalenia, tuning na zamówienie oraz pomoc przy projektach motoryzacyjnych. Nasze auta to wynik godzin pracy, nie pieniędzy wydanych w salonach. Każda maszyna w naszej flocie ma swoją historię. Każdy członek grupy wnosi coś unikalnego. Chcemy rozgłosu, ale na swoich warunkach. Szukamy szacunku, nie skandalu. Każda fura członka jest unikatem. Różnimy się odcieniami neonów zależnie od pory nocy w którą jest skazane im jeździć. Deszcz, śnieg. Dodatkowa frajda! W dzień wyglądają jak samochody prosto z ulic Tokio, a w nocy rozbłyskują kolorami, które przyciągają wzrok każdego. I właśnie dlatego nie nazwiesz nas spokojnymi. Fury są widoczne, ale z klasą samą w sobie. Często rozmawiamy o tym, jak zrobić swoje maszyny jeszcze lepszymi, jak poprawić technikę jazdy, a może co zrobić z nowym projektem. Zajmujemy się również tuningiem nie tylko aut, ale i swoich umiejętności za kierownicą. Więc jeśli nie jesteśmy w warsztacie, to na pewno spędzamy czas na zamkniętych uliczkach żeby nie zwrócić na siebie uwagi w ciągu dnia. Czasami to wieczory w niezbyt popularnych miejscówkach, gdzie można się spotkać, pogadać i trochę pochillować. A w najbliższej przyszłości? Chcemy być na szczycie, ale nie tylko z reputacją. Muszą próbować, ryzykować i łapać szansę, które ktokolwiek im dał. Będą tworzyć nowe standardy i nie popełniać starych błędów z przeszłości. Innowacyjne wyjścia to ich droga na sam szczyt. Macie nasze słowo 🤘 @Wafyl @Fire_
- 13 odpowiedzi
-
- underground
- cars
-
(i 1 więcej)
Oznaczone tagami:
-
@benz.0dzięki za nominację
-
**Na stronie Royal Car Muzeum pojawił sie kolejny film promujący nową kolekcję**
-
-
**Na stronie Royal Car Muzeum pojawił sie film promujący muzeum jak i zarazem współpracujący z muzeum warsztat**
