Skocz do zawartości
 
GRACZY ONLINE

siwysoprano

Premium Standard
  • Postów

    331
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Informacje dodatkowe

  • Discord
    siwysoprano

Ostatnie wizyty

6 971 wyświetleń profilu

Osiągnięcia siwysoprano

  1. Cichy zabójca Amerykańskiego snu Żebyście mieli jasność - nie mówimy tu o jakiejś małej, osiedlowej gierce. Nielegalny obrót kasą, lichwa i wymuszenia to jeden z największych, najbardziej jadowitych nowotworów w całych Stanach Zjednoczonych, a Los Angeles jest jego pieprzonym sercem. Według statystyk federalnych, co roku ten proceder wysysa z ludzi miliardy dolarów, a skala jest tak ogromna, że co trzecia osoba żyjąca na marginesie społecznym w L.A w pewnym momencie wpada w sidła lewych pożyczek. Ludzie myślą, że najwięcej trupów na ulicach pada przez wojny gangów albo przedawkowania. Gówno prawda. Setki, jeśli nie tysiące ludzi w samej Kalifornii umierają co roku przez długi u lokalnych zakapiorów. Tylko o tym się głośno nie mówi, bo te zgony są ciche. Jedni dostają kulkę w potylicę w ślepej uliczce, drudzy przypadkowo wypadają z okien swoich zadłużonych moteli, a jeszcze inni – psychicznie zaszczuci, z pistoletem przystawionym do skroni przez bandziorów – sami zakładają sobie pętlę na szyję w piwnicach, bo nie widzą innego wyjścia. Samobójstwa z powodu długów u gangsterów to na przedmieściach potworna, ukrywana plaga. Kiedy oficjalny system bankowy odcina cię od gotówki, stajesz się zwierzyną łowną. W samych Stanach szacuje się, że setki tysięcy małych przedsiębiorców, hazardzistów i zwykłych zdesperowanych ludzi co miesiąc oddaje swoje ostatnie centy, żeby tylko opłacić pieprzony vig. To kurewsko gigantyczny, krwawy biznes zbudowany na ludzkiej bezsilności. Ktoś, kto raz wejdzie w ten układ, rzadko z niego wychodzi żywy. Albo płacisz do końca życia, albo ulica sama wystawi ci rachunek. Jeśli myślicie, że zorganizowana grupa zarabia tylko na koksie, to gówno wiecie o ulicy. Federalne psy co roku wypuszczają raporty, z których jasno wynika jedno: dawanie kasy na procent i ściąganie długów to dla nas najpewniejszy, stały dopływ żywej gotówki. Banki mają wyjebane na ludzi z marginesu, hazardzistów czy typów z nasraną kartoteką w sądzie. I tu wchodzimy my. Cały ten loansharking, czyli osiedlowa lichwa, nie potrzebuje krawatów ani skomplikowanych papierów. Tutaj liczy się tylko prosta psychologia: strach, bezwyjściowość i fakt, że mamy nad gościem brutalną przewagę fizyczną. Nikt nie zaczyna od razu od łamania rąk. Najpierw zgrywasz dobrego wujka. Przychodzi do ciebie typ w potrzebie, a ty dajesz mu szybką kapuchę do łapy, bez zbędnych pytań. Zastawem jest jego słowo, fura, albo knajpa, którą prowadzi. Pułapka zatrzaskuje się, kiedy mija termin pierwszej spłaty odsetek - na ulicy mówimy na to vig albo juice. Procent u nas rośnie tak szybko, że głowa mała, potrafi skoczyć o kilkadziesiąt procent w zaledwie tydzień. Jak frajer traci płynność i nie ma z czego oddać, jego dług staje się dla nas towarem, a on sam - dożywotnią dojną krową albo darmową ciotą. W Los Santos popyt na lewą gotówkę nigdy się nie kończy. Tutaj każdy chce żyć ponad stan, a połowa miasta ma poprzepalane styki od hazardu. Kto od nas pożycza? Wszyscy. Uzależnieni od kości kolesie z podziemia, drobni dilerzy, którym psy zawinęły towar i muszą pilnie spłacić hurtownika, a nawet właściciele legalnych, ale ledwo przędących biznesów, mechanicy, kucharze czy menedżerowie klubów z Vinewood. Jak typ przestaje płacić, na jego kwadrat wjeżdża nasza ekipa od brudnej roboty. Ściąganie długu to nie jest chaos, to ma swoje etapy. Najpierw siadamy mu na banię - niespodziewane wizyty w robocie, głuche telefony o trzeciej nad ranem i delikatne podjazdy pod jego rodzinę. Jak gość dalej struga kozaka, zaczyna się prawdziwa jazdaa; demolka lokalu, wjazd na chatę i solidny wpierdol. Czyścimy mu kasy fiskalne, przepisujemy na siebie dokumenty od jego fury albo zmuszamy go, żeby odpracował dług jako darmowy kurier. Tacy ludzie są idealni, żeby trzymać u nich w piwnicy od chuja syfu, albo robić z ich warsztatów bezpieczne dziuple na kradzione fury. Zwykłe ściąganie kasy z jednego frajera błyskawicznie ewoluuje w protection racket, czyli klasyczny haracz za święty spokój. Kiedy okoliczne biznesy widzą, co robimy z dłużnikami, strach robi swoje. Wykorzystujemy to i narzucamy stały, comiesięczny abonament wszystkim prywaciarzom na naszym terenie. W tym układzie pojęcie długu się zaciera - płacisz nam po prostu za to, żebyśmy sami cię nie odwiedzili. Osiedlowe sklepy, podziemne jaskinie hazardu, prostytutki stojące przy drodze - każdy musi odpalić dolę za ochronę.
  2. Błyski neonów, drogie samochody i wszechobecny luksus, to wszystkim znana twarz Vinewood, która przyciąga miliony. Pod grubą warstwą jej prestiżu, skrywa się przeciwieństwo, na temat który lokalne media wolą milczeć, a do którego lokalna społeczność musiała przywyknąć. Vinewood dzielnica w której miesza się luksus, wraz z klasą robotniczą, która zdaje się być przyćmiona przez blaski fleszy. Z jednej strony luksusowe samochody, z drugiej wygrzane ćpuny leżące po zaułkach, wyszukujące ostatkiem sił niedopałka na ziemi, chcąc przeżyć do rana. Przepływ narkotyków na tej dzielnicy płynie jak szalony, zarobione snoby wiedzą do kogo przedzwonić po działkę wypełniającą część ich próżnego ego, a wygrzane ćpuny wiedzą dokładnie u kogo zapożyczyć się na chwilę która da im ukojenie. Vinewood to osiedle, na którym spotkasz ludzi każdego pochodzenia. Bujając się po chodniku, nigdy nie masz pewności, czy gościu przed Tobą pyta o szluga, chcę Ci wcisnąć jakieś gówno wyprodukowane w piwnicy, czy zawinąć Ci portfel. Dwa światy z których składa się V-Wood, idealnie się przenikają; z jednej strony bijący luksus, ego wystrzelone w kosmos, poczucie mocnej wyższości, a z drugiej biedniejsza bezwzględna strona, marząca sięgnąć, chociaż raz w życiu to, w czym te bogate snoby rozbijają się po mieście, dorzucając kolejne dopiski w aktach departamentu na swój temat, próbując w ten sposób dogonić to, co dla snobów jest normalnością. Media w swoich nagłówkach stale wrzucają piękne postacie, z powiększonymi źrenicami, pozujące na czerwonych dywanach Vinewood, rzadko kiedy próbują pokazać tę drugą stronę - wyjątkiem są skandale, które wypływają na światło dzienne, gdy któryś ze snobów, straci coś potencjonalnie dla niego ważnego, czy spowoduje wypadek pod silnym wpływem syfu z ulic. Wtedy ich uwaga uderza w zaułki V-Wood, które wrzucają dumnie na swoje nagłówki, jako największe zło świata, wciskające siłą syf lepszym ludziom. Vinewood nie wybacza naiwności, każdy uśmiech tutaj jest wyrachowany, każda przysługa ma swoją cenę, a lojalność kończy się tam gdzie pojawia się większa forsa. Nie jest to taka sama dzielnica jak większość na mapie Los Santos, przez głęboko przenikający się luksus i biedote otwiera się tam wiele możliwości. To miejsce, w którym jedni budują swoją pozycję na kontaktach, wpływach i nazwisku, a inni na strachu i przemocy. Tutaj jedna zła decyzja może pierdolnąć wszystkimi latami, w których budowałeś swoją ksywkę, a równie dobrze jedna dobra może wybić Cię na sam szczyt tej chorej układanki. Tutaj nie liczy się to kim byłeś wczoraj i co robiłeś, liczy się tylko to kim jesteś dzisiaj i ile dasz radę na tym ugrać. W bogatszej części dobijają się interesy o których nigdy nie przeczytasz w artykułach. Kilka ulic dalej w obdrapanych motelach i zaułkach, wywiązują się konflikty, które następnego dnia kończą się taśmą policyjną na chodniku. To miejsce w którym marzenie o bogactwie jest bliżej niż kiedykolwiek, a jednocześnie zderza Cię z realną rzeczywistością. Vinewood nigdy nie zasypia, za dnia błyszczy w obiektywach aparatów, przyciąga tłumy turystów, chcących zobaczyć czerwone dywany. Wieczorami robi za miejsce spotkań dla lokalnej społeczności, imprezy i bieganie z najgorszym syfem. Tutaj każdy czegoś szuka, sławy, forsy, zapomnienia albo kolejnego dnia swojego skurwiałego życia. Pytanie tylko co Vinewood zabiera w zamian. V-Wood Syndicate; grupa przestępcza stojąca od długich lat, za zorganizowaną przestępczością w okolicach Vinewood. Nie posiada ona sztywnej nazwy, która oznaczała by cokolwiek dla ich członków, raz mówią o sobie po prostu V-Wood, a innym razem 028, z czego obie te nazwy oznaczają miejsce pochodzenia. Jednoczą oni w swoich szeregach osoby różnych kultur, bez podziałów na kolor skóry czy wyznania, wszystkich łączy wspólne miejsce pochodzenia. Obecnie grupa nie ma sztywnych struktur, przypominających korporacje, a bardziej gównianie zarządzaną lokalną firmę, w której panuje chaos, nie będący świadomym wyborem. Chaos przejawiający się pomiędzy bandziorami, wywołany został przez bieg wydarzeń, który postawił ich pod ścianą, którą próbują przeskoczyć. Wiele razy w artykułach przewijały się wzmianki o bandziorach z Vinewood, w których dziennikarze pośrednio kreowali ich jako najgorsze zło tego świata, niszczące lokalną społeczność i świat fleszy aparatów - wszystko na wskutek narkotyków, które wciskają ćpunom i dzieciakom z okolicy, ale i zarozumiałym snobom z czerwonych dywanów. Rzeczywistość i relacje z lokalną społecznością, są jednak bardziej popieprzone. Dla jednych bandziory, są niczym rak zjadający społeczność - ludzie mają im za złe niszczenie życia nastolatków, sprowadzania na dzielnice syren krążowników przez dragi które wciskają lokalsom. Przebija się też druga strona społeczności, która szanuje tych wykolejeńców, i jest im wdzięczna za 'dbanie' o porządek i pomoc w razie kłopotów. Relacje z bogatymi snobami wyrwanymi z czerwonych dywanów, są wyparte pieprzonych sentymentów, czysty biznes i krojenie nabitych forsą skurwysynów, szukających mocnych wrażeń bez względu na cenę. Narkotyki rozprowadzają oni na szeroką skalę, oddając temu większość swojej uwagi, ze względu na pozornie łatwą forsę, wiecznie rosnące zapotrzebowanie na ulicach Los Santos, na każdego rodzaju narkotyk, ale i niski próg wejścia w interes. Temat wychodzący z ich rąk ciężko sklasyfikować, można trafić na naprawdę dobre jakościowo gówno, a można trafić na totalny syf, gotowany w śmierdzących piwnicach w warunkach temu nie sprzyjających. Zarabiana forsa, to wspólny temat który napędza każdego z nich, przez co szeroko pojęty półświatek przestępczy nie jest im obcy, od włamań po kradzieże i jeszcze dalej, jednak nie odnajdują się w tym tak dobrze, jak w narkotykowym biznesie, który zdaje się nigdy nie wyczerpać. Bandziory nie cierpią na manie wielkości. W przeciwieństwie do innych ekip kręcących po Los Santos, chłopaki z 028 nie mają ciśnienia na dominacje miasta i przejęcie całego rynku, przez robienie syfu w innych dzielnicach miasta. Doskonale zdają sobie sprawę, ze swojej gównianej obecnie pozycji. Przez co, jeśli wyskakuje im opcja zarobienia wspólnie forsy z innymi graczami, chowają swoje wielkie jak jaja ego do kieszeni, widząc jedynie zielone dolary. Lata mijały, a na Vinewood ta cała pierdolona karuzela kręciła się swoim stałym, brudnym rytmem. Jedni trzepali ciężką forsę i rozbijali się nowymi wózkami, drudzy lądowali w piachu albo kończyli z długami, przez które musieli oddawać własne nerki. Chłopaki z 028 jakoś tam żyli. I mimo że wokół kręciło się pełno bogatych skurwieli w furach z aniołami na maskach, ich codzienność to nie była żadna pierdolona sielanka. To była czysta, codzienna walka o przetrwanie, szarpanie każdego dolara z chodnika i modlenie się, żeby jutro nie przyniósł kulki w łeb. Cały ten burdel trzymał w garści Majestic. Twardy, bezwzględny skurwiel, którego słowo na Vinewood znaczył więcej niż jakikolwiek kodeks czy prawo pisane przez te jebane garnitury z ratusza. Nikt nawet nie próbował z nim dyskutować. To był, kurwa, taki chory skurwiel jak z filmów - totalny, nieobliczalny pojeb, który podciąłby gardło własnej starej, gdyby stanęła mu na drodze do zgarnięcia dolarów. Ale to właśnie dzięki jego twardej i bezwzględnej ręce ekipa miała stałe dojścia, szacunek na mieście i temat, na którym można było zarobić, kilka martwych prezydentów na papierku. Ten układ trwał latami. Majestic rozdawał karty, zbierał śmietankę, a z każdym rokiem czuł się coraz bardziej nietykalny, jakby był pierdolonym bogiem Vinewood. Skurwysyn naoglądał się za dużo filmów, czuł się nieśmiertelny. W lipcu, całe to eldorado strzeliło w pizdu. To był pierdolony wieczór jak każdy inny, nic nadzwyczajnego. Majestic uderzał właśnie do klubu z rurkami, żeby się rozerwać, jak to miał w swoim zwyczaju. Nagle, jeb. Zza każdego rogu, z każdej pierdolonej strony rozbłysły niebieskie światła, a ryk syren departamentu ogłuszył całą ulicę. Wszystko potoczyło się dosłownie w chwilę, jak w pierdolonym filmie. Chwilę później ten potężny skurwiel skończył na plecach, centralnie na brudnym betonie, z policyjną klamką przystawioną do głowy. Znaleźli przy nim tyle syfu, broni i nielegalnego towaru, że nie było czego zbierać. Ziomek próbował się jeszcze jakoś wykręcić, szukać gówna departamentu, ale chuja to dało. Tam nawet najdroższy papuga nic by nie zrobił, ziomuś był skazany od początku, gdy zipy zatrzasnęły na jego nadgarstkach. W ten sposób całe Vinewood po prostu pierdolneło z hukiem. Majestic trafił do stanowego, gdzie teraz grzeje długie, ciężkie lata, a na ulicy po jego zatrzymaniu zrobił się syf. Kurwewski syf i totalny chaos. Telefon milczy, a na 028 wielu bandziorów złapało srogą paranoję jak na ciężkim zwale, żyjąc w potężnym strachu. Ziomek obcina ziomka, dziwnym spojrzeniem - zrobiło się jakoś.. Kurewsko podejrzliwie. Z drugiej strony - na 028 zaczeło się wielkie kminienie, jak wbić się na miejsce Majestica i zacząć obracać forsą, jaką wczęśniej kręcił ten skurwiel. Z cienia wyskakują jakieś małe skurwiele, które jeszcze parę tygodni temu lizały mu buty i prosiły o resztki z jego pierdolonego talerza. Dzisiaj te cioty myślą, że nagle urosły im jaja, i na siłę próbują się pokazać, chcąc zagrzać jego miejsce. Chłopaki z V-Wood stoją przed ścianą - muszą szybko przeskoczyć to szambo, ogarnąć ten burdel i utrzymać się na rynku, nie ladując w kulką w głowie, albo w stanowym. Gramy lokalną grupę przestępczą z vinewood, której trzon został ścięty, zmuszając ich tym samym do walczenia o to by wstać z kolan Nie gramy turbo zorganizowanej grupy, latającej w maskach, rękawiczkach lateksowych i z kondomem na kutasie 24/7, przez wydarzenia fabularne w grupie panuje obecnie chaos i zamieszanie Mimo że gramy na Vinewood, nasze postacie nie mają nic wspólnego z luksusem tej dzielnicy. To czysta ulica, dilerka i codzienna walka o przetrwanie w cieniu drogich willi i drogich samochodów, na które nas nie stać. Jesteśmy tymi dzieciakami z bocznych, ciemniejszych alejek, które widzą bogactwo przez szybę, a sami muszą kombinować żeby zarobić forsę Nie wychodzimy z żadnym planem przejęcia półświatka i rzucaniu kart na stół, jesteśmy małą lokalną grupą, trzymamy się mocno schematu i założeń u góry, dopóki nie wstaniemy z kolan i nie wyprostujemy biegu wydarzeń, nie planujemy żadnych większych ruchów w pólświatku. Przez co stawiamy też na powolny rozwój Stawiamy mocno na jakość i prowadzenie postaci, tak by rzeczywiście każda postać była prowadzona sensownie i posiadała bogate zaplecze Planujemy głęboką rozbudowę fabuły i pośrednich epizodów ciągnąc wątek historii z góry, oraz dopisywać do niej kolejne karty wydarzeń. Jesteśmy przy tym otwarci mocno na inne organizacje, czy tez frakcje publiczne, chcąc dostarczyć sobie ale i innym dobrej zabawy i ciekawych akcji W żadnym wypadku nie jesteśmy rasistami. Otoczenie i miejsce gry temu przeczy, więc nie ma znaczenia jaki masz kolor skóry, i w co wierzysz Główne ruchy będziemy robić w kierunku narkotyków, co nie oznacza, że zamykamy się na inne możliwości które oferuje półświatek. Szmal jest szmalem, ale jednak największe aktywności które będziemy przejawiać, będą w kierunku narkotyków Jesteśmy mocno otwarci na społeczność. Zdajemy sobie sprawę w jakiej kondycji jest aktualnie serwer, jak ciężko jest nakręcić grę z kimś innym niż ze ścianą, dlatego z ogromną chęcią zapraszamy ludzi chcących zostać po prostu częścią społeczności osiedla na którym toczyć będziemy rozgrywkę - nie koniecznie zostając bandziorami
  3. Nielegalny import w Stanach Zjednoczonych, jest ogromnym problemem, znacząco wpływającym na rynek oraz gospodarkę. Według nieoficjalnych informacji, wartość nielegalnie importowanych towarów, sięga setek miliardów dolarów rocznie, a stale zaostrzane przepisy zdaja się nie spełniać swojej funkcji. Największym sektorem nielegalnego importu, jest import narkotyków oraz podrabianych luksusowych towarów głównie z Chin, choć sam import rozciąga się przez wiele dziedzin, pozwalając zarobić ogromne pieniądze, osobą które trudzą się tym procederem, stale przecierając nowe szlaki w swoich działaniach. Stany Zjednoczone w ostatnich latach zaczęły bardzo rygorystycznie podchodzić do tematu nielegalnego importu, rozszerzyli sankcje oraz wspólne operacje organów ścigania z krajami między innymi jak; Meksyk czy Chiny, chcąc tym samym zminimalizować globalny problem nielegalnego importu. Władze USA pompują ogromną pule pieniędzy w świadomość społeczną, tworząc masę kampanii edukacyjnych, ostrzegającym przed zakupem przedmiotów niewiadomego pochodzenia. Nielegalny handel dzikimi zwierzętami, oraz produktami pochodzenia zwierzęcego, zdaje się być niszą jako proceder przestępczy, lecz prawda jest zupełnie inna. Jest to jeden z bardziej intratnych możliwości nielegalnego importu, według oficjalnych informacji podanych przez Wildlife Fund (WWF) i U.S. Fish and Wildlife Service (USFWS), USA jest największym na świecie importem dzikich zwierząt, oraz produktów ich pochodzenie. Wiele dzikich zwierząt, trafia prosto do prywatnych hodowli, na czarny rynek zoologiczny czy zostają wykorzystywane w przemyśle modowym oraz farmaceutycznym. Szacuje się, że wartość nielegalnego rynku dzikich zwierząt w samych Stanach Zjednoczonych, sięga około stu miliardów dolarów rocznie. Nielegalny handel, w głowach ludzi rysuje od razu obraz lwa, lecz głównymi pożądanymi zwierzętami są; egzotyczne ssaki, ptaki, gady, owady oraz rzadkie gatunki ryb. Pojawianie się dzikich zwierząt na terenach Stanów Zjednoczonych, niesie za sobą ogromne konsekwencje dla ekosystemu. Przywożone gatunki zwierząt, bardzo często stają się inwazyjne niszcząc lokalny ekosystem, czego najlepszym przykładem jest przypadek pytona birmańskiego na Florydzie. Zwierzęta poza destrukcją dla ekosystemu, są również destrukcją dla człowieka, w wielu przypadkach przyczyniając się do rozprzestrzeniania groźnych chorób zakaźnych.
  4. **Snooky po otrzymaniu kawałka od Adonisa, obadał go - wysłał po czasie po swoich czarnuchach i dorzucił go do playlisty haywire. Wrzucił komentarze 'like father like son'**
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę. Warunki użytkowania Polityka prywatności Regulamin