Bayer
Gracz-
Postów
67 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
1
Treść opublikowana przez Bayer
-
Written by Benjamin Duggan - Daily Globe 08/10/2025 Sloppy Toppy - zespół tworzący muzykę ze sporą dozą humoru oraz sarkazmu, kontrowersja to ich drugie imię, nie zabrakło jej również podczas tego wywiadu. Prawdziwi imprezowicze oraz królowie czarnych żartów, które często przedstawiają w swoich teledyskach - świetnym przykładem jest ich ostatni kawałek "I'm Not a Bum Chum", który jest zapowiedzią nowego albumu, mieliśmy okazje omówić ich nową twórczość w studiu, poruszając przy tym wiele innych tematów. ZAPIS DŹWIĘKOWY WYWIADU Benjamin Duggan: Strzała, prosto ze studia Daily Globe dla Was Benjamin Duggan. Ze mną jest zespół Sloppy Toppy w całym jego składzie - Lawrence Reach, Rene Hunt, Raymond Seward i Reece Gilmore. Zaś sam wywiad wychodzi z cyklu "What In Music Industry". Miło Was gościć w studiu Panowie, dzięki że jesteście. Reece Gilmore: Yeeah, boi. Yo'w, yo'w. Tutaj Rizzy G. Zapomniałeś o Eddym. Nie ma go dziś z nami bo jest na rehabilitacji w Grecji. Raymond Seward: Siemka, tu Ray. Znany też jako Rayman, DJ Dupa oraz Penetrator. Eddy niestety dziś z nami tu nie mógł być, yeah. Rene Hunt: Siemasz, Rene Cunt z tej strony...Właśnie, nie ma z nami Edda. Kolana mu odmawiają posłuszeństwa przez jego wagę, rehabilituje się. Lawrence Reach: Hejka, dzięki za zaproszenie. I dzięki dla Richarda za smaczne mleczko. Benjamin Duggan: Tak, brakuje z nami niestety Eddy'ego, Edwarda Settlesa - perkusisty zespołu, jednak myślę że jakoś sobie bez niego tutaj poradzimy. No cóż, od momentu Waszego debiutu na rynku muzycznym minęło już sporo czasu. Sam nie będę ukrywał, że znam Was od momentu premiery [...]. Benjamin Duggan: [...] teledysku "The Ballad of Penny Trait", kiedy montowaliście całą ekipę to... myśleliście że osiągniecie sukces? Czy raczej wtedy patrzyliście na to pod kątem dobrej zabawy? Reece Gilmore: Hot dog. Hot dog, hot dog, hot dog. Hot dog... Hot dog, hot dog, hot dog. Lawrence Reach: Właściwie, to zaczynaliśmy dwa razy. Za pierwszym razem nam się nie udało, potem zrobiliśmy sobie przerwę... Myślę że tak, gdybyśmy nie wierzyli w swoje możliwości, nie zrobilibyśmy tego ponownie. Reece Gilmore: Yeaah, to super powiedziałeś, Lars. I miło, że nas wspierasz, Benji. Nie wyglądasz na naszego fana, oni raczej są otyli i łysiejący. Benjamin Duggan: Może nie wyglądam, jednak miałem przyjemność wystąpić w Waszym teledysku - The Beerthem, w sumie najbardziej chyba z Waszej ekipy znam Rene, głównie to zasługa jego narzeczonej Cher Belair, którą śmiało myślę że możemy pozdrowić. Reece Gilmore: Heh.. yeah, pamiętam Cię. To chyba ty rozebrałeś się na planie i chciałeś, aby podpiąć Ci sutki pod akumulator z auta? Albo to był ten podobny do LMFAO. Anyway... Chcesz odpowiedzi serio? Ja tam zawsze wiedziałem, że jestem .... Reece Gilmore: Stworzony do wielkich rzeczy. Moja mama mnie zawsze kochała, byłem jej ulubionym synem. W sensie dalej jestem, bo żyje i ma się dobrze. Trzymaj się tam, mamo. A pytasz o nasz sukces? Yeah, to był duży fart, heh. Rene Hunt: Fart,fartem..Myśle że dołożyliśmy wiele starań aby osiągnąć ten sukces? Przebiliśmy się strasznie naszym poczuciem humoru, myśle że w głownej mierze ludzie przez to nas pokochali. Raymond Seward: Yeah, ciągle pozostajemy autentyczni. Jesteśmy tacy od samego początku. Sława i pieniądze nie mają wpływu na naszą autentyczność. Robimy to co kochamy i nam za to płacą, czego więcej można chcieć? Lawrence Reach: Ja bym chciał, żeby Elon Musk... A, nie, sorry. Nieważne. Benjamin Duggan: Mówicie że to kwestia szczęścia i... sporej katorżniczej pracy. Więc na dobrą sprawę - kiedy stał się ten... przełomowy moment w Waszej karierze, co pchnęło Wasz sukces do przodu? Czyżby to była właśnie ballada o Penny Trait? Jak właściwie udało Wam się nawiązać z nią współpracę? Reece Gilmore: Bez przesady z tą pracą, Rene się najbardziej opierdalał, nie, Ray? Yeeah, zdecydowanie ballada była hitem, zwrotem akcji. Wcześniej wypuściliśmy jedynie epkę Hot Mess Express, a naszym sztandarowym numerem było Rise and Shine. Ludzie zdążyli nas poznać, ale to była petarda, wiesz o czym mówię? Reece Gilmore: Gwiazdy się idealnie ułożyły. Rok wcześniej Penny miała porno aferę, została oskarżona o rasizm, ludzie na niej psy wieszali, mimo, że odpychała od siebie zarzuty, wiesz o czym mówię? Według mnie były niesłuszne. Bądź co bądź, uratowaliśmy trochę jej wizerunek, heh. Teraz jest modelką i ma Onlyfansa. Lawrence Reach: Penny i jej seksapil wniosły do tego numeru kupę pozytywnej energii i inspiracji. No, oczywiście nasza zasługa w tym wszystkim też jest spora. Myślę, że nikt niezrobiłby tej piosenki lepiej. To było idealne połączenie. Raymond Seward: Heh, kupę. Rene Hunt: Lubie się akurat opierdalać, ale myśle że coś tam robie, mniejsza...Z balladą o penny było tak że to ona nas chyba wybiła tak mocno do przodu? W jedną noc zebralismy już miliony wyświetleń, ludzie przy koncertach zawsze sie domagają ballady. Benjamin Duggan: Serio ma Onlyfansa? Mój szef prosi o link. Muszę powiedzieć szczerze, że Wasza twórczość zdecydowanie nie jest dla wszystkich. Przykładem tego jest sytuacja kiedy graliście koncert na Paradise Island, doszło tam do nieporozumienia z kilkoma zastępcami departamentu szeryfa [...]. Benjamin Duggan: [...] z Los Santos. Portale plotkarskie dość mocno to wszystko napompowały, pamiętacie jednak jaki był finał tej sprawy? Mieliście jeszcze jakieś momenty, kiedy... jakieś sztywniaki nie zrozumiały żartobliwego i satyrystycznego przekazu Waszych piosenek? Reece Gilmore: Wykonano na nich wyrok śmierci. Reece Gilmore: Heh... Yeah, oszukałem cię. Czy były takie akcje? Właśnie nie, stary. Wszedzie gdzie graliśmy w swojej karierze ludzie kumali nasz humor. Nawet na pierwszym koncercie, gdzie graliśmy w obszczanej spelunie - wszyscy się dobrze bawili. Wtedy wyjechaliśmy na prywatny turnus, mieliśmy grać ... Reece Gilmore: Dla LEO offduty, zaprosiła nas wspólna znajoma, tak ją nazwijmy, yeeah. Sama zachęcała nas, abyśmy nie brali ochrony, bo przecież będzie tam kupa gliniarzy, nie? A skończyło się pobiciem, rozcięciem głowy Ray'a. Ale tak to jest, Benji. Tak jest za rządów Trumpa. Służby nadużywają siły jak chcą. Rene Hunt: Yeah, byli mało zachwyceni że my tam gramy? Zresztą nie tylko nasz koncert im się nie podobał, grał tam też świętej pamięci Chase Love, na niego też niestety narzekali. A sprawa zakończyła się tak że chyba ich wyrzucili z departamentu? Lawrence Reach: Tak, służby obszaru metropolitarnego Los Angeles stanęły na wysokości zadania. I nie chodzi mi tu wcale o administrację Trumpa. A propos tamtych gości, chyba faktycznie zostali pozbawieni odznak. Bardzo dobrze, oby jak najmniej takich sytuacji w przyszłości. Benjamin Duggan: U-hm, tylko... yeah - jako zagorzały redneck oraz wyborca Trumpa, ta akcja przecież miała miejsce za prezydentury Bidena? W imieniu redakcji, serdecznie przepraszam prezydenta Donalda Trumpa, proszę nie wytaczać nam pozwu. W dużym skrócie więc... gliniarze to sztywniaki? Reece Gilmore: Co ty wygadujesz, nie powiedziałeś tego. Benjamin Duggan: Musiałem. Dobra! Przejdźmy nieco dalej, w zasadzie rzadko się o tym - bo... wiadomo że nie jest to coś, czym warto się chwalić. Mieliście jakieś chwilę kryzysu, albo momenty kiedy się grubo pogryźliście w zespole? Wiecie, jest Was w końcu piątka. Zdarza się Wam sprzeczać? Reece Gilmore: Nie, nie, czekaj. Głosowałeś na Trumpa? Benjamin Duggan: Yeah, głosowałem na Trumpa. A Wy... nie głosowaliście na Trumpa? Reece Gilmore: Dude. Podczas urodzin, zdmuchując świeczkę zażyczyłem sobie, aby następnym razem strzelec trafił. Lawrence Reach: Chyba nie widziałeś naszego koncertu, na tym evencie który organizowaliście... Tego, na którym zrobiliśmy skeczyk z Trumpem i na scenę wlazły nam jakieś dzieci. Raymond Seward: To nie były osoby niskorosłe? Rizzy dawał im papierosy w toalecie. Rene Hunt: To akurat prawda, nie wiem jak można głosować na tego człowieka? Wspiera złe osoby, w końcu doprowadzi do jeszcze większej tragedii. Lawrence Reach: Faktycznie - z tego miejsca przepraszam wszystkich niskorosłych. Reece Gilmore: Mam nadzieję, że to jednak były dzieci. Lawrence Reach: W Gazie trwa ludobójstwo, a Trump wysłał tam trzy tryliony. Benjamin Duggan: Rizzy, mam nadzieje że za tą wypowiedź nie... trafisz na jakąś czarną listę agencji federalnych. Każdy ma jakieś swoje przekonania pod względem polityki - jednak to nie w jej celu się tutaj spotkaliśmy, yeah. Pozwólcie że powrócimy do poprzedniego pytania, chcecie bym je powtórzył? Reece Gilmore: Yeah, dude. Ale to ty mówisz z dumą, że głosujesz na starego pierdziela, pedofila. Trump to pedofil, jest na listach Epsteina i dlatego nie chce ujawnić list, dude. Sam się opowiedziałeś politycznie, zmieniłem zdanie co do Ciebie. Rene Hunt: Pamiętam dokładnie pytanie...Zdarzały się czasem problemy w naszej grupie? Ludzie są różni, każdy ma troche inną perspektywe i nie zawsze się dogadujemy. Ale myśle że najbardziej osobą która coś kręci, jest Eddy? Raymond Seward: Yeah, kręci swoim śmigłem. Rene Hunt: Jak helikopter. Lawrence Reach: Skala jego krętactwa jest nieporównywalnie maciupeńka w porównaniu do tego, co robi Trump. Jak zresztą wspomniał Rizzy. Reece Gilmore: Damn, nie wiedziałem, że zaprosili nas do Trumpowskiej telewizji. Raymond Seward: Zapytaj nas o coś ciekawego, Benji. Może jakiś quiz albo Sloppy Toppy trivia? Reece Gilmore: Co, teraz będziemy udawać, że nie ma słonia w pokoju? Rene Hunt: Jest tu gdzieś słoń? Raymond Seward: W tym pokoju nie ma żadnych zwierząt. Lawrence Reach: Tutaj siedzi, heh. *Poklepał Renego po ramieniu*. Reece Gilmore: Yeah, i bawi ci się trąbą przed twarzą. Reece Gilmore: Dosłownie słoń, republikański słoń. Benjamin Duggan: Zdecydowanie przyda się zejść z tematu Trumpa. Ostatnio zrobiło się o Was głośno przez promocje oraz kawałek "I'm not a bum chum", mimo że chcąc zejść z tematu - to wiem że w teledysku pojawił się moment w którym Rizzy cofa się od kobiety z koszulką z zeszłorocznych wyborów prezydenckich [...]. Benjamin Duggan: [...] na dobrą sprawę na ten kawałek dość... sporo czekaliśmy, nie licząc oczywiście Waszej promocji Patriot Beer. Rozumiem, że jest to też zapowiedź Waszego nowego albumu? Raymond Seward: Yeah, cały czas pracujemy nad nowym albumem. To dopiero początek, bo uwierz mi - to co szykujemy jest mocne. Myślę, że to będzie moja ulubiona płyta jaką do tej pory wydaliśmy. Jest o szczebel wyżej, niż Songs You Didn't Ask For, totalnie. Reece Gilmore: Nie wiedziałem, że kanał Daily Globe to przystawka republikanów. Anyway - yeah, ten singiel to zapowiedź kolejnego albumu. Nie mamy daty premiery, ale na pewno mogę powiedzieć, że przed nim wyjdzie jeszcze coś niezapowiedzianego. Sztuka wymaga czasu. Lawrence Reach: A propos sztuki, to sztuka zawsze była polityczna. Czy tego chcesz, czy nie, to jeśli artysta wyraża siebie i swoją osobowość... nie ominiesz kwestii światopoglądowych. A co do albumu, to tak, spędziliśmy już trochę czasu w studio i nie możemy doczekać się, aż wszyscy to usłyszą. Benjamin Duggan: Daily Globe, nie jest... przystawką republikanów - ten wybór jest moim osobistym, więc nie może odpowiadać za całą redakcję, zdecydowanie. Również będę wyczekiwać Waszych nowości. Całkiem niedawno mogliśmy zauważyć że... sprzedawaliście swoją Sloppy Ville, miejsce w sumie dość znane [...]. Benjamin Duggan: [...] z hucznych domówek i afterów. Zmieniliście swój kąt? Udało się znaleźć kupca? Jak rozumiem wciąż staracie się mieszkać wszyscy razem? Reece Gilmore: Byłeś na którejś z tych domówek? Benjamin Duggan: Na-h, nie byłem - raczej nie jestem zbyt imprezowym człowiekiem, jednak... co nieco o nich słyszałem? Reece Gilmore: Yeah, u republikanów to normalne, heh. Yeah, to było legendarne miejsce. Byliśmy wtedy mniej zamożni, ale Sloppy Villa to było coś. Trzymałem w piwnicy moją kolekcję automatów do gier. Sprzedaliśmy ją bo to był mały domek, pełny wspomnień ale trzeba było w końcu żyć adekwatnie do naszego stanu ... Reece Gilmore: Teraz żyjemy w Sloppy Mansion. Życie jak w bajce, wiesz o czym mówię? Jak jakaś ekipa youtuberów. Albo innego syfu. Ale każdy z nas i tak ma swoje prywatne życie, nie jesteśmy jakimiś bliżniakami syjamskimi. Rene Hunt: Yeah, stara willa poszła niestety w odstawkę..Ale nie ma tego złego, tak jak Rizzy , kupiliśmy coś większego dla nas wszystkich i myśle że jak przyjdzie czas, to domówki nasze będą jeszcze większe. Raymond Seward: Lubię naszą obecną willę. Mamy tor gokartowy. Benjamin Duggan: Nawiązując do prywatnego życia, Rene - moje gratulacje z okazji oświadczyn z Cher. Jak to wygląda natomiast u reszty z... partnerkami, partnerami? Staracie się je odłączać od życia publicznego, nie macie na to czasu? Czy może doczekamy się od Was programu telewizyjnego z castingiem? Lawrence Reach: Mógłbym zrobić taki casting na życiowego towarzysza. Mam dość Grindra, znudziło mnie to już dawno. Chcę się ustatkować... Może to dziwnie brzmi, ale tak, w życiu każdego przychodzi czas na podjęcie takiej decyzji. Wracając do tego castingu, to jestem otwarty na propozycje. Nadałoby się to do TV. Reece Gilmore: Yeah, każdy prócz Larsa ma swoje życie prywatne, jak wspominałem. Mam cudowną kobietę, która nas słucha. Całuję się, nie czekaj z obiadem. Reece Gilmore: Tfu, cię, nie się. Reece Gilmore: Oplułem się, Ray? Raymond Seward: Troszeczkę. Lawrence Reach: Hey, też mam swoje życie prywatne. Ostatnio chciałem poderwać takiego twinka, ale okazało się, że jest wyborcą... Nieważne, skończmy już. Wiecie, czyim wyborcą. Serio! Benjamin Duggan: Lars, jest to zdecydowanie kwestia godna przemyślenia - sądzę że nawet mógłby z tego wyjść całkiem ciekawy program, z pewnością pierwszym pytaniem dyskwalifikującym byłoby czy... przyszły wybranek głosował na Republikanów. Jak to wygląda u Ciebie, Ray? Reece Gilmore: Ray lubi pałkę. Raymond Seward: Yeah, dla mnie życie prywatne raczej powinno pozostać prywatne. Nie za bardzo przepadam za chwaleniem się jego szczegółami w social mediach. Ale tak, umawiam się z cudowną kobietą i jest w porzo. Kochamy się. W sensie, chodzi mi o uczucia, a nie seks. Raymond Seward: Znaczy, to nie tak, że brakuje nam seksu. Uprawiamy go. Uh, czekaj. Nie tak. Ee... Raymond Seward: Da się to wyciąć? Reece Gilmore: Ray, uprawiasz seks? Raymond Seward: Następne pytanie. Benjamin Duggan: Lecimy na żywo, Ray. U-h... więc niestety tego nie wytniemy. No dobra, lećmy dalej - pytanie poboczne. Który z Was ma w domu plakat z podobizną Billy'ego Herringtona? Benjamin Duggan: W sumie to nie w domu, co raczej w pokoju. Skoro wiecie, w końcu pomieszkujecie jedno Sloppy Mansion. Prawda? Reece Gilmore: Yeah, ja mam. Billy Herrington to mój ulubiony aktor. Szczególnie lubię jego film "Workout: Muscle Fantasies 3", znacznie lepszy od poprzednich części. Film opowiada o grupie kulturystów, którzy spotykają sie na intensywnym treningu na siłowni ... Reece Gilmore: Początkowo wszystko wygląda klasycznie jak sesja fitness, wiesz o co chodzi. Pot, ciężary, motywacja i rywalizacja. Z czasem jednak napięcie między bohaterami przeradza się w coś bardziej intymnego. Herrington gra jednego z głównych trenerów, który instruuje młodszych sportowców, ale ... Reece Gilmore: Między nim a uczniami zaczyna narastać chemia i napięcie emocjonalne. Dużo ujęć siłowni, kamerowego realizmu i dźwięków pracy mięśni, yeah. Rene Hunt: To co powiedziałeś Rizzy, jest strasznie seksowne? Tak samo seksowny był Billy Herrington, zawsze chciałem mieć taką samą muskulature. Benjamin Duggan: Rizzy, już... starczy - nie spoilerujmy słuchaczom, yeah... uh-m... zdecydowanie, niech sami zapoznają się z tym dziełem kinematografii. Czy jest coś, co chcielibyście przekazać na wizji? Kogoś pozdrowić? Być może przekazać jakieś informacje odnośnie nowości z Waszej strony? Lawrence Reach: Billy Herrington był moim sexual awakening. To tyle. Reece Gilmore: Yeah, wypuściliśmy własnie nowiutki merch. Składajcie zamówienia na sloppy-toppy.com, mamy zajebiste bejsbolówki. Okazjonalna cena 35 dolarów, plus podatek i koszta wysyłki. Sklep nieczynny w środy, sto procent bawełny. Raymond Seward: I wyczekujcie nowości. W sklepie i nie tylko. Dbamy o swoich fanów, rozpieszczamy ich. Niedługo sami się przekonacie. Reece Gilmore: No chyba, że jesteście rasistami, wtedy nas nie słuchajcie. Raymond Seward: Niech słuchają. Lubię pieniądze. Reece Gilmore: Pozdro dla Unsainted Records, słodkiej i bladej Pandory. Dla Eppsa i Mayhema z Libiduo, Maxine Koci i Joe Bidena. R.I.P Chase Love, stay safe, stay Sloppy everybody. Lawrence Reach: Hey, nie wspomniałeś o Kamali. Na pewno było jej przykro, że przegrała. No, i jeszcze raz dzięki, że mogliśmy tu być. Rene Hunt: Pozdrawiam też całe Unsainted a najbardziej moją bestie Pandorke i Reida, oczywiście pozdrawiam też moją kochaną narzeczoną. Raymond Seward: Też pozdrawiam twoją narzeczoną. Rene Hunt: Ty nie masz narzeczonej, kłamiesz. Reece Gilmore: Przecież powiedział, że twoją. Raymond Seward: Powiedziałem twojej. Głuptasie. Lawrence Reach: Pozdrawiam mojego ukochanego DJa Black Scrotuma. Rene Hunt: A no tak, heh... Raymond Seward: Myślałem, że to ja jestem twoim ukochanym DJem? Reece Gilmore: Yeah, Fly High DJ Black Scrotum, gdziekolwiek teraz jesteś. Rene Hunt: Szykuje się jakiś beef, Doktor dupa w moim sercu. Lawrence Reach: Ty to jesteś DJ D... Oj, tego nie powiem na wizji. Reece Gilmore: Ale mi się chce szczać. Benjamin Duggan: Tym miłym akcentem, kończymy nasz wywiad dla What in Music Industry z zespołem Sloppy Toppy, gorące podziękowania dla chłopaków za pojawienie się w naszym studiu - wracaj do zdrowia Eddy; również pozdrawiam Twoją narzeczoną, Rene. Dobrej nocy Los Santos, nadawał dla Was Benjamin Duggan.
-
360. Crystal Waves Charity Event - wydarzenie charytatywne ratujące oceaniczne wody!
Bayer opublikował(a) temat w Daily News
Written by Benjamin Duggan - Daily Globe 31/05/2025 Dnia 23.05.2025 na plaży w Paleto Bay odbył się event charytatywny organizowany przez zespół The Blue Whale. Nie brakowało wolontariuszy, pomocy oraz dobrej atmosfery. Co mogliśmy spotkać na wydarzeniu? Wydarzenie zaczęło się o godzinie 20:30, plaża została na ten moment odgrodzona zaś na samym miejscu czekało nas multum atrakcji. Prócz muzyki ze starszych lat (głównie dobrze znanego nam rocka) mogliśmy obserwować występy kapel takich jak The Blue Whale, Rearview Lovers oraz The Hope’s Path. Oczywiście oprócz samej muzyki nie brakowało także masy atrakcji, na miejscu mogliśmy skorzystać z symulatora lotów wystawionego przez El Sol Airlines wraz z towarzystwem pilotów z pobliskiej bazy Lago Zancudo. Nieopodal znajdowało się stanowisko CLSMC którego personel zajmował się punktem krwiodawstwa oraz Los Santos County Fire Department, które prezentowało swoje pojazdy. Jaki był cel tego wydarzenia? Było to zebranie środków na ratowanie płetwali błękitnych oraz całego oceanicznego ekosystemu, mogliśmy spotkać wolontariuszy którzy ochoczo zbierali środki. Atmosfera samego wydarzenia była bardzo przyjazna, mogliśmy poczuć się bardziej jak na rodzinnym grillu niżeli wydarzeniu charytatywnym - skoro już mówimy o jedzeniu! Na miejscu mogliśmy skorzystać z usług gastronomicznych znanego karczmarza Jankiela z Jewish Tavern, naturalnie znalazło się również coś dla miejskich głodomorów gustujących w fast-food. Najciekawszą z atrakcji wydarzenia były loty widokowe w balonach - jednak owa atrakcja dość szybko została zamknięta. Sama impreza przebiegła w naprawdę rodzinnej oraz otwartej atmosferze, warto wspomnieć że był to pierwszy występ zespołu Nicholasa Harnona, którego zespół na niemal kwartał zapomniał o występach na scenie. Jest to świetna informacja dla fanów zespołu, wyczekujemy dalszych występów! -
359. Memorial Day w stanie San Andreas – hołd, historia i potęga militarna!
Bayer opublikował(a) temat w Daily News
Written by Benjamin Duggan - Daily Globe 28/05/2025 Dnia 25 maja 2025 roku w stanie San Andreas odbyły się uroczyste obchody Memorial Day. Wydarzenie miało miejsce na lotnisku w Sandy Shores, które tego dnia zostało całkowicie wyłączone z użytku cywilnego i przekształcone w przestrzeń patriotycznego hołdu, militarnej potęgi i rodzinnego świętowania. Jak przebiegła ta wyjątkowa uroczystość? Co mogliśmy zobaczyć na miejscu? I czym właściwie jest Memorial Day? Czym jest Memorial Day? Memorial Day to amerykańskie święto narodowe, podczas którego oddajemy hołd żołnierzom poległym w służbie wojskowej – zarówno w czasie wojny, jak i pokoju. Znane wcześniej jako Decoration Day, po raz pierwszy obchodzone było 30 maja 1868 roku na Narodowym Cmentarzu w Arlington, gdzie udekorowano groby poległych żołnierzy kwiatami i flagami. Z czasem dzień ten zyskał dodatkowe znaczenie – jest symbolicznym początkiem sezonu letniego w Stanach Zjednoczonych. Z tej okazji redakcja Daily Globe składa najgłębsze wyrazy uznania wszystkim weteranom, którzy oddali życie w obronie wartości, wolności i bezpieczeństwa swojego kraju. Nasze myśli kierujemy także do rodzin poległych – z szacunkiem i wdzięcznością. Przebieg uroczystości Oficjalne rozpoczęcie wydarzenia miało miejsce o godzinie 20:10. Ceremonię otworzyła seria przemówień władz stanowych, a swoją obecnością zaszczycił zgromadzonych Gubernator stanu San Andreas – Bryan Grant. Jego przemowa, przepełniona dumą i patriotyzmem, spotkała się z entuzjastycznym aplauzem zgromadzonych mieszkańców. Zaraz po części oficjalnej niebo nad Sandy Shores rozświetlił spektakularny pokaz lotniczy. W przestworzach zaprezentowały się m.in. myśliwce wielozadaniowe F-160 Rajiu, potężne transportowce C-130 oraz imponujące pionowzloty (VTOL) należące do US Navy. Ich przeloty – precyzyjne, głośne i widowiskowe – były jednym z najjaśniejszych punktów całego wieczoru. Co można było zobaczyć na miejscu? Na płycie lotniska rozstawiono dziesiątki eksponatów i stanowisk. Obok współczesnych maszyn wojskowych odwiedzający mogli podziwiać również pojazdy historyczne, w tym rzadko spotykane egzemplarze z okresu II wojny światowej. Dla wielu pasjonatów historii wojskowości była to niepowtarzalna okazja, by z bliska zobaczyć legendy pola walki, które zwykle oglądamy jedynie na archiwalnych zdjęciach. Na miejscu obecne były także służby porządkowe i ratunkowe: Los Santos Police Department, Los Santos County Sheriff’s Department oraz Los Santos County Fire Department. Te formacje przygotowały własne ekspozycje – w tym pojazdy opancerzone, wozy saperskie oraz mobilne centra dowodzenia używane przez SEB (Special Enforcement Bureau) oraz SWAT. Szczególnym zainteresowaniem cieszyły się pokazy sprzętu taktycznego i rozmowy z funkcjonariuszami, którzy chętnie dzielili się swoimi doświadczeniami. Atrakcje dla całych rodzin Memorial Day w Sandy Shores nie był jedynie wydarzeniem militarnym – to także dzień integracji i dobrej zabawy. Dla odwiedzających przygotowano szereg atrakcji: stanowiska gastronomiczne serwujące zarówno klasyczne hot-dogi i burgery, jak i lokalne przysmaki, strzelnicę z replikami broni oraz przejażdżki wojskowymi ciężarówkami. Dużym zainteresowaniem cieszyły się również zawody sprawnościowe organizowane przez jednostki SWAT i SEB – nagrodami były pluszowe maskotki, czapki z daszkiem oraz bluzy z emblematami formacji. Na najmłodszych czekał specjalny tor RC, gdzie dzieci (i nie tylko!) mogły sterować zdalnie pojazdami w miniaturowej wersji. Bezpieczeństwo i ochrona Wydarzenie przebiegło bez większych incydentów. Na miejscu zauważyć można było znaczne siły porządkowe oraz przedstawicieli US Army w pełnym oporządzeniu bojowym. Zwiększone środki bezpieczeństwa były efektem obecności gubernatora oraz wysokiej rangi urzędników i oficerów. Tegoroczne obchody Memorial Day w Sandy Shores były wydarzeniem nie tylko patriotycznym, ale również spektakularnym i przemyślanym w każdym szczególe. Udało się połączyć hołd dla poległych z edukacją historyczną oraz integracją społeczności – a wszystko to w atmosferze wzniosłości i wspólnoty. Niech pamięć o tych, którzy oddali życie za wolność, trwa nie tylko w dniu Memorial Day, ale i każdego dnia. -
DAILY TALK SHOW BY BENJAMIN DUGGAN - Lara Kozlova szczerze o facetach, seksualności i pokazywaniu swojego ciała! Transkrypcja z wywiadu przeprowadzonego na wizji dnia 18/05/2025 BD - Benjamin Duggan LK - Lara Kozlova Lara Kozlova - kobieta która posiada tak samo dużo fanów jak i hejterów, niektórzy ją kochają, niektórzy jej nienawidzą. Symbol kobiecości, której mimo wieku (38 lat) wyglądu może pozazdrościć nie jedna dziewczyna po dwudziestce. Jak dotarła do miejsca w którym znajduje się obecnie? Dlaczego nasze społeczeństwo jest zacofane? Czy faceci są jej niezbędni do życia? Na te pytania i więcej, znajdziecie odpowiedzi w wyczerpującym wywiadzie na jej temat. Jeżeli nie załapaliście się na audycje, zapraszam Was do lektury! BD: Hej, hej, hej! Witam wszystkich słuchaczy Daily Globe, mówi dla Was Benjamin Duggan natomiast w swoim studiu mam specjalnego gościa - warto dodać, że dzisiaj będzie o biznesie, relacjach oraz seksie. Dlatego ta audycja zdecydowanie nie jest dla wrażliwych oraz nieletnich, słuchacie na własne ryzyko. Z pewnością większość z Was już ją zna, jednak pozwolę sobie ją przedstawić, CEO spółki Primal oraz dość wyjątkowego miejsca spotkań i relaksu jakim była Luxura Relaxare - urokliwa kobieta budząca wiele emocji, Lara Kozlova. Miło mi Cię gościć w studio Lara, dzięki że wpadłaś. LK: Cześć, hej. Tak to ja, Lara Kozlova. Kobieta budząca wiele emocji, haha. Mam nadzieję, że poruszymy dzisiaj wiele kwestii, które z pewnością wielu z was interesują. BD: Zdecydowanie takie poruszymy, Lara. Obecnie jesteś znana głównie z niebieskiej strony, którą zaczęłaś prowadzić po Twoim powrocie z Rosji. Skąd Twoja decyzja o zrezygnowaniu z prowadzenia Primal Xtreme oraz samej Luxury? Wydaje mi się że oba miejsca cieszyły się całkiem sporym zainteresowaniem. LK: Całość to zdecydowanie był po prostu proces. To nie tak, że z dnia na dzień coś zostawiłam. Moje dziecko w postaci Primal Xtreme niewątpliwie zbierało masę sukcesów, ale przyszedł taki moment, że miałam już dość wiecznego działania na wysokich obrotach, a mimo prób nie mogłam znaleźć nikogo kompetentnego do pomocy. I też uznałam, że zrobiłam już masę roboty. Pokazałam, że da się robić coś innego od tych rzeczy, które obecnie istnieją na lokalnym rynku. Branża sportowo-rozrywkowa ma masę dróg, które można obrać, dlatego jest to tak wdzięczne działanie - no i też bez konkurencji. Spełniłam się w tym, bo to też nie była moja pierwsza marka... i wtedy, w listopadzie stwierdziłam, że czas to zostawić za sobą i skupić się na działaniu w branży wellness dzięki swojej łaźni. Byłam na etapie przekształcania całości w ośrodek wypoczynkowy. I wszystko szło dobrze do czasu, kiedy właśnie nastąpiły problemy rodzinne, o których informowałam. Zmarł mój ojciec. Musiałam wrócić do siebie, do Moskwy. Jako najstarsza z rodzeństwa miałam sporo rzeczy do załatwienia i szczerze myślałam, że już zostawię Los Santos za sobą, dlatego wraz z tym faktem padła decyzja o zamknięciu Luxury. Tak to właśnie wyszło w praktyce, ale tak szczerze - były to naprawde świetne inicjatywy, które każdemu polecam. Sama po takim czasie jestem trochę... smutna? Smutna, bo nikt nie chce, albo nie potrafi wypełnić lukę na rynku po mnie. Nie oszukujmy się, ale poza klubami, barami, czy stripclubami to rozrywka w naszym pięknym mieście leży i woła o pomstę do nieba. A wystarczyłyby tylko chęci, aby zaoferować ludziom coś ciekawszego i zdecydowanie na dłużej - nie na miesiąc. BD: Śmiało można powiedzieć że luka zarówno po Primal które specjalizowało się w przynoszeniu nam wszystkim adrenaliny wciąż nie została wypełniona, podobnie zresztą jak po Luxurze - jest to nisza która... do teraz jest pusta, to zdecydowanie czas na działanie dla aspirujących przedsiębiorców obecnie w mieście jest więcej klubów ze striptizem niż samych striptizerek które mogłyby tam pracować, ot mamy puste lokale z rurą na środku. Twój wyjazd do Rosji nie potrwał wcale tak długo, wróciłaś ale jakby... odmieniona. Wszyscy zauważyli Twoją zmianę image'u, choć zrobiłaś ją dla siebie. Zrzucenie z siebie takiej odpowiedzialności jak spółka i łaźnia, dały Ci nieco do myślenia? Rozumiem że przestałaś robić coś dla innych, natomiast zaczęły stawiać na samą siebie oraz swoje samopoczucie - czy to właśnie dzięki temu... najzwyczajniej, rozpromieniała? Odżyłaś? LK: Czuję do czego to zmierza, ale też właśnie muszę się nieco cofnąć, aby zarysować kontekst sytuacji... prawdą jest, że się zmieniłam, a szczególnie po powrocie. Tylko to zmiana po prostu polegająca na pokazaniu prawdziwej siebie. Miesiąc przed wyjazdem już założyłam niebieską platformę, która szczerze mówiąc była eksperymentem. Byłam ciekawa czy Los Santos naprawdę jest tak zacofane w praktyce, tak jak ja widzę, albo też mówią inni. I nie pomyliłam się. Mimo eksperymentu polegającemu na robienie contentu takiego samego jak na Lifeinvader, to i tak spora część ludzi zaczęła na mnie patrzeć krzywo, a wręcz nawet obrażać - bo niebieska platforma. Także w praktyce okazało się, że nieważne co się robi i w jaki sposób, ale w jakim miejscu. A mając już taki obraz tej sytuacji, to po powrocie było mi łatwiej wrócić do tego, ale po prostu tak jak zawsze chciałam, bez cenzury. Kto mnie poznał, a nawet i śledził, to dobrze wie, że nigdy nie stroniłam od takiej twórczości czy pokazywania siebie, ale po prostu robiłam dobrą minę na rzecz swoich interesów. Dwa lata temu wiedzieli o tym niektórzy, rok temu już większość, bo już wtedy pojawiały się leaki moich intymnych materiałów, które w teorii pokazywałam "zaufanym" osobom. I tak, dobrze to ująłeś. Na emeryturze biznesowej, którą aktualnie mam, postawiłam na siebie, na swoje samopoczucie. Nie muszę już udawać innej niż jestem, więc tak - odżyłam zdecydowanie. BD: Uważasz więc że Los Santos kompletnie nie jest gotowe na Twoją twórczość, mentalność większości jest głęboko w epoce średniowiecza? Już wcześniej robiłaś sobie podobne zdjęcia, jednak nie czerpałaś z tego żadnych materialnych korzyści - wynika to bardziej z chęci pokazania swojego ciała czy samouwielbienia? Jedno natomiast jest pewne, jesteś osobą która nie traktuje norm społecznych jako coś poważnego, nie idziesz za trendami czy opinią innych. Uważasz że jest to klucz do prawdziwej wolności? Kierowanie się po prostu... sobą? LK: Tak uważam. Mentalność często przypomina mi moje strony, a to nawet jeszcze za czasów dresów i blokowisk. Szczególnie widać to u młodych osób, które zdecydowanie chcą się popisywać przed innymi. Mamy tak jakby wschodnią Europę w Los Santos, w USA. No cóż. Chęć pokazania swojego ciała, samouwielbienie... to wszystko w zasadzie się łączy. Jestem z pewnością narcystyczna i przejawiam to też w taki sposób. Normy społeczne nigdy prywatnie mnie nie interesowały. Przestałam wierzyć w idealny porządek społeczny raczej po swoich przeżyciach. No i też nigdy nie musiałam stricte podpasowywać się pod kogoś, bo miałam tę bezpieczeństwo finansowe, które w obecnych czasach jest podstawą. Prawdziwa wolność to zdecydowanie bycie po prostu sobą, a nie udawanie kogoś innego. I docenią to raczej tylko ci, którzy już nie muszą nikomu nic udowadniać tak jak ja. BD: Jednak takie podejście i sposób myślenia, niesie ze sobą też jakieś... jakby to ładnie nazwać, konsekwencje? Wyłamanie się z jakichś standardów, z pewnością musiało się też w pewien sposób na Tobie odbić. Wspominałaś już o tym że spotkałaś się z hejtem, jak sobie z nim radzisz? Spotykasz się z nim głównie w sieci, mediach społecznościowych? Czy czasami takie sytuacje zdarzają Ci się w jakichś miejscach publicznych? Swego czasu, według portali plotkarskich bardzo często widywano Cię w obecności osobistego bodyguarda. LK: Bodyguard to akurat całkowicie inny temat... ale tak, hejt jest i na pewno będzie. Tylko... trzeba się zastanowić chwilę nad tym i tak naprawdę oddzielić hejt od krytyki. Prawda jest taka, że zaraz będzie pół roku i nie dostałam żadnej konstruktywnej krytyki. Żadne media o tym nie pisały, żaden "autorytet". A dlaczego tak jest? Bo w gruncie rzeczy nie robię nikomu krzywdy. Nawet działaniami przed nigdy nie celowałam w nieletnich odbiorców, nigdy nie byłam family friendly. Nikogo nie krzywdzę tym co robię, bo z drugiej strony jak ktoś ma problem, to nie musi śledzić. Tak więc jak sobie z tym radzę? Ignoruję. Blokuje nachalnych dzieciaków. Tak, dzieciaków. Domyślam się, że tak można nazwać autorów takich ruchów, a czemu? Bo na żywo spotykam się tylko z dzieciakami, które ledwo oderwały się od cycka matki i potrafią się chamsko zachowywać. Kto ma tak naprawdę trochę oleju w głowie, to po prostu ignoruje mnie, albo zachowuje się normalnie... no i jak pojawi się jakaś konstruktywna krytyka, to z pewnością się z nią zmierzę. A tak to - obecnie, po tylu miesiącach, brak dla mnie praktycznego odniesienia. BD: Brak konstruktywnej krytyki, będąc szczery sam takowej na Twój temat w sieci nie widziałem - hejt od "młodych gniewnych" jest nieunikniony. Wcześniej raczej nie widzieliśmy Cię w mediach masowych, z czego to wynika? Czy dostawałaś jakieś propozycje wywiadów bądź występów? LK: Szczerze? Nie kryję się ze swoim wysokim mniemaniem o sobie. A to doprowadzało do tego, że liczne propozycje na niby-poważne wywiady po prostu odrzucałam. Zawsze byłam przekonana, że jestem dobrą osobą do dyskusji na wiele tematów, a widząc stan dziennikarski w Los Santos i te wywiady, które były kopiuj-wklej poprzednich, to po prostu stwierdzałam, że szkoda mojego czasu. Nigdy nie kierowałam się tym, aby brać byle co, być byle gdzie i żeby gadali o mnie, bo gadają. Jak już to wolałam się skusić na bardziej przemyślany wywiad, a szczególnie chciałam trafić na odpowiedniego rozmówcę. Ty się takim okazałeś, Benjamin - i tak, głównie dzięki tobie tutaj jestem. BD: Miło mi to słyszeć, dla mnie jest to swego rodzaju zaszczyt przeprowadzić z Tobą rozmowę. Sądzę że przejdziemy do ciekawego konceptu, jednak również będzie to swego rodzaju test - zachęcam wszystkich słuchaczy do przesłania na numer Daily Globe zgłoszenia, z intrygującymi Was pytaniami dla Lary. W międzyczasie kiedy na takowe będziemy oczekiwać, pozwolę sobie przejść do dalszych pytań. Rozszerzyłaś swoją internetową działalność o blog, który jest dość ściśle powiązany z Twoją stroną na Onlyfans. Pisałaś w nim o relacjach, podejściu ludzi oraz mężczyznach - niektórzy Cię kochają, inni wzdychają do Twoich zdjęć, jeszcze inni są czerwoni ze złości jak rozpalony piec gdy zapoznają się z Twoją twórczością. Ostatnio na Lifeinvader zauważyłem kilka wpisów od pewnej użytkowniczki, która jasno pisała że obecnie faceci są albo nachalnymi bucami, albo są całkowicie bierni uważasz że doszło do momentu w którym to... kobiety zaczęły nosić spodnie? Jakie są Twoje odczucia w tej kwestii, czy da się spotkać mężczyznę idealnego? LK: Nie da się spotkać idealnego człowieka, niezależnie czy to kobieta, czy facet. Każdy ma inny gust, inne wymagania, a z drugiej strony ludzie są różni. Mogą być świetni w jednej rzeczy, okropni w drugiej. Sztuka polega na dobrym dopasowaniu się co najwyżej. Ale czy kobiety zaczęły nosić spodnie? Uważam, że nie. Kobiety nie noszą spodni. Sedno w tym całym narzekaniu na facetów opiera się na tym, że faceci po prostu nie radzą sobie z emocjami. Czy to w kwestiach miłości, czy nienawiści. Poznawałam masę facetów, z którymi była możliwość dogadania się. Było pozorne zrozumienie. Ale za słowami nie stoi praktyka. Powiedzą ci jedno, a w praktyce robią co innego. Bywały przypadki, gdzie nawet rozmowa od razu rodziła w głowie takiego faceta całe plany na naszą wspólną przyszłość, a tymczasem sam mówił, że nie szuka relacji. Po prostu ich słowa i zachowania kłócą się ze sobą. Potem mamy wysyp słów, że to miasto lesbijek, albo biernych facetów. Tylko tak szczerze? Jak tu nie skręcić stricte w relacje z kobietami, gdy faceci gubią się na poziomie emocjonalnym? Albo jak facet ma nie być bierny, gdy ta "uszkodzona" część psuje im opinie? Wszystko ma jakiś związek ze sobą.A tak prywatnie... przestałam się łudzić już lata temu, że znajdę partnera. I to nawet długo przed moimi "zmianami". Żyję wolna, sama dla siebie i nie potrzebuje oparcia w drugiej osobie, która zaraz coś odwali, albo okaże się fałszywa. Szkoda energii i czasu na pseudo-relacje. BD: Życie to jedno wielkie doświadczenie, natomiast czy takowe miałaś jeśli chodzi o relacje? Związki? Masz racje, nie ma idealnego obrazu - każdy ma jakiś ideał, opierając to na swoich preferencjach oraz dopasowaniu do swojej osoby. W swoim ostatnim Q&A na Onlyfans, otwarcie mówiłaś o seksie przy tym podejściu jasno natomiast możemy stwierdzić, że w tym aspekcie stawiasz raczej na przelotne relacje, albo i stałych kochanków? Lara, śmiało możemy powiedzieć że na przestrzeni czasu oraz Twojej twórczości stałaś się symbolem kobiecej seksualności. Seks zdecydowanie nie jest dla Ciebie czymś obcym. Jest to... istotny element Twojego życia? LK: Doświadczenie w relacji jak najbardziej mam, ale oczywiście nie przytoczę tu świeżych spraw... bo po prostu od długiego czasu nie angażuje się nawet w relacje czysto przyjacielskie. Ale miałam jedną, prawdziwą relacje w swoim życiu i uważam, że było tam prawdziwe uczucie. Tylko to też nie było w stu procentach idealne. Wyszłam z tego ze sporą dozą problemów, a niektóre ciągną się ze mną po dziś dzień... tak jakby w kwestii uzależnień. I tak, dobrze mówisz - mój styl życia stawia głównie na przelotne relacje, bo po prostu tak jest wygodniej. Nie muszę niczym się przejmować na dłuższą metę. Mam tak naprawdę święty spokój i chwytam te relacje, kiedy po prostu mam potrzebę, a nie kiedy muszę. Ale czy ogólnie seks to istotny element mojego życia? I tak, i nie. Miewam swoje wahania nastroju, które często prowadzą do zamknięcia się na ludzi na tydzień, dwa, miesiąc, a bywają też okresy, gdzie potrzebuje tych relacji z ludźmi częściej. Nic w takich sprawach nie jest u mnie na stałe, bywa różnie. I w zasadzie dobrze mi z tym, bo tak naprawdę nic nie muszę. Kiedy mam dosyć ludzi, to mam dosyć i mnie nie ma. A kiedy jest na odwrót, to się otwieram. BD: Nie masz partnera i jak już powiedziałaś - nie masz zamiaru mieć. Masz natomiast jakichś przyjaciół? Kogoś do kogo zawsze możesz się odezwać - jeśli tak to sądzę że warto ich pozdrowić. Mimo Twojego odejścia od Primal, wciąż Twoje żyły domagają się adrenaliny. Go Outside, grupka na Lifeinvader zebrała dość sporą ilość członków, wspólne wypady, crossy, quady. Czy to również jest Twój sposób, na złapanie znajomości? Zapewnienie tej potrzeby socjalizacji przy fajniejszych aktywnościach? LK: Przyjaciele raczej nie istnieją w moim słowniku. Nie spotkałam osoby, której mogłabym stuprocentowo zaufać. Ale jedynie mogę w tej kwestii wspomnieć o Nathalie Larson, której zostawiłam ligę darta pod opiekę. Mimo że nie nazywam tego przyjaźnią, to jednak jest osobą, która nie idzie za tłumem, ma swoje zdanie i zbieżne poglądy ze mną. Utrzymujemy jako-tako naszą relację, naszą znajomość. W razie czego ona może na mnie liczyć, czy ja na nią. Ale poza nią samą, to raczej nikt. Nie ma co ukrywać, że ludzie szczególnie tutaj są jak owce. Pójdą do tego stada, u którego dostaną poklask i łatwą akceptacje, a przy najbliższej okazji wypną się na mnie dupą. Tak, jak to ładnie ująłeś - moje żyły domagają się adrenaliny. Moje aktywne życie raczej nigdy się nie skończy, dopóki będę mogła chodzić. To rzecz, która działa na mnie pozytywnie. Zawsze lepiej jest ruszyć się sprzed TV i coś porobić, niż wiecznie leniuchować. A że przy obecnej sytuacji mam mnóstwo wolnego czasu, to wykorzystuje to. Często więcej mnie nie ma w domu, niż jestem. Wyjeżdżam, korzystam, bawię się. Mam możliwości, więc... czemu nie? A grupka? To świetna alternatywa do klubów w tym mieście. Jakby nie patrzeć - o inne rozrywki ciężko, więc po prostu sami sobie je załatwiamy. Mam spore zaplecze sprzętu, bo też jestem pasjonatką różnych maszyn, więc zawsze jest okazja na pobieganie w grupie, rower, pobawienie się w offroadzie... i masa innych rzeczy. I też - jak dobrze zauważyłeś - to taki mój sposób na zaspokajanie swoich potrzeb, które bądź co bądź kwitną przez samotność. Nie oszukujmy się, ale większość moich obserwatorów jak już chce złapać ze mną kontakt, to głównie by pomacać moje cycki... a w takiej inicjatywie grupy przynajmniej można spędzić czas w aktywny sposób i w normalnej, koleżeńskiej atmosferze. BD: Zdecydowanie jest to fajny sposób na spędzenie czasu na świeżym powietrzu, ot paczka nieznajomych która szuka wspólnego zajęcia w niszy która wciąż nie jest wypełniona. Ale o tym chętnie wspomnę w zbliżającym się artykule, także wyczekujcie! Wspominałaś już o wiadomościach od Twoich obserwatorów, pewnym jest że nie jeden z Twoich subskrybentów z pewnością nie raz myślał czy fantazjował o jakiejś interakcji seksualnej z Twoją osobą. Często otrzymujesz takie propozycje? W swoim Q&A wspominałaś również o swoim bodycount, ujmując to w słowach "musiałabym prowadzić dzienniczek". Jednak jakbyś miała rzucić jakąś liczbą, która z pewnością nie jest jednoliczbowa - ile mniej więcej by to było? Czy nie uważasz czasami, że faceci w pewnym sensie stali się dla Ciebie żywym inwentarzem do zadowalania Twoich zachcianek? LK: Propozycje tego typu zdarzają się często, ale jakby nie patrzeć to tego po prostu się nie uniknie. I mam do tego nijakie nastawienie, bo tak naprawdę ktoś może sobie pytać, ale czy mi to szkodzi, przeszkadza? No nie, mogę ignorować, albo wejść w jakąś rozmowę i sprawdzić czy za głupkowatym pytaniem stoi człowiek, z którym można podjąć jakąś rozmowę, czy po prostu trollujący dzieciak. Więc z tym to bywa różnie. Pytasz mnie o liczbę, ale szczerze mówiąc nawet nie chciałabym strzelać. Mam prawie czterdzieści lat, większość mojego życia to wolne życie, ale też wiele imprez… których nawet zdarzało się nie pamiętać. Ale raczej dałam w swoim Q&A pogląd na to jak to wygląda. Może część osób zdziwiłam, albo nawet mi nie uwierzyli, że to są liczby na palcach jednej dłoni w ciągu prawie pół roku, a nie setki. No jak widać, wasz obraz onlyfansiary nie trafia w realia. Masz trochę racji z moim podejściem do facetów. Jakby nie patrzeć to od praktycznej strony stali się dla mnie zabawką erotyczną do zaspokajania potrzeb... ale nie uważam, że to jest skandaliczna rzecz, skoro sami się na to piszą. A nawet tego chcą, bo często jak już wspominaliśmy - emocjonalnie leżą i zazwyczaj sami innych celów nie mają w życiu oprócz seksu. Także jak tu traktować ich inaczej? Nawet jakbym chciała, to by było ciężko. BD: Na początku Twój onlyfans był testem - prowokacyjnym testem, który potwierdził Twoje przekonanie co do podejścia społeczeństwa do takich spraw. Prowokacja jest jednym z Twoich imion, od pewnego czasu często widzimy zdjęcia na których nie występujesz już sama, ale w towarzystwie innych czego więc możemy spodziewać się od Ciebie w przyszłości? Posiadasz jakieś granice, czy ciągle jeszcze je sprawdzasz? LK: O granicach mogłabym rozmawiać w kwestiach krzywdzenia drugiego człowieka, to tak - tam są granice. Ale w tym temacie? Raczej nie ma, bo jeśli coś nie krzywdzi drugiego człowieka, to czemu miałoby być złe? Tylko kwestia tego, że nie wszystko jest dla wszystkich. Czego można spodziewać się w przyszłości? Szczerze mówiąc - to sama nie wiem. Na pewno podobają mi się formaty, które od czasu do czasu dostarczam swoim odbiorcom i ich nie zostawię, ale nowości... to jeszcze czas pokaże. Obecnie uważam, że jestem na etapie przełamywania stereotypów, ale też nie oszukuje samej siebie i po prostu w Los Santos to praktycznie niemożliwe. Zaściankowe społeczeństwo jest jak gruby mur... więc tylko czas pokaże czy rynek w końcu nadgoni światowe trendy i przestanie traktować odważne kobiety jak margines, bo większość przeciwników chyba nawet nie wie co się dzieje na świecie i jak takie osoby nawet dużo bardziej "kontrowersyjne" napędzają sprzedaż niejednych, wielkich marek. BD: Czy jest to swego rodzaju sugestia do przedsiębiorstw, że jesteś jak najbardziej skłonna rozważenia ewentualnych współprac? LK: Nigdy nie zamykałam się na współpracę, ale też podchodzę do tego z dystansem. Już mam na koncie rozczarowania, umowy, podpisy, które mimo rozmów i zapewnień były łamane na ostatnią chwilę. Także... na backstage wszystko nie wygląda tak kolorowo, a większość osób, czy marek zachowuje się tak jak im wiatr zawieje. O wiarygodności i autentyczności nie mówiłabym nigdy w kierunku większości nazwisk, firm... w tej kwestii to jedynie należy się ukłon do Fehu i jej wytwórni, bo przynajmniej jak kogoś jebią, to do końca - a nie zmieniają zdanie, bo nie wypada, czy coś. BD: Jak więc widać, współpracę czy sponsoring od zewnętrznych podmiotów nie wygląda wcale tak kolorowo jak wielku z nas by myślało. Sądzę że Twoja osoba mogła rozpocząć pewien trend, jeśli chodzi o Onlyfans oraz jego popularność wśród kobiet które nie boją się pokazywać siebie. Czy to opłacalny biznes? LK: Naturalnie opłacalny, ale z jednym wyjątkiem. Opłacalny dla najpopularniejszych osób z tej platformy, a tak to... wiele osób może się odbić, bo początki nie są takie kolorowe. Ja tam weszłam z przewagą, z nazwiskiem. Od początku kręcę porządne zainteresowanie i to po prostu się opłaca. Trzeba mieć nazwisko, albo pomysł na siebie. A najlepiej jedno i drugie. Dostawałam już masę pytań od kobiet na ten temat i zawsze mówiłam to samo - zastanów się. Większość nie miała tego "nazwiska", więc doradzałam chociaż z pomysłami. Ale to też nie jest gwarant, że zawsze się uda. Szczęście też jest potrzebne w tym wszystkim. I jak wspomniałeś, nawet byłabym zadowolona, że taki trend w Los Santos powstanie, szczególnie u osób, które mają swój fanbase i coś do zaoferowania. W moim przypadku ten mały sukces też przejawia się tym, że ja nie mam oczekiwań względem tego, nie robię tego dla pieniędzy, nie robię tego aby mieć za co przeżyć. Robię to, bo zawsze lubiłam kobiecość, pokazywanie siebie... a też to świetna baza do tworzenia i otwierania się w postaci takich blogów dla ludzi. A tak w gruncie rzeczy jak osoba nowa wejdzie w to tylko ze względu na pieniądze to w większości przypadków bardzo szybko odbije się i zniechęci. BD: Niestety nie otrzymaliśmy żadnych pytań od naszych słuchaczy w naszym małym teście, a szkoda! Nasz wywiad natomiast powoli będzie dobiegał końca - czy chciałabyś na sam koniec kogoś pozdrowić, lub przekazać kilka słów do naszych odbiorców? LK: Skoro zbliżamy się do końca, to dziś parę słów dla odbiorców, a może i mały przekaz? Opowiadałam już u siebie o zaprzestaniu wiary w idealne, naturalne ciała, to teraz polecam każdej osobie, która bierze przykład z popularnych osób o zastanowienie się czy tak naprawdę są sobą, czy może tylko wytworem marketingowym. Wszystko co widzicie często mija się z prawdą i artyści nie robią tego co naprawdę czują, a robią co wypada, co się sprzeda, albo co im każą umowy. Także... polecam zawsze spoglądać na kogoś ruchy z przymrużeniem oka. Ah, no i w ramach małej reklamy… polecam dzisiejszą sesję zdjęciową Still Here, znajdziecie linki na moich mediach społecznościowych. Na pewno warto sprawdzić, a szczególnie zapoznać się z treścią jako małe odniesienie do moich poprzednich słów. BD: Zdecydowanie sam będę musiał się z nią zapoznać, przekaz natomiast jest dość słuszny - bądźcie sobą i respektujcie swoje ciała. Każdy z nas jest unikalny, nie starajcie się być kimś, kim nie jesteście. Tym słusznym morałem będziemy się z Wami żegnać, na pewno nie jest to ostatni raz kiedy Lara zagościła na Waszych odbiornikach. Mówili dla Was prosto ze studia, Benjamin Duggan oraz Lara Kozlova - dobranoc, Los Santos!
-
DAILY TALK SHOW BY BENJAMIN DUGGAN - Nathalie Larson, czyli ADM i rzutki na sportowym poziomie! Transkrypcja z wywiadu przeprowadzonego na wizji dnia 11/05/2025 BD - Benjamin Duggan NL - Nathalie Larson BD: Dobry wieczór wszystkim słuchaczom Daily Globe, nazywam się Benjamin Duggan i będę miał okazję przeprowadzić wywiad z twarzą sceny dartowej całego stanu San Andreas. W studiu zagościła u nas Nathalie Larson, CEO oraz główna sędzia ligi dartowej American Dart Masters która całkiem niedawno, zakończyła swój czwarty sezon. Śmiało można powiedzieć że każdy z sezonów przyniósł nam dość sporo emocji oraz przeróżnych sytuacji. Rzutki cieszą się w naszym stanie coraz to większym zainteresowaniem. Cześć, Nathalie - miło mi Cię gościć w naszym studio. NL: Dobry wieczór Los Santos, dobry wieczór słuchacze, cześć Benjamin. Bardzo miło mi zagościć w studio, szczególnie tutaj na antenie. To niezmierny zaszczyt zasiąść tutaj przy mikrofonie i podzielić się przeżyciami i doświadczeniami ostatniego sezonu American Dart Masters jak i samego sportu... darta. BD: Ostatni sezon całkiem niedawno się zakończył, natomiast na podium stanęła Amanda Oxenberg - debiutantka, nie spotkaliśmy się z nią w poprzednich sezonach. Skąd nastąpiła taka rotacja? W poprzednich edycjach, często widywaliśmy znane nam już twarze. Stawiacie na nowe osoby? Gdzie starzy wyjadacze? NL: Debiutanci często okazują się czarnymi końmi, tak było w tym przypadku. Amanda zapracowała swoją ambicją, determinacją.. wspięła się na najwyższy poziom formy i zdobyła mistrzostwo chyba w najbardziej widowiskowych okolicznościach dla ligi i dla siebie. Starzy wyjadacze niestety potrzebowali odpoczynku, zregenerowania umysłu, sił. Myślę, że fakt tego, że nie udało się zdobyć mistrzostwa również przeważył o tej decyzji. Jeśli starasz się o cel, kilka razy pod rząd ucieka Ci sprzed nosa, to w końcu dochodzimy do wniosku, że pora na małą przerwę i tak było w tym przypadku. BD: Przez całą historię ADM, jeszcze przed zmianą jej nazwy - kiedy była odłamem spółki Primal, proszę popraw mnie jeśli się mylę w tej kwestii. Przewinęło się ogrom zawodników, masz albo miałaś jakichś swoich osobistych faworytów? Ulubieńców którzy walczyli, albo i nadal walczą na scenie ligi? NL: Nie mylisz się w tej kwestii. To prawda za nami cała masa zawodników w przebiegu czterech sezonów. Najdłużej grającymi w lidze zawodników było kilka. Najdłużej z nami była Svetlana Pokrovskaya, która zaczęła jeszcze od Primal Dart League, przebyła z nami trzy sezony pod rząd. Następni w hierarchii są na pewno Murray Elsinore oraz June Fees. Cała ta trójka z ligą związana była najdłużej, dodatkowo cała wymieniona trójka była w fazie play-off, czyli dotarli do wielkich finałów. Każda z tych osób otarła się o mistrzostwo, jednak wymyka się ono im w ostatniej chwili i cel ucieka. Ktoś mi zarzuci po audycji, że nie wymieniłam żadnego mistrza sezonu. Jednak pytanie zrozumiałam dobrze, miałam wymienić osobistych faworytów i ich wymieniłam, ze względu na to, że współtworzyli tę ligę swoją grą o wysokie cele przez kilka sezonów pod rząd, dlatego zasłużyli na wyróżnienie. BD: Wracasz więc myślami do starych czasów, szczególnie początków ligi oraz dawnych zawodników. Nathalie, widzieliśmy Cię jako prowadzącą wiele z sezonów jako główny sędzia, natomiast nie widzieliśmy Cię przy tarczy, poza... tym bonusowym pojedynkiem, z Larą Kozlovą. Skąd u Ciebie ten zapał do darta? NL: Zapał do darta wziął się z losowego potknięcia na zmagania w europejskiej lidze Premier League, obejrzałam jeden pojedynek, drugi, trzeci, czwarty, bezzwłocznie zamówiłam tarczę i zaczęłam naukę, najpierw zasady, później trenowałam moje umiejętności przy tarczy, celność, wysokie checkouty, rzuty za sto osiemdziesiąt, z mistrzynią sezonu pierwszego Diana Daivari, jeszcze przed powstaniem ligi grałyśmy praktycznie codziennie w Moka Cafe, zorganizowałyśmy mały turniej, w którym też sama wystartowałam. Był to chyba dobry początek popularyzacji darta w stanie, prosty początek zaowocował w coś wielkiego, z czym mamy do czynienia dziś, początkowo Primal Dart League, teraz pod nazwą American Dart Masters. Klimat darta to magia, ludzie przebrani za postacie z bajek, przyśpiewki, gwar, masa krzyków, przekąski, a reszta magii dzieje się przy tarczy, gdy zawodnicy idą na wymianę ciosów. BD: No dobra, Dart to z pewnością pozytywne doświadczenia, ale zdarzają się też zgrzyty - protesty zawodników, dyskwalifikacje. Pamiętasz jakieś większe zdarzenia w tym zakresie? Przy okazji, z sezonu czwartego wykluczony został Luca Rogers. Czym dokładnie było to "niesportowe zachowanie wobec rywali"? NL: Rzeczywiście dart to nie tylko piękne wspomnienia i sprawiedliwość, jednak zgrzyty, dyskwalifikacje są w każdym sporcie. Przez całą historię ligi odnotowaliśmy dwie dyskwalifikacji. Najpierw to wspomniana Svetlana w sezonie trzecim poirytowała się, głowa się zagotowała i postanowiła notorycznie rzucać w sektor singlowej jedynki. Odebrałam to jako brak szacunku do rywalki i ligi, dlatego po kilkunastu rzutach podjęłam decyzję o dyskwalifikacji, jesteśmy profesjonalną ligą, która nie pozwala sobie na takie dziecinne zachowanie. Luca został zdyskwalifikowany również za gorącą głowę po jednym z pojedynków, przegranym, miał jeszcze jeden do rozegrania, postanowił jednak opuścić naszą salę bez żadnej wiadomości, opuszczając salę z hukiem. Był to też wyraz braku szacunku, więc nie mogłam postąpić inaczej, niż zdyskwalifikować go z dalszych zmagań. BD: Z pewnością takowe sytuacje mogą zdarzyć się również w przyszłości, miejmy nadzieję jednak że zobaczymy sportową rywalizację. Nathalie, na zakończenie naszego wywiadu - chciałbym zapytać, czy mogłabyś nam zdradzić kiedy możemy spodziewać się kolejnego sezonu, jakie są dalsze plany na rozwój ADM? NL: Kiedy będzie kolejny sezon zdradzić nie mogę, póki co to tajemnica zarządu, jednak już niedługo mamy w planach mniejsze rzeczy, mniejsze wydarzenia, o których dowiecie się już niedługo, szczególnie na social mediach, bo tam działamy bardzo prężnie. Dalsze plany na rozwój samej ligi, w ostatnim sezonie wprowadziliśmy dostęp PPV do naszych rozgrywek, więc jest to spory rozwój, sala jest wypełniona kamerami, oglądać można po przez właśnie streaming PPV. Na pewno przed nami jest magiczny sezon, który będzie różnił się od wszystkich dotyczasowych, ale na to przyjdzie czas. W ostatnim czasie uruchomiliśmy też nasz oficjalny sklep online, póki co w ofercie jest album, fotorelacja sezonu czwartego. Mamy w planach poszerzyć gamę produktów o koszulki, akcesoria darterskie, ale na to przyjdzie jeszcze czas. Liga z każdym sezonem rozwija się, przyciąga większe zainteresowanie więcej fanów i to jest dla nas najważniejsze, zbudować wielką społeczność, która będzie z nami zawsze, będzie cieszyła się z bycia częścią tej społeczności, cieszyła z rozgrywek, cieszyła z klimatu panującego na sali, dlatego śmiało mogę powiedzieć, że jestem bardzo zadowolona z całości. BD: Zatem będziemy oczekiwać więcej z Waszej strony, sam chętnie rzuciłbym rzutkami jednak boje się dodatkowych dziur w ścianie! Tym pozytywnym akcentem, będziemy się z Wami żegnać - pamiętajcie, sport to nie tylko koszykówka i futbol. Ze studia żegna się z Wami Benjamin i Nathalie Larson, dobranoc!
-
Written by Benjamin Duggan - Daily Globe 12/05/2025 Dnia 5 maja doszło do zapadnięcia wyroku w sprawie sądowej wytoczonej przez zastępcę burmistrza Los Santos, Rosario Duarte-Rubio przeciwko Richardowi Sutliffowi. O co chodziło, oraz jaki był tego finał? Pozew został złożony 7 lutego, można śmiało powiedzieć że rozprawa była bardzo obszerna. Sprawa dotyczyła zarzutów zniesławienia (Civ. Code §45) oraz oszczerstwa wobec osoby publicznej (Civ. Code §46.3), jakie Duarte-Rubio wniosła przeciwko Sutliffowi w związku z jego aktywnością w mediach społecznościowych. W pozwie zarzucono mu, że celowo i ze złej woli rozpowszechniał fałszywe i obraźliwe informacje na temat zastępczyni burmistrza, oskarżając ją m.in. o manipulowanie opinią publiczną, rasistowską retorykę oraz brak zdolności do pełnienia funkcji publicznych. Duarte-Rubio twierdziła, że działania te nie były jedynie wyrażeniem opinii, lecz przemyślaną kampanią dezinformacyjną wymierzoną w nią jako reprezentantkę władz miejskich, mającą na celu zniszczenie jej reputacji. Źródło: Lifeinvader, Rosario Duarte-Rubio Kluczowym elementem sporu były wpisy Sutliffa, które – zdaniem powódki – celowo wypaczały jej wypowiedzi i intencje, w szczególności dotyczące jej komentarzy na temat dziennikarki A. Marchesi i jej relacji z S. DePalmą. Duarte-Rubio argumentowała, że w ten sposób pozwany nie tylko naruszył jej dobra osobiste, ale także zaszkodził wizerunkowi całego urzędu. W swoim żądaniu powódka domagała się sądowego nakazu usunięcia zniesławiających treści, opublikowania oficjalnego sprostowania oraz wypłaty zadośćuczynienia finansowego, które miało zostać przekazane na organizację wspierającą kobiety doświadczające przemocy. Czy do tego doszło? Absolutnie NIE, natomiast sam finał rozprawy oraz niestawienie się zastępcy burmistrza na rozprawie zdecydowanie gorzej wpłynęło na jej reputację niż same wpisy byłego dziennikarza Daily Globe. Sprawa była dość długa, do sprawy została wezwana ława przysięgła składająca się z 12 ławników (nie zdarza się to zbyt często w przypadku spraw cywilnych), zostali również powołani świadkowie - jednak nie wszyscy stawili się na rozprawie, czy ich wezwanie było konieczne? Zapytaliśmy o to samego Richarda Sutliffa. “Oczywiście, że nie. Burmistrz Rubio starała się zamącić w głowie ławie przysięgłych wyciąganiem spraw, które nie miały absolutnie żadnego związku z meritum, czyli zniesławieniem, którego oczywiście nie było. Gdy to się nie udało i nawet agent FBI, jej świadek, przestał przychodzić do sądu... Burmistrz Rubio zrobiła to samo. Przez moment zastanawiałem się nad wytoczeniem jej procesu, aczkolwiek myślę, że poniosła wystarczającą karę - jest na zawsze skreślona w oczach wyborców, zdecydowanie.” ~ Richard Sutliff Wypowiedź samego Richarda Sutliffa również zgadza się z faktami, Deputy Mayor nie stawiła się na rozprawie sądowej, nie była również obecna podczas wydania wyroku - jak najbardziej przychylnego dla byłego dziennikarza. Duarte-Rubio obciążona została kosztami $75.000 w ramach kwoty za ochronę prawniczą oraz $45.000 kosztów sądowych - w tym $20.000 za zwołanie ławy przysięgłych, która finalnie mimo wniosku burmistrz nie była potrzebna.
-
Schlott Construction nabyło pojazd Benefactor Imperial, wykorzystywany do podjętych zleceń oraz prac - doposażając się również w niezbędne narzędzia, korzystając z usług znanego sklepu uTool. Podjęto się zlecenia od najemcy mieszkania Kenzo Shinden, w postaci wymiany spróchniałej deski w poręczy przy mieszkaniu, znajdującym się w kanionie Banham Wykonano zlecenie prywatne od Simon Thadeer, oficera GED - Police Department, dotyczyło ono naprawienia instalacji elektrycznej w garażu należącym do budynku, podwieszenia lampy i wstawienia nowych nawiasów do drzwi. Wykonano zlecenie współpracy z STD Contractors, dotyczyła ona usunięcia aktu wandalizmu w postaci usunięcia graffiti organizacji przestępczej z prywatnego budynku. Było to studio fotograficzne Arabic Photography, należące do Sireen Bazzi. Proces usuwania graffiti wzbudził spore zainteresowanie wśród członków klubu motocyklowego, na miejscu zjawiła się grupa wściekłych przez usunięcie graffiti opryszków - skończyło się to interwencją Guardian, oraz Los Santos Police Department. SCREENY:
-
**Isabel obejrzała sobie teledysk, przesłuchała kawałek w akademiku do smażenia pancakes. Winszuje zespół za ich pracę.**
-
Schlott Construction - niewielka firma specjalizująca się w usługach okołobudowlanych, skoncentrowana przede wszystkim na wykończeniach wnętrz oraz realizacji mniejszych zleceń obejmujących naprawy i konserwacje w zakresie instalacji elektrycznych i hydraulicznych. W ofercie firmy znajduje się również montaż urządzeń oraz systemów powiązanych z tymi dziedzinami. Marka została założona przez Christophera Schlotta w Port St. Lucie na Florydzie i od lat cieszy się uznaniem tamtejszych mieszkańców dzięki rzetelnemu podejściu do pracy oraz wysokiej jakości świadczonych usług - które wynikają z mniejszej ilości zleceń, oraz indywidualnemu podejścia do klienta. Obecnie działalnością Schlott Construction na terenie hrabstw Los Santos i Blaine County w stanie San Andreas zarządza Kenzo Shinden, biologiczny syn założyciela marki. Firma funkcjonuje jako niewielkie, rodzinne przedsiębiorstwo, co wpływa na jej kameralny charakter i ograniczony zasięg. Ze względu na wielkość działalności oraz jej stosunkowo krótką obecność na rynku w rejonie San Andreas, Schlott Construction jest jeszcze mało rozpoznawalna wśród potencjalnych klientów. Warto podkreślić, że firma oferuje elastyczne podejście do klienta i dbałość o szczegóły przy realizacji każdego projektu. Usługi są dostosowane zarówno do potrzeb osób prywatnych, jak i mniejszych przedsiębiorstw, obejmując między innymi: kompleksowe wykończenia wnętrz, drobne prace remontowe, serwis i konserwację instalacji elektrycznych oraz hydraulicznych, montaż urządzeń i systemów z zakresu elektryki oraz hydrauliki, naprawy bieżące oraz doraźne usługi techniczne. Ze względu na charakter działalności firma nie posiada stałej siedziby, co pozwala jej na mobilność i dostosowanie się do wymagań klientów w wybranym obszarze działania. Schlott Construction stawia na uczciwość, terminowość i indywidualne podejście, starając się budować swoją markę poprzez satysfakcję zleceniodawców - stawiając przy tym również głównie na poszerzanie bazy swoich klientów, poprzez marketing szeptany. OOC:
-
11/11/2024 - 20:00 11/11/2024 - 21:00 11/11/2024 - 19:00 11/11/2024 - 18:30 Odpowiadają mi również inne dni, obecnie posiadam sporo czasu - także jestem w stanie dostosować się do pasującej Wam godziny.
-
- Nick Discord: bayerfull - Strefy/Frakcje/Sektory, w których grałeś w ciągu ostatnich 6 miesięcy: ULSA, Los Santos County Public Defenders Office - Imie, nazwisko, wiek i background postaci: Svetlana Pokrovskaya, 27 lat. Postać kreowana była na imigrantkę z Ukrainy, która przybyła do kraju w wieku 15 lat. Przeszła proces naturalizacji oraz większą część systemu edukacji w stanie San Andreas. Rozgrywałem postacią epizod edukacji podczas swojej rozgrywki na ULSA, odbywając na niej jednocześnie staż w projekcie kancelarii adwokackiej COUSTEAU Law Firm. wraz z rozpadem projektu ULSA zdecydowałem się ruszyć postacią dalej, odgrywając zaliczenie studiów oraz egzaminu adwokackiego awansując w strukturach firmy w której moja postać odbywała staż. Po sprzeczkach IC z postacią zarządzającą kancelarią, zacząłem grać dalej dla projektu Horizon Solutions - zajmując się obsługą prawną spółki. Miałem przerwę od rozgrywki na tej postaci, wracając natomiast ze względu na moją nieaktywność pożegnałem się z posadą w Horizon, oraz zacząłem grę na pełen gwizdek jako obrońca publiczny dla hrabstwa, dodatkowo łapiąc się pomniejszych zleceń od klientów z polecenia. - Dlaczego powinniśmy wybrać akurat ciebie do LSDA? Ponieważ posiadam spore doświadczenie w rozgrywce RolePlay, gram na serwerach pisanych od 2014 roku począwszy od serwerów takich jak .devGaming, LS-RP, LSS czy inne pomniejsze projekty których nazw już niestety nie pamiętam. Podczas swojej rozgrywki wcielałem się głównie w postacie z frakcji MED, LEA oraz grałem również w sektorze cywilnym, branży rozrywkowej oraz ZGP. Na samym Vibe natomiast miałem okazje grać w polityce, SD/PD, Daily Globe oraz kilku mniejszych spółkach. Tworzyłem również swoje własne projekty takie jak magazyn modowy Vaillan, czy poradnia psychologiczna TruZen.
-
AKTUALIZACJA #2 Wydanie drugiego numeru magazynu VAILLAN, Spotkanie z Jocelyn Gugliemetti w celu jej angażu na okładce magazynu, Spotkanie z Madison Evans w celu jej angażu do tematu w magazynie, Spotkanie z Kayaneh Artashessian w celu nawiązania współpracy z COVGARI, Nawiązanie współpracy z AR Logistics w celu lepszej logistyki oraz dostarczenia magazynu do szerszej grupy odbiorców, Spotkanie z przedstawicielami technicznymi SecuroSense, zabezpieczenie budynku redakcji przed ewentualnym włamaniem bądź pożarem, Wywiad z Jocelyn Gugliemetti, Posty na Lifeinvader promujące premierę magazynu, WYDATKI: Produkcja magazynu - $60,000 Współpraca z Jocelyn Gugliemetti - $100,000 Współpraca z Madison Evans - $75,000 Fotografie wykonane przez Toshie Makino - $2,000 Zabezpieczenie budynku redakcji VAILLAN - $100,000 Współpraca z AR Logistics, w celu dostarczenia magazynu do większej ilości punktów sprzedaży - $30,000 Bilbord reklamujący drugie wydanie magazynu, na okres 5 dni - $50,000 ROZGRYWKA IC:
-
**Dnia 5 listopada w godzinach porannych, na półki sklepów sprzedających prasę na terenie całego stanu - trafiło nowe wydanie magazynu VAILLAN. Twarzą okładki okazała się być znana dziennikarka Jocelyn Gugglemetti. Magazyn stał się bogatszy w treści, tym samym zrezygnował on prawdopodobnie z większej ilości reklam znajdujących się w środku. Jednym ze sponsorów magazynu stało się Primal, magazyn przedstawia trzy główne tematy, ponadto w magazynie wystąpiła Madison Evans.** ((Klikając w zdjęcie przeniesiesz się do treści magazynu!)) PROMOCJA: WYDATKI: SSY Z GRY: DANE DO WYCENY:
-
Written by Allyriane Vaillancour - DAILY GLOBE 23/08/2023 - MATERIAŁ SPONSOROWANY Nowe ruchy spółki na rynku, czym jest Fuzzy Tea? Przereklamowana nowość, czy faktycznie coś dobrego? [MATERIAŁ SPONSOROWANY] Spółka Fuzzy działa na rynku od dwóch lat, od pewnego czasu w social mediach oraz na mieście można zauważyć sporo informacji o ich nowości - Fuzzy Tea. Jest to zdecydowanie ważny dla spółki produkt, zważywszy na fakt obszernego marketingu przed jego debiutem na rynku. Sam produkt ujrzymy na sklepowych półkach w dwóch wariantach, cytrusowym oraz brzoskwiniowym, są to napoje herbaciane z dużą zawartością soków owocowych - butelki są sygnowane znanymi nazwiskami zaś na ich etykietach można zauważyć Memphisa Tavaresa oraz Aishe Huxley. Sama marketingowa promocja produktu wskazuje na wyraźną rywalizację między smakami, dzieląc celebrytów na dwie drużyny - osobiście raczej przepadam za cytrusami, ale z pewnością któryś z dwóch smaków przypadnie Wam do gustu. Produkt możecie już otrzymać w większości marketów, stacji benzynowych oraz w niektórych lokalach - znajdziecie go również w stacjonarnych punktach Fuzzy. Śmiało można powiedzieć że wprowadzenie tego nowego smaku zamiesza na lokalnym rynku napojów bezalkoholowych. Możemy z pełnym przekonaniem zachęcić do spróbowania Fuzzy Tea samemu. Możecie również wypowiedzieć się który smak przypadł Wam bardziej do gustu na Waszych social mediach. Nasza redakcja zdecydowanie opowiada się za stroną #TeamLemon. A Wy co sądzicie na temat nowych produktów FUZZY? Zostawcie swój wybór w komentarzu, a dzięki temu będziemy mogli poznać Wasz ulubiony smak lata! CHCESZ DOŁĄCZYĆ DO ZESPOŁU DAILY GLOBE I ZOSTAĆ CZĘŚCIĄ NASZEJ RADIOSTACJI? SKORZYSTAJ Z APLIKACJI!
-
Written by Allyriane Vaillancour - Daily Globe 04/08/2023 Spółka Bean Machine - czyli jak zbudować markę sukcesu opartą na uzależnieniu od kofeiny. Kawa któż by jej nie kochał? Osobiście dość często sięgam po filiżankę z samego rana przed rozpoczęciem długiego dnia pracy, bądź też wieczorem starając się przywrócić do żywych po kilkunastu godzinach wykonywaniu swoich służbowych obowiązków w celu chwilowego odskoku od uczucia zmęczenia i senności. W całym stanie San Andreas mamy ogromną ilość sklepów z kawą i herbatą, jak i samych kawiarni. Naszym ulubionym kofeinowym napojem uraczymy się również w szpitalnej poczekalni, na parterze biurowca, w szkole, na stacji departamentu lub galeriach handlowych - zawdzięczamy to oczywiście automatom do kawy. Kto dominuje na kofeinowym rynku? Jest to oczywiście spółka Bean Machine o której postaram się Wam dzisiaj nieco opowiedzieć. Zgaduje, że każdy z nas widział co najmniej raz w życiu logo tej popularnej w całych Stanach Zjednoczonych franczyzy, trzeba również przyznać, że jak na nasz stan jej ruchy są bardzo wyraźne i warte uwagi - spółka w San Andreas stale pnie się do góry, od samego początku nie zaliczyła żadnej większej medialnej wtopy. Na czym skupiają się działania spółki? Pewnie pomyśleliście, że na lokalach - otóż nie. Największe zyski spółce przynoszą automaty rozstawiane w wielu przedsiębiorstwach oraz sprzedaż swoich produktów z pomocą innych podmiotów, warto zapytać się w restauracji, skąd mają ziarna przed zamówieniem swojej kawy, bo bardzo prawdopodobne, że właśnie przeszły wpierw przez ręce Bean Machine. Czy musimy się wówczas czegoś obawiać? Powiem Wam, że nie, bo ich kawa jest wyjątkowo dobrej jakości niezależnie od tego czy jest z lokalu, czy z automatu - jest to oczywiście moja subiektywna opinia i powinniście sprawdzić to sami! Bean Machine stale szuka nowych dostawców, natomiast od współwłaściciela udało mi się dowiedzieć, że niebawem do sprzedaży trafią bardziej ekskluzywne ziarna, które przypadną do gustu nawet najbardziej wymagającym kawoszom. Czy Bean Machine na rynku znajdzie godnego rywala? Póki co raczej na to nie wygląda - natomiast sama spółka idealnie wpasowała się w nasz lokalny rynek. Słowem podsumowania, Bean Machine to dość udany jak na nasz stan interes. Prowadzą szerokie spektrum działań w celu dotarcia do jak największego grona konsumentów, współpracują z wieloma markami oraz odpowiednio dbają o swój marketing. Osobiście uważam, że owy oddział franczyzowy w naszym stanie jest swoistym wzorem do naśladowania. Chcesz dołączyć do zespołu działu What in Business? Kliknij w reklamę i złóż aplikację!
-
Vaillan - ekskluzywny portal modowy udostępniający treści w postaci prasy (magazynu wydawanego co miesiąc), marka aktywnie udzielająca się w Social Mediach. Historia powstania magazynu modowego Vaillan zaczyna się w sierpniu 2023 roku, kiedy to Allyriane Vaillancour, utalentowana dziennikarka pracująca dla Daily Globe oraz pasjonatka mody, postanowiła spełnić swoje marzenie o stworzeniu miejsca, gdzie mogłaby dzielić się swoją pasją i inspirować innych. Pracując dla mediów dostrzegła komercyjny charakter przemysłu modowego, kosmetycznego i jubilerskiego - zauważając w owej tematyce liczne grono potencjalnych odbiorców. Magazyn powstał z wizją założenia miejsca ekskluzywnego oraz tworzącego unikalne treści, które przekraczają granice konwencjonalnego magazynu modowego - twardo stawiając na jakość treści, niebanalne podejście do fotografii, a przede wszystkim unikalność zawartych w nim informacji. Realizacja całego przedsięwzięcia nie jest jednak zasługą tylko jednej osoby, kobieta rozpoczęła ścisłą współpracę ze swoją starą znajomą Zaria Rue - której również spodobał się pomysł tworzenia takowych treści. Siedziba magazynu Vaillan znajduje się na Rockford Hills, otoczona jest butikami prestiżowych marek oraz sporą ilością sklepów jubilerskich czy drogerii kosmetycznych. Sama siedziba składa się na biura dla pracowników redakcji oraz miejsce pracy dla fotografów. Współpraca: Social Media: - Lifeinvader Dane rejestracyjne przedsiębiorstwa: Nazwa: Vaillan Adres: Los Santos, Rockford Hills, Rockford Drive 18601 Numer konta grupy: 9812596107 Zarząd: CEO Allyriane Vaillancour (@Bayer) vCEO Zaria Rue (@Ksunix) Kapitał: $500,000
-
Written by Allyriane Vaillancour - Daily Globe 11/07/2023 Covgari Hotels & Resorts - podróże łodzią podwodną nie tylko dla milionerów, moje wrażenia z pobytu w resorcie. Kurort na Pacific Bluffs liczy sobie dosłownie kilka miesięcy, czy warto go odwiedzić? Wiele osób z pewnością dość sceptycznie spojrzy na to pytanie, ponieważ co może nam oferować ośrodek wypoczynkowy z ramienia włoskiego domu mody, jakim jest Covgari? Czy wybranie turystyki to dla nich skok na głęboką wodę? Czy warto wybrać się na wczasowy pobyt w hotelu? Postanowiłam znaleźć odpowiedzi na te pytania i wybrać się do kurortu korzystając z oferty jaką jest 7-dniowe członkostwo Covgari Hotels & Resorts, owa przyjemność kosztuje $30.000 - sporo? W ową kwotę wliczone mamy dostęp do apartamentu klasy Luxury, dostęp do wszystkich atrakcji, dostęp do skuterów wodnych, jachtu oraz łodzi podwodnej… tak, oczy Was nie mylą - kurort naprawdę dysponuje łodzią podwodną! Troszeczkę się rozpędziłam, przejdźmy do początku przebiegu całego turnusu wypoczynkowego. Resort mieści się na Pacific Bluffs, tuż obok ruchliwej autostrady oraz Oceanu Spokojnego, posiada on dość spory oraz monitorowany parking. Wchodząc do lobby, wita nas całkiem miłe wnętrze pełne ozdób, złota oraz jasnych kolorów - tuż po naszej lewej znajduje się spora recepcja, na której powita nas pracownik resortu i ewentualnie rozwieje wszystkie nasze wątpliwości. W przypadku rezerwacji nie ma najmniejszego problemu z zameldowaniem się, podpisujemy odpowiednie dokumenty po czym dostajemy złotą opaskę, by założyć ją na nasz nadgarstek, z jej pomocy otworzymy swój apartament czy skorzystamy ze skutera wodnego, całkiem sprytne urządzonko. Część hotelowa dzieli się na dwie klasy - klasę standard oraz klasę eksluzywną, ze względu na swoje doświadczenie będę mogła jednak napisać tylko o tej drugiej. Choć osobiście zgaduje że klasa standardowa jest nieco mniejsza oraz posiada mniej udogodnień w porównaniu z klasą wyżej. Apartamenty luxury posiadają wysokie sufity oraz sporą przestrzeń, wszystkie z nich są wykonane i udekorowane w jasne tony jeszcze bardziej pokazując nam wszechstronność pomieszczeń. W środku mamy dostęp do sypialni połączonej z salonem, sporej garderoby oraz łazienki wraz z tarasem wyposażonym w jacuzzi. Brzmi przekonująco, prawda? Z tyłu kurortu znajduje się oddzielony kawałek plaży oraz spory basen ze sceną i barem, warto wspomnieć że mamy również okazję skorzystania z basenu krytego znajdującego się w środku budynku. Oferowane w barze drinki są w dość przystępnych cenach, zaś kadra, która je wykonuje jest bardzo dobrze obeznana w swoim fachu. Scena często jest wykorzystywana przy organizowanych imprezach tematycznych, głównie służąca dla zaproszonych z zewnątrz DJ’ów, natomiast do tych organizatorzy mają gust - hity lat osiemdziesiątych i dwutysięcznych oraz masa bawiących się ludzi, czy jest coś piękniejszego? Na zabezpieczenie większych imprez wynajmowana jest zewnętrzna firma ochroniarska, warto również dodać, że wejściówki są darmowe dla gości kurortu - jednak nie dla osób przychodzących na imprezy z zewnątrz. Przejdźmy do atrakcji bo one z pewnością Was interesują i jest ich multum, miałam również okazję skorzystać z większości z nich. Do naszej dyspozycji mamy dość sporo wodnych pojazdów - możemy sprawdzić się na przygotowanym torze wodnym na jednym ze skuterów, udać się wraz ze znajomymi w krótki rejs na dość sporym jachcie bądź pozwiedzać podwodną infrastrukturę naszego hrabstwa z pomocą batyskafu. Choć przy tym ostatnim bym uważała, osoby prowadzące owym pojazdem nie należą raczej do wyjątkowo wykwalifikowanych i nie potrafią udzielić odpowiedzi na podstawowe pytania. Samym batyskafem operować natomiast mógłby każdy, zważywszy na fakt że steruje się nim z pomocą urządzenia przypominającego 1:1 pad do konsoli (raczej każdemu niezbyt dobrze się to kojarzy). Z bardziej “przyziemnych” przyjemności warto wspomnieć o saunie, sali treningowej, sali do masażu oraz jacuzzi. Masażem w resorcie zajmuje się Estetica - Massage Salon - jest to punkt, który na pewno musicie zaliczyć, nigdy wcześniej nie byłam tak zrelaksowana jak po wykonanym przez nich masażu. Natomiast co do sali treningowej, nie będę ukrywać, że nie starczyło mi na nią czasu - jednak korzystając z niej mamy pewien wybór, możemy ćwiczyć tam sami, ewentualnie z asystą trenera personalnego zapewnianego z The Forge Of Power. Więc jeśli lubicie aktywnie spędzić swój czas oraz nie wyhodować wakacyjnego brzucha resort zapewnia Wam taką możliwość! Wracając do brzuszka… jadąc obecnie do resortu warto zaopatrzyć się w kanapki albo numer telefonu do najbliższej pizzeri. Niestety podczas mojego pobytu wciąż trwał remont restauracji, miałam okazję dowiedzieć się że w najbliższych tygodniach otwiera się tam kolejny lokal spod szyldu Marlowe, raczej podołają oni wyzwaniu wyżywienia gości resortu - obecnie na miejscu możemy zaopatrzyć się w drinki, zimne napoje, kawę oraz gotowe słodkości z automatu sieci The Bean Machine! Mam nadzieję, że wytrwaliście do końca - starałam się jak najbardziej opisać moje doświadczenie z Covgari, co też zrobiłam powyżej. Oczywiście jest to moja subiektywna opinia, choć dałam z siebie wszystko by jak najbardziej obiektywnie podejść do tematu. Nie jest to jeszcze koniec, wypatrujcie “Daily Globe” na Lifeinvader, będziemy mieli tam dla Was kilka dodatkowych treści związanych z Covgari oraz bardzo ciekawy konkurs, zapraszam więc do dalszego obserwowania naszych treści, stay tuned!
-
Klinika otworzyła się w nowej lokalizacji przed Suburbanem nieopodal stacji czternastej na Vespucci, całym projektem budowlanym jak i jego wykonawstwem zajęło się Home Solutions Architecture Madelyn Hernandez podjęła współpracę w ramach której współpracuje z Le Foundation/Le Esperanza Foundation, świadcząc dla fundacji usługi psychologiczne - pozwalając tym samym na szerszy dostęp do nich przez ludzi nie posiadających większych funduszów finansowych. TruZen nawiązało współpracę z Animal Care Foundation oraz Zoe Andersson, weryfikując przy tym potencjalnych adoptujących oraz ich zdolność do opieki nad zwierzętami. Doktor Hernandez została zaproszona do wywiadu przez Ulrika Eriksena, udzieliła wielu wyczerpujących odpowiedzi w magazynie Afterglow. Ponadto mimo słabego marketingu ciągle prowadzone są terapie oraz wizyty z pacjentami zgłaszającymi się z wieloma problemami. (prawdopodobnie jeszcze później nieco bardziej to rozpiszę i dorzucę jakieś zdjęcia, wiedźcie że żyje - pozdrawiam!)
-
TruZen Psychological Services Inc. - klinika medyczna mieszcząca się w Los Santos na Rockford Hills, skupiająca swoje kompetencje w konkretnym dziale medycyny jakim jest psychologia i psychiatria. Jest to istniejące już przedsiębiorstwo posiadające kilkanaście podobnych placówek w Nowym Jorku oraz na Florydzie zrzeszająca psychologów oraz psychiatrów o różnych specjalizacjach w tym również specjalistów z zakresu medycyny sądowej powoływanych na ekspertów podczas spraw kryminalnych. Dyrektorką oddziału założonego w Los Santos jest Madelyn Hernandez, absolwentka psychologii na University Of Columbia oraz doktorantka owego kierunku - zasiadająca w zarządzie korporacji jako osoba odpowiedzialna za jej działania w stanie San Andreas. Klinika funkcjonuje w każdy dzień roboczy dla interesantów, jednak dla jej pacjentów otwarta jest 24/7 - posiada ona swoją własną stronę internetową która ułatwia pacjentom rejestrację na wizytę czy też przedłużenie recepty na konkretne leki. Pierwsza placówka została otwarta na Prosperity Street mieszcząca się na Del Perro na parterowym poziomie biurowca należącego do Maze Bank. OOC:
-
018. Avrahami, ex-burmistrz: To zatrzymanie służb na pokaz, jestem niewinna.
Bayer odpowiedział(a) na Ozianin temat w Night American Discussions
**Avrahami przeczytała artykuł tuż po swoim treningu, postanowiła że w najbliższym czasie ponownie skontaktuje się z prawnikami którzy będą reprezentować ją w sądzie apelacyjnym. ** -
** Przetarg został wygrany przez REDO. **
-
Informacje o zleceniodawcy: Dane firmy: CROWN Holdings Adres: Downtown, Los Santos - Maze Bank Tower 32/3 Kontakt: [email protected] Terminy: Data rozpoczęcia przetargu: 07/07/2022 Data zakończenia przetargu: 14/07/2022 Informacje o zleceniu: Poszukujemy wykwalifikowanego przedsiębiorstwa do świadczenia usług z zakresu ochrony fizycznej dla osób oraz mienia należącego do naszej firmy. Warto nadmienić że zakres realizowanych usług powinien być szeroki ze względu na możliwość ciągłej zmiany specyfikacji co do sposobu ich świadczenia. W celu podjęcia zlecenia wymagane będzie podpisanie klauzuli poufności. Wymagania (przykładowo): - Dane firmy/osoby - Kosztorys oraz zakres świadczonych usług - Portfolio stawiające na przedstawienie osób pracujących w firmie - Wyposażenie oraz ewentualne informacje na temat posiadanej broni palnej (mile widziane) - Termin możliwego rozpoczęcia współpracy - Współprace z innymi spółkami/firmami
-
Polecam tego okuratnego użytnika, całe te - uwaga są minusy: - podobno się nie myje się, dla jego - niszczy psychicznie (skończycie w Choroszczy) - on nie obraża, on ocenia No i plusy: + dobry gracz romplej + potrafi grać quality rp + nie rucha was na e$
