Skocz do zawartości
 
GRACZY ONLINE

Znajdź zawartość

Wyświetlanie wyników dla tagów 'dilanza crew' .

  • Wyszukaj za pomocą tagów

    Wpisz tagi, oddzielając je przecinkami.
  • Wyszukaj przy użyciu nazwy użytkownika

Typ zawartości


Forum

  • Informacje
    • Informacje
    • Discord
    • Odzyskaj swoje konto!
    • Ekipa oraz liderzy projektu Vibe Roleplay
    • Publikacje dt. fabuły serwera
    • Publikacje dt. rozgrywki
    • Regulaminy
    • Rekrutacje
    • Społeczność
    • Poradniki
    • Event Team
  • Sprawy organizacyjne
    • Pochwały oraz skargi
    • Apelacje od kar
    • Współdzielenie IP
  • Organizacje publiczne
    • Opiekunowie organizacji publicznych
    • Los Santos County Government
    • San Andreas Judicial Branch
    • Projekty oficjalne
    • Federal Bureau of Investigation
    • Internal Revenue Service
    • Los Santos County Sheriff's Department
    • Los Santos Police Department
    • Natural Resources Agency
    • Los Santos County Fire Department
  • Organizacje prywatne
    • Informacje Opiekunów
    • Aplikacje
    • Biznesy
    • Projekty In Character
    • Spółki
    • Projekty CM/GM
    • Projekty zmotoryzowane
    • Przetargi
    • Wyceny i dofinansowania
    • Archiwum
  • Organizacje przestępcze
    • Informacje
    • Organizacje
    • Crime Support
    • Przestępstwa
    • Archiwum
  • Branża rozrywkowa
    • Profile postaci
    • Informacje
    • Przedsiębiorstwa
    • Materiały
  • Media
    • Media
    • Daily Globe
    • Music Media ChatterBox
  • In Character
    • Wydarzenia fabularne
    • Los Santos County & Blaine County
    • Internet
    • Los Santos
    • Biografie postaci
    • Społeczności
  • Inne
    • Multimedia - Zdjęcia i filmy z serwera Vibe Roleplay
    • Multimedia - Zgarniaj wyjątkowe nagrody
    • Twórczość Użytkowników
    • Hydepark
    • Archiwum globalne
  • 7.7.7 | GIGA DC
  • doozan's fanclub Tematy
  • PRAWILNY GENG Tematy
  • capybara team Zdjęcia kapi
  • 12KG MAFIA Rodzina nie znaczy przyjaźń.
  • KR Kumar
  • KR Rajesh
  • Federal Ballin Bureau Club Regulamin warzne!

Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki, które zawierają...


Data utworzenia

  • Od tej daty

    Do tej daty


Ostatnia aktualizacja

  • Od tej daty

    Do tej daty


Filtruj po ilości...

Dołączył

  • Od tej daty

    Do tej daty


Grupa podstawowa


O mnie


Discord

Znaleziono 2 wyniki

  1. jarcon

    DiLanza Loyalists

    — WHEN YOU DIE, YOU LEAVE BEHIND EVERYTHING OLD; YOU RISE FROM THE ASHES TO BECOME A LEGEND W chłodną, mglistą noc z 5 na 6 grudnia 2024 roku ulice North Yankton stały się świadkiem jednego z najbardziej brutalnych gangsterskich morderstw ostatnich lat. Capo rodziny, Johnny DiLanza, człowiek, którego imię budziło respekt został zmasakrowany pod starym, podupadłym kinem "Pollock". Johnny czekał na Donalda Palerme – swojego długoletniego współpracownika i kierowcę. Na tle migoczących neonów stał z telefonem w dłoni wyzywając spóźnialskiego Palerme, sprawiał wrażenie spokojnego. W ciemnościach czaił się ktoś, kto dokładnie wiedział, co robi. Morderca działał z precyzją, która wskazywała na doświadczenie – nie był to przypadkowy napad ani akt impulsu. To było zimne, wyrachowane wykonanie wyroku. Zanim Johnny zdążył zauważyć zagrożenie, z ciemnego zaułka wyszedł człowiek z ciężką strzelbą w rękach. Osiem strzałów odbiło się echem w pustych ulicach. Metaliczny zapach prochu zmieszał się z chłodnym powietrzem. Ciało starszego gangstera upadło na ziemię, zmasakrowane do niepoznania. Krew płynęła w kałużach, mieszając się z brudem chodnika. Kilka minut później miejsce zbrodni otoczyły migające niebieskie i czerwone światła. FIB oraz lokalne biuro szeryfa szybko rozpoczęły śledztwo, zabezpieczając teren. Ślady wskazywały na profesjonalistę – brak świadków, brak śladów. - jedynie ośnieżone burrito na kolcach które było ledwo co widać na CCTV. Ktokolwiek to zrobił, wiedział, jak zniknąć bez śladu. W kręgach gangsterskich już szumiały plotki. To nie mogła być przypadkowa zemsta. Johnny DiLanza miał wrogów, wielu wrogów, ale to musiał być ktoś wyjątkowo sprytny. Ktoś, kto miał odwagę uderzyć w rodzinę DiLanza tam, gdzie bolało najbardziej. Noc pod kinem "Pollock" stała się początkiem nowej ery krwawych porachunków. Gangsterska wojna wisiała w powietrzu. Alfred DiLanza miał wszystko, co sobie wymarzył, odkąd pięć lat temu rzucił półświatek – dom na przedmieściach, żonę, dzieci, życie dalekie od ciemnych ulic i krwawych porachunków. Ale to, co zostawił za sobą, nigdy nie umarło. Rankiem 6 grudnia odebrał wiadomość, która przerwała jego iluzję spokoju. Głos Donalda Palermy brzmiał jak echo przeszłości. Surowy, chłodny, a jednak wypełniony tym nieomylnym napięciem, które zwiastowało tylko jedno – kłopoty. "Alfie, to Donnie. Johnny nie żyje. Musimy pogadać. Północ, moje biuro. Przyjdź. Sam. To nie prośba." Ta sama wiadomość trafiła do całej starej ekipy. Ludzi, którzy przed laty byli rdzeniem DiLanza Loyalists – niezłomnych, brutalnych, ale lojalnych do grobowej deski. Teraz wszyscy mieli swoje nowe życia. Rodziny, biznesy, cichy spokój, który starannie budowali przez lata. A jednak jeden telefon był w stanie zmienić wszystko. W gabinecie Donalda, przy słabym świetle biurowych lamp i zapachu starego drewna, zebrali się ci, którzy odpowiedzieli na wezwanie. Twarze twardsze, surowe, ale noszące zmęczenie ludzi, którzy przeżyli więcej, niż powinni. Donald nie marnował czasu na przywitania. Jeden z kolesi przycisnął przycisk na pilocie, a ekran na ścianie rozbłysnął migającym nagraniem CCTV, wyemitowanym przez lokalne media. Johnny DiLanza, pod kinem w North Yankton, telefon w ręku, czekający na Donalda. Ciemna sylwetka wychodząca z cienia, strzelba błyszcząca w świetle latarni. Osiem strzałów. Johnny padający na ziemię, krew spływająca chodnikiem. Brudny kawałek ulicy zamieniony w scenę egzekucji. W pokoju zaległa cisza, tak ciężka, że zdawała się wciskać w ściany. Nikt nie powiedział ani słowa. Nie musieli. Wiedzieli, co trzeba zrobić. — NARASTAJĄCE NAPIĘCIE NA DOWNTOWN W sercu dzielnicy Downtown, w cieniu szyldu pralni Suds Law Laundromat, atmosfera gęstnieje. Działania lokalnego oprycha, George’a Dixona, przestają być zwykłym zakłóceniem – stają się iskrą, która może podpalić beczkę prochu. Dixon, znany z brutalnych metod wymuszania haraczy od drobnych przedsiębiorców, zaczyna wchodzić w konflikt z nieodpowiednimi ludźmi. Jego banda może rządzić w innych zakątkach miasta, ale na terenie kontrolowanym przez DiLanza Loyalists to nie przejdzie. Każda próba wywarcia presji na biznesy w Downtown kończyła się dla George’a i jego ludzi czymś więcej niż tylko obitą twarzą – zaczyna być jasne, że nie są mile widziani. Mimo to Dixon, uparty i wyrachowany, czeka na swój moment, wciąż przekonany, że uda mu się przechytrzyć wloskich bandytów. Konflikt wewnętrzny – co robić z Dixonem? Uncle D', doświadczony, choć już podstarzały przywódca, wydaje się gotowy odpuścić sprawę Dixona. W końcu ma na głowie ważniejsze sprawy – porządkowanie interesów i zarządzanie grupą, która z każdym dniem staje się bardziej narażona na ataki z zewnątrz. Jednak młodsze pokolenie nie zamierza czekać, aż Dixon posunie się za daleko. Michael Frisella po burzliwej rozmowie z bratem Paulem i lojalnym Gregiem, podejmuje decyzję: rozwiązać problem Dixona na własną rękę, nie informując Donalda. "Nie może o wszystkim wiedzieć, ma swoje sprawy" Ale jak się za to zabrać? Śledzenie. Paul Frisell, były wojskowy, bierze na siebie zadanie rozpracowania codziennej rutyny Dixona. Dodatkowa para oczu mogłaby przyspieszyć sprawę. Kto z lokalnych gangusów będzie gotów mu pomóc? Gdy wszystko zostanie dopięte na ostatni guzik, plan jest prosty: porwać Dixona i wystraszyć go tak, by zniknął z Downtown na zawsze. Chodzi nie tylko o bezpieczeństwo, ale o pokaz siły – wiadomość, że DiLanza Loyalists nie tolerują takich jak on. Ostateczne rozwiązanie Jeśli strach nie wystarczy, pozostaje jedno wyjście – pozbycie się Dixona na dobre. "Nie każda głowa wytrzyma myśl o morderstwie" – ostrzega Greg, rzucając bratnią ręką po ramieniu Paula i Michaela. Dla nich jednak nie chodzi o odwagę, lecz o ochronę rodziny i interesów. "Nie zrobimy tego lekko, ale jeśli będzie trzeba... Niech nie zostanie po nim śladu." Atmosfera w Suds Law Laundromat była jak zwykle napięta. Pralnia, pełniąca rolę nieoficjalnej kwatery grupy, tętniła życiem – aż do momentu, gdy drzwi otworzyły się z hukiem, a w progu stanął James Marshall. Ten niepokojąco spokojny agent federalny. Bez zbędnych wyjaśnień Marshall oznajmił, że musi porozmawiać z Uncle D' i to natychmiast. Spotkanie trwało około trzydzieści minut, a wychodzący z pralni Marshall zostawił po sobie więcej pytań niż odpowiedzi. Donald, z miną zdradzającą zarówno złość, jak i niepokój, zwołał natychmiastową naradę w swoim biurze. Misja nie do odrzucenia Za zamkniętymi drzwiami biura pojawiła się ścisła trójka: Greg Gallis, Michael Frisella i Alfie DiLanza. Donald od razu przeszedł do rzeczy. Marshall nie przyszedł z prośbą – on stawiał żądania. Agent wiedział coś, czego nikt inny nie powinien wiedzieć, i groził, że jeśli nie wykonają dla niego brudnej roboty, konsekwencje będą druzgocące. Zadanie? Pozbyć się byłego członka gangu motocyklowego, niejakiego Glenna Chambersa. Chambers, który kiedyś był cennym aktywem w lokalnym półświatku, teraz stał się dla Marshalla przeszkodą – prawdopodobnie za dużo wiedział lub zbyt mocno komuś zaszedł za skórę. Problem polegał na tym, że Glenn nie był zwyczajnym oprychem. 40-letni sterydowy potwór z umiejętnościami profesjonalnego boksera i reputacją kogoś, kto zawsze wychodzi cało z każdej bijatyki. Plan działania: Poznanie celu: Glenn był nie tylko silny, ale też przebiegły. Znalezienie jego kryjówki i poznanie jego rutyny to klucz do sukcesu. Jednak w tej grze nie można było pozwolić sobie na najmniejszy błąd. Precyzyjne działanie: Gdy cel zostanie zlokalizowany, gangsterzy, mają przeprowadzić czyste i szybkie uderzenie. Sprawa musi być załatwiona tak, by nikt nawet nie podejrzewał udziału chłopaków Alfreda. Jakiekolwiek ślady mogłyby dać Marshallowi dodatkową amunicję do szantażu. Nieuchronne ryzyko. Mimo precyzyjnego planu wszyscy wiedzieli, że Marshall nie zostawi ich w spokoju. "Zrobi z nami to samo, co z Chambersem, gdy tylko staniemy się niewygodni" – zauważył Greg, patrząc z napięciem na Donalda. Ten jednak nie miał wyboru. "Lojalność w rodzinie to podstawa. Tylko my czterej o tym wiemy, i tak ma pozostać." Wewnętrzny krąg zacieśnił się jeszcze bardziej. Nikt spoza tej czwórki nie mógł się dowiedzieć, co naprawdę dzieje się za kulisami. Greg, Michael i Alfie chcą (?) udowodnić swoją lojalność zarówno wobec siebie, jak i wobec Donalda. Żadnych świadków, żadnych pomyłek – tylko zimna, wyrachowana skuteczność. — RECKONING ON MISSION ROW Na co dzień spokojna dzielnica Los Santos, gdzie dźwięki rozmów w pobliskich restauracjach mieszają się z odgłosami silników policyjnych radiowozów wyjeżdżających z głównej komendy. Tętniące życiem, ale przewidywalne miejsce, gdzie każdy dzień wygląda podobnie – aż do feralnego wieczoru 29 grudnia 2024 roku. Tuż przed godziną 21 harmonia została brutalnie przerwana. Huk półautomatycznej broni rozdarł ciszę. Pisk opon odbijał się echem od ścian budynków, gdy czarny Declasse Rancher XL z piskiem zatrzymał się przed pralnią Suds Law Laundromat. Pojazd wyglądał na zaniedbany, pokryty śniegiem. Z samochodu wysiadło trzech niezamaskowanych mężczyzn – ich kroki pewne, zamiary jasne. Nie byli przypadkowymi napastnikami; ich przybycie do Los Santos było starannie zaplanowane. Pracownicy pralni rzucili się do ucieczki, kryjąc się pod samochodami lub rozbiegając w panice. Donald Palerma, jedna z bardziej rozpoznawalnych postaci w dzielnicy, i jego pracownik zostali ranieni w wyniku bezlitosnego ataku. Choć Palerma przeżył, rany, które odniósł, będą mu przypominały o tym dramatycznym wieczorze. Świadkowie relacjonowali, że napastnicy poruszali się z zimną precyzją, nie marnując ani chwili. Declasse Rancher XL zniknął z miejsca zdarzenia równie szybko, jak się pojawił, pozostawiając za sobą chaos, przerażenie i pytania. Czy ich celem był tylko Palerma, czy też za tą akcją kryje się coś znacznie większego? Dzielnica, która jeszcze wczoraj wydawała się oazą spokoju, dziś stała się areną krwawego spektaklu. Atmosfera strachu i niepewności wisi w powietrzu, gdy ostatnie dni roku odliczają czas do nieuchronnych rozstrzygnięć... — YOUNG GOONS & RICO Ustawa z 1970 roku, powszechnie znana jako RICO była ostatecznym gwoździem do trumny Amerykańskiej mafii jaką znamy z dokumentów. Oficjalnie ustawa RICO jest skrótem od Racketeer Influenced and Corrupt Organizations Act, choć plotki głoszą, że profesor prawa Robert Blakley jej nazwę dedykował postaci Enrico Bandello, znanego również jako Rico lub Little Caesar. Był bohaterem mafii w popularnym filmie "Little Caesar" z 1931 roku. Jego postać była obdarzona tym, czym charakteryzował się każdy gangster po czasach prohibicji: ambitność i brutalność. Profesor Blakley nie potwierdza tej wersji, ale przyznaje, że postać Małego Cezara zainspirowała go, aby poświęcił swoje życie na rzecz walki z mafią. Chciał zostać częścią tej układanki, ale będąc po drugiej stronie barykady, jako ten "dobry facet". Współczesna mafia różni się od tej, jaką mogłeś obserwować w przepychu hollywoodzkich produkcji. Członkowie mafii są aktywni w swoich sposobach zarabiania, ale spora ilość przestępstw zmieniła się w przestępstwa bez ofiar, lub w "białych kołnierzykach". Powrót dawnej mafii nie jest możliwy chociażby ze względu na rozwijające się technologie agencji rządowych. Przykład Cosa Nostry pokazuje, że ewolucja przestępcza jest zjawiskiem, którego nie da się zatrzymać. Im bardziej rząd próbuje eliminować przestępców, tym bardziej będą starali się ewoluować w swoich działaniach. Zjawisko modernizacji mafii można porównać do polowania na zwierzęta. Im dłużej to robisz, tym bardziej zwierzęta zaczynają się przystosowywać. Narkotyki niegdyś były jedną z zakazanych linii biznesowych, której członkom nie można było sprzedawać. Wynikało to między innymi z faktu, że kara za sprzedaż narkotyków była zbyt długa w więzieniu. Handel jest dość brudny i ryzykowny, ale dzisiaj wiele narkotyków jest postrzeganych jako branża biznesowa. Joe Bonanno pisał o tej pracy w swojej autobiografii z 1939 roku: „To najbrudniejsza praca w naszym biznesie, teraźniejszości i przyszłości, narkotyki”. powiedział. Wykorzystując próżnię w okolicy, zespół DiLanza oparł się o fundamenty lokalnego połączenia mafijnego, pogrążonego w chaosie i będącego na skraju rozpadu. Nowym szefem ulicy chce być człowiek, któremu zależy na młodym pokoleniu. Young Goons to termin określający ludzi, którzy dążą do pieniędzy w jakikolwiek sposób, często przekraczając granicę przyzwoitości. Motywuje ich ambicja pieniędzy, nie tyle z konieczności zarobku, ale przez złe nawyki, które wszczepiają wraz ze środowiskiem. To młodzi Włosi, trzymający się wielu stereotypowych koncepcji. Takie gangi przestępcze z reguły tworzone są przez wąskie kręgi bliskich osób. Nie inaczej jest w tym przypadku - Alfie, Donald i Greg to trójka ambitnych gangsterów z nowej szkoły, tworzących trzon załogi. Większość członków takich zespołów marzy o tym, żeby zostać romantyczną częścią koncepcji mafii, zupełnie jak w filmach i powieściach gangsterskich. Chociaż powściągliwość w sztuce jest nieetyczna, nie dziwi fakt, że taka praca ma stymulujący wpływ na sympatię guidos do grup mafijnych i legalność zorganizowanej przestępczości. — WISEGUYS ARE NOT NICE GUYS Ulica nie zapomina, capisce? Ulica ma swoje zasady. Nie jesteś lojalny? Nie oddajesz szacunku? Znikasz. Tak po prostu. Jak kula w tył głowy o trzeciej nad ranem — szybko, cicho, bez świadków.Nowe twarze zaczęły się kręcić po okolicy — Young Goons. Młode byczki, z błyskiem w oku i ciętym językiem. Myślą, że wystarczy mieć szybkie auto, parę stów w kieszeni i broń za paskiem, żeby stać się kimś. Naiwniaki. W tej grze szacunek zdobywa się latami — kulami, odsiadkami i ciałami w bagażnikach. A kiedy już go masz, musisz pilnować go jak oka w głowie. Bo tutaj jeden błąd to ostatni błąd. Trzon załogi trzyma się dobrze. Stara gwardia działa jak szwajcarski zegarek — precyzyjnie, bez zbędnych pytań. Każdy wie, gdzie jest jego miejsce, i każdy wie, komu może zaufać. Raz na jakiś czas pojawi się spięcie, ktoś powie o jedno słowo za dużo, ale kiedy przychodzi co do czego — jeden telefon i wszyscy są na miejscu. Bo w rodzinie nie ma miejsca na wątpliwości — albo jesteś częścią układu, albo jesteś martwy. Lojalność to podstawa. Tutaj nie ma miejsca na półśrodki. Nie możesz grać na dwa fronty, nie możesz się wahać. Jeden fałszywy ruch i twoje imię znika ze stołu. Zdrada? To kula w twarz i nocna wycieczka na dno rzeki. Jeśli masz szczęście, ktoś przynajmniej położy kwiaty na twoim grobie. Young Goons jeszcze tego nie rozumieją. Myślą, że to zabawa. Myślą, że liczy się tylko kasa i szybkie kobiety. Myślą, że można się wycofać, kiedy zrobi się gorąco. Błąd. Ulica nie zapomina i nie wybacza. Tu nie ma miejsca na amatorów. Zasady są proste — jeśli jesteś w grze, to na całego. Jeśli chcesz się wycofać — licz na szybką śmierć. Miłość? Wiesz, jak to wygląda u nas? To nie romantyczna kolacja przy świecach. To stary kumpel, który bez słowa wsiada do auta, kiedy zadzwonisz w środku nocy. To ręka na ramieniu, kiedy kulki świszczą nad głową. To brat, który z tobą wejdzie do płonącego budynku — nawet jeśli wie, że nie wyjdzie z niego żywy. Wiseguys are not nice guys; tu nie ma bohaterów. Są tylko ci, którzy przetrwają — i ci, których wyciągną z rzeki. — THE END OF ARSHAK SAFARYAN Vinewood to dżungla, a w dżungli rządzą wilki. Arshak Safaryan myślał, że zbudował coś własnego. Hye Caps miało być jego przepustką na szczyt - szybka forsa, szacunek na ulicy, kluby pełne bogatych dzieciaków, które chciały czegoś mocniejszego niż zwykła koka. Ale na Vinewood nigdy nie grasz sam. Jeśli nie jesteś częścią układu - jesteś problemem. Gang malarzy z Vinewood zauważył, że forsa zaczęła płynąć nie tam, gdzie trzeba. Problem z kasą to jedno, problem z kontrolą to coś zupełnie innego. Chłopcy DiLanzy nie działają impulsywnie. Najpierw zbierają informacje, badają grunt, czekają na odpowiedni moment. Ktoś gadał. Ktoś z wewnątrz podłożył Safaryana na tacy. Nie za darmo, wiadomo. Nikt nie lubi, gdy ktoś gra na własnych zasadach, a Safaryan myślał, że ma wybór. Więc go wystawili. Typowe zagranie — klasyczne dla wiseguys. Najpierw pozwalają ci się rozkręcić, podkręcić stawkę, zobaczyć smak prawdziwej forsy. Dają ci przestrzeń, żebyś uwierzył, że jesteś nietykalny — a potem jednym ruchem zmiatają cię ze stołu. Tak się robi interesy w Vinewood. Kiedy przyszli po Safaryana, wszystko było już dogadane. Nikt nie robił zbędnego hałasu. Trzy szybkie strzały. Ciche, profesjonalne. Trust? That's for suckers. Arshak nawet nie zdążył sięgnąć po broń. Wystarczyło jedno spojrzenie, jeden krótki komunikat — sprawa była załatwiona. Krew spłynęła po betonowej wylewce, a cisza, która nastała po wszystkim, była jak podpis pod kontraktem. To nie była zemsta. To nie była osobista sprawa. To był interes. Safaryan wszedł za głęboko, zrobił zbyt wiele hałasu, zaczął zarabiać więcej, niż powinien. Ktoś w DiLanzie uznał, że pora zwinąć tę operację i zgarnąć zyski dla siebie. Klasyczne zagranie — pozwól chłopakowi się dorobić, a potem odbierz mu wszystko. Vinewood nie wybacza błędów. Jeśli nie grasz z DiLanzą, to grasz przeciwko nim. A jak grasz przeciwko nim — nie masz żadnych szans. Safaryan był wystawiony, sprzedany i zlikwidowany, zanim jeszcze zrozumiał, że ta gra skończyła się na długo przed ostatnim strzałem. Ulica to biznes. W biznesie nie ma miejsca na sentymenty. — OUT OF CHARACTER: Aplikacja to nasza odpowiedź na potrzebę budowania historii, które wciągają, angażują i pozostawiają ślad w pamięci graczy. Nasz cel jest jasny - tworzyć opowieść krok po kroku, z należytą dbałością o szczegóły. Nie śpieszymy się, bo wierzymy, że historia gangsterska wymaga czasu, aby jej klimat, napięcie i emocje mogły w pełni dojrzeć. Każda scena, którą budujemy, musi mieć swoją wagę – być częścią większej układanki. Każda postać, ogrywana przez członków naszej organizacji, ma za sobą przemyślaną, wyreżyserowaną historię. Nie ma tu miejsca na przypadkowość czy powierzchowność. Każdy z naszych graczy wnosi swoją wizję, emocje i umiejętności, by tworzyć autentyczne, wielowymiarowe relacje i konflikty. Nasz świat nie żyje tylko w ciemnych zaułkach, ponieważ chcemy wciągnąć graczy zarówno z cywilnego życia miasta, jak i tych stojących na straży prawa którzy w ostatniej organizacji i ostatnim przestępstwem pokazali, że naprawdę gra z nimi to czysta przyjemność. Historia, którą piszemy wspólnie z szacunkiem dla tempa, jakie narzuca fabuła. Dajemy sobie przestrzeń na naturalny rozwój wydarzeń, czyli najprościej mówiąc żadnych skrótów, żadnego pójścia na łatwiznę.
  2. — GOODBYE, MARIE.. Los Santos, Vespucci Beach, maj '25. Godzina 18:58. Ulica przyciśnięta gorącem, światło żółte jak stara żarówka. Słychać tylko telewizory zza okien i dzieciaki grające w koszykówkę. Brandon Gatolla zajechał kremowym pojazdem marki Albany Manana, stary model, z wyłączonymi światłami. Zaparkował na drugiej przecznicy od mieszkania dziewczyny. Wysiadł, szedł powoli - miał na sobie rękawiczki, tak jakby bez pośpiechu. Wyciągnął z kieszeni wranglerów wytrych, a klucz wchodził gładko, jakby drzwi go znały. Po minucie były otwarte. Po pięciu, już wychodził. Ciągnął ją za nadgarstki. Martwa. Szyja złamana. Spód jeansów wleczony po chodniku. Zostawiła ślad, szeroka smuga krwi na jasnej płycie. Mokra. Świeża. Z boku stał sąsiad z gazetą w ręku, ale tylko cofnął się za firankę. Znał zasady. Gatolla otworzył bagażnik. Wrzucił ją jak śmieci. Zatrzasnął klapę. Odjechał w prawo, bez świateł. 19:03. Zlecenie przyszło od samej góry. Greg Gallatis. Jego dziewczyna. Mówiła nie do tych ludzi. Za dużo. Za głośno. A Brandon robi robotę bez emocji. Nie zadaje pytań. I nigdy nie wraca na miejsce. — Fakty o przestępstwie — Sąsiedzi zadzwonili od razu na służby po całej akcji, jeden starszy facet z ciekawości poszedł pod mieszkanie - ujrzał ślady krwi i uchylone drzwi. — Sprawce opisał jako szczupłego, wysokiego mężczyzne w czarnych okularach o czarnych ulizanych włosach. Koszula w paski, jeansy i rękawiczki. — Służby porządkowe mogą znać Brandona Gatolle - mężczyzna był wcześniej poszukiwany za podwójne zabójstwo, do tej pory nie jest uchwytny przez wymiar sprawiedliwości. Dzisiaj niejednokrotnie mijał patrol policji. — Sąsiadka siedząc przy oknie zrobiła z ukrycia zdjęcie gościa, który otwierał drzwi wytrychem. Za paskiem widoczna bereta.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę. Warunki użytkowania Polityka prywatności Regulamin