Skocz do zawartości
 
GRACZY ONLINE

Znajdź zawartość

Wyświetlanie wyników dla tagów 'latino' .

  • Wyszukaj za pomocą tagów

    Wpisz tagi, oddzielając je przecinkami.
  • Wyszukaj przy użyciu nazwy użytkownika

Typ zawartości


Forum

  • Informacje
    • Informacje
    • Discord
    • Odzyskaj swoje konto!
    • Ekipa oraz liderzy projektu Vibe Roleplay
    • Publikacje dt. fabuły serwera
    • Publikacje dt. rozgrywki
    • Regulaminy
    • Rekrutacje
    • Społeczność
    • Poradniki
    • Event Team
  • Sprawy organizacyjne
    • Pochwały oraz skargi
    • Apelacje od kar
    • Współdzielenie IP
  • Organizacje publiczne
    • Opiekunowie organizacji publicznych
    • Los Santos County Government
    • San Andreas Judicial Branch
    • Projekty oficjalne
    • Federal Bureau of Investigation
    • Internal Revenue Service
    • Los Santos County Sheriff's Department
    • Los Santos Police Department
    • Natural Resources Agency
    • Los Santos County Fire Department
  • Organizacje prywatne
    • Informacje Opiekunów
    • Aplikacje
    • Biznesy
    • Projekty In Character
    • Spółki
    • Projekty CM/GM
    • Projekty zmotoryzowane
    • Przetargi
    • Wyceny i dofinansowania
    • Archiwum
  • Organizacje przestępcze
    • Informacje
    • Organizacje
    • Crime Support
    • Przestępstwa
    • Archiwum
  • Branża rozrywkowa
    • Profile postaci
    • Informacje
    • Przedsiębiorstwa
    • Materiały
  • Media
    • Media
    • Daily Globe
    • Music Media ChatterBox
  • In Character
    • Wydarzenia fabularne
    • Los Santos County & Blaine County
    • Internet
    • Los Santos
    • Biografie postaci
    • Społeczności
  • Inne
    • Multimedia - Zdjęcia i filmy z serwera Vibe Roleplay
    • Multimedia - Zgarniaj wyjątkowe nagrody
    • Twórczość Użytkowników
    • Hydepark
    • Archiwum globalne
  • 7.7.7 | GIGA DC
  • doozan's fanclub Tematy
  • PRAWILNY GENG Tematy
  • capybara team Zdjęcia kapi
  • 12KG MAFIA Rodzina nie znaczy przyjaźń.
  • KR Kumar
  • KR Rajesh
  • Federal Ballin Bureau Club Regulamin warzne!

Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki, które zawierają...


Data utworzenia

  • Od tej daty

    Do tej daty


Ostatnia aktualizacja

  • Od tej daty

    Do tej daty


Filtruj po ilości...

Dołączył

  • Od tej daty

    Do tej daty


Grupa podstawowa


O mnie


Discord

Znaleziono 4 wyniki

  1. Florencia 13, znana też jako F13 czy South Side Florencia 13, to latynoski gang, który od dekad rządzi na południu Los Santos. To nie jest zwykła banda – to rozbudowana organizacja złożona z wielu klik, czyli tzw. setów, rozsianych po całym hrabstwie. Jedna z nich, De la Calle 66, trzyma władzę w dzielnicy Chamberlain Hills. Historia tej ekipy sięga zaraz po drugiej wojnie światowej, pod koniec lat 40. Gang powstał w dzielnicy Florence-Firestone – stąd nazwa Florencia 13. Z czasem rozrósł się, zdobywając wpływy i szacunek, nie tylko dzięki sile, ale też dzięki sprytowi i twardym zasadom, które trzymają wszystkich razem. Klikami dowodzą wyjadacze, ludzie z doświadczeniem, którzy często odsiadują wyroki, ale ciągle mają decydujące zdanie w sprawach gangu. Jednym z takich ludzi jest Santiago Navarro, zwany El Sombra. To właśnie on stoi na czele De la Calle 66 po tym, jak poprzedni boss wylądował na dożywociu. Santiago zna tę dzielnicę jak własną kieszeń. Zaczynał od najniższego szczebla, a dzięki sprytowi i zimnej głowie szybko awansował. Dziś to ktoś, kto potrafi trzymać gang w ryzach i rozgrywać zarówno uliczne konflikty, jak i politykę więzienną. De la Calle 66 pod wodzą Navarry rozbudowuje swoje wpływy. Ich główny biznes to dystrybucja narkotyków, wymuszenia i pranie brudnych pieniędzy przez lokalne biznesy – warsztaty, salony fryzjerskie, uliczne taquerie. Santiago wprowadził też tzw. „podatki uliczne” – mniejsze grupy na terenie F13 muszą płacić albo znikają. Navarro wie, że sama siła nie wystarczy. W tym świecie liczą się też kontakty i lojalność – na ulicy i w więzieniu. Dlatego trzyma bliskie relacje z więzienną starszyzną i działa zgodnie z zasadami La Eme, co daje mu dodatkową ochronę. Florencia 13 od lat toczy otwartą wojnę z wieloma gangami, które zagrażają ich wpływom: Bloods, zwłaszcza w dzielnicach Davis i Strawberry 18th Street Gang, jeden z najgroźniejszych rywali w całym Los Santos Maravilla, choć pochodzą z podobnego środowiska, są w śmiertelnym konflikcie z F13 Playboys 13, mimo pokrewieństwa kulturowego, walczą o dominację bez litości Hoover Criminals, lokalny wróg, który nie uznaje kontroli F13 nad Chamberlain Hills Tu nie ma miejsca na słabość. El Sombra rządzi nie tylko siłą, ale głową – umie przewidywać ruchy, wyciągać konsekwencje i trzymać ludzi na smyczy. Dla Santiago Navarro to więcej niż walka o władzę. To walka o zachowanie dziedzictwa, które może w jednej chwili obrócić się przeciwko niemu. Członkowie gangu wiedzą, jak ważne jest pokazanie, do kogo się należy. Poza zasadami i siłą, liczy się też symbolika. To ich język, którym mówią na ulicy. Jednym z najczęściej noszonych insygniów są fullcapy z logami baseballowych drużyn. To nie przypadek, że najczęściej widzisz ich w czapkach z symbolem Los Angeles Dodgers – to nieoficjalny znak przynależności wielu latynoskich gangów w południowym Los Santos. Czapki z logo San Diego Padres czy Oakland Athletics też się zdarzają i niosą swoje znaczenie. Te fullcapy to coś więcej niż moda – to znak jedności i szacunku dla korzeni. Oprócz czapek, w grze jest też mnóstwo innych symboli, które pokazują ich związek z kulturą latynoską i więziennym światem: Liczba 13 – nie tylko w nazwie, ale też na tatuażach, graffiti, jako hołd dla Mexican Mafia (13. litera alfabetu to M). Czarna róża albo róża z kolcami – symbol walki, bólu i pamięci o tych, którzy zginęli. Korona – znak lidera, osoby z wysoką pozycją w gangu. Tatuaże w stylu Chicano – artystyczne wzory, które opowiadają o historii i przynależności. Graffiti z „F13” albo „Florencia” – na murach, by zaznaczyć teren i dać ostrzeżenie rywalom. To wszystko sprawia, że każdy z nich czuje się częścią większej rodziny. A Santiago dobrze wie, że te symbole to nie tylko ozdoby – to narzędzie, które trzyma ich razem i pomaga przetrwać. Tatuaże w Florencia 13 to nie są zwykłe wzory. To świadectwo przynależności i historii każdego, kto je nosi. Na początku młodzi soldados mają proste symbole – 13 na dłoni, albo mały napis „F13” na karku. W miarę zdobywania szacunku, tatuaże stają się bardziej rozbudowane – róże, korony, chicano style. Miguel „El Lobo” Ramirez był jednym z nich – młody, zdolny, z tatuażem czarnej róży na ramieniu i liczbą 13 na szyi. Pokazywał w ten sposób swoją lojalność i gotowość do walki. Ale lojalność to rzecz święta, a złamanie zasad nie uchodzi na sucho. Kiedy El Lobo zaczął lekceważyć zasady – nosił tatuaże gangów rywali i ignorował rozkazy starszyzny – przekroczył granicę. Konsekwencje? Bezlitosne. Podczas handlu narkotykami na rogu w Chamberlain Hills został brutalnie zaatakowany przez innych członków De la Calle 66. Stracił częściowo wolność ręki i mocno poturbowano mu twarz. To była jasna wiadomość dla wszystkich – kto łamie zasady, płaci cenę. Tego samego wieczoru Santiago Navarro zebrał starszyznę i jasno powiedział: „Tatuaże, symbole, czapki – to nasza tożsamość. To więcej niż ozdoba. Kto tego nie szanuje, nie ma tu miejsca.” Dzięki temu surowemu podejściu Florencia 13 nie tylko przetrwała, ale i utrzymała swoją pozycję mimo ciągłych ataków wrogów. Tatuaże i symbole to ich język – mówi o jedności, lojalności i gotowości do walki. A złamanie tego języka oznacza wykluczenie, a często i śmierć.
  2. Valeria Vasquez Urodzona 31 marca 2001 w Caracas - stolicy Wenezueli. Jej życie rozpoczęło się kiedy Wenezuela od dawna już nie była krajem mlekiem i miodem płynącym. Jej rodzina, choć miała w żyłach krew dawnych elit, żyła w miejscu, które było dalekie od luksusu. Petare – największe slumsy Caracas – było jej domem. Dziewczyna jest latynoską o wyrazistej urodzie, która jednak skrywa surowość doświadczeń. Jej brązowe oczy, pełne czujności i skrytej determinacji, potrafią być zarówno ciepłe, jak i lodowate, zależnie od sytuacji. Smukła, ale wysportowana sylwetka zdradza nawyk ciągłego ruchu i życia w gotowości. Rysy twarzy są ostre, lekko kanciaste, lecz kobiece, a pełne usta często układają się w wyraz powściągliwej pewności siebie. Jej historia wbrew pozorom zaczyna się na długo przed jej narodzinami. Dawno temu, w czasach rządów Marcosa Péreza Jiméneza (1952–1958), rodzina Valerii należała do elity Wenezueli. Jej pradziadek, Don Emilio Vásquez, był wpływowym biznesmenem – posiadał ziemię, inwestował w nieruchomości i miał kontakty z wojskowym reżimem Jiméneza. W czasach boomu naftowego jego fortuna rosła, a rodzina żyła w luksusie, bawiąc się na eleganckich przyjęciach w Caracas i podróżując po Europie. Ale wszystko się skończyło w 1958 roku, gdy reżim Jiméneza upadł. Emilio musiał uciekać, a jego majątek został przejęty przez nowe władze. Choć rodzina nie straciła wszystkiego od razu, ich pozycja zaczęła się stopniowo osłabiać. Gdy w 1999 roku do władzy doszedł Hugo Chávez, sytuacja stała się dramatyczna. Dziadek Valerii, Augusto Vásquez, próbował trzymać się resztek rodzinnego majątku, ale w nowej, socjalistycznej Wenezueli ludzie tacy jak on byli uważani za „burżuazyjne pasożyty”. Zaczęły się nacjonalizacje, przejmowanie prywatnych firm i represje wobec dawnych elit. Ojciec Valerii, Salvador Vásquez, urodził się już w czasach kryzysu. Jako młody chłopak widział, jak jego rodzina traci kolejne domy, znajomi się od nich odwracają, a wpływy dawnych bogaczy maleją. Z czasem, bez środków do życia, wylądowali w coraz gorszych dzielnicach Caracas, aż w końcu trafili do Petare – miejsca, gdzie nikt nie pamiętał, że Vásquezowie kiedyś byli kimś. Valeria od najmłodszych lat nauczyła się, że życie tutaj to nie tylko hałas i chaos, ale też nieustanne napięcie. W zasadzie nie pamiętała życia poza slumsami. Ludzie tutaj żyli blisko siebie, głośno, wściekle i namiętnie. Dzieciaki biegały boso po zakurzonych ulicach, starsi chłopcy grali w piłkę między beczkami, a kobiety sprzedawały arepy na rogach. W dzień Petare było żywe, ale nocą stawało się innym światem. Gdy zapadał zmrok, nikt, kto miał instynkt samozachowawczy, nie wychodził bez powodu. Jej ojciec, Salvador, był w domu rzadko. Pracował całymi dniami, czasem znikał na całe noce. Nie mówił, czym dokładnie się zajmuje – pracował, tyle wystarczyło. Nie był złym człowiekiem, ale zmęczonym. Każdego dnia jego oczy robiły się bardziej puste. A kiedy wracał do domu, często siadał w fotelu, patrzył w ścianę i pił. Nie radził sobie ze straconym majątkiem i pozycją jego rodziny. Z pewnością obwiniał się za los całej rodziny. *** Był upalny dzień, taki jak każdy w Caracas. Valeria miała wtedy może dziewięć lat i biegała po barrio z grupą dzieciaków. Jej brat, Santiago, był już „za dorosły” na takie zabawy, ale zawsze trzymał na nią oko z daleka. Tego dnia Valeria podbiegła do małego straganu na rogu, gdzie starszy pan sprzedawał mango. Miała w kieszeni kilka boliwarów, wystarczająco na jedno małe owocowe trofeo. Wzięła je i już miała płacić, kiedy kątem oka zobaczyła coś, co sprawiło, że serce jej przyspieszyło. Dwóch mężczyzn w motocyklowych kaskach weszło na ulicę – jeden trzymał pistolet, drugi szarpał kobietę za torebkę. Rabunek. To się zdarzało w Petare częściej niż zachody słońca. Valeria powiedziała sama do siebie – jeśli ktoś cię zauważy, możesz stać się kolejną ofiarą. Zanim zdążyła się zastanowić, puściła się biegiem. Pędziła wąskimi uliczkami, przeskakiwała przez sterty śmieci, mijała wąskie przejścia, w których tylko dzieci potrafiły się przecisnąć. Zatrzymała się dopiero kilka przecznic dalej, serce waliło jej w piersi. - Mała, co ty odwalasz?! – **Santiago dopadł ją, łapiąc za ramiona. Miał w oczach strach, prawdziwy strach.** - Ja tylko… – **próbowała powiedzieć, ale nie miało to znaczenia.** - Następnym razem nie biegnij, bo jak ktoś pomyśli, że widziałaś za dużo, to nie będziesz miała gdzie uciec. To był pierwszy raz, kiedy zrozumiała, że w Petare nie chodzi o to, by być szybszym – chodzi o to, by nie być zauważonym. W Petare woda była skarbem – nie przywilejem, ale nagrodą za cierpliwość, czujność i odrobinę szczęścia. Z kranów nie leciało nic całymi dniami, czasem tygodniami, a kiedy w końcu coś zaczynało kapać, dzieciaki biegły po domach z krzykiem, wołając wszystkich, zanim ciśnienie znowu spadnie do zera. Valeria i Santiago dobrze znali drogę do jednego z betonowych zbiorników na dole barrio, gdzie stała długa kolejka ludzi z wiadrami, kanistrami i butelkami po detergentach. Wschodzili o świcie, schodzili po zmroku – strome schody, śliskie od wilgoci, były jedyną drogą w tę i z powrotem. Nikt nie mówił, ale wszyscy patrzyli sobie na ręce, bo w kolejce nie chodziło tylko o cierpliwość – czasem o przetrwanie. Prąd znikał równie często – bez zapowiedzi, bez powodu. W nocy światła gasły nagle, a Petare tonęło w ciemności, jakby całe miasto wstrzymywało oddech. Wtedy słychać było strzały. Długie serie, pojedyncze wystrzały, wrzaski, silniki motocykli – wszystko mieszało się z gorącem nocy i lepkim potem. Valeria pamięta, jak raz całą noc czekali z matką i Santiago na podłodze – nie dlatego, że bali się śmierci, ale dlatego, że wiedzieli, że w Petare zawsze umiera ktoś, kto był w złym miejscu o złym czasie. A rano, kiedy znowu pojawiała się nadzieja, pierwsze co sprawdzali, to kran. I kiedy usłyszeli bulgoczący szum, napełniając plastikowe wiadra, czuli się tak, jakby wygrali coś ważniejszego niż życie. To Santiago, jej starszy brat, tak naprawdę ją wychowywał. Był jej bohaterem. Miał szesnaście lat, kiedy ona zaczęła rozumieć, że świat nie jest sprawiedliwy. Miał w sobie coś, co sprawiało, że ludzie go lubili – był szybki, uśmiechnięty, wygadany. Kiedy grał w piłkę, wszyscy wiedzieli, że strzeli gola. Kiedy mówił, ludzie słuchali. Ale miał też w sobie gniew, który rósł z każdym rokiem. *** - Mała, zawsze będę cię chronić – **powtarzał jej, gdy bała się dźwięków wystrzałów w nocy.** Ale pewnego dnia Santiago zaczął znikać. Początkowo na kilka godzin, potem na całe noce. Wracał z nowymi butami, nowym telefonem. Nie mówił, skąd je ma, a Valeria nie pytała. Po prostu czuła, że coś się zmieniło. Miała jedenaście lat, gdy pierwszy raz naprawdę poczuła strach. Nie ten codzienny, kiedy w nocy słyszy się strzały, ale taki, który wżera się w kości i zostaje na zawsze. Santiago miał wtedy siedemnaście lat i już od jakiegoś czasu dziwnie się zachowywał. Wracał późno, nie patrzył jej w oczy. Tamtego wieczoru siedziała na schodkach przed domem, bawili się z innymi dzieciakami w wyścigi karaluchów (tak, karaluchów – w Petare nie było PlayStation, były owady). W pewnym momencie usłyszała silniki motocykli – trzy, może cztery. Jej brat wybiegł z domu, a chwilę później zobaczyła go na końcu uliczki, rozmawiał z jakimiś mężczyznami. Nie słyszała słów, ale widziała ich sylwetki. Jeden z nich trzymał broń Valeria była ciekawska. Zawsze taka była. Ale tego dnia, kiedy Santiago wrócił i zobaczył, że patrzyła, jego twarz była inna. Jakby kogoś innego. - Przysięgnij mi, że nic nie widziałaś. - Nie zrozumiała. - Valeria, PRZYSIĘGNIJ. Nie zadawała pytań. To był moment, w którym zrozumiała, że Santiago nie jest już tylko jej starszym bratem. Był kimś więcej. Lub kimś mniej. W dniu, gdy nie wrócił wcale, wszystko przestało mieć znaczenie. Z początku zapowiadała się zwykła noc. Chłopaka nie było, a matka chodziła od okna do okna i wyglądała. Z drugiej strony ojciec, który nawet się nie zainteresował. Noc minęła, a Santiaga nadal nie było w domu. Następnego dnia też nie wrócił, kolejnego też nie. Rozpoczęły się poszukiwania, wydzwanianie znajomych. Jeżdżenie z miejsca na miejsca. Nikt wtedy nawet nie myślał, że stało się coś złego. Wszyscy przypuszczali, że uciekł z dzielnicy. Zostawił rodzinę i spróbował nowego życia jak wielu chłopaków z Petare. Chłopak jak się później okazało należał do tej drugiej grupy ambitnych chłopców. Minęły dwa tygodnie, zanim przyszła wiadomość. Santiago nie żył. Jego ciało znaleziono w bagażniku spalonego samochodu na obrzeżach miasta. Policja nawet nie zadawała pytań. „Kartel” – tyle wystarczyło, by temat został zamknięty. Nie było śledztwa, nie było sprawiedliwości. Santiago był kolejnym numerem w statystykach, kolejnym ciałem, które znika bez śladu. Nie było pogrzebu. Nie było ostatniego pożegnania. Matka Valerii płakała przez tydzień, a potem zaczęła zachowywać się tak, jakby Santiago nigdy nie istniał. Ojciec pił jeszcze więcej. Valeria patrzyła na nich i czuła, że coś w niej pęka. To był moment, w którym wiedziała, że musi stamtąd uciec. Kilka dni później ojciec podjął podobną decyzję — miał amerykańskie obywatelstwo po swojej matce i postanowił zagrać ostatnią kartą. Sam fakt ukrywał do tej pory przed rodziną, jakby wstydząc się że nie jest rodowitym Wenezuelczykiem. Jednak teraz kraj pogrążał się w chaosie, a gdy władzę przejął Maduro, Salvador nie czekał na rozwój wydarzeń. Spakował rodzinę, wsiedli do samolotu i nie obejrzeli się za siebie. Valeria nigdy nie chciała opuszczać Wenezueli. Nie tak. Nie z poczuciem przegranej. Miała czternaście lat, kiedy wylądowali w Miami, ale czuła się, jakby umarła gdzieś po drodze. Wszystko było inne. Nie było zapachu smażonych arep na ulicach. Nie było krzyków sąsiadów, dudniącej muzyki i śmiechu, który w Petare mieszał się z dźwiękiem strzałów. Nie było Santiago. Pierwsze miesiące to była otchłań. Jej matka się nie odzywała. Ojciec pił. A ona? Nie czuła nic. Każdego wieczoru siadała przed telewizorem i oglądała wiadomości. Patrzyła, jak kraj, który jeszcze niedawno był jej domem, rozpada się kawałek po kawałku. Ludzie protestowali. Policja strzelała do tłumu. Maduro przemawiał, obiecując więcej pustych rzeczy, które nie miały już żadnego znaczenia. Salvador był silnym mężczyzną. Był twardy, stanowczy. Ale po śmierci Santiago coś w nim pękło. Nie mówił o nim. Nie mówił o Wenezueli. Nie mówił o niczym. Tylko pił. Najpierw wieczorami. Potem w ciągu dnia. Potem już zawsze. Valeria nienawidziła go za to. Za to, że ją zostawił, choć wciąż był obok. Za to, że nie próbował nawet trzymać matki za rękę, kiedy płakała nocami. Za to, że patrzył na nią tak, jakby była cieniem Santiago – i niczym więcej. Tamtego dnia lał deszcz. Salvador wyszedł z baru jak zwykle, chwiejnym krokiem, z butelką w ręce. Nikt nie wie, czy potknął się sam, czy po prostu nie zauważył świateł. Ale kiedy ciężarówka zahamowała, było już za późno. Matka Valerii krzyczała, kiedy dowiedziała się o jego śmierci. Ale Valeria? Valeria nie czuła nic. Pogrzeb ojca wypadł w pierwszym tygodniu jej uczęszczania do nowej szkoły. Amerykańska szkoła była jak inna planeta. Czyste korytarze. Plastikowe uśmiechy. Dzieciaki, które nigdy nie zaznały głodu. A ona? Była tam ciałem, ale nie duchem. Jej angielski był łamany, jej akcent gruby. Śmiali się z niej. Śmiali się z jej ubrań, z tego, że nie znała popkultury, że nie wiedziała, kim są bohaterowie seriali, o których wszyscy mówili. Pierwszego dnia ktoś próbował ją popchnąć. Odwróciła się i przywaliła mu w nos. Od tamtej pory przestali ją popychać, ale nigdy jej nie zaakceptowali. „Dzika.” „Ta z slumsów.” „Zobaczycie, skończy w więzieniu.” Nie obchodziło jej to. Bo prawda była taka, że nienawidziła tego kraju. Nienawidziła ich idealnych domków z ogródkami. Ich przekonania, że świat jest dobry, jeśli tylko wystarczająco się postarasz. Ich głupiej, plastikowej naiwności. Oni nigdy nie widzieli, jak ciało człowieka płonie w samochodzie. Nie słyszeli krzyków w nocy, nie musieli kłaść się na podłodze, kiedy ktoś zaczynał strzelać. Nie wiedzieli, co to znaczy bać się własnego miasta. Była tam obca. I nie miała pojęcia, czy kiedykolwiek się to zmieni. Czas jednak powoli leczył rany. Dziewczyna przyzwyczaiła się do technologii, dobrobytu i życia w nowej rzeczywistości. Valeria i jej matka trzymały się razem. Nie miały nikogo poza sobą, ale to im wystarczało. Miami było inne niż Caracas – bezpieczniejsze, spokojniejsze, ale też obce. Pomimo tego czuły ulgę, jakby wreszcie mogły oddychać pełną piersią. W pierwszych latach po śmierci Salvadora cieszyły się każdą drobnostką. Praca dorywcza Rosy, zdany egzamin Valerii, święta bez strachu że ktoś z bronią zapuka do drzwi. Santiago z pewnościa by nie uwierzył jak teraz wygląda ich życie. Valeria widziała matkę jak odzyskuje radość. Jak żyje bez uciekania, bez oglądania się za siebie. Po raz pierwszy od lat nie budziły się z lękiem w oczach. Ona sama złapała pierwszą pracę dorywczą w internecie. Gdy Valeria miała 22 lata udało się jej i jej matce uzyskać obywatelstwo USA. Ale ich radość nie trwała długo. Choroba Rosy przyszła nagle i niespodziewanie. Do tej pory kobieta bagatelizowała zmęczenie, bóle i utratę wagi. Przecież to mógł być nawet stres lub niewyspanie. ale badania nie pozostawiły złudzeń: rak. I to w stadium, w którym lekarze mówili więcej o czasie niż o leczeniu. Walczyły z tą chorobą przez niemal dwa lata. Było to cztery razy dłużej niż dawali Rosie lekarze. Kiedy matka odeszła, Valeria została sama. Po raz pierwszy w życiu nie miała nikogo. Stała nad jej grobem z uczuciem pustki, jakby świat znowu pokazał jej, że nie ma nic pewnego. Vale patrzyła, jak matka gaśnie, jak jej siła – ta sama, która trzymała ich rodzinę przez lata – powoli się wypala. Nie było pieniędzy na najlepsze leczenie, tylko na to, co mogło opóźnić nieuniknione. Próbowały trzymać się normalności, śmiać się, oglądać razem stare filmy, ale cień śmierci był coraz bliżej. Kilka dni przed swoimi 24. urodzinami Valeria zmierzyła się z dwoma kolejnymi tragediami. Z jednej strony organizowała pogrzeb matki z drugiej patrzyła, jak obcy ludzie wynoszą z jej domu ostatnie meble. Bank nie zostawił jej nic – tylko kilka tysięcy dolarów, garść wspomnień i gorzki smak zdrady. Okazało się, że ojciec podczas swojej krótkiej kariery w USA zdążył narobić im długów, o których nigdy nie powiedział, a teraz przyszło jej za nie zapłacić. Nie było sensu walczyć. Miami już dawno przestało być domem, a przeszłość ciągnęła ją w dół jak betonowe buty. Wzięła, co miała, kupiła bilet i wsiadła do pierwszego lepszego samolotu. Los Santos nie było rajem, ale było nowym początkiem. A tego teraz potrzebowała najbardziej. Valeria nie miała jeszcze pojęcia, co chce zrobić ze swoim życiem. Wciąż balansowała na granicy nadziei i rozpaczy, szukając własnej drogi, ale jedno było pewne – miała dosyć biedy i ciągłego strachu o przyszłość. Po śmierci matki, po całym tym chaosie, nie miała nikogo, kto by ją prowadził, a jedyne, czego pragnęła, to poczuć się pewnie, choćby przez chwilę. Była sama w obcym mieście, w którym nie miała przyjaciół, nikogo, kto by ją naprawdę rozumiał. Los Santos stało się jej miejscem, które miało stać się zarówno schronieniem, jak i początkiem jej nowego życia. To jak potoczy się jej przyszłość, wciąż było niepewne. Być może uda jej się znaleźć drogę wśród ludzi, którzy docenią jej upór i determinację. Może będzie żyć jak zwykła obywatelka, borykając się z trudnościami codziennego życia. Ale z drugiej strony, po tym wszystkim, co przeszła, łatwo mogła popaść w mroczniejsze ścieżki. Może podąży śladami brata, oddając hołd jego pamięci w sposób, który nie wiąże się z prawem. W jej sercu wciąż była ta nieugaszona potrzeba, by walczyć o to, co jej, nawet jeśli oznaczałoby to przekroczenie granicy jakiejś granicy.
  3. Venice 13 (VX3, V13) to gang uliczny aktywnie działający w obszarze zwanym /Ghost Town/ i przebiega przez przecznicę takie jak Venice Boulevard które się krzyżują z Lincoln Boulevard a z nich wychodzą ulicę - Penmar Ave, Oakwood Ave, Linden Ave czy Glyndon Ave. Początki gangu sięgają lat dwudziestych lub trzydziestych XX wieku. Był to jeden z pierwszych meksykańskich gangów, który toczył wojny gangów z gangami afroamerykańskimi, zwłaszcza lokalnym Venice Shoreline Crips, który został założony w połowie lat siedemdziesiątych. Wówczas dzielnica ta była nazywana "Ghetto by the Sea" z powodu zaniedbanych ulic, co doprowadziło do spadku cen nieruchomości i umożliwiło biedniejszym mieszkańcom ich zakup. Właśnie w tej atmosferze biedoty narodził się gang Venice 13, który stał się jednym z najstarszych gangów w mieście. W latach 60 gang szybko rósł w siłę, a jego członkowie zaczęli odgrywać kluczową rolę w kalifornijskim systemie więziennym, szczególnie poprzez powiązania z Meksykańską Mafią. Jednocześnie gang prowadził brutalną wojnę z Culver City 13, która trwa do dziś. Venice 13 przejęło kontrolę nad handlem narkotykami, a bezrobocie i napięcia rasowe co raz bardziej napędzało członkostwo w gangach. Głównymi rywalami Venice 13 były gangi Santa Monica 13 i Santa Monica 17th St, jednak ostatecznie zawarły one rozejm i stworzyły sojusz. Podobna sytuacja miała miejsce z gangiem 18th Street, zwłaszcza z jego odłamem z 106th St w Inglewood, a także z Grave Yard Gangsta Crips w Santa Monica oraz Culver City 13 z dzielnicy Mar Vista. Historycznie, jednym z największych rywali Venice 13 byli Venice Shoreline Crips. Obie grupy działały w tej samej dzielnicy Venice, która była znana ze swojej różnorodności i tętniącego nią życia. Był to jedyny obszar w Venice, gdzie Afroamerykanie i Latynosi mogli nabywać nieruchomości. W XX wieku kiedy biali właściciele domów zaczęli kupować nieruchomości i odnawiać stare domy zaczęła się seria rewitalizacji, co spowodowało że miasto Los Angeles zwalczyło problem gangów, chociaż V13 nadal pozostało aktywne na ulicach Venice. Akty przemocy gangów na Venice zniechęciły wielu zamożnych mieszkańców, którzy nie byli przyzwyczajeni do takich zdarzeń. Przykładem może być fala brutalnych strzelanin w 2005 roku, podczas których w ciągu zaledwie dwóch tygodni doszło do trzech zabójstw. Mimo zwiększonej obecności departamentu, kilka miesięcy po tych wydarzeniach mieszkańcy donosili, że ulice pustoszały już o zmierzchu. W listopadowym numerze magazynu na Los Angeles NEWS 2005r, autor Ferdinand Jenkins zwrócił uwagę na problem gentryfikacji, stwierdzając, że ''strzelaniny między Shoreline Crips a V-13 są tak samo codziennym elementem życia w Venice, jak pitbulle bawiące się z blond labradorami w miejscowym parku dla psów''. Venice 13 jest znany z dość luźnego podejścia, a jego członkowie często nie angażują się zbyt intensywnie. Zyskał złą reputację z powodu brutalnych i niekiedy wyjątkowo lekkomyślnych ataków odwetowych. Grupa jest również zaangażowana w szeroko pojęty handel narkotykami w rejonach Oakwood i promenady, które stanowią kluczowy rynek dla zamożnych mieszkańców okolic. Venice 13 jest również znane z tego, że broni swojego terytorium przed zewnętrznymi handlarzami narkotyków i intruzami, często stosując przemoc, w tym zabójstwa lub przynajmniej ostrzał w stronę naruszycieli. Obecny status oraz realna siła V13 pozostają trudne do ustalenia dla organów ścigania. Mimo że ich liczebność i wpływy na ulicach mogą nie być tak wyraźne, jak w przeszłości, to wciąż utrzymuje się przekonanie, że ich moc opiera się na silnych powiązaniach z meksykańską mafią z Kalifornii. Te relacje zorganizowanej przestępczości sprawiają, że grupa Venice 13, choć może wydawać się mniej aktywny na poziomie społecznym, ma podwójne działanie. Ta współpraca sprawia, że ich władza wykracza poza samo lokalne terytorium. Venice 13, jest jednym z bardziej brutalnych gangów na Venice, kontynuuje swoją walkę o pozycję w tej dzielnicy. Gang zdobył złą sławę w 2018 roku, kiedy to ich członkowie otworzyli ogień w pobliżu High School, strzelając 25 razy z kalibru typu; 9mm. Incydent ten wstrząsnął społecznością, wywołując szeroką reakcję zarówno lokalnych, jak i federalnych służb porządkowych, które zabezpieczyły okolicę, a śledztwo miało na celu odkrycie przyczyn i sprawców tego brutalnego ataku. Choć pierwotnie atak miał być skierowany przeciwko rywalom gangu, tragicznie zakończył się on śmiercią trójki młodych nastolatków, co wywołało ogromne oburzenie i wzmożoną dyskusję na temat bezpieczeństwa w tej części miasta. W efekcie, incydent ten stał się punktem zwrotnym w debatach na temat przemocy gangów i konieczności zaostrzenia działań prewencyjnych. Swego czasu V13 wtargnęło na teren szpitala w poszukiwaniu jednego z członków Culver City, którego nie do końca udało się zabić. Koniecznym faktem było nadanie fikcyjnego nazwiska i zmiana wszystkich etykiet na tablicach szpitalnych, zgodnie z opisem notatki pielęgniarki sporządzonej podczas przesłuchania. Od tamtej pory Venice 13 prowadzi swoją działalność przestępczą na terenach Venice, angażując się w szereg brutalnych przestępstw. Wśród nich znajdują się morderstwa, porwania, napaści z użyciem broni, wymuszenia oraz handel narkotykami. Venice 13 jest znane ze swojej bezwzględności i brutalności, co bardzo rozprzestrzenia problem przestępczości w tej dzielnicy. Wzrost aktywności gangów w rejonie Venice wymusza ciągłe działania departamentu i innych organów ścigania, które próbują zwalczyć przestępczość i uchronić lokalną jak i turystyczną stronę Venice przed ewentualnymi aktami przemocy. Article published on July 24, 2024 by Madeline PaukerPolice said a 25-year-old man who died Sunday night near 5th and Rose avenues in Venice may have been murdered by fellow gang members. Three men fought with and overwhelmed the man, said James Setzer, captain of the Los Angeles Police Department’s Pacific Division. LAPD officers found the man in an alley at 7:20 p.m. and paramedics pronounced him dead. Setzer said all four men were members of the Venice 13 gang, but a description of possible suspects has not been released. The county coroner has not yet determined a cause of death and police did not find a weapon at the scene, he added. Homicide and gang detectives are investigating the case, searching the area for witnesses and reviewing video evidence of the crime. Setzer said video evidence shows no residents of a nearby homeless encampment were involved in the killing, contrary to early television news reports. Last month, 29-year-old Lavell Harris of Venice was shot to death near 5th Avenue and Broadway. Police said they are unsure if Harris’ murder was gang-related and have not made any arrests in the case. Police are asking anyone with information about the crime to call West Bureau Homicide Detectives at (213) 382-9470 or report information anonymously via (800) 222-TIPS [8477]. Morderstwo w Venice powiązane z działalnością gangu [Artykuł] --------> [HP VENICE 13 (VX3,DUKE GANG) - Zapraszam jeśli chcesz do nas dołączyć i pograć z nami! <-------
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę. Warunki użytkowania Polityka prywatności Regulamin