Znajdź zawartość
Wyświetlanie wyników dla tagów 'night' .
-
By James Atrizziola - DAILY GLOBE, 06/06/2025 Miasto, jak co dzień przygasło, flesze fotoreporterów udały się na rutynową drzemkę, przecznice opustoszały i wydawało się, że to będzie czas na ciszę - coś w uszach nieprzyjemnie dudniło. Nie była to cisza. Było to zjawisko, które powinno zaniepokoić każdego, kto wierzy w misję dziennikarstwa jako miejsca do rozmowy, a nie szarego pomieszczenia służącego do walki niczym w ringu bokserskim. W tej przez siebie stworzonej strefie, Venture, bo o nich mowa, zachowuje się jak bokserzy na dopingu - agresywni, nadpobudliwi, gotowi uderzać poniżej pasa, tylko po to, by otrzymać poklask swojego narożnika. Przy okazji, próbując się w ten sposób wybić. Panie Hall, nazywacie się niezależnym miesięcznikiem biznesowym, a czym się staliście? W mojej ocenie: tabloidem, który chce skorzystać i wybić się wyżej, krzywdząc przy tym reputację rzetelnych, uznanych mediów. Artykuły, które ukazały się w ostatnim czasie - uderzają wprost w naszą redakcję i dziennikarzy. Pokazując, że w "dziennikarskiej" bańce Venture opłaca się atakować, a nie to, co powinno być założenie: informować. Wygląda na to, że konkurencyjny gracz na rynku pomylił pojęcie "źródła", bo chcąc być źródłem informacji, wybrali nas na swoje źródło tematu. Żywią się cudzym echem. Robiąc to nieudolnie, posługując się atakiem jako jedynym narzędziem, które ma im przyciągnąć uwagę. My, Daily Globe, wychodzimy z innego założenia. Piszemy i mówimy czasem lżej, czasem bardziej emocjonalnie. Wychodzimy z naszej siedziby, jesteśmy pośród ludzi: z mikrofonem w dłoni lub prowadząc audycję z vana. Pytamy o ważne sprawy. A Venture? Siedzą w okopanej wieży własnych kompleksów, produkując złośliwe felietony bez jakiejkolwiek wartości społecznej - próbując zatopić naszą reputację. Jak uczy nas historia, nie pierwszy raz ktoś próbuje wybić się na cudzym nazwisku, ale rzadko kto robi to z tak widocznym brakiem klasy. Nie jesteśmy święci, bo jak każdy człowiek, który pracuje i chce stuprocentowej rzetelności, popełniamy błędy. Publikujemy teksty emocjonalne, czasem zbyt osobiste, ale nasze materiały żyją długo po publikacji. Piszemy nie dla siebie, ale dla ludzi. Venture z kolei zaczyna przypominać redakcję, która nie żyje ze swoich treści, lecz z krytyki cudzych treści. To droga, którą kroczy każdy tabloid przebrany w szaty elitarnej redakcji biznesowej. Artykuł dotyczący Alyssy de Santis pokazuje, że zrobiono z tego serial zamiast debaty w granicach dziennikarskiej etyki. To nie jest dziennikarstwo, to pisanie dla efektu, a nie wartości. Fakt, opakowane może i w powagę, ale czuć zapach taniego dramatyzmu. Najbardziej uderzające jest jednak w tym wszystkim to, z jaką jaśnie wielmożna, olaboga, niezależna redakcja Venture rzuca się w obronę pani wiceburmistrz Rosario Duarte-Rubio. Może tutaj nie rozmawiamy już o dziennikarstwie, a o zdobyciu politycznego orderu? Spójrzmy na to z tej strony: odpierają zarzuty, których oficjalnie nikt nie wystosował oraz uniewinniają osobę, której nikt nie oskarżył. Kreują, co warte podkreślenia, nie otwarty front. Czy to dziennikarstwo czy public relations na etacie? Nie przestaniemy robić tego, co robimy najlepiej, czyli być tam, gdzie inni spoglądają przez lornetkę. Słuchać tych, których inni nie usłyszą. Pisać z pasją, bo wśród nas jest człowiek. Nie odpowiadamy na każdą prowokację, ale na tę musieliśmy. Nie dlatego, że ona boli. Dlatego, że nie pozwolimy konkurencji zbudować reputacji podpalając naszą. Apel do ludzi, którzy mają dość dziennikarskiego cynizmu: przypatrzcie się, kto do was mówi z ekranu. Kto was słucha. Kto używa czyjego nazwiska, by klikało się parę razy więcej. Są redakcje, które mówią o rzeczywistym świecie, a są takie, które piszą wyłącznie o tych, którzy ten świat przedstawiają.
-
By James Atrizziola - DAILY GLOBE, 05/24/2025 Gwar miasta ucichł, telewizje zapętlały informacje, które wydarzyły się w blasku słońca, flesze schowały się w pokrowcach fotoreporterów, a jedyne, co oślepiało to migające, zepsute latarnie między pustymi przecznicami - w Daily Globe można było usłyszeć głos. Mało krzykliwy, spokojny, taki, co nie ocenia. Taki, który bardziej słucha, aniżeli mówi. Jak już mówi, to stara się koić. W Los Santos pojawił się nocny myśliciel - James Atrizziola i Wy, słuchacze, współtwórcy nowego Night Talk - Nocne Gadki. Audycja ze scenariuszem, ale często od niego odchodząca. Bez cięcia i korekty. Paradoksalnie: głos ciszy. A jak wiemy, cisza bywa gwarna i nie do zniesienia. W ostatnich dniach mogliście jej posłuchać dzięki odbiornikowi ustawionemu przy łóżku, może stojąc na czerwonym świetle opustoszałego Los Santos albo podczas oślepiającego ogniska w Paleto Bay. Był i będzie to głos ludzi, którzy nie śpią. Z wyboru lub przymusu. Nie znajdziecie w audycji raczej rozmówców z Celebrity Preview, a tych, którym życie nakazało lub nauczyło milczeć. Teraz będą mogli coś powiedzieć lub zostać wysłuchanym. Dla tych właśnie powstały Nocne Gadki, które słyszalne były w ostatnich dniach. Prawdziwe emocje w człowieku pojawiają się wtedy, kiedy zapada noc. I cisza. To ona jest często bardzo głośna. To ona potrafi wyciągnąć to, czego najbardziej się lękamy: prawdę. Zazwyczaj ta prawda koi, to jednak konsekwencje mogą być katastrofalne. Nocne Gadki oferują wewnętrzny spokój - możliwość jej wypowiedzenia i wysłuchania, zazwyczaj anonimowo. Jest to pewnego rodzaju nocna terapia. Podczas debiutanckiego tygodnia poruszanych było wiele spraw. Przy niektórych z nich była głucha cisza podczas monologu nocnego głosu, a z kolei przy drugich telefon rozgrzewał się do czerwoności. Chapter I - lęk i strach Lęk to nie krzyk czy drżenie rąk. Jest to taki duch siadający przy nas wtedy, kiedy cała reszta poszła już spać. Myśl, której magicznym przyciskiem nie da się wyłączyć. Lęk przed samotnością, bliskością, zmianą, śmiercią - rodzajów jest mnóstwo. Na antenie głęboko poruszył i wstrząsnął lęk, wypowiedziany zresztą przez słuchaczkę, przed sprawiedliwością. “Boję się sprawiedliwości. Udusiłam męża poduszką, kiedy spał” Słowa, które ciężko zignorować. Powiecie: temat dla służb. Prawdopodobnie tak jest i macie w pełni rację, jednakże słuchając wtedy audycji nie wszystko wydawało się takie jasne. Nie wiemy kim ta osoba jest. Nie nam przyszło być świadkiem tego, co wtedy się w nocy wydarzyło. Prowadzący, James Atrizziola, trafnie autorce podpowiedział: "Strach przed sprawiedliwością jest strachem przed samym sobą". Cokolwiek tę kobietę doprowadziło do takiego aktu - czy to gniew, ból, desperacja czy strach -została ona sama na sam ze swoim cieniem, który jest przy niej wtedy, jak mogliście przeczytać wcześniej, kiedy cała reszta już leży wygodnie w swoich łóżkach. Ten lęk sam nie zniknie. O przebaczenie też nie poprosi. Można pomyśleć - jak go pokonać? Przyznać się: w pierwszej kolejności przed samym sobą. Co dalej? Zależy od człowieka, ale prawda ma swoją cenę. Podobnie jak drogie nieruchomości: może dać jednak kojącą wolność. Chapter II - tęsknota Co to jest tęsknota? Sięgając do słowników możemy przeczytać, że to pewnego rodzaju brak czegoś towarzyszącego nam w ostatnich dniach, tygodniach, miesiącach lub latach. Ale czy tęsknota nie jest wspomnieniem obecności czegoś lub kogoś, którego po prostu już przy nas nie ma? Echem, które dudni nam w uszach po czymś śmiechu. Zapachem, którego ostatki czujemy wąchając pozostawioną w szafie koszulę nocną. Blaskiem wspomnień, które plączą się w cudowny sposób w naszych oczach. Jedno można było powiedzieć: nie tęsknimy za czymś, co mogło być dla nas obojętne. „Tęsknię za moją relacją z [...], kochałam go, a on mnie zdradził” Temat był bardzo poważny. Taki, który został w głowie prawdopodobnie przez całą noc. Nie tęskni się za osobą, ale raczej za jakąś cząstką siebie, jaką byliśmy w pewnym momencie czasu. Możliwe, że za bezpieczeństwem, które wtedy czuliśmy? Za uczuciem, bo przecież życie nauczyło nas: kochajmy, będziemy szczęśliwsi. Może to tęsknota właśnie za szczęściem? Uczucia to poważna sprawa, choć w obecnym świecie takie prawdziwe coraz częściej są mrzonką, bo potrafią być rozszarpywane w taki sam sposób, jak antylopa przez lwa. Nocny głos wysłuchał autorce i mówił: "To, że kochałaś - nie okazywałaś swojej słabości. To był dowód tego, że potrafisz dać serce. A zdrada, bardzo bolesna, mówi o kimś innym, a nie o Tobie. Jesteś warta kogoś, kto nie będzie traktował Cię jako opcję". Z czasem człowiek nauczy się oddzielać, ba, rozdzielać wspomnienia od tęsknoty. I wróci ta najlepsza wersja Ciebie. Chapter III - krzywda Nie ból. To raczej to, co pozostaje przy nas wtedy, kiedy ból już powoli zanika. Jest przy nas bardzo długo. W postaci siniaka. W postaci słowa, które słyszymy przez piętnaście lat podczas porannej toalety. W postaci niewidzialnego pęknięcia, widzialnego tylko dla nas samych. Nie widzą go nawet Ci najbliżsi. Kiedy w naszym życiu pojawia się krzywda to automatycznie przestajemy ufać. Cała nasza dusza, a nawet i ciało, zmienia swoje wyuczone tryby. Żeby wrócić do swoich starych przyzwyczajeń, o krzywdzie trzeba mówić, bo wtedy pojawiało się światło, które już nas odpowiednio pokieruje. „Jak miałem 8 lat to dotykał mnie kolega mojego taty” Opowiedziana krzywda potrafi być, jak byśmy tego nawet nie chcieli, bardzo głośna. Podobnie było i w tym przypadku. Jeżeli dotyczy ona kogoś z pierwszych stron gazet czy portali plotkarskich - potrafi przybrać rozmiar decybeli wyrażanych w dziesiątkach czy nawet setkach. Dudniących w postaci telewizyjnych krzyków czy chwytliwych nagłówków stron internetowych. James Atrizziola odpowiedział wtedy: "To, co spotkało Cię wtedy, nie było w żadnym wypadku Twoją winą. Byłeś dzieckiem. Ktoś, kto miał dać Ci tak potrzebne bezpieczeństwo, przekroczył wszystkie granice i Cię skrzywdził. I to nie Ty powinieneś nosić ciężar sytuacji. To nie Ty powinieneś się wstydzić. To Ty masz prawo do bólu, ale też do poszukiwania miejsca, które odda Ci bezpieczeństwo. I sprawiedliwość". Kimkolwiek była osoba, która podzieliła się tak szokującym wyznaniem, dokonała swoistego aktu odwagi. Pozwoliła się usłyszeć i być wysłuchana - chociażby w tej długiej ciszy, jaka w pewnym momencie zapanowała na antenie. Dała sobie szansę na kolejny krok: na znalezienie pomocy, by nie próbować samemu poradzić sobie z piekielnym bólem. A on? Powoli by zabijał: najpierw psychicznie, a później fizycznie. Chapter IV - uśmiech Uśmiech może być maską, bo jak wiemy, nie zawsze pokazuje prawdziwą radość. Z drugiej strony, kiedy jest prawdziwy, to jeden z tych małych gestów, które pozwalają nam wstrzymać chwile, może nawet opóźnić rozpadnięcie się na kawałki. Kiedy wymuszony: wiadomość do świata, że jeszcze nie zniknęliśmy. Można nazwać go prezentem, który przecież możemy dostać bez wypowiadania ani jednego słowa. „U mnie wywołuje uśmiech, gdy widzę szczęśliwych bliskich — a nawet mowa o moich przyjaciołach. Szkoda tylko, że z większością nie mam kontaktu, ale oni pamiętają o mnie po moim powrocie do social mediów. To mnie najbardziej cieszy, ale na pierwszym miejscu jest szczęście mojej jedynej siostry, która ma we mnie w pełni wsparcie.” Była to jedna z tych wiadomości, po ciemnych chmurach, tematach najpoważniejszych, jakie człowiek może sobie tylko wyobrazić, która stała się promyczkiem słońca. Wiatrem, który powoli chce rozganiać pochmurne niebo. Prowadzący audycję powiedział: "Ta treść jest nie o Tobie, ale o Twoim sercu dla innych. Stawiane szczęście siostry ponad swoje - mówi o Tobie najwięcej. Świat potrafi rozdzielać ludzi, zwłaszcza znajomych od przyjaciół." Serce słuchaczki najmocniej biło blisko siostry. Osoby, która w całej tej sytuacji jest dla niej najważniejsza. Po drugiej stronie pojawiły się słodko-gorzkie emocje: radość ze szczęścia znajomych, którzy kontaktują się jednak wtedy, kiedy jest jakaś aktywność internetowa - i tu pojawia się pewnego rodzaju żal. Jest to delikatne wspomnienie o sztuczności dzisiejszych relacji. Wiecie, jesteśmy kimś: będzie przy nas dużo ludzi, a kiedy znikamy: zostają Ci najważniejsi. I to dla nich trzymajmy ten najszczerszy uśmiech. Chapter XYZ - nastąpi w nocy, pośrodku ciszy, ale będziecie musieli uważnie słuchać, by go usłyszeć.
-
Club Five - nowo powstały klub nocny ulokowany na Del Pedro, kilka ulic dalej od ścisłego centrum Vespucci. Budynek Bahama Mamas został odkupiony po tym, jak starzy właściciele stracili klub, kiedy nie zapłacili podatków, dlatego tez nazwa została odświeżona na cos nowocześniejszego. Właścicielem klubu jest Reginald Terrance znany w całym Santos jako DJ Reggie, współwłaścicielem, jak i najlepszym barmanem jest Michael Outis. Głównymi założeniami klubu jest przede wszystkim częste organizowanie imprez na wysokim poziomie w oparciu o świetną muzykę, ale także najlepsze drinki i alkohol. Nie zabraknie też różnych konkursów na uczestników imprez oraz loży vipowskich dla bogatszych osób. Zapraszamy na nasz Fan Page https://li.v-rp.pl/pages/clubfive Lista Drinkow: Sidecar Mint diamond LS Rose Jack Rose Mojito/Black mojito Cuba Libre Black russian White russian Sex on the beach Red Lagoon Green Lagoon Tequila Sunrise Bahama Mama Pina Colada Blue Lagoon Mango Paradise Free Ananas (drink bezalkoholowy) Reggie shot Lokalizacja OOC
