Znajdź zawartość
Wyświetlanie wyników dla tagów 'osobowość internetowa' .
-
Sztuka, dla sztuki- ale z czegoś trzeba wyżyć. Pierwszy rok studiów dla przybyłej z Hondurasu Flavii, okazał się totalną pomyłką, porwała się z motyką na słońce- ot, nie interesowało ją nakładanie kolejnych warstw terpentyny na papier, wolała inny rodzaj płótna. Pierwszy (i póki co, w jej odczuciu- ostatni) rok studiów minął równie szybko, jak i się zaczął. Dwudziestolatka od paru lat, zamiast siedzieć w esejach o Monecie i Rubensie, w ramach hobby, wyżywała się emocjonalnie na cytrusach, bananach i świńskiej skórze, pojedynczą igłą dodaną do zestawu do handpoke'u, który kupiła jeszcze w liceum. Ba! To dzięki niemu na jej lewą rękę wpadło parę pierwszych, ślamazarnych dziabek, które dzielnie do tej pory zdobią jej rękę. Spod jej ręki wychodzili mniej, lub bardziej zadowoleni znajomi z uniwersytetu, z cudnymi mandalami, albo zwierzęcymi paszkwilami, ukrywanymi przed rodzicami. Prawdziwą drogę do samorozwoju i nawet najmniejszego rozgłosu, otworzyło jej rozpoczęcie pracy w studio Chicano- miejscówce doskonale znanej zarówno przeciętnym dziaroholikom, jak i samej śmietance. To tu widziała jak jej mentor dziara samą SNOW-E, to tutaj zarywając nocki poprawiała swoje stare szkice, tu piłowała stawy w nadgarstku, próbując dorównać swojemu szefowi, Angelowi, no i to tam, każdego kto zapłacił jej za zadanie sobie bólu, zostawiała z prywatnym arcydziełem na skórze. Mimo młodego wieku, tatuażystka, specjalizująca się w stylu ignoranckim i abstrakcyjnym, coraz częściej zaczęła pojawiać się na konwentach tatuażu, jej wzory coraz częściej przewijały się na studyjnym fanpage'u, a ona sama, wkręcona coraz to bardziej z każdą, nową, zostawioną na czyjejś skórze dziabką w swój fach jak nikt inny, zaczęła mierzyć coraz to wyżej.
