Znajdź zawartość
Wyświetlanie wyników dla tagów 'west vinewood' .
-
Los Santos, ogromne miasto z szybkim tempem życia, w którym nie będziesz miał czasu zauważyć, jak zostałeś oszukany. Ludzie przymykają oko na bezprawie oszustw finansowych wielkich korporacji i wybryków małych gangów, ponieważ od dawna jest to codzienna awantura. Tutaj życie to nie dar, a waluta – tania i szybko tracąca wartość. Każdy gra swoją grę, ale tylko ci, którzy potrafią wspinać się po plecach innych, mają szansę na przetrwanie. Miastem rządzą chichoczący politycy, giganci biznesu, wielkie syndykaty przestępcze i pracujące dla nich małe gangi. Zostaniesz powalony i podeptany, jeśli nie będziesz miał szczęścia z wyborem przeciwstawienia się systemowi. Nikt nie zauważy twojego rozdartego trupa w kałuży w pobliżu ciemnej alejki. Przesuwając się tylko nad głowami na sam szczyt windy społecznej tej metropolii, odniesiesz sukces. Na tej scenie, w samym środku chaosu, wznosiły się dwa symbole – fortecy, które definiowały przestępczy krajobraz miasta. Rzeźnia Raven Slaughterhouse i chłodnia FRIDGIT. Dwa filary, które stały się fundamentami układu między Rosjanami i Ormianami. Rzeźnia była domeną Rosjan – Nikoli Latyshonoka, Denisa Miroshnikova i Oskara Veselovskiego. Tam podłogi bardziej przesiąkły krwią niż jakiekolwiek przepisy sanitarne mogły tolerować. Ale nikt nie zadawał pytań. Chłodnia należała do Ormian, dowodzonych przez Torosa Aslanyana – zimnego i wyrachowanego stratega, którego chłodna głowa kontrastowała z gorącym temperamentem jego prawej ręki, Varosa Boziana. Dla Rosjan był jak beczka prochu z odbezpieczonym zapalnikiem, która w każdej chwili mogła wysadzić cały układ. Gwałtowny, nieobliczalny, z łatwością robił wrogów tam, gdzie Toros budował sojusze. Wiedzieli o tym Rosjanie, widział to Toros. Problem polegał na tym, że w Los Santos każdy problem rozwiązywano tak samo – krwią i kulami. Plan był prosty – ściany miały być pomalowane na czerwono. Spotkanie ustawiono przy latarni morskiej El Gordo Lighthouse – idealne miejsce, odosobnione, gdzie krzyki zagłuszają fale, a wiatr rozwiewa zapach krwi. Varos przyjechał pierwszy. Cienie latarni tańczyły na jego twarzy, gdy stał przy barierce, patrząc na ocean. Czuł się pewnie, jak zawsze. Myślał, że kontroluje sytuację, ale nie wiedział, że już dawno wpadł w sidła. Oskar Veselovsky pojawił się chwilę później – cichy, z kamienną twarzą, która nie zdradzała żadnych emocji. Rozmowa była krótka. Za krótka. W powietrzu wisiało napięcie, którego Varos nie zdążył zrozumieć. Strzały padły nagle, przerywając ciszę nocy. Pierwsza kula posłała Varosa na beton. Krew rozprysła się na zimnej latarni, spływając jak czerwona farba. Ostatnie chwile jego życia były gwałtowne, tak jak on sam. Oskar, zgodnie z planem, został ranny, ale przeżył. Jego obrażenia wyglądały jak efekt chaotycznej strzelaniny – wypadek, w którym ledwo uszedł z życiem. Rosjanie wrócili do gry, a problem zniknął. Rzeźnia i chłodnia mogły znów robić interesy, ale w Los Santos nikt nie odwracał się do siebie plecami na dłużej, niż było to konieczne. Z Varosem pod ziemią, układ między Rosjanami a Ormianami złapał nowy rytm. Interesy toczyły się swoim torem – Toros Aslanyan przejął stery, jak przystało na kogoś, kto wiedział, jak rozgrywać karty. Wszystko wyglądało na idealnie dopasowaną maszynę. Ormianie kontrolowali dystrybucję, Rosjanie zajmowali się przewozem. Sojusz działał, przynajmniej na zewnątrz .Ale w Los Santos nikt nie siedzi na swoim miejscu zbyt długo. Toros miał ambicje, które sięgały wyżej. Chciał nie tylko dyktować warunki dystrybucji – chciał przejąć cały łańcuch dostaw. Zostać zarówno sprzedawcą, jak i dostawcą. Dla wielu mogło to wyglądać jak kolejny krok w interesie. Ale każdy, kto znał miasto, wiedział, że ambicje są tutaj jak benzyna – mogą wynieść cię na szczyt albo spalić żywcem. Toros podjął ryzyko. Kiedy jego konwój ruszył na obrzeża miasta, wszystko wydawało się dopięte na ostatni guzik. Ciężarówki załadowane po dach kontrabandą, wymiana zaplanowana co do minuty. Noc była spokojna – za spokojna. W Los Santos cisza nigdy nie zwiastuje niczego dobrego. Zasadzka spadła na nich nagle. Departament, który zwykle przymykała oczy, tym razem uderzyła jak sfora wygłodniałych wilków. Strzały rozdarły noc. Toros Aslanyan nie zamierzał się poddać – walczył do końca, z bronią w ręku, otoczony ogniem i kurzem. Kiedy padł, z dziurą w piersi, wiedział, że to jego ostatnia prosta. Tuż obok niego leżał Arman Kasbarian. Dla nich to już był koniec przestępczej gry. Nikola Latyshonok i Zhivko Valov choć przetrwali strzelaninę, nie mieli tyle szczęścia, by zniknąć z radaru. Oskarżenia? Napaść trzeciego stopnia, przemyt, i cały szereg paragrafów, które zamknęły ich w zimnych murach więzienia na długo. Codzienność za kratami była jak niekończący się koszmar, przypomnienie o tym, jak szybko można spaść z piedestału na dno. Denis, choć tej nocy nie brał udziału w przemycie, ale wiedział, że teraz jego rola jest kluczowa. Jeśli Nikola miał wrócić, Denis musiał trzymać wszystko w ryzach. RICO wisiało nad nimi jak katowski topór, grożąc, że jednym złym ruchem zakończy wszystko. Denis działał ostrożnie, nawiązując kontakt z Nikolą na tyle, na ile pozwalały więzienne zasady. Listy pisane niemal szyfrem, krótkie rozmowy telefoniczne, gdzie każde słowo ważyło jak cegła – to wszystko, co im zostało. Denis nie mówił dużo, ale wystarczająco, by Nikola wiedział, że na zewnątrz interesy są w dobrych rękach. Czas płynął, a Denis budował fundamenty, cegła po cegle, czekając na moment, kiedy Nikola wyjdzie i znów przejmie stery. W Los Santos to jedyna rzecz, której można być pewnym – dopóki ktoś cię wspiera, masz szansę wrócić. Denis Miroshnikov zawsze był człowiekiem ulicy. Znał beton, znał ludzi, wiedział, jak działać, gdy sytuacja wymagała szybkiego myślenia i twardych pięści. Ale teraz, kiedy Nikola siedział, a grupa potrzebowała kogoś, kto to wszystko ogarnie, Denis czuł, że to zadanie go przerasta. I wtedy pojawił się Ivan „Vanya” Miskulin. Zupełne przeciwieństwo. Garnitury, drogie zegarki, rozmowy w biurach, gdzie cisza była równie ciężka co dym z cygar. Wcześniej działał z ludźmi z Bałkanów, wysoko ustawiony w hierarchii, zanim zaczęły się problemy, które zmusiły go do zejścia ze sceny. Ale takich jak Vanya nigdy nie da się całkowicie usunąć. Oni zawsze wracają, tylko w innej roli. „Denis,” powiedział Vanya, nalewając sobie drinka. „Ty się znasz na ulicy. Ja znam ludzi, którzy pociągają za sznurki. Razem możemy to poskładać. Ale jest jeden warunek – lojalność. Nic więcej. Ja biorę ciężar na siebie, a ty nie kombinujesz.” Vanya był gładki, pewny siebie, jak ktoś, kto zawsze wygrywa. Denis? Był szorstki, z bluzą z kapturem, która skrywała twarz, i spojrzeniem, które mówiło więcej niż słowa. Dwóch różnych ludzi. Ale w tej grze różnice nie miały znaczenia. Liczyły się wyniki. Vanya grał w swoją grę – tego Denis był pewien. Ci tacy jak Vanya zawsze grają w coś większego, tylko nigdy nie zdradzają zasad. Denis zgodził się, bo wiedział, że nie ma wyjścia. W Los Santos, kiedy chcesz przetrwać, musisz czasem sprzedać kawałek siebie, żeby zyskać coś więcej. Pięć lat w betonowej klatce zmienia ludzi. Nikola Latyshonok wyszedł z więzienia z tą samą kamienną twarzą, z którą tam wchodził, ale coś w oczach miał innego – cięższy, bardziej skupiony. Zhivko Valov? Ten chłopak był jak nieoszlifowany diament, kiedy Nikola go poznał. Mały złodziejaszek, który chciał mu buchnąć samochód. Teraz? Teraz to był ktoś, kogo nie chciałeś wkurzyć. Vinewood stało się jego podwórkiem, a dilerzy patrzyli na niego jak na księcia w koronie. Ale nic nie dzieje się samo. Na zewnątrz Denis Miroshnikov i Ivan Miskulin robili, co trzeba, żeby ich ludzie mieli do czego wracać. Gdy Nikola i Zhivko wyszli na wolność, grunt był przygotowany. Grupa działała jak dobrze naoliwiona maszyna. Ale Los Santos to nie jest miasto, gdzie coś działa długo i spokojnie. Nikola wiedział, że ambicja potrafi być jak bomba – wszystko wygląda dobrze, dopóki ktoś nie zapali lontu. Pytanie nie brzmiało czy, tylko kiedy. I kto będzie stał z zapalniczką. Powiązane z organizacją: FRIDGIT Raven Slaughterhouse Vosmoye Nebo Balkan Freight Autorem tematu jest najwspanialszy @pngrta
-
In 2010, the United States recorded an increase in illegal arms trafficking by a full 125% compared to previous years. Broń przepływająca przez czarny rynek w dużych ilościach prawie zawsze pochodzi z arsenałów rządowych. Broń palna jest narzędziem trwałym, które tak po prostu nie znika, lecz pozostaje przechowana i wykorzystana w późniejszym czasie. Państwo może ulec zewnętrznym i wewnętrznym zagrożeniom, chociażby takim jak zamachy stanu, gdzie pokłady i arsenały broni z wcześniejszych lat mogą zostać wykorzystane. Tak działa to w wielu krajach ComBloc'u, a także Ameryce Południowej i Afryce. Sam rząd skupuje ją od legalnych producentów z uzasadnionych powodów obronnych. To, co dzieje się z bronią później, i w jaki sposób trafia do nielegalnego obiegu może mieć różne przyczyny, a sposobów na pozyskanie jej przez czarnorynkowych handlarzy jest cała masa. Rząd, podobnie jak inne organy porządku publicznego może stosować korupcję i sprzedać broń temu, kto zaoferuje najwyższą cenę. Nie musi to być cały arsenał, ani pokłady skorumpowanych pracowników rządowych, a pojedyncze jednostki w kluczowych miejscach z wystarczająco luźną moralnością, a także kupujący z odpowiednim zasobem pieniędzy, a broń może zostać z łatwością sprzedana. W tym procederze trudno nie wspomnieć o kradzieży broni palnej z samych baz wojskowych przez wysokich rangą oficerów armii, kończąc na przemycie towarów ze stanu do stanu czy transportów granicznych głównie za sprawą transportu lądowego dopuszczając się przekupstw border-guards. Zdobyta broń palna następnie rozprowadzana jest po szczególnie tych stanach, w których prawo jest zdecydowanie bardziej restrykcyjne co do ich posiadania, a także po wyjątkowo atrakcyjnych cenach, tak aby był to kuszący i lotny asortyment dla każdej jednostki czy to pojedynczej, czy szerszych ugrupowań przestępczych w stanach. Dostęp do towaru zyskują często niewielkie szajki czy ugrupowania zwykle niezrzeszonych ze sobą i nie spokrewnionych czarnorynkowych handlarzy, zwykle przypadających kilku z nich na jeden stan, którzy za sprawą znajomości i koneksji obierają za swój cel rozprowadzenie broni i czerpania z tego zysku pieniężnego. Jeden z nich - Oliver Shastin - amerykańsko-rosyjski handlarz bronią, przemytnik a także drobny przestępca urodzony w Los Santos jako czwarte pokolenie rosyjskiej imigranckiej rodziny, stąd jedyne co mężczyzna ma wspólnego z Rosją to w zasadzie tylko nazwisko, nawyki i cechy charakteru przekazywane z pokolenia na pokolenie. Kilkukrotnie skazywany za posiadanie znacznej ilości nielegalnej broni na stosunkowo krótkie odsiadki z początkiem lutego ówczesnego roku opuszcza kompleks Bolingbroke Penitentiary z zasobem nabytej przez lata (podstawowej) wiedzy dzięki osobą sprawującymi nad nim odgórną władzę z którymi trzymał przed odsiadką, działając z terenów dzisiejszego Hawick/Alta Street oraz Zachodniego Vinewood w procesie arms trafficking, rozpoczyna szereg działań celem powrotu do interesu rozpoczynając od zera, starając wkupić się w łaski działających w San Ann grup przestępczych wszelkiej maści zaopatrując ich w towar. Pierwszymi jego krokami będzie nawiązanie kontaktu z ludźmi i firmami które pomogą mu rozpocząć procesy gunrunning'u broni palnej do stanu San Ann, by następnie rozpocząć finalną ich sprzedaż w ten sposób budując markę swoich kontaktów i wpływów w całym mieście.
