Skocz do zawartości
 
GRACZY ONLINE

Hawick Crew afterstory


kondziozps

Rekomendowane odpowiedzi

ezgif-2-16422d118548__1_.gif

Hawick Crew - zreorganizowany gang, złożony głównie z przestępców pochodzących z państw byłego bloku komunistycznego, który wywodził się z Hawick Avenue w Los Santos, dzielnicy uchodzącej za jedno z największych skupisk imigrantów wschodnioeuropejskich w Ameryce. O grupie Hawick Crew zrobiło się głośno w marcu 2019 roku, kiedy to prokuratura generalna Stanów Zjednoczonych w Los Santos opublikowała komunikat o akcie oskarżenia 21 członków gangu. W akcie oskarżenia znalazły się takie zarzuty jak wymuszanie haraczy, przynależność do grupy przestępczej o charakterze zbrojnym, handel substancjami odurzającymi oraz bronią, przestępstwa gospodarcze, posługiwanie się fałszywymi dokumentami tożsamości czy kradzież luksusowych samochodów. Hawick Crew według doniesień medialnych miało prowadzić swoją działalność nie tylko w Los Santos, ale także innych częściach Stanów Zjednoczonych oraz częściowo w krajach postsowieckich i w Polsce. Organizacja składała się głównie ze wschodnioeuropejskich imigrantów, w skład których m.in. wchodzą osoby pochodzenia ukraińskiego, gruzińskiego, rosyjskiego, serbskiego, polskiego i węgierskiego. Sieć kontaktów tej grupy w Europie Wschodniej była głównym motorem napędowym jej działalności. Według amerykańskich mediów gangsterzy powiązani z tą grupą nie bali się konfrontacji z większymi gangami jak grupy latynoskie, azjatyckie czy włoskie. Wszystko przez to, że poprzez łatwość w stosowaniu przemocy, skrytość, nieprzewidywalność i nadwrażliwość na wszelkie obelgi. Grupa w swoim działaniu przypominała trochę niegdysiejszą mafię sycylijską. Niegdysiejszy rdzeń organizacji stanowili Michael Winnicky, Ravil Golubov, Frederick Zawadzky - z całej trójki do dnia dzisiejszego przeżył jedynie Michael Winnicky.

Znawcy historii włoskiej mafii uważają, że jej największe załamanie nastąpiło w 1990 r. po aresztowaniu przez FIB Johna Gottiego, ostatniego szefa rodziny Gambino. Gotti przejął kontrolę nad klanem Gambino w grudniu 1985 r. Po pięciu latach niezwykle sprawnych rządów został aresztowany. 2 kwietnia 1992 r. został oskarżony o 13 przestępstw i skazany na dożywotnie więzienie bez możliwości zwolnienia warunkowego. Jego aresztowanie i wyrok wywołały wstrząs w mafijnym półświatku. Okazało się, że agenci FIB przeniknęli głęboko w struktury organizacji i dysponują materiałem oskarżycielskim przeciwko niemal wszystkim jej członkom – od szeregowych żołnierzy po bossów. Niektórzy badacze historii mafii twierdzą, że ta organizacja wypaliła się wraz ze zmianami stylu życia Amerykanów. Jej miejsce na ulicach metropolii zajęły o wiele bardziej bezwzględne grupy przestępcze innych narodowości. W tym samym czasie, w Los Santos działania rozpoczęła grupa niejakiego Fredericka Zawadzky'ego, imigranta z Polski dzierżącego tytuł doktora nauk chemicznych Uniwersytetu Warszawskiego. Sam Zawadzky mimo głowy wręcz stworzonej do chemii, nie miał głowy do interesów. Po kilku nieudanych próbach zaczepienia się o legalny biznes w USA, zszedł na drogę bezprawia. Zaczęło się klasycznie, wręcz filmowo - facet zna się na chemii, mieszka na pieprzonym Hawick, zna ludzi. Co robić z takimi umiejętnościami gdy nie masz kasy? Odpowiedź jest prosta, amfetamina. Mimo legendarnego już, kokainowego potopu, z którym zmagały się w tych czasach władze Stanów Zjednoczonych - amfetamina miała się całkiem dobrze. To był duży rynek mało zamożnych ćpunów, kilka lat później zdominowany przez metamfetaminę. W ciągu kilku miesięcy Zawadzky z człowieka, który nie znaczył zupełnie nic stał się gościem, pod którym działało prawie dziesięciu żołnierzy, choć wtedy bliżej było im do /osiedlowych dilerów/.

Dużo zmieniło się wraz z początkiem XXI wieku, to było wielkie wydarzenie w umysłach ludzi tamtych czasów. Ale dlaczego w ogóle o tym wspominam? Bo to złote czasy grupy Zawadzky'ego. Los chciał, że trafił on w tym czasie na Ukraińskiego imigranta - Ravila Golubova, stojącego w tym czasie na czele niewielkiej grupy przestępczej składającej się głównie z Ukraińskich imigrantów. Między mężczyznami całkiem szybko zaiskrzyło, Golubov znał rzeczy i ludzi, do których Zawadzky nie miał dostępu - działało to jednakowo w drugą stronę. Przez blisko 10 lat obie te grupy, w bliskim porozumieniu współpracowały wciągając pod swoje skrzydła pomniejszych przestępców działających na Hawick Avenue. Nic nie trwa jednak wiecznie, w styczniu 2019 roku Golubov przez przerost ambicji wpadł - wpadł w cholernie głębokie bagno i został przez władze federalne deportowany na Ukrainę. Brak jednej z dwóch głów wywołał w grupie destabilizację, wojnę o władzę dokładniej rzecz biorąc. Wojna zabija niestety dyskrecję, marzec 2019 roku - prokuratura generalna Stanów Zjednoczonych publikuje akt oskarżenia 21 członków Hawick Crew, co pozwala wrogim okolicznym grupom na swobodne rozszerzanie swoich wpływów. Zawadzky mimo tego, że jego nazwisko nie pojawiło się na ww. akcie oskarżenia, zniszczony utratą znakomitej większości żołnierzy i przyjaciela musiał ustąpić miejsca innym, choćby chciał nie miał środków do tego, aby prowadzić w tym czasie kolejną wojnę.

Kolejnym punktem milowym są dla tej grupy lata 20 XXI wieku. Na Hawick Avenue przez cały ten czas rosło złote dziecko nowoczesnej gangsterki - Michael Winnicky, Amerykanin polskiego pochodzenia. Dla grupy Zawadzky'ego zaczął pracować w wieku 15 lat, sprzedawał dla starszych kolegów metamfetaminę na jednej z okolicznych ulic. Chłopak całkiem szybko piął się w górę, mimo lekkiej ręki do pieniędzy budził respekt, młodsi chłopcy chcieli robić pod nim, bo jego parasol był w tamtym czasie na Hawick czymś dużym. W lutym 2021 roku Winnicky wraz z Zawadzky'm zorganizowali dla przebywającego w tym czasie na Ukrainie Ravila Golubowa nielegalny transport prosto do portu w Los Santos.

Lata 20 zaczęły się dobrze, niestety passa chłopaków z Hawick szybko się skończyła. Z wielkimi pieniędzmi przychodzi wielka odpowiedzialność - słyszałeś to kiedyś? Winnicky dzięki talentowi do zarabiania szybkiej forsy zakupił lokal Vanilla Unicorn. Żołnierze Hawick słynęli z gorącej krwii, to były narwane dzieciaki nie znające strachu - i to zapędziło ich do grobu. Nie pamiętam już nawet kto, ale ktoś nieszczególnie wysoko postawiony wszedł w konflikt z ludźmi młodego Rashkovskyego. Ta informacja bardzo szybko dotarła do Frederica Zawadzkyego - wyjechał na spotkanie z Rosjanami, z którego już niestety nie wrócił. Dalej wszystko posypało się jak domino - tak zwany efekt motyla... Golubov chciał się zemścić, udało mu się, ale przypłacił to głową dosłownie kilka dni później. Winnicky został sam z dzieciakami, które kompletnie nie znały życia. Aby ratować to co pozostało postanowił zbudować silną relację z prężnie działającą w tamtych latach organizacją - Roeca Crew, jego osobą kontaktową był Beato Manciani, ówczesny żołnierz wymienionej grupy. W późniejszym czasie wysoko zaszedł, ale dziś nie o tym... Po śmierci starego Zawadzkyego do gry wkroczył jego syn - Robert. Niestety nie odziedziczył po ojcu twardej ręki i dał swoim ludziom zdecydowanie za dużo luzu, oni zaczęli szaleć, a departament w pół roku posadził 80 procent grupy za kratki.

Winnicky jakimś cudem wyszedł z tego obronną ręką, ale niestety sytuacja nie pozwoliła mu działać dalej w Los Santos. Jego ludzie byli za kratami, sojusznicy byli słabi, a wrogowie czychali na jego głowę, więc zaszył się na 3 lata w Paleto Bay żyjąc życie z dala od świata przestępczego. Pieniądze jednak szybko się kończą kiedy ich nie zarabiasz - zwłaszcza jeśli jesteś przyzwyczajony do życia na wysokim poziomie - i tak też było w tym wypadku. Po blisko 3 latach poza interesem pieniądze się skończyły, zostało tylko pare kontaktów ze starych lat. Okazało się, że Robert - młody Zawadzky wciąż stąpa po tym świecie i ma się dobrze, mimo że nigdy nie przeszedł na bandycką emeryturę przeżył w mieście pełnym wrogów. Jak to mówią - stara miłość nie rdzewieje, więc młody Zawadzky i blisko 40-letni Winnicky mimo koleistej przeszłości postanowili znowu pracować razem. Czas mijał, a Winnicky z Zawadzkym poszerzali grono swoich ludzi i po blisko 5 latach od powrotu do gry ponownie zbudowali wokół siebie grupę zaufanych ludzi.

 

OOC

Spoiler

Siema, wraz z @kondziozps i @CoughSyrup wracamy na vibe po kilku latach bez aktywności. Pomimo tego, że w nazwie mamy Hawick - nie gramy tam, ma to po prostu wydźwięk fabularny, ponieważ postacie z core naszej organizacji byli pozwiązani z nieistniejącą już organizacją Hawick Crew. Ja i Konrad chcemy reaktywować nasze postacie, bo mają prawdziwą i co najważniejsze rozwiniętą historię, którą napisała rozgrywka IC. Stawiamy na wise gierke bez zbędnego wychylania się i szukania problemów z mocnym nastawieniem na character development. Prawie rok temu podjęliśmy z Konradem próbę powrotu na Vibe, ale ciężko było nam rozbujać gierkę bez ekipy. Myślę, że ci co pamiętają jeszcze mój nick wiedzą, że moje organizacje to marka sama w sobie, zawsze nakręcaliśmy dużo gry w półświatku i nie tylko. Wracamy w składzie: ja, @kondziozps, @CoughSyrup, @grubopis, @szymxnm + kilku naszych kumpli z IRL, ale zanim wpiszę ich do aplikacji musimy nauczyć ich sensownie grać. Appka to trochę odgrzewany kotlet z dawnych lat, ale osobiście bardzo lubię opierać aplikacje na faktycznych wydarzeniach z rozgrywki In Character.

 

Edytowane przez Florida kilos
Quake18, Gawron, aikon i 11 innych lubią to
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Z dziennika Nikoloza Abkhazi
Los Santos, 30 grudnia 2024

 

Spoiler

DOWRZUTY3.png.bdfcce942b8263bdc9b56a23c241bba6.png
**zdjęcie wywołane i wklejone do dziennika**

Zaczynałem w tej dziurze nie mając nic oprócz nadziei. Po wyjeździe z Gruzji towarzyszyła mi myśl, że gorzej niż tam już nie będzie. Wtedy jeszcze nie wiedziałem jak bardzo się myliłem. Jednak minęło dziewięć lat i jakoś się to wszystko poukładało. Nie tak jakoś w sumie, bo niemała jest w tym moja zasługa. Los Santos to miasto które nigdy nie śpi, a ja nie należę do śpiochów. Nie mogłem sobie zresztą pozwolić na sen jak w kieszeni ledwo miałem parę dolców, a trzeba przecież jakoś przeżyć, co nie? Los chciał, że około 2023 roku poznałem się z Winnickim. Koleś ma łeb na karku, on z kolei poznał mnie z Zawadzkim i wtedy się wszystko zaczęło. Droga na lepsze. Nieustanna ciułaczka, aż dotarliśmy tutaj. To wciąż nie to, czego oczekuję, ale mimo to nie miałem jeszcze lepszego okresu w życiu niż ten. Zanim tu przybyłem wszyscy mi odradzali, mówiąc że to miejsce daje tylko złudne okazje i zero realnych perspektyw. Dziś wiem, że kłamali, albo po prostu sami nie mieli pojęcia, ile z tych okazji rzeczywiście tu jest. Trzeba tylko wiedzieć jak je dostrzec, a potem jak je złapać.

Dziś wydarzyło się coś, co uważam za przełomowe. Jakiś czas temu poznałem kolesia na jakimś wydarzeniu walk ulicznych, gdzie ramię w ramię biłem się z jego bratem przeciwko jakimś innym dwóm typkom. Niejaki Iwan - dziś się z nim spotkałem. Mówi że pochodzi z Rosji i pracuje jako bouncer. Wspomniał też ile zarabia, nie są to kokosy, a gość jeździ pierdolonym Coquette. Od początku wydawało mi się, że nie mówi mi wszystkiego. Ale porozmawialiśmy chwilę i temat zszedł na używki. Gdy przyznałem, że czasami lubię jak pruszy śnieg, szczególnie podczas imprez zakrapianych alkoholem od razu rozplątał mu się język i przyznał, że może mi to i owo "załatwić". Okazało się, że to i owo to czyściutki, peruwiański koks. Niedługo mam dostać próbkę. Jak gość okaże się mówić prawdę, a temat naprawdę jest taki świetny, to będzie strzał w dziesiątkę. Dotychczas musieliśmy pchać jakiś syf od jakiegoś wychudzonego, przećpanego kucharzyka z okolic Sandy Shores.

DOWRZUTY2.png.ecc810ab548b0ec2dbea2c17956266a6.png
***zdjęcie wywołane i wklejone do dziennika***
Zawadzky to wporządku koleś, ale trochę niezrównoważony. Ma dziwne poglądy. Tak czy inaczej parę dni temu uderzyliśmy do stripa i nawet nie wiem kto zrobił to zdjęcie, ale spodobało mi się i postanowiłem że też powinno mieć tu swoje miejsce. To była pamiętna noc, był tam Troy, Tony, Zawadzky właśnie - ten ze zdjęcia po lewej i Preston, alkohol lał się litrami, szklanki pękały, a dupeczki wywijały na scenie i kręciły cyckami. Preston ledwo wyszedł z klubu o własnych siłach. Kiedyś mogłem jedynie pomarzyć o tego typu rozrywce. Były kobiety, ale na pewno nie takiego kalibru.

A co do Tonego - z nim współpracujemy od jakiegoś czasu. Wprowadziłem go. To dobry chłopak i niby wie co robi, ale Rob twierdzi, że wydaje się nieco porywczy - jakby naoglądał się filmów o gangsterach i próbował jednego zgrywać i że trzeba mieć na niego oko. Tak, czy inaczej pomaga mi we wszystkim o co go proszę. Uważam że Rob się myli, a z Tonego będą ludzie. 

DOWRZUTY1.png.594e7e34dca7742c157ad15aebcdf5a3.png

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

  • 2 tygodnie później...
Gość
Ten temat został zamknięty. Brak możliwości dodania odpowiedzi.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę. Warunki użytkowania Polityka prywatności Regulamin