Skocz do zawartości
 
GRACZY ONLINE

[Biznes/Klub] Big Blast Music Club


SzukamyTwojejZony

Rekomendowane odpowiedzi

2r7HXfu.png

 


BIG BLAST Music Club na Innocence Boulevard to miejsce, gdzie asfalt drży pod ciężarem basu, a powietrze pachnie bluntami, tanim crackiem i marzeniami o byciu następnym Tupakiem (albo chociaż SoundCloudowym raperem z 37 followerami). To mekka dla lokalnych gangsterów-poetów, którzy przychodzą tu, by recytować swoje życiowe tragedie w rytm bitów tak mocnych, że nawet sąsiedni Cluckin' Bell serwuje kurczaka w takt. Wnętrze przypomina garażowy afterparty w lokalnym traphousie. Na ścianach wiszą portrety legend: od N.W.A. po zdjęcia lokalnych dillerów i drobnych przestępców, którzy przegrali nierówną walkę z wymiarem sprawiedliwości. Miejscowy DJ KrimeDrop puszcza tu hity, które nigdy nie trafiły do radia (głównie dlatego, że zawierają zbyt wiele odwołań do konkretnych ulic i policyjnych radiowozów). A jeśli masz szczęście, możesz trafić na freestyle’ową bitwę, gdzie dwóch gości w koszulkach ze zdjęciami martwych ziomków rzuca się ostrymi rymami tak ostrymi, że aż można nimi ciąć powietrze gęste od dymu tytoniowego.


K6oeMAp.gifTre "Pebble" Holloway to żywa definicja człowieka, który zamienił całe swoje życie w jeden długi, hałaśliwy odcinek reality show. Ważący pewnie z pół tony (choć sam uparcie twierdzi, że to "same mięśnie"), Pebble to właściciel, którego główne zajęcia to: wdychanie jedzenia, wydychanie przekleństw i przerywanie tych dwóch czynności tylko po to, by wsiąść na swój zmodyfikowany motocykl i przejechać się po okolicy, żeby "poczuć wiatr". Jego idea ćwiczeń to podnoszenie widełki do ust, a jedyny cardio, jaki zna, to nerwowe dreptanie w kolejce po hot-dogi pod klubem. Hazard? To jego drugie imię – albo przynajmniej byłoby, gdyby nie przegrał wszystkich dokumentów w pokera tydzień temu.

Weston "JD" Myles wygląda jak ludzka wersja zapałki – chuda, drżąca i gotowa zapalić się przy pierwszej lepszej okazji. Jego głównym hobby jest szukanie swojego następnego "zastrzyku energii", a drugim – przegrywanie resztek gotówki, które mu zostaną, w ruletkę albo uciekające zakłady bukmacherskie. JD to ten typ współwłaściciela, który przychodzi do klubu głównie po to, by sprawdzić, czy przypadkiem nie zostawił tam swojej ostatniej działki, a przy okazji pobrać kasę z kasy. Mówi się, że jest tak wychudzony, że gdy stoi bokiem, ludzie myślą, że to cień Pebble'a. Ale hej, przynajmniej zawsze ma świetne tempo – jeśli chodzi o spalanie życia w ekspresowym tempie.

Razem tworzą idealny duet biznesowy – jeden zajmuje się tym, żeby klub istniał, drugi tym, żeby istniał na krawędzi. I jakoś, pomimo wszystko, Big Blast Music Club wciąż stoi. Choć nikt nie jest do końca pewien, jak długo jeszcze.

Główne eventy to „Freestyle Fight Night”, w co drugi czwartek, gdzie miejscowi poeci ulicy rzucają sobie rymowane obelgi, a publiczność decyduje, kto wygra, klaszcząc albo chowając się pod stolikami. W weekendy odbywa się main event czyli sety z DJ KrimeDrop – ta sama składanka tylko w innej kolejności. Czasem klub zamienia się w „Targ Marzeń”, gdzie obok baru można załatwić wszystko – od świeżego merchu swojego ulubionego artysty po „nieużywany” sprzęt elektroniczny w atrakcyjnej cenie i atrakcyjną grudę lokalnego przysmaku (cracku).

W 1999 roku upadło Los Santos Paper – lokalna gazetka, która przez lata specjalizowała się w ogłoszeniach o zaginionych kotach i podejrzanych promocjach w sklepach mięsnych. Redakcja splajtowała, bo – jak twierdzą plotki – ostatni właściciel przegrał budynek w pokera z gościem, który potem okazał się nieistniejącym Żydem z Liberty City. Od tamtej pory miejsce przejęła dzika menażeria: ćpuny, złodzieje rur, bezdomni poetycko nastawieni do życia i jeden gość, który twierdził, że jest niekoronowanym królem śmietników. Pebble i JD wpadli na pomysł, żeby zrobić tu klub, ale okazało się, że formalnie budynek nadal należy do jakiegoś Szmula Goldsteina, który ostatni raz był widziany w 1987 roku i prawdopodobnie od dawna nie żyje. Mimo to, jakiś przebiegły prawnik z Vinewood upierał się, że reprezentuje "interesy spadkobierców" i zażądał 50 tysięcy za opuszczenie posesji. Rozpoczęła się epicka batalia sądowa, w której JD twierdził, że kupił budynek od "gościa w meloniku" za dwa gramy cracku i obietnicę reklamy. Pebble przysięgał, że widział, jak Goldstein zostawia akt notarialny w ormiańskiej restauracji na Vinewood, ale dokument zniknął, zanim zdążyli go odebrać (razem z zamówieniem). W końcu wygrali, bo prawnik Goldsteina sam został aresztowany za oszustwa podatkowe, a sąd uznał, że lepiej, żeby budynek miał jakichkolwiek właścicieli niż dalej służył jako darmowy hostel dla psychocrackheadów.

Dziś BIG BLAST MUSIC CLUB stoi dumnie, choć wciąż śmierni duchem przeszłości – w ścianach są dziury po kulach z lat 90., w piwnicy leży stara maszyna drukarska (teraz służy za stół do pokera), a lokalne ćpuny czasem przychodzą "w odwiedziny", myśląc, że to wciąż ich stary squat.


Au0Ct28.png

 

OOC:
Widząc braki w miejscówkach na Davis, chcemy założyć miejscówkę, która pchnęła by trochę życia w lokalną okolicę. Nie chcemy stawiać tylko na eventy, choć i one się pojawią i to dość cyklicznie — od walk freestyle'owych do setów z epizodycznym DJ'em. W ciągu dnia klub będzie stanowił miejscówkę, w której można posiedzieć, pogadać, czy ewentualnie załatwić mniej legalny interes lub dwa. Wszystko ma być okraszone specyficznym klimatem i nie skupiać się na konkretnej grupie osób czy organizacji. Ma być to mekka dla graczy szukających rozrywki na Davis, która nie wymaga kilku osób do rozkręcenia, a barmana i dobrego radia, które własnoręcznie przygotujemy pod lokal. Sam klub w naszym założeniu ma być wprowadzeniem do innych projektów, głównie tych związanych z undergroundowym rapem czy postaciami, które chcą bawić się w rap niekoniecznie pakując się w celebrity project. No i przede wszystkim, chcemy wrzucić trochę życia w Davis, któremu zwyczajnie brakuje miejsca, które wpasowałoby się w klimat gangowy. Cała aplikacja jest napisana w lekko prześmiewczym stylu, ale lokal ma właśnie reprezentować tą niby-legalną, stronę tej części miasta. Lokal, który jest na papierze legalny, ale każdy wie, że coś jest z nim nie tak. Zaczynamy od zera, więc lokal stanie praktycznie surowy (choć przygotujemy fajny intek) i z biegiem czasu będziemy starać się o jego wypełnienie. Wszystko będzie zależne od jego popularności i osób grających w nim.

Nazwa biznesu/Projektu IC: Big Blast Music Club
Postać lidera: Tre Holloway
UID postaci lidera z panelu gracza: 61621
Nick Discord: vuuls
Link URL do mapy z lokalizacją biznesu/projektu: https://i.imgur.com/Au0Ct28.png
Typ biznesu (Gastro, Salon Tatuażu...): Klub
Wybrany interior* (jeśli nie dotyczy, to n/a): n/a
Link do tematu organizacji** (jeśli nie dotyczy, to n/a): n/a
Edytowane przez vuuls
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

20 godzin temu, vuuls napisał:

2r7HXfu.png

 


BIG BLAST Music Club na Innocence Boulevard to miejsce, gdzie asfalt drży pod ciężarem basu, a powietrze pachnie bluntami, tanim crackiem i marzeniami o byciu następnym Tupakiem (albo chociaż SoundCloudowym raperem z 37 followerami). To mekka dla lokalnych gangsterów-poetów, którzy przychodzą tu, by recytować swoje życiowe tragedie w rytm bitów tak mocnych, że nawet sąsiedni Cluckin' Bell serwuje kurczaka w takt. Wnętrze przypomina garażowy afterparty w lokalnym traphousie. Na ścianach wiszą portrety legend: od N.W.A. po zdjęcia lokalnych dillerów i drobnych przestępców, którzy przegrali nierówną walkę z wymiarem sprawiedliwości. Miejscowy DJ KrimeDrop puszcza tu hity, które nigdy nie trafiły do radia (głównie dlatego, że zawierają zbyt wiele odwołań do konkretnych ulic i policyjnych radiowozów). A jeśli masz szczęście, możesz trafić na freestyle’ową bitwę, gdzie dwóch gości w koszulkach ze zdjęciami martwych ziomków rzuca się ostrymi rymami tak ostrymi, że aż można nimi ciąć powietrze gęste od dymu tytoniowego.


miOp9xE.gifTre "Pebble" Holloway to żywa definicja człowieka, który zamienił całe swoje życie w jeden długi, hałaśliwy odcinek reality show. Ważący pewnie z pół tony (choć sam uparcie twierdzi, że to "same mięśnie"), Pebble to właściciel, którego główne zajęcia to: wdychanie jedzenia, wydychanie przekleństw i przerywanie tych dwóch czynności tylko po to, by wsiąść na swój zmodyfikowany motocykl i przejechać się po okolicy, żeby "poczuć wiatr". Jego idea ćwiczeń to podnoszenie widełki do ust, a jedyny cardio, jaki zna, to nerwowe dreptanie w kolejce po hot-dogi pod klubem. Hazard? To jego drugie imię – albo przynajmniej byłoby, gdyby nie przegrał wszystkich dokumentów w pokera tydzień temu.

Weston "JD" Myles wygląda jak ludzka wersja zapałki – chuda, drżąca i gotowa zapalić się przy pierwszej lepszej okazji. Jego głównym hobby jest szukanie swojego następnego "zastrzyku energii", a drugim – przegrywanie resztek gotówki, które mu zostaną, w ruletkę albo uciekające zakłady bukmacherskie. JD to ten typ współwłaściciela, który przychodzi do klubu głównie po to, by sprawdzić, czy przypadkiem nie zostawił tam swojej ostatniej działki, a przy okazji pobrać kasę z kasy. Mówi się, że jest tak wychudzony, że gdy stoi bokiem, ludzie myślą, że to cień Pebble'a. Ale hej, przynajmniej zawsze ma świetne tempo – jeśli chodzi o spalanie życia w ekspresowym tempie.

Razem tworzą idealny duet biznesowy – jeden zajmuje się tym, żeby klub istniał, drugi tym, żeby istniał na krawędzi. I jakoś, pomimo wszystko, Big Blast Music Club wciąż stoi. Choć nikt nie jest do końca pewien, jak długo jeszcze.

Główne eventy to „Freestyle Fight Night”, w co drugi czwartek, gdzie miejscowi poeci ulicy rzucają sobie rymowane obelgi, a publiczność decyduje, kto wygra, klaszcząc albo chowając się pod stolikami. W weekendy odbywa się main event czyli sety z DJ KrimeDrop – ta sama składanka tylko w innej kolejności. Czasem klub zamienia się w „Targ Marzeń”, gdzie obok baru można załatwić wszystko – od świeżego merchu swojego ulubionego artysty po „nieużywany” sprzęt elektroniczny w atrakcyjnej cenie i atrakcyjną grudę lokalnego przysmaku (cracku).

Historia tego miejsca to jak brudna banknot zwinięty w kieszeni spodni po trzech miesiącach noszenia – każdy wie, że coś tam jest, ale nikt nie chce tego dokładnie oglądać.
Na początku był tu klub bez nazwy. Keandra, miejscowa królowa cracku i dorywczych randek za 20 dolarów, uznała, że nazwa to "zbytek". To był lokal w stylu "przychodzisz, upijasz się, tracisz portfel i może coś jeszcze, wychodzisz". Ściany pamiętały więcej podejrzanych transakcji niż komenda policji, a podłoga była tak klejąca, że niektórzy klienci zostawiali buty na pamiątkę. Potem Keandra zniknęła (wersje są różne: od "wyjechała do Las Vegas" po "leży w śmietniku pod Cluckin Bell'em"), a lokal zamienił się w skłot dla miejscowych marzycieli bez adresu. Mieszkały tu dusze na gapę – od ćpunów, którzy myśleli, że to schronisko, po bezdomnych filozofów tłumaczących sobie, że "to tylko tymczasowe". Prąd? Kradziony z latarni. Woda? Z kałuży przed wejściem. Klimat? Autentyczny smród rozpaczy.

W końcu pojawili się Tre i JD, którzy kupili budynek od gościa podającego się za "właściciela". Transakcja odbyła się za nieokreśloną kwotę pieniędzy i batalię sądową. Teraz przerabiają to w Big Blast Music Club – niby-legitny biznes, choć wciąż śmierdzi tu duchem byłej właścicielki (chodzą plotki, że straszy na klatce schodowej). Ściany pomalowano farbą, a nowy wystrój to głównie pożyczone meble.Klub ma być mekką lokalnego rapu, choć na razie jest bardziej mekką lokalnych awantur.  Przynajmniej teraz jest tu legalny prąd.


Au0Ct28.png

 

OOC:
Widząc braki w miejscówkach na Davis, chcemy założyć miejscówkę, która pchnęła by trochę życia w lokalną okolicę. Nie chcemy stawiać tylko na eventy, choć i one się pojawią i to dość cyklicznie — od walk freestyle'owych do setów z epizodycznym DJ'em. W ciągu dnia klub będzie stanowił miejscówkę, w której można posiedzieć, pogadać, czy ewentualnie załatwić mniej legalny interes lub dwa. Wszystko ma być okraszone specyficznym klimatem i nie skupiać się na konkretnej grupie osób czy organizacji. Ma być to mekka dla graczy szukających rozrywki na Davis, która nie wymaga kilku osób do rozkręcenia, a barmana i dobrego radia, które własnoręcznie przygotujemy pod lokal. Sam klub w naszym założeniu ma być wprowadzeniem do innych projektów, głównie tych związanych z undergroundowym rapem czy postaciami, które chcą bawić się w rap niekoniecznie pakując się w celebrity project. No i przede wszystkim, chcemy wrzucić trochę życia w Davis, któremu zwyczajnie brakuje miejsca, które wpasowałoby się w klimat gangowy. Cała aplikacja jest napisana w lekko prześmiewczym stylu, ale lokal ma właśnie reprezentować tą niby-legalną, stronę tej części miasta. Lokal, który jest na papierze legalny, ale każdy wie, że coś jest z nim nie tak. Zaczynamy od zera, więc lokal stanie praktycznie surowy (choć przygotujemy fajny intek) i z biegiem czasu będziemy starać się o jego wypełnienie. Wszystko będzie zależne od jego popularności i osób grających w nim.

Nazwa biznesu/Projektu IC: Big Blast Music Club
Postać lidera: Tre Holloway
UID postaci lidera z panelu gracza: 61621
Nick Discord: vuuls
Link URL do mapy z lokalizacją biznesu/projektu: https://i.imgur.com/Au0Ct28.png
Typ biznesu (Gastro, Salon Tatuażu...): Klub
Wybrany interior* (jeśli nie dotyczy, to n/a): n/a
Link do tematu organizacji** (jeśli nie dotyczy, to n/a): n/a

I90kb8a.png

 

Cześć, Twoja aplikacja została przyjęta!

Zapoznaj się z poniższymi instrukcjami, które pokażą Tobie jak postępować dalej.

 

 

  • Pamiętaj, by dołączyć do oficjalnego Discorda biznesów i projektów IC VIBE ROLE PLAY https://discord.gg/SrtCf9PvQA - Twoim obowiązkiem jest bycie na tym discordzie z odpowiednią rangą. Nie przynależenie do grupy może skutkować usunięciem biznesu!
  • Na miejscu utwórz ticket z prośbą o nadanie rangi poprzez wejście do kanału ⁠kontakt oraz zawrzyj prośbę o stworzenie dla Ciebie skryptu kopiując w treść ticketa formatkę uzupełnioną zgodnie ze wzorem (UID postaci, typ biznesu, mapa).
  • Pamiętaj, by w nazwie użytkownika dołączyć po znaku "|" nazwę biznesu/projektu który prowadzisz. Po zgłoszeniu stworzenia skryptu na Discord udaj się w miejsce wskazane przez Ciebie w aplikacji i wpisz /biznes zakup.
  • Na Discord zapraszana jest jedna osoba z każdego biznesu/projektu. Nie dopuszczamy więcej reprezentantów. Wszelkie sprawy techniczne czy ustalenia są rozwiązywane poprzez ticket na discordzie biznesowym.

 

Uwaga: Pamiętaj, by twój ticket na discordzie biznesowym z prośbą o założenie organizacji zawierał uzupełnioną formatkę:

 

Nazwa biznesu/Projektu IC:
Postać lidera: 
UID postaci lidera z panelu gracza: 
Link URL do mapy z lokalizacją biznesu/projektu: 
Typ biznesu (Gastro, Salon Tatuażu...): 
Wybrany interior* (jeśli nie dotyczy, to n/a):
Link do tematu organizacji** (jeśli nie dotyczy, to n/a): 


* https://forum.v-rp.pl/topic/6989-lista-id-interior%C3%B3w-serwerowych/#comment-47591
** Dotyczy spotu organizacji

 

Życzę udanej gry! W przypadku pytań, próśb i innych kwesti związanych z kontaktem zapraszam do stworzenia ticketa na discordzie!

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

  • 2 tygodnie później...
  • 2 tygodnie później...
  • 2 tygodnie później...
W dniu 17.04.2025 o 02:32, SzukamyTwojejZony napisał:

2r7HXfu.png

 


BIG BLAST Music Club na Innocence Boulevard to miejsce, gdzie asfalt drży pod ciężarem basu, a powietrze pachnie bluntami, tanim crackiem i marzeniami o byciu następnym Tupakiem (albo chociaż SoundCloudowym raperem z 37 followerami). To mekka dla lokalnych gangsterów-poetów, którzy przychodzą tu, by recytować swoje życiowe tragedie w rytm bitów tak mocnych, że nawet sąsiedni Cluckin' Bell serwuje kurczaka w takt. Wnętrze przypomina garażowy afterparty w lokalnym traphousie. Na ścianach wiszą portrety legend: od N.W.A. po zdjęcia lokalnych dillerów i drobnych przestępców, którzy przegrali nierówną walkę z wymiarem sprawiedliwości. Miejscowy DJ KrimeDrop puszcza tu hity, które nigdy nie trafiły do radia (głównie dlatego, że zawierają zbyt wiele odwołań do konkretnych ulic i policyjnych radiowozów). A jeśli masz szczęście, możesz trafić na freestyle’ową bitwę, gdzie dwóch gości w koszulkach ze zdjęciami martwych ziomków rzuca się ostrymi rymami tak ostrymi, że aż można nimi ciąć powietrze gęste od dymu tytoniowego.


K6oeMAp.gifTre "Pebble" Holloway to żywa definicja człowieka, który zamienił całe swoje życie w jeden długi, hałaśliwy odcinek reality show. Ważący pewnie z pół tony (choć sam uparcie twierdzi, że to "same mięśnie"), Pebble to właściciel, którego główne zajęcia to: wdychanie jedzenia, wydychanie przekleństw i przerywanie tych dwóch czynności tylko po to, by wsiąść na swój zmodyfikowany motocykl i przejechać się po okolicy, żeby "poczuć wiatr". Jego idea ćwiczeń to podnoszenie widełki do ust, a jedyny cardio, jaki zna, to nerwowe dreptanie w kolejce po hot-dogi pod klubem. Hazard? To jego drugie imię – albo przynajmniej byłoby, gdyby nie przegrał wszystkich dokumentów w pokera tydzień temu.

Weston "JD" Myles wygląda jak ludzka wersja zapałki – chuda, drżąca i gotowa zapalić się przy pierwszej lepszej okazji. Jego głównym hobby jest szukanie swojego następnego "zastrzyku energii", a drugim – przegrywanie resztek gotówki, które mu zostaną, w ruletkę albo uciekające zakłady bukmacherskie. JD to ten typ współwłaściciela, który przychodzi do klubu głównie po to, by sprawdzić, czy przypadkiem nie zostawił tam swojej ostatniej działki, a przy okazji pobrać kasę z kasy. Mówi się, że jest tak wychudzony, że gdy stoi bokiem, ludzie myślą, że to cień Pebble'a. Ale hej, przynajmniej zawsze ma świetne tempo – jeśli chodzi o spalanie życia w ekspresowym tempie.

Razem tworzą idealny duet biznesowy – jeden zajmuje się tym, żeby klub istniał, drugi tym, żeby istniał na krawędzi. I jakoś, pomimo wszystko, Big Blast Music Club wciąż stoi. Choć nikt nie jest do końca pewien, jak długo jeszcze.

Główne eventy to „Freestyle Fight Night”, w co drugi czwartek, gdzie miejscowi poeci ulicy rzucają sobie rymowane obelgi, a publiczność decyduje, kto wygra, klaszcząc albo chowając się pod stolikami. W weekendy odbywa się main event czyli sety z DJ KrimeDrop – ta sama składanka tylko w innej kolejności. Czasem klub zamienia się w „Targ Marzeń”, gdzie obok baru można załatwić wszystko – od świeżego merchu swojego ulubionego artysty po „nieużywany” sprzęt elektroniczny w atrakcyjnej cenie i atrakcyjną grudę lokalnego przysmaku (cracku).

W 1999 roku upadło Los Santos Paper – lokalna gazetka, która przez lata specjalizowała się w ogłoszeniach o zaginionych kotach i podejrzanych promocjach w sklepach mięsnych. Redakcja splajtowała, bo – jak twierdzą plotki – ostatni właściciel przegrał budynek w pokera z gościem, który potem okazał się nieistniejącym Żydem z Liberty City. Od tamtej pory miejsce przejęła dzika menażeria: ćpuny, złodzieje rur, bezdomni poetycko nastawieni do życia i jeden gość, który twierdził, że jest niekoronowanym królem śmietników. Pebble i JD wpadli na pomysł, żeby zrobić tu klub, ale okazało się, że formalnie budynek nadal należy do jakiegoś Szmula Goldsteina, który ostatni raz był widziany w 1987 roku i prawdopodobnie od dawna nie żyje. Mimo to, jakiś przebiegły prawnik z Vinewood upierał się, że reprezentuje "interesy spadkobierców" i zażądał 50 tysięcy za opuszczenie posesji. Rozpoczęła się epicka batalia sądowa, w której JD twierdził, że kupił budynek od "gościa w meloniku" za dwa gramy cracku i obietnicę reklamy. Pebble przysięgał, że widział, jak Goldstein zostawia akt notarialny w ormiańskiej restauracji na Vinewood, ale dokument zniknął, zanim zdążyli go odebrać (razem z zamówieniem). W końcu wygrali, bo prawnik Goldsteina sam został aresztowany za oszustwa podatkowe, a sąd uznał, że lepiej, żeby budynek miał jakichkolwiek właścicieli niż dalej służył jako darmowy hostel dla psychocrackheadów.

Dziś BIG BLAST MUSIC CLUB stoi dumnie, choć wciąż śmierni duchem przeszłości – w ścianach są dziury po kulach z lat 90., w piwnicy leży stara maszyna drukarska (teraz służy za stół do pokera), a lokalne ćpuny czasem przychodzą "w odwiedziny", myśląc, że to wciąż ich stary squat.


Au0Ct28.png

 

OOC:
Widząc braki w miejscówkach na Davis, chcemy założyć miejscówkę, która pchnęła by trochę życia w lokalną okolicę. Nie chcemy stawiać tylko na eventy, choć i one się pojawią i to dość cyklicznie — od walk freestyle'owych do setów z epizodycznym DJ'em. W ciągu dnia klub będzie stanowił miejscówkę, w której można posiedzieć, pogadać, czy ewentualnie załatwić mniej legalny interes lub dwa. Wszystko ma być okraszone specyficznym klimatem i nie skupiać się na konkretnej grupie osób czy organizacji. Ma być to mekka dla graczy szukających rozrywki na Davis, która nie wymaga kilku osób do rozkręcenia, a barmana i dobrego radia, które własnoręcznie przygotujemy pod lokal. Sam klub w naszym założeniu ma być wprowadzeniem do innych projektów, głównie tych związanych z undergroundowym rapem czy postaciami, które chcą bawić się w rap niekoniecznie pakując się w celebrity project. No i przede wszystkim, chcemy wrzucić trochę życia w Davis, któremu zwyczajnie brakuje miejsca, które wpasowałoby się w klimat gangowy. Cała aplikacja jest napisana w lekko prześmiewczym stylu, ale lokal ma właśnie reprezentować tą niby-legalną, stronę tej części miasta. Lokal, który jest na papierze legalny, ale każdy wie, że coś jest z nim nie tak. Zaczynamy od zera, więc lokal stanie praktycznie surowy (choć przygotujemy fajny intek) i z biegiem czasu będziemy starać się o jego wypełnienie. Wszystko będzie zależne od jego popularności i osób grających w nim.

Nazwa biznesu/Projektu IC: Big Blast Music Club
Postać lidera: Tre Holloway
UID postaci lidera z panelu gracza: 61621
Nick Discord: vuuls
Link URL do mapy z lokalizacją biznesu/projektu: https://i.imgur.com/Au0Ct28.png
Typ biznesu (Gastro, Salon Tatuażu...): Klub
Wybrany interior* (jeśli nie dotyczy, to n/a): n/a
Link do tematu organizacji** (jeśli nie dotyczy, to n/a): n/a

Jeśli już mówimy o emocjach, to fajnie, że takie miejsca jak Big Blast mogą być także przystankiem dla osób szukających innych form rozrywki. Jeśli ktoś ma ochotę spróbować szczęścia w kasynowych grach, takich jak automaty, blackjack czy ruletka, to świetnym źródłem informacji o kasynach online jest dolly casino ten portal, który posiada naprawdę solidne rekomendacje. Może warto połączyć te pasje w jednym miejscu!

Ciekawe, że nie skupiacie się tylko na eventach, ale chcecie stworzyć miejsce, gdzie ludzie będą mogli spędzać czas, rozmawiać, a może i załatwić coś poza światem legalnym. Freestyle’owe bitwy i sety DJ KrimeDrop to świetna sprawa, bo przyciągną osoby z naprawdę różnorodnymi zainteresowaniami.

RudyAkaSuarez i Vesa lubią to
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

  • 2 tygodnie później...
  • 2 miesiące temu...
Gość
Ten temat został zamknięty. Brak możliwości dodania odpowiedzi.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę. Warunki użytkowania Polityka prywatności Regulamin