Skocz do zawartości
 
GRACZY ONLINE

🇷🇺 moscow plug, worldwide heat — this ain’t no gun trade, it’s a death contract.


snowman

Rekomendowane odpowiedzi

Ameryka zawsze miała dwie twarze. Jedna świeciła neonami, billboardami i hollywoodzkimi marzeniami o sukcesie: białe pick-upy, domki z trawnikiem, dzieci w college’u. Druga była mokra od deszczu, pełna klitek w motelach na obrzeżach miasta, gdzie ludzie oddychali dymem papierosów i kurzem z ulicznych dilerów. Każdy cień, każda brama i każdy parking mogły zadecydować o tym, kto przeżyje noc, a kto wyląduje w szpitalu albo w trumnie. To miejsce, w którym prawo działa tylko dla tych, którzy nie wiedzą, jak kombinować, a ci, którzy znają jego słabości, mogą zrobić z niego własny tor przeszkód.  Ulice były jak ocean – pozornie spokojny, a pod powierzchnią każdy prąd ciągnął w stronę nieznanego, często śmiertelnego. Miasta pełne emigrantów, którzy przyjechali z nadzieją, i takich, którzy przyjechali po coś więcej – szybkie pieniądze, włamy, narkotyki, stal i proch. Tu nie liczyło się, ile masz papierów, tylko ile jesteś w stanie zrobić, żeby przetrwać. Każdy błąd kosztował życie lub więzienie. Każdy sukces mógł skończyć się zdradą. Prolog 

Ameryka zawsze miała dwie twarze. Jedna świeciła neonami, billboardami i hollywoodzkimi marzeniami o sukcesie: białe pick-upy, domki z trawnikiem, dzieci w college’u. Druga była mokra od deszczu, pełna klitek w motelach na obrzeżach miasta, gdzie ludzie oddychali dymem papierosów i kurzem z ulicznych dilerów. Każdy cień, każda brama i każdy parking mogły zadecydować o tym, kto przeżyje noc, a kto wyląduje w szpitalu albo w trumnie. To miejsce, w którym prawo działa tylko dla tych, którzy nie wiedzą, jak kombinować, a ci, którzy znają jego słabości, mogą zrobić z niego własny tor przeszkód. Ulice były jak ocean – pozornie spokojny, a pod powierzchnią każdy prąd ciągnął w stronę nieznanego, często śmiertelnego. Miasta pełne emigrantów, którzy przyjechali z nadzieją, i takich, którzy przyjechali po coś więcejszybkie pieniądze, włamy, narkotyki, stal i proch. Tu nie liczyło się, ile masz papieru, tylko ile jeszcze możesz pomnożyćArtiom Borodin dorastał w cieniu rosyjskiej diaspory Chicago. Ojciec przywiózł go z Moskwy w latach dziewięćdziesiątych z walizką pełną kontaktów, które pozwalały przewozić towary bez papierów. Zacięcie ojca do fałszerstwa wzbudzało podziw w małoletnim Artiomie. Czerpał garściami przykład z domu, i od zawsze cwaniakował - miał dużo do powiedzenia. Matka żyła w osobnym świecie - pokój bez klamek, białe ściany i siwe włosy. W szkole Artiom był obcy – ani do końca „Ruski”, ani do końca „Jankes”. Jednak wtedy sam jeszcze nie wiedział ile zyskać może taki wewnętrzny podział - potrafił zaadaptować się w każdym środowisku, i czerpać z tego korzyści.

 

 Chapter 1 - Chicago? Forget about it. 

Pierwsze lata działalności były na konkretnej spinie. Rusek wklejony w osiedle z czarnuchami, skinheadami i często jakimiś lokalnymi gangbangerami, musiał udowadniać często swoją wartość, jednak z czasem wyrobił sobie renomę. Zarabiał marnie, głównie pchając syf crackheadom, często brał jakieś śmieci w zastaw, z czego zwykle później wychodził na minus. Ojciec odszedł chwilę po osiemnastych urodzinach. Przepychanka słowna w barze poskutkowała szarpaniną z okolicznymi albańczykami, jeden z nich wyciągnął nóż, zaczął się odgrażać i nim wymachiwać, po chwili ładując z impetem cios w grdykę rosjanina. Widok potworny, krew lała się strumieniami. Dla Artioma nie było to zbytnio traumatyczne przeżycie, w tamtej chwili był już niezależny, a relacje z ojcem nie należały do najlepszych. Jednak widząc co dzieje się na ulicach miasta, nie chciał się narażać. To właśnie go wyróżniało - interes jego zdaniem lubił ciszę i spokój, a tego w Chicago nie mógł znaleźć. Pchanie towaru szło marnie, tereny były kontrolowane przez okoliczne gangi, więc łatwiej było dostać kulkę niż zarobić pięćdziesiąt dolców. Przełom przyszedł, gdy spotkał Maksyma „Reda” Kuzniecowa, podczas jednej z libacji w typowo rosyjskim barze - byłego rosyjskiego sapera, który pokazał mu, że prawdziwe pieniądze nie leżą w narkotykach, które niszczą ciało i umysł, ale w broni – stal i proch zawsze znajdą ręce gotowe zapłacić. Jego obawy przed zakłóceniem interesu nagle opadły. "Przecież mogę sprzedawać spokój w jednym kliknięciu". Tak zaczął się epizod i poniekąd pasja związana z bronią. Początkowo Artiom działał jako kurier Reda, dowoził paczki w określone miejsca - panowie w tamtych czasach używali już deaddropów, co dawało im mnóstwo przewagi. Wszystko zaczynało się naprawdę dobrze zapowiadać, głównie zajmowali się dystrybucją GSz-18 oraz AK-47. dopóki pewnego wieczoru sprawy nie wymknęły się spod kontroli. Red podjął się zlecenia, które wydawało się proste – odbiór broni od lokalnego dilera w północnej dzielnicy. Jednak coś poszło nie tak. Zasadzka. Strzały. Chaos. Artiom dotarł na miejsce kilka minut później, ale było już za późno – Red leżał martwy, a jego ciało bezwładnie opadało na bruk, a wokół panował tylko dym i echo wystrzałów. Ten moment zmienił wszystko. Artiom wiedział, że w Chicago nie ma dla niego miejsca, że miasto pożera tych, którzy chcą grać na własnych zasadach. Pakując najpotrzebniejsze rzeczy i zostawiając za sobą wszystko, co kojarzyło mu się z Redem i starym życiem, wsiadł do samochodu i ruszył w stronę nowego początku – Los Santos. Tam mógł liczyć na anonimowość, nowe kontakty i szansę, by odbudować to, co utracił, bez cienia przeszłości wiszącej nad każdym ruchem.


4mQ8RgB.png Chapter 2 - Sunny Santos. 

Po śmierci Reda Artiom siedział w swoim starym, pordzewiałym aucie na przedmieściach Chicago, a ulice miasta pulsowały zimnym neonowym światłem, odbijającym się w kałużach po ostatnim deszczu. Każdy dźwięk, każdy krzyk z dala wydawał się groźniejszy niż wcześniej – miasto, które kiedyś było areną jego ambicji, teraz wydawało się labiryntem pułapek i cieni, w których każdy krok mógł być ostatni. Red był martwy, a Artiom został sam z zimnym uczuciem, że życie w Chicago nie oferuje już niczego poza strachem i nieustanną walką o przetrwanie. Myśl o tym, że kolejne pieniądze mogą kosztować go życie, nie dawała spokoju. Los Santos pojawiło się w jego głowie jak odległa obietnica – miasto słońca, plaż, ale i mroku w zakamarkach, gdzie rządziły nieformalne układy i siła, nie papier. Nie chciał kolejnej ulicy, gdzie każdy znał go po imieniu i każdy chciał jego końca. Potrzebował anonimowości, miejsca, gdzie mógł zacząć od nowa i gdzie przeszłość nie ścigałaby go w każdym zaułku. Samotna podróż była jak rytuał oczyszczenia – każdy kilometr oddalał go od huku strzałów i wspomnień.Dotarł do Del Perro, gdzie zapach soli i tłustych frytek z ulicznych food trucków mieszał się z zapachem morza i spalin. Motel był tani, zaniedbany, ale dawał dach nad głową. Szybko zauważył grupę Rosjan, którzy mieli coś w sobie – pewną aurę kontroli nad własnym światem, brutalnej dyscypliny i bezwzględności. To była Vostokya Rebyata. Artiom obserwował ich przez kilka tygodni, wsłuchując się w ich rozmowy, śledząc ich zwyczaje i układając w głowie plan wejścia do środka. Nie było łatwo. W Chicago nauczył się, że zaufanie zdobywa się krwią i działaniem, nie słowami. Kilka drobnych przysług – drobne paczki, obserwacja ulic, szybkie reakcje w napiętych sytuacjach – pozwoliło mu w końcu wślizgnąć się do grupy. Kapitan Aiden Gadayev zauważył jego determinację i brak wahania w trudnych sytuacjach. „Ten chłopak nie boi się brudnej roboty” – powiedział kiedyś jeden z jego ludzi, a słowa te były jak pieczęć jego wejścia do ruskiej formacji. Artiom stał się dilerem, włamywaczem i chłopakiem od brudnej roboty. Nocą dostarczał paczki, planował włamania. Dzień spędzał na motelu, zerkając przez brudne okna na miasto pełne życia i jednocześnie pełne gówna.

 

Chapter 3 - Let's make a deal...

Kilka miesięcy po wejściu do Vostokya Rebyata napięcia w grupie zaczęły narastać. Spory o terytorium, podejrzenia o zdradę, a także coraz brutalniejsze konflikty z lokalnymi gangami sprawiły, że kiedyś zgrana ekipa powoli zaczęła się kruszyć. W końcu, po serii zamachów i nagłych zniknięć kilku kluczowych członków, grupa po prostu przestała istnieć – rozpadła się jak domek z kart, Artiom nie miał złudzeń. Wiedział, że pozostanie w centrum miasta byłoby samobójstwem – zarówno dla jego bezpieczeństwa, jak i dla resztek jego planów. Postanowił zniknąć na obrzeżach Los Santos. Wynajął mały, zaniedbany dom na granicy miasta, w miejscu, gdzie ruch uliczny był minimalny, a ciekawskie oczy rzadko zaglądały. To był jego azyl – cisza, przestrzeń i czas, by przemyśleć kolejne kroki. Nie zapomniał jednak o tym, czego nauczył się w Chicago. Stare kontakty, choć dawno porzucone, wciąż istniały. Kilka telefonów, kilka spotkań w cieniu opuszczonych magazynów – i znowu Artiom miał dostęp do tego, co kiedyś było jego specjalnością: broń. Zaczynał powoli, ostrożnie, sprowadzając małe ilości, testując rynek i ludzi, którzy byli w stanie mu zaufać. Ale w tej ciszy, z dala od miejskiego chaosu, jego operacje zyskiwały nową precyzję. Każdy ruch był przemyślany, każda transakcja planowana z chirurgiczną dokładnością. Obrzeża miasta dały mu więcej niż bezpieczeństwo – dały poczucie kontroli, którego nigdy nie miał w zatłoczonych ulicach Chicago i w upadającej grupie rosyjskich półświatkowców. Tutaj, na własnych zasadach, Artiom mógł odbudować swoje imperium od podstaw, powoli przekształcając kontakty z przeszłości w realną przewagę w nowym mieście.

 

 

Spoiler

Siema. Z racji, że organizacja w której grałem się rozpadła, a mam dosyć ciekawy plan na prowadzenie dalej mojej postaci, wychodzę z inicjatywą freelancera. Początkowo będzie to niewielki okoliczny dostawca który stopniowo będzie rozwijał swoje koneksje jak i rozszerzał ofertę. Chcę wpleść wszelakie wątki dot. broni. Zarówno białej jak i palnej, oraz w późniejszym etapie rozgrywki epizod z materiałami wybuchowymi. Zdaję sobie również sprawę, że moje logi mogą odrzucać, jednak wynikały one bardziej z nieznajomości regulaminu. Chcę stworzyć postać w półświatku która będzie podatna na duże interakcje z grupami - przez projekt IC który uruchomię w niedługim czasie. Apka jest autorska - prosta i przejrzysta, a na tym mi zależało. Wszystko pokrywa się z backgroundem który grałem w organizacji VOSTOKA REBYATAKilka wątków z organizacji umieszczę jeszcze w tym temacie w celu poznania całego klimatu postaci i ostatnich przeżyć. 

 

Edytowane przez Snowek
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Gość
Ten temat został zamknięty. Brak możliwości dodania odpowiedzi.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę. Warunki użytkowania Polityka prywatności Regulamin