Skocz do zawartości
 
GRACZY ONLINE

Botekk

Gracz
  • Postów

    21
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez Botekk

  1. No i jednak się da - super, rozwijajcie się dalej 🙂
  2. No i klasa - rozwijajcie się. Życzę powodzenia 🙂
  3. By Timothy Clinard - DAILY GLOBE, 05/11/2025 Wyjątkowy program typu Daily Talk Show, który przyciąga uwagę widzów swoją autentycznością i wrażliwością. W centrum uwagi są ludzie, którzy stawili czoła najtrudniejszym wyzwaniom życiowym, często sięgającym dna, aby następnie odbudować swoje życie i odnaleźć siłę, by iść naprzód. Każdy odcinek programu to intymna podróż przez historie osób, które doświadczyły zarówno bólu, jak i wyzwolenia - opowieści o walce, przetrwaniu i nadziei. W "Underground Talks" nie chodzi o sensację, lecz o stworzenie przestrzeni w której zapraszani do studia goście - czują się bezpiecznie i dzięki temu mogą otworzyć się przed innymi. Prowadzący pozostający w cieniu historii swoich rozmówców, zadają pytania, które zachęcają do refleksji i umożliwiają odbiorcom wgląd w prawdziwe emocje bohaterów. Program stworzony przez dwóch dziennikarzy Daily Globe - Timothy Clinard oraz Antonio Williams, koncentruje się na ludziach, których historie rzadko przebijają się do głównego nurtu mediów. Są to osoby, które mierzyły się z problemami takimi jak uzależnienia, utrata pracy, problemy psychiczne, samotność, a także wykluczenia społeczne. Dzięki ich odwadze, szczerym rozmowom i otwartości - widzowie mają szansę zrozumieć, że życie mimo trudnych chwil, daje możliwości do przemiany i powrotu na prostą. Dzisiejszy odcinek jest inny - dzień po Halloween Timothy Clinard schodzi do swojego studia (znajdującego się notabene w podziemiach głównego budynku redakcji), siada w wygodnym w fotelu i zaczyna rozmowę na żywo. Spontaniczny, ale pewny siebie - daje swoim słuchaczom wyzwanie. Mają go przestraszyć, bo sam - jak wspomina - nie wierzy w duchy. Słuchaczom nie wychodzi to, bo dziennikarz wręcz wyśmiewa straszne historie na wizji, aż w końcu... dzwoni telefon. Głośny, ale cichy. Tajemniczy, ale jawny. Odzywa się męski głos... aż na głowie prowadzącego jeżą się wszystkie włosy! *Wieczorem 05 listopada na stronie Daily Globe pojawił się zapis audio oraz transkrypcja z kolejnego odcinku podcastu - UNDERGROUND TALKS prowadzonego przez dziennikarza Daily Globe - Timothy Clinard. Spotkanie zostało przeprowadzone w nowo powstałym studiu - specjalnie dedykowanym pod owy program. Po kliknięciu w odnośnik przenoszący do zapisu z wywiadu, wyświetla się komunikat z potwierdzeniem swojego wieku. Głos gości programów jest zmodyfikowany - trudny do rozpoznania. Przekleństwa - choć wyraźnie widoczne - nie zostały wypikane, z czego autor poniesie konsekwencje.** Timothy Clinard: Siemano Los Santos! Mówi do was Timothy Clinard w UNDERGROUND TALKS, edycja Halloween! Ale zanim przejdziemy do treści programu to chcę przypomnieć, że zaczął się listopad. Jedni zaczynają go przebierając się za dziwne stwory, inni golą wąsy w ramach akcji Movember, a jeszcze inni wyrzekają się przyjmności w ramach akcji NNN. Ja sam jeden z tych sposobów wybrałem, by dobrze rozpocząć ten miesiąc. Zgadnijcie który. Dla ułatwienia powiem, że teraz wyglądam jak licealista próbujący kupić piwo w osiedlowym sklepie. Ale było warto - wszystko dla zdrowia mężczyzn. Wiecie, co? Miałem w planach zrobić przegląd najstraszniejszych opowieści o duchach, potworach i... teściowych. Ale to nie ma sensu - to nie istnieje. Żadne z tych rzeczy nie istnieje... a przynajmniej w tej wersji w której je widzi społeczeństwo. Wy mnie do tego przekonajcie, piszcie! 378-250. *Chwila przerwy - w trakcie audycji wskoczył blok reklamowy, z kolei na zapisie audio pojawiła się muzyka typu black jazz.* Timothy Clinard: Uh, mam wiadomość od Alice. Posłuchajcie. Jakiś czas temu z koleżankami... wywoływała duchy przy pomocy tablicy ouija. Były pewne, że rozmawiały z kimś... dobrym. Ale z upływem tygodnia to się zaczęło zmieniać - nie można spać, pojawiają się siniaki w randomowych miejscach... czy ostatnio łóżko przemieściło się na drugą stronę mieszkania - tak jak ten w eksperymencie jakieś dziesięć lat temu. Ah, zapomniałem - słychać krzyki, jęki *pauza* I jak, drodzy słuchacze - co tym sądzicie? Brzmi jak zmyślone. Alice, to dobry opis BDSM, a nie scena z horroru. Próbujcie dalej! No, Los Santos - nie potraficie mnie przekonać? Serio myślicie, że taki incydent jak zbite lustro w hostelu po nocy to dowód na duchy? To oznacza, że ktoś tam uprawiał ostry seks... i to, że nie ma w nim lustra weneckiego. Los Santos - miasto aniołów, ale nie duchów. Przekonuje się... co? **Dźwięk dzwonka telefonicznego - intensywny, tandetny i wręcz denerwujący. ** Timothy Clinard: Uh, mam pierwszego odważnego, które będzie próbował mnie namówić na zmianę poglądów o istnieniu duchów. No śmiało - jesteś w programie Underground Talks, kim jesteś i co za bzdury masz mi do zaoferowania? Od razu mówię, że nie wierze w żadne zjawiska paranormalne. Nieznajomy BVDKC: Dobry wieczór... Fajnie, że mówisz że brak w Tobie prawdziwego strachu.. Ale ja czuję, słyszę i widzę więcej niż przeciętny człowiek - pewnie nie wzruszyło Cię to co teraz powiedziałem, ale mam Ci do powiedzenia coś osobistego.. coś o mnie. Timothy Clinard: Dobry wieczór - może jeszcze raz się przedstawię, Timothy Clinard. Z kim mówię zatem... nadczłowieku? Jesteś ponad człowiekiem... a może pod. Strachu miałem dużo w życiu - ale realnego. Na przykład tego, że jakiś gliniarz weźmie mnie za złodzieja przez mój kolor skóry. Nigdy nie bałem się.. niczego. Nieznajomy BVDKC: Nie zamierzam Ci zdradzać swojego imienia.. wystarczy tyle, że miałeś już ze mną do czynienia, może uznasz to za irracjonalne co teraz powiem... *cisza, po chwili dopowiedział* Ale.. ja zazwyczaj znajduję się w miejscach gdzie ludzie przestają mówić, widzieć czy istnieć. Timothy Clinard: Gdzie Cię mogłem spotkać? Jeśli przypadkowo Cię zwyzywałem lub odmówiłem toastu, to przepraszam. To muszę zapytać - po co dzwonisz? Mam się wystraszyć twojej... tajemniczości? Ona działa wręcz odwrotnie - wzmacnia pożądliwość. Zapytaj tych, którzy randkują na tinderze. Nieznajomy BVDKC: Wiesz co Timothy..? Lekcewaga jest tym przez co wiem o Tobie więcej niż myślisz, mówisz że nie boisz się rzeczy paranormalnych, a ja twierdzę inaczej... Jestem ulokowany w ciszy pomiędzy twoimi słowami, nie dostrzegasz mnie, ale ja tam jestem... czujesz chłód i niepokój, ale założyłeś maskę. Timothy Clinard: Ciszy, która jest u mnie rzadkością. Czasem nawet bym wskoczył w nią - by odpocząć. Mówisz, że wiesz coś o mnie? Możesz się podzielisz, co dokładnie? Widzisz moje lęki? Nieznajomy BVDKC: Widzę.. pamiętasz jak w middle school zsikałeś się w spodnie i wszyscy z Ciebie szydzili..? Najadłem się wtedy twoją rozpaczą, twoim strachem i lękiem. Nasza więź, której nie dostrzegasz jest nie do rozerwania, mój byt zamieszkał w twojej głowie już na zawsze. Jak będziesz szedł w nocy do łazienki.. będziesz spoglądał w każdy ciemny zakątek swojego mieszkania w poszukiwaniu mnie, nie zobaczysz mnie.. ale ja Cię będę widział doskonale i dalej będę rósł w siłę, karmiąc się twoim niepokojem. Timothy Clinard: **głośno westchnął** Em, właśnie ta wstydliwa sytuacja ze szkoły, nauczyła mnie, by mieć w dupie zdanie innych. Urosłem dzięki temu i pracuje w jednym z najbardziej popieprzonych środowisk... jestem dziennikarzem. Jeśli to dzięki Tobie, dziękuję Ci za to! **pauza krótka** Ujawniłeś się już komuś? Nieznajomy BVDKC: Uh... Timothy, Timothy... Timothy... Ty się nigdy nie nauczysz, przestań się ukrywać - jesteśmy związani, czuję twój strach.. słyszę twoje myśli... Ujawniam się właśnie Tobie, Ty to czujesz, ale dalej utrzymujesz swój poker face, nie chcesz żeby twoi słuchacze uznali Cię za strachliwego dupka..? **Głęboka cisza, prowadzący zaczyna pytaniem, które przybiera formę monologu. Może wywrzeć to wrażenie, że wpadł w jakiś obłęd i szaleństwo.** Timothy Clinard: Pokazuje siebie, zawsze pokazuje samego siebie na antenie. Jestem sobą... jestem sobą. Yeah, jestem sobą. **głęboki wdech** Skoro jesteśmy... związani, to jestem też Tobą. Nie mam własnej osobowości? Timothy Clinard: **oprzytomniał** Co ja pieprzę. Lucas, Silvio - to wasza sprawka? Jak tak, to niezły żart. No dowcipnisiu, co miałeś mi do przekazania? Niech zgadnę - nie kładź się dziś spać, albo nie jedź na czwarte piętro. Nieznajomy BVDKC: Pokazujesz siebie? Tak, zawsze pokazujesz. Tylko nie zauważyłeś, że ktoś czasem odsuwa lustro i patrzy przez nie zamiast w nie. **chwilowa pauza** Mówisz; „jestem sobą” — a ja słyszę, jak powtarzasz moje końcówki zdań, zanim je skończysz. To nie jest przypadek. To ćwiczenie. Uczysz się mówić moim głosem. Timothy Clinard: To tylko głos - nie jestem taki jak ty. Nie tylko głosem wyrażamy potrzeby, nie tylko głosem krzywdzimy. Co chciałeś mi przekazać - wspominałeś na początku o tym. Czy teraz nagle zamierzasz mną manipulować? Nieznajomy BVDKC: Nie, Timothy. Nie chcę tobą manipulować. Manipulacja jest wtedy, kiedy próbujesz coś zmienić, a ja tylko odsłaniam to, co już tam jest... Chciałem, żebyś zrozumiał, jak cienka jest ściana między dźwiękiem a ciałem. Słowo to tylko drzwi — a ty je właśnie otworzyłeś. Timothy Clinard: Otwieram, ale czy to oznacza, że jestem złym człowiekiem... nie. Nie krzywdzę, ty próbujesz to zrobić. Powiedzmy, że zrozumiałem, co chciałeś mi przekazać - możesz teraz powiedzieć skąd do nas dzwonisz? Mówiłeś, że jesteś we mnie. To znaczy, że rozmawiam sam ze sobą? Nieznajomy BVDKC: Nie… nie rozmawiasz sam ze sobą, Timothy. Rozmawiasz z tą częścią, której nigdy nie pozwoliłeś mówić, ja tylko używam twojego głosu, bo to jedyny, który mi zostawiłeś. Tam, gdzie kończy się twoje "nie, nie krzywdzę", a zaczyna twoje "ale gdyby ktoś zasłużył…". Timothy Clinard: **jakby krzyczał do kogoś w oddali** Co mówisz, Larry... ten numer telefonu nie jest zweryfikowany? Nie ma właściciela? Cholera. **pauza, z powrotem wraca do rozmówcy** Rozumiem, teraz rozumiem - lekcja pokory. Będę pracował nad sobą, by Cię nie dopuścić do głosu. **Głęboka cisza, podczas której prowadzący zastanawia się, czy jego "gość" już go opuścił.** Timothy Clinard: Halo, jesteś tu jeszcze? Mamy Cię na łączach? Rozumiem Ciebie - możesz się ujawnić. Na pewno masz imię! Nieznajomy BVDKC: Nie uciszysz mnie, Timothy. Słyszę każdy twój oddech, każde zawahanie. Gdy milkniesz, mówię za ciebie. Gdy śpisz, uczę się twoich myśli. Nie ma właściciela, bo to ja jestem w środku. Nie telefon. Nie echo. Ja. I już nigdy nie będziesz sam, choć tak bardzo tego pragniesz. Timothy Clinard: **krzyknął jakby w głąb pomieszczenia** Larry, kończymy to - stop, stop, stop. **wrócił do rozmówcy** Pierdol się. **Dźwięk odkładania słuchawki i zrywania połączenia. Po nim - głęboka cisza radiowa, czyli coś czego unika się w tego typu wystąpieniach.** Timothy Clinard: Cholera - uwierzyłem w to. Dziękuję, był z wami Timothy Clinard - Daily Globe. Do zobaczenia.
  4. Written by Timothy Clinard- Daily Globe, 05/11/2025 Czy wiesz, że pierwsza różowa wstążka — dziś symbol walki z rakiem piersi — pojawiła się ponad 30 lat temu w Nowym Jorku? Od tamtej pory październik na całym świecie rozkwita kolorem nadziei. Także w Los Santos, gdzie tegoroczny Pink October połączył profilaktykę, edukację i wspólne działania mieszkańców. Rak piersi dotyka co ósmą kobietę w USA, ale wcześnie wykryty jest wyleczalny w ponad 90% przypadków. Na szczęście nadal wzrasta liczba kobiet, które decydują się zbadać. Z pewnością nie byłoby to możliwe, gdyby nie miesiąc świadomości raka piersi, który różne organizacje promowały. Niniejszy artykuł będzie podsumowaniem tego ważnego miesiąca. Co się działo w Los Santos dla promocji tego miesiąca? Vanté - ekskluzywna marka modowa specjalizująca się tworzeniu wyrafinowanych torebek dla kobiet. To właśnie ona, wieczorem piątego października 2025 roku, uruchomiła aukcje charytatywną i zbiórkę pieniędzy. Celem było zebranie jak największych środków na rzecz Breast Cancer Foundation - Susan G. Komen for the Cure. Jest to amerykańska organizacja non-profit założona w 1982 roku przez Nancy G. Brinker, która poświęciła ją pamięci swojej siostry Susan Goodman Komen, zmarłej na raka piersi. Koncentruje się ona na walce z rakiem piersi poprzez wspieranie badań naukowych, działania edukacyjne oraz wsparcie kobiet dotkniętych chorobom. Uczestnicy licytacji mogli wygrać torebkę Paso Fino od Vanté, której krój pochodził od pierwszej kolekcji marki, a projektantką sama Blanca Carvantes. Na potrzeby promocji miesiąca świadomości, torebka przybrała kolor różowy. Z kolei zbiórka środków jest otwarta do ostatniego dnia miesiąca, tj. 31.10.2025 do godziny 23:59. Aktualnie w rankingu wpłat, na trzecim miejscu ukształtowała się wpłata z konta Daily Globe. Dziękuję wszystkim dziennikarzom za dołożenie cegiełki do tej pięknej okazji. Aukcja zakończyła się 18 października 2025 z kwotą 350 000$. Nie tylko znane firmy zadbały o promocję wydarzenia. Również placówki medyczne naszego miasta zasługują na znalezienie się w tym zestawieniu. Eugenics Medical Central i Central Los Santos Medical Center poprowadziły pogram darmowych badań mammograficznych, z których łącznie skorzystało ponad sto tysięcy kobiet. Choć każde życie jest cenne, to te liczby robią naprawdę duże wrażenie. Każda z pacjentek po badaniu usłyszała ważną informacje o stanie swojego zdrowia. Przypomnijmy przy okazji, że, jak w przypadku wszystkich dolegliwości, wczesna diagnostyka zwiększa szansę pacjenta. Szczególnym zainteresowaniem cieszył się dzień otwarty w placówce Central Los Santos Medical Center, w trakcie której każdy mógł zadać nurtujące go pytania w kwestii raka piersi. Nie było tematów tabu w tych kwestiach! Lekarze, pielęgniarze i pielęgniarki dzielnie odpowiadały na każde pytania. Były słodkie przekąski, ciepła kawa, ścianka fotograficzna i... różowa scenografia. Bo taki jest październik w Los Santos - różowy! W dniu 12 października 2025 nie zabrakło również największej korporacji medialnej w naszym mieście, Daily Globe. Wsparła ona dzień otwarty urozmaiconą o wywiady i merytoryczne wywody prowadzących, audycję radiową. Dwóch dziennikarzy, Richard Sutliff i Timothy Clinard, przekazywali wszystkim tym, którzy nie zjawili się na wydarzeniu bieżące informacje o raku piersi i o potrzebie profilaktyki. Daily Globe sprawy socjalne leżą głęboko w sercu, w związku z czym audycja została zrealizowana bezpłatnie, co rzecz jasna nie przełożyło się na jakość programu. **Niżej zostało umieszczone nagranie wraz z transkryptem fragmentu audycji. Została ona zrealizowana w budynku Centra Los Santos Medical Center 12 października 2025 o godzinie 20:00. Audycja była prowadzona w tłumie ludzie, stąd czasami można usłyszeć głośniejsze rozmowy przybyłych do kliniki klientów. ** 💬💬💬🎵🎵🎵 WYWIAD Z WSPÓŁORGANIZATORKĄ, SELAH VALDES Richard Sutliff: Tak jak wspominaliśmy, Los Santos - na antenie mamy właśnie jedną z współorganizatorek tego wydarzenia, jak i organizatorkę sesji fotograficzno-informacyjnej o raku piersi. Selah Valdes - dobry wieczór. Selah Valdes: Dobry wieczór Los Santos! Richard Sutliff: Selah - postanowiliśmy zaczerpnąć wiedzy o dzisiejszym wydarzeniu dla naszych słuchaczy bezpośrednio od Ciebie - dla niezdecydowanych i leniwych zdradź co dziś dzieje się w Central Los Santos Medical Center. Selah Valdes: Organizujemy od dzisiaj darmowe badania. Każda kobieta, może za DARMO przyjść do nas i wykonać badania - mammografie, ale oprócz tego posiedzieć z nami - wypić kawę, porozmawiać. Jesteśmy dzisiaj tutaj dla Was. Richard Sutliff: Słyszeliście, ludzie - a szczególnie kobiety - dziś jest dzień zadbania o swoje zdrowie. Selah, zdradź nam trochę na temat sesji, która ujrzała światlo dzienne. Odważna i szalenie ważna, bogata w informacje i kobiety, które wsparły tę inicjatywę. Jak długo to przygotowałyście? Selah Valdes: Sesja była planowana od początku września -już wtedy zaczęły się pierwsze rozmowy i plany na nią, ale całość dopięłam na dwa tygodnie przed jej publikacją. Uważam, że ta sesja ma odbiór pozytywny, robimy coś wspólnie - kobieta - kobiecie, możemy współpracować i działać razem. Timothy Clinard: Selah, często boimy się słowa rak — jak zamienić ten lęk w działanie? Co byś powiedziała nam wszystkim byśmy przestali traktować to jako temat tabu. Co byś powiedziała tym wszystkim kobietom, by zaczęły dbać o swoje zdrowie? Selah Valdes: Gdy usłyszymy diagnozę, to mamy wrażenie, że zawalił nam się świat. Kobiety mają wymówki; nie mam czasu, boje się diagnozy, to badanie nic nie da, ale warto posłuchać kobiet, które wygrały walkę. Zrobiły badania i pokonały. Badanie jest krótkie i naprawdę możemy dzięki niemu wykluczyć wiele zmian. Timothy Clinard: Piękne słowa, Selah. Załóżmy, że moja matka - która jest w wieku podwyższonego ryzyka - traktuje wszelkie badania strasznie lekceważąco. W jakim sposób mogę wpłynąć na nią? Siłą zaciągnąć ją do kliniki na badania? Serce tak mi podpowiada, ale czy to właściwe? Selah Valdes: Wiem jak ciężko jest wpłynąć na najbliższe nam osoby - nigdy siłą. Spróbujmy usiąść, odłożyć telefony na bok - porozmawiać na spokojnie, wytłumaczyć na czym polega choroba, badanie i leczenie. Wywieranie presji - zrób to dla mnie, nie chcę się stracić, również jest słabym rozwiązaniem. Timothy Clinard: Zrób to dla mnie. Piękne słowa. Czasem dla kogoś jesteśmy w stanie więcej zrobić niż dla siebie samego. To błędne myślenie, ale tak jest. Mamo, jeżeli to słyszysz - a słyszysz - przemyśl tę sprawę i umów się wizytę w Central Los Santos Medical Center. Jeśli chcesz, pojadę z Tobą. Richard Sutliff: Dziękujemy Ci, Selah, za tę chwilę rozmowy dla naszych słuchaczy. Jeszcze tak słowem zamknięcia - czy jest tak naprawdę jakaś grupa wiekowa, której wyłącznie to dotyczy? Są osoby w Twoim wieku, młode kobiety - "ah, młoda jestem, zrobię za dwadzieścia lat" - to poprawne myślenie? Selah Valdes: Jestem młoda, ale myślę o sobie - badam się regularnie. Znam takie kobiety, które są blisko wieku emerytalnego i nigdy się nie przebadały, bo jak wspomniałam - nic im nie było. Pamiętajcie, że o te dwadzieścia lat może być za późno, zdecydowanie za późno. Richard Sutliff: Te dwadzieścia lat może być za późno - to nie słowa, które mają wywołać strach, a motywację. Medycyna rozpoczyna się od profilaktyki, lepiej zapobiegać niż leczyć, a Selah Valdes, współorganizatorka tego wydarzenia i organizatorka sesji Pink Girls Wam o tym przypomina. Dziękujemy serdecznie, Selah. Selah Valdes: Dziękuje Wam również - tym, którzy są tu dzisiaj z nami. Ale! Zapraszam Was kobiety - weźcie mamę, babcie, siostrę, ciocie albo przyjaciółkę. Do Was również kieruje te słowa - mężczyźni! Zadbajcie o swoje partnerki, niech poczuje, że jest dla Was wżna i się o nią troszczycie - dziękuje Wszystkim. 💬💬💬🎵🎵🎵 WYWIAD Z SHARLENE DOKTOR SHARLENE LOREDAN, CENTRAL LOS SANTOS MEDICAL CENTER Richard Sutliff: Dopiero co skończyliśmy rozmowę z Selah Valdes, a mamy tutaj kolejną współorganizatorkę, a przede wszystkim - specjalistkę. Jest z nami doktor Sharlene Loredan z Central Los Santos Medical Center, dobry wieczór ma'ma. Sharlene Loredan: Dobry wieczór, witam wszystkich. Timothy Clinard: Dobry wieczór. Pani doktor, muszę zapytać o mity, które od zawsze towarzyszą mammografii. Co możemy dziś obalić? Czy jest bolesna, czy powoduje inne komplikacje. To bardzo ważne, bo żyjemy w świecie, gdzie krótkie plotki są silniejsze od nauki. Sharlene Loredan: To prawda, wokół mammografii narosło sporo mitów. Najczęstszy z nich to przekonanie, że badanie jest bardzo bolesne albo może być szkodliwe. A to po prostu nieprawda. Mammografia może być chwilowo niekomfortowa, bo pierś musi być lekko uciśnięta, ale to trwa dosłownie kilka sekund i nie powoduje żadnych komplikacji. Nie ma też obsolutnie żadnych dowodów na to, że promieniowanie z mamografii mogłoby szkodzić - jego dawka jest minimalna. To badanie, które może uratować życie, a dyskomfort trwa krócej niż minuta. Więc jeśli miałabym coś obalić, to właśnie ten mit. Richard Sutliff: Wstępnie poruszyliśmy ten temat z Selah, ale definitywnie zamkniemy kolejny mit z ma'an Loredan. Pełno jest młodych kobiet, które myślą, że ich ten problem nie dotyczy, że to tylko po czterdziestce, kiedyś tam się przebadają. Jako specjalistka - co ma ma'am do powiedzenia na temat tego mitu? Sharlene Loredan: To chyba jeden z mitów, które słyszymy najczęściej, że rak piersi zaczyna się dopiero po czterdziestce. To nieprawda. Oczywiście, ryzyko rośnie z wiekiem, ale młode kobiety również mogą zachorować. W ostatnich latach coraz częściej diagnozujemy zmiany nowotworowe u kobiet po trzydziestce, a nawet po dwudziestce. Profilaktyka nie ma metryki, im wcześniej nauczymy się samobadania i regularnych kontroli, tym lepiej znamy swoje ciało i szybciej wychwycimy coś niepokojącego. Timothy Clinard: Chyba dobitnie wyjaśniliśmy jak ważna jest profilaktyka. Ma'am Loredan, pytanie z waszego podwórka. Jaka jest najczęstsza reakcja pacjentek po wykonaniu mammografii? Są wdzięczne, deklarują powrót, czy może odwrotnie. Sharlene Loredan: Wie Pan, najczęstsza reakcja kobiet po mammografii to.. ulga. Naprawdę. Większość pacjentek przyznaje, że stresowały się bardziej "przed" badaniem niż w jego trakcie. Często słyszę "Pani doktor, to już? To wszystko?" i wtedy pojawia się uśmiech. Myślę, że właśnie ten moment, kiedy kobieta wychodzi z gabinetu spokojniejsza, to najlepszy dowód, że warto było przyjść. Sporo kobiet po takim doświadczeniu mówi też, że wróci i co najpiękniejsze.. często przyprowadzają koleżanki, siostry, mamy. To chyba największy komplement, jaki możemy dostać jako lekarze. Richard Sutliff: Musimy poruszyć również bardzo... Bolesny temat dla wielu kobiet, tym samym arcyważny. Amputacja piersi - coś, co ma wpływ nie tylko na wygląd, ale przede wszystkich psychikę osoby chorej. I tutaj prosimy o wyjaśnienie kolejnego mitu - czy każda diagnoza raka piersi równa się amputacji? Sharlene Loredan: To bardzo ważne pytanie, bo wiele kobiet wciąż myśli, że diagnoza raka piersi automatycznie oznacza amputację. I chciałabym to jasno powiedzieć - absolutnie nie. Dziś medycyna daje nam wiele możliwości leczenia, które pozwalają zachować pierś. W większości przypadków, zwłaszcza gdy nowotwór zostaje wykryty wcześnie, wykonujemy zabiegi oczyszczające, czyli usuwamy tylko fragment zmienionej tkanki, a nie całą pierś. Mamy ogromne możliwości rekonstrukcji piersi. Najważniejsze, żeby pamiętać, że leczenie raka piersi nie polega już tylko na walce z chorobą, ale też na trosce o psychikę, o poczucie kobiecości i tożsamości. I właśnie dlatego tak podkreślamy wagę profilaktyki. Bo im wcześniej wykryjemy zmianę, tym większa szansa, że leczenie będzie łagodne, a pierś zostanie zachowana. Richard Sutliff: I ostatnie pytanie, ma'am - Pink October skierowany jest do kobiet, temat raka piersi jest bardzo ważny. I faktem jest również to, że bez kobiet ten świat byłby nudny, szary, monotonny, nijaki wręcz. Jako mężczyźni powinniśmy dbać o partnerki, matki, siostry, przyjaciółki. Co my możemy zrobić? Sharlene Loredan: To, co możecie zrobić, to po prostu być obecni. Wspierać, przypominać, zachęcać do badań, ale bez presji, z troską. Czasem wystarczy zapytać "Byłaś ostatnio na kontroli?" albo.. po prostu pójść razem. Kobiety często dbają o wszystkich, tylko nie o siebie, więc Wasza obecność naprawdę ma znaczenie. Profilaktyka to nie tylko badania.. to też miłość, troska i obecność drugiego człowieka. Richard Sutliff: Mam nadzieję, że każdy mężczyzna słuchający dzisiejszej audycji zapisał sobie te ważne słowa doktor Loredan - wspierajcie, przypominajcie, bez presji, z uczuciem. Bądźcie dla kobiet, które są dla Was każdego dnia, aż bierzecie to za pewnik. Rozmawialiśmy z doktor Sharlene Loredan, CLSMC. Dziękujemy. Sharlene Loredan: Dziękuję za rozmowę i za to, że możemy o tym mówić głośno. Dbajcie o siebie i o tych, których kochacie, bo to najpiękniejsza forma troski. 💬💬💬🎵🎵🎵 Późnym wieczorem, 14 października w piwnicy budynku Daily Globe spotkali się Timothy Clinard, Alice Cheong i Roseanne Cheong. Wspólnie poprowadzili oni rozmowę o... raku piersi. Burzyli mity i zastępowali je naukowymi faktami. Próbowano przełamać temat tabu, który krąży wokół tego tematu. Nie zabrakło poruszających wyznań lekarek, które na co dzień mają styczność z pacjentkami dotkniętymi rakiem piersi. A w trakcie audycji otwarta była infolinia, gdzie słuchacze mogli darzyć pytaniami (i komplementami!) naszych gości. Późny wieczór, nastrojowa muzyka i rozmowy bez tabu - to musi równać się UNDERGROUND TALKS, gdzie każdy może mówić co chce! Nie zapomnijcie przygotować chusteczek, bo wzruszenie gwarantowane, dzięki oprawie technicznej. Niniejszy artykuł to jedynie zbiór najważniejszych wydarzeń, które działy się w naszym mieście. Oparte krótkim opisem, fotorelacją i materiałami audiowizualnymi. Jednak akcji promujących profilaktykę raka piersi było w naszym mieście znacznie więcej. Nie zabrakło drobnych gestów w postaci różowych babeczek przygotowanych przez spółdzielnie mieszkaniową dzielnicy Davis. Nie zabrakło akcji wolontariuszy z lokalnych szkół. Można powiedzieć, że całe miasto żyło właśnie tym. I Ci starsi, i Ci młodsi. Za co serdecznie, w imieniu redakcji Daily Globe, dziękuję. Jednak tuż po październiku zaczyna się listopad - miesiąc który zaczynamy przebrani za różnego rodzaju stwory i przygotowujemy nadzienie do indyka na święto dziękczynienia. Zapomina się jednak o innym znaczeniu. MOVEMBER - to projekt, który dopiero od niedawna jest na fali w mediach społecznościowych. Jednak bardzo ważny. Jest tym samym, co Pink October, tylko dla mężczyzn. Podczas tego miesiąca zastanówmy się, co możemy zrobić by mężczyźni zaczęli się badać... i zaczęli rozmawiać o swoich problemach. Bo Movember skupia się zarówno na zdrowiu fizycznym mężczyzn, jak i na psychicznym. Niektórzy, na znak wspierania tej akcji ogolili się i zapuszczają wielkiego wąsa. Wąsa, który jest symbolem tego miesiąca.
  5. Written by Timothy Clinard & Svat’ - 31/10/2025 Niezbyt ciepły, ale mimo to słoneczny poranek. Wstajesz, ubierasz się, schodzisz na dół i robisz gorącą kawę. Wychodzisz przed dom, rozsiadasz się w fotelu pamiętającym każdy dzień z ostatnich sześćdziesięciu lat - i rozkoszujesz się przygotowaną wcześniej kawą, obserwując przy tym przykryte poranną rosą pole, rozmyte przez poranną mgłę. Możemy być przekonani, że właśnie taka wizja choć raz dotknęła, albo dopiero dotknie większość z nas. Możemy być przekonani, że większość z nas choć raz, a może nawet i częściej niż raz - uległa wiejskiemu klimatowi jak propagandzie, chcąc znaleźć się w trybie spokojnego, pozamiejskiego życia. Czy to dziwne? Absolutnie nie, bo tempo z jakim dziś żyjemy, wręcz woła o taki wiejski, filmowy tryb życia. Skąd jednak ten temat? Oczywiście z powodu minionego Harvest Day, imprezy która pozwoliła nam nie tylko zagłębić się w klimat wiejskiego życia, ale dosłownie żyć nim przez zaplanowane kilka godzin eventu. Eventu… W zasadzie moglibyśmy użyć słowa ‘ Mega - Eventu’, bo tytułowy Harvest Day był imprezą tak dużą, dokonaną z tak Wielkim kolokwialnie to mówiąc - rozmachem, że z pewnością wielu obecnych tam złapało się za głowy. Samych atrakcji pobocznych, odbiegających od głównej scenerii było co najmniej kilkanaście. Oczywiście w następnym akapicie przybliżymy je nieco bardziej. Jednak od początku - cała impreza rozpoczynała się w niedzielę dwudziestego szóstego października, o godzinie punkt dwudziesta. Na co dzień ruchliwa farma w małym miasteczku Grapeseed zamieniła się w prawdziwe pole atrakcji. Jeszcze przed otwarciem bramek wejściowych, parking naprzeciwko coraz bardziej się kurczył - samochodów przybywało z minuty na minutę. Gdy otwarto wejście, dbając o bezpieczeństwo wszystkich przybywających, pojawił się niemały tłok. Na szczęście zmniejszał się z każdym wręczonym upominkiem, który został przygotowany dla KAŻDEGO. Do każdego pakietu otrzymywano bezpłatny los, który pod koniec wydarzenia mógł zadecydować o tym, czy dana osoba opuści wydarzenie w nowym pojeździe. Losowanie zostało zaplanowane na godzinę 22:00 i polegało na tym, że każdy miał taką samą szansę na zwycięstwo. Grzechem byłoby nie wymienić wszystkich atrakcji, które czekały na przybyłych do Grapeseed mieszkańców Los Santos. Można powiedzieć, organizatorzy zapewnili wiejski i... sielankowy klimat. Temu pomóc miały atrakcje, dostępne już od samego początku festiwalu. Obserwując wydarzenie tego niedzielnego wieczoru można było zauważyć, że bardzo duża ilość osób spędzała czas na stanowisku Whispering Pines Camp. Młodzi skauci prowadzili zajęcia z... rzucania siekierą do celu. Na szczęście brzmi to tylko niebezpiecznie, bo, jak podaję jeden z organizatorów, nigdy nie było żadnych wypadków i wszystko wykonywane jest zgodnie z zasadami bezpieczeństwa. Jednak, jak przyznają przedstawiciele szepczących, rzut siekierą był jedynie tłem. Tłem do zbiórki na odbudowę lasów w pobliży Paleto Bay, które ucierpiały w skutek pożarów, które miały miejsce kilka tygodni temu. Dla spragnionych podobnych atrakcji organizatorzy zadbali o takie zabawy jak: mini-strzelnica przygotowana przez Flaherty's Shooting Club, gdzie do wygrania były drobne fanty za zestrzelenie celu. Tuż obok znajdował się punkt rywalizacji, gdzie uczestnicy musieli wyłowić jak najwięcej jabłek... nie używając rąk! Zabaw retro było ciąg dalszych - szukanie fantów w stogu siana nieraz przypominało znaną wszystkim maksymę. Równie interesujące było malowanie twarzy, gdzie można było poczuć się z powrotem jak dziecko, przenosząc się do na moment do krainy fikcji. Najbardziej ekstremalne atrakcje znajdowały się na tyłach wydarzeniach. To tam utworzono wielki, pełen błota, tor do jazdy gokartem. Każdy, kto spełniał wymagania techniczne mógł przejechać się na tym metalowym rumaku. Nie oszukując was, drodzy czytelnicy, nierzadko przejażdżki kończyły się upadkiem w błocie, co na pewno generowało wspomnienia i... wysoki rachunek w pralni. Były indywidualne przejazdy, ale także wyścigi, gdy trafiło na bardziej doświadczonych. Tuż obok, pewien starszy farmer, postanowił wystawić swój traktor z zapiętą, pełną bel siana, przyczepą. Jak się domyślacie nie pełniła ona roli ozdobnej. Ten miły pan okazał się istnym rajdowcem siedząc w kilkunastotonowym ciągniku, jeżdżąc po błotnistym polu. Jeden z naszych redaktorów podczas przejażdżki spadł z przyczepy... i niech to będzie przestroga dla niego, by podczas wydarzeń zajmował się pracą, a nie przyjemnościami. Upadek z pewnością do nich nie należał. I wreszcie, atrakcja, która od samego początku posiadała dużą kolejkę, to labirynt. Nie byle jaki, bo z elementami ASG. Dla niewtajemniczonych - podczas przebywania w labiryncie otrzymywano broń na sztuczną amunicję i rozgrywano mecz w stylu Capture The Flag. Nie obyło się bez wpadek - na przykład, gdy pewna uczestniczka zaczęła ostrzeliwać swoją koleżankę z drużyny. Jednak to nie gra wideo, ogień przyjacielski był włączony. Bolało. To dopiero połowa wymienionych atrakcji. Oczywiście nie zabrakło San Andreas State Parks, które czuwało nad bezpieczeństwem, ale także pokazywało swoje wyposażenie, które potrzebne jest im w codziennych obowiązkach. Zabezpieczenie eventu było na najwyższym poziomie, więc opieką medyczną zajął się Eugenics Medical Center, które posiadało, wyposażony w sprzęt medyczny, namiot. Trzeba uznać, że również biznesy znajdujące się poza Los Santos włożyły serce w organizacje imprezy. Małe studio tatuażu z Sandy Shores, Luna INK Skin, wykonywało przyjemne dla oka... i, rzecz jasna, dla skóry, tatuaże z henny. O wrażenie kulinarne zadbała również malutka knajpa, też z Sandy Shores, Flame Drive. Z kolei Redline Tavern i Redline Performance mogło zaciekawić fanatyków klasycznych pojazdów, którzy mogli jeść smaczne potrawy w ich obecności, bez obawy o ubrudzenie wnętrza. Ogromnym zainteresowaniem cieszyło się Slavic Witch, gdzie sławna Suzy doradzała przybyszom w sprawach zdrowotnych i wykorzystywania naturalnych składników do pożywienia lub higieny. Z nieoficjalnych informacji wiemy, że niektórzy mogli otrzymać przepowiednię wprost z kryształowej kuli... sądząc po ich entuzjazmie, była ona pozytywna. Dla miłośników czterech plus kółek, San Andreas Transport zorganizował wystawę swoich trucków. Sam CEO spółki oprowadzał chętnych po flocie i... być może, rekrutował ich do swojej firmy. Dużo osób wróciło z eventu z różnymi gadżetami o tematyce imprezy. Nie byłoby to możliwe, gdyby nie sponsorzy. Częstą taką pamiątką była zdjęcie z fotobudki na specjalnym, tematycznym tle. Dla siłaczy New Motivation Gym zorganizował konkurs uderzenia młotem, by pokazać mieszczuchom ciężkie życie na wsi. A więc było tego bardzo, bardzo wiele - prawda? I co najbardziej zaskakujące, to wcale nie było wszystko. Możecie wierzyć lub nie, ale wszystkie atrakcje wymienione powyżej, były jedynie stanowiskami… Chciałoby się powiedzieć pobocznymi, jednak czy atrakcje tak górnego polotu, możemy nazwać pobocznymi? Raczej nie, bo to one nadawały główny rytm oraz atmosferę na miejscu Harvest Day. Niemniej jednak, z punktu widzenia organizacyjnego - było coś jeszcze, coś co możemy nazwać mianem… Main eventu? Mowa tutaj oczywiście o wydarzeniach mających miejsce na scenie głównej, na której do ludzi przemawiali organizatorzy, sponsorzy oraz gwiazdy tamtej nocy. Bo tych również nie zabrakło. Na pierwszej linii eventowego frontu był przedstawiciel Vission Colective - Event Agency, Justin Carvajal. Pełnił on rolę prowadzącego Harvest Day, nadając tempa zarówno obecnym na miejscu ludziom, jak i całej imprezie. Podczas minionego wieczoru, świetnie sprawdził się w roli osoby zapewniającej zainteresowanie oraz uaktywnienie rzeszy uczestników biorących udział w Harvest Day. Oczywiście jak przy imprezach o tak dużej skali, nie zabrakło również akcentów muzycznych… Ba! Możemy nawet powiedzieć o czymś więcej niż akcentach, bo przecież koncerty są zdecydowanie czymś większym od zwykłego ‘akcentu’. Natomiast za to, możemy podziękować świetnie zgranej ekipie, która urozmaiciła uszy zebranych swoim brzmieniem. Mowa tutaj oczywiście o takich nazwiskach jak; Jonas Ward, Issey Cenzo, Jack Fumio czy Kelsey ‘Vex’ Hartman. Świetni muzycy, świetne nazwiska, świetni artyści - którzy najzwyczajniej w świecie, dali czadu. Teoretyczną wisienką na torcie tytułowej nocy było losowanie atrakcyjnych, ale przede wszystkim - tematycznych nagród. Dlaczego teoretyczną? Ponieważ wszyscy zgodzimy się, że na takich imprezach jak Harvest Day, liczy się nic innego jak dobra zabawa oraz równie dobra atmosfera. Bez dwóch zdań to właśnie wspomnienia będą najcenniejszym, co uczestnicy minionej imprezy zabrali ze sobą do domu. Niemniej jednak - losowanie, a późniejsze rozdanie nagród było… Atrakcją finałową. A co za tym idzie, była to właśnie wisienka na torcie. Pula nagród? Zaskakująco ciekawa - bo tematyczna. Podczas finałowego rozdania, do wylosowanych spośród bawiących się na miejscu osób trafiły takie nagrody jak; Jacht, kamper wybudowany na bazie samochodu Vapid Sandking, zmodyfikowany gokart, czy tak urokliwa nagroda jaką jest domek letniskowy w Sandy Shores, wraz z mniejszą łodzią. Ponadto na liście nagród pojawił się również bon o wartości stu pięćdziesięciu tysięcy dolarów, na usługi w firmie BLENZ - czy uzyskanie tygodniowego dostępu do jednego z samochodów ze stajni Auto Heritage Motors. Brzmi bogato, a zarazem swojsko - czyli dokładnie tak, jak oczekiwalibyśmy tego od imprezy oscylującej w temacie wiejskiego życia. Co również warto zaznaczyć, zasady losowania odbywały się na dość rzadko spotykanych na tego typu imprezach zasadach, a mianowicie na podstawie darmowych, rozdawanych na wejściu losów - co znacząco zrównało szanse każdego z uczestników.
  6. By Timothy Clinard - DAILY GLOBE, 10/14/2025 UNDERGROUND TALKS - Program Daily Talk Show Wyjątkowy program typu Daily Talk Show, który przyciąga uwagę widzów swoją autentycznością i wrażliwością. W centrum uwagi są ludzie, którzy stawili czoła najtrudniejszym wyzwaniom życiowym, często sięgającym dna, aby następnie odbudować swoje życie i odnaleźć siłę, by iść naprzód. Każdy odcinek programu to intymna podróż przez historie osób, które doświadczyły zarówno bólu, jak i wyzwolenia - opowieści o walce, przetrwaniu i nadziei. W "Underground Talks" nie chodzi o sensację, lecz o stworzenie przestrzeni w której zapraszani do studia goście - czują się bezpiecznie i dzięki temu mogą otworzyć się przed innymi. Prowadzący pozostający w cieniu historii swoich rozmówców, zadają pytania, które zachęcają do refleksji i umożliwiają odbiorcom wgląd w prawdziwe emocje bohaterów. Program stworzony przez dwóch dziennikarzy Daily Globe - Timothy Clinard oraz Antonio Williams, koncentruje się na ludziach, których historie rzadko przebijają się do głównego nurtu mediów. Są to osoby, które mierzyły się z problemami takimi jak uzależnienia, utrata pracy, problemy psychiczne, samotność, a także wykluczenia społeczne. Dzięki ich odwadze, szczerym rozmowom i otwartości - widzowie mają szansę zrozumieć, że życie mimo trudnych chwil, daje możliwości do przemiany i powrotu na prostą. Dzisiejszy odcinek związany jest z jedną z najgorszych chorób na świecie. Ma na celu wspieranie inicjatywy Pink October, w związku z czym wyłączone zostały reklamy. Timothy Clinard rozmawia z lekarkami Eugenics Medical Center Alice i Roseanne Cheong. O potrzebie profilaktyki, o przebiegu badań. Wszystko o i dla zdrowia. Jak w każdym odcinku nie brakuję wzruszających momentów. Wspomnienia ostatnich słów, gestów pacjentów. Ostatnie ich słowa i przemiana człowieka w obliczu choroby. Czego unikać, a czym się zajmować. *Wieczorem 14 października na stronie Daily Globe pojawił się zapis audio oraz transkrypcja z kolejnego odcinku podcastu - UNDERGROUND TALKS prowadzonego przez dziennikarza Daily Globe - Timothy Clinard. Spotkanie zostało przeprowadzone w nowo powstałym studiu - specjalnie dedykowanym pod owy program. Po kliknięciu w odnośnik przenoszący do zapisu z wywiadu, wyświetla się komunikat z potwierdzeniem swojego wieku.** 💬💬💬🎵🎵🎵 Timothy Clinard: Siema Los Santos! Tutaj program Underground Talks - tak, dobrze słyszycie. Wracamy z programem dla was. Dużo się zadziało w naszej redakcji - ale mamy jeden sukces. Wracam na antenę ze swoim programem. W moim studiu mam przed sobą Alice Cheong i Roxseanne Cheong. Pracowniczki kliniki Eugenics **przerwał, dodając** Przepraszam, Roseanne, wybacz. Wszystkiego najlepszego z okazji waszego święta. Nie mam prezentów niestety, musicie mi wybaczyć. Dziś też światowy dzień wychodzenia z szafy... mówienia głośno o swojej orientacji seksualnej. Szczęścia i wytrwałości dla was. Ale dziś skupimy się na wydarzeniu, które przeżywamy przez cały miesiąc. Mowa o akcji Różowy październik. Bardzo ważne jest mówienie o profilaktyce, bo rak piersi jest naprawdę powszechny, a by go wykryć nie trzeba dużo energii. Alice, Roseanne - przedstawcie się naszym widzom. Alice Cheong: Cześć wszystkim! Mam na imię Alice, pracuję w EMC jako ginekolożka od już paru lat. Możecie mnie spotkać praktycznie w większość dni w miesiącu w naszej klinice! *Zerknęła na swoją siostrę* Roseanne Cheong: Dobry wieczór, hej Los Santos! A ja mam na imię Roseanne, tak samo jak siostra pracuję w Eugenics, tylko na innym oddziale - chirurgia. Timothy Clinard: Alice, Roseanne - świetnie was widzieć. O tym, jak ważna jest profilaktyka nie trzeba przypominać. Świadczą o tym nasze ciuchy - róż na różu. Uprzedzając pytanie - nie, nie zmieniam orientacji. No właśnie - profilaktyka profilaktyką. Ale jak wygląda takie badanie? Można je wykonać samemu? Roseanne Cheong: Ależ oczywiście, że można. Co lepsze - nie trzeba specjalnie zapisywać się w tym celu na wizytę do lekarza - możemy to zrobić w domu, samodzielnie. Jak? Dotykając swoich piersi. Przez dotyk możemy wyczuć już na prawdę sporo - niepokojące zgrubienia, czy wyczuwalne guzy. Alice Cheong: Dokładnie, to, o czym wspomina siostra, jest bardzo ważne. Tym bardziej, że właśnie najczęściej my same mamy możliwość kontrolowania tego, czy jest wszystko w porządku. Można to zrobić w swoim domu, samemu, bez niepotrzebnego stresu. Wystarczy to sprawdzić raz w miesiącu. Timothy Clinard: To interesujące - może zabrzmie egoistycznie. Muszę uspokoić myśli - facetów też to dotyczy? Myślę, że nie tylko mnie to zastanawia. A jeszcze jedno - badania mammograficzne. Na czym polegają i przede wszystkim... są bolesne? Roseanne Cheong: Mężczyźni? Tak, również dotyczy to ich dotyczy - człowiek niezależnie od płci ma takie coś, co nazywamy tkanką gruczołową piersi. To właśnie w niej może dojść do rozrostu komórek nowotworowych. Różnica jednak jest taka, że mężczyzna ma tej tkanki znacznie mniej niż kobieta, dlatego też ryzyko jest znacznie mniejsze. No i mammografia, coś o czym się dużo mówi, zwłaszcza w trakcie naszego Różowego października. Na dzień dzisiejszy jest to badanie, które radzi sobie najskuteczniej we wczesnym wykrywaniu raka piersi. Alice Cheong: Timothy, wspominałeś o mammografii, czy ta jest bolesna - już wyjaśniam, pozwolisz, że zacznę od opisu badania. Mammografia polega krótko mówiąc - na zrobieniu zdjęcia rentgenowskiego piersi. Największy dyskomfort, czy jakiś lekki ból może się pojawić przy ściskaniu piersi przy pomocy płytki kompresyjnej. Musimy ułożył pierś na specjalnym stole, a następnie ścisnąć ją od góry przy pomocy płytki, by ją delikatnie rozpłaszczyć dla lepszego uwidocznienia przekroju. Natomiast uczucie bólu jest krótkotrwałe - tylko na potrzebę dociśnięcia piersi płytką. Po tym już nic w tym badaniu nie boli, czy nie sprawia dyskomfortu. Zrobienie zdjęcia nie sprawia żadnego bólu, tak jak w zwykłym badaniu RTG. Mimo to, warto jest się poddać badaniu, tym bardziej, że nie jest to duży ból. Timothy Clinard: Logiczne? Logiczne. Drogie słuchaczki, nic tylko się badać. Zwłaszcza, że nasze miasto, jeszcze, dysponuje programami darmowych badań mammograficznych. Zobaczymy co będzie po federal shutdown, więc korzystajcie! **przerwa, przytłumiony głos** Alice i Ros - macie w swojej pracy kontakt z wieloma pacjentami. Na pewno też z tymi, którzy cierpią na tę okrutną chorobę. To będzie dosyć intymne pytanie, ale... czy jakiś pacjent utrwalił się w was? Tak, że po wspomnieniu pojawia się smutek, współczucie. Ktoś, kto nie dał rady... i dlaczego. Alice Cheong: Hm... Ciężkie pytanie Timothy, ale raczej niestety nie, ponieważ my mamy kontakt z pacjentem zazwyczaj do etapu rozpoczęcia leczenia. Na pewno pojawia się w nas jakieś współczucie, gdy nie mamy za bardzo możliwości fizycznych pomóc danej osobie, widząc, jak ta cierpi. Zdecydowanie, gdy jest za późno na przede wszystkim efektywne leczenie, które da szansę na wyleczenie, czy po prostu mniejsze komplikacje. Najbardziej jednak bolał mnie przypadek, gdzie spotkałam młodą, ambitną kobietę, która zmagała się z tą chorobą - jeszcze gdy robiłam rezydenturę w jednym z innych szpitali. Timothy Clinard: To zrozumiałe, wasze podejście. Możesz opowiedzieć o tej kobiecie? Dla słuchaczy, nie chcemy was wystraszyć... ale uświadomić, co się może nagle stać. Żyjesz sobie, masz dwójkę dzieci zalóżmy, rodzina jak z obrazka - pojawia się diagnoza i... co, to znika? Alice, opowiesz? Alice Cheong: Pewnie. Przede wszystkim dużo pacjentów po otrzymaniu diagnozy, dla nich kończy się świat, czują, jakby stanęli nad jakąś przepaścią, a nie mogą się wycofać. Nie chcę tutaj też generalizować, bo dla innych otrzymana diagnoza działa jak jakiś motor napędowy. Potrafią się magicznie zebrać w sobie i zacząć robić rzeczy z którymi zwlekali. Podróże, pasje, nauka nowych języków, poszerzanie swoich horyzontów. Chcą żyć, tak, by niczego nie żałowali. Natomiast co z rodziną, czy po otrzymaniu diagnozy się kończy to, co mieli do tej pory? I tak... i nie. Rose, może Ty dokończysz? Siostra chyba będzie mogła z pewnością dorzucić kilka wartościowych przykładów do tego tematu, jak reagowali ludzie na tą informację. Roseanne Cheong: Pewnie, um.. tak jak powiedziała Alice - są sytuacje gdzie dla rodziny kończy się to, co mieli do tej pory i nie. Zależy to na pewno od stanu zaawansowania choroby - niestety występują przypadki w których leczenie nie przyniesie żadnego efektu. Dla rodziny to często szok, wewnętrzny rozłam łzy bliskich i porzucone ambicje, cele, marzenia. Dla niektórych to w pewnym sensie dosłowny koniec świata, choroba może być bezlitosna. Timothy Clinard: No tak, sam miałem taką sytuacje w bliskim otoczeniu. Moja sąsiadka, Mrs. Amanda - dostała diagnozę gdy miała siedemdziesiąt lat. Nagle z kobiety, która wiecznie widziana była z miotłą i przy garach w kuchni, stała się kobietą zaangażowaną w lokalny wolontariat, pomagała sąsiadom. Mi wydziergała sweter... który mam na sobie. Jest cudowny, miałem z nim wiele wspomnień. Od pierwszego pocałunku po pierwsze wyjście do klubu. Amanda zmarła kilka miesięcy po diagnozie, ale ten czas choroby oceniam, z perspektywy obserwatora, pozytywnie. I tak ją zapamiętam. Dziękuję Ci. Ot, jaka przemiana! Choroba wywraca nasze życie do góry nogami - od nas i naszych bliskich zależy, czy damy się jej pogrążyć. Alice i Ros - tradycją naszego programu jest kilka słów od gości. Co chcecie przekazać naszym słuchaczom? Dowolna myśl, może cytat, a może zaproszenie. To jest wasz moment. Roseanne Cheong: Mm.. ja powiem to, co mówi się zawsze i wszędzie - rak to nie wyrok. Nie traktujmy tego jak koniec wszystkiego, uznajmy to za wyzwanie do pokonania z pomocą bliskich, lekarzy i własnej siły. Warto też pamiętać, aby nie odkładać swojego zdrowia na drugi tor - zbadajmy się teraz to tylko 15 minut. Tak jak mówiłam wcześniej - wcześnie wykryty rak ma dużą szansę wyleczenia - to 15 minut może być na wagę naszego życia. Dlatego tutaj wspomnę o akcji trwającej w EMC, polegającej na darmowych badaniach i diagnostyce w kierunku raka piersi. Alice Cheong: Zgadzam się z tym co wspomniała Rose, natomiast od siebie mówmy otwarcie o raku, nie bójmy się o tym rozmawiać, nie zamykajmy się w sobie. Stawiajmy przede wszystkim na profilaktykę. Zapraszam też na darmowe badania. Na prawdę są nieodpłatne, więc korzystajmy. Na koniec może podzielę się cytatem Marka Twain'a - nigdy nie będziesz młodszy niż teraz. Nie marnuj więc czasu, skorzystaj z każdej chwili. Timothy Clinard: Dziękuję wam - Alice i Roseanne za pouczającą rozmowę. Myślę, że skoro ja wyniosłem z niej dużo, to nasi słuchacze też wezmą sobie to do serca. Przypominam, że Eugenics organizuje darmowe badania mammograficzne. Zachęcam do wpłacania pieniędzy na zbiórkę charytatywną organizowaną przez Vante. Jako redakcje Daily Globe przeznaczyliśmy na ten cel, uwaga, pół miliona dolarów amerykańskich. Każdy z nas dołożył swoją cegiełkę. Bo dziennikarstwo to nie zawód, to misja. Dziękuję za uwagę i dbajcie o zdrowie, bo "nigdy nie będziesz młodszy". Mówił dla was Timothy Clinard, dzięki. Tu powinna być reklama. Zostały one wyłączone, co oznacza, że autor i redakcja Daily Globe nie zarabiają na powyższym materiale. Jeśli jesteś zainteresowany wsparciem bądź darmowym badaniem mammograficznym odsyłamy was do poniższych linków: https://li.v-rp.pl/timeline&u=EugenicsMedicalCenter&ref=se https://forum.v-rp.pl/forum/574-central-los-santos-medical-center-clsmc/
  7. By Timothy Clinard - DAILY GLOBE, 04/26/2025 UNDERGROUND TALKS - Program Daily Talk Show Wyjątkowy program typu Daily Talk Show, który przyciąga uwagę widzów swoją autentycznością i wrażliwością. W centrum uwagi są ludzie, którzy stawili czoła najtrudniejszym wyzwaniom życiowym, często sięgającym dna, aby następnie odbudować swoje życie i odnaleźć siłę, by iść naprzód. Każdy odcinek programu to intymna podróż przez historie osób, które doświadczyły zarówno bólu, jak i wyzwolenia - opowieści o walce, przetrwaniu i nadziei. W "Underground Talks" nie chodzi o sensację, lecz o stworzenie przestrzeni w której zapraszani do studia goście - czują się bezpiecznie i dzięki temu mogą otworzyć się przed innymi. Prowadzący pozostający w cieniu historii swoich rozmówców, zadają pytania, które zachęcają do refleksji i umożliwiają odbiorcom wgląd w prawdziwe emocje bohaterów. Program stworzony przez dwóch dziennikarzy Daily Globe - Timothy Clinard oraz Antonio Williams, koncentruje się na ludziach, których historie rzadko przebijają się do głównego nurtu mediów. Są to osoby, które mierzyły się z problemami takimi jak uzależnienia, utrata pracy, problemy psychiczne, samotność, a także wykluczenia społeczne. Dzięki ich odwadze, szczerym rozmowom i otwartości - widzowie mają szansę zrozumieć, że życie mimo trudnych chwil, daje możliwości do przemiany i powrotu na prostą. Wolność śmierdzi ropą i smakuje kawą o 4 rano. Gośćmi w dzisiejszym odcinku są Taliyah Holloway i Bruno Antosiewicz. Są to ludzie, którzy codziennie są królami autostrad jadąc swoim 18-tonowym truckiem. Tam z kolei, gdzie wjeżdżają inni zawracają, Przedstawią oni tajniki pracy kierowcy ciężarówki, trudy tego zawodu i dobre strony. Szykuję się ciekawy odcinek, a o tym sami się przekonacie. **Wieczorem 16 kwietnia na stronie Daily Globe pojawił się zapis audio oraz transkrypcja z kolejnego odcinku podcastu - UNDERGROUND TALKS prowadzonego przez dziennikarzy Daily Globe - Timothy Clinard. Spotkanie zostało przeprowadzone w nowo powstałym studiu - specjalnie dedykowanym pod owy program. Po kliknięciu w odnośnik przenoszący do zapisu z wywiadu, wyświetla się komunikat z potwierdzeniem swojego wieku.** 💬💬💬🎵🎵🎵 Timothy Clinard: Dobry wieczór Los Santos! Mówi do was Timothy Clinard w programie Underground Talks. Program stworzony, by pokazać silne i ciekawe charaktery naszego miasta. Dziś mam przed osobą dwie osoby, które na co dzień pokazują jak wielkie mają jaja. Oczywiście w przenośni. Są tu osoby, które na co dzień prowadzą wielkie kilkunastutonowe ciężarówki wożąc różne przedmioty po naszym stanie... i nie tylko. Jest z nami kobieta, Taliyah Holloway, która ma większe umiejętności w prowadzeniu niż nie jeden facet - wliczając w to mnie. Jest z nami jej bliski przyjaciel, Bruno Anto-sie-wski! Tak, dziś witamy truckerów! Taliyah Holloway: No cześć, Taliyah Holloway, rodowita mieszkanka Los Santos County, od przeszło pięciu lat pracuję w transporcie jako kierowca komercyjny klasy A. Bardzo mi miło, że mogę dzisiaj tu być z wami. Bruno Antosiewicz: Cześć, Bruno Antosiewicz, mam 35 lat, pochodzę z Katowic, Polski. Od szesnastego roku życia siedzę w temacie ciężarówek, a od osiemnastki już pełną parą – najpierw w warsztacie, potem za kółkiem. Przejechałem całą Europę, od fińskich śniegów po hiszpańskie upały, a od pięciu lat jeżdżę po Stanach. Timothy Clinard: Niby lubicie to samo - jeżdżenie wielkim truckiem. Ale mimo to każdy różny... każdy ma inne doświadczenia. Jak się poznaliście? Czyżby wykręcaliście razem pauzę na jakimś ruchliwym parkingu? Często razem wyjeżdżacie? Taliyah Holloway: Powiem tak... poznaliśmy się przez to, że odeszłam z mojej pierwszej firmy gdzie pracowałam przy dowozie paliw na stacje benzynowej jednej z sieci. Szukałam nowej pracy w branży, czegoś ciekawszego niż jeżdżenia cały czas po tych samych stacjach benzynowych na terenie hrabstw LS i Blaine, a Bruno akurat wtedy zaczął rozwijać swoją jeszcze jednoosobową działalność. Zbiegło się to w czasie, umówił się ze mną autentycznie na stacji benzynowej w Santos, po krótkiej rozmowie zatrudniłam się u niego, potem się zaprzyjaźniliśmy, a teraz... jesteśmy parą i mamy adoptowaną córkę. Timothy Clinard: Historia godna ekranizacji... myślę, że każdy z naszych słuchaczy marzyłby o takiej relacji. Bruno, opowiedziałeś, że zaczynałeś w warsztacie i jako kierowca w Europie. Jak oceniasz, gdzie branża transportowa jest lepiej rozwinięta? Gdzie lepsze drogi, gdzie więcej prostytutek przy drogach? Bruno Antosiewicz: Gdzie lepiej? Powiem tak - w USA wszystko jest większe: dystanse, ciężarówki i... przydrożne pokusy też. Ale Europa ma swój klimat - więcej zasad, mniej luzu, ale za to więcej kultury w trasie. A jeśli chodzi o panie lekkich obyczajów? W Europie są, w Ameryce też, ale ja zawsze mówiłem, że najlepsze, co możesz złapać na parkingu, to dobry sen i gorącą kawę. Reszta to już kwestia gustu i sumienia... a ja? Nigdy nie narzekałem. Kobiet było i tak nadmiar, a czasem za dużo żeby też dobrze zapamiętać. Timothy Clinard: Widać, że przemyślałeś tę odpowiedź w domu *śmiech*. Taliyah, jesteś truckerką. Raczej ten zawód nadal jest zdominowany przez facetów. Skąd pokusa, by pójść w to? Jak zareagowali twoi rodzice? Jak reagują inni kierowcy, gdy widzą Ciebie za kółkiem? Pewnie dostajesz dużo komplementów na CB radio. Taliyah Holloway: Powiem tak - ja zawsze, dosłownie od dziecka byłam lekką chłopczycą nazwijmy to w ten sposób - oboje z moich rodziców pracowało w Porcie, ale tylko tata miał na tyle ciekawą robotę, by móc mnie tam zabrać i pokazać mi co i jak. Co mi się tam najbardziej wtedy spodobało? Ciężarówki odbierające ładunki ze statków. Były wielkie i głośne, podobało mi się to... po High School najpierw twierdziłam, że wolę być na miejscu zamiast jeździć po kontynencie, więc skręciłam w kierunku półtorarocznego programu nauki zawodowej mechaników w Community College w Cypress Flats. O ile nauka była ciekawa i fajna, o tyle praca w praktyce już mi się nie spodobała tak bardzo. Pewna sieć stacji benzynowych wystosowała w tym czasie ogłoszenie, że szukają kierowców na dowozy paliw i są w stanie sfinansować uprawnienia za umowę lojalnościową na okres trzech lat. Poszłam na ten deal. Tata? Był dumny. Mama nie komentowała sprawy, po prostu to zaakceptowała. Jeśli chodzi o obecne czasy, to CB Radio jest prawie martwe współcześnie. Ludzie przeszli na informowanie się przez aplikacje na smartfony pokroju Waze. Ludzie ogólnie są pełni podziwu, że sobie radzę w tym, że... potrafię "okiełznać te bestie", że tak to ujmę... manewrowanie po ciasnych uliczkach i innych nietypowych miejscach wiele osób by przerosło, ale ja... jakoś sobie radzę. Są tacy co nie dowierzają i wydaje im się, że mam jakiś inteligentnych asystentów parkowania, ale nie ma tak łatwo, hah! Timothy Clinard: No wiadomo - większość facetów owszem podjęła, by się tego, ale przy okazji urwali lusterka, rozdarli plandekę. Zostając przy Tobie, Taliyah. Syntetycznie, co jest dla Ciebie największą trudnością w tej pracy? Napewno jakieś występują... ciężkie palety? Taliyah Holloway: Powiem tak - współcześnie kierowca w większości firm tylko jeździ i nie musi się bawić w targanie przy załadunkach, rozładunkach. Otwieram tylne drzwi i nic innego się dla mnie nie liczy, ten czas jest dla mnie. Jeśli chodzi o trudności w zawodzie, to wiadomo - czas pracy, przy którym mamy masę obwarowań prawnych, które musimy sobie sami ogarnąć, przez co czasami jest tak, że przez nie wiem... głupie pomylenie zjazdu czy stłuczkę na autostradzie i konieczność stania w korku jesteśmy uziemieni na parę ładnych godzin dajmy na to dwa, trzy kilometry przed rozładunkiem bo braknie czasu i koniec. Jest to czasami trochę frustrujące... czasami też ludzie na drogach zwyczajnie głupieją widząc dziewczynę w tak wielkim aucie w jakimś nietypowym miejscu. Powiem przykładowo - jakiś czas temu woziłam regularnie transporty na lotnisko, przez co musiałam przepchać się przez terminal. Ludzie dosłownie potrafią zgłupieć widząc tak wielkie auto w takim miejscu, zapatrzeć się i nie myśleć totalnie co robią - a w starciu z moim autem statystycznie nie mają żadnych szans i moja odpowiedzialność zawsze, ale to absolutnie zawsze jest olbrzymia i zawsze muszę być w tak zwanym high-alert. Cokolwiek się nie stanie, to potencjalnie może być moja wina, mogę odebrać komuś życie nie tylko przez to, że on nie pomyślał, ale także, że ja nie zauważyłam, a mogłam zrobić coś inaczej. Timothy Clinard: No tak, odpowiedzialność i godziny pracy. Bruno, a ty jakie trudności widzisz w tym zawodzie? Może problem ze spedytorami, firmami transportowymi. A może... no właśnie. Samotność. Zdarza Ci się zatęsknić za domem w trakcie długiej trasy... nie wstydź się, Bruno. Ja płaczę na królu lwie. Bruno Antosiewicz: Problemy? Gówno zarobki na początku, wieczne kombinowanie z papierami, kontrole jakbyś woził złoto, i klienci, co myślą, że kierowca to ich chłopiec na posyłki i bezwartościowy człowiek. A najgorzej? Jak ktoś z biura, co w życiu nie siedział w kabinie, mówi ci, jak masz jechać co robić i cię poucza... na każdym twoim kroku. A samotność? Jasne, że się zdarza. Ale ja potrafię się wyłączyć. Radio, asfalt, silnik - i jadę. Nie muszę mieć ludzi obok, żeby być spokojny. Zbyt długo robię w tym otoczeniu by lamentować za domem... a jeszcze lepiej jak się mijam czasem na trasie z Taliyah. Timothy Clinard: Uh, widzę, że branża transportowa wymaga poprawek. Mówisz, że się spotykacie na trasie. I co, jak się pozdrawiacie? Zjeżdzacie razem do burger kinga? No właśnie, jaki jest twój i Taliyah ulubiony fastfood. Taliyah, nie podpowiadaj, niech się wykaże. Bruno Antosiewicz: Jak się mijam z moją kobietą na trasie? No to różnie bywa… Czasem to człowiek tylko pomacha przez szybę, czasem zrobimy wspólną pauzę - wiadomo, te 9 godzin można dobrze wykorzystać, nie tylko na spanie. Jak się kocha, to trzeba być kreatywnym. A fastfoody? Powiem tak - jak już muszę, to biorę klasyka: podwójny burger i fryty z najgorszej stacji. Ale prawda jest taka, że ja wolę sam coś ogarnąć. Mam w kabinie kuchenkę, garnek, przyprawy, składniki - jak zrobię gulasz albo jajecznicę z kiełbasą, to się żaden fastfood się nie umywa. Timothy Clinard: Romantyczna randka na postoju, jedzenie domowej roboty. Muszę przyznać, że Polacy są naprawdę pracowici i kreatywni. Taliyah, jakiego fastfooda najbardziej lubisz, bo Bruno wymiękł. Musi Cię częściej zabierać do restauracji. Taliyah Holloway: Powiem tak - gdy jestem na trasach na skalę krajową - a obecnie po zmianie firmy przy o dziwo lepszych zarobkach zdarzają nam się takie o wiele rzadziej - to wtedy zdecydowanie wybieram klasyczny kubełek z Cluckin' Bell. Na miejscu? Z reguły Ocean's Bounty Bar albo WigWam. Timothy Clinard: Świetnie się z wami rozmawia. W każdej pracy są chwile, które zapamiętujemy na całe życie. Są to chwile śmieszne lub związane z jakimiś negatywnymi emocjami. Chcecie się podzielić taką historią? Taliyah? Bruno? Taliyah Holloway: Ja zacznę. Mam tego parę, do jednej się już nawet odwołałam się wcześniej... ale od początku. Same początki mojej kariery - Taliyah lat wtedy 23, woziłam sobie te paliwa po stacjach benzynowych. Stacja dobrze znana każdemu mieszkańcowi LS, Little Seoul - jak wiemy, podjazd dla ciężarówek pod pompę stacyjną tam jest stosunkowo wąski, ciasny dla pełnowymiarowego zestawu, a dodatkowo blokuje się wtedy wyjazd ze stacji oraz ładowarek EV. Był to mój drugi raz na tej stacji, wjechałam za pierwszym idealnie... i wyskoczył zaskoczony placowy, że jak to, że dziewczyna dała radę za pierwszym, że niemożliwe, że gdzie jest drugi kierowca, że na pewno porwałam kierowcę i tak dalej... no szurnięty typ po prostu! Wkręciłam go, że mam autopilota w ciężarówce, chyba dalej w to wierzy... jak to słucha, to pozdrawiam! A druga taka pomniejsza historia to jest rzecz relatywnie świeża, już jak pracowałam u Bruno. Otóż ja ostatnimi czasy często wożę paliwa na lotnisko jak już wspominałam. Bardzo często. Jadę sobie spokojnie, osiemdziesiąt kilometrów... droga nieopodal warsztatu SPIRITS... zatrzymuje mnie Sheriff's, mówię sobie no dobrze, może to rutynowa kontrola z sekcji transportu komercyjnego, zdarza się... otóż nie tym razem! Wysiadło dwóch naprawdę WIELKICH zastępców, takich po dwa metry... i uwaga... rzekomo załadowaną pod sam korek wybuchowym paliwem ciężarówką skręciłam w lewo na skrzyżowaniu mając 110 na liczniku. TAK, rzekomo tyle pokazał im miernik, jakkolwiek absurdalnie to nie brzmi. Jaki był finał? Taki, że po propozycji sprawdzenia prędkości w naszej nazwijmy to czarnej skrzynce zastępcy się spłoszyli i mnie puścili. Dlaczego tak to wyglądało? Nie wiem. Może szukali łatwej ofiary. Timothy Clinard: Pewnie dlatego, że jesteś kobietą o blond włosach. Niestety stereotypy są krzywdzące. Ale ty je łamiesz, zdecydowanie Taliyah! Bruno, Taliya - zbliżyliśmy do końca. Tradycją naszego programu jest to, że każdy gość mówi kilka słów do widzów. To może być mowa motywacyjna, cytat lub suchar. Taliyah Holloway: wtedy jeszcze miałam czarne... no ale dobra. Powiem krótko - dziewczyny, tu szybkie słowo do was. Nie dajcie sobie wmówić, że w czymś nie podołacie, w czymś jesteście gorsze od facetów, że to nie wasza rola... to nie te czasy, wierzymy w siebie i do przodu! Bruno Antosiewicz: Pamiętajcie jedno: życie to nie rondo - nie kręci się w kółko. Czasem trzeba docisnąć gaz i pojechać przed siebie. A jak ktoś wam mówi, że trucker to nie zawód z przyszłością - to powiedzcie mu, żeby sam nosił swoje zakupy z Chin na plecach... a jak chcecie dobrą robotę? Wiecie gdzie uderza. Timothy Clinard: No raczej, że wiemy. To wszystko na dziś. Dziękuję moim gościom za rozmowę. W tym Underground Talks zobaczyliśmy świat zza kierownicy trucka – tam, gdzie granica między snem a rzeczywistością to linia na asfalcie, a radio CB to twoje jedyne social media. Jeśli kiedykolwiek myślałeś, że życie jest nudne – to znaczy, że nie przesiedziałeś 12 godzin w kabinie z widokiem na nic... i wszystko jednocześnie. Dzięki dla Bruno i Taliyah za autentyczność, za silnik w duszy i za to, że nie boicie się jechać pod prąd – i to nie tylko na drodze. A ty słuchaczu, pamiętaj - nie ważne czym jedziesz! Ważne, że nie stoisz w miejscu! Pamiętajcie te słowa, drodzy słuchacze. Do zobaczenie w następnym odcinku Underground Talks. Byli z wami Bruno Antosiewski, Taliyah Holloway i ja, Timothy Clinard! Dobranoc!
  8. By Timothy Clinard & Antonio Williams - DAILY GLOBE, 04/14/2025 Piątkowy wieczór dla imprezowiczów w klubie nocnym MIRAGE zakończył się chwilą grozy dla każdego z nich. Klub ten cieszy się dużą popularnością, zwłaszcza w początek weekendu. To właśnie wtedy do niego spływają setki osób w każdym wieku, by wspólnie poddać się resetowi po ciężkim tygodniu. Z baru leje się alkohol, na parkiecie otwierają się zawody taneczne - słowem - mieszkańcy Los Santos świętują rozpoczęcie weekendu bardzo aktywnie. O bezpieczeństwo w klubie dbają muskularni ochroniarza. Pilnują, by nikt nie zepsuł zabawy. Jednak parkiet, miejsce przy barze, loże VIP, czy toalety, to nie jedyne miejsca, z których klubowicze korzystają. Charakterystycznym etapem imprezy jest chęć zaczerpnięcia świeżego powietrza. W niektórych wypadkach dochodzi do tego, że więcej osób przebywa przed lokalem niż bawi się do muzyki puszczanej przed DJ'a. W końcu łatwiej tam zamienić słowo ze swoimi znajomymi niż przy głośnej muzyce. Jednak miejsce przed lokalem trudniej ochronić przed potencjalnym zagrożeniem. Dnia 11 kwietnia 2025 roku tuż przed godziną 22:00 na deptaku przed nocnym klubem padły strzały. Strzały, które miały jeden cel - zabić. Między 21:30 a 22:00 pod klub podjeżdża czarny samochód marki Fugitive. W jego wnętrzu znajduję się do dwóch, zamaskowanych, osób. Powoli zbliżają się do chodnika, jadąc minimalną prędkością obserwują pewnego imprezowicza, który wyszedł właśnie ochłonąć po zabawie na parkiecie. Nagle, gdy znajduję się on na wysokości drzwi czarnego Fugitive, uchylają szyby i otwierają ogień. Napastnicy ruszają w ucieczkę, co doskonale łapie uliczny monitoring. Trafiony kulą przechodzień pada nieprzytomnie na ziemie, wokół widać krew. Tłum zgromadzony przez klubem wpada w panikę - ktoś krzyczy, ktoś ucieka w głąb deptaku lub do środka. Panuje przerażenie. Nieliczni zaczynają udzielać pomocy postrzelonemu, sprawdzają jego funkcję życiowe. Brak. Rozpoczynają resuscytację. Niemal niezwłocznie na miejsce przybywa departament policji i county fire LS. Oficerowi poszukują sprawców, strażacy kontynuują resuscytację. Niestety ranny nie miał szans, stracił zbyt dużo krwi. Stwierdza się zgon. Wokół słychać płacz, a zaciekawieni wyglądają zza policyjnych taśm zastanawiając się: jak do tego doszło? Odpowiedź na to pytanie śledczy ustalili. Strzelaniny przy użyciu samochodu, drive-by, został wykonany przez organizację przestępczą. Powodem miał być film na popularnym serwisie streamingowym, którego ofiara jest autorem. Polegał on na obrażeniu owej organizacji. Ten internetowy spór nie musiał zakończyć się tragiczną śmiercią na oczach przynajmniej kilkudziesięciu osób. Mógł zakończyć się rozmową, dialogiem obu stron. Jednak do tego nie doszło. Nie doszło, ponieważ istniejące warunki w ośrodkach patologii społecznej są strasznie prymitywne. Rządzi tam pieniądz, przemoc i, oczywiście, strach przed utratą życia. W naszych głowach powinna pojawić się burza mózgów, co zrobić, by takie ataki zdarzały się coraz rzadziej. By hejt zostawał w chmurze i nie przenosił się na nasze ulice. To nie jest tylko zadanie dla polityków, to jest zadanie nas wszystkich!
  9. By Timothy Clinard - DAILY GLOBE, 24/03/2025 Całemu zespołowi Daily Globe najbliżej są sprawy społeczne. W związku z czym, nie mogło go zabraknąć na konferencji otwartej Le Foundation w dniu 23.03.2025 o godzinie 21:00. Została ona zorganizowana z powodu nagłej rezygnacji z funkcji prezesa Chenille Carter-Larocque, szanowanej działaczki społecznej i polityk. Wzbudziła ona szerokie zainteresowanie, o czym świadczy wysoka frekwencja na wydarzeniu. Chenille Carter-Larocque była stałym bywalcem w naszym studiu opowiadając o sprawach społecznych. Informacja o rezygnacji pojawiła się w poniedziałek, 17 marca 2025, na oficjalnych portalach społecznościowych fundacji. W tym samym poście podano do wiadomości nowego prezesa fundacji, Augusta Thorntona. Urodzony w 1991 roku w mieście Davis jest zaznajomiony na wskroś z problemami lokalnej społeczności. W związku z tym pierwszy projekt pod nowym prezesem, ma na celu pomóc lokalnej młodzieży w rozwoju i ochronić ją przed popadnięciem w kłopoty natury prawnej. Cała konferencja odbyła się przy schronisku La Esperanza na słonecznych wzgórzach Vinewood. Tworzyła ją wspaniała atmosfera, pyszne przystawki serwowane przez Mon Cheri Cafe oraz stoisko, gdzie można było przeznaczyć datek na rzecz zwierząt w schronisku. W trakcie samej konferencji udało się zebrać aż 130 000$. Konferencje rozpoczęła była prezes, Chenille Carter-Larocque, która przypomniała trudności, jakie spotkały fundację na początku swojej działalności. Wspomniała, że jest ona jej ukochanym dzieckiem i nigdy nie opuści jej całkowicie. Zatem, mimo, że byłej Pani prezes nie będzie w strukturach organizacji, to zawsze będzie w fundacji w formie wsparcia. Bez wątpienia jest to dobra wiadomość dla osób związanych z fundacją. Nowy prezes z kolei wielokrotnie dziękował jego poprzedniczce za wieloletnią służbę dla dobra Los Santos. Mowa tu o fundacji, nie o stanowisko Chenille w biurze federalnym. Jej rezygnacja jest zaskoczeniem. Jeszcze kilka miesięcy temu w programie Underground Talks, wspominała, że na tą chwilę nigdzie się nie wybiera. Niestety nie znany jest nam przybliżony powód odejścia działaczki. Według zapewnień władz fundacji, jak i samej Carter-Larocque, spowodowana jest ona natłokiem pracy w jej spółce. Natomiast nadal pozostaje założycielem i fundatorem fundacji. Ten status, jeśli chodzi o struktury działania każdej fundacji jest dożywotni. Przekazała pełnie władzy nad fundacją i wprowadziła we wszystkie sprawy bieżące nowego prezesa, Augusta Thorntona. Na rzecz fundacji wpłaciła z własnej kieszeni trzysta tysięcy dolarów. Pierwsza część konferencji polegała na pytaniach skierowanych do dyrektor schroniska La Esperanza, Nevaeh North. Oprócz tego, promowała nową aplikację na smartfony, w której można rozpocząć proces adopcji zwierzęcia. Każdy pies, kot, czy chomik, ma tam swój profil, gdzie podane są informacje o jego historii, imieniu, czy charakterze. Przesyłamy dalej link do miejsca, gdzie pobierzesz aplikację ( https://discord.gg/DhVByDJFPt ). Na pytanie od naszego reportera odnośnie liczby miejsc w schronisku, dyrektor odpowiedziała ze spokojem, że miejsca dla zwierząt jest wystarczająco. Schronisko aktualnie nie ma złych prognoz w tej sprawie. Wiele pytań dotyczyło uproszczonej procedury adopcji, na które dyrektor odpowiadała pozytywnie. Muszę przyznać, że słuchając jej wystąpienia było możliwe wyczuć misję, którą kieruję się Nevaeh North. Jako redakcja Daily Globe życzymy dalszych sukcesów. Finałową częścią konferencji było wystąpienie nowego prezesa fundacji - August Thornton. Powiew świeżości na najwyższym szczeblu fundacji na pewno wpłynie na nią pozytywnie. Podczas serii pytań do nowego przedstawiciela fundacji, Thornton starał się wyjaśnić okoliczności rezygnacji Chenille Carter-Larocque ze stanowiska prezesa. Podkreślał, że funkcję fundatora będzie pełnić dożywotnio. Zapewniał, że była to decyzja pełna emocji, które porównać można do relacji między matką a dzieckiem. Fundacja zawsze będzie dzieckiem Carter-Larocque. Następnie wyjaśniał zmiany strukturalne w fundacji, a były to: zmiana stanowiska N. North z CEO schroniska LA ESPERANZA na dyrektora tejże placówki. Dużą zmianą jest likwidacja podfundacji związanej ze schroniskiem, która była pozostałością działalności Zoe Anderson, poprzedniczki wspomnianej Nevaeh North. Muszę przyznać, że w trakcie konferencji dało się wyczuć przyjazną atmosferę i pozytywną energię. Jako redakcja Daily Globe życzymy zarówno starym, jak i nowym osobom, działających w fundacji, samych sukcesów w zmienianiu świata na lepsze. Byście pamiętali o tym, że najszczęśliwszymi ludźmi nie są Ci, którzy otrzymują więcej, ale Ci, którzy dają więcej. Gorąco zachęcamy tych, którzy wahają się nad zostaniem wolontariuszem. Może to zrobić przez link podany wyżej - dołączcie, wyślijcie zgłoszenie i pomagajcie. Fot. Malia Yo Parris
  10. By Timothy Clinard & Silvio Tavares - DAILY GLOBE, 14/03/2025 Underground Talks to wyjątkowy program typu Daily Talk Show, który przyciąga uwagę widzów swoją autentycznością i wrażliwością. W centrum uwagi są ludzie, którzy stawili czoła najtrudniejszym wyzwaniom życiowym, często sięgającym dna, aby następnie odbudować swoje życie i odnaleźć siłę, by iść naprzód. Każdy odcinek programu to intymna podróż przez historie osób, które doświadczyły zarówno bólu, jak i wyzwolenia - opowieści o walce, przetrwaniu i nadziei. Dzisiejszy odcinek jest związany z ostatnimi pomówieniami firmy Daily Globe o zastąpieniu dziennikarzy robotami, piszącymi bezbarwne i nudne teksty. Dziś przełamujemy to twierdzenie, wypuszczając do waszych rąk najnowszy podcast Underground Talks. Zmierzymy się w nim z prywatnym życiem jednego z naszych dziennikarzy - Timothy Clinarda. Opowie on o jego drodze do zawodu dziennikarza i o przeszkodzie, która prawie stoczyła go na ulicę. Jednocześnie pragniemy zaświadczyć, że program w całości został wykonany, dzięki ludziom tj. kamerzysty, dźwiękowca, prowadzących, oświetleniowca, czy też ogromnej roli działu marketingowego. Wystąpienie Clinarda w programie ma jeszcze jeden cel - przybliżenie problematyki programu. Według założeń do programu może zostać przyjęty każdy, kto pragnie podzielić się swoją życiową historią. Przybiera formę terapii, tj. więcej mówią goście programu. Prowadzący zauważyli, że niechęć do występowania przed kamerami, może być spowodowane brakiem chęci wyjścia ze strefy komfortu. Dzisiejszy odcinek pokazuję, że wszystko, co dzieje się w programie jest dobrowolne. Brak uprzedzeń, zaufanie do naszych gości, czy zrozumienie - to cechuje naszych prowadzących. Jeśli jesteś zainteresowany wystąpieniem w programie, zgłoś się w formularzu na naszej stronie internetowej. **Poniżej umieszczona została wersja audio oraz transkrypcja nagrania z piątego odcinka programu UNDERGROUND TALKS prowadzonego przez Silvio Tavares oraz Timothy Clinard w studiu przy San Andreas Boulevard, Pillbox Hill. Nagranie miało miejsce wieczorem 13 marca 2025 roku** 💬💬💬🎵🎵🎵 Silvio Tavares: Witam drogich słuchaczy w ten kojący wieczór. Ja nazywam się Silvio Tavares z Madery, a to jest program Underground Talks, który dziś ma dla was coś specjalnego! Dzisiejszym gościem programu będzie sam Timothy Clinard, jednak dziś jest tutaj ze mną nie jako dziennikarz, a jako gość programu, którzy podzieli się dziś z nami doświadczeniami, historią oraz problemami, które spotkać mogą każdego z nas, jednak właśnie z tego powodu zajmuje dziś fotel gościa, aby powiedzieć kilka słów, by wesprzeć tych, których może spotkać to, co spotkało jego. Witaj, Timothy. Timothy Clinard: Cześć, Los Santos! Mówi dla was Timothy Clinard, żywy, jak każdy nasz dziennikarz. Tak, Venture - tekstów Daily Globe nie piszę sztuczna inteligencja, tylko my, ludzie. Na ten dowód prezentujemy wam odcinek, w którym ujawnię swoją prawdziwą twarz, tą nie związaną z dziennikarstwem. Razem z Silvio doszliśmy do wniosku, że by prowadzić program o słuchaniu ludzi i ich problemów, sami musimy wyjść ze strefy komfortu i ciut o sobie powiedzieć. Każdy z nas ma jakieś przykre wspomnienia, doświadczenia. Mam nadzieję, że ten odcinek zachęci was do szerszego mówienia o problemach... przyznam, że nie jest mi łatwo o tym mówić... jesteście pierwszymi ludźmi, którym to mówię, bądźcie wyrozumiali. Silvio, gdybym się rozkleił, zabaw publiczność jakimś sucharem... sam wiesz jakim, w końcu pochodzisz z Madery. Silvio Tavares: Hah, bez obaw. Myślę, że dla niektórych moja ślamazarność jest zabawna, jednak dzisiejszy temat, z którym chcesz się podzielić nie jest powodem dla śmiechu. Zacznijmy jednak od początku. Poznajmy cię lepiej, Timothy. Opowiedz proszę o swoim dzieciństwie. Jak wyglądało ono i życie w twojej rodzinie? Timothy Clinard: Wiedziałeś od czego zacząć... no tak, pochodzę z zamożnej rodziny. Wbrew pozorom nie byłem pierwszy, który występował w telewizji. Podobno mój dziadek, gdy mieszkał w RPA, walczył przeciwko polityce aparthaidu z Mandelą. Czapki z głów dla niego, ale nie wokół niego moja historia się toczy. Do dwunastego roku życia wszystko układało się zwyczajnie, jak w czarnoskórej rodzinie. Niedziela, zjazd rodzinny, obiad, kościół, chór. Typowa rodzina. Moja rodzina jest olbrzymia, tak, że nie sposób wymienić wszystkich z imienia. Najbliżej byli moi rodzice - tata ogrodnik, mama nauczycielka sztuki. No i starszy o trzy lata brat... podobno byliśmy do siebie bardzo podobni, choć nie lubiłem tego porównania. Gdzieś w momencie, gdy mój brat zmieniał szkołę zaczęły się u niego problemy. Uciekał z domu, zajęć w szkole, nikt, nawet ja, nie znał jego znajomych. To było dla mnie szokiem... mój brat z dnia na dzień przestał nie odzywał się do mnie i do wszystkich. Wszystko się wyjaśniło, gdy pewnego letniego wieczoru pod dom podjeżdża radiowóz, wysiadają gliniarze i pukają do naszych drzwi. Zamarliśmy, mojego brat nie było od dwóch dni w domu... najgorszy scenariusz nam się narzucał. Pada informacja, że mój brat znajduję się aktualnie w szpitalu, gdzie trafił po przedawkowani dragów. Został znaleziony w jakiejś melinie, jak... ćpun. To nie zdarzało się w naszym sąsiedztwie, w naszej okolicy. Uchodziliśmy za dobry dom... ja też w to wierzyłem. Od tego momentu moi rodzice oszaleli - nie przesypiali nocy myśląc jak można mu pomóc, ściągali różnych terapeutów. Nic nie pomagało, zachowanie mojego brata nie zmieniało się. Ja na to patrzyłem z boku, nagle więcej uwagi było skierowane było na tego chuligana-syna, a nie na mnie. Rozumiałem to. Silvio Tavares: Przykro mi to słyszeć *powiedział ze słyszalnie bardziej ponurym głosem* I że.. w tak ciężkiej sytuacji czułeś, że rodzina nie daje ci wystarczająco uwagi. To zrozumiałe, ale ty również nie miałeś łatwo przez tą sytuację. Kto, jak nie rodzice, dawali ci wsparcie w tym czasie? Timothy Clinard: Wsparcie? Na pewno pamiętnik. Tak kochani, kartka przyjmie wszystko... nie wstydźmy się zakładać ich. Nadal mam gdzieś swój, ale niestety boję się teraz go otworzyć. Za dużo wspomnień, zarówno tych przykrych i tych, związanych z dojrzewaniem u chłopców. Dlatego leży bezpiecznie w znanym mi miejscu. Silvio Tavares: To.. przygnębiające. Móc się wygadać tylko kartce papieru *westchnął* Twój brat po tym wszystkim wiedział, ile szkód w rodzinie, ale też tobie zrobił? Ty na pewno miałeś do niego o to żal, ale czy on żałował? Czy waszą relację próbował odbudować? Mieliście ją dobrą przed tym wszystkim? Timothy Clinard: Skłamałbym, gdybym powiedział, że próbował się ratować... nawet nie wiem, gdzie teraz się znajduję. Czy nocuje u kumpla, takiego samego jak on, czy gdzieś pod mostem. Nadal mam w telefonie jego numer, ale ostatni raz dzwoniłem do niego siedem lat temu. Nie jest mi z tym źle... to jego wina, nie moja. Kiedyś, zanim zacząłem pracować, myślałem o tym, że mogłem temu zaradzić... ale psia krew, jak dwunastolatek mógł przegadać zadufanego w sobie szesnastolatka. To zwykła groteska. Nie, nigdy nie próbował się ze mną skontaktować. Na świętach nie było go od bardzo dawna, choć rodzice co roku próbują go zaprosić. On odpowiada najczęściej przez swoich kumpli, którzy też wyglądają, jakby wyszli niedawo ze stanowego. Czy się boję o niego? Kiedyś, teraz jest mi... jest mi... *przełknął ślinę, lekko złamanym głosem mówiąc* nikim. Choć przed tym wszystkim wiele mnie nauczył, dajmy na to łowienia. Silvio Tavares: Czyli to trochę tak, jakbyś stracił członka rodziny. Narkotyki stały się jak wypadek, który odciął was od twojego brata. Takie straty zawsze się na nas odbijają, pozostawiając pustkę, która pozostaje z nami nawet w dorosłości. W jaki sposób ty, próbowałeś ją zapełnić i czy udało ci się to w ogóle? Timothy Clinard: Udało się, poznając fantastycznych ludzi w zespole Daily Globe. Mojego mentora Antonio, ale także Richarda, Luisa, Valentine, Stanleya i wielu więcej. Dziennikarstwo było tą ucieczką od tych przykrych wspomnień. Zaczęło się ono w szkole, gdy wygrywałem konkursy literackie. I wcale nie dlatego, że moja mama była jury. Wygrywałem, bo ciężko pracowałem... ale paradoksalnie przez to, że miałem problemy w domu, miałem łatwiej wygrywać te konkursy. Te problemy były taką wyścigówką, której nie mogłem pozwolić się wyprzedzić lub zrównać się z nią. Dlatego ciężko pracowałem. Silvio Tavares: Ale na pewno jest lżej pracować tyle, jeśli ktoś to docenia, prawda? Czy pomimo tej tragedii, jaka spotkała twojego brata, reszta rodziny doceniła twoje starania? Udało się wam znaleźć wzajemne zrozumienie i akceptację wręcz straty twojego brata? Timothy Clinard: Teraz widzimy się tylko w święta rodzinne. Nie ukrywam nadal one są w fajnej atmosferze, bo w mojej rodzinie pojawiło się dużo dzieciaków. Ale moja więź do reszty rodziny osłabła, podobnie po drugiej stronie - jedno z pierwszych pytań od nich to pytanie o mojego brata. Mimo to wiem, że nie chcą źle. Silvio Tavares: To coś co wielu, mogłoby uznać za znajome. Utożsamić się *powiedział z nagłym przejęciem w głosie* Gdy rodzina ciągle pyta o rodzeństwo a nie o nas. Timothy.. czy czujesz się, że jakby rodzice mieli możliwość taką, wybraliby powrót twojego brata takim jakbym był, kosztem twojej obecności w rodzinie? Timothy Clinard: W żadnym wypadku - rodzice kochali nas obu, chcieliby mieć nas obu wokół siebie. Wspomniałeś wcześniej, że to jak strata członka rodziny. Masz rację, tylko, że ja się z tym pogodziłem, moi rodzice nadal próbują. Mimo wszystko, zawsze pociesza mnie kartka urodzinowa, odręcznie spisana, od nich. Silvio Tavares: To... dobrze, że twoi rodzice nie zatracili myśli o tobie. *pociągnął słyszalnie nosem* Nie zostałeś zapomniany i zignorowany, choć wiemy, że mogłoby być znacznie lepiej. Powiedz zatem na koniec, masz jakieś porady, dla tych, co znaleźliby się w podobnej sytuacji? Coś co pomoże tego uniknąć? Timothy Clinard: Wiedziałem, że dasz mi takie zadanie. Porady... o wiem! Drodzy słuchacze, nie przestawajcie myśleć o swoich potrzebach. Nawet, gdy chcecie komuś pomóc, to pamiętajcie, że wasze uczucia są równie ważne. Rada trochę egoistyczna, ale moja. Dziękuję wszystkim za wysłuchanie moich wspomnień - Yo'w! Silvio Tavares: I ja również dziękuję za obecność, Timothy, jak i odwagę, aby powiedzieć o ciemniejszych stronach swojego życia. Miejmy nadzieję, że dzisiejszy wieczór dał trochę do myślenia niektórym. Mówił dla Państwa Silvio Tavares z Madery, a to było Underground Talks, slyszymy sie już niebawem z nowymi gośćmi!
  11. **T. Clinard, dziennikarz w tym samym studiu Daily Globe, po ukazaniu się artykułu poczuł potrzebę obrony wszystkich mężczyzn. Tego samego dnia dał wyzwanie konfrontacji na antenie. Celem Clinarda jest obrona męskich wartości, które pielęgnowane przez lata - zdaniem jego - zostały podważone.**
  12. By Timothy Clinard & Charles Beufils- DAILY GLOBE, 20/02/2025 Na mocy zarządzenia wprowadzonego 01.02.2025 przez sąd stanowy San Andreas na terenie Davis Avenue, Innocence Boulevard, Capital Boulevard i Roy Lowenstein Boulevard oraz kompleksy mieszkaniowe w granicach tych stref, została ustanowiona strefa bezpieczeństwa. Oznaczała ona zwiększenie liczby patroli oraz ograniczenia, które miały pomóc w walce z lokalną przestępczością, zwłaszcza tej pochodzącej z organizacji przestępczej Rollin 40's Crips Glove Gang (R40sCGG). Dziennikarze Daily Globe - Timothy Clinard i Charles Beufils - zawsze w swojej misji stają po stronie prawdy, zatem tuż po oficjalnym zakończeniu strefy bezpieczeństwa przez organy ścigania, udali się do mieszkańców wymienionych ulic. W rozmowie była brana nie-przestępcza ludność, przebiegała nadzwyczaj spokojnie, lecz nie obyło się od łez... ale czy ze szczęścia. Na życzenie pytanych mieszkańców dane w artykule pozostają anonimowe. Nasz zespół zadawał jedno pytanie - jak ocenia Pani/Pan bezpieczeństwo w swojej okolicy? Odpowiedzi były... oczywiste i przewidywalne. Negatywne, nierzadko wypowiedziane w sposób krytykujący ratusz i jednostki LEA. Nie obyło się bez strasznych historii o tragediach w rodzinach pytanych, gdzie główną rolę pełniły narkotyki i broń palna. O tym, że mieszkańcy unikają wychodzenia z domu po zmroku, o tym, że działalność gangu ogranicza im wolność. Reakcja na stworzenie strefy bezpieczeństwa na tym obszarze była więc pozytywna, cieszono się, że w końcu, Ci ludzie, będą mogli wyjść z domu na wieczorne zakupy. Mieszkańcy wspominają, że faktycznie to się spełniało - liczba patroli rosła, a liczba młodych mężczyzn przebranych w kolorach gangu zmniejszyła się. Ludność nie-przestępcza wreszcie mogła poczuć ulgę od codziennych obaw o własne życie, o dobra materialne, o przyszłość. Według powyższego zarządzenia strefa bezpieczeństwa miała trwać około tydzień. Tak się stało, oficjalnie przestała obowiązywać 9 lutego, a już 12 lutego pod Davis Courthouse zwołana została konferencja, by obwieścić mieszkańcom zakończenie... no właśnie czego? Na pewno świętego spokoju i dobrego snu. Całe spotkanie prowadziła zastępczyni prokuratora stanowego Svetlana Pokrovskaya. Specjalnie dla naszych czytelnik, zespół Daily Globe udostępnia wersje audiowizualną konferencji z transkrypcją oraz z udziałem tłumacza na język migowy. **Poniżej umieszczono nagranie z 12.02.2025, nagrane w plenerze stąd w niektórych miejscach można usłyszeć zagłuszenia w postaci ruchu ulicznego. Formie audio towarzyszy profesjonalny obraz.** Svetlana Pokrovskaya: Raz, raz, raz... *postukała w mikrofon*. Sądzę że powoli możemy zaczynać, na wstępie chciałabym serdecznie powitać wszystkich zebranych przedstawicieli lokalnej społeczności, zarówno mieszkańców Davis City jak i miasta Los Santos. Szczególne przywitania należą się również przedstawicielom agencji egzekwujących prawo, działającym w obszarze naszego hrabstwa. Za... pięć minut, zaczniemy prawidłową część konferencji, odnoszącą się do podsumowania, zakończonego niedawno Gang Injunction - które obejmowało projekty mieszkalne, ujęte między Davis Avenue, Innocence Boulevard, Capital Boulevard oraz Roy Lowenstein Boulevard. Owe ulice wyznaczały w sobie zamkniętą strefę bezpieczną, w której Taskforce - złożony z oficerów departamentu miejskiego Los Santos, zastępców z LSSO, agentów biura terenowego FBI, Los Santos oraz Trooperów, z departamentu stanowego. Wprowadzone Gang Injunction obowiązywało do dnia dziewiątego lutego, podczas owego tygodnia wszystkie wymienione organy, realizowały egzekucje nakazu sądowego, mającego przyczynić się do zredukowania występowania zjawsik kryminogennych w wyznaczonym rejonie, oraz wśród osób objętych nakazem. District Attorney Office, uważa że... przeprowadzone Gang Injunction, realizowane w ostatnim czasie - przyniosło oczekiwane rezultaty. Działania objętej przez nakaz organizacji zostały wygaszone, oraz stłumione przez działania służb. Podczas obowiązującego nakazu, zrealizowaliśmy czternaście aresztowań, które zakończyły się procesami sądowymi. Dotyczyły one głównie złamania postanowień obowiązującego nakazu. Jednocześnie otrzymałam raport od Police Department, przedstawiający kolejne sukcesy - podczas intensywnych działań, oficerowie Police zabezpieczyli 13 sztuk broni krótkiej, 4 pistolety automatyczne, 3 karabiny szturmowe - mowa tutaj o broni zabezpieczonej od osób ujętych nakazem, oraz na terenie Safe Area. Chwilę przed obowiązywaniem nakazu, udało się również zabezpieczyć trzy kilogramy ketaminy, która miała zostać rozprowadzona po terenach Davis City, oraz sąsiadujących dzielnicach miasta Los Santos. Ponadto, podczas trwających działań służby miejskie pod ochroną i nadzorem agencji egzekwujących prawo, dokonały likwidacji tożsamości grupy przestępczej, definiowanej przez STEP ACT. Poprzez usunięcie aktów wandalizmu w postaci graffiti - pewnym jest, że owe działania również przyniosły oczekiwane skutki. W dalszej części konferencji, chciałabym poprosić przedstawiciela Sheriff's Department, w celu przedstawienia statystyk odnoszących się do przeprowadzonych przez nich działań. Thomas Rivera: Tydzień pracy przy tych dzieciakach był naprawdę ciężki, wymagał on również poświęceń po stronie departamentu.. nadgodziny czy też straty w ludziach, chciałbym upamiętnić Avery'ego Mitchella który w pierwszy dzień nakazu sądowego oddał już swoje życie dla pracy którą kochał. Statystycznie odpowiadaliśmy za połowę aresztowań, staraliśmy się zachować równowagę razem z Police. Udało nam się zabezpieczyć naprawdę sensowną liczbę broni palnej, która na pewno przeszkodziła w popełnieniu przestępstw czy nawet morderstw. Chciałbym również zwrócić się do osób działających przy gangach, możecie odebrać tydzień tej pracy jako przestrogę przed braniem udziału właśnie to w gangach ulicznych, może się to odbić na was oraz na waszych rodzinach... to wszystko co chciałem przekazać, dziękuje za możliwość głosu. Svetlana Pokrovskaya: Dziękuję za zabrany głos, oraz słowa przestrogi. Chciałabym zaprosić do zabrania głosu, przedstawiciela Los Santos Police Department. Bob Hools: Szanowni Państwo, chciałbym poinformować, że z dniem 9 lutego 2025 roku zakończyło się obowiązywanie gang injunction, które miało na celu ograniczenie działalności grupy przestępczej działającej w terenie objętym gang injunction oraz poprawę bezpieczeństwa w wyznaczonych rejonach miasta. Przez czas działania nakazu obszary objęte statusem safe area... Davis Avenue, Innocence Boulevard, Capital Boulevard, Roy Lowenstein Boulevard oraz przyległe do tego kompleksy były pod ścisłym nadzorem służb porządkowych. Efekty naszych wspólnych działań są widoczne gołym okiem, gdzie podczas działań departamentu policji zarekwirowano trzy karabiny maszynowe, cztery pistolety automatyczne, trzynaście sztuk krótkiej broni palnej oraz trzy kilogramy ketaminy. Działalność grupy przestępczej działającej w tym obszarze została skutecznie stłumiona, znacząco spadła liczba przestępstw w wyznaczonych strefach, a mieszkańcy mogą czuć się bezpieczniej. Ich obawy przed przemocą i zastraszaniem zostały zredukowane do minimum. Zakończenie tego nakazu nie oznacza jednak, że walka z przestępczością dobiegła końca. W dalszym ciągu będziemy monitorować sytuację i podejmować odpowiednie kroki, aby utrzymać bezpieczeństwo i porządek. Dziękuje. Svetlana Pokrovskaya: Dziękuję przedstawicielowi LSPD za zabrany głos - jednocześnie chciałabym podziękować każdej z agencji egzekwującej prawo, która miała styczność z realizowanym nakazem. Szczególne podziękowania należą się Sheriff's oraz Police Department. Warto wspomnieć że w działaniach asystowało FBI i SAHP, którym również dziękuję za kawał dobrej pracy. Nie jest to z pewnością ostatni raz, kiedy będziemy realizować zadania na tak szeroką skalę. Teraz będzie chwila, na wszelakie pytania od... mediów, oraz zebranych osób. Charles Beaufils: Charles Beaufils - Daily Globe. Więc, pytanie mam tutaj na temat wypowiedzi pana Rivery... Zostało wspomniane że ten tydzień ma być przestrogą dla osób związanych z gangami oraz do ich rodzin... To znaczy że rodziny tych osób też mają się obawiać oficerów oraz zastępców następnym razem? Thomas Rivera: Więc tak.. w mojej wypowiedzi chodziło o to że rodziny mogą ucierpieć na działalności gangów poprzez stratę swych najbliższych, odpowiadając: nie, rodziny nie muszą się obawiać zastępców - jeszcze jakieś pytania? Timothy Clinard: Timothy Clinard - Daily Globe, dziękuję zastępco. Podziwiam waszą pracę na rzecz społeczności - dane są imponujące. Mam jednak pytanie, czy decydując się o zdjęcie strefy bezpieczeństwa korzystaliście z konsultacji społecznej? Czy zapytaliście o to, tą nie-przestępczą ludność Davis? Svetlana Pokrovskaya: Strefa bezpieczeństwa, przestała obowiązywać wraz ze stratą ważności okresu obowiązywania nakazu - nie został on przedłużony, dalsze działania na taką skalę w tamtym obszarze uważamy za zbyteczne. Timothy Clinard: Czyli dla mieszkańców jest bezpiecznie. Mam jeszcze drugie pytanie, Pani prokurator - chodzi o datę wejścia w życie nakazu. Zbiegł się z kampanią wyborczą w wyborach uzupełniających do rady miasta. To zbieg okoliczności, czy może nakaz ma jakieś drugie dno polityczne? Svetlana Pokrovskaya: Data jest jedynie zbieżna, działania moje, jak i pozostałej części District Attorney Office są niezależne od lokalnej sytuacji politycznej. Nie odpowiadamy ani przed radą miejską, ani przed radą hrabstwa. Jest to czysty zbieg okoliczności, nie dotyczy on również żadnych... zapewnień wskazanych przez kandydatów do rady miasta - my nie zapewniamy, my podejmujemy odpowiednie kroki oraz działania w celu zapewnienia bezpieczeństwa, zakończone Gang Injunction jest na to sporym dowodem. **Nagranie zostało przerwane przez załamanie pogody - sroga ulewa, burza.** O tym, czy udało się zwyciężyć z gangiem możecie sami zadecydować. Zabezpieczenie 13 sztuk broni nie wydaję się imponujące, biorąc pod uwagę fakt, że podczas samej akcji zginął jeden z funkcjonariuszy. Jako redakcja składamy głębokie wyrazy współczucia dla rodziny i bliskich zmarłego zastępcy. Warto się zatem zastanowić, czy śmierć Averego, bo tak nazywał się funkcjonariusz, nie była jakąś manifestacją, by podjąć większe działania w zwalczaniu przestępczości. Śmierć funkcjonariusza nie oznacza, że jest bezpiecznie. Oznacza ona bezprawie, przestępców, którzy powinni zostać ukarani.
  13. By Timothy Clinard & Silvio Tavares - DAILY GLOBE, 26/01/2025 Underground Talks to wyjątkowy program typu Daily Talk Show, który przyciąga uwagę widzów swoją autentycznością i wrażliwością. W centrum uwagi są ludzie, którzy stawili czoła najtrudniejszym wyzwaniom życiowym, często sięgającym dna, aby następnie odbudować swoje życie i odnaleźć siłę, by iść naprzód. Każdy odcinek programu to intymna podróż przez historie osób, które doświadczyły zarówno bólu, jak i wyzwolenia - opowieści o walce, przetrwaniu i nadziei. Każdy odcinek to inna historia - dzisiejszy opowiada o życiu tancerki erotycznej, która poświęciła karierze całe swoje życie. W porównaniu do poprzednich odcinek jest dostępny tylko w wersji audio, ze względu na ochronę prywatności. Prowadzący - Timothy Clinard i Silvio Tavares - starają się poznać pracę kobiety o pseudonimie Różyczka, omijając uprzedzenia społeczne ciążące na tym zawodzie. Cała rozmowa, jak za każdy razem, przypomina bardziej terapię niż wywiad, dzięki czemu rozmówca czuję się swobodniej. Profesjonalizm, przygotowanie - to cechuję prowadzących programu UNDERGROUND TALKS. Nagranie zostało zrealizowane 24 stycznia 2025 w godzinach nocnych, co pogłębia tajemniczy klimat. **Poniżej umieszczona została wersja audio oraz transkrypcja nagrania z trzeciego odcinka programu UNDERGROUND TALKS prowadzonego przez Timothy Clinard oraz Silvio Tavares w studiu przy San Andreas Boulevard, Pillbox Hill. Nagranie miało miejsce wieczorem 24 stycznia 2025 roku w godzinach wieczornych.** 💬💬💬🎵🎵🎵 Timothy Clinard: Dobry wieczór Los Santos! Przed chwilą na naszej stronie internetowej w zakładce What In Business pojawił się artykuł opowiadający o pracy klubu ze striptizem na Vinewood - Rose Mansion! Adekwatnie do tego, w dzisiejszym odcinku Underground Talks pojawiła się tajemnicza osoba, która ukrywa się się pod pseudonimem Różyczka i jest tancerką erotyczną. Witamy Cię, Różo! Ja nazywam się Timothy Clinard, który wraz z nowym prowadzącym programu, Silvio Tavares z Madery, poprowadzi rozmowę z tancerką erotyczną - bez uprzedzeń społecznych, które ciążą na tym zawodzie! Zapraszamy! Silvio Tavares: Wi-Witam państwa serdecznie! *Wciągnął nerwowo powietrze* jak wspomniał mój partner z programu, ja nazywam się Silvio Tavares i.. i zapraszam państwa na dzisiejszy wywiad. Będziemy poruszać temat, który nie każdy ma odwagę poruszyć, ale po to tu właśnie jesteśmy, aby dostarczyć wam czegoś ciekawego. Nieznajomy OYW0: Dobry wieczór! Bardzo mi miło powitać obu prowadzących, a także wszystkich słuchaczy, których akurat moje szmaragdowe oczka nie mogą zobaczyć w tej chwili. Muszę więc zadowolić się widokiem, który towarzyszy mi tutaj w studiu. Róża tym razem zdecydowała się wyjść ze swojego ogrodu. Timothy Clinard: *śmiech* Różo, cieszymy się, że udało mi się Ciebie przekonać do wystąpienia i opowiedzenia o swojej pracy. No właśnie, jakie były twoje początki w tym zawodzie? Pamiętasz moment, który zadecydował o tym, że to będzie twój pomysł na życie? Otrzymywałaś od kogoś wsparcie - przyjaciele, rodzina? Nieznajomy OYW0: Winszuję sukcesu, bo jednak mnie trudno przekonać do wielu rzeczy. *parsknęła cicho* Początki... jak to początki. Bywają trudne i niezwykle ciężkie. Chociaż w moim przypadku nie było żadnego stresu przy podjęciu decyzji o tańcu. *westchnęła* Teraz mogę powiedzieć, że to praca jak każda inna. Chociaż na samym początku nie dbałam ani o opinię, ani o to... jak się poczuję. Była to taka forma... odreagowania. Od tego, co mi się przytrafiło. Wyszło to nagle, w zasadzie zaraz po przylocie do naszego miasta. Jeśli chodzi o wsparcie... *zaśmiała się cicho* Nie, nie miałam żadnego. Silvio Tavares: Przy-przykro to słyszeć, ale wierzę, że po takim czasie łatwiej już o wsparcie *powiedział z wyczuwalnym uśmiechem w głosie na koniec zdania* A.. a jak wygląda twój typowy dzień lub tydzień w pracy? Jak dbasz o swoje bezpieczeństwo, bo *zrobił krótką przerwę i westchnął cicho* przecież nieprzyjemnych ludzi nie brakuje, prawda? Jak się po takich dniach i przypadkach relaksujesz? Co ci najlepiej dodaje sił na kolejne dni w tej pracy? Nieznajomy OYW0: Przykro, nie przykro. Jak każdy z nas dobrze wie, życie raczej nie jest skore do tego, by wiecznie gładzić nas po głowie. Tak też i było w moim przypadku. Trzeba jednak się do tego przystosować i iść... dalej. Niczego mądrzejszego nie jesteśmy w stanie zrobić. Ale... *przerwała na sekundę* Śmiało mogę powiedzieć, że brak wsparcia czy przyjaciół jest już problemem odległym. Właśnie dzięki temu, że zaczęłam tańczyć z moim metalowym partnerem - poznałam wielu ciekawych i ciepłych ludzi. Których spotykam codziennie. *zaśmiała się* Bo tak to wygląda. Każdy dzień to wieczne spotkania. Czasami ze znanymi mi już osobami, a czasami z nowymi. Zanim jednak dotrę do klubu... cóż, mam czas dla siebie. Na pożywne śniadanie, prysznic... ogarnięcie siebie. Dość dużo czasu zjada mi samo przygotowanie. Sam dojazd już mniej. A jeśli już znajdę się na miejscu, to razem z pozostałymi dziewczynami robimy makijaż, ubieramy się... wybieramy odpowiednie stroje. I tak ten czas mija. Aż wybija godzina otwarcia - wtem ruszamy na scenę. Co do mojego bezpieczeństwa. W samym klubie mamy ochroniarzy, więc to oni dbają o to, byśmy były jakkolwiek bezpieczne. Starają się, jesteśmy im za to bardzo wdzięczne. Podczas występu na mojej twarzy gości maseczka... z prostego względu. Pragnę zachować moją anonimowość. *zaśmiała się nieco* No i tajemnica pociąga. Czasami nutka tajemniczości w tej pracy bardzo pomaga. A jeśli chodzi o relaks... na pewno nie robię jakichś wyszukanych rzeczy - a raczej to, co wszyscy. Czytam książki... oglądam filmy. Spędzam czas ze znajomymi albo kąpię się w basenie. No, jest trochę rzeczy, które mnie relaksują. Timothy Clinard: Intersujące Różo. Muszę przyznać, że najbardziej urzekło mnie stwierdzenia "trzeba iść dalej", bo pokazuję jak silnie psychiczne muszą być te osoby, bo tańczą zarówno kobiety, jak i mężczyźni, i odporne na przykrości, które na pewno spotykasz, ze strony klientów. Jak sobie z nimi radzisz, Różyczko? Nieznajomy OYW0: Tutaj trzeba zastanowić się, co dla kogo jest przykrością. Bo jednak... są rzeczy, które część osób akurat ugodzą, a część będzie miała to po prostu gdzieś. Ja należę raczej do tej drugiej grupy. Faktem jednak jest, że trzeba być silną. Bądź... silnym. *zaśmiała się* Albo po prostu przyzwyczaić się do wyzwisk ze strony co mniej kulturalnych gości. Bo takie niestety się zdarzają. A nawet zdarzają się tacy, co podniosą rękę na dziewczynę ze sceny. Bez konkretnego powodu. *westchnęła* Ja akurat przyzwyczaiłam się do wyzwisk i... skupiam się na klientach, którzy coś sobą po prostu prezentują. Wtedy istnieje mniejsze prawdopodobieństwo na doznanie przykrości. Ale najlepiej nie brać do siebie najgorszych słów czy opinii. Większość osób nas nie zna i nie chce nas poznać. Więc dlaczego mam się przejmować kimś, kto mnie nie zna? A... to oni tracą na tym właśnie najwięcej. Silvio Tavares: To.. miejmy nadzieję, że to właśnie tych gości, którzy sobą prezentują coś więcej, będziesz mieć pod swoją sceną jak najczęściej *wciągnął nieco głośniej powietrze w nostalgiczny sposób* I wspomniałaś, że niektórzy przychodzą właśnie codziennie, ale również są i nowe twarze, więc powiedz, proszę, jak to z jednymi i drugimi jest? Czego szukają w takim spotkaniu z tobą? Jedynie bliskości fizycznej czy.. *zrobił nieco przerwę* też również szukają bliskości e-emocjonalnej może? Nieznajomy OYW0: Ci, co przychodzą częściej... zdarza się dość często, że przychodzą do konkretnej dziewczyny. Miewałam i mam wiele takich osób. Zwykle uwielbiają ze mną rozmawiać i to główny powód, dla którego do mnie odwiedzają. Jednak jest też grupa, która pragnie tylko bliskości fizycznej, jaką może dać taniec. W zasadzie wiem, czego oczekują. Znam ich i z takimi ludźmi pracuje się bardzo miło. Ale i czasami miły czas trzeba odłożyć na bok. Mowa o sytuacjach, w których ktoś miał ciężki dzień, przeżył coś strasznego... nie może sobie z czymś poradzić i szuka odskoczni. Bardzo często - zamiast tańca schodzimy właśnie na tematy związane z ich problemami. Pełnię wówczas funkcję... doradczyni? Pani psycholog? Chyba mogłabym tak to nazwać. *parsknęła* Wiele osób wyszło ode mnie w nieco lepszej kondycji psychicznej... więc z pewnością potrafię i daję radę poprawić nastrój. Nie tylko akrobacjami. Natomiast Ci, co przychodzą... świeżo. No tutaj sprawa jest podobna. Są Ci, co chcą tylko pooglądać piersi. Są Ci, co chcą miłej i zabawnej rozmowy. Są i Ci, którzy oczekują zrozumienia oraz pomocy. Staram się więc i im to zapewnić, jak tylko mogę. Mówię tutaj szczególnie o pomocy. Timothy Clinard: I wszystkich musisz zadowolić. Wow, przyjmowanie na siebie problemów swoich klientów to wielka rzecz - nie każdy by sobie z tym poradził. Pytanie z dziedziny prywatnej, jak praca jako tancerka wpływa na twoje budowanie relacji międzyludzkich, związków. Miewasz trudności z granicą intymności? Nieznajomy OYW0: A więc przechodzimy do pikantnych szczegółów? *zaśmiała się* Nie mam żadnych problemów przez pracę. W sensie... to jest tak, że to ja wybieram ludzi, z którymi chcę utrzymywać kontakt. Z którymi chcę rozmawiać i z którymi chcę coś budować. Zdziwilibyście się, jak wiele osób chce mnie po prostu poznać. Nie od tej sfery intymnej, a właśnie ludzkiej. Nie widzą tancerki, a widzą człowieka. Oczywiście... jest także wielu napaleńców. To nie jest tak, że nie dochodzą do mnie... pewnie do śmiesznie zabrzmi z moich ust, niemoralne propozycje. A jeśli chodzi o intymność... *zaśmiała się* Pewne granice oczywiście są. Ale jestem otwarta na wiele rzeczy. Postrzegam to nieco inaczej, ale... ważny jest komfort i drugiej osoby. Na tym bardziej zależy. Aby ta druga osoba czuła się dobrze i nie miała... dziwnych myśli. Tak mogłabym to skwitować. Silvio Tavares: No tak. Ważne, aby obie osoby czuły się dobrze i traktowały swoje emocje i osoby z szacunkiem, pomimo pewnym barier. A skoro o łamaniu barier mowa to... *zrobił trochę przerwę. Nawet nieco dłuższą, ale potem zaczął mówić nieco pewnym siebie głosem* Jakbyś mogła przełamać barierę czasu i go cofnąć.. cofnąć czas, to dalej poszłabyś tą ścieżką, na której aktualnie jesteś? Cofnęłabyś się i porzuciła to, co zbudowałaś, kogo poznałaś i jak to na ciebie wpłynęło, aby spróbować czegoś innego? Czy jednak nie masz czego żałować i jesteś pozytywnie zaskoczona tym wyborem? Nieznajomy OYW0: Oczywiście, że tak. Cofnięcie czasu niczego by nie zmieniło. Nadal nie czułabym się dobrze w domu, nadal chciałabym przeżyć to, co przeżyłam parę lat przed striptizem. Nadal czułabym się źle, z powodu straty, która mnie dotknęła. Ale wbrew pozorom to, co zaczęłam robić sprawiło, że poznałam ludzi. Ludzi, których nie wymieniłabym na innych. A te osoby zdołały mi pomóc naprawić... naprawić siebie. W pewnym sensie. Nie żałuję więc żadnej sekundy, jaką poświęciłam na to, co robię. Jest mi dobrze. Dlaczego więc miałabym czegokolwiek żałować? Silvio Tavares: To.. pewnie dla wielu zaskakujące, ale jak widać, dobrych ludzi można poznać w takiej pracy. Przełamywanie stereotypów, świat się rzeczywiście zmienia. *odetchnął* I cieszymy się, że skończyło się to dla ciebie dobrze... Lecz ta wyjątkowa historia przykuła uwagę nie jednego naszego słuchacza i wielu z nich ma do ciebie pytania, je-jednak.. wybrać możemy na dziś tylko jedno. *zrobił dłuższą przerwę i wciągnął nerwowo pytanie* Pan Carlos pyta... Czy skoro zdarzają się regularnie klienci, którzy zadowalają się rozmową i twoją osobowością, to czy często zdarzają się tacy co... co poczuli do ciebie coś więcej? Pomogłaś z ich problemami, dałaś im zrozumienie. To jakie to uczucie, gdy klient daje w zamian do ciebie swoje głębokie emocje? Czy stawiasz twardą barierę i klient nie ma u ciebie szans? I czy sama kiedyś... coś poczułaś do klienta? Nieznajomy OYW0: A to bardzo ciekawe pytanie. Zdarzyło mi się to. Może z trzy... Tak. Nie. Dwa. Dwa razy. Usłyszałam takie pełne wyznania miłości. W jednym przypadku bariera została postawiona twardo, a mur nie pękł. Nie otrzymał nawet drabiny, by dokonać oblężenia. Drugi przypadek... Również. Ale druga osoba zasługiwała jednak na to, by poznać mnie poza pracą. Przede wszystkim dlatego, że jest bardzo fajnym facetem. Ale niestety, na nic więcej niż przyjaźń nie mógł liczyć. *westchnęła* Z różnych powodów. A tak to się nie zdarza. Głównie miłość wyznają mi osoby, które jakkolwiek ze mną rozmawiają poza pracą na co dzień. Tych nie jestem w stanie zliczyć i nawet nie zamierzam określać ich mianem klientów. Niemniej, to też nie jest tak, że... pozostawiam tych ludzi bez dobrego słowa. Uczucia są bardzo intymną rzeczą... i wpływają bardzo na ludzi. Często niszcząc bądź budując całe życie. Więc podchodzę do tego niezwykle ostrożnie. Zawsze widzę człowieka i nie chcę, by z mojego powodu ktokolwiek cierpiał. Nikt nie zasługuje na cierpienie, a odrzucenie potrafi być bolesne. Timothy Clinard: Tak jest, ale lepiej powiedzieć prawdę od razu. Muszę dopytać o tą drugą osobę - wspomniałaś, że jesteście przyjaciółmi. Uważasz, że przyjaźń damsko-męska istnieje? Zdania są różne, chciałbym usłyszeć twoje. Ja osobiście uważam, że nie istnieje - prędzej, czy później któraś ze stron będzie cierpieć. Nieznajomy OYW0: To i tę prawdę otrzymują od razu. Mam szacunek do osób, z którymi pracuję czy po prostu rozmawiam. Chociaż nie zawsze tak było. To, że zraniłam jedną - wpłynęło na lepsze zrozumienie uczuć... drugiej osoby. Ale przyjaźń damsko-męska... To zależy. Są różne formy przyjaźni. Osobiście uważam, że istnieje. Ale będzie istniała dopóty, dopóki obie strony bedą dbać o relację. Dbać o nią, jak o przyjaźń właśnie. Owszem... uczucie może się narodzić. I tak się często zdarza. *westchnęła pod nosem* Ale po to jest rozmowa, by ewentualnie porozmawiać o możliwych drogach. Drogach rozwoju relacji. Jeśli jedna strona nie chce czegoś więcej, to druga powinna to uszanować. Dojrzali emocjonalnie ludzie raczej to przełkną i zadbają o to, co mają. I co mogą mieć. Inna sprawa, jeśli jednak przerodzi się to w coś więcej. Takie związki są chyba nawet... trwalsze? Nie wiem. Silvio Tavares: Z... takim podejściem można śmiało powiedzieć, że masz nielada dojrzałość emocjonalną. Jak widać w każdym miejscu i pracy można na takie osoby trafić, a my.. *zrobił chwilę przerw* życzyć ci będziemy, abyś i ty miała szczęście znaleźć kogoś równie dojrzałego, kto uszanuje twoje uczucia. Na koniec pozwolę przekazać ci honor wolnej odpowiedzi. Co byś chciała przekazać naszym słuchaczom, aby ludzie zrozumieli lepiej, to co robisz? *dopowiedział pewniejszym głosem* No bo to nie jest dla ciebie tylko praca, prawda? To coś więcej, więc powiedz co czujesz i co chcesz aby inni czuli o takiej pracy. Nieznajomy OYW0: Co bym chciała przekazać... no tak. Z tym mogę się zgodzić, to nie jest tylko praca. To coś, co kocham robić i niezależnie od tego, co usłyszę - będę robić to dopóty, dopóki nie stracę chęci. To forma wyrażenia siebie, swojego wnętrza i poniekąd też zabawy. Szansy na zmianę. Chciałabym przede wszystkim, by ludzie... na pewno nie zrobią tego wszyscy, ale chociaż w większości traktowali nas jak ludzi. Po prostu. Wiadomo... nie każda tancerka jest taka sama, zdarzają się te bardziej... *odchrząknęła* otwarte i niezbyt zainteresowane czymkolwiek. Dlatego warto jest po prostu pogadać, poznać i na tej podstawie wyciągnąć wnioski. Co do osoby. Bo jednak za słowami kryją się emocje i uczucia. A te właśnie świadczą o nas samych. Ja nie traktuję ludzi tak, jakbym sama nie chciała być traktowana. Miło by było widzieć to u innych osób. Myślę... Myślę, że to wszystko, co chciałam. Timothy Clinard: Piękne słowa na sam koniec, piękne spotkanie - niech wybrzmię dzisiaj: nie oceniajmy, rozmawiajmy. To był kolejny odcinek Underground Talks, gościem była Różyczka, tancerka erotyczna, która wyjaśniła na czym polega jej praca. Byli z wami Silvio Tavares oraz Timothy Clinard - do usłyszenia moi drodzy!
  14. By Timothy Clinard - DAILY GLOBE, 08/01/2025 Underground Talks to wyjątkowy program typu Daily Talk Show, który przyciąga uwagę widzów swoją autentycznością i wrażliwością. W centrum uwagi są ludzie, którzy stawili czoła najtrudniejszym wyzwaniom życiowym, często sięgającym dna, aby następnie odbudować swoje życie i odnaleźć siłę, by iść naprzód. Każdy odcinek programu to intymna podróż przez historie osób, które doświadczyły zarówno bólu, jak i wyzwolenia - opowieści o walce, przetrwaniu i nadziei. Dzisiejszy jest pierwszym w nowym - 2025 - roku i przedstawia historię sierżanta dywizji metropolitalnej departamentu policji, Flavio Nevarez; ostatnio popularny na wszystkich portalach społecznościowych, po tym jak uratował nastoletniego chłopca w mroźnych kanałach Vespucci. W programie uchwycono jego perspektywę wydarzeń, codzienność funkcjonariusza SWAT w naszym mieście, popularność akcji służb specjalnych - w tym w sferze gamingowej. Opis dopełnia życie prywatne sierżanta wychwującego samotnie nastoletnią córkę. Jeśli interesuję Cię, jak Flavio Nevarez łączy te wszystkie obowiązki, koniecznie odsłuchaj najnowszego podcastu z udziałem prowadzącego Timothy Clinard. Przy tej okazji pragnę podziękować Antonio Williams, pomysłodawcy projektu Underground Talks, za starania i trud, jaki podjął w doprowadzeniu go do emisji na głównej antenie Daily Globe. Dziękuję za twoje wsparcie, mentorstwo i pozostaje w stałym kontakcie z Tobą. Bez Ciebie, ten program nigdy by nie powstał. Życzę sukcesów na dalszej drodze życia - Timothy Clinard, twój fan. **Poniżej umieszczona została wersja audio oraz transkrypcja nagrania z trzeciego odcinka programu UNDERGROUND TALKS prowadzonego przez Timothy Clinard w studiu przy San Andreas Boulevard, Pillbox Hill. Nagranie miało miejsce wieczorem 6 stycznia 2025 roku** 💬💬💬🎵🎵🎵 Timothy Clinard: Dobry wieczór Santos! W 2012 roku cały świat oszalał na temat filmu Davida Ayera "End of Watch". Jak się okazuję, nasi gliniarze wcale się nie zmienili - a nawet lepiej, na żywo są dużo odważniejsi i przystojniejsi. Witam was w kolejnym odcinku UNDERGROUND TALKS, ja nazywam się Timothy Clinard a ze mną jest Flavio Nevarez, sierżant dywizji metropolitalnej departamentu policji. Jakiś czas temu, jego wizerunek pojawił się w sieci z hasztagiem o treści "człowiek z lodu". Przypomnijmy, że uratował nastolatka z lodowatej wody w kanałach Vespucci. Flavio, możesz nam opowiedzieć o tym? Flavio Nevarez: Hej, na starcie chciałbym powitać wszystkich naszych słuchaczy i życzyć Wam udanego odsłuchu. Jestem sierżantem i pracuje w Los Santos Police, tak jak wspomiał Tim, OK... zacznijmy, więc to był mroźny dzień, a ja jechałem po coś ciepłego na pobliskie LTD w Mały Seul. Nic skomplikowanego to był niezły wieczór i anomalia, bo nawet pruszył śnieg, co często się u nas nie zdarza, a nawet wcale. Było mroźno, a ja jechałem uliczkami przy kanałach wodnych. Rozglądałem się po okolicy ze względu na to, że właśnie w tamtych okolicach dochodziło do włamań. Spojrzałem i zobaczyłem chłopaka, który miał założony telefon z latarką na statywie - nagrywał jak wchodzi do wody i w niej pływa, to było głupie, ale sam nie byłem najmądrzejszym dzieciakiem w swoich latach młodości. Zatrzymałem się, chciałem z nim pogadać, żeby wyszedł z wody, w końcu rozmowa to podstawa - pozwala na rozwiązanie wielu sytuacji. W pewnym momencie ten chłopak przestał mi odpowiadać, wtedy zrobiłem to co, by zrobiła większość z nas, czyli wszedłem do wody i wyciągnąłem stamtąd tego chłopaka, pomogłem mu do czasu przyjazdu Fire Department na szczęście byli szybko. Nie rozpytywałem tego młodego chłopaka o szczególy i jego intencje, po co mu to było - po prostu mu pomogłem. Wiem, że czuje się dobrze, a ta sytuacja to tylko niezła nauczka i lekcja dla niego. Timothy Clinard: Mówisz o tym, jakby to była codzienność - no właśnie, jak wygląda wasza codzienność? Pytam w kontekście twojej pracy w dywizji metropolitalnej. Może podzielisz się z nami jakąś historią z akcji, bo, jak wnioskuję, takich unikatowych akcji macie więcej. Flavio Nevarez: Chodzi Ci o typowy dzień D-TEAM na stacji sto-czternastej? Więc... sporo treningów, cały czas podnosimy naszą jakość i taktykę. Prowadzenie technik negocjacyjnych i tak dalej. Jesteśmy w ciągłym treningu, bo musimy być gotowi dwadześcia-cztery godziny, całą dobę taka specyfika tej pracy - wiele by o tym mówić. Oczywiście są dni, w których mamy większy /luz/ na stacji i zajmujemy się garażem, pojazdami, porządkiem... no i... jedzeniem, tego nie skreślam. Unikatowa sytuacja? Mh... jest ich sporo, ale jedna jest wyjątkowa, bo pewnego dnia, po prostu musieliśmy wyciągnąć zabarykadowanego podejrzanego w samym ręczniku. Taki szczegół (śmiech) - nie wiem czy to słyszeliście, ale Tim zapytał czy jemy pączki. Nah, bardziej atakuje w niezdrowe taco z budek w Davis... nie jedźcie tego za dużo, poważnie. Timothy Clinard: Yeah, nie jedźcie, chyba, że z Billy's Pub... mają świetny ostry sos. Wracając, Flavio, mówisz o tych szkoleniach jak o grze komputerowej... wybacz za to, porównanie, ale myślisz, że możemy liczyć na jakiś symulator gry w SWAT. Brzmi ciekawie, co? Byłbyś skłonny wystąpić jako ekspert i doradca? Flavio Nevarez: Jeżeli ktoś jest naprawdę zafascynowany, to już jest taka gra... nazywa się /Ready or Not/, swoją drogą w sieci jest już filmik w którym operator SWAT wypowiadał się co do realności tej gry i techniki. Wypadło nieźle. Timothy Clinard: Kto wie, może ktoś dołączy pod twoje skrzydła, po tym jak spróbuje swoich sił w /Gotowy, czy nie/. No właśnie, jak oceniasz swoich młodszych kolegów-gliniarzy; mają łatwiejszy start, czy trudniejszy? Jak wygląda system szkolenia rookie? Rookie, tak się mówi na świeżych oficerów, nie? Flavio Nevarez: Rookie, był taki serial opierający się na naszej pracy... ale nie oglądałem go, może stąd te /nazewnictwo/. Czy jest trudno czy łatwo? Oczywiście, że nie jest łatwo - praca w departamencie policji jest specyficzna i nie jest dla każdego, to zrozumiałe. Nie każdy da sobie radę w takich warunkach, gdzie trzeba podjąć często szybkie i skuteczne działanie, pod presją i stresem. Akademia w departamencie, to możliwość spróbowania swoich sił i sprawdzenia się z każdej strony, naprawdę - poznacie się lepiej z swoim ciałem, niż dotychczas. Nie potrafię odpowiedzieć na to, czy jest łatwiej, gorzej... każdy człowiek reaguje inaczej. Po prostu złóżcie odpowiednie dokumenty i sprawdźcie czy to dla Was, ja wspominam te czasy bardzo dobrze - czasem nawet chciałbym do tego wrócić (śmiech). Timothy Clinard: Każdy z nas chciałby być młodszy... uwaga, na studiach, czy nawet w akademii policyjnej, nie zawsze chodzi o naukę. Czyli nie obawiasz się o swoje zastępstwo, gdy już nadejdzie moment emerytury, tak? Wybacz za takie pytanie, ale każdego z nas to czeka, na pewno jakoś się przygotowujesz na to. Flavio Nevarez: Póki co jeszcze się na nią nie wybieram, ale wiem, że na moje miejsce jest sporo dobrych gości, którzy znają się na wykonywaniu dobrej pracy - więc, nie, nie obawiam się. Każdego z nas to czeka, i trzeba się z tym pogodzić, choć nie będzie to zbyt wesoły moment (śmiech). Timothy Clinard: Nie jest zbyt wesoły moment... widzę, że bardzo kochasz tą pracę, nawet teraz jesteś tutaj w reprezentacyjnym mundurze. Słuchaj, jak spędzasz czas wolny - po służbie! Z chłopakami przy dobrym whisky, czy może wyjeżdzasz gdzieś - góry, plaża. Flavio, uchyl nam rąbek swojego prywatnego życia. Flavio Nevarez: Zdarza mi się wypić trochę rudego alkoholu, przecież każdy jest człowiekiem. Przeważnie wolny czas spędzam z swoją córką, jeżdżę z nią na strzelnicę, uczę jej obsługi broni. Oprócz tego, często jeździmy na ścianki wspinaczkowe poza miasto... spędzam tyle czasu ile tylko mogę z swoją rodziną. Timothy Clinard: Uczysz córkę używania broni? Flavio, jakie wartości chcesz jej przekazać, jako ojciec-gliniarz? Myślisz, że czas, który z nią spędzasz jest wystarczający? Z własnych doświadczeń, wiem, jak wpływa nie równomierny czas pracy na relację rodzinne. Flavio Nevarez: Mhm, jeszcze z niej nie strzelała - dopiero wchodzi w ten świat, poznaje broń palną, i to jak się z nią obchodzić. Uważam, że jestem dobrym ojcem, daje jej tyle czasu ile tylko mogę, a chciałbym jeszcze więcej. Gliniarz w rodzinie to nic nadzwyczajnego, zasady życzliwości, zrozumienia i miłości to podstawa. Przekazuje jej dalej te wartości, bo są dla mnie naprawdę ważne. Naszą tradycją w rodzinie jest spieranie się o to, kto dzisiaj sprząta mieszkanie. Phah! Życzę każdemu takiej córki, to okaz dobrego przykładu (śmiech). Timothy Clinard: Dobrego przykładu, bez wątpienia - ojciec-gliniarz to dyscyplina. Ale z drugiej strony, często nie ma Cię w domu - idealny sposób na zorganizowanie domówki. Ja bym korzystał. Słuchaj, Flavio, tradycją jest, że moi goście mówią pod koniec kilka słów refleksji do naszych słuchaczy. Może to być cytat. Flavio Nevarez: Dzięki wielkie za to, że mogłem się tutaj pojawić. Uważajcie na siebie ludzie i... nigdy nie przestawajcie się uczyć, zawsze trenujcie i bądźcie gotowi do walki - pamiętajcie o swojej misji w życiu. Dobrej nocy. Timothy Clinard: To ja Tobie dziękuję, Flavio. Słuchajcie, to był pierwszy nowy odcinek w nowym - 2025 - roku. Dziękuję wam, drodzy słuchacze, że jesteście z nami, nawet po tych ostanich rotacjach kadrowych. Tak, od teraz w UNDERGROUND TALKS będziecie spotykać się tylko ze mną - Timothy Clinard. Do usłyszenia!
  15. By Timothy Clinard - DAILY GLOBE, 03/01/2025 Underground Talks to wyjątkowy program typu Daily Talk Show, który przyciąga uwagę widzów swoją autentycznością i wrażliwością. W centrum uwagi są ludzie, którzy stawili czoła najtrudniejszym wyzwaniom życiowym, często sięgającym dna, aby następnie odbudować swoje życie i odnaleźć siłę, by iść naprzód. Każdy odcinek programu to intymna podróż przez historie osób, które doświadczyły zarówno bólu, jak i wyzwolenia - opowieści o walce, przetrwaniu i nadziei. W "Underground Talks" nie chodzi o sensację, lecz o stworzenie przestrzeni w której zapraszani do studia goście - czują się bezpiecznie i dzięki temu mogą otworzyć się przed innymi. Prowadzący pozostający w cieniu historii swoich rozmówców, zadają pytania, które zachęcają do refleksji i umożliwiają odbiorcom wgląd w prawdziwe emocje bohaterów. Program stworzony przez dwóch dziennikarzy Daily Globe - Timothy Clinard oraz Antonio Williams, koncentruje się na ludziach, których historie rzadko przebijają się do głównego nurtu mediów. Są to osoby, które mierzyły się z problemami takimi jak uzależnienia, utrata pracy, problemy psychiczne, samotność, a także wykluczenia społeczne. Dzięki ich odwadze, szczerym rozmowom i otwartości - widzowie mają szansę zrozumieć, że życie mimo trudnych chwil, daje możliwości do przemiany i powrotu na prostą. W dzisiejszym odcinku - ostatnim w 2024 roku - prowadzący Timothy Clinard rozmawia z ludźmi, którzy tworzą miejsce, w którym takie osoby jak powyżej, mogą znaleźć wsparcie, zrozumienie, czy odnaleźć siebie. LA ESPERANZA FOUNDATION to organizacja społeczna, kierowana przez byłego agenta FBI - Chenille Carter, wykonująca szereg zadań, które mają przeciwdziałać przemocy w rodzinach patologicznych oraz znęcania się nad zwierzętami. Oprócz tego fundacja ta organizuje szereg akcji charytatywnych, do których potrzebują pomocy wolontariuszy. Jeśli masz czas i chęci - skontaktuj się z biurem wolontariusza fundacji LA ESPERANZA! [Klik] **Poniżej umieszczona została wersja audio oraz transkrypcja nagrania z drugiego odcinka programu UNDERGROUND TALKS prowadzonego przez Timothy Clinard w studiu przy Magellan Avenue, Vespucci Beach. Nagranie miało miejsce wieczorem 30 grudnia 2024 roku** 💬💬💬🎵🎵🎵 Timothy Clinard: Dobry wieczór Santos! Tutaj Timothy Clinard w Undeground Talks - jest to ostatni program przed nowym - 2025 - rokiem, więc pragnę wam wszystkim złożyć najszczersze życzenia. Kończymy rok z przytupem i z dużą reprezentacją... bo dzisiejszymi gośćmi są przedstawiciele LA ESPERANZA FOUNDATION. Są to ludzie, którzy spędzają swój wolny czas na pomocy drugiemu człowiekowi. Od mojej prawej - mam tu Trixie Flair, Chenille Carter-Larocque, Nevaeh North oraz najmłodsza uczestniczka - Aria Basi. W zasadzie to dzięki Arii tu się spotykamy. Dziewczyny, powiedźcie coś o sobie. Chenille Carter-Larocque: Hej! Pozwolę sobie rozpocząć, żeby rozruszać resztę dziewczyn... Nazywa się Chenille Carter-Larocque, jestem prezesem, a także założycielem fundacji La Esperanza, która wiekszość z Was może raczej kojarzyć jako Le Foundation. Od ponad dwóch lat jednoczę wokół siebie ludzi, firmy, idee, które pozwalają nam szerzyć trochę dobra. I mam szczera nadzieje, ze nam to dobrze wychodzi. Chciałam podziękować za zaproszenie do programu, a także podziękować każdej z dziewczyn na tej kanapie, ze przyjęły zaproszenie do pojawienia się tutaj. To wiele dla mnie znaczy i... Cieszę się, że możemy powiedzieć tutaj wspólnie chociaż kilka słów. Chciałam od razu powiedzieć, ze powinna być tutaj ze mną jeszcze moja zona, Nannie Larocque, która również jest niezwykle ważną częścią fundacji i mnie, ale niestety nie czuła się zbyt dobrze. Postaramy się odpowiedzieć za nią. Dziękuję! Nevaeh North: Dobry wieczór Los Santos. Nazywam się Nevaeh North i jestem CEO schroniska, które tak często odwiedzacie z czego się cieszę! Bardzo dziękuje za zaproszenie i możliwość odbycia wywiadu oraz opowiedzeniu Wam troszkę o nas.. Dziękuje! Trixie Flair: Hej Santos! Nazywam się Trixie i jestem od tak naprawdę niedawna, bo zaledwie paru miesięcy wolontariuszką współpracującą z fundacją La Esperanza. Postaram wam się w dalszej części przybliżyć to czym się zajmuje oraz pokazać, że pomagać innym może każdy! Aria Brasi: Hej, mam na imię Aria. Aktualnie pracuję w Moka Cafe, gdzie codziennie czerpię radość z pracy z cudownymi ludźmi. Wolny czas uwielbiam spędzać z mamą oraz przyjaciółmi, których serdecznie pozdrawiam – w tym oczywiście moich współpracowników. Kocham pomagać innym, co daje mi ogromną satysfakcję! Timothy Clinard: Dziękuję - doskonale wiem, jak trudno przełamać się i być sobą w programie na żywo. Bez obaw, mija po drugim wywiadzie. Chenille, Nevaeh - bo to chyba najważniejsze pytanie, co was inspirowało do założenia fundacji pomagającej innym? Może jakieś wydarzenie, wspomnienie z dzieciństwa. Chenille Carter-Larocque: Fundacje właściwie założyłam ja. Nevaeh dołączyła do nas w tym roku, ale te pierwsze kroki stawiałam jeszcze w innym składzie. Na początku robiłam wiele rzeczy praktycznie sama. Miałam pomoc Nannie, a także pracowników kadrowych marki 101. Ówczesny właściciel, założyciel wspomnianej marki Blake Rawlings widział w nas dobro i bardzo wspierał działania. Mieliśmy wówczas również wsparcie celebrytów, którzy byli obsługiwani przez agencje managerska Nannie. Kulture, Little to tylko te największe nazwiska z początku działania. Stopniowo rozwijaliśmy się i... No cóż, teraz jesteśmy tutaj, gdzie jesteśmy. Działamy holistycznie w wielu obszarach. Zajmujemy się szpitalami, opieką społeczną, opieką nad zwierzętami, a także działamy doraźnie. Możemy sobie pozwolić na to, żeby być tam, gdzie jesteśmy potrzebni. Hm... Pytałeś o same początki. Fundacja wzięła się z mojej poprzedniej pracy. Pracowałam wówczas dla kraju, byłam agentem federalnym przez przeszło dziesięć lat. Starałam się pomóc USA poprzez walkę z przestępczością, a teraz kontynuuje to w trochę inny sposób. Sposób, który może bardziej do mnie przemawia. Od dzieciaka byłam przygotowywana do tego, żeby w ten czy inny sposób pomagać. Miałam być prawnikiem, ale nie wyszło. Powinnam powiedzieć, ze cale szczęście, bo wówczas.. Wówczas Le Foundation by nie istniało. Timothy Clinard: To bardzo ciekawe, Chenille... do twojej przeszłości jako agent federalny jeszcze wrócimy. A teraz mam pytanie do Nevaeh. Rozumiem, że jesteś powiewem świeżości w fundacji - jak Ci się tutaj podoba i jakie masz, przede wszystkim, plany na rozwój fundacji? Nevaeh North: Bardzo lubię pomagać ludziom czy tym mniejszym zwierzaczkom. Od bardzo dawna czuję się tutaj dobrze, jak w domu mogę śmiało powiedzieć. Ostatnia dramatycznie pilna akcja i dobro jakie nam okazali ludzie, utwierdza mnie w przekonaniu, że warto być dobrym i pomocnym drugiej osobie. Plany? Na pewno będziemy planować, aby rozbudować bardziej schronisko i przygotować ewentualnie na zimniejsze pogody, ta która była teraz mocno nas zaskoczyła, co mówię otwarcie.. Odbędzie się większe wydarzenie w naszym schronisku, ale to jeszcze odległe plany, czekamy na lepszą pogodę. Chcę zaangażować w działanie schroniska kilkunastu ludzi i mam nadzieję, że uda mi się spełnić cel. Prywatnie od siebie dodam, że ostatnia nasza akcja mrozy, przyniosła wielki efekt.. Siedemdziesiąt zwierząt w jeden wieczór znalazło ciepłe schronienie i bezpieczny dom, to ściska za serce aż. Timothy Clinard: O liczbach będziemy jeszcze mówić, dziękuję Neveah - czekam na zaproszenie na te wydarzenie, ale to jak ociepli się. Aria, co cię zainspirowało do zaangażowania się w tę fundację? Pracujesz, pewnie się uczysz i jeszcze wolontariat... kupa roboty jak na nastolatkę. Aria Brasi: Pracuję i szkołę mam już dawno za sobą. Co mnie zaangażowało w pomoc La Fundation? Z pewnością fakt, że sama byłam jej wychowanką. Gdy byłam w fundacji, obiecałam sobie, że kiedy stąd wyjdę, będę wspierać ją z całego serca, by pomagać innym tak, jak kiedyś ktoś pomógł mnie. Timothy Clinard: Piękne, i jesteś niesamowicie odważna... tylko czekam aż zastąpisz Chenille. Chenille, to dobra kandydatka, no nie? Słuchaj, opowiedz nam o swojej drodze: od agenta FBI do prezesa fundacji charytatywnej. Chenille Carter-Larocque: Ktoś w końcu będzie musiał mnie zastąpić. Może nie będzie to jutro, może nie będzie to za rok, ale... Będę wreszcie potrzebować emerytury, tak? Kto wie, może to właśnie Aria zajmie mój fotel? Co do mojej drogi to... Pomijając moje studenckie lata, a także starania o godne przeżycie na własną rękę to tak naprawdę kariera w FBI układała się dość gładko. Pracowałam tam dziesięć lat, łącznie w trzech miastach. Zaczęłam w ogromnej metropolii, gdzie pracowałam przy brutalnych przestępstwach na dzieciach. W FBI jest cala komórka, która się tym zajmuje. Nie ukrywam, zahartowało mnie to. Stąd też pewnie impuls do rozeznania się w temacie domów dziecka i późniejsze założenie jednego z nich. Później pracowałam przy Triadzie, również w New York City, a po kilku latach wyniosłam się do Denver. Pracowałam w CIRG i byłam jedną z pierwszych czarnoskórych kobiet w dywizji, którą możecie kojarzyć bardziej jako SWAT. Chociaż to duże uproszczenie. Po prostu oddział szturmowy. Ostatnie lata spędziłam w Los Santos, gdzie zajmowałam się nadzorowaniem procesu szkolenia z pozycji kadry dozorującej. Mimo pozornie najbardziej luźnego stanowiska to właśnie wtedy pojawiły się największe sukcesy. Później to już prosta droga do wyjścia z agencji i rozpoczęcia pracy nad fundacja z pomocą mojej ówczesnej narzeczonej, jej podopiecznych i firmy 101 inc. Timothy Clinard: Wow, Chenille - pracowałaś w takim zawodzie, w którym łatwo znieczulić się na tragedię ludzką, ale mimo to poświęcasz dalszy ciąg kariery pomocy potrzebującym. Trixie, jesteś wolontariuszką - może opisz jak wygląda twoja codzienność? Czym się ostatnio zajmowałaś? Robisz to między szkołą lub pracą? Trixie Flair: No więc tak, zaczynając od początku. Praca jako wolontariusz lub wolontariuszka polega na wspieraniu osób bezpośrednio pracujących w danej placówce. Możecie to robić w wolnym czasie, po pracy, przed pracą, nawet raz na jakiś czas. Wszystko idzie ze sobą pogodzić bez żadnych zgrzytów. Nie jest wymagane żadne doświadczenie, a jedynie chęci do czynienia dobra. To trochę tak jakbyście pomogli starszej Pani przejść przez ulicę, a potem z tego powodu rozpierałaby was duma. Współpracujecie przy specjalistach którzy na wszystkim się znają i na was patrzą, więc nie ma czym się stresować. Ostatnio na przykład miałam okazję pospędzać trochę więcej czasu z nieco starszymi dziećmi i graliśmy w scrabble. Może i wyglądają na małe, ale to są tylko pozory. Mogę się pochwalić że zajęłam trzecie miejsce. Te dzieci potrzebują kontaktu z innymi dorosłymi, kogoś kto spędzi z nimi czas. Timothy Clinard: Widzicie, drodzy słuchacze? Nie ma czego się bać. Zdobędziecie mnóstwo wspomnień, jak Trixie... tych pozytywnych jak gra w scrabble, ale także pewnie tych złych. Słuchajcie, zdarzyła się wam sytuacja, dzięki której pojawiła się łza? Są takie sytuacje, czy staracie się nie okazywać takich emocji? Chenille Carter-Larocque: Cała nasza praca w zasadzie to.. To dość emocjonalne sytuacje. Czy to w jedną czy to w drugą stronę. Każda pomoc w odebraniu dziecka czy tez zwierzęcia ze złego miejsca, w którym się znajdowało jest trudna. Trzeba mocno zaciskać zęby, żeby utrzymywać kojący uśmiech na twarzy, ale... To i tak jest niewykonalne w każdym przypadku. Z drugiej strony każde wydanie podopiecznego do nowego domu napawa nas radością i optymizmem, że ludzi skłonnych pomagać jest tyle. Często słyszymy historie, dostajemy linki do zbiorek, ale nie możemy pomoc każdemu. Chcielibyśmy, ale to po prostu niewykonalne. Staramy się być konsekwentni w pomocy i pomagać jak największej ilości osób. Ale to właśnie chyba najbardziej boli. Te istoty, którym nie byliśmy w stanie pomoc. Aria Brasi: Pewnego dnia w Moka przyszła małoletnia dziewczyna, miała około szesnastu lat i była bezdomna. Widząc jej sytuację, ścisnęło mnie za serce, a w środku aż się rozpłakałam. Zachowałam jednak spokój, wezwałam LEA, którzy szybko zareagowali, powiadamiając służbę medyczną oraz La Fundation, by jej pomóc. Timothy Clinard: Wyobrażam sobie, jak wasza praca jest ciężka - nie jest dla ludzi o słabych nerwach. A ja tu widzę cztery silne kobiety, które stają na swoim - wielkie brawa dla was! Słuchajcie, na zakończenie chciałbym usłyszeć, co byście powiedzieli przyszłym wolontariuszom. Zacznijmy od Ciebie Trixie. Trixie Flair: Hej, najważniejsze są wasze chęci. Czasem wyjdzie wam coś lepiej, czasem gorzej, ale ważne żeby się nie poddawać i próbować. To naprawdę was nic nie kosztuje, a może tylko pomóc tym dzieciakom spełniać marzenia i dorastać w lepszych warunkach. Pamiętajcie że to co robimy ma znaczenie! Chenille Carter-Larocque: Ja chcę po prostu podziękować za ten rok. Był dla mnie niesamowity, wprowadził wiele zmian w życiu moim i funkcjonowaniu fundacji. Jesteśmy teraz bardzo uporządkowaną organizacją, która w następnym roku idzie po jeszcze więcej pomocy. Zapraszamy w nasze szeregi. Dosłownie dla każdego znajdzie się miejsce. Pomóżcie nam szerzyć dobro. Chcemy kiedyś dorównać największym światowym organizacjom i być nadal tą samą rzetelną i prawdziwą fundacją, którą stworzyliśmy wspólnymi silami na samym początku. Dziękuje jeszcze raz. Nevaeh North: Nigdy się nie poddawać.. Jednego dnia będzie ciężko, drugiego jeszcze gorzej, ale wtedy pomyśl sobie, że Ci ludzie, zwierzęta nie mają nikogo kto im może pomóc. Ty jesteś dla nich jedyną nadzieją i wielkim wsparciem, to oni liczą na Ciebie. Dla nich jesteś bohaterem i wspaniałą osobą. Aria Brasi: Chciałabym powiedzieć przyszłym wolontariuszom, że każda pomoc ma ogromne znaczenie. Wspierając innych, nie tylko zmieniacie ich życie, ale także wzbogacacie siebie. To piękne uczucie widzieć czyjś uśmiech dzięki Waszym działaniom. Działajcie z sercem – dobro naprawdę wraca! Timothy Clinard: To była ekipa LA ESPERANZA FOUNDATION, czyli Trixie Flair, Chenille Carter-Larocque, Nevaeh North i Aria Brasi, w Undegroud Talks. Przy tej okazji pragnę podziękować za rozmowę i życzyć wam, jak i naszym odbiorcom, szczęśliwego nowego roku. Był z wami Timothy Clinard - do zobaczenia w 2025 roku!
  16. **T. Clinard jest dumny z tego, że mógł zamienić parę słów z weteranem na lokalnym wydarzeniu lotniczym; przeczytał artykuł i pogratulował nowemu dziennikarzowi podczas następnego "meetingu" kadry Daily Globe w jednym z bardziej znanych klubów muzycznych. Śledzi losy dziennikarza, widząc w nim wielki potencjał.**
  17. By Timothy Clinard - DAILY GLOBE, 11/11/2024 Trzeciego listopada 2024 roku całe Los Santos świętowało razem z Los Santos Panic, Western Sports Groupe i Fuzzy, która specjalnie na potrzeby imprezy stworzyła limitowany napój - Panic Hydration Drink. Ale świętowaliśmy nie z powodu wygranego meczu, choć sezon 2024/2025 dla LS Panic jest pomyślny, tylko na Panic Energy Festival. Był to piknik charytatywny, z którego dochód został przeznaczony na popularyzację sportu w biedniejszych częściach naszego miasta; to jest finansowanie zajęć sportowych dla dzieci i młodzieży, budowa boisk, etc. Na wydarzeniu nie sposób było zauważyć gwiazd LS Panic, jak Robert Kazinsky, czy kwitnący jego następca, Jakub Mlynarczyk. Wydarzenie było transmitowanie od godziny 20:00 przez stację Daily Globe, podczas której na antenie pojawili się goście jak zastępczyni burmistrza Rosario Duarte-Rubio, czy powyżej wymienione gwiazdy. Nagrania zostały zamieszczone poniżej, więc zachęcamy do odsłuchania po lekturze artykułu. Zastępczyni burmistrza, Rosario Duarte-Rubio, podczas swojego wystąpienia podkreślała rolę owego pikniku, jak miejsce, gdzie Amerykanie mogą się jednoczyć - zwłaszcza w tym, pełnym gorących napięć, okresie wyborów prezydenckich. Przedstawicielka ugrupowania demokratycznego wyraziła podczas swojego wystąpienia, poparcie Kamali Harris - kandydatki demokratów. Po płomiennym przemówieniu, na scenie pojawiła się wokalistka Eliana "ELIROSE" Moore, która zaprezentowała swoje najnowsze utwory. Z branży muzycznej, odwiedzający tej nocy boisko na Little Seul, mogli także posłuchać koncertu Aniiyah Kayes Geovanney. Obie wokalistki wyrwały publiczność do tańca. Kolejną atrakcją, czekającą na festiwalowiczów, były dwie licytacje - pierwsza o pamiątkowe pióro z insygniami City of Los Santos przekazanego przez Deputy Mayor Rosario Duarte-Rubio, a druga, kończąca wydarzenie, o koszulkę LS Panic - ale nie zwykłą, z podpisami całej drużyny wraz z głównym prezesem - Matthew Mazzanti. Po licytacjach odwiedzający mogli bawić się do muzyki, granej przez DJ’a - Laile "Fhy" Aguirre! Poza atrakcjami na scenie, festiwalowicze mogli zgarnąć darmowe napoje energetyczne od firmy Fuzzy - która na potrzeby imprezy zbudowała potężne stanowisko. Dla fanów kolorów fioletu, złotego i bieli czekał klubowy sklep, gdzie czekały na nich gadżety i odzież z logo Los Santos Panic - dodatkowo w tym samym miejscu mogli zgarnąć autografy. Dla spragnionych i głodnych czekała strefa foodtrucków, gdzie można było się poczuć jak na prawdziwym stadionie; w daniach zabrakło jedynie mięsa niewiadomego pochodzenia, bo nad jakością żywności czuwała restauracja WIGWAM i Taco Libre. Jako, że piknik był skierowany dla całej społeczności, nie zabrakło strefy służb mundurowych, którzy służyli pomocą, czy ciekawymi opowieściami ze swojej pracy. **Pod kolejnym zdjęciem trzy nagrania wywiadów robionych w terenie - pierwszy z Rosario Duarte-Rubio, drugi z Robertem Kazinsky, a trzeci z Jakubem Mlynarczykiem. Co jakiś czas pojawiają się zakłócenia pochodzące z głośników sceny.** Wywiad z Deputy Mayor Rosario Duarte-Rubio: Timothy Clinard: Powracamy, tu Timothy Clinard, a ze mną jest deputy mayor Rosario Duarte-Rubio. Bardzo mi miło, że możemy porozmawiać... dla mieszkańców na pewno też jest to ważne. W końcu drużyna Los Santos Panic to chluba naszego miasta. Jakie znaczenie ma ten festiwal dla lokalnej społeczności? Rosario Duarte-Rubio: Tego rodzaju eventy charytatywne, jak organizowany przez LS Panic i Fuzzy, stanowią doskonały przykład dla mieszkańców naszego miasta. Dzięki zaangażowaniu lokalnych liderów i artystów pokazujemy, jak wspólne działania mogą przynosić realną zmianę i wspierać potrzebujących. Tego typu inicjatywy pokazują, że solidarność to nie tylko słowo, ale konkretne działania, które przynoszą nadzieję i realne wsparcie dla potrzebujących. Tak jak mówiłam podczas przemówienia - jednocząc się, stajemy się silniejsi. Stajemy się monolitem. W naszym kraju potrzeba tysięcy punktów światła, małych i dużych gestów dobroci, które oświetlają drogę innym i pokazują, że razem możemy osiągnąć więcej. Timothy Clinard: Dziękuję, pani burmistrz. Dokładnie taki jest cel dzisiejszego festiwalu - umożliwienie innym rozwijania się, również w sporcie. Drugie pytanie, bardziej prywatne - jakie dyscypliny sportu preferujecie? Może podzielicie się z nami, Ma'am, swoimi dokonaniami w sporcie? Rosario Duarte-Rubio: Będąc jeszcze studentką często biegałam w sztafecie cztery razy czterysta kobiet. Daleko mi do tamtej sprawności fizycznej, ale nie odmawiam sobie w dalszym ciągu aktywności. Powiem więcej - namawiam do niej! Społeczeństwo aktywne nie musi mierzyć się z częścią chorób cywilizacyjnych. Co zaś śledzę? Mecze LS Panic. Na tyle na ile mogę, oczywiście. Ich ostatnie sukcesy napawają dumą nie tylko mnie, ale rzesze fanów w całym Los Santos. Mogę im życzyć tylko jeszcze większej liczby zwycięstw. **Nagranie zostało przerwane, starannie przycięte - ale jest to zauważalne dla wrażliwego słuchacza.** Timothy Clinard: To była Rosario Duarte-Rubio, zastępczyni burmistrza. Dziękujemy za podzielenie się z nami rąbkiem swojego życia prywatnego. Wywiad z Robertem Kazinsky Timothy Clinard: Timothy Clinard, Daily Globe - mam przed sobą jedną z głównych gwiazd LS Panics - Robert Kazinsky. Mam jedno pytanie - co byś poradził młodym sportowcom? Tym, którzy chcą w to iść? Zachęcasz, czy zniechęcasz? Robert Kazinsky: Cześć Wszystkim słuchającym tego Daily Globe, tak jak już wspomniał facet obok mnie, mówi do Was Robert Kazinsky prosto z eventu w okolicach Little Seoul, co mogę poradzić świeżaką w koszykówce? Na pewno odwagi w tym co robią, dążenie do celu - ćwiczenie swoich umiejętności w tym sporcie, żywym przykładem takiej osoby jest rookie w Pancis jakim jest Młynarczyk. Dzieciak złapał ten sport na poważnie, spójrzcie na niego teraz - ma potencjał i dąży po dalsze sukcesy, trzymam kciuki za jego dalszą karierę i mam nadzieję, że przejmie kiedyś popularność po mnie - kiedy zejdę już na emeryturę. Timothy Clinard: Właśnie, Robert - bo różne plotki krążą. Czy ten sezon, 2024/2025, jest twoim ostatnim? Przesiądziesz się na ławkę trenerską, czy na zasłużony odpoczynek? Robert Kazinsky: Możliwe, że tak - wiele czynników na to wpływa, przede wszystkim nie ta sama forma co kiedyś, człowiek się starzeje - to normalna sprawa, kolejna rzeczą jest po prostu życie prywatne, każdy kiedyś musi zejść ze sceny i udostępnić miejsce nowym, młodszym rozbieganym. Nie obiecuję, że zostanę na kolejny sezon, choć może się to nie stać.Więc krótka odpowiedź na to pytanie, możliwe, że czeka mnie emerytura po tym sezonie. Timothy Clinard: Rozumiem - bardzo dziękuję za krótką rozmowę, Robert... no i oczywiście za świetny, dotychczas, sezon. Zdaje się najlepszy od 2020 roku, czyż nie? Jeszcze raz dziękuję. Robert Kazinsky: Jest najlepszy, idzie nam świetnie - dzięki za wywiad, trzymajcie się! Wywiad z Jakub Mlynarczyk Timothy Clinard: Mamy tu także, zdaje się zastępstwo dla legendarnego Kazinskiego. Jakub Młynarczyk, powiedz młodszym sportowcom - co jest kluczem do sukcesu? Jakub Mlynarczyk: Cześć Los Santos, ciężko jest odpowiedzieć jednoznacznie na to pytanie. Aczkolwiek odpowiem tak, jak sam funkcjonuje - ważna jest ciężka praca, zbudowanie odpowiedniego systemu treningowe, wiara w siebie i dążenie do celu. Jeśli chcesz osiągnąć duży sukces to wyrzuć na wstępie imprezy i alkohol. Kiedy grałem jeszcze w Bruins to był mój klucz do sukcesu, lepiej odpuścić imprezę i zrobić dodatkowy trening, nawet przerobić czystą teorię odnośnie swojego przeciwnika. Ciężka praca jest kluczem do wygranej i do osiągnięcia sukcesu, mam takie motto - mistrzostwo wypracowuje się na treningu. Sporo dzieciaków o tym zapomina, ale oprócz gry w hali i ćwiczeniu techniki ważne są też sesje na siłowni. Bez kondycji nie będziesz w stanie utrzymać rytmu gry, bez odpowiedniej tężyzny ciała nie będziesz mógł się dobrze zastawić albo przejść przeciwnika, to podstawy sportów drużynowych. Timothy Clinard: Ouh, to trudna droga, ale jesteś autorytetem wśród młodych sportowców, więc pamiętajcie - nie zaniedbujcie szkoły, ona też jest ważna. Słuchaj, Jakub, czy posiadasz może jakiegoś mentora, kogoś, komu zawdzięczasz całą swoją obecną sytuację? To bardzo ciekawi naszych słuchaczy, słuchamy. Jakub Mlynarczyk: Jednoznaczna odpowiedź jest nierealna.. W przeszłości był to przede wszystkim mój ojciec, któremu chciałem udowodnić że będę lepszy od niego i to jemu zawdzięczam najwięcej aż do etapu przejścia z Utah Utes do ULSA Bruins. Tutaj wszystko się zmieniło i już tłumaczę Wam wszystkim dlaczego. W Bruins miałem okazję grać z świetnymi zawodnikami.. Dean Nash, Isiah Carver, Dubose, Saenz. Każdy z graczy Bruins potrafił się przystosować do mojej etyki pracy, która jest naprawdę ciężka.. Dzięki temu mogliśmy osiągnąć duży sukces w postaci zdobycia tytułu mistrza PAC-12 z ULSA Bruins. I do czego tutaj dążę - do tego że bez nich tego sukcesu mogło po prostu nie być, nie byłem sam w tym czego chciałem najbardziej. Tutaj nie można zapomnieć również o trenerze Bruins.. Steve Riley to profesjonalista, potrafił wyciągnąć z nas to co najlepsze. Jemu zawdzięczam sporo, mało osób o tym wie ale w momencie gier finałowych z Arizona Wildcats, po zawaleniu meczu on sam przyszedł do mnie i poświęcił mi swój wolny czas, tylko po to żeby odbudować moją formę. Dzięki temu zagrałem fenomenalnie i dzięki temu mogliśmy sięgnąć po tytuł mistrza. Będąc już w Los Santos Panic do drużyny wprowadził mnie Austin, a obecnie takim mentorem po stronie zawodników jest Kazinsky, weteran boisk NBA.. Sporo mogę się od niego nauczyć, zwłaszcza takich zachowań które wyrabia się z czasem, mi to przychodzi teraz łatwiej bo działamy w imię drużyny. Timothy Clinard: Czyli wsparcie też jest tym kluczem do sukcesu... to znaczy z nim jest po prostu łatwiej. Słuchaj, mam do Ciebie ostatnie pytanie - nieco mniej profesjonalne, ale równie ciekawe. Nie męczy Ciebie bycie sławnym, Jakub? Ile autografów dziś wypisałeś? Czy zdarzył się już Ci kontakt z psychofanami? Jakub Mlynarczyk: Nie, cieszę się że mogę wywołać u kogoś uśmiech na twarzy. Bardzo dobrze czuję się w Los Santos, to miasto żyje naszą drużyną i chcę być jej integralną częścią - są tu ludzie którzy we mnie uwierzyli i mi zaufali, a ja chcę spłacić pewien dług zaufania. Ciężko zliczyć ile ich wypisałem, ale jeśli ktoś chce autograf to zawsze próbuje zamienić z nim chociaż kilka słów jeśli sytuacja na to pozwala, chcę żeby każdy czuł się dumnie będąc fanem Panic. Myślę że LS potrzebuje więcej takich wydarzeń, więcej kontaktu na linii fan-drużyna albo fan-idol. Timothy Clinard: To prawda, to miasto żyję waszą drużyną. Sam mam w sercu te trzy kolory: fiolet, biel i złoty. Tym pozytywnym akcentem, bo rozmową z rosnącą gwiazdą amerykańskiej koszykówki, Jakub Mlynarczyk, żegnam was z dzisiejszego wydarzenia LS Panic. To był wspaniały czas, jeszcze raz dziękuję za wywiad. Jakub Mlynarczyk: Dzięki za rozmowę, korzystając z okazji mam małą wiadomość dla niezdecydowanych osób.. Już w najbliższą sobotę gramy w Los Santos z 76ers i nie może Was tam zabraknąć, biletów już prawie nie ma więc musicie się spieszyć, dobrej nocy Los Santos.
  18. By Timothy Clinard - DAILY GLOBE, 09/11/2024 Trzy lata minęło, jak jeden dzień - dnia 27 października 2024 roku Daily Globe świętowało trzecie urodziny swojej działalności na amerykańskiej scenie medialnej. To bez wątpienia sukces ze strony zarządu korporacji, wszystkich dziennikarzy, obsługi technicznej studia, jak i wielu innych. Ale przede wszystkim to wasza zasługa - drodzy czytelnicy, bowiem bez was nie udałoby się dojść do obecnej pozycji Daily Globe, czyli największego centrum medialnego na zachodnim wybrzeżu Stanów Zjednoczonych - dziękujemy wam za to! Całe grono Daily Globe w pocie czoła pracowało nad pomysłem uczczenia tych trzech lat i doszli do wniosku, że najlepszym, co niejako podsumuję naszą działalność, będzie organizacja czegoś wyjątkowego z wami - drodzy czytelnicy! Jesteście dla nas ważni - dlatego dnia dwudziestego-siódmego października 2024 roku zorganizowaliśmy pierwszą od dawna transmisję teleturnieju DEAL OR NO DEAL. Prowadzącego Richarda Sutliffa zastąpiła nowa prowadząca, znana z poprowadzenia Autumn Business Awards - Valentina White. Okazało się, że dorównała swojemu poprzednikowi, o czym świadczy zgromadzona w studiu liczna widownia. Ale co to w ogóle za teleturniej? Jest to gra, gdzie uczestnik - wyłoniony z widowni - ma szansę wygrać pokaźną gotówkę. W specjalnej emisji programu było to aż MILION DOLARÓW, które gracz mógł zgarnąć drogą ryzyka i strategii. Całe wydarzenie rozpoczęło się krótko po godzinie 20:00 w studiu przy Magellan Avenue, Vespucci Beach, gdzie prowadząca - Valentina White - przywitała wszystkich gości. Z racji, że ten odcinek był jubileuszowy na scenie pojawili się członkowie zarządu Daily Globe - Richard Sutliff (COO) oraz Luis Chorostecki (CEO), którzy ponownie powitali wszystkich gości. Po części oficjalnej nadeszła pora na wyłonienie jednego uczestnika spośród wszystkich ludzi na widowni. Zadanie trudne? Nie dla nowej prowadzącej, znanej ze swego opanowania. Zdecydowano się na zadanie pytania widowni, które ma wyłonić szczęściarza, który będzie miał szansę zgarnąć okrągły MILION DOLARÓW! Kto pierwszy odpowiedział na pytanie z dziedziny technologii, czyli jaką konsolę wyprodukowała firma Ventre? Padła nawet podpowiedź, że można na niej grać w kultowe gry jak Mario, czy Tetris. Poprawną odpowiedzią była konsola V-BOX RETRO. Jako pierwszy na to odpowiedział niejaki Alvin, który przyszedł do studia niedzielnego wieczoru z grupą przyjaciół i partnerką - ten wieczór zmienił się o 180 stopni. I tu zaczyna się prawdziwa rozgrywka - Alvin musiał wylosować jedną kopertą spośród 24 o którą będzie walczył przez cały czas trwania turnieju; jeśli okazało się, że znajduję się w niej tej upragniony milion, to pozostałoby Alvinowi mówić cały czas… NO DEAL! Ale to nie było takie proste - nikt nie wiedział, co znajduję się w jakich kopertach, za to znane były kwoty. Były to kwoty od jednego dolara po million - zaś Alvin nie wiedział, o co tak naprawdę grał. Gdy wylosował ową kopertą, musiał wylosować następne pięć po których poznawał kwotę - im była niższa, tym lepiej, bo zwiększała możliwość wygrania MILIONA! Po tych pięciu kopertach - z tajemniczego miejsca dzwonił bankier, który oferował kwotę w zamian za pierwotną kopertę. Tu uczestnik - tutaj Alvin - musiał podjąć decyzję, czyli DEAL OR NO DEAL! Okazało się, że Alvin był twardym graczem i nie dał się skusić na początkowe oferty bankiera, więc gra poszła dalej. Kolejno wybierał cztery koperty, poznawał kwoty i rozmawiał z bankierem; potem trzy koperty, dwie, a finalnie po każdej wylosowanej kopercie rozmawiał z bankierem, który nieraz powiększał kwotę, a nieraz zmniejszał. Największa oferta, zaproponowana przez bankiera wynosiła 450 tysięcy dolarów i 100 tysięcy w voucherze do Winfrey Castiglione Jewlery dla swojej wybranki - bankier wiedział, co zadziała na naszego uczestnika! Ale mimo tego, Alvin powiedział - NO DEAL! Kolejna koperta okazała się pechowa - w kopercie, wybranej de facto przez jednego ze znajomych Alvina - znajdował się ten wyczekiwany milion, co definitywnie zniszczyło wszelkie marzenia o zostaniu milionerem. Cena u bankiera automatycznie spadła do 100 tysięcy dolarów oraz 100 tysięcy w voucherze do cenionego Winfrey Castiglione Jewlery … zrezygnowany Alvin, po prawie dwóch godzinach rozgrywki, powiedział - DEAL! Po tym przyszła pora na uchylenia rąbka tajemnicy i otworzono pierwotną kopertę - tą którą wylosował na początku - w której okazało się znajdować zaledwie 10 tysięcy dolarów. Zatem Alvin tak czy siak wyszedł na prostą, mimo, że nie został milionerem. Zaraz po audycji każdy z widowni, włącznie z obsługą, został zaproszony na scenę w celu wykonania pamiątkowego zdjęcia - bo trzecie urodziny Daily Globe to święto całej społeczności Los Santos i zachodniego wybrzeża Stanów Zjednoczonych! To wydarzenie, pełne radości i szczęścia, nie mogłoby się odbyć oczywiście bez wsparcia ze strony naszych sponsorów. Z całego serca pragniemy podziękować firmie Fuzzy, Ventre oraz Winfrey Castiglione Jewlery.
  19. By Timothy Clinard, DAILY GLOBE; 04.11.2024 W świecie pełnym napięć społecznych, nierówności i głęboko zakorzenionych stereotypów wielu młodych ludzi, zwłaszcza z mniejszości etnicznych, boryka się z wyzwaniem znalezienia swojego miejsca. Dla niektórych z nich, zwłaszcza tych pochodzących z ubogich dzielnic miejskich, perspektywa pracy w gangu staje się niemal jedyną drogą ku ekonomicznemu przetrwaniu i społecznemu uznaniu. Jednak wyjście z tego świata jest trudne — wymaga zarówno odwagi, jak i wsparcia ze strony społeczności, która często ich odrzuca W dniu 04.11.2024, w poniedziałkowy wieczór, zaprosiliśmy do studia mojego przyjaciela właśnie z takiego świata - świata, w którym liczy się ilość zarobionych pieniędzy, najczęściej w sposób nielegalny, a nie marzenia, który każdy z nas ma. Oto Eric ‘Gibby’ Carter - dobry przyjaciel, przedsiębiorca, znawca kultowego rapu oraz wujek- dobra rada wśród społeczności czarnoskórych w okolicy Grove street, gdzie prowadzi swój klub muzyczny. Podczas audycji, którą rozpoczęliśmy tuż po godzinie 21:00 mówiliśmy o sposobach dojścia do młodych osób, którzy nie mają żadnych perspektyw na takim terenie, jak Davis. W rozmowie dyskutowaliśmy, także o obecnym hip-hop i o tym, jak się zmienił na przestrzeni lat. Poniżej zamieszczamy zapis audiowizualny ostatniej audycji. **Pod tekstem wprowadzającym, zamieszczone zostało nagranie, w którym prowadzący - Timothy Clinard, rozmawia z Eric Carter, właścicielem klubu West Coast Classics, miejsca integracji lokalnej społeczności** Timothy Clinard: Dobry wieczór Los Santos - tu Timothy Clinard, Daily Globe, i witam was w kolejnym programie z cyklu Night Vibes LS. Moim gościem jest Eric Carter, mój bliski przyjaciel, przedsiębiorca, znawca undergroundowego hip-hopu. Będziemy rozmawiać o tym, jak zmienił się rap na przestrzeni lat, w jaki sposób dbać o biznes, by nie tracić klientów - zwłaszcza na tak trudnym rynku, jak miasto Davis. No i poruszymy problem młodych talentów, które giną gdzieś na ulicy wśród grup przestępczych naszego miasta, czy brudnych biznesów. Eric, czy przyświecała Ci jakaś misja w tworzeniu miejsca spotkań? Eric Carter: Dobry wieczór Los Santos! Z tej strony Eric, mówią na mnie Gibby, do rzeczy- Chciałem mieć miejsce, gdzie ludzie z dzielnicy mogą czuć się sobą, bez blichtru i sztuczności. Ten klub to azyl – daje ludziom przestrzeń do wyrażenia siebie, odpoczynku, a jednocześnie jest dla nich namiastką wspólnoty. Lokalna społeczność potrzebuje takich miejsc, by oderwać się od codziennych problemów i poczuć, że są gdzieś mile widziani. Klub daje im też trochę perspektywy, wciąga artystów, tworzy miejsce, gdzie mogą się realizować. Timothy Clinard: Dokładnie to samo zauważyłem przychodząc pierwszy raz do was - mówimy o klubie West Coast Classics. To wsparcie, zgoda między sobą - rzadko to widujemy w naszej kulturze, w stosunku między nami, czy do nas reszty tego świata. Eric, jak myślisz, jakie są największe wyzwania dla społeczności czarnoskórych Los Santos? Walką już nie tyle agresją, tylko jej miniaturową wersją, której wiele osób nie zauważa - a rani często mocniej, niż jej oryginalny odpowiednik. Eric Carter: Największe wyzwania to brak stabilnej pracy, wsparcia i edukacji – u nas wiele osób po prostu nie ma możliwości wyjścia na prostą. System daje nam mało narzędzi, żeby realnie walczyć o swoje, i dlatego tak wielu ludzi szuka innych, czasem nielegalnych dróg. Społeczność czarnoskórych próbuje przetrwać w mieście, które za bardzo ich nie wspiera, co prowadzi do frustracji i ciągłych problemów. Wielu z nas marzy o zmianach, ale wciąż brakuje opcji. Timothy Clinard: Zgadza się, wiele jeszcze musi zmienić, by społeczność czarnoskórych poczuła się komfortowo w naszym mieście. Czy według Ciebie istnieją rozwiązania lub projekty, które pomagają młodym ludziom unikać życia w gangach i znajdować alternatywne ścieżki? Jacy ludzie je prowadzą, skąd pochodzą? Eric Carter: Są, ale brakuje kasy i większego wsparcia. Projekty typu warsztaty, sport, zajęcia artystyczne mogą pomóc, ale jeśli nie ma stabilnych funduszy, to giną szybciej, niż się pojawiają. Młodzi potrzebują miejsc, gdzie mogą bez presji znaleźć swoją drogę, nauczyć się nowych rzeczy, ale takich inicjatyw jest wciąż za mało, a ich wpływ jest za słaby. Jak młody człowiek nie znajdzie opcji na rozwój, to ulica prędzej czy później go wciągnie. Timothy Clinard: Nasze amerykańskie społeczeństwo musi jeszcze do tego dojrzeć, nie wiem czy da się to przyspieszyć... słuchaj, prowadzisz klub z podziemnym hip-hopem, to jak oceniasz, czy dzisiejszy rap wyraża jakieś głębsze refleksje? Co się zmieniło w nim, a co zostało na przestrzeni lat? Eric Carter: Rap się zmienił- dziś jest bardziej komercyjny, pełen pieniędzy i sławy, ale stracił autentyczność i szczerość. Kiedyś rap to był głos ulicy, prawdziwy przekaz o tym, co się dzieje na blokach. Dziś dużo w nim biznesu, promocji, a mniej surowych historii. Zyskaliśmy popularność, bo teraz każdy zna rap, ale straciliśmy ten prawdziwy, mocny głos, który mówił wprost, co boli społeczność. Rap oddalił się trochę od ludzi, lecz nie chce mówić tutaj o wszystkich artystach - jest też sporo ostrych graczy, którzy pokazują Real-talk. Timothy Clinard: Trochę ta rozmowa przypomina narzekanie starszych osób... ale wydaję mi się, że czasem jest to potrzebne. Słuchaj, mam do Ciebie ostatnie pytanie - jakiej rady udzieliłbyś młodym ludziom, którzy próbują odnaleźć swoje miejsce w życiu i uchronić się przed negatywnymi wpływami? Wiem, że znasz ich dużo. Eric Carter: Trzymajcie się ludzi, którzy chcą dla was dobrze i patrzcie, jakie macie opcje na rozwój. Wiem, że ulica kusi, ale w dłuższej perspektywie stabilna praca, nauka i znalezienie swojej pasji opłaci się bardziej. Na zakończenie- dziękuję za zaproszenie- wpadajcie do klubu West Coast Classics! YOOO! Timothy Clinard: Mądre słowa, Eric. Myślę, że padło tu wiele takich słów i każdy ze słuchaczy wziął sobie któreś do serca. Dziękuję Tobie za możliwość rozmowy, ale dziękuję też wam - drodzy słuchacze. Widzimy się w kolejnym programie - był z wami Timothy Clinard, Daily Globe.
  20. Botekk

    madvalue

    Kazał mi coś tu napisać 😞 Pozdrawiam
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę. Warunki użytkowania Polityka prywatności Regulamin