Skocz do zawartości
 
GRACZY ONLINE

tennessee

Gracz
  • Postów

    170
  • Rejestracja

  • Wygrane w rankingu

    2

Treść opublikowana przez tennessee

  1. ** TellaVee, pochłonięta kilkugodzinnym researchem nad ciekawymi miejscami w okolicy swojego nowego zamieszkania, przy akompaniamencie utworów Gunny, przypadkowo trafia na "type beat". Bit spodobał jej się na tyle, że nie tylko zostawiła follow na profilu twórcy, ale także spróbowała napisać do niego tekst, chwaląc się nim matce chrzestnej. **
  2. (klik w grafikę po dołączenie do społeczności discord, nowy linkl) prototyp na bluze mudwalkin edit fotki na sesje logo studia fotograficznego dla @Dalmian obróbka i edycja zdjęcia
  3. **S.S slucha badajac kazdy profil V.B w mediach. Ma paranoje na jej punkcie.**
  4. tennessee

    Changelog #86

    czy bedzie czarny motyw
  5. **SoSo obejrzala podczas realnej transmisji, zeby po niej bompnac ja w DM. HELL YAWH MOOOO!!?1.123!#@#!$1#! WE'RE BACK!!! Dodała: Chow 'em down, then pop. Podsyla jej tez nowy numer od Kung Fu Kenny.
  6. tennessee

    ✨SoSo✨

    Zwieńczenie ostatnich miesięcy (medialnie): Ujawnia się na OnSpot u boku ex-partnera, Ray Miller oraz bliskiego przyjaciela dwójki, Farush Bojaxhiu, przejmuje z nimi DJkę w klubie Bahamas Mamas, po czym faceci rozsypują grube pliki pieniędzy na parkiet, co zostało należycie skrytykowane przez ów portal. SoSo nie zabrała głosu w sprawie. Post o zdrowiu psychicznym, lekkie rozżalenie się w mediach społecznościowych o tym, co przechodziła, a to wszystko w otoczce afery związanej z Marquis North, Chase Love i Państwu Lloyd. Pojawienie się na livestream prowadzonego z aplikacji instagram na profilu Aniyah Geovanney Kayes, gdzie został puszczony fragment No Broke Boys. Bawiła się przy lokalnej sławie i Keilana Merr. Wystąpienie w klipie do kawałka No Broke Boys, na którym SoSo, Kayes i nieznana mediom dziewczyna (Lola Diaz) tańczą, a zarazem dobrze się bawią u boku luksusowych SUV na Alasce. Otrzymanie spóźnionego prezentu urodzinowego od Aniyah "Kayes" Geovanney, przy której towarzyszyło im około 10-15. tyś. osób na live. Zawarcie biznesowej współpracy z Mudwalkin, co poparte jest faktem, iż w różnych kręgach przeplatała się plotka o tym, jakoby Saoirse dopięła deal Mudwalkin x Mikayla Lykes etc. Udostępnianie informacji niepublicznych, takich jak wcześniej niewydane fragmenty tekstów piosenek Aniyah Kayes Geovanney. Utworzenie tak zwanego prologu, wprowadzając obserwujących i przypadkowe osoby w świat religijny poprzez wydawanie zdjęć z cytatami, z psalmów. Wszystko po to, by kilka dni później Aniyah Geovanney ogłosiła nazwę albumu "Heavy Heaven", natomiast zdjęcia zamieszczone w pisach odbierane są różnie. Począwszy od tych pozytywnych opinii, jak i negatywnych. Posypana brokatem i złotym pyłem SoSo w zamyśle prezentuje się na istotę niebiańską. Zawarcie współpracy z Arabic Photography, by po tylu miesiącach męki ze zdrowiem psychicznym, jak i fizycznym; wydać sesję zatytułowaną Kissed by Air, Your Eyes Sparkle. Pierwsze litery każdego wyrazu układają się w pseudonim KAYES. Pojawienie się we wrześniu na relacji lifeinvader u Percy Pressey, gdzie obydwoje dokonują czynności codziennych w kuchni, co wskazuje na ich bliską znajomość. W dodatku zdjęcie oprawione jest o szczury z bajki animowanej Ratatouille. W odniesieniu do wydania sesji, a raczej już przed - staje się inspiracją dla niskiej rzeszy fanów, czy osób postronnych. Odwzorowano zdjęcie z jej sesji, jak i dwa zdjęcia wrzucone luzem na portal lifeinvader, aczkolwiek w tym pierwszym przypadku, na zdjęciu widać menadżerkę z firmy Fuzzy, która może być w jakimś stopniu rozpoznawalna. Wzmożona aktywność na platformach społecznościowych, regularne wrzucanie zdjęć z codziennego życia, oraz tych, które stylistyką zahaczają o niewydane do tej pory sesje zdjęciowe. W akompaniamencie aktywności w sieci, przybiera maskę internetowego trolla, zahaczając o hejterów znajomych jej osób, np. Keilany Merr. Relacje rodzinne nigdy nie były dla mnie łatwe. Gdy wszystko zaczynało się sypać, kiedy pojawiały się problemy - uciekałam w roztargnieniu, w chaos, w samotność, w próby znalezienia ratunku, który wydawał się zawsze poza moim zasięgiem. Mieszkałam na południu miasta, w dzielnicach, gdzie jeśli nie stał przy tobie ktoś postawny, traktowano cię jak worek ziemniaków. Dla nas, dla mnie i Aniyah - jedynym światełkiem nadziei był Ciro, - Ciro Tian, który teraz grzeje ławę. Nie mogę powiedzieć, że to na mnie nie wpływa - to uczucie jest wyczerpujące, świadomość, że mogłam zapobiec tragedii, że mogłam jej uniknąć... Ale z drugiej strony? Nawet o tym nie wiedziałam. To było tylko przeczucie, które zbagatelizowałam. W tamtym czasie, zamiast szukać rozwiązania problemów w rozmowie z rodziną, znalazłam oparcie w innych ludziach - tych, którzy wydawali się mnie rozumieć lepiej niż najbliżsi. Być może to właśnie oni stali się dla mnie namiastką rodziny, której tak desperacko potrzebowałam. Dziś, z perspektywy czasu, zaczynam rozumieć, dlaczego wybierałam ich, a nie swoją prawdziwą rodzinę. I choć ciągle powtarzam sobie, że zrobiłabym to samo, wiem, że w głębi serca tęsknię za poczuciem, że gdzieś naprawdę przynależę. Czuję winę za wszystkie rzeczy, które mogłam poprawić, zmienić, zrobić lepiej. Myśl, że zawiodłam tych... Którzy na mnie liczyli, jest ciężarem, który ciągle noszę. Chciałabym po prostu przeprosić - każdego, kogo rozczarowałam, każdego, kto zasługiwał na więcej niż to, co mogłam mu dać. Czasem te uczucia nawiedzają mnie nocą. Gdy zamykam oczy, widzę obrazy, które nie dają mi spokoju – fragmenty wspomnień, które zbyt długo ignorowałam. Meksyk, gdzie próbowałam zostawić część swojej przeszłości, swoje pochodzenie... A potem moją własną twarz – krwawiącą i zniekształconą. Każda porażka, każde pęknięcie wewnątrz, uczy mnie czegoś nowego. Może nie jestem jeszcze gotowa, by wszystko naprawić, ale wiem, że... Pierwszy krok to uznanie tej winy. A drugi? To próba zmiany... Zmiany, której w żaden sposób nie mogę zaakceptować, dławią mnie każdego dnia. Może rzeczywiście jestem synonimem chaosu, destrukcji, tej całej nieszczęsnej otchłani, o której mówił kiedyś mój kuzyn Dylan. Pamiętam, jak krzyczał to... Prosto w moją twarz. Byłam wtedy pijana, wyćpana, zagubiona, nie do końca wiedziałam, co się wokół mnie dzieje - a jednak... Te słowa utkwiły we mnie głębiej niż jakikolwiek nóż, kótry dano mi trzymać. To chyba był moment, w którym moje uczucia... Duhh. Umarły. Tak po prostu. Nie pamiętam, żebym czuła cokolwiek pozytywnego od tamtej chwili. Wszystko, co wydawało się dobre, ulotniło się, a ja nauczyłam się odgrywać emocje. Śmieję się, kiedy trzeba, płaczę, jeśli sytuacja tego wymaga - ale to tylko teatr. Nie potrafię kochać. Nawet kiedy moi partnerzy próbowali walczyć o mnie, o nas, o coś więcej... Zawsze kończyło się tak samo. Powoli zmieniali się w coś, czego nie mogłam znieść. Zło wcielone? Nie wiem.. Może problem leży we mnie. Może to ja otwieram te drzwi do piekła, pozwalając na wypełzanie tego wszystkiego, czego tak bardzo się boję. Teraz jestem w związku. Powinnam być szczęśliwa, prawda? A jednak coraz wyraźniej widzę, że nie jestem. Zaczynam dostrzegać swoje wady - jak jestem nachalna, jak bardzo próbuję wymusić coś, czego sama nie potrafię dać. Miłość? To brzmi jak żart, jak kłamstwo, które sama sobie powtarzam. Z każdym dniem czuję, że bardziej duszę siebie i jego. Nie wiem, jak długo to wytrzymam. Czuję, że ugrzęzłam w sytuacji, z której trudno znaleźć rozsądne wyjście. Jeśli zakończę relację z nim, moje plany mogą się rozsypać jak domek z kart. A te plany? To coś, co budowałam miesiącami. Problem w tym, że jego kuzynką jest Dolly Perri - osoba, która może mi dać dokładnie to, czego pragnę. Wszystko zależy od niej. Ale co się stanie, jeśli odetnę się od niego? Dolly znienawidzi mnie jeszcze bardziej, niż pewnie już teraz to robi. Mogłaby to potraktować jako osobisty afront, jako coś, co uderza w jej rodzinę. A ja? Nie mogę sobie pozwolić na jeszcze jednego wroga. Staram się działać z głową, kalkulować każdy ruch, ale w tym przypadku? Mam wrażenie, że każde rozwiązanie jest błędne. Nasz związek nie jest publiczny - to jest moja jedyna karta atutowa. Nie potwierdzam, że coś nas łączy, zaprzeczam na każdym kroku, jakby to miało mnie chronić. Może faktycznie chroni, ale jednocześnie przywiązuję się do niego w sposób, którego nie mogę kontrolować. A co, jeśli zacznie wierzyć, że naprawdę się nim bawię? Albo, co gorsza, gdy przestanę być dla niego kimkolwiek istotnym? Nie wiem, co jest gorsze - fakt, że wiem, kim się stałam, czy to, że nie potrafię tego zmienić. Chciałabym powiedzieć komuś, komukolwiek, ale... Boję się. Boję się, że Aniyah by mnie zlinczowała, wyrzuciła z mojego własnego życia szybciej, niż zdążyłabym dokończyć zdanie. Przecież obiecałyśmy sobie, że nigdy nie staniemy się takimi osobami. Pamiętam tamten dzień, kiedy przysięgałyśmy sobie, że nasze życie będzie inne, lepsze. Że będziemy trzymać się razem i nigdy nie wpadniemy w tę pułapkę. Ale teraz? Teraz widzę, że właśnie tym się stałam. Stałam się osobą, która wybiera tylko to, co przynosi korzyść. Ludzi, sytuacje, relacje - wszystko kręci się wokół tego, co mogę z tego wyciągnąć. A kiedy zyski się kończą? Odchodzę, zostawiam to za sobą. Czuję się z tym paskudnie, Ale... nie wiem, jak przestać. Jedynym wyjątkiem jest Aniyah. Moja przybrana siostra. Jest jedyną osobą, dla której robię coś bezinteresownie. Ale nawet w jej przypadku nie mam pewności. Boję się, że w chwili prawdziwej próby, w momencie, w którym musiałabym wybrać między jej życiem a swoim – nie wiem, czy bym jej nie poświęciła. W tym wszystkim jest jeszcze Viviane. I... tak, Farush. Obecnie jej chłopak, ale to w zasadzie sprawa sprzed kilku miesięcy, a ja chyba wolałabym to pominąć. Chociaż muszę przyznać, Farush, dziękuję Ci, że kiedyś mi pomogłeś, gdy tego najbardziej potrzebowałam. Może nie jesteś aż tak obojętny, jak próbujesz udawać. W tamtej chwili, w tłumie pełnym ludzi, to właśnie Ty zainteresowałeś się mną. To coś, czego nie zapomnę. I... liczę, że mój stan - wszystko to, co wtedy się działo - pozostanie naszą małą tajemnicą. A Viviane? Ona zobaczyła we mnie coś, czego chyba nikt inny nie dostrzegał. Widziała we mnie energię, której ja sama nie potrafiłam odnaleźć. W chwilach, gdy wszystko wydawało się rozpadać, jej wsparcie pozwoliło mi stanąć na nogi. I to nie były tylko słowa – to były konkretne działania, które zaczęły przynosić efekty. Viviann wierzyła, że mam w sobie siłę, by pracować nad swoją karierą, nad sobą. Powtarzała mi to w chwilach, gdy najbardziej chciałam odpuścić. Czuję, że jesteśmy na dobrej drodze do stworzenia czegoś naprawdę wyjątkowego. Niedługo rozpoczniemy wspólny projekt – coś, co ma szansę być nie tylko czymś wielkim, ale czymś, co może mnie w końcu zdefiniować. Przy okazji tematu Viviann... Nie mogę zapomnieć o Dylanie, który w tym czasie dosłownie się rozsypał. Żałoba? Załamanie? Sama nie wiem, jak najlepiej to nazwać, ale widok mojego zwykle pewnego siebie kuzyna zmieniającego się w cień samego siebie był... Irytujący, delikatnie mówiąc. Dylan nigdy nie należał do tych, którzy łatwo dają się złamać, ale tym razem Hibiki - dziewczyna, na której punkcie kompletnie stracił głowę - zostawiła go z dnia na dzień. I to był koniec. Dla niego, ale niestety także dla mnie. Dlaczego? Bo kiedy Dylan przestał funkcjonować, stery w Mudwalkin przejęłam ja. I uwierz mi, byłam już zmęczona wyręczaniem go w jego własnych obowiązkach. Zanim zaczniesz mnie osądzać, zrozum jedno: nie jestem tą, która lituje się nad emocjami innych. Nie jestem kimś, kto rzuci wszystko, by ratować świat. A jednak... Musiałam działać, bo Dylan, CEO Mudwalkin, nie mógł sobie pozwolić na dalsze mazgajenie. Stąd moja decyzja - wkroczyłam w życie Hibiki. Tak, zapoznałam się z nią. Dlaczego? Bo wiedziałam, że to jedyna droga, by sprowadzić Dylana z powrotem do gry. Hibiki była kluczem do tego, by jego świat się nie rozsypał - a przy okazji, by mój nie zamienił się w pole bitwy. Nie powiem, że było to łatwe. Hibiki to nie byle kto. Prześwietliłam ją i... Chyba zrozumiałam, dlaczego Dylan tak za nią szalał. Jesteśmy do siebie podobne. Może dlatego tak szybko zrozumiałam, jak się z nią dogadać. Obie dążymy do korzyści. I obie dobrze wiemy, jak grać tę grę. Moim asem był kontrakt w Mudwalkin - szansa, której Hibiki po prostu nie mogła odrzucić. Reszta? Kilka rozmów, subtelna manipulacja, i... Gotowe. Hibiki wróciła do Dylana, a on w końcu ogarnął się na tyle, by wrócić do roli CEO. Nie jestem naiwna. Wiem, że Hibiki mnie badała - tak samo, jak ja badałam ją. To była gra o wysoką stawkę, ale... wyszłam z niej zwycięsko. Teraz Dylan znowu jest tam, gdzie powinien być, a ja? Cóż, ja zyskałam trochę więcej przestrzeni dla siebie i swoich planów. Problem w tym, że zaraz po ponownym połączeniu Hibiki i Dylana sama zostałam odsunięta na bok - i to nie tylko emocjonalnie, ale też finansowo. Cały mój wysiłek w sprowadzenie tej dwójki do wspólnego stołu nie tylko nie został doceniony, ale wręcz wydaje się, że zostałam wymazana z równania. To ja sprawiłam, że Kayes zawarła kontrakt z Mudwalkin, a nie z konkurencyjnym brandem odzieżowym. To ja wprowadziłam ich w tę współpracę, podpierając swoją reputację i znajomości. A teraz co? Gdzie są moje pieniądze, Dylan? Do chuja, czy to jest sposób, w jaki dziękujesz mi za ratowanie twojego tyłka, kiedy nawet nie mogłeś ogarnąć własnego biznesu? Czy to tak działa rodzina? Bo zaczynam myśleć, że powinnam była pozwolić ci tonąć. Hibiki mogła sobie znaleźć innego fagasa, Kayes mogła pójść do konkurencji, a ja mogłabym być w zupełnie innym miejscu, mając spokój i - przede wszystkim - szacunek. Nie chodzi tylko o pieniądze, choć - no dobra - też o pieniądze. Bo czy nie na tym opiera się cały ten pieprzony układ? Wkładasz w coś swoje zasoby, swoją energię, swój czas - i w zamian dostajesz coś, co cię napędza. A teraz? Czuję się, jakbym tylko pompowała paliwo do czyjegoś baku, a sama zostałam z pustym zbiornikiem. Dziękuję, ale nie martw się... Przyjdę z Viviann po moją dolę. Moja sesja zdjęciowa zamieniła się w coś absolutnego... Złoto na twarzy, lśniące łzy... Czułam się jakbym była czymś więcej niż tylko człowiekiem. Byłam idealnym wcieleniem boskości, tej innej strony - cudownej i nieosiągalnej. Otrzymałam całą falę pochwał, a to od ludzi, którzy widzą we mnie nie tylko modelkę, ale i artystkę. Fehu, Quilly, Keilan, Aniyah, Malia, Viviann. Nawet porównania do Twilight nie wydają mi się teraz problemem - wręcz przeciwnie. To tylko dowód na to, jak bardzo się wyróżniam. Moje zdjęcia opowiadają swoją własną historię, w której nie chodzi tylko o wygląd, ale o coś głębszego - o poczucie, że przekroczyłam granice tego, co możliwe. Jednak, jak to w życiu bywa, każda decyzja ma swoje konsekwencje. Po wydaniu sesji, po tej burzy aplauzów, zaczęły się pojawiać inne pytania. Tak, jestem dumna z tego, co stworzyłam... Ale jednocześnie... Czułam, jakby ktoś wyciągał mi ziemię spod nóg. Nowe wyzwania, nowe konflikty. To, co osiągnęłam, zaczęło się łączyć z nowymi sprawami, które czekały na mnie na horyzoncie. Ciro. Mudwalkin. Hibiki. Zanim cieszyłam się tą chwilą triumfu, znów poczułam, że za moimi plecami coś się czai, coś, co będzie miało wpływ na niedaleką przyszłość. Nie mam czasu na świętowanie sukcesów, bo życie zawsze przynosi coś nowego. Po tym, jak mój projekt zdobył uznanie, Viviann do mnie napisała. Jej wiadomość była jak zimny prysznic, ale w sposób, który przypomniał mi, że nie mogę stanąć w miejscu. Grudzień, a potem reszta nadchodzących miesięcy, będą należały do mnie. Sireen, nie ma czasu na odpoczynek - Los Santos zapłonie na nowo, a seksapil powróci na główne okładki magazynów. Mówiła, że teraz jest moment, by rozwinąć skrzydła, by przekroczyć granice. Dominacja, dziewczyno. Zanim Aniyah wróci z trasy koncertowej, mam zamiar powitać ją tym samym, czym ona pożegnała mnie. Tak, dostałam spóźniony prezent urodzinowy i to nie byle jaki. Samochód. Fajnie, no nie? W końcu coś, co miało być moim nowym początkiem, czymś, co doda mi sił do działania. Całkiem niezły model, jak na ten moment. Tylko… Coś poszło nie tak. Jechałam wtedy do studia Sireen, myślałam o wszystkim, co jeszcze przede mną, co chcę osiągnąć. A potem, nagle, to uczucie. Zapach spalenizny. Auto stanęło w płomieniach. Pamiętam, jak strach wbił mi się w kości, kiedy płomienie zaczęły ogarniać wszystko wokół, a ja nie wiedziałam, czy to ostatnia chwila mojego życia. Cudem udało mi się uciec. Byłam w panice, kompletnie zdezorientowana, zastanawiając się, jak to się wszystko mogło wydarzyć. Oczywiście, dziękuję wszystkim, którzy byli w pobliżu, którzy próbowali ugasić ogień. Wiem, jak dużym poświęceniem było to dla nich, to nie była zwykła pomoc. Ale co z tego? W końcu nic nie wróci mi tego, co straciłam. Nie tylko w sensie materialnym, ale i w psychice. Wiesz, co jest najgorsze? Boję się teraz wsiąść do jakiegokolwiek samochodu. Wszystko zaczęło się od tego samochodu. Takie małe marzenie, które nie zdążyło się spełnić. Zamiast ucieszyć się, że dostałam od Aniyah prezent urodzinowy, zamiast poczuć się doceniona, stałam tam, w płomieniach. Dosłownie. W momencie, kiedy widziałam, jak auto zaczyna się palić, nie czułam niczego poza paniką, strachem o własne życie. Nie mam pojęcia, jakim cudem udało mi się wyjść cało, ale ten strach... On zostaje. Bo teraz, za każdym razem, kiedy widzę samochód, w którym siedzę, wstrzymuję oddech. Boję się, że to znów się wydarzy. Nie wiem, co by było, gdyby ci kierowcy nie pojawili się wtedy, żeby pomóc. Ich szybka reakcja uratowała mi życie. Aniyah wróci za kilka dni, a ja jeszcze nie wiem, co jej powiem. Może nic nie muszę mówić. Może po prostu nie powiem nic. Zresztą, może to właśnie ten lęk przed miłością i odpowiedzialnością, który od zawsze mną kierował. Może na końcu i tak będę musiała wziąć odpowiedzialność za wszystkie swoje decyzje. Zawsze będę winna, nawet jeśli to życie nie potrafi być sprawiedliwe.
  7. **SoSo przesluchala wers, po wrersie. Okazyjnie wpadajac na mysl, czy aby napewno idzie dobra droga. **
  8. tennessee

    /del

    **SoSo posluchala numerow wczesniej u Kayes, ale i tak nabija jej wyswietlenia, sluchajac w tle. **
  9. @mlodszyblaki @Scarid Stworzono serwer discord pod zamowienia, wpadaj klik
  10. Na zegarze wybiła godzina 23:40, 12 listopada, świat mody zatrzymał się na moment, a przynajmniej dla Saoirse i jej otoczenia. Każdy branżowy portal, a zwłaszcza te niszowe i ekscentryczne blogi poświęcone awangardzie modowej, wypełniły się zdjęciami Saoirse „SoSo" Sloane - modelki, o której od dawna krążyły szeptem powtarzane plotki. To była jej debiutancka sesja zdjęciowa, zrealizowana przez renomowane studio Arabic Photography pod okiem Sireen Bazzi, mistrzyni kadru i wyrafinowania. Kolekcja zdjęć, zatytułowana „Kissed by Air, Your Eyes Sparkle" (oczywiste nawiązanie do KAYES, przyjaciółki Saoirse, z którą jest w siostrzanych relacjach), przedstawia SoSo w surowej estetyce studia z Los Santos, odzianą w nieskazitelnie białą bieliznę, zaś otuloną blaskiem, który sama zaprojektowała. Ciało modelki pokryte jest drobinkami złota, brokatu - osobisty akcent SoSo, który wprowadza magię do każdego ujęcia. Złoty pył i połyskujący brokat tworzą atmosferę pełną eterycznego blasku, jakby była nim obleczona przez same promienie słońca. To zaskakujący kontrast między surowością a przepychem, ale w wykonaniu SoSo ten efekt wydaje się niemal naturalny. Sesja obejmuje sześć imponujących póz stojących i dwie subtelne pozy leżące. Na pierwszym zdjęciu widzimy ją z zamkniętymi oczami, w otoczeniu delikatnego światła - odzwierciedla ono jej refleksyjną, kruchą stronę. Inne ujęcia pokazują SoSo jako pewną siebie, niezależną postać, której siła płynie prosto z jej spojrzenia. W każdej pozie widać jej artystyczną wizję i charakterystyczny wdzięk - Saoirse nie tylko wydała sesję, ale zagrała intymny spektakl pełen emocji przed obiektywem. Kayes jest przyjaciółką Saoirse od dawien dawna, więc to nie dziwota, że przy okazji wydawania sesji czy zwyczajnego wstawiania zdjęć daje znaki. Jak będzie tym razem? Czy sesja Saoirse może coś jeszcze zdradzić? Do tej pory Psalmy nakierowywały na religijność, zaś tytuł albumu Kayes został potwierdzony i okrzyknięty Heavy Heaven. Ciekawe, że ten wybór tytułu zdaje się odzwierciedlać napięcie, które Kayes i Saoirse budują w swoich twórczych projektach – ciężar i lekkość w idealnej równowadze, światło i mrok przeplatające się niczym psalmy i grzeszne przyjemności. Czy Heavy Heaven to tylko muzyczny manifest, czy może artystyczny komentarz na temat upadłego anioła – Saoirse – która sama balansuje na granicy dobra i zła?
  11. **SoSo turla sie po podlodze z tego co napisal dylan muro ale chetnie zamowi jeden kapturek zeby podlozyc ja do garderoby ow delikwenta
  12. *** SoSo, SoSa, ZoZo, SoZo obserwuje poczynania Jade Lee od czasu, gdy wyhaczyła ją wzrokiem na wybiegu. **
  13. **SoSo troche ma beke ale wspiera i wierzy dobrze ze to jakos pomoze Bailee pozegnac demony.**
  14. wezme kilka zlecen, obrobka zdjec/logotypy/okladki albumow i inne. platnosc przelew/blik. discord: tennessee.23
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę. Warunki użytkowania Polityka prywatności Regulamin