Skocz do zawartości
 
GRACZY ONLINE

Analny Terminator

Gracz
  • Postów

    72
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez Analny Terminator

  1. Isaiah Johansson to dwudziestopięcioletni mężczyzna urodzony w Los Santos, tworzący przez swoje pierwsze lata życia społeczność Davis City. Jest to osoba, która zdecydowanie zyskuje w oczach innych przy bliższym poznaniu. Bez tego, często wydaje się zimny, oschły i obojętny na wiele sytuacji, które spotykają jego samego czy innych w jego towarzystwie. Pomimo tego, że faktycznie jego poziom empatii jest dość niski, potrafi uszanować każdą osobę, która uszanuje jego i przejść do ludzkiej rozmowy i głębszych konwersacji, w których opowiada o swoich przeżyciach czy też zainteresowaniach. Od dzieciaka trzymał w sobie problemy związane z fobią społeczną i chęcią przynależności, co często przeszkadzało mu w życiu przez kontrast owych cech. Wycofanie a zarazem potrzeba samowystarczalności często prowadzi na złe drogi i tak samo było w tym przypadku, gdy podczas swojej edukacji w publicznym Highschool, wszedł w zainteresowanie grupy Athens Park Boys, kręcąc się często z rówieśnikami wykładających politykę tego gangu. Niewiele również było potrzeba czasu, by sam Isaiah zaczął przesiąkać lifestyle'm czerwonego koloru, zaczynając przy tym opuszczać się w nauce (która do tego momentu dobrze mu szła) jak i opuszać swoją moralność i niewinne życie. Jak wiadomo z tym wiązały się pierwsze małe nielegalne procedery takie jak handel marihuaną. Imprezowanie ze znajomymi czy duża ilość mordobicia to kolejne rzeczy zmieniające jego charakter na ten teraźniejszy. Nikt nigdy by nie powiedział, że to on jest zapalnikiem jakiejś gorącej sytuacji. Aczkolwiek wiele osób w jego towarzystwie widziało, iż szanuje swoje życie, często stojąc po prostu z tyłu i czekając na rozwój sytuacji skąd wzięło się jego uliczne imię Paries, czyli dosłownie mówiąc "Ściana". Potrzebując pierwszej gotówki legalnej gotówki, by opłacać mieszkanie swojej matki, zatrudnił się w osiedlowym barbershopie, z którego również łatwiej było mu rozprowadzać hodowany przez swoich czarnuchów grass. Jednak los sprowadził mu coś lepszego w życiu. Stałym gościem w lokalu, w którym pracował był biker klubu motocyklowego Chosen Few. Z czasem, przy dłuższych strzyżeniach, zaczął coraz bardziej otwierać się przed reprezentantem numeru 36, co dało mu furtkę na opuszczenie brudnego życia na ulicy. Po dokładnie półtorej roku łącznego czasu supportowania i prospectowania w klubie, dostał możliwość noszenia pełnego obszycia. Samo zjednoczenie się z naszywkami ukształtowało jego charakter jako twardej skorupy, pod którą kryje się człowiek z ambicjami i marzeniami. Obecnie nie ciężko zauważyć, że sam czarnuch dość mocno trzyma w swoim sercu zasady świata motocyklowego jak i jego barwy, nie kryje się z afiliowaniem z jednoprocentowym klubem, tak samo jak z jego poprzednim życiem w poprzedniej grupie, czasami nawet mówiąc o tym wprost, nie kryjąc swoich tatuaży związanych z APB czy nosząc veste z klubowymi insygniami i naszywkami, które dla bardziej wtajemniczonych pokazują drogę, którą przeszedł. Poprzez całą drogę w swoim życiu, wielokrotnie zastanawiał się nad jego sensem. Analizował swoje poczynania. Od niewinnego dzieciaka przechodząc do pracy w barbershopie, później w klubowym warsztacie Ronnies Luxury, kończąc na sprzedaży dużej ilości narkotyków. W dalszym ciągu liczyło się jedynie wyjście na prostą z czystym sumieniem i zamkniętymi rozdziałami czy też spokojną starością dalej ubóstwiając klub motocyklowy, w którym się znajduje. Głównie za jego sprawą poznał wiele osób, które obecnie wskazują mu drogę w karierze, którą zaczął prowadzić jako producent wszelkiego rodzaju muzyki. Dokładnie za sprawą klubu muzycznego Big Blast, który był nieodłączną częścią chapteru z Davis, mógł poznać prywatnie wiele osób z muzycznego świata - tych bardziej znaczących lub lokalnych gwiazd, które przewijały się bardzo często przez ten lokal. Samo to miejsce natchnęło go w podróż w głębszą relacje z muzyką, głównie też czerpiąc inspiracje z sceny muzycznej starego Memphis, której prywatnie jest ogromnym fanem. Oczywiście nic nie jest takie kolorowe, gdyż po upadku rozdziału San Anne zaczął zmagać się z problemami egzystencjalnymi. Jednak to była kolejna próba, która pchnęła go jeszcze bliżej w świat dźwięków. Również przez swoją przynależność, zaproponował pomoc przy tworzeniu klubu nocnego Night Vowe byłemu przyjacielowi, w którym stając za konsolą, był w stanie jednocześnie odciągnąć gorsze myśli ze swojej czarnej głowy i przy okazji dać wyznaczonej publice możliwość do zabawy. Z perspektywy czasu, wszystkie te decyzje wyglądają jak naturalny przebieg, gdzie pierwsza rzecz nakręca drugą i rozwija człowieka. Poprzez wszystkie poprzednie doświadczenia wywiązał dość zżytą przyjacielską relacje z Adonijah'em Rhodes'em znanym jako Adonis, który otworzył mu drogę producenta. Wciągnął on Isaiaha nieoficjalnie w swoją grupę muzyczną, wykładając przed nim potrzebny do pracy sprzęt i spokój, gdzie zaczął rozwijać swoje skrzydła produkując utwory Riley "White Lady" Storm, Aaliyah "ALIBI" Bordeaux, czy samego Adonisa, z którym końcowo skończył na wydaniu wspólnej Epki utytułowanej "No Saints, No Sins" za namową również dogrywając się do dwóch kawałków, ze względu na swój charakterystyczny niski głos. Pomijając samą produkcje, Paries również uczestniczył i pomagał w organizacji ze strony oprawy muzycznej na kilku koncertach, głównie dla Easside Bunny czy dla wcześniej wymienionej grupy 404MindsonBands. Wszystkie czynniki złożyły się na obranie piorytetowo drogi producenta, nie wykluczając też na dogrywanie się do niektórych kawałków bardzo sporadycznie. Świat muzyczny uszczęśliwia Isaiaha na tyle, że powoli odchodzi od półświatka przestępczego na rzecz rodziny czy też spokoju i spełnienia, który mu zapewnia, chcąc też przekazać przez swoją twórczość, że nie warto się poddawać a szukać rozwiązań, które często nie są zbytnio oczywiste. Social media - Lifeinvader Afiliacje - Chosen Few MC - Big Blast Music Club - Home Turf Cuts - 404MindsOnBands - Night Vowe Produkcja Płyty i epki: [05/01] Paries - Ain't Allowed Where I'm From: Take Da Charge (Explicit Version) [29.12] [LP] BbyKayla - BETTER THAN THEM BITCHES (Prod. Paries) [EP] Adonis - REBIRTH (prod. Paries) [27.10] [EP] White Lady - RITUS (prod. Paries) [06.10] Adonis x Paries- No Saints, No Sins (prod. Paries) Single: [21.01] Easside Bunny - CokeHead (prod. Paries) [20.01] White Lady - Not for them ft. Seren Larsen (prod. Paries) [19.12] BbyKayla - GOAT (Prod. Paries) [30.11] Paries - One More Line feat. White Lady. [28.11] Adonis - Drowning [Official Music Video] (prod. Paries) [19.11] Paries - Bye feat. NayCee [16.11] Paries - Real One feat. BbyKayla [15.11] White Lady - Saint Sinner (prod. Paries) [20.10] White Lady - Rituale Incipit (prod. Paries) [20.10] ALIBI - TAP IN (prod. Paries) [25/09] Adonis – Luxury Pain feat. Drainzz 🎥By. Baby Pluto [01.09] White Lady - CIRCUS
  2. **Paries dalej je lody, przesłuchał raz czy dwa, bo miał dobry humor przez to, że życie prywatne zaczeło się układać. Zwykle nie słucha tego co pomógł stworzyć.**
  3. **Czarnuch z murzynowa puścił sobie pare nutek w jednym momencie i w innym dokończył, zostawił pod tym jakąś pozytywną reakcje w socialach i na DM Bunny'ego**
  4. **Czarnuch nomadzisko spod insygnii Wybrańców, spojrzał na foty, bo dostał cyne od samej Selah z dopiskiem - "Darmowe cycki, nie żartuje"**
  5. **Przesłuchał kilka razy to co nawinął, zastanawia się czy w ogóle dobrze, że to wypuścił. Jednak jest dumny z tego, że mógł pracować z Adonisem.**
  6. **Paries sprawdził klip w przerwie między seriami na pakierni i się ucieszył, bo kilka razy go widać**
  7. CZASAMI NAJWIĘKSZYM WROGIEM PRZESTĘPCY MOGĄ BYĆ NIEOPŁACONE CYTACJE
  8. Całe życie czułem się jak intruz. Byłem wśród ludzi, ale nigdy z nimi. Jakby dzieliła mnie od nich szyba – przejrzysta, ale nie do przebicia. Nawet najprostsze gesty były dla mnie barierą: prośba o godzinę, uśmiech do obcego, słowo, które mogło otworzyć rozmowę. Nie miałem odwagi. Zawsze zostawałem w cieniu, gdzie nikt nie musiał mnie dostrzegać. Ulice Athens Park wychowały mnie, złamały i na swój sposób ocaliły. Były jak matka, która uczy w bólu – dały mi twardą skórę i chłodne spojrzenie, ale wzięły coś więcej: spokój, niewinność, możliwość życia bez strachu. W końcu uciekłem, oderwałem się od tego życia. Ale to tylko złudzenie wolności. Bo Athens Park nigdy mnie nie puściło. Blizny na ciele są niczym przy tych, które noszę w pamięci – krzyki, obrazy, zapachy, wszystko wraca nocą, gdy milknie silnik i zostaję sam. Rodzinę straciłem nie dlatego, że los ich odebrał. Straciłem ich, bo sam odszedłem. Moje wybory oddzielały mnie od nich kawałek po kawałku, aż w końcu zostało tylko puste miejsce, które sam stworzyłem. A pustka boli mocniej niż śmierć. Oddział San Anne był jedynym, co przypominało braterstwo. Wspólne drogi, wspólne noce, wspólny ryk maszyn – przez chwilę miałem dom, choć zbudowany na chaosie. Gdy to się skończyło, zostało echo. Miasto stało się więzieniem, a cisza w mieszkaniu głośniejsza niż jakikolwiek huk silnika. Potem przyszły pieniądze. Nagłe, ciężkie, niezasłużone. Powinny zmienić wszystko. Ale pieniądze nie uczą, jak być człowiekiem. Nie ogrzeją pustych ścian, nie zamienią samotności w bliskość, nie nauczą kochać ani ufać. Wydawałem je – na butelki, na dym, na noce, które miały udawać życie. Ale każdy poranek był cięższy, każdy dzień bardziej pusty. Patrzyłem na innych i czułem zazdrość. Na braci, którzy potrafili się trzymać razem, na pary, które odnajdywały sens w zwykłym byciu obok siebie. Nawet na ludzi w barze, którzy potrafili się śmiać bez powodu. Ja tego nie umiałem. Moje dłonie znały manetkę, znały broń, znały ucieczkę. Ale nie potrafiły przytrzymać drugiego człowieka. Z czasem moje wnętrze gasło. Empatia, uczucia – topniały jak lód na słońcu, ale zostawiały po sobie zimno. Coraz mniej czułem wobec innych, coraz mniej wobec siebie. W lustrze przestałem widzieć człowieka. Został tylko cień, który trwa z przyzwyczajenia. I wtedy pojawiły się myśli. Nie ulotne, nie chwilowe – ciężkie, jak głazy ciągnięte za sobą. Myśli o końcu. O prostym cięciu, które mogłoby zamknąć całą historię. Wydawało się kuszące – brak bólu, brak pustki, brak czekania. Ale brakowało mi odwagi. Tak samo jak przez całe życie brakowało mi odwagi, by sięgnąć po innych. Zawieszony – między życiem a śmiercią – dryfuję jak maszyna na wolnych obrotach, bez kierunku, bez celu. Mój motocykl jest odbiciem mnie. Czeka na drogę, ale nie rusza, bo nie ma dokąd jechać. Drogi, które kiedyś były obietnicą wolności, dziś prowadzą wciąż do tego samego miejsca – pustego mieszkania, pustego życia. Czasem stoję nad miastem i patrzę na tysiące świateł w oknach. Za każdą szybą toczy się życie, którego nie znam i którego nigdy nie potrafiłem zbudować. A ja stoję w ciemności. Patrzę na to wszystko i wiem, że nie należę nigdzie. Wyszedłem z Athens Park, ale Athens Park nigdy nie wyszło ze mnie. Zostawiłem ulice, ale ulice wciąż są we mnie – jak rdza, która toczy stal. Może właśnie dlatego jestem cieniem: człowieka, który miał szansę, ale jej nie udźwignął. Człowieka, który miał braci, a został sam. Człowieka, który wciąż żyje, ale coraz częściej zastanawia się, po co. A droga? Droga płynie dalej, obojętna. Czeka, aż ktoś na niej zginie, ktoś się odrodzi, ktoś znajdzie cel. A ja? Ja jadę, ale wciąż w kółko. Nigdzie, donikąd. Jak cień na asfalcie, który znika, gdy tylko zgaśnie światło. Są dni, w których czuję, że oddycham tylko z przyzwyczajenia. Powietrze wchodzi i wychodzi, serce bije, ciało funkcjonuje – a jednak nie ma we mnie życia. To, co kiedyś było iskrą, dawno zgasło. Został tylko cień, który porusza się po świecie, jakby odgrywał rolę, której nie rozumie. Samotność jest jak drugi skórzany płaszcz – ciężki, oblepiający, zawsze obecny. Próbowałem go zrzucić, próbowałem udawać, że mnie nie dusi, ale wracał za każdym razem. Jest ze mną w nocy, gdy cisza jest tak głośna, że rozdziera myśli. Jest ze mną w dzień, gdy patrzę na ludzi żyjących obok, a ich śmiech brzmi jak obcy język. Samotność nie potrzebuje zaproszenia. Zawsze znajduje drogę. Były we mnie kiedyś emocje. Potrafiłem się złościć, potrafiłem się cieszyć, potrafiłem pragnąć. Teraz zostały tylko puste gesty. Patrzę na twarze ludzi i nie czuję nic. Ich radość mnie nie rusza, ich cierpienie nie robi na mnie wrażenia. Jakby świat oddalił się ode mnie o tysiąc mil, a ja obserwuję go zza szyby, której nie da się stłuc. Czasami próbuję przypomnieć sobie, kim byłem. Kimś, kto walczył, kto miał nadzieję, kto wierzył, że droga prowadzi gdzieś dalej. Ale wspomnienia są jak rdza – powoli pożerają wszystko, aż zostaje tylko zniekształcona sylwetka. To, co było jasne, teraz jest ciemne. To, co kiedyś dawało siłę, teraz ciąży jak kamień. Pojawiają się myśli. Nie te ulotne, które można odgonić. Ciężkie, gęste, osiadające w głowie jak mgła. Myśli o końcu. O tym, by wreszcie przestać czekać, przestać udawać, przestać się zmuszać. Śmierć wydaje się prosta – jak otwarte drzwi w ciemnym pokoju. Ale stoję przed nimi i nie umiem przejść. Tak samo, jak nigdy nie umiałem zrobić prostego kroku w stronę drugiego człowieka. Czuję się zawieszony. Ani żywy, ani martwy. Ani tu, ani tam. Każdy dzień jest powtórzeniem poprzedniego – te same myśli, te same próby zagłuszenia ciszy, te same nieudane ucieczki. A jednak trwam. Nie wiem, czy to siła, czy tchórzostwo. Czasami patrzę na swoją maszynę. Stoi jak wierny pies, gotowa ruszyć w drogę. Ale dokąd? Droga nie ma celu. Kręci się w nieskończoność, prowadzi wciąż w to samo miejsce – do pustki. Jeżdżę, by poczuć wiatr, by choć przez chwilę udawać, że żyję. Ale gdy zatrzymuję się, pustka czeka. Zawsze czeka. Miasto wokół pulsuje. Tysiące świateł, tysiące historii. Za każdą szybą ktoś kocha, ktoś płacze, ktoś marzy. Patrzę na te światła i czuję, że nigdy tam nie należałem. Jakby cały świat biegł naprzód, a ja zostałem w tyle – zardzewiała część, której nikt nie potrzebuje. Być może jestem tylko cieniem. Cieniem człowieka, którym byłem, i człowieka, którym nigdy nie będę. Cieniem, który snuje się po drodze, dopóki silnik nie zgaśnie. A kiedy to się stanie, może wreszcie zapadnie cisza, której już nic nie przerwie. (Jest to notka na temat przemyśleń mojej postaci, związanych z jej problemami egzystencjalnymi, które motywują czy wpływają na przebieg wydarzeń w jej otoczeniu)
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę. Warunki użytkowania Polityka prywatności Regulamin