Skocz do zawartości
 
GRACZY ONLINE

SzukamyTwojejZony

Gracz
  • Postów

    218
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    3

Treść opublikowana przez SzukamyTwojejZony

  1. BIG BLAST Music Club na Innocence Boulevard to miejsce, gdzie asfalt drży pod ciężarem basu, a powietrze pachnie bluntami, tanim crackiem i marzeniami o byciu następnym Tupakiem (albo chociaż SoundCloudowym raperem z 37 followerami). To mekka dla lokalnych gangsterów-poetów, którzy przychodzą tu, by recytować swoje życiowe tragedie w rytm bitów tak mocnych, że nawet sąsiedni Cluckin' Bell serwuje kurczaka w takt. Wnętrze przypomina garażowy afterparty w lokalnym traphousie. Na ścianach wiszą portrety legend: od N.W.A. po zdjęcia lokalnych dillerów i drobnych przestępców, którzy przegrali nierówną walkę z wymiarem sprawiedliwości. Miejscowy DJ KrimeDrop puszcza tu hity, które nigdy nie trafiły do radia (głównie dlatego, że zawierają zbyt wiele odwołań do konkretnych ulic i policyjnych radiowozów). A jeśli masz szczęście, możesz trafić na freestyle’ową bitwę, gdzie dwóch gości w koszulkach ze zdjęciami martwych ziomków rzuca się ostrymi rymami tak ostrymi, że aż można nimi ciąć powietrze gęste od dymu tytoniowego. Tre "Pebble" Holloway to żywa definicja człowieka, który zamienił całe swoje życie w jeden długi, hałaśliwy odcinek reality show. Ważący pewnie z pół tony (choć sam uparcie twierdzi, że to "same mięśnie"), Pebble to właściciel, którego główne zajęcia to: wdychanie jedzenia, wydychanie przekleństw i przerywanie tych dwóch czynności tylko po to, by wsiąść na swój zmodyfikowany motocykl i przejechać się po okolicy, żeby "poczuć wiatr". Jego idea ćwiczeń to podnoszenie widełki do ust, a jedyny cardio, jaki zna, to nerwowe dreptanie w kolejce po hot-dogi pod klubem. Hazard? To jego drugie imię – albo przynajmniej byłoby, gdyby nie przegrał wszystkich dokumentów w pokera tydzień temu. Weston "JD" Myles wygląda jak ludzka wersja zapałki – chuda, drżąca i gotowa zapalić się przy pierwszej lepszej okazji. Jego głównym hobby jest szukanie swojego następnego "zastrzyku energii", a drugim – przegrywanie resztek gotówki, które mu zostaną, w ruletkę albo uciekające zakłady bukmacherskie. JD to ten typ współwłaściciela, który przychodzi do klubu głównie po to, by sprawdzić, czy przypadkiem nie zostawił tam swojej ostatniej działki, a przy okazji pobrać kasę z kasy. Mówi się, że jest tak wychudzony, że gdy stoi bokiem, ludzie myślą, że to cień Pebble'a. Ale hej, przynajmniej zawsze ma świetne tempo – jeśli chodzi o spalanie życia w ekspresowym tempie. Razem tworzą idealny duet biznesowy – jeden zajmuje się tym, żeby klub istniał, drugi tym, żeby istniał na krawędzi. I jakoś, pomimo wszystko, Big Blast Music Club wciąż stoi. Choć nikt nie jest do końca pewien, jak długo jeszcze. Główne eventy to „Freestyle Fight Night”, w co drugi czwartek, gdzie miejscowi poeci ulicy rzucają sobie rymowane obelgi, a publiczność decyduje, kto wygra, klaszcząc albo chowając się pod stolikami. W weekendy odbywa się main event czyli sety z DJ KrimeDrop – ta sama składanka tylko w innej kolejności. Czasem klub zamienia się w „Targ Marzeń”, gdzie obok baru można załatwić wszystko – od świeżego merchu swojego ulubionego artysty po „nieużywany” sprzęt elektroniczny w atrakcyjnej cenie i atrakcyjną grudę lokalnego przysmaku (cracku). W 1999 roku upadło Los Santos Paper – lokalna gazetka, która przez lata specjalizowała się w ogłoszeniach o zaginionych kotach i podejrzanych promocjach w sklepach mięsnych. Redakcja splajtowała, bo – jak twierdzą plotki – ostatni właściciel przegrał budynek w pokera z gościem, który potem okazał się nieistniejącym Żydem z Liberty City. Od tamtej pory miejsce przejęła dzika menażeria: ćpuny, złodzieje rur, bezdomni poetycko nastawieni do życia i jeden gość, który twierdził, że jest niekoronowanym królem śmietników. Pebble i JD wpadli na pomysł, żeby zrobić tu klub, ale okazało się, że formalnie budynek nadal należy do jakiegoś Szmula Goldsteina, który ostatni raz był widziany w 1987 roku i prawdopodobnie od dawna nie żyje. Mimo to, jakiś przebiegły prawnik z Vinewood upierał się, że reprezentuje "interesy spadkobierców" i zażądał 50 tysięcy za opuszczenie posesji. Rozpoczęła się epicka batalia sądowa, w której JD twierdził, że kupił budynek od "gościa w meloniku" za dwa gramy cracku i obietnicę reklamy. Pebble przysięgał, że widział, jak Goldstein zostawia akt notarialny w ormiańskiej restauracji na Vinewood, ale dokument zniknął, zanim zdążyli go odebrać (razem z zamówieniem). W końcu wygrali, bo prawnik Goldsteina sam został aresztowany za oszustwa podatkowe, a sąd uznał, że lepiej, żeby budynek miał jakichkolwiek właścicieli niż dalej służył jako darmowy hostel dla psychocrackheadów. Dziś BIG BLAST MUSIC CLUB stoi dumnie, choć wciąż śmierni duchem przeszłości – w ścianach są dziury po kulach z lat 90., w piwnicy leży stara maszyna drukarska (teraz służy za stół do pokera), a lokalne ćpuny czasem przychodzą "w odwiedziny", myśląc, że to wciąż ich stary squat. OOC: Widząc braki w miejscówkach na Davis, chcemy założyć miejscówkę, która pchnęła by trochę życia w lokalną okolicę. Nie chcemy stawiać tylko na eventy, choć i one się pojawią i to dość cyklicznie — od walk freestyle'owych do setów z epizodycznym DJ'em. W ciągu dnia klub będzie stanowił miejscówkę, w której można posiedzieć, pogadać, czy ewentualnie załatwić mniej legalny interes lub dwa. Wszystko ma być okraszone specyficznym klimatem i nie skupiać się na konkretnej grupie osób czy organizacji. Ma być to mekka dla graczy szukających rozrywki na Davis, która nie wymaga kilku osób do rozkręcenia, a barmana i dobrego radia, które własnoręcznie przygotujemy pod lokal. Sam klub w naszym założeniu ma być wprowadzeniem do innych projektów, głównie tych związanych z undergroundowym rapem czy postaciami, które chcą bawić się w rap niekoniecznie pakując się w celebrity project. No i przede wszystkim, chcemy wrzucić trochę życia w Davis, któremu zwyczajnie brakuje miejsca, które wpasowałoby się w klimat gangowy. Cała aplikacja jest napisana w lekko prześmiewczym stylu, ale lokal ma właśnie reprezentować tą niby-legalną, stronę tej części miasta. Lokal, który jest na papierze legalny, ale każdy wie, że coś jest z nim nie tak. Zaczynamy od zera, więc lokal stanie praktycznie surowy (choć przygotujemy fajny intek) i z biegiem czasu będziemy starać się o jego wypełnienie. Wszystko będzie zależne od jego popularności i osób grających w nim. Nazwa biznesu/Projektu IC: Big Blast Music Club Postać lidera: Tre Holloway UID postaci lidera z panelu gracza: 61621 Nick Discord: vuuls Link URL do mapy z lokalizacją biznesu/projektu: https://i.imgur.com/Au0Ct28.png Typ biznesu (Gastro, Salon Tatuażu...): Klub Wybrany interior* (jeśli nie dotyczy, to n/a): n/a Link do tematu organizacji** (jeśli nie dotyczy, to n/a): n/a
  2. BONUS — BONUS — BONUS — BONUS — BONUS — BONUS — BONUS — BONUS — BONUS — BONUS — BONUS — BONUS
  3. **Czarnuchy są sfrustrowane i zapożyczone na grubą ilość gotówki u różnych podmiotów. W odmętach dywagacji pojawia się pomysł - Nuttie. Poza kokainą (która jest zyskana wielkim kosztem) do produkcji potrzebna jest wiagra. Spora ilość wymaga czarnorynkowego źródła. Dziewczyna JD, a zarazem lokalna ćpunka łączy ich z lokalnym handlarzem piguł - Timmy'm. Kolesie jadą tam z nastawieniem okradnięcia go i to się właśnie dzieje. Po krótkiej dyskusji zwijają opakowanie zaledwie dwudziestu opakowań i uciekają od szalonych białasów.** **Na akcji czarnuchy zyskują dwadzieścia tabletek. Tracą za to szacunek do siebie i co najważniejsze, szacunek Shannon.**
  4. NUTBOMB/NUTTIE to designerski narkotyk łączący piękno ulicznego cracku i nieprzewidywalność kupionej zza lady viagry. Dzieło Tre /Pebble/ Holloway'a i Westona /Jerko Dice alias JD/ Myles'a, które powstało przez przypadek w jednym z wielu prymitywnych laboratoriów znajdujących się w mieście Davis. Cel jaki przyświecał dwóm entuzjastom tanich narkotyków nie jest do końca znany, ale efekt jest oszałamiający. Nowy narkotyk, kojarzony przede wszystkim ze stojącą kuśką zrobił furorę wśród ich znajomych. Sukces zapewnił im wiarę w swoje, dość przypadkowe dzieło. Wkrótce Pebble i JD zaczęli myśleć o ekspansji na szeroką skalę. Ambicja? Zalać Davis przy potencjalnie jak najniższych wydatkach, wygórowanej cenie i nieporównywalnie niskiej jakości. Działanie NUTBOMB jest odczuwalne po kilku chwilach od zapalenia grudki w lufce. Wyzwolenie serotoniny za sprawą niecodziennego miksu jest podwójne. Przeciętny crackhead dostaje w jednym produkcie więcej za mniej. W gruncie rzeczy, sama viagra robi swoje, co sprawia że użytkownik narkotyku płci męskiej może po kilku chwilach pochwalić się stojącym na rozkaz żołnierzem w spodniach. DZIAŁANIE NATYCHMIASTOWE (ok. 1-2 min po zażyciu): Euforia wynikająca z połączenia viagry i kokainy. Nadpobudliwość, szybsze procesowanie sygnałów, niesamowita reakcja na czynniki zewnętrzne. Działanie przeciwbólowe (w niektórych przypadkach, brak odczuwania bólu) Szczękościsk. Zwiększone libido (czasem niewyobrażalnie duże) Erekcja (w wielu przypadkach długa i bolesna) Palpitacja serca. Biegunka (rzadko). DZIAŁANIE DŁUGOTERMINOWE (ok. 1-2 godziny po zażyciu): Nieprzewidywalny i nagły, crash narkotykowy. Paranoja. Ból jąder i przyrodzenia (od tego ma swoją nazwę). Zmiany nastrojów. Ból w klatce piersiowej. Zwiększone ciśnienie krwi. OBJAWY UŻYCIA U DŁUGOTERMINOWYCH KONESERÓW: Dysfunkcja erekcji, często całkowity jej brak, nawet przy bodźcach seksualnych. Użytkownicy muszą zapalić narkotyk aby uzyskać erekcję. To najczęściej powoduje powrót do narkotyku. Uszkodzenie nerek i wątroby. Bliznowacenie penisa przez długotrwałe erekcje, który czasem "skręca na bok". U użytkowników określane jako DICKTWIST. Redukcja wagi u użytkownika, głównie przez zmniejszony apetyt. Nabyta obsesja seksualna, nowe fetysze i szukanie high'u przez nowe preferencje seksualne. Psychoza. W wielu przypadkach śmierć poprzez długotrwałe użycie narkotyku. Zniszczenie nerek, wątroby czy atak serca. OOC: Celem tego projektu zarobkowego jest nie tylko stworzenie designerskiego narkotyku, ale całej otoczki związanej z produkcją i dystrybucją NUTBOMB. Jesteśmy otwarci nie tylko na współpracę z Event Team, ale również z graczami, innymi organizacjami i sektorem organizacji porządkowych. Chcemy stworzyć ciekawy produkt, który ma znaleźć się na ulicach Davis i w naszym zamyślę, robić furorę i cieszyć się dość złą reputacją. Chcemy też, żeby ilość narkotyku była ograniczona. Nigdy nie chcemy zrobić z tego projektu zaawansowanej kuchni zrzeszającej dwudziestu kucharzy. To projekt ściśle powiązany z naszymi postaciami i jeśli będzie trzeba, wraz z ich śmiercią bądź (co bardziej prawdopodobne) odsiadką w więzieniu, to będzie zakończony. Projekt jest afiliowany z działalnością CHOSEN FEW MOTORCYCLE CLUB. LIDERZY: @vuuls @hpvenjoyer LINKI:
  5. Klub prowadzony przez Cevona Washingtona pod nazwą THOUSAND NIGHTS PALACE, znanego szerzej jako Sizzle Sultan, jest jednym z charakterystycznych miejsc na Carson Avenue w mieście Davis. To miejsce jest dobrze znane wśród lokalnej społeczności za sprawą swojej "wyjątkowej atmosfery", choć nie można klubu określić jako tego z najwyższej półki. Z racji tego, że klub ma raczej słabą reputację, przyciąga bardziej eklektyczną klientelę i jest miejscem dla tych, którzy szukają odrobiny przygody bez konieczności udawania się do bardziej ekskluzywnych miejsc, ale też gardzą przy tym uliczną zabawą z dziewczynami. Atmosfera w klubie jest intensywna i energetyczna, a muzyka, oświetlenie i występy artystyczne podkreślają ekscentryczny charakter miejsca. Sizzle Sultan przy tym jest osobą z silną osobowością, co wpływa na ogólny klimat klubu. Miejscówka na Carson Avenue została pierwotnie wygrana w karty przez Washingotna w 2021 i była pustostanem, sporadycznie wynajmowana przez niego różnym osobom, gdy to sam Washington prowadził dość dostatnie (jak na miasto Davis) życie. Historia zmieniła się, gdy przez wcześniej wspomniany hazard i krótką odsiadkę w więzieniu stanowym Sizzle Sultan wpadł w spiralę długów, chwilówki, pożyczki, wymaksowane karty kredytowe. Młodociany sutener próbuje wykorzystać ostatni majątek jaki posiada do odbicia się finansowo — chodzą słuchy że wyprzedał swoją kolekcje drogich zegarków tylko i wyłącznie po to, aby postawić wszystko na jedną kartę. Sfinansować klub dla lokalsów, głęboko w cieniu takich lokali jak Vanilla Unicorn. OOC: Thousand Nights Palace ma służyć nie tylko jako spot, ale także lokal ze striptizem, który ma się wyróżniać na tle innych. Kieruje go na miejscówkę o zdecydowanie mniejszym prestiżu, niż inne kluby w mieście, odbijający sobie tym, że oferuje inne usługi poza striptizem. Kierujemy go na pobudzenie Davis, na klub, w którym nikt nie patrzy na ID i wpuszcza jak leci. Taki, który jest dla młodocianych gangsterów, których nie wpuszczają do innych klubów. Celem naszej gry będzie stworzenie takiego małego, lokalnego miejsca, gdzie można poznać lokalnego sutenera, pogadać z dziewczynami i rozwijać relacje. Moja postać jest skupiona na klubie i z nim powiązana, przez to będę stawiał na jego aktywność, która mam nadzieje, będzie praktycznie codzienna. Z czasem być może podwyższę prestiż klubu, ale chce się skupić na tym, żeby to było małe, klaustrofobiczne, ale klimatyczne miejsce, które nie stawia na ilość, ale na jakość.
  6. **I. Nóż Sprężynowy, nic poza tym.** **II. DNA: Nate Lyne, który poruszał się autem. Inne ślady raczej znikome, bo osoby które siadały na miejscu pasażera były tam maksymalnie przez kilkanaście minut.**
  7. **I. Lylah Chavey. Kobieta raczej nie notowana.** **II. Pojazd bez problemu mógł być znaleziony przez organy ścigania, po prostu jest to na tyle niedaleko miejsca przestępstwa, że logicznie można było do niego dotrzeć.**
  8. **I. Indeks pojazdu bez problemu mógł być odczytany przez kamery, pojazd pojawił się na Hawick jadąc z Chumash.** **II & III. Napastnicy nie mieli rękawiczek, a na drzwiach został pozostawiony odcisk palców przez dwójkę. Do tego, na miejscu mogły się pojawić włosy Nate Lyne.** **IV. Pojazd został pozostawiony na Hawick, w jednym za zaułków na Skatepark, pozostał otworzony.** **V. Nope, samochód został pozostawiony w zaułku, a sprawcy udając się bocznymi uliczkami zniknęli z kamer.**
  9. Około godziny 00:00 AM pod jedną z klatek schodowych na Zachodnim Vinewood podjeżdża Declassee Walton z dwoma zamaskowanymi osobami w środku, po krótkiej chwili wychodzą i pakują się na klatkę. Podążają one za odgłosami imprezy, co kieruje je do jednego z mieszkań na górze. Po sprawnym (siłowym) uporaniu się z zamkiem wchodzą do środka, celując do zszokowanych osób w środku. Główną ofiarą napadu stał się Garreth Jackson i dwie kobiety, które spędzały z nim czas w mieszkaniu. Łączna kwota zrabowana opiewała na około trzydzieści tysięcy, napastnicy byli w pośpiechu, zabrali im gotówkę z portfela po czym wyszli. Wszystko nie trwało więcej niż pięć minut. Napastnicy uciekli za pomocą pojazdu, którym przyjechali w kierunku Hawick, widziało ich kilka postronnych świadków. FAKTY: Zamieszanie było na tyle duże, że nawet jeśli Garreth nie zgłosił napadu, to ktoś z postronnych świadków na pewno to zrobił. Walton Declasse o rejestracji XXX-XXX (sprawdzę potem) jest zarejestrowany na Nate Lyne. Napastników było dwóch, rasy kaukaskiej. Oboje byli zamaskowani, mężczyzna i kobieta. Na miejscu był jeden poszkodowany, który ukrył się przed napastnikami. Schował się w jednej z szaf i nie został znaleziony przez włamywaczy.
  10. And my world is an eternal endless meandering monater...
  11. SK8FORNIA REPUBLIC; sklep zajmujący się sprzedażą, naprawą oraz przeróbkami sprzętu skaterskiego. Od deskorolek po BMX'y i uwzględniając naturę południowego San Andreas również deski surfingowe. Firma zajmuję się szeroką gamą usług, a właściciel Nate Lyne — znany w środowisku jako Frontliner, własnoręcznie zajmuję się większością czynności wymaganych do prowadzenia sklepu. Sam tworzy i nakleja naklejki, naprawia deski i tunuje BMX-y. Sklep prowadzony jest od skaterów dla skaterów, przez co w środku można zobaczyć, że odchodzi wizualnie od sieci sklepów od podobnym zakresie. To też siedlisko dla każdego skatera, który poza zamiłowania do jeżdżenia na desce, czy BMX-ie lubi się wypowiedzieć o subkulturze. Lyne stworzył ze SK8FORNIA REPUBLIC ostoje dla osób, które nie zgadzają się z postępująca komercjalizacją hobby przez duże firmy. HISTORY; w miejscu sklepu jeszcze cztery lata znajdował się second-hand, który należał do ojca Lyne'a. Burzliwa relacja ojca z synem, która naprawiła się dopiero pod koniec życia tego pierwszego sprawiła, że starszy Nate'a przed śmiercią przepisał mu jedyne co w życiu osiągnął, lokal. Lyne pierwotnie chciał go wynajmować, gdyby nie 'seria nieporozumień' w sklepie, w którym pierwotnie pracował. Chciał się odgryźć na dużej sieciówce zakładając własny, niezależny sklep. WE'RE ON HAWICK AVENUE; lokalizacja w mini-mall przy Hawick Avenue była przede wszystkim łatwo dostępna dla Lyne'a, ale też w poblisku lokalnego skateparku, na którym właściciel sklepu się wychował. Pozwoliło to na mocne zżycie się z lokalną społecznością skaterską, która przesiaduje na parku. Już rok po założeniu Lyne przestał wyłącznie sprzedawać asortyment związany ze skateboardingiem, ale też organizować turnieje, a przez pewien krótki okres czasu, służyć pomocą jako instruktor. Pojawiły się też pomysły na zoorganizowanie kwartalnych imprez pod koniec każdej pory roku, które miały by wyłonić najlepszych skaterów w okolicy, w który to oczywiście, Lyne był głównym (i często jedynym) sędzią, oferując zamówione w internecie medale i statuetki dla swoich kumpli, którzy często on-n-off pracowali w samym SK8FORNIA. Stworzyło to image lokalu "tylko dla tutejszych", gdzie ktoś spoza jest zwykle olewany, a czasem wyzywany i poniżany. To typowe miejsce dla ludzi, którzy wiedzą czego chcą, znają się na temacie i nie są laikami, próbującymi zacząć. THE DARK SIDE OF A LOCAL SKATE SCENE?; Nate Lyne zarzeka się, że nie jest rasistą, przynajmniej przy odwiedzających go klientów. Czego się za to nie wstydzi, to handlowania dragami na boku. Od roku lokal stał się nie tylko miejscem dla skaterów, ale też dla dzieciaków szykujących się na imprezy, czy zwykłej zabawy. Z zasady nie są tutaj obsługiwane ćpuny, bezdomni, czy ludzie szukający twardych narkotyków, co nie zmienia faktu, że SK8FORNIA na Hawick zaczęła być nazywana czasem DOPEFORNIA. WHAT WE GONNA DO (OOC); przedstawiony powyżej projekt jest na sklep zajmujący się sprzedażą asortymentu do skatingu. O ile na serwisie nie mamy możliwości jazdy na desce, to mamy na BMXie. Oczywiście sklep jest tylko centrum rozgrywki dla osób zainteresowanych odgrywaniem skatera. Przez sklep zamierzamy stworzyć lokalną scenę skaterską wraz z zawodami, konkursami, czy zwyczajnymi posiadówkami skupionymi na zwyczajnym kręceniu się w pobliskim skatepark. Z czasem chcemy stworzyć aktywną sieć skaterów, rozwijać się na social media i dogadywać się z innym projektami IC na zwykłą gierkę, dając trochę ujścia roleplayowego. Do tego budujemy też podłoże na gierkę odsuniętą od zwykłej gry cywila czyli stania w gastronomii, warsztacie, etc. Jest to biznes, jak i sfera nastawiony na czysty roleplay, być może z biegiem czasu wyłonimy z tego projektu osobę grającą niszowego celebryte, bmx-iarza, promującego koncept sklepu w sieci. Projekt jest też nieodzownie związany z organizacją przestępczą FAIM i chcemy wrzucić trochę nieładu w to składne środowisko. Poboczną rolą SK8FORNIA będzie sprzedaż detaliczna dragów, typowych party drugs jak xany, kokaina, lsd czy MDMA. Dla graczy, rzecz jasna. Oczywiście, zaznaczam, że to poboczna rola projektu, bo zwyczajnie na początku chcemy się skupić na rozwinięciu sklepu i sceny skaterskiej. Stawiamy na aktywność i będziemy w stanie zwyczajnie prowadzić sklep, gdzie ktoś będzie mógł w każdej chwili podejść i zagrać coś ciekawego, a potem umówić się na pośmiganie na skateparku.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę. Warunki użytkowania Polityka prywatności Regulamin