Skocz do zawartości
 
GRACZY ONLINE

Alksik

Gracz
  • Postów

    37
  • Rejestracja

Treść opublikowana przez Alksik

  1. Alksik

    NayCee 🎤🎶

    Pierwsze kroki... Październik był dla NayCee miesiącem wzlotów i upadków, mimo, że więcej było tego drugiego, dziewczyna nie poddała się, dalej próbuje swoich sił w muzyce. Pochodząca z ghetta, a dokładniej z Laurel Street raperka kontynuowała swoją drogę ku muzyce, łącząc uliczny klimat z coraz bardziej profesjonalnym podejściem. Po mniejszym sukcesie pierwszego kawałka, który zdobył rozgłos wśród społeczności jej okolic i otworzył jej drzwi do współpracy z innymi artystami, Marquez skupiła się na dalszym budowaniu swojego wizerunku. W październiku nie tylko promowała swój utwór na swoich socialach, ale również zajęła się produkcją muzyczną – wspierając innego rapera przy tworzeniu jego numeru, to pokazało, że potrafi działać nie tylko za mikrofonem, ale i za konsoletą. Wyprodukowała kawałek dla Babylox700, z którym w tamtym momencie miała dosyć mocną relacje, jednak ta skończyła się po tym, jak NayCee nie pozwoliła sobie na brak szacunku i postanowiła oddzielić chłoptasia grubą kreską. Jednocześnie, razem z postawieniem sprawy jasno, zaczęła poszukiwania pokoju na wynajem w innej części miasta, żeby odizolować się od fałszywego towarzystwa, który nie działał na nią pozytywnie. Między pracą w studiu a codziennym życiem nie brakowało emocji, czasem brakowało hajsu, czasem cierpliwości, a czasem po prostu siły. Ale mimo zmęczenia i chaosu wokół, zawsze wracała do tego samego miejsca, do studia, w którym mogła posiedzieć w ciszy i przelać to, co ma w głowie na papier, tworząc kolejny kawałek. Mniej więcej w połowie października rozpłynęła się na kilka dni, nie rozmawiała z nikim, nawet nie wychodziła ze swojego pokoju. Wszystko to, dlatego, że chcąc nie chcąc, znalazła się w złym miejscu, o złym czasie, była świadkiem porwania jednej z dziewczyn z króliczego miasta (PB13). Cała ta sytuacja odbiła się na niej tak mocno, że bała się wyjść w domu, a kiedy już zdobyła się na odwagę, została zatrzymana przez zastępców szeryfa po zakończeniu nocnej zmiany w pracy. Tam przedstawiono jej zarzuty posiadania broni palnej bez licencji i porwania, co jednak okazało się nietrafne, bo laskę uniewinniono po przeanalizowaniu wszelkich dowodów w sprawie. W międzyczasie zaczęła też powoli wychodzić do ludzi, ale już nie do wszystkich. Starannie wybierała, komu daje swój czas, by nie przeżywać powtórki z poprzedniego towarzystwa. Częściej widywano ją z ludźmi, którzy naprawdę coś robili, wnosili do jej życia, co pozwalało jej na rozwój. Zaliczyła też small-talk przy kawie z Mikayla Lykes, która podpowiedziała jej w jakim kierunku iść, żeby wznieść się do góry. Pod koniec miesiąca ruszyły plany na pierwszy klip, chce, żeby ludzie zobaczyli ją prawdziwą, bez filtrów i efektów na zdjęciach. Ma to być swego rodzaju "utarcie nosa" tym, którzy w nią nie wierzyli, udawali przyjaciół, a koniec końców i tak się odwrócili i zaczęli źle życzyć. Październik zakończyła z poczuciem, że zostawiła za sobą ciężki etap, zrzuciła z pleców ludzi, którzy ją dusili, i otworzyła się na coś nowego, nie tylko na czystsze relacje, ale też spokojną głowę, że ma przy sobie odpowiednie osoby. to be continued...
  2. **NayCee udostępnia, komentuje i pcha to dalej po swoich wszystkich znajomych.**
  3. **Pierwszego października krótko przed godziną osiemnastą na platformach streamingowych pojawił się pierwszy kawałek undergroundowej raperki Saniyah "NAYCEE" Marquez. Znajomi ze szkoły, czy z osiedla wiedzieli, że laska zajmuje się muzyką, ale dopiero teraz mogą usłyszeć coś, co jest wyprodukowane na nieco profesjonalniejszym i lepszym szczeblu, mowa tutaj o nagrywkach w studiu, w którym nagrywają również 7HUNNIDBLOCCBOYZ. Za produkcję i mix/mastering utworu odpowiada również raper z podziemi Babylox700, który swoją drogą mieszka na tej samej ulicy co NayCee. Dziewczyna w tekście wprost przekazuje, że pochodzi z niezbyt bezpiecznej okolicy, nie kryje się z tym, dodatkowo wplata tam również tzw. fikcję literacką, o czym wie ona sama, słychać wyraźnie, że nuta jest zupełnym freestyle. Nie chcę zdradzać siebie w pierwszym kawałku, dlatego sam tekst jest napisany ogólnikowo; opowiada ona o życiu na ulicach miasta Davis, o tym co siedzi jej w głowie w związku z tym. Dodatkowo można też usłyszeć tam przekazy, które mogłyby być kierowane do którejś z jej koleżanek, lecz sama autorka tekstu nie rozjaśniła tego czy faktycznie tak jest. Całość tekstu wykonana jest na lepszym poziomie, w lepszym studio do nagrywek, lecz grafika należy do bardziej amatorskich, za wykonanie jej odpowiada Omarique Moore, który uczęszcza razem z małolatą do szkoły. Sama piosenka była lekko promowana na jej social mediach, na których jest dosyć aktywna. **
  4. **NayCee przesłuchała z babylox700 w studio, spodobała jej się pierwsza zwrotka.**
  5. Alksik

    NayCee 🎤🎶

    Saniyah Marquez - 30/05/2008 | Los Santos, San Andreas Saniyah (NayCee) - przyszła na świat w południowym Los Angeles, w mieście Davis – na terytorium obleganym przez gangi. Od początku jej życie nie było usłane różami, ojca właściwie w ogóle nie poznała, przez co w jej życiu nie było prawdziwego wzorca mężczyzny, a za tym szło to, że miała trudności z utrzymaniem relacji, często pchała się w toksyczne związki, pozwalała na złe traktowanie, bo wydawało jej się, że "tak to wygląda". Matka, choć obecna, nigdy nie była "naprawdę", nie z własnego wyboru, ale z konieczności. Pracowała od świtu do nocy w trzech miejscach naraz: sprzątała domy bogaczy na wzgórzach, w nocy pracowała jako pomoc kuchenna w lokalnej knajpie, a w weekendy dorabiała w salonie fryzjerskim. Wszystko po to, by pomóc spłacić długi swojego starszego syna – brata Saniyah, który narobił sobie problemów, wchodząc w niewłaściwe układy. Jej brat, Kareem, był kiedyś wzorem, miał "to coś", styl, a nawet głowę na karku, ale pociągnęło go życie na skróty, gangi, szybki hajs, dragi. Kiedyś mówił, że robi to wszystko, żeby im pomóc, żeby Saniyah nie musiała wychodzić z domu i widzieć tego, co on. Ale bardzo szybko to on stał się problemem, wpadł w uzależnienie, narobił sobie długów, nie te małe, tylko te, po których nie odbierasz już telefonu. Teraz jest ścigany przez ludzi, z którymi nikt nie chce mieć do czynienia, a od miesięcy się ukrywa. Nikt nie wie, gdzie jest oprócz samej Saniyah i jej matki, chociaż i one nie chciałyby tego wiedzieć. Opiekę nad laską przejęła ciotka, siostra matki. Twarda babka, nie rozczulała się nad niczym, nie miała na to czasu ani siły, ale była - a tego małolata potrzebowała najbardziej. Od małego Saniyah miała „to coś”.. miała głos, który potrafił uciszyć całe podwórko. Próbowała już praktycznie jako dzieciak, zgłaszała się na konkursach muzycznych w High School, bo widziała w tym swoją przyszłość. Jednak jak wtedy, nie udało jej się, zajęła trzecie miejsce, co spowodowało całkowite odrzucenie jej od pomysłu kariery jako raperka. Jednak po wielu namowach najbliższych, którzy nie mogli patrzeć na to jak laska się marnuje - w końcu spróbowała drugi raz, zaczęła pisać amatorskie teksty, w których tak naprawdę opisywała siebie, swoje problemy i przemyślenia, których nie miała komu powiedzieć, bo przecież matka ciągle pracowała, a ciotka była zajęta, albo zmęczona. Wylewała swoje żale na kartki niczym do pamiętnika, jej pokój to był jedyny azyl, z mikrofonem, ledwo działającą kartą dźwiękową i laptopem, który był starszy niż ona. Dziewczyna widziała wszystko i za dużo, strzelaniny pod oknem, pogrzeby dzieciaków w jej wieku, prostytutki na rogu, które znała z High School. Ale to właśnie to ją napędzało, nie chciała wyjść z tego świata "uciekając", chciała wyjść z przytupem, dla niej to jedyna droga, którą widziała w przyszłości i to, aby nie zostać "kolejnym nazwiskiem na memorial". Gówniarze z ulicy znały ją od zawsze, dzieciaki z osiedla wiedziały o jej istnieniu, ale niezbyt się nią interesowali, co nie podobało się młodej atencjuszce. To był też jeden z głównych powodów dlaczego próbowała za wszelką cenę zaistnieć, nie tylko w muzyce, ale też w życiu społecznym, wśród czarnuchów z ulic. Nie była w gangu, lecz ich losy nie były dla niej obojętne, z uwagi na to, że to byli jej jedyni znajomi. Czasem ktoś coś chciał, czasem ktoś oferował „pomoc”, którą należałoby potem spłacić z nawiązką. W wieku 16 lat wrzuciła na SoundClouda pierwszy track, niechlujny, surowy i przede wszystkim zmontowany samodzielnie. Co prawda, nie był to hit, ale większość dzieciaków z ulicy jak i okolic wiedzieli, że to ona. Śpiewała o bracie, o matce, o strachu i o tym, że chciałaby mieć spokojne życie bez ciągłych hałasów i braku dostatku. Nie miała menadżera, nie miała budżetu, nie miała nawet porządnych słuchawek, by nagrać cokolwiek, co mogłoby pomóc jej się wybić. Ale miała głos, który był unikatowy i inny od reszty czarnul z okolic, który zdecydowanie przyciągał ludzi zmęczonych plastikowym rapem, chłopaków z podobnych bloków w dzielnicy Davis i dziewczyny, które też wylewały łzy w ciszy swoich pokoi. Zaczęła nagrywać więcej, wieczorami, po szkole, a później po pracy – bo w międzyczasie musiała iść do roboty, żeby dorzucić się ciotce do czynszu, sprzątała w tej samej knajpie, co jej matka - i to tylko wtedy się z nią widziała i była w stanie porozmawiać. Twórczość: - NayCee - NOT2U (Prod. Babylox700) - Babylox700 - C.I.P Rushda700 (prod. NayCee) - Babylox700 - Check (official video) (prod.NayCee) - NayCee - F.D.B (Prod. Raevey) - NayCee - 9mm (Official Teaser) - NayCee - 9mm (Official Music Video) - Paries - Bye feat. NayCee - NayCee - GOOFY ASS AMG feat. YB (Prod. A-Pack) Wzmianki (SOON): - wzmianka o NayCee w poście Hoodtalk. - wzmianka o NayCee podczas afery z Easside Bunny. - wzmianka o NayCee w poście Raised Underground. Współprace (SOON): - Paries - Bye feat. NayCee - FLYNZZO - FUCK YOUR EX (prod. FLYNZZO) - Raevey - RAEVEY KNOWS BALL MIXTAPE Social Media: lifeinvader: NayCee Informacje:
  6. Impreza College jak każda inna, zaproszone były osoby ze wszystkich klas - od freshman po senior. Typowa impreza dla ludzi w takim wieku, alkohol, narkotyki, seks i bójki; imprezę w wszelkiej maści narkotyki zapatrywał koleś z senior-year, czyli Kalen - miał wszystko czego zapragniesz i był znanym szkolnym dealerem, lecz nie myślał, że to stanie się jego głównym źródłem utrzymania. Jego droga była mu już pisana w życiorysie, nie był to jego wybór a przeznaczenia - piętnował swoją obecność w półświatku wręcz nieświadomie, to miałbyć tylko boczny dorobek na lepsze ciuchy i jedzenie w restauracjach, lecz nie wiedział o tym, że wchodząc na taką ścieżkę nie da się z niej zboczyć, nawet nie chodzi o przymuszenie, ale o adrenalinę i kontakty jakie to przynosiło - te życie to coś co ogląda się na filmach a on mógł występować w takiej scenerii, lubił to. Jego udział w imprezie rozniósł się błyskawicznym i głośnym echem wśród dzieciaków z college i ćpunów - jedną z tych osób był Nyonn który nie ukrywał się z tym, że ćpa za kase swoich starszych; w jego głowie od razu zrodził się świetny pomysł tego, że potrzebuje takiego kontaktu w swoim telefonie, żeby odpowiednio rozpieprzać swoje nozdrza wieczorami. Po tamtej imprezie Nyonn szybko stał się jednym z najbardziej lojalnych klientów Kalen'a. Ich współpraca nabrała tempa - bywało, że potrafił odbierać działkę nawet cztery razy w tygodniu. Część brał dla siebie, część przekazywał dalej - zwłaszcza osobom, które przewijały się przez jego studio muzyczne. To właśnie tam, w miejscu wypełnionym dymem i brzmieniem surowych bitów, ścieżki Tuzzy'ego i Nyonn'a przecięły się pierwszy raz. Ale zanim do tego doszło - wróćmy jeszcze na chwilę do samego początku tej historii... Loren i Slents poznali się dzięki muzyce, choć to Tuzzy był tym, który jej naprawdę szukał. Od dawna czuł, że jego wersy zasługują na coś więcej niż domowe nagrywki do mikrofonu zawieszonego w szafie, wśród tłumiących dźwięk ubrań. To była jego codzienność - samotne sesje przy ledwo zipiącym laptopie, długie godziny z tanim programem do obróbki dźwięku i próby sprawienia, by jego głos brzmiał tak, jak to słyszał w głowie. Przez dłuższy czas robił wszystko sam - pisał, nagrywał, miksował, ale w końcu poczuł, że się dusi. Marzył o studiu, prawdziwej przestrzeni twórczej, w której ktoś pomoże mu wynieść jego twórczość na wyższy poziom. Szukał długo. Wysyłał wiadomości do lokalnych producentów, wrzucał swoje nagrania do sieci, komentował posty, pytał, dopytywał. Czuł, że jeśli nie znajdzie nikogo, kto da mu szansę, jego talent zniknie, nim ktokolwiek go usłyszy. I właśnie wtedy, gdy zaczynał tracić nadzieję, los - jak to często bywa - zadziałał po swojemu. Pewnego dnia, podczas jednej z przerw w high school, wszystko się zmieniło. Jak zwykle, Slents wyszedł przed budynek zapalić z kilkoma znajomymi. To była ich rutyna - szybki buch za rogiem szkoły, kilka słów o tym, co słychać, trochę bujania się w miejscu. Jego kumple dobrze wiedzieli, że pisze teksty i siedzi w rapie, więc z typową dla siebie mieszanką ciekawości i ironii zaczęli go namawiać, by coś zarzucił. „Dawaj, Tuzz, pokaż, co tam masz w tym swoim świętym zeszycie.” - rzucił jeden z nich z krzywym uśmieszkiem. Na początku się wahał, bo znał już ich reakcje. Ale coś w nim kazało mu się przełamać. Może potrzebował udowodnić coś sobie. Może po prostu miał dosyć milczenia. Wyciągnął notatnik, z którego od lat nie rozstawał się ani na chwilę, otworzył na jednej z pożółkłych stron i zaczął nawijać. Nie zdążył dokończyć drugiej szesnastki, gdy wybuchły śmiechy. Jeden z chłopaków zadrwił, że może i fajnie rymuje, ale skończy jak wszyscy - za ladą w osiedlowym 9/5. Ich drwiny nie bolały aż tak, bo były przewidywalne. Ale tego dnia Slents poczuł coś jeszcze - rozczarowanie. Przede wszystkim sobą, że w ogóle liczył na ich aprobatę. Jednak los nie powiedział ostatniego słowa. Tego dnia w szkole odbywał się Alumni Day - doroczny dzień absolwentów, którzy wracali, by odwiedzić stare kąty, porozmawiać z nauczycielami, złapać kontakt z młodszymi rocznikami. Na dziedzińcu kręciło się mnóstwo twarzy - niektóre znajome, inne zupełnie obce. Wśród nich był też Nyonn Loren - producent, który skończył tę samą szkołę kilka lat wcześniej. Stał oparty o mur, trzymając w ręku plastikowy kubek z kawą i rozglądając się za znajomymi z dawnych czasów. I właśnie wtedy usłyszał coś, co przebiło się przez gwar - wersy płynące z serca, nieudolne technicznie, ale cholernie szczere. Nie odezwał się wtedy ani słowem. Po prostu słuchał. I zapamiętał twarz chłopaka, który mówił z takim ogniem, że aż zadrgało mu coś w środku. Kilka godzin później, gdy szkoła znów wypełniła się uczniami, Nyonn zauważył Tuzzy’ego na korytarzu. Tym razem nie czekał. Podszedł, spojrzał mu w oczy i powiedział, kim jest. Dodał, że produkuje muzykę i że ma własne studio - niewielkie, ale wystarczające, by zrealizować kawałki z prawdziwym brzmieniem. Bez zbędnych słów podał mu kartkę z adresem. „Wpadnij, jeśli chcesz coś nagrać” - rzucił, jakby to była najprostsza rzecz na świecie. Tuzzy nie dowierzał. Przez chwilę myślał, że to jakiś żart. Ale kartka była prawdziwa. I głos Nyonn'a też. Problem był jeden - nie miał kasy. W jego świecie nic nie przychodziło za darmo, więc z góry założył, że propozycja zaraz się wycofa. Ale Loren tylko wzruszył ramionami. Powiedział, że nie chodzi mu o kasę. Nie teraz. Pozwolił mu nagrać pierwszy numer „na kredkę”, bez żadnych zobowiązań. Chciał po prostu sprawdzić, czy ten chłopak ma w sobie coś więcej niż tylko zajawkę. W końcu doszło do ich pierwszego spotkania w studiu. Tuzzy nie mógł spać przez pół nocy, myśląc o tym, jak to będzie - czy się dogadają, czy jego styl przypadnie producentowi do gustu, czy nie palnie jakiejś gafy. Ale wszystkie obawy minęły już po kilku minutach. Z Lorenem złapali wspólny język niemal od razu - rozmowa szła lekko, atmosfera była luźna, a całość bardziej przypominała spotkanie starych ziomków niż formalną sesję nagraniową. Następnego dnia wrócili i bez zbędnego przeciągania zaczęli pracę nad pierwszym kawałkiem. Tuzzy wszedł do kabiny i bez większych ceregieli założył słuchawki. Gdy beat popłynął z głośników, zamknął oczy i dał się ponieść słowom. Każdy wers wychodził z jego serducha - szczery, surowy, nieoszlifowany, ale pełen emocji. Nyonn tymczasem siedział rozwalony na kanapie, słuchawki na uszach, kiwając głową do rytmu. Z jednej strony analizował flow i energię chłopaka, z drugiej - czuł znajome ssanie. Przesunął palcem po ekranie telefonu, odszukał kontakt i wystukał numer. Potrzebował kolejnej działki i wiedział, że Kalen nigdy nie zawodzi. Nie minęło dużo czasu - Tuzzy dopiero kończył drugą dubelkę, gdy przez studio przetoczył się charakterystyczny dźwięk domofonu. Nyonn oderwał się od konsoli i bez najmniejszego skrępowania podszedł do drzwi. U niego to był standard - interesy i nagrywki szły ramię w ramię. Kalen wszedł, uścisnęli sobie dłonie, usiedli na kanapie i wymienili kilka suchych zdań, jakby rozmawiali o pogodzie. Potem - szybki deal. Torebka zmieniła właściciela, proszek zniknął pod nosem Loren’a. Zero emocji, zero wahania. Wszystko rutynowo, jakby było częścią dnia jak poranna kawa. Tuzzy patrzył na to z kabiny. Nie powiedział ani słowa, ale jego spojrzenie zdradzało zaskoczenie. To, co zobaczył, nie budziło w nim odrazy. Wręcz przeciwnie - coś w nim zadrgało. W tej jednej chwili zobaczył w tej scenie więcej niż tylko narkotykowy rytuał. To był impuls, który uderzył go w konkretny punkt - przypomniał sobie o długu wobec Nyonn'a. O tym, że jeszcze nic mu nie zapłacił za sesję. I że raczej długo nie będzie w stanie. Gdy rozmowa między producentem a plugiem przycichła i przeszła w luźne żarty, Tuzzy wykorzystał moment. Podszedł, rzucił jakiś komentarz, potem zagaił. W jego pytaniach nie było desperacji - raczej dobrze ukryta ciekawość. Kalen nie był zaskoczony. Przez lata spotkał setki takich chłopaków - młodych, głodnych, gotowych wejść w temat, byle tylko wyrwać się z biedy. Wymienili numery. Tak zaczęło się coś, co miało odmienić życie Tuzzy’ego. Początkowo brał małe ilości - ot, kilka gramów, które bez problemu upychał znajomym z klasy czy osiedla. Nie robił szumu, działał po cichu. A przy okazji coraz częściej bywał w studiu - nawet wtedy, gdy nie nagrywali. Wpadali razem z Lorenem, czasem z Kalen'em, gadali, pili, palili, słuchali beatów i śmiali się do późna. Studio przestało być tylko miejscem do pracy - stało się dla nich azylem, bezpieczną przystanią, gdzie nikt nie oceniał, nikt nie wymagał. Z trzech obcych sobie typów powoli zaczęła rodzić się więź. Coś w rodzaju nieformalnej rodziny – kruchej, ale prawdziwej. I wszystko szło dobrze, dopóki w grę nie zaczęły wchodzić większe ilości. Większy popyt. Większe pieniądze. Wtedy pojawiły się pierwsze problemy. I pierwsze decyzje, które nie miały już nic wspólnego z rapem. Bo jak się raz zanurzy w ten świat, trudno się zatrzymać. Szczególnie gdy hajs zaczyna się zgadzać, a jedyne, co trzeba zaryzykować… to trochę więcej niż wers w kabinie. Z czasem przestali być tylko współpracownikami. Przestali też myśleć o sobie jak o trójce przypadkowych chłopaków, których połączyła muzyka, dragi i szybki hajs. Zaczęli nazywać siebie braćmi. Wspólnikami. Ludźmi, za których każdy z nich poszedłby w ogień, jeśli byłaby taka potrzeba. Związała ich nie tylko wspólna pasja czy zysk, ale rytm ulicy, która zaczęła oddychać ich oddechem. To nie była już gra o marzenia - to był układ, który sam się zawiązał. Cichy sojusz, gdzie każdy znał swoje miejsce i rozumiał, że z tej drogi nie ma odwrotu. Z zewnątrz - studio muzyczne, rapowy klimat, "kreatywne chłopaki z zajawką". Od środka - w pełni działający mechanizm półświatka. Trzy tryby, każdy inny. Jeden miesza. Drugi rozprowadza. Trzeci załatwia wszystko, co potrzebne, by to wszystko się kręciło. Nyonn Loren, z czasem nie tylko ćpał - zaczął eksperymentować. Czysta ciekawość, może nuda, może za dużo proszku w krwiobiegu, ale jedno było pewne: to, co robił w kuchni, przerodziło się w coś więcej niż miksowanie kreski z tabletką. Zaczął mieszać. Dosłownie. Został chemikiem z przypadku i potrzeby. Tworzył własne mieszanki, mocniejsze, tańsze w produkcji, bardziej uzależniające. Dla siebie? Już nie. Dla systemu, który wspólnie budowali. Stał się mózgiem laboratorium - gotował nocami, testował na sobie, udoskonalał skład, aż w końcu stworzył coś, co zaczęło mieć wartość na ulicy. Tyle że zamiast chemii na uczelni, miał tylko złamane serce, rozjebany łeb i dużo do udowodnienia. Tuzzy Slents- ten, który marzył o mikrofonie, szybko zrozumiał, że droga do hajsu nie prowadzi przez marzenia. Zaczął jako zwykły chłopak sprzedający działki od Tronty'ego, ale gdy towar zaczął pochodzić z laboratorium Nyonn'a, przerzucił się całkowicie na "lokalne źródło". Szybko ogarnął, że sam handel to za mało. Wszedł głębiej. Fałszerstwa, lewe dokumenty, podrabiane dowody, konta bankowe na słupy. Wyspecjalizował się w lewej papierologii - potrafił stworzyć fikcyjne życie na kartce A4 i zamienić go w czysty zysk. Do tego wciąż działał na scenie rapowej - nagrywał, pisał, występował. Jego muzyka była nie tylko formą ekspresji, ale zasłoną dymną, miejscem rekrutacji, a czasem i przesyłką - płyty, których nikt nie słuchał, zawierały więcej niż tylko bity. Kalen Tronty - niby najspokojniejszy z nich wszystkich. Starszy, bardziej ogarnięty, z pozoru najmniej zamieszany. Pracował legalnie jako kierowca dostawczy - jeździł busem i zaopatrywał sklepy, czasem nawet szpitale. Ale to tylko front. To właśnie dzięki jego pracy trafiały do laboratorium Nyonn'a różne "składniki aktywne" - ampułki, chemikalia, środki czyszczące, co trzeba. Kradzione z aptek, ze szpitalnych dostaw, z magazynów, które znał od podszewki. Grał legalnie, ale był kręgosłupem całej operacji. Studio muzyczne wziął na siebie jako słup - oficjalnie to on odpowiadał za wszystko, co wychodziło z jego ścian. Dokumenty, faktury, opłaty - wszystko czyste. Idealna przykrywka dla działalności, która już dawno przestała być o muzyce. Wspólnie stworzyli coś, co trudno nazwać tylko "układem". To był organizm. Każdy z nich pełnił funkcję, bez której całość by się rozsypała. I choć mieli swoje życia - dziewczyny, matki, przeszłość - to tylko oni trzej znali całą prawdę. Nie było lidera. Było tylko zaufanie. I cel: zbudować coś, co przyniesie realną władzę. Czy uda im się przetrwać? Czy osiągną to, co sobie obiecali? Czy życie poza systemem jest tym, co ich wybawi — czy tym, co ich w końcu pożre?
  7. Projekt polega na stworzeniu zorganizowanej sieci nielegalnej produkcji fałszywych luksusowych ubrań, torebek, portfeli, akcesoriów i innych produktów odzieżowych, które będą udawały towary znanych marek, takich jak Gucci, Louis Vuitton, Chanel, Prada i innych. Produkty te będą wytwarzane w nielegalnych fabrykach, gdzie jakość podróbek będzie na najwyższym poziomie, aby były trudne do rozróżnienia od oryginałów. Następnie będą one sprzedawane na czarnym rynku w Los Santos oraz wysyłane do innych miast, co pozwoli na powiększenie zysków poprzez sprzedaż poza granicami miasta. Kluczowym elementem projektu będzie stworzenie sieci dealerów, którzy będą odpowiedzialni za sprzedaż tych produktów. Dealerzy odzieżowi będą sprzedawać podróbki w tajnych lokalach, które przypominają zwykłe sklepy, ale tylko nieliczni klienci będą wiedzieli o ich istnieniu. Część z tych sklepów będzie znajdować się w odosobnionych miejscach w mieście, z daleka od głównych tras turystycznych i popularnych dzielnic, aby nie wzbudzać podejrzeń. Istnieje również możliwość, że produkty będą sprzedawane bezpośrednio klientom na zamówienie, co zwiększy dyskrecję transakcji. Dodatkowo, możliwa jest sprzedaż produktów przez internet – stworzenie ukrytych witryn internetowych lub forów, na których klienci będą mogli zamawiać produkty na czarnym rynku. Dealerzy będą odpowiedzialni za ustalanie cen, które będą różnić się w zależności od jakości produktu i rynków docelowych. Na początku, podróbki mogą być dostępne w cenach nieco niższych niż oryginalne produkty, aby przyciągnąć klientów, jednak z czasem, w zależności od popytu, ceny mogą wzrosnąć, zwłaszcza jeśli mówimy o limitowanych edycjach. W ramach przedsięwzięcia zaplanowana zostanie sieć przemytników, którzy będą odpowiedzialni za transport towarów poza Los Santos. To wyzwanie logistyczne, ponieważ przemytnicy będą musieli znaleźć sposób, aby uniknąć służb porządkowych, które mogłyby wykryć nielegalne przesyłki. Produkty będą transportowane w różnych formach – w ukrytych częściach pojazdów, pod przykrywką legalnych towarów, lub nawet w specjalnie przygotowanych skrzynkach. Istnieje również możliwość organizowania transportu drogą powietrzną lub morską, co może pomóc w ominięciu kontroli granicznych i celnych. Przemyt będzie wymagał współpracy z osobami, które znają bezpieczne trasy i są w stanie przeprowadzić towar przez terytoria. Przemyt ma na celu nie tylko przesyłanie produktów na inne rynki, ale także zwiększenie prestiżu i wartości produktów poprzez ich dostępność w różnych miastach. Bezpieczeństwo operacji jest absolutnie kluczowe. W ramach przedsięwzięcia, projekt będzie wymagał współpracy z przestępczymi grupami, które będą pełniły rolę ochrony oraz wsparcia logistycznego. Półświatek przestępczy może pomóc w zabezpieczaniu magazynów, w których przechowywane będą towary, a także mogą organizować dodatkowe siły ochrony dla dealerów, którzy będą odpowiadać za sprzedaż produktów. W razie potrzeby, grupy przestępcze mogą również pomóc w zapewnieniu "czystości" towarów – zabezpieczając je przed potencjalnymi atakami konkurencyjnych grup. Aby zwiększyć zainteresowanie podróbkami, planowane jest wprowadzenie limitowanych edycji luksusowych produktów, które będą sprzedawane po wyższych cenach. Można również zorganizować specjalne aukcje, na których klienci będą licytować produkty z tej ekskluzywnej serii. Dzięki temu, podróbki będą postrzegane jako bardziej wartościowe, a klienci będą bardziej skłonni do zakupu. Dodatkowo, można organizować marketing szeptany, aby zbudować wokół projektu poczucie ekskluzywności, co przyciągnie nowych klientów i sprawi, że ludzie będą chcieli kupować produkty w tajnych sklepach. Cała operacja będzie wymagała silnego zespołu zarządzającego. Suani Sorta czyli lider tego przedsięwzięcia będzie odpowiedzialny za całość działalności, monitorowanie działań wszystkich członków zespołu, zarządzanie finansami oraz rozwiązywanie problemów związanych z bezpieczeństwem i dystrybucją. Zespół logistyczny będzie musiał regularnie analizować skuteczność szlaków przemytniczych i dostosowywać je do zmieniającej się sytuacji. Dodatkowo, będzie trzeba pilnować przepływu pieniędzy z transakcji, zapewniając jednocześnie, że cała działalność pozostanie anonimowa i bezpieczna.
  8. ty jestes debil ale dzieki dzieki za nominacje<3 @neostrada nie nominuje nikogo bo jestem randomem pozdro
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę. Warunki użytkowania Polityka prywatności Regulamin