Podrabiane towary branży luksusowej coraz częściej stają się narzędziem nielegalnego zarobku, a nie tylko sposobem na „tani luksus”. W miarę jak repliki stają się coraz doskonalsze, granica między świadomym nabywcą a ofiarą oszustwa zaczyna się zacierać. Wiele osób, szczególnie w środowiskach, gdzie status społeczny buduje się poprzez wygląd i markę, celowo inwestuje w fejki o najwyższej jakości, licząc na szybki zysk przy dalszej sprzedaży. Niepokojący jest też fakt, że część tego rynku zaczyna funkcjonować jak dobrze zorganizowana struktura - z dystrybutorami i posrednikami oraz fałszywymi certyfikatami. Produkty te nie trafiają już wyłącznie do klientów z ograniczonym budżetem ale również są sprzedawane jako rzekomo oryginalne egzemplarze, w cenie tylko nieznacznie niższej od oryginału. To powoduje realne straty nie tylko dla producentów, ale także dla kupujących, którzy tracą pieniądze, przekonani o autentyczności zakupu. Eksperci podkreślają, że dopóki popyt będzie rósł, a fałszerze będą o krok przed technologią weryfikacji, problem nie zniknie. Dlatego też marki coraz częściej inwestują w nowe metody oznaczania produktów - od mikrograwerów po cyfrowe paszporty autentyczności, próbując odzyskać kontrolę nad rynkiem, który coraz bardziej wymyka się spod kontroli. Służby celne i organy ścigania prowadzą regularne akcje wymierzone w przemyt i handel podróbkami, jednak skala i złożoność tego procederu sprawiają, że walka z nim jest bardzo trudna. Towar jest często przesyłany w małych partiach, ukrywany w przesyłkach z innymi produktami, co utrudnia jego wykrycie. Kontrole celne odnotowują wzrost liczby zatrzymanych przesyłek, ale mimo to problem pozostaje poważny.