-
Postów
49 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Treść opublikowana przez Vexovy
-
Written by Gasro - 11/10/2025 Gasro raportuje: jak głupota i chciwość robią z „bossów” żałosne kukiełki Zajechałem na Jamestown Street, bo ktoś wrzucił cynk — dzieje się tam coś, co warto prześwietlić. Myślałem: pójdę, popatrzę, poskładam fakty. Szybko zorientowałem się, że nie ma tu żadnej „sceny” ani „organizacji” do podziwu — jest amatorszczyzna w najczystszej postaci. Kto by pomyślał, że w sercu Rancho znajdę nie gang, a kabaret. Postanowiłem sprawdzić ich metodę działania. Usiadłem, udawałem kupca. Prosty test — zobaczyć, kto i jak reaguje, czy mają łeb do interesu. Podszedł gość, oczko w oku, łapa wyciągnięta — poprosił o kasę „na start”. Dałem mu dwa kafle (2000$) — nie po to, żeby handlować, lecz żeby sprawdzić, czy mają jajca i handel ogarnięty. I co? Typ wziął hajs i bez skrępowania się popisał: prychnął, powiedział kumplom „mam dwa kafle gratis” i poszedł się chwalić. I teraz najlepsze: kumple, zamiast rzucić mu w twarz, że wymiękł, zaczęli gadać między sobą głośno — „sprzedałeś mu towar? Normalny jesteś?”. I to było jak zaproszenie do słowniczka idiotów. Wygadali się sami, że mają towar. Tak, prosto, bez kombinowania, bez logiki — samodzielnie i bezczelnie odsłonili „magazyn”. Prawie wypadłem z auta ze śmiechu. Naprawdę są tak bezmyślni? Historia nie kończy się na ich głupocie. W trakcie tej całej szopki, przy próbie odjazdu, drobna kolizja — nie moja wina, ich chaos, ich przepychaniny. Efekt? 10 000$ szkody, które mnie kosztowało ich brakiem refleksu i zwykłym buractwem. Tak, zapłaciłem za dominujący brak rozumu na Jamestown Street. 10 tysięcy dolarów za nauczkę — i za dowód, że „wielcy gracze” to w rzeczywistości banda amatorków. A wisienka na torcie: ich „towar” poupychany w dupowatych skrytkach — dmuchane lalki, tak samo jak u niektórych z Grove Street. Kreatywność jak u dzieciaka z podwórka. To ma być profesjonalne? To ma budzić respekt? To wygląda jak tania prowizorka, jak wystawka dla idioty, który chciał się zabawić w handlarza. Zrobiłem im fotki — twarze, auta, rejestracje, miejsca skrytek. Jedno ze zdjęć do wglądu, na dowód, że to nie bajka. Opublikuję je, bo nie mam zamiaru chronić ich „anonimowości” ani udawać, że to kwestia honoru. Nie ma honoru w tym, co robią — tylko cwaniactwo i prymitywizm. Dla tych, którzy myślą, że to prywatna sprawa: to ostrzeżenie. Dla tych, którzy sprzedają pierwszy napotkany towar, chowają go w dmuchanej lalce i chlubią się, że dostali dwa tysiące „za darmo” — wstydźcie się. Jesteście żałośni. Dla kumpli, którzy głośno pytają „sprzedałeś mu towar?” — gratuluję: wasza potrzeba chwalipięctwa wystawiła was na tacy. Kilka jasnych punktów, żeby nie było niedomówień: Nie kupujcie tutaj niczego od tych frajerów. Towar poupychany w zabawkach to nie spryt — to brak wyobraźni i respektu dla własnej roboty. Uważajcie na auta na Jamestown Street — mam numery rejestracyjne. Ich fury błyszczą, ale ich rozum to pustak. Policja? Nie liczyć na cud. Oni mają swoje priorytety. Może złapią kogoś, kto przejedzie na czerwonym, ale niekoniecznie tych, którzy chowają towar w dmuchanych zabawkach i robią sobie z miasta prywatny plac zabaw. Na koniec — parę słów do samych „aktorów” tej farsy: skoro już gracie w ten cyrk, to przynajmniej róbcie to porządnie. Nie przyjmujcie kasy i potem głośno chwalcie się kumplom; nie chowajcie towaru w dmuchanych lalkach jakby to był pomysł sezonu; nie róbcie dramy na środku ulicy, bo ktoś z ciekawości (albo złośliwości) zajrzy, zrobi zdjęcie i powie prawdę. Straciłem 10k — ale zyskałem materiał, dowód i satysfakcję, że obnażyłem kolejną bandę frajerów. Rancho, Jamestown Street — okolica, gdzie głupota i chciwość ciągną się jak smród z rynsztoku. Uważajcie, komu dajecie hajs. I więcej rozumu, mniej parady felg. A teraz kilka słów o policji, bo jak zwykle — ich „reakcja” zasługuje na osobny rozdział. Na Jamestown Street mogłoby się palić, strzelać i fruwać towar w powietrzu, a oni i tak pojawiliby się dopiero wtedy, gdy skończą swoje pogawędki pod stacją. Patrol przejeżdża, spojrzy, pokiwa głową i jedzie dalej — jakby to wszystko było tylko tłem do ich spaceru. Nie wiem, czy to kwestia lenistwa, braku odwagi czy po prostu priorytetów postawionych do góry nogami, ale wygląda to tak: gdy na Rancho dzieje się syf, policja udaje, że nie widzi. Za to jak ktoś przejedzie 60 mph w strefie pięćdziesiątki, to nagle cała jednostka w gotowości — radiowozy, światła, kontrola prędkości. Wtedy są szybcy, wtedy mają refleks. A tu? Gdy handlarze bawią się w półmafijnych cwaniaków, chowają towar w zabawkach i robią cyrk na środku ulicy — cisza. Żadnych interwencji, żadnych patroli. Tylko puste obietnice, że „sytuacja jest monitorowana”. Monitorowana? Nie rozśmieszajcie mnie. Pozostałe zdjęcia pozostawiam sobie... Rozwieszam nad kominkiem i śmieje się jak działają lokalni gangsterzy... Ah... mocne słowa... I w dowód na to, że w przeciągu godziny dowiaduje się więcej nic Policja w ogóle Gasro — ten, który woli zapłacić i pokazać wam, że nie jesteście tak cwani, jak myślicie. @tdwludzietu
-
**Po odbytym spotkaniu Vito otrzymał telefon od zarządu firmy Mirage Reserve i odbyli kolejne interesujące spotkanie.** Pierre Rawkey mówi: Hey, Pierre Rawkey. Vito Siletto mówi: Witamy serdecznie **wten wyciąga kolejno ręke na powitanie**. Vito Siletto mówi: Jestem Vito Siletto i jestem właścicielem tej firmy. **Niko Kuzmanovic wchodząc do budynku schował okulary.** Pierre Rawkey mówi: Okej.. Więc.. Od czego zaczynamy!? *zaśmiał się* Tak jak wspomniałem. Chciałbym zobaczyć czym jeździcie.. i tak dalej. Vito Siletto mówi: Zapraszam może dosali konferencyjnej. Chyba, że najpierw chce Pan zobaczyć naszą flotę? Vito Siletto mówi: Oczywiście - zapraszam za mną. Pierre Rawkey mówi: Okej.. To wasze wszystkie samochody? **Niko Kuzmanovic poprawił krawat, rozejrzał się po flocie aut.** Vito Siletto mówi: Oto i nasza flota. Każde z tych aut porusza się po drodze. Aktualnie jeszcze kilka karin jest w trasie. Vito Siletto mówi: Na naszym stanie pozostały tylko te 3 wysłużone kariny *wskazuje na auta z banerami* jesteśmy w fazie zakupu aut ekskluzywnych. Pierre Rawkey mówi: Okej. Z tego co słyszałem planujecie zakup nowych aut.. - o właśnie. Co takiego planujecie kupić? Vito Siletto mówi: Benefactor Streiter Wagon - 3 auta i Raiden Z X2 w ilości czterech. Vito Siletto mówi: Odstępujemy od starych, zasmrodzonych, wysłużonych transportów. Nasi kierowcy mają obowiązek wyglądać elegancko i dobrze się prezentować. Pierre Rawkey mówi: Okej. Brzmi nieźle. Powiedz mi.. Widzę sporo aut. Czy każde z nich faktycznie jeździ? Macie tylu pracowników w firmie aby każdy pojazd z waszej floty był jezdny? Vito Siletto mówi: Oczywiście - starannie dobieramy pracowników. A główne zatoczki taxi obsługiwane są przez naszą firmę. Tak jak mówiłem Pana pracownikowi. Dziennie na aucie mamy około 20 pasażerów. **Wtem Rocco - wspólnik Vito wszedł do garażu dołączając do spotkania.** Rocco Mille mówi: Witam. Vito Siletto mówi: To jest właśnie mój wspólnik Rocco a to jest Pan Pierre. Rocco Mille mówi: Bardzo mi miło *uśmiecha się*. Pierre Rawkey mówi: Przyjemność po mojej stronie. Vito Siletto mówi: Każdy z naszych pojazdach na fotelach oraz deskach rozdzielczych ma miejsca reklamowe. Tak więc nie ma możliwości aby któryś z klientów przeoczył Państwa logotyp oraz treść reklamy *uśmiecha się*. Pierre Rawkey mówi: Okej.. W takim razie ile aut docelowo po zakupie tych Benefactorów i Coilów będzie? Mówię o tych co faktycznie będą codziennie wyjeżdżały z garażu. Vito Siletto mówi: Jeśli chodzi o całkowitą ilość pojazdów - 3 benefactory, cztery Coile oraz 3 nowe Kariny V2. Pierre Rawkey mówi: Czyli dziesięć pojazdów.. Okej. **Dalsza część rozmowy przeniosła się do sali konferencyjnej.** Vito Siletto mówi: Napijecie się czegoś Panowie? Pierre Rawkey mówi: Podziękuje. Pierre Rawkey mówi: Jeśli docelowo ma być dziesięć samochodów, to nam wychodzi ****** tysięcy tygodniowo.. - To sporo, nie ukrywam. W skali miesiąca robi nam się ****** tysięcy. ***** tysięcy za logo na desce rozdzielczej i na fotelu.. Nie będę ukrywał. Nie podoba mi się ta cena. Vito Siletto mówi: Tak jak tez zaznaczałem - jest to stawka wyjściowa. Proszę kontynuować i przedstawić Państwa propozycję. Pierre Rawkey mówi: Chciałbym wejść z Wami w współprace długoterminową. Proponuje ***** tysięcy miesięcznie za logotyp mojej firmy na każdym z waszych wozów. Vito Siletto mówi: Chce tylko zaznaczyć, że jako jedyna korporacja w Santos posiadamy nowoczesny park pojazdów co skutkuje zwiększonym popytem na nasze usługi a dodatkowo Państwa reklama nie będzie wyglądać jak reklama na brudnej ścianie *uśmiecha się i analizuje przedstawioną ofertę*. Vito Siletto mówi: *spogląda na Rocco a następnie na Pierre* Szanujmy swoją pracę i czas. Dlatego też z wiadomych przyczyn nie mogę uciąć pięćdziesiąt procent sugerowanej ceny. Moja następna propozycja to ***** tysięcy za logotyp w każdym pojeździe. **Dalsze negocjację trwały chwilę lecz każda ze stron porozumiała się w kwestii współpracy.** Pierre Rawkey mówi: Okej. W takim razie wszystko jasne. Potrzebuje jeden dzień na ostateczną decyzje z racji, że nie ma z nami moich wspólników a chciałbym poznać ich zdanie w tym temacie. Więc jeśli się zdecydujemy o czym zostaniecie poinformowani to wyślemy Wam ostateczną umowę na wskazanego maila. Vito Siletto mówi: Świetnie *wtem unosi się z fotela* Bardzo dziękuje za informację i za spotkanie. Mam nadzieje, że uda nam się dobić ten interes i każda ze stron będzie zadowolona. Pierre Rawkey mówi: Również dziękuje. Niko Kuzmanovic mówi: To wszystko boss? Pierre Rawkey mówi: Tak, Niko. Rocco Mille mówi: Dziękujemy za poświęcony czas Panie Prezesie mamy nadzieję, że uda się dojść do porozumienia ze wspólnikami *uśmiecha się*. **Po kilku godzinach od spotkania pojawiła się świeża dostawa omawianych wcześniej pojazdów. Rocco oraz Vito są bardzo zadowoleni z obrotu spraw - i wspólnie dalej inwestują w rozwój swojej firmy. Vito w międzyczasie wykonał zdjęcie za postoju taxi dla porównania jakimi pojazdami porusza się konkurencja.**
-
3. Strawberry - ludzie bez mózgu ale z kasą?
Vexovy odpowiedział(a) na Vexovy temat w Behind The Curtains
**Gasro podchodzi w swoim mieszkaniu do komputera, po czym uruchamia go zaglądając na aktywność swojego artykułu a następnie uśmiecha się szyderczo łapiąc za szklankę z whisky i delikatnie sącząc.** -
Written by Gasro - 07/10/2025 Każdy w Los Santos zna te fury, które błyszczą pod słońcem przy Vespucci. Lśniący lakier, głośne wydechy, kierowcy z miną, jakby połknęli własne ego. Myślisz – klasa, styl, kasa. Ale nie, to tylko kolejne maski. Za przyciemnionymi szybami nie siedzą żadni biznesmeni. To zwykłe śmieci w przebraniu bogaczy, przestępcy w markowych ciuchach. W biały dzień, na środku ulicy, zaczęła się bójka. Tak po prostu. Bez powodu, bez skrupułów. Dwóch „panów sukcesu” tłucze się jak dzieci o lizaka, na oczach przechodniów. Trzask karoserii, wrzaski, jeden pluje, drugi wyzywa. I tak, jak zwykle, nikt z policji nie raczy nawet kiwnąć palcem. Na miejscu była też Alena. Tak, ta sama, którą widziano na wyścigach i w Vanilla Clubie. Stała z boku, przyglądała się temu przedstawieniu z miną znudzonej królowej. Zero reakcji, zero zdziwienia. Bo czemu miałaby być zaskoczona? Dla niej to normalne – jej znajomi biją się, demolują auta, a potem jadą pić drogie drinki w klubie, który śmierdzi hipokryzją i sztucznym blaskiem. Wyścigi, kluby, drogie auta, zero rozumu. Bogactwo bez klasy, przestępczość w garniturze. Ci ludzie to parodia luksusu – w nocy udają elitę, w dzień zachowują się jak bydło z Grove Street. A policja? Ta sama historia co zawsze. Nie widzi, nie reaguje, bo przecież łatwiej złapać gościa, który przejechał na czerwonym, niż dotknąć tych, co mają kasę i znajomości. A nawet jeśli coś widzą – udają, że to film akcji, nie ich robota. Po wszystkim ta cała banda grzecznie wsiadła do swoich cacek i odjechała w stronę Strawberry, na Davis Avenue. Tam mają swoją norę. Luksusowe auta stoją pod obdrapanym blokiem, a w środku – melina jak z horroru. Brud, kable, koks i ludzie, którzy myślą, że jak mają Rolexa, to mogą wszystko. I niech ktoś mi powie, że to przypadek. To śmierdzi kolejną zorganizowaną grupą – drogie fury, tanie mózgi, puste spojrzenia i brudne pieniądze. Jedno wielkie „elitarne” bagno. Ci ludzie nawet nie udają, że są czyści. Oni się tym chwalą, bo w tym mieście głupota to nowa waluta. Strawberry, Vespucci, Grove Street – różne adresy, ten sam gnój. Kasa, przemoc i zero odpowiedzialności. Jedni udają gangsterów, drudzy milionerów, a w rzeczywistości to ta sama hałastra – rozpuszczona banda pajaców, która myśli, że jak zapłaci za wódkę w Vanilla, to ma status półboga. A potem się dziwią, że Gasro o nich pisze. Że ktoś w końcu mówi głośno, jacy naprawdę są. Więc słuchajcie dobrze, bogaci idioci ze Strawberry: błyszczące auta nie przykryją smrodu waszego życia. Widziałem, co robicie, i zobaczy to każdy, kto otworzy ten artykuł. Gasro – ten, który grzebie tam, gdzie wy się boicie zajrzeć.
-
2. Otwarte drzwi, otwarte sekrety – Grove Street bez maski
Vexovy opublikował(a) temat w Behind The Curtains
Written by Gasro - 06/10/2025 Czasami wystarczy odrobina szczęścia i głupota ludzi, żeby odkryć to, co zwykle chowa się za zamkniętymi drzwiami. A może raczej: za drzwiami, które powinny być zamknięte. Bo mieszkańcy Grove Street są tak zajęci lataniem z łapami po ulicy, sprzedawaniem syfu i darciem mordy, że zapominają o podstawach. W ten sposób – ich własna nieuwaga stała się dla mnie biletem wstępu. Nie musiałem wyważać zamków, nie musiałem kombinować jak złodziej. Drzwi były szeroko otwarte. I to, co znalazłem w środku, pokazuje nie tylko, czym żyje Grove Street, ale też jakim dnem jest ta okolica, kiedy zedrzesz z niej fasadę „gangsterskiego stylu życia”. Mieszkanie numer jeden. Na stole jakby nigdy nic – nakaz przeszukania. To mówi wszystko. Nawet policja dobrze wie, że w tym miejscu dzieje się syf, ale najwyraźniej mają to w dupie. Dokumenty walały się w pokoju jak stary rachunek za prąd. Jeśli ktoś liczył, że nakaz ich przestraszy, to chyba nie zna mieszkańców Grove – tutaj takie papiery traktuje się jak ulotkę z pizzerii. Mieszkanie numer dwa. Wchodzę i co widzę? Rulony gotówki. Nie schowane, nie zabezpieczone, tylko walające się jak brudne skarpetki. Żadnego sprytu, żadnego cwaniactwa. A przecież każdy wie, że taki pieniądz nie pachnie – on śmierdzi. To nie są oszczędności odkładane do skarbonki, tylko kasa ubrudzona w dilach, kradzionych autach i całej tej patologii, którą Grove karmi się od lat. Sypialnie. I tu zaczyna się prawdziwa groteska. Nie znajdziecie tu luksusu, nie znajdziecie stylu. Znajdziecie zużyte dmuchane lalki rzucone byle gdzie, jakby ktoś był zbyt leniwy, żeby nawet schować dowody własnej desperacji. To jest ta „gangsterska duma”? To jest to „życie na ulicy”? Śmierdzi tu bardziej lateksem i samotnością niż testosteronem. I teraz zastanówmy się chwilę: kto tu tak naprawdę wyszedł na idiotę? Gasro, który wszedł i zobaczył, co chowają w swoich czterech ścianach, czy właściciele tych „fortec”, którzy zostawiają drzwi otwarte jakby zapraszali na wystawę? Bo to, co zobaczyłem, mówi jasno: Grove Street to nie tylko strzały, dilerka i wieczna bijatyka na boisku. To też głupota, brak instynktu samozachowawczego i poziom syfu w mieszkaniach, który kompromituje ich bardziej niż jakakolwiek akcja policji. A skoro o policji mowa – tak, mundurowi dobrze wiedzą, co tu się dzieje. Mają papiery, mają powody, a i tak nic. Ale wiecie co? Ja, Gasro, zrobiłem więcej w jeden dzień, niż oni w całym roku. Wszedłem, zobaczyłem, opisałem. I teraz wszyscy to czytają. Więc, drodzy mieszkańcy Grove – dziękuję za otwarte drzwi. Dziękuję za wgląd w wasze żałosne sekrety. I dziękuję za to, że po raz kolejny udowodniliście, iż wasza „potęga” to mit, a rzeczywistość jest dużo bardziej żałosna: brudna kasa, gumowe lale i dokumenty, które wołają o pomstę do nieba. Gasro – kronikarz waszej własnej głupoty. ((zaznaczam, że zdjęcia nie były po nocach czy też z zaskoczenia. Dodam, że robione po południami.) @Adik_) -
**Do lokalu podjechała laweta z dwoma nowymi pojazdami, które z dniem dzisiejszym wchodzą do wyposażenia Santos Taxi. Vito wraz z Christopher'em przygotowali samochody do użytku, a zarazem zamontowali potrzebne urządzenia.** **W międzyczasie do firmy zostało przyjętych dwóch nowych pracowników, którzy bez żadnych problemów przystąpili do pracy obstawiając najbardziej ruchliwe rejony Santos.** **Vito przeprowadził krótką rozmowę w kwestii zawiązania współpracy reklamowej. Jedna z korporacji działających w Santos chce rozpocząć współpracę gdzie na ten moment sprawy załatwiane są za szklanymi drzwiami. **
-
Written by Gasro - 05/10/2025 Osiedle czy ring? Okolica Grove Street pokazuje prawdziwe oblicze Los Santos... Widzicie tą zgraje nazywających się stróżów prawa? To cholerna bujda! Niedziela, wieczór. Normalnie dzielnica przy Grove Street tętni życiem – dzieciaki grają w kosza, młodzież kopie piłkę, ludzie siedzą na ławkach, gadają, patrzą, jak życie toczy się swoim tempem. Ale dziś? Dziś boisko zamieniło się w arenę przemocy i kompletnego cyrku. Wszystko zaczęło się od pościgu za kierowcą, który nie zatrzymał się do kontroli policji. Standard, wiadomo – kto nie słucha mundurowych, ten ryzykuje. Ale to, co wydarzyło się parę metrów dalej, kompletnie przekracza wszelkie granice. Na środku boiska grupa mieszkańców otoczyła młodego chłopaka i zaczęła go bezlitośnie kopać. Tak, kopali go jak worek treningowy, na oczach wszystkich, którzy przyszli się rozerwać. I teraz najlepsze: policja była na miejscu. Widzieli wszystko. I co? Stała jak słup soli. Żadnej reakcji, żadnej interwencji. Zero. Kompletny brak profesjonalizmu. Mundurowi, którzy mają chronić ludzi, stali i gapili się, jakby oglądali kabaret, zamiast powstrzymać bijatykę. Patrzyłem na to, trzymając aparat w ręku. Miałem zdjęcia. Każdy kopniak, każdą reakcję bierności policji – wszystko uwiecznione. To nie są bajki ani wyssane z palca opowieści. To fakty. I przyznam szczerze – szlag mnie trafiał za każdym razem, kiedy widziałem, jak młody chłopak pada pod nogami ludzi, którzy niby powinni być jego sąsiadami, a mundurowi stoją jakby mieli korkociąg w tyłku. Atmosfera na boisku była napięta jak sprężyna. Mieszkańcy krzyczeli, śmiali się z chłopaka, jakby całe to miejsce należało do nich, mundurowi nie reagowali. Chłopak próbował się bronić, wstać, ale siła grupy była przerażająca – i nikt nie zrobił nic, żeby go ochronić. To, co miało być miejscem zabawy, stało się areną pokazów brutalności, w której nikt nie kontroluje reguł. Zatrzymanie pirata, rozumiem... Helikoptery i 20 policjantów już nie. Cholera... W momencie w którym sytuacja jest już ogarnięta powinni zabrać swoje tyłki i zabrać się do pracy, patrolowania aby młodzież nie wybierała gangsterskiego życia. I teraz powiedzcie mi: kto jest tu prawdziwym zagrożeniem? Ci, którzy biją, czy ci, którzy mają powstrzymać przemoc, a zamiast tego stoją i gapiają się w najlepsze? Kto daje sygnał, że w tym mieście prawo nie działa, a mundur to tylko ozdoba do oglądania, jak młodzi ludzie są maltretowani? Okolica Grove znowu pokazała prawdziwe oblicze Los Santos: brutalność na ulicy, bezradność służb, i kompletną ignorancję wobec ludzkiego życia. Chciałbym, żeby ktoś w końcu powiedział „stop”. Ale póki co, okolica przy Grove Street jest tylko kolejnym dowodem na to, że w tym mieście prawo to fikcja, a policja… no cóż, chyba bardziej przypomina statystów w tanim filmie akcji indyjskiego porno niż służbę, która powinna chronić obywateli. Słuchajcie to było zaledwie 15 metrów od radiowozu... I na koniec – każdy w Los Santos wie, czym rządzi się okolica Grove Street. Gangi, dragi, brutalność na każdym kroku i totalna obojętność policji, która stoi z boku i udaje, że nic nie widzi. To miejsce nie zna litości, a życie tu waży tyle, co papierowa torba. Kto się tu nie uodporni na przemoc, szybko dowiaduje się, że przetrwanie wymaga ostrości, zimnej krwi i przymknięcia oka na to, co robią inni – bo ci, którzy powinni chronić, najczęściej patrzą w inną stronę. Grove Street – boisko, ulice, każdy zakamarek. Brutalne reguły rządzą tu od dawna, a mundur nie chroni nikogo. Tylko obserwatorzy tacy jak ja zostają, żeby dokumentować, że to, co dzieje się na naszych oczach, nie jest przypadkiem, a brutalną codziennością. Chce tylko dodać... Od dzisiaj będę patrzył na ręce każdemu i wszędzie... Gasro – jedyny, który nie odwrócił wzroku.
-
**W dniu 04.10.2025 Vito skontaktował się z firmą BobCat security w celu umówienia dogodnego terminu na montaż systemów ppoż. Po krótkiej rozmowie okazało się, że montaż odbędzie się natychmiastowo.** [Telefon, mężczyzna]: Roxterhood. Vito Siletto mówi (telefon): Cześć Jacob. Pytanko mam - jak sytuacja z montażem systemów ppoż? [Telefon, mężczyzna]: No wlasnie sie wybieralem do Ciebie na firme. Vito Siletto mówi (telefon): Świetnie - adres masz zapisany? [Telefon, mężczyzna]: Yeah mam. [Telefon, mężczyzna]: Jade. Vito Siletto mówi (telefon): Będę na miejscu za 3 minutki. [Telefon, mężczyzna]: Do zobaczenia. ** Rozmowa została zakończona. ** Jacob Roxterhood mówi: Czesc Vito. Vito Siletto mówi: Cześć Jacob *wten wyciąga ręke w geście powitania* Jak się czujesz? Jacob Roxterhood mówi: W miarę dobrze, a Ty? Jacob Roxterhood mówi: Widzę się ładnie tu usytuowałeś. Vito Siletto mówi: Nie ukrywam, że nie jest źle - niedługo startuje z kolejnym biznesem. Jacob Roxterhood mówi: Kolejny interes? - Jaki tym razem? Vito Siletto mówi: Night Club - będę miał dla Ciebie zniżki *parska śmiechem*. Jacob Roxterhood mówi: Mam kobietę. *śmieje się* Vito Siletto mówi: A co to masz nowe tatuaże? Czy zwyczajnie przeoczyłem tę kwestie? Jacob Roxterhood mówi: Przeoczyłeś, od dawna je mam. Vito Siletto mówi: Dobrze - cieszę się, że udało się dotrzeć. Zapowiada mi się kontrola w firmie a zabezpieczenia wymagane... pomóc Ci coś zabrać? Jacob Roxterhood mówi: Spokojnie poradzę sobie Vito. Jacob Roxterhood mówi: Otwieraj drzwi i zabieram sie do roboty, czas mnie goni a mam jeszcze jedno dość istotne zlecenie do zrealizowania. Vito Siletto mówi: Jasne *odwraca się na pięcie w kierunku drzwi* już działamy. ** Vito Siletto podchodzi do drzwi, po czym otwiera zamek a następnie otwiera szeroko drzwi tak aby Jacob mógł wejść do środka z całym osprzętem.** Vito Siletto mówi: Wchodź śmiało - przytrzymam drzwi. **Jacob Roxterhood wszedł do środka odłożył zamówione rzeczy przez klienta na krześle po chwili wrócił się po drabinę którą wniósł do środka i odstawił na boku.** **Jacob Roxterhood udal sie na zaplecze odłączył zasilanie prądu do budynku wraz z zasilaniem wody po chwili wrócil na miejsce montażu, wywiercił z pomocą wiertarki akumulatorowej 5 otworów, do czterech wsunął kołki mocujące a do piątego wprowadził okablowanie które wpiął w elektrykę budynku.** **Jacob Roxterhood po wpięciu okablowania zlapal za alarm przeciwpozarowy który wpiął w Alarm finalnie osadzając go na kołkach mocujących upewniając sie iż został prawidlowo osadzony.** **Jacob Roxterhood zlapal za miotłe po czym pozamiatał gruzowisko które stworzyl w jedno miejsce, zlapal za drabine rozstawil ją po czym wdrapal sie na góre z siatką montażową na ramieniu.** **Jacob Roxterhood rozlozyl siatke montazową przytwierdzając ją do sufitu, połączył kanaliki rurkami PCV a na koncówkach zamontował glowice, wkręcając je, zsunąl sie z drabiny udając sie do piwnicy w lokalu zabierając ze sobą płyty PCV.** **Jacob Roxterhood skleił z pomocą drugiego technika zbiornik na wodę do zraszaczy, poprowadził rurą dopływową dopływ wody do samych zraszaczy, podpiął pompę tłoczną wraz z elektryką doprowadzając do alarmu przeciwpozarowego.** **Jacob Roxterhood po zakonczonym montazu wrócil udal sie na zaplecze przywracając zasilanie elektryki oraz wody do budynku podszedl do centrali przeciwpozarowej.** **Jacob Roxterhood zgarnąl tableta który przyniósl do srodka, podpiął sie do centrali spisując wcześniej numer seryjny, uruchamiając sekwencje testową spojrzał na wynik.** ** Centrala pokazala iz sekwencja testów przebiegła pomyślnie, brak wad ukrytych oraz błędów. (( Jacob Roxterhood ))** Jacob Roxterhood mówi: Dobra Vito wszystko masz pomontowane tak jak być powinno. Jacob Roxterhood mówi: Fakturę masz na mailu za usługę. Vito Siletto mówi: Dziękuje Ci bardzo za sprawne ogarnięcie tego tematu... Nie ukrywam, że teraz mi zdecydowanie lżej. Vito Siletto mówi: Dzięki! - przekaże ją do księgowości. Jak tam u was w interesie? Jacob Roxterhood mówi: A bardzo dobrze nie narzekamy, dzisiaj obstawę mamy w Paleto Bay. Vito Siletto mówi: Może zagoszczę. Jacob Roxterhood mówi: A bardzo proszę. Vito Siletto mówi: Chyba, że będziemy robić kontrole remontu naszego kolejnego biznesu. Wtedy już kooperacja między nami zagości na dłużej *śmieje się*. Jacob Roxterhood mówi: Cos w tym jest. Jacob Roxterhood mówi: Dobra uciekam dalej Vito, milo się gada ale robota wzywa. Vito Siletto mówi: Jasne *wyciąga ręke w geście podziękowania i pożegnania* Serdecznie dziękuje za pomoc. **Jacob Roxterhood przytrzymał tableta w drugiej dłoni uścisnął mu dłoń, kiwnął głową dopowiadając.** Jacob Roxterhood mówi: Powodzenia. **Następnie obaj Panowie rozeszli się do swoich obowiązków.**
-
**Po ciężkiej pracy Rocco wraz z Vito przeprowadzili się w lepsze miejsce. Nowy garaż, więcej miejsca na samochody i całkiem nowoczesne biuro.** **Po kolejnych rozmowach strategicznych rozpoczynają działania, w których przystępują do zakupu nowych pojazdów oraz otwarcie nowego biznesu. **
-
**Vito przeprowadzał rozmowę z jednym ze swoich pracowników przekazując mu informację o udostępnieniu Tesli do jego możliwości korzystania gdy nagle zadzwonił telefon.** **Telefon zaczyna dzwonić w kieszeni. (( Vito Siletto ))** Vito Siletto mówi (telefon): Santos Taxi, Vito z tej strony. [Telefon, mężczyzna]: Hey.. Tu Bob - z Fuzzy. Mam do Was spedycję odnośnie dostawy.. Automatu czy produktów..? Nie jestem pewien. Możemy się umówić na dostawę? Vito Siletto mówi (telefon): Jasne - poinformowano Cię o adresie naszej siedziby? [Telefon, mężczyzna]: Za pewne mam gdzieś w dokumentach.. Ale nie obrażę się jak byś mi przypomniał *słychać śmiech*. Vito Siletto mówi (telefon): Mirror Park Bridge Street 7303. [Telefon, mężczyzna]: Dobra będę do 20minut.. Vito Siletto mówi (telefon): Jasne - pozostajemy w kontakcie. Jestem na miejscu. [Telefon, mężczyzna]: Do zobaczenia. **Po chwili na teren firmy wjechał samochód z logotypem Fuzzy.** Vito Siletto mówi: Witam serdecznie, Pan Bob jak rozumiem? **uśmiecha się**. Bob Garvin mówi: Hey, cześć.. Fuzzy, jak widać **wskazał na vana i się zaśmiał** Dobra, mam ten automat do Was, tylko potrzebuję od Pana podpisiku **wtem sięgnął do kieszeni po tablet, włączył go, zalogował się i wszedł w zakładkę Santos Taxi, zjechał po liście produktów aż do pola na podpis, wskazał paluchem**. Bob Garvin mówi: I tutaj proszę złożyć autograf. **Bob Garvin wystawia do niego tablet.** Vito Siletto mówi: Oczywiście **wtem łapie za tablet wraz z pisikiem, po czym podpisuje w wyznaczonym miejscu** Gotowe. Bob Garvin mówi: Super dziękuję bardzo **odbiera tablet, zapisuje podpis i chowa go z powrotem do kieszeni** Dobra, to mogę działać. Vito Siletto mówi: To może ja pokaże w którym miejscu ma stać ten sprzęt? **Bob Garvin podchodzi do Jogger'a, otwiera tylne drzwi, wchodzi do środka jedną nogą, odpina pas z automatu, rozkłada długie najazdy i wyjeżdża wózkiem, na którym jest automat z Joggera i kieruje się z mężczyzną w miejscu postawienia maszyny.** Bob Garvin mówi: Jasne, chodźmy. Vito Siletto mówi: Automat będzie stał tu **wskazuje palcem na ścianę obok drzwi** dokładnie w tym miejscu. Bob Garvin mówi: Dobrze. **Bob Garvin podjeżdża w wyznaczone miejsce przez Vito wózkiem, a następnie opuszcza łapy paleciaka i stawia automat nieruchomo pod ścianą.** **Bob odjechał wózkiem na bok. Podszedł do maszyny, odsunął ją trochę i uchylił tylną klapkę. Wyjął stamtąd mini zasilacz, zdjął oryginalne zaplombowanie i podłączył kabel do zasilania, aby maszyna mogła funkcjonować. Gdy to zrobił wykonał testowy zakup, by upewnić się, że wszystko gra.** **Bob Garvin chwyta za rączkę od wózka i przyciąga go do siebie, zwraca się do mężczyzny.** Bob Garvin mówi: No i to już wszystko w zasadzie. Maszyna jest od razu uzupełniona, więc nie ma się czym martwić. Można już w pełni korzystać i cieszyć się. Vito Siletto mówi: Bardzo mnie to cieszy. Całkiem ładnie ona wygląda nie ukrywam i nie będę musiał jeździć do sklepu po przekąski **śmieje się**. Bob Garvin mówi: Otóż to, najlepiej jest mieć wszystko pod nosem! No dobrze, także skoro mamy załatwione już wszystko to dziękuję Panu bardzo, życzę miłego wieczoru, a ja się zmywam. Vito Siletto mówi: Dziękuje również za miła obsługę. **wtem wyciąga rękę w geście pożegnania**. **Bob Garvin uściskuje dłoń faceta na pożegnanie, po czym wyjeżdża z wózkiem na zewnątrz.**
-
**Vito Siletto udał się do domu firmy, aby sprawdzić stan pozostałych pojazdów. Otwierał kolejno maski, zaglądał do wnętrz i ocierał kurz z desek rozdzielczych, upewniając się, że cała flota Taxi jest w pełnej gotowości do pracy.** **Vito Siletto wraz z pracownikami poświęcili czas, by zatankować bak do pełna, a następnie dokładnie umył karoserię taksówki, przyglądając się jak krople wody spływają po białym lakierze. Pojazd odzyskał blask, gotowy na kolejne kursy.** **Po dojechaniu na postój Taxi, Vito spotkał kilku kierowców wymieniających się opowieściami. Jeden z nich wspominał pasażera, który zasnął na tylnym siedzeniu i ocknął się dopiero pod Vinewood Sign, wywołując salwę śmiechu u reszty. Vito z lekkim uśmiechem dopisał tę anegdotę do swojej listy dziwnych zdarzeń z życia taksówkarza.**
-
**Do Vito zadzwonił przedstawiciel firmy Fuzzy. Po krótkiej rozmowie Panowie spotkali się w siedzibie Santos Taxi, po czym przystąpili do omówienia kwestii wyposażenia automatu w firmie..** **Po zakończeniu spotkania Vito skontaktował się z kierowcą firmy Fuzzy i porozumiał się w kwestii dostarczenia automatu w wyznaczonym terminie.**
-
**Vito Siletto poprawia mankiet koszuli, po czym z uśmiechem sięga po teczkę z dokumentami i kładzie na biurku schludny formularz, delikatnie przesuwając go w stronę kobiety. Splata dłonie na blacie i nachyla się lekko w jej kierunku, zachęcając gestem, aby zaczęła opowiadać o sobie. Od czasu do czasu zapisuje krótkie notatki długopisem, unosząc brew z zainteresowaniem, a następnie odkłada go na bok i uważnie słucha, kiwając głową w rytm wypowiedzi rozmówczyni. Po chwili wstaje z fotela i wyciąga dłoń w jej stronę, wyraźnie zadowolony z przebiegu rozmowy, a następnie podsuwa dokumenty do podpisania.** **Atmosfera biura Santos Taxi Co. pachnie świeżo zaparzoną kawą i lekko zużytym papierem, a zza uchylonych drzwi słychać odgłosy Los Santos. Na ścianie widoczne są zdjęcia uśmiechniętych kierowców z floty firmy, nadając całej sytuacji rodzinny charakter. Kobieta mogła zauważyć, że Vito traktuje spotkanie z profesjonalnym, ale i ciepłym podejściem, jakby przyjmował nową osobę do małej społeczności, a nie tylko do pracy. Rekrutacja przebiegła prawidłowo – kandydatka podpisała umowę i od tego momentu oficjalnie rozpoczęła pracę w Santos Taxi Co.**
-
**Po mieście w Los Santos można było zauważyć poruszającą się białą Taxi, której kierowca w każdym możliwym miejscu rozwieszał plakaty informujące o nowej usłudze. **
-
**Vito po spotkaniu z Rocco poinformował go, że skontaktował się z firmą ochroniarską BobCat i uda się do nich na spotkanie w celu omówienia współpracy.** **Po dotarciu na miejsce oraz zaproszeniu do środka przez Oliviera, Vito rozsiadł się na kanapie aby spokojnie dyskusja obecnych w biurze mogła się zakończyć. W międzyczasie widać było jak nie może znaleźć sobie wygodnego miejsca.** **Vito po zakończonym spotkaniu udał się do siedziby firmy, po czym przedstawił aktualny status swojemu wspólnikowi Rocco. Od dnia dzisiejszego zaczynają oferować usługi transportu VIP.**
-
**Vito po dłuższych poszukiwaniach wspólnika i kreowania pomysłu na swój biznes nawiązał współpracę z niejakim Rocco. Wspólnie wybrali miejsce rozpoczęcia swojej działalności, zakupili budynek, pojazdy jak również zatrudnili pierwszego pracownika. Z biegem czasu chcą aby to nie była tylko zwykła firma Taxi - celują znacznie wyżej a na klienta nie czekają tylko sami do niego wychodzą.**
-
Hej, Po dłuższej przerwie wracam do RP. Możecie mnie znać z LSS, ls-rp. Np. projekt Gasro w LSN na lss. Siemanko.
-
Początki Santos Taxi CO. nie były łatwe i nigdy nie miały być historią o gładkim sukcesie. Wszystko zaczęło się od trzech przyjaciół – byłych kierowców, którzy w przeszłości pracowali dla różnych przewoźników w Los Santos. Każdy z nich znał realia miasta: brudne taksówki, kierowców jeżdżących na „lewo”, brak szacunku do klientów i zero stabilności. Przez lata walczyli o przetrwanie, często ryzykując własnym zdrowiem – zdarzało się, że byli napadani przez pasażerów, a pracodawcy nigdy nie brali za nich odpowiedzialności. Najbardziej przełomowym momentem była tragiczna noc, gdy jeden z nich – Vito – został napadnięty na trasie. Stracił cały zarobek, a samochód spalono kilka godzin później na obrzeżach miasta. Zamiast pomocy od firmy, w której pracował, otrzymał jedynie suche zwolnienie i słowa: „To twój problem, nie nasz.” To właśnie wtedy w jego głowie narodził się plan – stworzyć własną firmę, gdzie pracownik nie będzie traktowany jak zużywalny element, a klient będzie wiedział, że jeździ z kimś, komu naprawdę można zaufać. Vito zdecydował się wyjechać do innego miasta, by zacząć wszystko od nowa. To tam powstała koncepcja Santos Taxi CO. – firmy, która od początku miała różnić się od wszystkich innych przewoźników. Kierowcy mieli być traktowani z pełnym szacunkiem, a klient zawsze stawiany na pierwszym miejscu. Vito szybko zaraził swoją wizją starych przyjaciół, którzy dołączyli do niego, by wspólnie zbudować coś trwałego. Pierwsze miesiące były walką o przetrwanie. Wynajęte, zrujnowane biuro w południowym Los Santos, jeden samochód kupiony na kredyt i plakaty rozwieszane po całym mieście, które częściej lądowały w śmieciach niż w rękach klientów. Konkurencja wyśmiewała ich ambicje, a inni taksówkarze widzieli w nich zagrożenie i niejednokrotnie próbowali zastraszyć nowych graczy na rynku. Pomimo tego, Santos Taxi CO. powoli zaczęło zdobywać pierwszych stałych klientów – ludzi, którzy docenili uprzejmość, punktualność i czyste wnętrze samochodu, co w mieście pełnym bylejakości było rzadkością. Każda zarobiona moneta była inwestowana w rozwój – drugi pojazd, lepsze wyposażenie, stroje dla kierowców. Firma przetrwała tylko dlatego, że jej twórcy trzymali się razem. Obiecali sobie, że Santos Taxi CO. nigdy nie będzie kolejną „maszynką do robienia pieniędzy”, ale marką opartą na lojalności, uczciwości i walce o lepszy wizerunek taksówkarza w Los Santos. Dziś, mimo trudnych początków, Santos Taxi CO. to rozpoznawalna firma, która powstała z uporu, determinacji i dramatycznej historii. Każdy nowy kierowca, wchodząc do biura, słyszy tę historię – by pamiętał, że nie jedzie tylko dla pieniędzy, ale by podtrzymywać wizję Vito, który kiedyś postanowił zmienić świat taksówkarzy na lepsze. Sposób kreowania rozgrywki Pracownicy: Odbieranie i realizowanie zleceń z pełnym odgrywaniem interakcji z klientami. System rang: od Junior Driver, przez Senior Drivera, po Dyspozytora i Managera. Szkolenia IC: obsługa klienta, jazda VIP, radzenie sobie w sytuacjach problemowych. Eventy wewnętrzne: konkursy na najlepszego kierowcę tygodnia/miesiąca, premie, integracje. Właściciel / Zarząd: Zarządzanie flotą i personelem. Organizowanie rekrutacji IC i wewnętrznych spotkań. Tworzenie fabularnych wątków, np. współpraca z biznesami, negocjacje kontraktów, rozgrywka wokół konkurencji. Przyciąganie i utrzymanie pracowników Rekrutacja poprzez rozmowę IC (sprawdzenie kultury osobistej i podstaw umiejętności). Atrakcyjne warunki pracy – uczciwe wynagrodzenia, premie i możliwość awansu. Przyjazna atmosfera – nowi pracownicy otrzymują opiekuna (starszego kolegę wprowadzającego). Stała motywacja – wyróżnienia, nagrody IC, system benefitów dla lojalnych kierowców. Wsparcie OOC – przejrzyste zasady, otwartość na pomysły pracowników. Pomysły na rozgrywkę dla otoczenia Transport publiczny – zapewnienie mieszkańcom niezawodnych usług przewozowych, w tym kursów na wezwanie. Współprace z biznesami – hotele, kluby, restauracje, eventy – specjalne oferty dla klientów biznesowych. Eventy miejskie – darmowe kursy podczas wydarzeń, przewóz VIP-ów, sponsoring imprez. Akcje społeczne – kampanie typu „Jedź Taxi – wróć bezpiecznie do domu”, rozdawanie ulotek, działania promujące bezpieczny transport. Fabuła IC – rozwijanie wątków związanych z konkurencją, problematycznymi klientami, sabotażem lub współpracą z władzami miasta. Lokalizacja: OOC:
