-
Postów
12 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Informacje dodatkowe
-
Discord
oficer#7751
Ostatnie wizyty
1 347 wyświetleń profilu
Osiągnięcia oficer
-
wroniec polubił odpowiedź w temacie: 053. Koniec kapeli Dick in Dixie. Śmierć Dicka Flame i Patricka Sohraniego.
-
oficer polubił odpowiedź w temacie: [CC] [10/06/2024] Kenny Whitfield (plaintiff) v. Celebrity Preview (defendant)
-
oficer polubił odpowiedź w temacie: [23.08.2024] Gussét Mystérieuse Beach Set & Beach Body - Start of new Collection
-
oficer polubił odpowiedź w temacie: [Chatter Uncut] 001. Przepis na adamantium w dzisiejszym show business według Marquis North
-
Kotparka polubił odpowiedź w temacie: Sofia Milosevic
-
thesebitcheslovesosa polubił odpowiedź w temacie: Sofia Milosevic
-
bajtek polubił odpowiedź w temacie: Sofia Milosevic
-
oficer polubił odpowiedź w temacie: Sofia Milosevic
-
oficer polubił odpowiedź w temacie: Marquis North
-
Sofia Milosevic to dwudziestoletnia dziewczyna urodzona w stanie Minnesota w małym miasteczku Byron, położonym na obrzeżach Rochester. Jej rodzicami byli sprzedawca części samochodowych Viktor Milosevic i pracownica fabryki tekstylnej Marija Šuštar. Mając 16 lat, podczas konkursu miss nastolatek miasta Rochester została dostrzeżona przez grono jury i zajęła drugie miejsce. To było niewielkie zwycięstwo, ale jednocześnie wielkie wskazanie, że Sofia ma coś wyjątkowego. Zainspirowana tym doświadczeniem postanowiła poświęcić się swojej pasji i rozwinąć swoją karierę jako modelka. Po ukończeniu szkoły średniej zdecydowała się przeprowadzić do Los Santos, przekonana, że to miejsce pełne możliwości pomoże jej zrealizować marzenia o karierze w świecie modelingu. W nowym, w pewnym sensie zniszczonym już światłem fleszy mieście, Sofia zaczęła swoją podróż od podstaw. Początki nie były łatwe. Los Santos to miejsce, gdzie nawet najpiękniejsze i najzdolniejsze dziewczyny muszą walczyć o swoje miejsce w branży. Sofia zdawała sobie sprawę, że konkurencja jest ogromna, ale jej determinacja nie słabła. Przez pierwsze miesiące przyjęła każdą możliwą pracę, aby zdobyć doświadczenie i zbudować swoje portfolio. Nocami pracowała nad swoim stylem, chodziła na castingi, a każde odmówienie traktowała jako szansę do nauki i doskonalenia się. Wraz z innymi początkującymi modelkami dzieliła mieszkanie, tworząc zgrany zespół, gotowy wspierać się nawzajem w trudnych chwilach. Jednak prawdziwe wyzwanie pojawiło się, gdy Sofia dostała swoją pierwszą szansę na wybiegu podczas lokalnego pokazu mody. Napięcie i zdenerwowanie w dniu wydarzenia były ogromne, ale gdy Sofia wyszła na wybieg, poczuła, że to miejsce jest dla niej. Choć jeszcze nie była rozpoznawalną twarzą, to ten moment był dla niej kluczowy. Nie zamierzała zatrzymywać się na zdobytych laurach. Jej historia w Los Santos dopiero się zaczyna, a ona jest gotowa podjąć każde wyzwanie, by wspiąć się na szczyt światowego fotomodelingu. W pełnym blasku świateł miasta aniołów, młoda modelka marzy o tym, by stać się inspiracją dla innych, którzy, podobnie jak ona, mają odwagę podążać za swoimi marzeniami. SOCIAL MEDIA: Sofia Milosevic
-
oficer polubił odpowiedź w temacie: The Atkinson Family
-
oficer polubił odpowiedź w temacie: west vinewood collective
-
Djabeu polubił odpowiedź w temacie: 039. SELF FESTIVAL JUŻ W TĘ SOBOTĘ! 30.07 GODZINA 20:00
-
Krejzi polubił odpowiedź w temacie: 039. SELF FESTIVAL JUŻ W TĘ SOBOTĘ! 30.07 GODZINA 20:00
-
Necro polubił odpowiedź w temacie: 039. SELF FESTIVAL JUŻ W TĘ SOBOTĘ! 30.07 GODZINA 20:00
-
Mafiq polubił odpowiedź w temacie: 039. SELF FESTIVAL JUŻ W TĘ SOBOTĘ! 30.07 GODZINA 20:00
-
Nexisten polubił odpowiedź w temacie: 039. SELF FESTIVAL JUŻ W TĘ SOBOTĘ! 30.07 GODZINA 20:00
-
Suro polubił odpowiedź w temacie: 039. SELF FESTIVAL JUŻ W TĘ SOBOTĘ! 30.07 GODZINA 20:00
-
039. SELF FESTIVAL JUŻ W TĘ SOBOTĘ! 30.07 GODZINA 20:00
oficer opublikował(a) temat w Archiwum globalne
BY MADELEINE BROOKS | 28.07.2022 JUŻ W TĘ SOBOTĘ O 20! Self Festival to wyjątkowe wydarzenie, które odbędzie się 30 lipca (Sobota) o godzinie 8 PM na plaży Del Perro. Festiwal ten można określić jako istne święto samorealizacji, które ma na celu pokazanie, że można żyć pełnią życia bez konieczności spełniania oczekiwań innych osób! Na Self Festival każdy uczestnik będzie miał szansę poznać wielu ciekawych ludzi, którzy na pewno podzielą się swoimi własnymi historiami i doświadczeniami! Będzie to także świetna okazja do zrobienia czegoś dla siebie - na festiwalu pojawią stoiska takich firm jak; 101-INC, PINUP-BAR, EUGENICS, CARRERA-AIRCRAFT czy KOI SUSHI! Robi wrażenie! Nie zapomnieliśmy również o bardziej leniwych osobach, dla których stanie pod sceną stanowi wielkie wyzwanie! Przygotowaliśmy specjalne strefy chilloutu, w których każdy uczestnik będzie miał szansę zaznać relaksu. Pamiętaj o tym, żebyś nie siedział tam czasami za długo, bo być może w tym momencie będą grali najlepsi muzycy w całym Los Santos! O dobrą muzykę zadbają najwybitniejsi z najwybitniejszych. Zadbaliśmy o to, aby każda osoba znalazła dla siebie nowego ulubionego artystę. Na festiwalu pojawią się DJ SCOTTY, LITTLE, TORI RAMIREZ, DIDDY, RXXPERESS, BABY RAY, NEMESIS, CONAN FINCH, ASAMI KIYOKO oraz AIKO! Wybaczcie, nie lubię się powtarzać, ale ponownie muszę to napisać.. Robi wrażenie! Self Festival to wydarzenie dla każdego, kto chce lepiej poznać siebie i żyć pełnią życia. To wydarzenie dla tych, którzy uwielbiają imprezować, lecz tez zarówno dla tych, którzy wolą toczyć ciche rozmowy z nowymi znajomymi! Jeśli lubisz muzykę, taniec i dobre towarzystwo, to koniecznie dołącz do nas i przekonaj się, że życie to nie tylko praca i obowiązki! -
038. Recenzja albumu Shortyego pt. "Demon Time". Czy warto przesłuchać?
oficer opublikował(a) temat w Archiwum globalne
BY WATSON LINWOOD | 24.07.2022 Jeśli jesteś fanem ostrego, uderzającego w twarz rapu, to powinien spodobać Ci się nowy album Shorty'ego, zatytułowany "Demon Time". Ten czternastoutworowy long-play jest pełen surowej, nieoszlifowanej sprawności lirycznej, a Shorty raz po raz udowadnia swoją wartość. Można powiedzieć, że jest jednym z najbardziej niedocenianych raperów w dzisiejszej grze. Dlatego czy powinieneś zaznajomić się z jego pierwszym albumem? Zdecydowanie tak. W "Demon Time" nie brakuje wielu ciekawych momentów. Na krążku znajduje kilka utworów, które naprawdę się wyróżniają - przykładowo, "King of Drill”, „Young, Dumb and unfaithul” i „Before and Now”, na którym gościnnie pojawili się: piosenkarka Tori Ramirez razem z Purplebaby. W „King of Drill” Shorty odchodzi całkowicie, plując szybkim tekstem przez prawie trzy minuty z rzędu. To imponujący pokaz sprawności lirycznej i jasne jest, że w tym aspekcie umiejętności Shortyego ciężko podważyć. "Young, dumb and unfaithul" to kolejny wyróżniający się utwór, w którym Shorty po raz kolejny rapuje o poważnych problemach spotykających młodych ludzi mieszkających w biednych dzielnicach. Tym razem mówi o zmaganiach dorastania i o tym, jak był w stanie je przezwyciężyć. To inspirujący utwór i z pewnością spodoba się każdemu, kto kiedykolwiek musiał zmagać się z podobnymi problemami w życiu. Bez wątpienia trafia do publiki samego artysty. Ostatnim utworem, o którym wspomnę, jest "Before and Now”. Ten trzy i półminutowy utwór, na którym pojawiła się m.in znana piosenkarka Tori Ramirez, cechująca się bardzo łagodnym głosem, i która kontrastuje z innymi na tej piosence, akurat nie posiada jakiegoś głębszego tekstu, ale doskonale nada się do auta. Jestem pewien, że w moim zagości na dłużej. "Demon Time" to pozycja obowiązkowa dla każdego fana rapu. To niesamowicie dopracowany album, a Shorty raz po raz udowadnia, że muzyka mu wychodzi. Jeśli szukasz albumu, który sprawi, że zaczniesz kiwać głową i poruszyć nogami, nie szukaj dalej niż to. Mam nadzieję, że czytając ten tekst, znalazłeś dla siebie coś odpowiedniego. Na sam koniec do recenzji załączamy odpowiedzi udzielone nam przez Shortyego na najważniejsze pytania! SR - Self Radio, SH - Shorty SR: Album wypuściłeś siedemnastego lipca. Powiedz, ile zajęło Ci jego tworzenie? SH: Shh, ciężko powiedzieć. Wiesz, nie robiłem go sam. W dużym stopniu pomagał mi mój producent - infant flaco. On opowiadał za całą produkcję, za nim mogłem wejść i nagrywać on musiał przygotowywać pełno bitów, Ale jakbym miał powiedzieć mniej więcej ile, to wydaje mi się, że ponad miesiąc. SR: Na twojej płycie - co zaskakujące dla większości słuchaczy muzyki rapowej - pojawił się T-Loc, który postanowił nagle objawić się po prawie rocznej przerwie. Znacie się? Jak doszło do współpracy? SH: T-Loca poznałem przypadkiem na jednej imprezie. Jakoś go dałem radę namówić na nagranie numeru. Co jakiś czas namawiam go, żeby wrócił do gry na stałe, więc kto wie. SR: Jedna anegdota zza kulis? SH: Najlepszą historią jest jak jakiś gość nam się włamał na chmurę, poważnie.. Było to dosłownie tydzień przed premierą. Flaco miał tam dosłownie wszystko! Koleś mógł wrzucić to w sieć.. Baliśmy się o to do ostatniej minuty. Na szczęście szybko odzyskaliśmy dostęp, ale myślę, że koleś tydzień przed premierą przesłuchał sobie większość albumu. SR: Jak oceniasz środowisko, w którym tworzysz? SH: Są to osoby, na których mogę polegać, poważnie. Staram się obracać w środowisku moich przyjaciół, przykładem jest ten człowiek obok mnie, znam go prawie całe życie. A współpracę z innymi artystami bardzo doceniam. Zawsze fajnie mi się pracuje czy to z Chase'm czy Bemonem. SR: Gdzie stawiałeś swoje pierwsze kroki? SH: Tak naprawdę zaczynałem z moim świętej pamięci przyjacielem Coreyem, mam z nim swój pierwszy numer na swoich streamingach. Moje początki wyglądały tak, że w przerwie od sprzedawania syfu po prostu nagrywałem kawałki właśnie z nim. SR: O czymś jeszcze chciałbyś wspomnieć? SH: Chciałbym wspomnieć o tym, że Flaco pracuje obecnie z Memphisem nad jego albumem. Trzymam za nich kciuki. Cieszę się, że się rozwija. Oby tak dalej. -
**Dnia 17.07.2022 o godzinie 6:00 PM odbyło się drugie wydanie programu publicystycznego pt. "Evening Talks with Madeleine Brooks", prowadzonego na antenie Self Radio. Drugim gościem programu był wicelider Partii Republikańskiej w Los Santos, James Morningwood. Zapis wideo z rozmowy znalazł się na stronie internetowej radia oraz w serwisie Lifeinvader.** (MB - Madeleine Brooks, JM - James Morningwood) MB: Dobry wieczór Państwu, kłaniam sie nisko. Z tej strony wasza ulubiona Madeleine, a moim dzisiejszym gościem jest James Morningwood - wiceprzewodniczący Partii Republikańskiej w Los Santos. Pan Morningwood - opalony, i jeszcze młody! **uśmiechnęła się do kamery, po chwili zwróciła się do gościa** Fantastyczne zdjęcia z muzeum. Nadawałyby się do przyklejenia nawet na moją lodówkę. Miło patrzeć na tak uśmiechnięte twarze, gdyż trudno o to zazwyczaj w polityce. JM: **śmieje się wesoło** Dziękuję, też uważam że były udane. Może i jesteśmy politykami, ale przede wszystkim również ludźmi. W wolnym czasie staram się o lepszy kontakt z moimi partyjnymi kolegami. Mogę powiedzieć że jesteśmy niemalże jak mała rodzina. MB: A z oponentami politycznymi jak dwa zwaśnione rody - jak w Romeo i Julii? JM: Tutaj to bardziej jak ogień z wodą. Nie miałem jeszcze styczności z konkurencją na poziomie niepolitycznym. Zwykle każde spotkanie kończy się dłuuugą dyskusją. MB: mówi: Jak mniemam, szczególnie z Panią Yermanov? Zgodnie z jej radami, powinien Pan udać się do szkoły. Przypomina to trochę stosunek matki do syna, gdy ta nakazuje mu założenie plecaka i wymarsz do szkoły. To zazwyczaj matki posyłają swoje dzieci do szkoły, a nie ktoś z przeciwnej partii. JM: **uśmiecha się** Tak, pani Yermanov to szczególny przypadek. Ale myślę, że intelektualnie niczego mi nie brakuje. A błędy na LI (Lifeinvader - przyp. red) ... no cóż. **skierował swoje dłonie na wysokość twarzy** Mam.. troszkę... duże palce. Po dniu pracy często nie uważam, i jeden czy drugi błąd się pojawia. Za to przepraszam każdego. MB: Nie ma Pan powodu do wstydu. A niech mi tam, niech będę Pana pocieszycielką. Każdemu się zdarza - taka różnica, że polityk według społeczeństwa musi być idealny, więc taki błąd będzie postrzegany jako rana na wizerunku. JM: Jak już mówiłem na początku - my też jesteśmy ludźmi. Po prostu istnieje ta różnica, że nasza pracą i ambicjami chcemy zmieniać Los Santos na lepsze. Nieważne czy demokrata czy republikanin - obie partie chcą zmian. MB: Czyli zamiast ponownego pójscia do szkoły, wybrał Pan pójście do muzeum razem z Panem Pagano, gdzie rozmawialiście o ekologii. Jak przebiegała ta rozmowa? Oprócz rozmowy były jakieś praktyczne działania, typu.. nie wiem, zbieranie śmieci, segregowanie ich, czy coś w tym stylu? JM: Owszem, mieliśmy w planach w ramach kampanii Antonio zorganizować akcję razem z Jie Recycling. Niestety Antonio opuścił miasto przedwcześnie. Rodzina go potrzebowała, wrócił do Włoch. Jednak nadal rozmyślamy z resztą kolegów nad ekologią oraz możliwościami sprowadzenia Los Santos na bardziej zielony szlak. MB: A jak wyglądała ta rozmowa? Po prostu przyjacielska pogawędka o tym, co możecie razem zrobić dla bardziej zielonego świata? JM: Nie, nie... jeśli już o czymś gadaliśmy to o rzeczach, które da się zrealizować. Nic nie daje gadka szmatka, miasto potrzebuje czynów. Głównie rozmawialiśmy nad możliwościami pomocy dla przedsiębiorstw - przerzucenie się na zieloną energie nie jest tanie, a to właśnie przedsiębiorstwa generują - zaraz za spalinami aut osobowych - najwięcej zanieczyszczeń. Oprócz tego regularne akcje sprzątania Los Santos, poczynając od plaży przy Vespucci. **sięgnął po kubek kawy i napił się** MB: Brzmi dobrze. Chyba każdy życzy sobie czystszych ulic. Ale o ekologii w swoim programie piszą również demokraci. Jak Pan się na to zapatruje? Czy jest możliwe wypracowanie jakiegoś wspólnego programu dla natury Los Santos? JM: Oczywiście, że jest. Tylko znając partię demokratyczną to będą chcieli wpierw spisać wszystko na dziesięciu kopiach, i miną miesiące nim zaczniemy robić coś w praktyce. Przypomnę, że Partia Demokratyczna nie od dziś jest w mieście i póki co nie stawiała poważnych kroków, chowając się za biurokracją. Ostatnia "afera" (afera tamowa - przyp. red) tylko potwierdziła mnie w przekonaniu, że nie ma co liczyć na demokratów. Jeśli chcę coś zmienić, to muszę się sam za to zabrać. I to nie tylko ja... każdy z nas. MB: O tym porozmawiamy za chwilę. A współpraca z Partią Libertariańską? Czy zna Pan 'żółtych' działaczy, i czy są Panu bliscy poglądowo? JM: Znam tych ludzi. I powiem szczerze - gdybym miał wybierać współpracę z nimi, lub z Astrid Yermanov, to wolałbym jednak sięgnąć po pomoc mojej "konkurentki". Partia Libertariańska nigdy i nigdzie nie była partią górującą i nią nigdy nie zostanie. Dlaczego? Bo życzą sobie za dużo. Gadają też dużo, ale nie mają pojęcia o tym jak działa świat. MB: Oczywiście, panuje u nas system dwupartyjny i prawdopodobnie żadna partia oprócz demokratów i republikanów nie dostanie się do władzy. Ale jednak chyba warto byłoby przyciągnąć do siebie aktywnych działaczy z tamtej partii, bo z tego co słyszę, to przewiduje Pan szybki upadek tej formacji. JM: Polityka tak nie działa. Tylko ludzie żądni władzy oraz zemsty zmieniają partie jak parę kaloszy. Oni mają inne poglądy. To jak starać się o dogadanie z post religijną sektą. Oni mają swoje cele zakorzenione głęboko w duszy i nie odpuszczą tak szybko. MB: Post religijną sektą? No chyba nie jest Pan aż takim 'wrogiem' wolności. JM: Nie jestem wrogiem wolności, nigdy nim nie byłem. Wiem jednak, że przyjęcie resztek z 'żółtej' partii nam nie pomoże, a bardziej zaszkodzi. Moi koledzy i ja jesteśmy teraz jak dobrze naoliwiona maszyna, dodatkowi politycy z Partii Libertariańskiej mogą nam bardziej zaszkodzić niż nam pomóc. MB: No to wróćmy do sprawy tak już osławionej afery tamowej.. Jak to wyglądało z Pana perspektywy? Mógłby Pan wytłumaczyć naszym widzom, jak to właściwie wyglądało z Pana strony? JM: Mój pogląd na tę sprawę jest prosty. DigiByte otrzymało zlecenie, wykonało je razem z pomocą innych spółek. Niestety, okazało się, że DigiByte i reszta padły ofiarą oszustwa. Partię Demokratyczną to nie obchodzi, osiągnęli swój cel i pomieszali całą aferę stawiając GOP w złym świetle. Zagranie poniżej pasa według mnie. MB: Jaki w tym cel, według Pana, miała partia demokratyczna? Postawienie GOP w złym świetle? JM: Zapewne. Jeżeli byłoby inaczej, to czemu Astrid Yermanov miałaby twierdzić, iż projekt renowacji hydroelektrowni był przedsięwzięciem zaplanowanym przez GOP? MB: Obie strony zachowały się bynajmniej dziwnie. Pan twierdził, że Pani Yermanov ma demencję, a ona odpowiedziała równie.. pejoratywnymi słowami. Rozumiem obecne trendy w polityce, ale wciąż - taki język i inwektywy nie powinny przystoić osobom o bardziej publicznej randze. JM: **wzdycha krótko** Racja, nie zachowałem się odpowiednio do mojej pozycji. Danie się tak sprowokować było dziecinne. Pani Yermanov ma rację, powinienem wrócić do szkoły i to zrobię. Ale... jako część mojej kampanii. Uważam, że młodzi powinni dostać większą wiedzę na temat polityki. Każdy ma prawo wiedzieć o czym tak naprawdę mówią ci ludzie w garniturach przy mównicach, nieprawdaż? MB: Dobry pomysł. Daję mu A z plusem. No dobrze.. Chciałabym Pana dopytać o Starway Consulting. Jak idzie współpraca z biznesem? Udało się już pomóc jakimś przedsiębiorcom? JM: Owszem, ledwo wystartowaliśmy i już zdążyliśmy pomóc jednemu z młodych przedsiębiorców. Nie wyjawię jego imienia, to poufne, lecz mogę potwierdzić, że dzisiaj rano dostał pismo o pozytywne rozpatrzenie jego nowego przedsiębiorstwa. MB: Załóżmy, że jestem młodą przedsiębiorczynią. No cóż, może nie wyglądam.. to już zostawiam Pana ocenie.. **zaśmiała się** ale musi Pan sobie to wyobrazić. Chcę założyć biznes, powiedzmy.. klub. Tak, klub będzie świetny. Chcę uzyskać więcej informacji o tym jak prowadzić biznes, jak w ogóle go założyć, i jak odprowadzać podatki. Wtedy udaje się do Pana, rozmawiamy przez chwilę i już wszystko wiem, tak? JM: I to nie tylko. Pomagamy również od początku, zaczynając od pomysłów, gromadzenia kapitału oraz wypełniania dokumentów. Również po pozytywnym otworzeniu biznesu na prośbę pomagamy przy marketingu, szukaniu pracowników oraz. jak pani wspomniała, przy podatkach. W wielu przypadkach zastępujemy HR, HRT oraz PR w danym przedsiębiorstwie. MB: Szlachetna inicjatywa. JM: Owszem... uznałem, że jeśli chcę pomóc, to musze zaciągnąć rękawy i samemu się za to zabrać. Tak wygląda moja praca jako polityk. MB: Pomagają w tym pańscy koledzy z partii? JM: Pomagamy sobie nawzajem, każdy z nas jest inny i ma inne podejście. Nathan Hawk używa swojego statusu przedsiębiorcy aby pomagać ludziom, Austyn zaczyna od początku i aktualnie robi staż w Self Radio, a Raven Hauser nie jest stricte politykiem, ale jej umiejętności zarządcze i dobra pamięć pomagają nam w planowaniu terminów i eventów. Stąd jest nasza sekretarką. Każdy z nas ma swoje dobre i gorsze strony, ale razem... Razem, mam wrażenie, że jesteśmy w stanie osiągnąć wszystko. MB: Jak drużyna pierścienia. JM: **śmieje się głośno** O tym nie pomyślałem. Bardziej nas porównywałem z Drużyną A. MB: Wróćmy do polityki. Czy partia republikańska w najbliższym czasie zamierza opublikować swój program? Demokraci was chyba wyprzedzają. JM: Wyprzedzają, wyprzedzają... ale czy to dobrze? Dopinamy wszystko do ostatniej litery, zresztą - w przeciwieństwie do demokratów - jesteśmy ludźmi czynów. Zamiast siedzieć za biurkiem wolimy wyjść do ludzi, pogadać z nimi, zapytać się czego potrzebują. Tylko słuchając problemów ludzi możemy odpowiednio zareagować jako rząd, oraz jako partia. Wracając.. Jeszcze nie mamy gotowego programu, ujawnimy nasze plany w przeciągu tego tygodnia. MB: Planuje Pan spotkania w terenie? JM: Owszem, dbam o różnorodność. Łatwiej przychodzą pomysły gdy stoi się przed problemem a nie na sali konferencyjnej. Dobry architekt również odwiedza budowę i sprawdza, jak wygląda jego projekt. MB: Co możecie zaproponować klasie średniej? JM: Lepszą ochronę. Przestępczość bierze w górę. Całkowicie jej nie usuniemy ale możemy zainwestować w większą ilość jednostek na ulicach. Większe wynagrodzenia za nadgodziny powinny zmotywować funkcjonariuszy. I nie wiem czy pani zauważyła ale... ceny paliw poszły w górę. Tym chcemy się zająć, im więcej aut elektrycznych w mieście tym mniej benzyny trzeba. Myślę, że punkty wypożyczania aut elektrycznych oraz rowerów też mogłyby zaradzić temu problemowi. No i ostatecznie... program "Młody inwestor". Przygotowania już zacząłem, Starway Consulting będzie należeć do części tego programu. Oprócz tego więcej możliwości przeszkolenia. Fryzjer nie musi być do końca życia fryzjerem, za niewielką dopłatą. Powinien mieć możliwość przebranżowienia się na na przykład mechanika. MB: Brzmi ciekawie. Będzie Pan do tych pomysłów przekonywał demokratów? JM: Zapewne spróbuję. Ale moje zdanie pozostaje to samo - jeśli pomoc demokratów ma oznaczać miesiące opóźnień i stos papierów to dziękuje, nie. Wolę się sam za to zabrać. MB: Na sam koniec.. JM: Zamieniam się w słuch. MB: Jakie ma Pan zdanie na temat obecnej kultury politycznej w Los Santos? Od ludzi, po idee. JM: Bardzo ciekawe pytanie. Uważam, że obecna kultura polityczna przypomina europejski kościół katolicki w czasach krzyżackich. Mało kto rozumie politykę, ludzie nie przejmują się co się do nich mówi. Wybierają na chybił trafił osoby, które według nich wydają się sympatyczne. To jest błąd edukacyjny któremu musimy zaradzić. Polityka stała się zbyt trudno do zrozumienia. Dlatego uważam też, że szkoły powinny bardziej nauczać w tym temacie, a politycy powinni rozmawiać otwarcie, bez użycia języka, który nawet nie przypomina angielskiego. Tylko będąc szczerzy i otwarci możemy dać obywatelom nadzieję na to, że polityka idzie w dobrą stronę. MB: **uśmiechnęła się do gościa, potem przerzuciła wzrok na kamerę i skierowała do niej twarz** To był Pan James Morningwood, wiceprzewodniczący partii republikańskiej w Los Santos. Ja byłam Madeleine, przewodniczącą tego programu. A wy byliście świetną widownią, i widzimy się już niebawem! Ciao! **W tym momencie w telewizorze zaczęło lecieć outro programu. Dźwięk został zagłuszony przez muzykę, ale na outro można zobaczyć, jak Madeleine wraz z Jamesem pozują do wspólnego zdjęcia i rozmawiają po programie. Outro potrwało równe 15 sekund, po czym transmisja została przerwana.**
-
**Dnia 12.07.2022 o godzinie 8:30 PM odbyło się wydanie premierowe programu publicystycznego pt. "Evening Talks with Madeleine Brooks", prowadzonego na antenie Self Radio. Pierwszym gościem programu była liderka Partii Demokratycznej w Los Santos, chairwoman Astrid Yermanov. Zapis wideo z rozmowy znalazł się na stronie internetowej radia oraz w serwisie Lifeinvader.** (MB - Madeleine Brooks, AY - Astrid Yermanov) MB: Dobry wieczór Państwu, dobry wieczór Pani. Kłaniam się nisko widzom oraz mojej dzisiejszej rozmówczyni - Astrid Yermanov, przewodniczącej Partii Demokratycznej w Los Santos. Witam serdecznie. **Madeleine Brooks spojrzała na kamerę, uśmiechnęła się i przyjęła otwartą postawę ciała.** AY: Hej, dobry wieczór! Serdecznie witam słuchaczy Self Radio, jak i witam również prowadzącą, której dziękuje za zaproszenie do dzisiejszego programu. MB: Na początku muszę zaznaczyć, że świetnie Pani wygląda. Na ogół po zdjęciach w internecie widzę, że na pewno Partia Demokratyczna przeważa nad innymi wyborem outfitu. AY: Serdecznie dziękuje za komplement. Bardzo dużą uwagę przykładam do swojego wizerunku, jak i outfitu - w mojej szafie musi być z klasą, lecz również kobieco. Ale to chyba jest najmniejszy aspekt, do którego powinniśmy się przykładać - musimy lśnić nie tylko stylem i wizerunkiem, lecz swoimi działaniami i aktywnością dla mieszkańców Hrabstwa. MB: Na tym zależy absolutnie wszystkim i mamy nadzieję, że w najważniejszych aspektach dla naszego miasta zapanuje ponadpartyjny konsensus. Muszę zapytać o fenomen, o którym stosunkowo niedawno usłyszałam - mimo, że interesuję się polityką, co chyba widać. **zaśmiała się** Mam Na myśli partię libertariańską. Czy jej rozwój nie oznacza koniec głosów od liberałów gospodarczych dla waszej partii? W końcu demokraci kierują się coraz szybciej w stronę socjalliberalizmu. Wyznawcy laissez-faire raczej nie będą skłonni ponownie na was zagłosować. AY: Osobiście sądzę, że to jest tymczasowy peak Partii Libertariańskiej w mieście. Dalej mamy w swoich strukturach osoby, które reprezentują poglądy zbliżone do libertarianizmu, czy centrum. Dlaczego uważam, że to jest tymczasowy skok? Do Pani Belladone kompletnie nic nie mam, rozeszliśmy się w sposób pokojowy - po prostu dzieliła nas różnica poglądów w kilku aspektach. Ale pojawia się trochę niespójności - między innymi jeśli chodzi o transfery partyjne. Przykład: Zuri Parrish - czy według Pani, osoba o skrajnie lewicowych poglądach pasuje do partii o poglądach libertariańskich? W poglądach które są po prawej stronie osi "gospodarczej"? Powiem to w nomenklaturze sportowej: totalny missmatch. MB: Nie chciałabym w czasie naszego programu "dyskredytować" partii libertariańskiej, ale oczywistą rzeczą jest fakt, że jako stosunkowo nowa partia nie będą posiadali takich struktur jak demokraci, czy republikanie. W związku z tym, do swojej partii przyjmują osoby, które niekoniecznie posiadają poglądy libertariańskie. AY: Tak, to jest oczywiste. Ale dana partia reprezentuje konkretne poglądy, które przedstawiają swoim obywatelom - czy według Pani w takiej stosunkowo nowej partii powinny być osoby, które naprawdę mają w sercu dane poglądy, czy karierowicze, którzy skaczą po kolejnych partiach, kompletnie nie reprezentują żadnych poglądów i są znane z bycia znanym? MB: Nie nazwałabym Pani Parrish karierowiczką. Zdecydowanie bardziej oportunistycznym zachowaniem byłoby zostanie w bardziej rozwiniętej partii i walka o mandat, aniżeli transfer do partii libertariańskiej, która ma dość małe poparcie, i jest traktowana jak partia kanapowa. Nie wierzę w nagłą zmianę poglądów Pani Parrish, ale też nie wierzę w to, że bardziej opłacalną opcją było dla niej przejście do libertarian. MB: Wróćmy do meritum - czy w takim razie nie macie nic do zaoferowania wolnościowcom gospodarczym? W końcu na stronie waszej partii na Lifeinvader widnieje taki oto wpis - proszę reżyserkę o pokazanie go na ekranie. AY: Jeśli chodzi o politykę gospodarczą, to nie wycofamy się z przemyślanej polityki socjalnej. Ale poglądy libertariańskie nie tylko polegają na "odbieraniu socjalu", lecz o ogólnym poszanowaniu wolnego rynku. W swoim najnowszym programie, który mamy zamiar niedługo wypuścić do użytku publicznego, mamy mowę między innymi o poszanowaniu lokalnego przemysłu, czy też dbaniu o konkurencję i sprzeciwianiu się powstawaniu monopoli. Podobnie jak libertarianie uważamy, że wolność każdego obywatela jest najważniejsza. Więc w naszym programie można znaleźć również ofertę dla Libertarian, jesteśmy otwarci na każdego wyborcę. MB: Czy mogłaby Pani przedstawić najważniejsze punkty waszego programu, który ma niedługo ujrzeć światło dzienne? AY: Nasz program podzieliiśmy na osiem kluczowych aspektów. Pierwszy to światopogląd - myślę, że tu nie muszę się zagłębiać, gdyż nie różni się z ogólnokrajowym programem. Równość dla każdego obywatela Stanów Zjednoczonych, równe prawa do życia, do głosowania, do opieki zdrowotnej. Również opisaliśmy kwestię państwa świeckiego. Drugi aspekt to gospodarka, którą już dzisiaj poruszyliśmy. Oprócz dbania o wolny rynek i zasady konkurencji, należy zadbać o sprawiedliwy rynek pracy - walczyć z barierami i wykluczeniami w miejscach pracy. Również mowa tam o pomocy w wejściu na rynek pracy dla młodych. Kolejno opisaliśmy kwestię zdrowia - jak wcześniej wspomniałam, każdy obywatel ma prawo do opieki zdrowotnej. Ale opisaliśmy również problem związany o dbaniem o zdrowie psychiczne, czy utrzymaniu obecnego kompromisu jeśli chodzi o legalność narkotyków. Kolejno, czwarty podpunkt - bezpiecześnstwo i służby. W tym momencie jest to dość gorący temat po ostatnim materiale od Daily Globe. Piszemy tam o działaniach prewencyjnych mających na celu zbliżenie lokalnych departamentów do obywateli, zwiększeniu liczebności patroli na najbardziej zagrożonych dzielnicach, zwiększeniu ilości monitoringu, czy poruszyliśmy kwestię rygorystycznych kontrol związanych z egzekwowaniem przepisów przeciwpożarowym, czy zapewnienia odpowiedniego poziomu bezpieczeństwa. Proponuje na chwilę się zatrzymać, bo już chwilę trwa ten monolog. **roześmiała się** Ma Pani jakieś pytania obecnie? MB: Chciałabym dopytać o kwestię bezpieczeństwa, a konkretniej bezpieczeństwa psychicznego. Słychać głosy wśród wielu sympatyków waszej partii, zwłaszcza tych o poglądach lewicowych, że należy penalizować transfobiczne i homofobiczne komentarze w internecie i w życiu realnym - na wzór kanadyjskiej ustawy C-16. Czy jest Pani za takim rozwiązaniem? AY: Jestem za, lecz w skrajnych przypadkach. Takie prawo może doprowadzić do dziwnych anomalii, gdzie obywatele w internecie nie będą czuli się wolni. Powinniśmy do niektórych postów podchodzić nieco z dystansem i tu teraz dochodzi ten aspekt bezpieczeństwa psychicznego - naszym zadaniem jest zadbanie o to, aby nauczyć tego dystansu do pewnych sytuacji i przyjmowania wszystkiego z odpowiednią odpornością psychiczną. Należy także nauczyć unikać jakichkolwiek prowokacji, których celem jest rozlać spiralę hejtu. Ale to jest jedynie moje personalne zdanie. Podsumowując - prawo tak, lecz w skrajnych przypadków gdzie dochodzi do naprawdę poważnych aktów nienawiści. MB: Odniosę się jeszcze do prawa do opieki zdrowotnej - oznacza to stworzenie systemu publicznej opieki zdrowotnej, czy dofinansowania na zabiegi w prywatnych klinikach? AY: Pownniśmy dążyć do prywatnej służby zdrowia wraz z tańszymi kosztami ubezpieczenia zdrowotnego względem prywatnych jednostek. Ale jako nadzorcy Hrabstwa nie mamy takiej mocy sprawczej, możemy skupić się jedynie na aspektach profilaktycznych i edukacyjnych. MB: Czyli ostatecznie w polityce ogólnokrajowej opowiada się Pani za systemem publicznej opieki zdrowotnej, tak? AY: Zgadza się, popieram system publicznej opieki zdrowotnej. W innych, rozwiniętych państwach takie systemy działają bardzo dobrze, więc w Stanach jesteśmy również w stanie tego dokonać. Nie jestem alfą i omegą w tym temacie, lecz wierzę, że moi wyżej postawieni znajomi ze świata polityki będą dążyć do tych samych celów i stworzą skuteczny program publicznej służby zdrowia. MB: Zechciałaby Pani przedstawić ostatnie cztery punkty waszego programu? AY: Oczywiście - kolejne cztery punkty to: ekologia, edukacja, infrastruktura oraz sport i rekreacja. Zdaje sobie sprawę z ograniczonego czasu antenowego, więc skłoniłabym się ku innym pytaniom. MB: Widzowie pewnie też. Pozwoli Pani że przejdziemy do trochę bardziej medialnego tematu, a mianowicie afery tamowej.. No to jak to w końcu wygląda z tą tamą? Doszło do jakichś naruszeń? AY: Przedwczoraj został udostępniony raport DCBA z którego wynika, że doszło do przekrętu. Ominięte zostały wszystkie procedury związane z zezwoleniami od strony zarządcy, czyli Departamentu Wody i Energii. Poza tym, doszło do podrobienia dokumentów przez quazi-prywatną firmę szczytującą się tą samą nazwą co podmiot Land Act Dam. Nie doszłoby do oszustwa, gdyby odpowiednie osoby nie działały z pośpiechem, lecz dokładnie przyjrzały się wszelkiej dokumentacji i przeanalizowali wszelkie aspekty z nią związane. Jeśli koledzy ze środowiska Republikańskiego nie potrafią zadbać o takie rzeczy, to już się obawiam o brak rozwagi przy zarządzaniu budżetem Hrabstwa. MB: Czy zabolało Panią to stwierdzenie Pana Morningwooda? Proszę reżyserkę o wyświetlenie zrzutu ekranu na telewizorze. MB: Chyba nie cierpi Pani na alzheimera. Przynajmniej tak mi się wydaje. AY: Myślałam, że Pani przedstawi mi cytat dotyczący tego, że mam udać się do domu opieki. **roześmiała się, spoglądając na telewizor** Czy mam alzheimera? Myślę, że nie... ale każdemu czasami coś się zapomnieć. Jak widać - jestem zdrową, aktywną kobietą, która dba o swoją odporność i urodę. Do domu starości jeszcze mi sporo brakuje, prawda? Jeśli tak sobie docinamy, to osobiście wysłałabym Pana Morningwooda do szkoły, bo podszkolił się z zasad ortografii. W jego wypowiedziach zdarzają się błędy, które bolą oczy, a sami wyborcy to zauważają i mu docinają w komentarzach. Ale nie ma co przejmować się tymi stwierdzeniami, w żaden sposób mnie nie zabolały. MB: Nie mogę Pani uwierzyć na słowo. Musimy się przekonać, czy faktycznie nie cierpi Pani na demencję. Oczywiście, u Pana Morningwooda również sprawdzimy dysortografię. **próbuje powstrzymać śmiech, cały czas uśmiecha się** AY: Powiem Pani, że jeszcze nie miałam okazji podejmować się żadnego wyzwania na antenie. Już mi się to podoba - tak, jestem chętna i gotowa na wyzwanie. **W tym momencie osoba z planu przyniosła dwie sześciokolorowe zabawki dla dzieci, w której wyświetlają się kolorowe kombinacje, i zadaniem jest je odtworzyć. Osoba z planu położyła je na stolikach koło Madeleine i Astrid.** **Madeleine Brooks zawiodła próbując poprawnie odtworzyć kombinację kolorów ukazaną wcześniej na zabawce.** **Astrid Yermanov odniosła sukces próbując złożyć zestaw szybciej od Madeleine.** AY: O, jezus! Takiego wyścigu to dawno nie miałam - ale jak widać, moja kondycja umysłu i spostrzegawczość jeszcze jest na odpowiednim poziomie. MB: Na mocy powyższego testu, przeprowadzonego przez wykwalifikowaną ekspertkę, jaką niewątpliwie jestem, ośmielam się stwierdzić wszem i wobec, **w tym momencie przerzuciła wzrok z Astrid na kamerę** że liderka Partii Demokratycznej w Los Santos, Pani Astrid Yermanov, nie choruje na demencję ani alzheimera. W związku z tym, Pan Morningwood fałszywie wydał swoją diagnozę. AY: Jak widać, joga pomaga utrzymać odpowiednią kondycje umysłu. MB: To było "Evenings Talks with Madeleine Brooks", a moim szanownym gościem była Astrid Yermanov, liderka Partii Demokratycznej w Los Santos. Życzę miłego wieczoru wszystkim odbiorcom, i mam nadzieję, że widzowie skorzystają z Pani porady odnośnie jogi. **W tym momencie w telewizorze zaczęło lecieć outro programu. Dźwięk został zagłuszony przez muzykę, ale na outro można zobaczyć, jak Madeleine wraz z Astrid pozują do wspólnego zdjęcia i rozmawiają po programie. Outro potrwało równe 15 sekund, po czym transmisja została przerwana.**
-
BY MADELEINE BROOKS | 10.07.2022 OnlyFans (skrót: OF) to serwis umożliwiający użytkownikom udostępnianie i subskrybowanie kontentu od innych użytkowników, tak zwanych 'twórców'. Platforma mierzy się z liczną krytyką, chociażby od licznych prokobiecych NGOsów - m.in za jej potencjał do wykorzystywania i uprzedmiotowienia kobiet, a także za brak przejrzystości co do tego, ile faktycznie zarabiają twórcy. Nie ma wątpliwości, że OnlyFans zrewolucjonizowało sposób, w jaki ludzie konsumują i tworzą treści. Platforma zapewnia twórcom wyjątkową przestrzeń, w której mogą w bezpieczny i zgodny sposób udostępniać swoim fanom treści dla dorosłych. Jednak istnieją również obawy dotyczące długotrwałych konsekwencji społecznych. Oczywistym jest, że publikowanie zdjęć, na których wyeksponowane są kobiece ciała, w celu uzyskania satysfakcji seksualnej mężczyzn, długotrwale pogłębi spojrzenia na kobiety w społeczeństwie. Jak już wspomniałam, aktualnie OF służy do tego, aby zarabiać na udostępnianiu treści o charakterze jednoznacznie seksualnym. W niektórych przypadkach kobiety są do tego zmuszane przez potrzeby finansowe lub przez partnera. Może to prowadzić do wykorzystywania, a także narażania ich na molestowanie seksualne. Jednak warto zaznaczyć, że mężczyźni naruszający tę granicę to wyraźna mniejszość. W dodatku - zależy co uzna się za molestowanie seksualne. Co do tego, nie ma - niestety - prawnego konsensusu. Istnieją również obawy dotyczące braku przejrzystości co do tego, ile twórcy faktycznie zarabiają. OF pobiera 20% od wszystkich zarobków twórców, ale content-creators nie zarabiają wyłącznie na subskrypcjach. Główne przychody to tworzenie personalizowanych zdjęć dla klientów, czy też pobudzanie pisaniem, czyli sexting. Za subskrypcję u jednej z dziewczyn tworzących profil NUKED GIRLS, klient jest zmuszony zapłacić $15.000. Kwota ta wydaje się spora, jednak najwyraźniej nie stanowi przeszkód dla subskrybentów. Pomimo tych obaw, OnlyFans ma również wiele pozytywnych aspektów. Platforma zapewnia ważną przestrzeń dla sex-workers i innych marginalizowanych grup, aby bezpiecznie dzielić się swoją erotycznością z klientami. Oferuje również możliwość kreatywnej ekspresji i autopromocji, która nie jest dostępna na innych platformach społecznościowych - lub jest dostępna, ale w ograniczonym zakresie. Gwen, Crystal oraz Faith swoim nietuzinkowym contentem potrafią przyciągnąć ogromną rzeszę 'napaleńców', zdolnych do zapłacenia ogromnych kwot za choćby chwilowe popisanie. Ogromnym plusem jest także to, że pieniądze trafiają bezpośrednio do twórców. Wcześniej, będąc 'pod skrzydłami' wytwórni porno, aktorkom narzucało się co konkretnie mają robić, niezależnie od tego, czy im się to podoba, czy nie. Jeżeli się nie dostosują, wylatują z branży. Natomiast w OnlyFans dziewczyna robi to, na co ma ochotę. I jej za to płacą. Dla użytkowników platformy jednym z największych zagrożeń jest możliwość wycieku ich danych osobowych. W ostatnich miesiącach OnlyFans ucierpiało w wyniku wielu naruszeń bezpieczeństwa, a informacje o użytkownikach – w tym adresy e-mail i numery telefonów – wielokrotnie wyciekały. Chociaż platforma podjęła kroki w celu zwiększenia bezpieczeństwa w świetle tych naruszeń, nadal jest to coś, o czym użytkownicy muszą być świadomi. Ponadto, OnlyFans przyczynia się do pogłębienia wcześniej wspomnianego już problemu - uprzedmiotowienia kobiet. Środowiska feministyczne starają się utrzymać argument o pozornym liberalizacji życia seksualnego przez tę platformę, jednak ja, jako kobieta, zauważam kompletnie odwrotny trend. Jeżeli traktuje się porno jako coś negatywnego dla równouprawnienia, to OnlyFans również powinien być tak traktowany. Fakt otrzymywania pieniędzy bezpośrednio do ręki, bez potrzeby kontaktu z wytwórnią, nie zmienia kontekstu. Wiadomo, jak jest z moralnością – każdy ma swoją. Do publikowania własnego wizerunku w formie erotycznych obrazków nic nie mam, to nie moja sprawa. W kwestii erotyki – nie da się ukryć, że granie na najbardziej prymitywnych instynktach (przeważnie męskich) jest dochodowe. Tak było, jest i zapewne będzie. Wchodzenie jednak na portale pokroju OnlyFans i publikowanie tam treści seksualnych z zaznaczeniem, że dana osoba zajmuje się modelingiem może być zagrożeniem dla osób z tego światka nie pochwalającymi pracy seksualnej. Znam wiele przykładów modelek artystycznych (wybaczcie, że piszę tylko o kobietach, ale takie przypadki poznałam), które otwarcie sprzeciwiają się seksualizacji fotografii – zwłaszcza aktowej. Akt ma być formą sztuki, a nie erotykiem do ślinienia się czy innym świerszczykiem. Działanie modelek, które promują swoją działalność na portalach ukierunkowanych na pracę seksualną, nie jest moim zdaniem prawidłowe. Co innego, jeśli będziemy mówić o portalach jak Patreon. Popularność i przystępność OnlyFans doprowadziła do postrzegania portalu jako typowo erotycznego. Inne treści są tam niestety egzotyką.
-
053. Koniec kapeli Dick in Dixie. Śmierć Dicka Flame i Patricka Sohraniego.
oficer opublikował(a) temat w Daily News
Written by Madeleine B - DAILY GLOBE, 28/05/2022 Przedwczoraj około godziny 5 AM na stacji benzynowej znajdującej się na Mirror Park znaleziono martwego wokalistę zespołu Dick in Dixie, Dicka Flame. Jego ciało znajdowało się w kabinie toaletowej. Sekcja zwłok artysty, której wyniki zostały udostępnione za zgodą rodziny, wykazała, że powodem była niewydolność serca połączona z niewydolnością oddechową. W swoim raporcie zastępca koronera zeznał, że badania krwi denata wykazały obecność substancji psychoaktywnych, takich jak kokaina i heroina. Na ironię, taka mieszanka dwóch substancji narkotycznych, z których jedna nazywana pobudza centralny układ nerwowy, a druga działa depresyjnie, nazywana jest speedballem. Speedball jest dobrze znaną strategią pozwalającą na zwiększenie efektu działania kokainy (rush), przy jednoczesnym złagodzeniu nieprzyjemnego uczucia i depresji (crash), które pojawiają się po zakończeniu działania kokainy. Praktyka jednoczesnego zażywania tych substancji została opisana w 1982 przez Office of National Drug Control Policy (ONDCP). Z relacji przypadkowych osób znajdujących się na miejscu wynika, że Dick miał zachowywać się nadzwyczaj dziwnie – jak określa to jedna z nich, „był ewidentnie nagrzany”. Spytał o możliwość skorzystania z toalety. Po dłuższej nieobecności pracownik stacji zaniepokoił się, postanowił wejść do męskiej toalety i zmierzył się z okropnym widokiem, jak z horroru – drzwi były zamknięte. W środku Dick trzymał się za serce i z nadmiernym trudem próbował łapać powietrze. Był spocony i blady. Pracownik od razu podbiegł do mężczyzny w celu pomocy, jednak był zbyt przestraszony, aby podjąć działania ratownicze. Po nieudanej próbie ratowniczej wezwał służby. Po dziesięciu minutach zjawiło się LSPD. Stwierdzono, że Dick zmarł i wezwano koronera. Zabezpieczono woreczek strunowy, w którym znajdowały się śladowe ilości kokainy. Dotarliśmy do pracownika stacji i przeprowadziliśmy z nim krótką rozmowę: MB - Madeleine Brooks, PS - Pracownik stacji MB: Czy wiedziałeś, że mężczyzna, który poprosił cię o dostęp do toalety był frontmanem kapeli Dick in Dixie? PS: W pierwszej chwili nie skojarzyłem jego twarzy, ale wydawała mi się znajoma. Dopiero jak dotarłem do domu po nocnej zmianie i emocje ze mnie opadły, to zacząłem szukać w internecie jakichś informacji na jego temat i tak odkryłem, kim był ten człowiek. MB: Co dokładnie zobaczyłeś w łazience? PS: Mężczyzna długo nie wychodził z łazienki. Słychać było jakieś jęki, co mnie zaniepokoiło. Drzwi były zamknięte na klucz, jednak posiadałem zapasowy, którym je otworzyłem. Leżał na kafelkach, zwijając się i bełkocząc coś bez sensu. Próbowałem nawiązać z nim rozmowę, jednak nic do niego nie docierało. Pomyślałem, że jest pijany lub pod spływem środków odurzających - co okazało się prawdą. Zaczął wymiotować, a jego stan się pogarszał. Byłem rozdarty, bo w sklepie czekali klienci, których musiałem również obsłużyć. To wszystko tak strasznie się dłużyło, że miałem wrażenie, jakby trwało wieki. MB: Czy po Dicku było widać, że jest pod wpływem narkotyków? PS: Tak, tak. Zachowywał się bardzo dziwnie, poza tym miał rozszerzone źrenice. Niemal od razu się zorientowałem, że coś zażył. MB: Przez jak długi czas próbowałeś podejmować działania mające na celu uratowanie mu życia? PS: Siedziałem z nim do przyjazdu departamentu, jednak nie miałem wiedzy na temat pomocy osobie odurzonej narkotykami. Nie wiedziałem, jak mogę mu pomóc, on również nie współpracował. MB: Jak zachowywał się przed wejściem do toalety? PS: Koniecznie chciał skorzystać z toalety, więc pomyślałem, że goni go za potrzebą. Był roztrzęsiony, wykonywał gwałtowne ruchy, rozchwiany. Dla mnie to nic nowego. Pracuję na stacji od kilku lat i taki widok nie jest czymś nadzwyczajnym. Przy Dicku znaleziono także list pożegnalny. Według nieoficjalnych informacji list miał być napisany przez Speedballa – basistę, współzałożyciela kapeli oraz prywatnie przyjaciela Dicka. Treść listu na razie została utajniona. Funkcjonariusze na podstawie listu wywnioskowali, że Speedball pragnął w ten sposób pożegnać się ze swoim dobrym przyjacielem. Gdy służby przyjechały do jego domu w Sandy Shores, ponownie – spotkano się z widokiem jak z najgorszego koszmaru – na podłodze leżało zimne i martwe ciało. Dom zastano w kompletnym bałaganie. Zabezpieczono heroinę, sprzęt do iniekcji, folię aluminiową i łyżeczki do podgrzewania narkotyku. Ostatecznie list został przekazany Lennemu Maguireowi – gitarzyście kapeli. Warto nadmienić, że Patrick Sohrani cierpiał na AIDS i możliwe, że była to bezpośrednia przyczyna śmierci. W dodatku przedawkowanie Dicka mogło być najprawdopodobniej bezpośrednią reakcją na śmierć Speedballa. Funkcjonariusze wykluczyli, by była to świadoma akcja samobójcza. Po dziwnej, nieprawdopodobnej serii zgonów w kapeli jedynymi żyjącymi członkami zostali gitarzysta Lenny Maguire oraz pianista Terry Watson, o którym słuch ostatnio zaginął. W swojej twórczości inspirowali się różnymi gatunkami muzycznymi. Nie obce były im rockabilly, punk rock czy swing. Na koncie mieli jeden LP „Nuthin’ to lose” oraz jedną EP „Nation on Fire”. Znani byli również z „Get busy livin’ or get busy dyin’”, czy „Rhythm and Booze”. W maju tego roku ranking NORM100 umieścił Dick in Dixie na pierwszym miejscu w kategorii rock/metal. Zespół Daily Globe, a w szczególności ja, Madeleine Brooks, fanka zespołu, składamy wyrazy głębokiego współczucia oraz słowa wsparcia i otuchy dla Rodzin artystów Dick in Dixie, którzy zapragnęli tworzyć świetną muzykę dla swojej niszy, a przy tym integrować ludzi. -
Written by Madeleine B - DAILY GLOBE, 23/05/2022 Według służb ratunkowych, tuż przed godziną 23:00, dnia 21 maja, wybuchł pożar w lokalu gastronomicznym znajdującym się na Strawberry. Informacja o wybuchu pożaru została niezwłocznie przekazana stacji FS23. Na miejsce udały się jednostki Engine, Truck oraz Rescue Ambulance wraz ze wsparciem medycznym EMC. Strażacy dotarli na miejsce po trzech minutach od odebrania zgłoszenia o pożarze. Gdy przybyli, cały budynek płonął. Z relacji strażaków wynika, że zadymienie sięgało wysokości budynku. Z miejsca zostały ewakuowane osoby znajdujące się w środku. Z osób znajdujących się wewnątrz nikt nie został poważnie ranny. O godzinie 23:08 czasu lokalnego centrala LSFD otrzymała kolejne zgłoszenie do pożaru komisu samochodowego Mossleys Auto. Część jednostek z sąsiedniego pożaru została przekierowana do pożaru komisu. Na miejscu zostały podjęte działania gaśnicze. Strażacy odłączyli media, takie jak prąd, czy woda. Podczas próby gaszenia pożaru został ranny jeden funkcjonariusz Departamentu Ognia w Los Santos. Jego stan jest stabilny. Ze względu na prowadzone dochodzenie, nie zostało powiedziane o dokumentacji – w tym ubezpieczeniu – budynku. W związku ze zdarzeniem wszczęto dochodzenie. Jednostka ARSON współpracuje z innymi departamentami w celu zbadania okoliczności pożaru. Pożar na Strawberry to kolejne tego typu tragiczne zdarzenie w Los Santos w ostatnim czasie. Na szczęście dla lokalnej ludności, w odpowiednim czasie i w odpowiednim miejscu zjawili się odpowiedni ludzie. Dla każdego przedsiębiorstwa zaleca się zakup dodatkowych systemów przeciwpożarowych. Daily Globe ostrzega. Jeżeli widzisz sytuację niepokojącą lub wprost zagrażającą Twojemu zdrowiu bądź życiu bądź osób trzecich w Twoim pobliżu, skontaktuj się z operatorem 9-1-1. Przedstaw się, podaj swoją lokalizację i krótko, lecz treściwie opisz zagrożenie. Nie obawiaj się informować służb o otaczających Cię problemach.
-
051. Śmierć członków zespołu Dick in Dixie. Co dalej z zespołem?
oficer opublikował(a) temat w Daily News
Written by Madeleine B - DAILY GLOBE, 21/05/2022 Wczoraj zespół Dick in Dixie zamieścił na swoim profilu w serwisie Lifeinvader informację o śmierci dwóch członków – Roya Stevensona oraz Harryego McPhersona. Saksofonista Harry McPherson (32 lata) od dawna cierpiał na złośliwego guza mózgu, o czym wiedzieli niektórzy z jego znajomych. Informacja jednak nie została podana opinii publicznej, ze względu na chęć zachowania prywatności. W zeszłym tygodniu WAV poinformował, że Struna był hospitalizowany – powód jednak nie został ogłoszony. Kilka dni temu sam artysta parę dni temu opublikował na Lifeinvader informację, że czuje się znacznie lepiej i zamierza wyjść ze szpitala w sobotę. Dnia 19 maja pozostali członkowie zespołu, tj. Dick Flame, Roy Stevenson i Patrick Sohrani znany szerzej jako „Speedball” odwiedzili nieszczęśliwie chorego Harryego w Medical Center znajdującym się na Davis. Z zeznań obecnych w szpitalu wynika, że mężczyźni zachowywali się hałaśliwie i prawdopodobnie byli pod wpływem substancji psychoaktywnych. Od Roya czuć było alkohol, a sam jego wygląd pozostawiał wiele do życzenia. Z kolei Dick miał być nienaturalnie pobudzony po zażyciu narkotyków. Pielęgniarka próbowała wezwać Police Department, jednak nie doczekała się interwencji i była zdana tylko na kolegów i koleżanki z personelu medycznego. Po krótkim pobycie we wnętrzu szpitala muzycy przenieśli się na zewnątrz. Chory na raka Harry zabrał ze sobą lekki, aluminiowy stojak na kroplówkę. Złośliwi twierdzą, że zamiast substancji odżywczych w kroplówce mogły znajdować się substancje psychoaktywne. Kamery nagrywające wejście do szpitala uchwyciły moment, w którym wszyscy wspólnie spożywali alkohol. W pewnym momencie Roy Stevenson źle się poczuł i padł na ziemię. Znajdujący się wokół niego sądzili, że po prostu zatruł się alkoholem i zaliczył „zgona”. Roy jednak nie reagował na żaden bodziec. Dwóch ratowników rzuciło się na pomoc. Niestety, po krótkiej próbie odratowania Roya stwierdzono, że jego funkcje życiowe uległy zanikowi. Zaraz potem pojawili się również paramedycy, którzy przez dłuższy czas próbowali poddać go reanimacji. Członkowie bandu mieli się z nimi kłócić. Wyglądali na bardzo zszokowanych przez całą sytuację. Wszyscy byli cali we łzach. Roya zabrano do kostnicy. W badaniach pośmiertnych wykazano, że mierzył się z nierozpoznaną na czas marskością wątroby. Od dawna jednak był znany z nadużywania alkoholu. Gdy ponad dwa lata temu przepadł, kapela pojechała szukać go do jego rodzinnego Angel Pine. Siostra Roya, również już nieżyjąca Daphne wmówiła zespołowi, że brat zapił się na śmierć, a jego prochy zostały zatopione w butelce po whisky. Roy zmarł w wieku 42 lat. Data pogrzebu nie jest jeszcze znana. Harry wrócił do swojej sali w szpitalu. Miał narzekać na bardzo silne bóle głowy. Zgodnie z powiedzeniem, że nieszczęścia lubią chodzić parami, nad ranem znaleziono go martwego. O piątej nad ranem miał dostać wylewu krwi do mózgu. Co ciekawe, trzy dni temu Dick in Dixie zamieściło nowe zdjęcie w tle na Lifeinvaderze. Przypomina to lakoniczną zapowiedź nowego projektu. Biorąc pod uwagę ostatnie wydarzenia, można przypuszczać, że teoretyczny projekt zostanie wstrzymany. Los Santos, 21.05.2022 Kochani czytelnicy, z najgłębszym smutkiem i żalem przyjęliśmy wiadomość o śmierci Roya Stevensona oraz Harryego McPhersona. Informacja ta zrobiła na nas przygnębiające wrażenie. W imieniu zespołu redakcyjnego DAILY GLOBE przesyłam nasze najszczersze kondolencje rodzinie zmarłych i przyjaciołom. Na zawsze pozostaną w naszych sercach jako otwarci, pełni pasji ludzie. Niech Bóg ma Was w swojej opiece i otoczy Was Pokojem. W imieniu zespołu redakcyjnego DAILY GLOBE -
050. Nieudana akcja ratowania samobójcy przez LSFD na moście w Catfish View.
oficer opublikował(a) temat w Daily News
Written by Madeleine B - DAILY GLOBE, 16/05/2022 W niedzielę, w godzinach wieczornych, na moście znajdującym się nad drogą Catfish View miała miejsce próba samobójcza. Gdy tylko Los Santos Fire Department dowiedział się o młodym mężczyźnie, zamierzającym skończyć życie skacząc z wysokości, natychmiast została wysłana jednostka na miejsce. Tam dostrzegli samobojcę. Niestety, nie udało się uratować samobójcy – zmarł w wyniku obrażeń po upadku. Z ustaleń Daily Globe wynika, że suicydent miał jedynie piętnaście lat. Prawdopodobnie podjął tak drastyczną w skutkach decyzję po kłótni z najbliższą rodziną. Ofiara utrzymywała złe stosunki z członkami rodziny. Sprawę skomentował jeden ze strażaków LSFD: Jednostka T-5 zaraz po przybyciu rozpoczęła rozkładanie skokochronu, a reszta departamentu dokładała wszelkich starań, aby nie doszło do tragedii. Zbyt często spotykamy się ze zgłoszeniami o próbach samobójczych podejmowanych przez młode osoby. Śmierć tego chłopaka to istna tragedia – brak wsparcia ze strony rodziny na pewno się do tego przyczyniła, lecz nie możemy szukać tutaj winnych. Za tę śmierć odpowiada całe społeczeństwo. Zapytałam również, jak wpływa to personalnie na osobę zajmującą się ratowaniem samobójców: Takie sytuacje pozostawiają ślad na psychice strażaka, często wielu strażaków po wielu latach pracy musi uczęszczać na terapie. Niestety, dane dotyczące samobójstw ujawnione przez amerykańską agencję federalną ds. chorób i ich zapobiegania nie napawają optymizem. Samobójstwo znajduje się na dziesiątym miejscu wśród najczęstszych przyczyn śmierci, a w grupie wiekowej 15-34 – na drugim. Na pierwszym miejscu wśród powodów wymieniane są problemy w relacjach (42 proc.). Inne czynniki to nadużywanie substancji psychoaktywnych (28 proc.), problemy zdrowotne (22 proc.) oraz finansowe lub zawodowe (16 proc.), a także utrata mieszkania (4 proc.). Nasze systemy psychiatrycznej opieki zdrowotnej są niewydolne w całym kraju – powiedziała Julie Cerel, prezes Association of Suicidology. – Nie radzimy sobie z kształceniem specjalistów od zdrowia psychicznego. -
049. Dick Flame w Daily Globe! Rozmowa o EP, rankingach i ostatnich wydarzeniach.
oficer opublikował(a) temat w Daily News
Written by Madeleine B - DAILY GLOBE, 14/05/2022 Ostatnia EPka „Nation on Fire” autorstwa zespołu Dick in Dixie odbiła się szerokim echem. Pierwszy longplay zespołu, „Nuthin’ to lose”, wyszedł piątego lutego, po dość długiej przerwie wydawniczej. Oczekiwania po nowym minialbumie były spore, zwłaszcza że znów nie było wiadomo, w jaką stronę pójdzie zespół. Czy będzie kontynuował mocno punk rockowy kierunek, czy jednak – zgodnie z fałszywymi informacjami – pójdzie w kierunku techno. Muzycy zdecydowali się jednak na bezpieczne rozwiązanie i nagranie czegoś podobnego do pierwszego albumu. „Nation on Fire” to EPka, będąca swego rodzaju podsumowaniem dotychczasowego dorobku grupy. Początek jest całkiem obiecujący, gdyż tytułowy utwór „Nation on Fire” – będący jednocześnie kawałkiem promującym album – zaskakuje. Utwór jest intrygujący i wnosi coś nowego do twórczości Dick in Dixie. Tekst został napisany w przypływie emocji, a właściwie to pod wpływem frustracji po śmierci Daphne Stevenson, którą zastrzelił podczas kontroli zastępca szeryfa. Warto zwrócić uwagę na teledysk. Został zrealizowany przez producenta filmowego Rogera Dunswortha, który to w latach 80s tworzył w Vinewood filmy akcji z ojcem Dicka. Sceny przedstawione w teledysku oddają charakter utworu i pozwalają się jeszcze bardziej w niego wczuć. Uważam, że część utworów wypada lepiej na żywo. W studiu zespół postawił na trochę wygładzoną produkcję, która wciąż brzmi bardzo dobrze. Jednak przy takiej dawce energii i ciekawym pomyśle na swój styl, nie ma to większego znaczenia. Zespół znalazł się w miejscu, w którym będzie musiał zdecydować jak będzie wyglądał ich następny krążek. Zapewne EPka to jedynie przedsmak tego, co będziemy mogli usłyszeć w przyszłości. Artystom Dick in Dixie udało się nagrać coś, co trafia zarówno do wielbicieli punka, jak i może zainteresować słuchaczy awangardowego swingu. Udało mi się nawiązać kontakt z wokalistą zespołu. Z Dickiem spotykamy się w moim samochodzie. Spokojny, ciepły wieczór. Mój rozmówca jest w trakcie spożywania posiłku – żeberka i piwo. Całość wywiadu dostępna jest poniżej: MB - Madeleine Brooks, DF - Dick Flame MB: Jako, że jestem fanką zespołu, zdarza mi się śledzenie rankingów w których prowadzicie. Jednym z takich rankingów jest ranking NORM 100, w którym wasz zespół zajął pierwsze miejsce w kategorii rock/metal. To jakieś szczególne osiągnięcie, czy jedno z wielu? DF: To jest zajebiście ciekawe osiągnięcie, z dwóch powodów. Po pierwsze, nie gramy za bardzo rocka ani metalu. Jakbym miał przypisać naszą muzykę do jakiegoś gatunku.. to byłoby jakieś dziwaczne połączenie rockabilly, punk rocka, swingu… Zresztą Speedball, nasz basista, ukuł takie fajne powiedzonko o nas. Że jesteśmy jak big band z lat 30-tych, któremu ktoś wcisnął speed i kazał grać punk rocka. I to ma chyba sens, ale jeżeli chodzi o drugi powód.. No to proszę Cię kurwa, z kim my tu mamy konkurować w tym mieście? Znasz jakieś inne kapele w Los Santos? MB: Mimo wszystko nie brałabym drugiego powodu pod uwagę. Wiele osób z undergroundu zapewne próbuje swoich sił w tworzeniu muzyki, a, jak widać, nie przebijają się – lub nie zostają na scenie dłużej. Jak myślisz, skąd wzięło się akurat zakwalifikowanie do kategorii rock/metal? Wspominasz o tym, że wasza muzyka to hybryda. Nieświadomość organizatorów, czy coś innego? DF: Może. Może wcisnęli tam wszystko co nie wychodzi od raperów i pop gwiazdek. Może wszystko co ma gitary w tle kwalifikuje się u nich jako rock albo metal. To ich trzeba spytać. Ale jest fajnie, nie narzekam. MB: Dla wielu fanów powody o których wspomniałeś nie są oczywiste. DF: No. Fajnie, że się wstrzeliliśmy. Zobaczymy.. zobaczymy co dalej. MB: Jak wyglądała praca nad waszą najnowszą EPką? Było łatwo i bezstresowo, czy może w studiu pojawiały się jakieś napięcia? DF: Ekhm.. mieliśmy swoje problemy, ale nie będę was zanudzał detalami. Ale generalnie mówiąc mieliśmy się tą płytą wyżyć, rozumiesz? Dać upust całemu.. wkurwieniu z ostatnich miesięcy. Trochę było roboty przy klipie, musieliśmy ogarnąć pod to sporo rzeczy. Pomógł nam z tym Roger Dunsworth. MB: Zważając na to, ile dajecie od siebie energii na koncertach, tych emocji musi być naprawdę dużo. DF: Nawet jest ich w cholerę, ale my na naszych koncertach staramy się zawsze zrobić dobre widowisko. Oczywiście na pierwszym miejscu stoi muzyka, ale staramy się zawsze zadbać o ten element wizualny. MB: Zdradzisz choć jedną sytuację zza kulis? Na pewno musiało dziać się coś zabawnego podczas pracy nad nią. DF: Nagrania wyglądały dość standardowo, miały miejsce w naszym studio w Harmony. MB: Nie wiem... kot usiadł na gitarze. Naprawdę, zdradź chociaż jedną sytuację. DF: Oi, mieliśmy kiedyś kota. Ale to było dawno temu, jak jeszcze graliśmy w Blueberry, ze dwa lata temu. Cholerny sierściuch przegryzał nam okablowanie. MB: Żyje? DF: Cholera wie, może spłonął z całą salką. MB: Wy to zawsze macie pecha. DF: A to nawet nie był czarny kot, oi. Ale, ale... Miałem o EPce. MB: Tak. Naprawdę, nie uwierzę Ci że nic się nie działo. W końcu jesteście DICK IN DIXIE. DF: Ludzie chyba myślą, że jak mamy DICK IN DIXIE w nazwie, to zawsze na siłę szukamy guza albo afery. To jest raczej na odwrót. Gramy taką muzykę i obracamy się w takim towarzystwie, że problemy...no jakoś same nas znajdują. DF: Była taka jedna sytuacja, ale czy śmieszna to nie wiem. Jak obejrzycie klip, to zauważycie, że w scenach, gdzie gramy jako kapela na instrumentach nie widać w ogóle Roya. Wiązało to się z tym, że zawalił transport i nie przywieziono nam na plan perkusji i fortepianu. Czasu było mało i trzeba było coś wymyślić. Powiedzieliśmy więc Terry'emu i Royowi żeby udawali, że grają - zrobi się odpowiednio bliskie ujęcia i nic nie będzie widać. Stąd te dziwaczne zbliżenia na Terry'ego, gdzie krzywi się, jakby nie mógł się wysrać od dekady, oi. No ale Roy nie zamierzał się bawić w takie pierdoły, powiedział że to pierdoli i zamiast uderzać pałeczkami w niewidzialne gary, zaczął napieprzać kijem w samochód, co zresztą widać pod koniec. Ot, taka historyjka. MB: Hahaha, mam nadzieję że samochód nie ucierpiał! Wróćmy do EPki. Przesłuchałam całej i powiem Ci, że naprawdę doceniam. DF: Zajebiście to słyszeć. Który kawałek najczęściej katujesz? MB: „Shit out of luck”. DF: A, to Speedballa. Ale wybór dobry, też go lubię. MB: Jak wygląda proces pisania tekstów? Tekst „Shit out of luck” jest dość niecodzienny.. pisanie o tym, że narkotyki są Bogiem? DF: Nie mogę tu mówić za Speedballa. Ale mimo wszystko, radzę spojrzeć na ten kawałek przez krzywe zwierciadło. Nie będę tutaj ukrywał, używki zdarzało się brać i to z różnych powodów. Ale nie wiem, chyba przez to mamy do tego jakiś dystans? Zresztą ten temat przewinie się jeszcze niedługo, ale o tym na razie gadał nie będę. MB: To jak w twoim przypadku wygląda pisanie tekstów? DF: Wygląda to różnie. Raz coś Cię trafia nagle i musisz coś z tym zrobić, przelać na papier bo inaczej szlag cię trafi. Czasami to zbiera się dłużej, wiesz.. jak flegma. I dziubiesz ten tekst kawałek po kawałku aż wygląda to w miarę przyzwoicie. MB: Natchnienie? DF: Czasami po prostu robimy na żywca próbę z chłopakami, oni grają a ja próbuję coś na szybko pod to wymyślić. Kawałki piszę głównie ja, Speedball i Roy. MB: Najbardziej podobają mi się teksty Speedballa. Ten człowiek.. jest specyficzny, ale przy tym naprawdę da się polubić jego ‘kreację sceniczną’. DF: On tego nie kreuje.. on taki jest.. chociaż.. kurwa. Mniejsza. Co znasz jeszcze Speedballa? MB: Ostatnio wracałam do waszych starych kawałków. DF: Pewnie Rhythm and Booze? MB: Taak, to też. DF: Yeaaah, to jest kawał kawałka. Zawsze robił pierdolone wrażenie. MB: Z ostatniej EPki spodobało mi się też Judge nor Jury. Twojego autorstwa. DF: Aaa, tak. Historia z życia wzięta. Stety lub niestety. MB: Nie będę poruszała tego tematu.. Dzięki, że odpowiedziałeś na moje pytania – część z nich pozwól, że zadam kiedy indziej. Ostatnie słowa należą do Ciebie – co z okazji nowej EPki chciałbyś przekazać czytelnikom Daily Globe? DF: Pewnie niektórzy z was się będą zastanawiać, co Dick in Dixie robi w rozmowie z dziennikarką Daily Globe. Ale chyba czasami zapominamy, że niezależnie jak zepsute jest ciało, zawsze się tam znajdzie jakiś zdrowy organ. I to działa w dwie strony. Nie zapominajcie o tym ludzie. Trzymajcie się, pojeby. -
048. Love Fist w Los Santos - powrót gwiazd czy reaktywacja starocia?
oficer opublikował(a) temat w Daily News
Written by Madeleine B - DAILY GLOBE, 13/05/2022 Kto nie słyszał o Love Fist? Ten Legendarny zespół jest już z nami (a raczej był) od kilkudziesięciu lat. Jestem przekonana, że większość naszych czytelników zna ten ‘staroć’ jedynie z opowieści swoich ojców. Każdy stereotypowy Robert opowiadał swojej córce o zamierzchłych czasach, kiedy to koncerty wyglądały zupełnie inaczej niż teraz. Zawsze musiał odwoływać się przy tym do Love Fist. Co by o nich złego nie mówić, wydaje się, że to właśnie oni wyznaczali przez pewien czas standardy ówczesnej muzyki. Podczas swojej wieloletniej kariery mieli wiele wzlotów i upadków – pojawiali się, po czym nagle znikali. Co ciekawe, kilka dni temu znowu pojawili się w Los Santos, gdzie dwóch background players – Duke Harvey oraz Matthew Pitcher rozdawali limitowane płyty z okazji swojego nowego minialbumu. Na miejscu pojawili się fani, którzy bili się o choćby jedną płytę zespołu. Prowadzący wydarzenie odpowiadali na masę pytań zadawanych przez publiczność. Oświadczyli m.in., że ‘zespół, który przez wielu był uważany za wymarły, powrócił’. Jeżeli faktycznie tak jest, to umowną datę 9 maja można uznać za wskrzeszenie łazarza. Wielu starych miłośników było zdziwionych powrotem wymarłego zespołu. Według oficjalnych wiadomości podawanych przez największe czasopisma związane z heavymetalem band rozpadł się w późnych latach 80. Euforia, w której trwali wszyscy zgromadzeni w czasie wydarzenia daje nadzieję na to, że być może tym razem zespół się nie rozpadnie. Eksperci uważają, że comeback zespołu w postaci wydania nowych utworów jest wręcz pewny. Tym bardziej że podobno czołowych członków zespołu, czyli Jizzyego oraz Dicka, widziano w Atlancie, niedaleko tamtejszego studia nagraniowego. Czyżby to zapowiedź czegoś większego? Czołowy publicysta, znawca środowiska metalowego Christopher Cunningham z portalu www.screamnow.com twierdzi: „Różne gatunki metalu mają w gruncie rzeczy to samo źródło. Zespoły typu Love Fist miały ogromny wpływ na to, co działo się w tej muzyce i stanowią jakiś wspólny mianownik. Myślę, że jest niewielu fanów nieoczekujących powrotu zespołu, który słynął z wielu kontrowersji. Kto jednak dzisiaj pamięta ich dziwne akcje? Nikt. Uważam, że zaczynają z czystą kartą. I dobrze.” Przypomnijmy, że zespół Love Fist został założony w latach 80. Swoją historię rozpoczął właśnie w Los Santos, w nieczynnym już dziś barze Tequi-la-la na zachodnim Vinewood. Zyskali tam popularność, po czym ze względu na niekorzystne okoliczności przenieśli się do słonecznego Vice City. Tam, grupa zyskała już ogromną popularność. Była powszechnie znana i lubiana. W 1989 grupę opuszcza Willy McTavish. Odejście Williego uznaje się za oficjalny, dziesięcioletni rozpad zespołu. Wracają na krótki okres dopiero w 2008, po czym znowu się rozpadają. Jako entuzjastka tego typu muzyki, żywię nadzieję, że tym razem nie zawiodą swoich wyznawców i powrócą na więcej niż rok. Czy tak będzie? Zobaczymy.
