Skocz do zawartości
 
GRACZY ONLINE

Znajdź zawartość

Wyświetlanie wyników dla tagów 'burglary' .

  • Wyszukaj za pomocą tagów

    Wpisz tagi, oddzielając je przecinkami.
  • Wyszukaj przy użyciu nazwy użytkownika

Typ zawartości


Forum

  • Informacje
    • Informacje
    • Discord
    • Odzyskaj swoje konto!
    • Ekipa oraz liderzy projektu Vibe Roleplay
    • Publikacje dt. fabuły serwera
    • Publikacje dt. rozgrywki
    • Regulaminy
    • Rekrutacje
    • Społeczność
    • Poradniki
    • Event Team
  • Sprawy organizacyjne
    • Pochwały oraz skargi
    • Apelacje od kar
    • Współdzielenie IP
  • Organizacje publiczne
    • Opiekunowie organizacji publicznych
    • Los Santos County Government
    • San Andreas Judicial Branch
    • Projekty oficjalne
    • Federal Bureau of Investigation
    • Internal Revenue Service
    • Los Santos County Sheriff's Department
    • Los Santos Police Department
    • Natural Resources Agency
    • Los Santos County Fire Department
  • Organizacje prywatne
    • Informacje Opiekunów
    • Aplikacje
    • Biznesy
    • Projekty In Character
    • Spółki
    • Projekty CM/GM
    • Projekty zmotoryzowane
    • Przetargi
    • Wyceny i dofinansowania
    • Archiwum
  • Organizacje przestępcze
    • Informacje
    • Organizacje
    • Crime Support
    • Przestępstwa
    • Archiwum
  • Branża rozrywkowa
    • Profile postaci
    • Informacje
    • Przedsiębiorstwa
    • Materiały
  • Media
    • Media
    • Daily Globe
    • Music Media ChatterBox
  • In Character
    • Wydarzenia fabularne
    • Los Santos County & Blaine County
    • Internet
    • Los Santos
    • Biografie postaci
    • Społeczności
  • Inne
    • Multimedia - Zdjęcia i filmy z serwera Vibe Roleplay
    • Multimedia - Zgarniaj wyjątkowe nagrody
    • Twórczość Użytkowników
    • Hydepark
    • Archiwum globalne
  • 7.7.7 | GIGA DC
  • doozan's fanclub Tematy
  • PRAWILNY GENG Tematy
  • capybara team Zdjęcia kapi
  • 12KG MAFIA Rodzina nie znaczy przyjaźń.
  • KR Kumar
  • KR Rajesh
  • Federal Ballin Bureau Club Regulamin warzne!

Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki, które zawierają...


Data utworzenia

  • Od tej daty

    Do tej daty


Ostatnia aktualizacja

  • Od tej daty

    Do tej daty


Filtruj po ilości...

Dołączył

  • Od tej daty

    Do tej daty


Grupa podstawowa


O mnie


Discord

Znaleziono 2 wyniki

  1. – Gdy ich zabrakło, wszystko się posypało – ciągnął Liam, zaciskając dłonie w pięści. – Zaczęło się od tej dzikiej walki o wpływy. Każdy chciał przejąć kontrolę. Kiedy patrzę na to z dystansu, widzę, że to była... może i nieunikniona reakcja. Gdy jest chaos, ludzie walczą, by wyjść na wierzch. – A jak ty się wtedy czułeś? Czy próbowałeś walczyć o swoje miejsce? – zapytał dr Samuels, starając się nie naciskać. Liam uśmiechnął się gorzko. – Ja? Nie, raczej nie... Obserwowałem to z boku. Byłem już wtedy zmęczony. Po prostu patrzyłem, jak oni walczą między sobą – każdy miał swoją wersję „nowego ładu”. Każdy uważał, że wie najlepiej. Na początku próbowali się dogadać, ale… z czasem to była czysta rywalizacja. Wszyscy chcieli być jak Bboy, ale nikt nie rozumiał, że nie chodziło o siłę. On miał charyzmę, łączył nas, nie kontrolował. A oni? Rozdzielali nas coraz bardziej. Dr Samuels uniósł lekko brew, pochylając się nieco w jego stronę.(...) (...) – To była akcja kradzieży – odpowiedział w końcu, próbując uspokoić swój oddech. – Mieliśmy przejąć ciężarówkę, w której znajdowały się… Eh, plan był solidny – myśleliśmy, że pójdzie jak po maśle. Ale… coś poszło nie tak. Ludzie się pospieszyli, ktoś zrobił błąd i… wszystko się rozpadło. Aiden został złapany, a Hunter... Hunter po prostu zniknął. Jakby... jakby wyparował. Ostatni raz widzieliśmy go, jak uciekał. Potem – cisza. Żadnego śladu. Dr Samuels siedział nieruchomo, patrząc na Liama, który z każdym słowem wydawał się coraz bardziej zmęczony i przybity. – Co czujesz, kiedy o tym mówisz? – zapytał w końcu terapeuta. Liam wzruszył ramionami, choć jego oczy zdradzały gniew i smutek. – Nie wiem… Może żal. Może... poczucie winy. Ciągle zastanawiam się, czy mogłem coś zrobić inaczej. Aiden za to płaci teraz, siedzi za kratkami, a Hunter… Przepadł, jakby nigdy nie istniał. Dr Samuels skinął głową, dając Liamowi przestrzeń do wyrażenia tych emocji. – Często wracasz myślami do tych wydarzeń? Liam przez chwilę milczał, jakby układał sobie w głowie odpowiedź. Potem przytaknął. W mrocznej uliczce na peryferiach Los Santos, gdzie puls miasta zlewał się z odorem ścieków i spalin, znajdował się bar, który równie dobrze mógłby nie istnieć. Jego szyld, choć w teorii nadawał lokalowi jakąś tożsamość, w praktyce był reliktem po lepszych czasach. Ledwie kilka liter wciąż trzymało się kurczowo, wystawiając na widok napis „Taste…”, podczas gdy reszta zdążyła zniknąć, zjedzona przez rdzę i lata zaniedbań. Byli jednak ludzie, którym ten brud i ciemność odpowiadały - ci, którzy nie mieli już gdzie indziej pójść, oraz ci, dla których „Taste…” stanowił przystań wśród obcych. Stali bywalcy, każdy oszczędny w słowach, siedzieli głównie w swoich kątach, powoli sącząc napoje. Na środku sali trzej młodzi chłopcy w różnych stanach upojenia wykrzykiwali sobie wzajemnie coś o wielkich planach na przyszłość i drzemiących w nich ambicjach, choć każdy z nich w głębi duszy wiedział, że Los Santos dawno pochłonęło ich i już nigdy ich nie wypuści. W jednym z cichszych kątów siedziała kobieta, której sylwetka zdawała się stapiać z mrokiem. Miała długie, ciemne włosy spływające po ramionach i twarz o delikatnych, japońskich rysach. Choć wyglądała na młodą, jej oczy nosiły ślady zmęczenia, które tylko podkreślało cienie pod oczami. Rysy jej twarzy były spokojne, a ciemne oczy, choć wpatrzone w szklankę, zdawały się nieobecne, jakby szukała czegoś po drugiej stronie przeszłości. Wtedy właśnie do baru wkroczyła postać mężczyzny. Był wysoki, w ciemnej bluzie i spodniach. Na głowie miał kaptur, spod którego wystawały dredy, lekko kołyszące się przy każdym kroku. Dredy sprawiały, że mężczyzna wyglądał groźnie i tajemniczo, jak ktoś, kto był gotów stawić czoła każdemu, kto śmiałby mu stanąć na drodze. Unosił się za nim odór palonej trawy, który dostał się do pomieszczenia i rozniósł się po nim całym w samym momencie przekroczenia przez mężczyznę progu lokalu. Przechodził między stolikami pewnie, z niewzruszonym spokojem, a gdy jeden z chłopaków szturchnął go nieopatrznie, mężczyzna jedynie posłał mu chłodne, zniecierpliwione spojrzenie. Jednym ruchem barku odrzucił go prosto na drewnianą barierkę przy blacie, czym wywołał cichy śmiech kilku jego znajomych. Chłopak, choć pełen złości, opuścił wzrok i zamarł - wiedział, że ten zakapturzony człowiek nie był osobą, z którą warto zadzierać. Mężczyzna skierował się do ciemnowłosej kobiety, która uniosła wzrok na jego widok, choć na początku jej wyraz twarzy wyrażał jedynie lekkie zdziwienie. Był ktoś jeszcze, z kim tak dawno się nie widziała, że zapomniała, jak to jest rozmawiać z kimś, kogo zna się na tyle dobrze, by nie zadawać żadnych pytań. - Mocne wejście - rzucił mężczyzna z lekkim uśmiechem, unosząc dłoń w powitalnym geście. - Mocne? - Uniosła brew, unosząc też szklankę do ust, ale zanim się napiła, pokręciła głową. - Mocne wejście to tu codzienność, dla najwyżej dzieciaków próbujących udawać, że kontrolują swoje życie. - Przypatrywała mu się dłużej, oceniając go wzrokiem, jakby szukała czegoś znajomego. - Zabawne… Brzmisz zupełnie jak ktoś, kogo znałam kiedyś. Ten akcent… - Mężczyzna nie odpowiedział od razu. Sięgnął za to do kieszeni, z której wyciągnął metalową zapalniczkę, której powierzchnia lśniła w przytłumionym świetle. Była wytarta i poobijana, ale nadal widoczny był na niej symbol: logo starego baru „El Gato Negro”. To miejsce, które kiedyś znało swoje dni chwały, będąc ostoją dla różnej rzeszy ludzi. Szczególnie dla konkretnej grupy fanów motoryzacji. Kobieta na ten widok zmarszczyła brwi, a potem lekko zachichotała, rozpoznając zapalniczkę. - To jest... - powiedziała pod nosem, nagle ożywiona. - Wiesz, jak trudno było go do czegoś takiego namówić? Przypominał mi zawsze, że ogień powinien być tylko do wyścigów, a nie żeby podpalać papierosy. Ale zawsze trzymał ją przy sobie. Liam… Jaka była z niego dusza. Prawdziwy drań na torach, a zarazem człowiek, który z każdym wrogiem obszedłby się jak z przyjacielem. Niesamowity był, naprawdę… Zamyśliła się na chwilę, jakby wspomnienia same przyciągały ją z powrotem do tamtych czasów. - Zawsze mówił, że miasto będzie jego, a potem przepadł, jak wszyscy. Ot tak. Zaśmiała się, lecz jej głos brzmiał jak ciche echo dawnych dni, gdy beztroska była wciąż blisko. W tej okolicy? - dodała, przyglądając się mężczyźnie uważnie. - Uważaj na swój wózek. - Śmiech jednak szybko ucichł, gdy zakapturzony mężczyzna, który dotąd spoglądał na nią w milczeniu, przybrał znacznie poważniejszy ton. - Śmieszne, jak los potrafi zabrać jednego za drugim… - Spoważniał i spojrzał w bok, w stronę tych nielicznych gości baru. - Słyszałaś o BBoyu? - Kobieta patrzyła na niego, jakby jej spojrzenie mogło odgadnąć to, co miał na myśli. Przestała się uśmiechać, a jej rysy złagodniały w wyrazie zaniepokojenia i smutku. - BBoy. Był jednym z tych, których nie da się zastąpić. - odpowiedziała w zamyśleniu. - Zapadł się pod ziemię, zostawiając wszystko. Nikt nie wie dlaczego, ale nagle opuścił posiadłości, garaże, samochody. Przepadł, nie zostawiając śladu. Bez niego cały układ, cała ekipa… - urwał - Wszystko runęło. Bez fundamentów, wszystko się rozpadło jak domek z kart. – Na twarzy kobiety odmalowało się zrozumienie. Znała tę historię, choć nie przypuszczała, że kiedykolwiek usłyszy ją tutaj, w zatęchłym barze na przedmieściach. Wyciągnęła papierosa, a potem podsunęła paczkę mężczyźnie, który skinął głową i wziął jednego dla siebie. Oboje zapalili, wypuszczając obłoki dymu, które leniwie unosiły się ku przestarzałym lampom, jakby opowiadały własną historię, pełną bólu i tęsknoty. W tle, zza hałasu rozmów i śmiechów innych klientów baru, wciąż dobiegała rzewna, elektroniczna melodia, która zdawała się być soundtrackiem ich przeszłości. Przez chwilę cisza zdawała się wypełniać ich słowa, unosząc ciężar wspomnień. - To jaki jest ciąg dalszy tego syfu, o którym opowiadałeś? - zapytała kobieta, zaciągając się mocno papierosem, jej twarz skąpana w cieniu wydawała się wręcz nieruchoma. Zakapturzony mężczyzna nie odpowiedział od razu. Odczekał kilka chwil, po czym powoli uniósł głowę, odsłaniając spod kaptura swoją twarz. To była chwila, która wypełniła pustkę w myślach kobiety. Brakujący element układanki, który ponownie połączył jej chęci do działania. Twarz mężczyzny, kobiecie bardzo dobrze znana, miała w sobie wyraz twardości, ale także zdeterminowania. To coś, co mówiło, że to nie jest przypadkowa wizyta. - Mamy wiele osób do obdzwonienia, dziewczyno - powiedział, jego głos cichy, ale mocny, jakby to, co powiedział, było obietnicą, której nie miał zamiaru złamać. Kobieta patrzyła na niego, a na jej twarzy pojawił się lekki, pełen nadziei uśmiech. Kiwnęła głową, milcząc, ale jej spojrzenie zdradzało gotowość. Po kilku chwilach zniknęli w dźwięku kiczowatej muzyki i kolejnych aspirujących do miana króla Los Santos nastoletnich dupków. Pozostało po nich tylko wspomnienie i obraz niedopitego drinka oraz dwóch niedopałków papierosów, wbitych w starą, przypaloną wizytówkę warsztatu samochodowego w popielniczce - symbol przeszłości, do której nie zamierzali już wracać, rozpoczynając nowy rozdział. (...) - Banger z Davis? Naah.. to chyba nie jest dobre określenie. Podobno mam łeb na karku, to może po prostu radzący sobie czarnuch wychowany przez ulice? Dr Samuels jedynie przytaknął na jego słowa kontynuując rozmowę. - Jesteś specyficznym człowiekiem Liam, ciekawym.. Mam tu doczynienia z różnymi ludźmi, historiami ale ta twoja wydaje się być bardziej wyjątkowa od innych. Skoro już tu wróciłeś, skończyłeś z dawnym życiem i chcesz to poukładać na nowo.. masz przygotowany jakiś plan? Liam zaciągnął się mocniej papierosem słuchając słowa doktora. Wciągnięty dym zatrzymał przez chwilę w swoich płucach, a fajką skiepował do popielniczki leżącej na blacie stolika kawowego. Wypuścił dym otwierając wcześniej usta, uniósł głowę spoglądając na doktora i dodał. - A może ja dopiero zaczynam?
  2. Ludzkość do zawsze była powiązana z przeróżnego rodzaju kradzieżami, kradnąc nawet jabłko, które przeznaczone było dla Bogów tylko po to, aby poczuć obłędny i niezapomniany smak życia, który choć raz poczuty będzie czymś czego będzie się chciało nieustannie. Jednakże mimo szybko popełnionego przestępstwa w biblii ludzi do wszelkiego rodzaju kradzieży pchają różne czynniki - u jednych będzie to konieczność przez głód wynikający z zanikającego stanu materialnych rzeczy, inni mogą być kleptomanami, a jeszcze inni mogą być żądnymi forsy i adrenaliny skurwielami dla których kradzież to zwykły biznes na którym się dorabiają porządnych pieniędzy. Choć tego rodzaju przestępstwa popełniane są na całym świecie to i tak najczęściej można usłyszeć w wiadomościach o jednym, szczególnym na złodziejskiej mapie miejscu w którym do różnego rodzaju przestępstw z zamiarem kradzieży dochodzi codziennie z wielokrotnością, której w każdym innym przypadku pozazdrościłby każdy. Mowa o miejscu na zachodniej półkuli Ameryki Północnej, Los Angeles - potocznie nazywanym miejscem aniołów, które jak wynika z raportów policyjnych w rzeczywistości przepełnione jest różnego rodzaju demonami czającymi się w ludzkich ciałach. Jako jedno z miejsc, które od wielu lat zajmuje czołowe pozycje w tego typu przestępstw dosyć często wybierane jest przez przestępców na punkt w którym będą przeprowadzali teraz swoje niecne działania. Dosyć często przy tym aktywność tych przestępców w mieście nieustannie łączonym z kinematografią przypomina filmy, jakie są tam też kręcone, czego przykładem może być zuchwały napad z 2024 roku, gdzie złodzieje napadli na firmę zajmującą się przechowywaniem i zbieraniem utargów z rejonu San Fernando Valley w CA - co przypominało film z Jasonem Stathamem o podobnej tematyce. I choć z biegiem lat można zauważyć odnotowane spadające słupki z wskaźnikami, które pokazują ilość przeprowadzanych napadów rocznie to złodzieje nie przestali maczać swoich palców w tej dziedzinie, jedynie zaczęli bardziej dopracowywać swoje plany i przeprowadzać je na osobach czy działalnościach z których wyciągną większe pieniądze, przestając powoli żerować na biednych. W końcu nikomu nie opłaca się iść siedzieć za $1000, a sto tysięcy czy milion brzmią już bardziej kusząco.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę. Warunki użytkowania Polityka prywatności Regulamin