Skocz do zawartości
 
GRACZY ONLINE

034. Czwarte wydanie modelu BALLER, nieformalnie nazywane trzecią generacją. Analiza usportowionej i przedłużonej wersji ST-D, która czyni ten samochód czymś więcej niż królewskim SUV-em.


triple6

Rekomendowane odpowiedzi

spacer.png

  written by Vinnie Rose - Daily Globe, 17/02/2024               

spacer.png

Gallivanter – brytyjski producent samochodów terenowych i SUV-ów działający na rynku od 1948 roku. Znany jest głównie z produkcji pojazdów dla ludności cywilnej, natomiast oferuje także pojazdy wojskowe. Od roku 1970 w swojej ofercie posiada kultowy model Baller, o którym mowa w dzisiejszym artykule. Temat samej marki poruszyłem szerzej w moim poprzednim piśmie do którego gorąco zapraszam.

spacer.png

W dzisiejszym artykule przyjrzymy się usportowionej i przedłużonej wersji Ballera generacji trzeciej, czyli Ballerowi ST-D (w rzeczywistości jest to generacja czwarta natomiast przyjęliśmy nazywać ją jako trzecią z tytułu nadania poprzedniej odsłonie tego modelu nazwy "Baller II" przez producenta, markę Gallivanter). Co trzeba mocno podkreślić to fakt, że czwarta, omawiana dzisiaj odsłona modelu Baller to prawdziwy synonim słowa luksus, przepych czy majestatyczność. Jest to wydanie tego legendarnego już SUV-a w sposób, który wyróżnia się nawet na tle pozostałych, poprzednich generacji słynących jak powszechnie wiadomo - z bardzo wysokiej jakości wykonania chociażby wnętrza lub kultowego już zresztą designu, który z daleka emanuuje prestiżem i klasą. Omawiany egzemplarz w tym wyposażeniu, w tej specyfikacji silnikowej z jaką mamy do czynienia w dzisiejszym piśmie i z którym sam aktualnie mam przyjemność mieć bezpośrednią styczność - bije na głowę swojego poprzednika, czyli Ballera II. Chcąc oczywiście wtrącić adekwatne, sprawiedliwe zestawienie - omawiany egzemplarz porównuję rzecz jasna do Ballera 2 gen. także w wersji przedłużonej i usportowionej - oznaczonej jako ST.

spacer.png

Co jest dla mnie, zresztą tak jak też dla reszty środowiska pasjonatów, ogólnie pojętego świata motoryzacji zaskakujące, jednocześnie bardzo pocieszające - Gallivanter ostatecznie nie wycofał się z umieszczania w swoich autach silników, których główną cechą charakterystyczną jest duża pojemność, co za tym idzie - wysokie spalanie. Mowa tutaj o jednostkach napędowych, które owiane są złą sławą - jednostkach nieekologicznych, rzekomo zatruwających środowisko i co pewne - spędzających sen z powiek eko-aktywistów, których często i prześmiewczo określa się mianem /ekoterrorystów/. Cóż, spoglądając na ich poczynania, dziwne zachowania, których obserwatorami jesteśmy - bezpośrednio lub pośrednio na ulicach - nie można się dziwić, że część społeczeństwa odbiera ich działalność negatywnie. Ale okej! Nie o eko-aktywistach dzisiaj mowa. Do poruszenia mamy o wiele ciekawszy wątek, a jest nim już wcześniej wspomniany, wielokrotnie zresztą - Baller ST-D. Co w nim takiego fascynującego? Pozwolę sobie w tej części mojego wywodu pominąć kwestie wyglądu, wykończenia, innowacji czy gabarytów, aby poruszyć... tak. Zaglądając w katalog dostępnych wersji silnikowych przy składaniu zamówienia na Ballera 3 gen. możemy zdać sobie sprawę jakie ogromne szczęście i dobrostan nas obejmuje, jeszcze... podkreślam jeszcze! Że nie skończyliśmy... tak jak Europa, którą niestety ekoterroryzm zdążył dopaść. Ale okej, wracając - zaglądając w katalog widzimy, że Gallivanter w przypadku czwartej odsłony, trzeciej generacji Ballera pomimo dwóch możliwości wyboru napędu plug-in, listę z ofertą silników zaczyna od pozycji trzylitrowych napędzanych benzyną, zarówno jak i dieslem silników - zaczynając od mocy 259KM, a kończąc (przy pojemności trzech litrów) na 550KM!

spacer.png

Czytajcie dalej, bo to nie koniec. Po pozycjach trzylitrowych ukazują nam się jeszcze dwie opcje do wyboru, są to: 4.4L V8 (530KM), 4.4 V8 (615KM) - czyli powszechnie znane silniki, napędzające mocniejsze wersje modeli Ubermachta. I to ten ostatni, najmocniejszy motor charakteryzuje właśnie wersję ST-D. Ja bym tą sytuację porównał po prostu do wychodzącego słońca zza ciemnych chmur, po silnej burzy. Gallivanter wypuszczając drugą generację Ballera nastawiał, przygotowywał nas na nadchodzącą przykrą rzeczywistość. Zaczęliśmy ją powoli z przygnębieniem akceptować, a tutaj proszę! Nagle prezentuje światu najnowszą generację  z rodzajem silnika za którym wszyscy tęskniliśmy. Przepraszam, prawie wszyscy - zapomniałem o ekoterrorystach. Jestem w stanie sobie wyobrazić niejedną i niedwie persony. Pasjonatów, kierowców - słyszących brzmienie Ballera II, przy tym przypominając sobie generację pierwszą i te ponad cztery litry pod maską. Z przeświadczeniem, że takie samochody już nie są i nie będą w produkcji. A jednak! Cóż, to tyle w ramach wstępu - przejdźmy zatem dalej do omówienia poszczególnych obszarów tego pięknego, brytyjskiego tworu.

spacer.png

Parametry silnika, który znajduje się pod maską tejże bryły, którą jeżdżę i którą sprawdzam specjalnie dla was - wymieniłem wyżej. Nie mniej jednak, nie zaszkodzi przypomnieć, dodatkowo podkreślić - do czynienia mamy z 4.4 litrową V-ósemką, która generuje moc 615 koni mechanicznych. Widnieje tutaj 8-biegowa, automatyczna skrzynia biegów i oczywiście napęd na cztery koła. Z tytułu tych podzespołów możemy liczyć na przyspieszenie do pierwszej setki w przeciągu zaledwie 4.5 sekundy oraz na prędkość maksymalną wynoszącą wartość 261km/h. Producent deklaruje także, że przy pełnym baku i spokojnej jeździe realny zasięg to 775 kilometrów. Zużycie paliwa przy niskich/umiarkowanych prędkościach to 11.5l/100km, natomiast przy wysokich - 20l/100km.

spacer.png

Oczywiście jeżeli mówimy o designie, ten podobnie jak w poprzednich generacjach - również oparty jest na prostocie. Zarys tej bryły, detale w jej kształcie przede wszystkim projektowane były, czy też nastawione są na poprawę właściwości aerodynamicznych. Omawiany Baller w wersji ST-D, którego przyjemność mam testować - posiada współczynnik oporu powietrza na poziomie zaledwie trzydziestu setnych, czyli mamy wynik niższy niż w przypadku Pfister Comet S2. Jest to, jak nie trudno się domyśleć - też najlepszy wynik wśród dużych SUV-ów. Przyczyniają się do niego m.in drobiazgi, takie jak: obniżenie linii dachu o 10mm, chowane klamki czy sposób w jaki zakończono tył. Jak widzimy, jest to prosty, czysty tył w którym ukryto lampy i kierunkowskazy. Oczywistą kwestią jest fakt, iż na wygląd zewnętrzny każdy spogląda z własnej, subiektywnej perspektywy - wedle upodobań, nie mniej jednak przyznać trzeba, że ten obraz, który tutaj widzimy - jest obrazem spójnej, schludnej grafiki. Nawet wtedy, kiedy światła są wyłączone.

spacer.png

I przechodząc do wnętrza, do przestrzeni przeznaczonej dla kierowcy jak i jednego pasażera obok. Spoglądając po tym na kokpit, na ilość przycisków, rozpraszaczy trzeba stwierdzić jedno, stwierdzić definitywnie wręcz - Gallivanter postawił na rozsądny minimalizm. Najważniejsze przełączniki, odpowiadające za temperature czy tryby jazdy - pozostały w formie fizycznych pokręteł, to mi się bardzo podoba. Za kierownicą widzimy wyświetlacz kierowcy o przekątnej 13.7 cala, może on ukazywać dane w jednym z trzech podstawowych trybów. Oprócz tego można samemu ustawiać, wybierać - jakie dane mają być prezentowane. Z kolei środkowy wyświetlacz o przekątnej 13.1 cala służy do zarządzania pojazdem i multimediami. Na tym ekranie ustawia, reguluje się absolutnie wszystko, włącznie z poziomem otwarcia nawiewów. Chwilę próbowałem się tymi wszystkimi opcjami pobawić, poustawiać je pod swoje preferencje, natomiast finalnie odpuściłem. To jednak dla mnie zbyt skomplikowane, zbyt dużo tego w jednym miejscu - zwariować można. Przestrzeń, tzw. "kieszenie" znajdujące się w drzwiach jak na gabaryty tego ogromnego pojazdu są naprawdę niewielkie. Z trudem stabilnie umieścicie w niej półtora litrową butelkę wody, a jeżeli już to zrobicie - możecie spodziewać się tego, że po kilku mocniejszych zakrętach wypadnie ona stamtąd. Nie do końca rozumiem zamysł dwóch, podzielonych schowków po stronie miejsca pasażera - zamiast jednego, większego. Oprócz tego jeszcze ciekawostka - pod oparciem na łokieć można zamontować malutką lodówkę. Całkiem przemyślana sprawa w kontekście praktyczności, w upał zawsze dwie puszki gazowanego napoju się tutaj zmieszczą, chłodząc się w międzyczasie. Pomijając ten wariant, w wersji z naszym wyposażeniem jest jeszcze permamentnie wbudowana lodówka z tyłu, natomiast nie będę wchodził w szczegóły, przedstawiał tutaj detali - to mało istotna kwestia w świetle całokształu samochodu, na dodatek - w żaden sposób nadzwyczajna. Poza tym myślę, że w samochodzie za takie pieniądze producent winien czuć się zobowiązany zadbać, pamiętać o takich kwestiach symbolicznych nawet czasem, niezależnie od pakietu wyposażenia. Tutaj nie ma do wyboru pomiędzy wersją dla przeciętnie majętnych, a po prostu majętnych. Ten samochód, będąc nowym, wyjeżdżającym z salonu - nie ma możliwości wpaść w rączki osoby niemajętnej, uwierzcie. 

spacer.png

Skoro o wnętrzu mowa, grzechem byłoby nie poruszyć kwestii bagażnika i jego pojemności. Przed tym natomiast jeszcze krótko o kanapie z tyłu, tylnich fotelach - ogólnie o doznaniach płynących bezpośrednio z zajmowania miejsca jako pasażer na końcu. Z tego tytułu, iż mamy do czynienia z wersją z przedłużonym rozstawem osi, jak można było przewidzieć - po zajęciu pozycji siedzącej zetkniemy się z obszerną przestrzenią na nogi. W moim przypadku, mierząc ponad metr osiemdziesiąt zostaje mi jeszcze spory zapas miejsca. Jeżeli chodzi o odstęp głowy w stosunku do podsufitki, pozostaje nieduży dystans. Myślę natomiast, że osoby mające ponad dwa metry wzrostu - mogą w tym obszarze doznać nieco dyskomfortu. W kwestii fotela, operować nim możemy w zakresie od pozycji siedzącej do pół-leżącej. Co ciekawe, środkowe miejsce za pośrednictwem jednego ruchu dłonią zamienia się w tzw. "podłokietnik" - co prawda ślimaczym tempem, aczkolwiek - proces ten wykonuje się automatycznie, na zawołanie. Kiedy finalnie rozłoży się do końca, w zasięgu naszego wzroku pojawi się wbudowany tablet. Przy jego użyciu możemy sterować ustawieniami foteli, klimatyzacyją, czy uwaga... uchwytami na napoje. Woah, tego się nie spodziewałem. Nie wiem kto z tego korzysta, natomiast tak jak też wspomniałem na początku - model ten jest synonimem słowa przepych. Hah, nie wiedziałem, że aż tak! I o mało nie zapomniałem, a koniecznie chciałem wspomnieć - siedząc z tyłu mamy większą możliwość zwrócenia uwagi na ten piękny, przeszklony dach. W trasie można się tutaj poczuć naprawdę jak światowej klasy polityk, biznesmen... albo conajmniej celebryta! A co do bagażnika - już w standardowym pakiecie wyposażenia w tym miejscu powita nas bezdotykowe otwieranie i zamykanie klapy. Za pomocą czujniku ruchu pod zderzakiem, wykonując delikatny zamach stopą w jego obszare - jesteśmy w stanie wspomnianą klapę otworzyć, a raczej sprawić, by się otworzyła. Po uchyleniu powita nas znowu kolejny bajer. Tym razem może nieco mniej użyteczny i praktyczny, aczkolwiek jak widać - wzamian za grubą walizkę pieniędzy producent na każdym kroku mile nas zaskakuje, a przynajmniej próbuje. O jakim wynalazku mówię? Odrazu z brzegu, w zasięgu ręki zastaniemy dwuczęściową klapę. Po pociągnięciu za jej jedną część uzyskamy... prowizoryczną ławkę? Chyba tak to można nazwać. Tuż przy niej mamy specjalne wydzielone, przygotowane miejsce, w którym możemy umieścić napój. Wygląda to jak przestrzeń na termos. Cóż, w końcu mamy rodzinne auto, jak widać - z potencjałem do wypraw w plener. Przechodząc już finalnie do samego bagażnika i jego pojemności: dla wersji pięcioosobowej wg. oficjalnych danych to 725 litrów pod półką, 1050 litrów do linii dachu i 2727 litrów ze złożonymi oparciami. W wersji siedmioosobowej pojemność pod półką wynosi 713 litrów, z rozłożonym trzecim rzędem - pozostaje 229 litrów. Półka otwiera się automatycznie lub można wymusić jej otwarcie przyciskiem.

spacer.png

Wychodzę z założenia, że takim samochodem - rocznym czy niedawno odebranym z salonu, no bądźmy szczerzy - nie wyjeżdża się w teren, w błoto, w ogólnie pojęty offroad. Oczywiście model Baller niezależnie od generacji zdolności terenowe posiada. Mimo delikatnego zacierania się tej idei, dalej przynajmniej część z tych zdolności była, jest i mam nadzieję, że będzie zachowywana. Sam osobiście nie wiem czy choć raz zabrałbym ten wóz, mając go na własność w taką przejażdżkę, natomiast na potrzeby tego artykułu uzyskałem zgodę od osoby będącej właścicielem na niedługą, aczkolwiek momentami nieco wyboistą trasę. Momentami naprawdę zwalniałem do pięciu na godzinę, poniżej pięciu. Ze względu na 22' calowe felgi, które są tutaj zamontowane, na lakier i na ryzyko uszkodzenia jakiejkolwiek części, których wymiana, nawet w przypadku pierdółki - kosztuje naprawdę wiele! Nie mniej jednak mimo mało emocjonującego przejazdu z tytułu niskiej prędkości i odpowiedzialności wiszącej z tyłu głowy, wyciągam prosty wniosek: czwarta odsłona Ballera radzi sobie w terenie! Zdecydowanej większości, jak nie prawie wszystkich z tych nierówności, dołków nawet nie odczułem siedząc w środku. To jednak o czymś świadczy.

ECMxxx9.png

Chcesz dołączyć do zespołu działu Daily News? Kliknij w reklamę i złóż aplikację!
 

Edytowane przez triple6
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.

×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę. Warunki użytkowania Polityka prywatności Regulamin