Skocz do zawartości
 
GRACZY ONLINE

tennessee

Rekomendowane odpowiedzi

B6C1hbd.pngSaoirse Sloane alias SoSo (ur. 28/09/2002r. w Los Angeles, California) to utalentowana amerykansko-meksykanska modelka zafascynowana swiatem mody, podrozami oraz sztuka. Juz od najmlodszych lat marzyla o wielkiej karierze na swiatowych wybiegach mody. Jej naturalna uroda, gracja oraz charyzma, sprawialy, ze pozostawiala niezatarty slad w pamieci, zwłaszcza wsrod osob z branzy modowej. So' zdobyla tytul Miss Topanga w wieku osiemnastu lat. Ten tytul zapewnil jej zainteresowanie agencji modelek. Kariera SoSo rozwijala sie intensywnie. Podrozowala po Stanach, poznajac nowych ludzi i inspirujac sie roznymi kulturami. Kobieta bardzo szybko zdobyla uznanie wsrod projektantow jako osoba interesujaca, a przede wszystkim wielowymiarowa. Bardzo dobrze czula sie zarowno w kreacjach wieczorowych, ekstrawaganckich czy stylach bardziej casualowych. Jej naturalny talent oraz wszechstronnosc bardzo szybko zapewnily kobiecie rozpoznawalnosc w swiecie mody. Po sukcesie postanowila podjac nastepny krok w swojej karierze, Przeprowadzila sie do słynnego LA, gdzie jeszcze bardziej mogla rozwinac swoje skrzydla. W miescie aniolow znajdowalo sie bowiem wiele znanych pracowni, cieszacych sie popularnoscia projektantow. Bez pamieci poswiecila sie pracy, oraz zyciu na najwyzszych obrotach, by po jakims czasie odkryc, iz utracila kontrole nad swoim zyciem prywatnym. W tajemniczych okolicznosciach ludzie znikali z jej otoczenia, a ona sama zaczela otrzymywac dziwne wiadomosci oraz listy z pogrozkami. Gleboko skrywane tajemnice z przeszlosci zaczynaja rzucac cien na obecne zycie Saoirse. Wraz z otrzymywaniem kolejnych grozb, jej zycie zatrzasnelo sie w posadach. Coraz bardziej zaczela dostrzegac niewidzialna gre, ktora rozgrywala sie wokol niej. Kazda proba zrozumienia co sie wlasciwie dzieje, konczy sie fiaskiem. Odkrycie jednej tajemnicy z przeszlosci kladlo cien na dotychczasowe zycie kobiety, rozpoczynajac spirale niewyjasnionych zdarzen. So' stanela twarza w twarz z prawda, ktora zakwestionowala wszystko co znala, oraz w co wierzyla.

[...] »
SoSo: Dawniej myslalam, ze sukces otworzy przede mna drzwi do raju, ale teraz czuje, ze zaprowadzil mnie prosto do piekla. Wydawalo mi sie, ze wszystkie trudnosci, wszystkie wysilki, w koncu zostana nagrodzone i bede mogla cieszyc sie zyciem bez zmartwien.
John Doe: Co zmienilo sie po osiagnieciu momentu, w ktorym obecnie jestes? Czy rzeczywistosc okazala sie inna?
SoSo: Oj, bardzo. Kiedy stalam sie tym, kim chcialam byc zawodowo, zdalam sobie sprawe, ze to nie byla rzecz, ktora sobie wyobrazalam. Presja, stres i... Samotnosc. Rzeczywistość, ciezka rzeczywistosc o ktorej nie pomyslalam wspinajac sie po szczeblach kariery. Sukces ma swoja cene.
John Doe: Jak teraz postrzegasz swoja droge do sukcesu?
SoSo: Wiec... Sukces nie moze byc jedynym wskaznikiem szczescia, gdyz prawdziwe spelnienie to cos wiecej niz zdobycie laurow. Sadze, ze sukces oraz szczescie to zupelnie odbiegla kwestia od tego, choc brzmi to kuriozalnie... Afirmacja zycia pojawila sie razem z przebłyskiem, z samopoznaniem, a ponadto inferencja, czego naprawde pragnie moje serce. [...]

Social media:
zuGu6dx.png 
 TBA
 

- Powiązania

 

TBC

 


- Materiały

 

TBC

 


- Wzmianki

 

TBC

 


Informacje dla opiekunów:

Spoiler

Imię i nazwisko postaci: Saoirse Sloane
Numer konta postaci: 6579983830
Przynależność: N/A
Numer konta wytwórni: N/A
Link do profilu postaci: https://forum.v-rp.pl/topic/31478-soso-/
Numer konta menadżera: N/A

 

 

Noiles, Sava, Serwusik i 33 innych lubią to
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

  • 2 tygodnie później...

  

 


 

kwzUF8c.png

fhwlHpW.pngLos Angeles Southwest College (LASC) jest renomowanym college wspólnotowym zlokalizowanym w południowej części Los Angeles, bogaty w tradycje i długą historię, a powstał  dzięki wysiłkom i wizji jej głównej założycielki, Oddesa Brown Cox. Mury LASC wznosiły się w wyniku dziesięcioleci ciężkiej pracy, dążenia do poprawy edukacji w społeczności oraz walki o umiejscowienie kompleksowego community college w południowym Los Angeles. Odessa wraz z jej mężem Raymond Cox byli pionierami w inicjatywnie zwiększenia miejsc prac dla Afroamerykanów i Meksykanów w okolicach dzielnicy Watts, co przeświadczało o ich zaangażowaniu w rozwój lokalnej społeczności. Odessa B. Cox jest inspirującą postacią i założycielką college'u, była wytrwałą orędowniczką rozwoju LASC, pomimo śmierci w 2001 roku, jej wizja ciągle inspiruje zarówno społeczność college'u, jak i jej wsparcie dla rozwoju kampusu, którego owocem jest kompleksowa modernizacja i rozbudowa obiektów dzięki wsparciu programu budowy obligacji Los Angeles Community College District.

Obecnie placówka przynależy częściowo do Los Angeles Community College District i swoimi możliwościami oferuje nowoczesne oraz zaawansowane technologicznie obiekty edukacyjne. W skład zmodernizowanych elementów należy uwzględnić:

  • biblioteka,
  • teatr,
  • nowy budynek Szkoły Kariery i Edukacji Technicznej,
  • nowy budynek Szkoły Nauk,
     

Studenci posiadają dostęp do wysoko wykwalifikowanych i oddanych nauczycieli, którzy zapewniają wyjątkową jakość edukacji. Główni przedstawiciele wiele razy napominali w wywiadach, apelach oraz artykułach, że rada pedagogiczna uczelni jest dumna z twardo utrzymywanej roli w otaczającej społeczności, gdyż wnosi ona poprawne wartości życia w młodych dorosłych. Southwest College pełni kluczową funkcję ośrodka edukacyjnego, kulturalnego i rekreacyjnego.




0VLyzcN.png
LASC
od początku swego istnienia stawia na rozwijanie różnorodnych programów akademickich i zawodowych, w tym w popularnej dziedzinie pielęgniarstwa i rozwoju dzieci. Uniwersytecka oferta edukacyjna obejmuje zarówno tradycyjne kursy, jak i kursy online oraz weekendowe, co daje studentom szerokie możliwości w zdobyciu stopnia naukowego Associate's Degree, jednocześnie spełniającym wymagania highschool. Odessa B. Cox, inspirująca postać i założycielka college'u była wytrwałą orędowniczką rozwoju LASC, pomimo śmierci w 2001 roku, jej wizja ciągle inspiruje zarówno społeczność college'u, jak i jej wsparcie dla rozwoju kampusu, którego owocem jest kompleksowa modernizacja i rozbudowa obiektów dzięki wsparciu programu budowy obligacji Los Angeles Community College District.




Los Angeles Southwest College bogaty jest w wiele dziedzin sportu i oferuje różnorodne drużyny sportowe dla studentów. Niektóre z popularnych dyscyplin sportowych, które college udostępnia, to:

  • Drużyna koszykarska LASC, zarówno męska, jak i żeńska, rywalizuje w regionalnej i narodowej konkurencji. Ich występy przyciągają zarówno studentów, jak i lokalnych kibiców.
  • Drużyna baseballowa LASC, jest dobrze znana ze swojego zaangażowania i umiejętności w tej popularnej dyscyplinie.
  • Drużyna piłkarska LASC, jest aktywna w rozgrywkach piłkarskich na poziomie uczelnianym i często rywalizuje z innymi college'ami.
  • Los Angeles Southwest College ma silny zespół lekkoatletyczny, który reprezentuje college w różnych konkurencjach lekkoatletycznych na szczeblu regionalnym i krajowym.
  • Drużyna softballowa LASC to kolejna aktywna grupa sportowa

D0umKLB.pngLos Angeles Southwest College wyraża zgodę na wytwarzanie klubów oraz grup organizacyjnych przez studentów, do zakresu popularnych należą:

  • Anthropology Club,
  • Black Student Union,
  • English Club,
  • Hip Hop Congress
  • Journalism Club
  • Poetry Collective
  • Puente Club,
  • Sociology Club,
  • Student Against Alcohol and Drug Addiction (SADDA),
  • Toastmasters
     


 

 



FkMIR7O.pngMam na imię Saoirse, a moja historia jest wyjątkowa – jak historia każdego, kto nie tylko stara się przeżyć, ale naprawdę żyć. Zawsze wolałam trzymać się z dala od zgiełku, od osób, które mogłyby stanowić zagrożenie, czy to dla mnie, czy dla tych, których kocham. Nigdy nie przypuszczałam, że dziewczyna z prowincji odnajdzie się w przerażającej metropolii. Kiedy podjęłam decyzję o przeprowadzce, by kontynuować edukację i rozwijać karierę – zgodnie z obietnicą złożoną mojej mamie i babci, cóż – nie miałam pojęcia, jak trudne to będzie. Dostałam się do Southwest College, co było dla mnie ogromnym sukcesem, w chwilę poczułam, jakbym pochwyciła samego Boga za nogi. Jednak ze względu na brak dostępnych miejsc w dormitoriach, musiałam znaleźć mieszkanie w pobliżu uczelni. Spędziłam godziny na forach internetowych, między innymi Reddit, w poszukiwaniu informacji o dzielnicach, w których mogłabym zamieszkać. Niestety, natrafiłam na armię internetowych trolli, którzy zapewniali mnie przez cały ten czas, że te konkretne dzielnice są spokojne, że ludzie tam są życzliwi – jednym słowem, wciskali mi bajki. Ale... Może i mieli rację? Może dzielnice rzeczywiście były w porządku, a ludzie serdeczni? Ale prawda jest taka, że moje doświadczenia były inne. Wpadłam w szemrane towarzystwo, które przyćmiło mój osąd i sprawiło, że straciłam z oczu to, co naprawdę mnie interesowało. Ledwie zdążyłam spojrzeć za siebie, a letni semestr zaczął przyśpieszać na czasie. Zresztą, nie tylko on...– całe moje życie przyspieszyło w zawrotnym tempie. Czasem zastanawiam się, co bym zrobiła bez starego pamiętnika. Odkąd zaczęłam go prowadzić, moja pamięć znacznie się poprawiła, ale niestety musiałam się z nim pożegnać. Jak to ja – kompletnie niezdarna – zalałam go kawą. Staram się jednak pocieszać myślą, że może to nie było takie złe. W końcu strony i tak się kończyły. Ale wróćmy do sedna. W czerwcu poznałam Ciro Tian, ówczesnego chłopaka Aniyah Geovanney. Tak, to ta Aniyah, którą znałam jeszcze zanim stała się sławna. Myślę, że nie obraziłaby się, gdybym powiedziała, że przez pewien czas byłyśmy przyjaciółkami. Wiesz, kiedy znajdziesz się na południu miasta, a zwłaszcza kiedy jesteś tam sama, zaczynasz szukać bliskich osób, na których możesz polegać, a przynajmniej tak Ci się wydaje. Razem z Aniyah i Ciro postanowiliśmy, że musimy jak najszybciej wyrwać się z tego miejsca. Jednocześnie obiecaliśmy sobie, że nigdy nie zapomnimy skąd pochodzimy. Czy nam się to udało? Cóż, powrót na dobrą drogę zajął mi znacznie dłużej, niż Aniyah... A Ciro? On wpadł w kompletnie bezsensowne tarapaty. Z tego, co wiem, chyba się rozstali... Ale jak to się ostatecznie skończyło, cóż, pozostaje mi jedynie fantazjować. Miałam na niego ochotę, ale oboje byli moimi przyjaciółmi. Nie oszukujmy się, jak to by wyglądało? SoSoo, świat jeszcze nie oszalał do tego stopnia. Kayes, która tak bardzo promowała pozostanie przy korzeniach, zmieniła się. W mojej opinii na lepsze, ale wiem, że Ciro byłby na nią bardzo wściekły. W najmniej oczekiwanym momencie los rzucił mi szansę – wymianę studencką do Nowego Jorku. Warunek? Musiałam w ciągu tygodnia zrealizować niezwykle trudny projekt. To były intensywne dni, więc, niestety, niewiele udało mi się zwiedzić, ale mimo to zakochałam się w NYC. Za każdym razem wspominam to z uśmiechem, głównie dzięki ludziom, których tam poznałam.





pth7O77.jpg
Jedną z nich była Lola, mieszkałam z nią. Szybko się zaprzyjaźniłyśmy – dniami i nocami wymieniałyśmy się plotkami oraz praktycznymi informacjami na temat naszych miast. Los Santos tak bardzo jej się spodobało, że po jakimś czasie postanowiła się tutaj przeprowadzić. Nigdy nie zapomnę dwóch ostatnich nocy spędzonych na Bronksie. Zaczęło się niewinnie – od zwiedzania. Miałyśmy niedaleko do Times Square, a potem... No cóż. Zostałyśmy zaproszone na stand-up – zupełnie za darmo, bo żadna z nas nie miała gotówki, tylko Apple Pay. Do dziś dziękuję temu dobremu człowiekowi za zrozumienie naszej sytuacji. Po występie poznałyśmy nowych znajomych, z którymi poszłyśmy do nocnego baru. Pamiętam, jak śpiewałam z Lolą "Bang Bang" Ariany Grande, czując, że to jest ten czas i moment. Dałyśmy radę, dziewczyno. A następnego dnia... Nie mogłabym sobie wybaczyć, gdybym nie zobaczyła Panią Wolność. Wieczorem wsiadłyśmy na prom, który zabrał nas na wyspę. To był ten moment, kiedy po raz ostatni czułam pełną satysfakcję z miejsca, w którym się znajdowałam – bez względu na to, że miałam wtedy bardzo mało pieniędzy.Minęły dwa miesiące, a moja relacja z Aniyah i Ciro powoli wymierała. Czułam, że to już nie to samo, co kilka miesięcy wcześniej. Zaczęłam dostrzegać, że nasze drogi coraz bardziej się rozchodzą, i że prędzej czy później pójdziemy w różne strony. To było nieuniknione. W trakcie studiów znalazłam nową, lepiej płatną pracę. W miarę jak zaczynałam wychodzić na prostą, zauważyłam, że Aniyah i Ciro zniknęli z mojego życia. Zostałam sama, jak pingwin na odrywającej się tafli lodu, dryfujący w nieznane. Byłam tak pochłonięta desperacką próbą utrzymania się na fali, że nawet nie zauważyłam, kiedy to się stało. A co dziwne, spłynęło to po mnie bez większego przejęcia. W końcu zrozumiałam, że to dobrze, że nasze drogi się rozeszły. Przeżyliśmy razem wspaniałe chwile, momenty, w których na chwilę odrywaliśmy stopy od ziemi i czuliśmy się szczęśliwi. Ale teraz, kiedy patrzę wstecz, wiem, że ten rozdział musiał się zakończyć, by każdy z nas mógł iść dalej swoją własną drogą. Moi drodzy, dziękuję Wam z całego serca. Korzystając z beztroskich chwil i sytuacji, w których czułam się po prostu dobrze, postanowiłam skupić się na sobie. Zaczęłam rozwijać swoje umiejętności, starannie opracowywałam swoją dietę, a regularne wizyty u specjalistów i terapeutów stały się moją codziennością. Czułam, że z każdym dniem staję się lepszą wersją siebie. Wszystko wydawało się zmierzać w dobrym kierunku, aż do kwietnia tego roku. Wtedy coś się zmieniło... Ale o tym opowiem za chwilę.

 

 

 

 


 

 


KHeU9AJ.png

 

„Najważniejsze w życiu to rodzina. Rodzina to miejsce, w którym miłość nigdy się nie kończy.” 

 


8V0wmXf.jpegRodzina jest podstawową jednostką społeczną, na której opiera się całe nasze życie. To właśnie w rodzinie uczymy się miłości, zrozumienia, tolerancji i wsparcia. Wielu ludzi uważa, że rodzina jest najważniejszym darem, jaki możemy otrzymać od natury, losu, czy jakichkolwiek innych sił sprawczych. Oczywiście, większość z nas zastanawia się, czy rzeczywiście powinniśmy zawsze wspierać się wzajemnie w ramach więzów krwii, tak, jak nawołują nam to różne tradycje i wierzenia. Historyczne księgi, niezależnie od kultury czy religii, często podkreślają wartość rodziny jako fundament społeczeństwa. Czy jednak w dzisiejszych czasach, gdy świat staje się coraz bardziej zglobalizowany i indywidualistyczny, powinniśmy nadal trzymać się tych ideałów? Moja jedyna rodzina w Los Santos to Dylan… Dylan Muro. Choć jest dalszym krewnym, cieszę się, że jest blisko mnie, nawet jeśli nigdy nie śpieszył się z pomocą. Na przestrzeni lat zaczęliśmy kształtować coś, co można nazwać naszą własną rodziną. Może nie jesteśmy typową i przykładną, ale wspólnie ustanawialiśmy nowe zasady, tworząc świetną społeczność. Byliśmy zgodni w jednym: jeśli własna rodzina jest toksyczna i powoli cię zabija, to trzeba się odciąć. Nie daj jej oddychać tym samym powietrzem. Nasza „rodzina” może i była trochę specyficzna, prześmiewczo nazywaliśmy się krewnymi, jak w jakiejś sekcie, choć, mimo wszystko, wspieraliśmy się. Wszystko było dobrze, dopóki ja i Sam Aust nie wpadliśmy w kłopoty. Zaczęłam uzależniać się od białego proszku, a Sam poszedł tą samą drogą. Ćpaliśmy razem bez opamiętania. Wtedy schudłam tak bardzo, że ledwo poznawałam swoje odbicie w lustrze. W trakcie tych narkotycznych wycieczek zdążyłam pokłócić się z Carter Tahoe, jego dziewczyną Mikaylą i Jeontae. Na końcu zostałam tylko ja, Sam i Dylan, który chciał ze mną rozmawiać tylko ze względu na więzy krwi. Wydostałam się z tego piekła samodzielnie, ale konsekwencje ciągną się za mną do dziś. Jednym z najgorszych momentów była chwila, gdy zmusiłam Monte do powrotu do tego świata, kazałam mu wciągnąć resztę proszku. I tak zrobił. Czułam wtedy satysfakcję, póki nie wpadł w agresję i mnie nie uderzył. Jeszcze tego samego wieczoru spaliśmy ze sobą. Lamonte był nieszczęśliwie zakochany w Hiki, która wybrała mojego kuzyna Dylana zamiast niego. A ja… Ja zakochałam się w nim, ironicznie, równie nieszczęśliwie. Samantha, ktoś, kto skradł jego serce, uszkodziła mi nadgarstek, razem z Samem, który wtedy był naćpany – dlatego mu wybaczyłam. Związali mnie jakimś cholerstwem do BDSM, żeby tylko zatrzymać mnie w apartamencie. Brawo, Sam. Ściągnąłeś na siebie kłopoty z białasami, a później chciałeś wciągnąć w to mnie. Mało brakowało, ale okazałam się sprytniejsza.







Jest jeszcze moja siostra, Vivianne Delaught. Kiedyś była wpływowa, miała w sobie tę cząstkę, która przyciągała ludzi. Nie byłyśmy jak dwie krople wody, bo mój ojciec miał przed teraźniejszym małżeństwem jeszcze jedno. Mimo wszystko starałam się zaakceptować ten stan rzeczy, że ona gdzieś istnieje. Kiedy obie dorosłyśmy, postanowiłyśmy spędzać ze sobą regularnie czas.
 

 


 


buRA9ZA.png

2Dj0ZT8.jpegJohn Doe: I witam Cię w teraźniejszości, SoSo. Jesteś Ty, po związku z prężnie rozwijającym się producentem, Rayem Millerem. Ale… Powiedz mi, co przyniosła Ci ta relacja? Naprawdę wierzyłaś w miłość? Czy to nie było tylko fałszywe poczucie bezpieczeństwa, które sama sobie wmawiałaś? Skoro on mógł mieć każdą dziewczynę, to dlaczego wybrał akurat Ciebie? Czy to była miłość, czy może coś zupełnie innego? Czy teraz, patrząc na to z dystansu, nadal uważasz, że to było coś więcej niż chwilowa fascynacja? A może byłaś tylko kolejną osobą w jego życiu, którą można było wykorzystać i zostawić? Czego nauczyłaś się z tej relacji? I czy było to warte tego, co musiałaś przejść?

SoSo: Związek z Rayem Millerem był jak błyskawica – intensywny, oślepiający i szybko zgasł. Czy naprawdę wierzyłam w miłość? Chyba chciałam wierzyć. Chciałam myśleć, że to coś więcej niż tylko fascynacja, że byłam dla niego kimś wyjątkowym. Może dlatego tak łatwo dałam się uwieść tej iluzji. Ray mógł mieć każdą dziewczynę, to prawda. Więc dlaczego wybrał mnie? Może dlatego, że w tamtym momencie byłam idealną kandydatką – naiwna, gotowa oddać się całkowicie tej relacji. A może widział we mnie coś, czego sam nie mógł znaleźć w innych. Cokolwiek to było, przeminęło tak szybko, jak się pojawiło. Może musiałam to przeżyć, żeby zrozumieć, że miłość nie polega na tym, żeby ktoś cię wybrał, ale żebyś ty wybrała kogoś, kto będzie z tobą na dobre i na złe, kto będzie chciał budować coś trwałego.

John Doe: I co dalej, SoSo? Co planujesz zrobić z tym, czego się nauczyłaś? Czy jesteś gotowa otworzyć się na nowe relacje, czy może na razie potrzebujesz czasu dla siebie? Czego teraz pragniesz, a czego zdecydowanie już nie pozwolisz, by zagościło w Twoim życiu?

SoSo: Relacja z Rayem była dla mnie bolesną lekcją – nauczyła mnie, że nie mogę budować swojej wartości na podstawie tego, jak ktoś mnie postrzega. Myślę, że teraz najbardziej potrzebuję czasu dla siebie. Muszę przemyśleć, czego naprawdę chcę od życia i od przyszłych relacji. Dzięki tej lekcji mogę w końcu skupić się w pełni na sobie, a przede wszystkim na rozwijaniu swojego biznesu. Czuję, że jestem w najlepszej formie, jak nigdy dotąd. I wiesz co? Jestem pewna, że to powoli staje się mój czas. A jeśli nawet nie, to przynajmniej wiem, że zrobiłam wszystko, co w mojej mocy. Nie będę miała sobie nic do zarzucenia, bo próbowałam. Mam za sobą rozmowy z Fuzzy, z Shine Models i kilka innych niewypalonych współprac. Było wiele prób i błędów, ale były też takie, które poniekąd mi wyszły. Może nie wszystkie były zgodne z moimi przekonaniami, ale każdy mały sukces to krok naprzód... Sweezop dał mi szansę na rozwój i nie zamierzam jej zmarnować. Teraz jest ten czas...



 

 


Edytowane przez tennessee
Uzupełnienie lore postaci do teraźniejszości.
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

  • 4 tygodnie później...
  • 2 miesiące temu...
W dniu 23.05.2024 o 14:18, tennessee napisał:

  KHeU9AJ.png

 

 

„Najważniejsze w życiu to rodzina. Rodzina to miejsce, w którym miłość nigdy się nie kończy.” 

 


8V0wmXf.jpegRodzina jest podstawową jednostką społeczną, na której opiera się całe nasze życie. To właśnie w rodzinie uczymy się miłości, zrozumienia, tolerancji i wsparcia. Wielu ludzi uważa, że rodzina jest najważniejszym darem, jaki możemy otrzymać od natury, losu, czy jakichkolwiek innych sił sprawczych. Oczywiście, większość z nas zastanawia się, czy rzeczywiście powinniśmy zawsze wspierać się wzajemnie w ramach więzów krwii, tak, jak nawołują nam to różne tradycje i wierzenia. Historyczne księgi, niezależnie od kultury czy religii, często podkreślają wartość rodziny jako fundament społeczeństwa. Czy jednak w dzisiejszych czasach, gdy świat staje się coraz bardziej zglobalizowany i indywidualistyczny, powinniśmy nadal trzymać się tych ideałów? Moja jedyna rodzina w Los Santos to Dylan… Dylan Muro. Choć jest dalszym krewnym, cieszę się, że jest blisko mnie, nawet jeśli nigdy nie śpieszył się z pomocą. Na przestrzeni lat zaczęliśmy kształtować coś, co można nazwać naszą własną rodziną. Może nie jesteśmy typową i przykładną, ale wspólnie ustanawialiśmy nowe zasady, tworząc świetną społeczność. Byliśmy zgodni w jednym: jeśli własna rodzina jest toksyczna i powoli cię zabija, to trzeba się odciąć. Nie daj jej oddychać tym samym powietrzem. Nasza „rodzina” może i była trochę specyficzna, prześmiewczo nazywaliśmy się krewnymi, jak w jakiejś sekcie, choć, mimo wszystko, wspieraliśmy się. Wszystko było dobrze, dopóki ja i Sam Aust nie wpadliśmy w kłopoty. Zaczęłam uzależniać się od białego proszku, a Sam poszedł tą samą drogą. Ćpaliśmy razem bez opamiętania. Wtedy schudłam tak bardzo, że ledwo poznawałam swoje odbicie w lustrze. W trakcie tych narkotycznych wycieczek zdążyłam pokłócić się z Carter Tahoe, jego dziewczyną Mikaylą i Jeontae. Na końcu zostałam tylko ja, Sam i Dylan, który chciał ze mną rozmawiać tylko ze względu na więzy krwi. Wydostałam się z tego piekła samodzielnie, ale konsekwencje ciągną się za mną do dziś. Jednym z najgorszych momentów była chwila, gdy zmusiłam Monte do powrotu do tego świata, kazałam mu wciągnąć resztę proszku. I tak zrobił. Czułam wtedy satysfakcję, póki nie wpadł w agresję i mnie nie uderzył. Jeszcze tego samego wieczoru spaliśmy ze sobą. Lamonte był nieszczęśliwie zakochany w Hiki, która wybrała mojego kuzyna Dylana zamiast niego. A ja… Ja zakochałam się w nim, ironicznie, równie nieszczęśliwie. Samantha, ktoś, kto skradł jego serce, uszkodziła mi nadgarstek, razem z Samem, który wtedy był naćpany – dlatego mu wybaczyłam. Związali mnie jakimś cholerstwem do BDSM, żeby tylko zatrzymać mnie w apartamencie. Brawo, Sam. Ściągnąłeś na siebie kłopoty z białasami, a później chciałeś wciągnąć w to mnie. Mało brakowało, ale okazałam się sprytniejsza.







Jest jeszcze moja siostra, Vivianne Delaught. Kiedyś była wpływowa, miała w sobie tę cząstkę, która przyciągała ludzi. Nie byłyśmy jak dwie krople wody, bo mój ojciec miał przed teraźniejszym małżeństwem jeszcze jedno. Mimo wszystko starałam się zaakceptować ten stan rzeczy, że ona gdzieś istnieje. Kiedy obie dorosłyśmy, postanowiłyśmy spędzać ze sobą regularnie czas.
 

 


 


buRA9ZA.png

2Dj0ZT8.jpegJohn Doe: I witam Cię w teraźniejszości, SoSo. Jesteś Ty, po związku z prężnie rozwijającym się producentem, Rayem Millerem. Ale… Powiedz mi, co przyniosła Ci ta relacja? Naprawdę wierzyłaś w miłość? Czy to nie było tylko fałszywe poczucie bezpieczeństwa, które sama sobie wmawiałaś? Skoro on mógł mieć każdą dziewczynę, to dlaczego wybrał akurat Ciebie? Czy to była miłość, czy może coś zupełnie innego? Czy teraz, patrząc na to z dystansu, nadal uważasz, że to było coś więcej niż chwilowa fascynacja? A może byłaś tylko kolejną osobą w jego życiu, którą można było wykorzystać i zostawić? Czego nauczyłaś się z tej relacji? I czy było to warte tego, co musiałaś przejść?

SoSo: Związek z Rayem Millerem był jak błyskawica – intensywny, oślepiający i szybko zgasł. Czy naprawdę wierzyłam w miłość? Chyba chciałam wierzyć. Chciałam myśleć, że to coś więcej niż tylko fascynacja, że byłam dla niego kimś wyjątkowym. Może dlatego tak łatwo dałam się uwieść tej iluzji. Ray mógł mieć każdą dziewczynę, to prawda. Więc dlaczego wybrał mnie? Może dlatego, że w tamtym momencie byłam idealną kandydatką – naiwna, gotowa oddać się całkowicie tej relacji. A może widział we mnie coś, czego sam nie mógł znaleźć w innych. Cokolwiek to było, przeminęło tak szybko, jak się pojawiło. Może musiałam to przeżyć, żeby zrozumieć, że miłość nie polega na tym, żeby ktoś cię wybrał, ale żebyś ty wybrała kogoś, kto będzie z tobą na dobre i na złe, kto będzie chciał budować coś trwałego.

John Doe: I co dalej, SoSo? Co planujesz zrobić z tym, czego się nauczyłaś? Czy jesteś gotowa otworzyć się na nowe relacje, czy może na razie potrzebujesz czasu dla siebie? Czego teraz pragniesz, a czego zdecydowanie już nie pozwolisz, by zagościło w Twoim życiu?

SoSo: Relacja z Rayem była dla mnie bolesną lekcją – nauczyła mnie, że nie mogę budować swojej wartości na podstawie tego, jak ktoś mnie postrzega. Myślę, że teraz najbardziej potrzebuję czasu dla siebie. Muszę przemyśleć, czego naprawdę chcę od życia i od przyszłych relacji. Dzięki tej lekcji mogę w końcu skupić się w pełni na sobie, a przede wszystkim na rozwijaniu swojego biznesu. Czuję, że jestem w najlepszej formie, jak nigdy dotąd. I wiesz co? Jestem pewna, że to powoli staje się mój czas. A jeśli nawet nie, to przynajmniej wiem, że zrobiłam wszystko, co w mojej mocy. Nie będę miała sobie nic do zarzucenia, bo próbowałam. Mam za sobą rozmowy z Fuzzy, z Shine Models i kilka innych niewypalonych współprac. Było wiele prób i błędów, ale były też takie, które poniekąd mi wyszły. Może nie wszystkie były zgodne z moimi przekonaniami, ale każdy mały sukces to krok naprzód... Sweezop dał mi szansę na rozwój i nie zamierzam jej zmarnować. Teraz jest ten czas...



 

 


po więcej historii zapraszam do pierwszego postu

am doing it for her #1
w3Wxboe.png

0OmhYIU.png
9DDoohv.gif
jn9WCzi.png
gZRxR79.png
QtOHoYu.png
JN03l69.png
0m97tiC.png


WTF Are We Talking For #allepisodes
kONmoNI.png
uFep0nY.png
dOWAxe6.png
5MEg2dw.png
YPWNzQB.png
lTZcWBQ.png

jup2dY3.png
 

 



16vNSvex9nuxtEp1lvGA_05_4fcccfe943e0d2b28bad93aa42dcb22e_image.pngZwieńczenie ostatnich miesięcy:

· Uczestniczyła w pierwszym turnusie na Rajskiej Wyspie, gdzie przeważną część czasu poświęcała ugrupowaniu raperów spod szyldu DSE, takich jak Tremoni Tharaxes, Percy Pressey, znany artysta Chase Love, producent muzyczny Ray Miller, menadżer Marquis North, przedsiębiorczyni Naveah North, menadżerka Vivianne Delaught, czy prężnie rozwijającej się modelce, Dolly Perri. 
· Wystąpiła na teledysku w utworze Percy Pressey, pt. "PARADISE", a to wszystko wraz z powyższymi osobistościami, oraz na prawdę, szeroką gamą samych gości kurortu. 
· Zawarła krótkotrwałą współpracę z Percy Pressey, w której to wykorzystała swoje umiejętności graficzne. Przygotowała na zlecenie okładkę do EP pt. Paradise Dream, która przyjęła się ciepło wśród słuchaczy, zaś sama Sloane otrzymała wyróżnienie w postaci oznaczenia w jednym z postów Percy Pressey.
· Łącznie przez okres dwóch miesięcy utrzymywała się w bliskiej relacji (związek) z producentem muzycznym Millie, która nie należała do łatwych, rzecz jasna, nazwać można ją jedną z tych burzliwych, co mówi się w niewielkich kuluarach.
W związku z powyższym, Saoirse zaniedbała nieco swoją karierę oraz social media, skupiając się na emocjach, które wydawać by się mogło, że są dla niej najważniejszym czynnikiem istnienia. 
· Zamieściła post z zyskującym sławę producentem muzycznym, w którym opis jasno mówi o tym, że są parą - w odwołaniu do tekstów muzycznych Millie. 
· Została jedną z głównych twarzy promujących najświeższą kolekcję z brandu odzieżowego sweezop, gdzie poza nią, wystąpili: Mikayla Lykes, Randarious Rondo2Tymes, Bailee Cantrell, Cosima Valsecchi, Jakub Mlynarczyk, Lamonte 66monte Lankford.
· Oficjalnie ogłoszono ją ambasadorką marki sweezop, w poście, w którym firma postanowiła złożyć jej życzenia urodzinowe. 
· Zamieściła post promujący nowe wydanie sweezop, zahaczając w opisie do zdjęcia o rozstaniu się z producentem muzycznym. 













 


 

Edytowane przez tennessee
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

  • 3 tygodnie później...
  • 2 miesiące temu...

 

 


 

Zwieńczenie ostatnich miesięcy (medialnie):

  • Ujawnia się na OnSpot u boku ex-partnera, Ray Miller oraz bliskiego przyjaciela dwójki, Farush Bojaxhiu,KvbGLw6.jpeg
    przejmuje z nimi DJkę w klubie Bahamas Mamas, po czym faceci rozsypują grube pliki pieniędzy na parkiet, co zostało należycie skrytykowane przez ów portal. SoSo nie zabrała głosu w sprawie.
  • Post o zdrowiu psychicznym, lekkie rozżalenie się w mediach społecznościowych o tym, co przechodziła, a to wszystko w otoczce afery związanej z Marquis North, Chase Love i Państwu Lloyd.
  • Pojawienie się na livestream prowadzonego z aplikacji instagram na profilu Aniyah Geovanney Kayes, gdzie został puszczony fragment No Broke Boys. Bawiła się przy lokalnej sławie i Keilana Merr.
  • Wystąpienie w klipie do kawałka No Broke Boys, na którym SoSo, Kayes i nieznana mediom dziewczyna (Lola Diaz) tańczą, a zarazem dobrze się bawią u boku luksusowych SUV na Alasce.
  • Otrzymanie spóźnionego prezentu urodzinowego od Aniyah "Kayes" Geovanney, przy której towarzyszyło im około 10-15. tyś. osób na live.
  • Zawarcie biznesowej współpracy z Mudwalkin, co poparte jest faktem, iż w różnych kręgach przeplatała się plotka o tym, jakoby Saoirse dopięła deal Mudwalkin x Mikayla Lykes etc.
  • Udostępnianie informacji niepublicznych, takich jak wcześniej niewydane fragmenty tekstów piosenek Aniyah Kayes Geovanney.
  • Utworzenie tak zwanego prologu, wprowadzając obserwujących i przypadkowe osoby w świat religijny poprzez wydawanie zdjęć z cytatami, z psalmów. Wszystko po to, by kilka dni później Aniyah Geovanney ogłosiła nazwę albumu "Heavy Heaven", natomiast zdjęcia zamieszczone w pisach odbierane są różnie. Począwszy od tych pozytywnych opinii, jak i negatywnych. Posypana brokatem i złotym pyłem SoSo w zamyśle prezentuje się na istotę niebiańską.
  • Zawarcie współpracy z Arabic Photography, by po tylu miesiącach męki ze zdrowiem psychicznym, jak i fizycznym; wydać sesję zatytułowaną Kissed by Air, Your Eyes Sparkle. Pierwsze litery każdego wyrazu układają się w pseudonim KAYES.
  • Pojawienie się we wrześniu na relacji lifeinvader u Percy Pressey, gdzie obydwoje dokonują czynności codziennych w kuchni, co wskazuje na ich bliską znajomość. W dodatku zdjęcie oprawione jest o szczury z bajki animowanej Ratatouille.
  • W odniesieniu do wydania sesji, a raczej już przed - staje się inspiracją dla niskiej rzeszy fanów, czy osób postronnych. Odwzorowano zdjęcie z jej sesji, jak i dwa zdjęcia wrzucone luzem na portal lifeinvader, aczkolwiek w tym pierwszym przypadku, na zdjęciu widać menadżerkę z firmy Fuzzy, która może być w jakimś stopniu rozpoznawalna.
  • Wzmożona aktywność na platformach społecznościowych, regularne wrzucanie zdjęć z codziennego życia, oraz tych, które stylistyką zahaczają o niewydane do tej pory sesje zdjęciowe. W akompaniamencie aktywności w sieci, przybiera maskę internetowego trolla, zahaczając o hejterów znajomych jej osób, np. Keilany Merr.








 


mtRjYA0.pngRelacje rodzinne nigdy nie były dla mnie łatwe. Gdy wszystko zaczynało się sypać, kiedy pojawiały się problemy - uciekałam w roztargnieniu, w chaos, w samotność, w próby znalezienia ratunku, który wydawał się zawsze poza moim zasięgiem. Mieszkałam na południu miasta, w dzielnicach, gdzie jeśli nie stał przy tobie ktoś postawny, traktowano cię jak worek ziemniaków. Dla nas, dla mnie i Aniyah - jedynym światełkiem nadziei był Ciro, - Ciro Tian, który teraz grzeje ławę. Nie mogę powiedzieć, że to na mnie nie wpływa - to uczucie jest wyczerpujące, świadomość, że mogłam zapobiec tragedii, że mogłam jej uniknąć... Ale z drugiej strony? Nawet o tym nie wiedziałam. To było tylko przeczucie, które zbagatelizowałam. W tamtym czasie, zamiast szukać rozwiązania problemów w rozmowie z rodziną, znalazłam oparcie w innych ludziach - tych, którzy wydawali się mnie rozumieć lepiej niż najbliżsi. Być może to właśnie oni stali się dla mnie namiastką rodziny, której tak desperacko potrzebowałam. Dziś, z perspektywy czasu, zaczynam rozumieć, dlaczego wybierałam ich, a nie swoją prawdziwą rodzinę. I choć ciągle powtarzam sobie, że zrobiłabym to samo, wiem, że w głębi serca tęsknię za poczuciem, że gdzieś naprawdę przynależę.

Czuję winę za wszystkie rzeczy, które mogłam poprawić, zmienić, zrobić lepiej. Myśl, że zawiodłam tych... Którzy na mnie liczyli, jest ciężarem, który ciągle noszę. Chciałabym po prostu przeprosić - każdego, kogo rozczarowałam, każdego, kto zasługiwał na więcej niż to, co mogłam mu dać. Czasem te uczucia nawiedzają mnie nocą. Gdy zamykam oczy, widzę obrazy, które nie dają mi spokoju – fragmenty wspomnień, które zbyt długo ignorowałam. Meksyk, gdzie próbowałam zostawić część swojej przeszłości, swoje pochodzenie... A potem moją własną twarz – krwawiącą i zniekształconą.

Każda porażka, każde pęknięcie wewnątrz, uczy mnie czegoś nowego. Może nie jestem jeszcze gotowa, by wszystko naprawić, ale wiem, że... Pierwszy krok to uznanie tej winy. A drugi? To próba zmiany... 

 

Bw2q3eu.pngZmiany, której w żaden sposób nie mogę zaakceptować, dławią mnie każdego dnia. Może rzeczywiście jestem synonimem chaosu, destrukcji, tej całej nieszczęsnej otchłani, o której mówił kiedyś mój kuzyn Dylan. Pamiętam, jak krzyczał to... Prosto w moją twarz. Byłam wtedy pijana, wyćpana, zagubiona, nie do końca wiedziałam, co się wokół mnie dzieje - a jednak... Te słowa utkwiły we mnie głębiej niż jakikolwiek nóż, kótry dano mi trzymać. To chyba był moment, w którym moje uczucia... Duhh. Umarły. Tak po prostu. Nie pamiętam, żebym czuła cokolwiek pozytywnego od tamtej chwili. Wszystko, co wydawało się dobre, ulotniło się, a ja nauczyłam się odgrywać emocje. Śmieję się, kiedy trzeba, płaczę, jeśli sytuacja tego wymaga - ale to tylko teatr. Nie potrafię kochać. Nawet kiedy moi partnerzy próbowali walczyć o mnie, o nas, o coś więcej... Zawsze kończyło się tak samo. Powoli zmieniali się w coś, czego nie mogłam znieść. Zło wcielone? Nie wiem.. Może problem leży we mnie. Może to ja otwieram te drzwi do piekła, pozwalając na wypełzanie tego wszystkiego, czego tak bardzo się boję. Teraz jestem w związku. Powinnam być szczęśliwa, prawda? A jednak coraz wyraźniej widzę, że nie jestem. Zaczynam dostrzegać swoje wady - jak jestem nachalna, jak bardzo próbuję wymusić coś, czego sama nie potrafię dać. Miłość? To brzmi jak żart, jak kłamstwo, które sama sobie powtarzam. Z każdym dniem czuję, że bardziej duszę siebie i jego. Nie wiem, jak długo to wytrzymam. Czuję, że ugrzęzłam w sytuacji, z której trudno znaleźć rozsądne wyjście. Jeśli zakończę relację z nim, moje plany mogą się rozsypać jak domek z kart. A te plany? To coś, co budowałam miesiącami. Problem w tym, że jego kuzynką jest Dolly Perri - osoba, która może mi dać dokładnie to, czego pragnę. Wszystko zależy od niej. Ale co się stanie, jeśli odetnę się od niego? Dolly znienawidzi mnie jeszcze bardziej, niż pewnie już teraz to robi. Mogłaby to potraktować jako osobisty afront, jako coś, co uderza w jej rodzinę. A ja? Nie mogę sobie pozwolić na jeszcze jednego wroga. Staram się działać z głową, kalkulować każdy ruch, ale w tym przypadku? Mam wrażenie, że każde rozwiązanie jest błędne. Nasz związek nie jest publiczny - to jest moja jedyna karta atutowa. Nie potwierdzam, że coś nas łączy, zaprzeczam na każdym kroku, jakby to miało mnie chronić. Może faktycznie chroni, ale jednocześnie przywiązuję się do niego w sposób, którego nie mogę kontrolować. A co, jeśli zacznie wierzyć, że naprawdę się nim bawię? Albo, co gorsza, gdy przestanę być dla niego kimkolwiek istotnym?

Nie wiem, co jest gorsze - fakt, że wiem, kim się stałam, czy to, że nie potrafię tego zmienić. Chciałabym powiedzieć komuś, komukolwiek, ale... Boję się. Boję się, że Aniyah by mnie zlinczowała, wyrzuciła z mojego własnego życia szybciej, niż zdążyłabym dokończyć zdanie. Przecież obiecałyśmy sobie, że nigdy nie staniemy się takimi osobami. Pamiętam tamten dzień, kiedy przysięgałyśmy sobie, że nasze życie będzie inne, lepsze. Że będziemy trzymać się razem i nigdy nie wpadniemy w tę pułapkę.  Ale teraz? Teraz widzę, że właśnie tym się stałam. Stałam się osobą, która wybiera tylko to, co przynosi korzyść. Ludzi, sytuacje, relacje - wszystko kręci się wokół tego, co mogę z tego wyciągnąć. A kiedy zyski się kończą? Odchodzę, zostawiam to za sobą. Czuję się z tym paskudnie, Ale... nie wiem, jak przestać. Jedynym wyjątkiem jest Aniyah. Moja przybrana siostra. Jest jedyną osobą, dla której robię coś bezinteresownie. Ale nawet w jej przypadku nie mam pewności. Boję się, że w chwili prawdziwej próby, w momencie, w którym musiałabym wybrać między jej życiem a swoim – nie wiem, czy bym jej nie poświęciła.

W tym wszystkim jest jeszcze Viviane. I... tak, Farush. Obecnie jej chłopak, ale to w zasadzie sprawa sprzed kilku miesięcy, a ja chyba wolałabym to pominąć. Chociaż muszę przyznać, Farush, dziękuję Ci, że kiedyś mi pomogłeś, gdy tego najbardziej potrzebowałam. Może nie jesteś aż tak obojętny, jak próbujesz udawać. W tamtej chwili, w tłumie pełnym ludzi, to właśnie Ty zainteresowałeś się mną. To coś, czego nie zapomnę. I... liczę, że mój stan - wszystko to, co wtedy się działo - pozostanie naszą małą tajemnicą.

 


2znzDA8.jpegA Viviane? Ona zobaczyła we mnie coś, czego chyba nikt inny nie dostrzegał. Widziała we mnie energię, której ja sama nie potrafiłam odnaleźć. W chwilach, gdy wszystko wydawało się rozpadać, jej wsparcie pozwoliło mi stanąć na nogi. I to nie były tylko słowa – to były konkretne działania, które zaczęły przynosić efekty. Viviann wierzyła, że mam w sobie siłę, by pracować nad swoją karierą, nad sobą. Powtarzała mi to w chwilach, gdy najbardziej chciałam odpuścić. Czuję, że jesteśmy na dobrej drodze do stworzenia czegoś naprawdę wyjątkowego. Niedługo rozpoczniemy wspólny projekt – coś, co ma szansę być nie tylko czymś wielkim, ale czymś, co może mnie w końcu zdefiniować.

Przy okazji tematu Viviann... Nie mogę zapomnieć o Dylanie, który w tym czasie dosłownie się rozsypał. Żałoba? Załamanie? Sama nie wiem, jak najlepiej to nazwać, ale widok mojego zwykle pewnego siebie kuzyna zmieniającego się w cień samego siebie był... Irytujący, delikatnie mówiąc. Dylan nigdy nie należał do tych, którzy łatwo dają się złamać, ale tym razem Hibiki - dziewczyna, na której punkcie kompletnie stracił głowę - zostawiła go z dnia na dzień. I to był koniec. Dla niego, ale niestety także dla mnie. Dlaczego? Bo kiedy Dylan przestał funkcjonować, stery w Mudwalkin przejęłam ja. I uwierz mi, byłam już zmęczona wyręczaniem go w jego własnych obowiązkach. 

Zanim zaczniesz mnie osądzać, zrozum jedno: nie jestem tą, która lituje się nad emocjami innych. Nie jestem kimś, kto rzuci wszystko, by ratować świat. A jednak... Musiałam działać, bo Dylan, CEO Mudwalkin, nie mógł sobie pozwolić na dalsze mazgajenie. Stąd moja decyzja - wkroczyłam w życie Hibiki. Tak, zapoznałam się z nią. Dlaczego? Bo wiedziałam, że to jedyna droga, by sprowadzić Dylana z powrotem do gry. Hibiki była kluczem do tego, by jego świat się nie rozsypał - a przy okazji, by mój nie zamienił się w pole bitwy. Nie powiem, że było to łatwe. Hibiki to nie byle kto. Prześwietliłam ją i... Chyba zrozumiałam, dlaczego Dylan tak za nią szalał. Jesteśmy do siebie podobne. Może dlatego tak szybko zrozumiałam, jak się z nią dogadać. Obie dążymy do korzyści. I obie dobrze wiemy, jak grać tę grę. Moim asem był kontrakt w Mudwalkin - szansa, której Hibiki po prostu nie mogła odrzucić. Reszta? Kilka rozmów, subtelna manipulacja, i... Gotowe. Hibiki wróciła do Dylana, a on w końcu ogarnął się na tyle, by wrócić do roli CEO. Nie jestem naiwna. Wiem, że Hibiki mnie badała - tak samo, jak ja badałam ją. To była gra o wysoką stawkę, ale... wyszłam z niej zwycięsko. Teraz Dylan znowu jest tam, gdzie powinien być, a ja? Cóż, ja zyskałam trochę więcej przestrzeni dla siebie i swoich planów.

Problem w tym, że zaraz po ponownym połączeniu Hibiki i Dylana sama zostałam odsunięta na bok - i to nie tylko emocjonalnie, ale też finansowo. Cały mój wysiłek w sprowadzenie tej dwójki do wspólnego stołu nie tylko nie został doceniony, ale wręcz wydaje się, że zostałam wymazana z równania. To ja sprawiłam, że Kayes zawarła kontrakt z Mudwalkin, a nie z konkurencyjnym brandem odzieżowym. To ja wprowadziłam ich w tę współpracę, podpierając swoją reputację i znajomości. A teraz co? Gdzie są moje pieniądze, Dylan? Do chuja, czy to jest sposób, w jaki dziękujesz mi za ratowanie twojego tyłka, kiedy nawet nie mogłeś ogarnąć własnego biznesu? Czy to tak działa rodzina? Bo zaczynam myśleć, że powinnam była pozwolić ci tonąć. Hibiki mogła sobie znaleźć innego fagasa, Kayes mogła pójść do konkurencji, a ja mogłabym być w zupełnie innym miejscu, mając spokój i - przede wszystkim - szacunek. Nie chodzi tylko o pieniądze, choć - no dobra - też o pieniądze. Bo czy nie na tym opiera się cały ten pieprzony układ? Wkładasz w coś swoje zasoby, swoją energię, swój czas - i w zamian dostajesz coś, co cię napędza. A teraz? Czuję się, jakbym tylko pompowała paliwo do czyjegoś baku, a sama zostałam z pustym zbiornikiem. Dziękuję, ale nie martw się... Przyjdę z Viviann po moją dolę.

 

hJC4Wfq.jpegMoja sesja zdjęciowa zamieniła się w coś absolutnego... Złoto na twarzy, lśniące łzy... Czułam się jakbym była czymś więcej niż tylko człowiekiem. Byłam idealnym wcieleniem boskości, tej innej strony - cudownej i nieosiągalnej. Otrzymałam całą falę pochwał, a to od ludzi, którzy widzą we mnie nie tylko modelkę, ale i artystkę. Fehu, Quilly, Keilan, Aniyah, Malia, Viviann. Nawet porównania do Twilight nie wydają mi się teraz problemem - wręcz przeciwnie. To tylko dowód na to, jak bardzo się wyróżniam. Moje zdjęcia opowiadają swoją własną historię, w której nie chodzi tylko o wygląd, ale o coś głębszego - o poczucie, że przekroczyłam granice tego, co możliwe. Jednak, jak to w życiu bywa, każda decyzja ma swoje konsekwencje. Po wydaniu sesji, po tej burzy aplauzów, zaczęły się pojawiać inne pytania. Tak, jestem dumna z tego, co stworzyłam... Ale jednocześnie... Czułam, jakby ktoś wyciągał mi ziemię spod nóg. Nowe wyzwania, nowe konflikty. To, co osiągnęłam, zaczęło się łączyć z nowymi sprawami, które czekały na mnie na horyzoncie. Ciro. Mudwalkin. Hibiki. Zanim cieszyłam się tą chwilą triumfu, znów poczułam, że za moimi plecami coś się czai, coś, co będzie miało wpływ na niedaleką przyszłość. 

Nie mam czasu na świętowanie sukcesów, bo życie zawsze przynosi coś nowego. Po tym, jak mój projekt zdobył uznanie, Viviann do mnie napisała. Jej wiadomość była jak zimny prysznic, ale w sposób, który przypomniał mi, że nie mogę stanąć w miejscu. Grudzień, a potem reszta nadchodzących miesięcy, będą należały do mnie. Sireen, nie ma czasu na odpoczynek - Los Santos zapłonie na nowo, a seksapil powróci na główne okładki magazynów. Mówiła, że teraz jest moment, by rozwinąć skrzydła, by przekroczyć granice. Dominacja, dziewczyno. 

Zanim Aniyah wróci z trasy koncertowej, mam zamiar powitać ją tym samym, czym ona pożegnała mnie. Tak, dostałam spóźniony prezent urodzinowy i to nie byle jaki. Samochód. Fajnie, no nie? W końcu coś, co miało być moim nowym początkiem, czymś, co doda mi sił do działania. Całkiem niezły model, jak na ten moment. Tylko… Coś poszło nie tak. Jechałam wtedy do studia Sireen, myślałam o wszystkim, co jeszcze przede mną, co chcę osiągnąć. A potem, nagle, to uczucie. Zapach spalenizny. Auto stanęło w płomieniach. Pamiętam, jak strach wbił mi się w kości, kiedy płomienie zaczęły ogarniać wszystko wokół, a ja nie wiedziałam, czy to ostatnia chwila mojego życia. Cudem udało mi się uciec. Byłam w panice, kompletnie zdezorientowana, zastanawiając się, jak to się wszystko mogło wydarzyć. Oczywiście, dziękuję wszystkim, którzy byli w pobliżu, którzy próbowali ugasić ogień. Wiem, jak dużym poświęceniem było to dla nich, to nie była zwykła pomoc. Ale co z tego? W końcu nic nie wróci mi tego, co straciłam. Nie tylko w sensie materialnym, ale i w psychice. Wiesz, co jest najgorsze? Boję się teraz wsiąść do jakiegokolwiek samochodu.

Wszystko zaczęło się od tego samochodu. Takie małe marzenie, które nie zdążyło się spełnić. Zamiast ucieszyć się, że dostałam od Aniyah prezent urodzinowy, zamiast poczuć się doceniona, stałam tam, w płomieniach. Dosłownie. W momencie, kiedy widziałam, jak auto zaczyna się palić, nie czułam niczego poza paniką, strachem o własne życie. Nie mam pojęcia, jakim cudem udało mi się wyjść cało, ale ten strach... On zostaje. Bo teraz, za każdym razem, kiedy widzę samochód, w którym siedzę, wstrzymuję oddech. Boję się, że to znów się wydarzy. Nie wiem, co by było, gdyby ci kierowcy nie pojawili się wtedy, żeby pomóc. Ich szybka reakcja uratowała mi życie. Aniyah wróci za kilka dni, a ja jeszcze nie wiem, co jej powiem. Może nic nie muszę mówić. Może po prostu nie powiem nic. Zresztą, może to właśnie ten lęk przed miłością i odpowiedzialnością, który od zawsze mną kierował. Może na końcu i tak będę musiała wziąć odpowiedzialność za wszystkie swoje decyzje. Zawsze będę winna, nawet jeśli to życie nie potrafi być sprawiedliwe. 

Edytowane przez tennessee
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

  • 3 tygodnie później...
Gość
Ten temat został zamknięty. Brak możliwości dodania odpowiedzi.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę. Warunki użytkowania Polityka prywatności Regulamin