Skocz do zawartości
 
GRACZY ONLINE

www.horizoninsight.com/free-access


Girion

Rekomendowane odpowiedzi

image.png.e07c5b08a1894617c28b7af4d521f579.png

Prezydentura ucieka Kamali Harris szybciej, niż Donald Trump serwuje frytki

Choć Donald Trump przegrywa z wiceprezydentką Kamalą Harris w głosowaniu powszechnym, to dobre wyniki w kluczowych stanach dają mu dziś prezydenturę.


Poparcie dla kandydatów w wyborach prezydenckich w USA w skali kraju

Przewaga Harris w skali kraju topnieje. Według agregatora sondażowego FiveThirtyEight dokładnie dwa tygodnie przed wyborami prezydenckimi w USA demokratka ma już tylko 1,8 pkt proc. przewagi nad Donaldem Trumpem. Obecnie może liczyć na 48,2 proc. poparcia, a jej rywal na 46,4 proc. Gdy podsumowywaliśmy sytuację sondażową w połowie września, Kamala Harris miała przewagę 3 pkt proc. Od tego czasu jej poparcie nie zmieniło się, ale Trump zyskał ok. 1 pkt proc. Różnica między kandydatami zaczęła zmniejszać się w ostatnich dwóch tygodniach. W tym czasie po kilku występach medialnych na Harris spadła krytyka za mało konkretny program – Trump zaś zaostrzał retorykę i udało mu się skonsolidować bazę wyborczą, na której skupia się w końcu kampanii. O wyniku zdecydują jednak nie wyniki ogólnokrajowe, a te w kluczowych tzw. stanach bitewnych (swing states).

San Andreas niezmiennie bastionem demokratów 

San Andreas pozostaje niekwestionowanym bastionem Partii Demokratycznej. Stan ten, który w poprzednich wyborach zdecydowanie opowiedział się za Joe Bidenem, również w obecnym cyklu wyborczym wydaje się nie do zdobycia dla Republikanów. Kamala Harris, wywodząca się w końcu z tego stanu, może liczyć na silne poparcie lokalnych społeczności progresywnych, zwłaszcza w wielkomiejskiej aglomeracji Los Santos. Kluczowe dla wysokiej mobilizacji demokratów są działania burmistrza Los Santos, Jamesa Wyatta oraz jego gabinetu.

Trump dogonił Harris w tzw. pasie rdzy. 

Po ogłoszeniu swojej kandydatury Harris prowadziła w dawnych przemysłowych stanach: Pensylwanii, Michigan i Wisconsin o bezpieczne 0,5–3,5 pkt proc. W połowie września przewaga ta już topniała, aż po czterech tygodniach Trump wyprzedził Harris w zapewniającej 19 głosów elektorskich Pensylwanii i prowadzi tam minimalnie, 47,9 do 47,6 proc. W Michigan i Wisconsin przewaga demokratki stopniała do 0,3 pkt proc. Kampania w pasie rdzy toczy się głównie wokół gospodarki. Trump przyciąga wyborców bez wyższego wykształcenia i pracowników lokalnego przemysłu. Harris, która początkowo próbowała dotrzeć do robotników, teraz mobilizuje klasę średnią, Afroamerykanów i umiarkowanych konserwatystów rozczarowanych Trumpem.

I ucieka jej w Arizonie i Georgii. 

Stany te zapewniają razem 27 głosów elektorskich. W przygranicznej Arizonie przewaga Trumpa wynosi już 2 pkt proc. – w połowie września jeszcze był tam remis. Efekty przyniosła taktyka ciągłego obwiniania Harris o kryzys graniczny. W Georgii przewaga republikanina to 1,8 pkt proc. a największe wzrosty zaliczył on w ciągu ostatniego tygodnia. Podobnie jak w innych stanach, Trump zyskuje tu wśród niezdecydowanych wyborców. Według ostatniego sondażu American Greatness/TIPP większość mieszkańców stanu uważa, że Trump lepiej poradzi sobie z kluczowymi wyzwaniami, jak słaby wzrost gospodarczy, inflacja i imigracja.

W pozostałych swing states jest blisko remisu. 

W Newadzie Harris utrzymuje niewielką przewagę 0,5 pkt proc. Obok gospodarki największym wyzwaniem dla stanu są skokowo rosnące ceny mieszkań i najmu. Harris liczy, że przekona niezdecydowanych obietnicą federalnego wsparcia przy zakupie domu. W zróżnicowanej etnicznie Newadzie niepokojąco dla demokratki wygląda rosnąca popularność Trumpa wśród mniejszości. W Karolinie Północnej Trump prowadzi z przewagą 0,8 pkt proc., czyli o 0,6 pkt proc. więcej niż w połowie września. Wbrew przewidywaniom zmian w sondażach nie przyniosły ani zniszczenia spowodowane przez huragan Helene, które miały zaszkodzić Harris, ani kontrowersje wokół republikańskiego kandydata na gubernatora Marka Robinsona, na których miał stracić Trump.

Kandydaci zawężają kampanię do kluczowych grup wyborców. 

Wiece z udziałem Harris i Trumpa odbywają się już właściwie wyłącznie w stanach bitewnych. Trump zdecydował się na mobilizację bazy i dodatkowo zaostrzył retorykę, m.in. przedstawiając demokratów jako „wroga wewnętrznego”. Obietnicą radykalnej reformy gospodarki zyskuje natomiast wyborców niezdecydowanych. Harris jest w trudniejszej sytuacji, mierzy się bowiem z demobilizacją wśród mniejszości, jak Afroamerykanie czy Latynosi, zwłaszcza wśród mężczyzn: według sondażu Siena College dla „New York Timesa” Harris chce poprzeć 70 proc. czarnoskórych mężczyzn – to o 15 pkt proc. mniej niż Bidena w 2020 r. O powrót rozczarowanych Afroamerykanów do Harris ma zadbać były prezydent Barack Obama, który dwa tygodnie temu dołączył do kampanii.

Czego możemy się spodziewać? 

Jeśli wybory zakończyłyby się dziś, Trump wygrałby głosowanie elektorskie stosunkiem głosów 281:257. W ostatnich tygodniach republikanin chwycił wiatr w żagle i zaczyna być postrzegany jako faworyt – model projekcyjny tygodnika „The Economist” po raz pierwszy od sierpnia daje mu większe szanse na wygraną niż Harris. W ostatnich dwóch tygodniach kampanii kandydaci skupią się na mobilizowaniu twardych elektoratów i kluczowych grup wyborców. Przy minimalnych różnicach o zwycięstwie może zdecydować liczba tzw. głosów protestu, oddanych na trzeciego kandydata. Progresywni demokraci i wyborcy pochodzenia arabskiego rozczarowani podejściem władz do wojny w Strefie Gazy mogą np. przerzucić swoje głosy na Jill Stein z Partii Zielonych. 

DOSTĘP DO KOMENTARZY POZOSTAJE AKTYWNY

doozan, Pavlo, xydhc i 22 innych lubią to
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

**Spencer Lloyd bacznie obserwuje wybory prezydenckie w USA oczekując na noc wyborczą. Zdaje sobie sprawę, że zwycięstwo Republikanina znacznie utrudni operacje biznesowe z San Andreas na pozostałe stany. Szczerze liczy na zwycięstwo Demokratów.**

Girion, Azzi_24 i KONIEC lubią to
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

  • 2 miesiące temu...

Republikanie dominują Kongres - co przed nami?


Dzisiaj zaczyna pracę Kongres Stanów Zjednoczonych 119. kadencji. W wyniku wyborów z 5 listopada 2024 r. większość w obu izbach mają republikanie, którzy przejmą też Biały Dom. W Senacie przewaga partii Donalda Trumpa wynosi 52 głosy do 47 (jedno miejsce jest nieobsadzone). W Izbie Reprezentantów republikanie mają większość 219 do 215 głosów (też jest jeden wakat). Teoretycznie da to rządowi Trumpa od przejęcia władzy 20 stycznia przynajmniej do następnych wyborów w 2026 r. szansę sprawnego uchwalania prawa, mimo iż tygodnie poprzedzające inaugurację pokazały, że współpracy z Kongresem mogą towarzyszyć napięcia.


Trump wymusi szybkie zatwierdzenie gabinetu.

Wysłuchania kandydatów na sekretarzy przed odpowiednimi komisjami Senatu zaczną się jeszcze przed inauguracją, by część członków rządu była zatwierdzona pierwszego dnia prezydentury Trumpa. Procedura ta trwa z reguły kilka tygodni, ale republikańska przewaga daje szanse na jej przyspieszenie. Jednak nawet republikanie mają zastrzeżenia do części nazwisk – pod ich presją z kandydowania na sekretarza sprawiedliwości musiał zrezygnować Matt Gaetz. Obecnie wyznaczony jest jeden termin: 14 stycznia przed komisją sił zbrojnych stawi się kontrowersyjny kandydat na sekretarza obrony Pete Hegseth. Jego wysłuchanie będzie burzliwe, a głosowanie Trump potraktuje jako test lojalności i jedności swojego zaplecza.

Izbami Kongresu pokierują ludzie bliscy Trumpowi.

Przewodniczącym Senatu jest z urzędu wiceprezydent USA, którym po 20 stycznia będzie J.D. Vance (obecnie Kamala Harris). W praktyce ważniejszą rolę pełni lider większości, którym ma być senator John Thune, wcześniej krytyczny wobec Trumpa. Spikerem Izby zapewne pozostanie Mike Johnson, który zyskał wsparcie Trumpa na kilka dni przed rozpoczęciem kadencji. Johnson wykazał się oddaniem wobec Trumpa i będzie mobilizował większość do przyjmowania prezydenckich ustaw oraz inicjowania rozliczeń ekipy obecnego prezydenta Joe Bidena. Nowa administracja będzie działać głównie poprzez dekrety prezydenckie, ale część reform, np. dotyczących regulacji podatkowych, zdrowotnych czy kwestii konstytucyjnych, będzie musiała przeprowadzić przez Kongres.

Kongres znajdzie się pod presją Muska.

Potencjalny spór z Trumpem może dotyczyć roli nieformalnego departamentu DOGE, który ma się zająć cięciami w wydatkach publicznych i administracji. Kierują nim: będący blisko prezydenta miliarder Elon Musk oraz biznesmen o radykalnych poglądach Vivek Ramaswamy. Amerykański Kongres jest przywiązany do swojej kontrolnej roli wobec rządu, ale DOGE nie jest federalnym departamentem, a komisją doradczą prezydenta. Musk nie unikał dyskusji z kongresmenami, ale rozpętał spór o prowizorium budżetowe, który groził wstrzymaniem finansowania rządu i podważył linię partii. Ingerował też w kwestie wizowe. Ponieważ na czele podkomisji ds. DOGE stoi radykalna trumpistka Marjorie Taylor Greene, ten obszar polityki będzie areną zaciekłej walki politycznej.

Zaostrzą się ideologiczne spory o prawo.

Stronnicy Trumpa (autorem projektu był senator J.D. Vance) zapowiedzieli, że przystąpią do usuwania przepisów zapewniających preferencje dla mniejszości lub ograniczających ryzyko wykluczenia (zwanych DEI, Diversity, Equity and Inclusion), co wywoła sprzeciw demokratów i może podzielić republikanów. Kontrowersje wywoła też zamiar skasowania federalnego Departamentu Edukacji i oddanie szkolnictwa pod jurysdykcję stanów. Nasileniu sporów kulturowych sprzyjać będzie fakt, iż po raz pierwszy w Izbie Reprezentantów zasiądzie osoba transpłciowa – demokratka z Delaware Sarah McBride. By uprzykrzyć jej funkcjonowanie, jeszcze w poprzedniej kadencji republikanie wydali zakaz korzystania z damskich toalet wedle deklarowanej tożsamości płciowej.

Więc?

Trumpiści będą chcieli wykorzystać przewagę we wszystkich trzech władzach publicznych (poza kontrolą nad egzekutywą i legislaturą mogą liczyć na przychylność Sądu Najwyższego), by w najbliższych dwóch latach odrzucić „liberalne” przepisy i wprowadzić wizję „Ameryki znowu wielkiej”. Wielu zmian będą dokonywać poprzez akty wykonawcze, ale po ewentualnym sprzeciwie sądów konieczna będzie ścieżka ustawowa. Posiadana przez republikanów zwykła większość nie wystarczy jednak do przeforsowania najdalej idących reform, które wymagają zgody 60 senatorów. Akty obstrukcji parlamentarnej (filibuster), stosowane wcześniej wobec Joe Bidena przez republikanów, mogą okazać się jedyną bronią demokratów w walce o stabilność amerykańskiego systemu prawnego.

DOSTĘP DO KOMENTARZY POZOSTAJE AKTYWNY

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę. Warunki użytkowania Polityka prywatności Regulamin