Skocz do zawartości
 
GRACZY ONLINE

"Soul Talks with Hugo" - 03. Muzyka dla moich uszu - rola muzyki w społeczeństwie


Kierbii

Rekomendowane odpowiedzi

image.png.04e10206a5c3e94d0afe029f42362529.png
 

PRELUDIUM

Czy potrafimy wyobrazić sobie naszą ludzką egzystencję bez muzyki? Śpiew ptaków, szum drzew, alikwoty instrumentów i zdzierający strzemiączko hard-metal przestałby istnieć. Jako ludzie - nie jesteśmy w stanie dopuścić takiego stanu rzeczy, zdaje nam się to niemożliwe i nieosiągalne, słusznie. Wzbudza to wiele refleksji i pytań odnośnie rzeczywistego wpływu dźwięku na nas. Pytań, które na co dzień stają się nieobecne, bądź nieistotne - w końcu jesteśmy przyzwyczajeni. Dlatego też dzisiejszy epizod programu Soul Talks, w którym profesor Hugo G. de Pembroke wraz z gościem - lokalną artystką Suzanną Zabadevyą, pochyli się nad istotą muzyki w społeczeństwie, rozwikła zaistniałe pytania i wątpliwości. 
 

I. Dźwięk i muzyka jako sztuka interpretacji przez umysł ludzki
 

Humanistyczny głos uniesienia wobec sztuki muzycznej zazwyczaj momentalnie przerywają fizyczne określenia dźwięku jako najzwyklejszego zaburzenia mechanicznego fal drgających. Jako ludzie rozumni akceptujemy ową definicję, często spłaszczając własne postrzeganie muzycznego artyzmu. Wątpimy w sens rzeczywistego wpływu harmonii dźwięków czyt. drgań na sposób naszego bytu i rozumowania. Kiedy już dostrzegamy w niej pewne oddziaływania, to najczęściej zatrzymujemy się na płaszczyźnie hipnozy wyrażanej poprzez rytmiczne, mimowolne tupanie nogą, pokiwywanie głową, et cetera. Ludzka obojętność potęguje się wraz z niechęcią do nadmiernego rozdrapywania, a zarazem wkładania bliżej nieokreślonego wysiłku intelektualnego w myślenie. To nasilenie jest obecne mimo faktycznej relacji muzyki z wieloma procesami społeczno-psychicznymi, o których nie pomyślelibyśmy, żyjąc w takiej przyziemności. Bowiem górnolotnie rzutując, każdy zharmonizowany dźwięk staje się dla nas muzyką, która jednak nie ma w kulturze stałych ram definicyjnych. Dla jednych muzyka ogranicza się do uszeregowanych w składankach utworów, dla niektórych zaś jest to złożoność brzmieniowa przyrody, szumiącego potoku i stukającego w lesie dzięcioła. Najwidoczniej wysnuwa nam się jej postrzeganie jako zakres interpretacji artystycznej poszczególnych jednostek, co za tym idzie całkowicie względnego pojęcia sztuki. Wyłącznie od nas zależy, jak daleko posuniemy się z rozwojem własnych zdolności przetwarzania tego, co nieoczywiste. 

II. Całkowita dowolność pojmowania muzyki w opozycji do tradycyjnej wizji sztuki wysokiej 

Zrozumiałe wydają się wobec tego głosu krytykujące dowolność interpretacji sztuki muzycznej, bądź zgoła pojmując artyzmu. Wyklarowana szczególnie w środowiskach ukierunkowanych na daną dziedzinę kulturową idealizacja, buduje stałe ramy definicji zajmującej górne i tradycyjne wartości muzyki. Znajdą się jednak ci, którzy za godną podziwu sztukę uznawać będą bełkot oparty na prostej melodii i schematach. Czy więc etycznie dopuszczalne jest zestawienie tego pokroju gatunków na równi z e.g.muzyką poważną? Niemożliwe jest podejście oparte na kompromisie. Dając liberalne pole postrzegania sztuki, jesteśmy zmuszeni do akceptacji wystąpienia podziału typów na lepsze i gorsze. Z przeciwnej strony, człowiek nie może ustalić prostej i jednoznacznej definicji, staje się to dla jednostki niewykonalne. Najbardziej ugodowym, albowiem nie ma natenczas lepszego sposobu, systemem byłoby zwykłe przyzwolenie na indywidualne pojmowanie sztuki muzycznej. Tak, jak opisywaliśmy w poprzednich epizodach Soul Talks, czasem to właśnie owa indywidualność pozwala na głębsze przeżywanie danego pola ludzkiego wnętrza.

III. Odniesienie do kategoryzacji warstw społecznych na podstawie wybieranych gatunków 


Kontrowersyjnym aspektem analizy przestrzeni muzyki w społeczeństwie jest z pewnością zaistniały, choć trudny podział. W niczyjim interesie jest zachwycanie się sobą, ze względu na statystyki wskazujące potencjalną przynależność do grupy "nad".  Zatem najczęściej prości mieszkańcy równie prostych dzielnic chętnie uzewnętrzniają swoje pozornie nietuzinkowe gusta i upodobania, aby wpleść siebie do słupków wykresowych, które wykazują popularność danego gatunku w klasie wyższej. Bez polemiki jest pozbawione to najmniejszego sensu, kiedy nie rozumuje się sztuki, nie wyznaje się jej - w celu podniesienia własnych odczuć moralnych. Rzeczą gorszą natomiast jej całkowitego poleganie na kategoryzujących badaniach. Zakres badanych diametralnie wpływa na wynik pracy, stąd też zawsze znajdą się jednostki ze społecznych warstw wyższych słuchające e.g. rap'u.  Osiągnięcie pewnego poziomu finansowego, czy reprezentowanie danego pochodzenia nie jest także zobowiązaniem do zachwycania się muzyką klasyczną, bądź operą. Rzeczywiście takowe wykazy są istotne i pomagają ludzkości obrazować wiele ważnych kwestii, niemniej jednak popadanie w skrajności z nimi związane, to najczęściej próba samozadowolenia. 


IV. Komercjalizm muzyczny

Jednym z większych wyzwań współczesnej sceny muzycznej i odbioru staje się problem komercjalizacji sztuki. Coraz częściej dostrzegamy sytuacje, w których to do życia publicznego wprowadzane są utwory nastawione jedynie pod szybki zarobek. Przypomina to pewną propagandę wykorzystującą trywialne formy społecznego podniecenia, aby uzyskać pożądane efekty. Muzyka przestaje mieć sens, w zamian zyskuje sztywne schematy pozwalające trafiać do jak najszerszego grona odbiorców. Tacy w cudzysłowie artyści najchętniej przypisują jej pojęcia kultury wysokiej, czy artyzmu  - co poprzez swoje kuszące brzmienie, wpada w oko słuchaczom. Wystarczy bowiem zdjąć koszulkę, zaśpiewać w szybkim tempie oraz napisać proste rymy, by zyskać fortunę i poważanie niestety u niezbyt imponującej grupy. Niebyło by to czymś aż tak uszczypliwym, gdyby nie szkody wynikające z zaistniałego komercjalizmu. Pod przykryciem hipnotycznych melodii zanika to, co potencjalnie genialne i rzeczywiście piękne. Zanikają talenty i wielcy kultury. Całość obrazuje, iż ludzie poszukują prostoty, braku wysiłku i wkładu, porzucając wspaniałość kryjącą się za ścianą masowego nurtu. Pozostało nam jedynie ubolewać nad owymi zjawiskami, każdy bowiem inaczej pojmuje sztukę i to, co normalne dla innych - staje się druzgocące dla nas. 


V. Niezbędna rola muzyki w społeczeństwie 

Muzyka w społeczeństwie nie odnajduje jednak formy wyłącznego słuchania utworów poprzez serwisy internetowe. Największe piętno odbija w miejscach, na które powierzchownie nie spoglądamy. Pozwala nam dobitniej przeżywać emocje, udoskonalać przeżywane chwile, czy nawet manipulować odczuciami pozostałych. Wyobraźmy sobie ślub bez marsza Mendelsohna, pogrzeb bez utworów żałobnych i scenę z filmu Psycho bez ścieżki dźwiękowej. Nonsens! Nieraz przecież w życiu codziennym próbowaliśmy usmutnić się, słuchając rozpaczliwych nokturnów i płaczących sonat; podbudować samych siebie poprzez majestatyczne fanfary z The Final Countdown. Wysługiwanie się muzyką weszło w naszą krew oraz głębokie przyzwyczajenie, bowiem to muzyka wyraża zdecydowanie więcej, może o wiele więcej. Świetnie obrazuje to historia hiszpańskiego pieśniarza Lluisa Llacha, który w genialnym utworze L'estaca zawarł niezwykłą charyzmę wzbudzającą patriotyzm i waleczność. Dźwięk jest, jak z tego wynika, w stałej korelacji z naszym umysłem - stając się narzędziem do lepszego rozumowania i dotykania otaczającej nas rzeczywistości. Nie dotyczy to jedynie wysłuchiwania, ale w głównej mierzę także kreowania. Śpiew, taniec i kompozycja to droga do perfekcyjnego wyrażenia siebie oraz dostrzegalnych obrazów. Ludzkość od lat za ich pomocą wysuwa na wierzch to, co w środku - opatula poematy, opłakuje straty, a także opisuje życie na co dzień; niczym błękitnorapsodyjska wizja nowojorskiego metra. To, co słowami nie do wyrażenia znajduje ujście w dźwiękach. Jest to nieodzowna pomoc dla naszych kruchych w swej emocjonalności serc. 

 
VI. Muzyka zakorzeniona 

Pokazuje to prawdziwą moc muzyki w ścisłej kooperacji z innymi, cennymi wartościami. Zwłaszcza wizualizuje to koneksja muzycznych połączeń z patriotyzmem i ojczyźnianą tęsknotą. Utrwalamy folklor, zawieramy w kompozycjach tradycje oraz obyczaje poznane na matczynej ziemi, aby zabezpieczyć tak istotne dla nas wspomnienia.  Jest to niewiarygodnie budujące, gdyż każdy krok do rozwoju winien napawać zachwytem, a czymże jest zakorzeniona sztuka muzyczna, jeśli nie środkiem nauki? Obraz tego dostrzegamy w twórczości naszej lokalnej artystki Suzanny Zabadevy'y, z którą to niezwykle interesująca rozmowa zamieszczona jest poniżej. Jej działalność jest namacalnym źródłem niezmierzonej wiedzy o wschodnioeuropejskiej kulturze wyrażonej poprzez ludowe melodie łączone z alternatywnymi brzmieniami. To trafny przykład tego, że w sztuce nie ma ograniczeń; że wśród nas są młodzi, którzy na naszych oczach kształtują przyszłe dziedzictwo. Ze swojego miejsca głęboko pragnę polecić Państwa analizie twórczość Suzanny, gdyż z czystym sumieniem stwierdzam, iż zasługuje ona na szczególną uwagę i podziw. Suzanna - https://li.v-rp.pl/timeline&u=Suzanna_Zabadevya_55939&ref=se.

EPILOG

Sztuka muzyczna, choć niezwykle obszerna i różnorako postrzegana, jest nieodłącznym elementem ludzkiej egzystencji. Bez niej niebyło by nas, bądź chociażby cały bieg obecnego życia miałby zupełnie inny kierunek. Wspomniana sztuka muzyczna to przede wszystkim sztuka interpretacji, naszej interpretacji. To od nas zależy, jak wysoko postawimy jej granicę i jak daleko posuniemy się z naszym metaforycznym rozumowaniem. Mimo to, należy pamiętać, by tak, jak każdy inny aspekt kultury, traktować ją godnie. Dzięki temu przyszłe pokolenia zyskają podstawę do rzeczywistego rozwoju na wielu płaszczyznach, w tym dogłębnego poszerzania własnych horyzontów i możliwości. 


Prowadził dla Państwa - profesor Hugo Godfrey de Pembroke.



image.gif.bb8e4adfb4ca73b9b80ab5e9d0e4e282.gif

Zapis rozmowy video z Suzanną Zabadevy'ą:

 

Spoiler

Hugo:  Dobry wieczór, Suzanno! Dziękuję, że zdecydowałaś się na rozmowę ze mną, a zarazem przyczynienia się do rozwoju programu Soul Talks with Hugo. Jestem zaszczycony możliwością poznania tak interesującej persony w lokalnym świecie muzyki i liczę na to, że uda nam się wspólnie poruszyć wiele istotnych kwestii. Dlatego właśnie powstało Soul Talks, aby móc podejmować tematy ważne dla nas - jako ludzi rozwiniętych kulturowo, tłumacząc to, co dzieje się w naszym wewnętrznym świecie. Jeszcze raz - bardzo dziękuję!

Suzy: Dobry wieczór, ja również dziękuję za zaproszenie do rozmowy. Miło, mi że mogłam przyłączyć się do dyskusji, mam nadzieję, że nasza rozmowa przyniesie wiele owoców, wniosków czy chociażby przemyśleń.

Hugo: Wspaniale! Zanim przejdziemy jednak do merytorycznej części naszej rozmowy, w której podejmiemy temat powiązania naszego ludzkiego życia z muzyką, chciałbym abyś opowiedziała co nieco o Twojej publicznej aktywności. Pozwolę sobie zdradzić, że zespół Soul Talks był pod wrażeniem tej twórczości, która wzbudziła niemały zachwyt i uznanie. Czym dokładnie się zajmujesz i dlaczego akurat to stało się centrum Twojej muzycznej działalności?

Suzy: Jestem Rosjanką mieszkającą i tworzącą na obczyźnie od dwóch lat; ale to jak tutaj się znalazłam - jest zupełnie inną już historią. Jak zawsze wspominam w swoim otoczeniu, czy też wspominałam dla niektórych publikacji - muzyka to dla mnie nie tylko formą wyrażenia siebie, jest nieodłączną częścią mojej osoby, przeszłości, jak i pasją bez której chyba bym nie potrafiła się odnaleźć. Myślę, że właśnie ten fakt w połączeniu z zainteresowaniami o których wspomnę za chwile, pozwolił mi gdzieś tam ukształtować siebie. Gatunek w którym tworze to głównie folklor przeplatany cięższymi brzmieniami - z zachowaniem w większości mojego ojczystego języka, starosłowiańskich korzeni i historii przepełnionej bóstwami, rytuałami, czy barwnymi postaciami z tej kultury. Od jakiegoś czasu prowadzę też gdzieś pobocznie z równie utalentowanym artystą mały projekt Forests of Fey gdzie już pojawiają się bardziej wydania anglojęzyczne, celowane w metal i jego podgatunki.

Hugo: Brzmi to nader pięknie i sentymentalnie! Słowiański folklor przeplatany z alternatywnymi brzmieniami to dość nietypowe połączenie, przyznasz? Mimo to, jest on mi - jako Europejczykowi, dość bliski. Niezwykle istotnym aspektem indywidualizmu w muzyce jest przecież możliwość przełożenia własnej cząstki samego siebie na dźwięki. Mając jeden utwór, każda osoba zagra go inaczej. Sięgamy po tworzenie muzyczne w końcu nie tylko po to, aby produkować, ale przede wszystkim prezentować. Prezentujemy to, co jest dla nas ważne i w taki sposób interpretujemy własne kreacje. Piękne natomiast jest to, gdy tak jak w twoim przypadku, muzyka głęboko związuje się z ludzkim wnętrzem. Niejednokrotnie dane wykonawstwo staje się stałą człowieka - która odbija nieodłączne piętno na jego kształtowaniu. Jak wyglądało to u Ciebie?

Suzy: To prawda, dając powiedzmy jeden utwór różnym artystom - każde z nich wykona go na swój sposób. Zakładam że nie tylko wykona go pod swoje 'warunki' czy komfort ale też doda cząstkę siebie. Podobne zjawisko zaobserwowałam przy chociażby zmianach w składzie instrumentalnym z osobami z którymi współpracuje podczas nagrań, koncertów. Nie ma ludzi jednakowych, nikt nie będzie nami - a my nie będziemy nimi, każde z nas jest sobą. Nie jest lepsze, nie jest gorsze - po prostu jest sobą w wielkim my. Dorastałam na przedmieściach Moskwy słuchając często melodii które niosła gra na skrzypcach mojej matki, zdarzało się jednak że odwiedzaliśmy dziadków - którzy mieszkali nieco dalej, poza miastem. Stare, piękne baśnie szeptane przez moją babcie do dzisiaj potrafią zbudzić uśmiech na mojej twarzy - jak tylko sobie przypomnę jakąś z nich. W różnych zawirowaniach mojego życia muzyka, historie, zainteresowania stały się swego rodzaju talizmanem prowadząc mnie przez wzniesienia czy upadki losu. Kształtowały, wspierały, dodawały sił czy metaforycznie ubierały moją osobowość. Jak chyba większość, miałam w swoim życiu również okres buntu - klasyka zmieszała się z cięższymi brzmieniami w których wyładowywałam wiele negatywnych i towarzyszących mi emocji - i tak już zostało, mimo że bunt dawno za mną, a przynajmniej taką mam nadzieję. Narodziło się pewne połączenie, połączenie ciężkie, ale intymne; dzikie, ale duchowe. Każdy mój utwór to nie tylko kompozycja, to część szeptanych mi opowieści, mojej kultury, historie przodków, czy kawałek pasji - to puzzle gdzie składając jeden z drugim tworzę obraz zamknięty w wydaniu, dźwięku, melodiach. Myślę, że to właśnie muzyka uczy mnie mówić o tym, czego nie potrafię czasami też ubrać w słowa — o tęsknocie, o korzeniach, o samotności, która jednak nie jest pustką, ale moją przestrzenią... ważną do odkrywania i dalszego kształtowania siebie.

Hugo: Bez polemiki, tak jak wspomniałaś, wychowanie i środowisko wpływa gruntownie na nasz już dojrzały artyzm. Bez naszych rodziców, dziadków sama muzyka stałaby się pusta i niezbyt wartościowa. Lecz nie dotyczy to jedynie wykonania, ale i tego - czego słuchamy. Stąd też w świecie socjologii pojawiły się badania niejako kategoryzujące społeczeństwo, bazując na upodobaniach muzycznych. Kontrowersyjne w swej postaci, w końcu - jak można dzielić ludzi? Świetnym tego przykładem jest praca Centre for Research on Socio-Cultural Change, która stwierdza, iż zdecydowana większość populacji sięga po prostsze i niewymagające formy muzycznej rozgrywki, co zdaje się być przerażające. Bowiem pewne gatunki, w tym ten, który tworzysz, skłaniają nas do pewnego wysiłku. Nie jesteśmy w stanie słuchać bezmyślnie jazzu, symfonii etc. Czy nie boisz się, że przez ową tendencję, współczynnik zainteresowanych twoją muzyką będzie spadał?

Suzy: Czy się boję? Oczywiście, to tak jakby zapytać czy jako człowiek odczuwam strach, zawahanie, zwątpienie - niepokój i inne poboczne cechy... zwłaszcza w tym temacie. Czasami siadam przy książce i wsłuchując się w szum liści, a czytam najczęściej ostatnio na kampusie przy jednej z ławek - zastanawiam się i rozmyślam. Czy tworzę coś co jest w stanie nadążyć za tempem nowości dzisiejszego świata? Zacznijmy od początku - muzyka którą tworzę wymaga uwagi. Nie da się jej przesłuchać jednym uchem między powiadomieniem a reklamą. Ona potrzebuje czasu, serca, czasem nawet ciszy przed i po. Nie ma w niej beatów, nałożonych presetów - jest jak już wspomniałam w większości opowieścią, a tak jak z książkami chociażby... trzeba się dobrze zapoznać z treścią, aby coś z niej wynieść. Z jednej strony — tak czuję ten niepokój ale nie paraliżuje mnie. To raczej bym powiedziała ten znajomy chłód jak wtedy, gdy grałam na stacji metra w Moskwie z przyjaciółmi, a ludzie mijali mnie nie zauważając nawet, że gram. I mimo to co robiłam, to najważniejsze w tym wszystkim - grałam dalej. Muzyka nie musi być łatwa. Świat, też nie jest i nie będzie łatwy - a ja? Chcę być w tym świecie prawdziwa. Nie chcę tak naprawdę Hugo zadowalać wszystkich niczym spełnienie marzeń. Wystarczy mi ta jedna osoba, która naprawdę posłucha — co ważne posłucha nie tylko dźwięku, ale i milczenia między każdym wersem. Jeśli ktoś dzięki mojej muzyce poczuje coś, co zapomniał w sobie — to już wszystko, czego mi trzeba na chwilę obecną. Nie tworzę jak już kiedyś mówiłam żeby trafić do większości. Tworzę żeby nie zgubić siebie - i dla siebie. I jeśli ktoś chce iść tą ścieżką razem ze mną - zapraszam. Jeśli nie - nie zatrzymuję się.

Hugo: Rozumiem. Mnie wydaję się natomiast, że taki trend szkodzi wyłącznie w jednym aspekcie. Ci, którzy nie są na tyle silni, mimo geniuszu, zdolności - poddadzą się. Jako profesor na King’s London College, prowadząc zajęcia z retoryki poprosiłem kiedyś dwóch studentów o wygłoszenie argumentacji przemawiającej za daną piosenką. Jednemu wysoce utalentowanemu muzykowi - przydzieliłem amerykańskiego rapera, zaś zwykłemu chłopakowi, bez widocznej muzycznej wrażliwości - Mozarta. Żaden z nich nie był w stanie opowiedzieć się za. Pokazuje to stałość i twardość naszych ukształtowań, które wymagają procesu, by ulec zmianie. Uważam, że niektórzy są w stanie akceptować brak możliwości wpłynięcia na status quo obecnych tryumfów sceny muzycznej, niektórzy zaś - potencjalnie wartościowi przepadają poddani nihilizmowi większości. Bardzo dojrzałe jest Twoje podejście i gratuluję Ci go. Sama pewnie wiesz, jak wygląda to w przestrzeni, jesteś swoją drogą studentką kierunku bezpośrednio związanego z muzyką. Myślę, że możemy się nad tym pochylić - dotyczy to bowiem wysokiej kultury i przyszłości. Zechcesz więc opowiedzieć nam ze swoich własnym obserwacji o tym, jak prezentują się perspektywy Twoich współstudentów , a także na jakim poziomie stoi kształcenie muzyczne na naszym ULSA?

Suzy: Zacznijmy od tego że odpowiem nie tylko jako studentka, ale i artystka będąca pod naciskiem większości? Tak, myślę że przybranie tej strony teraz jest odpowiednie - w końcu na tym sie skupiamy, mniejszości gatunkowej przytłoczonej narzucanymi powtarzalnymi mainstreamingami. Na ULSA spotykam ludzi z różnych światów. Są tacy, którzy przyszli tu bo ich rodzice tak zdecydowali. Są też i tacy którzy od dziecka uczą się w akademiach, mają wykształcone ucho, perfekcyjne techniki, ale kiedy patrzysz im w oczy podczas grania - nie czujesz nic bądź ich samych w brzmieniach. I są też ci, którzy ledwo wiążą koniec z końcem, przyjechali tu z prowincji jak ja - jednak kiedy dotkną strun albo klawiszy masz wrażenie że ktoś właśnie otworzył czyjeś wnętrze. Pewnego rodzaju skrytkę... opowieści, cech, emocji, barw - i chociaż nie są one widzialne... widzisz, czujesz jak tworzy się sceneria. Zauważam też że ci drudzy… oni częściej jakby właśnie milkną. Częściej przestają wierzyć, że mają coś do dania światu. Bo system nie zawsze ich, nas widzi. Wiesz, ULSA uczy — tego nie da się jej odmówić. Teoria, analiza, historia, technika. Ale czy uczy słuchania siebie wzajemnie? Myślę że tego jako ludzie musimy nauczyć się sami, sami od siebie - nikogo innego. Zdarza się że na ćwiczeniach czuję się jak dziecko z ulicy wśród chłodnych marmurowych filarów filharmonii. Zdarza się też że ktoś patrzy na mnie i mówi: „Zacznij grać coś bardziej przystępnego, Suzy, może wtedy znajdziesz swoją publiczność”. Ale jak mam zagrać coś bardziej przystępnego, skoro w środku gra mi coś zupełnie innego? Moim zdaniem największą siłą edukacji artystycznej powinna być różnorodność wrażliwości. A dziś zbyt często próbujemy ją standaryzować czy nadać jej ocenę, rubrykę, tonację. I wtedy ci, którzy nie mieszczą się w rubrykach, albo stają się cicho zbuntowani albo, jak powiedziałeś, po prostu przepadają. Ale są też momenty - czasem drobne... kiedy któryś z wykładowców usiądzie obok i powie: „Zagraj to jeszcze raz, nie dla oceny. Dla siebie.” Tak Hugo, to momenty piękne kiedy w sali ćwiczeń ktoś nieznajomy przystaje pod drzwiami i mówi: „To było piękne, nawet jeśli nie wiedziałem, co grasz.” I wtedy wiesz, że warto było być sobą a nie wytworem pod kliknięcia, nowości, modę. Tutaj swoje ukłony oddaje w kierunku jednego z profesorów na kierunku muzycznym profesora Albright-Schneidera, który właśnie jest takim człowiekiem. Poczekaj, zagraj jeszcze raz... ja chcę tego posłuchać - i ja wiem, że on posłucha a nie odsłucha.

Hugo: Zdecydowanie się z tobą zgadzam. Bez tej istotnej indywidualności popadlibyśmy w całkowitą uległość narzucanym ideom, czy wspomnianemu mainstreamowi. Budujące jest rzeczywiście to, że ona trwa i choć w trudnych warunkach musi owocować, to wciąż wokół nas znajdują się tacy młodzi, którzy tak, jak ty próbują pielęgnować swoje własne ja, wynosząc je ponad masowe nurty. Dla mnie jest to pocieszające i wspaniałe. Jednak czasem ludzie, zwłaszcza Ci do końca jeszcze nieukształtowani wykazują większą tendencje do prostoty, szczególnie tej muzycznej - o czym mówiłaś. Wielokrotnie spotykałem się z poglądami, że muzyka ma fundamentalnie wywoływać tupanie stopy, bądź kiwanie głową do trywialnego rytmu. Prosty eksperyment udowadnia wielki odbiór utworu o niezrozumiałym, czy też bezsensownym tekście, z zachowaniem odpowiedniego dla mózgu tempa i rytmu, pomijając złożoność muzyczną. Taki obraz nie uwydatnia żadnego wpływu na ludzki umysł, poza hipnozą i zwyczajnym utopieniem świadomości. Sama muzyka jest przecież elementem sztuki, sztuka zaś z natury oddziałuje na nas w sposób "nad". Czy jesteśmy więc w stanie nazwać wszystkie utworu muzyczne muzyką, albo i sztuką? Linia melodyczna bez znaczenia to nonsens, który jawnie komercjalizuje piękno harmonii. Obawiam się, że leży to w najzwyklejszym ludzkim interesie, zarobku i prostej sławy. Widzimy wiele przypadków jej wykorzystania, aby zostać jedynie obsypanym laurami i westchnieniami. Podejrzewam, że zetknęłaś się w swojej karierze z podobnymi sytuacjami.

Suzy: Zdecydowanie tak… i może krótko ale właśnie dlatego nie jestem w stanie traktować muzyki wyłącznie jako „środka do celu” - zbyt wiele razy widziałam, jak staje się narzędziem pozbawionym duszy. Bardzo trafnie ująłeś „tupanie stopy i kiwanie głową” - stało się metaforycznym wyznacznikiem sukcesu, podczas gdy muzyka której nie da się przesłuchać bezmyślnie, jest dziś czymś trudnym do sprzedania. W jednej z moich pierwszych prób ktoś powiedział mi, że mój utwór jest „zbyt ciężki do strawienia”. Przyznając że ma fajny zamysł brakuje mu melodyjnego beatu który zapadnie w pamięci obiorcy - ale nie, nie o to mi przecież chodziło prawda? Powiedzmy sobie szczerze, jak i ja sobie wtedy powiedziałam.... i z czasem zrozumiałam też coś ważnego muzyka nie ma zadowalać - ma dotykać. A to nie zawsze jest przyjemne niestety. Dotyk niekiedy boli, drażni, zostawia ślad. I jeżeli mam się tym kierować - to wolę zostawiać ślad, niż zniknąć w ciszy. Odpowiedź i drogę na swoją twórczość znajdowałam najczęściej nie w światłach sceny, ale w oczach kogoś kto przystanął po koncercie przy mnie w parku i powiedział szeptem „nie wiem, co to było, ale trafiło mnie dokładnie tam, gdzie trzeba.” To moja muzyka, i mój cel więc może to właśnie jest nasza rola - twórców odstawionych w 'kąt' gatunków muzycznych? Trwać w biegu obecnego świata przy tej trudniejszej drodze, nawet jeśli stąpamy po niej boso. Bo ktoś kiedyś usłyszy i zrozumie. I wtedy — ta muzyka będzie miała sens, może nie dla milionów, może nie setek tysięcy... ale będzie miała sens.

Hugo: Doskonale. Zawsze jako przykład tej niewygody podaje Threnody to the Victims of Hiroshima - dzieło arcytrudne, słuchane przez skrajnie ubogie grono osób - jednak zaiste, genialne! Poza uduchowieniem, czy komercjalizmem muzyka odnajdywała nader szerokie spektrum zastosowań na kartach historii, co jest szczególnie intrygujące. Skory jestem ryzykownie stwierdzić, że nieobecność w świecie kilku zwrotek mogłaby fundamentalnie zmienić jego bieg. Tak, jak jest to swoją drogą w słynnym utworze Luisa Llacha - rzeczywiście ważnym dla niepodległości podległej wtedy juncie Hiszpanii. Wtedy owa melodia stanowiła swoiste spoiwo, obiekt łączący ogromną grupę ludzi chcących walczyć w jednym kierunku. Podobnie muzyka spaja nas także w istotnych dla nas momentach - od śluby po pogrzeby. Po cóż gra się Mendelsohn'a, bądź Chopina? Dźwięki dostatecznie skalibrowane do naszych emocji pozwalają nam przeżyć je dostojniej, mocniej i trwalej. Często obserwujemy, kiedy ktoś smutny słucha smutnej muzyki, by usmutnić się jeszcze bardziej. Dlaczego zwycięzcy nagradzani są wraz z brzmieniem fanfar? Rzecz jasna, stało się to pewnym nieodzownym elementem naszej egzystencji, który niekiedy potrafi nami manipulować. Ta sama scena filmowa przy różnych ścieżkach dźwiękowych wzbudza często skrajne emocje, jak jest to w filmie Psycho. Fascynujące!

Suzy: Znam Threnody to the Victims of Hiroshima. Nie da się jej po prostu „odsłuchać” ona wbija się jakby w człowieka. Wkrada się w przestrzenie zakorzenionego w nas niepokoju, wydobywa z nas to co często zasłonięte czymś innym. I Właśnie dlatego słuchają jej nieliczni - bo między innymi nie jest wygodna, nie poklepuje po ramieniu. A przecież to też jest muzyka i to jedna z najprawdziwszych jej form - nie ta, która koi, ale ta, która dla odmiany tym razem akurat myślę że przebudza. Luis Llach, L’Estaca, cały śpiew rewolucji i oporu - to taki mały dowód że czasem kilka taktów potrafi zastąpić cały manifest. Dźwięk bywa potężniejszy niż broń? Sama często myślę co stałoby się z Rosją bez pieśni pokoleń, bez dumek, bez ballad o tęsknocie, miłości, stracie... Gdy grałam na ulicach Moskwy, ludzie nie zatrzymywali się tylko po to, żeby wrzucić monetę - czasem zatrzymywali się po to, żeby przypomnieć sobie, że czują. Wspominają, przez chwilkę szukają części siebie w gdzieś tam zasłyszanych utworach sprzed wielu, wielu, lat. To że Mendelssohn wybrzmiewa na ślubach a Chopin na pogrzebach nie jest przypadkowe. Kompozycje, wydania, utwory nie tylko pasują do sytuacji - one ją tworzą. Czasem mam wrażenie że to muzyka dyktuje emocję, zanim jeszcze człowiek ją nazwie. Jakby była niemałym przewodnikiem - i duchowym i społecznym. I masz rację przyznaje że muzyka manipuluje. Ale może dobrze że to potrafi. Bo w świecie w którym wszystko staje się kalkulacją to ona chociażby jeszcze poniekąd przypomina że jesteśmy istotami zdolnymi do głębokiego poruszenia. Czasami tworzę śpiewam smutne pieśni, bo chcę się wypłakać. Czasami gram burzliwe riffy bo muszę wykrzyczeć gniew. I czasem cisza po ostatnim dźwięku znaczy więcej niż cały koncert.

Hugo: Bezprecedensowo na płaszczyźnie emocjonalnej dźwięki stanowią ostrą broń, niekiedy nawet nikczemnie wykorzystywaną. Bardzo dziękuję, że przystąpiłaś do naszej rozmowy, zarazem stając się częścią Soul Talks. To zaszczyt - jako człowiekowi związanemu z nauką analizy otoczenia, poznać młodego człowieka o tak dojrzałych i pięknych perspektywach. Dziękuję za cenne i mądre słowa, przemyślenia oraz refleksje - które z pewnością stanowić będą wartościową bazę dociekań nurtujących pytań i niewyjaśnionych faktów. Suzy, przyjmij moje gratulację od całego zespołu, a także życzenia spełnienia w twórczości. Dobrego wieczoru!

Suzy: Dziękuje Ci z całego serca. Za rozmowę, gdzieś tam nawet za zaufanie, i przestrzeń w której mogłam mówić o tym, co dla mnie ważne. Czułam się nie jak gość, jak część tej rozmowy która miała dla mnie większy sens. A to rzadkość... niech ciemne bory zawsze wskażą promienie pozwalające nam odnaleźć siłę do dalszego kroczenia przez nie!

 

 


 



Slcgy7a.png

686YoaA.gif
5NKpA9R.png

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.

×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę. Warunki użytkowania Polityka prywatności Regulamin