Skocz do zawartości
 
GRACZY ONLINE

067. Vapid Retinue Mk.II - rajdówka uratowana przed autokasacją.


unforgettable

Rekomendowane odpowiedzi

image.png.12106379fbcc007a52bb5e27ae2f6ae8.png

Written by Protais Toussaint - Daily Globe 17/07/2025


Brum, brum, brum - czyli po naszemu dzień dobry! Słowami wstępu, gdy mowa o złotej erze rajdów samochodowych lat 70., jednym z pierwszych skojarzeń pozostaje Vapid Retinue Mk.II w wersji rajdowej. Ten niewielki, tylnonapędowy samochód o klasycznej, pudełkowatej sylwetce okazał się prawdziwym pogromcą odcinków specjalnych, zapisując się złotymi zgłoskami w historii motorsportu. Choć na pierwszy rzut oka mógł przypominać zwykłego, codziennego sedana, bądź coupe, pod jego blachą kryło się coś znacznie więcej – lekka konstrukcja, doskonałe wyważenie, dopracowane zawieszenie i silniki przygotowane przez Coswortha. Mk2 był naturalnym następcą rewelacyjnego Retinue Mk1, ale to właśnie druga generacja osiągnęła szczytowy sukces w rajdach, zdobywając tytuły mistrzowskie i serca fanów na całym świecie.


dPT7ZH6.jpeg Jak opisywał Dealer Vapida z lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku, "Niektóre kontynuacje próbują na nowo wymyślić to, co było wcześniej, i istnieć na własnych zasadach; reszta to tylko większe, głośniejsze powtórki oryginałów. Vapid doskonale wiedział, do czego dąży, projektując Retinue MkII – miękkie linie poprzednika zastąpiono ostrymi kątami, a nadmiernie mocny silnik i zawieszenie gotowe na rajdy powróciły z przytupem. To amerykański samochód stworzony z myślą o europejskim fanatyku szybkiej jazdy, który wydaje się aż nazbyt znajomy – i nie ma w tym absolutnie nic złego.". Interesujące - czyż nie? 


EQ26F4E.jpeg


26 lipca ubiegłego roku, wraz z moim, świętej pamięci, przyjacielem Stanleyem Parksem, byłem na aukcjach kontenerowych w dokach. Wraz z nim stwierdziliśmy, że to po prostu jest to coś - musimy go mieć. Koszt auta co prawda był strasznie duży jak na Nas, ale wspólnymi siłami udało się wyskrobać na niego kilka centów. Mniejsza o finanse. Zabraliśmy go lawetą do naszego warsztatu, który wiadomo, nie był jakiś świetny, ale rozebraliśmy go do ostatniej śrubki, jak się okazało, blacha to była totalnym trupem. Dziura na dziurze, brak jakiejkolwiek konserwacji podwozia zrobił swoje. Dzięki znajomościom Stanleya, podwozie zostało całe wypiaskowane, wraz z elementami zawieszenia. To jest po prostu cudeńko. Wszystko wyglądało, jakby po prostu wyjechało przed momentem z taśmy produkcyjnej. Nie da się tego słowami opisać, poważnie. Części stalowe, wypiaskowane i pomalowane proszkowo, auto prowadzi się jak bajka, na nowym zawieszeniu. Niestety, ale po odejściu znajomego, musiałem sam dokończyć ten czasochłonny remont. Trwał on rok, albo i dłużej - ale podobno szczęśliwi czasu nie liczą - czyż nie? Tak mi się wydaję. Sam musiałem zlecić malowanie karoserii... Niektórzy pomyślą Sobie, super - zlecić malowanie? Co w tym trudnego? Ale - no właśnie. Guzik prawda. Znaleźć dobrego fachowca, który nie spartoli roboty i nie skasuje jak za zboże, to jest wyczyn. Co do wnętrza, wszystko obszyte na nową, materiałami - ale ze starych zapasów. Takie, jak kiedyś robili samochody - nie żadna EKOSKÓRA, czy szmatka, która się rozerwie, gdy mamy jeansy z guzikami. Fotele? Marzenie. Twarde, ale wygodne – takie, że jak się już raz wciśniesz, to nie chce się wysiadać. Deska rozdzielcza odnowiona w najmniejszych detalach, bez żadnych tanich plastików czy dziwnych zamienników. Nawet zegary udało się uratować – wyczyściłem je, wymieniłem podświetlenie i teraz wskazówki znowu chodzą jak trzeba, tak jak kiedyś. Włożyłem w to auto całe serce. Każda śrubka, każda uszczelka – wszystko albo nowe, albo odratowane na tip-top. Żadnego kombinowania na szybko, żadnej tandety. I wiesz co? Jak teraz do niego wsiadam, to serio mam wrażenie, że Stanley gdzieś tam się uśmiecha. Bo to nie jest po prostu samochód. To kawał wspólnego życia, naszej zajawki, naszych rozmów do późna, dłubaniny w garażu przy jednym reflektorze i kubku zimnej kawy. Dla mnie ten Retinue to nie tylko projekt. To wspomnienia, emocje i coś, czego się nie da kupić ani podrobić. To nasza historia. I jestem cholernie dumny, że udało się ją dokończyć. 


Efektami remontu chciałbym się pochwalić niżej, bo chyba myślę, że jest czym. 🙂

2obYWjs.gif


Podsumowując, Vapid Retinue MkII to coś więcej niż tylko rajdowa legenda – to maszyna z duszą, symbolem pasji, determinacji i czasów, gdy motoryzacja miała charakter. Dla wielu to po prostu kolejny klasyk z minionej epoki, ale dla mnie to coś osobistego. To samochód, który nie tylko wrócił do życia, ale też przywrócił wspomnienia, których nie da się kupić za żadne pieniądze.Dziś, kiedy przekręcam kluczyk i silnik zaryczy tak, jak robił to dekady temu, czuję, że to nie jest koniec tej historii. To dopiero nowy rozdział. I jeśli choć jedna osoba po przeczytaniu tego tekstu złapie motoryzacyjnego bakcyla – to znaczy, że było warto to wszystko opisać.

Do zobaczenia na trasie. 🚗💨


3qBwEsS.png

Edytowane przez unforgettable
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.

×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę. Warunki użytkowania Polityka prywatności Regulamin