Skocz do zawartości
 
GRACZY ONLINE

Jak upaść i odrodzić się z pomocą życzliwych ludzi? Historia Anne Reed - by Aoi Namgyu


Brzoziak304

Rekomendowane odpowiedzi

Y9xUqzp.png

By Aoi Namgyu - DAILY GLOBE, 14/10/2025


Zgodnie z danymi Los Santos County Sheriff’s Department na wrzesień 2025 roku, teren naszego hrabstwa zamieszkuje ponad 72 tysiące osób bezdomnych – to prawie tyle, ile populacja miasta Idaho Falls – popularnej lokalizacji turystycznej, znajdującej się w pobliżu Gór Skalistych oraz Parku Narodowego Yellowstone. Pora pokazać bardziej ludzką twarz bezdomności i przełamać szkodliwe stygmaty.

cLqNYps.jpeg

Trudne dzieciństwo i używki – dla Anne to już przeszłość.

Anne poznałam kilka miesięcy temu, kiedy razem ze swoją grupą przyjaciół zamieszkiwała prowizoryczne obozowisko przy Vespucci Beach. Tego dnia ich losem zainteresowali się zastępcy LSSD ze stacji dziewiątej w City of West Vinewood – Barrow, Zapata, Ross oraz Cazares. To właśnie ich wizyta w obozowisku przyciągnęła nie tylko moją uwagę, ale także zwykłych przechodniów, mieszkańców okolicy. Pewien anonimowy darczyńca dostarczył dla nich niezbędne do codziennego życia wyposażenie, takie jak żywność czy środki czystości, a ponadto zaoferował im wynajęcie hotelu na 48 godzin. Pierwotnie byli oni bardzo niechętni do przyjmowania pomocy. Tego samego dnia, po powrocie do mieszkania skierowałam pismo do LSSD z pochwałą na zastępców oraz prośbą o udzielenie pewnych informacji w zakresie pomocy osobom w kryzysie bezdomności oraz danych statystycznych, prezentowanych powyżej. Umieściłam także post na Lifeinvader, sprawdzając opinię społeczną na temat osób w kryzysie bezdomności oraz pomocy im – opinie były bardzo mieszane – od hejtu, poprzez bierność, kończąc na aktywnych deklaracjach pomocy. Udało mi się nawet prawdopodobnie dotrzeć do anonimowego darczyńcy z tamtego dnia. Zarówno ja, jak i zastępca Cazares jeszcze kilkukrotnie odwiedzaliśmy ich obozowisko na przełomie tych paru dni – podczas ostatniej wizyty, na dzień przed pożarem, o którym więcej powie wam Anne w naszej rozmowie zostałam poproszona o zakup telefonu komórkowego prepaid dla Anne oraz doładowanie do Internetu, co z przyjemnością uczyniłam. Po ponad miesiącu Anne skontaktowała się ze mną, prosząc o możliwość rozmowy na antenie. Zrealizowałam jej prośbę, a prezentowany materiał to jej produkt końcowy.

Y9S3DvZ.jpegBEWP8Wb.jpeg

**Zapis audio oraz transkrypcja programu z dnia 13/10/2025.**

Spoiler

Aoi Namgyu 
Daily Talk Show z Aoi Namgyu czas zacząć. Dziś ze mną mam Anne Reed - to młoda dziewczyna, którą kilka miesięcy temu poznałam jako bezdomną z Vespucci... a dziś? Jak widzimy, praca, mieszkanie, po burzliwej jak dzisiejsza pogoda przeszłości wizualnie ani śladu... jak się masz, Anne?

Anne Reed
Hej! Cieszę się, że mogę dzisiaj tutaj być. Co do wzmianki o burzliwej przeszłości - ślady zostają zawsze ale pracuję ciągle nad tym by jak najbardziej przywrócić się do ładu. Jak wspominałaś, na ten moment na pewno mogę uznać, że słońce wyszło zza chmur.

Aoi Namgyu 
Fakt, fakt... całkiem trafne porównanie! Dobrze, to może przejdźmy do rzeczy. Jak to się zaczęło? Dlaczego trafiłaś na ulicę i ile miałaś wtedy lat, jak długo to trwało? Bo myślę, że to, co może nas doprowadzić do takiej a nie innej sytuacji jest poniekąd ważne i warto o tym powiedzieć.

Anne Reed
To nigdy nie jest zero jedynkowe, często różne powody zazębiają się na raz. Trafiłam na ulicę kilka tygodnii przed szesnastymi urodzinami. Chociaż bardziej trafnie określając, zwyczajnie uciekłam z domu. Moi rodzice byli alkoholikami i narkomanami, fundowali mi codziennie piekło, do tego stopnia, że nie wiedziałam jak może się skończyć dla mnie każdy kolejny dzień, musiałam zakładać najgorsze. Byłam regularnie bita, poniżana, zwłaszcza, gdy mieli intensywniejsze dni pod kątem używek. Ojczym mnie molestował, matka nic sobie z tego nie robiła. Więc mimo, że wchodziłam w typ osobowości "kozła ofiarnego"  w pewnym momencie coś we mnie pękło. Ojczym naprawdę solidnie mnie pobił, ledwo chodziłam. Spakowałam się i uciekłam, tym bardziej, że był ktoś kto obiecał mi pomóc przez to przejść, tak bym mogła spokojnie żyć z dala od nich.

Aoi Namgyu 
Rozumiem... to naprawdę przykre, ale nasuwa mi to taką myśl, że w sumie w twoim przypadku to nie tyle twoje, co czyjeś zaniedbania doprowadziły do tej tragedii i możemy już na tym etapie wysnuć wniosek, że tak naprawdę problemy cudze doprowadziły do tego, że sama skończyłaś jeszcze gorzej. Nie wiem jednak, czy jesteś w stanie się zgodzić tu z tą tezą? Ktoś ci obiecał pomóc przejść przez to wszystko... dotrzymał obietnicy twoim zdaniem? Kto to był? Partner, przyjaciel? Jak byś określiła tą osobę wtedy, a jak teraz?

Anne Reed
Nie chcę nikogo obrzucać winą. Zawiodła rodzina, system, który nie zareagował... i ja, nie zgłaszając tego nigdzie, zwyczajnie się bałam. Przechodząc dalej, nie, nie dotrzymał obietnicy. Byłam naiwna, poznałam go w sieci. Był kilka lat starszy ode mnie, karmił mnie opowieściami o tym, jak wszystko rozumie, że sam to przechodził. Miał mi pomóc stanąć samej na nogi, pomóc w znalezieniu jakiejś pracy tymczasowej, w znalezieniu jakiegoś pokoju gdzie mogłabym pomieszkać. Finalnie... zwyczajnie zawlókł mnie do motelu. Chciał jednego, ja z kolei odmawiałam, więc pobił mnie, zmusił mnie siłą i wykorzystał a potem wyrzucił jak śmiecia. To wszystko co od niego dostałam, poczucie bycia brudną, bez wartości. To wtedy pierwszy raz zaczęłam iść w dragi, by choć na chwilę wymazać to ze swojej głowy. Każda chwila spokoju od myśli była błogosławieństwem, a ja sama zamknęłam się na pojedyncze przejawy chęci pomocy od innych, widząc w tym kolejny raz podstęp i coś co może zranić mnie jeszcze bardziej. Nawet jeśli wtedy czułam się jakbym rozpadła się na milion małych kawałków. Ciężko to opisać sensownie słowami.

Aoi Namgyu 
Naprawdę przykro się o tym słucha, Anne... chciałaś odciąć się od toksycznego środowiska by wyjść w życiu na prostą, uważałaś, że jesteś gotowa... a zostałaś oszukana, wykorzystana i finalnie skończyłaś prawie tak samo, jak osoby, przed którymi uciekałaś, a które powinny być dla ciebie ostoją, a może nawet i wzorem do naśladowania... dobrze, ale może teraz przejdźmy do tego, jak wyglądało twoje życie w okresie kryzysu. Bardzo mnie ciekawi jedna rzecz: spotkałyśmy się w obozowisku na Vespucci. To było wasze stałe miejsce razem z twoimi nazwijmy to współlokatorami?

Anne Reed
Z grupą przyjaciół, to bardziej trafne określenie. Starałam się im nieco matkować, to były takie dzieciaki jak i ja. I nie, to nie było nasze stałe miejsce, często przenosiliśmy się z punktu do punktu, ludzie wielokrotnie nie dawali nam spokoju, atakując nas, nasyłając na nas wszelkiego rodzaju służby. Przeszliśmy też kilka prób podpalenia naszych namiotów lub zmontowanych prowizorycznych domków. Gdy robiło się niebezpiecznie, szukaliśmy kolejnej bezpiecznej przystani. Średnio raz na kilka tygodni albo miesięcy. Bywało naprawdę bardzo źle.

Aoi Namgyu 
Odniosę się tu do tego "matkowania" jak ujęłaś... zauważyłam to właśnie, kiedy odwiedziałam wasze obozowisko na przełomie sierpnia i września tam na Vespucci Beach, że w sumie to ty byłaś dla nich taką osobą... zaangażowaną, dbającą o ich dobro... to piękne, jakby nie patrzeć... w moim odczuciu, pomimo tego wszystkiego zachowałaś wtedy resztki trzeźwego umysłu i byłaś w stanie działać dla dobra nie tylko samej siebie, ale i innych - to bardzo szlachetne... a powiedz mi, jak wspominasz dzień naszego pierwszego spotkania? Mam tu na myśli wtedy, kiedy interweniowało u was Sheriff's, dodatkowo jakiś uczynny chłopak zaoferował wam nie tylko pełne wsparcie w postaci żywności czy przedmiotów codziennego użytku, ale także chyba hotelu na dwie doby, jeśli dobrze pamiętam?

Anne Reed
Będąc szczerą? Jak przez mgłę, w takim wtedy byłam stanie. Z hotelu nie skorzystaliśmy, każde z nas miało obawy z przyjmowaniem takiej pomocy, zbyt wiele razy się na tym przejechaliśmy. Jednak pamiętam, że faktycznie wszyscy chcieli nam pomóc, nawet doraźnie jeśli nie byliśmy gotowi na bardziej praktyczną pomoc w powstaniu na nogi. I skoro też poruszyłaś temat interwencji Sheriff's - mimo, że początkowo byliśmy bardzo mocno sceptycznie nastawieni, finalnie na przestrzeni tego czasu zmieniliśmy zdanie. Chciałam z tego miejsca pozdrowić jednego z nich zastępcę Espinosa Cazares. Naprawdę mocno angażował się w próby postawienia nas na nogi, zarówno na początkach jak i z biegiem czasu, nawet gdy spłonął nam obóz. Jestem naprawdę wdzięczna za całą determinację i serce jakie finalnie okazał naszej grupie mimo, że początkowo bywaliśmy podejrzliwi i mało przyjaźni.

Aoi Namgyu 
Myślę, że ja również mogę sporo pozytywów powiedzieć o zastępcach Cazares i Barrow ze stacji West Vinewood, bo sama przygotowując się do rozmowy z tobą i kontaktując się z LSSD przy okazji skierowałam na nich pochwałę za całokształt działań w waszej sprawie. No właśnie... pożar obozu. Z tego co pamiętam byłam u was wtedy dzień wcześniej i wtedy to wreszcie po kilku wizytach poprosiłaś mnie o pomoc w postaci komórki, z której potem się ze mną kontaktowałaś. To ten pożar nakłonił cię do tego, żebyś razem ze swoimi przyjaciółmi wreszcie zmieniła bieg swojego życia?

Anne Reed
Dla mnie to był zapalnik. Straciłam wszystko co miałam, a nie miałam wiele. Uznałam, że zaliczyłam takie dno iż nie mogę już spaść niżej a wszystko co najgorsze miało się stać, stało się. Wbrew całemu dramatyzmowi, pchnęło mnie to naprzód i kilka osób z naszej grupy również. Niektórzy woleli dalej żyć w ten sposób, nic na to poradzić nie mogłam. Działo się też naprawdę wiele poza samym pożarem, ale to już kwestię, których nie chcę poruszać bo nie dotyczyły bezpośrednio mnie. Dosłownie też chwilę przed pożarem jakiś facet nam groził. Przyszedł, zaczął napastować psychicznie jedną z dziewczyn, potem groził nam, że nas pobije, zabije. Wyzywał nas, obrażał, prowokował. W końcu chwyciłam za butelkę i powiedziałam żeby odszedł bo podchodził coraz bliżej i stawał się coraz bardziej agresywny. Wtedy zaczął mnie straszyć, że sięga po broń. Krzyczał, że nas rozstrzela jedno po drugim. To sytuacje, które przeżywaliśmy regularnie na ulicy... ten człowiek jednak był totalnie psychopatyczny. Wyobraź sobie, że wezwał Sheriff's twierdząc, że mamy broń i mu nią grozimy. Oczywiście kłamał, chciał nam narobić jeszcze problemów. Chociaż karma bywa przewrotna - przez jego odczłowieczone zachowanie służby były na miejscu gdy piorun trafił jedno z drzew i wywołał pożar w naszym obozie. Gdyby nie zostali wezwani, możliwe, że bylibyśmy w środku namiotów - a tak, finalnie nikt wtedy nie zginął dzięki temu bo każdy był na zewnątrz.

Aoi Namgyu 
Cała sytuacja niemniej mrozi krew w żyłach i okazuje, z jakimi niebezpieczeństwami się mierzyliście... a wracając do teraźniejszości... opowiedz, jak sobie teraz radzisz? Pracujesz gdzieś, masz jakieś mieszkanie?

Anne Reed
Skoro poruszamy temat aktualnej sytuacji... na wstępie muszę podziękować Raven Morgan - zapewniła nam dach nad głową, pomogła na początku się podnieść. Nie szukała rozgłosu, nigdy nie podniosła tego tematu publicznie. Przesyłam szczerą miłość, Raven, jesteś cudowną osobą. Nadal tam pomieszkujemy, odkładając na to by mieć zapewniony czynsz na jakiś czas już na swoim. Każde z nas stara się podłapać jakąś pracę i wrócić do obiegu i funkcjonowania w społeczeństwie. Ja znalazłam swój kąt jeśli mowa o pracy  w Larocque i tutaj ponownie muszę wspomnieć kilka osób: Chenille Carter-Larocque, Nannie Larocque oraz Angelique Linder. Dziękuje, że odezwałyście się z chęcią pomocy i dałyście mi szansę. W tym także starając się zrobić coś więcej niż tylko dając mi zatrudnienie, a także motywując do dalszego działania, bym się rozwijała. To nie jest łatwe dla kogoś, kto zaczął żyć przyziemnie i starać się tylko przetrwać. Ale dzięki temu powoli wracam do tego o czym marzyłam i co inspirowało mnie jeszcze gdy byłam młodsza,  gdy rzeczywistość nie przetrąciła mi zdolności do myślenia o przyszłości. Jesteście wielkie!

Aoi Namgyu 
Pięknie się tego słucha... naprawdę dziękujemy i pozdrawiamy każdego, kto zaufał i wsparł Anne w powrocie na właściwe tory życiowe... tak na podsumowanie teraz, masz jakieś rady dla osób, które mogą przechodzić przez podobne problemy jak ty? Co byś zrobiła inaczej z perspektywy czasu?

Anne Reed
Trzeba wykonać pierwszy krok. Nikt tego za Ciebie nie zrobi - czasami przezwyciężenie lęku zmienia sytuację. Mam z kolei bardzo istotny apel do innych ludzi. Nie przechodźcie obojętnie, nie starajcie się jeszcze bardziej uprzykrzyć życia osobom, które borykają się z problemem bezdomności. Każdy z nas ma swoją historię, mniej lub bardziej bolesną przeszłość. Nie oceniajcie nas stereotypami - ludzie trafiają na ulice nawet i nie z własnej decyzji albo głupoty, a z braku innej perspektywy. Traktujmy się nawzajem jak ludzie. Żyjemy w miejscu gdzie mamy ogromny problem z bezdomnością. Mamy całe dzielnice okupowane przez osoby z tym problemem. W naszym mieście, innych miastach, w innych stanach. To narasta, z roku na rok. Nigdy niewiadomo czy kiedyś nie spotka to również kogoś z was. Spróbujmy zdjąć z osób bezdomnych stygmat bezmózgich ćpunów, alkoholików, podludzi, to istotne, by patrzeć na innych jak zwyczajnie na ludzi. Ludzi zmagających się z problemami. Problemami, które możemy pomóc im zwalczyć. Nie jestem niepoprawną optymistką. Wiem, że nie da się pomóc każdemu - ale spróbujmy jako społeczeństwo odratować te osoby, które można. To odmieni wiele istnień i żyć.

Aoi Namgyu 
Piękne słowa na koniec - w LS zgodnie z danymi Departamentu Szeryfa mamy obecnie ponad 72 tysiące osób w kryzysie bezdomności. Razem możemy przyczynić się do tego, że ich problemy chociaż częściowo znikną. Nie utrudniajmy, pomagajmy. Dziękuję ci bardzo Anne za rozmowę, myślę że wielu osobom poniekąd otworzy to nieco bardziej szersze spojrzenie na otaczające nas problemy świata codziennego. Ja również bardzo dziękuję każdemu, kto wysłuchał naszej rozmowy do końca, Aoi Namgyu z tej strony, rozmawiała ze mną Anne Reed, dobrej nocy, Los Santos!

 

 

 

baner.png

Edytowane przez Rezer

zg5h6sy.png

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

**Angelique odsłuchała audio siedząc sobie w swoim domowym biurze; patrząc na widok Los Santos - słysząc wymienienie jej nazwiska oraz samego faktu LAROCQUE, jest dumna z Anne Reed oraz z tego, że mogła choć w minimalnym stopniu jej pomóc**

Meph i Brzoziak304 lubią to

DM5Qq4K.png

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.

×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę. Warunki użytkowania Polityka prywatności Regulamin