-
Postów
212 -
Rejestracja
-
Wygrane w rankingu
2
Treść opublikowana przez to wszystko dla rodziny
-
@tennessee @Marceli.
-
004. UNDERGROUND TALKS - Rozmowy bez tabu: życie tancerki erotycznej.
to wszystko dla rodziny odpowiedział(a) na Botekk temat w Daily Talk Shows
**Po ostatnich materialach daily globe stwierdzil ze promuja to co im najblizsze czyli kurestwo** -
[Biznes/Pub/Bar] LUCKY STRIKE; BOWLING BAR
to wszystko dla rodziny odpowiedział(a) na Corollavirus temat w Archiwum
Poprzedni temat: https://forum.v-rp.pl/topic/26660-biznesgastronomia-lucky-strike-bowling-bar/page/2/#comments Lifeinvader: https://li.v-rp.pl/timeline&u=luckystrike&ref=se kilka klipow z wczoraj -
security [Biznes/Niesprecyzowany] AEGIS
to wszystko dla rodziny odpowiedział(a) na wiechu temat w Archiwum
GUARDIAN GUROM -
[12.11] Saoirse "SoSo" Sloane - Kissed by Air, Your Eyes Sparkle.
to wszystko dla rodziny odpowiedział(a) na tennessee temat w Wycenione
**jest pod wrazeniem** -
Virgil Bassey - DAILY GLOBE, 19/07/2024 Paige Lofgren w szczegółach opowiada o pracy i stworzonej sesji z udziałem Chase Love a także porusza temat założenia galerii sztuki. Virgil Bassey: Hey, dobry wieczór Los Santos! Witam was serdecznie na wieczornej audycji prowadzonej na kanałach Daily Globe. Jestem Virgil Bassey a razem ze mną dzisiaj.. tak jak zawsze, wyjątkowa osoba, jedyna w swoim rodzaju. Jej charakterystycznym elementem jest aparat, z którym.. radzi sobie nawet całkiem nieźle, dzięki temu powstają jakościowe sesje zdjęciowe. Jedną z jej ostatnich prac jest projekt z Chase Love... To było krótkie przedstawienie dzisiejszego gościa, Paige Lofgren. Hey, Paige. Jak twoje samopoczucie? Przy dogadywaniu tego programu mieliśmy już okazje zamienić słowo. Stąd wiem, że to twój debiut jeśli chodzi o takie występy na żywo. Zjada cie stres? Jak do tego podeszłaś? Paige Lofgren: Dobry wieczór, hej.. Umm... Od rana powtarzałam sobie "dasz radę Paige, dasz radę Paige" ale przyznaję, bycie już tu w studio wiele weryfikuje (śmiech) niemniej wierzę głęboko, że ten wieczór zarówno słuchaczom jak i nam minie w odpowiednio miłej atmosferze. Swoją drogą - dziękuję za fascynującą zapowiedź mojej osoby - serce pęka mi z dumy, że właśnie w taki sposób jestem postrzegana. Virgil Bassey: Nie masz się co martwić. Jeszcze nie zdarzyło się by ktoś zerwał mikrofon i wybiegł z studia niczym ucieczka przed ślubem. Także.. powinnaś przeżyć, zazwyczaj po kilku pierwszych kwestiach cały stres mija. Natomiast co dzisiaj mamy w planach... Na pewno omówimy sesje z Chase, przejdziemy przez inne projekty Paige, nawet te które są w planach. Zaczerpniemy troche sztuki, tak dla odskoczni i wzbogacenia personalnej kultury, troche biznesu.. tak, na zdjęciach na pewno się sporo zarabia. I myślę, że możemy zacząć od tego co jest najbardziej gorącym tematem. Czyli twój ostatni projekt, który wykonany był z udziałem Chase Love. Chase jest w trakcie tworzenia albumu, więc ciekawie to się ze sobą zgrało. Celowy zabieg zgody z motywem sesji czy jednak zupełny przypadek, który dobrze zagrał? Wspomniałaś, że to przełamanie pewnego schematu i możliwość dla jego fanów by zajrzeć w duszę artysty. Ukazałaś go w kilku różnych sytuacjach. Co mogłabyś nam opowiedzieć o waszym projekcie, Paige? Paige Lofgren: Jeszcze się nie zdarzyło, powiadasz? Cóż... Miejmy nadzieję, że to nie Paige Lofgren przełamie tę dobrą passję, Virgil! Sesja z Chase? Wierz lub nie - to był naprawdę niemalże czysty spontan. Yeah, zdarzają się takie sytuacje nawet gdy mówimy tu o legendzie pokroju właśnie tego artysty. Wiesz, to, że ja, moje studio, podjęłam współpracę z Chase'm było w zasadzie czymś na zasadzie zapalenia się żarówki nad moją głową, która zwiastowała nową wizję. Do tamtego czasu tylko raz wymieniłam dwa zdania z Chase'm. Postanowiłam, że rzucę się na głęboką wodę - coś na zasadzie "żyje się raz i nikt tego za nas lepiej nie zrobi niż my sami". Ba, ja nawet nie skontaktowałam się z jego menadżerem, a z nim osobiście. Na moment trafiłam wtedy fatalny bo Chase był świeżo po tym festiwalu na Paradise - szczerze? Gdy dostałam odpowiedź "będę o Tobie pamiętał" straciłam nadzieję. Miałam już się poddać - co robię nadzwyczaj rzadko. Ale jak widać - ani on nie zapomniał, ani ja nie odpuściłam. Przeprowadzając się do Stanów Zjednoczonych oczywiście przewertowałam tutejszy show-biz. Z ciekawości. I wiedząc co nieco na temat Chase'a wpadła mi do głowy wizja, że warto go pokazać inaczej niż on pokazuje siebie codziennie. Pokazać tę drugą stronę jego życia - stąd też tytuł "Live in the flash..." - którego autorem zresztą jest sam Love. Pokazać, że osoba mająca dosłownie wszystko i mogąca mieć wszystko boryka się z bólem, tęsknotą, żalem... O tym się na co dzień nie myśli. Widzisz Chase'a Love? Myślisz "wow, to ten gość, to ten raper, to ten facet... - chcę być jak on". Jestem wdzięczna, że mogliśmy wspólnie pokazać tę drugą stronę medalu życia w blasku fleszy. Virgil Bassey: Też mam taką nadzieje, Paige. Wtedy twój wywiad na pewno byłby zapamiętany na bardzo, bardzo długo. Nie sądziłem, że to była spontaniczna decyzja. Bardziej na zasadzie.. że przedstawiłaś cały konkretny plan, którym Chase był zachwycony. Czyli z twojej historii płynie także lekcja o tym by się nie poddawać, wierzyć w swój pomysł i po prostu dążyć do niego za wszelką cene bo sukces może być dosłownie za rogiem. Całkiem niezłe podsumowanie już na samym początku, Paige. I masz w tym dużo racji bo myśląc o dużych sumach na koncie i ogromnej sławie, raczej większość zapomina co musi oddać i co musi dodatkowo przeżyć. Często oddajemy przez to swoje życie i mimo wspomnianego przez ciebie bólu trzeba uśmiechać się do ludzi, na sesjach reklamowych, do dziennikarzy i paparazzi, którzy tylko czekają by cie złapać. A jak przebiegała cała współpraca z Chase? To jak się zaczęła już wiemy, ale co było dalej? W stu procentach zaakceptował twój plan czy jednak nanosił swoje poprawki i przyjmowałaś jego sugestie? Spotykaliście na swojej drodze trudności i problemy czy jednak przebiegło to przyjemnie i gładko? Paige Lofgren: Yeah.. To był spontan i to, co zadziało się przed obiektywem stworzylismywspólnie. Wiesz - ja rzuciłam mu hasło na zasadzie "robię zdjęcia, mam pomysł, pogadajmy face to face" - myślałam, że dam nogę gdy byłam w drodze na miejsce spotkania, słowo, to chwilowo mnie przerosło. Ja? I spotkanie z Chase Love? Nieemożliwe... (cichy śmiech). Ale to była rzeczywistość. Piękna rzeczywistość. Ja jedynie rzuciłam temat: pokażmy Ciebie ale nie takiego, jakiego cię znają z muzyki i ze zdjęć na Lifeinvader. Pokażmy to, co masz w sobie. I pokażmy to tak, jak Ty to widzisz bo nikt nie zna Ciebie lepiej niż Ty sam. Rzucał pomysłami, hasłami jakie chciałby przekuć w fotografię - ja jedynie to czasami podkręcałam żeby to mięso, które podamy na tacy miało odpowiedni stopień wysmażenia. Żeby oczy osoby, która na to spojrzy poczuła przynajmniej w dwucyfrowej ilości procentów to, co On ma w sobie na co dzień. Sama współpraca z Chase to istna przyjemność, naprawdę. Chyba nawet stereotypowo spodziewałam się narzekania, marudzenia, odwoływania, przekładania, nie bycia w formie - bardzo się pozytywnie zaskoczyłam. Projekt ukończyliśmy przed czasem i to zasługa Chase'a, nie moja. Virgil Bassey: Czyli jak najbardziej słusznie jest nazywać ten projekt waszym wspólnym. I to przedstawione przez ciebie zaangażowanie Chase potwierdza jedynie prawdziwość tego co zostało tam uwiecznione. Gdyby było czysto narzucone przez fotografa.. to niekoniecznie byłoby to rzeczywiste przedstawienie drugiej strony. No nic dziwnego, że tego się spodziewałaś, Paige. Gwiazdy naprawdę potrafią wejść na głowę i być kapryśne. Jak widać Chase nie tylko na tle artystycznym jest z innej planety. Zrobimy teraz.. dosłownie delikatny skok do przeszłości. Konkretnie twojej, Paige. Chciałbym poznać historię, która kryje się za połączeniem ciebie i aparatu. Od czego zaczeło się to co zdążyliśmy przed chwilą przegadać. Jakie były twoje początki z fotografią. Niektórzy zbierają pasje czy zawód po rodzicach, niektórzy na pewno dla pieniędzy i sławy. Co było twoją pierwszą motywacją? Czy może po prostu hobby przerodziło się w sukces? Paige Lofgren: Yeah, Chase jest niesamowicie wyjątkowy; wiesz, ze mną nie było jakoś bardzo wyjątkowo - nie usłyszycie tutaj teraz czegoś, czego wcześniej nie słyszeliście. Pierwszy raz aparat wzięłam w dłonie w wieku czternastu lat czyli dziesięć lat temu, za sprawą mojej nauczycielki w szkole. Wtedy moją główną pasją było łyżwiarstwo figurowe, które ćwiczyłam już wtedy piąty rok. Ale wiesz, poczułam to. Po prostu. Aparat chwyciłam bo był w szkole konkurs, a ja chciałam spróbować. Spróbowałam na tyle, że jestem teraz tu gdzie jestem. Mam oko i duszę do tego przeznaczoną - podobno. Virgil Bassey: Łyżwiarstwo figurowe chyba było ostatnią rzeczą jakiej bym się spodziewał.. Od konkursu szkolnego do sesji zdjęciowej z największą gwiazdą w SA, przebyłaś sporą drogę, Paige. I to z sukcesem. A w trakcie tej drogi zaliczyłaś myślę mase zrobionych zdjęć i kilka innych projektów poza tym, o którym rozmawialiśmy. Chociażby sesja Mirror. Który materiał bądź która jakakolwiek inna sesja zdjęciowa była dla ciebie najbardziej satysfakcjonująca i wartościowa? Bo na pewno współpracujesz z kilkoma innymi osobami bądź przedsiębiorstwami. Taka już rola fotografa że mało kiedy jego nazwisko wychodzi na pierwszą scene. Ludzie ekscytując się zdjęciami, po prostu podziwiają osoby, które na nich występują. Paige Lofgren: Cóż za podchwytliwe pytanie! W zasadzie oba projekty, które wyszły z mojego studio są na równi... Mirror to coś, co w zupełności stworzyłam sama, zaś "Live in the flash..." już sami wiecie jak powstało. Mogę jednak odpowiedzieć na to pytanie w nieco zmienionej formie. Wskażę dwa zdjęcia, z których do tej pory jestem najbardziej dumna: "More at all costs" z sesji MIRROR oraz ""flashes of greed" z Live in the flash. Wszystko pozostałe jest fakt faktem istotne, zwłaszcza przy nakładzie pracy i współprac jakie mam - ale te dwa mam ochotę powiesić nad łóżkiem, mhm. Virgil Bassey: Od razu podchwytliwe. To nie było zamierzone! Swoją drogą, świetnie sobie radzisz. Chyba polubiłaś ten fotel i rozmowę na żywo. W takim razie wyróżniłaś jeden i drugi duży projekt. A w takim przypadku.. czy planujesz już trzeci o takiej skali? Czy jednak myślami jesteś przy czymś innym? Sesja z Chase na pewno obiła się sporym sukcesem, jakie są dalej twoje najbliższe plany, Paige? Paige Lofgren: Oh, chyba wejdzie mi to wkrew... (zaśmiała się, rozglądając po studio). Ale odpowiadając na twoje pytanie... Taaak, pracuję już nad czymś kolejnym jednak nie pojawi się to w takim krótkim czasie jaki minął pomiędzy dwoma poprzednimi projektami. Myslę, że to, co nadchodzi ucieszy oczy obserwujących w połowie sierpnia, może bliżej września. Po pierwsze uważam, że ostatni projekt musi pozostać na szczycie jak najdłuzej bo jest tego wart, a po drugie - oprócz studio posiadam też inne zobowiązania, na których muszę się skupić w najbliższych dniach. A czy najbliższe projekty sięgną skali sesji z Chase Love? Kompletnie nie mi to oceniać, ja ze swojej strony na pewno będę dokładała wszelkich ku temu starań - o reszcie niech zdecydują odbiorcy. Virgil Bassey: Czyli dostaliśmy małe zapowiedzi w kwestii tego kiedy możemy spodziewać się kolejnego projektu. Trzymam kciuki Paige by był na równie wysokim poziomie. To też normalne, że nie można przesadzić z ilością projektów bo na pewnym etapie będzie ich przesyt. Złapie cie tym razem za słowo, akurat wspomniałaś, że posiadasz inne zobowiązania. O jakich konkretnie mówisz? Bo ja w głowie mam twoją galerie sztuki. Czyli.. nie tylko fotografią się zajmujesz. Powoli można cie klasyfikować jako businesswoman, czy jeszcze tego nie odczuwasz? Co do tej galerii sztuki. Co chcesz dzięki temu osiągnąć i jaką postawiłaś przed sobą misje, Paige? Niewielkie mam pojęcie odnośnie galerii sztuki, nigdy w takiej nawet nie miałem okazji być. Paige Lofgren: To bardzo proste, Virgil. DRÖM ma być miejscem, w którym potencjalny John Smith - bez urazy dla wszystkich Johnów Smithów, nic do was nie mam - zazna tego czym jest najprawdziwsza sztuka. Po DRÖM możesz już teraz spodziewać się wszystkiego począwszy - i powiem to po raz pierwszy oficjalnie: dzieł Leonardo da Vinci i Rembrandta - bo to oni otworzą drzwi do tego wspaniałego miejsca, po rzeźby świeżych w świecie artyzmu dłoni nastolatki ze szkoły artystycznej... Tworząc DRÖM - co notabene ze szwedzkiego oznacza Marzenie - po pierwsze spełnić własne marzenie o galerii - które zrodziło się zanim los udowodnił mi, że będę zawodową fotografką, bo jadąc do Stanów nawet tego nie wiedziałam - po drugie spełnić marzenie fanów dzieł sztuki, podsuwając im je niemalże pod nos, a po trzecie spełniać marzenia tych którzy w ten świat chcą wyjśc i pokazać swoje dzieła innym ludziom, którzy w jakiś sposób się w tym odnajdują. To jest cel DRÖM - spełniać marzenia. Virgil Bassey: Ambitnie, Paige. Chociaż wszyscy mogą postrzegać sztukę na własny sposób.. niekoniecznie taki, który przychodzi jako pierwszy do głowy. Natomiast powiedziałaś teraz całkiem ciekawą rzecz. Będzie opcja do tego by potencjalny artysta wystawił u was swoje dzieła sztuki? Hey, słyszeliście. Jeśli wykładacie sztuke.. to coś dla was. Chcesz wspomnieć teraz od razu na temat warunków takiej współpracy? Czy po prostu najlepsze rozwiązanie to bezpośredni kontakt z tobą? Paige Lofgren: Hell yeah! O to własnie chodzi w sztuce! O własne interpretacje, o czucie tego na własny sposób, o wymianę spostrzeżeń... Róbmy to, tak jest o wiele ciekawiej w tym szarym świecie. I taak, dobrze słyszeliście - DRÖM to miejsce dla każdego, więc jeśli jesteś osobą która własnie to chce robić, a przynajmniej spróbować sie otworzyć z tym co jej drzemie w duszy - odezwij się. Zdecydowanie preferuję bezpośredni kontakt, wtedy wszystko staje się najjaśniejsze. Virgil Bassey: W takim razie trzymam kciuki by chociaż większość twoich planów odnośnie tego projektu wypaliły. Wracając jeszcze bezpośrednio do fotografii.. chociaż, zostańmy przy karierze Paige Lofgren. Co w niej do tej pory było największym wyzwaniem, co sprawiło największą trudność? I mówie tutaj także o sytuacjach, w których twoje życie zawodowe wpływa na życie prywatne. O ile już tego doświadczyłaś. Nie zawsze łatwo poradzić sobie z sukcesem i sławą, która potrafi spaść naprawdę gwałtownie i niespodziewanie. Sama o tym doskonale wiesz, bo to było częścią twojego projektu. Odczuwasz już, że stajesz się popularna? Ktoś wziął od ciebie.. na przykład autograf? Albo poprosił o wspólne zdjęcie? Paige Lofgren: Umm... Największą trudność? Największą trudność sprawiają osoby, które zaczynają widzieć we mnie osobę, która mogłaby być w ich życiu kimś więcej niż fotografem i niestety właśnie to sprawia, że współpraca się kończy. Bo o ile ja umiem to rozgraniczać, to często osoba po drugiej stronie nie wtedy pojawia się problem - atmosfera staje się gęsta, czasami nie do zniesienia. Nah, nie każdy umie się w tym odnaleźć. Sława... Popularność - niee, fanów chyba jako-takich nie posiadam, lub o nich nie wiem, ale oczuwam to, że nazwisko Lofgren i studio stają się znane chociażby po ilości pracy czy nazwiskach, jakie po tę współpracę się odzywają - nie chcę tu nimi sypać, wszystko z czasem i tak stanie się jawne, nie ma co tego przyspieszać. Virgil Bassey: Czekaj, czekaj.. nie żartujesz teraz.. czy źle zrozumiałem? Ludzie potrafią wynająć cie na sesje zdjęciową tylko po to, żeby pokierować to w kierunku randki.. z robieniem zdjęciem? Na boga, to szalone do czego prowadzi desepracja.. współczuje. Po części tak myślałem, że wskażesz ludzi, z którymi pracujesz. Ale troche z innych powodów niż to co wymieniłaś. Trochę dziwną sprawą będziemy kierować się do końca, więc.. z przyjemnością zostawiam ci chwile czasu tylko dla ciebie. Możesz przekazać coś całkowicie od siebie, tak jak czujesz. Paige Lofgren: Ooj tak - nawet zdziwiłbyś się z iloma takimi osobami miałam styczność i ile przez to piękna nigdy nie ujrzy światła dziennego, a szkoda. Koniec, koniec - niecierpię tego słowa! *śmiech* cóż mogę dodać na pożegnanie: dziękuję za możliwość zajęcia tego fotela i przekazaniu światu kilka słów od siebie. Jedyne co teraz mogłabym dodać to to, by osoby które nas słuchają, nigdy się nie zatrzymywały. Zawsze brnęły do przodu, choćby było to w formie czołgania się po ziemi. Tyle. Spokojnej nocy i mam nadzieję, że do zobaczenia. Virgil Bassey: Jeśli twoja kariera będzie rozwijać się dalej tak samo, to najpewniej jeszcze kilka razy wylądujesz na takim fotelu, tego ci życzę. To na dzisiaj byłoby wszystko, program prowadził dla was Virgil Bassey razem z skromną Paige Lofgren. Dobrej i spokojnej nocy, Los Santos!
-
[Szukam] Osób do gry o dziwnych porach
to wszystko dla rodziny odpowiedział(a) na zuzia temat w Szukam/zagram
Dziekuje. Od zawsze bylem fanem heroes 3 -
ratujemyzwierzaki.pl || Zbiórka dla serwisu zbiorowego fundacji i stowarzyszeń
to wszystko dla rodziny odpowiedział(a) na 7pio temat w Hydepark
-
[Biznes/Gastronomia] LUCKY STRIKE; BOWLING BAR
to wszystko dla rodziny odpowiedział(a) na Orzeł temat w Archiwum
dzieki wielkie za tak liczna obecnosc na kreglowych urodzinach, bylo swietnie a nizej kilka klipow z wydarzenia autorstwa @ka6i https://li.v-rp.pl/post/86577_dziekujemy-wszystkim-za-wasza-obecnosc-na-czwartkowym-wydarzeniu-mamy-nadzieje-z.html -
[Biznes/Gastronomia] LUCKY STRIKE; BOWLING BAR
to wszystko dla rodziny odpowiedział(a) na Orzeł temat w Archiwum
https://li.v-rp.pl/post/85869_hey-juz-w-ten-czwartek-z-okazji-urodzin-naszej-kreglowej-wlascicielki-nevaeh-vil.html -
Written by VB - DAILY GLOBE, 13/06/24 Wydarzenie Iron-Willed Run już za nami i organizatorzy zdecydowanie mogą dopisać sobie kolejny sukces na swoim koncie. Atrakcje przygotowane na miejscu eventu przyciągnęły bardzo dużą ilość osób. W szczególności stałe zainteresowanie utrzymywało stanowisko z bronią palną. Każda osoba mogła pod okiem profesjonalistów z GUARDIAN przetestować swoją celność na strzelnicy oraz poznać standardowe podstawy obsługi broni a wybór był całkiem pokaźny. Praktycznie przez całe wydarzenie było słychać odgłosy wystrzałów i długą kolejkę. Nie można zapomnieć o głównej atrakcji, która jednocześnie była trudną próbą dla każdego uczestnika, który dobrowolnie i całkowicie za darmo mógł zapisać się do biegu z przeszkodami. Każdy miał do pokonania tor terenowy z między innymi przeprawą przez wodę, wspinaczkę po przeszkodach, przeskakiwanie utrudnień, bieg czy pokonanie błotnistego fragmentu trasy. W zawodach udział wzięli także oficerowie SWAT, który podeszli do wyzwania z swoim pełnym wyposażeniem co było dla nich na pewno sporym utrudnieniem. Dla wygranych przygotowane symboliczne nagrody. Za pierwsze miejsce było można otrzymać kwotę w wysokości $20.000, za drugie $15.000 a za trzecie przypadło $10.000. Wielu na pewno było zaskoczonych wygranym, którym okazał się członek zespołu Soul Evisceration, Noah Alexander. Bieg jako drugi ukończył Calvin Heavinway a na trzeciej pozycji znalazł się Kenny Whitfield. Każdemu na pewno należą się brawa bo to wyzwanie zdecydowanie nie należało do najłatwiejszych. Zwycięzca biegu zdecydował się przekazać całą nagrodę na cele charytatywne. Hey, Asami, Noah. Udało ci się ukończyć ten trudny tor na pierwszej pozycji. Trenowałeś do tego czy po prostu stale jesteś w tak dobrej formie? Utrzymywałes pierwsze miejsce od początku? Cóż... Jak mogłeś się domyśleć po mojej reakcji to sam byłem zszokowany przy ogłoszeniu wyniku. Cieszyłem się, że ten bieg w ogóle skończyłem... A tu jeszcze dodatkowo ukończyłem go na pierwszym miejscu. Czy przygotowywałem się? Nie, ogólnie to dbam o swoją wytrzymałość regularnie ze względu na to, że gram na perkusji i to wymaga dobrej kondycji. Może to oznaka by spróbować sił w jakimś sporcie? Słyszałem, że przekazałeś wygraną na cele charytatywne. Cóż, dzisiaj zacząłem ogólnie myśleć o tym by nieco skupić się na swojej sile, niestety drążek mnie pokonał i nie podołałem wyzwaniu. Tak, przekazałem swoją nagrodę dokładniej dla fundacji, która zajmuje się weteranami wojennymi. Są to osoby, które poświęciły się całym sobą dla Naszego kraju i dla Nas obywateli, dbając o nasze bezpieczeństwo. Szlachetny gest, Noah. Powiedz mi, co zamówiliście wspólnie z Asami? Ocena punktu gastronomicznego na takich wydarzeniach to całkiem ważny aspekt. Jak wam smakowało, od jednego do pięciu. Chyba że zero ale tak źle raczej być nie mogło? Ja mogę dać spokojnie piątkę. Jestem stałym bywalcem w Ocean's Bounty Bar, więc też wiedziałem, że się nie zawiodę i dzisiaj. A co zamówiliśmy? Fish and Chips i lemoniada malinowa. Też weź pod uwagę fakt, że miałem wilczy apetyt po tym biegu, więc bardziej adekwatną opinie myślę, że da Ci Asami... Okay, czyli piątka! W takim razie raczej bez obaw można zamawiać i powinno wam posmakować. Jakie masz podejście do tego całego miesiąca poświęconego zdrowiu psychicznemu mężczyzn? Uważam, że jest to temat, którego nie należy się wstydzić. Sam nie ukrywam tego, że staram się uczęszczać na terapie. Dlatego też uważam, że wsparcie takich osób jest potrzebne, tak samo jak poruszanie tego tematu publicznie. Dodatkowymi atrakcjami na miejscu była na pewno wystawa pojazdów militarnych. W tym również śmigłowiec należący do SWAT. Przy odpowiednio wydzielonym miejscu była możliwość skorzystania z punktu gastronomicznego, który podlegał pod obsługą pracowników lokalu Oceans Bounty Bar. Po ogłoszeniu wyników biegu rozpoczął się panel dyskusyjny, który dobrze zgrywał się z miesiącem zdrowia psychicznego mężczyzn. Prowadzony był między innymi przez jedną z psycholog. Każdy mógł zadać pytanie czy dołączyć do rozmowy na poruszane tematy. Główna organizatorka, Fehu Skarsgard zadbała o jakość atrakcji dzięki czemu na pewno może zaliczyć kolejne wydarzenie do udanych i zapisać sobie spory sukces na koncie. Na samym dole zostawiamy fotorelacje wykonaną przez Malia Yo Parris. Hey, jest właśnie ze mną Fehu Skarsgard. Czyli osoba bez której dzisiejsze wydarzenie nie miałoby miejsca. Wyrwałem ją z panelu dyskusyjnego, w który jest wciągnięta. Powiedz mi Fehu, jak oceniasz całość? Spełniło twoje oczekiwania? Hej Virgil, hej Los Santos! Taaak, na pewno wyszło lepiej niż zakładaliśmy z ekipą Guardian, bez których wsparcia nie byłoby tego wydarzenia. Cieszy mnie ogromne zainteresowanie każdą z atrakcji, chociaż dzisiaj zdecydowanie serca skradły militaria. Bez wątpienia. Przez całe wydarzenie kolejka jest tak samo ogromna. Jeśli chodzi o bieg, frekwencja była zadowalająca czy spodziewałaś się większej ilości osób? Dobrze znasz Noaha, jak bardzo byłaś zaskoczona jego wygraną? Patrząc na specyfikację toru, myślałam, że mniej osób się zdecyduje na przeprawę. Zapisało się szesnaście osób, w tym czlonkowie SWAT, którzy wyruszyli w pełnym wyposażeniu.. a to waży serio sporo. Co do Noah... Zaskoczył mnie mocno. Wiedziałam, że jest wytrwały po tym jak potrafi szaleć za perkusją, ale to? Powtórkę z jego wbiegnięcia na metę będę mu chyba co urodziny puszczać na rzutniku. To na pewno będzie pamiątka do końca życie. I to wyjątkowo satysfakcjonująca patrząc na to jakich miał obok siebie rywali. Jakie masz plany dalej, Fehu? Będziesz planować kolejne duże wydarzenie, skupiasz się na sobie? Czy idziesz na mały urlop? Jestem typem pracoholika, zwłaszcza, że wraz z partnerem mamy sporo celów do realizacji. Wydarzenia na pewno będą dalej, planów ciągle dochodzi. Niemniej pewnie teraz skupimy sie z Soul Evisceration na nowościach muzycznych dla słuchaczy. Super. Wasi słuchacze na pewno liczyli na taką odpowiedź. Dzięki wielkie za poświęcony czas. No i przede wszystkim gratulacje za dopięcie i świetną organizacje tak duzego wydarzenia. Nie zatrzymuje cie dłużej bo wiem, że bardzo ciekawi cie aktualnie trwający panel dyskusyjny. Dzięki raz jeszcze i powodzenia w kolejnych projektach, Fehu. Dzięki piękne za rozmowę Virgil i tak, wracam. Zdrowie psychiczne i to z czym zmagają się ludzie, którzy dbają o nasze bezpieczeństwo, poświęcając się to temat, który każdy powinien zgłebić. Trzymaj się Los Santos.
-
Written by VB - DAILY GLOBE, 10/06/24 Wczorajszego wieczoru odbyły się finałowe rozgrywki pierwszego sezonu Primal Dart League, która organizowana jest przez spółkę Primal Xtreme. Pierwszą oficjalną mistrzynią ligi została Diana Daivari, która dodatkowo po drodze zaliczyła kilka rekordów. Cała pula nagród wynosiła aż $500.000 a każdy z uczestników mógł liczyć na nagrodę pocieszenia niezależnie od wyniku swojej rozgrywki. Turniej był podzielony na dwie grupy po cztery osoby. Po pierwszej turze rozgrywek do finałów przedostały się Diana Daivari, która zmierzyła się z Vivian Chen pokonując ją dwa do zera. Natomiast w drugiej parze wystąpiła Martina Maslovsky, która poniosła porażkę dwa do zera z świetnie spisującą się Svetlana Pokrovskaya. Po wyłonieniu pierwszych zwycięstw odbyła się gra o trzecie miejsce, które gwarantowało nagrodę w wysokości $60.000. Vivian Chen tym razem nie dała za wygraną i bez większych komplikacji pokonała dwa do zera swoją rywalkę Martina Maslovsky. Zamieszczamy krótki komentarz otrzymany od Vivian: Hey, Vivian. Jak twoje odczucia po turnieju i jak skomentujesz na świeżo swoją wygraną? - Hej, hej, hej. Jak odczucia po turnieju? Serce nadal mi wali, a emocje jeszcze nie opadły. Mamy przed nami jeszcze w końcu finał, do którego niestety nie udało mi się zakwalifikować. Mimo to trzecie miejsce uważam za całkiem niezły wynik, patrząc na to że pojawiłam się tu totalnie casualowo z baardzo małą wiedzą na temat profesjonalnego darta. Zdecydowanie nie spodziewałam się, że pojawię się tak wysoko w tabeli. Fakt, nie udało ci się. Ale trzeba wziąć pod uwage, że mierzyłaś się z Dianą, która ma życiową forme i zapisała sobie już kilka rekordów. Zamierzasz wystartować w kolejnym sezonie czy gra w darta aż tak nie przypadła ci do gustu? - Diana jest po prostu niesamowitą zawodniczką - nastawiałam się że to tylko takie gadanie, ale rzeczywistość mnie zweryfikowała - nie widzę opcji aby ktokolwiek z nią wygrał. Nie planuję startować w następnym sezonie. Chcę zrobić miejsce dla innych osób chcących się spróbować, ale kto wie co będzie za kilka sezonów? Możliwe, że znów się spróbuję, tym razem celując jednak nawet w pierwsze miejsce. W finałowym starciu pomiędzy Diana Daivari a Svetlana Pokrovskaya padł taki sam wynik jak w poprzednich rozgrywkach. Diana Daivari wygrała 2:0 i jednocześnie została pierwszą mistrzynią Primal Dart League. Za pierwsze miejsce otrzymała nagrodę w wysokości $200.000, którą w całości zdecydowała się przekazać na cele charytatywne. Natomiast Svetlana Pokrovskaya za drugą lokate zainkasowała dokładnie $100.000. Zgodnie z zapowiedziami prowadzącej oraz samej organizatorki kolejnego sezonu możemy spodziewać się już za miesiąc. Nagrody są całkiem okazałe a udział darmowy więc warto spróbować swojego szczęścia a przy okazji może uda się odkryć pasje do darta. Niżej zamieszczamy krótki wywiad z prowadzącą Nathalie Larson oraz organizatorką Lara Kozlova. Hey, Lara. Jak skomentujesz całe wydarzenie i przebieg rozgrywek, jesteś usatysfakcjonowana, wszystko zagrało? - Hej, hej. Szczerze mówiąc to finalny wygląd całej ligi przerósł moje oczekiwania, ale zdecydowanie podziękowania należą się dla Nathalie Larson. To ona jest pomysłodawczynią, prowadzącą - ja jej tylko daje przestrzeń do rozwoju! Oczywiście, że nie można zapomnieć o tym jaki wkład ma prowadząca. Spodziewałaś się, że Diana wejdzie aż na taki poziom w dzisiejszych rozgrywkach? Nowy sezon będzie zawierał tych samych zawodników czy chcecie mieć kompletnie nowych graczy? - Diana była faworytką od samego początku. Zamykała fazę grupową z maksymalną liczbą punktów, więc to nie był przypadek. Co na drugi sezon? Na pewno będziemy chcieli wprowadzić nowe nazwiska i liczymy na to, że dart zdobędzie jeszcze więcej fanów. Okay! W takim razie również mamy nadzieje, że kolejny sezon przyciągnie jeszcze większe zainteresowanie. I w postaci zawodnków i w postaci widowni. Gratuluje Lara sukcesu pierwszego sezonu i do zobaczenia na kolejnych wydarzeniach. Było świetnie. - Ciesze się, że mogłam dostarczyć coś nowego dla naszego wspaniałego miasta Los Santos... ale dart to nie wszystko i z pewnością możecie wyczekiwać jeszcze więcej od naszego Primal Xtreme. Dzięki i do usłyszenia! Hey, Nathalie Larson. Lara wypowiadała się o tobie w samych superlatywach. Jak czujesz się jako prowadząca Primal Dart League? Spodziewałaś się wygranej Diany i jak oceniasz na świeżo całe wydarzenie? - Hej, hej! - To zaskoczenie akurat dla mnie.. wywiad.. coś nowego! - Ale tak, czuję się świetnie, że mogę zaszczepić w ludziach pasję do darta. Cała liga to wielkie wydarzenie dla mnie personalnie, dlatego dziękuje Lara.. za możliwość prowadzenia ligi. To dla mnie na pewno coś bardzo.. znacznego.. co do Diany, tak spodziewałam się jej zwycięstwa. Od początku pokazała swoje umiejętności i robiła niesamowite rzeczy po drodze.. tak jak i dziś.. całe wydarzenie oceniam bardzo dobrze. Świetne zawodniczki, znakomita widownia, doskonała sala do przeprowadzenia ligi, więc po prostu lepiej sobie nie mogłam wymarzyć samego przebiegu wydarzenia. To na pewno spore doświadczenie, które być może w przyszłości otworzy ci drogę na inne kierunki jako prowadząca. Powiedz mi czy będzie szansa kiedyś zobaczyć ciebie w roli zawodniczki? W końcu musisz mieć spore obycie w tej grze. - Haha, jest to dobre pytanie. Tak.. mam wielką fascynację w tej grze.. jednak na ten moment, jestem prowadzącą.. więc nie mówię nie.. ale nie mówię też tak.. bo nie mogę się zarzekać.. czas pokaże! - Póki co jestem prowadzącą!
-
@hoodbyair
-
@Verevi
-
029. What in Music Industry: Maxine Koci
to wszystko dla rodziny opublikował(a) temat w What in Music Industry
Virgil Bassey: Hey! Witam was bardzo serdecznie w nowym materiale What in Music Industry realizowanym dla Daily Globe. Jestem Virgil Bassey a głównym tematem odcinka będzie piosenkarka Maxine Koci wraz z jej nowym i debiutanckim albumem Sweet Disaster. Zgodnie z obietnicą i zapowiedziami pojawiamy się tutaj wspólnie z Maxine... a w trakcie na pewno ujrzycie oraz usłyszycie jeszcze kilku ciekawych gości, którzy uzupełnią to wszystko. Co dla was przygotowaliśmy? Na temat albumu usłyszeliście co nieco na ostatnim epizodzie Night American Discussions ale oczywiście tutaj przebrniemy przez głębszą analize treści i niektóre wybrane piosenki. Dowiecie się kilku ciekawostek czy historii z okresu, w którym powstawał album. Nie zabraknie również tematu zza kulis czy ogólnego wspomnienia o tym w jaki sposób nad projektem pracował team Maxine. To było chyba całkiem niezłe wprowadzenie więc zostaje mi tylko zaprosić was dalej.. startujmy i przejdźmy do gwiazdy odcinka! Maxine Koci: Witaj Virgil, witam również wszystkich oglądających jak i słuchaczy. (posłała uśmiech w stronę kamer, zaraz zerkając w stronę mężczyzny) Cieszę się, że spotykamy się w trochę luźniejszym dla mnie czasie, no i przede wszystkim po premierze mojego albumu, który jest dostępny na wszystkich platformach streamingowych jak i nośnikach fizycznych. Jestem totalnie podekscytowana faktem, że mogę zdradzić Wam kulisy powstania Sweet Disaster oraz opowiedzieć jego historię - historię, która jest częścią mnie. Podczas ostatniego wywiadu, wspomniałam pokrótce czym jest dla mnie ten projekt oraz jaką wagę sentymentalną ma dla mnie jako artystki oraz autorki. Przede wszystkim, pracowałam nad tekstami do Sweet Disaster na przestrzeni trzech lat - za czasów, kiedy mieszkałam jeszcze w Chicago, aż po moje początki w Santos jak i podczas rozpędu mojej kariery. Dla mnie to osobisty rozdział oraz jego zamknięcie, którego poniekąd chciałabym nie pamiętać, mimo, że album nie jest zapełniony tylko smutnymi piosenkami. Wzloty i upadki, strach, pewność siebie oraz wątpliwości wobec tego, przez co musiałam przejść i czy rzeczywiście na to zasłużyłam. W każdym razie, chciałam zrzucić z siebie noszony ciężar, za sprawą wydania tego albumu. Virgil Bassey: Wielu twoich fanów na pewno ciekawi sam aspekt produkcji i twój czas spędzony podczas nagrań. Jak wyglądała twoja praca w studiu razem z producentami, szczególnie Trophy oraz Kayes? Z Chase Love, który dograł Ci się do albumu miałaś dłuższą sesje w studiu czy jednak on po prostu wysłał ci swoją część piosenki? Z zrozumiałych powodów nie pytam tutaj o Breedlove oraz Orlando Dalore. Kawałki z nimi na pewno są dla ciebie czymś symbolicznym i dużą pamiątką. Czy możesz z nami podzielić się czymś szczególnym jeśli chodzi o prace w studiu? Mam na myśli tutaj to jak wyglądały tam twoje dni, wszelkie ciekawostki czy historie, które zapadły ci w pamięci i będziesz do nich wracać myślami? Te pozytywne i negatywne. Jesteś z tych upartych i stawiasz na swoim mimo wszystko? Ciężko się z tobą pracuje czy wręcz przeciwnie i byłaś otwarta na różne uwagi, sugestie czy propozycje z osob, z którymi współpracowałaś? Maxine Koci: Pamiętam moment, w którym skończyłam pisac I Know - to było bardzo późną nocą. (zaśmiała się, wspominając dany moment) Wiedziałam, że to będzie letni kawałek, który porwie wszystkich do tańca, ale czegoś mi w tym wszystkim brakowało, wiesz? Byłam pewna, że muszę to podkręcić do czerwoności - wtedy zdecydowałam się zapytać opinię Breedlove'a, słyszałam tam jego głos, więc chciałam wiedzieć co o tym sądzi. Spotkaliśmy się w GEN A, rzuciłam mu pomysłem i dałam do odsłuchu surową wersję piosenki. Uśmiechnął się tylko i stwierdził, że wchodzi w to bez dwóch zdań, wtedy bardzo długo rozmawialiśmy i doszliśmy do wniosku, że zrobimy z tego trio. Breed' bardzo dobrze znał się z Chasem, rzuciłam mu, że jego głosu nam brakuje. Mieliśmy już zarys, wszystko doszło do skutku, natomiast ja i Chase zaczeliśmy pracę w studio, nagrywając swoje zwrotki, natomiast Wayne dograł się nam w wolnej chwili. Bardzo dobrze wspominam ten czas, w tamtym momencie to było dla mnie spełnienie marzeń - wiesz, współpraca z takimi artystami jak Chase czy Breed. UymiN stworzyła nam niesamowity beat, a my dokończyliśmy całość. (zaśmiała się beztrosko) Jeśli chodzi o współpracę z Orlando, byliśmy na tyle zajęci, że nie mieliśmy możliwości złapać się wspólnie podczas nagrań, ale często wracam pamięcią do momentu, w którym rozmawiałam z nim o nagraniu wspólnego numeru. Był taki zadowolony, że wyszłam z taką inicjatywą - jestem ogromnie dumna, że udało się nagrać Losing My Mind. To typowy lovesong, nie byłam na początku przekonana, czy zgodzi się na tą współpracę, ale wszystko poszło tak, jak powinno. (uśmiechnęła się ciepło, przytakując głową) Co do samych nagrań, jak i czasu spędzonego w studio podczas prac przy albumie... Przeważnie pracowaliśmy nad nagraniami dość późną porą, zdecydowałam się, że Trophy jest bardzo utalentowanym producentem, więc zadba o to, aby ten krążek ujrzał światło dzienne na moich zasadach. Pamiętam, że byłam świeżo podpisaną artystką HYPE, byliśmy już po pierwszym spotkaniu z Jaden'em, wtedy dostałam zielone światło na to, że będzie częścią tego projektu. Pracowaliśmy bardzo kameralnie, bez większej ilości osób, zresztą... Kocham tworzyć muzykę w jak najmniejszym gronie osób. Ja, w tamtym przypadku Trophy oraz to, co w czym byliśmy najlepsi - ja w śpiewaniu, natomiast on w tworzeniu beatów. Niesamowicie dobrze wspominam tamten czas, ponieważ wiele spraw nas łączyło. Jaden niesamowicie mnie rozumiał, oboje mieliśmy za sobą osobiste klęski, które razem zażegnaliśmy. Jeśli chodzi o Kayes... Ohh, Aniyah jest kolejnym przykładem na to, jak robić dobrą muzykę - złapałyśmy wspólny język, natomiast ona pomogła mi dopiąć album tak, jakbym tego chciała. Była też dla mnie powiewem świeżości w tamtym momencie, czymś, czego zupełnie nie znałam - może dlatego współpraca z nią jest dla mnie takim sentymentem. Virgil Bassey: Aniyah, minęło już troche czasu od premiery albumu Sweet Disaster, przy którym miałaś okazje pracować jako producentka. Jak aktualnie oceniasz cały projekt i jak wspominasz wspólną prace w studiu z Maxine Koci? W swoich wypowiedziach bardzo cie chwaliła i ceniła. Podziel się tym jak wyglądała wasza współpraca podczas nagrań, było ciężko czy raczej sprawnie radziła sobie z każdą kwestią i przyjmowała twoje spostrzeżenia, uwagi? Któryś z momentów zapadł ci konkretnie w głowie? Na pewno jest co wspominać. Myślę, że przez ten czas zdążyłaś też ją poznać bardziej prywatnie, płynęły z niej emocje podczas sesji czy raczej całkiem udanie je ukrywała? Biorąc pod uwagę to, że album jest rozliczeniem z przeszłością. Aniyah Geovanney: Nie oszukujmy się, Sweet Disaster to jednak coś na co warto było tyle czekać. Świetny projekt, który pozwolił również mi się rozwinąć jako producentce - poszerzyłam swoje horyzonty, przy pracy z Maxine otworzyła mi się bardziej głowa na inne gatunki. Wcześniej działałam tylko przy hip-hopie, a tutaj? - Kompletnie coś nowego, kompletnie inna bajka. Ale.. znalazłyśmy z Maxine wspólny język dosyć szybko. Okazało się, że wcale tak bardzo się nie różnimy, co ułatwiło nam całą sprawę. Przyczyniłam się do połowy piosenek z albumu, przyłożyłam swoją dłoń również do tego, co Trophy zdążył z nimi zrobić.. Maxine spodobały się moje zmiany, spodobał się jej mój sposób działania i etyka pracy. Bywało tak, że niektóre kawałki nagrywałyśmy kompletnie od nowa, ale hej - to przełożyło się na cały sukces projektu. Szczególnie wspominam prace przy numerze Compromise. Zazwyczaj bywało tak, że zamykałyśmy się we dwójkę w studio i działa się cała magia, a przy tym numerze towarzyszyła nam nasza wspólna menedżer - Viviane. Najlepiej bawiłam się przy robieniu tego numeru, nie brakowało łez śmiechu.. To zdecydowanie mój ulubiony kawałek z całego albumu. Przez ten cały czas spędzony w studio całkiem dobrze się poznałyśmy, osobiście jestem jej wdzięczna za pomoc w rozwoju w swojej producenckiej karierze. I wiem, że nie skończy się tylko na tym albumie - szykujemy się na jeszcze więcej, niezaprzeczalnie. Czy to zmiksujemy się wokalnie na kawałku, czy to ja zmiksuję jej solowy numer. Virgil Bassey: Będąc już po całym okresie pracy nad materiałem, powiedz co stanowiło dla ciebie największe wyzwanie podczas produkcji albumu? Mam tutaj na myśli wyzwanie typowo muzyczne, karierowe i takie prywatne. Czy jesteś w stanie wskazać najważniejszy bądź najbardziej ulubiony utwór z albumu? Czy patrząc po motywie projektu ciężko ci wybrać konkretny tytuł? Co chciałabyś abyś twoi słuchacze zabrali ze sobą po przesłuchaniu tego albumu? Maxine Koci: Zdecydowanie największym wyzwaniem, była dla mnie zmiana brzmienia, które jest wyczuwalna na tym krążku. Postanowiłam, że to będzie coś nietuzinkowego, coś niespotykanego w moim przypadku. Strasznie obawiałam się odbioru moich słuchaczy, momentu kiedy stwierdzą; "Nie, to nie jest Maxine Koci" (zainscenizowała palcami cudzysłów, śmiejąc się pod nosem) Tą decyzją mogłam sobie odebrać możliwości oraz pozycję, którą wypracowałam jako popowa wokalistka, ale z czasem dotarło do mnie, że była to adekwatna decyzja. Wspomnę jeszcze raz o wyrzeczeniach, na które musiałam również sobie pozwolić - potrafiłam nie widzieć się z rodziną, czy przyjaciółmi przed dłuższy czas, to był ciężki okres, ale potrzebny do tego abym mogła zakończyć prace nad albumem. Jest wiele utworów na albumie, które są dla mnie ważne, ale uważam, że To The Top jest kawałkiem, z którym najciężej było mi się zmierzyć... Stałam się osobą publiczną, byłam wiele razy na językach - oskarżano mnie o zdrady, o to, że związki w które wchodziłam, są aktem chęci dobrania się do czyjegoś majątku. Cały czas mam w głowie moment, kiedy pisałam ten kawałek - byłam taka przerażona, zadawałam sobie pytanie, czy jestem w stanie zapłacić tak wysoką cenę... Chcę, aby moich słuchacze mogli czuć to, co ja czułam w różnych momentach mojego życia - mogli mnie poznać od bardziej strony prywatnej... Kiedy byłam pewna siebie, kiedy opadałam na dno, bądź zwykle cieszyłam się życiem. Słodka porażka zawsze była częścią mnie, za sprawą tego albumu, chciałam odkryć swoje emocje, obawy, ale przede wszystkim być w tym wszystkim czymś realnym. Każda piosenka na tym albumie ma odbicie w mojej osobie oraz mojej historii. Virgil Bassey: A jeśli chodzi o tą drugą strone. Za co konkretnie odpowiadał twój cały zespół? Jak wyglądała praca managementu i czego oczekiwałaś w momentach, w których ty byłaś zamknięta w studiu? Chciałbym bliżej poruszyć pracę zza kulis i to jaki wpływ mają takie osoby na swoją podopieczną w okresie tworzenia materiału - bo myślę, że można ten okres uznać za bardzo intensywny. Kto jeszcze wspierał cie w tym czasie poza managerką Viviane Genereux? Nie tylko odnośnie kariery, ale też w strefie prywatnej. Jest taka osoba, której tutaj teraz mogłabyś szczerze podziękować? Maxine Koci: Wiesz Virgil... Viviane była osobą, która mogła sięgnąć rzeczy, których ja nie byłam w stanie podczas procesu tworzenia albumu. Koncerty, promocje związane z wydanymi singlami, organizacja różnych koncertów czy eventów. Vivi również była też lekarstwem na wszystkie moje dolegliwości oraz momenty, w których zwykle nie czułam się zdatna do dalszej pracy... Nie będę ukrywać, że bardzo długo pracowałam nad tym albumem, z różnymi przerwami - mniejszymi, bądź większymi. Ogromnym wsparciem, podczas tych wszystkich zwątpień, czy natłoku pracy, byli dla mnie rodzice, czy przyjaciele... Pamiętam moment, w którym przyjaciółka odwiedziła mnie w moim domu - zastała mnie śpiącą na dywanie w salonie... Byłam w takim afekcie pracy, że potrafiłam usypiać gdzieś na podłodze, pisząc, bądź kończąc kolejny tekst do albumu. Kosztowało mnie to wielu wyrzeczeń, ale uważam, że to było warte tych wszystkich poświęceń. Virgil Bassey: Jeśli chodzi o twoje poszczególne numery to wybrałem kilka z nich, które chciałbym byś omówiła w bardziej szczególny sposób. Album Sweet Disaster opisałaś jako rozliczenie z przeszłością. Czym jest utwór MONEY w tym wszystkim? Do czego nawiązuje poruszony motyw bogactwa? Przytocze tutaj na przykład wersy z twojego refrenu - "Błoga wolność, kiedy wydaje swoje wszystkie pieniądze. Zabawie się tak, jakby nic mnie to nie kosztowało. Bogactwo wypaliło dziurę w mojej kieszeni. Musze powielić ten banknot, tak bardzo powielić". Jest to typowy numer o trwonieniu pieniędzy, o tym że nie mają one dla ciebie większego znaczenia czy masz ich aż tyle, że nie przykładasz do tego uwagi? Maxine Koci: Cenię sobie bardzo ten utwór, szczególnie za jego lekkość oraz nową linię melodyczną, której nikt się po mnie nie spodziewał... Napisałam ten kawałek w aucie, pewnej nocy - to było zaraz po przyjeździe do Santos. Byłam totalnie spłukana Virgil, nie było mnie stać na nocleg w hotelu, więc spałam w samochodzie... (zaśmiała się w charakterystyczny dla siebie sposób) To był poniekąd mój początek, nie miałam nic, a chciałam mieć wszystko. Pieniądze nigdy nie były dla mnie ważne, bo to nie one sprawiają jakim jestem człowiekiem. Z czasem ten tekst nabrał dla mnie ogromnego znaczenia - mój początek, a miejsce w jakim się aktualnie znajduję. Uważam, że to dobry kawałek, jeden z ważniejszych dla mnie. (dmuchnęła strumieniem powietrza w stronę nadmiaru włosów na swoim czole*) Virgil Bassey: Kolejnym numerem na naszej liście jest piosenka, o której już wspomniałaś, czyli TO THE TOP. Nie trudno wyszukać tam pewnych nawiązań do tego jak wygląda showbusiness, świat Vinewood i cena jaką trzeba zapłacić za sławe i sukces. Chociażby przytaczając twoje wersy.. a właściwie można przytoczyć całą drugą zwrotkę - "Idealne talie, kto pokaże więcej? Konkurs piękności, twarz produkt. Krócej i ciaśniej, tak. Nogi do nieba, tak dobrze wyglądają. Jestem gotowa zapłacić tak wysoką cene? Talent, który jest dodatkiem do całości. Kolejna pusta maska, którą przybrałam. Chce wierzyć, że usłyszą mój głos" Czy dobrze odbieram twój przekaz w postaci, że często liczą się zupełnie inne rzeczy i wartości niż talent, umiejętności czy faktycznie to czym się zajmujesz? Czyli wszystkie afery, plotki, dramy, wygląd, współprace z korporacjami, które tworzą z was produkt i jednocześnie wręcz musicie posiadać więcej niż jedną twarz? Czyli wcześniej wspomniane maski. Maxine Koci: (chwilowo opuściła wzrok na czubki swoich butów, po chwili namysłu, znów oplotła wzrokiem twarz mężczyzny) Jestem kobietą... Brzmi to odrobinę komicznie, bo to oczywisty fakt. Ale fakt jest taki, że kobieta jest bardziej oceniana pod względem fizycznym - tym bardziej wokalistki, które są częścią przemysłu muzyki popularnej... Te wersy są jak najbardziej namacalne, im więcej pokażesz, tym więcej zyskasz. Czasem talent nie jest wszystkim, co możesz zaoferować, bądź czymś na co inni zwrócą uwagę. Pamiętam czasy, kiedy zaczynałam swoją karierę - rozsyłałam swoje dema po różnych wytwórniach w Santos, jedna z nich się do mnie odezwała. Poszłam na spotkanie z producentem, który działał na rzecz danego labelu, zajęłam wyznaczone miejsce, spojrzał na mnie i powiedział; "Maxine, masz ogromny potencjał wokalny, czuć w tym Twoje emocje, oddanie... Ale tak na Ciebie patrzę... Nie wyróżniasz się niczym, jesteś nijaka - ciemne włosy, blada cera, nie tak wygląda gwiazda pop." (wzdrygnęła całym ciałem w akcie powrotu do tamtego momentu, łapiąc nerwowo wdech) Tamta sytuacja była zapalnikiem do tego, aby powstał ten kawałek... Nigdy nie chciałam być produktem. Virgil Bassey: Trzecim i ostatnim numerem, który poruszymy.. jest oczywiście tytułowy Sweet Disaster. Nie moglibyśmy go pominąć. Czy to swoją osobę określasz jako słodką porażkę i jednocześnie uznajesz, że jesteś warta każdego grzechu? Czy masz może na myśli ten cały świat związany z sławą i pieniędzmi, przeżycia, których doświadczyłaś i jednocześnie potwierdzasz, że to wszystko warte było przeżycia bo ukształtowało to twój charakter a każda ciężka sytuacja w życiu czy porażka uczy nas czegoś nowego i ważnego? Wyciągnąłem kilka twoich wersów - "Nie potrzebuje rozmów.. troche uwagi. Będe tym czego właśnie chcesz, tak bardzo chcesz" oraz - "Odrobina pewności, poczekaj tu, yeah. Wyrwe serce, tak samo jak wyrwałeś moje" To ostatnie bardzo bije mi w kierunku twoich nieudanych związków, które mogłyby nauczyć cię traktować ludzi w ten sam sposób w jaki traktowali ciebie. I skoro tobie wyrwano serce, to z chęcią zrobisz to samo. I na pewno to nic jest nic dziwnego bo wielu ludzi tak postepuje. Nawet nieświadomie. Maxine Koci: To przez co przeszłam... To bardzo wiele złych rzeczy, których nie życze nikomu - z czasem zła passa, która była moim cieniem, skłoniła mnie do tego, aby wierzyć, że może rzeczywiście stałam się porażką... Zdecydowanie Sweet Disaster ma odbicie w moich relacjach, porażkach... Ale pewnie zastanawiasz się dlaczego, prawda? Taneczny kawałek, z dość odważnym tekstem. Z racji tego, że wierzyłam w to tak długo... Postanowiłam, że postawię się w wygranej pozycji, mimo wielu upadków, chciałam się czuć pewna siebie, zdolna do tego, co mi zrobiono. Dla wielu to pewnie dość kontrowersyjne, ale w pewnych aspektach naszego życia, człowiek z czasem nabiera odwagi i brawury. Słodka porażka, warta każdego grzechu... Virgil Bassey: Sweet Disaster to na pewno obowiązkowy materiał dla wszystkich fanów Maxine Koci i zdecydowanie warty sprawdzenia jeśli nie jesteście na bieżąco z jej twórczością. Sporo tutaj inspirujących, prawdziwych utworów i niektórzy na pewno będą mogli utożsamiać się z tematyką panującą na albumie ale też poznać życie autorki z innej strony. Tej mniej kolorowej - tak samo jak po obejrzeniu tego materiału, w którym przechodzimy głębiej przez Sweet Disaster. Z mojej strony będzie to wszystko w tym materiale. Ciesze się, że mogłem gościć tak wyjątkową wokalistkę, która na pewno skrywa jeszcze dużo potencjalu i ciekawych historii. To był bardzo dobrze spędzony czas a my.. być może za jakiś czas zobaczymy się w kolejnym, podobnym materiale pod dział muzyczny Daily Globe! Dzięki za dotrwanie do końca, poprowadził to dla was Virgil Bassey razem z niezawodnym gościem - Maxine Koci. Maxine Koci: Dziękuję wszystkim, którzy sięgnęli po ten materiał, dziękuję również wspaniałemu Virgil'owi, który dzielnie wysłuchał całość. Kochani, cieszę się, że tak cudowny odbiór zaliczył mój album - mam nadzieję, że to, czym się z wami podzieliłam, rzuci wam nowe spojrzenie na mój debiutancki album. Dziękuję jeszcze raz i zachęcam nowych słuchaczy do zapoznania się z Sweet Disaster! -
@Marceli.
-
Written by VB - DAILY GLOBE, 07/05/2024 Od pewnego czasu w świecie Vinewood zaczęły pojawiać się plotki na temat sprzedaży lokalnego giganta Empire Management oraz świeżej wytwórni muzycznej Digital Scale Entertainment, która zdążyła niedawno podpisać jedną z największych gwiazd, Chase Love. Aktualna CEO obu przedsiębiorstw, Viviane Genereux potwierdziła wszelkie doniesienia i już niedługo za sterami agencji i wytwórni zasiądą nowe nazwiska. Decyzja managerki jest podyktowana przymusowym opuszczeniem Los Santos. Ruch na rynku wokół przedsiębiorstw jest naprawdę spory i wymienia się wielu potencjalnych nabywców, którzy mogliby przejąć jeden i drugi projekt. Pytanie czy nowy zarząd podoła wyzwaniu by utrzymać się na fali sukcesów, którymi do tej pory mogło pochwalić się Empire. Mowa tutaj o wielu trafnych decyzjach managementu i milionowych zarobkach na przestrzeni ostatnich miesięcy. W agencji zakontraktowana jest między innymi Asami, Maxine Koci czy producentka muzyczna Aniyah, która również pełniła ważną funkcje w strukturach Digital Scale. Viviane Genereux zaczynała swoją przygodę w Empire jako managerka, jednak z czasem w pełni wykorzystała swój potencjał i zdecydowała się odkupić agencje z rąk Sergey Dostoyevsky, którą finalnie wyprowadziła na lepsze tory by była jedną z najważniejszych agencji managerskich w Los Santos. Dlaczego postanowiłaś zawiesić swoją karierę w Los Santos i sprzedać udziały Empire Management oraz Digital Scale Entertainment? Nie obawiasz się, że ktoś zniszczy twoją prace bądź pokieruje przedsiębiorstwa w zupełnie innym kierunku? Viviane Genereux: Kariera w Los Santos to chyba trochę za dużo powiedziane, zrobiłam to co byłam w stanie zrobić. Do San Ann trafiłam parę lat temu, żeby móc pobierać nauki w ULSA, tuż po otrzymaniu dyplomu miałam wrócić w rodzinne strony, by zacząć pracę w korporacji której właścicielem jest nasza rodzina. W tamtej chwili to było dla mnie coś wielkiego, przenosiny z rodzinnego Monako do LS, zaufanie od rodziców by móc wyrwać się setki kilometrów z rodzinnego domu. Plany rzecz jasna się zmieniły, czego każdy mógł być świadkiem, zostałam na dłużej by móc nabrać doświadczenia w nieco innej dziedzinie niż czysty korporacyjny biznes. Pierwszym przystankiem i jak się później okazało tym ostatnim, była agencja Empire. W ubiegłym roku mój ojciec miał dość poważny wypadek samochodowy, wrócił już do zdrowia ale jednak poprosił nas wszystkich, mnie i dwójkę moich braci o to, by wrócić w rodzinne strony i od podszewki poznać biznes, który w przyszłości przyjdzie nam zarządzać. W życiu każdego człowieka pojawiają się pewne wartości, moją najistotniejszą jest rodzina. Mogę zabrzmieć odrobinę brutalnie, ale projekty które przyszło mi budować to nadal biznes, pojawiła się pewna gorycz bo nie udało mi się spełnić wszystkich założeń wobec Digital Scale Entertainment, aczkolwiek uważam że w tak krótkim czasie zrobiliśmy coś ważnego. W takim krótkim podsumowaniu wystarczy zwrócić uwagę na to jak prosperuje wytwórnia, a z kolei należy zwrócić na osiągnięcia artystów którzy zaufali mi, nam będąc zakontraktowanymi w Empire Management. Ostatecznie żal mi będzie zostawić moich przyjaciół, a nie swoje projekty - bo jeśli będzie trzeba to wrócę i w niecały kwartał odbuduje imperium. Co będziesz najlepiej wspominać przez swój pobyt i działalność w mieście aniołów? Za kim i za czym będziesz najbardziej tęsknić? Viviane Genereux: Odpowiem w miarę chronologicznie. Przede wszystkim będzie to przygoda w University of San Andreas, od tego w ogóle mogłam zacząć swoją poważną zabawę w mieście spod znaku Vinewood. Później pierwsza poważna praca w Empire, pierwsze wyzwanie na głębokich wodach i pierwsza porażka, zaraz po tym pierwsze sukcesy. Możliwość pracy z Asami i Aniyah, zaraz za rogiem wewnętrzny dołek agencji o którym zbyt wiele się nie mówiło i nagle wykup większości udziałów. Staje się CEO, analiza błędów i problemów, masa pracy by wyeliminować niechciane elementy. W końcu nadszedł 2024, początek roku i już kolejne duże wyzwanie - Maxine i jej kariera, ale to historia którą ona przedstawiła przy okazji ostatniego wywiadu, nie będę powielać już jej słów. Tęsknić będę za urokiem tego miasta, za anielskim charakterem Asami, czy za diabelskim Aniyah. Ostatecznie możliwość pomagania dziewczynom, które mi zaufały - prostowanie głupot pisanych przez portale plotkarskie, budowanie otoczki wokół ich twórczości. Możliwość dania im poczucia troski, zawsze chciałam żeby skupiały się na swojej twórczości a wszystko inne zostawiały mi. Jak na twoją decyzje zareagowali twoi bliscy, podopieczni i każda inna osoba, z którą aktywnie współpracowałaś? Viviane Genereux: Nie będę kłamać, ale nie miałam okazji rozmawiać z wszystkimi, ograniczyłam się do tych faktycznie najbliższych mi osób, jaka była reakcja? Odpowiem krótko, duży żal i smutek. Wierzę że jeszcze w przyszłości wrócę do Los Santos, czy to na urlop, czy do tego by znowu budować lub odbudować czyjąś karierę.
-
@El Fenomeno
-
054. Maxine Koci opowiada o swoim debiutanckim albumie, wraca myślami do koszmarów z przeszłości i porusza temat rezygnacji swojej managerki. "Jestem ogromnie rozgoryczona jej decyzją, ale jest kimś więcej, niż moim managementem."
to wszystko dla rodziny opublikował(a) temat w Night American Discussions
Written by Virgil Bassey - DAILY GLOBE, 04/05/2024 Maxine Koci opowiada o swoim debiutanckim albumie, wraca myślami do koszmarów z przeszłości i porusza temat rezygnacji swojej managerki. "Jestem ogromnie rozgoryczona jej decyzją, ale jest kimś więcej, niż moim managementem." Virgil Bassey: Dobry wieczór Los Santos! Witam wszystkich serdecznie, którzy w tym momencie słuchają nas na żywo oraz tych, którzy materiał sprawdzą w późniejszym czasie na stronie Daily Globe. Jestem Virgil Bassey i to mój pierwszy odcinek Night American Discussions w roli prowadzącego. A ze mną w studiu jest rzecz jasna bardzo wyjątkowy gość. Posiada ogromny talent oraz fantastyczny głos, który ostatnio dominuje wiekszość rankingów muzycznych. To wszystko przez album, który wydała dosłownie kilka dni temu. Na pewno jest wszechstronna i całkiem nieźle radzi sobie też w modelingu.. przywitajcie razem ze mną piosenkarkę Maxine Koci! Hey, Maxine. Ciesze się, że to akurat z Tobą przychodzi mi zrealizować pierwszy materiał pod Night American Discussions. Mam nadzieje, że nie zaliczmy żadnej wpadki. Poruszymy tutaj na pewno kilka ciekawych tematów. Powiedz mi jak się czujesz? Jeszcze nie miałaś okazji tutaj gościć, to także też twój pierwszy raz ale myśle, że nie ostatni. Patrząc na to ile miałaś występów, chyba nie czujesz dużego stresu? Maxine Koci: Witaj Los Santos, cześć Virgil! Dziękuję za gorące powitanie i tyle superlatyw w moim kierunku, jest mi niezmiernie miło - cieszę się również, że mogę być Twoim gościem. Rzeczywiście, to mój pierwszy raz, w zasadzie jak i również Twój, więc nie czuję się w tym osamotniona! (podeśmiała się ciszej). Jeśli chodzi o stres, staram się go jakoś paraliżować, bądź wyciszać, więc śmiało stwierdzę, że nie jest najgorzej. Virgil Bassey: Yeah, ciężko nie słać ci tylu superlatyw skoro aktualnie jesteś muzycznie na topie. Widać od razu na pierwszy rzut oka, że jest u ciebie lepiej niż dobrze! Do kolejnych zaraz przejdziemy.. ale nie myśl, że cały czas będzie tak przyjemnie bo w planach mam kilka nieco cięższych tematów do poruszenia razem z tobą. Cóż, dzielimy nasz debiut. W parze zawsze jest raźniej. Spróbujemy przełamać twój stres przechodząc do.. wręcz twojego dziecka którym nazwać można album Sweet Disaster. To ostatnio wyjątkowo gorący temat i nie ma w tym nic dziwnego. To jest dwój debiutancki krążek, Maxine. Jesteśmy chwile po premierze i chętnie dowiedziałbym się od ciebie jak czujesz się oglądając wyniki i odbiór fanów czy krytyków twojego materiału. Jesteś usatysfakcjonowana, tego się spodziewałaś czy przerasta to twoje oczekiwania bądź zupełnie ich nie spełnia? Maxine Koci: Ouh, będę całkowicie z Tobą szczera... Jeśli chodzi o Sweet Disaster, jestem skłonna stwierdzić, że całkowicie nie spodziewałam się takiego odbioru. Nie będę również ukrywała, że to jeden z najcięższych projektów, który finalnie mogłam domknąć. Po wielu wzlotach i upadkach, album wreszcie trafił w ręce moich słuchaczy, z czego jestem ogromnie dumna! Poświęciłam na to zdecydowanie dużo czasu, ale musiałam też dotrzeć do granicy dorosłości, zanim wydałam ten krążek. To w pewnym sensie moja odległa historia, z którą musiałam się uporać - jako kobieta, czy artystka. Sweet Disaster to zamknięcie pewnego rozdziału w moim życiu, tych dobrych chwil, ale również mrocznego czasu, z którym musiałam walczyć w cieniu samej siebie... Virgil Bassey: To prawda. Ten album powstawał dość długo, zdążyłaś w trakcie nawet przewinąć się przez dwie wytwórnie ale o to rozwiniemy na dalszym etapie rozmowy. Już teraz chyba mogę zdradzić, że powstanie osobny materiał poświęcony Sweet Disaster bezpośrednio pod dział muzyczny Daily Globe. Dlatego dopiero tam poznacie więcej szczegółów i usłyszycie głębszą rozmowe na temat twórczości czy ciekawostki zza kulis w trakcie produkcji. Natomiast wspomniałaś, że to było zamknięcie pewnego rozdziału w twoim życiu. Napisałaś w social mediach, że to twój ostatni taniec, w którym pożegnasz starą Maxine wraz z premierą tego albumu. Chciałbym to rozwinąć. Ale nie tyle co z kwestii muzycznej ale pójdźmy w kierunku twojej osoby i życia prywatnego. Czym był ten mroczny czas? Co kluczowego ujrzymy w nowej Maxine? Maxine Koci: Wiesz Virgil... Uważam, że życie pisze różne scenariusze, a my jako aktorzy musimy podporządkować się naszemu głównemu reżyserowi, jakim jest nasze życie. Mam za sobą wiele uniesień, ale jak i upadków na stopie prywatnej - chciałam, aby ten album był moim rozgrzeszeniem, czymś oczyszczającym dla mojej posiniaczonej duszy. Zostawiłam za sobą Chicago, pełne porażek, ale uważam, że również to była odpowiednia lekcja, która sprawiła, że dotarłam do tego miejsca, w którym właściwie jestem. Pytałeś jak widzę nową Maxinę - ta dziewczyna zdecydowanie porwie wszystkich do tańca, będzie kimś zupełnie odwrotnym, niż każdy może się tego spodziewać. Chcę wejść w nową erę Maxine, z której będę dumna! Virgil Bassey: Niektórzy na pewno nie zgodziliby się z stwierdzeniem, że musimy się podporządkować uznając, że dostajemy w życiu to co sami sobie weźmiemy. Nawet na przykładzie twojego sukcesu, nie spadł ci z nieba, nikt ci go nie dał. Czyli twój materiał to twórczość płynąca prosto od ciebie i od twoich przeżyć. Czyli zapowiadasz nam tutaj małą niespodziankę i będziemy mogli się zaskoczyć twoją przemianą? Idzie za tym w parze przemiana muzyczna? Zamierzasz eksperymentować z czymś nowym? Z poprzedniej Maxine nie jesteś dumna? W końcu dużo cie nauczyła, nawet jeśli popełniałaś dużo błędów czy przeszłaś przez wiele ciężkich momentów. W końcu to one cie ukształtowały. Maxine Koci: Zmieniłabym wiele rzeczy, gdybym mogła cofnąć czas. Z pewnością o wiele szybciej bym zmieniła rzeczy, których już nie mogę zmienić. Nie wiem, czy mogę nazwać to dumą - z pewnością zniosłam wiele więcej, niż mogłabym tego oczekiwać od samej siebie... To z pewnością była największa lekcja mojego życia, ale czasem zadaję sobie pytanie, czy postąpiłam właściwie, skręcając w drogi, które oddalały mnie od marzeń oraz tego, do czego byłam przygotowywana przez moich najbliższych. Pytałeś o zmiany, prawda? Jestem pewna, że zrzuciłam już zbędny ciężar z moich ramion, to czas dla mnie i tylko dla mnie. Chcę wejść w to wszystko z nową energią, pełną płynnością, która mnie usatysfakcjonuje. Jeśli chodzi o muzyczne zmiany, to również będą one miały miejsce. Celuję tym razem w lżejsze, taneczne brzmienie, które da ukojenie wielu z Was... Chcę, aby każdy malował na swoich twarzach szczery uśmiech, bawiąc się do mojej muzyki, wiesz? Virgil Bassey: Nigdy żadna przemiana nie zmieni nas w stu procentach. To wszystko zawsze zostaje w nas i tak naprawdę powinniśmy być tego świadomi kim jesteśmy. To wciąż ważna i duża część nas. Najważniejsze, że znalazłaś w sobie odpowiednią ilość siły by przetrwać każdy ciężki okres i nauczyłaś się kroczyć po tych mrocznych drogach. Z każdym kolejnym razem jest już odrobine łatwiej, ale mam nadzieje, że to co najgorsze już za tobą. No i na pewno chcemy tych tanecznych kawałków ale jeszcze bardzo długo twoi fani będą muzycznie uzależnieni od Sweet Disaster. Czy jesteś w stanie zdradzić mi twój najgorszy koszmar, największy błąd? Coś co znacząco odbiło się na tobie. A zaczepiając o twoje relacje miłosne. Czy związek z fighterem Paulo Rodrigues jest w to jakoś zamieszany? Czy w tym co mówiłaś nie chodziło o sprawy sercowe? Maxine Koci: Liczne zdrady, moment w którym tracę ciążę - to zdecydowanie najgorszy koszmar mojego życia... Poniekąd sprawy sercowe odbijają się w największej mierze na naszych osobach, tych blizn nie da się zakryć, czy zmyć z naszych serc... Paulo? Jeśli chodzi o jego osobę... Wierz mi, że był mniejszym złem w moim życiu, nasze drogi w pewnym momencie się podzieliły, a każde z nas poszło w swoją stronę - tyle, jeśli chodzi o jego temat. Virgil Bassey: Cholera.. faktycznie przeżyłaś to co mogłaś przeżyć najgorszego w swoim życiu. Twoi fani zdecydowanie mogą szukać w tobie inspiracji, szczególnie w tych gorszych chwilach kiedy próbują się poddać z swoimi problemami. Ciesze się, że poszłaś do przodu i cały czas w tym kierunku stawiasz kolejne kroki, Maxine. Paulo jest pierwszą częścią tego tematu, natomiast Trophy drugą. Swojego czasu sprawiliście ludziom sporo zainteresowania waszymi relacjami. Niektórzy podpinali twój związek z producentem razem z kontraktem w jego wytwórni. Co się stało, że twoja relacja z Paulo się rozpadła? Czy Trophy miał jakikolwiek na to wpływ, namieszał? Temat związkowy celebrytów to chyba jeden z ciekawszych tematów, którym się interesują fani i portale plotkarskie a w tym przypadku mieli sporo do popisów. Paulo sam kilka razy skomentował twoją nową relacje na zasadzie, że go to nie interesuje. Maxine Koci: Relacja z Paulo dobiegła końca zdecydowanie wcześniej, niż się wszystkim wydaje... W momencie, kiedy plotkowano o mnie i Trophy'm, nie mieliśmy ze sobą żadnego kontaktu - pochłonęła nas praca, więc każdy skupił się na swoich obowiązkach. Co do osoby Trophy'ego... Pracowaliśmy razem, łączyło nas wiele wspólnego - spotkaliśmy się w dość krytycznych momentach naszych historii. Wydaje mi się, że jeśli ktoś ma wspólne tematy, przeżycia, to logiczne, że można było widywać nas razem. Staram się nie brać do siebie wszystkich plotek, które dotyczą mojej osoby, chociaż nie będę kryła, że na początku sprawiało mi to ogromny kłopot. Był to dla mnie ogromny szok, ale z czasem dotarło do mnie, że jestem osobą publiczną, więc tabloidy zaczną szperać w moich prywatnych sprawach - to była kwestia przyzyczajenia i oswojenia się z realiami, które zaczynają mnie otaczać. Virgil Bassey: Naprawdę? Tak po prostu pochłonęliście się pracą i z biegiem czasu wasza relacja i kontakt całkowicie umarł...? Niesamowite, prawdziwa test próby czasu.. jeśli faktycznie tak było. Dobrze, że z czasem zaakceptowałaś już to, że twoje życie prywatne to na dobrą sprawe teraz już życie publiczne i ciężko będzie z czymkolwiek się ukryć. Szczególnie w sprawach związkowych, tutaj za przykład można podać idealnie plotki na temat twojego romansu z Chase Love. A wracając do Trophy. To była chwilowa przygoda czy po drodze trafiliście na jakieś przeszkody? Twój album powstawał długo, Trophy również dołożył do niego swoją ręke. Czy rozpad relacji miał jakikolwiek wpływ na waszą prace przy albumie? Czy z zupełnie innych powodów podjęłaś się współpracy z Kayes? Maxine Koci: Czasem bywa tak, że każdy z nas ma swoje demony, wewnętrzne potrzeby odejścia, bądź odosobnienia. Trophy wrócił w swoje rodzinne strony, natomiast ja prowadzę swoje życie właśnie w Santos. Prace przy krążku dobiegły końca, natomiast Kayes ogromnie pomogła mi doszlifować album do poziomu, w jakim chciałam go usłyszeć. W tym temacie nic nas nie poróżniło, podjęłam współpracę z DSE oraz Aniyah - uważam, że to była dobra decyzja, ponieważ wniosła na pokład ogrom pracy, tak samo jak i Trophy. Chciałam być dumna z tego albumu, dlatego poświęciłam mu tak dużo czasu. Virgil Bassey: Czyli tak po prostu wyjechał i cie zostawił? Masz wyjątkowego pecha do takich osób, Maxine. Aniyah i Trophy wykonali świetną robotę przy twoim krążku, tego nie można im odebrać. A skoro poruszyłaś temat współpracy z DSE... To jak już wiemy, plotki okazały się być potwierdzone i Viviane Genereux zawiesza swoją kariere w Los Santos. Była twoją managerką, jesteś usatysfakcjonowana z waszej współpracy? Masz już ułożony jakiś plan w głowie i na oku nowy management? Czy po przejęciu agencji i wytwórni przez nowe osoby pozostajesz wciąż przy tych samych projektach i w twojej karierze nic się nie zmienia? Maxine Koci: Najwidoczniej jestem dostatecznie tragiczną osobą, tego Ci nie odmówię Virgil... (zaniosła się dźwięcznym śmiechem). Myślisz, że dlaczego nazwałam swój projekt słodką porażką? Są w życiu momenty, kiedy upadasz na kolana, ale z czasem podnosisz się na proste nogi, musisz iść dalej, biec ile sił w nogach. Jeśli chodzi o moją Vivi... Jestem ogromnie rozgoryczona jej decyzją, ale jest kimś więcej, niż moim managementem! To również jedna z moich najbliższych przyjaciółek, która wyciągnęła do mnie pomocną dłoń, kiedy tego potrzebowałam. Mimo, że ubolewam nad jej decyzją, również ją szanuję, bo chcę, aby żyło się jej jak najlepiej - jak to mówią, nic nie może trwać wiecznie, ludzie przychodzą i odchodzą, tak bywa... Virgil Bassey: W końcu szczęście się do ciebie uśmiechnie na tej płaszczyźnie. Nie może być tak źle w nieskończoność. A jeśli, to będziesz miała okazje nagrać kolejny hit. Miałem okazje zamienić kilka słów z Viviane i szkoda, że nasza współpraca skończyła się na tym jednym epizodzie. Uciekłaś mi odpowiedzią na temat drugiej części. Co z twoją karierą po tym jak agencje i wytwórnie przejmą nowe osoby? Nic się nie zmienia czy zobaczymy cie gdzieś indziej? Maxine Koci: Rzeczywiście, pominęłam ten wątek, wybacz! (śmiejąc się). Aktualnie dźwigam wszystko na swoich barkach, więc ciężko mi stwierdzić co dalej. Staram się nad tym zapanować, ale jestem pewna, że z czasem będę potrzebowała pomocy przy prowadzeniu mojej kariery - w żaden sposób tego nie neguję. Co do wytwórni, przeszło mi przez myśl, aby zacząć pracować bardziej kameralnie, póki cała sytuacja się nie ustabilizuje. Mam za sobą trochę problemów z labelami, z którymi współpracowałam, więc to może czas, abym zaczęła nagrywać w prywatnym studio, gdzie sama będę stawiała sobie warunki. Virgil Bassey: Nie inaczej. Ciężko będzie ci zadbać o wszystko na własną ręke bez odpowiedniego managementu. Czyli moge to odebrać jako chęć uzyskania większej niezależności? Mimo wszystko, ktoś w dalszym ciągu będzie musiał wydawać twoją muzykę. Ale w takim razie trzymam kciuki za podjęcie dobrej decyzji odnośnie kariery bo w najbliższym czasie ciebie takie czekają. Realizujesz się nie tylko w muzyce co pokazała ostatnia gala rozdania nagród na której zgarnęłaś statuetkę za debiut roku pokonując Freye Sauber oraz za kampanie modelingową. A miałaś mocną konkurencje w postaci Lou Coulibaly. Jak myślisz, co było w tym kluczowe jeśli chodzi o modeling? Zamierzasz powtórzyć sukces na kolejnej gali i wyjechać z niej również z kilkoma statuetkami? Między innymi za album roku? Czy twoje ego jeszcze w to nie mierzy? Maxine Koci: Staram się do wszystkiego podchodzić racjonalnie. Modeling to pewna droga, w którą skręciłam i wcale tego nie żałuję. Chcę się rozwijać na wielu płaszczyznach, stąd też moja decyzja o podjęciu współpracy z Bloom, czy Fuzzy. Nie będę oszukiwać, że ciężko pracowaliśmy z Damiano oraz całą ekipą Bloom nad projektem Moonlight Cry - całkowicie wkręciłam się w tą działalność, bo to było jedno z moich młodzieńczych marzeń, które udało mi się spełnić. Projekt paletki, okazał się się strzałem w dziesiątkę - pamiętam jeszcze moment, w którym mówiłam do Damiano, że pragnę, aby te cienie zdobiły nasze zapłakane oczy, mimo porażek, to miało sprawiać, że wychodzimy z mniej przyjemnych sytuacji, w blasku, z podniesioną głową. Virgil Bassey: Okay, w ten sposób. Młodzieńcze marzenie przerodziło się w coś wielkiego bo uzyskałaś za to nagrodę w postaci statuetki, która pozostanie z tobą na zawsze. Chyba świetnie oddana wielkość sukcesu i jakości. Masz też całkiem dobry kontakt z Asami. Przeprowadziłyście wspólne wyzwanie na platformie tik-tok, współpracowałyście przy okazji schroniska LE FOUNDATION. Na jednej z swoich transmisji wspomniałaś na temat kosmetyków od Asami. Planujecie coś wspolnego jeśli chodzi o Healife i temat kosmetyków? Czy to raczej była zwykła reklama i wyjątkowo odległy temat a aktualnie o tym nikt nie myśli? Maxine Koci: Znam się z Asami od pewnego czasu, jest jedną z pierwszych, tutejszych artystek, które gorąco podziwiam. Z czasem nasza relacja przerodziła się w przyjaźń, ale jeśli chodzi o wspólną pracę nad nowymi kosmetykami... Kto wie Virgil, kto wie? W każdym razie, chciałabym połączyć siły wraz z Asami, stworzyć coś wspólnie, ale to odległe niewiadome, więc nie udzielę Ci jasnej odpowiedzi w tym temacie. Virgil Bassey: W porządku, uznaje taką odpowiedź. I na pewno wszyscy mają nadzieje, że przyszłe współprace będą obejmowały również te muzyczne. Dochodzimy już do końca Maxine, więc teraz zostawie chwile dla ciebie byś mogła powiedzieć do swoich fanów coś od siebie. Maxine Koci: Chciałam przede wszystkim podziękować moim słuchaczom za to, że wciąż ze mną trwają, że stale są ze mną w tych gorszych i lepszych momentach. Nie mogłam wymarzyć sobie lepszej publiczności, która tak bardzo napędza mnie do działania - są najlepsi! Virgil Bassey: Urocze. Ja za to chcialbym podziękować wszystkim słuchaczom, którzy dotrwali do końca. Ocena naszych debiutów będzie w waszych rękach ale chyba nie zaliczyliśmy żadnej wpadki! Dzięki raz jeszcze, że byliście razem z nami. Całość będzie do sprawdzenia na stronie Daily Globe. A dodatkowo już niedługo pojawi się materiał skupiony głównie na albumie Sweet Disaster. Night American Discussions prowadził dla was Virgil Bassey a moim wyjątkowym gościem była Maxine Koci! Dobrej nocy! Maxine Koci: Dziękuję Ci Virgil za gościnę, dobrej nocy Los Santos - bądźcie bezpieczni! -
Paskudne i przestępcze środowisko sportowe, część druga. Zawodnik VFF dokonuje wandalizmu, komiczne oświadczenie Ortona, LSBA nie płaci swoim zawodnikom. Daily Globe zakończyło współprace z LSBA. Sponsorzy się wycofują? PRZECZYTAJ CZĘŚĆ PIERWSZĄ Nie tak dawno opublikowaliśmy pierwszy wpis na temat działalności federacji sportowych w Los Santos a w szczególności obnażyliśmy niektóre zachowania zakontraktowanych zawodników. Przychodzimy do was z kolejnymi faktami i nagłaśniamy kolejne paskudne zachowania, które dochodzą z dnia na dzień. Zacznijmy od Worldwide Federation i głównego aktora czyli Matta Ortona. Zaatakował on fightera Zayuan Monroe na tle rasistowskim co opisaliśmy w poprzednim artykule. W momencie kiedy zostało to nagłośnione, nasz wielki mistrz nagle przypomniał sobie, że wcale rasistą nie jest i oficjalnie przeprosił poszkodowanego na swojej tablicy na portalu lifeinvader. Przepraszasz czy próbujesz się usprawiedliwiać pisząc: "teksty w stronę Monroe/Fama były jedynie częścią trash-talku, dostosowanym do poziomu jaki z nimi prowadziłem w tamtym momencie." ktoś w twoim kierunku przejawiał rasizm? Musiałeś za dużo razy przyjąć na głowe podczas treningów. Nie trzeba mieć za wiele IQ by zrozumieć, że to celowa ale bardzo durna zagrywka kiedy zaczął płonąć mu tyłek i sypać grunt pod nogami. Zwykła próba ratowania swojego wizerunku i kontraktu, który już dawno powinien zostać zerwany a każdy sponsor powinien przestać wspierać rasistowskie poglądy. Nie wierzymy w ani jedno słowo, które wygłosił Matt Orton na swoim profilu. Zatrudnij lepszy management i osobe od social mediów, chociaż teraz to już nie będzie potrzebne bo twoja kariera ląduje do kosza. Na takie rzeczy nie ma miejsca w sporcie ani biznesie. Na dole zmieszczamy oficjalne komentarze sponsorów, którzy wspierają federacje Worldwide. CROWN, Service Center, Muscle Haven, Daily Globe oraz Bean Machine, które prowadziło personalną współprace z Ortonem. Daily Globe zakończyło już wspieranie LSBA, Bean Machine ogłosiło, że nie podejmie kolejnych współprac z Ortonem a pozostali sponsorzy zamierzają podjąć poważne kroki i rozmowy z federacją VFF bo nie popierają dyskryminacji, rasistowskich ataków i tego co reprezentuje sobą Worldwide. Was zachęcamy do tego samego by odpuścić kupowanie biletów i PPV na każde kolejne wydarzenie, dopóki z federacji nie zostanie usunięty Matt Orton oraz każdy kolejny przestępca udający zawodowego fightera. (Dostepne krótkie nagranie do odtworzenia. Na nim w roli głównej zakontraktowany zawodnik VFF - Boniface Toussaint oraz Jose Reyes, którzy dokonują zniszczeń na aucie Baller. Sytuacja dzieje się wieczorem na parkingu Vespucci.) Obsada kina akcji komedii powiększyła się o dwie dodatkowe osoby, którym jest walczący na ostatniej gali VFF Boniface Toussaint oraz Jose Reyes (potencjalny zawodnik VFF, który wyzywał do walki między innymi Juan Dos Santos w tej federacji). To kolejni przestępcy, których wspiera federacja. Czy to już jedna wielka zorganizowana grupa przestępcza? Tym chyba powinny zająć się agencje egzekwujące prawo w Los Santos. Ciężko nam zrozumieć jak można na publicznym parkingu Vespucci, podejść do jednego z zaparkowanych tam pojazdów i dokonać na nim wandalizmu. Boniface Toussaint za pomocą nielegalnej wielkości noża przebija oponę w pojeździe natomiast Jose Reyes chwali się swoimi umiejętnościami i za pomocą kopnięcia dewastuje lusterko. Worldwide Federation zamiast rozwijać ich umiejętności do walk w oktagonie to rozwija ich do niszczenia mienia i działania na szkodę innych ludzi? Los Santos Boxing Association nie płaci swoim zawodnikom? Po ostatniej gali, Barry Fisher opublikował wpis na swoim profilu lifeinvader oskarżając federacje o niewypłacenie należnych pieniędzy za wypełnienie kontraktu. Po naszym poprzednim artykule niektórzy sponsorzy przelali dużo mniej pieniędzy czy wycofali się z jakiegokolwiek wspierania was i musicie ciąć fundusze? Dodatkową zabawną sytuacją jest to, że LSBA poinformowało, że wkrótce pojawi się oświadczenie na ten temat. Naprawdę? Potrzebujecie zorganizować dziesięciu managerów, specjalistów od PR i skład prawników, żeby ułożyć pięknie ubrane w słowa oświadczenie mydląc ludziom oczy? Sami już dawno powinniście o tym poinformować. Szkoda, że do tej pory nie pojawiło się oświadczenie na temat V. Javorsky, który zajmuje pozycje w zarządzie federacji a został skazany za zabójstwo A. Hawkins oraz T. Cruz i posiadanie nielegalnej broni palnej. Czy może jednak brak pieniędzy dla Barry Fisher to jedna z brudnych zagrywek bandyty, który korzysta z LSBA do prania swoich pieniędzy a dodatkowo wyciągania ich bokiem na czym cierpią zawodnicy przez niskie wynagrodzenie lub jego brak? Komentarz Barry Fisher na temat tej sytuacji: Siema, w skrócie. Miałem podpisany kontrakt, nie będę zdradzał szczególnych stawek. Dałem z siebie 150%, na konferencji jak i samej gali dałem dosć mocny występ, zainwestowałem w to swoją forsę, żeby przynieść szum medialny. Co dostałem? Kopa w dupe i serdeczne podziękowanie. Kasy nie dostałem do dnia dzisiejszego, ani żadnej informacji z tym związanym. Chyba trzeba przejść do lepszej alternatywy jakim jest VFF, bo tutaj robi się kurewsko brudno. Do VFF nie polecamy się przenosić bo z wizerunkiem tam wcale lepiej nie jest. Chociaż w tym przypadku mogą się pochwalić jedynie nieco większym stanem konta i możliwościami finansowymi bo jeden z członków zarządu VFF, Valerie Choate zdecydowała się opłacić w stu procentach kwotę, którą zawodnikowi zalegało LSBA. Nam na ich miejscu byłoby kompletnie wstyd, że konkurencyjna federacja, z którą zawodnicy toczą otwarty konflikt musi opłacać waszych zawodników. Valerie, skoro już naprawiłaś syf w Los Santos Boxing Association, to teraz napraw syf w swojej federacji. Ludzie, którzy teraz się tym zajmują niewiele mają pojęcia o tym co robią. Valerie, jak to jest, że próbujesz pouczać LSBA a w twojej federacji masz rasistów i przestępców? Czasami lepiej się nie odzywać i milczenie jest złotem, powinnaś się była do tego dostosować bo po dobrym geście jakim było opłacenie gaży zawodnika LSBA kompletnie wszystko popsułaś. Skup się aktualnie na własnym podwórku bo jedziecie na jednym wozie z rozwalonymi kołami. Poprosiliśmy o komentarz kilku osób zamieszanych w całą sytuację. A w szczególności sponsorów wydarzeń VFF: Precious Arceneau (CEO Daily Globe): Szanowni Państwo, nasz komunikat - ze strony całej stacji medialnej, jej pracowników i zarządu, jaką jest Daily Globe - będzie stanowcze i konkretne. Współpraca na linii Daily Globe & podmiotu jakim jest członek zarządu Richard Sutliff a federacją LSBA została zakończona w dniu 06 kwietnia bieżącego roku. Reakcja była natychmiastowa dzięki wspomnianemu członkowi zarządu, z czego główni dyrektorzy w składzie: Luis Chorostecki & Precious Arceneau podpisali wniosek o zakończeniu współpracy. Jak już wspomnieliśmy, medium jakim jest Daily Globe - szerzy poglądy otwartości, tolerancji a przede wszystkim utożsamia się z anty-agresją. Jesteśmy w stałym kontakcie z osobami, które zostały skrzywdzone przez wspomnianą federację jak i jej zawodników, tym samym niesiemy pokrzywdzonym pomoc finansową, jak i zapewniamy pomoc medyczną ułatwiając dostęp do lekarzy. Diana Daivari (CEO CROWN, sponsor VFF): Stanowisko CROWN wobec aktualnej sytuacji jest jasne i niezmienne. Jako sponsor federacji VFF, wyznajemy zasady równości, szacunku i uczciwej rywalizacji. Ataki o charakterze rasistowskim są absolutnie niedopuszczalne i sprzeczne z naszymi wartościami. Brak wydania oficjalnego oświadczenia ze strony CROWN nie oznacza zgody na prezentowane przez zawodników VFF poglądy. Dążymy do podjęcia odpowiednich działań i rozmów z zarządem federacji w celu wyraźnego wyrażenia naszych obaw oraz domagania się działań naprawczych, które będą zgodne z naszymi wartościami i zasadami. William Hartman (CEO CarSpot Service Center, sponsor VFF): Szczerze mówiąc. Od jakiegoś czasu nam jako dużej firmie jaka jest CarSpot przeszkadza to, że takie coś ma miejsce. Z tego miejsca zaczęliśmy wspierać Williama Travoltę który jest uczestnikiem w konkurencyjnej Federacji jako iż jest to nasz czarnoskóry dobry przyjaciel. Co do Sergio Matosa nie wypowiem się z tego miejsca gdyż personalnie go znam z drugiej strony. Dla nas rasizm to jest coś nie do pomyślenia ponieważ sami czy to na warsztacie czy komisie podchodzimy do każdego klienta z szacunkiem i dla nas nie ma znaczenia jego kolor skóry i z tego miejsca wraz z zarządem rozmyślaliśmy co zrobić w tym kierunku jako jeden ze sponsorów. Jax Andrews (CEO Bean Machine): To była jednorazowa współpraca, zdecydowanie nie popieramy takich ruchów, jesteśmy wręcz oburzeni tym, że ktoś, kogo sponsorowaliśmy zrobił coś takiego. W imieniu całej spółki czujemy się zażenowani tą sytuacją i gwarantujemy, że nigdy więcej nie podejmiemy się współpracy z człowiekiem, który propaguje poglądy rasistowskie. Theo Carpenter (CEO Muscle Haven): Jako właściciel Muscle Haven, wyraźnie potępiamy wszelkie formy rasizmu, dyskryminacji i przemocy w sporcie i społeczeństwie. Nasza siłownia zawsze kładła nacisk na wartości takie jak szacunek, fair-play i równość. Co do naszej pozycji wobec aktualnej sytuacji w VFF: potępiamy ataki na tle rasistowskim, takie jak ten, który miał miejsce między zawodnikami. Nasza decyzja o braku statementu w danej chwili nie oznacza, że zgadzamy się z poglądami prezentowanymi przez VFF. Jednakże, wyrażamy zaniepokojenie i oczekujemy jasnego stanowiska od VFF w tej sprawie oraz działań mających na celu promowanie szacunku, tolerancji i uczciwości w sporcie. Zayuan Monroe (zawodnik LSBA): Ataki rasistowskie były i zawsze będa, niestety. Nie toleruje tego, że topowy zawodnik federacji VFF jest w stanie nazywać mnie "czarną masą" publicznie w internecie, także nie rozumiem dlaczego federacja nie ukarała go za takie wybryki. Czy podjąłem jakieś kroki w tej sprawie? Odpuszczam, po ostatnich wydarzeniach, które miały miejsce postanowiłem uciąć się od całego uniwersum federacji wyżej wymienionego. Jest to ostatnia wypowiedź, którą kieruje w strone Matt Orton. Życze mu powodzenia i czekam na jego oficjalne przeprosiny, nie rozumiem czemu on nie potrafi przeprosić, zamiast zachować się jak człowiek broni swojego dziwnego honoru, pozdrawiam.
