__________________________________________________________________________________________________________________________________________________
Cerbero’s Ink House - Miejsce, w którym od razu po przekroczeniu progu drzwi, uderzy w ciebie dudniąca z głośników meksykańska muzyka o dość pozostawiającej wiele do życzenia jakości, wraz z przeplatającym się w powietrzu zapachem adrenaliny i potu.
Wchodząc do tego miejsca, zdajesz sobie sprawę, że nie jest to kolejne w Santos kolorowe, pięknie ozdobione studio tatuatorskie. Zamiast ładnych, schludnych dla oka minimalistycznych ścian, poozdabianych licznymi kwiatami oraz pięknymi obrazkami prac autorów, możesz dostrzec obdrapane, gdzieniegdzie z ubytkami ceglane ściany, wymieszane z ciemnym drewnem.
Same ściany emanują duszą i charakterem tego miejsca, ukazując liczne zdjęcia motocykli, głównie chopperów, czasem wraz z ich właścicielami. Wiele z tych zdjęć przedstawia jeden z meksykańskich chapterów Calaveras Rojas MC pochodzący z Veracruz.
W pozornie krótkiej, ale psychicznie długiej drodze do recepcji, zamiast kolejnej kolorowo włosej nastolatki z tatuażami i kolczykami, wita cię chłodnym spojrzeniem postawny Latynos w średnim wieku. Obok niego przesiadują bikersi, którzy przyszli pogadać i dokończyć swoje projekty.
Nie będąc pewnym swojej decyzji zawitania w to miejsce, postanawiasz się wymigać pytaniem o najbliższe wolne terminy, modląc się w duchu, żeby te najbliższe wolne nie były. Meksykanin, nie odrywając się od aktualnie wykonywanego zajęcia, odpowiada, że za moment może się tobą zająć, jeśli masz przy sobie wystarczającą ilość gotówki na to, co chcesz zrobić.
Krótko przytakując, łapiesz za katalog z wcześniejszymi projektami i przeglądasz, dziwiąc się jakości i precyzji tatuaży. Po dłuższej chwili oczekiwania omawiasz wraz z Latynosem projekt, który chcesz wykonać, a on na bieżąco wykonuje szkic, pokazując ci go do akceptacji lub ewentualnych poprawek.
Mając prawie wszystko za sobą, przychodzi czas na najgorszą część, jednak obserwując tatuatora, zwracasz uwagę na jego profesjonalizm. Pomimo charakteru tego miejsca, stanowisko jest sterylne i profesjonalnie zaopatrzone.
Po paru godzinach spędzonych na fotelu, przelanym tuszem na twoją skórę, przegadanych tematach z tatuatorem i paroma lokalnymi bikersami, spoglądasz na swoją świeżo wykonaną dziarkę. Jesteś zachwycony jakością pracy i czujesz, jakbyś z tuszem przyswoił klimat i kulturę tego miejsca.
Na koniec otrzymujesz krótką instrukcję co do zagojenia się wzoru oraz wytyczne, co robić dalej z dziarką, a czego unikać. Wychodząc, nie żałujesz swojej decyzji, a w głowie nachodzi cię myśl, żeby jeszcze kiedyś wrócić.
__________________________________________________________________________________________________________________________________________________
Właściciel lokalu, Cerber, znany również w bliskim otoczeniu jako Silvio Navarro – Jedni mówią o nim śmieszek, z racji na praktycznie ciągle trzymający się go niskiego sortu humor. Inni zaś powiedzą, że ma nierówno pod sufitem, będąc gościem, który tresuje karaluchy i nadaje im imiona. Jeszcze inni twierdzą, że ma swoje cojones na miejscu i potrafi w kryzysowych sytuacjach zachować zimną krew.
Mówią o nim różnie, ale wszyscy zgadzają się co do jednego – umiejętność tatuowania ma w małym palcu.
Gdybyś zadał mu pytanie o jedną rzecz, jaką pamięta z dzieciństwa, opowiedziałby, że tusz do tatuażu... albo karaluchy.
__________________________________________________________________________________________________________________________________________________
Budynek, w którym znajduje się salon, to dawny liquor store, którego lata świetności minęły wraz z początkiem XXI wieku. Były właściciel budynku – poczciwy staruszek – odsprzedał Cerberowi lokal za uczciwą cenę, gdy usłyszał jego cały zamysł na stworzenie studia tatuażu.