-
Postów
6 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Informacje dodatkowe
-
Discord
mzk.2
Ostatnie wizyty
388 wyświetleń profilu
Osiągnięcia intoksynator
-
intoksynator polubił odpowiedź w temacie: Rot The Riot
-
23reco polubił odpowiedź w temacie: [Społeczność] The Loss of Humanity — Pill Row City
-
23reco polubił odpowiedź w temacie: [Społeczność] The Loss of Humanity — Pill Row City
-
23reco polubił odpowiedź w temacie: [Społeczność] The Loss of Humanity — Pill Row City
-
23reco polubił odpowiedź w temacie: [Społeczność] The Loss of Humanity — Pill Row City
-
intoksynator polubił odpowiedź w temacie: Rot The Riot
-
Macabra polubił odpowiedź w temacie: Rot The Riot
-
OGpintek polubił odpowiedź w temacie: [Społeczność] The Loss of Humanity — Pill Row City
-
z00nia polubił odpowiedź w temacie: Rot The Riot
-
kulex1221 polubił odpowiedź w temacie: Rot The Riot
-
Patixia polubił odpowiedź w temacie: Rot The Riot
-
Just OzziEC polubił odpowiedź w temacie: Rot The Riot
-
[Społeczność] The Loss of Humanity — Pill Row City
intoksynator odpowiedział(a) na intoksynator temat w Społeczności
Amanita Muscaria Gatunek grzyba z rodzin muchomorowatych, który po przygotowaniu i sfinalizowaniu procesu suszenia oraz odpowiednim dozowaniu działa sprawniej na mózg i wyobraźnię, jednakże przeważnie dla początkujących w nieznacznej ilości. Przedawkowanie może grozić zatruciem i uszkodzeniem rdzenia mózgowego co prowadzi do niemal natychmiastowego zgonu, to samo tyczy się samej obróbki jeśli została ona nie odpowiednio wykonana. Sam pozysk materiału, to nic prostszego jak zbiór grzyba w lesie(celując na dorodne okazy), zaś proces przygotowania go to już sprawa etapowa, na którą potrzeba nie tylko wiedzy, zarówno doświadczenia, jednakowoż nie trzeba wiele poświęceń czasu dla samej obróbki, natomiast termin oczekiwania przez cały proces suszenia może trwać nawet do sześciu miesięcy. Dla hobbystycznych pasjonatów wystarcza mikro dozowanie małych ilości aby przysłowiowo wyjść ze swojego ciała i spojrzeć inaczej na świat, niż dotychczas. Wielu koneserów świętego grzyba przebranżowiło się nawet z chrześcijanizmu i katolicyzmu na szamanizm, tudzież w cyklicznej dozie na buddyzm. -
[Społeczność] The Loss of Humanity — Pill Row City
intoksynator odpowiedział(a) na intoksynator temat w Społeczności
-
[Społeczność] The Loss of Humanity — Pill Row City
intoksynator odpowiedział(a) na intoksynator temat w Społeczności
Zeno Gordon Dwudziestoośmioletni niespełniony solowy gitarzysta, aktualnie busker (grajek uliczny) na stacjach metra grający folkową i rockową muzykę za dole publiczności przechadzającej ulicę. Debiutant squatu którego (jeszcze) nie dotknął fentanyl. W półświatku koneserów wszystkich maści używek bazuje na marihuanie i psylocybinie. Wyróżnia się wśród wirażków squaterskiej społeczności Hollow’a jako pewnego rodzaju kreskówkowy Dexter substancji oraz roślin psychoaktywnych. Kiedy jeszcze nie spłukał się z forsy wydając na zioło nie tylko był growerem ale został /miejskim grzybiarzem/. Aktualnie ma dużo do czynienia z kartonami, nie tylko śpi na nich w opuszczonych squatach ale wpierdala pod powiekę - jeśli pozwoli na to pieniądz który nabywa najzwyczajniej z kradzieży, kombinatoryki i buskerstwa, rzadziej dealu (bo prawie wszystko sam zje, spali, wciągnie). Jego rodzice zmarli w drug house poprzez przedawkowanie opioidów, od tamtego momentu miał wielokrotne próby samobójstwa pod wpływem i zawinęli go w kaftan. Dwa lata później po wyjściu z kliniki przez drogę losu trafił na squat najprościej mówiąc zostając bezdomnym, zrytym przez narkotyki, leki i przeżycia chłopakiem ze schorzeniami który najpewniej skończy tak jak jego rodzice - w czarnym worku z podziurawionym ciałem od fentanylu -
-
intoksynator polubił odpowiedź w temacie: [PROJEKT IC] Joe's Rusty Machines | Junky Cars 'N' Trucks
-
intoksynator polubił odpowiedź w temacie: Joe Graber | The Homeless Rat and Scum
-
intoksynator polubił odpowiedź w temacie: Rot The Riot
-
„Global Crisis of Industry: Burnt Fuse” ~ Weazel News, News Alert Wciąż trudno uwierzyć, że minęło zaledwie kilka dni od tamtej nocy. 16 listopada 2025 roku zapisał się w historii miasta jako data największego pożaru obiektów przemysłowych, usługowych i obozowiska bezdomnych, jaki pamiętają mieszkańcy dzielnicy i jej okolic. To, co dotąd było tętniącą życiem dzielnicą zakładów pracy, warsztatów i małych rodzinnych biznesów, dziś stoi w postaci czarnych, poskręcanych konstrukcji przypominających o skali tragedii. Ogień rozprzestrzeniał się błyskawicznie. Świadkowie opowiadali, że wystarczyło kilka minut, by pierwsze budynki zamieniły się w jedną, wspólną kulę płomieni. Strażacy zjawili się błyskawicznie, ale żywioł zbyt szybko opanował kolejne hale, magazyny i sklepy. Gęsty dym widoczny był na całym horyzoncie. Rano po pożarze miasto obudziło się w milczeniu, jakby wstrzymując oddech. Jednak to, co wydarzyło się później, zmieniło charakter tej części miasta jeszcze bardziej niż sam ogień. Gdy właściciele biznesów starali się zrozumieć skalę strat, a służby wciąż zabezpieczały teren, ruiny szybko stały się nową przestrzenią dla tych, którzy od dawna funkcjonowali na marginesie społeczności, a obrócone w pył obozowisko zaczęło przyjmować barwy Czarnobyla czy Fukushimy wyjętej z prawa. Zgliszcza sklepów i zakładów, wciąż pachnące spalenizną, skorodowane po nocnych opadach, zaczęły wypełniać się ludźmi, którzy wcześniej nie mieli gdzie się podziać. Bezdomni, narkomani, dilerzy i przypadkowi tułacze zajęli wypalone wnętrza, tworząc własną, brutalną wersję „nowego początku”. W kilka dni ruiny przerodziły się w coś na kształt nieformalnych drughouse’ów, miejsc nazwanych przez okolicznych mieszkańców po prostu „skłotami”. W rozbitych witrynach sklepowych pojawiły się materace, prowizoryczne ogniska i porozrzucane strzykawki. Mieszkańcy pobliskich bloków zaczęli obawiać się przejścia po zmroku. To zderzenie dwóch światów; ludzi, którzy stracili dorobek życia i tych, którzy w zgliszczach odnaleźli jedyne miejsce, gdzie nikt ich nie wyrzuca. Stało się to symbolem powolnego rozpadu lokalnej tkanki społecznej. Departament regularnie patroluje okolicę, lecz przyznaje, że bez stałych działań i planu odbudowy nie da się przywrócić temu rejonowi dawnego porządku. Miasto oficjalnie zapowiedziało śledztwo w sprawie przyczyny pożaru. Niektórzy sugerują zaniedbania techniczne, inni mówią o celowym podpaleniu. Prawda pozostaje wciąż nieznana. Wiadomo jedynie, że tamtej nocy zgasły nie tylko budynki, ale też nadzieje pracowników, właścicieli i całej lokalnej społeczności. Dziś, przechodząc między zwęglonymi murami, można odnieść wrażenie, że ogień zabrał znacznie więcej niż cegły i stal. Zabrał fragment tożsamości miasta. † World Below The Pillbox Metro Station Na granicy industrialnej dzielnicy, pod splotem stacji metra, stoi sieć opuszczonych zakładów, które nie istnieją w żadnym rejestrze. Dla miasta ruina. Dla tych, którzy nie mają dokąd pójść - dom. W środku panuje zapach chemii, kurzu i wilgoci. Puste butelki po piwie i małe foliowe woreczki pokrywają podłogę jak odłamki po dawno zakończonej bitwie. Na jednej ze ścian ktoś napisał: “We used to dream here.” Pustostan, dla miejscowych homelessów to skłot, który nie ma nazwy. Nie ma też zasad. Jedynym prawem jest przetrwanie i cisza po zmroku. Pierwszy kogo spotykam to człowiek w brudnych, gęstych dredach, ciążący w ideii Rastafarai. Ma na imię Jamal, jest czterdziestolatkiem z pustym spojrzeniem. To typ samotnika i jedyna nadzieja tego środowiska. Być może pozornie, ale odnoszę wrażenie, że nie pasuję on tutaj. Kiedyś był żołnierzem w Iraku, dziś jest nieformalnym “strażnikiem” tego miejsca. Siedzi przy wejściu, pali papierosa, a dym znika w chłodnym powietrzu. “Oni tu nie są dla zabawy,” mówi spokojnie. “To nie impreza. To przystań. Albo raczej ostatni przystanek.” Za jego plecami wiszą stare flagi Stanów Zjednoczonych i republiki San Andreas, brudne, postrzępione, przyklejone taśmą. Pod nimi ktoś ułożył materac i kilka koców. To Lucy. Lucy ma może dwadzieścia kilka lat. Kiedyś tańczyła w klubie w Venturas. Dziś mówi o Amanicie Muscarii, czerwonym muchomorze, który jak wierzy, pozwala zobaczyć “prawdziwy świat”. “W naturze nie ma śmierci,” mówi cicho. “Jest tylko przemiana. To wszystko część procesu.” Jej oczy są zamglone, ale w głosie słychać coś więcej niż szaleństwo. Słychać wiarę. Może ostatnią, jaka jej została. W rogu siedzi Derrick. Gotuje coś w łyżce nad małym palnikiem. Nie kryje się. Kiedyś był kucharzem w restauracji w centrum. Teraz jego kuchnia to metalowy stolik i zardzewiała łyżka. “Fentanyl jest tani,” mówi bez emocji. “A ból drogi. Więc wybierasz to, na co cię stać.” Nikt nie pyta go, jak długo tu mieszka. On sam mówi, że dawno przestał liczyć. Kiedy zapada zmrok, squat ożywa. Z ciemności wychodzą inni; bez imion, bez historii. Rozpalają ogień w metalowej, pordzewiałej beczce, siadają w kręgu i milczą. Czasem ktoś śmieje się nagle, potem płacze. W tle słychać echo miasta; policyjne syreny, ciężarówki, psy. Tutaj to inny świat. “Czasem mam wrażenie, że ten dom żyje,” mówi Jamal. “Oddycha razem z nami. Dusi się razem z nami.” Rano Derrick już nie żyje. Nie ma krzyku, nie ma łez. Jamal przykrywa go kocem, Lucy siedzi obok i mówi tylko jedno zdanie: “On w końcu odnalazł ciszę.” To tutaj w miejscach, których nikt nie chce widzieć kończą się historie, których nikt nie chce słuchać. Żadnych raportów, żadnych nagłówków, żadnych pogrzebów. Na ścianie jedynie pojawia się nowy tag, świeży, czarny, jak podpis pod niekończącą się opowieścią: “Home is anywhere you stop running.” ~ Louis Clanton, on the scene Mówią, że wszystko zaczyna się od palenia trawy, a finalnie każdy jeden kończy na heroinie. Rzadkością jest wspominanie o innych substancjach psychoaktywnych, jakie aplikuje nie jeden narkoćpun podczas swojej drogi ku zatraceniu. Dla przykładu Amanita Muscaria, grzyb muchomor który po odpowiedniej obróbce “odpala” kolejną klepkę w układzie rdzenia mózgu - przynajmniej taki jest twór wyobraźni osób aplikujących psylocybine, a co więcej uważają go za świętego grzyba, dzięki któremu w końcu inaczej na swój sposób świadomie patrzą na świat. MDMA (ecstasy) w teorii zaliczane jest do narkotyków miękkich przez niską stopę uzależnień, jednakże dla osób z problemami serca, układu krążeniowego, jedna tabletka może dosłownie zabić i częstokroć to od molly tak naprawdę zaczyna się (problem) podróż. Największą sławę w klubach nocnych zyskało właśnie pico ale też kartony (LSD). Ostatnią z dróg jest nie tylko heroina, a popularny w złej sławie fentanyl obiegający czarny rynek do maksimum od momentu, aż rząd stanu zalegalizował opioidy, które można kupić nawet w aptece na receptę w formie leku. Zalewanie rynku fentanylem spowodowało znaczny wzrost przedawkowań i śmierci wynikiem zażywania fentanylu oraz wypełnienie licznych skłotów. Pill Row City stanowi nieformalną, acz powszechnie rozpoznawaną nazwę zdegradowanej enklawy miejskiej usytuowanej pod betonową konstrukcją wiaduktu w rejonie stacji metra Pillbox North Station. Geneza nazwy „Pill-Row” obejmuje zarówno bezpośrednie odniesienie do pobliskiego węzła komunikacyjnego, jak i symboliczne nawiązanie do słowa „pills”, czyli tabletek zawierających związki psychoaktywne w szczególności MDMA, które w wyobrażeniu publicznym stały się synonimem dekadencji, ulicznego upadku oraz subkulturowej autodestrukcji. Dzielnica ta stanowi miejski odpowiednik ikonicznego Skid Row z Los Angeles, od lat będącego symbolem społecznej zapaści. Pill Row City kontynuuje tę ponurą tradycję jako przestrzeń skupiająca jednostki wypchnięte poza margines codzienności: bezdomnych, narkomanów, ludzi uwięzionych w cyklu uzależnień, zaburzeń i dramatów osobistych, a także tych, których los poprzez splot niefortunnych wydarzeń, doprowadził do chronicznej marginalizacji. W powszechnej opinii miejsce to uwikłane jest w działalność przestępczą, lecz w rzeczywistości przestępcy, dilerzy czy drobni złodzieje stanowią jedynie część lokalnego krajobrazu, a nie jego fundament. Dominują tu osoby spirytualnie i ekonomicznie wyjałowione, usiłujące utrzymać się przy życiu poprzez strategie przetrwania uważane za ostateczne m.in w którego w skład wchodzą żebry i wyłudzanie datków, zbieractwo surowców wtórnych, butelek, puszek i wykonywanie degradacyjnych prac. W powszechnej opinii miejsce to uwikłane jest w działalność przestępczą, lecz w rzeczywistości przestępcy, dilerzy czy drobni złodzieje stanowią jedynie część lokalnego krajobrazu, a nie jego fundament. Dominują natomiast osoby spirytualnie i ekonomicznie wyjałowione, usiłujące utrzymać się przy życiu poprzez strategie przetrwania uważane za ostateczne m.in w którego w skład wchodzą żebry i wyłudzanie drobnych datków, zbieractwo surowców wtórnych (głównie aluminium i metal), gromadzenie butelek i wszelakich pojemników objętych systemem kaucyjnym oraz sporadyczne, często degradujące pracę dorywcze. Wtopiony w strukturę sideł miasta niczym blizna, Pill Row funkcjonuje jako arena nieustannego zmagania się z rzeczywistością; miejsce, w którym codzienność przybiera formę surowej konfrontacji z własnymi słabościami i obojętnością świata zewnętrznego. Brud, fetor, chaos i desperacja współistnieją tu z przebłyskami ludzkiej solidarności, improwizowanej wspólnoty i prób zachowania resztek godności. Dystrykt ten jest równocześnie symbolem społecznego upadku i świadectwem odporności ludzkiej natury. Z jednej strony wyraża rozkład, alienację oraz niewydolność mechanizmów opiekuńczo-instytucjonalnych, z drugiej zaś ukazuje, że nawet w najbardziej odczłowieczonych warunkach ludzie są zdolni do tworzenia relacji, wymiany dóbr, budowania mikrostruktur przetrwania oraz utrzymywania minimalnego ładu w chaosie ulicznej egzystencji. Ściernisko miasta w mieście Pill Row nie jest po prostu dzielnicą, jest socjologicznym fenomenem, miejskim paradygmatem upadku i nieformalnym pomnikiem tych, o których cywilizacja najchętniej zapomniałaby na zawsze. Projekt squatujących marginesów społeczeństwa, jakie tego typu miałem okazję prowadzić wspólnie z Brefo(i z osobna) na scenach MTA i SA:MP, stąd też nieoficjalnie przychodzimy i wracamy na pełnej strzykawie do świata “piątki”. Zjedliśmy zęby na tych kryształowych klimatach, doświadczyliśmy od kilkunastu lat na scenie dosyć sporo. Otwieramy się na wszystkich, którzy ogarniają przynajmniej podstawy RP i chcą grać to. Postacie należyte do projektu są różnorodne. Jedni są marzycielami w nałogu, drudzy mają po krótce wyjebane i bawią się życiem tańcząc kartą na lusterkach, ale jedno jest pewne - odstawiamy całkowicie fizyczne stats w czego skład wchodzą domy, samochody, ekskluzywne kurwy - to nie nasza bajka. Obracamy się w degeneractwie. Dziwka z syfem, zanieczyszczony towar i rozjebany składak lub skrojony na epizod pickup - z tym nas kojarz. Formacja współdziała i zrzesza (nie myl z zrzeka) się z Rot the Riot, z tym że grając w naszym projekcie nie musisz mieć żadnych powiązań z organizacją przestępczą, ani światem przestępczym, ale na starcie wybierz kierunek bo obierając tą bardziej "ciemną stronę" możesz liczyć się z konsekwencjami za odchyły jakie może (lepiej nie) odwalać twoja postać.
-
intoksynator zmienił(a) swoje zdjęcie profilowe
-
18th Street Gang 18th Street Gang inaczej znany z przydomku Barrio 18 lub najzwyczajniej eightenstreet to jeden z najniebezpieczniejszych, najbrutalniejszych i najbardziej płodnych międzynarodowych przestępczych gangów ulicznych Los Angeles liczący od 30 000 do nawet 50 000 członków w całych Stanach Zjednoczonych, Ameryki Środkowej i Meksyku. Historia gangu zaczyna się około lat 60 XX wieku kiedy grupa nastoletnich gangsterów z Clanton 14 chciała założyć swoją własną odzielną klikę. Pomysł ten nie spodobał się wielu członkom Clanton 14th doprowadziło to do konfliktu w środku gangu a w sumie powodując odłączenie się tej grupy i stworzenie odzielnego gangu jakim jest 18th street w dzielnicy Pico-Union. Gang ma silne relacje i powiązania z Meksykańską Mafią (La eMe) oraz wiele wspólnego z folklorem Sureños. 18th street odprowadzają należyty tax tak jak każdy inny gang z pod La eMe, które zapewnia protekcje członkom 18th street gdy trafią za kraty. Media donoszą jakoby owy gang odniósł jeden z największych wskaźników zabójstw na świecie za sprawą rywalizacji z Mara Salvatrucha (MS13) drugim najbardziej brutalnym gangiem w Los Angeles. Drugim z filarów z którym toczą największe wojny to Florencia 13 Flowers. Cykliczną opozycją jest także Santa Monica 13, Vineland Boys, Temple Street, Avenues, Bloods, Playboys. 18th Street zrzesza w głównej mierze chicano szkolnego wieku, bardzo rzadko zdarza się spotkać taki wyjątek jak czarny gangster w 18st gdzie niepowszednio korzenie gangbangers sięgają Kostaryki, Salwadoru, Gwatemali, Hondurasu, Nikaragui. Najbardziej dochodowym źródłem zgrupowania jest uliczna dystrybucja kokainy i marihuany, zaś w mniejszym stopniu heroiny i metamfetaminy, gdzie periodycznie jedni z członków stoją za miejscową produkcją narkotyków. Jakby tego było mało gang ingeruje w kradzieże i porwania samochodów, napady z pobiciem bądź nawet gwałtem, wymuszenia na tle seksualnym i materialnym, wszelkie napady, rabunki i zabójstwa czy włamania na posiadłości. Gangsterzy powiązani są jednakże rzadziej w takiej maści przestępstw jak podpalenia, handel żywym towarem(sutenerstwo), nielegalna imigracja, naruszenia praw autorskich, prostytucja. W ścisłych zasadach poważni członkowie dezaprobują ćpanie cracku w kręgach klik. Na przestrzeni lat 90’ wyróżniali się poprzez barwę niebieską oddając hołd dla Meksykańskiej Maffi oraz czarną utożsamiającą z 18th Street. Dzisiaj nic nie znaczy kolor choć u wielu szczegółowo mogą się rzucić czarne lub niebieskie elementy ubioru poczynając od sznurówek, skończywszy na ubieraniu się w ciuchy ulubionej drużyny, bądź fullcapy. Z roku na rok im bardziej kultura poszła na bok, tym więcej zostało zarekwirowane brudnych pieniędzy ulicznym przestępcą póki nie weszli w biznesy służące jako pralnie, a strzelaniny między gangami bardziej przełożyły się na napady, wymuszenia, kradzieże na tle niewinnych cywili, przedsiębiorców, kobiet. Gang w pół świecie przestępczym często jest postrzegany jako “Children's Army” przez swoje kroki opierające się na rekrutacji młodzieży w szkołach i uniwersytetach poczynając od młodzieży w etapie podstawowym i gimnazjalnym, co jednocześnie daje liczebną siłę w członkach. LA > SAN SAVIOUR W Gwatemali znaczna część kierowców autobusów została zabita przez reprezentantów złego splendoru 18th Street Gang. Początkowo zatrzymywano ich pod pretekstem rzekomego przejazdu przez ich teren, kolejno kończyło się na wymuszeniach zapłaty czyli zwanego w tej branży haraczem. Jednym z takich przykładów jest sytuacja kiedy kierowca odmówił zapłaty, chwilę później młody mężczyzna(syn jednego z właścicielu sieci autobusów Libertad) jechał linia numer cztery która ciągła się od terminalu do Universidad de San Carlos de Guatemala na południowej stronie miasta. Kiedy mijał Strefę szóstą do autobusu wsiadło dwóch zamaskowanych mężczyzn strzelając w głowę kierowcy tym samym zabijając go na miejscu. 1998 rok - Catarino Gonzalez śmiertelnie postrzelił siedzącego w radiowozie funkcjonariusza w tył głowy za co usłyszał wyrok na wokandzie w postaci dożywocia po tym jak ława przysięgłych skazała Gonzaleza za morderstwo pierwszego stopnia na funkcjonariuszu Filbercie Cuesty. 18th Street Gang był również zamieszany w huczne porwanie i morderstwo szesnastoletniego brata honduraskiego piłkarza o międzynarodowej sławie. Następnym z przykładów jest akurat subset z LA który jest podejrzany o udział w procederze spłonięcia narkotykowego laboratorium poprzez złe i niesterylne prowadzenie go, a samo sedno w tym fakcie to iż prowadzone było w jednym z mieszkań na projektach dzielnicy Rancho i najwidoczniej przez spadek narkomanów na ulicach oraz szpitalach gangsterzy odpuścili z handlem cracku przez bycie na celowniku służb dochodzeniowych ale nie wyklucza, że maczają teraz palce w narkotykach lekkich, zwłaszcza marihuanie i haszyszu oraz wykonując nieustępliwie inne przestępstwa. To cząstka metodyki spośród wielu przypadków z których wniosek nasuwa się tylko jeden, gang 18th Street nie pozostawia cienkiej nitki. S/S Tiny Devils XV3 (18th Street Tiny Devils) Southside Tiny Devils XVIII to jeden z segmentów 18th Street Gang którego początki aktywności przestępczej notowano w Bellflower, aktualnie rozrasta się o kolejną komórkę prosperującą na ulicach śliskiego Los Santos, szerzej lokującą się na Rancho Projects. Klika wyróżnia na tle pozostałych swoim oddaniem dla kostuchy La Niña Blanca inaczej też Nuestra Madre/Madame, wyznając kult Santa Muerte polegający w skrócie na mieszaniu obrządku katolickiego z wyznaniami pogańskimi. Sans/suns'(santeros) bo takich spośród innych zwrotów(m.in omeys, hueys/weys, gueys, hermano, sancho, loc, perro, mano, lowk, compa - wszystko na zasadzie "ziomek" ) używają do siebie członkowie kliki. W wielu przypadkach zwracają się o pomoc do kostuchy czy to na tle przestępczym czy w życiu codziennym. Składanie ofiar na ołtarzu “Świętej Śmierci” jest dość kontrowersyjne. Jeden z członków dmucha dymem z marihuany w świętą dla nich figurkę okazując szacunek, inny przychodzi z fotografią ofiary wierząc, że ich świętość pomoże go ukarać lub znaleźć, natomiast ktoś jeszcze przychodzi się najzwyczajniej pomodlić w tradycyjnej modlitwie powtarzając ją kilka razy z rzędu(być może przez złe wychowanie i środowisko nie znając więcej modlitw) albo złożyć trunek alkoholowy w ofierze. Znany ze złej sławy Jesus Malverde to druga z opcji w której widzą autorytet. Nieoficjalnie za sznurki marionetki systemu Tiny Devils pociąga Otto 'Zipper' Orosco wspólnie z bratem ciotecznym Benito Delahoya i jego młodszym bratem od innego ojca Mateo Sanchez jakiego newralgicznym posłannictwem jest werbowanie kolegów z Rancho High School w szeregi przestępczego składu reprezentowanego szyld eighteen. Członkowie identyfikują się z gangiem poprzez tatuaże dominujące w kodach XVIII, XV3, X8, 18, 666, 99, S/S lub kostuchy meksykańskiego kultu, a pozostałe nie są po dziś dzień w znaczeniu znane przez większość person spoza grona 18th Street Gang. Bangerzy nie tylko stackują, bangują i tagują ale zarówno zdobią swój turf w artystyczne graffiti mariachi. Segment TDSXV3 jako jeden z nielicznych zgrupowań przestępczych w mieście zajmuje się amatorskim wytwarzaniem moonrock na bazie zbieranego kiefu, co za tym idzie zarówno odpowiedzialny jest za uprawę, przemyt oraz obrót marihuany i haszyszu, rzadziej produkując i obracając kokainą lub crackiem czy jeszcze dalej metamfetaminą i heroiną. Afilują się z blue rag oddając hołd dla Meksykańskiej Mafii i Surenos mimo to nie będąc zależni od SurX3, zaś częściej obnoszą się black rag lub systematyczniej po prostu czernią będąca należytym kolorem 18th Street. Mimo to w dzisiejszych czasach barwy pozostały w dużym procencie na ubieraniu się w ciemnych kolorach od czarnego po brąz do jasnych szerokich spodni, co nie jest wyznacznikiem przynależności do gangu oraz nie jest kwestionowane względem street credit. Nieodłącznym elementem maści gangbangers są fullcapy takich brandów jak Pittsburgh Pirates, Boston Red Sox, Detroit Tigers. W Salwadorze członkowie 18th Street tatuują sobie duże liczby “18” na całej twarzy, natomiast w klikach z LA takich jak ta przełożone jest to na identyfikowaniu się ową liczbą na ciuchach, ciuchach sportowych znanych drużyn sportowych Los Angeles Dodgers, Oakland Raiders, Los Angeles Lakers. Hermetyka kliki dba o rygor w zasadach, a nie przestrzeganie go może skutkować osiemnasto sekundowym pobiciem bądź nawet egzekucją. Tiny Devils ma na celu obejmować wszystkie obszary przestępczości ulicznej. Niektórzy posunęli się do wytwarzania kart identyfikacyjnych i kart żywnościowych organów celnych i imigracyjnych, co nie koryguje w interesach z La eMe, a wręcz przeciwnie ułatwia w szmuglowaniu i przekazywaniu szyfrujących informacji omijając kontrolę służby celnej, chociaż niekiedy nawet dochodzi do interesów ze skorumpowanymi klawiszami. Celem zgrupowania są także ofiary w “słupach” służące za podpisywanie umów in blanco bądź niezrozumiałych dokumentów.
