Skocz do zawartości
 
GRACZY ONLINE

Znajdź zawartość

Wyświetlanie wyników dla tagów 'community' .

  • Wyszukaj za pomocą tagów

    Wpisz tagi, oddzielając je przecinkami.
  • Wyszukaj przy użyciu nazwy użytkownika

Typ zawartości


Forum

  • Informacje
    • Informacje
    • Discord
    • Odzyskaj swoje konto!
    • Ekipa oraz liderzy projektu Vibe Roleplay
    • Publikacje dt. fabuły serwera
    • Publikacje dt. rozgrywki
    • Regulaminy
    • Rekrutacje
    • Społeczność
    • Poradniki
    • Event Team
  • Sprawy organizacyjne
    • Pochwały oraz skargi
    • Apelacje od kar
    • Współdzielenie IP
  • Organizacje publiczne
    • Opiekunowie organizacji publicznych
    • Los Santos County Government
    • San Andreas Judicial Branch
    • Projekty oficjalne
    • Federal Bureau of Investigation
    • Internal Revenue Service
    • Los Santos County Sheriff's Department
    • Los Santos Police Department
    • Natural Resources Agency
    • Los Santos County Fire Department
  • Organizacje prywatne
    • Informacje Opiekunów
    • Aplikacje
    • Biznesy
    • Projekty In Character
    • Spółki
    • Projekty CM/GM
    • Projekty zmotoryzowane
    • Przetargi
    • Wyceny i dofinansowania
    • Archiwum
  • Organizacje przestępcze
    • Informacje
    • Organizacje
    • Crime Support
    • Przestępstwa
    • Archiwum
  • Branża rozrywkowa
    • Profile postaci
    • Informacje
    • Przedsiębiorstwa
    • Materiały
  • Media
    • Media
    • Daily Globe
    • Music Media ChatterBox
  • In Character
    • Wydarzenia fabularne
    • Los Santos County & Blaine County
    • Internet
    • Los Santos
    • Biografie postaci
    • Społeczności
  • Inne
    • Multimedia - Zdjęcia i filmy z serwera Vibe Roleplay
    • Multimedia - Zgarniaj wyjątkowe nagrody
    • Twórczość Użytkowników
    • Hydepark
    • Archiwum globalne
  • 7.7.7 | GIGA DC
  • doozan's fanclub Tematy
  • PRAWILNY GENG Tematy
  • capybara team Zdjęcia kapi
  • 12KG MAFIA Rodzina nie znaczy przyjaźń.
  • KR Kumar
  • KR Rajesh
  • Federal Ballin Bureau Club Regulamin warzne!

Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki, które zawierają...


Data utworzenia

  • Od tej daty

    Do tej daty


Ostatnia aktualizacja

  • Od tej daty

    Do tej daty


Filtruj po ilości...

Dołączył

  • Od tej daty

    Do tej daty


Grupa podstawowa


O mnie


Discord

Znaleziono 15 wyników

  1. Słuchajcie mnie, cioty. Jesteśmy tu, w sercu Los Angeles, tym zgniłym mieście kontrastów. Luksusowe apartamenty, pi***lone wille… a obok ghetto, gdzie trzeba słać pomoc humanitarną. Działamy, bo nie możemy patrzeć na tą zgniliznę, które ignoruje cierpienie ludzi. TO JEST CHORE. My tu jesteśmy, żeby rozwalić ten system od podstaw! bez hierarchii! bez ucisku! bez kurwa kontroli! ~ Raze Hollow, frontman zespołu Riot The Rot Konsumpcjonizm to trup. Zostawili mu światła billboardów i metki jak maskę, żeby nikt nie poczuł smrodu rozkładu. Ludzie karmią się jego gnijącym mięsem, wpychając w siebie rzeczy, które nic nie znaczą. Wszystko świeci, wszystko kusi, ale pod spodem jest tylko pustka. Nie ma treści, nie ma sensu. Tylko odpad po marzeniu o lepszym życiu, które nigdy nie należało do nich. Pod koniec lat 90. globalizacja wciągnęła świat po szyję. Korporacje puchły jak na drożdżach, a IMF i Bank Światowy trzymały rękę na pulsie neoliberalnego porządku. Oficjalnie miały ratować gospodarki i zwalczać biedę - w praktyce stały się symbolem kolonializmu w garniturach. Narzucały krajom rozwijającym się politykę cięć, faworyzowały Zachód i sprowadzały ludzi do „zasobów ludzkich”. Człowiek przestał być kimś - stał się funkcją w tabeli zysków. 30 listopada 1999 roku, w dniu otwarcia konferencji WTO, na ulice Seattle wyszło około 40 tysięcy osób. Protestujący blokowali dojścia do budynków, tworząc tzw. lockdowns - łańcuchy ludzi spiętych metalowymi rurami. Policja odpowiedziała gazem łzawiącym, granatami hukowymi i gumowymi kulami. Wielu demonstrantów było pokojowo nastawionych, ale pojawiły się też grupy Black Bloc, które rozbijały witryny sklepów takich marek jak Nike, Starbucks czy Gap - symboli globalnego konsumpcjonizmu. W powietrzu mieszał się gaz, dym i plastik. Wieczorem wprowadzono stan wyjątkowy i godzinę policyjną, centrum odgrodzono drutem kolczastym. Mimo to miasto jeszcze długo nie ucichło. W dniach 16-17 kwietnia 2000 roku, podczas wiosennego szczytu IMF i Banku Światowego w Waszyngtonie, około 10 000 demonstrantów z całych USA protestowało przeciw globalizacji. Policja brutalnie tłumiła protesty, aresztując ponad 1200 osób – jedno z największych masowych aresztowań w historii D.C. Funkcjonariusze używali gazu pieprzowego, pałek i kajdanek, zatrzymując także przypadkowych przechodniów i dziennikarzy. Choć media próbowały przedstawiać protestujących jako bezcelowych „hipisów”, ruch był świadomy ideowo, skupiając ekologów, anarchistów, studentów i działaczy z różnych kontynentów, którzy sprzeciwiali się globalizacji jako nowej formie ekonomicznego niewolnictwa. Po 11 września 2001 roku wzrost nacjonalizmu w USA praktycznie zdusił ten ruch, a protesty przeciw systemowi zaczęto utożsamiać z „antypatriotyzmem”. Kryzys finansowy 2008 roku pozbawił miliony domów i pracy, podczas gdy banki otrzymały wielkie bailouty z pieniędzy podatników. Na Wall Street wciąż błyszczały zegarki za 20 tysięcy dolarów, a w tym samym czasie ludzie spali w samochodach, pod wiaduktami i na schodach banków, które przejęły ich domy. Wtedy narodził się ruch Occupy – bez liderów, sprzeciwiający się nierówności, gdzie 1% kontroluje bogactwo, a 99% cierpi. Hasło „We are the 99%” stało się symbolem walki zwykłych ludzi z elitami wyzyskującymi resztę społeczeństwa. Na początku lat dwutysięcznych, w Salem w stanie Oregon, kilku kumpli połączyła miłość do stoner rocka i wolności na drodze. W garażu na przedmieściach, przy dźwiękach Goatsnake i Bongzilli, powstał Sinnisters Motorcycle Club. Początkowo byli tylko grupą znajomych zafascynowanych motocyklem jako symbolem niezależności, ale niezależność jest uzależniona od twojego stanu portfela. Zaczynało się niewinnie, drobny handel na imprezach który urósł do niemal hurtowej sprzedaży metamfetaminy własnej produkcji, a z każdym kolejnym zarobionym dolarem wizja całkowitej niezależności rosła. W 2014 roku rozwinęli się do momentu, w którym mogli odciąć się od Hells Angels, którymi byli supporterami co wzmocniło ich pozycję na tyle, że byli w stanie zacząć budować swoje wpływy w Seattle, Winnemucca i dalej w Idaho, Arizonie i Kalifornii. Przez lata Sinnisters uchodzili za twardych, ale też zdyscyplinowanych. Wszystko zmieniło się w 2020 roku, gdy do stołku prezesa oddziału w Los Santos doszedł Kyle Sands; buntownik, degenerat i gość, który miał kompletnie w dupie tradycję klubu. Dla Sandsa liczyło się tylko jedno: chaos. Za jego czasów oddział w Los Santos bardziej przypominał bandę ulicznych anarchistów niż motocyklowy klub. Sands i jego ludzie nie dbali o barwy ani o kodeks. Interesowały ich narkotyki, awantury i brutalne rozróby w mieście. To nie były już spokojne interesy i balansowanie na granicy prawa. Układy Sandsa które zdobył agresją i przemocą pozwoliły przejąć kontrolę nad całym Davis. Ten styl życia z brakiem zasad, brakiem hierarchii i aż zbyt dużą ilością metamfetaminy przyciągnął wokół nich masę ludzi. Ćpunów, zbirów, punków i anarchistów z Davis i okolicznych dzielnic. Sands stał się dla nich ikoną degeneracji. Gdy Kyle Sands zmarł pod koniec 2022 roku Sinnisters MC całkowicie wycofało swoje próby wejścia w kalifornijski rynek. ERAZE THE SYSTEM Dla nich skłot po Sinnisters nie był już pustą ruiną po upadłym klubie. Stał się pubem Burnstates 4*4, gdzie twarde brzmienia, anarchia i gniew społeczny mieszały się w jedno. Ludzie zaślepieni w swoją poplątaną wizję idealnego świata zrobią wszystko, by ich nieosiągalne marzenie się spełniło. Raze Hollow szybko wyrósł na figurę niemal mesjańską, który dzień w dzień wbijał ludziom do głów jedną wizję: świat trzeba spalić, żeby poczuć wolność. Na koncertach Riot The Rot, w squatach, na melinach. Gdziekolwiek się pojawiał powtarzał te same hasła o upadku systemu, o złudnej kontroli i wyrwaniu się ze standardów społecznych, które zostały ustawione tylko po to, by wyssać z ludzi resztki wolnej woli. Stał się twarzą całego całego powstającego community. Każdy ruch, który ma działać potrzebuje swojej struktury. Podstawy zaczęły być budowane, ale Raze to typ marzyciela - on chce działać, nie rozkminiać. Wizjoner, nie księgowy. Zamiast planować, rzucał się w ogień. Właśnie wtedy dołączyła do niego Pixie Voss – z zupełnie innego świata. Dobra rodzina, porządne liceum, nawet zdążyła pójść na studia, zanim kredyt studencki nie zrobił jej z mózgu betonu. Ale to właśnie ten zgrzyt ją obudził - zobaczyła, jak cała ta "droga do sukcesu" to tylko pułapka z ładnym logo. To ona wzięła na siebie organizację i uporządkowanie działań ruchu. Chaos gniewu i desperacji, który początkowo był tylko spontanicznym ruchem, zaczynał nabierać formy. Słowa “mesjasza” nie tylko poruszały, ale też mobilizowały. Z pomocą kilku najbardziej zaufanych wyznawców stworzył sieć, która potrafiła działać sprawnie i w ukryciu. Ludzie zaczęli przekazywać datki, czasem resztki oszczędności, czasem pieniądze zdobyte w mniej legalny sposób, wszystko w imię „nowego początku”. Społeczność pozbawionych nadziei przez rosnące długi i zniszczonych przez heroinę ludzi traktowała słowa Raze’a jak objawienie. Część zaczęła go traktować jak prokoka, który realnie jest w stanie zmienić działanie świata. On sam umiejętnie to wykorzystywał, karmiąc ich nienawiścią do systemu i wpajając przekonanie, że są wybrańcami. Tymi jedynymi, którzy mają odwagę mówić „nie” światu zbudowanemu na kłamstwie i kontroli. Wśród nowych wyznawców Hollowa nie brakowało ludzi, którzy stracili wszystko: domy, rodziny, pracę. Wielu było już tylko cieniami, pogrążonymi w długach, których nie spłacą do końca życia. Są to także ci, którzy kiedyś byli wykształceni ale zbuntowali się przeciw systemowi, zostali wciągnięci w jego machinacje albo zmuszeni przez los, by przestać mu ufać. To osoby skrzywdzone przez władzę, społeczeństwo i zasady, które miały chronić, a zawiodły. Ludzie, którzy zrozumieli, że nie ma autorytetu nad nimi - jedyna władza, jaka istnieje, to ta, którą sprawują nad sobą sami. Jednych zmusiło do tego życie, inni już urodzili się w „złym miejscu”. Każdy z nich ma swój własny powód, historie. Tych ludzi nie obchodzi sposób bycia innych, historia, kolor skóry czy pochodzenie - po prostu wszyscy mają wspólny cel. Nie wierzyli w politykę, hierarchię ani negocjacje. Wierzyli w swojego “Mesjasza” i wolność. Raze powtarzał, że w świecie rządzonym przez pieniądz i władzę, jedynym językiem, który zostanie usłyszany, jest przemoc. Wśród jego wyznawców znalazły się osoby, które media ochrzciły mianem wykolejeńców, anarchistów, zaćpanych buntowników, sabotażystów, podpalaczy, a nawet ekoterrorystów. To oni rzucają koktajle pod biura, niszczą billboardy, organizują performance’y demolujące symbole władzy. Działają z idei - nie dla zysku. Każde działanie to akt polityczny, artystyczny lub czysto buntowniczy. Zaraz obok nich znaleźli się artyści uliczni oraz graficy, którzy początkowo inspirowali się Banksym. Ich dzieła z hasłami “Eraze the System” pokrywają ściany biurowców, radiowozy i bankomaty. Tworzą plakaty, wizualne manifesty, prowokujące materiały rozprzestrzeniane po sieci. Systematycznie działa też finansowe zaplecze - „poduszka bezpieczeństwa”. Drobny handel, sabotaże, skoki na bankomaty, włamania i wyłudzenia są traktowane jako akt redystrybucji. Niektórzy naprawdę wierzą w syndrom Robina Hooda - zabierają korporacjom, by wspierać lokalną społeczność. Zebrane środki idą na skłoty, wsparcie prawne, sprzęt i przetrwanie. Community, które zebrało się wokół zespołu Riot The Rot nie tylko walczy ale też organizuje. Strajki, protesty, spontaniczne demonstracje i wszystkie działania mające podważyć struktury władzy. Ich celem nie jest zdobycie wpływów czy władzy - tylko wspólna gra przeciwko systemowi. Własne operacje, akcje uliczne, koncerty na mobilnej scenie, ulotki i manifesty. Ruchome megafony rewolucji. W sieci publikowane są manifesty, fake podcasty, zmontowane filmy z akcji. Nie boją się dezinformacji, tutaj liczy się przekaz i efekt. Celebryci, politycy, firmy? Nikt nie jest bezpieczny, a ich luksusowe przedmioty są im tylko po to, by rozbić je przed kamerami. Każdy tego typu akt jest dla nich formą komunikatu, by wreszcie ktoś usłyszał ich gniew. SECOND ACT Kapitalizm, fiucie? To ścierwo weszło na poziom religii, której wierni nie potrafią logicznie myśleć. Mają świątynie z logotypami i kapłanów, którzy nazywają się gwiazdeczkami. Gwiazdki mówią /kochaj siebie!/, ale tylko jeśli kupisz ich merch za $100 od koszulki. Lansują się swoimi autami z pozłacaną felgą i milionem obserwacji na socialach, pokazują /idealne życie/. A szarzy ludzie, jak ty, twój sąsiad i babka pracująca w 7-11? Próbują gonić za pieniędzmi. Kapitalizm, człowieku - landlord podnosi cenę, a matka z dzieckiem musi kurwić się za czynsz. ~Morgan /VOMT/ Rosen, frontman zespołu Lobotomy December 11th, 2025 Grupa niezmiennie gromadziła wokół siebie ludzi nie tylko z marginesu społecznego (skłotersów, wyrzutków, ćpunów, bezdomnych) ale także tych, którzy przez niesprawiedliwości życia zradykalizowali się, choć kiedyś żyli „normalnie”: młodzi pracownicy korporacji zmuszeni do wyścigu szczurów, nauczyciele wypaleni przez biurokrację, studenci pożarci przez kredyty studenckie, przedsiębiorcy stłamszeni przez długi i przepisy, a także osoby pogrążone w długach po kosztownej hospitalizacji, bo nie miały ubezpieczenia. Takich przykładów jest cała masa. Wszyscy ich łączy jedno: doświadczyli zdrady, wyzysku i oszustwa ze strony systemu, który miał chronić ich prawa, zapewniać bezpieczeństwo i perspektywy, a zamiast tego niszczył ich marzenia, wolność i godność, budząc w nich nienawiść i pragnienie buntu. W szeregach nadszedł kryzys gdy Raze Hollow odszedł w cień bez słowa, bez pożegnania, jakby rozpłynął się w ideologii, którą głosił. Dla świata zewnętrznego mogło to wyglądać jak koniec. Wewnętrznie jednak to była tylko zmiana kształtu, ponieważ idee Raze były głębsze niż jego fizyczna obecność. Propagator chaosu zniknął, ale jego echo odbijało się wciąż w umysłach każdego, kto wiedział, do czego dążą. Idei nie można stracić. Można stracić tylko jej pierwszego prowodyra. Dla grupy to był moment próby i redefinicji. U wielu pojawiło się zwątpienie. Zabrakło im kogoś, kto codziennie podpalał lont. Ale właśnie wtedy trzy najsilniejsze ogniwa grupy Morgan „VOMT” Rosen, Cyrus „Clinical” Skinner i Rhea „Moth” Keats zrozumieli, że muszą zrobić krok do przodu. Nie żeby rządzić, bo przecież ruch odrzuca władzę i hierarchię tak samo jak system. Po prostu przejęli rolę wektorów. Nie przywódców tylko kierunku. Zamiast stać na szczycie, stanęli na przodzie. Wskazywali ramę przyszłych działań, nie narzucając jej nikomu, a reszta naturalnie zaczęła poruszać się wzdłuż tej trajektorii. Innym ze skutków zniknięcia Raze'a był rozpad kapeli Rot The Riot, która była głosem rewolucji poprzez sztukę i muzycznym megafonem ruchu, niosącym gniew, nienawiść do systemu i anarchistyczną wizję istnienia świata. Jej miejsce zajęła nowa kapela - LOBOTOMY. Dotychczas ruch ściągnął na siebie zbyt dużo uwagi. Seria „przypadkowych przedawkowań” w okolicy, napięcia i starcia z lokalnymi zbirami czy konflikt z niezależnym przedstawicielem motocyklowego półświatka, który próbował przejąć skłoty a z okolicznych bezdomnych i ćpunów zrobić własną „armię”, ciągnęły grupę w stronę chaosu, który zamiast wzmacniać, rozpraszał. Dopiero kiedy wróg został zneutralizowany, a głośne przestępstwa w okolicy ucichły, powstała przestrzeń do działania bez zbędnej uwagi służb. Jak do tej pory ruchy grupy opierały się na chaosie i impulsach, werbalnym głoszeniu idei, propagandzie internetowej, wandalizmie, drobnych podpaleniach, manifestacjach, kradzieżach i zdobywaniu tego, co potrzebne. Choć grupa całkowicie odrzuca ideę pieniędzy to nie dało się ukryć, że w realiach są narzędziem niezbędnym do dalszych działań i pozyskiwania zasobów potrzebnych do rewolucji. Zmiana zaczęła się rodzić wraz z pojawieniem się nowych „proroków”, których głosy zaczęły radykalizować grupę i kształtować ideologiczną dojrzałość ruchu. Ich przesłanie było jasne: chaos jest świetnym zapalnikiem ale fatalnym paliwem. Prawdziwa walka wymaga planowania, logistyki i dyscypliny, nie tylko gniewu. Na ulicy nadal działali buntowniczo, impulsywnie i pozornie chaotycznie, dokonywali drobnych przestępstw ale to właśnie za kulisami tworzyło się operacyjne zaplecze do rewolucji. Nauka podstaw hakowania i poruszania się po dark-web oraz nauka technik sabotażu lokalnej infrastruktury, kamer, alarmów itp. tak by władza i korporacje choć na chwilę traciły kontrolę. Równolegle rozwijali własną bimbrownię, produkując alkohol "Punk's Breathe" wyjęty spod podatków i państwowej kontroli. Innym z obranych celów stało się uderzanie w symbole systemu - te najbardziej błyszczące fasady kapitalizmu. Celebryci i korporacyjne szychy żyjące w złocie, budujący swój status na wyzysku ludzi, pracy, środowiska. Idealny punkt nacisku do obnażenia fałszu, podcięcia korzeni propagandy sukcesu, która utrzymuje całą maszynerię w ruchu. Sabotaż ich majątków, naruszenie ich prywatnych iluzji bezpieczeństwa, wyciek kompromitujących danych, akcje wymierzone w ich rezydencje. Wszystko to ma być manifestem. Materialny dowód na to, że ich anarchia jest głośna na zewnątrz lecz metodyczna w środku. OOC: Będziemy grać społeczność antysystemowców różnej masy zjednoczoną przez zespół punk-rockowy, prowadzoną przez Raze Hollow oraz Pixie Voss. Taki mindset postaci wymaga dużo wyrzeczeń, ponieważ do końca organizacji i tych postaci idea się nie zmieni, a może się jedynie pogłębić. Oznacza to, że do końca projektu będziemy odrzucać idee pieniędzy, skupiając się na większych celach, czyli walce z systemem. Naszym spotem będzie bar BURNSTATES 4*4 który narracyjnie jest przejętym po Sinnisters MC clubhousem, w którym poprzez działania presidenta Kyle Sands oraz samą lokalizacje został przejęty przez lokalnych skłatersów. Natomiast ta organizacja nie ma nic wspólnego z byciem klubem motocyklowym. Nie gramy też gangsterów, gangbangerów, mafiozów czy neonazistów. Główny nurt który będziemy kreować to osoby po przejściach, przeżute przez system lub od początku wychowywane w buntowniczym świecie, którym pod kopułą nie wszystko styka. Ćpuny, Punkowie, anarchiści, cała śmietanka ludzi, która może być łatwo zmanipulowana przez moją postać. Nasz spot znajduje się pod autostradą stanową 4, która łączy największe skupiska obozów bezdomnych pod swoimi drogami, dlatego poza samą częścią organizacji chcemy stworzyć w tym miejscu community które pozwoli zebrać postacie za linią ubóstwa w jednym miejscu. Jest to nietypowy projekt który odbiega od dotychczasowych organizacji przestępczej, natomiast naszym celem jest stworzenie ciekawego miejsca do gry oraz interakcji IC z każdą strefą. Od celebrytów, którzy będą niejaki naszym głównym targetem jako ludzie z masową ilością odbiorców, przez FD którzy będą mogli otrzymywać o wiele więcej zgłoszeń o pożarach, kończąc na strefie cywilnej która będzie mogła po prostu wejść z nami w interakcje oraz służbach porządkowych, które będą próbowały nas poskromić. Znamy granice dobrego smaku, w organizacji mimo agresywnej polityki nie mamy zamiaru z dnia na dzień stać się koszmarem graczy, bezsensownie DMiąc wszystko co się rusza. Naszą agresję i walkę z systemem mamy zamiar wprowadzać stopniowo, organizując przy tym strajki czy medialne ciosy podważające wizerunek wielkich spółek i mechanizmów władzy. Zwykli gracze wyrabiający etat w biznesie będą naszym celem do manipulacji, prania głowy i pokazywaniu, że system jest zły, natomiast nie będą oni naszymi wrogami. To nietypowy format organizacji i zdajemy sobie sprawę, że nie każdy od razu złapie nasze wyczucie, dlatego szybko weryfikujemy i neutralizujemy niepasujące zachowania. Zarząd organizacji: @Panda Krul, @Dajdus, @Verevi
  2. Gdy Ronald Decker zakładał camping w 2015 roku, myślał, że spełnia tym samym swoje marzenie o niezależnym biznesie. Biznesplan nie posiadał żadnych wad – Zatoka Paleto, kuszący teren nad rzeką górską. Nic co by nie krzyczało “spędź tu czas.” Niestety, jego przekonania do ludzi i charakter, sprawiły, że miejsce to, stało się specyficznym bytem, które zamiast luksusowych gości, przyciąga bardziej typowych podróżników, nie śmierdzących groszem. Gdy brakło nowszych klientów, Ronald zdecydował się dobudować kilka baraków i udostępnić dłuższy wynajem, jak miesięczne, czy nawet i kwartalne, by jakkolwiek ratować swoje podupadające królestwo. Miejsce to, z typowego campingu “na weekend” zaczęło być również pół-stałym domem dla niektórych podróżujących. Okupanci vanów i baraków zaczęli tworzyć całkowicie losową społeczność, która w normalnych okolicznościach zapewne nigdy by nie koegzystowała w taki sposób. Kontrastując z wpadającymi co jakiś czas turystami weekendowymi, community zaczynało nabierać osobnego charakteru. Gdy jednak w 2025 roku, Ronald podupadł na zdrowiu, a jego konflikty ze stałymi mieszkańcami, zaczęły rozrastać się, jego bratenek – Axel Decker, przejął opiekę nad miejscem. Miłośnik afirmacji, matchy i myślenia otwartego, miał dać nowe tchnięcie w camping. Remont lokali użytkowych, organizacja wydarzeń, nawet postawienie niedużego sklepiku z pamiątkami, miały przyciągnąć nowych klientów, ratując rodzinny biznes przed upadkiem. Jak to się jednak skończy? Pokaże to tylko czas. 🌲NAJWAŻNIEJSZE INFO🌲 Jak wynająć miejsce? Postacie organizacyjne projektu Tu jesteśmy Gra stałego bywalca a wynajem na dzień-parę dni O projekcie Regulamin oraz cennik Zajęcia na campingu - zapisy DOSTĘPNE OBIEKTY NA TERENIE CAMPINGU Sklep pamiątkowy Prysznice z toaletami Kącik rekreacyjny ze sceną, miejscem na ognisko Kuchnia polowa ze stołówką Mapa terenu: soon LOKALIZACJA: click LIFEINVADER PROJEKTU: click OFERTA Wynajem na dzień Namiot: $30 Camper: $40 Barak: $60 Wynajem na tydzień Namiot: $180 Camper: $250 Barak: $400 Wynajem miesięczny: Namiot: $800 Camper: $1100 Barak: $1600 OOC Wychodzimy z projektem IC, który będzie nie tylko campingiem weekendowym, ale projektem community. To tutaj, każda postać, która z dowolnych powodów, decyduje się na życie w camperze/baraku/namiocie, może spróbować swoich sił, tworząc unikalną grupę społeczną. Całość prowadzona będzie z postaci młodego, ambitnego chlopaka, Axela Deckera, który chcąc spełniać się, przejmuje po zgorzkniałym, staromodnym wujku camping, przewraca miejsce nieco do góry nogami. Stawianie na jedność z naturą, tworzenie miejsca dla ludzi, które niekoniecznie muszą zgrywać się z ideami wynajmujących. Poza grą “codzienną,” planujemy robić różnego rodzaju mniejsze-większe eventy, od wycieczek terenowych, po spotkania tematyczne, czy angażowanie projektów serwerowych i postaci. Jeśli więc chcesz organizować z nami grę i aktywnie kreować projekt - zapraszamy! Cennik jest mocno umowny i stricte IC, mający tworzyć tło do całości. DISCORD PROJEKTU: https://discord.gg/fHqvy9qmbA Nazwa biznesu/Projektu IC: Whispering Pines Camp Postać lidera: Axel Decker UID postaci lidera z panelu gracza: 66616 Nick Discord: sava7712 Link URL do mapy z lokalizacją biznesu/projektu: click Typ projektu (Biznes/Projekt IC): Projekt IC Typ biznesu (Gastro, Salon Tatuażu...): n/a Wybrany interior* (jeśli nie dotyczy, to n/a): n/a Link do tematu organizacji** (jeśli nie dotyczy, to n/a): n/a Startowy skład - 3 osoby (Link do konta forum + nazwa postaci)***: @Sava @Saren666 @wroniec
  3. STORIES FROM PALETO BAY Paleto Bay czyli miasto znajdujące się w hrabstwie Blaine (Blaine County), to nic innego jak nieduża mieścina, która klimatem mocno odbiega od metropolii Los Santos. Na próżno szukać tu wieżowców, a samo życie zdaje się być mniej dynamiczne. Wiele osób, które zasiedlają ten region, żyją tu od pokoleń, a turystyka to jeden z chlebów powszednich. Według lore GTA, miasteczko wzorowane jest na Morro Bay, jednakże na serwerze używamy przyrównania do Fillmore, mieszczącego się w hrabstwie Ventura. Oznacza to tyle, że między Paleto Bay a Los Santos mamy około 1-2 godzinną drogę IC, poruszając się samochodem. W przeciwieństwie do Los Santos anonimowość nie jest aż tak ogromna. Wiele rodzin są tutaj od pokoleń, a sama metropolia wydaje się być bardziej okazją dla młodszych, by zaznać życia, a dla starszych, wręcz przeciwnie - skupiskiem tłumu, hałasu, przez co decydują się pozostać, wrócić czy po prostu przeprowadzić do Paleto Bay. Nie królują tu sportowe wozy, a bardziej samochody mocno użytkowe - offroady, trucki, czy zwykłe samochody rodzinne. Mimo, że miłośników brawurowej jazdy nie brakuje, to służby jak San Andreas State Parks, Sheriff's Department, czy Highway Patrol skrupulatnie z tym walczą. Mimo braku tak rozbudowanego życia półświatka jak na samym South Central, zdaje się tu nie brakować wrażeń, które opisuje skrupulatnie The Paleto Beacon. CZYM JEST PROJEKT STORIES FROM PALETO BAY? Projekt ma dość luźną formę i na celu ma zrzeszać graczy, którzy faktycznie chcą grać w Paleto Bay, tworzyć w nim projekty, działać przy nich oraz przede wszystkim - tworzyć w nim historię swojej postaci. Naciskamy tutaj na klimat, który odzwierciedla realia Zatoki, nie bawiąc się w podróbkę Los Santos. Na sam discord wbić może każdy, jednak jeśli chodzi o rangę i dostęp do kanałów projektu - tutaj wymagamy, by jednak posiadać postać, która żyje i działa w tym regionie mapy. Niemniej, dla każdego chętnego by wiedzieć co dzieje się z eventów miejsce się u nas jak najbardziej znajdzie. Sam discord ma na celu ułatwienie złapania się na gierkę, z racji, że przestrzeń jest mała, a niektórzy grają tu tylko epizodycznie. Jest też niewielkim kompendium wiedzy, ułatwiającym wczucie się w rolę mieszkańca tego regionu. W temacie natomiast postaramy się pokazać jak najwięcej klimatycznej gierki z serca Zatoki. Dla tych, których interesuje jakie biznesy oraz projekty są obecnie w tym regionie, odsyłam tu: BIZNESY W PALETO BAY PROJEKTY IN CHARACTER LINK DO DISCORD: https://discord.gg/4d6Wvabtfw
  4. El Burro Heights od lat uchodzi za jedno z najmroczniejszych miejsc Los Santos. Z dala od bogatego Vinewood czy luksusowych willi Rockford Hills, tutaj życie wygląda inaczej - to beton, zaniedbane podwórka i rozpadające się domy, które są sceną dla przykrych dramatów zwykłych ludzi. Dzielnica zamieszkana jest głównie przez tzw. białą biedotę (white trash) - rodziny, które od pokoleń żyją na marginesie. Brak wykształcenia i kompetencji sprawia, że bezrobocie osiąga tu wysoki poziom, a frustracja z tego wynikająca często prowadzi do alkoholizmu, przemocy domowej i panującej od lat epidemii narkotykowej. Substancje psychoaktywne są w El Burro Heights wszechobecne - od brudnego cracku po metadon kupowany na czarnym rynku. W zasadzie trudno jest nie potknąć się o strzykawkę. Niemniej jednak, w dzielnicy mieszkają też ludzie, którzy codziennie wstają do pracy - czy to na budowie, w warsztacie, czy w lokalnych magazynach. Dla nich El Burro Heights to nie wybór, a konieczność - tanie czynsze i bliskość miejsc pracy sprawiają, że próbują tu żyć uczciwie, mimo że ich codzienność skażona jest obecnością przestępczości i uzależnień, w które sami często wpadają. Nikogo nie dziwi widok dzieciaków pijących na umór pod płotem sąsiada czy młodych dorosłych, którzy kompletnie naćpani Przez długi czas na El Burro Heights niepodzielnie panował gang San Fernando Valley Peckerwoods. Byli czymś więcej niż grupą przestępczą - stanowili lokalną subkulturę, która wrastała w tkankę dzielnicy i kształtowała ją na przyszłe lata. To oni kontrolowali ulice, wymuszali „podatek” od legalnych i nielegalnych interesów, a ich tatuaże były synonimem strachu. Peckerwoodzi stanowili swoisty kręgosłup przestępczego świata tej części Los Santos. Przez lata to właśnie oni dyktowali warunki, a mieszkańcy, chcąc czy nie, musieli się do nich dostosować. Wchodzenie im w drogę kończyło się tragicznie - od pobić, przez podpalenia, aż po zaginięcia, które nigdy nie były wyjaśnione. Metamfetaminowe potwory wielokrotnie dawały się poznać jako zwyrodnialcy, którzy po wzięciu działki tracili kontakt z rzeczywistością i dokonywali rzeczy, które widuje się tylko w filmach. Dzielnica przez lata pulsowała rytmem wyznaczanym przez ich działalność, a lokalne dzieciaki nasiąkały znanym stereotypem: można wzbogacić się szybko, ale niezgodnie z prawem (albo wcale). Na tle tej brutalnej codzienności wydarzenia z końca sierpnia 2025 roku wstrząsnęły całym wschodnim Los Santos. FBI rozbiło 1-procentowy klub motocyklowy SOUTHERN REAPERS, oskarżając jego członków o udział w zorganizowanej grupie przestępczej. Naloty, konfiskaty broni, aresztowania - wszystko to odbiło się szerokim echem w El Burro Heights, bo między innymi tutaj klub posiadał swoje powiązania i "terytoria", które wykorzystywał do aktywności przestępczych. Wielu młodych zafiksowało się na punkcie Żniwiarzy - pokazywali się jako silna, lojalna i niezależna grupa, która miała wszystko, o czym młodzik marzy: pieniądze, siłę i władzę. Merch Żniwiarzy był widywany nawet na kilkuletnich dzieciakach, którzy wzorem starszych braci chcieli dla siebie takiego życia - szybkiego, atrakcyjnego i niebezpiecznego. Upadek SRMC dla wielu mieszkańców był momentem symbolicznym i kluczowym: upadek grupy, która przez długi czas budowała swoje wpływy w dzielnicy, oznaczał, że nawet najtwardszych można rozbić. Jednocześnie jednak pojawiła się obawa o próżnię po Żniwiarzach - kto przejmie kontrolę nad tym chaotycznym kawałkiem miasta? Mieszkańcy El Burro Heights nie ukrywają, że ich dzielnica jest trudnym miejscem do życia. Tu zawsze jest ciężko. Człowiek wychodzi z domu i nie wie, czy wróci z wypłatą w kieszeni, czy skończy na pogotowiu - mówi Rick, 43-letni mechanik. - Ale co mamy zrobić? To nasz dom. Tu się wychowałem, tu mam rodzinę i nie wyobrażam sobie mieszkać gdzie indziej. W El Burro każdy zna swoje miejsce. To nie jest piękne życie, ale to nasze życie. Podobne zdanie ma Sandra, samotna matka dwójki dzieci: Wszyscy gadają, że El Burro to bagno. Może i tak, ale dla mnie to bagno, w którym nauczyłam się pływać. Tutaj są ludzie, którzy - mimo całego syfu - nie odwrócą się plecami, gdy masz problem. Nigdzie indziej nie miałabym takiej siatki znajomych, którzy w razie czego pomogą: przyniosą zakupy, odprowadzą dzieci do szkoły, pożyczą parę dolarów. To jest nasza siła. Wielu mieszkańców, mimo narzekania na przemoc, biedę i narkotyki, nie wyobraża sobie opuszczenia dzielnicy. Nie jest łatwo, czasem człowiek dostaje po ryju tylko za to, że spojrzał krzywo. Ale tu ludzie trzymają się razem. To nasza ziemia, nasze zasady - dodaje Tommy, były pracownik magazynu. - El Burro to nie dzielnica dla turystów, ale jeśli się tu wychowałeś, to rozumiesz. To coś więcej niż adres - to tożsamość. Problem uzależnień w El Burro Heights stał się tak poważny, że od miesięcy lokalna prasa i ogólnokrajowe portale biją na alarm. Artykuły w Los Santos Times opisują „epidemię metamfetaminy i opioidów”, która rozlała się po dzielnicy jak trucizna. Dziennikarze piszą o młodzieży uzależnionej od fentanylu, o całych rodzinach, które przegrywają życie przez amfetaminę i crack, o starszych mieszkańcach, którzy „żyją tylko dzięki tanim lekom z czarnego rynku”. El Burro Heights stało się laboratorium uzależnień, miejscem, gdzie narkotyki nie są towarem luksusowym ani przestępczym marginesem, ale codziennością całych społeczności - cytowało niedawno Los Santos Times. Mieszkańcy potwierdzają to wprost: Na każdym rogu możesz kupić towar. Nawet dzieciaki wiedzą, kto sprzedaje. Policja czasem wpadnie, zrobi pokazówkę, ale za tydzień znów wszystko wraca do normy - mówi Eddie, 29-letni mieszkaniec, który pracuje dorywczo przy remontach. Dziennikarskie raporty jednoznacznie wskazują, że El Burro Heights jest dziś symbolem „utraconego pokolenia”, które utonęło w narkotykach i bezrobociu. El Burro Heights pozostaje miejscem niebezpiecznym. Nocą ulice należą do tych, którzy żyją z przemocy i narkotyków, a każdy spacer w ciemnych zaułkach wiąże się z ryzykiem. Patologiczne rodziny, walka o przetrwanie, cienka granica między normalnością a światem przestępczym - to codzienność dla mieszkańców. I choć po akcjach FBI pojawiła się iskra nadziei na zmianę, wciąż trudno uwierzyć, by El Burro Heights kiedykolwiek stało się miejscem bezpiecznym i spokojnym. A jednak, mimo biedy, przemocy i chaosu - dla wielu mieszkańców to właśnie lojalność wobec dzielnicy i sąsiadów trzyma ich tu na stałe.
  5. „Global Crisis of Industry: Burnt Fuse” ~ Weazel News, News Alert Wciąż trudno uwierzyć, że minęło zaledwie kilka dni od tamtej nocy. 16 listopada 2025 roku zapisał się w historii miasta jako data największego pożaru obiektów przemysłowych, usługowych i obozowiska bezdomnych, jaki pamiętają mieszkańcy dzielnicy i jej okolic. To, co dotąd było tętniącą życiem dzielnicą zakładów pracy, warsztatów i małych rodzinnych biznesów, dziś stoi w postaci czarnych, poskręcanych konstrukcji przypominających o skali tragedii. Ogień rozprzestrzeniał się błyskawicznie. Świadkowie opowiadali, że wystarczyło kilka minut, by pierwsze budynki zamieniły się w jedną, wspólną kulę płomieni. Strażacy zjawili się błyskawicznie, ale żywioł zbyt szybko opanował kolejne hale, magazyny i sklepy. Gęsty dym widoczny był na całym horyzoncie. Rano po pożarze miasto obudziło się w milczeniu, jakby wstrzymując oddech. Jednak to, co wydarzyło się później, zmieniło charakter tej części miasta jeszcze bardziej niż sam ogień. Gdy właściciele biznesów starali się zrozumieć skalę strat, a służby wciąż zabezpieczały teren, ruiny szybko stały się nową przestrzenią dla tych, którzy od dawna funkcjonowali na marginesie społeczności, a obrócone w pył obozowisko zaczęło przyjmować barwy Czarnobyla czy Fukushimy wyjętej z prawa. Zgliszcza sklepów i zakładów, wciąż pachnące spalenizną, skorodowane po nocnych opadach, zaczęły wypełniać się ludźmi, którzy wcześniej nie mieli gdzie się podziać. Bezdomni, narkomani, dilerzy i przypadkowi tułacze zajęli wypalone wnętrza, tworząc własną, brutalną wersję „nowego początku”. W kilka dni ruiny przerodziły się w coś na kształt nieformalnych drughouse’ów, miejsc nazwanych przez okolicznych mieszkańców po prostu „skłotami”. W rozbitych witrynach sklepowych pojawiły się materace, prowizoryczne ogniska i porozrzucane strzykawki. Mieszkańcy pobliskich bloków zaczęli obawiać się przejścia po zmroku. To zderzenie dwóch światów; ludzi, którzy stracili dorobek życia i tych, którzy w zgliszczach odnaleźli jedyne miejsce, gdzie nikt ich nie wyrzuca. Stało się to symbolem powolnego rozpadu lokalnej tkanki społecznej. Departament regularnie patroluje okolicę, lecz przyznaje, że bez stałych działań i planu odbudowy nie da się przywrócić temu rejonowi dawnego porządku. Miasto oficjalnie zapowiedziało śledztwo w sprawie przyczyny pożaru. Niektórzy sugerują zaniedbania techniczne, inni mówią o celowym podpaleniu. Prawda pozostaje wciąż nieznana. Wiadomo jedynie, że tamtej nocy zgasły nie tylko budynki, ale też nadzieje pracowników, właścicieli i całej lokalnej społeczności. Dziś, przechodząc między zwęglonymi murami, można odnieść wrażenie, że ogień zabrał znacznie więcej niż cegły i stal. Zabrał fragment tożsamości miasta. † World Below The Pillbox Metro Station Na granicy industrialnej dzielnicy, pod splotem stacji metra, stoi sieć opuszczonych zakładów, które nie istnieją w żadnym rejestrze. Dla miasta ruina. Dla tych, którzy nie mają dokąd pójść - dom. W środku panuje zapach chemii, kurzu i wilgoci. Puste butelki po piwie i małe foliowe woreczki pokrywają podłogę jak odłamki po dawno zakończonej bitwie. Na jednej ze ścian ktoś napisał: “We used to dream here.” Pustostan, dla miejscowych homelessów to skłot, który nie ma nazwy. Nie ma też zasad. Jedynym prawem jest przetrwanie i cisza po zmroku. Pierwszy kogo spotykam to człowiek w brudnych, gęstych dredach, ciążący w ideii Rastafarai. Ma na imię Jamal, jest czterdziestolatkiem z pustym spojrzeniem. To typ samotnika i jedyna nadzieja tego środowiska. Być może pozornie, ale odnoszę wrażenie, że nie pasuję on tutaj. Kiedyś był żołnierzem w Iraku, dziś jest nieformalnym “strażnikiem” tego miejsca. Siedzi przy wejściu, pali papierosa, a dym znika w chłodnym powietrzu. “Oni tu nie są dla zabawy,” mówi spokojnie. “To nie impreza. To przystań. Albo raczej ostatni przystanek.” Za jego plecami wiszą stare flagi Stanów Zjednoczonych i republiki San Andreas, brudne, postrzępione, przyklejone taśmą. Pod nimi ktoś ułożył materac i kilka koców. To Lucy. Lucy ma może dwadzieścia kilka lat. Kiedyś tańczyła w klubie w Venturas. Dziś mówi o Amanicie Muscarii, czerwonym muchomorze, który jak wierzy, pozwala zobaczyć “prawdziwy świat”. “W naturze nie ma śmierci,” mówi cicho. “Jest tylko przemiana. To wszystko część procesu.” Jej oczy są zamglone, ale w głosie słychać coś więcej niż szaleństwo. Słychać wiarę. Może ostatnią, jaka jej została. W rogu siedzi Derrick. Gotuje coś w łyżce nad małym palnikiem. Nie kryje się. Kiedyś był kucharzem w restauracji w centrum. Teraz jego kuchnia to metalowy stolik i zardzewiała łyżka. “Fentanyl jest tani,” mówi bez emocji. “A ból drogi. Więc wybierasz to, na co cię stać.” Nikt nie pyta go, jak długo tu mieszka. On sam mówi, że dawno przestał liczyć. Kiedy zapada zmrok, squat ożywa. Z ciemności wychodzą inni; bez imion, bez historii. Rozpalają ogień w metalowej, pordzewiałej beczce, siadają w kręgu i milczą. Czasem ktoś śmieje się nagle, potem płacze. W tle słychać echo miasta; policyjne syreny, ciężarówki, psy. Tutaj to inny świat. “Czasem mam wrażenie, że ten dom żyje,” mówi Jamal. “Oddycha razem z nami. Dusi się razem z nami.” Rano Derrick już nie żyje. Nie ma krzyku, nie ma łez. Jamal przykrywa go kocem, Lucy siedzi obok i mówi tylko jedno zdanie: “On w końcu odnalazł ciszę.” To tutaj w miejscach, których nikt nie chce widzieć kończą się historie, których nikt nie chce słuchać. Żadnych raportów, żadnych nagłówków, żadnych pogrzebów. Na ścianie jedynie pojawia się nowy tag, świeży, czarny, jak podpis pod niekończącą się opowieścią: “Home is anywhere you stop running.” ~ Louis Clanton, on the scene Mówią, że wszystko zaczyna się od palenia trawy, a finalnie każdy jeden kończy na heroinie. Rzadkością jest wspominanie o innych substancjach psychoaktywnych, jakie aplikuje nie jeden narkoćpun podczas swojej drogi ku zatraceniu. Dla przykładu Amanita Muscaria, grzyb muchomor który po odpowiedniej obróbce “odpala” kolejną klepkę w układzie rdzenia mózgu - przynajmniej taki jest twór wyobraźni osób aplikujących psylocybine, a co więcej uważają go za świętego grzyba, dzięki któremu w końcu inaczej na swój sposób świadomie patrzą na świat. MDMA (ecstasy) w teorii zaliczane jest do narkotyków miękkich przez niską stopę uzależnień, jednakże dla osób z problemami serca, układu krążeniowego, jedna tabletka może dosłownie zabić i częstokroć to od molly tak naprawdę zaczyna się (problem) podróż. Największą sławę w klubach nocnych zyskało właśnie pico ale też kartony (LSD). Ostatnią z dróg jest nie tylko heroina, a popularny w złej sławie fentanyl obiegający czarny rynek do maksimum od momentu, aż rząd stanu zalegalizował opioidy, które można kupić nawet w aptece na receptę w formie leku. Zalewanie rynku fentanylem spowodowało znaczny wzrost przedawkowań i śmierci wynikiem zażywania fentanylu oraz wypełnienie licznych skłotów. Pill Row City stanowi nieformalną, acz powszechnie rozpoznawaną nazwę zdegradowanej enklawy miejskiej usytuowanej pod betonową konstrukcją wiaduktu w rejonie stacji metra Pillbox North Station. Geneza nazwy „Pill-Row” obejmuje zarówno bezpośrednie odniesienie do pobliskiego węzła komunikacyjnego, jak i symboliczne nawiązanie do słowa „pills”, czyli tabletek zawierających związki psychoaktywne w szczególności MDMA, które w wyobrażeniu publicznym stały się synonimem dekadencji, ulicznego upadku oraz subkulturowej autodestrukcji. Dzielnica ta stanowi miejski odpowiednik ikonicznego Skid Row z Los Angeles, od lat będącego symbolem społecznej zapaści. Pill Row City kontynuuje tę ponurą tradycję jako przestrzeń skupiająca jednostki wypchnięte poza margines codzienności: bezdomnych, narkomanów, ludzi uwięzionych w cyklu uzależnień, zaburzeń i dramatów osobistych, a także tych, których los poprzez splot niefortunnych wydarzeń, doprowadził do chronicznej marginalizacji. W powszechnej opinii miejsce to uwikłane jest w działalność przestępczą, lecz w rzeczywistości przestępcy, dilerzy czy drobni złodzieje stanowią jedynie część lokalnego krajobrazu, a nie jego fundament. Dominują tu osoby spirytualnie i ekonomicznie wyjałowione, usiłujące utrzymać się przy życiu poprzez strategie przetrwania uważane za ostateczne m.in w którego w skład wchodzą żebry i wyłudzanie datków, zbieractwo surowców wtórnych, butelek, puszek i wykonywanie degradacyjnych prac. W powszechnej opinii miejsce to uwikłane jest w działalność przestępczą, lecz w rzeczywistości przestępcy, dilerzy czy drobni złodzieje stanowią jedynie część lokalnego krajobrazu, a nie jego fundament. Dominują natomiast osoby spirytualnie i ekonomicznie wyjałowione, usiłujące utrzymać się przy życiu poprzez strategie przetrwania uważane za ostateczne m.in w którego w skład wchodzą żebry i wyłudzanie drobnych datków, zbieractwo surowców wtórnych (głównie aluminium i metal), gromadzenie butelek i wszelakich pojemników objętych systemem kaucyjnym oraz sporadyczne, często degradujące pracę dorywcze. Wtopiony w strukturę sideł miasta niczym blizna, Pill Row funkcjonuje jako arena nieustannego zmagania się z rzeczywistością; miejsce, w którym codzienność przybiera formę surowej konfrontacji z własnymi słabościami i obojętnością świata zewnętrznego. Brud, fetor, chaos i desperacja współistnieją tu z przebłyskami ludzkiej solidarności, improwizowanej wspólnoty i prób zachowania resztek godności. Dystrykt ten jest równocześnie symbolem społecznego upadku i świadectwem odporności ludzkiej natury. Z jednej strony wyraża rozkład, alienację oraz niewydolność mechanizmów opiekuńczo-instytucjonalnych, z drugiej zaś ukazuje, że nawet w najbardziej odczłowieczonych warunkach ludzie są zdolni do tworzenia relacji, wymiany dóbr, budowania mikrostruktur przetrwania oraz utrzymywania minimalnego ładu w chaosie ulicznej egzystencji. Ściernisko miasta w mieście Pill Row nie jest po prostu dzielnicą, jest socjologicznym fenomenem, miejskim paradygmatem upadku i nieformalnym pomnikiem tych, o których cywilizacja najchętniej zapomniałaby na zawsze. Projekt squatujących marginesów społeczeństwa, jakie tego typu miałem okazję prowadzić wspólnie z Brefo(i z osobna) na scenach MTA i SA:MP, stąd też nieoficjalnie przychodzimy i wracamy na pełnej strzykawie do świata “piątki”. Zjedliśmy zęby na tych kryształowych klimatach, doświadczyliśmy od kilkunastu lat na scenie dosyć sporo. Otwieramy się na wszystkich, którzy ogarniają przynajmniej podstawy RP i chcą grać to. Postacie należyte do projektu są różnorodne. Jedni są marzycielami w nałogu, drudzy mają po krótce wyjebane i bawią się życiem tańcząc kartą na lusterkach, ale jedno jest pewne - odstawiamy całkowicie fizyczne stats w czego skład wchodzą domy, samochody, ekskluzywne kurwy - to nie nasza bajka. Obracamy się w degeneractwie. Dziwka z syfem, zanieczyszczony towar i rozjebany składak lub skrojony na epizod pickup - z tym nas kojarz. Formacja współdziała i zrzesza (nie myl z zrzeka) się z Rot the Riot, z tym że grając w naszym projekcie nie musisz mieć żadnych powiązań z organizacją przestępczą, ani światem przestępczym, ale na starcie wybierz kierunek bo obierając tą bardziej "ciemną stronę" możesz liczyć się z konsekwencjami za odchyły jakie może (lepiej nie) odwalać twoja postać.
  6. Blaine County Scout Brigade to drużyna scoutów założona w roku dwutysięcznym osiemnastym działająca na terenie całego hrabstwa Blaine przez byłego agenta federalnego FAA Jay'a Posey'a stworzona od podstaw jako miejsce integracji młodzieży jak i nauki podstaw życia w dziczy. Siedziba i sekretariat tejże drużyny znajduje się w Paleto Bay, Paleto BLVD 1057 Jednym z fundamentów drużyny scoutów Blaine County Scout Brigade jest integracja młodzieży z terenów miejskich i pozmiejskich. Częste zbiórki, wyprawy, biwaki czy ogniska są idealnym miejscem w którym młodzi ludzie mogą oderwać się od zgiełku i elektroniki odpoczywając w pięknych lasach Blaine County, podnóżach Mount Chilliad czy nad jeziorem Alamo. Drużyna promuje na swoich social mediach, na których jest mocno aktywna zdrowy styl życia włączając w to zrównoważoną dietę, ograniczanie elektroniki i uprawianie sportów. Jay Posey znany jest jako wymagający, lecz wyrozumiały główny wychowawca. Angażuje się on w życie drużyny na każdej płaszczyźnie i dba o to, by na wszystkich wyjazdach, spotkaniach i innych inicjatywach panowała przyjazna atmosfera. Otwarcie mówi o tym, że nie cierpi agresji wśród rówieśników i tzw. bullyingu, dlatego też surowo reaguje na jakiekolwiek przejawy takiego zachowania gdy tylko takowe zobaczy. Scouci uczestniczący i angażujący się w życie drużyny odznaczani są wyższymi stopniami, odznakami sprawności bądź specjalnymi honorowymi tytułami. Najbardziej znane jednak są odznaki sprawności w postaci małych, okrągłych naszywek wszywanych w szarfy zasłużonych. Blaine County Scout Brigade również uczestniczy w resocjalizacji młodocianych współpracując z małymi, lokalnymi ośrodkami resocjalizacyjnymi. Resocjalizacja w drużynie polega na dyscyplinie wśród młodzieży jak i nauki potrzebnych do dalszego życia umiejętności. Sama brygada posiada również oddział dla młodzieży z problemami rozwojowymi pomagając w nich poprzez zajęcia sensoryczne, integracje bądź naukę samodzielności. Każdy członek drużyny powinien reprezentować sobą wysoką kulturę osobistą, tymbardziej będąc w mundurze. Mieszkańcy Paleto Bay doceniają działania i inicjatywy grupy, tj. wkład w akcje zachęcające do aktywnego spędzania czasu czy pomoc mieszkańcom w robieniu zakupów, dostarczanie do potrzebujących i hospicjów zapasy jedzenia, sprzątanie ulic czy też zajęcia w publicznej świetlicy Paleto Bay. Sama drużyna organizuje częste ogniska, biwaki i wspólne spędzanie czasu dostępne nie tylko dla scoutów, ale też lokalnej społeczności.
  7. W Stanach Zjednoczonych istnieje wiele elitarnych grup i kręgów biznesowych, które łączą najbogatszych i najbardziej wpływowych ludzi, zarówno formalnie, jak i nieformalnie. Takie sieci często funkcjonują w cieniu oficjalnych struktur władzy i korporacyjnych hierarchii, tworząc alternatywną, nieformalną mapę wpływów. Do najbardziej znanych należy Bohemian Club, którego członkowie – prezesi wielkich korporacji, politycy, artyści, a także członkowie elit akademickich – spotykają się co roku na zamkniętym zjeździe w Bohemian Grove w północnej Kalifornii. Tam, z dala od mediów i opinii publicznej, podejmowane są decyzje, które niejednokrotnie mają wpływ na kierunki polityki krajowej i globalnej. Podobne znaczenie ma Business Roundtable, zrzeszający dyrektorów generalnych największych firm w USA, takich jak Apple, JPMorgan Chase czy Amazon. Organizacja ta aktywnie lobbuje w sprawach polityki gospodarczej, podatkowej i regulacyjnej, występując jako głos największego biznesu w Ameryce. Z kolei Young Presidents’ Organization (YPO) to globalna sieć przedsiębiorców i CEO, którzy objęli najwyższe stanowiska przed 45. rokiem życia – zrzesza ona ponad 30 tysięcy członków w ponad 140 krajach i jest czymś w rodzaju „szkoły liderów” dla kolejnego pokolenia zarządzających globalnym kapitałem. W Dolinie Krzemowej z kolei narodziło się zjawisko znane jako PayPal Mafia – grupa byłych współpracowników PayPala, takich jak Elon Musk, Peter Thiel czy Reid Hoffman, którzy po sprzedaży firmy stali się architektami nowej epoki technologicznego kapitalizmu, inwestując w startupy, które dziś dominują świat. Tego typu powiązania, oparte na lojalności, wspólnych wartościach i strategicznej współpracy, są podstawą budowy nieformalnych imperiów wpływów. Takie powiązania istnieją również w Los Angeles, gdzie przecięcie wpływów biznesowych z przemysłem filmowym i technologicznym zaowocowało nową klasą cichych graczy. Miasto Aniołów, znane przede wszystkim jako stolica rozrywki, stało się w ostatnich dekadach również jednym z ważniejszych ośrodków innowacji, venture capital i przedsiębiorczości. Tu, w cieniu błyskających fleszy Hollywood, rozwija się tzw. „cicha elita” – ludzie, którzy niekoniecznie pojawiają się na pierwszych stronach gazet, ale którzy mają realny wpływ na gospodarkę, kulturę i przyszłość technologii. Od ekskluzywnych klubów prywatnych jak Soho House, San Vicente Bungalows czy The Battery, po sieci inwestorów aniołów, domy produkcyjne i startupy mediów cyfrowych – Los Angeles zbudowało unikalny ekosystem współpracy między twórcami kultury, finansistami i technologicznymi wizjonerami. Często spotykają się oni przy prywatnych kolacjach, zamkniętych premierach filmowych czy ekskluzywnych eventach branżowych, gdzie dyskretna wymiana informacji i kontaktów jest równie ważna jak oficjalny networking. W takich miejscach powstają pomysły na nowe fundusze inwestycyjne, platformy streamingowe, czy innowacyjne aplikacje społecznościowe – zanim jeszcze trafią one do przestrzeni publicznej. The Los Angeles (Los Santos) Power Circle formalnie nie istnieje, a nazwa ta nie jest ani w głowach, ani na ustach osób należących do tego "kółka". To raczej robocze określenie nieformalnej grupy, którą tworzą osoby działające na styku finansów, inwestycji, doradztwa i nowoczesnych modeli biznesowych. Ludzie ci nie organizują oficjalnych zebrań ani nie mają własnej strony internetowej – to sieć zbudowana na relacjach, zaufaniu i wspólnych interesach. Ich siła polega właśnie na niejawności: zamiast wielkich słów i publicznych wystąpień, preferują działanie za kulisami, często przez dobrze skoordynowane inwestycje, strategiczne doradztwo lub wspólne projekty, które dzięki synergii kompetencji szybko nabierają tempa. W odróżnieniu od klasycznych think tanków czy grup lobbystycznych, relacje w tej grupie opierają się na wieloletnich znajomościach, często wykraczających poza samą pracę zawodową. Wspólnym mianownikiem jest tutaj doświadczenie, wizja i zrozumienie mechanizmów rządzących rynkiem. Aktywności grupy polegają na wspólnym planowaniu i łączeniu swoich biznesów, wielopoziomowym doradztwie finansowym i strategicznym, a także na wymienianiu ciekawostek i insiderskich informacji. W praktyce oznacza to wspólne inwestycje w obiecujące firmy, wymianę wiedzy na temat rynków międzynarodowych, podatków, struktur holdingowych, funduszy venture capital czy zmian w regulacjach prawnych. Taka współpraca pozwala członkom grupy podejmować trafniejsze decyzje i szybciej reagować na zmiany w otoczeniu gospodarczym. Nierzadko inicjatywy te prowadzą do powstawania całkiem nowych spółek, których fundamentem są doświadczenia i sieci kontaktów ich twórców. Wymiana informacji często ma charakter nieformalny – podczas prywatnych lunchów, rozmów telefonicznych czy wymiany wiadomości na zaszyfrowanych komunikatorach. Niezwykle istotna w tej grupie jest także lojalność i wzajemne zaufanie, które sprawiają, że „Power Circle” może funkcjonować bez formalnych struktur, a mimo to skutecznie kształtować rzeczywistość gospodarczą lokalnie, a czasem i globalnie. Mimo wszystko "członkowie" tego kręgu dalej pozostają między sobą znajomymi, kumplami, bądź nawet przyjaciółmi. Łączy ich nie tylko wspólnota interesów, ale też wspólne doświadczenia, podobne wartości i styl życia. Często zaczynali razem – jako młodzi przedsiębiorcy, doradcy – i przez lata wypracowali relacje, które dziś pozwalają im działać niemal instynktownie. Wiedzą, komu mogą zaufać, kogo zapytać o radę i z kim warto wejść we wspólny projekt. Te więzi mają charakter osobisty: opierają się na rozmowach o rodzinie, pasjach, podróżach, a nie tylko o pieniądzach czy rynku. W świecie, gdzie lojalność bywa towarem deficytowym, ta grupa stworzyła coś na kształt „braterstwa wpływu” – elastycznej, lecz trwałej struktury, która pozwala im skutecznie funkcjonować w zmiennym otoczeniu gospodarczym. Ostatecznie to właśnie relacje, a nie wyłącznie wiedza czy kapitał, są najcenniejszą walutą tej nieformalnej elity. Co tu dużo mówić. Przenosimy temat z biografii postaci na projekt IC. Skład projektu jest jeden, ale dołączenie do nas nie jest niemożliwe. Mimo wszystko nie odbywa się ono przez wiadomości na discord, a przez faktyczną grę i reprezentowanie godnego poziomu łączonego z wiedzą. Chcemy tym tematem prezentować dobrze rozgrywanych biznesmenów z różnymi charakterami, różnymi umiejętnościami i obracających się w różnych - mimo, że często wspólnych - środowiskach. Chcemy grać zżyte jakkolwiek ze sobą postacie, przy okazji prowadząc fajną, jakościową gierkę w strefie cywilnej. Mimo, że większość naszego czasu spędziliśmy w przestępczej i porządkowej, to w cywilnej gra nam się świetnie. Stąd ten projekt. Na wszelkie pytania odpowiem na discord. Aplikacja napisana z pomocą AI (zredagowanie tekstu, poprawa błędów składniowych oraz poprawa doboru słownictwa) Postacie należące do tematu (+ ich projekty); Truman Webber 404 Textile Service and Sewing (aktualnie) Webber Atelier (aktualnie) Biz of Southland (zamknięte) NOVA (zamknięte) 404 Sewing Company (zamknięte) Bridge Street Bar (zamknięte) Derrick Harrell LSC Transfer & Storage (aktualnie) Calvin Celay Hewitts & Celay Bookkeeping Services (aktualnie) Teagan Hurst Procendia Systems (aktualnie) Provenance Partners (zamknięte) ByteBuddies Electronics Service (zamknięte)
  8. Szukasz miejsca do gierki? No to idealnie się składa! Otwieramy projekt IC campingu z Zatoce Paleto, który dostępny jest dla każdego. Od stałych mieszkańców, korzystających z taniej opcji noclegowej, po tych, którzy w weekendy chcą odpocząć od miejskiego zgiełku. KOGO SZUKAMY? osób do stałej rozgrywki, mieszkańcy, pracownicy osób, które chcą prowadzić jakieś zajęcia, aktywności jeśli jako biznes chcesz też z nami podziałać - jesteśmy jak najbardziej otwarci osoby na odwiedziny tak o, w środku tygodnia, czy w weekendy NA MIEJSCU DOSTĘPNE BĘDĄ MIEJSCA TAKIE JAK: sklep z pamiątkami, rękodziełem budynek kuchni z jadalnią toalety z prysznicami mała scena przy ognisku WIĘCEJ O LORE I PROJEKCIE TUTAJ: link do tematu projektu DISCORD PROJEKTU: https://discord.gg/y5cC4wqQ9g
  9. DREAM & DRAW Seria wydarzeń, które odbywają się w Whispering Pines Camp - malowniczym campingu skrytym w górskim terenie nieopodal Paleto Bay. To właśnie tam, duet artystów, Ezri Clark oraz Valentina Ramos, wprowadzą Was w tajniki rysunku! Jeśli więc: ✏️ Chcesz nauczyć się czegoś nowego ⏱️ Chcesz spędzić ciekawie czas 🙋‍♂️ Chcesz poznać nowych ludzi Są to idealne wydarzenia dla Ciebie! Zapisz się już dzisiaj przez naszą aplikację! https://discord.com/channels/1418247539982864538/1420021258824843326 OOC: Jest to seria eventów w naszym projekcie IC. Uczestniczyć może dosłownie każdy. Jest to okazja dla wspólnej gry, która będzie inna od typowego siedzenia w klubach, barach, a opcja nawiązania dłuższej, innej interakcji między postaciami.
  10. Kryptozoologia od lat zmywa sen z powiek dla śledczych z całego świata. Stworzenia jak i zjawiska paranormalne oraz kryptydy, które według kilkudziesięciu tysięcy niepotwierdzonych relacji żyją w rejonach Parku Krajobrazowego Góry Chilliad oraz jego najbliższych okolicach (Paleto Cove, Cassidy Sound, Kanionem Raton i samą Górą Chilliad). Kryptydy widziane były także na terenach Góry Gordo, Pasma Górskiego San Chianski, Góry Josiah i dalej odległych terenach jak Wzgórza Tongva czy Gór Tataviam. Rozległy teren bytowania tychże stworzeń których istnienie nie jest potwierdzone naukowo, przyciąga wielu turystów z całego świata, detektywów prowadzących śledztwo na własną rękę czy grupy czubków którzy prowadzą poszukiwania w sposób trywialny i wszelkimi dostępnymi środkami. Przykładowo: Mit Wielkiej Stopy zakorzeniony jest od lat w kulturze Stanu San Andreas, nie ma co się dziwić, w końcu wizerunek Wielkiej Stopy pojawił się na pieczęci Miasta Los Santos, więc poszukiwacze twierdzą też że istnienie Wielkiej Stopy ukrywają władze Stanu jak i Hrabstw Los Santos oraz Blaine. Teorie potwierdzają także wszelkie ślady znalezione na terenach zalesionych w całym Stanie, poparte zdjęciami amatorów, zebranymi kępami sierści (bizonów, jeleni, bobrów czy innych dzikich zwierząt) a także najsłynniejszym już filmem Pattersona-Gimlina który ukazuje postać przypominającą małpę która przechadza się przy Kanionie Raton. Społeczeństwo Śledzenia Kryptozoologii (ang. Cryptology Tracking Society), oddział Hrabstwa Blaine to grupa zrzeszająca miłośników poszukiwań tych stworzeń i zjawisk paranormalnych. Wielu członków uważa się jako naoczni świadkowie istnienia Wielkiej Stopy (Sasquatch), Kozła (Goatman), Człowieka-szczura (Ratman), a także innych zjawisk niewyjaśnionych (kontakty z obcymi, porwania przez obcych i tym podobne). Oddział finansowany głównie przez Epsilon. Członkowie są także w dużym odsetku częścią samego Epsilonu. Głównymi protagonistami w tej historii są Gregory Flournoy oraz Thomas Winchester, to oni główno-dowodzą całym przedsięwzięciem na terenie Hrabstwa Blaine i Los Santos, myślący pod dużym względem bardzo materialnie na ten temat. Zdjęci z anteny Blaine County Talk Radio za swoją powściągliwość do narkotyków i kontrowersyjne tematy wpływające na rozszerzającą się działalność marki, zostali tam tylko jako niezależni dziennikarze współpracujący ze stacją. OOC: Bezpośrednia kontynuacja postaci Gregory Flournoy @grubasiontko oraz Thomas Winchester @DreamsWorthMoreThanMoney która ma na celu pogranie czegoś ciekawszego niż prowadzenie naszych głównych postaci na których prowadzimy obecnie rozgrywkę w innych sektorach rozgrywki. Projekt celuje w interakcje z każdą częścią społeczności serwera która tylko będzie zainteresowana bądź padnie przypadkowemu foliarskiemu pieprzeniu o zjawiskach paranormalnych z którego wyniknie także jakakolwiek rozgrywka która da ciekawość. Kontynuowanie krzewienia foliarstwa i zabawy na rzecz porządnej rozgrywki jaka była wykładana w projekcie Blaine County Talk Radio. Mile widziany jest każdy zainteresowany, jednak nie będzie tutaj miejsca na jakieś discordy czy na granie OOC jak to ma w zwyczaju duża część osób. Będzie można Nas czasami złapać bezpośrednio w grze bądź nawiązać interakcje poprzez lifeinvader.
  11. Wilbur’s Rebel State of Moonshine to samozwańcza autonomia zlokalizowana w sercu Stab City, która dumnie deklaruje swoją niezależność od jakichkolwiek zewnętrznych wpływów. Na jej czele stoi ekscentryczny Wilbur Cochran – samozwańczy przywódca tej specyficznej społeczności. Wilbur potrafi godzinami snuć opowieści o wolności, niezależności i wyższości destylowanego przez siebie bimbru nad wszystkim, co oferują wielkie korporacje spirytusowe. Państwo w państwie Rebel State of Moonshine to nie tylko trailer park pełen rozpadających się przyczep i dziwacznych mieszkańców. Wbrew pozorom, autonomia ma swoje własne zasady – dość chaotyczny, ale przestrzegany kodeks, który określa, kto może zostać członkiem społeczności. Stali mieszkańcy regularnie, wprowadzają do swojej „republiki” nowych rekrutów – głównie wyrzutków, uciekinierów, ćpunów i tych, którzy mają coś na sumieniu. Każdy, kto zdecyduje się dołączyć, musi złożyć przysięgę lojalności wobec Wilbura i obiecać, że będzie dumnie reprezentować „państwo” w produkcji i dystrybucji moonshine’u. Raz przyjęty do społeczności, praktycznie nie można już z niej odejść. „Wilbur’s State” to miejsce, które wciąga i nie wypuszcza, niezależnie od tego, czy nowicjusz w pełni podziela lokalne idee, czy nie. Mieszkańcy republiki to mieszanka wybuchowa, której różnorodność graniczy z absurdalnym chaosem. Na jednym końcu tej społeczności znajdują się idealiści, którzy widzą w autonomii ostatni bastion wolności miejsce, gdzie nikt nie dyktuje im, jak mają żyć, a centralny rząd jest postrzegany jako zło absolutne. Na drugim końcu mamy kompletnych dziwaków, dla których Wilbur stał się niemal prorokiem. Uznają go za mędrca, geniusza bimbrownictwa i duchowego lidera, który potrafi prowadzić ich do lepszego świata. ALWAYS BEEN OUTSIDE OF SOCIETY? FELT LONELY? IT'S TIME TO STOP! Produkcja bimbru w parku przyczep to prawdziwa sztuka przetrwania, połączenie improwizacji z niekończącą się kreatywnością. Proces zaczyna się od pozyskania prostych składników: cukru, drożdży i wody, które fermentują w wielkich, często przeciekających beczkach ukrytych w starych przyczepach lub improwizowanych destylarniach zbudowanych z fragmentów złomu. Najważniejszy etap – destylacja – odbywa się w beczkach przerobionych na alembiki, gdzie parujący alkohol przechodzi przez chłodnice zrobione z części samochodowych. Rezultatem jest gęsty, mocny trunek, który miejscowi nazywają „Wilbur’s Elixir” Wilbur często opowiada, że bimber to nie tylko napój – to akt buntu przeciwko wielkim korporacjom i ich śmiercionośnym metodom kontroli. W jego teorii, globalne koncerny spirytusowe nie tylko niszczą drobnych producentów alkoholu, takich jak on, ale wręcz celowo eliminują ludzi przez satelity. „Te ich satelity emitują promieniowanie, które nas ogłupia i sprawia, że jesteśmy chorzy, żebyśmy tylko kupowali ich chemiczne świństwa zamiast naszego czystego bimbru. My tu, w Stab City, jesteśmy ostatnią linią obrony. Kiedy pijesz mój moonshine, to tak, jakbyś mówił Nie! tej korporacyjnej machinie zniszczenia.” Mieszkańcy przyjmują te słowa z pełnym przekonaniem, traktując bimber jako nie tylko środek do zapomnienia, ale również symbol wolności i oporu wobec świata, który – według nich – chce ich zniszczyć. BIG CORPORATIONS ARE KILLING YOU WITH SATELLITES! Hej, wspólnie z ekipą chcemy stworzyć trailer park gdzie stworzymy klimat sekty, postaci dziwaków, typowych crack-headow w rejonie Stab City i Sandy Shores, będziemy pędzić bimber i rozpijać lokalną społeczność. W przyszłości chcemy wkroczyć w kłusownictwo, co napędzi również grę dla innych stref - ekipka; @nxs@KoKo@Orzeł@stanowy bubr@NeNoneq
  12. El Senora Viento Trailer Park to osiedle barakowozów zlokalizowane u stóp RON Alternates Wind Farm, utworzone niedługo po skonstruowaniu farmy wiatrowej, która powstała w latach osiemdziesiątych dwudziestego wieku. Koncern paliwowy, który zarządzał obiektem postanowił zainwestować pieniądze w trailer park w celu zakwaterowania tam taniej siły roboczej, która miała zostać zatrudniona do obsługi farmy. Ten proceder spowodował, że na osiedle mobilnych domów zaczęła napływać ludność latynoska (głównie pochodzenia meksykańskiego, ale także portorykańskiego, kolumbijskiego, etc.), oraz rdzenni amerykanie. Niewielu pracowników rasy kaukaskiej było chętnych do pracy za niskie stawki w ciężkich warunkach, w prażącym słońcu Senora Desert. Z biegiem lat, wraz z coraz większą modernizacją oraz automatyzacją turbin wiatrowych, na farmie była potrzebna coraz mniejsza ilość ludzi. Pomimo zmniejszającej się liczby etatów, społeczność usytuowana u stóp farmy pozostała, tworząc swego rodzaju drobny fenomen. Park przyczep, formalnie nazywany Senora Desert Trailer Park, wśród lokalsów został ochrzczony "La Viento De Senora Trailer Park", co w języku hiszpańskim oznacza "Senora's Wind Trailer Park". Osiedle jest do dziś zamieszkiwane w uderzającej większości przez ludność latynoską, z drobnymi odstępstwami od reguły. Przyczepy pomalowano w charakterystyczny dla kalifornijskich mexican-americans street art, aby uczcić kulturowe dziedzictwo skumulowane w tym miejscu. Społeczność parku przyczep składa się obecnie w głównej mierze z trzeciej generacji imigrantów, którzy na dobre osiedlili się w Stanach Zjednoczonych, natomiast zdarzają się także wyjątki. 58-letni Hector Cotilla przybył na El Senora Viento Trailer Park jako jeden z pierwszych lokatorów, przez długie lata pracował jako konserwator na RON Alternates Wind Farm. Mężczyzna jest niezwykle przywiązany do kultury latynoskiej, która została mu wpojona przez jego rodziców. Śmiało można określić go liderem lokalnej społeczności, w której ma ugruntowaną pozycję. Skupiamy się na kreowaniu latynoskiej społeczności osiedla barakowozów. Odgrywamy coś na kształt mieszanki kultury chicanos z trailer trash, a nasze postacie będą starały się wiązać koniec z końcem na zapomnianym parku przyczep. Interesuje nas realistyczny character development i rozgrywka ze smakiem, bez odklejonego klimatu "Chłopaków z baraków". Chcemy prowadzić interakcję z graczami zza miasta jak i w Los Santos, stąd lokalizacja "w połowie drogi". Przyjmujemy postacie latynoskie oraz rdzennych amerykanów, ale oczywiście każdy inny pomysł jest mile widziany o ile jest zrobiony z głową. Chętnych do rozgrywki zapraszam do kontaktu discord projektu. Ekipa: @dziki wschod zaba, @jachu, @Eustachy, @Pjoter
  13. Senora Desert Trailer Park - Park przyczep umiejscowiony na północ od farmy wiatraków z jedną nieutwardzoną drogą dojazdu, odbijającą od Senora Way. To odosobniony skrawek ziemi, na uboczu i z dala od reszty zabudowań miejskich. Najbliższą mu miejscowością jest dopiero Sandy Shores. To spokojny park, zamieszkany głównie przez społeczności hipisów, farmerów i ludzi trzymających się daleko od miejskiego zgiełku Los Santos. Mała społeczność przyjęła wręcz formę komuny, w której ludzie tworzą zgraną ze sobą społeczność, dzieląc się wszelkimi dobrami materialnymi i spędzając razem czas na łonie natury. Liczba mieszkańców jest zmienna, ze względu na różną demografię. Zazwyczaj oscyluje w granicach kilkunastu do kilkudziesięciu mieszkańców w czasie sezonu letniego. Ma za sobą długą historię, jednak kto spędzając błogie chwile przy ognisku i piwie martwiłby się jej spisywaniem... Zjawisko tworzenia się parków przyczep, caravaningu i przenośnych domków jest głęboko zakorzenione w amerykańskiej kulturze. Zazwyczaj kojarzone są z ludźmi z niższych sfer, jednak często takie ośrodki tworzone były przez władze lokalne i federalne, jako tymczasowe miejsca do życia dla ofiar huraganów i innych klęsk żywiołowych. Ta forma mieszkalnictwa ma dużo minusów, ale też dużo pozytywów, jak chociażby niskie koszty życia i wynajmu. To dla wielu wygodna forma życia - w dowolnej chwili można zabrać większość swojego dobytku i przenieść się w bardziej zaludnione tereny po zdobyciu lepiej płatnej pracy. Dla wielu więc jest to tymczasowy styl życia. Różne parki cechują różne standardy bezpieczeństwa. Aby uniknąć incydentów i przestępstw, mieszkańcy najczęściej żyją ze sobą blisko. Każdy sąsiad wie o drugim jak najwięcej, więc brak prywatności staje się normą. Senora Desert Trailer Park to na pewno miejsce wyróżniające się na tle innych podobnych mu parków - głównie przez pstrokatość naczep. Przyjęta tam kultura i wolność dały wyraz artystycznemu kunsztowi mieszkańców, którzy dodali trochę kolorytu dla swojego miejsca do życia. Cechuje je spokój i życzliwość tubylców, nawet dla przyjezdnych. Od pewnego czasu grupa ludzi ze środowisk wolnościowych, potomków dawnej spuścizny ruchu hipisów tak popularnych w latach 60-tych XX wieku znów zaczęła się tam osiedlać, mając w planach choć trochę uwidocznić park na mapie stanu San Andreas, oferując atrakcje dla przyjezdnych, zajęcia i wycieczki krajobrazowe po bogatej faunie Blaine County. OOC:
  14. W przerwie od schematów utartych przez społeczność, ugrupowania miłośników jazdy na desce czy BMX zbierały się zawsze wokół jednego uczucia – wolności. Próbowanie nowych kombinacji, jednoczenie się z ludźmi zarażonych tą samą zajawką oddają się momentom nieokraszonym poczuciem konieczności siedzenia w ramach poprawnego zachowania. Otwartość społeczności skutkuje tym, że praktycznie każdy może poczuć się swobodnie. Grupy zaś charakteryzują się mocnym zróżnicowaniem charakterów, poglądów, czy kolorów skóry. Dzieciak z nowobogackiej rodziny? Ktoś z nizin społecznościowych? Tu granice się zacierają, mimo, że w innych okolicznościach stanowiłyby pierwszy element do budowania bariery. Początki skatingu sięgają lat 60 XX. wieku, gdy grupka surferów z południowego LA odkryła, że dodanie małych kółeczek od rolek do drewnianej deski pozwala na jazdę “po lądzie” i swobodne wykonywanie skrętów, uznając tę metodę jazdy za dobre ćwiczenie manewrów surfingowych. Kilka lat później pomysł przerodził się w ideę a dotychczas prymitywne (w porównywaniu z obecnymi) deskorolki zaczęły być sprzedawane w sklepach. Jednakże wiele osób w tamtych czasach preferowało tworzyć własnoręczne, domowe deskorolki, często do budowy wykorzystując desek z mebli i kółek z gliny. Takie deski często bywały wadliwe, prędko się psuły i powodowały wiele wypadków i kontuzji co skutkowało tym, że skating został uznany przez media za niebezpieczny. Od tamtej pory każdy spoglądał na skating jak na coś czego wolą unikać, aż do przełomu, który nastał w 1972 gdy Frank Nasworthy odkrył iż używanie poliuretanowych kółek do deski jest zdecydowanie najlepszym rozwiązaniem, który zapewnia płynność i bezpieczeństwo w trakcie jazdy, nie narażając osoby podczas jazdy na nagłe pęknięcie kółek i bolesną wywrotkę (co ciekawe – poliuretanowe kółka są po dziś dzień wykorzystywane w deskach). Szaleństwo skateboardingowe rozpoczęło się ponownie i od tego momentu poczęło ewoluować dalej. Kolejnym przełomowym momentem w historii skateboardingu było pierwsze Ollie – uznawane po dziś dzień za jeden z najbardziej podstawowych tricków na desce, bez których ani rusz – mające miejsce w 1978 i którego autorem był Alan Gelfand. Ollie, czyli nic innego jak wybicie deski w powietrze podczas jazdy przez kolejne lata stało się jednym z podstawowych pojęć w skaterskim slangu Od lat 70tych do 00’s skateboarding stopniowo się rozwijał aczkolwiek wtedy jeszcze nie zyskał takiej popularności jaką zyskał z początkiem nowego stulecia. Już w latach 90tych Bones Brigade robiło swoje tourne po krajach Europy i ukazując światu czym jest skateboarding a sami członkowie ekipy – przeżywali najlepsze lata swojego życia. Jednakże prawdziwe „boom” w świecie skateboardingu rozpoczęło się w 1995 roku gdy swój inauguracyjny sezon miała pierwsza edycja, po dziś dzień corocznych konkursów, X-Games. To właśnie X-Games było tym co ożywiło skateboarding na nowo, po tym gdy ten zaczął stopniowo podupadać w latach 1985-1995 a jednocześnie sprawiło, że sport ten zaczął stawać się medialny. Oczywiście zawody te to nie tylko skateboarding ale zbiór zawodów w różnych aktywnościach spod szyldu „sportów ekstremalnych” lecz tutaj skupimy się głównie na skateboardingu. Początkowo X-Games kontynuował nurt zawodów na rampach jak to było dotychczas podczas mniejszych zawodów na poszczególnych skateparkach lecz wraz z czasem i ewolucją skateboardingu pojawiły się również zawody street oraz freestyle. To właśnie w trakcie zawodów X-Games po raz pierwszy udokumentowano pierwszą „900” w wykonaniu Tony’ego Hawk’a. Trick ten był czymś do czego dążyło wielu przez lata. Wraz z upływem lat i nowym stuleciem, skateboarding coraz częściej się pojawiał na języków mediów i stawał się coraz popularniejszy. Na popularność tej dyscypliny wpłynęły również… Gry video. Neversoft we współpracy z Activision wypuściło serię gier sygnowanych nazwiskiem Tony’ego Hawk’a, która sprzedała się w milionach egzemplarzy i dotarła na każdy rynek świata. Miejsce gry HELLS BASIM Gra Skejta Z CZYM TO SIĘ JE? Discord projektu: >>KLIK<< Credits tekstu: @Sava @thaZu OOC: Hej! Przychodzimy z projektem dla stworzenia nowego miejsca dla rozgrywki. Jazda na desce, czy BMX jest powszechnym zjawiskiem w Stanach i wychodzimy na przeciw z wykonaniem spotu dla każdego, bazując na FDR, który możecie zobaczyć na samym górze postu w załączonym filmie. Projekt ma być możliwością odskoczni, lub tworzenia postaci stricte pod to. Czy musisz mieć potężne pojęcie o tym? Nie, na discord powrzucane są materiały służące za zajawkę, a materiały ogólnodostępne posłużą Ci bezproblemowo jako idealna baza do kreacji postaci. Miejsce określamy jako neutralne, ponieważ chcemy, by miejsce było nie tylko dla organizacji przestępczych, ale by i cywile jak i postacie po prostu z innych sektorów miały możliwość wspólnej kreacji rozgrywki.
  15. Siema, dokładnie wczoraj wybił miesiąc organizacji Vicious Circle 562 (wcześniej Golden Coast White Supremacy) - z tej też okazji otwieramy dla was temat HP, w którym zaczerpniecie kilku informacji, które bez wątpienia przydadzą się Wam podczas dołączania do naszej społeczności. Na sam początek rzucę wam kilka rad/wymagań, które wasza postać i wy musicie spełnić by dołączyć do VC562. Twoja postać musi mieścić się w przedziale wiekowym 17 - 25 lat, musi być rasy białej, oraz pochodzenia amerykańskiego 1. JAK DOŁĄCZYĆ DO ORGANIZACJI, JAK ZŁAPAĆ NAS W GRZE? Najprostszym sposobem jest dołączenie na discord naszej organizacji - tam możecie ustawić nick swojej postaci (zapamiętamy z pewnością wasze dane - ułatwi to komunikacje i rozpoczęcie interakcji in-game), oraz próbować złapać nas w grze. Nieco cięższym, wymagającym od was sposobem jest naturalne zakręcenie się przy naszym community - możesz zacząć jako młody, zamieszkujący okolicę Vespucci charakter, który zwykłego wieczoru skusi się zażyć narkotyki kupione od naszych postaci skinheadów, ale możesz również swoją grę rozpocząć w sposób dość neutralny - jako pracownik biznesu należącego do naszej organizacji (Total Explode), czy fan muzyki tworzonej przez nasz zespół (Socal Frontiers). Wyjść na rozpoczęcie gry macie naprawdę wiele, a ogranicza was tu jedynie wasza wyobraźnia. KLIKNIJ TUTAJ ABY DOŁĄCZYĆ NA NASZ DISCORD Ważna kwestia - jeśli rozgrywasz postać, która od np. czasów szkolnych kręci się przy skinheadowskim community - nic nie stoi na przeszkodzie, byś odgrywał to, że Twoja postać zna nasze - ułatwi to komunikacje, a może nieco wspomoże cię w zaklimatyzowaniu się w naszej społeczności. 2. CZY MOGĘ GRAĆ POSTAĆ KOBIETY? Odpowiedź jest jedna - oczywiście. Postacie kobiece w strukturach białej supremacji na zachodnim wybrzeżu odgrywają bardzo ważną rolę we wszystkim co związane jest z nielegalnymi działaniami. Począwszy od dealowania narkotykami po transportowanie ich do innych grup przestępczych. Z dostępnych źródeł wiemy, że niektóre dziewczyny były mózgiem operacyjnym niektórych grup przestępczych o charakterze białej supremacji. Ponadto - wiążąc się ze skinheadem często możesz mu służyć jako legalna wizytówka, oraz prawa ręka - to prawdopodobnie Ty będziesz również załatwiać większość legalnych interesów, które przypadnie robić twojemu partnerowi. 3. JAK KREOWAĆ I UROZMAICIĆ SWOJĄ POSTAĆ? Tyle ile jest graczy, tyle może być pomysłów na prowadzenie postaci. Na pewno ważnym aspektem rozgrywki są tutaj poglądy, których trzymają się nasze postacie. Prócz kultowej już "białej supremacji" osoby z neonazistowskiego społeczeństwa trzymają się nienawiści przejawianej w stronę ludzi o odmiennej rasie, odmiennej kulturze i religii (wobec żydów), czy też odmiennej orientacji seksualnej - tak, mimo 2022 roku, akceptacja w Stanach Zjednoczonych nie jest aż tak oczywista - tym bardziej zjawisko to nasila się w kulturach takich jak "white pride" - tam mało kto popiera, oraz przyjmuje do siebie "nowe poglądy". Jeśli już zapoznałeś się z poglądami, warto również przykuć uwagę do wyglądu Twojej postaci - zapomnij o wyglądzie europejskich skinheadów, którzy noszą glany, bojówki, szelki i kurtki często głoszące nienawiść w stronę czarnej rasy - taki styl to przeżytek, a w ostatnim czasie wśród grup białej supremacji z zachodniego wybrzeża góruje uliczny styl, który skinheadzi zapożyczyli sobie od członków gangów ulicznych (w głównej mierze surenos - style czarnych gangów z skinny jeans tutaj nie przechodzą). Dobrymi elementami ubioru Twojej postaci może być tutaj luźny t-shirt, tanktop, luźniejsza bluza, spodnie za kolana, jeansy zwykłego kroju, długie skarpety, sportowe buty, bądź japonki/klapki, które często łączone są ze spodenkami do surfingu - przydatnym faktem podczas ubierania Twojej postaci może być to, że najbardziej podstawowymi grupami skinheadów są surferzy, skejterzy, ludzie zatopieni w kulturze punk/punk rock/hardcore punk, czy też nastolatkowie pochłonięci przez narkotyki (głównie marihuana, metamfetamina). Gdy kwestię ubioru mamy już z głowy, warto wspomnieć o samym background Twojego chara - słabym pomysłem jest tutaj odgrywanie biednego chłopaczka, któremu zamordowali rodziców - nie każdy kto zostaje skinheadem, czy dołącza do społeczności "białej siły" pochodzi ze slumsów - te czasy już minęły. Zamiast tego dobrym pomysłem jest rozgrywanie osoby wychowanej w przeciętnej, amerykańskiej rodzinie, która prawdopodobnie mieszka już samemu. Wraz z tym nasunąć może ci się pytanie - jak wejść do społeczności skinheadów? Odpowiedź na to pytanie również jest bardzo prosta - wspólne imprezowanie, wspólne ćpanie, pomaganie postaciom wciągniętym już w community, czy zwykłe spędzanie czasu z nami. Ostatnią kwestią ważną do poruszenia jest poprawne wyróżnienie postaci na tle innych. Najłatwiej jest wyróżnić swoją postać nietuzinkowymi zagraniami, bądź kreatywnym podejściem do rozgrywki - jako liderzy tego community nie wymagamy od was tego, byście od razu byli bogami roleplaya, grali rozwinięte wątki i tak dalej - rozumiemy, że nie każdy musi mieć od razu plan rozgrywki na najbliższe sześć miesięcy - czym w takim razie wyróżnić naszą postać? Najłatwiej cechami (zewnętrznymi i wewnętrznymi) - fajnymi przykładami może być tutaj uzależnienie od narkotyków, imprezowy styl życia, introwertyzm, granie kompletnej fajtłapy jeśli chodzi o podbijanie do dziewczyn, czy nawet granie gościa z astmą, czy daltonizmem - przy odpowiednim wplataniu to w grę możesz naprawdę dobrze zostać zapamiętany. 4. CZYM KIEROWAĆ SIĘ PODCZAS GRY - ORGANIZACJA, A WĄTKI CYWILNE. Częstym zjawiskiem wśród postaci gangsterów jest zamknięcie się stricte na punkt organizacji - postacie takie całym swoim sercem oddają się organizacji do której przynależą, bo gracze kreujący te postacie zapominają o ważnej kwestii dotyczącej rozgrywki, czyli wątkach cywilnych, oddalonych od przestępczości - w tym też nasza organizacja nieco wyróżnia się od innych. Grając neonazistowskie community nie nastawiamy się na to, że będziecie rozgrywać dwadzieścia cztery godziny na dobę przestępcze akcje, które szybko wywindują waszą postać w hierarchii - nie, ważnym punktem kreacji postaci jest rozgrywanie pobocznych wątków, takich jak praca, spełnianie swoich hobby (przykładem jest tutaj nasz projekt Socal Frontiers w który inwestujemy czas), czy nawet zwykła "randka" z dziewczyną - te akcje również powinny być u was na porządku dziennym i nie są żadnym powodem do wstydu, czy zniechęceń do waszej osoby. 5. CZY MUSZĘ MIEĆ DWIE POSTACIE? (WIĘZIENIE A ULICA) Kwestia jest oczywista - nie wymagamy od was dwóch postaci do gry, jednak może być to dla was fajny dodatek. Rozgrywka na ulicy różni się diametralnie od rozgrywki tej, prezentowanej w projekcie Bolingbroke Penitentiary. Warto pamiętać jednak o tym, że zarówno na ulicy, jak i w więzieniu, startujecie postacią od kompletnego zera - nie przynależycie do żadnego ugrupowania, a dopiero co staracie się do niego wejść. PROJEKTY PODPISANE POD NASZĄ ORGANIZACJĘ Total Explode Socal Frontiers
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę. Warunki użytkowania Polityka prywatności Regulamin