-
Postów
68 -
Rejestracja
-
Wygrane w rankingu
1
Treść opublikowana przez przekadzia
-
PODSUOMOWANIE MIESIĘCZNE: 1. Zakup siedziby od Państwa Adams 2. Nawiązanie współpracy z architektem w celu zaprojektowania siedziby spółki 3. Spotkanie wewnętrzne zarządu w celu omówienia dalszych działań 4. Remont siedziby spółki 5. Stworzenie oficjalnej strony spółki na LI [link] 6. Spotkanie z CEO Green Energy w celu doprowadzenia energii z elektrowni wodnej 7. Dopięcie umowy z Green Energy 8. Spotkanie z CEO Venture w celu omówienia występu w wywiadzie 9. Udzielenie wywiadu przez CEO SUN MUNCHIES dla magazynu Venture [link] 10. Zabezpieczenie budynku spółki przez firmę SecureSens 11. Nawiązanie współpracy z lokalem 310 Basement i wprowadzenie produktów do ich oferty WYDATKI: $802500 SS Z GRY:
-
Informacje o zleceniodawcy: Dane firmy: SUN-MUNCHIES Adres: La Mesa, Los Santos, San Andreas Kontakt: [email protected] Terminy: Data rozpoczęcia przetargu: 10.03.2024 Data zakończenia przetargu: 15.03.2024 Informacje o zleceniu: SUN-MUNCHIES ogłasza przetarg, w celu wyłonienia firmy zajmującej się montażem zabezpieczeń alarmowych, systemu monitoringu oraz zabezpieczeń antywłamaniowych i przeciwpożarowych. Wszelkie systemy ujęte w przetargu będą wykonywane w głównym budynku firmy, gdzie znajduje się przestrzeń biurowa oraz hala produkcyjna wraz z magazynem. Wymagania: - Dane firmy; - Kosztorys; - Wstępny termin realizacji zlecenia.
-
HISTORIA POWSTANIA: Początek marca 2024 roku to data narodzin nowego gracza na mapie lokalnego rynku w produkcji chipsów i innych słonych przekąsek na terenie słonecznego Los Santos. SUN-MUNCHIES wkracza na rynek z gorącą pasją do smaku i świadomym zobowiązaniem do jakości swoich produktów, prezentując nie tylko znakomite, dopracowane blandy smaków tradycyjnych chipsów, ale także z wyraźnym zaangażowaniem, przywiązaniem do zdrowia i innowacji. Młoda właścicielka spółki - Maya Summer ma świetlane plany wyjścia naprzeciw wygórowanym oczekiwaniom koneserów przekąsek, które oferować będą wyjątkowe połączenia tradycyjnych smaków wraz z innowacyjnymi rozwiązaniami dzięki nowoczesnym technologią produkcji. Przedsiębiorczyni świetnie zdaje sobie sprawę, że jedynie dzięki najwyższej jakości oferowanych przez nią produktów będzie w stanie zadowolić podniebienia swoich przyszłych klientów, mieszkańców Los Santos. Cel, Plan który od dłuższego czasu rodził się i ewoluował w głowie Mai Summer, powoli staje się rzeczywistością wchodząc w życie. Kobieta finalnie postanowiła wziąć się w garść, odważyć się i przyjąć na siebie ciężar zarządzania, wielką odpowiedzialność prowadzenia swojej własnej spółki po długich namowach jej bliskich i wziąć się do pracy. Aby zapewnić bezpieczny i pewny start swojej inwestycji, właścicielka zadecydowała dobrać jeszcze jedną parę pomocnych rąk do zarządu - od razu kierując się myślami na pewną doświadczoną osobę, mianowicie Laurentino którego miała już okazję sprawdzić w przeszłości pod kątem umiejętności, zaangażowania i doświadczeniu w pracy, za czasów początku działania spółki McGuire & Foster Limited Company, której był pracownikiem działającym pod nikim innym jak Mayą Summer. ZAŁOŻENIA SPÓŁKI: Firma w najbliższej przyszłości zamierza skupić się nad innowacyjnymi recepturami, aby wprowadzić na rynek zdrowe przekąski oparte na dobrze znanych każdemu chipsach. Opierać się będą nie tylko na jednym podstawowym warzywie, ale też na pozostałych w akompaniamencie wszelakich różnych mieszanin przypraw i smaków. Spółka również będzie miała na uwadze problemy, z jakimi codziennie boryka się nasza strudzona planeta, dlatego też podejmie każde możliwe kroki w kierunku zrównoważonej produkcji minimalizacji wpływu na środowisko. W tym celu ma zamiar współpracować z dostawcami, którzy również przyświeca podobna idea. LOKALIZACJA: ZAŁOŻENIA OOC: Hej, wraz z @Zgrywu wychodzimy z pomysłem stworzenia spółki zajmującej się produkcją chipsów oraz słonych przekąsek. Oboje już mieliśmy do czynienia w prowadzeniu spółki i wiemy jak ten kawałek chleba ugryźć i zjeść. Wychodzimy z pomysłem produktów, które z jednej strony wydają się być dość oczywiste, banalne, zaś z drugiej naprawdę fajnie można będzie stworzyć pole do gry zarówno pracownikom, jak i osobom, które będą chciały nawiązać z nami współprace w przyszłości. Również nie chcemy od razu rzucać się w wir jako mała lokalna spółka i uderzać do największych graczy, lecz wszystko tworzyć stopniowo, przez co można będzie odnieść wrażenie że spółka rozwijać będzie się dość powoli. Stawiamy przede wszystkim na faktyczną grę, gdzie będziemy chcieli pokazać trudności jak i sukcesy dopiero raczkującego przedsiębiorstwa. W pierwszej kolejności skupimy się nad wypuszczeniem podstawowych wariantów smaku naszych chipsów, a następnie sukcesywnie będziemy chcieli wprowadzać kolejne wariacje smaków oraz nowych produktów. A co do reszty ruchów? Czas pokaże i nas zweryfikuje co z tego się ukształtuje. DANE REJESTRACYJNE SPOŁKI: Nazwa: SUN-MUNCHIES Adres: La Mesa Członkowie zarządu: CEO: Maya Summer COO: Laurentino Diocleziano Udziałowcy: Maya Summer - 50% Laurentino Diocleziano - 50% Kapitał: $250,000
-
BY GABRIELLE MILLS | 02.10.2023 **Na oficjalnych stronach SELF RADIO pojawił się nowy materiał w postaci podcastu. Słuchacze tym razem mogli przesłuchać rozmowę z Jaquanem Braddy aka Trigga Happy.** Gabrielle Mills: Witam Los Santos! Z tej strony Gabrielle Mills. Dzisiaj słyszymy się w formie podcastu. A wraz ze mną dzisiaj wystąpi dla was Jaquan Braddy znany swoim fanom bardziej jako Trigga Happy. Raper, który zaczyna wchodzić dość mocno na rynek muzyczny. Cześć Jaquan. Jak nastawienie przed naszą rozmową? Jaquan Braddy: Cześć, Gabi. Cześć, Los Santos, Trigga Happy na głośniku, mam nadzieje, że przysporzymy wam sporo funu tym podcastem. Nastawienie przed rozmową? Cholera staram się myśleć pozytywnie, ale to mój pierwszy taki występ. Gabrielle Mills: Na spokojnie. Nie ma co się denerwować. Potraktuj to jako zwykłą towarzyską rozmowę. I bardzo dobrze, że mimo wszystko masz pozytywne nastawienie. To tak na początek powiedz nam... jesteś raperem, a kiedy zrozumiałeś że twoje nawijki mogą spodobać się ludziom? Jaquan Braddy: Wporzo, będę się starał być naturalny, jesteś cool z tym? Co do pytania? Ja do tej pory nie rozumiem jak moja "nawijka" może się komuś podobać, staram się z każdym numerem być coraz lepszy, osiągać progres dlatego nigdy nie ocenie swojej muzyki dobrze, to jest gen profesjonalistów, spędzam ostatnimi czasy wiele godzin w studio, pracuje nad albumem - szczerze? Mógłbym go wypuścić już nawet w przyszłym tygodniu ale dalej coś mi się w nim nie podoba. Mocne ksywki w tracklist to nie wszystko. Chce przekazać słuchaczom część siebie - mocny, prawdziwy i przede wszystkim celny przekaz, trafiony w punkt, nie chce kłamać na numerze, wymyślać historyjek tylko przekazywać szczerą prawdę. Odróżniam się totalnie od innych artystów. Gabrielle Mills: Wiesz to bardzo interesujące, że stosujesz samokrytykę. W takiej sytuacji masz na pewno jeszcze więcej pracy przy swoich kawałkach. Powiedziałeś, że dążysz do perfekcji i pokazania prawdziwego siebie. A jaki to prawdziwy ty w takim razie? Jaquan Braddy: Ciężko jest zdefiniować siebie, prawdziwy ja? Przede wszystkim bezpośredniość i wyluzowanie. Myślę, że te dwie cechy to moje mocne strony. Nie owijam w bawełnę, nie obchodzi mnie to co moje słowa i czyny przyniosą, wiesz - wiele osób w branży to fałszywi ludzie którzy kreują swoją karierę na koneksjach, a jak przyłapią ich na wciąganiu kreski w kiblu dla zaspokojenia swojego samopoczucia wyślą kilkanaście tysięcy na cel charytatywny. Ja stronie od tego, od takiego towarzystwa - mówię prawdziwie, prosto i bez ogródek - to według mnie definicja bycia szczerym i w porządku z samym sobą - a to zamierzam prezentować. Gabrielle Mills: Więc to jest twój sposób na wybicie się w świecie muzyki? W końcu masz sporą konkurencję na scenie muzycznej. Myślisz, że dzięki szczerości i pokazywaniu prawdziwego siebie i nierobieniu czegoś na pokaz jesteś w stanie zaistnieć na szerszą skalę? Jaquan Braddy: Wiesz, nigdy nie zależało mi na rozgłosie, nie pchałem się nigdzie na siłę i nadal tego nie robię, jestem skupiony na sobie - trzymam się swojego pasa. Jak będzie miało wypalić to wypali, jeżeli nie? Trudno. Gabrielle Mills: Dość proste rozumowanie, co będzie to będzie. *zaśmiała się* Może dla niektórych to też będzie metoda. A powiedz bo przez okres wakacyjny dość cicho się o tobie zrobiło. Zdradzisz nam czym było to spowodowane? Jaquan Braddy: Wiesz, wielu słuchaczy, których mam teraz zna mnie za sprawą featuringów, nagrywanie muzyki pokochałem przez przypadek. Śmieszna sytuacja co? Kiedyś na imprezie wraz z Wickedem totalnie na zajawie nagraliśmy numer który poszedł viralem. Ja nie robiłem muzy, nagrałem się tam "przypadkiem", potem hoodstar potrzebował zwroty by domknąć album i tyle, przez wakacje była cisza bo nie chciałem się pchać w ten biznes. Robię teraz muze bo te dwie sytuacje obudziły we mnie zajawkę, która teraz zbiera żniwa, rozumiesz? Oddzieliłem dwa światy grubą kreską. Gabrielle Mills: Wcisnąłeś hamulec bezpieczeństwa żeby poukładać jak ma to wyglądać wszystko. Dość odpowiedzialnie. Mówisz, że nie chcesz się pchać w ten biznes jednak robisz drobne kroczki takie jak na przykład współpraca z wytwórnią Vinewood Most Wanted. Powiedz kto do kogo się zgłosił i co dla ciebie znaczy ta współpraca z tą wytwórnią? Jaquan Braddy: Nie wciskałem hamulca, po prostu miałem sporo prywatnych spraw, które ograniczały mi możliwości muzyczne. Co do wytwórni? Wiesz - myślę, że to była obustronna decyzja, znam się z chłopakami długo więcej niż sama wytwórnia. Cole - wiesz o kim mówię? Mieliśmy wspólną próbę interesu, prowadziliśmy klub na alei gwiazd - stargaze. Może kojarzysz? Nie wypalił nam ten biznes, scena imprezowa w tym mieście aktualnie przechodzi stagnacje? Przesyt klubów i imprez spowodował brak chęci ludzi na branie w nich udziału przez co interes się zamknął. Gabrielle Mills: Innymi słowy działasz z ludźmi, którzy cię znają dość dobrze i czerpiecie obopólne korzyści z tego. Dla ciebie jako osoby, która wchodzi w ten świat to na pewno wielka pomoc, że ma wokół siebie bliskie osoby, prawda? Jaquan Braddy: Myślę, że bez znaczenia czy z nimi czy sam - dalej robiłbym muze bo polubiłem to zajęcie - traktuje to jako prace. Realizuje się w niej i przede wszystkim nie robię tego na siłę. Dzięki wytwórni postawiłem szybciej krok do przodu, to tyle chyba? Gabrielle Mills: Mimo wszystko dość ważny krok, bo wcześniej mieliśmy okazję słuchać cię jedynie gościnnie u innych a nie dawno wypuściłeś swój pierwszy kawałek solo Red Tape Yellow Tape. Czy sam kawałek jest dla ciebie szczególny czy też podchodzisz do niego z nastawieniem co będzie to będzie? Jaquan Braddy: Co sądzę o tym kawałku? Myślę, że nie jest to pełny pokaz mojego wachlarzu umiejętności ale jako debiut solowy to ten numer spisał się w stu procentach. Gabrielle Mills: Ten kawałek również jest zapowiedzią twojego albumu... czy tam już nam pokażesz pełnię swoich możliwości czy jednak twoja samokrytyka ciągle się odzywa? Jaquan Braddy: Tak jak mówiłem - chce by album był naprawdę mocny dlatego tak zwlekam z publikacją, planuje go wydać jeszcze w tym roku, a najbliżej mój pokaz umiejętności będzie można zobaczyć na kolejnym utworze. Na tym utworze pojawi się Wicked, gość od którego to wszystko się zaczęło i nie mogłem odpuścić ponownej kolaboracji z tym gościem - serio. Gabrielle Mills: W takim razie liczę że prace teraz pójdą po twojej myśli i że jak już będzie gotowy cały album to będziesz mógł powiedzieć sobie dobra robota. A powiedz czy teraz byś mógł mi oraz naszym słuchaczom zdradzić jakieś ciekawostki o albumie? Jaquan Braddy: Mogę wam zdradzić, że na albumie usłyszycie mocne gościnki, jakie? Tego jeszcze nie zdradzę ale dwóch gości można się już domyślać. Gabrielle Mills: Chyba tą informacją rozpaliłeś jeszcze bardziej ciekawość twoich fanów, wiesz? Oprócz pracy nad albumem również ostatnio nie próżnowałeś jeżeli chodzi o występy. Jak informowałeś na swoich social mediach wystąpiłeś wczoraj na otwarciu The Vault. Jak byś ocenił swój występ wczoraj i czy wyobrażałeś sobie że tak właśnie miało być czy coś byś zmienił jak teraz na to patrzysz? Jaquan Braddy: Szczerze? Występ w The Vault na otwarciu był okej, mogło być lepiej ale to już zależy od publiki - nie mam wpływu na ich gusta muzyczne. Ci którzy się bawili nie byli zawiedzeni - i na tym mi właśnie zależy. By dawać dobre show, przekazywać szczere emocje jakie mi w tamtym momencie towarzyszą. Gabrielle Mills: W takim miejscach trudno żeby każdy był zadowolony, zawsze znajdzie się osoba która nie gustuje w danej muzyce. Mimo to ty jako artysta masz szansę żeby przekonać ludzi do danego gatunku muzycznego i to chyba w tym wszystkim jest piękne, prawda? Jaquan Braddy: Uważam, że nie jestem jeszcze na tyle autorytetem by ktoś na podstawie mojej twórczości zmienił swój pogląd muzyczny, bądźmy szczerzy - to miasto kocha techno, nie zależy mi na słuchaczach techno. Gabrielle Mills: Wszystko się zmienia, trendy, moda oraz muzyka. Równie dobrze za jakiś czas to miasto pokocha rap. Wszystko w rękach twórców takich jak ty. A jak mowa o twórcach. Masz jakiegoś wymarzonego artystę z którym w przyszłości chciałbyś zagrać kawałek? Jaquan Braddy: Trudne pytanie, nie słucham wielu artystów. Nie chce być wypadkową słuchania innych - sam stawiam kroki, sam się uczę i tworze swój styl. Na ten moment nie ma takiej osoby którą za wszelką cenę chciałbym zawrzeć na swoim albumie. Gabrielle Mills: Pewnie. Dość dobre posunięcie że nie chcesz kopiować innych. A tak na koniec powiedz nam, gdyby nie ten bakcyl do muzyki to co innego? Jaquan Braddy: Pewnie dalej robiłbym to co robiłem parę lat do tyłu ale to nie miejsce i czas by o tym mówić. Gabrielle Mills: Nie kuś bo następnym razem to będzie tematem naszej rozmowy. *zaśmiała się* Okey... Jaquan normalnie gdy prowadzę program to daję moim gościom chwilę sam na sam z kamerami. My tu kamer nie mamy ale mikrofon w tym momencie jest twój. Masz przekaz dla fanów śmiało, chcesz powiedzieć coś innego proszę bardzo. To jest twoja chwila. Jaquan Braddy: Okej, Los Santos - spodziewajcie się czegoś mocnego w niedługiej przyszłości, Dzisiaj prosto z tego miejsca uderzamy do studio. Sprawdzajcie moje social media, postaram się wam przekazać jak najwięcej z dzisiejszego wieczoru. Wielki shoutout dla moich ziomali, pozdro Wicked, pozdro Kayes, pozdro Louie, pozdro Chiara, odpisz na DM, Pozdrawiam słuchaczy. Niedługo słyszymy sie ponownie na wszystkich streamingach razem z Wicked przy numerze outdated. Dla złych chłopców serwuje śmiercionośną paczkę, Nie ubiorę po nim zegarka bo jest po dacie. SHHHSH czarnuchu, to gówno będzie niedługo dostępne wszędzie. Zimny diabeł na streamingach w tym roku, niedługo odkrywamy karty bądźcie gotowi i czujni. Trigga Happy, aka MR Braddy. Los Santos suwoop. Gabrielle Mills: Wow... chłopak naprawdę jest autentyczny. Mi w takim razie nie pozostaje nic innego jak podziękować za tą świetną rozmowę. Szczery do bólu Jaquan Braddy aka Trigger Happy był moim gościem tego wieczoru. A ja żegnam się z naszymi słuchaczami. Mówiła dla was Gabrielle Mills. Trzymajcie się i do usłyszenia wkrótce!
-
BY GABRIELLE MILLS | 07.08.2023 **Na wszystkich oficjalnych stronach SELF RADIO właśnie pojawił się kolejny nowy materiał. Po otwarciu widzowie mogli zobaczyć powtórkę wywiadu LIVE, który odbył się dnia 06.08.2023. Prowadzącą była Gabrielle Mills, a jej gościem była Meredith Chastain. Materiał tradycyjnie jest formie nagrania ze studia oraz transkrypcji.** Gabrielle Mills: Witam Los Santos! Prosto ze studia Self Radio mówi dla was Gabrielle Mills. Dzisiaj ponownie mam przyjemność gościć osobę, która bez wątpienia nie lubi siedzieć bezczynnie. Drodzy Państwo miło mi przywitać Meredith Chastain. Witaj moja droga. Meredith Chastain: Witaj Gabrielle, dobry wieczór słuchacze, miło mi znów zasiąść na tej kanapie! Nie mogłam się doczekać dzisiejszego wieczoru. Gabrielle Mills: Niewątpliwie, tym bardziej, że ostatnio miałaś sporo do powiedzenia i liczę, że i tym razem tak będzie. Na wstępie powiedziałam, że nie lubisz siedzieć bezczynnie a było to nawiązanie do fundacji, która niedawno powstała z twojej inicjatywy. Powiedz skąd pomysł na taką inicjatywę. Czym się kierowałaś otwierając swoją fundację? Meredith Chastain: Oh, postaram się Ciebie kochana w tym nie zawieść... Cóż. Chastain Foundation jest jednym ze spełnionych przeze mnie marzeń, które zrodziło się w mojej głowie wiele, wiele lat temu gdy jeszcze byłam uczennicą szkoły średniej. Pozwolę sobie od razu zaznaczyć, że na udzielenie pełnej odpowiedzi uzyskałam zgodę członków mojej rodziny, gdyż jest to dla nas wszystkich temat bardzo trudny i przywołujący rodzinny dramat, który właśnie w tamtym okresie mojego życia się wydarzył. Mianowicie życie odebrała sobie moja ukochana ciocia, siostra mojej mamy. Było to następstwem *chrząknęła i odetchnęła ciężej* zdarzenia, z którym sobie nie poradziła mimo, że dookoła miała kochających ją ludzi. Odebrała sobie życie, ponieważ pewien mężczyzna z jej otoczenia postanowił zdeptać ją, jej imię, godność i kobiecość dopuszczając się karygodnego i bestialskiego czynu jakim jest jak możecie się już domyślić gwałt. Mimo, że miała ona nas i pieniądze nie poprosiła o pomoc, nie zgłosiła się z tym do nikogo, a o skrywanym przez nią latami sekrecie dowiedzieliśmy się z pozostawionego przez nią listu z wyjaśnieniami czy też potocznie mówiąc listu pożegnalnego. Fundacja ma przede wszystkim za zadanie pomóc wszystkim tym kobietom, które przede wszystkim nie mają do kogo się zgłosić, lub chcą a zwyczajnie ich na to nie stać. Nie wiem czy wiecie, ale dziennie co piąta kobieta popełnia samobójstwo w następstwie nieradzenia sobie z trudnymi sytuacjami, w jakich w danej chwili się znajduje. Nie mam tu na myśli gwałtów, ale też depresje poporodowe, niechciane ciąże, przemoc domową, choroby onkologiczne i wiele, wiele innych rzeczy, o których na co dzień mówi się mało, sporadycznie lub po prostu wcale. Dlatego korzystając z okazji apeluję: szukajcie pomocy, to nie jest wstyd. Chastain Foundation dopiero rozpoczyna działalność, ale zgłaszają się do nas już pierwsze kobiety, którym staramy się pomóc na tyle ile w tym momencie jesteśmy w stanie. Walczcie o siebie, uruchomiony zostanie też niebawem całodobowy telefon zaufania i interwencji kryzysowej, jesteśmy w końcowym etapie dopinania tych spraw. Gabrielle Mills: Więc fundacja jak powiedziałaś to jedno z marzeń, a raczej przekucia bólu jaki spadł na twoją rodzinę po tym wydarzeniu w siłę do działania, bo myślę że tak właśnie można to określić. A jak również powiedziałaś problem jest i dotyka wielu z nas, więc takie inicjatywy na pewno dla wielu będą tak naprawdę szansą na drugie, lepsze życie. Powiedziałaś że już wszystko praktycznie macie gotowe. W jaki głównie sposób będziecie działać oraz ogólnie jaką masz wizję przyszłościową na tą fundację. Meredith Chastain: Przede wszystkim to chęć pomocy innym, zaoszczędzenia im i ich rodzinom bólu i tragedii jakich my, Chastainowie doświadczyliśmy lata temu. Wiesz, nie chcę teraz jeszcze zdradzać zbyt wiele ale mogę zapewnić, że fundacja z pewnością będzie w stanie pomagać pokrzywdzonym kobietom od strony prawnej, medycznej, psychologicznej. U nas miejsce znajdzie każda ta kobieta, która uważa, że pomocy potrzebuje, a my jej postaramy się udzielić. Ale zapewnię jeszcze o jednym: nie ma możliwości, by Chastain Foundation kiedykolwiek spoczęło na laurach. Jak długo będziemy potrzebni, tak długo będziemy się nieustannie rozwijać i oferować, dawać z siebie coraz więcej. Gabrielle Mills: W takim razie czekamy na efekty twojej oraz twojego zespołu prac. Kobiety na pewno znajdą pewnego rodzaju oazę spokoju od dramatów ich codziennego życia. A teraz odchodząc od tematu fundacji, nie tylko na tym polu ciężko pracowałaś. Twoja główna firma- Santo Capra również może zanotować ogromny sukces. Mowa tu o nowej kolekcji Handy&Classy. Powiedz w szczególności dla kogo była kierowana ta kolekcja oraz czy ma za sobą jakieś ukryte przesłanie? Meredith Chastain: Zasmucę Cię droga Gabrielle, ale tym razem trudno doszukać się tutaj przesłania od Santo Capra czy samej projektantki czyli mnie. Często Domy Mody stawiają albo na jedną, albo na drugą płeć w danej kolekcji. Ja postanowiłam postawić na obie w jednym czasie, choć może się wydawać odwrotnie - w końcu to kobiety otrzymały dwa fasony torebek, a mężczyźni tylko nesesery. Z tym, że taki neseser dopasujesz do każdej stylizacji, z torebkami o to bywa już nieco trudniej *zaśmiała się* Gabrielle Mills: No tak, Panowie zdecydowanie mają łatwiej jeżeli chodzi o dobór dodatków.*zaśmiała się* Mimo to my, kobiety uwielbiamy się wyróżniać więc nic dziwnego że mamy zawsze większe wybory. Jak już jesteśmy przy twojej głównej firmie, chociaż nie wiem do końca czy tak to mogę rozdzielać. Jakiś czas temu na LI informowałaś że byłaś w Neapolu, na spotkaniu z głównym szefem Santo Capra. Zdradzisz nam jaki był temat spotkania oraz co zostało uzgodnione? Meredith Chastain: Oh, jak ja się obawiałam tego pytania *zaśmiała się subtelnie* chciałam was jeszcze potrzymać trochę w niepewności ale skoro nie pozostawiasz mi wyboru... Uh. Przede wszystkim była to częściowa spowiedź Meredith Chastain z dotychczasowych ruchów, nie będę tutaj ukrywała ani koloryzowała, powiem wprost: główne szefostwo Santo Capra jest zadowolone z działalności Santo Capra w San Andreas. Ustaliliśmy wiele przyszłościowych ruchów, między innymi ta kolekcja która, wyszła była przypieczętowana przez właśnie samego Pana Aleadro Pisaequino, kto wie, może właśnie dlatego tak dobrze się sprzedaje. *zaśmiała się* Poruszyliśmy na tym spotkaniu naprawdę wiele punktów, jesteśmy z planami w przód na najbliższy rok, ale co zdradzić mogę już teraz, a miałam jeszcze poczekać... To to, że na przełomie września i października wypuścimy nową kolekcję, tym razem skupioną na odzieży - ale mówię o tym dlatego, że uwaga, uwaga: zostanie ona w dniu premiery wprowadzona również do butików Santo Capra w Neapolu! Gabrielle Mills: Miłośnicy Santo Capra, właśnie macie niezłego newsa. I również dla Ciebie to wielkie osiągnięcie Meredith, można powiedzieć na spokojnie, że zaczynasz działać na skalę międzynarodową. Pewnie jak się o tym dowiedziałaś to niezłe emocje musiały tobą targać. Meredith Chastain: Powiem więcej: o ile Handy&Classy jest serią limitowaną, o tyle w najbliższe dzieła będzie można się uzbroić bez obaw o wykupienie ich przez kogoś innego. Powiem szczerze, Gabrielle, że do teraz jak o tym myślę to wydaje mi się, że to jakiś cudowny sen, który przytrafia się komuś raz na całe życie. Ale to wyglądało po prostu tak, że Pan Pisaequino obejrzał wstępny projekt kolekcji którą szykujemy na wrzesień-październik i po prostu stwierdził, że chcą to mieć również u siebie. To wszystko. Gabrielle Mills: Kurczę, aż teraz boję się zadać ci kolejne pytanie bo zaraz mi tu w samo zachwyt popadniesz i jakimś cudownym sposobem odlecisz mi z tej kanapy. Więc umówmy się Meredith, że trzymasz się mocno kanapy i dość spokojnie odpowiadasz na następne pytanie. Jak już mówimy o kolekcjach i dobrej passie...spółka córka Santo Capra Care również nie próżnuje i również wypuściliśnie kolekcję Natural Revival. Już jest jakiś czas na rynku. Czy ta kolekcja to był strzał w dziesiątkę i ludzie pokochali wasze produkty? Meredith Chastain: *śmiejąc się* Trzymam się z całych sił, możesz być o to zupełnie spokojna! Nie pozbędziesz się mnie stąd tak łatwo! Santo Capra Care jest bardzo, bardzo świeże. Chodzi o kosmetyki, coś, co przyjmuje twoje ciało, zatem i podejście ludzi jest dość mieszane. Jedni z chęcią kupują nasze produkty i nam ufają, inni zaś podchodzą jeszcze sceptycznie do tematu, czekając na większą ilość opinii od ludzi, którzy stestowali produkty na własnej skórze - dosłownie. Myślę, że duży wpływ na dobrą sprzedaż miała też nasza wspaniała modelka i duma: Phoenix Foster-Ordonez, która nie dość, że sama używa tych produktów, to również świetnie zaprezentowała je na swoim Live zachęcając fanów do stestowania produktów. Sam zapis Live oczywiście znajdziecie na naszej stronie na Lifeinvader. Ale konkretniej odpowiadając na twoje pytanie: to tak, Natural Revival okazał się strzałem w dziesiątkę. Ale spokojnie, jeszcze w tym miesiącu ukaże się kolejny produkt tej firmy, więc zachęcam do bacznego śledzenia naszych stron! Gabrielle Mills: Dużo dają wasze kampanie promocyjne, to na pewno. A jeżeli chodzi o skład kosmetyków. Ostatnio jak u mnie gościłaś to zapowiadałaś że będą robione z naturalnych składników oraz że mają nie wpływać znacznie na środowisko. Czy po tej premierze z czystym sumieniem możesz powiedzieć że właśnie tak działacie? Meredith Chastain: Tak jak można doczytać się w składach i informacjach na naszych stronach: dziewięćdziesiąt osiem, dziewięćdziesiąt dziewięć procent to składniki pochodzenia naturalnego, zatem z ręką na serduszku mogę stwierdzić, że tak, działamy w zgodzie z matką naturą i nie zamierzamy tego zmieniać, jesteśmy szczerzy wobec naszych klientów i tacy pozostaniemy. Gabrielle Mills: Słowna z Ciebie osoba. Jak zapowiedziałaś tak też zrobiłaś. Teraz trochę mniej przyjemne tematy. Nie wiem czy przypuszczałaś, że zostanie akurat ten temat poruszony ale mimo wszystko chcę dowiedzieć się jakie jest twoje zdanie. Z jednej strony świetna passa wszystkich firm a z drugiej mieliśmy do czynienia z aferą onlyfansową. Jak doszło do sytuacji, że w renomowanym domu mody znalazła się osoba prowadząca swój profil na onlyfans? Co zawiodło w tej sytuacji? Meredith Chastain: Jak sama wspomniałaś: słowna ze mnie osoba, zatem jedyna odpowiedź jaką mogę udzielić na to pytanie jest skierowanie wszystkich zainteresowanych do wystosowanego przez Santo Capra oświadczenia z dnia 16 lipca. Tam znajduje się odpowiedź. Gabrielle Mills: W porządku, rozumiem że to dość ciężkie tematy. Mimo wszystko jeszcze trochę ponaciskam i sprawdzę czy uda mi się wycisnąć z Ciebie... czy po tej sytuacji wprowadzicie w firmie jakieś specjalne procedury żeby takowa sytuacja się nie powtórzyła? Meredith Chastain: Powiem tylko tyle, że tak jak wspomnieliśmy w oświadczeniu: Zarząd Santo Capra nie godzi się na takie sytuacje. Nic więcej nie dodam w tym temacie. Oświadczenie jest odpowiedzią na każde pytanie i był jedynym komentarzem w tej sprawie, dlatego zachęcam każdego do zapoznania się z treścią. Gabrielle Mills: Jasne, wiem, że oświadczenie było pokaźne ale sama rozumiesz... uzyskanie informacji u źródła, nie mogłam nie zapytać. A teraz moja droga trochę o tobie ale i ciągle zostaniemy na temacie interesów. Od jakiegoś czasu na twoim profilu na LI można zauważyć zdjęcia z Gasparem Luciano, który również swoją drogą jest CEO Luciano Import&Export, z który to twoja firma nawiązała współpracę. Czy to nie jest lekkie mieszanie spraw prywatnych z zawodowymi. Ostatnim razem jak rozmawiałyśmy mówiłaś, że jeżeli chodzi o biznesy to nie masz skrupułów i nieważne czy to bliskie ci osoby czy nie, biznes to biznes. Nie boisz się trochę, że relacja może przez te powiazania się popsuć? Meredith Chastain: Spodziewałam się tego pytania zwłaszcza, że słyszałam już sugestie właśnie w takim kontekście. Postaram się rozwiać tutaj wszelkie spekulacje i może też wątpliwości. Nadal podtrzymuję, że dla mnie życie zawodowe jest życiem zawodowym, a prywatne prywatnym, taki sam stosunek ma Gaspare. Powiem więcej: prywatnie nie pojawiają się u nas tematy naszej współpracy, a gdy dochodzi do spotkań biznesowych wówczas nie jesteśmy dla siebie parą, a jedynie partnerami biznesowymi. Wiem, że to jest trudne do wyobrażenia i może być trudne do uwierzenia, ale tak naprawdę jest i jest to możliwe. Oboje z Gaspare jesteśmy profesjonalistami, a co więcej, pragnę tutaj podkreślić, że współpraca pomiędzy Luciano Import&Export a Santo Capra została podjęta na długo przed tym jak ja i Gaspare nawiązaliśmy prywatną znajomość. Gdy doszło do podpisania umów pomiędzy firmami byliśmy dla siebie zupełnie obcymi ludźmi. Dodatkowo, pierwsze rozmowy były prowadzone przez moją dyrektor kreatywną, a nie przeze mnie. Ja jedynie po dokładnym zapoznaniu się z ofertą podpisałam stosowną dokumentację. Ponad to pragnę zaznaczyć, że oczywiście oboje zdajemy sobie sprawę z tego, że współpraca pomiędzy naszymi firmami może zostać zakończona i jest to normalny proces, który po prostu czasami nastaje. Jestem święcie przekonania, że nie miałoby to kompletnie żadnego wpływu na naszą prywatną relację. Trzeba po prostu umieć to od siebie oddzielić i oboje posiadamy tę umiejętność. Gabrielle Mills: Grunt żeby umieć znaleźć równowagę. Dziękuje ci za tak szczegółowe wyjaśnienie tej sytuacji, bo zapewne nie jedna osoba miała swoje domysły co do całej tej sytuacji. Meredith nasza rozmowa dobiega końca i tak samo jak ostatnim razem daję ci teraz wolną rękę i chwilę na twoje wystąpienie. Meredith Chastain: Cieszę się, że mogłam się do tego odnieść i co poniektórym osobom troszkę szerzej otworzyć oczy na to co dzieje się dookoła. Dziękuję więc, że padło to pytanie. Korzystając teraz z tej chwili dla mnie chciałabym raz jeszcze skierować swoje słowa do wszystkich słuchających nas kobiet: nie bójcie się prosić o pomoc, to nie jest tak, że nie macie nikogo - zawsze macie mnie i Chastain Foundation. Zawsze z ciepłem was u nas powitamy i pomożemy, nie ma sytuacji bez wyjścia, bo gdy zatrzaskują się drzwi zawsze jest okno. Tym oknem jesteśmy my - dla was. Zachęcam też do obserwacji i poczynań fundacji, i całego Santo Capra w dwóch postaciach. Mam nadzieję, że to co szykujemy w najbliższym czasie spotka się z równie pozytywnym odbiorem co ostatnio. Dziękuję Ci Gabrielle za ten wieczór i dziękuję wszystkim słuchaczom. To był zaszczyt móc znów spędzić z wami czas. Gabrielle Mills: Ja również dziękuje, że ponownie zgodziłaś się gościć w naszym studiu. Szczególnie że za każdym razem masz masę rzeczy do przekazania. Moi drodzy na dzisiaj to by było na tyle. Dla przypomnienia moim gościem była Meredith Chastain, CEO Santo Capra i Santo Capra Care oraz założycielka Chastain Foundation. Kobieta, która nie zatrzymuje się. Miłego wieczoru życzę wszystkim i do następnego. See ya! **Przez chwilę jeszcze obraz pokazuje obie kobiety, a następnie zaczyna się przyciemniać i ukazuje się logo Self Radio, a za nim puszczane są napisy końcowe z nazwiskami osób odpowiedzialnych za realizację programu.**
-
BY GABRIELLE MILLS | 31.07.2023 **Na oficjalnych stronach SELF RADIO pojawił się materiał z wywiadu, który odbył się na żywo w dniu 30.07.2023. Materiał jak zawsze jest w formie nagrania ze studia oraz transkrypcji. ** Gabrielle Mills: Witam Los Santos! Mówi dla was Gabrielle Mills prosto ze studia Self Radio. Dzisiaj będę miała okazję wyjątkowo porozmawiać o świecie wielkiego biznesu, gdyż moim gościem jest świeżo upieczony CEO All Route Logistics, Pan Gianluigi Caruso. Gianluigi Caruso: Dobry wieczór Państwu, dobry wieczór ma'am Mills. Cieszę się mogąc być w tym chłodnym studiu, bo na zewnątrz temperatura nie daje o sobie zapomnieć. Gabrielle Mills: Oj faktycznie, ostatnie dni to naprawdę męczarnia jeżeli chodzi o temperaturę. Jednak nie o pogodzie chciałam z Panem porozmawiać. Na początku weekendu w social mediach padła wiadomość, że przejmuje Pan stery All Route Logistics. Gianluigi Caruso: Zgadza się. Przejęcie tak dużej spółki traktuję w kategoriach wyzwania. Postawiłem przed sobą kilka celów, które mam zamiar w najbliższym czasie zrealizować. Gabrielle Mills: Niewątpliwie przejęcie takiej spółki jest wyzwaniem. A proszę nam powiedzieć co takiego się stało, że ówczesna CEO, zrezygnowała ze swojej pozycji i czy całe przejęcie było polubowne? Gianluigi Caruso: Naturalnie - Claire Dowell jest moją dobrą przyjaciółką, a od kilku dni także COO All Route Logistics. Chcę czerpać z jej doświadczenia, bo to wizjonerka. Kobieta, którą bardzo trudno doścignąć w pomysłach. Claire nie zrezygnowała ze spółki - jest w dalszym ciągu jej integralną częścią. Obecnie skupia się na nowych kierunkach rozwoju naszego przedsiębiorstwa. Gabrielle Mills: Rozumiem, chociaż tyle dobrego, że postanowiła zostać i doradzać Panu. Również Pan wspomniał, że postawił Pan przed sobą kilka celów. Czy planuje Pan rewolucję w firmie czy jednak powolny rozwój? Gianluigi Caruso: Jako nowo upieczony CEO, planuję przeprowadzić dogłębny przegląd firmowych procesów i strategii, aby zidentyfikować obszary, w których możemy wprowadzić ulepszenia i osiągnąć lepsze wyniki. Często lepsze rezultaty można osiągnąć poprzez kombinację rewolucyjnych zmian i stopniowego, ale zdecydowanego rozwoju. Moim celem będzie wyważone podejście, które będzie opierało się na realistycznych ocenach sytuacji i możliwościach firmy. Gabrielle Mills: W takim razie nie chce się Pan rzucać na głęboką wodę. A proszę się odnieść do tych słów: "Wierzę, że logistyka ma moc zmieniania świata" Czy uważa Pan że firmy logistyczne są najważniejszym ogniwem w procesie dystrybucji? Gianluigi Caruso: Proszę zrozumieć, że w biznesie nie chodzi o to, by rzucać się na głęboką wodę. Wszystkie ruchy należy skrupulatnie planować, bo ich konsekwencje są zazwyczaj bardzo daleko idące. Zdecydowanie wierzę, że logistyka ma moc zmieniania świata. Firmy logistyczne odgrywają kluczową rolę w procesie dystrybucji i łańcuchach dostaw. Są one fundamentem globalnej gospodarki, umożliwiając transport, magazynowanie i dostarczanie towarów na masową skalę. Bez sprawnego działania firm logistycznych, wiele gałęzi przemysłu i handlu nie byłoby w stanie funkcjonować efektywnie. Współczesne technologie i innowacje w logistyce pozwalają na optymalizację procesów, zmniejszenie kosztów, skrócenie czasu dostawy, a także redukcję wpływu na środowisko. Firmy logistyczne mają zatem ogromny wpływ na globalną mobilność towarów. Jednak warto podkreślić, że logistyka działa w związku z innymi sektorami gospodarki. Łańcuchy dostaw to kompleksowe sieci, w których każde ogniwo ma swoje znaczenie. Gabrielle Mills: Więc bierze Pan na swoje barki naprawdę dużą odpowiedzialność. Jeżeli Pan nawali to nie tylko Pana firma traci ale również inne, i to chyba właśnie są te konsekwencje, o których Pan wspominał. W związku z tym nie zagościł u Pana lekki stresik? Gianluigi Caruso: Odporność na stres jest w świecie biznesu kluczowym atutem. Na szczęście ten atut posiadam, więc All Route Logistics jest w dobrych rękach. Decyzje dyktowane stresem nie są dobrymi decyzjami. Gabrielle Mills: Zdecydowanie takie decyzje przynoszą swoje niechlubne skutki. A proszę powiedzieć, jeżeli już Pan osiągnie wyznaczone cele w firmie czy myślał Pan również o rozwinięciu działalności na inne dziedziny czy na razie tylko skupia się na jednej firmie? Gianluigi Caruso: Nie byłoby odpowiedzialne z mojej strony mówić o dalekosiężnych planach, gdy dopiero co przejąłem tę spółkę. Skupiam się w stu procentach na niej. Czas każdej i każdego z nas nie jest z gumy. W logistyce czas jest najważniejszy. Gabrielle Mills: Więc pozostaje nam poczekać i zobaczyć gdzie Pana działania doprowadzą spółkę. I jak już mowa o czasie to właśnie zbliżamy się do końca naszej rozmowy. I jak każdy nasz gość ma Pan możliwość przekazania czegoś naszym widzom, ja nie będę ingerować w to. Gianluigi Caruso: Nasz sukces opiera się na współpracy i zaufaniu, zarówno wewnętrznym, jak i z naszymi partnerami biznesowymi. Dlatego chcę podkreślić, że nasza firma będzie dalej dążyć do budowania długotrwałych relacji opartych na wzajemnym szacunku i korzyściach. Wierzę w siłę naszego zespołu i wiem, że razem możemy osiągnąć wielkie rzeczy. Będę otwarty na Wasze sugestie i opinie, abyśmy razem mogli przekształcić naszą firmę na jeszcze lepsze. Dziękuję za tę rozmowę, redaktor Mills. Gabrielle Mills: Ja również Panu dziękuje. Mam nadzieję że Pana wszystkie założenia się udadzą. A dla naszych widzów przypominam, że moim gościem był Gianluigi Caruso, CEO All Route Logistics. A teraz żegnamy się z Państwem i do następnego razu.
-
BY GABRIELLE MILLS | 27.07.2023 **Na wszystkich oficjalnych stronach SELF RADIO pojawił się nowy materiał. Tym razem widzowie i słuchacze mogli zapoznać się rozmową z Demarim "Milkyway" Latte. Materiał udostępniony jest w formie nagrania ze studia oraz transkrypcji.** Gabrielle Mills: Witam Los Santos! Z tej strony Gabrielle Mills prosto ze studia Self Radio. Po krótkiej przerwie wracam do was i chcę was przywitać nietuzinkowym gościem. Mam ogromną przyjemność powitać w naszym studiu kierowcę zawodowego F2 Demariego Latte, chociaż z toru i wśród fanów znanego bardziej jako Milkyway. Witaj Demari, bardzo się cieszę że jesteś tutaj z nami, powiedz jak samopoczucie? Demari Latte: Jest super, jak zwykle... Jak mógłbym czuć się źle, po tym co zrobiłem w Teksasie? Jestem młodym bogiem. *wyszczerzył się do kamer ponownie okazując diamencikowe grille pokrywające jego kły.* Gabrielle Mills: Widzę, że emocje dalej cię trzymają po ostatnich wydarzeniach w Teksasie ale o tym trochę później. Powiedziałeś, że jesteś młodym bogiem i do tego bym się chciała odnieść. Co sprawiło że tak młoda osoba już teraz ma możliwość startowania w jednej z najbardziej niebezpiecznych dyscyplin sportowych. To pasja czy lubisz czuć adrenalinę? Demari Latte: Wiesz... Od momentu gdy pierwszy raz wsiadłem do karta wiedziałem, że chce iść z tym dalej. Ale myślę, że każdy kto siedzi w moto-sporcie lubi czuć to uderzenie adrenaliny, gdy mija się na cale z drugim samochodem. Gabrielle Mills: Na pewno jest to uczucie, które dość ciężko opisać jeżeli nie przeżyło się tego osobiście. i chyba przy tym sporcie trzeba mieć szacunek do tej dyscypliny, czyż nie? *Demari Latte delikatnie wzruszył ramionami zastanawiając się koło pięciu sekund nad pytaniem.* Demari Latte: Jak w każdym sporcie... Trzeba darzyć szacunkiem to w czym bierze się udział, trzeba się tylko zastanowić, jak kto wyraża ten szacunek, nie? Gabrielle Mills: Niewątpliwie masz rację. Tym bardziej, że ty sam raczej wiesz że trzeba darzyć ten sport szacunkiem, gdyż jest on niebezpieczny. A dokładniej chcę nawiązać do wypadku, który miałeś kilka lat temu. Po czasie jak to wspominasz? **Kobieta po zadaniu pytania spojrzała centralnie na Demariego, a ten uśmiechnął się szeroko wystawiając prawe ramię do przodu, ukazując przy tym sporą bliznę od wewnętrznej strony. ** Demari Latte: Przesiedziałem przez to gówno półtora roku w szpitalu... Oczywiście, że nie będę tego wspominać dobrze... Wiesz, wynikło z tego też wiele śmiesznych sytuacji, dla przykładu jeden z moich najlepszych znajomych - Dylan Greene, myślał, że nie żyję. Wiem, że wypadek nie był z mojej winy... Widziałem wiele nagrań i przez długi czas myślałem, że moje szanse na karierę w motosporcie są skończone... Ale los się do mnie ponownie uśmiechnął i jestem tu, gdzie jestem... O jedną bliznę przystojniejszy. Gabrielle Mills: Liczę, że twój przyjaciel wie, że jednak wyszedłeś z tego obronną ręką, a jeżeli nie *zwróciła się do kamery* Dylanie przyjacielu Deamria, ten tutaj w stu procentach jest żywy jakby co. No dobra, żarty na bok... powiedz czy po tej sytuacji masz bądź miałeś jakąś blokadę żeby wrócić na tor czy po prostu wsiąść do bolidu? Demari Latte: Na pewno mój styl jazdy się zmienił. Wydaje mi się, że na torze jestem mniej agresywny, niż byłem kiedyś... No dobra, może nie podczas ostatnich dwóch wyścigów tego sezonu. *parsknął pod nosem* Ale jeśli chodzi o blokady to odpowiedź jest prosta. Nie. Wiem, że wypadki to jest normalna rzecz w moim sporcie... Powrót do jazdy był dla mnie niewyobrażalnym szczęściem, poważnie. Oczywiście... Nie chciałbym powtórzyć wypadku na taką skalę. *dodał po chwili z szerokim uśmiechem na ustach* Gabrielle Mills: Chyba nikt nie chce mieć takiego wypadku. Demari jednak w młodym wieku wykazałeś się ogromną determinacją powracając na tor. Skąd czerpałeś w tamtym czasie siłę oraz co byś mógł powiedzieć młodym kierowcom, którzy mogą znaleźć się w takiej samej sytuacji ale się boją powrotu? *Demari Latte podrapał się po skroni jednym palcem patrząc przez chwilę na biżuterię zdobiącą jego dłoń.* Demari Latte: Myślę, że siła w tamtym czasie szła z mojego wnętrza... Wiedziałem, że pracowałem na to wszystko za długo, żeby to wszystko oddać jakiemuś głupiemu wypadkowi... Chciałem pokazać wszystkim krytykom, śledzącym moje poczynania, że to nie ostatni wyścig. I to można powiedzieć każdemu, kto znajdzie się w kryzysie kariery, niech zwyczajnie pomyśli: "Czy chcę się zatrzymać i stracić wszystko co do tej pory zrobiłem?" Gabrielle Mills: Cóż miejmy nadzieję, że twoje słowa trafią do młodych talentów i dzięki nim jeszcze o innych będzie głośno. Jednak zostawmy już przeszłość i przejdźmy o tego co dzieje się obecnie. F2 to nie tylko utalentowani kierowcy ale potężne zaplecze ludzi oraz wszelkiej maści współprac. Ty od niedawna współpracujesz z Globe Oil, powiedz czemu postawiłeś akurat na nich? *Demari Latte pomrugał oczami jakby nie do końca zrozumiał.* Demari Latte: Z Ron Oil, współpracuję... Jeśli nie podpisałem jakiegoś papierka, którego nie przeczytałem... *zaśmiał się dość głośno* Gabrielle Mills: Damn... chyba czas zacząć nosić okulary. Te literki są cholernie małe. *zaśmiała się niewinnie by załagodzić swoją gafę, spoglądała na tablet* Demari Latte: Jeśli chodzi o RON Oil *zaakcentował nazwę firmy z szerokim uśmiechem na ustach* To jest to wybitna marka paliw samochodowych, w którą ma przyjemność być zamieszany mój dawny znajomy... *odgarnął swoje włosy do tyłu* "WINNERS PUT RON IN THEIR TANKS" *dodał na końcu slogan reklamowy powiązany z jego postacią* Gabrielle Mills: Widzę, że współpraca przypadła tobie bardzo do gustu . Wyobrażasz sobie, swoją karierę bez RON Oil? Demari Latte: To trudne pytanie... Jeśli chodzi o F2, na pewno możnaby założyć, że dałbym radę bez ich wsparcia... Jednak kariera mnie, jako osoby publicznej jest z nimi mocno powiązana. Nie ukrywam, że bardzo doceniam wsparcie z ich strony... Gabrielle Mills: Dobrze, że powiedziałeś jako osoby publicznej bo RON Oil to nie jedyna firma, z którą bliżej współpracujesz. ByteBridge, z kontaktów z nimi również jesteś zadowolony? Demari Latte: *uśmiechnął się delikatnie pod nosem* ByteBridge JESZCZE nie jest moim oficjalnym partnerem... Jednak nie ukrywam, że jesteśmy z Travis'em na dobrej stopie... I kto wie, może wyjdzie z tego coś większego? Oczywiście ich pomoc w moich ostatnich poczynaniach jest nieoceniona, dlatego chciałbym z nimi pracować. Gabrielle Mills: Jeszcze... słowo klucz, z którego nasi widzowie na spokojnie wyciągną swoje wnioski. I właśnie! Twoje ostatnie poczynania. Nie dość, że zaznaczasz wyraźnie swoją pozycję na torze to nie ustępujesz w social mediach. A mam na myśli pewną akcję i liczę, że teraz nam powiesz jakie są jej założenia oraz skąd ogólnie wziął się na nią pomysł? Demari Latte: Chodzi o konkurs, co? Powiedziałem w wywiadzie podczas wydarzenia ByteBridge, że rozdam ich sprzęt... Więc zrobiłem z tego coś kreatywnego... Przez te paręnaście dni wpłynęło do nas bardzo dużo zdjęć z całego USA. Zawsze chcę dla swoich obserwujących jak najlepiej, nie? Stąd pomysł na tą zabawę... Gabrielle Mills: Mówisz zabawę... jednak z tego konkursu stała się dość spora akcja. Spodziewałeś się, że właśnie niewinna zabawa może eskalować na taką skalę? Demari Latte: *uśmiechnął się szeroko* Gdybym nie był sobą, powiedział bym, że nie... Ale wiem, do czego zdolni są fani motosportu w całych stanach... Jednak nie myślałem, że będzie w to zaangażowanych aż tyle osób... Gabrielle Mills: A podoba ci się rola takiego organizatora? Czy w przyszłości uświadczymy z twojej strony jeszcze większych akcji? Demari Latte: Mam nadzieję, że uda mi się jeszcze kiedyś zrobić coś dużego. Oczywiście z pomocą ludzi, którzy zajmują się tym wszystkim zza kamery, bez nich nie miałbym do tego cierpliwości. Gabrielle Mills: Szczerze będę wyczekiwać na twoje ruchy bo coś czuję że to może być coś mocnego. *uśmiechnęła się szeroko do mężczyzny* A tak teraz wybiegając trochę w przyszłość i wracając do motosportu... czy uważasz że już jesteś gotowy żeby wystąpić w królowej motosportu czyli F1? Czy już twój poziom jest tak wysoko i przede wszystkim czy sam czujesz się na siłach. Demari Latte: Musiałbym spróbować, żeby się przekonać... Jak możesz się spodziewać, jest to marzenie każdego kto bierze udział w niższych ligach i mam nadzieję, że uda mi się kiedyś wystartować... Może spróbowałbym zdobyć nawet potrójną koronę motosportu. Gabrielle Mills: Nie wątpliwie mierzysz wysoko. I jak widać pewności siebie ci nie brakuje. A jak jest w życiu prywatnym, też brylujesz w towarzystwie czy raczej wtedy jesteś innym człowiekiem? Demari Latte: To pytanie raczej powinno paść do reszty. *zaśmiał się krótko* Często mówią mi, że jestem duszą towarzystwa, więc chyba jednak błyszczę nie tylko w mediach, ale też w życiu codziennym. Gabrielle Mills: Chociaż jesteś autentyczny przez cały czas. *zaśmiała się pod nosem* I cholera, powstrzymywałam się, ale muszę zapytać... *wskazała palcem na szyję mężczyzny* Czyżby w twoim życiu pojawił się ktoś kto skradł ci serce i w sumie trochę naznaczył? **Kamera zrobiła zbliżenie na Demariego i pokazała widoczne malinki i siniaki na jego szyi.** *Demari Latte zaśmiał się donośnie i wskazał na swoją szyję.* Demari Latte: O to pytasz, tak? Można powiedzieć, że mam jedną znajomą, która nie umie trzymać ust przy sobie. Jednak nie zawodzę fanek, nie jest to relacja wyłączna czy związek. Gabrielle Mills: Dobrze wiedzieć, że cały czas troszczysz się o fanki Demari. Na pewno wielu dziewczynom kamień spadł z serca po twoich słowach. Demari powoli zbliżamy się do końca naszej rozmowy i tak na koniec chciałabym cię zapytać jeszcze... wiem, że jesteś młody i życie przed tobą, ale gdyby nie wyścigi to gdzie byś siebie widział, ewentualnie czy myślisz co będzie jak zakończysz karierę? *Demari Latte podparł palcami swoją głowę zastanawiając się dłuższą chwilę.* Demari Latte: Może zainwestuje jakoś pieniądze, które uda mi się zebrać... Chciałbym zostać przy sporcie... może zostanę dyrektorem jakiegoś zespołu? Damn... Ale moi kierowcy mieliby życie jak z bajki... Gabrielle Mills: Rozpieszczani by byli przez ciebie. Pozazdrościć takim. W takim razie mi nie pozostaje nic innego jak trzymać kciuki za twoje plany, żeby zostały zrealizowane. A teraz w związku z tym że właśnie dobiliśmy do końca tej rozmowy, masz szansę jak kazdy nasz gość na trochę spontanu sam na sam z naszymi kamerami. Pozdrowienia, deklaracje... innymi słowy możesz mówić co tam ci w serduchu siedzi. *spojrzała ciepło na Demariego i zrobiła zapraszający gest w stronę kamery, przechylając głowę na bok i skupiając się na słowach gościa* **Demari odchrząknął przygotowując się do przemówienia, z lekkim uśmieszkiem, jakby zaraz miał palnąć coś, co w tej sytuacji bardzo go bawi.** Demari Latte: Pamiętajcie, obserwujcie Milky-Tube, gdzie niedługo sprawdzę jak wasi ulubieni influenserzy radzą sobie w różnych warunkach! I najważniejsze... Zawsze i wszędzie pamiętajcie - "Always Better than German". Gabrielle Mills: Słyszeliście, śledźcie kanał Demariego. A na tą chwilę z mojej strony to będzie wszystko. Dzieki Demari że wpadłeś do nas i mogliśmy porozmawiać. *skinęła z wdzięcznością głową w jego stronę i po chwili wróciła wzrokiem na kamery* Przypominam że moim gościem dzisiaj był Demari "Milkyway" Latte, zaś ja nazywam się Gabrielle Mills i widzimy się następnym razem. Do zobaczenia. See ya! **Demari pomachał od niechcenia do kamery z szerokim uśmiechem. Gabrielle również posłała uśmiech w stronę kamery. Obraz powoli zaczął się ściemniać do czasu aż nie ukazało się logo SELF RADIO, a po chwili zaczęły lecieć napisy z nazwiskami osób odpowiedzialnych za realizację programu.**
-
BY GABRIELLE MILLS | 25.06.2023 **Na oficjalnych stronach SELF RADIO pojawił się nowy materiał. Odwiedzający stronę mogli zobaczyć video przeprowadzonego wywiadu z Kennym Whitfieldem. Wywiad udostępniono w postaci zapisu jak i transkrypcji.** Gabrielle Mills: Witam serdecznie Los Santos! Z tej strony Gabreille Mills! Jak zwykle ze studia SELF RADIO! Dzisiaj mam przyjemność gościć osobę, która zaczyna wypływać na głębokie wody. Miło mi powitać producenta muzycznego Kennego "Kelly" Whitfielda. Cześć Kenny, jak nastawienie do dzisiejszej rozmowy? Kenny Whitfield: Hej, cześć - pomimo, że to wszystko wokół mnie nabiera takiego rozpędu to czuje się dobrze, już sama ta sytuacja, że tu siedzę daje mi ogrom szczęścia. Gabrielle Mills: Dobrze to słyszeć, że wszystko u Ciebie w porządku. Powiedz tak na wstępie, bo pewnie nie każdy wie... Skąd wziął się twój pseudonim Kelly? Kenny Whitfield: Wiesz co, to nie będzie jakieś bardzo ciekawe ale pseudonim się wziął, za czasów jak uczęszczałem jeszcze do jednej ze szkół muzycznych w Toronto, tak zaczęła do mnie mówić moja nauczycielka. Dlaczego? Sam nie wiem ale spodobało mi się to i jak widać, zostało to ze mną do dziś. *chwycił za kubek z wodą i wziął łyka* Gabrielle Mills: W takim razie pozdrawiamy nauczycielkę, w końcu wymyśliła pseudonim dla osoby, która naprawdę zaczyna rozkwitać na scenie muzycznej. I właśnie przechodząc do muzyki... Kenny zawsze chciałeś być producentem muzycznym czy to zajęcie, którym dopiero od jakiegoś czasu się zajmujesz? Jak to w ogóle się stało że postawiłeś na produkcję muzyki? Kenny Whitfield: Tak naprawdę to pasje do muzyki miałem w sobie od dziecka, od najmłodszych lat uczęszczałem na lekcje grania na gitarze i uwielbiałem się wtedy nagrywać, tworząc akustyczne podkłady i moi znajomi ze szkoły, śpiewali, nawet rapowali do mojej gry na gitarze, czy później już do tworzonych przeze mnie beatów. Muzyka od młodocianych lat była dla mnie lekiem na wszystko i tak zostało, nie wiem czy odnalazłbym się w innej dziedzinie, tak patrząc na to z boku to jestem pewny, że raczej nie. Gabrielle Mills: Więc jesteś jedną z tych osób, które dążą do swoich dziecięcych marzeń. I chyba możesz powiedzieć, że jak na razie idzie ci to całkiem dobrze. Rozwijasz skrzydła. A powiedz czy masz jakiegoś swojego idola czy raczej starasz się stworzyć swoją unikatową markę? Kenny Whitfield: Powiem Ci, że nie mam kogoś na kim się wzoruje. Sam dążę za tym, by tak jak powiedziałaś - stworzyć unikat własnego siebie Co można zauważyć już chyba po mojej osobie, skromnie mówiąc. Gabrielle Mills: Owszem. *zaśmiała się* Co w sumie właśnie prowadzi do mojego kolejnego pytania do Ciebie. Na pewno jesteś osobą rzucającą się w oczy. Skąd takie image, bo szczerze nawet teraz patrząc na ciebie widać mega kontrast. Kenny Whitfield: Od zawsze dbałem o swój image, ale przylatując do tego miasta - zdawało mi się, że brakuje czegoś w moim wyglądzie, czegoś czego zawsze się bałem pokazać publicznie. Przykładem mogą być różowe włosy, pomimo, że zawsze chciałem to zrobić to brakowało mi pewności siebie, bałem się pokazać ludziom - prawdziwego mnie. Dzięki osobom, które poznałem w tym mieście, zacząłem nabierać pewności siebie i pokazywać prawdziwego siebie już publicznie i kreować swój własny wizerunek. A osobą której zawdzięczam to wszystko, bo naprawdę wywróciła moje życie do góry nogami w pozytywnym znaczeniu jest - Breedlove, z którym zrobiłem swój pierwszy projekt muzyczny w tym mieście, czyli jego album - za wszystko jestem mu bardzo wdzięczny i dzięki niemu tu teraz siedzę. Jestem dożywotnim dłużnikiem i jeszcze raz dziękuje mu za wszystko. *stuknął się dwa razy piąstką w klatkę piersiową, pokazując po chwili znak V do kamer* Gabrielle Mills: Brzmi trochę jakby był dla Ciebie mentorem. Ale chyba jesteś zadowolony właśnie z tej współpracy, chociaż nie wiem czy to dobre określenie. Wspomniałeś, że zacząłeś pokazywać prawdziwego siebie. Czy byś był w stanie powiedzieć naszym widzom co dokładnie masz na myśli? Kim jest prawdziwy Kenny Whitfield. Kenny Whitfield: Wow, to pytanie jest bardzo mocne jak dla mnie - ale kim dokładnie jestem? Od pewnego czasu jestem osobą, która cały czas nabiera tej pewności siebie, bo kiedyś bardzo mi tego brakowało. Określiłbym swoją osobę, jako smutną, charyzmatyczną i osobę która wie do czego zmierza, robiąc to wszystko. Nie ukrywam tego, że jestem osobą bardzo emocjonalną i często w tym wszystkim się zatracam. Nie miałem łatwego dzieciństwa ale nie chcę do tego wracać, powiem tylko ze musiałem sobie zawsze sam dawać radę bez żadnego wsparcia. Może dlatego z czasem ta samotność i brak pewności siebie, stała się moim najlepszym przyjacielem, z którym borykam się do dziś, nauczyłem się z tym żyć ale co mogę przekazać wszystkim. Jeżeli jest wam trudno, brakuje wam tego wsparcia i rozmowy z osobą która naprawdę może wam pomóc, nie sięgajcie po najgorszy scenariusz, bo życie jest naprawdę piękne ale trzeba swoje przeżyć by właśnie dotrzeć do tej piękności. Zmierzając w tą stronę, działamy z moją menadżerką i kilkoma osobami nad fundacją dla ludzi, którzy chorują na depresje. Dokładniej, Sunshine Seeker Foundation - ,,Chasing away the clouds. Tak będzie się nazywała ta spółka. Zdaje sobie sprawę, że sam tego świata nie zmienię i nie będę jakimś super bohaterem ale mam nadzieje i jestem przekonany, że na pewno pomożemy tym osobom które szukają pomocy. Pomożemy tym, co robimy i mam nadzieje, że moja muzyka będzie też lekiem dla tych wszystkich osób. Gabrielle Mills: Kenny myślę, że właśnie dla wielu będziesz bohaterem. W końcu te oddolne inicjatywy najbardziej się liczą. Przepiękne słowa i apel. Szczególnie że mówi to osoba, której udaje się wygrać z przeciwnościami losu. Wspominałeś, że miałeś wsparcie bliskich, Czy do tych osób możesz też zaliczyć Leah Rozen? Często byłeś widywany w jej towarzystwie. Kenny Whitfield: *skrzywił się, rozglądając się na boki* Powiem Ci, że nie chciałbym poruszać tego tematu, jedyne co mogę powiedzieć to nie, nie zalicza się do tego grona. Gabrielle Mills: W porządku, jak najbardziej uszanuje fakt że nie chcesz o tym mówić. Dobrze Kenny, zostawmy już twoje życie i skupmy się na twojej karierze, bo to główny aspekt. Jesteś powiązany z GEN A, czy od początku chciałeś działać z nimi i czy miałeś jakieś inne propozycje od wytwórni? Kenny Whitfield: Przylatując do tego miasta, słyszałem wtedy tylko o nich i gdzieś z tyłu z głowy - pojawiło się marzenie o podpisaniu tego kontraktu, ale brakowało tej wiary w siebie, żeby naprawdę podesłać coś w ich stronę by mnie zauważyli. Pewnego dnia, znowu wspomnę o Breedlove *zaśmiał się* - Zaczęliśmy pisać na Lifeinvader bo zauważył moje prace i tak to się potoczyło, że nagraliśmy wspólny materiał a podczas realizacji tego wszystkiego, padła propozycja czy jestem chętny na dołączenie do nich. Reszty już chyba nie muszę opowiadać, co było dalej. *uśmiechnął się w stronę dziewczyny, poprawiając marynarkę* Gabrielle Mills: Zdecydowanie nie musisz. *zaśmiała się pod nosem* Kurcze, oprócz Ciebie to dzisiaj powinnam zaprosić jeszcze Breedlova tutaj, coś dużo o nim. Ale i bez niego dajemy sobie radę. Kenny czy będzie przesadzone jeżeli stwierdzę, że podpisanie tego kontraktu to osiągnięcie jednego z kamieni milowych w twoim życiu? Kenny Whitfield: Myślę, że to będzie idealne ujęcie całości. Gabrielle Mills: I w sumie już za kilka dni osiągniesz kolejny kamień milowy wydając swój album. Niedawno miała miejsce premiera preorderu. Powiedz jak się czujesz z faktem że wypuścisz swoją EP'ę? Kenny Whitfield: Czasami mnie to wszystko przerasta, a czasami skacze ze szczęścia, to wszystko tak szybko się dzieje że czasami szczerze mówiąc, nie nadążam, ale ten projekt niesie też za sobą pomoc, o której wcześniej wspomniałem i ta muzyka ma być lekiem na to wszystko. Ale odpowiadając szczerze, czuję ogromne szczęście i zadowolenie, że nadchodzi ten dzień i jest coraz bliżej. Gabrielle Mills: Niewątpliwie to duża rzecz. A skoro zbliżamy się do premiery, czy byłbyś w stanie dać naszym widzom jakiś informacji odnośnie EP'ki? Tak przedpremierowo uchyl chociaż małego rąbka tajemnicy. *posłała mu promienny, uroczy uśmiech i wbiła wzrok* Kenny Whitfield: *zerknął na Gabrielle Mills, chwile zastanawiając się przed zaczęciem udzielania odpowiedzi* Mogę powiedzieć tylko tyle, że dodatkowy numer na tej płycie będzie czymś wielkim i jak na ten moment, tylko tyle. Gabrielle Mills: No dobrze, czyli musimy czekać na premierę. Tylko pamiętaj, że twoje słowa pójdą w eter więc ten tajemniczy utwór musi być rewelacyjny. *Kenny uśmiechnął się, zerkając w stronę kamer - nie prowadząc dalej rozmowy na ten temat* Gabrielle Mills: Okey, skoro nie możesz mówić zbyt dużo co dokładnie się znajdzie to spróbujmy od innej strony. Na preorderze została przedstawiona tracklista z artystami. Czy dobór osób miał dla Ciebie jakieś szczególne znaczenie? Kenny Whitfield: Tak, przed podjęciem współpracy z danym artystą, sprawdzam zawsze jego twórczość i to musi po prostu do mnie trafiać. Dużo artystów w tym mieście jest takich samych, bardziej zmierzając w stronę raperów - ich teksty, cały czas są o jednym i tym samym. Nawet czasami nie potrafię ocenić czy tak jest naprawdę u danej osoby czy to tylko nagrane jest tak, żeby być na czasie - totalnie tego nie rozumiem. Po prostu cenie sobie gdy dany artysta ma swoją wartość i jest oryginalny w tym co robi. Gabrielle Mills: Stawiasz na orginalność. A jest jakiś artysta, który nie znalazł się na krążku ale chciałbyś z nim podjąć współpracę? Czy to jednorazowo czy też długofalowo. Kenny Whitfield: Tak, nawet nawiązaliśmy już wspólny kontakt. Nie chcę za dużo tym mówić ani zdradzać kto nim jest bo różnie jest w życiu i wszystko może się wydarzyć ale jest to również utalentowana osoba, to tyle. Gabrielle Mills: Ehh... czyli znowu pozostaje nam czekać. Kenny normalnie pastwisz się nad naszymi widzami dając tylko kroplę informacji *zaśmiała się* Miejmy nadzieję że będą wyrozumiali. Dobrze, powoli zbliżamy się do końca i na zakończenie powiedz nam jeszcze jakie masz plany na przyszłość. Czy masz już w głowie kolejne swoje projekty? Kenny Whitfield: Tak naprawdę co wieczór do głowy przychodzi mi bardzo dużo myśli, aż czasami nadmiar, na pewno po tym projekcie będą współprace z różnymi artystami a potem zobaczymy co czas przyniesie, ale mogę powiedzieć - że coś się rodzi w mojej głowie i będzie to na pewno mocniejsze od tego co wyjdzie we wtorek. Na pewno będzie więcej mnie, więcej mojego życia w tym projekcie. Gabrielle Mills: Grunt, że pomysły są i masz zapał żeby je realizować. Kenny na zakończenie każdy mój gość ma chwilę dla siebie z kamerą. Ty również masz taką możliwość, więc jeżeli chcesz kogoś pozdrowić lub coś przekazać to właśnie to jest odpowiedni moment. **Kobieta zrobiła gest dłonią w stronę kamery, uśiechając się nieznacznie w stronę gościa. Kenny spojrzał w stronę kamery i powiedział:** Kenny Whitfield: W takim razie pozdrawiam Breedlove, moją przyjaciółkę Maisie i mojego najlepszego kumpla - Calvina, który właśnie wczoraj przyleciał do tego miasta. To tyle ode mnie a tobie dziękuje bardzo, że mogłem tu siedzieć i coś przekazać od siebie. **Po tych słowach Kenny wystawił żółwika w stronę kobiety, która z uśmiechem zbiła z nim żółwika i wyprostowała się spoglądając na kamerę.** Gabrielle Mills: Ja również ci dziękuje Kenny, że zagościłeś u nas i mieliśmy okazję lepiej cię poznać. Moi drodzy na dzisiaj to wszystko. Moim gościem był Kenny "Kelly" Whitfield, producent muzyczny. Oczekujcie premiery jego EP'ki. A ja się z wami żegnam. Trzymajcie się i do następnego. See ya! **Kamera uchwyciła jeszcze jak Kenny zasalutował na pożegnanie z uśmiechem na twarzy, po czym obraz zrobił się czarny i pojawiło się logo Self Radio, a po chwili zaczeły lecieć napisy osób odpowiedzialnych za realizację programu.**
-
BY GABRIELLE MILLS | 13.06.2023 **Na oficjalnych stronach Self Radio pojawił się zapis wywiadu LIVE, który odbył się dnia 12.06.2023 r. Całość jest dostępna w formie nagrania ze studia oraz transkrypcji.** Gabrielle Mills: Dobry wieczór Los Santos! Z tej strony Gabrielle Mills prosto ze studia Self Radio! Dzisiaj mam przyjemność gościć projektantkę oraz CEO SANTO CAPRA- Meredith Chastain. Witaj moja droga, emocje po weekendzie opadły? Meredith Chastain: Witam Cię Gabrielle oraz wszystkich, którzy są w ten wieczór razem z nami. Miło mi gościć w waszym studio. Przyznam szczerze, że emocje nadal nieustannie towarzyszą mi od soboty i zostanie tak jeszcze przez długi czas! Ten miniony sobotni wieczór przepełniony był tak niesamowitą energią, że nie sposób się z tym tak szybko rozstać. Gabrielle Mills: Niewątpliwie sobotę można było nazwać świętem mody w Los Santos. Jednak do samego pokazu chcę przejść później. Na początek chciałabym wiedzieć skąd ogólnie się u Ciebie wzięło zamiłowanie projektowaniem oraz modą? Meredith Chastain: Przyznam szczerze, że określenie, którego użyłaś jest niesamowicie budujące i dziękuję Ci za to. Wiesz, zainteresowanie tym wszystkim zrodziło się wiele, wiele lat temu gdy mając bodajże pięć lat będąc z moją kochaną mamą, którą oczywiście z tego miejsca ściskam i całuję, na spacerze zauważyłam dorosłą kobietę na pozór zwyczajną, ubraną w fioletową koronkową sukienkę i zielono-bordowe trampki. Powiedziałam wtedy: "Mamo, dlaczego ta ładna pani jest tak brzydko ubrana? Przecież tu nic nie pasuje", zaciekawiło mnie to na tyle, że po powrocie do domu od razu zabrałam się za rysowanie tego jak to wyglądało w mojej głowie. Dziś te obrazki zdobią ściany mojego pokoju w rodzinnym domu. Gdy byłam już troszkę starsza mama zapisała mnie na dodatkowe zajęcia z rysunku i szycia. I tak to się rozwijało na przestrzeni lat. To po prostu pasja i miłość do tego wszystkiego, bezwzględna miłość. Gabrielle Mills: I z tego co wiemy masz możliwość robienia tego co kochasz na codzień właśnie w SANTO CAPRA. I tutaj rodzi się pytanie dlaczego postanowiłaś postawić właśnie na ten dom mody? Nie prościej było ci nawiązać współpracę z jakimś rodzimym domem mody? Meredith Chastain: Wiesz, zawsze interesowały mnie projekty wydawane przez Santo Capra. Nie nosiłam ich ubrań, gdyż odbiegają od mojego stylu bycia i ubioru, ale zawsze podziwiałam ich projektantów i dbałość o jakość materiałów, detale. Więc gdy tylko zaczęły pojawiać się oficjalne informacje o ich kłopotach finansowych, prawdopodobnym ogłoszeniu wycofania się z rynku Amerykańskiego postanowiłam, z pomocą rodziców - czego nigdy się wstydzić nie będę - wykupić udziały w naszym Stanie i tchnąć w to nowe życie, świeżą, MOJĄ wizję. Przed Santo Capra wiele zmian, jestem w stałym kontakcie z głównym oddziałem we Włoszech. Kto wie, może Santo Capra zmieni swój styl dosłownie wszędzie? Czas to zweryfikuje. Jestem wdzięczna za możliwość objęcia stanowiska CEO i mogę z tego miejsca zapewnić wszystkich miłośników tego Domu Mody, że zrobię wszystko by nie zawieść danego mi kredytu zaufania. Gabrielle Mills: Czas pokaże tak naprawdę czy twoja wizja będzie zrealizowana. W sumie wspomniałaś, że rodzice Ci bardzo pomogli i można powiedzieć że to rodzinny interes, ponieważ na samym początku twoja siostra pomagała Ci w firmie. Jednak na ten moment już jej nie ma w firmie. Powiedz czy to jakieś sprzeczki rodzinne czy jednak inny powód takiego stanu rzeczy? Meredith Chastain: Wybacz kochana, ale w żadnym stopniu nie zgodzę się z tobą w określeniu, że to rodzinny interes. Moi rodzice we mnie zwyczajnie wierzą, więc po prostu wsparli mnie finansowo w tej kwestii i na tym temat tej części się zamyka. Natomiast jeżeli chodzi o moją siostrę... cóż. W biznesie nie ma miejsca ani na sentymenty, ani na faworyzację. Jako CEO wszystkich wokół siebie traktuję w taki sam sposób. Nie ma gorszych i lepszych, każdy pracuje na tych samych zasadach i jest w równym stopniu rozliczany za swoje postępy, niedociągnięcia i ewentualne naruszenia. Sprawa z moją siostrą jest prosta. Nie mogę trzymać w swoim zespole człowieka, który deklaruje sto procent gotowości do pracy, a następnie się z tego nie wywiązuje, zaniedbuje powierzone obowiązki i finalnie bez słowa wyjeżdża z miasta. Na takie rzeczy nigdy w moim zespole nie będzie zgody i nie ma tu znaczenia czy byłaby to moja siostra, mój partner czy ktokolwiek mi bliski. Praca jest pracą, życie osobiste to życie osobiste. Uważam, że jednym z ważnych kroków do sukcesu jest umiejętność rozróżniania jednego od drugiego. Gabrielle Mills: Brzmi trochę jak rządy żelazną ręką, ale biznes to biznes i jak powiedziałaś nie ma miejsca na sentymenty. Dobrze Meredith trochę zmienimy temat. Na początku powiedziałaś, że emocje dalej Cię trzymają po sobocie. I tak nie wiem czy będziesz w stanie odpowiedzieć obiektywnie na pytanie, ale spróbujmy! Powiedz tak w twojej ocenie, z perspektywy organizatorki czy pokaz udał się w stu procentach tak jak planowałaś? Meredith Chastain: Czy żelazną ręką? Może to tak brzmieć, jednak dla mnie współpraca z osobami w moim zespole musi składać się na pewno z trzech rzeczy tworzących całość, są nimi szacunek, zaufanie i lojalność. Jeżeli ich nie ma, nie można mówić o wspólnym dobrze względem firmy i wszystkiego co z nią związane. Co do soboty... Oh, powiem ci, że całość od A do Z wypadła tak, jak to zaplanowaliśmy, naprawdę, tak to odczuwam i wiem, że nie tylko ja jestem tego zdania. Osobiście mogę mówić o pełnym sukcesie tego pierwszego, dużego projektu odkąd objęłam pełnioną funkcję. Spotkałam się jednak również z negatywnymi opiniami, nie chcę by to wyglądało tak, że teraz przedstawiam same superlatywy. Gabrielle Mills: W końcu nie może być zbyt kolorowo, żeby człowiek nie osiadł za bardzo na laurach, ale krytyka również jest budująca na swój sposób. Może to też kwestia niezrozumienia. Dlatego też masz teraz okazję wyjaśnić nam wszystkim co dokładnie kryło się za tytułem pokazu. Leaving Past Behind. Czy to ma dla Ciebie jakieś szczególne znaczenie czy może coś ludziom miało uświadomić? Meredith Chastain: Na ten moment czekałam najbardziej, dziękuję Gabrielle. *zaśmiała się subtelnie* Projekt "Leaving Past Behind" miał na celu jak sama nazwa wskazuje zamknąc pewien etap w życiu Santo Capra. Dotychczas marka wydawała w dziewięćdziesięciu procentach ubrania, które potocznie możemy określić jako typową miejską modę. Chcemy, jak już mówiłam wcześniej tchnąć nowe życie w to wszystko. Stroje nie bez powodu były przedstawione w taki sposób, w jaki były. Każdy element miał tam swoje zadanie i znaczenie. Jak można było zauważyć pomieszaliśmy odzież w cudzysłowie "sportową" z elementami eleganckiej garderoby - znakiem tego, Santo Capra zaprzestanie produkcji ubrań "sportowych", "miejskich" a zajmie się - czyli ja - projektowaniem odzieży eleganckiej. Dodaliśmy również stylowe maski, które są symbolem tego, że Santo Capra, podkreślę, że mówimy wciąż o oddziale w tym Stanie, chce przestać być być kojarzone, rozpoznawane poprzez to co było, a zacząć być znane z tego co zaczyna się rodzić na naszych oczach. Korzystając z okazji pragnę także zaznaczyć, że nie mówimy tutaj o odzieży nadającej się jedynie na wystawne bankiety, ale również wydawać będziemy elegancką odzież do codziennych stylizacji, tak jak galanterię i inne dodatki. Po pokazie słyszałam też komentarze w stylu: "Ja nie mógłbym w tym wyjść na ulicę" - rodzi się więc pytanie, dlaczego osoba X uważa, że ktoś z nas tak chodzi na co dzień? Pokazy mody mają ten urok, że idąc tam jako obserwator powinieneś, czy powinnaś spodziewać się DOSŁOWNIE wszystkiego. Mogłabym tutaj godzinami opowiadać o naprawdę dużych pokazach, znanych projektantów, gdzie modele wypuszczani byli z przysłowiowym krzesłem na głowie, czy owinięci czymś na wzór wielkiej sprężyny. Pokazy mody to często pokaz sztuki, artyzmu, wizji i symbolu czegoś. To właśnie tego rodzaju pokazy budują modową historię. I to nie oznacza, że każdy kolejny pokaz danego projektanta będzie odpowiadał klimatowi poprzedniego pokazu. Równie dobrze na następnym pokazie moglibyśmy wypuścić modelki w ubraniach z nadchodzącej kolekcji, zachęcając ludzi do ich zakupu. I to zupełnie normalne i to jest w porządku w tej części modowego świata. Gabrielle Mills: Przede wszystkim jestem wdzięczna, że powstrzymałaś się od opowiadania o dużych pokazach. *zaśmiała się cicho pod nosem* I powiedziałaś dość istotną rzecz. Moda to w pewnym sensie sztuka. I tutaj rodzi się moje kolejne pytanie, jeżeli nie trafię z porównaniem to śmiało możesz mnie poprawić. Muzycy poprzez swoją muzykę przekazują uczucia odbiorcą. Czy z projektantami też tak nie jest, tylko zamiast dźwięków i słów pokazujecie swoje kreacje? I jak wygląda to u ciebie jeżeli chodzi o inspirację? Meredith Chastain: Wiem, jestem straszną gadułą. *zaśmiała się* Oczywiście, jak najbardziej mogę się z tobą zgodzić, jeżeli mamy na myśli pokaz w stylu sobotniego pokazu. Mieliśmy do przekazania wiadomość, mieliśmy w planie skłonić odbiorcę do analizowania tego co widzi w danej chwili na wybiegu. Jednych to bawiło, innych szokowało, jeszcze inni dostrzegli w tym coś więcej, ktoś poczuł zażenowanie. I to mnie w tym wszystkim cieszy. O to chodziło, dokładnie o to. By odbiór był zróżnicowany, by ludzie się tym zainteresowali na swój różnorodny, piękny sposób. Warto pamiętać że każdy projektant to artysta. Bo artystą nie jest tylko piosenkarz, aktor, malarz. Ale również my, projektanci. Odpowiem ci banalnie, ale inspirację czerpię z głowy. Po prostu. Nie odwzorowuję tego co ktoś już zrobił, wówczas nie ma prawa być mowy o autentyczności. Autentyczność pochodzi z wnętrza, z tego kim jesteś, co masz w sercu, w duszy i w głowie, nie z tego co widzisz gdzieś tam oczami. Musisz patrzeć głębiej, w siebie i we wnętrze drugiego człowieka, a nie w to co ma w tej chwili na sobie. Gabrielle Mills: Powiem ci, że nie myślałam, że otrzymam taką odpowiedź. Preferujesz oryginalność z tego co słyszę i myślę, że to naprawdę dobra droga. Jeszcze troszeczkę chciałabym wrócić do tematów biznesowych... niedawno Santo Capra przejęła inną spółkę i teraz wchodzicie nie tylko w sektor mody ale również w kosmetyki. A dla osób które nie wiedzą, to mam na myśli Santo Capra Care. Powiedz skąd pomysł na przejęcie i czy to oznacza ekspansje Santo Capra na miasto? Meredith Chastain: Santo Capra Care, czyli spółka córka, powstaje w taki sposób, że stawiamy na to co najlepsze. Nie tylko na najlepsze materiały, ale również na to co i najlepsze, i najważniejsze czyli na naturę. Uważam, że w dzisiejszych czasach zbyt mało jest natury, a zbyt dużo chemii we wszystkim: w jedzeniu, w napojach, w kosmetykach. Powoli schemat się przełamuje, ale to musi potrwać. Skoro LS Pharm postanowiło sprzedać dosłownie wszystko, my postanowiliśmy skorzystać z tej okazji, by z z posiadanymi przez nich i nas możliwościami przemienić tę firmę w coś, co będzie równie pożyteczne, a dodatkowo pomoże nam w realizacji jednego z punktów rozwoju marki. Warto tutaj wspomnieć, że Santo Capra Care ma już nawet osobę na stanowisku COO, Esmeraldę Rodriguez, która do tej pory pełni w Santo Capra funkcję dyrektor kreatywnej. Możecie więc liczyć na to, że już za jakiś czas i ten sektor marki zacznie rozwijać skrzydła. Gabrielle Mills: Meredith bez wątpienia jeszcze o Tobie i twojej firmie w mieście będzie głośno nie raz. Moja droga zapewne mogłybyśmy rozmawiać tak jeszcze do rana, ale czas antenowy powoli nam się kończy. Jak zawsze dla każdego gościa dajemy chwilę dla siebie z kamerą. Dlatego też twoje pięć minut waśnie nadchodzi, a ja nie mam nic do gadania. Pozdrowienia, apele, wszystko co przyjdzie ci do głowy. Meredith Chastain: Ouh, nie wiem czy to dobrze, że dajesz mi teraz wolną rękę, ale chętnie skorzystam! *zaśmiała się* Na pożegnanie chciałabym przekazać słuchaczom jedną rzecz: pamiętajcie moi drodzy, że to co widzicie oczami to nie wszystko, patrzcie głębiej, w każdym aspekcie swojego życia, niezależnie od tego w jakim miejscu jesteście. A dodatkowo... Pozdrowić PRZEDE WSZYSTKIM moich kochanych rodziców, bo to głównie im zawdzięczam to, że dziś tu jestem. Pozdrawiam także wszystkich moich pracowników. Dziękuję ci Gabrielle za ten wieczór i do usłyszenia. Gabrielle Mills: Ja również ci dziękuje kochana. Jeżeli ktoś dopiero teraz zaczął nas oglądać to przypomnę że moim gościem była Meredith Chastain- projektantka oraz CEO Santo Capra. Ja nazywam się Gabreille Mills i do zobaczenia następnym razem. See ya!
-
BY GABRIELLE MILLS | 15.05.2023 **Na wszystkich oficjalnych stronach Self Radio pojawił się nowy materiał w formie transkrypcji jak i nagrania ze studia. Tym razem widzowie mogli zobaczyć, że gościem Gabrielle MIlls była Penny Trait.** Gabrielle Mills: Witam Los Santos! Prosto ze studia Self Radio mówi dla was Gabrielle Mills. Dzisiaj mam przyjemność gościć w naszym studiu modelkę oraz aktorkę w branży filmów dla dorosłych Penny Trait! Witam cię serdecznie. Miło nam gościć cię u nas. Powiedz Penny jak samopoczucie dzisiaj? Penny Trait: Hej. Witam wszystkich bardzo serdecznie. Czuję się dziś świetnie. Cieszę się, że mogę dziś gościć w studiu. Gabrielle Mills: Bardzo dobrze mi to słyszeć. Tak na początek powiedz nam jedną rzecz. Ostatnio praktycznie zniknęłaś z przestrzeni publicznej i social mediów. Zdradzisz nam czym jest to spowodowane? Penny Trait: Cóż... Wiele osób na pewno zdaje sobie z tego sprawę, że w ostatnich dniach moja kariera obrała niewłaściwy tor. W zasadzie, moją karierę można uznać za skończoną, choć czasem słyszę od nieznajomych, że powinnam wrócić. Mówiąc szczerze, pod koniec kariery podjęłam kilka złych decyzji. Popełniłam pewne błędy, co zdarza się każdemu. No i... Pożałowałam tego. Gabrielle Mills: Rozumiem, że masz na myśli sytuację, która miała miejsce jakiś czas temu i wywołała falę protestów w całym mieście? Penny Trait: Owszem. Dokładnie to mam na myśli. Wzięłam udział w produkcji, która została negatywnie odebrana przez społeczność. Cały hejt spadł na mnie, mimo że to nie ja jestem odpowiedzialna za efekt końcowy produkcji. Gabrielle Mills: Znaleziono kozła ofiarnego i spadło na Ciebie. A powiedz, bo wystosowałaś oświadczenie po tej całej sytuacji. Czy to w jakiś sposób zniwelowało hejt, a przynajmniej czy ty tak odczułaś? Penny Trait: Ani trochę. Statement, który opublikowałam na moim profilu Lifeinvader jeszcze bardziej rozjuszył osoby hejtujące mnie. Jednak osobiście czułam się nieco lżej po napisaniu tego postu. Gabrielle Mills: Pewnego rodzaju wyznanie grzechów co? W tym oświadczeniu również wskazałaś, że nie do końca miałaś wpływ na to co możesz grać ponieważ twój kontrakt był skonstruowany tak, że byś zapłaciła potężne sumy. Czy nie miałaś możliwości jakiejkolwiek negocjacji tych warunków? Penny Trait: Prawdę mówiąc, nie myślałam o tym nawet, kiedy podpisywałam kontrakt. Wydawało mi się, że osoba zarządzająca wytwórnią, a mianowicie Shirley Strait jest osobą godną zaufania i nie wykorzysta mnie w taki sposób. Po pierwszej produkcji chciałam już stamtąd odejść, więc próba zmiany warunków mijała się z celem. Niestety, jak sama wspomniałaś, groziła mi za to ogromna kara pieniężna. Gabrielle Mills: Rozumiem, cała sytuacja nie była zbyt kolorowa. Oprócz tych kar pieniężnych czy wytwórnia miała w swoich kontraktach, a właściwie w twoim kontrakcie jeszcze jakieś obostrzenia oraz czy to się tyczyło każdego aktora? Penny Trait: Każdy aktor miał takie same warunki. Przynajmniej tak mi się wydaje, bo nie pytałam o to nikogo. W umowie było napisane, że karę będzie trzeba zapłacić, jeśli zostaną złamane jakiekolwiek warunki tej umowy, a także jeśli zostanie ona zerwana bez porozumienia obu stron. Chciałam dojść z Shirley do tego porozumienia, jednak ona nie chciała się na to zgodzić i postanowiła trzymać mnie w wytwórni siłą, grożąc cały czas tą karą. Gabrielle Mills: To co mówisz jest dla mnie nie do wyobrażenia. Szczerze nie wiem co ja bym zrobiła gdybym się znalazła w takiej sytuacji. I tak teraz się zastanawiam jak w ogóle doszło, że znalazłaś się w tej wytwórni? Penny Trait: Wiem, że ciężko w to uwierzyć, jednak to wszystko wydarzyło się naprawdę. Ci ludzie zrobili ze mnie pośmiewisko i zrujnowali moją karierę. Chciałam spróbować swoich sił w tej branży. Shirley poznałam akurat, kiedy ten pomysł pojawił się w mojej głowie. Niedługo po tym ona otworzyła wytwórnię i zaproponowała mi pracę. Gabrielle Mills: I niestety stało się to co się stało. Jednak jak już minął jakiś czas od tych wydarzeń i emocje trochę opadły. *zrobiła na chwilę pauzę i dodała poważniej* Co byś teraz powiedziała właścicielom wytwórni oraz ludziom, którzy poczuli się urażeni tym materiałem. Tak prosto z serca i szczerze. Penny Trait: Wszystkich, których w jakikolwiek sposób ta produkcja dotknęła i uraziła, chciałabym jeszcze raz najmocniej przeprosić. Przykro mi, że brałam udział w tej produkcji i z moich ust musiały padać takie a nie inne słowa. Chciałabym też powiedzieć, że nie miałam wpływu na scenariusz i wszystko co mówiłam wtedy było pod przymusem. W życiu prywatnym nigdy bym nie posłużyła się taką mową i w żadnym wypadku nie jestem rasistką. Co do osób z wytwórni... Nie mam im nic do powiedzenia. Nie będę się im wygrażać czy źle życzyć. Nie jestem osobą mściwą, a jeśli mają za to ponieść jaką karę, to i tak poniosą. Mam tylko nadzieję, że już nikogo nie wykorzystają w taki sposób jak mnie, ani żaden inny sposób. Każdemu innemu życzę, by nie padli ich ofiarą i nie zaufali im. Gabrielle Mills: Po prostu liczysz na sprawiedliwość, co w sumie jest zrozumiałe. Zapewne ta afera również odbiła się na twoim życiu prywatnym. Penny to na pewno był też test dla grona twoich przyjaciół. Czy po tej całej sprawie wiesz na kogo możesz liczyć nawet w tych najgorszych sytuacjach? Czy w ogóle miałaś takie osoby? Penny Trait: Niestety wiele osób odwróciło się ode mnie po tej aferze. Tylko jedna przyjaciółka przy mnie została, choć obecnie kontakt nam się urwał przez jej nawał obowiązków. Na szczęście wciąż poznaję nowe osoby i jestem pewna, że co najmniej dwóm z nich mogę w pełni zaufać. Gabrielle Mills: Więc to, że prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie jest prawdziwe, co? No dobrze może już zostawmy tą całą aferę. Na początku wywiadu powiedziałaś, że to już koniec twojej kariery. Myślisz, że to jest definitywne czy może zaskoczysz nas w niedalekiej przyszłości i jednak wrócisz na przykład do modelingu? Bo rozumiem, że branża filmowa to już raczej nie jest dla ciebie za ciekawy temat. Penny Trait: Co do tego nie jestem pewna, szczerze mówiąc. Nie jestem w stanie przewidzieć, czy uda mi się wrócić, lecz bardzo chętnie wznowiłabym karierę. Natomiast jestem pewna, że do filmów dla dorosłych zdecydowanie nigdy nie wrócę. To zamknięty rozdział w moim życiu, którego w zasadzie nigdy nie powinnam otwierać. Naprawdę tego żałuję i gdybym mogła, to cofnęłabym czas i podjęła inną decyzję. Gabrielle Mills: Grunt, że potrafisz wyciągać wnioski z popełnianych błędów. Widzisz skoro mam cię tutaj na tej kanapie to jeszcze chciałabym poruszyć jeden temat związany z modelingiem. Nie raz czyta się, że wielu kobietom nie odpowiada jak w czasopismach inne pokazują za dużo swoich wdzięków. Gdybyś miała przed sobą właśnie taką cnotkę jakbyś wytłumaczyła jej, że to nie tylko wdzięczenie się przed aparatem? Penny Trait: To bardzo dobre pytanie. Według mnie, to co pokazują modelki na zdjęciach jest zależne od tego, co same chcą pokazać i na co są gotowe. Każde oko przyciągają różne widoki, a to czy modelka na zdjęciu jest naga czy w ubraniu zależy od charakteru agencji, dla której pracuje. Jeśli modelka pokazuje w pełni swoje ciało, to oznacza ogromne poświęcenie z jej strony i chęć zadowolenia konkretnego grona odbiorców. Niektórzy mogą uznać, że taka modelka po prostu lubi pokazać tyłek przed obiektywem, by przyciągnąć do siebie facetów. Owszem, zdarzają się takie sytuacje, jednak jestem pewna, że to zdecydowana rzadkość. Gabrielle Mills: A czy nie myślisz, że krytyka idzie w stronę takich modelek też zazdrości. W sensie, kobieta widzi, no nie oszukujmy się niemal idealne ciało i porównuje je ze swoim. To na pewno wzbudza emocje i to raczej te negatywne. W tym momencie nawet nie myśli, że w grę wchodzi retusz i edycja zdjęć. Penny Trait: Nie wykluczam tego, bo na pewno są kobiety, które właśnie w taki sposób próbują walczyć ze swoimi kompleksami. To przykre, że wolą krytykować inne kobiety, zamiast wziąć się za siebie i popracować nad swoim ciałem. Skoro o tym mowa... Był to jeden z powodów, dla których podjęłam pracę w modelingu. Chciałam być przykładem dla kobiet, które wstydzą się swojego ciała i nic z tym nie robią. Gabrielle Mills: No to miejmy nadzieję, że twoje słowa trafią do takich osób i wezmą sobie je do serca. Penny bardzo dobrze mi się z tobą rozmawia jednak wszystko co dobre kiedyś się kończy. Jednak zanim skończymy, jak każdy gość będziesz miała swoje pięć minut z kamerą sam na sam. Pozdrowienia, podziękowania. Wszystko co chcesz. Kamera jest twoja moja droga. Penny Trait: Yeah... Tak więc chciałabym podziękować całej redakcji Self Radio, za możliwość udzielenia tego wywiadu, a szczególnie tobie Gabrielle za przeprowadzenie go. Chciałabym również podziękować wszystkim, którzy cały czas byli ze mną i wspierali mnie w trudnych chwilach. Mam nadzieję, że to co dziś powiedziałam, trafi do serc ludzi i choć trochę wpłynie na opinię o mnie. Gabrielle Mills: Bardzo dziękuje ci Penny. Na pewno to nie była to łatwa rozmowa dla Ciebie, co tym bardziej doceniam, że zdecydowałaś się tu gościć. Dla osób, które nie wiedzą moim gościem dzisiaj była Penny Trait. A my widzimy się i słyszymy następnym razem. Trzymajcie się. See ya! **Obraz w tej chwili pociemniaj a na środku ukazało się logo Self Radio, które zanikło po chwili i zaczęły lecieć napisy z nazwiskami osób odpowiedzialnych za realizację programu. **
-
BY GABRIELLE MILLS | 13.05.2023 **Na wszystkich oficjalnych stronach Self Radio pojawił się kolejny zapis z wywiadu, który odbył się w dniu 11.05.2023. Całość dostępna jest w formie zapisu ze studia oraz transkrypcji.** **Pojawia się dobrze znane studio Self Radio. Na miejscu prowadzącej widać uśmiechniętą Gabrielle Mills. Na kanapach dla gości siedzą Chenille Carter, która uśmiecha się delikatnie. Obok siedzi Zoe Andersson a widzowie na jej kolanach mogą zobaczyć dwa koty. Jeden z nich oparty jest przednimi łapami o tors Zoe. ** Gabrielle Mills: Witam Los Santos! Z tej strony Gabrielle Mills prosto ze studia Self Radio! Dzisiaj mam przyjemność gościć dwie wspaniałe kobiety, które swój czas poświęcają na pomaganiu innym. Miło mi przywitać Chenille Carter oraz Zoe Andersson. No i oczywiście towarzyszy Zoe. Drogie Panie powiedzcie jak dzisiejsze samopoczucie? *** Zoe podeśmiała się ciszej dalej drapiąc psa po karku. Zerknęła w kamerę z uśmiechem.** Chenille Carter: Hej, jestem niezwykle wdzięczna, że mogę siedzieć na tej kanapie i z Tobą rozmawiać. Chyba potrzebowałam tej rozmowy przed kamerą, żeby konkretnie wyłożyć dalsze plany naszej fundacji. Czuje się dosyć dobrze. Zoe Andersson: Cześć Wam, hej! Poza mną i Chenille mamy tutaj jeszcze Diesl'a i Lili. Dwa kociaki, które mam nadzieję po tym programie znajdą nowy dom! Dzięki Ci bardzo za zaproszenie Gabrielle, bardzo mi miło przysiąść na tej kanapie. **Jeden z kotów, gdy usłyszał swoje imię jak na wezwanie pociągnął łapką za koszulkę Zoe. Kobieta lekko podniosła brwi, poprawiła jego łapkę oraz swój top.** Gabrielle Mills: Świetnie was widzieć. Powiedzcie, ponieważ chyba nie skłamię, że obie działacie dla dobra społeczeństwa tylko w odmiennych formach. I tu mnie ciekawi jak zaczęła się wasza współpraca? Chenille Carter: Ja bym nie powiedziała, że w odmiennych formach? Obie jesteśmy podobnie odpowiedzialne za Le Foundation. Schronisko jest prowadzone przez fundację, więc... Większość naszych ruchów i tak jest skumulowana w jednej komórce. Fundacja działa na różnych obszarach, fakt. Ja w tym momencie zajmuje się PRem całej organizacji i działaniami stricte socjalnymi. Koordynuje planowanie ruchów i patrzę holistycznie na całą organizację. Tworze pomysły, weryfikuje je z resztą i.. I wprowadzam je wspólnie z Zoe w życie. Jednak tutaj masz racje, schronisko było jej inicjatywą. I to z jej inicjatywy powstało miejsce, z którego przywieźliśmy naszych towarzyszy. **Zoe w czasie wypowiedzi Chenille ułożyła bardziej na swoich nogach koty i podrapywała je. Jeden z kotów pacnął łapką w głowę swoją kocią koleżankę. Zaś drugi kot nie pozostał dłużny i również zamachnął się kilka razy łapą.** Zoe Andersson: Poznałyśmy się w ogóle przez wspólnego znajomego, który początkowo sporo nam pomógł. Ale tak... projekt schroniska i niesienia pomocy zwierzakom jest bardziej z mojej inicjatywy chooociaż Chenille razem ze swoją ekipą są sporą i nieodłączną tego częścią. Gabrielle Mills: Czyli wszystko wyszło od Zoe. W takim razie powiedz skąd osoba, która przede wszystkim jest znana z motoryzacji postanowiła zająć się zwierzakami w potrzebie? Zoe Andersson: Kurcze... nie mówiłam chyba tego jeszcze nigdzie ale zanim przyleciałam tutaj do Los Santos bardzo lubiłam... sporo podróżować... i w tym czasie odnalazłam w sobie taki dryg do zwierząt. Zwłaszcza tych, które są przyjaźnie nastawione do nas - ludzi. Chociaż nie mówię, spotkanie na pięć stóp z czymś kilkanaście razy większym od człowieka to całkiem inne przeżycie... ale tak... zwierzęta to też nieodłączna część mojego życia od małego. Miałam koty i psy w domu... tutaj też mam dwa psiaki w domu... jeszcze więcej na Mirror Parku. **W czasie wypowiedzi Zoe, Chenille zerkała na zwierzaki, uśmiechając się. Jeden z kotów zszedł z kolan Zoe i zaczął ostrzyć pazurki o oparcie sofy. Zoe widząc to podniosła kota i usadowiła go na kolanach i ponownie zaczęła drapać oba futrzaki, które ewidentnie były z tego faktu zadowolone.** Gabrielle Mills: Czyli zamiłowanie do zwierząt nie wzięło się znikąd. Dobrze wiedzieć. A powiedzcie... tak waszym zdaniem, czy zwierzęta nadają się dla każdego? I czy każdy powinien móc adoptować? Chenille Carter: Według mnie nie. Zwierzę to bardzo duża odpowiedzialność. Może delikatnie mniejsza, niż sprowadzenie na świat albo adopcja małego człowieka, ale.. To nadal spora rzecz. I nadal wymaga ogromu zaangażowania, odpowiedzialności i dojrzewania. Gdyby zwierzęta były dla każdego - instytucje podobne do naszej by nie istniały. Zoe Andersson: Zdecydowanie nie. Nie każdy jest stworzony do tego by żyć w towarzystwie kogoś, za którego musi odpowiadać i o niego dbać. Stąd też nasza dwuetapowa działalność przed jakąkolwiek adopcją. I nie ma tutaj żadnych wyjątków, nawet nasi pracownicy ją przechodzą i innej sytuacji nie widzę. **Podczas tych wypowiedzi oba koty prowadziły ze sobą małą walkę o uwagę Zoe, która ciągle drapała koty. Można usłyszeć ciche miauczenie kotów. Ogon jednego z kotów zaczął intensywnie pracować co przyczyniło się do zasłonięcia twarzy Zoe na chwilę.** Gabrielle Mills: Dobrze wiedzieć że przykuwacie uwagę na tak istotne sprawy. Już jakiś czas działacie z tym schroniskiem. Na tą chwilę jakbyście miały podsumować całą działalność, jak by brzmiało to podsumowanie? Zoe Andersson: Kurcze... zaczęłyśmy już trochę temu... wiem, że piątego grudnia ruszył w pełni projekt. Żeby tak działać w pełni, oddawać do adopcji zwierzaki tooo... osiemnastego kwietnia... pierwszy psiak - Max opuścił nasze mury do rodziny chyba właśnie z Mirror. Chenille Carter: Budowa zajęła trochę czasu. Musieliśmy wszystko wybudować od zera, żeby zgrało się z naszymi oczekiwaniami. Przyznam szczerze, ze chyba nigdy nie widziałam schroniska na podobnym poziomie. Gabrielle Mills: Niewątpliwie można powiedzieć że robicie wielką rzecz dla naszych mniejszych przyjacieli. I za to ogromne dzięki dla was, bo to po prostu wspaniałe. A powiedzcie jeszcze skoro jesteśmy w temacie schroniska... jakie macie dalsze plany z nim związane? Chenille Carter: Zoe? Zoe Andersson: Nooo... najbardziej wyczekujemy trzon do badań USG, który zostanie umieszczony w naszym lewym skrzydle. Zwierzaki jakie przyjmujemy do siebie bardzo często znajdywane były po prostu na ulicy. Nie do końca wiadomo co im może być a takie badanie USG znacznie przyśpieszy sprawdzanie ich stanu zdrowia. Kolejna sprawa tooo... chyba zatrudnić więcej pracowników. Aktualnie mamy niewielki zespół i planuję go lekko powiększyć. **Koty cały czas walczyły o atencję Zoe, która gdy się zorientowała, poprawiła lekko dłonie i zaczęła operować równocześnie, drapiąc oba koty w tym samym czasie.** Gabrielle Mills: Rozumiem. Przede wszystkim pewnie szukacie ludzi którzy kochają zwierzęta. Bardzo jestem ciekawa jak to będzie dalej wyglądało. A teraz trochę z innej beczki. Chenille? Oprócz pomocy zwierzętom również angażujesz się w problemy ludzkie. Choćby zbieranie funduszy na oddział psychologii. Powiedz jak to teraz funkcjonuje i czy całą akcję można nazwać wielkim sukcesem? Chenille Carter: Yeah, zdecydowanie. Zdecydowanie wszystkie ruchy, które zrobiliśmy w celu utworzenia darmowej kliniki psychologicznej można nazwać sukcesem. Cały czas staram się rekrutować kolejnych psychologów, wspierających nasz zespól. Każdego tygodnia wielu pacjentów, którzy często, gdyby nie nasza inicjatywa, wcale nie zdecydowaliby się na leczenie. Jesteśmy dużym, darmowym ośrodkiem wsparcia dla wielu mieszkańców naszego miasta. I jestem z tego totalnie dumna. Wielokrotnie wspominałam, że to tylko filar naszej działalności. Nie obracamy się wokół tego w pełni. Przyznam szczerze, że prowadzimy obecnie tyle ruchów, że.. że ciężko jest mi pogodzić prowadzenie tej kliniki? Trzymałam to na sobie pod kątem czysto formalnym, oczywiście z pomocą zaufanych specjalistów, ale.. Mam coraz mniej czasu na decyzyjność. Rozwijamy się w strasznie szybkim tempie. Po wywiadzie będę uczestniczyć w bardzo ważnym spotkaniu, które.. Które może tak naprawdę wiele nam dać. I jeśli wszystko wyjdzie - działania pomocowe będą jeszcze bardziej potężne. Gabrielle Mills: Spora odpowiedzialność oraz umiejętności logistyczne. I jak wspomniałaś to nie jest jedyny projekt. W sumie skąd wziął się pomysł na założenie fundacji? Od zawsze chciałaś nieść pomoc ludziom? Chenille Carter: Yeah, myślałam o tym jako o zwieńczeniu swojej kariery od jakichś.. Nie wiem, siedmiu lat? Wcześniej pracowałam w strukturach federalnych. Wielokrotnie o tym wspominałam, ale piastowałam pozycje w FBI. Fundacja, wraz ze wsparciem mojej partnerki Nannie Larocque, jest tym ostatnim elementem mojej układanki. Nie mam ambicji w innej dziedzinie. Ta fundacja to coś, co chce robić już zawsze. Bo czuję, że dopiero teraz w pełni spełniam się w życiu. **Podczas wypowiedzi Chenille, jeden z kotów na kolanach Zoe, zaczął się wiercić i finalnie wylądował na plecach. Zaczął machać łapkami tak by złapać rękę kobiety. Natomiast drugi kot co chwila zerkał na roślinę stojącą za kanapą i zszedł z kolan Zoe i usadowił się na kanapie tyłem do kamery skupiając się na roślinie. Zoe widząc co planuje jej futrzany przyjaciel poprawiła uchwyt smyczy tak, by ten nie mógł skoczyć na roślinę.** Gabrielle Mills: Pewnego rodzaju fundament jaki chcesz po sobie zostawić. Myślę, że gdyby większość ludzi miała takie podejście to świat byłby piękniejszy i mniej chorych rzeczy by się działo. A ty jak myślisz Zoe? Zoe Andersson: Egm... jedną sprawą jest chęć niesienia pomocy a inną umiejętnie jej niesienie. Wydaje mi się, że każdemu z nas przytrafiło się coś takiego, że chcieliśmy dobrze a wyszło jak wyszło czyli nie najlepiej. Nikt nie jest idealny ale powinniśmy ufać specjalistom. Takim, którzy już jakiś czas pracują z ludźmi czy w moim przypadku z zwierzakami i pomagać razem z nimi. Działania jakie prowadzi Chenille w fundacji są... wydaje mi się bezkonkurencyjne i mam nadzieję, że takich inicjatyw nie tylko Tylko z naszej strony będzie jeszcze więcej. A jeszcze wracając do pytania drugiego... eeehm... ono było ooo... że... znaczy... czy zawsze chciałam pomagać? Dobrze pamiętam? Gabrielle Mills: Dokładnie tego się tyczyło. Zoe Andersson: Pomagać lubię... pomagałam innym w szkole... ale czy będę pomagać do końca życia to nie wiem. Na pewno nie zostawię tego komuś nieodpowiedniemu. Jeżeli już schronisko zmieni właściciela tooo... będzie to lepsza osoba ode mnie na to miejsce. Gabrielle Mills: Rozumiem i widać że nasz mały przyjaciel nie może wysiedzieć. Wszystko go ciekawi *zaśmiała się pod nosem* Jeszcze wracając do Chenille. W jednej ze swoich wypowiedzi wspominałaś o kamienicy. Mogłabyś nam zdradzić coś więcej o tym projekcie i na jakim etapie już jest całe przedsięwzięcie? Chenille Carter: Kamienica jest w zasadzie gotowa. Zakończyliśmy remont i.. Ostatnio gościłam w niej nawet przedstawicieli naszego miasta. Mieszkania są gotowe, żeby oddać je w ręce potrzebujących osób. Tworzymy jednak cały czas logistykę z tym związaną. Chce jak najbardziej uprościć element zgłaszania zapotrzebowania i.. I generalnie rozreklamować naszą pomoc wśród osób, które naprawdę tego potrzebują. Przyznam szczerze, że jestem zupełnie zaskoczona finalnymi rezultatami. Mieszkania zostały przerobione na styl, który.. Który zupełnie odbiega od standardów, o których myślimy w momencie wspomnienia o mieszkaniach socjalnych. Myślę, że wszystko rozwiąże się już nawet w tym miesiącu. Tak jak mowie, tylko kwestie logistyczne. **Kot na kanapie pomimo ograniczenia ciągle przyglądał się roślinie. Zoe rozluźniła lekko smycz, a kot po kilku chwilach finalnie pochwycił jeden z listków. Jego szczęście nie trwało długo i zostało przerwane siłą grawitacji, która sprowadziła go na sofę gdzie spadł na plecy. Zoe widząc co się dzieje od razu zablokowała możliwość by kot spadł dalej z kanapy i podeśmiała się cicho pod nosem.** Gabrielle Mills: Czyli nie zostaje nam nic innego jak oczekiwać dalszych informacji w tej sprawie. A sądząc jak ogromną pracę do tej pory zrobiłaś to ludzie nie będą zawiedzeni. Teraz jeszcze przechodząc do Zoe. Wiesz już kto kolejny rzuci ci wyzwanie? I ogólnie czy te wyzwania są dla ciebie obciążeniem? Zoe Andersson: Mowa o zdjęciach na Invaderze? Huh... jest to coś... pracochłonnego i nie ukrywam, że kosztownego. Sama w połowie poprzedniego wyzwania przestałam zliczać koszty wynajmu wozów iii... fotografów - bo było ich naprawdę sporo. Jest to coś co... Na pewno zabiera mi sporo czasu ale też... kocham to co robię. Lubię robić sobie zdjęcia, lubię jak mnie ktoś fotografuje... a jak do tego jest do przekazania jakiś... rzadki wóz to tym bardziej mnie to cieszy i motywuje. Zdarza się też tak, że robię zapas zdjęć gdy na przykład wiem, że następny tydzień jest bardzo ściśnięty terminami ale... staram się tego nie robić. **Kot leżący n plecach, świetnie się bawił przewracając z boku na bok, kocica natomiast zlazła z kolan i usiadła na sofie wpatrując się w oświetlenie. Jej towarzysz zaczął głośno miauczeć nie mogąc uzyskać zainteresowania od Zoe dlatego też przewrócił pyszczek w stronę Chenille. Kobieta złapawszy kontakt z kotem złapała go i usadowiła na swoich kolanach drapiąc go i bawiąc się z nim. Zoe cały czas drapała kocicę po głowie i za uszami.** Gabrielle Mills: Chyba możesz na spokojnie powiedzieć że to też spore wyzwanie logistyczne. A już masz plany na trzecią turę czy na razie o tym nie myślałaś? Zoe Andersson: Z pewnością chce zrobić małą przerwę... pomiędzy pierwszym a drugim wyzwaniem nie było sporo wolnego czasu. Też... kolejne wyzwanie zależy od tego czy ktoś będzie chciał mi takie postawić. Gabrielle Mills: Myślę że na pewno ktoś się znajdzie ale... *spojrzała w kamerę* ludzie dajcie dziewczynie złapać oddech! A teraz tak na poważnie... obie miałyście przyjemność współpracować z władzami miasta. Czy waszym zdaniem pomoc miasta jest wystarczająca? Chenille Carter: Nie chciałabym zabierać głosu w czysto polityczny sposób, ale.. Z punktu widzenia socjalnego i z punktu widzenia współpracy z nami.. Yeah, władza radzi sobie z postawionymi trudnościami. Przyznam szczerze, ze współpraca z obecnym rządem jest bardzo korzystna dla charytatywnej działalności. Widzimy w ten sposób wiele rzeczy i cieszę się, ze udało się nam zorganizować taka współpracę. W tym momencie *przerwała na chwilę wypowiedź, wybita z rytmu przez kota, podrapała go energicznie po brzuchu* W tym momencie jesteśmy na etapie planowania kolejnych ruchów. Możliwe, że również włączymy w to rząd. Ciężko jest zorganizować dom dziecka bez współpracy z rządem. **W momencie gdy dłoń Chenille znalazła się na brzuchu kota, ten wykorzystał okazję i złapał ją obydwiema łapami, wbijając w nią pazury. Kobieta przygryzła wargę, jednak nic nie zrobiła kotu i zaczęła się z nim droczyć.** Zoe Andersson: Ciężko mi jakkolwiek wypowiedzieć się na ten temat. Wszystko załatwiały dziewczyny jeżeli chodzi o kontakt z władzami. Przekazywały mi co trzeba i ja robiłam swoje. Lecz po co razem osiągnęliśmy jestem w stanie powiedzieć, że dają radę. Gabrielle Mills: Do dość pokrzepiające słowa z waszej strony. No i widzę Chenille że nie zwalniasz z kolejnymi projektami. Tak już powoli kończąc... powiedzcie mi, bo działacie na ogromną skalę, a co z osobami, które pomagają w drobnostkach w codziennym życiu. Czy takie małe gesty mają wpływ na ogólny stan poprawy warunków ludzi, którzy faktycznie potrzebuj pomocy? Chenille Carter: Powiedziałabym, że to tak samo dobre. Serio. Najlepsze są oddolne inicjatywy. Gdyby wszyscy ludzie działali oddolnie, nasze organizacje byłyby miłym dodatkiem. Dlatego serdecznie zachęcam do pomocowych inicjatyw w codziennym życiu. Gabrielle Mills: W końcu liczą się te małe społeczności, czyż nie? Zoe a jak wygląda u ciebie spojrzenie na pomoc w życiu codziennym i drobne gesty? Zoe Andersson: Wydaje mi się, że pomoc jaką niesiemy innym prędzej czy później o nas wraca. I czy są to niewielkie gesty czy coś sporego to naprawdę ma to wielką rolę nie tylko dla nas ale dla każdego, który tej pomocy potrzebuje oraz jego otoczenia więc nawet te drobne gesty pomocy mają swoją rolę i są jak najbardziej mile widziane. Gabrielle Mills: Moje drogie, bardzo pięknie powiedziane i myślę że tym możemy powoli kończyć. Jednak za nim... każdy nasz gość na koniec ma chwilę dla siebie z kamerą. Pozdrowienia, przesłania, wszystko co chcecie i właśnie w tym momencie oddaje wam inicjatywę. *uśmiechnęła się szeroko do obu kobiet i wskazała gestem w stronę kamery* Chenille Carter: Yeah, ja chciałabym podziękować wszystkim darczyńcom, którzy decydują się wspierać naszą fundację. To tylko dzięki Wam jesteśmy w stanie działać. I będziemy cały czas, nieprzerwanie funkcjonować. Idzie nowe, a my pokażemy Wam to z pełna satysfakcją. Po prostu.. Już niedługo. Dziękuje za możliwość uczestnictwa w tym wywiadzie, dziękuje Tobie Gabrielle, dziękuje Zoe i naszym kociakom. Chciałabym tez z tego miejsca pozdrowić Nannie Larocque, która jest nawet w tym momencie obecna w studio. **Po wspomnieniu Nannie widzowie mogli zobaczyć jak obraz kierowany jest na nią. Kobieta siedziała na sofie. Lekko zaskoczona faktem, że została pokazana pomachała w stronę kamery, skromnie się uśmiechając. Po tym obraz ponownie wrócił na prowadzącą i jej gości.** Zoe Andersson: Ja tylko na sam koniec chciałabym dodać, że oba kociaki bo Diesel jak i Lili to zwierzaki, które możecie adoptować. Poza tymi słodziakami mamy ich jeszcze sporo więc naprawdę nie bójcie się zaglądać na naszą stronę czyli AnimalCareFoundation.com. Chyba tyle ode mnie i do zobaczenia! *podniosła Lili z kanapy, pomachała łagodnie jej łapką do kamery a zaraz to usadowiła na kolanach* Gabrielle Mills: Dokładnie tak. Jeżeli chcecie pomóc tym dwóm zwierzaczkom to wchodźcie na stronę schroniska i działajcie. Ja wam bardzo dziękuje, że dzisiaj tutaj gościłyście i podzieliłyście się z nami swoimi przemyśleniami i planami. *spojrzała prosto w kamerę* A ja przypomnę że moimi gośćmi były dzisiaj Chenille Carter oraz Zoe Anderson. Kobiety, które robią naprawdę wiele dobrego zarówno dla ludzi jak i zwierząt. Żegnam się z wami ciepło i do następnego. See ya! Zoe Andersson: Paaa! **Chenille pomachała do kamery, natomiast kot znajdujący się na jej kolanach miauknął przeciągle jakby żegnał się na swój sposób. Po chwili obraz pociemniał i pojawiło się logo Self Radio i zaczęły lecieć napisy końcowe osób odpowiedzialnych za realizację programu.**
-
BY GABRIELLE MILLS | 27.04.2023 **Na wszystkich oficjalnych stronach Self Radio pojawił się nowy materiał rozmowy przeprowadzonej z Tori Ramirez. Materiał jak zawsze dostępny jest w formie zapisu ze studia oraz transkrypcji.** Gabrielle Mills: Witam Los Santos! Mówi dla was Gabrielle Mills prosto ze studia Self Radio! Dzisiaj mam przyjemność gościć osobę, która skradła serca wielu fanów i jest idolką tłumów. Drodzy widzowie miło mi powitać z nami Tori Ramirez! Tori powiedz jak się masz? Tori Ramirez: Hey, witam wszystkich! Jak się mam? Póki co mogłabym rzec że znakomicie, wszystko co planuję i robię idzie po mojej myśli więc mogłabym powiedzieć że nawet i lepiej! Gabrielle Mills: Pozytywne myślenie do klucz do sukcesu. I zapewne masz teraz sporo pracy tym bardziej, że przez jakiś czas zniknęłaś ze sceny tego miasta. Powiedz proszę czym to zniknięcie było spowodowane? Tori Ramirez: *podłapała szklankę z wodą, upiła nieco cieczy, zaraz to ułożyła ją sobie do kamery i nieznacznie się uśmiechnęła* Wiesz.. Miałam wtedy gorszy okres w życiu, niepotrzebna nikomu drama, problemy życiowe.. z czasem doszło do tego że straciłam jakąkolwiek wenę do tworzenia czegoś, no i stwierdziłam że lepiej by zrobić sobie przerwę niż sztucznie się uśmiechać i robić muzykę na siłę. Gabrielle Mills: Nie chciałaś po prostu oszukiwać swoich fanów co na pewno zasługuje na szacunek. A powiedz jak już postanowiłaś wrócić do kontynuowania kariery jakie uczucia ci towarzyszył? Był stres czy podniecenie? Tori Ramirez: Wiesz.. początkowo nawet nie wiedziałam jak się za to zabrać by wrócić do branży.. Dopiero dzięki pomocy Nannie i Chenille udało mi się wstać.. więc to ich zasługa że wróciłam.. A jakie to były uczucia? Wiesz.. strach i stres bardzo mną dominował.. Szczególnie przy wydawaniu "You part two" czy wtedy gdy pierwszy raz weszłam na scenę na bankiecie od Le Foundation. *siadła nieco luźniej, napiła się wody* Gabrielle Mills: Pewnie był to dla ciebie ciężki okres, z którego wyszłaś jak najbardziej zwycięsko. W końcu miałaś możliwość wystąpienia na krążku od Le Foundation. Czy w twoim odczuciu kawałek "Adios" był udany i to było to czego twoi fani oczekiwali? Tori Ramirez: Hmm... Sądzę że ten kawałek był całkiem udany, a czy tego fani oczekiwali? Nie mam szczerze mówiąc pojęcia, głównie z tego względu że nieco zmieniłam siebie, a co za tym idzie zmieniłam swoją muzykę. Powiedziałabym że mogłoby to być miłe zaskoczenie i poznanie mojej takiej.. jakby to ująć.. innego podejścia do muzyki? Zmieniania swojego stylu muzycznego? Coś w tym rodzaju. Gabrielle Mills: To trochę brzmi jak szukanie siebie poprzez muzykę. Zapewne twoi fani i tak docenią twoją twórczość. W końcu pokochali cię nie tylko za muzykę ale i twój charakter. Wspominałaś również o występie na bankiecie i że towarzyszył ci stres i strach. Pierwszy koncert po długiej przerwie. Jak już usłyszałaś pierwsze nuty kawałku i przyszło wyśpiewać pierwsze słowa czy te uczucia odeszły? Tori Ramirez: *pokręciła głową przecząco* Kompletnie nie.. wiesz.. ten stres.. strach dopiero minął gdzieś w połowie śpiewania kawałka. Nie powiem.. ten stres towarzyszył mi od momentu obudzenia się w dniu bankietu do właśnie momentu gdy byłam w połowie śpiewania tego kawałka, później szło się już uspokoić, zdaje mi się że widowni też spodobał się ten kawałek, więc finalnie było warto po stresować się by później umilić komuś czas. Gabrielle Mills: Myślisz że przy kolejnym występie podejdziesz do tego na luzie i bez tych wszystkich negatywnych emocji? Tori Ramirez: Kompletnie nie, to akurat normalne jest u mnie że przed każdym koncertem się stresuje. Szczerze mówiąc to nigdy nie zagrałam koncertu przed którym bym się nie stresowała.. Zawsze są w głowie te myśli których nie da się pozbyć, na przykład takie zapomnienie tekstu czy.. na przykład utrata głosu. Ciężko się pozbyć tego stresu, ale wiem że pewnego dnia powinno dojść do tego że się zacznę bardziej się z tym oswajać. Gabrielle Mills: Tori jesteś jeszcze młodą dziewczyną i masz sporo czasu żeby przywyknąć do tego. Jeszcze trochę obycia i to wszystko zniknie. **Gabrielle zamilkła na chwilę i spojrzała na dziewczynę dość poważnie, zaś Tori uśmiechnęła się delikatnie, ciesząc się w głębi, że kobieta chce dodać jej otuchy. Po chwili Gabrielle powoli dodała:** Gabrielle Mills: Na bankiecie zaskoczyłaś nas nie tylko występem ale również obecnością twojej osoby towarzyszącej. Zważając również na fakt że na twoim profilu na LI twój status związku zmienił się na zajęta, powiedz czy tajemnicza dama u twego boku to twoja partnerka życiowa oraz czy możesz nam zdradzić kto skradł twoje serce? Tori Ramirez: *spojrzała na nią, bardzo zaskoczona pytaniem kobiety* Amm.. ten.. wiesz.. no.. tak, to moja partnerka, jesteśmy już ze sobą z.. dobry miesiąc? Czuje też, że zmierza ta relacja w jak najlepszą stronę! A czy mogę zdradzić to już nie wiem.. Liczę się bardzo z jej zdaniem i nie wiem czy ona by chciała bym ją przedstawiała światu. Nie chciałabym zrobić niczego wbrew jej woli.. Też przedstawienie jej światu ze mną mogłoby nieco ją przytłoczyć? Wiesz.. jest to już jakiś poziom rozpoznawalności, nie wiem czy też byłaby gotowa na to.. Na ten moment pozwolę tej relacji by się rozwijała i z czasem zobaczymy co będzie. *przytaknęła pewnie na swoje słowa, będąc dumna z zdań które właśnie wypowiedziała* Gabrielle Mills: *uśmiechnęła się delikatnie a jej spojrzenie złagodniało. Przytaknęła na słowa dziewczyny i wzięła łyka wody. Dodała opanowanym głosem* Rozumiem że chcesz ją chronić i totalnie szanuję taką decyzję. Najważniejsze jest to że jesteście obie zadowolone i widzicie światełko dla tego związku. Na pewno wiele osób będzie trzymać kciuki za was. Tori Ramirez: Też na to liczę.. Jeśli przyjdzie dobry czas to najpewniej świat pozna ją bardziej! No i wierzę w to że ta relacja utrzyma się jak najdłużej! Gabrielle Mills: I oby tak było Tori. Jednak odsuńmy na bok sprawy miłosne. Wcześniej twoją karierę prowadził Blake zaś teraz odpowiedzialną jest Nannie, która jak wspomniałaś bardzo ci pomogła. Powiedz jak oceniasz waszą współpracę na ten moment? Tori Ramirez: Współpraca z Nannie? Jest naprawdę znakomicie. Cieszę się że to ona prowadzi moją karierę bo dzięki temu poprawiłam nie tylko samą siebie, ale też swoją muzykę. Naprawdę mocno rozwinęłam się pod jej okiem i jestem z tego potwornie szczęśliwa. Życzę każdemu takiej managerki jaką jest Nannie, bo wie co robi i co jest najlepsze dla danego artysty. Dzięki niej właśnie powróciłam do muzyki, dzięki niej wydałam "You part two" i dzięki niej i Chenille wystąpiłam na albumie od Le Foundation. *uśmiechnęła się szczerze, upiła nieco wody* Gabrielle Mills: To chyba dobrze, że współpraca układa się znakomicie. A jeżeli byś musiała porównać współpracę z Blake a teraz z Nannie, czy Blake w czymś by przebił Nannie? Tori Ramirez: *kaszlnęła, kompletnie nie spodziewając się danego pytania. Napiła się wody* Ymm.. Wiesz.. Zarówno Blake jak i Nannie odwalili kawał dobrej roboty. Czy Blake w czymś przebił Nannie? Chyba.. nie? Co bym nie powiedziała, Blakeowi jestem tak samo wdzięczna jak Nannie. Bez tej dwójki możliwe że nie byłabym na tym poziomie na którym obecnie jestem. Obydwoje zrobili dla mnie naprawdę wiele, za co jestem im cholernie, ale to tak bardzo cholernie wdzięczna. *złapała większy wdech po swojej wypowiedzi, podciągnęła nosem kilka razy* Gabrielle Mills: *słysząc dość dyplomatyczną odpowiedź dziewczyny kiwnęła jedynie twierdząco głową a kącik jej ust powędrował do góry* Można powiedzieć, że na razie masz szczęście do osób, które pomagają ci się rozwinąć. Jedynie pozostaje nam czekać co dalej będzie. Jesteś też dość aktywna w sieci i na ostatnim live stremie zapowiedziałaś że pracujesz nad nowym kawałkiem. Zdradzisz nam trochę co przygotowałaś? Tori Ramirez: O boże, sądziłam że nie zapytasz. **Tori powiedziała to dość luźno, podeśmiała się głośniej. Kamera uchwyciła jak Gabi robi minę niewiniątka i również podeśmiała się pod nosem. ** Tori Ramirez: Well.. Już w sumie nie pracuję, bo kawałek jest skończony. No ale przez pewien czas myślałam i myślałam o czym bym mogła zrobić kawałek, wpadło mi do głowy że przecież hej, miałam półroczną przerwę, może bym o tym napisała coś? No i postanowiłam, że to by w sumie miało ręce i nogi. Zazwyczaj generalnie pisze teksty które odnoszą się do mojego życia. No i wiesz, przez ten czas udało mi się skomponować kawałek, ogarnąć teledysk do tego.. nagrać ten kawałek z moją ulubioną producentką! Kocham Cię Uymin! No i.. kawałek generalnie będzie się odnosił do moich błędów w tej półrocznej przerwie czy po prostu do mojego życia. Gabrielle Mills: Brzmi to trochę jakbyś z tej piosenki zrobiła swój pamiętnik, który dosłownie każdy będzie mógł przeczytać. A możesz nam zdradzić jaki tytuł będzie nosił oraz kiedy możemy się go spodziewać? Tori Ramirez: Aaa... oczywiście że tak. Nutka będzie nosiła nazwę "Half Of The Year", co jasno się odnosi w sumie do tego co powiedziałam *podeśmiała się* A na światło dzienne zostanie ona pokazana siódmego maja.. Czyli to.. ponad tydzień? Jezu.. jak ten czas zleciał. Gabrielle Mills: Słyszeliście? *zwróciła się do kamery* Już siódmego maja będziemy mogli usłyszeć co ta wspaniała dziewczyna ma do powiedzenia w słowach swojej piosenki. *wróciła wzrokiem na Tori* Tak sobie myślę... czy ten kawałek będzie częścią jakiegoś większego projektu? Nie okaże się zaraz, że zrzucisz na swoich fanów informacji, że to nie wszystko co przygotowałaś dla nich? Tori Ramirez: *zarechotała cicho* Bardzo bym chciała by było coś jeszcze do tego, ale niestety nie ma.. Mogę powiedzieć chyba tylko tyle.. Przepraszam Nannie! *podeśmiała się* Że niedługo będę robiła kroki w kierunku stworzenia albumu. Na ten moment mam tylko przygotowany track z teledyskiem, ale mam nadzieje że nikogo to nie zawiedzie. Gabrielle Mills: Tori jak Nannie za to będzie chciała cię rozszarpać to dawaj nam znać coś poradzimy. *zaśmiała się dość głośno* Tori Ramirez: *zaśmiała się głośniej, kręcąc głową* Nie no.. Nannie nie jest taka, serio musisz ją kiedyś poznać. To serio fajna i miła kobieta, mogłybyście znaleźć wspólny język - wiesz? Gabrielle Mills: Spokojnie jedynie się nabijam. I wierzę że Nannie jest świetna. I w takim razie to co powiedziałaś o albumie i przez to nasuwa się inne pytanie. Czy znajdą się na nim jakieś kolaboracje? A w szczególności interesuje mnie czy masz jakiegoś artystę z którym szczególnie chciałabyś współpracować? Tori Ramirez: O jejku.. Wiesz.. Rozmawiałam już z.. dwójką? *przymknęła się na chwile, popatrzyła w górę nieco rozmyślając, zaraz to wróciła wzrokiem do kobiety* Tak, z dwójką artystów którzy znajdą się na tym albumie, ale nie ukrywam że planuje nieco więcej featów. Mam na oku jeszcze.. trzy osoby z którymi fajnie byłoby coś stworzyć, ale czy to się uda to zależy tylko od nich, a też nie chcę tak rzucać nazwiskami. Gabrielle Mills: W takim razie pozostaje nam czekać na efekty twojej?... waszej pracy. A jeszcze jeżeli chodzi o taką wymarzoną współpracę to z kim chciałabyś nagrać kawałek? Tori Ramirez: O kurde.. to ciężkie pytanie.. Ale jeśli miałabym tak wybierać i nie miałby to być artysta z którym coś już nagrałam i oczywiście byłby to artysta z sceny lokalnej.. To postawiłabym na Asami, kiedyś miałyśmy zrobić nasz wspólny colab, ale niestety do tego nie doszło. Może w przyszłości się uda? Kto wie? Gabrielle Mills: Wszystko jest możliwe a przyszłość nieprzewidywalna. A jak już mówimy o przyszłości... Tori gdzie siebie widzisz za parę lat? Ciągle to by była muzyka czy może coś innego? Tori Ramirez: Sądzę że celuję głównie w muzykę, to mi najlepiej wychodzi i z tym będę chciała brnąć do przodu. A gdzie siebie widzę? Wiesz.. to ciężkie, ale chciałabym kiedyś zagrać na Times Square podczas sylwestra, niby strach i stres, ale to byłoby fajne przeżycie no i kto by nie chciał zagrać na Times Square? *zaśmiała się cicho* Gabrielle Mills: *uśmiechnęła się pod nosem* Chyba jedynie jakiś nienormalny. Tori każdy mój gość na zakończenie programu dostaje chwilę sam na sam z kamerą. I również ty masz taką możliwość, więc podziękowania, pozdrowienia, wszystko co przyjdzie ci na myśl teraz masz okazję. *wskazała ręką w kierunku kamery zachęcająco* Tori Ramirez: O jezus.. Dobra! To chciałabym podziękować Torinators, że jesteście ze mną, że mnie wspieracie, naprawdę doceniam to bardzo mocno i mam nadzieje że każdy mój następny kawałek będzie moim podziękowaniem w waszą stronę! Pozdrawiam również Nannie, Chenille, Marcusa oraz UymiN, kocham was bardzo mocno! No i przede wszystkim chciałabym pozdrowić moją kochaną damę która jest w moim serduszku! Czekajcie na Half Of The Year, a za ten czas zapraszam do odsłuchu krążka od Le Foundation! Kocham was! *pomachała wesoło do kamery* Gabrielle Mills: I tym właśnie wesołym akcentem kończymy dzisiejszy program. Przypomnę, że moim gościem była Tori Ramirez, która pokazała nam dzisiaj że wraca ze zdwojoną mocą. Obserwujcie poczynania tej dziewczyny. A na teraz się żegnam z wami ciepło i do następnego. See ya! Tori Ramirez: Paa! **Obraz uchwycił obie kobiety. Mills posłała promienny uśmiech w stronę kamery. Tori natomiast pomachała do kamery z uśmiechem. Po chwili cały obraz zanikł ukazując logo Self Radio oraz napisy osób odpowiedzialnych za realizację programu.**
-
BY GABRIELLE MILLS | 29.03.2023 **Na stronach Self Radio w godzinach wieczornych został opublikowany materiał z rozmowy, którą przeprowadziła Gabrielle Mills. Tym razem gościem dziennikarki był DJ ASTRO. Materiał jak zawsze dostępny w formie nagrania ze studia oraz transkrypcji.** Gabrielle Mills: Witam Los Santos! Mówi dla was Gabrielle Mills prosto ze studia Self Radio. Dzisiaj mam przyjemność porozmawiać z człowiekiem, który w ostatnim czasie zrobił sporo zamieszania w sieci. Miło mi powitać Maksima Morozowa znanego jako DJ ASTRO! Cześć Maksim. Mam nadzieję że gościsz u nas z dobrym humorem? Maksim Morozow: Witaj Gabrielle. Witaj Los Santos. Jak najbardziej goszczę dobrym humorem i jestem podekscytowany tym że mogę u Was gościć po raz pierwszy. Gabrielle Mills: I my również się cieszymy że w końcu miałeś okazję zjawić się u nas. Powiedziałam, że ostatnio zrobiłeś sporo szumu w sieci. Zapewne zdajesz sobie sprawę że nie odpuszczę ci tematu artykułu Celebrity Preview. Jak się odniesiesz do informacji tam zawartych? Maksim Morozow: Każdy dobrze zna Celebrity Preview i dużo chyba nie muszę mówić na ten temat. Jak mam być szczery to nie mam zamiaru odnosić się do informacji zawartych w danym artykule. Gabrielle Mills: Mimo wszystko skądś musieli wziąć te informacje. Wiesz jak mówią... w każdej plotce jest ziarno prawdy. Ale jeżeli nie chcesz odnosić się do artykułu to chociaż zdradź naszym widzom czy masz na pieńku z Baby Rayem? Maksim Morozow: Nie mam na pieńku z nim, ostatni raz kiedy miałem z nim większy kontakt z czego co pamiętam to było kilka miesięcy temu podczas jego występu. Myślę że rozeszliśmy się w dobrych relacjach. Jak to niektóre osoby twierdzą "uratowałem" mu koncert, całość dobrze wspominam tak samo jak całą imprezę. Gabrielle Mills: Mimo twoich słów zostałeś przedstawiony jako oprawca. Na dodatek ten artykuł miał swoje konsekwencje. Została zakończona współpraca z GENERATION A. Z twojego punktu widzenia masz jeszcze szansę żeby tam powrócić? Maksim Morozow: Tak to prawda moja współpraca z GENERATION A została zakończona, ale pewnych kwestii takich jak powrót czy co tam się wydarzyło wolę zachować dla siebie. Gabrielle Mills: To może lekko zmodyfikujmy sytuację. Masz możliwość powrotu. Czy chciałbyś wrócić? Dla wielu twoich fanów jest to na pewno nurtująca kwestia. Maksim Morozow: Jak to mówią trzeba iść do przodu. Doceniam pomoc oraz szansę rozwoju jaką dostałem od Lexie, trzeba iść dalej. Pewniej się czułem jak działałem na własną rękę. Zapewne polecą pytania typu, czy Generation A limitowało Cię? Nie, chcieli dla mnie jak najlepiej i nie limitowali mnie w żadnych decyzjach które chciałem podjąć co do mojego rozwoju w karierze. Gabrielle Mills: Zdrowa współpraca i szanowanie siebie nawzajem. To dość ważne żeby umieć znaleźć złoty środek. A czy masz zamiar teraz działać solo w prowadzeniu swojej kariery czy rozglądasz się nad inną wytwórnią? Maksim Morozow: Trudno powiedzieć co się stanie za jakiś czas, aktualnie planuje działać samemu, jak to robiłem przez dłuższy okres czasu przed dołączeniem do wytwórni czy założeniem własnej. Gabrielle Mills: Czyli jakiś plan jest. No dobrze. Odejdźmy może trochę od tego co się dzieje w sieci i przejdźmy do tego z czego jesteś przede wszystkim znany. Jesteś producentem sporej ilości kawałków. Jak rozmawiałam z Asami to powiedziała że bardzo dobrze się wam współpracowało. Wolisz tworzyć dla siebie czy raczej dla innych. A może nie ma dla ciebie znaczenia? Maksim Morozow: Współpracuje z wieloma artystami - mniejszymi czy większymi jednym z nich jest Asami. Traktuje produkcję jako hobby, a nie jako pracę. Wolę tworzyć z kimś ponieważ to daje mi większe wizje i wiele więcej pomysłów. Lubię eksperymentować gatunkami muzycznymi oraz dźwiękami, muzyka powinna łączyć a nie dzielić. A pracowanie z innymi ludźmi pozwala mi na rozszerzenie moich pomysłów co do twórczości. Każdy spogląda na wszystko inaczej i to jest piękne w muzyce. Gabrielle Mills: Jesteś w stanie przy takiej współpracy stworzyć coś nieoczekiwanego. A jeżeli chodzi o tworzenie jeszcze. Jest jakiś gatunek bądź osoba, gdzie nie podjąłbyś się stworzenia utworu? Maksim Morozow: Nie ma takiego gatunku czy osoby, lubię wyzwania i próbowania nowych rzeczy. Gabrielle Mills: Więc twoim słowniku nie ma słowa niemożliwe. Dobrze wiedzieć. Nie działasz tylko dla innych ale tworzysz również numery na swoje konto. Na początku miesiąca miała miejsce premiera "RINGTONE". Już po czasie, możesz powiedzieć że jesteś zadowolony z tego utworu czy widzisz jakieś błędy? Maksim Morozow: Z czasem jak przeglądam swoje produkcje są chwile, że nie jestem z nich zadowolony, bo wiem że mógłbym pewne rzeczy lepiej dopracować, chodzi tutaj konkretnie o miks oraz mastering. Gabrielle Mills: Więc nie popadasz w samo zachwyt? Maksim Morozow: Można tak powiedzieć, ale wiem że daje z siebie wszystko - sto procent i doceniam swoją pracę z której finalnie jestem zadowolony. Czasami słucham swoich pierwszy utworów, które wydałem i widzę ten progres jaki zrobiłem z którego jestem najbardziej zadowolony. Gabrielle Mills: I pewnie dalej będziesz się rozwijał. Tym bardziej że ten ostatni kawałek jest zapowiedzią twojego nadchodzącego albumu "STORIES". Zdradzisz nam coś więcej na temat albumu? I oczywiście kiedy możemy się go spodziewać? Maksim Morozow: Sam pomysł albumu był wyrzuceniem z siebie emocji oraz słabszych chwil. Co do publikacji samego albumu, sprawy się trochę skomplikowany ale pracuje nad wszystkim i myślę, że jeszcze w następnym miesiącu się pojawi. Gabrielle Mills: Mam nadzieję że nie będziesz trzymał swoich fanów długo w niepewności Maksim. Ogólnie ciekawi mnie jak DJ oraz producenci z codziennych dźwięków potrafią zrobić coś niezwykłego. Tak naprawdę dajecie tym dźwiękom drugie życie, a raczej brzmienie. Czy w albumie uświadczymy właśnie czegoś takiego? Maksim Morozow: Cały album jest stworzony w gatunku z którego jestem najbardziej znany czy jak ktoś woli rozpoznawalny na scenie muzycznej ale na pewno nie zabraknie niespodzianek jak to jest u mnie w albumach. Gabrielle Mills: Dajesz wiele smaczków nam tutaj co do tego albumu. Maksim trzymam kciuki że uporasz się z komplikacjami i wydasz go jak najszybciej. A tak na koniec powiedz nam jeszcze... jak myślisz o przyszłości to widzisz siebie w muzyce czy raczej w czymś innym? Maksim Morozow: Nie widzę siebie w czymś innym niż muzyka, tak jak wspomniałem traktuje muzykę jako hobby i chciałbym się w tym rozwijać. Gabrielle Mills: W porządku. Dobrze mieć pasje którą sukcesywnie się rozwija. Maksim zbliżamy się do końca i tradycyjnie daję moim gościom chwilę na wolny wywód. Czy to pozdrowienia czy naprostowanie jakiś niedomówień. Więc właśnie teraz kamera jest twoja. Maksim Morozow: Dziękuje jeszcze raz Self Radio za zaproszenie i mam nadzieje że to nie jest moja ostatnia wizyta w tym miejscu. Chciałbym również pozdrowić moich fanów oraz bliskich, którzy śledzą ten wywiad. Gabrielle Mills: Też mam taką nadzieję że jeszcze będziesz u nas gościł nie raz. Dziękuje ci za to że mieliśmy okazję porozmawiać. Moim gościem był Maksim Morozow znany szerzej jako DJ ASTRO! A my widzowie zapewne słyszymy się i widzimy już niedługo. See ya! **Obraz uchwycił jeszcze całą scenerię, a następnie na środku ekranu pojawiło się logo Self Radio. Obraz płynnie przeszedł w czerń i pojawiły się napisy członków ekipy odpowiedzialnych za realizację programu.**
-
BY GABRIELLE MILLS | 24.03.2023 **Na oficjalnych stronach Self Radio pojawiła się powtórka wczorajszego wywiadu, który odbył się w godzinach wieczornych. Osoby, które nie były w stanie zobaczyć wczorajszego wywiadu, mają szansę go przesłuchać. Materiał jak zawsze jest w formie transkrypcji jak i samego nagrania ze studia. ** Gabrielle Mills: Witam Los Santos! Mówi Gabrielle Mills prosto ze studia Self Radio. Dzisiaj mam przyjemność gościć osobę, o której ostatnio jest dość głośno w mediach. Miło mi powitać Asami Kiyoko! A towarzyszy jej również Martin Faye! Miło mi was u nas gościć. Asami Kiyoko: Witaj Gabrielle, Witaj Los Santos. Nam też jest również miło zawitać dzisiaj w studiu Self Radio. Martin Faye: Witajcie drodzy słuchacze. Jestem bardzo podekscytowany tą rozmową, w szczególności, że jeszcze nie miałem okazji rozmawiać w waszym studio. Za chwilę się okaże co dzisiaj dla nas przyszykowałaś Gabrielle. Może niezupełnie dla nas, a dla słuchaczy! Gabrielle Mills: Zapewniam Cię Martin, że kilka tematów znajdzie się do rozmowy. Tym bardziej jak mówiłam na początku, o Asami ostatnio jest głośno. Więc na początek gorący temat czyli artykuł Celebrity Preview. Asami jak się odniesiesz do tego tekstu? Asami Kiyoko: Zacznijmy od tego, że portal Celebrity Preview jest na mojej czarnej liście, gdy dostałam informację od znajomego, że piszą o mnie w artykule, nie dość, że w bardzo obraźliwy sposób, to jeszcze sama tematyk artykułu pobicia. Byłam po prostu w szoku, że ktoś na siłę próbuje wcisnąć moje nazwisko na języki odbiorców. Nie ukrywam, że ostatnio trzymam się w cieniu jeśli chodzi o dramy, więc po ciszy z mojej strony, ten artykuł był po prostu próbą nieudanej zaczepki. Martin Faye: Celebrity Preview? Jestem zdumiony, że tak poważna radiostacja czyta takie mało znaczące bzdury. Przecież portale plotkarskie zarabiają na atencji, którą niestety dają im ich ofiary. Słyszeliście cokolwiek od Celebrity Preview o ostatnich wydarzeniach? O zamachu terrorystycznym na siedzibę Lifeinvander? O proteście Black Live Matter? Nic nie wspomnieli o akcji charytatywnej Memphisa Tavaresa help orphanage 2. Gdzie wtedy byli? Gabrielle Mills: Martin zapewne dlatego, że w tych przykładach nie było znanych nazwisk i dram kręcących się wokół nich. Jednak nie poruszyłam tego tematu przez plotki tylko z czystej ciekawości skąd decyzja Asami o zakończeniu współpracy z Lexie? Asami Kiyoko: Tutaj odpowiedź jest bardzo prosta i poniekąd Lexie już odpowiedziała na to pytanie we wcześniej wspomnianym artykule. Nadszedł czas w mojej karierze kiedy postanowiłyśmy, że pora przestać kurczowo trzymać się Lexie. Tym bardziej, że liczba jej podopiecznych wzrosła i nie mogła poświęcić mi tyle czasu ile by chciała, a przede wszystkim tyle czasu ile bym potrzebowała od niej. Pracuję nad kilkoma większymi projektami, przy których chcę się angażować jak tylko mogę. I chciałabym, żeby osoba, która pełni rolę mojego menadżera podzielała moje wizje i zaangażowanie. Więc podsumowując mogę powiedzieć, że jestem trochę samolubna i chcę mieć menadżera na wyłączność, przynajmniej na ten moment, ale czy coś w tym złego? Gabrielle Mills: Raczej nie. Każdy człowiek w pewnym momencie dochodzi do momentu gdzie patrzy przede wszystkim na siebie i swoją przyszłość. Mówisz, że potrzebujesz menadżera na wyłączność. Masz już kogoś kto będzie się zajmował twoją karierą? Asami Kiyoko: Aktualnie z wszystkimi projektami pomaga mi Martin, czasami myślę, że wydajemy jego album, a nie mój, widząc jego zaangażowanie *zaśmiała się* więc nawet nie brałam pod uwagę innych osób. Martin Faye: Niestety nie mam talentu do śpiewu. Co mogliście zauważyć właśnie podczas akcji charytatywnej naszego przyjaciela Memphisa Tavaresa. Wracając do tematu albumu... Jeśli mam możliwości to pomagam. Tak się składa, że w wielu kwestiach nadajemy na tych samych falach, więc skoro coś tworzymy i spełniamy w tym co robimy, to dlaczego mielibyśmy tego nie kontynuować? Gabrielle Mills: Właśnie, każdy kto śledzi wasze media społecznościowe może zauważyć, że często pokazujecie się razem. Jesteście zgranym duo. Mówisz że nadajecie na tych samych falach. A oprócz tego w czym tkwi sekret waszej relacji? Asami Kiyoko: Myślę, że jesteśmy całkiem różni, ale zgadzamy się w ważnych kwestiach. Obracamy się w tym samym kręgu znajomych i nie lubimy tych samych osób. Podobno nic nie utrwala tak przyjaźni jak wspólni wrogowie; a przynajmniej tak mówią. *śmiech* **Kamera uchwyciła jak Martin pokiwał twierdząco głową na słowa Asami. ** Gabrielle Mills: Widzę, że jesteście co do tego zgodni. Co jest naprawdę piękne, że macie w sobie wzajemne wsparcie. Coraz rzadziej spotyka się taką przyjaźń. Martin miałbyś jeszcze coś do dodania w tej kwestii? Martin Faye: Oczywiście, jesteśmy zgodni, że w następnym tygodniu pracujemy nad kolejnym klipem, który będzie realizowany w rejonach pustyni Grand Senora. Jako, że kochamy fanów Asami, to damy im ponownie szansę spotkania Asami i wystąpienia w jej klipie. Co wystarczy zrobić? Już wam mówię! Wystarczy przygotować swoją stylizację pasującą do klimatu pustyni Grand Senora, następnie zrobić zdjęcie, wrzucić je na Lifeinvander zamieszczając #LoveYouAsami. Gabrielle Mills: Słyszeliście? Nic prostszego. Jeżeli chcecie wystąpić u boku Asami w jej klipie wiecie już co robić. I jak już schodzimy na temat muzyki... ostatnio do sieci trafił teaser twojego kawałka we współpracy z breedlove. Powiedz skąd wybór Wayne? Asami Kiyoko: Wayne poznałam na koncercie w Neon Sky Club, oczarowała mnie jego barwa głosu i nie ukrywam, że od tamtego momentu jestem wielką fanką. Poszukam jego twórczości w sieci i już wtedy wiedziałam, że muszę zaprosić go do wspólnego kawałka. Singiel Medusa powstał w zawrotnym tempie, można powiedzieć, że myśli bezpośrednio przelaliśmy na papier i tekst był gotowy bez żadnych większych poprawek. Jedna sesja w studiu i teraz czekamy na premierę, która ogłosimy na dniach. Zdradzę jeszcze, że w planach, a raczej już w realizacji mamy drugi wspólny projekt, ale tutaj szczegóły pozostawimy jeszcze na siebie. Gabrielle Mills: Mogę ci zagwarantować, że nasi widzowie potrafią dotrzymać tajemnicy. A też chętnie by usłyszeli co takiego dla nich szykujesz? A przynajmniej zdradź nam czy to będzie kolejny kawałek czy raczej coś większego? Asami Kiyoko: W tym momencie będzie to drugi kawałek do kolekcji, ale nie wykluczamy w przyszłości czegoś większego. Na chwilę obecną skupiamy się na naszych solowych albumach. Gabrielle Mills: Coś mi się zdaje że teraz poruszyłaś wyobraźnię wielu osób tym co przyszykujecie dla fanów. Czy w tą współpracę też jesteś zaangażowany Martin czy raczej tu Asami postanowiła działać sama? Martin Faye: Niestety muszę was zmartwić, ale ze względu na bezpieczeństwo wszystkich słuchaczy oraz osób w studiu nagraniowym nie mogę wystąpić w tej produkcji. Natomiast ze strony organizacyjnej staram się pomagać w miarę możliwości. Oczywiście nawiązuję do mojego talentu związanego ze śpiewem. Nie wiem czy Gabrielle widziałaś to nagranie z akcji help orphanage 2, czy nie... Ale wydaje mi się, że wypadłem na nim dobrze, prawda? Gabrielle Mills: Owszem widziałam i prezentujesz się na nim wyśmienicie Martin. *zaśmiała się* Talent aktorski masz bez wątpienia. A tak jeszcze chciałam się dowiedzieć... Asami czy jesteś fanką mitologii i fantastyki? Asami Kiyoko: Może nie nazwałabym siebie fanką, ale jest dla mnie intrygująca. Już drugi raz nawiązuje do mitologii w swoich kawałkach; po raz pierwszy nawiązanie pojawiło się w singlu goddesses. Ale z pewnością medusa nie jest ostania. Martin Faye: A ja ze swojej strony mogę zdradzić, że następne produkcje będą wyjątkowe, ponieważ nawiązujemy porozumienie z personą, która jest trendsetterką wielu charakterystycznych styli, które są po dzień dzisiejszy używane. Żeby nie pozostawiać naszych drogich słuchaczy bez żadnej informacji, to zdradzę parę słów wiążących. Wodospad, energia, livestream. **Po pierwszych słowach Martina, Asami spojrzała w jego stronę, by po chwili wrócić wzrokiem do Gabrielle. Gdy Martin zakończył swoją wypowiedź uśmiechnął się, a następnie sięgnął po szklankę biorąc łyk wody, po chwili odstawił ją na stolik.** Gabrielle Mills: Cóż... macie kilka podpowiedzi więc teraz wszystko w waszych rękach widzowie. A jeszcze zostając przy muzyce. Jakiś czas temu miał premierę singiel Phoenix. Czym dla Ciebie jest ten kawałek Asami? Albo inaczej. Czy jest dla ciebie szczególny? Asami Kiyoko: Długo zastanawiałam się nad nazwą Phoenix, jest to zarówno nazwa singla, jak i całego albumu. Może teraz zabrzmieć to dosyć metaforycznie, ale LAST CHAPTER, który miał być ostatnim pożegnaniem pewnych spraw, emocji czy myśli, wcale taki nie był. W międzyczasie zdarzyło się dużo, zdecydowanie za dużo złych rzeczy. Przyznam szczerze, że po śmieci Suii, dla Was znanej jako RXXXPERES myślałam, że nie wrócę już do muzyki, po raz kolejny straciłam bardzo ważną dla mnie osobę i myślałam, że już się nie pozbieram, że więcej nie udźwignę. Na naprawdę spory okres czasu zaszyłam się w rodzinnym mieście, ale wtedy miałam wsparcie zarówno ze strony rodziny jak i ówczesnych przyjaciół. Można powiedzieć, że oni poskładali mnie kawałek po kawałku.. i wtedy był taki przełomowy moment, kiedy dotarło do mnie, że po każdej burzy wychodzi słońce, a ja jestem w stanie przetrwać każdy huragan z odpowiednimi osobami obok. I właśnie wtedy powstałam jak Feniks z popiołów, a sama symbolika Feniksa towarzyszy mi w aktualnym życiu. Te słowa stały się moją mantrą. Gabrielle Mills: To słychać akurat w tym kawałku, że słowa są przepełnione emocjami. Również teledysk robi sporą robotę. Obstawiam że tutaj wasza dwójka miała udział w stworzeniu całego zamysłu. Powiedzcie u kogo z was pojawił się pomysł na ten teledysk? Asami Kiyoko: Słowa piosenki były mocne, więc teledysk też taki musiał być. Sztab ludzi brał udział w całym przedsięwzięciu, zaczynając od Lexie, która w niespełna trzy dni zorganizowała mi zgody na nagrywaniu klipu na terenie miasta, poprzez reżysera, statystów. Sam pomysł na scenariusz w całości był napisany przez naszą dwójkę, ale tutaj sam pomysł oddaje Martinowi. On mnie do tego namówił, a długo nie musiał tego robić, ponieważ plan, który mi przedstawił był dopracowany do perfekcji. Martin Faye: Można wręcz rzec, że każdy dołożył swoją cegiełkę, a w szczególności osoby, które wzięły udział w tym przedsięwzięciu. To wasza zasługa, że ten projekt został sfinalizowany! Niestety nie jestem w stanie w tym momencie wszystkich wymienić. Gabrielle Mills: W samym teledysku miało przyjemność wystąpić sporo osób ze świata show-biznesu, sportu i biznesu. A powiedzcie czy jest jakaś osoba która nie wystąpiła w teledysku, a którą chcielibyście w nim zobaczyć? Martin Faye: Oczywiście, że jest taka osoba! Zdecydowanie jej brakło w teledysku, jednak nic nie jest stracone prawda? Ten błąd można naprawić, dlatego Gabrielle... Czekamy na Ciebie! Asami Kiyoko: Teledysk to był dosyć spontaniczny pomysł, więc wyzwaniem było zebrać wszystkich w jednym miejscu i czasie. W innym wypadku pewnie inne znane twarze zgodziłyby się wystąpić. Gabrielle Mills: Martin zdecydowanie wolę to studio niż teledyski. Mimo wszystko dzięki za zaproszenie. I na pewno to musiało być ciężkie żeby wszystkich zgrać. Tym bardziej wielkie ukłony dla was i osób odpowiedzialnych za wykonanie tego teledysku. I jeszcze jeżeli możecie nam zdradzić... na samym końcu pojawia się napis to be continue. To celowy zabieg czy po prostu chwyt reklamowy aby fani złapali haczyk w oczekiwaniu na coś więcej? Martin Faye: Ten napis może mieć naprawdę wiele znaczeń. Zależy jak każdy do niego podejdzie i w jaki sposób go zinterpretuje. Dlatego mam pomysł! Podzielcie się waszą interpretacją na social mediach Self Radio! Najlepsze z nich znajdą się w napisie końcowym! Asami Kiyoko: Miałam już w głowie przygotowaną odpowiedź na Twoje pytanie Gabrielle, ale skoro Martin mnie ubiegł, to nie będę psuła słuchaczom zabawy. Gabrielle Mills: Dosłownie myślicie tak samo. *zaśmiała się cicho* Powoli zbliżamy się do końca naszego wywiadu, ALE! Asami mam do Ciebie jeszcze jedno pytanie. Lubisz wyzwania? Asami Kiyoko: Mam spore doświadczenie w grę 'prawda czy wyzwanie', więc od razu zdradź mi co dla mnie przygotowałaś. Gabrielle Mills: W takim razie co powiesz na wykonaniu "Phoenix" właśnie tu i teraz na żywo dla naszych słuchaczy? Martin jak chcesz to oczywiście możesz robić za chórki. **Obraz zrobił zbliżenie na Asami, która sięgała właśnie po szklankę z wodą, upiła łyk, a następnie odstawiając ją uśmiechnęła się do Gabrielle. Obraz przeskoczył na Martina i zarejestrował jak przecząco pokiwał głową jak tylko padły słowa o chórkach. Gabrielle widząc gest Martina jedynie przytaknęła głową i dłonią pokazała gest, że żaden problem. Obraz również uchwycił jak w kadrze pojawia się jeden z pracowników planu i ustawia na środku mikrofon studyjny i szybko oddalił się.** Asami Kiyoko: Czy to wyzwanie z kategorii 'sprawdźmy czy Asami nie śpiewa z playbacku?' *zaśmiała się i podniosła się z kanapy i od razu ruszyła w stronę mikrofonu* Przyjmuje wyzwanie, Gabrielle! **Można usłyszeć pierwsze nuty utworu "Phoenix". Asami wzięła głęboki oddech, zaczęła wystukiwać dłonią o udo melodie i wyśpiewała pierwsze wersy.** Asami Kiyoko: Zapisałam każdą porażkę, jakim było moje życie Zamiast z tym walczyć, wyciągnęłam wnioski Wtedy zrozumiałam, że upadłam by powstać z popiołów jak feniks. **Asami wykonała cały utwór w studio Self Radio. Po wyśpiewaniu ostatnich słów, odgarnęła kosmyk z czoła i uśmiechnęła się w stronę kamery, by następnie odwrócić się do Gabrielle. Kamera wyłapała jak Martin pokazał kciuk do góry po wykonanym utworze.** Asami Kiyoko: Wyzwanie zaliczone, Gabrielle? Gabrielle Mills: Zdecydowanie tak Asami! I tak, potwierdziliśmy że nie lecisz z playbacku *zaśmiała się* Dziewczyno dawaj czadu tak cały czas. I naucz Martina w końcu śpiewać! Asami Kiyoko: Myślę, że jeśli Martin będzie zainteresowany to mogę pomyśleć o korepetycjach. *zaśmiała się* Gabrielle Mills: Może miło nas jeszcze zaskoczy. Dobrze moi drodzy. Jak zawsze na samym końcu daje moim gościom chwilę na pozdrowienia lub jakieś deklarację. Więc w tym momencie kamera jest wasza! Asami Kiyoko: W takim razie korzystając z tych ostatnich minut, chciałam pozdrowić moich fanów oraz moich rodziców, którzy śledzą każdy mój wywiad. Martin Faye: A ja chciałbym pozdrowić redakcję Celebrity Preview i mam nadzieję, że moje słowa weźmiecie sobie do serca. Oczywiście również pozdrawiam słuchaczy, rodzinę, wszystkich słuchających oraz panów z ochrony, którzy tutaj bacznie słuchają wywiadu. *wskazał w kierunku mężczyzn stojących za kamerami* Gabrielle Mills: I tak własnie kończymy dzisiaj tą rozmowę. Dziękuje wam za zjawienie się. Moimi gośćmi w dniu dzisiejszym byli: Asami Kiyoko oraz Martin Faye! A my widzimy i słyszymy się już za niedługo. Miłego wieczoru. See ya! **Na sam koniec pokazano całą trójkę w studio. Asami pomachała do kamery. Po chwili obraz zaczął się ściemnić i pojawiło się logo Self Radio, a w tle ponownie zabrzmiała piosenka Asami i pojawiły się napisy osób odpowiedzialnych za realizację programu.**
-
BY GABRIELLE MILLS | 20.03.2023 **Na oficjalnych stronach Self Radio pojawił się kolejny materiał. Tym razem gościem Gabrielle Mills był Princeton Whitney znany bardziej jako MOB Prince. Dziennikarka miała okazję zapytać o jego relacje z Madison Beckett oraz o jego nadchodzący album. Jak zawsze materiał zawiera nagranie jak i transkrypcję.** Gabrielle Mills: Witam Los Santos! Z tej strony Gabrielle Mills i dzisiaj mam przyjemność gościć osobę, która już nie raz nas pozytywnie zaskoczyła. Kochany przez tłumy raper Princeton Whitney znany szerzej jako MOB Prince! Cześć Prince, jesteś jedną z osób, która ma porównanie naszego studia przed i po remoncie. Jak ci ci się podoba teraz? Princeton Whitney: Cześć wszystkim słuchającym, na pewno jest tutaj więcej miejsca niż poprzednio.. Oraz mogę szczerze powiedzieć, że bardziej podoba mi się wystrój, modernistczy w większym stopniu niż ostatnio kiedy tu byłem. Gabrielle Mills: Dzięki za szczerą opinię. Naprawdę miło to słyszeć, że ci się podoba. A już wracając do naszej rozmowy. Początek roku miałeś dość udany. Mam tu na myśli nominacje oraz zdobycie statuetek na Celebrity Awards. Powiedz liczyłeś na więcej czy te dwie to i tak już dla ciebie wielki sukces? Princeton Whitney: Zdobycie jakiejkolwiek statuetki dla mnie uznaje już jako sukces. Mówiąc szczerze byłem przekonany, że otrzymam chociaż jedną statuetkę za mój ostatni album w duecie z Baby Ray. Nie dopuszczałem do głowy myśli, że moglibyśmy opuścić rozdanie nagród bez statuetki za ten projekt. Mogę jedynie podziękować wszystkim, którzy na nas zagłosowali w obydwu kategoriach i cóż... Spróbujemy uzyskać ten sam wynik albo lepszy na następnej gali. Gabrielle Mills: Odważne wyznanie. Ale to od Ciebie wymaga masę pracy, żeby na następnej gali jeszcze bardziej brylować. Myślisz że dasz radę wznieść się jeszcze bardziej ze swoimi możliwościami? Princeton Whitney: Myślę, że jestem w stanie to uczynić. Sam albo w duecie z Braylonem - przekonamy się przy kolejnych nominacjach za rok. Lubię stawiać sobie poprzeczkę co raz wyżej, gdybym tego nie robił wiem, że nie byłbym w tym miejscu, którym jestem teraz. Gabrielle Mills: Nie jesteś osobą, która spoczywa na laurach. A jeszcze tak w temacie całej gali... ty i wspomniany przez ciebie już Baby Ray mieliście przyjemność jako jedyni na niej wystąpić. Ty również wręczałeś nagrodę. Jak to się stało, że z tylu artystów to właśnie wy mieliście okazję wystąpić? Princeton Whitney: Nie jestem w stanie odpowiedzieć w stu procentach prawdziwie na to pytanie, bo sam nie mam pojęcia jak to się wydarzyło. Ja i Braylon otrzymaliśmy ofertę wystąpienia na gali od naszych menadżerów - Blake oraz Nannie. Przypuszczam, że wybrano akurat nas z powodu szumu, w cudzysłowie, który zrobiliśmy wypuszczeniem naszego wspólnego projektu. Gabrielle Mills: I chyba słusznie bo wasz projekt zyskał uznanie praktycznie każdego. Wasze duo po prostu daje czadu. Princeton Whitney: Nie mogę zaprzeczyć, chociaż wiem, że projekt mógł wypaść jeszcze lepiej, ale goniły nas terminy. Gabrielle Mills: To chłopaki czekamy na coś jeszcze mocniejszego. Jesteś osobą która lubi duety. Ostatnio wziąłeś udział w akcji charytatywnej help_orphange v2 gdzie wystąpiłeś z Aishą. Jak ci się z nia współpracowało? Princeton Whitney: To był w pełni jej pomysł, ona go zaproponowała. Współpraca przebiegła jak zwykle z nią - trochę krzyku, poprawek, przerabiania tekstu. Taka jest Aisha, u niej zawsze wszystko musi być zrobione dokładnie. Ja jestem tego totalnym przeciwieństwem. Gabrielle Mills: Wiesz przeciwieństwa się przyciągają *zaśmiała się* Tym bardziej że macie stosunki przyjacielskie. Nie zawsze musi być słodko, czyż nie? Princeton Whitney: W naszej relacji nigdy nie było słodko. Często się kłócimy czy wyzywamy, ale to u nas norma. Przy samej produkcji utworu do akcji help_orphange mieliśmy kilka sprzeczek, ale zazwyczaj idą w one nie pamięć po niespełna godzinie. Gabrielle Mills: Trochę jak rodzeństwo. A jeszcze zostając przy tym utworze. Wielu fanów w twoim fragmencie doszukuje się drugiego znaczenia. Fani twierdzą, że śpiewasz o problemach sercowych. Czy mają rację? Princeton Whitney: Nie chcę wyrzucać moich spraw prywatnych na forum publiczne, jednak ludzie, którzy tak twierdzą mają stuprocentową rację. Często w utworach mówię o swoich problemach, jest to forma odstresowania się z powodu ich występowania. Gabrielle Mills: Zrozumiałe jest, że starasz się oddzielać życie prywatne od kariery. Tylko zdajesz sobie sprawę że jesteś idolem wielu ludzi i chcą wiedzieć co się dzieje w twoim życiu. I tak szczerze... ty i Madison Beckett dalej jesteście razem czy to już przeszłość? Princeton Whitney: Ciężko mi odpowiedzieć na to, serio. Z powodu pewnych spraw, które wyszły na światło dzienne postanowiliśmy, że zrobimy sobie przerwę... Gabrielle Mills: Rozumiem. Skoro tak mówisz to naszym widzom takie wyznanie musi na razie wystarczyć. A tak zmieniając temat. W tej samej akcji charytatywnej Ocean Porter w swoim kawałku śle w twoją stronę pewną zaczepkę. Jak się do tego ustosunkujesz? Princeton Whitney: Uważam, że to durny pomysł zaczepiać kogoś w utworze, który de facto jest wypuszczony w celach takiej akcji. O zaczepce oraz o istnieniu tej osoby dowiedziałem się z masy spamu na moją prywatną skrzynkę od fanów. Jak się ustosunkuję? Hey, nie uznaję tego za żaden atak w moją stronę. Koleś twierdzi abym odstąpił mu tronu, więc niech pierw na to zasłuży - wtedy mogę jakkolwiek pomyśleć o tym. Gabrielle Mills: Widzę że krótko, zwięźle i na temat. Łatwo się nie poddasz. Tym bardziej że niedawno wypuściłeś swój nowy kawałek "NO MORE FRIENDS". Już powiedziałeś że śpiewasz głównie o emocjach, ale czy ten kawałek nie jest swego rodzaju manifestem tego co stało się podczas trasy koncertowej z Baby Rayem? Princeton Whitney: Kawałek mówi w skrócie o wydarzeniach związanych z całą trasą koncertową, o postrzeleniu Braylona i moim aresztowaniu. O osobach, które nagle zaczeły nas znowu zauważać - wcześniej uznając nas za duchów. Takich osób jest multum i mogę powiedzieć szczerze, że w dużej ilości są to osoby z branży muzycznej czy związani z tą branżą na co dzień. Gabrielle Mills: Więc w tym kawałku chciałeś przekazać "Odpieprzcie się ode mnie"? Princeton Whitney: Bardziej chciałem przekazać, że nie zapominam starych, zadanych mi ran. Gabrielle Mills: Może da to do myślenia niektórym. Ten singiel jest również zapowiedzią kolejnego twojego albumu. Czy fani będą pozytywnie zaskoczeni. Możesz uchylić rąbka tajemnicy co planujesz? Princeton Whitney: Na pewno to będzie coś innego niż każdy mój inny projekt. Jest to typowy trapowy album, żadnej melodyczności jak mogliście to usłyszeć na BABY PRINCE. Traktuję go jako formę wyrzucenia z siebie tego co przeżyłem w okresie dorastania i przed dojściem do kariery muzyka. Gabrielle Mills: Jedynie ciebie będziemy mieć okazję usłyszeć czy znajdą się inni artyści? Princeton Whitney: Trzech artystów pojawi się razem ze mną, nie chcę zdradzać ich pseudonimów, ale w mojej historii miałem z każdym z nich okazje współpracować. Gabrielle Mills: Jasne. W takim razie twoi fani teraz zaczną obstawiać kto to może być. Na pewno produkcja i wypromowanie całego albumu to też wielkie wyzwanie. Ty od niedawna akurat masz pomoc w postaci menadżera - Nannie Larocque. Dlaczego padło właśnie na nią? Princeton Whitney: Nannie sama wyszła z propozycją pomocy w prowadzeniu dalej mojej kariery - jest to mój pierwszy menadżer w historii. Odkąd pracujemy wspólnie nie zawiodłem się na niej ani razu. Nie obchodzą mnie co uważają inni ludzie z branży na jej temat. Mnie interesuję jak się spisuje i robi to wzorowo. A jej opinia jest dla mnie na ostatnim miejscu. Gabrielle Mills: Ludzie lubią gadać i nic z tym nie zrobimy. Jak mówisz dopóki ty jesteś zadowolony ze współpracy to nie ma problemu. A gdyby się nie zgłosiła to szukałbyś innego menagera czy dalej działał solo? Princeton Whitney: Yeah, najpewniej tak. Nigdy nie potrzebowałem menadżera, nie szukałem go na siłę - czekałem aż pojawi się sama odpowiednia osoba, można to porównać do oczekiwania na miłość życia. Gabrielle Mills: Damn tylko mi nie mów że z Nannie to było jak miłość od pierwszego wejrzenia. *zaśmiała się i upiła trochę wody* Princeton Whitney: Nahh, nie było tak... Dla wszystkich osób, którzy snują wymysły, że mam jakiś romans z Nannie - nasze relacje są jedynie na linii podopieczny - menadżer, nic więcej. Gabrielle Mills: Profesjonalizm na pierwszym miejscu, jasne! Jeszcze tak na koniec chciałam zapytać o plany na przyszłość. Kiedyś powiedziałeś, że masz zamiar wystartować z własną marką. Czy te plany są dalej aktualne? Princeton Whitney: Są, ale odłożyłem większość planów na dalsze terminy. Planuję je zrealizować w momencie, w którym skończę z muzyką - aby się nie zanudzić. Gabrielle Mills: Ty chyba nie lubisz siedzieć bezczynnie w miejscu, co? Princeton Whitney: Nienawidzę, nie potrafię przesiedzieć w domu cały dzień jak nie którzy. Muszę coś robić. Gabrielle Mills: W takim razie czekamy na wszystkie nowości jakimi nas uraczysz. Widzisz na samym końcu rozmowy moim gościom daję chwilę dla siebie. Więc kamera jest teraz twoja. Słowa do fanów, może jakieś ogłoszenie? Masz wolną rękę teraz. Princeton Whitney: *spojrzał prosto w kamerę* Dziękuje wszystkim, którzy przesłuchali wywiadu do końca. Fanom, którzy zasypują mi skrzynkę wiadomościami, że moja muzyka ratuję im życie. Moje ostatnie zdanie dziś - dążcie do wszystkiego czego pragniecie, wszystko jest możliwe do osiągnięcia, nie ma rzeczy niemożliwych. Dziękuje. Gabrielle Mills: Piękne słowa. I ja również ci dziękuje Prince za to że znalazłeś chwilę, żeby dzisiaj tutaj być z nami. *przeniosła wzrok na kamerę* I na dzisiaj to by było wszystko. Moim gościem był MOB Prince. A my widzimy się następnym razem Santos. See ya! **Kamera pokazała obraz z całego studia. Princeton pomachał do kamery, a Gabi spoglądała z uśmiechem. Po tym ekran zrobił się czarny i pojawiło się logo Self Radio, a po nim zaczęły lecieć napisy członków realizujących ten materiał.**
-
BY GABRIELLE MILLS | 04.03.2023 **Na oficjalnych stronach Self Radio pojawił się nowy materiał. Nagranie wywiadu przeprowadzonego przez Gabrielle Mills z Aisha Huxley. Do nagrania również została udostępniona jak zawsze transkrypcja. Jak zawsze cały program był realizowany w studiu Self Radio** Gabrielle Mills: Witam Los Santos! Nazywam się Gabrielle Mills i po ostatniej rozmowie z politykiem wracamy do rozmów z artystami. W dniu dzisiejszym mam przyjemność gościć influencerkę, vlogerkę oraz piosenkarkę - Aisha Huxley! Hej kochana, dzisiaj po drugiej stronie. Jakie to uczucie, że tym razem to Ty jesteś osobą czekającą na pytania? Aisha Huxley: Hej, Gabrielle, hej Santos - dzięki za zaproszenie i ugoszczenie w studio. Na pewno jest mi.. dziwnie? Chyba tak to mogę ująć - wiesz, jestem przyzwyczajona do bycia po drugiej stronie, więc muszę się jeszcze odnaleźć w roli gościa. Gabrielle Mills: Patrząc na to jak szybko się rozwijasz to myślę, że i z tym nie będziesz miała problemu. A jak już mówimy o twojej karierze. Jesteś dość młodą osobą, powiedz czy nie masz wrażenia, że odbierasz sobie lata młodości na pracę, a nie jak większość po prostu się bawić i korzystać z z okresu gdzie człowiek musi się wybawić? Aisha Huxley: Wiesz, imprezowanie i zabawa to nie jest najważniejsze co jest w życiu. Ja jestem z tych pracowitych osób i mój styl życia po prostu mi pozwala robić to co robię na pełen etat. Nie jestem jakąś specjalnie towarzyską osobą i często spędzam czas w domu. Robię to co robię, bo mam z tego fun - to jest dla mnie najważniejsze. Jeśli jestem w stanie połączyć pracę z czymś co sprawia mi przyjemność to biorę to w ciemno i idę za tym. Gabrielle Mills: Ostatnio również udowodniłaś, że ta praca, którą wykonujesz opłaca się. Powiedz nam proszę jakie to było uczucie jak wygrałaś na Celebrity Awards statuetkę oraz co dla ciebie ona oznacza? Aisha Huxley: Na pewno jest to niesamowite wyróżnienie i już teraz mogę uznać to jako spełnienie mojej kariery. Na pewno nie byłabym w tym miejscu, gdyby nie osoby, które pomogły mi pokazać się większej publice. Zawdzięczam im bardzo dużo i jestem wdzięczna co powiedziałam już podczas odbierania nagrody. A wtedy czułam.. szczęście połączone ze spełnieniem? Nie wiem jak to opisać, bo było we mnie pełno emocji i trzeba to przeżyć, aby móc sobie wyobrazić, serio! Gabrielle Mills: Pewnie! Raczej każdy smak wygranej musi sam odczuć. A powiedz czy to, że wygrałaś oznacza że teraz wbijasz hamulec czy jednak ta statuetka jest dla ciebie motorem napędowym i jeszcze więcej będziesz od siebie teraz wymagać? Aisha Huxley: Na pewno, aby wygrać kolejne nagrody muszę podnieść poprzeczkę - nawet nie dla innych, a dla siebie. To ważne, aby się rozwijać i szukać nowych rzeczy, dlatego teraz eksperymentuję, skręcam w nowe kierunki i chcę stać się najlepszą wersją Aishy jaka jest możliwa, aby dać fanom to na co zasługują. Czy to masę ciekawego contentu, wywiady, jakieś inne programy, które pewnie z czasem wyprodukuję jeśli pozwoli mi na to czas, inwencja twórcza oraz siły. No i do tego daję im przede wszystkim cząstkę siebie, aby mogli bardziej się ze mną utożsamiać. Gabrielle Mills: Już teraz robisz ogrom pracy i nie mogę się doczekać co jeszcze masz w zanadrzu dla swoich fanów. Ostatnio też miałaś okazję wystąpić na zaprzysiężeniu Supervisiorów Hrabstwa i wykonać hymn narodowy. To też można zaliczyć do jednych z kamieni milowych w Twojej karierze czy raczej dla Ciebie to było... kolejnym występem? No i jak ogólnie do tego doszło że właśnie ciebie wybrano? Aisha Huxley: Był to dla mnie kamień milowy, to pierwszy tak poważny występ dla mnie i w sumie podczas poprzedniego wykonania piosenki i byciu na trasie z duetem BABYPRINCE to nie miałam okazji występować. To było niesamowite odczucie i na pewno jestem w tym wszystkim wyróżniona. A co do wyboru to tak szczerze nie jestem w stanie Ci powiedzieć, to przeszło przez mój management i dostałam info, że mam opcję wystąpienia to nie mogłam jej zmarnować. Raczej rozumiesz dlaczego. Gabrielle Mills: Teraz zaprzysiężenie a kolejny krok to równie dobrze mógłby być Super Bowl *zaśmiała się przytakując głową* To chyba byłoby dla ciebie już ukoronowanie Twojej twórczości? Aisha Huxley: Super Bowl to zbyt odległa sprawa. Wiesz to bardziej wyróżnienie karier gwiazd globalnego formatu, ja taką nie jestem i raczej nigdy nie będę - chociaż nie jesteśmy w stanie tego określić w tej chwili. Ale jakbym dostała okazję wystąpienia na tak wielkiej imprezie to nie wiem czy nie zjadłby mnie stres. *zaśmiała się, upiła trochę wody* Gabrielle Mills: Może delikatna trema by była. A tak serio to pewnie dałabyś sobie świetnie radę. Aisha zostawmy na razie tematy muzyki i przejdźmy do twoich podcastów. W końcu z tego zaczęłaś być znana. Skąd ogólnie u ciebie pomysł na taką ścieżkę kariery? Aisha Huxley: Podcasty to bardzo ważny element mojej kariery... skąd się one wzięły? W sumie to dosyć proste - wiesz, teraz wielu influencerów prowadzi swoje podcasty, ja dużo siedziałam wtedy w internecie, śledziłam kariery celebrytów. Dzięki Prince mogłam rozpocząć kilka kroków od samego startu i na pewno gdyby nie on to by to tak szybko i dobrze nie ruszyło i pewnie ciężej by było się przebić do osób pokroju Baby Ray'a, Nannie Larocque, czy Mae Nidrooke. Gabrielle Mills: Czyli codzienne niezobowiązujące zajęcie przerodziło się w twoją pracę i chyba pasję, czyż nie? Aisha Huxley: Dokładnie tak. To wyszło totalnie losowo i pewnie jakby nie wyszło to machnęłabym na to ręką i robiła dalej to co robiłam wcześniej. Gabrielle Mills: A powiedz jak wspominasz swój pierwszy przeprowadzony wywiad. W końcu każdy z nas musiał mieć swój pierwszy raz, którego raczej się nie zapomina tak jak pierwszej miłości. Podeszłaś totalnie na luzie do tego czy jednak stres był? Aisha Huxley: Nic szczególnego wtedy nie czułam. Wiesz, dla mnie to było jak zwykła rozmowa ze znajomym. Może gdyby wywiad był prowadzony z osobą, której wcześniej nie znałam to byłoby inaczej. Przy tym drugim się stresowałam, bo wtedy Baby Ray był dla mnie kompletnie nieznajomą osobą. Gabrielle Mills: No cóż właśnie o to chyba chodzi, prawda? Rozmawiamy z obcymi osobami o których musimy uzyskać sporo informacji. Jednak sądząc po popularności twoich podcastów wykonujesz kawał świetnej pracy. Aisha Huxley: Wiesz, to też dlatego, że strasznie się do tego przykładam i robię spory research przed każdym epizodem. Staram się też eksperymentować z formą, aby nie wypadło to z zainteresowania moich fanów. Bo to ich odbiór jest tutaj najważniejszy. Gabrielle Mills: Przede wszystkim fani. I właśnie w jednym z ostatnich podcastów, a dokładniej z Chenille Carter zapowiedziałaś, że masz w planach ruszyć z małym projektem. Zdradzisz trochę więcej o tych planach? Aisha Huxley: Nadal jest to niegotowe i w formie konceptu. Chcę znaleźć złoty środek, aby wszystko wyszło ze smakiem. Na pewno chcę działać charytatywnie i stawiam tutaj dla pomoc nie tylko dla ludzi, a też naszej planety, bo tego potrzebuje. Nie jestem w stanie zdradzić nic więcej, bo chcę zostawić sobie jeszcze pole popisu jeśli chodzi o zmiany - nie jestem pewna jaka będzie ostateczna forma tego projektu. Gabrielle Mills: Ale mam nadzieję, że jak tylko wszystko będzie gotowe dasz znać swoim fanom co tym razem przygotowałaś? Pewnie nie jeden już zastanawia się co tym razem wpadło ci do głowy. Aisha Huxley: Oczywiście, że rzucę jakieś info i postaram się to zaprezentować jak najbardziej zrozumiale. Może nawet zrobię jakiś film na vTube, aby pokazać prace, zobaczymy. Gabrielle Mills: Psst... *skierowała wzrok na kamerę* drodzy fani zostawcie sobie ten materiał gdzieś, właśnie macie zapewnienie że dowiecie się jak tylko będzie wszystko gotowe *zaśmiała się i wróciła wzrokiem do Aishy* A teraz już wracając. Nie tylko podcasty ale i muzyka i właśnie o niej teraz chciałabym. Nie wiem czemu ale ostatnio mam fart do rozmów z artystami ze 101 Records. A jak wiemy od jakiegoś czasu również i ty tworzysz pod nimi. Skąd taka decyzja? Aisha Huxley: Decyzja jest dosyć prosta. W wytwórni są podpisane osoby mi znajome, z którymi mam kontakt. No i też wszystko jest tutaj zasługą Nannie i Blake, bo gdyby nie ich oferta podpisania się jako oficjalna artystka pod ich labelem to tworzyłabym muzykę wyłącznie na kontrakcie wydawniczym, gdzie jedyne co 101 by mi zapewniało to dostarczenie mojej muzyki dla fanów. Gabrielle Mills: Już raz mówiłam że Blake ma talent do wyławiania utalentowanych artystów. A jak przez ten czas odbierasz współpracę z innymi artystami spod 101? Aisha Huxley: Wiesz, to są w większości moi przyjaciele. Z Chase, Prince, Baby Rayem, oraz MOXXXY mam kontakt prywatnie i zdążyliśmy już współpracować przed dołączeniem mnie do ekipy. W sumie z Nemesis też miałam okazję zrealizować materiał w postaci podcastu. Na pewno udało mi się trafić do otoczenia dobrych ludzi, przy których wygodnie mi pracować i mam przyjemność z pracy wśród nich - to najważniejsze. Gabrielle Mills: Komfort pracy przede wszystkim. Tym bardziej że MOXXXY jest producentką twoich dwóch ostatnich singli, czyli 2022 oraz seeking my happiness. i tu rodzi mi się kolejne pytanie do ciebie, jak ogólnie odbierasz oba single? Aisha Huxley: Są mostem i takim powolnym przejściem mojej kariery w stronę pracy jako artystka. No i mają dla mnie specjalną wartość, jak cała muzyka jaką tworzę. To dla mnie forma podzielenia się moimi emocjami, tym jak się czuję - wiesz, ja rzadko rozmawiam o emocjach, moich odczuciach, nawet ze znajomymi - przez muzykę jest mi o wiele łatwiej to wszystko ukazać. Wszystkie kawałki jakie tworzę to dla mnie forma pamiętnika i podzielenia się sobą. Gabrielle Mills: Fajnie że o tym mówisz bo właśnie najnowszy kawałek seeking my happiness i jego słowa. Nie jest to kawałek zbyt radosny. Odnosi się wrażenie słuchając go, że to taka twoja wewnętrzna walka ze sławą osiągniętą dość szybko. Taki był zamysł? Aisha Huxley: To nie tylko opis przytłoczenia jakie czuję po osiągnięciu sławy, a też walka z myślami, oraz demonami, które tutaj oznaczają depresję, a walczę z nimi jako przysłowiowy "zakładnik". Nie będę ukrywać, bo depresja mi towarzyszy od dziecka. Wiesz, raz jest lżej, raz ciężej i na serio potrafi dać w kość, to też miało być takie poboczne przesłanie tego tekstu. Gabrielle Mills: Mimo wszystko walczysz z tym i dzielisz się swoimi uczuciami właśnie poprzez teksty, za co należy ci się ogromny szacunek bo nie każdego by było na to stać. I tak jeszcze odnośnie tego kawałku. Jak wiemy internat rządzi się swoimi prawami i gdy został on opublikowany twoim fani zaczeli snuć już teorię że to zapowiedź jakiegoś większego projektu. Fani mają nosa co do twoich planów czy raczej nie? Aisha Huxley: Wiesz, to też nie jest tylko pokazanie moich emocji, a faktyczne pokazanie szerszej publice, że inne osoby też cierpią na to samo co ja. Ten temat jest warty nagłaśniania, bo pomoc jest cholernie ważna. A co do moich planów.. wiesz co? No na pewno już wcześniej zapowiedziałam większy projekt muzyczny, podczas Celebrity Awards. Wiesz, znaki jakie daję są na tyle jasne, a moi fani na tyle dociekliwi, że połączyli wszystko w jedną całość. I tak - już teraz mam gotowych sporo piosenek, które mogłabym opublikować, ale wolę dostarczyć pełny i spójny projekt, dlatego pewnie sporo z nich odejdzie w odstawkę. Oficjalnie chyba mogę powiedzieć, że tak - pracuję nad albumem, nie zdradzę kiedy się ukaże bo nie jest gotowy, ale już teraz mogę powiedzieć, że za produkcję odpowiada niezawodna MOXXXY. Gabrielle Mills: To chyba możemy być spokojni o moc w tych kawałkach. Wasze duo już pokazało na co was stać. Dobrze Aisha powoli zbliżamy się do końca i jako ostatnia kwestia chciałabym się dowiedzieć jednej rzeczy. Mija kilka lat i postanawiasz zakończyć karierę. Co byś zrobiła jako ostatnia rzecz zwieńczająca twoją karierę? Aisha Huxley: To ciekawe pytanie. Na pewno zainwestowałabym pieniądze, które zarobię przy okazji spełniania samej siebie, co w sumie i tak teraz staram się robić w jakąś organizację charytatywną, czy po prostu zaczęłabym działać zza kulis pod jakąś fundacją. Masa ludzi zasługuje na szczęście i dobry standard życia, tak samo jak nasza planeta zasługuje na to, aby przetrwać i nadal być naszym miejscem zamieszkania. Gabrielle Mills: Ciekawy i bardzo szlachetny pomysł. Zwłaszcza, że ciągle jesteś młodą osobą. Podziwiam *kiwnęła z uznaniem głową w kierunku dziewczyny* Moja droga, u mnie każdy gość ma swój czas, dlatego też teraz twój właśnie nadchodzi. Pozdrowienia, podziękowania. Wszystko co chcesz. Kamera jest twoja. Aisha Huxley: Dzięki za obejrzenie wywiadu, oraz za zaproszenie. Bardzo fajnie było wystąpić po drugiej stronie kanapy i na pewno jestem otwarta na kolejne takie doświadczenia. Widzimy się i słyszymy niebawem na moim kanale oraz na streamingach, bo już dzisiaj i tak zdradziłam, że nadchodzi ode mnie dużo nowości. Gabrielle Mills: Tak więc nie pozostaje nam wszystkim nic innego jak oczekiwać tych nowości. Moi drodzy moim gościem dzisiaj była Aisha Huxley! A wam widzowie życzę dobrego dnia i do zobaczenia następnym razem! See ya! **Aisha pomachała do kamery z uśmiechem. Gabrielle również uśmiechała się. Po chwili obraz zaczął zanikać ukazując logo Self Radio, które przeszło w napisy końcowe.**
-
BY GABRIELLE MILLS | 24.02.2023 **Na wszystkich oficjalnych stronach Self Radio pojawił się kolejny materiał. Jak zawsze, każdy kto zajrzał do nowego materiału mógł zobaczyć nagranie wraz z transkrypcją. Tym razem program poświęcony był polityce. Gabrielle Mills przeprowadziła rozmowę z Przewodniczącym Partii Republikańskiej - Albertem Walkerem.** Gabrielle Mills: Witam Los Santos! Nazywam się Gabrielle Mills i dzisiaj mam przyjemność gościć personę jakiej jeszcze nigdy nie było u nas w studiu. Zazwyczaj gościmy piosenkarzy lub producentów muzycznych. Dzisiaj jednak mam przyjemność poprowadzić rozmowę z człowiek ze szczeblów władzy. Miło mi powitać Ppzewodniczącego Partii Republikańskiej Pana Albera Walkera! Witam serdecznie. Proszę powiedzieć jak dzisiejszy dzień? Czy był owocny jeżeli chodzi o pracę na rzecz miasta? Albert Walker: Dobry wieczór Pani, dobry wieczór Państwu. Dzisiejszy dzień zacząłem jak zawsze od śniadania przygotowanego z amerykańskich produktów i ruszyłem do pracy. Czy był owocny jeżeli chodzi o działania na rzecz Los Santos? Sądzę, że każdy taki jest. Gabrielle Mills: Każdy dzień przybliża do poprawy funkcjonowania naszego pięknego miasta. A proszę nam powiedzieć skąd ogólnie zamiłowanie do Republikanów? Czy według Pana Demokraci mają inną wizję na nasze miasto i na nasz kraj? Albert Walker: Partia Republikańska opiera się na wartościach tworzących fundament naszego społeczeństwa - na demokracji, wolności i rodzinie. Dzisiaj wydaje mi się, że jedyne co Partia Demokratyczna ma wspólnego z samą demokracją, to jej nazwa. Wizja, cóż - jestem absolutnie przekonany, że w polityce zawsze musimy szukać wspólnych punktów. Tych punktów, które nas łączą, a nie dzielą. Nie mniej demokraci mają to do siebie, że zamiast skupiać się na prawdziwych potrzebach mieszkańców tak Los Santos, jak i naszego kraju, to skupiają się na wojnach opartych o ideologie. Dzisiaj zaś potrzebujemy konkretów, a nie sloganów. Gabrielle Mills: Tylko czy to nie jest tak że każdy polityk potrzebuje chwytliwych sloganów aby zdobyć posłuch ludzi? Panie przewodniczący bądźmy szczerzy kampanie wyborcze to maszynka do robienia sprytnych ruchów PR'owych i obiecaniu kto da więcej. Republikanie według Pana tak nie robią? Albert Walker: Pani redaktor - kampania, jak zresztą Pani podkreśliła, włada się swoimi prawami. Nie mniej teraz nie trwa - zakończyła się, a my musimy skupić się na pracy i realizacji punktów programowych. I oczywiście #OurFuture to również hasło. I wie Pani w czym leży różnica? Gabrielle Mills: Chętnie poznam tą różnice. **W tym momencie kamery uchwyciły jak polityk uśmiechnął się w stronę kobiety, po czym skierował wzrok wprost na kamerę. Palec wskazujący skierował w stronę kamery i rzucił głośniej** Albert Walker: Pod tym hasłem kryją się realne działania. Przeznaczyliśmy dwa miliony dolarów na walkę z niepłodnością - a to dopiero pierwszy z trzech kroków na ścieżce realizacji naszego marzenia, by demografia w naszym wspaniałym mieście wyszła na plus. Gabrielle Mills: Panie przewodniczący bardzo się cieszę że poruszył Pan ten temat. Jest to wasza inicjatywa, która ostatnio była obradowana. Jednak to nie jedyne co planuje Pana partia. Jaką macie wizję na rozwój miasta? Albert Walker: W najbliższym pakiecie legislacyjnym zamierzamy złożyć dwa kolejne projekty. Pierwszy z nich, to systemowe wsparcie edukacji przedszkolnej w Los Santos. Rodziców do założenia rodziny. Zachęci możliwość odebrania dziecka w godzinach późniejszych niż trzecia czy czwarta PM. Elastyczność, Pani Redaktor, to fundament. Jest to też rzecz jasna element walki z wykluczeniem zawodowym wśród kobiet. Każda z Was czuje to na swoim karku - dziecko czy kariera? My chcemy dać jedno i drugie. I damy. Jednak to wszystko nie byłoby możliwe bez nowych "własnych czterech kątów". Dlatego dopłaty - nie chcę jeszcze mówić na jakiej zasadzie będzie to działać - wzmocnią mieszkalnictwo. Tak pod kątem zachęcenia deweloperów do nowych inwestycji, jak i naszych mieszkańców do tego, by się na nie skusić. Dzisiaj dla wielu młodych par własne mieszkanie jest jedynie snem... ziścimy ten sen. Zrobi to Partia Republikańska. Wierzę, że wraz z burmistrzem Ronaldem Ackleyem. Gabrielle Mills: Spore obietnice. Szczególnie jeżeli chodzi o młodych ludzi. I przy tym bym chciała się na moment zatrzymać. Stawiacie na młodych, a jak Pan wraz z Pana kolegami chcą zażegnać problemy wykluczenia młodzieży, ich problemy z rówieśnikami oraz strzelaniny w szkołach. Czy i na te problemy macie jakieś rozwiązanie? Albert Walker: Wykluczenie młodzieży? Obawiam się, że dzisiaj młodzież mierzy się z problemami, o których nasze pokolenie może nawet nie mieć pojęcia. Hejt w mediach społecznościowych, depresja, odosobnienie, wykluczenie, a w końcu podatność na trendy, które wcale nie muszą być dla nich dobre! Edukacja - wszystko leży u podstaw. Przed nami ciężka praca. Musimy stawiać na zaufanie do służb. Gabrielle Mills: Widocznie musimy poczekać aby zobaczyć efekty waszej polityki w tym temacie. A teraz troszeczkę cięższe tematy. Nasze miasto jest pełne kontrastów. Z jednej strony Rockford a z drugiej Davis. Czy obecna władza zajmie się problemami tamtejszej społeczności żeby mieli szansę na inne życie a nie ciągle straszeni przez gangi? Albert Walker: Powtórzę - wiele zależy tutaj od departamentów. Na ostatnim posiedzeniu Rady złożyłem projekt uchwały będący swego rodzaju laurką dla ich ciężkiej pracy. Jednak to nie wszystko. Zadeklarowałem, że zwiększymy finansowanie płynące do nich z budżetu miasta - tak na wynagrodzenia, szkolenia czy sprzęt. Statystyki pokazują, że z roku na rok przestępczość w Hrabstwie spada. Nie są to wyraźne i mocne skoki, ale za to jak najbardziej konsekwentne. Służby rozbijają zorganizowaną przestępczość. Wierzę im i apeluję o te zaufanie do społeczeństwa. Gabrielle Mills: Świetnie że Pan wspomniał o tym że tym razem bierzecie pod uwagę, że departamenty potrzebują odpowiedniego sprzętu aby móc wykonywać swoją pracę. Czy już rozmawialiście mniej więcej o kwocie jaka będzie szła na sprzęt dla nich? Albert Walker: Jesteśmy na etapie konsultacji. Po zgłoszeniu zapotrzebowania zweryfikujemy w jak dużym stopniu będziemy w stanie je pokryć. Szczegóły przedstawię na konferencji prasowej - rzecz jasna zapraszam na nią, Pani Redaktor. Gabrielle Mills: Zapewne skorzystamy z tego zaproszenia *skłoniła głowę w stronę polityka* Jeszcze jednak skoro jesteśmy przy temacie służb to bardzo mnie ciekawi jak nowa władza będzie podchodzić do kwestii bezpieczeństwa mieszkańców. Będziecie mówić jak jest faktycznie? Czy w swoim zwyczaju będziecie wmawiać ludziom, że wszystko jest dobrze i stosować instrumentalizację strachu. Albert Walker: W żadnym wypadku! Media i społeczeństwo mają prawo wiedzieć co dzieje się w przestrzeni publicznej. Nie ma niedomówień, nie ma kłamstw. Wszystko przedstawię zawsze takim jakie jest - deklaruję. Gabrielle Mills: Trzymamy za słowo Panie Przewodniczący. I w tym wypadku myślę że możemy zejść na trochę lżejsze tematy. Władza nie tylko jest w Los Santos ale również decydujecie o całym Hrabstwie w tym również o takich miasteczkach jak Sandy czy Paleto. Inne potrzeby tamtejszych mieszkańców i inne problemy. Czy i oni zyskają u was większe zainteresowanie oraz czy władza ma pomysł jak sprawić by ludzie stamtąd nie byli wykluczeni u nas w mieście ze względu skąd pochodzą? Albert Walker: Jak sama Pani powiedziała, Pani Mills, są to "inne" problemy. Rzecz w tym, że nie są one mniej ważne. Ludność tych miast często pracuje w Los Santos, ale z różnych względów osiedla się na terenach mniej zurbanizowanych. W jaki sposób możemy im pomóc? Stawiając na dostępną i tanią komunikację oraz jakościową infrastrukturę. Wiem, że nakłady finansowe niezbędne do zrealizowania tych celów są znaczące, ale czyż nie tego oczekują od nas podatnicy? Gabrielle Mills: Ludzie mają wiele oczekiwań. I wiele spodziewają się po obecnej władzy. Czy to są jedne z tych projektów infrastrukturalnych, które zapowiadał Pan na swoim przemówieniu po zaprzysiężeniu? Albert Walker: Ma Pani świetą pamięć. Potwierdza ona tylko, że jeśli coś obiecam, to z tego nie rezygnuję. Konsekwentnie zmierzam do realizacji postawionych przede mną i moją partią celów. Gabrielle Mills: A co z dostępem do odnwialnych źródeł energii? Czy w tym kierunku też Rada będzie coś działać? W końcu to również jest ważny element infrastruktury. Albert Walker: Obecny kryzys energetyczny doskonale pokazuje jak ważny jest odpowiedzialny rozwój. Ceny paliw kopalnych poszły w górę, a prąd pochodzący z OZE pozostaje na nienaruszonym poziomie. Stawiamy na zieloną energię, ale z rozsądkiem. Transformacja jest konieczna, lecz nie może odbywać się kosztem społeczeństwa. Za tym kryją się miejsca pracy, pieniądze i rodzinne budżety. Gabrielle Mills: Tak więc stawiacie na rozważny rozwój, wolicie ewolucje niż rewolucje jeżeli chodzi o zieloną energię. I czekacie na dzień kiedy stanie się ona dla społeczeństwa czymś normalnym? Albert Walker: Wszystko przychodzi z czasem. Zrównoważony rozwój to podstawa zdrowej gospodarki. Jednak bądźmy uczciwi - przyszłość stanowi OZE. Gabrielle Mills: Oczywiście. Panie przewodniczący jak zapewne Pan wie w czasie kampanii lub też chwilę po niej gdy zaczyna się piastować dany urząd na światło dzienne wychodzi jeden temat, który zawsze pobudza społeczeństwo. I również ja chcę temat wyciągnąć na światło dzienne. Jak wiemy nasz kraj ma zarówno zwolenników jak i przeciwników zarówno co do dostępu do broni palnej jak i na temat aborcji. Jakie jest Pana stanowisko w tych dwóch tematach? Albert Walker: Dostęp do broni palnej jest naszym świętym prawem. Doskonale zdaje sobie sprawę, że w ten sposób generuje się wiele problemów, ale też wielu z nim zapobiega. Stawiając na efektywne służby stawiamy na bezpieczeństwo, jednocześnie szanując prawa wszystkich naszych obywateli. Co zaś się tyczy aborcji - jak doskonale zdaje sobie Pani sprawę jest ona w naszym Stanie w pełni legalna. Powracanie do tego tematu uważam za całkowicie zbędne pompowanie ideologicznego balonika. Zresztą proszę zwrócić uwagę na orzeczenie Sądu Najwyższego w tej sprawie. Reakcja społeczeństwa mówi sama za siebie. Gabrielle Mills: Sam Pan rozumie że musiałam. Społeczeństwo ma prawo wiedzieć jakie zdanie na dość wrażliwe tematy ma ich reprezentant. Ale cieszę się, że postawił Pan sprawę jasno. Tak jak tu rozmawiamy i mówi Pan o waszych planach, to rodzi mi się pytanie czy te wszystkie działania o których Pan wspomniał mają sprawić że nasze miasto stanie się perłą zachodniego świata. To również Pana słowa. Albert Walker: Pragnę zwrócić jeszcze uwagę, że jest to moje zdanie - Partia Republikańska jest zróżnicowana. Podobnie jak nasi polityczni oponenci mamy szerokie skrzydła. Los Santos jako perła zachodniego świata, to z jednej strony to co mamy tu i teraz, ale z drugiej strony obietnica, że pozostanie ono w dalszym ciągu klejnotem Stanów Zjednoczonych. Myślę w perspektywie pokolenia, a nie kadencji. Nic nie jest dane raz na zawsze. Tylko ciężka praca zapewni nam dobrobyt, którego wszyscy w końcu pragniemy. Gabrielle Mills: Wizja piękna, lecz może zostać zburzona przez zachłanną władzę. Kwestia czy Pan i Pana koledzy z Rady będą umieli powstrzymać chęć zysku dla siebie i za każdym razem podczas waszych prac mieszkańcy miasta będą stawiani na pierwszym miejscu? Albert Walker: Nie ma dla mnie nic ważniejszego ponad dobro mieszkańców Los Santos. Gabrielle Mills: Jak dla każdego polityka Panie Przewodniczący. A teraz tak na sam koniec chciałabym poznać Pana opinię o naszym burmistrzu. Według Pana to odpowiedni człowiek na odpowiednim miejscu? Albert Walker: Ronald Ackley to wspaniały człowiek - ojciec, mąż, syn. Takich ludzi w polityce właśnie potrzebujemy. Gabrielle Mills: Po tych słowach zapewne uspokoił Pan wielu. No ale cóż wszystko co dobre kiedyś się kończy tak samo jak nasz program. W tym momencie daje Panu wolną rękę. Może Pan apelować, pozdrawiać. Pana czas zaczyna się właśnie teraz. Albert Walker: Wszystko co wartościowe już powiedziałem. Nie lubię skupiać się na sobie - w końcu to zawsze chodzi o naszych mieszkańców, a nie o własne ambicje. Dziękuję za dzisiejszą rozmowę, a wszystkim odbiorcom życzę spokojnej nocy. Gabrielle Mills: Ja również Panu dziękuje za rozmowę. A Państwu przed ekranami przypominam że moim gościem był Przewodniczący Partii Republikańskiej- Albert Walker! A na zakończenie życzę wszystkim wszystkiego dobrego. Żegna się z wami Gabrielle Mills. Do następnego razu! **W tym momencie obraz zanikł i pojawiło się logo Self Radio, a chwilę później zaczęły lecieć imiona i nazwiska członków ekipy realizującej dany program.**
-
069. Nowe rozdanie w polityce. Czy Los Santos czekają złote czasy?
przekadzia opublikował(a) temat w Archiwum globalne
BY GABRIELLE MILLS | 20.02.2023 Nowe twarze we władzach miasta. Czy w tym rozdaniu politycy w końcu zajmą się oczekiwaniami mieszkańców Los Santos? Czy po raz kolejny będziemy świadkami jak politycy zamiast zajmować się swoją pracą będą obecni jedynie na portalach plotkarskich? Zaprzysiężenie nowych Supervisiorów Dystryktów i pierwsza sesja Rady Nadzorczej Hrabstwa! Właśnie wczoraj miało miejsce zaprzysiężenie Supervisiorów Dystryktów oraz pierwsza sesja Rady Nadzorczej Hrabstwa. Uroczystość była otwarta dla każdego przez co podjęto nadzwyczajne środki bezpieczeństwa. Cały teren oraz okolicę zabezpieczał służby. Mieszkańcy z zainteresowaniem zjawili się pod State Capitolem, aby móc zobaczyć na żywo swoich reprezentantów jak i wspólnie świętować początek nowego rozdania w polityce miasta. Przechodząc jednak do samej uroczystości. Zjawiło się sporo osób oraz gości specjalnych. Za mównicą mogliśmy zobaczyć m.in. Deputy Chief Los Santos County Fire Department - Pit Ortiza, Deputy Chief of Police, Michaela Rimkunasa, Szeryfa Los Santos Sheriff Department - Lee Villanueve, Chief of Police, Brennana Moora oraz gość specjalny Zastępca Gubernatora Stanu San Andreas - Brayan Grand. Na wstępie ceremonii przemówił Burmistrz miasta Los Santos - Ronald Ackley, któy to powitał wszystkich zgromadzonych. Po przywitaniu i przedstawieniu celu zgromadzenia zaprosił do zabrania głosu Zastępcę Gubernatora. Swoje wystąpienie rozpoczął od pogratulowania burmistrzowi oraz zdeklarowania że przed obecną władza jest wiele ciężkiej pracy. Również padła deklaracja, że rząd stanowy będzie wspierał w realizacji założeń i celów, jakie nowa władza przed sobą postawi. Po wystąpieniu Zastępcy Gubernatora, zostały zaprezentowane poczty sztandarowe przez Reprezentacje Departamentowe. Gdy już flagi wisiały na górze, został wykonany hymn narodowy przez Aishe Huxley. Po hymnie nastąpił czas na to na co wszyscy czekali - złożenie przysięgi przez Supervisiorów Elektorów. Każdy wyszedł na środek i wypowiedział słowa przysięgi, oczywiście przysięgając na biblię. I tak poprzez złożenie przysięgi swoje stanowiska objęli: Skylar Paisley, Whiltierna Lefebvre, Alfie Morgan, Albert Walker, Sherry Whitlock oraz Philomena Raneth. Gdy już każdy z Supervisiorów był zaprzysiężony, głos zabrał Albert Walker, który pogratulował zarówno swoim kolegom jak i burmistrzowi. W swoim wystąpieniu zapowiedział, że przy pracach legislacyjnych na pierwszym miejscu zawsze będą mieszkańcy miasta. Oznajmił również, że ich celem jest praca i ożywienie gospodarki oraz poprawienie bytu społecznego jak i zwiększenie bezpieczeństwa naszego miasta. Następnie na mównicę wszedł Alfie Morgan, który nie miał długie przemówienia lecz chciał przekazać co dla niego jest priorytetem i na czym chce skupić swoje działania. Nadmienił, że również postepowanie powinno się zmienić, gdzie cynizm i chciwość dominują, a zapominamy że każdy z nas jest równym człowiekiem. I tak po wszystkich tych przemówieniach burmistrz zakończył ceremonię i zaprosił wszystkich mieszkańców na pierwszą sesję Rady Nadzorczej Hrabstwa gdzie obradować miał już nowo powołany skład. Co do samej sesji. Na niej skupiono się na głosowaniu dwóch uchwał: w sprawie przeznaczenia kwoty 2 000 000 USD na miejski program walki z niepłodnością wśród kobiet i mężczyzn oraz w sprawie wyrażenia uznania dla służby Los Santos Police Department, Los Santos County, Sheriff's Department oraz Los Santos Fire Department. W obu przypadkach głosy rozkładały się tak samo. Trzy głosy były za oraz 3 głosy wstrzymały się. I teraz rodzi się pytanie, czy politycy tym razem dotrzymają słowa i będą działać na rzecz miasta i obywateli? Czy znowu nie powtórzy się sytuacja gdzie władza bardziej interesowała się własnymi interesami niż dobrem ludzi? Przecież pamiętamy poprzednią władzę, gdzie mieliśmy wiele obietnic i deklaracji a nic nie było robione. Wszystko wyjdzie z czasem, trzeba dać nowej władzy szansę i przyglądać się ich poczynaniom. Może tym razem miasto Los Santos stanie się perłą zachodniego wybrzeża dzięki tym ludziom? Jak historia nie raz już pokazała czas rozliczy wszystkich i w rękach tych ludzi jest czy przejdą do historii wyniesieni na piedestał czy też zapiszą na kartach naszego miasta jako ci którzy pogrąża to miasto. -
Spoczko
-
BY GABRIELLE MILLS | 31.01.2023 Jacob Scott znany również jako DJ SCOTTY, który w ostatnich dniach nie ma lekko. Kampania promocyjna, która miała na celu obwieszczenie miastu jego powrót na scenę muzyczną, stała się jego koszmarem. Co sądzi o całej tej sytuacji i czy dalej będzie kontynuował swoją karierę? Wszystkie odpowiedzi znajdziecie w tym materiale! **Na wszystkich oficjalnych stronach Self Radio w godzinach południowych pojawił się kolejny materiał. Jest to nagranie oraz transkrypcja z rozmowy z Jacobem Scottem przeprowadzonej przez Gabrielle Mills** Gabrielle Mills: Witam Los Santos! Z tej strony Gabrielle Mills prosto ze studia Self Radio! Dzisiaj moim gościem będzie osoba, która od kilku dni wzbudza skrajne emocje. Ten gość ma zarówno swoich wielbicieli jak i również wielu hejterów. Przed wami Jacob Scott znany również jako DJ SCOTTY. Cześć Jacob. Zazwyczaj moich gości się pytam o samopoczucie, jednak biorąc pod uwagę tą sytuację to raczej to pominę. Jacob Scott: Cześć, witam was! *pomachał w kierunku jednej z kamer w geście powitania* Hejterów to bardzo łagodne określenie. W ostatnich dniach to już coś mocniejszego niż hejterzy. Gabrielle Mills: No tak. Dość ciężki okres dla ciebie. I to przez kampanię promocyjną Bad News. Czy to nie jest tak, że to miało być ostrzeżenie dla lokalnych twórców, a które tak naprawdę odwróciło się przeciwko tobie? Ten projekt przynosi ci jak na razie samych kłopotów. Jacob Scott: Dokładnie, z całą akcją promocyjną przekazania tytułowych złych wieści wiązało się między innymi może nie ostrzeżenie dla lokalnych twórców, ale bardziej informacja o moim planowanym od dawna powrocie. Chociaż chcę tutaj zaznaczyć, że główną treścią jaka miała zostać przekazana i wyłapana przez odbiorcę to tak zwany wyciek tytułu nadchodzącego track'a. Gabrielle Mills: Jasne... niewątpliwie takiego comebacku nikt się nie spodziewał. Jednak jeszcze trochę o tym co właśnie się dzieje. W sieci szaleje burza, że kręcisz promocję na własnej śmierci. Czy ta kampania nie była trochę przesadzona. Od początku taki był taki zamysł poprowadzenia tego? Jacob Scott: Nie. Cała akcja nie miała nawet w drobnym stopniu nawiązywać do czyjejkolwiek śmierci dlatego muszę w tym momencie zaprzeczyć promowaniu się śmiercią. Natomiast jak wiemy Los Santos lubi szybko tworzyć swoje plotki i interpretacje materiałów wydawanych przez lokalnych artystów. W trakcie całej akcji promocyjnej, którą też od dawna planowaliśmy tak, by przekaz był jasny i nie pojawiał się tam wątek który odbiorcy by zrozumieli jako moją śmierć wielokrotnie powtarzał się zwrot złe wieści. To było nasze słowo klucz, które wierzyłem, że odbiorcy wyłapią. Niestety tak jak już wspomniałem powstała inna plotka żyjąca swoim życiem bez jakiegokolwiek realnego poparcia. Gabrielle Mills: Więc przeliczyłeś się trochę jeżeli chodzi o odbiór. Tylko patrząc tak z perspektywy szarego obywatela. Widzi twój profil, gdzie zdjęcia zmieniają się na czarno-białe i później pojawia się, jak już teraz wiemy oświadczenie napisane przez ciebie w imieniu twojej żony. Ludziom to wystarczyło. A zagłębianie się w tą przeróbkę z wycinka gazety już nie było aż tak istotne. I tu właśnie powstaje kolejne pytanie. Zarówno ty jak i twoja żona na swoich livach staraliście się wytłumaczyć całą sytuację i niektórzy uważają że to jest paniczne ratowanie się. Jak to wygląda z twojej strony? Jacob Scott: Jak to wygląda z mojej strony? Wiem, że mam na pewno nie małe grono fanów i ci którzy zrozumieli akcje promocyjną na pewno nie mają mi nic za złe. Są też osoby, które faktycznie mogły zostać przeze mnie rozczarowane i poczuć niesmak moją akcją co oczywiście jestem w stanie zrozumieć. Widząc, coś co mogłoby nawet w minimalnym stopniu zasugerować śmierć mojego ulubionego idola, czy artysty sam na pewno nie mógłbym w stanie racjonalnie poskładać wszystkich promocyjnych szczegółów. Właśnie w kierunku tych odbiorców chciałem złożyć zarówno wyjaśnienia wszystkich działań jak i złożyć przeprosiny. Wiem, że wśród takich osób pojawiali się też moi znajomi czy znajomi Sophie, których też chciałem w trakcie tego live'a przeprosić. Gabrielle Mills: Nawet nie wiem ile razy już musiałeś przepraszać, bo sytuacja nie jest zbyt kolorowa. I właśnie czy w tej całej spirali komentarzy jakie lecą w twoją stronę zastanawiałeś się nad konsekwencjami? Niektórzy otwarcie piszą, że powinieneś skończyć udzielać się publicznie. Jacob Scott: Przez tyle lat działania w branży muzycznej przyzwyczaiłem się do obecności hejtu. Z reguły na jednego takiego w stu procentach prawdziwego fana przypada aż trzech hejterów, a gdy da im się nawet drobniutki powód do wylania nienawiści ci bez zawahania to zrobią. Odszedłem nieco od tematu pytania. Odpowiadając: ciągle zastanawiam się nad konsekwencjami i dalszymi ruchami jakie powinienem wykonać. Czy skończę udzielać się publicznie? Raczej w to wątpię, zbyt mocno jestem związany z muzyką by podczas takiego ataku hejterów zrezygnować z własnej kariery. W szczególności, że odnoszę wrażenie iż część tych komentarzy nie jest nawet wypowiadana przez prawdziwych ludzi, a prędzej jakieś boty kogoś, kto chciałby bym zakończył swoją karierę. Gabrielle Mills: To akurat widać że nie masz zamiaru tak łatwo się poddać. Zarówno twój live jak i fakt że gościsz dzisiaj u nas o tym świadczy. Mówisz że ktoś życzy ci a raczej twojej karierze źle. Czy ktokolwiek ma do tego powody? Ktoś przychodzi ci na myśl? Jacob Scott: Hmmm... *zamruczał przez chwilę tak jakby się nad czymś zastanawiał* Było kilka takich osób, które wprost życzyły mi lub też Sophie, albo i naszej dwójce łącznie śmierci. To były nawet osoby ze sceny muzycznej w Los Santos, ale pozwolę sobie na to, by nie wymieniać tutaj konkretnych danych tych osób. Po prostu te istnieją i nawet publicznie życzyły nam źle. Gabrielle Mills: Rozumiem dlaczego nie chcesz rzucać nazwiskami. Tak jeszcze odnośnie tej sytuacji, media również nie zostawiają suchej nitki na tobie oraz na Sophie. CNT i ich artykuł. Mówi się że małżeństwo Scott chce za wszelką cenę zaistnieć. Podają sytuację Kiedy Sophie zarzucała mojej szefowej... kradzież, a teraz ty i twoja promocja. Jak to jest? Zrobisz wszystko żeby zaistnieć czy to raczej wszystko wyssane z palca. Jacob Scott: Jest to zdecydowanie wszystko wyssane z palca. Każdy kto zna Sophie wie, że ta nie kryje się ze swoimi myślami oraz opiniami. Jeżeli coś jest nie w porządku, nie podoba jej się to wypowiada się o tym na głos. Tak też było w przypadku wspomnianej przez CNT sytuacji. Fakt, że media zrobiły z tego głośny temat i wypuściło swoją perspektywę to już nie jest w żaden sposób zależne od nas. Czasami wręcz kontrowersyjna szczerość jest łatwym tematem do nagłośnienia i tak było tym razem. Natomiast jeżeli chodzi o moją część w tej zmiance to uważam to cios za niżej pasa. Dlaczego? Ponieważ to oczywiste, że każdy artysta chce stworzyć jak najbardziej chwytliwą akcję promocyjną, no a to jeżeli ktoś zechce odebrać w taki sposób to odbierze jako desperacka chęć sławy. Marketing to marketing, starałem się stworzyć coś innego niż do tej pory widzieliśmy w Los Santos. Coś co oczywiście nawiązywało w pełni do promowanego track'a. Gabrielle Mills: No powiem ci, że niewątpliwie zrobiłeś coś czego to miasto nie widziało i tak nie przeżywało *zaśmiała się żeby złagodzić trochę napięcie* Jak już jesteśmy przy wzmiankach o Sophie. Powiedziałeś na początku, że to coś więcej niż hejterzy. Nie obrywa się jedynie tobie, ale również jej. Ludzie informują żeby nie kupować perfum z jej firmy. Czy to najbardziej boli? Aspekt że nie dostaje się jedynie tobie? Jacob Scott: To zdecydowanie prawda. *przytaknął stanowczo głową i dość głośno westchnął* Jeżeli cała ta fala hejtu spłynęłaby tylko na mnie to jeszcze byłbym w stanie to zrozumieć, może zasłużyłem, a może nie, nie będę tego osobiście stwierdzał. Czym natomiast zawiniła sobie spółka OH ME, która żadnego wkładu w tą promocje nie miała? Dlaczego ludzie mają przestać kupować kosmetyki wydawane nie tylko przez Sophie, ale również i jej współpracowników? To jest chyba najbardziej bolesne widzieć jak obrywa się bliskim tobie osobom, które niczym nikomu nie zawiniły. Podobnie jest z falą hejtu kierowaną w stronę poprzedniej gali WMF. Czym zawinili jej organizatorzy żeby dostać po głowie za MOJĄ akcję promocyjną? Tym, że mnie wzięli abym jako konferansjer poprowadził wydarzenie? Najwidoczniej mieli ku temu powód, a w trakcie wydarzenia nie usłyszałem ani jednego negatywnego zwrotu w moim kierunku. Co innego było w przypadku niektórych zawodników. Podsumowując to jest po prostu absurdalne jak ludzie próbują zniszczyć nie tylko mnie, ale i osoby które są ze mną w jakikolwiek sposób powiązane. Gabrielle Mills: W sumie to chyba są te konsekwencje, o których mówiliśmy wcześniej. A przynajmniej jedne z nich. No ale dobra, może trochę rozładujmy atmosferę. Jacob wyobraź sobie sytuację że jesteś przed startem tej kampanii. Jednakże masz wiedzę co się będzie działo. Czy ta kampania wyglądałaby tak samo czy jednak zrobiłbyś coś innego? Jacob Scott: Pomimo tego co się teraz dzieje chciałbym jednak by akcja wyglądała w dość podobny sposób. Tu nie ma jednostronnej winy promującego ten track, ponieważ nawet ze strony znajomych zabrakło takich podstawowych pytań jak na przykład: Kiedy zmarłem? W jaki sposób zmarłem? Czy nawet czy naprawdę umarłem? Może kilka osób napisało do Sophie że jest im przykro z tego powodu... ale tak naprawdę z jakiego? *zaśmiał się krótko* oni sami chyba nie wiedzieli z jakiego powodu. Nawet patrząc na promocję na naszych profilach Liveinvader można było to odebrać na wiele sposób i przykładowo pomyśleć w taki sposób, że uciekł nam pies z którym byliśmy zżyci. Nigdzie nie było powiedziane że coś mi się stało, bądź umarłem. *ponownie zaśmiał się przez krótką chwilę* Co jest śmieszniejsze sam logowałem się na swój Lifeinvader i nie ukrywałem statusu będąc dostępnym na czacie, a jednemu ze znajomych odpisywałem SMS'y po rozpoczęciu już akcji promocyjnej. Jedyną z rzeczy jaką bym zmienił będąc mądrzejszym o aktualne doznania to zdecydowanie uproszczenie treści w materiałach promocyjnych do minimum. Tak by odbiorcy mogli wyczytać informacje o nadchodzącym tracku, datę jego premiery i właściwie nic więcej. Tak by nie powstały tutaj żadne pomówienia. Gabrielle Mills: Pewnie. Dzięki ci za tak rozbudowaną odpowiedź. I tak na koniec zostawmy już całą tą sytuację jaka jest i powiedz jak czujesz się po powrocie do prowadzenia gali oraz czy to już będzie na stałe? Jacob Scott: Jeżeli nie zostanę zjedzony przez internautów, bądź też nie odbije się to na moim zdrowiu fizycznym. Niestety tutaj muszę dodać, że jesteśmy z Sophie zmuszeni do poruszania się z ochroniarzem w obawie o to, że ktoś może wyegzekwować na nas swoją interpretację całej promocji i po prostu wiadomo co ze mną zrobić. Bądź też przez ten cały hejt nie zrazi się do mnie zarząd i organizatorzy federacji to ja bardzo chętnie pojawię się jako prowadzący nie jednej, a tylu ile będą organizować gal. To świetne uczucie móc wrócić do oktagonu z mikrofonem w dłoni i poprowadzić tak wielkie wydarzenie w Los Santos. Przyznam szczerze, że brakowało mi tego. Gabrielle Mills: Niewątpliwie Jacob. Ja ci ogromnie dziękuje że zdecydowałeś się wyjaśnić wszystko. I każdy mój gość na koniec ma wolną rękę. Więc teraz kamera jest twoja i korzystaj śmiało. Jacob Scott: Wiem, że robiłem to już kilkanaście, jeżeli nie kilkadziesiąt razy, lub też kilkaset razy, ale jeszcze raz chcę przeprosić wszystkich, którzy przez moją akcję promocyjną poczuli się urażeni lub odczuli jakiś niesmak. Chcę również podziękować moim bliskim, rodzinie, przyjaciołom i osobom z dalszych kręgów znajomych którzy wspierali mnie w trakcie realizacji całego materiału jak i wspierają mnie w aktualnej sytuacji. Jeżeli chodzi o cały materiał chciałbym by chociaż jakaś część internautów wylewających w moim kierunku nienawiść spróbowała jeszcze raz przeanalizować wszystkie ruchy i zrozumieć moją wizję. Rozsiewajmy wśród nas miłość a nie nienawiść Los Santos! Jeżeli ktoś ma jakąkolwiek potrzebę porozmawiania ze mną o całej tej akcji może do mnie śmiało pisać na Liveinvaderze. Proszę tylko by to była rozmowa z zachowaniem kultury. *zwrócił się w stronę prowadzącej, w której kierunku dodał* Dziękuję ci za możliwość pojawienia się tutaj i porozmawiania na ten temat. Na tle aktualnych wydarzeń jest to naprawdę miłe dla mnie móc porozmawiać o tym i to zaszczyt móc pojawić się właśnie w tym miejscu. Gabrielle Mills: Drodzy Państwo to był DJ SCOTTY! *wskazała na swojego gościa ręką* Mieliśmy okazję poznać jego punkt widzenia na naprawdę wiele tematów związanych z tą sytuacją. Na ten moment żegnamy się z wami. Ja nazywam się Gabrielle Mills i do zobaczenia następnym razem! **W momencie gdy Mills wypowiadała słowa "DJ SCOTTY" Jacob pomachał do kamer. Obraz studia znikł i pojawiło się logo Self Radio, a po nim napisy z listą osób realizujących program**
-
BY GABRIELLE MILLS | 27.01.2023 Judy Roux aka MOXXXY, niekwestionowana królowa cyberpunku, DJ'ka która podbija wszystkie kluby w Los Santos ostatnio w naszym studio odpowiedziała na kilka pytań. Odniosła się do subkultury cyberpunku i co ją najbardziej w nim fascynuje, opowiedziała również o współpracy ze swoim menagerem oraz zdradziła z kim najbardziej chciałaby zrobić kawałek! **Na oficjalnych portalach Self Radio pojawił się zapis z wywiadu przeprowadzonego przez Gabrielle Mills z MOXXXY. Całe nagranie wraz z transkrypcją znajdują się poniżej** Gabrielle Mills: Witam Los Santos! Z tej strony Gabrielle Mills prosto ze studia Self Radio! Dzisiaj mam przyjemność gościć osobę, którą pokochało to miasto. Gdy ona gra kluby pękają w szwach. Przed wami Judy Roux znana pod pseudonimem MOXXXY! Hey kochana. Fajnie że z nami dzisiaj jesteś. Powiedz jak się masz? **W tej chwili obraz pokazał Judy, która patrzyła bezpośrednio w kamerę. Uśmiechnęła się w jej kierunku i pomachała wesoło dłonią** Judy Roux: Heeey! Dziękuje za zaproszenie. Czuję się świetnie, dziękuję, że pytasz! A Ty, Gabrielle? Gabrielle Mills: Ja doskonale! Szczególnie że mam przyjemność porozmawiać z tak barwną osobą *zaśmiała się* Widzisz Judy w sieci krąży informacja że jesteś królową cyberpunku. Powiedz czy to jest trafne określenie? Judy Roux: Skoro tyle osób mnie tak określa to coś chyba musi w tym być, phah! Myślę, że to dlatego, że każdy mnie właśnie z tą subkulturą utożsamia. Z resztą... na własne życzenie tak naprawdę zostałam z nią utożsamiona! **Wszyscy oglądający mogą zauważyć, że Judy wypowiada się dość płynnie lecz od czasu do czasu łapie drobne "zwiechy" z powodu tremy** Gabrielle Mills: To na pewno. Myślę, że każdy kojarzy właśnie twój niecodzienny ubiór w tych klimatach. Skąd tak właściwie to zamiłowanie do Cyberpunku? Judy Roux: Ubiór to jeden ze sposobów na wyrażanie siebie, prawda? Lata temu cholernie bałam się ubierać tak jak marzyłam, ale w końcu zebrałam się w sobie by się przełamać i ot - stąd się biorą moje nietuzinkowe kreacje. Choć ta nietuzinkowość też chyba i dziś jest widoczna, skoro każdy mnie utożsamia właśnie z nietypowymi, bardziej tech-wear outfitami a tu... *przerwała na krótko wypowiedź, obejrzała się na siebie i zachichotała. Zaraz to kontynuowała swoją wypowiedź* A zamiłowanie do Cyberpunku... to dość dłuuuga historia tak naprawdę, pełna zwrotów akcji i tak dalej... *chichocze* Z tą subkulturą zawsze miałam typowe love/hate relationship i dopiero po jakimś czasie stało się to czymś co naprawdę pokochałam. Pierwsze zetknięcie jakie miałam z tym gatunkiem to było... z 8 lat temu? Mniej więcej jakoś tak... To były czasy jak jeszcze niewielu wiedziało czym to tak naprawdę jest. Prawdziwe boom i prawdziwa moja miłość się narodziła wraz z premierą gry wideo. Już wtedy kompletnie wsiąknęłam w ten mroczny świat pełen neonów i ludzkich dramatów. Gabrielle Mills: No właśnie! To nie jest subkultura, którą każdy zrozumie. I również czy to nie jest tak że naprawdę trzeba być zpaleńcem tych klimatów żeby poczuć czym właściwie cyberpunk jest? Judy Roux: Myślę, że to jest tak naprawdę jak ze wszystkim dookoła. Jednych fascynuje fantastyka jak na przykład klimaty rodem z Lord of the Rings. Innych - kino akcji z departamentem policji i porachunkami mafijnymi w tle. I tak dalej, i tak dalej. Gusta są różne i nie każdego może złapać coś od razu. Liczą się tak naprawdę detale, które uderzą w odpowiednie emocje by coś nam się spodobało albo nas obrzydziło. I taki jest chociażby Cyberpunk. Jedni zachwyca futurystyczną wizja przyszłości, gdzie modyfikacje ciała grają główną rolę. Drudzy kochają ten gatunek za klimat jaki prezentuje - mrok rozświetlony masą jaskrawych, neonowych kolorów. Jeszcze innych, to co już wspomniałam - dramaturgia życia jakie każdy toczy w tym uniwersum. Każdy znajdzie tak naprawdę coś dla siebie, więc... Nie trzeba być zapaleńcem. Ale łatwo jest nim zostać! Potrafi wsiąknąć człowieka jak gąbka wodę, haha! *w trakcie wypowiedzi gestykulowała dłońmi, skacząc wzrokiem między prowadzącą a kamerą* Gabrielle Mills: Wiesz jak tak opowiadasz o tym o wydaje się to naprawdę czymś wspaniałym i ma na ciebie duży wpływ. Tylko, że ostatnio twoi fani mogli zauważyć lekką zmianę image. Czy to znaczy, że lekko oddalasz się od cyberpunku i idziesz eksperymentować z innymi subkulturami. Judy Roux: I tak i nie! Jakby w pewnym stopniu dałam do zrozumienia już swoim słuchaczom na jednym ze swoich live'ów, że nie chcę być osobą znaną tylko z jednego. MOXXXY potrafi o wiele więcej i stąd po sukcesie Cyberpsychosis postanowiłam, że chcę teraz dać swoim słuchaczom coś zupełnie innego niż dotychczas. Cyberpunku nigdy nie porzucę i zawsze to będzie nieodzowna część mnie bo to za niego właśnie mnie każdy pokochał. Ale ja tworzę nie tylko muzykę a staram się swoją muzyką tworzyć sztukę. To nie jest prosta robota by odpowiednio dobrać, skomponować i złożyć dźwięki w taki sposób by obudzić poszczególne zmysły i emocje. Stąd też zawsze stawiam na story telling. Tak jak w przypadku Cyberpsychosis, tak i w przypadku ostatniego singla, czyli Life.Death.Repeat. Muzyka w połączeniu z barwną historią i warstwą wizualną w postaci artworków, visualiserów i klipów ma być pełnym doświadczeniem dla słuchacza by odczuł dokładnie to, czego pragnę by odczuł. Ale sztuka ma to do siebie, że nie każdy ją rozumie, stąd też biorę i poprawkę na to, że po prostu ktoś może nie do końca załapać. *zachichotała, odgarnęła kosmyk włosów za ucho* Gabrielle Mills: No właśnie mi o to chodzi czy nie boisz się, że niektórzy fani się od ciebie odwrócą ze względu na zmianę wizerunku oraz stylu tworzenia? Judy Roux: Wiesz... myślałam nad tym i wzięłam to pod uwagę. Życie to ciągła historia, w trakcie której ludzie się pojawiają i znikają. Mam świadomość, że wraz z upływem czasu i rozwojem niektórzy mogą mnie przestać słuchać ale jeszcze inni pojawią się na ich miejsce gdy poznają moją twórczość w radiu bądź w intrenecie. Nie raz o tym wspominałam i chyba łatwo to po mojej aktywności wywnioskować, że bardzo sobie cenię kontakt ze swoimi fanami i słuchaczami i bardzo zważam na ich opinie na temat mojej twórczości. To właśnie tak pozytywny odbiór Traumy i moich występów w klimatach Cyberpunkowych nakłonił mnie w pewnym stopniu do stworzenia Cyberpsychosis. Ale jak już wspomniałam - pragnę się też rozwijać dalej. Muzyka to coś co nie kończy się w jednym punkcie, w jednym gatunku. Stąd moje eksperymenty, zarówno nad samą otoczką artystyczą jak i brzmieniową. Krótko odpowiadając czy boję się czy nie - ot, ryzyko zawodowe tak naprawdę. Gabrielle Mills: Chyba jak wszędzie. I bardzo cieszę się, że wspomniałaś o swoich występach cybrpunkowych. Tak jak teraz sięgasz pamięcią do pierwszego występu... co cię skłoniło żeby spróbować? Wstałaś rano i stwierdziłaś że tak w końcu trzeba się podzielić twórczością z innymi czy może jakiś inny powód był? **Judy zachichotała, poprawiła się na sofie i sięgnęła po szklankę by ubić z niej łyka wody** Judy Roux: Mmm... początki... ah. To jest akurat dość śmieszna historia. Od zawsze kręciła mnie zabawa w składanie setów, mixowanie muzyki czy klejenie własnych remixów. Niezbyt dzieliłam się z tym w świeci, raczej robiłam to dla siebie. Uwielbiałam też chodzić do klubów i się po prostu dobrze bawić. Meeega wkręcił mi się klimat klubów rodem z Cyberpunka. Mrok, masa stroboskopów i neonowych świateł a do tego ciężkie i brudne dark electro... ohhh, jak ja za tym szalałam! Do tego stopnia, że oczami wyobraźni układałam to sobie wszystko w głowie jakby to wyglądało w rzeczywistości. Aż tu nagle któregoś dnia zobaczyłam, że poszukują DJa na imprezę w Clouds. Podrzuciłam swoje namiary i ku mojemu zdziwieniu - dostałam odpowiedź zwrotną. To był też etap w moim życiu gdy tak naprawdę stwierdziłam, że muszę z niego korzystać i czerpać garściami, stąd po prostu niewiele myśląc uzgodniliśmy szczegóły, spotkaliśmy się, podpisałam papierek i zaliczyłam swój pierwszy występ! Dość śmieszna historia patrząc dokąd ona dziś doprowadziła, prawda? *zaśmiała się cicho pod nosem, zerkając na prowadzącą* Gabrielle Mills: Zdecydowanie. A czy to co sobie wyobrażałaś jak ma przebiec ten występ zgadzało się ze stanem faktycznym? A może było jeszcze lepiej? *spytała z uśmiechem na twarzy i bacznie przyglądała się Judy czekając na odpowiedź* **Judy pokręciła przecząco głową i z wymalowanym na twarzy uśmiechem prędko i bez namysłu odpowiedziała** Judy Roux: Jeśli mam być szczera? Absolutnie nie. Raczej myśląc o tym widziałam siebie jako zwykły DJ, który hobbistycznie będzie grywał w klubach. Nie wyobrażałam sobie, że początkowo moje sety, cała otoczka artystyczna jaką sobie wykreuje w klimatach Cyberpunku tak dobrze się przyjmie. Ba! Nie sądziłam, że to da mi takiego motywacyjnego kopniaka, że zbiorę się w sobie i zacznę tworzyć coś własnego. I teraz dochodzę do etapu gdzie już nie chcę grać setów składających się ze zlepek innych artystów. Chcę wychodzić na scenę, do ludzi, z własną muzyką, którą pokochają i do której będą szaleć. Gabrielle Mills: Kochana ja już myślę że to osiągnęłaś. Twoja kariera się rozpędza. No i oczywiście masz ludzi którzy ci pomagają. Powiedz jak odnosisz się do tych informacji jakie podawane są o Kane Saleh? **Wraz z przebiegiem wywiadu widzowie mogą zobaczyć, że Judy zyskuje coraz większą pewność siebie. Traktuje wywiad jak zwykłą rozmowę o sobie** Judy Roux: Kane to człowiek, który żyje jak rockstar. To osoba, która nie boi się kontrowersji i wie jak je dobrze kreować. Gość, z którym złapałam wspólny vibe w zasadzie od pierwszych słów jakie wymieniliśmy. Człowiek, któremu zawdzięczam naprawdę wiele bo to jego wiedza, wsparcie i pomysły pomogły mi i wspólnie stworzyliśmy całą "kampanię marketingową" *zagestykulowała palcami cytat* do Cyberpsychosis. Jeśli chodzi o to wszystko co piszą na jego temat te portale plotkarskie a zwłaszcza Celebrity Preview... cóż. Mam to gdzieś. To są puste plotki tworzone by clickbaitami zdobywać wyświetlenia i czerpać z tego zyski, żerując na cudzym wizerunku. A samo Celebrity Preview... ugh... *skrzywiła się* Nawet nie chcę o nich myśleć po tym jak nie tylko żerowali ale i drwili z mojej znajomej, Jill a.k.a Atropa. Użyłabym najchętniej niecenzuralnego słowa by opisać to co zrobili. Po prostu dramat. To nie są ludzie... *westchnęła przeciągle i nachyliła się by się napić - stara się uspokoić nerwy spowodowane artykułem o ciężko rannej przyjaciółce* Gabrielle Mills: To prawda ostatnio Celebrity Preview ma dość sporo publikacji bazujących na ludzkiej tragedii. Tylko zdajesz sobie sprawę, że jest wielu miłośników ich informacji. Nie przeszkadza ci, że wokół twojego menadżera jest tyle szumu? Judy Roux: Będąc szczerą - ani trochę. Ufam mu zarówno jako swojemu managerowi jak i osobie jaką jest prywatnie. Z początku gdy stawiałam swoje pierwsze kroki w świecie branży muzycznej to nie wiedziałam tak naprawdę z czym to się wszystko je i byłam jak we mgle, ale wraz z upływem czasu i dzięki pomocy właśnie Kane'a, zrozumiałam już co nieco i jak ten świat działa. **Judy odpowiada na pytania dot. swojego menagera bez większego namysłu, wyraźnie szczerze i prosto z serca** Gabrielle Mills: Mówi się o tym, że jesteście jak dobrze naoliwiona maszyna. Jednak oprócz Kane'a masz od niedawna ekipę ze 101 Records. Powiedz jakie oczekiwania masz względem te współpracy? Judy Roux: *zaśmiała się krótko słysząc porównanie, przytaknęła na nie* Yeaaah. 101... cóż, nasza historia już chwilę trwa, bo zaczęłam z nimi współpracować już przy wydaniu Neurogenic Shock. Teraz kontrakt to tak naprawdę tylko kropka nad i, która ma ucieśnić tę współpracę i wykazać zadowolenie zarówno z mojej jak i ze strony zarządu wytwórni. Pracuje mi się naprawdę dobrze, dostałam dostęp do zdecydowanie lepszego sprzętu niżeli ten na którym pracowałam w domu więc i zyskałam miejsce do rozwoju. Jest do tego Nemesia, która była moją "nauczycielką", gdy stawiałam pierwsze kroki w studio. Wiesz.. To był dla mnie kompletnie nowy świat! *zachichotała, poprawiła kosmyk włosów za uchem* Dzięki niej się wiele nauczyłam a sama Nemesia bardzo chwali sobie moją pracę. Mając podpisany kontrakt z wytwórnią mam też zarówno miejsce i wsparcie, którego potrzebuję podczas swoich dalszych produkcji muzycznych. A to są w sumie moje oczekiwania, które spełnili, więc... *rozłożyła ramiona, nieznacznie podrzuciła nimi i zaśmiała się cicho* Gabrielle Mills: O kochana masz za sobą naprawdę mocną ekipę. Kane i Blake, który jak wiemy umie wyławiać perły z ocean zwanego Los Santos! Jeszcze trochę to na twoje występy trzeba będzie brać gaśnicę bo będzie ogień *zaśmiała się* I jak już mówisz o tworzeniu. Skąd czerpiesz inspirację albo od kogo? Ogólnie jak wygląda u ciebie proces tworzenia? Judy Roux: *wybuchła chichotem słysząc komplement. Przed odpowiedzią zagestykulowała dłonią, "moment" i wyciągnęła się po szklankę z wodą by wziąć z niej łyka i nawilżyć gardło* Ogień... być może! Choć bardziej stawiam przy swoich performance'ach na oświetlenie niżeli pirotechnikę! *zachichotała* Skąd czerpię inspirację... oh, tutaj mogłabym się rozgadywać i rozgadywać. Tak naprawdę codzienne życie i świat, który nas otacza jest dobrą dozą inspiracji do tworzenia. Przeważnie wybieram sobie konkretne emocje bądź jakieś wydarzenie, które dostrzegłam, obejrzałam bądź przeżyłam - z tego powstaje coś na styl... mapy myśli? Yeah. Zbieram to wszystko w jeden woreczek a następnie staram się rozbić to na części pierwsze. Wyławiam konkretne emocje, konkretne gesty bądź przedmioty, aspekty wizualne. Potem to wszystko komponuje w całość. W przypadku Cyberpsychosis starałam się właśnie cały ten świat i wszystkie emocje jakie mi i wielu innym towarzyszyły, czy to podczas jeszcze grania w papierową wersję gry, czy podczas gry wideo czy nawet serialu animowanego jaki wyszedł jakiś czas temu - starałam się wszystko to przełożyć na warstwę muzyczną. Jakby... wszystko przeplata się razem i łączy się w całość. Tworzę własną interpretację tego i przedstawiam ją w postaci muzyki jak i artworków bądź visualiserów, starając się budzić w ludziach te konkretne emocje jakie wybrałam podczas procesu twórczego i jakie sama odczuwałam tworząc to. Czasami zmuszona jestem wprowadzać się do konkretnego stanu by jak najlepiej odczuć poszczególne emocje i tym samym stworzyć coś w tym stylu - przykładowo gdy komponuje coś smutniejszego i głębszego - wówczas dużo słucham typowo akustycznej i raczej wprawiającej w nastrój zamyślenia muzyki, która chowa w sobie drugie dno. Gabrielle Mills: Czyli tak naprawdę w swoich utworach przekazujesz słuchaczom cząstkę siebie oraz swoich emocji. *przytaknęła ze zrozumieniem* Oprócz tego że tworzysz swoje kawałki i grasz w klubach to również jesteś producentką. Już masz na swoim koncie kilka współprac jak na przykład Ronnie. A jakbyś miała wybrać kogoś dla kogo mogłabyś stworzyć kawałek, kto by to był? Judy Roux: *podgryzła nieznacznie wargę chichocząc. Wydała przeciągły pomruk wskazując na chwilę zastanowienia* Hmmm... mogę zdradzić, że aktualnie powstały dwa utwory, których jestem producentką i które wkrótce ujrzą światło dziennie. I bardzo przyjemnie wspominam te współprace. Ale z takich wymarzonych... Na pewno Asami. Zdecydowanie chciałabym wyprodukować coś z tą dziewczyną. Ma świetny głos, który chciałabym usłyszeć w zupełnie innym wydaniu niż dotychczas. I zdecydowanie Protais. Patrząc na jego wizje artystyczne jakie tworzył w swoich utworach, myślę, że oboje byśmy stworzyli coś naprawdę świetnego! Gabrielle Mills: No to powiem ci, że takich typów się nie spodziewałam. Dość ciekawe połączenia. Mówisz że za niedługo usłyszymy kawałki, których byłaś producentką. A co jeszcze przygotowała dla nas królowa cyberpunku na najbliższe miesiące? I tak wiem, że nie zdradzisz nam za dużo ale chociaż jakiś mały przeciek. *pokazała małą szczelinę między kciukiem a palcem wskazującym* Judy Roux: *uśmiechnęła się kącikiem ust słysząc pytanie o dalszych poczynaniach. Wyszczerzyła ząbki w radosnym uśmiechu* Te dwa kawałki to część projektu, którego również jestem częścią i coś ode mnie tam również się znajduje. A czym jeszcze zaskoczę swoich słuchaczy? Mam kilka wizji w głowie na single, zaczęłam robić sobie mapę myśli na kolejny album, który myślę, że nie będzie odbiegał a może nawet i przebije Cyberpsychosis. Na pewno co nieco zdradzę na jutrzejszym występie w Neon Sky Club a w tym coś co przygotowałyśmy wspólnie z Nemesis. I na pewno na collabie z Nemesis nie chcę zakończyć, więc jeśli się uda to pojawi się i collab z kimś innym! **W czasie tej wypowiedzi Judy próbowała sztucznie wpleść nutkę tajemniczości, jednak kompletnie jej to nie wychodziło przez ciągły głupkowaty uśmiech i krótkie przerwy na chichot** Gabrielle Mills: W takim razie fani mają na co oczekiwać w nadchodzącym okresie. Moja droga to z mojej strony by było tyle ale... *podniosła palec wskazujący do góry* Nie puszczę cię dopóki nie zrobisz swojego freestyle'u. dlatego też teraz masz czas na swoją twórczość. Jakiś apel do fanów, pozdrowienia... kamera jest twoja moja droga. Judy Roux: *z początku z lekka przestraszona wizją "rapowania" aż otworzyła szerzej oczy. Słysząc dalszą część zdania wybuchła głupkowatym śmiechem* O BOŻE! Już się bałam, że będę musiała wymyślać jakąś nawijkę, phah! Ohh... *wzięła głębszy wdech, uspokajając się* Gabrielle Mills: Niee... bez przesady. Aż tak nie lubię się pastwić nad swoimi gośćmi. **Gabi wybuchła śmiechem zdając sobie sprawę jak dziewczyna mogła odebrać jej wstęp. Judy po doprowadzeniu się do normy obejrzała się w kierunku kamery. Uśmiechnęła się wesoło do obiektywu** Judy Roux: Przede wszystkim to nie wiem ile razy będę to powtarzała, ale jestem wam wszystkim cholernie wdzięczna za tak ciepły odbiór mojego debiutanckiego projektu! Nawet nie wiecie ile to dla mnie znaczy, po-wa-żnie! *uniosła nieznacznie dłonie i złożyła serce z palców* Tworzę to wszystko dla was i mam nadzieję, że projekty nad którymi działam teraz i za jakiś czas ujrzą światło dzienne również przypadną wam do gustu! Pozdrawiam i dziękuje całej ekipie ze 101 Records z którą działam na co dzień, pozdrawiam was wszystkich teraz przed telewizorami, komputerami czy telefonami, którzy to oglądają. Rok dopiero się zaczął i wkrótce odsłaniamy kolejne karty! I pamiętajcie - podążajcie za marzeniami! Korzystajcie z życia, chwytajcie je garściami! *na zakończenie raz jeszcze wesoło pomachała w kierunku obiektywu, kończąc swój "freestyle"* Gabrielle Mills: Cóż i właśnie tak optymistycznym przesłaniem zakończymy dzisiejszą rozmowę. Moim gościem była Judy Roux znana jako MOXXXY, dziewczyna, która podbija wszystkie parkiety w tym mieście. Dziękuje jeszcze raz że gościłaś u nas. A ja z żegnam się i do zobaczenia niebawem! **W trakcie pożegnania i przedstawiania gościa Gabi wskazała entuzjastycznie ręką na swojego gościa i posłała do kamery ciepły uśmiech. Judy rozłożyła ramiona i ukłoniła się nieznacznie do oglądających na zakończenie wywiadu. Po tym obraz zanikł i pojawiło się logo Self Radio a następnie zaczęły pojawiać się napisy członków realizujących cały materiał**
-
BY GABRIELLE MILLS | 11.01.2023 Margaret Lecter znana bardziej jako MARGOTH ostatnio odpowiedziała w studiu Self Radio na lawinę pytań. Odniosła się do swojej przeszłości oraz wspomnieniach z czasów Phobii, powiedziała o swojej obecnej twórczości i swojej nowej EP'ce oraz zdradziła, że w niedalekiej przyszłości planuje coś czego jej fani się nie spodziewali po niej! **na oficjalnych stronach Self Radio pojawił się wywiad przeprowadzony przez Gabrielle Mills z MARGOTH, który odbył się 10.01.2023 w godzinach wieczornych. Materiał jest przedstawiony w formie nagrania audio wraz z transkrypcją** **Kadr został ustawiony na Gabi tak, aby była widoczna tylko ona. Po prezentacji jej gościa dopiero obraz powędrował na MARGOTH, która to spojrzała na kamerę utrzymując lekki uśmiech, wypadając przy tym dość naturalnie. Po chwili kamera uchwyciła całe studio** Gabrielle Mills: Witam Los Santos! Z tej strony Gabi Mills prosto ze studia Self Radio. Mam dzisiaj przyjemność gościć byłą wokalistkę zespołu Phobia, a na dzień dzisiejszy dziewczynę, która stawia na karierę solową. Margaret Lecter znana szerzej jako MARGOTH! Witaj. Cieszę się że zjawiłaś się u nas dzisiaj. Powiedz jak się masz? Margoth: Cześć Santos. Cześć Gabi. **puściła do niej oko** Bardzo dobrze. Praktycznie każdy mój dzień zaczyna się i kończy bardzo dobrze. W tym momencie jestem naprawdę szczęśliwa. Tym że mogę tutaj dziś być z Tobą i z wami, drodzy słuchacze. No i tym, że miałam bardzo produktywny muzycznie dzień. Więc od razu dopowiem wszystkim tym co we mnie widzą ponuraka - tak, wzięłam tabletki. **zaśmiała się krótko** **na materiale można zauważyć, że MARGOTH ciągle utrzymuje lekki uśmiech i co chwila manewruje spojrzeniem między Gabi a kamerą** Gabrielle Mills: Od początku mocne wyznania. Nie patyczkujesz się **zaśmiała się i spojrzała na swoją podkładkę** Jednak zaczynając... Jak wiemy jesteś muzykiem. Powiedz nam czy pamiętasz ten moment w swoim życiu gdzie stwierdziłaś: "Tak, to jest właśnie to co chce w życiu robić"? Margoth: Powiem Ci droga Gabi, że nie było takiego momentu. Dla mnie... muzyka jest czymś naturalnym, tak jak jedzenie i sen. Od początku była w moim życiu, więc nie mogę powiedzieć, żeby jakaś magiczna myśl pojawiła się w mojej głowie. Fakt faktem, moja kariera muzyczna to bardziej ciąg przyczynowo- skutkowy, który zrodził się z przypadku. Wszystko się zaczęło od zespołu Phobia, o którym wspominałaś, tak naprawdę. A wracając do korzeni... od czwartego roku życia gram na wiolonczeli. Potem jeszcze doszło pianino i tak się wchłonęłam w to. **Wypowiedzi dziewczyny są bardzo swobodne. Gotka wypowiada się bez pauz, dość płynnie, z zaangażowaniem w głosie i naturalną chęcią wypowiedzi na ten temat. Wszystkiemu towarzyszy mimowolna gestykulacja, która jest dość żywiołowa** Gabrielle Mills: No właśnie wiolonczela to poniekąd twój znak rozpoznawczy **wskazała z entuzjazmem na dziewczynę** Jednak o tym bym chciała pomówić za chwilę. Margoth szukając o tobie informacji można natrafić na dość cóż... ciężki temat z którego wynika, jeżeli jest to prawda to nie miałaś łatwej przeszłości. Powiedz czy chciałabyś jakoś odnieść się do tych informacji? Margoth: **podrapała się po karku, wsłuchując się w Gabrielle** Moja przeszłość to czas, który zostawiłam daleko za sobą. Nie licząc adaptacji do nowego otoczenia - bo fakt - nie jestem z Los Santos - to w zasadzie czasy studenckie były najtrudniejsze. Pewnie gdybym była obecną sobą wtedy, bardziej zadbałabym o swoje bezpieczeństwo. Jednakże z drugiej strony jestem trochę wdzięczna, że ten gorszy czas się pojawił. Bardzo! dzięki niemu wydoroślałam, a jednocześnie, gdyby nie Tucker, prawdopodobnie nigdy byśmy się tu nie spotkały Gabi, w takiej fajnej atmosferze. Gabrielle Mills: Więc wyznajesz zasadę że to właśnie błędy kształtują to gdzie właśnie jesteśmy i trzeba po prostu wyciągać z nich lekcje aby ich nie popełniać. Margoth: Tak, dokładnie. Jest to dość przykry, ale potrzebny aspekt. Każdy upadek czegoś uczy - w mniejszym lub większym stopniu. Dzięki temu jesteśmy mądrzejszymi ludźmi i nauczeni doświadczeniem oczywiście. **poprawiła kosmyk opadający na prawy policzek, przytakując do swoich słów, w stronę rozmówczyni** Gabrielle Mills: Tylko trzeba umieć wyciągać wnioski. **przytaknęła głową** Jeszcze trochę o przeszłości lecz nie tej odległej tylko już tej bliskiej. Byłaś wokalistką w Phobii. Czy według ciebie wstąpienie do zespołu było błędem czy raczej kluczem do pociągnięcia swojej kariery do przodu? **Widzowie mogą zauważyć, że przez całą rozmowę Gabi utrzymuje ciepły i sympatyczny ton głosu. Z jej twarzy nie schodzi uśmiech, dzięki któremu jej rozmówczyni ma czuć się swobodnie ** Margoth: Oj zdecydowanie był to klucz. Prawdę powiedziawszy miałam szczerą nadzieję, że tą drogą pójdziemy wszyscy czworo. Jeśli w tamtym czasie zapytałabyś mnie, czy istniałabym bez Phobii, powiedziałabym oczywiście, że nie. Na początku podchodziłam do tego tematu tak od niechcenia. Nie wiązałam większych nadziei z sukcesem naszego zespołu. Czas jednak zweryfikował, że w szczycie naszej "popularności" byliśmy niezwykle zgrani i wspieraliśmy się nawzajem. Wtedy właśnie bardziej w siebie uwierzyłam. Od osoby, która początkowo wyobrażała sobie rolę szeregowego, dość płynnie przeszliśmy do naprawdę owocnej współpracy. Kto słyszał utwory Phobii, ten wie. **przytaknęła w stronę kamery** Gabrielle Mills: No właśnie! Zespół rozpadł się w momencie kiedy odnosiliście największe sukcesy. A tu trzeba wspomnieć że mieliście dość ciężki gatunek muzyczny. Heavy metal a raz z twoim pojawieniem się metal symfoniczny. Co tak właściwie się stało że tak zgrany zespół przestał istnieć? Margoth: Co do tego nie mogę udzielić jednoznacznej odpowiedzi, bo zbyt wiele składowych złożyło się na... rozpad naszej grupy. Chociażby... poróżnienie w kwestii kierunku, jaki mielibyśmy obrać w tamtym czasie. Do tego dochodziły też cele prywatne każdego z nas. Ostatecznie wewnętrzne spory doprowadziły do tego, że ja miałam ponownie ten gorszy czas i zdaje się... że gdy jedno ogniwo się poluzowało, poodpadały następne. Nie jestem pewna, czy reszta chciała tego samego, co ja, bo jak wiesz pierwotnie to Tiffany była wokalistką. Mój gatunek nie należy do prostych, więc po części rozumiem ich podejście w późniejszym czasie. Z drugiej jednak strony, liczyłam na trochę większe wsparcie ich w tamtym czasie. Przechodziłam przez trudny czas, demony z czasów studenckich wróciły i... każdy chyba wykorzystał chwilę na ucieczkę. Do dziś nie wiem co się dzieje z Raven, Tucker w zasadzie też się zapadł pod ziemię. Jedynie Ulrik działa, choć nie w przemyśle muzycznym. Z tą ucieczką to taka przenośnia. **zaśmiała się lekko** Żebyście nie pomyśleli, że ktoś był w zespole z przymusu. Gabrielle Mills: Zrozumiałe Margoth że to przenośnia. A tak zostając w temacie zespołu jeszcze. Dostajesz dzisiaj telefon że chcecie reaktywować zespół. Co byś zrobiła? Reakcja pokroju "walcie się teraz" **zacytowała palcami** czy raczej rozważyłabyś to? Margoth: Prawdę powiedziawszy, nie liczyłabym na to. Jeśli byłaby faktycznie taka okazja, to może gościnnie mogłabym czegoś spróbować, ale... Na dłuższą metę wolę się trzymać swojej nowej ścieżki, takiej... bardziej emocjonalnej i na swój sposób romantycznej. Wy, moi drodzy jeszcze tego nie wiecie, ale wkrótce przekonacie się na własne uszy. **uśmiechnęła się, najwyraźniej bardziej pewna siebie** Moja obecna wizja bardzo odbiega od tego, co z Phobią tworzyliśmy. Mam nadzieję natomiast, że żadne z nich nie obraziłoby się. Zresztą, nie jestem pewna czy w ogóle byliby zainteresowani reaktywacją. Gabrielle Mills: Oho! Ciekawe zapewnienie moja droga. Miejmy nadzieję że już niedługo się dowiemy co miałaś na myśli. Jak już mówisz o tej nowej ścieżce... niewątpliwie ważnym krokiem było dołączenie do 101 Records. Czemu akurat postawiłaś na Blake'a? Margoth: To też jest dziełem przypadku. W zasadzie to bardziej on postawił na mnie niż ja na niego. Osobiście się znamy dość długo. Początkowo jak usłyszał o Phobii, to chciał przygarnąć pod skrzydła wytwórni cały zespół, ale przez rozpad oczywiście było to niemożliwe. Wtedy postanowiłam że sama wezmę w garść ster tego statku i odezwałam się do niego. Bardzo podoba mi się ogólne podejście wytwórni bo dają naprawdę szerokie perspektywy rozwoju dla młodych, nieopierzonych artystów. Stawiają na prawdziwe talenty. I jestem niezmiernie wdzięczna, że moja muzyka zainteresowała kogoś tak "dużego". Zwłaszcza, że ten gatunek należy raczej do niszowych. Gabrielle Mills: Czyli tak jak mówiłaś wszystko jest ciągiem przyczynowo- skutkowym, gdzie po prostu skorzystałaś z sytuacji jaka nastała. Margoth: Zgadza się. Prawdopodobnie, gdyby nie ta decyzja, tej szansy nigdy by nie było, a ja pisałabym w dalszym ciągu do szuflady. A jestem taką osobą, która dość szybko łapie inwencję twórczą. Tylko wczoraj wymyśliłam około... ośmiu nowych ścieżek melodycznych. Szkoda, żeby to się zmarnowało, zwłaszcza, że podchodzę do muzyki bardzo personalnie. Lubię przelewać towarzyszące mi emocja z danej chwili na kartki pięciolinii. Gabrielle Mills: Wow, wow dziewczyno nie tak szybko. Dopiero co wypuściłaś swoją EP'kę a ty już obmyślasz następne kawałki? **zaśmiała się** Margoth: Naturalnie. Wiesz... proces tworzenia muzyki wygląda bardzo różnie u ludzi. **uśmiecha się** Niektórzy próbują robić coś na siłę, a według mnie nie to jest środkiem do osiągnięcia wymarzonego efektu. To tak jakbyś... siedziała pod drzewem wczesną jesienią i próbowała złapać opadający liść. Trzeba odpowiednio poczekać, aż któryś opadnie wprost do twojej dłoni. Muzyka powinna nieść ze sobą pewien bagaż emocji, przemyśleń. Nie dopuściłabym do tego, żeby któryś z moich utworów brzmiał pusto, bez wyrazu. Złożony, czasochłonny i przede wszystkim wymagający odpowiedniego nakładu cierpliwości proces, który owocuje lepiej niż niejedna jabłoń. **uśmiechnęła się serdecznie** Gabrielle Mills: Na tą chwilę na pewno nie masz obaw. Szczególnie po wydaniu tej EP'ki. Tam to mam wrażenie że jest cała masa emocji i to na dodatek skrajnych. A szczególnie w utworze End of the Line, który to właśnie będziemy mieć przyjemność usłyszeć. **Obraz na chwilę został zbliżony na Gabrielle, która podniosła prawa rękę i pstryknęła palcami. w tle zaczął lecieć fragment utworu "End of the Line". Obraz powędrował od razu na Margoth i wyłapał, że dziewczyn przymknęła oczy, wsłuchując się w samodzielnie przez nią skomponowaną i zagraną ścieżkę. Po chwili muzyka ucichła zaś obraz przedstawiał już obie kobiety. Gabi od razu się wyprostowała i spojrzała pewnie na Margoth, ta zaś też się wyprostowała z szerokim uśmiechem na twarzy ** Gabrielle Mills: Powiem ci że jak to nie jest mój gust muzyczny to ten kawałek do mnie trafił. Mam wrażenie że za każdym razem chcesz przekazać coś innego słuchaczowi. Plus ten spokój wiolonczeli. Niesłychane. Jak ty odbierasz ten kawałek? Margoth: On jest o tyle specyficzny, że... jednocześnie stanowi początek i koniec pewnej ery. Jest to dla mnie utwór też dość osobisty - co oczywiste, jeśli spojrzy się na bieg wydarzeń... Uhm... potrzebowałam tego, wiesz? Był jak fatum, którego nie potrafiłam się pozbyć. Krążył w mojej głowie przez wiele tygodni. Jednocześnie stanowi zbiór moich wszystkich emocji z tamtego czasu, podkreśla odwagę, jaką w sobie znalazłam od czasu kiedy zespół przestał istnieć i podjęłam solową karierę. No i przede wszystkim miał zamknąć za sobą rozdział o nazwie Phobia. Czułam niepohamowany smutek, kiedy od tak - z dnia na dzień - przestaliśmy istnieć. Czułam wewnątrz, że nasi fani żądają pewnych wyjaśnień. To - jak zresztą słyszałaś - koktajl emocji. Zarówno w tekście, który odpowiednio musiałam dostosować do wokalu Tiffany, jak i w muzyce. Każda sekunda ma swoje znaczenie w tym utworze i nie sądzę, że mogłabym zrobić coś lepszego niż to. Że mogłabym lepiej upamiętnić zespół, lepiej podkreślić, że teraz jest mój czas i lepiej podziękować fanom naszej twórczości. Gabrielle Mills: Właśnie Tiffany... czy wykorzystanie jej wokalu to w jakiś sposób twój hołd dla niej? Podziękowanie za Phobie i za to co później się zaczęło dziać? Margoth: Mam bardzo personalne podejście do symboliki. Tiffany... cóż, nie znałam jej osobiście, nie wiem nawet czy byłaby usatysfakcjonowana, że urywki z nagrań pojawiły się w tym utworze... Ale to był głos, który nigdy nie miał okazji ujrzeć światła dziennego. Mamy do czynienia z... matką, która nie mogła nacieszyć się tym, jak dorasta jej dziecko. Wierzę w istnienie życia pozagrobowego i tak sobie tłumaczę... że to jej duch mnie odpowiednio zainspirował do stworzenia tej EPki. Może dzięki temu odzyskała wieczny spokój. Tego nie wiem. **splotła dłonie na kolanach, spojrzała na Gabrielle.** Gabrielle Mills: Cóż chyba uzyskałam znacznie głębsza odpowiedź niż się spodziewałam **powiedziała w zamyśleniu** A co z pozostałymi utworami. W sieci krążą teorie że pozostałe utwory są nawiązaniem do byłych członków Phobii a "End of the Line" to swego rodzaju twój kthaarsis. Margoth: Owszem. **przytaknęła uprzejmie** Zdementuję wszystkie teorie spiskowe. **Po słowach Margoth na nagraniu można zobaczyć jak Gabi zachęca ją gestem aby kontynuowała ** Margoth: Tak, pozostałe utwory są nawiązaniem do Raven, Ulrika i Tuckera. To czysta interpretacja tego, co czuję wobec nich. Być może wiele osób myśli, sobie że po tym wszystkim szczerze ich nienawidzę, ale tak nie jest. Poczułam się zdradzona nie przez nich, tylko przez to co zrobili i jak się zachowali. Te emocje też musiały znaleźć ujście, ale dzięki temu... takiemu zawiłemu rozmyślaniu o tym powstały naprawdę piękne utwory. To również miało być swego rodzaju hołdem dla nich. Słowem "dziękuję wam za wszystko", w takiej mojej osobistej formie. Dodam tylko, że... że przy następnych utworach już nie będzie tak łatwo, musicie sami otworzyć umysł i wyczuć o co chodzi. Gabrielle Mills: Zapewne tymi słowami zaspokoiłaś ciekawość niejednego twojego fana. Zapewne to jest piękny gest z twojej strony za taką dość osobista formę podziękowania. **wzięła głęboki oddech** Jeżeli uraczysz nas tak emocjonalnymi utworami jak do tej pory to pewnie nie będzie z tym problemu. Powiedz jeszcze... nie jesteś artystką, przy której jest sporo szumu. Jednak i mały incydent miał miejsce. Jakiś czas temu Celebrity Preview. Informowało nas o pewnej sesji fotograficznej na cmentarzu. Od tamtego momentu ani razu się do tego nie odniosłaś. Czy tym razem chciałabyś to skomentować jakoś? Margoth: Myślę, że nie trzeba zbyt wiele tutaj dopowiadać. Jak wiemy wszyscy, Celebrity Preview szuka taniej sensacji, zniżając się do naprawdę dennych zagrywek. Żaden nagrobek nie został uszkodzony, a żadne z nas nie zachowywało się niestosownie. Nie było ani krzyków, ani czegoś, co mogłoby naruszyć ciszę zmarłych. Muszę natomiast zwrócić uwagę co niektórym mieszkańcom miasta. Poprosił mnie o to również osobiście mój tata, którego serdecznie pozdrawiam, a który z pewnością będzie również oglądał, czy słuchał tego wywiadu. Niestety, ale stan naszego miejskiego cmentarza pozostawia wiele do życzenia. Faktem jest, że zmarli mają oczywiście odpowiednio przystosowane miejsce, natomiast stan niektórych mogił... Ciężko jest to skomentować dosadnymi słowami Gabi. Jak można w obecnych czasach zapominać o naszych najbliższych? O dziadkach, rodzicach, nawet dzieciach. Dlatego... mając na uwadze, że takowe kontrowersje się pojawią, osobiście przeznaczyłam część zebranych przeze mnie dochodów na zorganizowanie przez firmę mojego taty sprzątania poszczególnych źle zachowanych grobów. Według obecnego stanu, nagrobki zostały oczyszczone, część została zakonserwowana, tak by przez najbliższy czas mogły uzyskać należny im szacunek. Sprawa specjalnie nie była w żaden sposób nagłaśniana, z jednego prostego powodu. Nagłaśnianie nie było potrzebne. Tym zmarłym należy się po prostu szacunek. To coś co powinno naturalnie z nas wypływać. Więc wracając do postulatu, odwiedźcie swoich najbliższych, powspominajcie najlepsze chwile. Bo czas mknie nieubłaganie i nie wiecie, kiedy nadejdzie wasza kolej na to, żeby się tam znaleźć. A nikt z nas nie chciałby raczej, żeby o nim zapomniano. Gabrielle Mills: Przepiękny gest i inicjatywa Margoth. I jak najbardziej również podpinam się pod ten postulat. To że naszych bliskich z nami nie ma to nie znaczy że pamięć o nich musi zostać zakopana. **W tym momencie zostało dokonane zbliżenie na twarz Margoth. Kamer uchwyciła jak dziewczyna przytakuje, a z miny pozbawionej emocji przeszła do płynnego uśmiechu posłanego w stronę Gabrielle** Margoth: Dokładnie tak Gabrielle Mills: Uff... Margoth naprawdę poważnie się zrobiło i liczę że twój postulat dotrze do jak największej liczby odbiorców. A teraz... było o przeszłości, rozmawiałyśmy o tym co teraz się dzieje to raczej nie trzeba geniusza żeby domyślić się jakie będzie moje. Kolejne pytanie do ciebie **uśmiechnęła się szeroko do kamery i do dziewczyny** Jak widzisz swoja przyszłość? Całe życie w muzyce oraz czy masz zamiar w jakimś stopniu eksperymentować ze stylami muzycznymi. Margoth: **uśmiechnęła się do Gabrielli** Przecież wiesz, że nie mogę otwarcie odpowiedzieć na to pytanie, choćbym bardzo chciała. Moje dalsze kroki są dla mnie znane. Wiem, w którym kierunku chcę podążać i... być może będzie w tym coś zupełnie innego. Tego nie ukrywam. Może usłyszycie mnie w fakt faktem jeszcze nieznanym przez was stylu. A potem z kolei stylu, którego byście się po mnie zupełnie nie spodziewali. Jak większość pamięta, jeszcze za czasów Phobii miałam gościnny występ w utworze RXXPERES, który część z was pamięta z koncertu Halloweenowego organizowanego przez 101. Records. Więc nie jestem zamknięta na eksperymenty. A pomysłów na takowe mam naprawdę dużo. Przypomnę, że RXXPERES była producentką obracającą się w muzyce elektronicznej, więc sfera, w której nikt by się mnie nie spodziewał. Gabrielle Mills: Słyszycie to?! Kobieta niespodzianka po której można się spodziewać wszystkiego! Świetnie słyszeć że nie boisz się nowych wyzwań. Powoli dochodzimy do końca dlatego też masz teraz pole do popisu. Pozdrowienia, może jeszcze jakiś apel do społeczeństwa lub fanów. Proszę bardzo oddaję ci pole do popisu w tym momencie. **Obraz ponownie został zbliżony na twarz Margoth. Ta spojrzała wprost, z lekkim, trochę upiornym uśmiechem ** Margoth: Kochani. Bardzo dziękuję wam, że pomimo tak wyboistej drogi jesteście ze mną, bo prawdę mówiąc, gdyby nie wasze zainteresowanie, nie byłoby mnie tu gdzie jestem. Ci wszyscy, którzy dopiero zapoznacie się z moją twórczością, otwórzcie umysły spróbujcie jak to smakuje, bo być może... **wprowadziła krótką, nieco dramatyczną pauzę**poczujecie doznania, których jeszcze do tej pory nie mieliście okazji poczuć. Przy okazji, już teraz chciałabym was zaprosić na koncert, który będę odgrywała wraz z moją serdeczną przyjaciółką Atrope, która też... być może pojawi się na mojej nowej płycie, o której też niebawem się dowiecie. Także. **klasnęła w dłonie** Środa, osiemnasty stycznia, godzina dziewiąta wieczór widzimy się w Total Explode - tam gdzie swoją drogą ostatni raz na scenie zabrzmiała wiolonczela. Chciałam też z tego miejsca pozdrowić zespół z wytwórni. Robicie naprawdę dobrą robotę i sprawiacie, że czuję się wewnętrznie szczęśliwa. To tyle, Gabi. Dziękuję Ci za zaproszenie, mam nadzieję, że się jeszcze spotkamy, hmm? **uśmiechnęła się ciepło do kobiety, założyła nogę na nogę, krzyżując ręce** Gabrielle Mills: I tym miłym zaproszeniem zakończymy dzisiejszą rozmowę. Dzięki kochana że wpadłaś do nas. Na pewno jeszcze nie raz będziemy miały okazję się spotkać. Drodzy widzowie moim gościem dzisiaj była MARGOTH! A ja życzę udanego dnia. Do usłyszenia następnym razem! Margoth: Papa! **Na ostatniej scenie widać uśmiechniętą Gabi oraz machającą nieco dziecinnie Margoth, która się praktycznie od razu gasi uśmiech. Po tym obraz zanika i pojawiają się napisy z nazwiskami osób odpowiedzialnych za materiał **
-
Super sprawa!
-
BY GABRIELLE MILLS | 29.12.2022 Nowopowstały szpital w Paleto, który działa dość dobrze i tak zmaga się z problemami. Jakie są tego przyczyny? Zarobki czy może lokalizacja? Na te pytania odpowiedział nam dyrektor placówki! Paleto Bay Community Hospital placówka, która została otwarta w październiku 2022 roku. Niewątpliwie placówka, która była bardzo potrzebna dla lokalnej społeczności. Sam szpital jest dobrze wyposażony i spełnia swoją rolę. Placówka oprócz udzielania pomocy, świadczy również usługi z pomocy doraźnej. Oprócz tego szpital posiada takie oddziały jak: Emergency Ward, Internal Diseases Ward, General and Trauma Surgery Ward, Intensive Care Unit i w planach otwarcie Mental Health Service. oczywiście oprócz tego jest również laboratorium oraz mały bank krwi, który niewątpliwie jest potrzebny do operacji oraz dla osób przywiezionych w stanie ciężkim. I tu nasuwa się jedno istotne pytanie. Bez wątpienia ta placówka była i jest potrzebna mieszkańcom Blaine Country. Nie muszą już oni jeździć do miasta aby zadbać o swoje zdrowie. Ulokowanie placówki w Paleto również sprzyja w momencie gdy trzeba udzielić pomocy ofiarą wypadków i nagłych sytuacji. Nie dość, że poszkodowani nie muszą już tyle czekać na jednostki z miasta to jeszcze rodziny mają ułatwiony sposób na uzyskanie informacji oraz mają możliwość przebywania z bliskimi. Sam dyrektor placówki Rick Johnson MD, lekarz z długoletnim doświadczeniem zdradził nam, że już teraz ma ambitne plany poszerzenia działalności i przeniesienia placówki praktycznie w samo serce stanu San Andreas. Jak sam nam zdradził fundusze nie grają roli, gdyż szpital je posiada. Jednak żeby ten ambitny plan mógł zostać zrealizowany, władze szpitala muszą rozwiązać inny problem. i teraz pomyślicie sobie jaki to jest problem? Widzicie, możemy mieć świetne wyposażenie, genialne plany na rozwój, lepszą lub gorszą lokalizację i co z tego skoro nie mamy ludzi? Pamiętajcie, że o wasze zdrowie nie dbają maszyny tylko człowiek! I to właśnie jest największy problem Paleto Bay Community Hospital. Z jakiegoś powodu szpital nie może znaleźć ludzi do pracy. Zapytaliśmy dyrektora czym jest to spowodowane i uzyskaliśmy odpowiedź, iż to problem lokalizacji szpitala. Szpital poszukuje zarówno lekarzy z różnych specjalizacji jak i ogromny nacisk kładzie na paramedyków. Rick Johnson MD podkreśla, że każdy kto posiada odpowiednie uprawnienia może liczyć na zatrudnienie i zdobycie doświadczenia oraz że każdy dzień to nowe wyzwania. Apeluje do kontaktu osobistego lub też do zgłoszenia się przez specjalną platformę. Oba kontakty będziecie mieć również dostępne w tym artykule. Dlatego też jeżeli masz odpowiednie wymagania i chcesz pomagać ludziom dostajesz szansę! KONTAKT: Tel: Rick Johnson - 894-810 Formularz zgłoszeniowy: https://discord.gg/fTg6GnCFKF **Do artykułu załączono również nagranie wraz z transkrypcją z wywiadu przeprowadzonego przez Gabrielle Mills z dyrektorem Paleto Bay Community Hospital Rickiem Johnsonem MD **
-
[25.12][Hypnotized Records] breedlove - skinlight dress (Official Visualizer)
przekadzia odpowiedział(a) na rebelski temat w Wycenione
**Gabi Mills w czasie pracy nad kolejnym materiałem zrobiła sobie przerwę i przesłuchała nowy kawałek breedlova. Dodała go do swojej playlisty **
