Skocz do zawartości
 
GRACZY ONLINE

damianrealtrap

Gracz
  • Postów

    132
  • Rejestracja

  • Wygrane w rankingu

    1

Treść opublikowana przez damianrealtrap

  1. Żywy dowód, że ciało może dalej chodzić, nawet gdy dusza dawno zgniła Mówią, że czas leczy rany. Ale Austin Kelly wie lepiej – czas jedynie pozwala, żeby blizny zgorzkniały i wrosły głębiej w ciało. Ma pięćdziesiątkę na karku, spojrzenie jak pęknięta butelka burbona i kręgosłup jak mapa dawnych grzechów. Wygląda jakby sam został wyrzeźbiony z hańby i potu Dogtown – tej zapomnianej okolicy białych śmieci, gdzie dzieciaki zamiast marzeń dostają do ręki szkło do grzania mety. Austin był biały do szpiku kości – nie tylko ze skóry, ale z ideologii. Wychowany przez zapijaczoną matkę, pierwszy raz wszedł na rewir z paczką mety w wieku czternastu lat. Nie z pasji. Z głodu. W wieku siedemnastu dostał swój pierwszy wyrok. Był białsem Białej Plaży, włóczącym się z ekipą degeneratów. Z więzienia wyszedł jako Juice – nie przez sok, lecz przez sterydy. Świecił się od chemii, buzował testosteronem, był silny, wściekły i gotowy. W pincie poznał ludzi z Vagos MC. Zaczęło się od brudnej roboty – przenosił, zastraszał, bił. Klasyczny chłopiec na posyłki. Ale szybko zrozumieli, że ten zardzewiały pniak ma łeb na karku. Po trzecim odsiadce wrócił jako ktoś – z naszywką, szacunkiem, koneksjami. Jeździł dla Vagos, aż chapter Hollywood się rozsypał. I wtedy Juice zawiesił jupę. Wrócił na stare śmieci, jakby coś tam jeszcze zostało. Ale tam już nie było nic – tylko cień jego dawnej legendy. Dogtown go pożarło. Znów grzał meth, znów hustlował, znów siedział. White Boys się rozpadl. Wszyscy bohaterowie zamienili się w trupy albo numery w systemie penitencjarnym. Austin trafił do Norco. Tym razem nie udawał. Został skazany za osiem lat, detoks, gadki z terapeutami, których miał ochotę udusić. Ale nie udusił. Wyszedł. I nie wrócił. Zamiast Dogtown – Sandy Shores. Stary Ford F-250, przyczepa, pustka. Nie z wyboru. Z desperacji. Był za stary, by znów zaczynać wojnę o narożniki. Ale nie był wystarczająco spokojny, by się pogodzić z losem. Poznał alkoholiczkę – wiejską, prostą, dobrą. Zrobili dziecko. I nagle Juice miał rodzinę. Dom. A przynajmniej coś, co próbowało tym domem być. Tyle że świat nie daje drugiej szansy komuś takiemu jak Austin. Tatuaże z hate culture nie znikają. Felony nie wyparowują z kartoteki. Ludzie patrzą i widzą zagrożenie, nie człowieka. Austin jest biedny. Zbyt biedny, by żyć. Zbyt dumny, by robić na zmywaku w Walmarcie. Frustracja rośnie jak temperatura w pustynnym trailerze. Łyka leki. Popija whisky. Śni o przemocy, której już nie ma sił wyrzucić z siebie. Czasami dla atrakcji kłóci się z żonką. A jeszcze w środku tego wszystkiego tkwi PTSD i depresja – spowodowane przez lata traumy, przemocy i chemii. Koszmary, niepokój, nieustanne napięcie. Ciało jeszcze chodzi, ale dusza dawno zgniła – żywy dowód, że można być tu, a jednak całkiem nieobecnym. Pokochał SSRI, w przeciwieństwie do jego libido. Ma pięćdziesiąt lat i zaczyna się zastanawiać, czy nie lepiej byłoby zasnąć i się nie obudzić. Przeszłość się nie liczy. I choć cała ta ideologia, biała supremacja, całe to pierdolone MAGA, radiowe bełkoty Jonesa – to już tylko zasłona dymna. Austin Kelly nie wierzy w nic. Chce tylko przetrwać. Być może ostatni raz. I dlatego jego ręka znów drży przy telefonie, kiedy dzwoni stary kontakt. Juice nie wraca na ulicę. Ulica przyjdzie do niego. A kiedy tak się stanie… kto wie, czy Sandy Shores nie obudzi się znowu w ogniu.
  2. Żywy dowód, że ciało może dalej chodzić, nawet gdy dusza dawno zgniła Mówią, że czas leczy rany. Ale Austin Kelly wie lepiej – czas jedynie pozwala, żeby blizny zgorzkniały i wrosły głębiej w ciało. Ma pięćdziesiątkę na karku, spojrzenie jak pęknięta butelka burbona i kręgosłup jak mapa dawnych grzechów. Wygląda jakby sam został wyrzeźbiony z hańby i potu Dogtown – tej zapomnianej okolicy białych śmieci, gdzie dzieciaki zamiast marzeń dostają do ręki szkło do grzania mety. Austin był biały do szpiku kości – nie tylko ze skóry, ale z ideologii. Wychowany przez zapijaczoną matkę, pierwszy raz wszedł na rewir z paczką mety w wieku czternastu lat. Nie z pasji. Z głodu. W wieku siedemnastu dostał swój pierwszy wyrok. Był białsem Białej Plaży, włóczącym się z ekipą degeneratów. Z więzienia wyszedł jako Juice – nie przez sok, lecz przez sterydy. Świecił się od chemii, buzował testosteronem, był silny, wściekły i gotowy. W pincie poznał ludzi z Vagos MC. Zaczęło się od brudnej roboty – przenosił, zastraszał, bił. Klasyczny chłopiec na posyłki. Ale szybko zrozumieli, że ten zardzewiały pniak ma łeb na karku. Po trzecim odsiadce wrócił jako ktoś – z naszywką, szacunkiem, koneksjami. Jeździł dla Vagos, aż chapter Hollywood się rozsypał. I wtedy Juice zawiesił jupę. Wrócił na stare śmieci, jakby coś tam jeszcze zostało. Ale tam już nie było nic – tylko cień jego dawnej legendy. Dogtown go pożarło. Znów grzał meth, znów hustlował, znów siedział. White Boys się rozpadl. Wszyscy bohaterowie zamienili się w trupy albo numery w systemie penitencjarnym. Austin trafił do Norco. Tym razem nie udawał. Został skazany za osiem lat, detoks, gadki z terapeutami, których miał ochotę udusić. Ale nie udusił. Wyszedł. I nie wrócił. Zamiast Dogtown – Sandy Shores. Stary Ford F-250, przyczepa, pustka. Nie z wyboru. Z desperacji. Był za stary, by znów zaczynać wojnę o narożniki. Ale nie był wystarczająco spokojny, by się pogodzić z losem. Poznał alkoholiczkę – wiejską, prostą, dobrą. Zrobili dziecko. I nagle Juice miał rodzinę. Dom. A przynajmniej coś, co próbowało tym domem być. Tyle że świat nie daje drugiej szansy komuś takiemu jak Austin. Tatuaże z hate culture nie znikają. Felony nie wyparowują z kartoteki. Ludzie patrzą i widzą zagrożenie, nie człowieka. Austin jest biedny. Zbyt biedny, by żyć. Zbyt dumny, by robić na zmywaku w Walmarcie. Frustracja rośnie jak temperatura w pustynnym trailerze. Łyka leki. Popija whisky. Śni o przemocy, której już nie ma sił wyrzucić z siebie. Czasami dla atrakcji kłóci się z żonką. A jeszcze w środku tego wszystkiego tkwi PTSD i depresja – spowodowane przez lata traumy, przemocy i chemii. Koszmary, niepokój, nieustanne napięcie. Ciało jeszcze chodzi, ale dusza dawno zgniła – żywy dowód, że można być tu, a jednak całkiem nieobecnym. Pokochał SSRI, w przeciwieństwie do jego libido. Ma pięćdziesiąt lat i zaczyna się zastanawiać, czy nie lepiej byłoby zasnąć i się nie obudzić. Przeszłość się nie liczy. I choć cała ta ideologia, biała supremacja, całe to pierdolone MAGA, radiowe bełkoty Jonesa – to już tylko zasłona dymna. Austin Kelly nie wierzy w nic. Chce tylko przetrwać. Być może ostatni raz. I dlatego jego ręka znów drży przy telefonie, kiedy dzwoni stary kontakt. Juice nie wraca na ulicę. Ulica przyjdzie do niego. A kiedy tak się stanie… kto wie, czy Sandy Shores nie obudzi się znowu w ogniu. Austin Kelly. Postać ma ponad 500 godzin – od początku budowana z naciskiem na realizm, psychiczne rozterki i długofalowy rozwój. Kiedy zaczynałem grę Austinem, miał 35 lat. Dziś ma 50. Przechodzi poważny kryzys – ma depresję, musi zapłacić za dawne życie. Był królem życia – na sterydach, dilerce, z przeszłością jedno­proc­enowca. Porył sobie głowę metaamfetaminą, rozwalił gospodarkę hormonalną od lat anabolików. Teraz płaci za to wszystko. Dzisiaj to zgorzkniały typ, który chyba uciekł przed samym sobą – zaszył się w trailer parku w Sandy Shores. Powody? Kasa, ale i coś więcej. Coś głębiej. Austin żyje z żoną alkoholiczką, mają córeczkę. Sam nadużywa alkoholu, łyka SSRI, a czasem przywali czymś mocniejszym z amerykańskiej apteki. Szuka sensu życia. Mięśnie, które kiedyś były dumą – zwiotczały, opadły. Mimo to Austin jeszcze się tli – próbuje znaleźć miejsce dla siebie. Chcę grać tą postacią epizodyczne, filmowe wątki, z naciskiem na fabułę i storytelling. Austin może świetnie odnaleźć się jako narzędzie do mrocznych, emocjonalnych historii – zwłaszcza na styku z organizacjami przestępczymi. Inspirowany jestem stylem, jaki prezentuje np. Bosmer – mniej napierdalania, więcej treści. Austin nie wróci na ulicę. Nie zajmie się narkotykami i bronią. Będzie działał z ukrycia. Poprzednie projekty związane z Austinem: Hollywood Vagosᛋᛋ Motorcycle Club - San Anne Chapter 💉💊 BEACHSIDE JUICE AND MEDS 462 Dogtown White Boys (Hate Beach Skinheads)
  3. (nowe screeny) 10 lat później: duch nienawiści w mięśniach starego wojownika bez wojny
  4. Poniższe screeny w narracyjny sposób ukazują wydarzenia z życia Austina sprzed ponad dekady. Lata minęły, także za sprawą pobytów w więzieniu – czyli swoistej podróży w czasie w ramach IC. Gdy Austin dołączał do Vagos i trzymał się skinheadów z białej plaży, był jeszcze przed czterdziestką. Obecnie ma ponad pięćdziesiąt.
  5. Żywy dowód, że ciało może dalej chodzić, nawet gdy dusza dawno zgniła Mówią, że czas leczy rany. Ale Austin Kelly wie lepiej – czas jedynie pozwala, żeby blizny zgorzkniały i wrosły głębiej w ciało. Ma pięćdziesiątkę na karku, spojrzenie jak pęknięta butelka burbona i kręgosłup jak mapa dawnych grzechów. Wygląda jakby sam został wyrzeźbiony z hańby i potu Dogtown – tej zapomnianej okolicy białych śmieci, gdzie dzieciaki zamiast marzeń dostają do ręki szkło do grzania mety. Austin był biały do szpiku kości – nie tylko ze skóry, ale z ideologii. Wychowany przez zapijaczoną matkę, pierwszy raz wszedł na rewir z paczką mety w wieku czternastu lat. Nie z pasji. Z głodu. W wieku siedemnastu dostał swój pierwszy wyrok. Był białsem Białej Plaży, włóczącym się z ekipą degeneratów. Z więzienia wyszedł jako Juice – nie przez sok, lecz przez sterydy. Świecił się od chemii, buzował testosteronem, był silny, wściekły i gotowy. W pincie poznał ludzi z Vagos MC. Zaczęło się od brudnej roboty – przenosił, zastraszał, bił. Klasyczny chłopiec na posyłki. Ale szybko zrozumieli, że ten zardzewiały pniak ma łeb na karku. Po trzecim odsiadce wrócił jako ktoś – z naszywką, szacunkiem, koneksjami. Jeździł dla Vagos, aż chapter Hollywood się rozsypał. I wtedy Juice zawiesił jupę. Wrócił na stare śmieci, jakby coś tam jeszcze zostało. Ale tam już nie było nic – tylko cień jego dawnej legendy. Dogtown go pożarło. Znów grzał meth, znów hustlował, znów siedział. White Boys się rozpadl. Wszyscy bohaterowie zamienili się w trupy albo numery w systemie penitencjarnym. Austin trafił do Norco. Tym razem nie udawał. Został skazany za osiem lat, detoks, gadki z terapeutami, których miał ochotę udusić. Ale nie udusił. Wyszedł. I nie wrócił. Zamiast Dogtown – Sandy Shores. Stary Ford F-250, przyczepa, pustka. Nie z wyboru. Z desperacji. Był za stary, by znów zaczynać wojnę o narożniki. Ale nie był wystarczająco spokojny, by się pogodzić z losem. Poznał alkoholiczkę – wiejską, prostą, dobrą. Zrobili dziecko. I nagle Juice miał rodzinę. Dom. A przynajmniej coś, co próbowało tym domem być. Tyle że świat nie daje drugiej szansy komuś takiemu jak Austin. Tatuaże z hate culture nie znikają. Felony nie wyparowują z kartoteki. Ludzie patrzą i widzą zagrożenie, nie człowieka. Austin jest biedny. Zbyt biedny, by żyć. Zbyt dumny, by robić na zmywaku w Walmarcie. Frustracja rośnie jak temperatura w pustynnym trailerze. Łyka leki. Popija whisky. Śni o przemocy, której już nie ma sił wyrzucić z siebie. Czasami dla atrakcji kłóci się z żonką. A jeszcze w środku tego wszystkiego tkwi PTSD i depresja – spowodowane przez lata traumy, przemocy i chemii. Koszmary, niepokój, nieustanne napięcie. Ciało jeszcze chodzi, ale dusza dawno zgniła – żywy dowód, że można być tu, a jednak całkiem nieobecnym. Pokochał SSRI, w przeciwieństwie do jego libido. Ma pięćdziesiąt lat i zaczyna się zastanawiać, czy nie lepiej byłoby zasnąć i się nie obudzić. Przeszłość się nie liczy. I choć cała ta ideologia, biała supremacja, całe to pierdolone MAGA, radiowe bełkoty Jonesa, supremacja i białe słowa – to już tylko zasłona dymna. Austin Kelly nie wierzy w nic. Chce tylko przetrwać. Być może ostatni raz. I dlatego jego ręka znów drży przy telefonie, kiedy dzwoni stary kontakt. Juice nie wraca na ulicę. Ulica przyjdzie do niego. A kiedy tak się stanie… kto wie, czy Sandy Shores nie obudzi się znowu w ogniu.
  6. Bez zrozumienia, czym jest Cali, wychodzi z tego parodia. Imersja to podstawa, a budowanie własnego lore, inspirowanego Los Angeles, to obowiązek, nie opcja. Ten tekst to złoto. Szacun.
  7. "Jak mi miał dziesięć lat, Babylon zrobił rajd, zabrał mi wuja. Madda płakała, a potem spakowała walizki i polecieliśmy do Cali. Nowe miasto, ale ten sam Babilon. Tylko słońce mniej prawdziwe, a ludzie więcej zimni." "Dorastałem na Davis, tam gdzie każdy dzień to test. Ale mi nie poszedł w krzywą stronę całkiem. Mi trzymał się ognia – ganja, joga, roots. Mi jarał nie dla ucieczki, a dla oświecenia. Mi medytował pod muralami i malował duszę na ścianach."
  8. "Jak mi miał dziesięć lat, Babylon zrobił rajd, zabrał mi wuja. Madda płakała, a potem spakowała walizki i polecieliśmy do Cali. Nowe miasto, ale ten sam Babilon. Tylko słońce mniej prawdziwe, a ludzie więcej zimni." "Dorastałem na Davis, tam gdzie każdy dzień to test. Ale mi nie poszedł w krzywą stronę całkiem. Mi trzymał się ognia – ganja, joga, roots. Mi jarał nie dla ucieczki, a dla oświecenia. Mi medytował pod muralami i malował duszę na ścianach." Zion Menash, znany jako Mesiash, to dziecko ognia i betonu – rasta wychowany na zakurzonych chodnikach Davis, z sercem, co bije w rytmie bębnów z Spanish Town. Nie nosi gniewu, tylko dready, brodę i dym na ustach. Śmieje się często, mówi jakby śnił, ale patrzy jak człowiek, który już widział za dużo. Mesiash nie jest ani ulicą, ani świątynią – on jest tym pomostem. Rano pali świętą roślinę, słucha Chronic Law, Squash i Yaksta, rozmawia z Jah. Wieczorem, jeśli Babylon stuka do drzwi, potrafi pokazać pazur. Nie nosi broni dla stylu – tylko gdy dusza mówi, że czas się bronić. W jego oczach nie ma fałszu – tylko Zion i popiół. Dąży do Chosen Few MC jak do rytuału przejścia. Nie dla flexu, ale dla plemienia. Bo życie to nie gra, to misja. I Mesiash jest gotów – nie dla zysku, tylko dla prawdy.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę. Warunki użytkowania Polityka prywatności Regulamin