Skocz do zawartości
 
GRACZY ONLINE

ET — Multimedia


Azzi_24

Rekomendowane odpowiedzi

zVQxrH7.png


Event: The Smell of a Christmas Market! | Jarmark Świąteczny 2025
Strefa: Cywilna
Kiedy: 6.12.2025
Organizator: @lost in americana @Meph @Paciaaa @lonlimane @Misty @nfset
Wykonanie: @odpad @Krejzi @Zalewa @Lori @Tesciuu_ @MateK. @XAngel2K @pripyat city @_wiktor @Pizdzianka @Azzi_24 @wiciaticia


K1CHESa.jpegH5fJIQC.jpeg9FsLVyu.pngasqZ7oH.jpegaX25PIN.jpegSP0UMjv.jpegnLxXg8B.pngZKnwEAA.pngrK51uo7.jpegMUypCTp.pngyKctpEu.jpegUqZYmVd.pngzHP7ZkL.jpegYizmmRf.jpegiPDuZ3f.jpeg4ICr9r0.jpegnDlgcMw.jpeg5oUPadd.jpegOsQ6XsB.jpegQA8dCmC.jpeg

 

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

zVQxrH7.png


Event: Odgruzowanie zawalonego budynku
Strefa: Cywilna, Porządkowa
Kiedy: 9.12.2025
Organizator: @lost in americana
Wykonanie: @Salvatrucha @MateK. @Taiga
Opis: Całość wywiązała się ze zgody na podpalenie THE CRAVE CLUB. Za moimi narracjami doszło do kompletnego zawalenia budynku, włącznie z wybuchami za pośrednictwem ulatniającego się gazu z pękniętych rur po zawaleniu. Stwierdziłem, że fajnie byłoby zaangażować strefy w mały epizod, dodając do tego kilka globalnych narracji w trakcie rozgrywki. LSDWP odcięło prąd na wysokości Alta Street na kilka godzin, by ekipa zobowiązana do przywrócenia ulicy do życia, mogła działać w spokoju.


J2upEwS.pngUXgwoxA.jpegoGScYql.jpegfeIsrNM.pngLFOLUTw.jpegYRlb1qf.png

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

  • 2 miesiące temu...

image.png.caa900babf0f316326c1c2b21c2555fe.png

Event: Waltter- lokalny schizofremik
Strefa: Porządkowa
Kiedy: 13.02.2025
Wykonanie: @Jesus
Opis:
 

W ciepławy, leniwie pulsujący neonami piątkowy wieczór Waltter Black ruszył na swoje codzienne miejskie łowy. Los Santos oddychało pełną piersią, gdzieś w tle wyły syreny, ulicami przetaczał się bas z przejeżdżających fur, a Vespucci Beach tonęło w złotawym świetle zachodzącego słońca. Plaża była pierwszym przystankiem. Tłumy turystów, zapach frytek, taniego kremu z SPF i morskiej bryzy. Idealne środowisko dla kogoś, kto potrafił dostrzec wartość tam, gdzie inni widzieli tylko śmieci. Niedojedzone burgery, porzucone pamiątki, plastikowe torby pełne cudzych, pochopnych decyzji zakupowych. Waltter krążył między koszami jak miejski drapieżnik, jednak tego wieczoru fortuna była wyjątkowo kapryśna. Fantów mało, zdobyczy niewiele, a rozczarowanie rosło z każdym kolejnym pustym pojemnikiem.

Zrezygnowany obrał kurs w stronę swojego prowizorycznego miejsca noclegowego gdzieś na obrzeżach cywilizacji- Harmony. Kamper toczył się nierówno, silnik mruczał jakby sam pojazd kwestionował sens dalszej egzystencji, aż nagle, jak objawienie, jak znak od samego Los Santos, przy Bean Machine Caffee stał on. Parasol. Piękny. Niemal majestatyczny. Waltter nawet się nie zawahał. Skrzypienie hamulców, szybkie spojrzenie, jeden płynny ruch i parasol zniknął szybciej, niż pracownicy zdążyli przetworzyć sytuację. Wołania? Protesty? Dla Walttera były jedynie nieistotnym szumem tła. Kamper potoczył się dalej, pozostawiając za sobą oburzenie i zapach przegrzanej benzyny.

Wieczór jednak dopiero nabierał tempa. Waltter zboczył w okolice Richman, dzielnicy, w której trawniki były bardziej zadbane niż życie niejednego obywatela. Eleganckie rezydencje kontrastowały z jego rozpadającą się maszyną, ale jedna z budów okazała się kuszącą okazją. Kilka worków cementu. Niby nic, a jednak potencjał ogromny. Tym razem jednak los postanowił dopisać do scenariusza nową postać, grillującego sąsiada. Zapach pieczonych kiełbasek mieszał się z rosnącą irytacją właściciela posesji. Telefon w dłoń, zgłoszenie, procedura ruszyła.

iMwfKdL.jpeg0RDChJB.jpeg

Gdy Waltter opuszczał teren operacji, jego drogi przecięły się z krążownikiem Sheriff’s. Chwila ciszy, sekunda napięcia. Radiowóz minął kampera… po czym zawrócił. Zatrzymanie było formalnością. Krótka rozmowa wystarczyła, by zastępca doszedł do bezlitosnego wniosku, pojazd Walttera nie powinien poruszać się nawet po parkingu złomowiska. Brak bieżnika, zbite lampy, lusterka pamiętające lepsze czasy, rdza konsumująca karoserię jak nieubłagany nowotwór. Wszystko zdawało się zmierzać ku standardowej procedurze. Do czasu.

Cień przesunął się nad ziemią. Charakterystyczny dźwięk łopat wirnika przeciął powietrze. To śmigłowiec.

Dla Walttera rzeczywistość w jednej chwili pękła jak tafla lodu. Paranoja przejęła kontrolę, tryb przetrwania aktywowany. Szyba w górę, dokumenty pozostawione u zastępcy, gaz. Kamper ruszył. A raczej, podjął heroiczną próbę ruszenia. Z rury wydechowej buchnęła gęsta chmura czarnego dymu, jak sygnał dymny wysłany do całego Los Santos: zaczyna się. Pościg, przynajmniej z nazwy, odbywał się w tempie tak strategicznym, że pieszy zastępca mógłby spokojnie rozważyć dogonienie pojazdu spacerowym krokiem. Blacha drżała, silnik wył, a Waltter pędził… głównie w swoim własnym świecie.

 

3AGf7Ek.jpeg

Podróż zakończyła się w Parku Galileusza, przy Obserwatorium. Waltter wyskoczył z pojazdu i zabarykadował się w publicznej toalecie, tworząc swoją prowizoryczną twierdzę. Minuty ciągnęły się jak godziny. Rozmowy, próby perswazji, dialog balansujący między absurdem a dramatem. W końcu Waltter, napędzany impulsem i chaotyczną ciekawością, wspiął się, by zerknąć przez niewielkie okienko. Sekunda nieuwagi zakończyła się upadkiem, hukiem, ustępującymi drzwiami i utratą przytomności.

 

iErVxNW.jpeg

XpVbRZ8.jpeg

Gdy odzyskał świadomość, rzeczywistość była już inna. Chłodna ziemia pod policzkiem, kajdanki, zastępcy, którzy zdążyli zrozumieć, że nie mają do czynienia ze zwykłym kombinującym złodziejaszkiem. Waltter Black był człowiekiem żyjącym w narracjach istniejących wyłącznie w jego głowie. Schizofrenia paranoidalna nadawała ton całej sytuacji. Zastępcy improwizowali, próbując różnych metod, balansując między cierpliwością a taktyką, od subtelnych psychologicznych sztuczek po rozmowy zahaczające o jego własne, zniekształcone postrzeganie świata. Na miejscu pojawiło się MRSA, a medyczka weszła w interakcję z chirurgiczną precyzją, mówiąc dokładnie to, co Waltter potrzebował usłyszeć, by napięcie zaczęło opadać- zaufał jej.

xI0Ly7R.jpeg

Finalnie Waltter został doprowadzony do RA, a następnie przekazany do DMH. Tam rozpoczął się nowy etap, badania, opieka i pierwsze w jego życiu leczenie farmakologiczne. Los Santos natomiast, jak zawsze, pozostało niewzruszone, hałaśliwe i gotowe na kolejne historie.

Edytowane przez Jesus
PRX, przekadzia, WOLY i 6 innych lubią to

gwgMfEH.gif

 

 

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

image.png.caa900babf0f316326c1c2b21c2555fe.png

Event: Elektryka prąd (nie) tyka.
Strefa: Cywilna
Kiedy: 13.02.2025
Wykonanie: @Jesus
Opis:
 

Późne popołudnie w Los Santos. Słońce wisiało nisko nad miastem, zalewając Vespucci ciepłym, męczącym blaskiem, a ulice żyły swoim standardowym, chaotycznym rytmem. Hustin, elektryk z piętnastoletnim stażem, człowiek zahartowany przez setki awarii, prowizorek i instalacji tworzonych logiką pijanego architekta, ruszył na kolejną rutynową robotę. Zgłoszenie było banalne, skrzynka elektryczna, na którą narzekali okoliczni mieszkańcy. Podobno skwierczy, podobno wydaje dziwne dźwięki. Klasyka gatunku. Miała to być ostatnia fuszka tego dnia, po której plan był prosty: służbowym busem wrócić do domu i pomóc żonie w przeprowadzce do nowego mieszkania. Nowy etap, nowe życie, spokojny wieczór. Standardowy scenariusz.

Na miejscu wszystko wyglądało zwyczajnie. Bus zaparkowany na wyłączonym pasie ruchu, narzędzia w dłoń, skrzynka otwarta. Wokół ruch jak cholera, klaksony, przejeżdżające auta, muzyka dobiegająca z przypadkowych pojazdów. Vespucci oddychało pełną piersią. Hustin pracował w pocie czoła. Podwinięte rękawy, skupienie, szybkie, pewne ruchy dłoni. Otarł czoło z potu, bo gorąco jak diabli, poprawił chwyt, wrócił do grzebania. I wtedy rzeczywistość postanowiła brutalnie przypomnieć, że rutyna w Los Santos bywa najbardziej zdradliwa.

Jedna sekunda. Jeden impuls. Jeden błąd.

82fG5Vs.jpeg

Wyładowanie przyszło bez ostrzeżenia. Huk, błysk, napięcie, które w jednej chwili przemieliło ciało Hustina, odrzucając go na kilka metrów. Upadł bezwładnie, jak marionetka, której nagle przecięto wszystkie sznurki. Całe zdarzenie zauważył przejezdny motocyklista. Zwykły człowiek, przypadkowy świadek, który znalazł się w odpowiednim miejscu o absolutnie nieodpowiednim czasie. Zjechał bez wahania. Motocykl jeszcze nie zdążył dobrze ucichnąć, gdy już był przy Hustine. Szybka ocena sytuacji, instynktowne działanie. Skrzynka, przewody, zagrożenie. Odciągnął elektryka na bezpieczną odległość, jednocześnie wybierając numer alarmowy. Dyspozytor, krótkie komunikaty, napięcie rosnące z każdą sekundą.

1kyYqaZ.jpeg

k2hyBzW.png

Sprawdzenie funkcji życiowych. I ta najgorsza cisza. Serce Hustina stanęło. Motocyklista nie panikował. Klęknął i rozpoczął reanimację. Rytmiczne uciśnięcia, oddechy, walka z czasem, który w takich momentach zdaje się przyspieszać w najbardziej okrutny sposób. Sekundy mijały, napięcie rosło, ale nie przestawał. W końcu ciało Hustina odpowiedziało. Oddech. Drgnięcie. Oczy otwarte. Łzy spływające po twarzy były jedyną reakcją, na jaką było stać jego ciało. Prąd nie tylko go powalił, praktycznie wyłączył. Pełen paraliż. Aparaty ruchu, słuchu i mowy pogrążone w neurologicznej ciszy.

72evIgb.png

Motocyklista spojrzał na drogę, na sytuację, na rzeczywistość, i podjął decyzję, której nie podejmuje się na chłodno. Bez zbędnych ceregieli znalazł kluczyki do busa w kieszeni Hustina, wtaszczył przytomnego, lecz całkowicie bezwładnego elektryka na pakę pojazdu i ruszył przed siebie. Syren brak. Eskort brak. Tylko silnik, adrenalina i jedno proste założenie, zdążyć. Dotarli do szpitala.

ufhiVBP.jpeg

enfy5Zb.jpeg

Dzięki niemu. Dzięki przypadkowemu człowiekowi. Dzięki komuś, kto mógł po prostu odjechać Hustin dziś żyje. Ma się lepiej. Po długiej, brutalnej walce z własnym ciałem, miesiącach rehabilitacji i rekonwalescencji wrócił do świata żywych. A gdzieś w tle tej historii wciąż istnieje postać, która pojawiła się nagle, zmieniła wszystko i zniknęła równie szybko. Dlatego Hustin dziś szuka. Nie sprawcy, nie winnego. Swojego anioła stróża. Chcąc po prostu powiedzieć jedno, najprostsze, a jednocześnie najważniejsze słowo, dziękuję.

gwgMfEH.gif

 

 

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.
Uwaga: Twój wpis zanim będzie widoczny, będzie wymagał zatwierdzenia moderatora.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.

×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę. Warunki użytkowania Polityka prywatności Regulamin