Skocz do zawartości
 
GRACZY ONLINE

Austin Banks


bunia

Rekomendowane odpowiedzi

7wJp2wT.jpegAustin Banks przyszedł na świat w cichym zakątku jednej z mniejszych dzielnic Los Santos 8 września 2000 roku. Jego dzieciństwo było spokojne, otulone ciepłem i długimi popołudniami spędzanymi w ogrodzie z rodzicami - Janae i Tylerem.  Choć nie byli zamożni, zawsze, od małego dawali mu poczucie stabilności. Austin od dziecka chłonął świat celebrytów i plotek, spędzając godziny na przeglądaniu portali plotkarskich i interesowaniu się światem, który wydawał mu się być tak obcy i odległy.
Wchodząc w nastoletniość, coś zaczęło się zmieniać. Przy każdym przejrzeniu się w łazienkowym lustrze zauważał coraz to większe przerzedzenia włosów na głowie. Niejednokrotnie ze szczotki ściągał cały pukiel włosów, lecz trzymał to wszystko w tajemnicy z czystego wstydu. Któregoś dnia sam był już w stanie określić skalę tego, jak duży jest jego problem i jedynym rozwiązaniem był dermatolog. Lekarz najpierw dokładnie przyjrzał się skórze głowy, następnie zadając pytania dotyczące historii wypadania włosów w rodzinie. Austin czuł, jak serce bije mu szybciej. Lekarz zlecił badania krwi i już po kilku tygodniach, podczas kolejnej wizyty, usłyszał diagnozę. Alopecia totalis - rzadka choroba powodująca całkowitą utratę owłosienia na głowie. Austin przyglądał się wynikom badań, a lekarz jedynie zapewniał go, że choć nie ma obecnie leku na wyleczenie tej choroby, to w pełni da się z nią żyć w ten sam sposób, co dotychczas. W tamtej chwili świat się zatrzymał. Austin wrócił do domu przepełniony wstydem przez coś, czego sam nie jest w stanie zmienić. Od tamtej pory każdy kolejny krok, choć trudny, prowadził go w stronę akceptacji, która nie przychodziła mu łatwo. W szkole próbował ukrywać swój problem - czapki z daszkiem stały się codziennością, która pozostały z nim aż do dziś.
Austin nigdy nie był typem chłopaka, który miał dokładnie rozpisaną przyszłość. Kiedy jego znajomi składali papiery na uczelnie, porównywali kierunki i planowali wyprowadzki z domu, on siedział nocami przed laptopem, przewijając media społecznościowe dokładniej, niż ktokolwiek powinien. Znał nazwiska influencerów zanim stawali się popularni, potrafił przewidzieć, który skandal "chwyci", a który zniknie po dwóch dniach. Rozumiał internet w sposób całkowicie intuicyjny. Chyba właśnie dlatego nigdy nie czuł, że studia są dla niego. Nie chodziło o brak ambicji. Wręcz przeciwnie - Austin po prostu nie potrafił wyobrazić sobie siebie w salach wykładowych, słuchającego ludzi, którzy tłumaczą mu rzeczy, których w swoim mniemaniu mógł nauczyć się w jedną noc. Po liceum został więc w Los Santos.
Pierwszą pracę znalazł od razu po ukończeniu szkoły. Pracował w małej firmie technologicznej mieszczącej się nad starym salonem fryzjerskim w Downtown LS. Biuro było małe, trochę chaotyczne - trzy pokoje, wiecznie niedziałający ekspres do kawy i ludzie, którzy udawali większą profesjonalność, niż faktycznie w sobie mieli. Austin zatrudniony został na Social Media Managera. Na początku miał tylko wrzucać posty i odpowiadać na komentarze klientów, ale bardzo szybko okazało się, że widzi rzeczy, których inni nie zauważają. O której godzinie wrzucić post, aby ten poniósł się echem. Jak napisać jedno zdanie tak, aby ludzie chcieli je udostępniać dalej. Wszystko przychodziło mu naturalnie. Czasem siedział po godzinach sam w biurze z niebieskim światłem monitorów odbijających się od pustych ścian, analizując profile celebrytów, zamiast kampanii firmy. Chociaż przez lata próbował wmówić sobie, że to wystarczy - stabilna pensja, spokojne życie, przewidywalność - coraz częściej miał wrażenie, że stoi obok własnego życia, zamiast naprawdę w nim uczestniczyć. Pewnego dnia, po ostrym sporze z szefem o kierunek rozwoju firmy, coś w nim pękło. Wiedział, że nie może już dłużej uciekać od tego, co naprawdę go fascynuje. I w tamtym momencie, w tej cichej pustce po konflikcie, zrozumiał, że czas postawić wszystko na jedną kartę i wejść w świat rozrywki, gdzie zawsze czuł, że ma do przekazania coś ważnego. Kiedy przestał ukrywać siebie, coraz trudniej było mu ukrywać też własne ambicje.

 

Spoiler

Imię i nazwisko postaci: Austin Banks
Numer konta postaci: 7069996116
Przynależność: -
Imię i nazwisko menadżera: -
Numer konta menadżera: -
Kontrakt zawarty z menadżerem: -

 

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

  • 2 tygodnie później...
  • 2 tygodnie później...
  • 4 tygodnie później...
  • 3 tygodnie później...

G1Wyo7Y.png

A9zps7a.pngNiektórzy trafiają do branży przez przypadek. Inni od zawsze wiedzą, że chcą być jej częścią. Austin Banks zdecydowanie należy do tej drugiej grupy. Przez długi czas pozostawał jednak anonimowy. Mieszkańcy Los Santos nie kojarzyli jego twarzy, a jeśli już gdzieś się pojawiał, był po prostu jednym z wielu. Wszystko zaczęło zmieniać się dopiero wtedy, gdy zaraz po zwolnieniu z lokalnej firmy IT podjął pracę w Department of Arts and Culture.

- Z perspektywy czasu brzmi to jak zwykła decyzja zawodowa. W praktyce była początkiem wszystkiego.

Dla większości była to zwykła posada urzędnicza pod krawatem. Dla Austina była przepustką do świata, który do tej pory zafascynowany oglądał z daleka. Z każdym kolejnym biurowym spotkaniem poznawał nowych ludzi. Początkowo jego zadania ograniczały się do koordynowania współpracy z artystami i dopinania organizacyjnych szczegółów. To właśnie wtedy zaczął poznawać osoby, których nazwiska od dawna przewijały się w mediach. Rozmawiał z Ash Feerick, Suzanną Zabadevya, White Lady, babyyankiem i wieloma innymi przedstawicielami sceny muzycznej, mniejszymi lub większymi. Nie były to jeszcze bliskie relacje, ale wystarczyły, by zyskać opinię człowieka konkretnego, spokojnego i potrafiącego załatwiać sprawy bez zbędnego rozgłosu bezpośrednio przez szansę, którą dała mu praca w departamencie sztuki i kultury. Najlepiej było to widać podczas wydarzenia LS City Pulse. Podczas gdy uczestnicy skupiali się na scenie, Austin niemal przez cały czas przemieszczał się po backstage'u z telefonem przy uchu. Doglądał artystów, przekazywał informacje organizatorom i pilnował, by wszystko przebiegało zgodnie z planem. Nie stał w świetle reflektorów. Był jednym z ludzi, którzy sprawiali, że reflektory mogły się zapalić. Zdobyte kontakty i doświadczenie sprawiały powoli, że w jego głowie zaczął rodzić się znacznie większy plan. Nie chciał już jedynie opisywać wydarzeń czy pomagać przy ich organizacji. Chciał stworzyć miejsce, które będzie o nich mówiło. A raczej... przywrócić do życia takie miejsce.

- Kilka tygodni później podjąłem najgłupszą albo najodważniejszą decyzję w swoim życiu. Nadal nie wiem którą. Wziąłem kredyt. Duży. Zdecydowanie większy, niż powinien wziąć ktoś w moim wieku.

Decyzja o przejęciu Music Media ChatterBox była największym ryzykiem, jakie do tej pory podjął. Zakup portalu został sfinansowany wysokim kredytem, przez co Austin od pierwszego dnia musiał pogodzić marzenia z twardą rzeczywistością. MMCB nie było gotowym sukcesem - było projektem wymagającym ogromnych nakładów pracy, czasu i pieniędzy. Od tego momentu jego życie zaczęło obracać się wokół redakcji. Mimo nowych obowiązków nie zrezygnował z pracy w Department of Arts and Culture. Nadal pojawiał się na najważniejszych wydarzeniach, choć coraz częściej można było odnieść wrażenie, że jest tam bardziej służbowo, aniżeli towarzysko.

- Od tamtej chwili praktycznie przestałem mieć wolny czas. Praca w Department of Arts and Culture w ciągu dnia. Music Media ChatterBox wieczorami. Telefony przed snem. Artykuły nad ranem. Spotkania pomiędzy spotkaniami. Nie pamiętam nawet, kiedy ostatni raz miałem dzień, w którym naprawdę nic nie robiłem.

Seren Larsen pojawiła się w jego życiu w momencie, gdy dopiero uczył się funkcjonować w branży. Łączyła ich współpraca menadżerska, wspólne plany i przekonanie, że razem mogą zbudować coś większego na scenie muzycznej Los Santos. Do pewnego dnia, gdy Austin widniejący jako manager w bio początkującej artystki po prostu zniknął. Obie strony zostawiły to bez komentarza i cała sytuacja zniknęła w eterze.

Ludzie czasami pytają mnie o Seren, o której dotychczas często mówiłem. Laska nie schodziła mi z języka. Nigdy nie odpowiadam. Nie dlatego, że chcę być tajemniczy. Po prostu nie każda historia należy tylko do jednej osoby. To dziwne, jak bardzo potrafi ruszyć coś, co trwa zaledwie chwilę. Najwidoczniej los miał inne plany wobec naszych karier.

Na premierze Szampana w Foster's Winery pojawił się już jako zaproszony gość. Uwagę uczestników zwróciło przede wszystkim to, jak dużo czasu spędził na rozmowach z Avery'm Banks'em z Havoc. Nie padły żadne oficjalne deklaracje ani zapowiedzi współpracy, ale obecni szybko zauważyli, że obaj wyjątkowo dobrze się ze sobą dogadywali. Wieczór oboje spędzili na "degustacji win" oraz poszerzaniu kontaktów z wieloma wpływowymi osobami obecnymi na miejscu, choćby miało polegać to na najzwyklejszym przedstawieniu się.

- Na premierze Szampana w Foster's Winery długo rozmawiałem z Avery'm Banks'em. Nie pamiętam nawet, od czego zaczęliśmy, spotkaliśmy się na parkingu. Mam wrażenie, że oboje czuliśmy się podobnie - niepewnie. Pamiętam tylko, że rozmowa trwała  dłużej, niż oboje planowaliśmy. Później ktoś mi zasugerował, że pewnie coś planujemy. Uśmiechnąłem się.

Podobnie było podczas Festiwalu Kolorów. Austin nie szukał kamer ani zdjęć. Przemieszczał się między gośćmi, rozmawiając z osobami związanymi z branżą. Widziano go między innymi z DJ Gabby oraz Aurorą Kincaid, która tego samego wieczoru pojawiła się znienacka na scenie w zastępstwie za Seren Larsen. Dla jednych były to zwykłe rozmowy. Dla innych kolejny dowód na to, że cierpliwie buduje własną sieć kontaktów.

- Tak naprawdę dla mnie to był po prostu kolejny dzień pracy i poznawania ludzi. Dla kogoś z boku wyglądało to pewnie znacznie ciekawiej. Najdziwniejsze jest jednak to, że nie zapamiętuje się sukcesów. Zapamiętuje się ciszę i atmosferę, której towarzyszy.

W międzyczasie jego życie prywatne stanęło w miejscu. Po publikacji zdjęcia z podpisem "happy pride" internet zrobił to, co robi najlepiej - zaczął interpretować. Jedni odebrali wpis jako gest wsparcia, inni doszukiwali się osobistej deklaracji o własnej seksualności. Austin nie odpowiedział ani razu, a jeśli już odpowiadał, to prześmiewczo.

- Jedno zdjęcie. Dwa słowa. Nagle każdy wiedział lepiej ode mnie, kim jestem. Czytałem wiadomości prywatne przez jakiś czas. Potem przestałem. Zrozumiałem, że nie wygram z ludźmi, którzy sami napisali sobie moją historię. Dlatego przestałem ją tłumaczyć.

Od tamtej chwili wyraźnie ograniczył swoją obecność publiczną. Na mieście zaczął pojawiać się niemal wyłącznie przy okazji większych wydarzeń, a jego media społecznościowe stopniowo zmieniły swój charakter. Coraz częściej publikował zdjęcia z siłowni, dokumentując pracę nad sylwetką, lub dodając najzwyklejsze relacje z wyjazdów poza miasto. Część obserwatorów mogła uznać to za naturalną zmianę stylu życia, inni doszukiwali się próby odbudowania swojego wizerunku po odebraniu go w świetle, w którym nie chciał być przedstawiony. Sam zainteresowany nie odniósł się do żadnej z teorii, które otrzymywał w dm'ach. Kolejne pytania pojawiły się wraz z nowym zdjęciem profilowym. Widoczna na policzku rana sprawiła, że można zastanowić się, skąd się tam w ogóle wzięła. Nie było jednak żadnego komentarza ani wyjaśnienia. Austin konsekwentnie milczał, jak ma to w naturze, o ile nie dodaje czegoś ironicznie.

Siłownia stała się miejscem, w którym nikt niczego ode mnie nie chciał. Liczyły się tylko ciężary, czas i cierpliwość w dążeniu do celu. Nie mam w zwyczaju tłumaczenia się z czegokolwiek, co publikuję w social mediach. Szczerze mówiąc nigdy nie miałem po prostu takiej potrzeby, masz mnie?

Być może właśnie to milczenie najlepiej opisuje miejsce, w którym znajduje się dzisiaj. Nie jest już anonimowym pracownikiem Department of Arts and Culture. Nie jest jeszcze jednym z najpotężniejszych ludzi branży. Austin dopiero buduje swoją historię. A pierwszy rozdział tej historii pokazuje, że zanim ktokolwiek zauważy efekty, trzeba najpierw nauczyć się funkcjonować za kulisami.

Prawda jest taka, że większość historii, które w przyszłości o sobie przeczytam, nigdy się nie wydarzą. Ale może właśnie na tym polega życie w świecie mediów? Ludzie nie zakochują się w faktach. Zakochują się w narracjach, które się im narzuca. A ja... chyba dopiero uczę się żyć z tym, że czasami staję się jedną z nich.

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.

×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę. Warunki użytkowania Polityka prywatności Regulamin