Skocz do zawartości
 
GRACZY ONLINE

adrianovsky

Gracz
  • Postów

    34
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez adrianovsky

  1. Kontynuacja akcji znajduje się pod linkiem projektu zarobkowego:
  2. Przestępczość białych kołnierzyków, znana jako White Collar Crime, to jedna z najbardziej niedostrzegalnych, a zarazem najbardziej kosztownych form przestępczości na świecie. Obejmuje działania takie jak oszustwa finansowe, defraudacje, pranie pieniędzy, korupcja czy manipulacje podatkowe - popełniane nie przez ulicznych gangsterów, lecz przez osoby w garniturach, zajmujące wysokie stanowiska w firmach i instytucjach publicznych. Ich celem nie jest przemoc, lecz zysk - cichy, bez rozgłosu, ale ogromny. Według danych międzynarodowych organizacji i audytorów, globalne straty wynikające z przestępczości gospodarczej sięgają ponad 3,5 biliona dolarów rocznie. Sprawcy to najczęściej osoby w wieku od 35 do 55 lat, mające dostęp do finansów, dokumentów lub systemów kontroli. KPMG zwraca uwagę, że aż 60% z nich to długoletni pracownicy firm, którzy wykorzystali zaufanie, jakie im powierzono. W samych Stanach Zjednoczonych białe kołnierzyki generują straty szacowane nawet na 1,7 biliona dolarów rocznie, co przewyższa łączny koszt przestępstw z użyciem przemocy. Federalne Biuro Śledcze prowadzi tysiące postępowań dotyczących oszustw inwestycyjnych, ubezpieczeniowych i finansowych, jednak rzeczywista skala problemu pozostaje trudna do oszacowania. Każdego roku setki korporacji i instytucji traci miliony przez wewnętrzne nadużycia, które rzadko trafiają do mediów. W Los Angeles działalność białych kołnierzyków ma własny, nie mniej niebezpieczny wymiar. W metropolii, gdzie pieniądz krąży między Hollywood, rynkiem nieruchomości i nowymi technologiami, korupcja i defraudacja przenikają wiele sfer biznesu. Lokalny oddział prokuratury - White Collar Crime Division - zajmuje się przypadkami oszustw inwestycyjnych, prania pieniędzy i łapówkarstwa, ale większość spraw nigdy nie trafia na salę sądową. Jak podkreślają analizy, przestępstwa gospodarcze w Los Angeles są często niedoszacowane i niezgłaszane, co czyni je jednym z najbardziej cichych, lecz destrukcyjnych problemów miasta.
  3. Firma budowlana, której początki sięgają 1993 roku, gdy została założona przez Patrick Petterson jako rodzinny biznes pod nazwą "Petterson & Family Constructions", początkowo zatrudniający wyłącznie rodzinę Irlandczyka, by rok 1999 uznać za właściwy do wkroczenia na salony poważnych graczy, co spowodowało rebranding nazwy na Stonecrest Construction Company, jak też rozpoczęcie właściwego okresu zatrudnienia, który uznany będzie za przełomowy w dziejach firmy, zwiększając finalnie liczbę oficjalnie zatrudnionych legalnych pracowników do 53 osób w 2016 roku, co pozwoliło na podejmowanie się większej ilości budowlanych robót przez firmę. Działalność swoje pamiętne początki rozpoczynała od wykonywania prostych prac budowlanych, głównie remontowych, by z biegiem czasu podejmować się znacznie bardziej wymagających finezji robót, między innymi przy wylewaniu fundamentów pod sięgające chmur wieżowce. Lata świetności tej kompanii budowlanej sięgają na lata 2015-2018, kiedy to trwały intensywne prace budowlane przy wielu projektach, mające skierować firmę ku wkroczeniu na rynek deweloperski poprzez związanie firmy z AD Development Group i wcielenie budowlańców w szeregi tej działalności. Mimo wstępnie podpisanej umowy nastąpiła konieczność jej zerwania, kiedy to senior rodziny Petterson odszedł z tego świata i schedę po nim przejął jego syn, Pattrick Jr - który nie miał identycznego zmysłu biznesowego, jak jego ojciec. Stonecrest Construction Company skrupulatnie spadało w dół, końcowo szorując po podłodze, jak świeżo otwarta firma i zatrudniając przy tym jedynie trzy osoby, które pracowały na zasadzie "pracuję, kiedy chcę" - doprowadzając tym samym niemal do zamknięcia firmy i zapewniając konieczność wyprzedania większości sprzętu, by spłacić wierzycieli, co koniec końców się nie udało i wymogło na banku przejęcie tej firmy, jak też następne jej odsprzedanie kolejnemu właścicielowi skoremu uregulować dług zaciągnięty przez Pattrick Petterson Jr. Okazję w przejęciu tej podupadłej działalności wypatrzył świeży mieszkaniec Los Santos - Viktor Pushkin, który zauważył w niej wygasły potencjał, jaki należało na nowo rozpalić. Dzięki konkurencyjnej ofercie w której zaznaczył, że będzie dalej kultywował biznes, tak jakby lata jego świetności dalej trwały, a przy tym realizował będzie wizję seniora, rzucając zwyczajnie puste słowa na wiatr - wygrał licytację stając się nowym prezesem tej firmy budowlanej, momentalnie po objęciu władzy zmieniając kierunek, jaki był wcześniej obrany i dążąc do tego, aby firma realizowała wyłącznie ustawione wcześniej przetargi przy użyciu posiadanego na ten moment sprzętu budowlanego.
  4. (Viktor Pushkin w trakcie wykładania roboty dla V. Zelingera, 2014) Niektórych ludzi kształtuje ulica. Innych - brutalne doświadczenia emigracji. Ale są tacy, których lepi tylko władza i strach. Dla Viktora Zelingera wszystko zaczęło się w ponurych dzielnicach Ukrainy, gdzie dzieciństwo kończyło się szybciej niż zimowy zmrok. Pseudonim „Vityok” narodził się wśród ludzi, którzy znali go od wczesnych lat - był symbolem bezstresowego życia, które wkrótce przeminie. Zanim skończył trzydzieści lat, zdążył ugruntować swoją pozycję w półświatku wschodnioeuropejskim, organizując brutalne wymuszenia i porwania, które lata później odbijały się echem w raportach organów ścigania w Nowym Jorku świadcząc o początkach tego "sowieckiego" gangstera. Ameryka miała być miejscem nowego początku, ale dla Zelingera była polem do działania. W Brighton Beach i Sheepshead Bay wprowadził porządek według własnych zasad, wypełniając lokalny rynek dolarem, przemocą i milczeniem. Pod przykrywką legalnych firm i nocnych klubów organizował różne procedery. Jego główną działką był hazard i wymuszenia, a w razie potrzeby - porwania dla okupu. Każdy, kto próbował stanąć mu na drodze, szybko przekonywał się, że lekceważenie jego woli kończy się źle. Zelinger działał inaczej niż większość gangsterów. Nie potrzebował spektakularnych egzekucji ani złotych sygnetów. Wystarczyło, że wchodził do klubu, a rozmowy cichły. Manipulował właścicielami firm, korumpował ludzi; w cieniu wymiaru sprawiedliwości, zawsze pozostając nieuchwytnym. Dla świata był cieniem, dla swoich - wodzem. Nie miał rodziny, miał strukturę. Ludzie, którzy żyli według jego decyzji, wiedzieli, że każdy błąd może kosztować życie. Inwestował w legalne biznesy, sieci klubów i firmy transportowe, nie po to, by się wzbogacić, ale żeby zapewnić sobie kontrolę i niezależność. Mimo swojej skrupulatności w działaniach niefortunnie dosięgnęła go sprawiedliwość. Został zatrzymany w Szwajcarii, następnie deportowany i obecnie przebywa w areszcie w USA, lecz wciąż wydaje rozkazy i kontroluje swoją organizację z więzienia. Dziś interesy Zelingera w Nowym Jorku prowadzi Peter Yakovlev, jego prawa ręka od czasów wczesnych porwań i wymuszeń. To on nadzoruje wszelkie operacje, którymi wcześniej zajmował się sam Zelinger, kontroluje podległych ludzi i pilnuje, by sieć przestępcza działała bez zakłóceń, wykonując rozkazy wydawane zza krat przez szefa. Pod kierownictwem Yakovleva grupa wciąż działa w wielu sektorach: wymuszenia i lichwa, porwania dla okupu, nielegalny hazard, przemyt broni i narkotyków, a także handel ludźmi i organami, przestępstwa ubezpieczeniowe, skomplikowane oszustwa finansowe i zbrojne napady. Nie brakuje także legalnych inwestycji - kluby, restauracje i firmy transportowe, które służą zarówno jako przykrywka, jak i narzędzie utrzymania wpływów. Każdy, kto spróbuje podważyć ich pozycję, szybko przekonuje się, że w półświatku Zelingera zasady gry pozostają niezmienne. Choć Viktor przebywa w więzieniu, jego wizja i strategia wciąż żyją w półświatku dzięki Yakovlevowi. Sieć Zelingera działa sprawnie, brutalnie i dyskretnie, a każdy ruch jest starannie koordynowany. Bo Zelinger nie zbudował imperium - on je zaraził, a to, co raz wchłonie jego wpływ, nigdy nie wraca do normy. (Viktor Pushkin w trakcie pierwszego kroku do celi, 2017) Jeden dzień w życiu każdego człowieka może zmienić wszystko i najczęściej te zmiany zaczynają się od upadku po którym następuje wybranie jednej z kilku dróg pokazujących się jako możliwości, gdzie wybranie właściwej najczęściej objawia się jako najcięższa z dróg. Dla jednych jest to zdrada w związku, inni zmagają się z nękającym szefem, który nieustannie próbuje podnieść produktywność ubliżaniem, a dla ludzi pokroju Viktora Pushkina najczęstszym dniem, który zmienił wszystko jest dzień w którym przestępca niespodziewane zostaje odwiedzony przez Federal Bureau of Investigations. Ten jeden dzień zaczynający się od kawy w akompaniamencie z papierosem, a kończący się na wejściu do swojego tymczasowego, nowego i mniejszego niż SUV lokum. Tak było w przypadku Viktora Pushkina, który w wyniku przeprowadzonej na nim akcji został zamknięty na siedem i pół roku więzienia za naliczanie lokali znajdujących się na West Brighton Street w mieście, które nigdy nie śpi. Zaczynający od oszustw powiązanych z udawaniem ubezpieczyciela i naciąganiem staruszków na różnego rodzaju ubezpieczenia facet, który finalnie trzymał dłoń na załodze zajmującej się ściąganiem podatku z działalności i wykonującej różnej maści procedery przestępcze, jakie miały zapewnić im stały przypływ gotówki wpadł, gdy próbujące go trafić FBI w cudowny sposób znalazło świadka, jednego z kolesi będących pod opieką brygady Viktora Pushkina. Trafienie na tym przewinieniu i uziemienie na trzy-czwarte dekady federalne służby uznały za sukces, a dla Viktora Pushkin świat się tym samym zatrzymał. Jego wczasy w Rikers nie okazały się kolorowym pobytem, jaki będzie miło wspominany po wyjściu. Czas, który tam spędził naznaczony był koniecznością walki o kolejny dzień, mimo błogosławieństwa i pomocy z strony Brothers Circle. Muszący układać się na nowo z innymi znajdującymi się w jego kurorcie przestępcami i wiążący nowe, często chwiejne sojusze, które nieustannie były wystawiane na próby Viktor postawił sobie za cel wyjście z więzienia w jednym kawałku. Jednak miejsce w jakim żył uznało jego cel za zabawny i przeżuło go, po czym wypluło na ulice zmęczonego odsiedzeniem swojego wyroku, wielokrotnie rannego od przeróżnych 'wypadków'. Zniszczony przez system Viktor zrobił pierwszy krok w drodze ku wolności i po przekroczeniu bramy więzienia udał się na krótki odpoczynek, który został przerwany pojawieniem się żołnierzy Petera Yakovleva mających za zadanie doprowadzenie Viktora Pushkina przed jego facjatę, by w końcu mógł porozmawiać ze starym kompanem. Na tym spotkaniu, które okazało się dla Viktora czymś znacznie więcej niż zwykłym obiadem z przyjacielem z dawnych lat w końcu pojawiła się przed nim możliwość odpoczynku w miejscu, jakie większość rosyjskich gangsterów uznaje za pustkowie mimo wszechobecnej przy linii brzegowej wody, mając na uwadze przeszłość w której wielu rosyjskich przestępców poległo w trakcie zaznaczania swojej obecności w mieście aniołów. To właśnie Peter Yakovlev otworzył dla Viktora drzwi po których przekroczeniu ten zmuszony będzie przez swoich szefów do rozpoczęcia nowego rozdziału dla ich działalności w Los Santos. Wysłany do miasta aniołów wraz z garstką swoich ludzi, którzy po jego wyjściu wciąż byli przy życiu, Viktor Pushkin mógł pokazać światu, że mimo tego, że nieco zardzewiał i nie porusza się w obecnym świecie tak sprawnie jak niegdyś dalej ma swoje do pokazania, a tym bardziej swoje do zdobycia.
  5. „Od złota do białego proszku – jak kokaina zastąpiła ropę w nowym ładzie gospodarczym” Amerykańska gospodarka nieodłącznie powiązana była z aktywami na których można było oprzeć funkcjowanie finansowego świata. Początkowo był to wszechstronnie uznawany za jeden z najbardziej cennych kruszców na świecie metal zwany złotem, będący fundamentem systemu waluto każdego narodu na świecie, by w 1973 roku przeprowadzić zmianę i w nowym systemie monetarnym USA, zwanym petrodolarem oprzeć gospodarkę na ropie - poprzez podpisanie porozumień między uznającym się za najlepszym państwem świata - USA, a państwami produkującymi ropę na Bliskim Wschodzie. Ropę która od już niemal stulecia wywierała co raz większy nacisk na popyt stając się jednym z najbardziej pożądanych aktywów, rok do roku zwiększając cenę, jaką trzeba by było zapłacić za baryłkę. Zmiana przez większość została okrzyknięta przełomową, choć znaleźli się również sceptycy, którzy widzieli w tym znalezienie luki dla stawianego co raz częściej na piedestale wśród wielu ludzi narkotyku - kokainy, stającej się cichym symbolem luksusu i prestiżu w środowiskach artystycznych, showbiznesie, jak też wśród brylujących na salonach biznesmenów. Będąca motorem napędowym większości najważniejszych person na świecie kokaina zyskiwała rok do roku co raz większy popyt, zmuszając chemików do tworzenia ilości z jakich można by było zbudować wieżowce. Zapotrzebowanie, jakie generowało społeczeństwo Stanów Zjednoczonych, przerodziło się w coś więcej niż tylko handel - wymusiło powstanie struktur, które z czasem przybrały formę instytucji. Kartele, początkowo luźne układy rodzinne i grupy przemytników, zaczęły przeistaczać się w organizacje zdolne do prowadzenia niemal państwowej administracji: posiadały własne systemy logistyki, własne mechanizmy „opodatkowania”, a nawet własne reguły prawa i hierarchii. Był to naturalny proces - skoro istniał popyt, musiała narodzić się podaż, a skoro podaż nabierała rozmachu, potrzebowała struktur zdolnych do jej kontrolowania i ochrony. Tak narodziły się kartele - nie jako spontaniczny wybuch przestępczości, lecz jako odpowiedź na globalne mechanizmy gospodarki, które pozostawiły lukę wypełnioną przez ludzi zdolnych łączyć biedę prowincji z bogactwem amerykańskich salonów. Byli rolnicy, którzy wiedzieli, jak siać i zbierać, stali się producentami maku i marihuany; lokalni przemytnicy mułów przekształcili się w architektów transkontynentalnych szlaków. Tam, gdzie państwo nie dostarczało stabilności, kartele dostarczyły system - brutalny, lecz efektywny, z czasem rosnący w siłę aż do miana „niewidzialnych instytucji” współczesnego Meksyku. „Operacja Condor i niezamierzony efekt — jak gaszenie plantacji przyniosło narodziny korporacji przemytników.” W cieniu spalonych pól makowych, gdzie ogień żołnierzy zsyłany był z rozkazu rządu meksykańskiego pod presją zza północnej granicy, rodził się nowy porządek. Operacja Condor, zaplanowana jako ukrócenie procederu handlu środkami odurzającymi, w praktyce stała się punktem zapalnym. Zmuszeni do ucieczki z górskich wiosek Sinaloa, pionierzy narko-biznesu zebrali się w sercu kraju - Guadalajarze - mieście tętniącym dynamiką, oddalonym od pól, lecz bliskim szlaków i politycznych korytarzy. Tam narodziła się Federacja z Guadalajary - projekt bardziej przypominający korporację niż luźną bandę przemytników. Miguel Ángel Félix Gallardo, były policjant z koneksjami, zebrał przy swoim stole ludzi, którzy mieli wkrótce stać się legendami: Rafaela Caro Quintero, Ernesto Fonsecę Carrillo i innych, którzy do tej pory działali w cieniu. Federacja kontrolowała wszystko - od upraw po logistykę, od łapówek po graniczne trasy prowadzące do USA. Kolumbia tonęła w kokainowym szale, Medellín i Cali potrzebowały nowych dróg. Meksykanie zaoferowali je za procent z gigantycznych zysków. W jednej chwili ludzie od marihuany i heroiny stali się kluczowym węzłem światowego łańcucha narkotykowego. Guadalajara, miasto kwiatów i krwi, zbudowało fundament pod to, co uczyniło z Meksyku nie tylko stację tranzytową, ale centralny hub - metropolię narko-geopolityki. Jednak każdy organizm, nawet ten perfekcyjnie skonstruowany, napotyka swoje granice. Federacja utrzymywała równowagę dzięki porozumieniom, niepisanym zasadom i dolarom płynącym do kieszeni skorumpowanych urzędników. Lecz im większy stawał się tort, tym ostrzejsze były noże, które go kroiły. W 1985 roku równowaga runęła - agent DEA Enrique „Kiki” Camarena został porwany, torturowany i zamordowany. USA, dotąd patrzące na Meksyk jak na peryferyjny problem, skierowały reflektory i nacisk, jakiego wcześniej nie znał ani Meksyk, ani jego kartele. Aresztowania i rozpad. Gallardo, Caro Quintero, Fonseca Carrillo - filary imperium - wpadli w sieć lub uciekli w cień. To, co miało być organizacją nie do ruszenia, zaczęło pękać w szwach. Z puszki Pandory wysypały się nowe kartele. Meksyk został pocięty jak mapa na strefy wpływów: Tijuana, Juárez, Zatoka, a nade wszystko Sinaloa. Tam, gdzie mak rósł od pokoleń, zaczęła kiełkować nowa potęga. Kartel Sinaloa - spadkobierca doświadczenia, lecz nie ograniczeń. Joaquín „El Chapo” Guzmán, Héctor Luis Palma Salazar, bracia Beltrán Leyva - ludzie, którzy na gruzach Federacji zbudowali coś większego. Sinaloa nie była już tylko następcą - była symbolem ewolucji. Wykorzystała doświadczenia federacji, lecz nadała im nowoczesną formę. Wprowadziła sieci tuneli pod granicą, które stały się legendą przestępczego świata. Zamiast tylko polegać na przemytnikach zewnętrznych, rozwijała własne struktury logistyczne, laboratoria i szlaki. El Chapo, mistrz ucieczek i zarazem symbol kartelu, uosabiał jego ducha - elastyczność, innowacyjność i gotowość do brutalności, jeśli wymagała tego sytuacja. Upadek federacji był więc nie tylko końcem pewnej ery, ale także narodzinami nowej dynamiki - świata, w którym Meksyk nie znał już jednego hegemona, lecz mozaikę rywalizujących karteli. W tym świecie Sinaloa rosła jak feniks z popiołów, stając się wkrótce największą organizacją narkotykową świata, której wpływy sięgały od Kolumbii, przez USA, aż po Europę i Azję. „Meksykański koszmar eksportowy: CJNG na pięciu kontynentach.” Z popiołów rozbitej Federacji i pod cieniem dominacji Sinaloa zaczęły kiełkować nowe byty - zrazu niepozorne, z czasem coraz bardziej żądne własnej chwały. To właśnie w tym fermentującym pejzażu, na początku drugiej dekady XXI wieku, narodził się projekt, który szybko urósł do rangi najbardziej dynamicznego i bezwzględnego kartelu współczesnego Meksyku - Cártel de Jalisco Nueva Generación. Korzenie CJNG tkwiły w kartelu Milenio, operującym w zachodnich stanach, ale dopiero Nemesio Oseguera Cervantes, znany jako El Mencho, tchnął w tę strukturę nową energię. Były policjant, który znał mechanizmy państwowego aparatu, a przy tym zimny strateg, postawił na model odmienny od tradycyjnego. CJNG miał być machiną przypominającą nowoczesną armię - hierarchiczną, zdyscyplinowaną, korzystającą z technologii i propagandy niczym z kolejnych broni w arsenale. Ekspansja przyszła błyskawicznie. W ciągu zaledwie dekady CJNG rozlał się na ponad dwadzieścia stanów Meksyku, a handel narkotykami pociągnął daleko poza kontynent - do Europy, Azji i Australii. Organizacja wyprzedziła epokę, łącząc trzy elementy: chłodną logistykę, medialny terror i produkcję syntetyków. Marihuana i kokaina - dotąd fundament - stały się dodatkiem, a ich miejsce zajęły metamfetamina i fentanyl, towary łatwe w produkcji i niewyobrażalnie bardziej dochodowe. CJNG zasłynęło z brutalności, lecz to, co je wyróżniało, to spektakl przemocy. Konwoje opancerzonych ciężarówek przypominające kolumny wojskowe, bojownicy w pełnym rynsztunku, egzekucje rejestrowane i rozpowszechniane - wszystko miało jeden cel: wywołać strach, zamienić przemoc w mit, a mit w narzędzie dominacji. Była to siła nie tylko fizyczna, lecz symboliczna. Sam El Mencho pozostaje w ukryciu, jest niemal legendarną postacią, której twarz znają nieliczni. Pod jego dowództwem CJNG przeobraził się z kartelu w twór o ambicjach quasi-państwowych - z własną armią, systemem kar i nagród, wpływem na społeczności, kanałami prania pieniędzy i aparatem terroru. To nie był już kartel w klasycznym znaczeniu, lecz projekt nowej ery, epoki nie pól makowych i mułów, a laboratoriów chemicznych, globalnych szlaków finansowych i totalnej kontroli informacyjnej. CJNG stało się synonimem ewolucji - twarzą brutalnego, nowoczesnego imperium, które rośnie na oczach świata. „Los Arañas: samobójcza wyprawa czy pierwszy krok ku niezależności?” W tle wszechobecnych gangsterskich porachunków, wymian ognia między "szukającą" baronów armią meksykańską, nieoficjalnie wspieraną przez amerykańców, a samymi narko-baronami zdolnymi w swoim mniemaniu przesuwać góry, swoje raczkujące kroki stawiał nowy gracz - dotychczas znajdujący się w strukturach CJNG, posiadający przy tym nieugaszony ogień pełen ambicji - Gilberto Garza Chavez, który chcąc błysnąć w swoim środowisku, a przede wszystkim wykazać się przed swoimi zwierzchnikami zdecydował się na nieszablonowy krok i bez zgody swoich przełożonych postanowił opuścić słoneczne Veracruz, by otworzyć nowy punkt mogący w przyszłości stać się kolejnym centrum dystrybucyjnym w kartelowskiej talii kart po drugiej stronie granicy. Miejsce to finalnie opuszczone przez zetas jawiło się jak nowy Eden, raj znajdujący się nieopodal granicy między Kaliforniami, który można jednocześnie zalać wszelkimi środkami odurzającymi, jak też wyprać pochodzący z nich papier. Pomysł ten zrodził się w głowie Gilberto w nietypowym dla niego momencie. Zapędy El Mencho zesłały na jego głowę szwadrony nieprzekupionych wojaków z armii, którzy w ferworze gniewu i poczucia obowiązku posyłali bandytów stojących po stronie bezprawia wprost w objęcia śmierci. Ten nie pozostawał dłużny i odpowiadał tym samym lekarstwem, którym próbowano wyleczyć jego - lecząc wojowników opozycji z symptomów braku ołowiu w ich organizmie. Rok do roku walki pochłaniały ogromne ilości osób, często nawet bogu ducha winnych cywili, by w wyniku źle przeprowadzonej operacji, gdzie zawiódł "wywiad" śmierć poniósł mentor Garzy, który padł poszatkowany kulami tuż obok Gilberto. W tamtym momencie, zaraz obok myśli mówiącej o konieczności ucieczki pojawił się przebłysk idei, zesłanej na niego przez Boga, w której podobny los może nie spotkać Garzy, gdy tylko opuści Meksyk i przestanie poniekąd brać udział w niekończących się walkach. Pomysł ten zrodził się prawdopodobnie nie bez powodu, w końcu w Meksyku głośno było o pozostawionym przez Zetas wakacie w Los Santos. Poniekąd nietypowa myśl, której chęć realizacji wyciągnęła Garzę z rąk śmierci przy swoim przyjacielu z góry spisana była na trudności w realizacji, w końcu pozycja faceta nie była mocno ugruntowana, z pewnością jego przełożeni znaleźliby kogoś kto w ich mniemaniu, jak też przy ich środkach byłby w stanie przejąć tą okolicę w zatrważająco szybkim czasie. W krótkiej i zaskakująco zabójczej w skutkach dla Gilberto rozmowie ze swoim przełożonym Armando "Pepe" Calderon, w której jego pomysł został jednocześnie wyśmiany, oraz zaakceptowany przez postawionych wyżej od niego. Mimo wydawałoby się akceptacji po obietnicach złotych gór i odciskach dłoni w chodnikach znajdujących się w Alei Gwiazd, pomysł Garzy został brutalnie potraktowany - szefostwo mimo przychylnego głosu względem akceptacji, zdecydowali że nie wyłożą środków na wydawałoby się intratną ideę, zamiast tego chcą zobaczyć, jak te złote góry zdobywa sam. Pepe prześmiewczo skwitował na sam koniec pomysł Gilberto twierdząc, że będzie mógł teraz w rzeczywistości snuć wizje przejęcia miasta w najbardziej cywilizowanym kraju świata, jak też tworzyć sieci kontaktów, jak pająk - od niechcenia nazywając świeżo formujący się oddział Los Arañas - co przylgnęło do nich jak łatka. Decydując się na swego rodzaju samowolkę Gilberto postanowił wraz z garstką wiernych jego planowi osób, wybrać się na samobójczą podróż do Los Santos i tam zaznaczyć swoją obecność, finalnie rozpoczynając kolejny rozdział w historii swojego życia.
  6. Ludzkość do zawsze była powiązana z przeróżnego rodzaju kradzieżami, kradnąc nawet jabłko, które przeznaczone było dla Bogów tylko po to, aby poczuć obłędny i niezapomniany smak życia, który choć raz poczuty będzie czymś czego będzie się chciało nieustannie. Jednakże mimo szybko popełnionego przestępstwa w biblii ludzi do wszelkiego rodzaju kradzieży pchają różne czynniki - u jednych będzie to konieczność przez głód wynikający z zanikającego stanu materialnych rzeczy, inni mogą być kleptomanami, a jeszcze inni mogą być żądnymi forsy i adrenaliny skurwielami dla których kradzież to zwykły biznes na którym się dorabiają porządnych pieniędzy. Choć tego rodzaju przestępstwa popełniane są na całym świecie to i tak najczęściej można usłyszeć w wiadomościach o jednym, szczególnym na złodziejskiej mapie miejscu w którym do różnego rodzaju przestępstw z zamiarem kradzieży dochodzi codziennie z wielokrotnością, której w każdym innym przypadku pozazdrościłby każdy. Mowa o miejscu na zachodniej półkuli Ameryki Północnej, Los Angeles - potocznie nazywanym miejscem aniołów, które jak wynika z raportów policyjnych w rzeczywistości przepełnione jest różnego rodzaju demonami czającymi się w ludzkich ciałach. Jako jedno z miejsc, które od wielu lat zajmuje czołowe pozycje w tego typu przestępstw dosyć często wybierane jest przez przestępców na punkt w którym będą przeprowadzali teraz swoje niecne działania. Dosyć często przy tym aktywność tych przestępców w mieście nieustannie łączonym z kinematografią przypomina filmy, jakie są tam też kręcone, czego przykładem może być zuchwały napad z 2024 roku, gdzie złodzieje napadli na firmę zajmującą się przechowywaniem i zbieraniem utargów z rejonu San Fernando Valley w CA - co przypominało film z Jasonem Stathamem o podobnej tematyce. I choć z biegiem lat można zauważyć odnotowane spadające słupki z wskaźnikami, które pokazują ilość przeprowadzanych napadów rocznie to złodzieje nie przestali maczać swoich palców w tej dziedzinie, jedynie zaczęli bardziej dopracowywać swoje plany i przeprowadzać je na osobach czy działalnościach z których wyciągną większe pieniądze, przestając powoli żerować na biednych. W końcu nikomu nie opłaca się iść siedzieć za $1000, a sto tysięcy czy milion brzmią już bardziej kusząco.
  7. Zmieniłem na wejście z drugiej strony. W zamyśle ta siłownia ma częściowo być jakby zrobiona w magazynie (część gdzie będzie ring do trenowania, jak też ławeczki z resztą osprzętu) co zapewni nieco surowy wygląd z wspornikami na suficie.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę. Warunki użytkowania Polityka prywatności Regulamin