Skocz do zawartości
 
GRACZY ONLINE

dzonny

Gracz
  • Postów

    131
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez dzonny

  1. Wszystko zaczęło się w Tulsie, w stanie Oklahoma. Mieście, którego nikt nie odwiedza bez powodu, a jeszcze mniej osób chce w nim zostać. Kurz, stare auta na cegłach i zapach spalonego tłuszczu unoszący się z podwórek, gdzie dzieci zamiast zabawek dostawały cegły na sznurku i puste butelki po piwie. W takim otoczeniu dorastali Barty, Bonnie i Bobby – trójka rodzeństwa, dla których dzieciństwo było bardziej karą niż etapem życia. Ojciec był ojcem tylko z nazwy. Pił od rana do rana, pędził bimber w szopie, a żeby móc się zabawić strzelał do zwierząt sąsiadów. Części do swoich samoróbek pozyskiwał od ludzi, których imion i nazwisk nigdy nie chciał poznać i nie poznał. Był brutalny, zimny i nieprzewidywalny. Każdy problem rozwiązywał agresją, a każde potknięcie dzieci kończyło się ich płaczem i bólem. Nie bił z nienawiści. Bił z bezsilności – bo sam nie znał innej formy komunikacji. Ich matka za to była w domu tylko duchem. Całymi dniami siedziała w jednym miejscu, odurzona lekami, które miały ją "uspokajać", a w praktyce odcinały od otaczającej ją smutnej rzeczywistości. Nie rozmawiała, nie patrzyła, nie czuła. Gdy ojciec krzyczał i bił – nie reagowała. Gdy dzieci płakały – nie słyszała. Z czasem, rodzeństwo zrozumiało, że jeśli chcą przeżyć, muszą dorosnąć w ekspresowym tempie. W wieku, w którym inne dzieciaki uczą się wiązać sznurowadła, oni uczyli się jak kraść jedzenie z pobliskiej knajpy. Gdy inni pracowali na stacjach benzynowych, oni testowali pierwsze, stworzone przez nich mieszanki leków, które imitując znane im narkotyki miały przynieść szybki zysk. Całość warunkowała nie ciekawość, a potrzeba – potrzeba wolności, ucieczki od codzienności, potrzeba przeżycia. Nigdy nie nauczyli się marzyć. Czasem tylko im się śniło, żeby w końcu nie musieć się bać, co przyniesie kolejny dzień. Po śmierci rodziców uznali, że jedynym sposobem na zmianę czegokolwiek jest wyjazd. Los Santos było kolejnym miastem, w którym mieli nie zagrzać miejsca zbyt długo. Kolejny punkt na mapie, który pozornie wydawał się obietnicą czegoś lepszego. Ciągle za czymś gonili. Gonili za czymś, czego nie znali i czego nie potrafili sobie nawet wyobrazić. Większe miasto, więcej pieniędzy, nowe możliwości. Spakowali się bez sentymentów – żadne z nich nie oglądało się za siebie. Przyjechali nie po to, żeby zacząć od nowa. Przyjechali po to, żeby robić to samo, z nadzieją na jakkolwiek lepsze jutro. Bonnie Bubba — 36 lat. Kobieta o twardym charakterze, której życie nigdy nie dało taryfy ulgowej. Wychowana w środowisku skrajnie dysfunkcyjnym, musiała przedwcześnie dorosnąć i zmierzyć się z otaczającą ją rzeczywistością. Gdy inni byli przygotowywani do dorosłego życia, ona już pełniła rolę opiekunki dla swoich młodszych braci — Barty'ego i Bobby'ego. Od najmłodszych lat to właśnie ona trzymała rodzinę w ryzach, zastępując matkę i ojca, których nieobecność była bardziej dotkliwa niż ich obecność kiedykolwiek mogłaby być. Ciężar odpowiedzialności i codzienne zmagania z przemocą, biedą i brakiem perspektyw zmusiły ją do szukania ujścia emocji. Znalazła je w seksie, używkach i sztuce — trzech żywiołach, które pomogły jej przetrwać i nie zwariować. Z czasem zaczęła rysować, a później tatuować, początkowo na swoich braciach, a później na okolicznych ćpunach nieliczących się ze swoim ciałem i tym, co się na nim znajdzie. Od zawsze tworzyła dla czystej pasji - z uwagi na brak wykształcenia i niewyrobioną kreskę nie była w stanie znaleźć pracy w żadnym, posiadającym jakąkolwiek ludzką renomę studio. W wieku nastu lat porzuciła legalną formę zarobku jako kelnerka w jednym z barów sąsiadujących z ich domem i zaczęła się prostytuować. Początkowo obsługiwała klientów okolicznych stacji benzynowych, by później oddawać się komukolwiek, kto nie miał w portfelu przeciągu. Wielokrotnie padała ofiarą przemocy, zarówno fizycznej jak i psychicznej. Bonnie to kobieta o krzepkiej posturze, silna fizycznie i psychicznie. Zawsze była „solidną babą” — kimś, na kim można polegać, ale też kimś, kogo nie należy lekceważyć. Ma cięty język, zero cierpliwości dla hipokryzji i jeszcze mniej dla ludzi, którzy udają kogoś, kim nie są. Jest lesbijką, ale nie identyfikuje się z mainstreamową kulturą queer. Gardzi sztucznością i pretensjonalnością. Dziewczyny, które według niej udają kogoś lepszego lub szukają atencji, nazywa z pogardą wieloma niewybrednymi epitetami. Bobby "Bob" Bubba — 30 lat. Najmłodszy z trójki rodzeństwa, dorastał w cieniu Tulsy, gdzie zgnilizna społeczna przesiąka człowieka na wskroś. Autystyczny, dyslektyczny, dysgraficzny, daltonista — od zawsze na marginesie, od zawsze wyśmiewany, od zawsze inny. W świecie, który nie potrafił go zrozumieć, a jeszcze chętniej z niego szydził, Bobby od dziecka funkcjonował na własnych zasadach, we własnym rytmie. A gdy nie mógł się dostosować — otaczający go świat robił wszystko, by go złamać. Nie udało się. Nie mówi za dużo, przy obcych praktycznie wcale, ale jak już się odezwie — nie przebiera w słowach. Albo cię kocha, albo cię nienawidzi. Nie ma stanu pośredniego. Uczył się życia na własną rękę, przetwarzając rzeczywistość po swojemu. Litery uciekały mu z kartek, kolory się mieszały, ale myśli miał zawsze ostre jak brzytwa. Dosłownie. Bobby ma obsesję na punkcie śmierci. Jego pasją, z której nikt nie potrafi go wyleczyć, są autopsje martwych zwierząt — głównie szopów, wiewiórek i kotów potrąconych przez samochody. Nie dla zabawy, nie dla chorej fascynacji — ale z potrzeby zrozumienia tego, czego nie pojmuje: końca, nieuchronności, tego momentu, kiedy coś się po prostu wyłącza. Siostra wbiła mu do głowy, żeby zawsze gonił za pieniędzmi. Wychowany w skrajnej nędzy nigdy nie nawykł do pełnego brzucha. Nie rozumiał po co, ale robił wszystko, aby przynieść do domu jak najwięcej bezwartościowych dla niego banknotów. Z wiekiem zrozumiał jak ważne jest, aby móc przeżyć kolejny dzień bez zamartwiania się o pustą lodówkę. Zawsze był blisko ze swoją siostrą, która, z uwagi na jego nieporadność, robiła wszystko, aby świat był dla Bobbiego miejscem do życia. Stała się dla niego najważniejszą osobą w życiu. Jest z nią nierozłączny - tam gdzie Bonnie, tam i Bobby. Ma tylko ją i nie potrafiłby bez niej żyć, a nawet podetrzeć dobrze swojego tyłka. Łączy ich specyficzna, znana tylko im więź. Bobby nie do końca rozumie relację, w której jest z Bonnie — niejednokrotnie będąc odurzonym przystawiał się do niej, by później wyżyć się w kiblu mając jej obraz w swojej wyjątkowej głowie. Rodzeństwo przyjechało do Los Santos w 2025 roku, traktując miasto jako kolejny punkt na swojej wciąż odkrywanej mapie Stanów Zjednoczonych. Los chciał, że zatrzymali się na Vespucci — obszaru kontrolowanego pozornie przez białych supremacjonistów. Wynajęli wspólny pokój — ciasny i obskurny, lecz wystarczający, by zasnąć bez strachu o swoje życie. Niedługo po przyjeździe Bonnie stała się ofiarą brutalnej napaści przez czarnoskórych nastolatków na plaży Vespucci. Zaatakowana i pobita do nieprzytomności, szybko zrozumiała, jak funkcjonuje się w Los Santos. Razem z bratem, zdesperowani, by mieć co jeść, ruszyli w miasto, odwiedzając kolejne lokale i firmy, które ogłaszały wówczas nabory. Każda rozmowa kończyła się porażką i wytykaniem ich palcami. Ich wygląd, pochodzenie, brak ogłady — wszystko to zamykało przed nimi kolejne możliwości podjęcia legalnej pracy. W końcu udało im się zatrudnić w jednej z większych firm taksówkarskich w Los Santos. Wydawało się, że osiągnęli upragniony cel, jednak rzeczywistość okazała się zupełnie inna. Legalna praca była dla nich zbyt wymagająca, zbyt nużąca i zbyt trudna. Obowiązek noszenia koszuli i spodni w kant — dla Bonnie, dziewczyny żyjącej dotychczas w dwóch ubieranych na przemian parach jeansów — były nie do przeżycia. Autystyczny Bobby w garniturze przypominał raczej karykaturę człowieka niż profesjonalnego kierowcę. Pewnego czerwcowego wieczoru los znowu ich zaskoczył. Spotkali grupę lokalnych watażków — byłych członków klubu motocyklowego, prowadzących konkurencyjną firmę taksówkarską. Przypadkowe spotkanie przerodziło się w znajomość, a znajomość we wspólne interesy. Bonnie szybko wyczuła okazję. Perspektywa łatwego zarobku przeważyła nad rozsądkiem. Weszła z nimi w konszachty, które stały się początkiem historii, jaką możemy dzisiaj obserwować.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę. Warunki użytkowania Polityka prywatności Regulamin