Skocz do zawartości
 
GRACZY ONLINE

nossu

Gracz
  • Postów

    102
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    1

Treść opublikowana przez nossu

  1. Kiedy mówi się o migracji zwykle na pierwszym planie pojawiają się obrazy ludzi szukających lepszego życia próbujących uciec od biedy, wojen czy zwykłej beznadziei związanej z trudnością zbudowania przyszłości. Mało kto zastanawia się jednak co dzieje się z nimi później kiedy pierwszy zachwyt nad nowym krajem mija i zaczyna się codzienność. A ta bywa brutalna. Imigranci bardzo często trafiają na społeczny margines nie dlatego że tego chcą, ale dlatego że system do którego próbują się dopasować od początku traktuje ich jak obcych. Problemy z językiem, brak stabilnej pracy, mieszkania w biedniejszych dzielnicach, nieufność lokalnej społeczności; wszystko to sprawia że droga do normalnego życia wydaje się znacznie dłuższa i trudniejsza niż obiecywano. Wtedy właśnie wielu z nich zaczyna szukać innych rozwiązań takich które pozwolą w szybki sposób zdobyć pieniądze, szacunek czy choćby poczucie kontroli nad własnym losem. Dla jednych jest to tylko chwilowa pokusa dla innych początek całego nowego rozdziału. Nielegalny biznes często jawi się w takich sytuacjach nie jako wybór ale jako konieczność. Gdy legalna praca oznacza wyzysk a instytucje zamiast pomagać odpychają, alternatywa staje się kusząca. To dlatego w wielu państwach zachodnich można zauważyć że właśnie imigranci stanowią większy odsetek osób wchodzących do świata przestępczego. Nie chodzi o to że są bardziej skłonni do zła, ale o to że granica pomiędzy przetrwaniem a ryzykiem bywa u nich znacznie cieńsza. Kiedy w grę wchodzą pieniądze, szybka akceptacja środowiska czy możliwość zbudowania własnej pozycji tam gdzie wcześniej było tylko odrzucenie, decyzje które z boku mogą wyglądać jak bezmyślne z ich perspektywy wydają się logiczne. Takie realia tworzą grunt pod historie jednostek które w inny sposób nigdy nie miałyby okazji się rozwinąć. W cieniu wielkich miast, w mieszkaniach gdzie języki i kultury mieszają się jak zapachy w kuchni sąsiadów rodzą się charaktery zahartowane przez samotność, upokorzenia i brak szans. I właśnie w tych miejscach pomiędzy światłem legalnego życia a mrokiem którego nikt oficjalnie nie chce widzieć zaczynają się losy ludzi którzy zamiast czekać na cud wybierają własną drogę nawet jeśli prowadzi ona donikąd. Renske Westhuizen urodzona 9 luty 1999 roku w Rotterdamie, zamieszkała jego granic, a dokładniej portową dzielnicę Pernis. Wychowująca się w niepełnej rodzinie z racji iż, jej rodzice rozstali się, kiedy była jeszcze dzieckiem, a ojciec szybko zniknął z jej życia i nigdy nie wrócił. Nie czuła jednak przez to pustki, raczej nauczyła się, że jeśli czegoś chce, to musi sama o to zadbać. Ojciec był holendrem, szarym pracownikiem lokalnego portu, miłośnikiem napoi z wysokim voltażem i okolicznycznych dziwek, matka natomiast była Amerykanką, która emigrowała ze Stanów Zjednoczonych w celach edukacyjnych, los zechciał iż zakochała się w ojcu Renske, ożeniła się z nim i wydała na świat dziewczynę. Po rozwodzie, matka robiła, co mogła, żeby córka miała w miarę normalne dzieciństwo, ale ciągła praca i zmęczenie sprawiały, że Renske bardzo wcześnie musiała radzić sobie sama.Inne dzieci mogły się bawić i przejmować błahostkami, spędzać czas ze swoimi szczęśliwymi rodzinami, a ona zamiast tego obserwowała ludzi i szybko wyczuwała, kiedy lepiej siedzieć cicho, a kiedy się odezwać. W szkole radziła sobie poprawnie, ale nigdy nie przykładała się do przedmiotów, które uważała za stratę czasu, nie dlatego że była głupia, dziewczyna uznała że podążanie za niepotrzebnym materiałem który system kazał jej przyzwajać, jest totalnie bezsensowne. Najbardziej lubiła języki - angielski wchodził jej łatwo, bo miała z nim styczność nie tylko w klasie, ale i w codzienności: muzyka, filmy czy rozmowy w wielokulturowym Rotterdamie dawały jej przewagę, którą później wykorzystała w dorosłym życiu. Nie potrzebowała światła reflektorów, stanie z boku i przyglądanie się otaczającemu jej światu, było dla niej prawdziwym błogosławieństwem. Dzięki temu unikała wielu problemów, w które pakowali się jej rówieśnicy. To też sprawiło, że gdy pojawiła się okazja wejścia w świat, do którego nie każdy miał dostęp, od razu potrafiła się w nim odnaleźć. Zmieniło się to w okresie nastoletnim, kiedy poznała starszego od siebie faceta związanego z Bandidos MC. Na początku podchodziła do tego z fascynacją - imponowało jej jego podejście, pewność siebie i to, że należał do środowiska, które było surowe, twarde, ale jednocześnie pociągające. Z czasem wciągnęło ją to coraz bardziej. Świat motocyklistów nie był zwykłą zabawą. Chaos mieszał się tam z zasadami, brutalność z lojalnością, a słowa naprawdę coś znaczyły. Renske zaczynała od małych rzeczy - przewoziła paczki, ogarniała spotkania, dbała o drobne kontakty. To nie były akcje rodem z filmów, tylko zwykłe zadania, dzięki którym budowała swoją pozycję i zdobywała zaufanie. Z biegiem czasu zaczęła widzieć więcej i rozumieć, jak naprawdę działa to środowisko. Trafiła nawet na ludzi zajmujących się produkcją narkotyków - początkowo była tam tylko po to, by pomagać w zapleczu, ale obserwując wszystko z bliska, nauczyła się podstaw. Widziała, jak wygląda proces, jak łatwo można coś spartaczyć i jak ważna jest kontrola jakości. Nie stała się ekspertem, ale wyniosła z tego wiedzę, której inni na jej miejscu nigdy by nie zdobyli. Kiedy w 2017 roku holenderski sąd zdelegalizował Bandidos MC i uznał ich działalność za niezgodną z prawem, dla wielu osób był to koniec pewnego etapu. Kluby się rozpadały, kontakty gasły, ludzie znikali. Dla Renske nie było to jednak powodem, by się wycofać - potraktowała to raczej jako ostrzeżenie, o tym że świat, który znała, już się zmienia, że ten świat za chwilę zniknie, że to odpowiedni moment na znalezienie nowej przystani, bezpieczniejszej przystani. Ten moment otworzył jej oczy, przypomniał jej o możliwościach które dała jej krew którą nosi we własnych żyłach, o tym by wyjechać do Stanów, korzystając z amerykańskiego obywatelstwa które odziedziczyła po matce. Nie przerażała ją bariera językowa, z racji iż angielski miała w małym palcu, a Rotterdam od zawsze był miejscem, które dusiło ją ciężarem uczucia zamknięcia, czuła że to miejsce podcina jej skrzydła. Jeszcze przed wyjazdem, w czasie krótkiego pobytu w Amsterdamie, poznała Craiga Aslana - syna libijskich imigrantów z Los Santos, który odwiedzał wtedy Holandię. Nie spędzali ze sobą długich godzin, ale od razu złapali kontakt, bo oboje byli z zewnątrz, oboje czuli, że nigdy do końca nie pasowali do świata, w którym żyli. Renske dostrzegła w nim kogoś, kto też potrafił patrzeć na ludzi z dystansem, nie wierząc w łatwe słowa ani obietnice. Rozmawiali, wymieniali doświadczenia, a później jeszcze kilka razy przypadkowo się spotkali. Nie byli przyjaciółmi w klasycznym sensie, ale ich relacja była szczera - jedno wiedziało, że drugie nie sprzeda go za byle co. Ta nić porozumienia sprawiła, że kiedy Renske zaczęła myśleć o Stanach, wiedziała, że w Los Santos jest ktoś, kogo może tam spotkać i kto rozumie, przez co przeszła. Wyjazd do Ameryki był dla niej początkiem nowego rozdziału. Nie traktowała tego jak ucieczki, bo wcale nie zamierzała porzucić przeszłości - przeciwnie, chciała ją wykorzystać. W głowie miała już plan, a dawne doświadczenia tylko podsycały jej determinację. Wiedziała, że teraz nie ma już odwrotu - to życie było jej wyborem, a nie przypadkiem. Wszystko inne było tylko tłem dla drogi, którą sama postanowiła iść. Craig Aslan urodził się i wychował w Los Santos, w rodzinie imigrantów z Libii. Jego rodzice prowadzili przeciętne życie - bez luksusów, ale też bez skrajnej biedy. To dawało mu względną stabilność, choć Craig od zawsze czuł się trochę inaczej niż inni. Jego karnacja i pochodzenie często stawiały go na marginesie społecznym, co wywoływało w nim zarówno bunt, jak i frustrację. Od najmłodszych lat miał świadomość, że świat nie jest dla niego prosty. Ludzie patrzyli na niego z dystansem lub nieufnością, co sprawiało, że Craig był bardziej zamknięty w sobie i zdystansowany. Jednak emocje nie zawsze dawały się okiełznać - potrafił być impulsywny, a narastające uczucie odrzucenia popychało go do decyzji, które nie zawsze były rozsądne. Najważniejszą postacią w jego życiu od dziecka był T. Tarver - chłopak z sąsiedztwa, który nigdy nie oceniał go przez pryzmat pochodzenia. To on przełamał mur nieufności Craiga i stał się kimś więcej niż przyjacielem - był jego bratem, powiernikiem, a z czasem również partnerem w interesach. To właśnie Tarver wciągnął Craiga do półświatka i otworzył mu drzwi do struktur Rock Machine MC. Craig nigdy nie był tym, który rozdaje karty - raczej wsparciem z zaplecza, lojalnym, dyskretnym, skupionym. Pomagał Tarverowi odbierać części broni, składać je i przygotowywać do dalszej dystrybucji. Ich współpraca była oparta na zaufaniu, które w tamtym świecie było rzadkością. Tarver próbował czasem tonować impulsywność Craiga, ale obaj wiedzieli, że jeśli któryś się potknie - drugi wyciągnie rękę. Przynajmniej tak im się wtedy wydawało. Z czasem Craig zyskał pozycję człowieka od logistyki - dbał o kontakty, dostawy i płynność działań. Jednak nie był nieomylny. Pod koniec swojej działalności został zatrzymany przez policję - w jego samochodzie znaleziono dwa karabiny HK416 oraz przerobioną strzelbę. To nie był efekt wielkiej zdrady, a raczej seria drobnych błędów i zbyt dużej pewności siebie. Aresztowanie Craiga poważnie nadszarpnęło struktury lokalnego chapteru Rock Machine MC, który zaczął się rozpadać. Craig stracił kontakt z klubem, a jego pozycja przestała mieć znaczenie. Po wyjściu z więzienia Craig nie traktował już nikogo jak przyjaciela. Ludzie wokół niego byli po prostu biznes partnerami, znajomymi twarzami. Walczył sam ze sobą - z demonami, które nie dawały mu spokoju. Z jednej strony widział szansę na legalne życie, z drugiej - ciągnęło go do nielegalnego świata, który znał najlepiej. Ta walka trwała w nim, bez jasnej odpowiedzi. Coraz częściej sięgał po środki odurzające, próbując zagłuszyć myśli i emocje, które nie dawały mu spokoju. Uciekał w to, co chwilowe i intensywne, szukając sposobu na wyciszenie chaosu w głowie. Substancje stawały się dla niego nie tyle ucieczką, co koniecznością - brutalnym sposobem na stłumienie bólu, frustracji i samotności, które zaczęły go powoli pochłaniać. W tym chaosie znalazł jednak pewne wytchnienie przy Renske. Nigdy nie myślał o niej w kategoriach miłości czy głębszych uczuć - nie było między nimi nic takiego. Mimo to, sama jej obecność działała na niego kojąco, była czymś, co potrafiło podnieść go na duchu w momentach, gdy wszystko inne zdawało się rozpadać. Renske była cicha, spokojna, nie wymagała niczego, a jednak jej bliskość dawała mu poczucie stabilności, której tak bardzo potrzebował, choć sam nie potrafił tego do końca przyznać. Być może w niej widział odbicie Tarvera - albo może sam stworzył ją w swojej głowie jako namiastkę tego, co utracił. W każdym razie, Renske stała się dla niego kotwicą, której nie potrafił porzucić, nawet jeśli nie potrafił w pełni zrozumieć, dlaczego. Klub, który kiedyś znał, się rozpadł. Nie miał już z nikim kontaktu z starej bandy, poza Tarverem. Relacja między nimi była daleka od tego, co kiedyś ich łączyło. Spotykali się czasem, bez żadnych interesów - po prostu żeby razem posiedzieć, zapalić, pomilczeć. W tych chwilach wspomnienia wracały, ale było to już coś zupełnie innego. Craig nigdy nie próbował wciągnąć Tarvera z powrotem do biznesu. Wie, że tamten nie chce mieć z tym nic wspólnego. A Tarver, choć nigdy nie mówi tego wprost, daje jasno do zrozumienia, że przeszłość zostawił za sobą. Między nimi została tylko cisza dawnych rozmów, urwane żarty i niechętne „uważaj na siebie”. Kiedyś byli nierozłączni - dziś każdy idzie własną drogą. Ale gdzieś pod skórą, w cieniu starego braterstwa, tli się coś, czego żadna zmiana nie potrafiła do końca zabić. Powrót do przestępczego życia nie wpłynął na niego zbyt mocno. To było coś, co robił przez większość swojego życia. Najbardziej bolała go jednak zdrada Tarvera - utrata przyjaciela, który był dla niego kimś więcej niż tylko kompanem. Stracił też kilka lat w więzieniu i praktycznie nie miał już nic do stracenia. Dziś działa z kilkoma graczami z zorganizowanych grup, których sprzęt i kontakty dają mu względną przewagę. Nie szuka przyjaźni ani wsparcia, tylko realizuje swoje cele - po prostu stara się przetrwać i utrzymać to, co mu jeszcze zostało. Informacje Out Of Character Cześć, wychodzimy do Was razem z @moneytalks, z projektem Freelancerów, tak jak opisane wyżej w temacie, chcemy skupić się na kreowaniu losów emigrantów działających w przestępczym świecie San Andreas. Planujemy powoli piąć nasze postacie w górę, przy tym rozwijać już istniejące ich wątki, z racji iż postać Craig Aslan jest już zanurzona w półświatku będąc ex-member upadłego chapteru Rock Machine Motorcycle Club. Planujemy ukazać w temacie życie naszych postaci, ich "rozwój" w przestępczym półświatku pełnego nocnego życia Los Santos. Chcemy skierować nasze postacie w kierunku małych ryb, zajmujących się drobnymi przestępstwami, jak na przykład przemytami, czy transportem kontrabandy dla klienta, by z czasem zacząć coś znaczyć jako dystrybutorzy kontrabandy, jak to wyjdzie? Wszystko okaże się w grze, o ile dostaniemy takową szansę aby zaprezentować się w niej.
  2. “W wielu jurysdykcjach personel szpitala ma zazwyczaj obowiązek powiadomienie organów ścigania o ranach postrzałowych, nawet jeśli pacjent odmawia współpracy. Ten wymóg zgłaszania wprowadzono, aby pomóc organom ścigania w prowadzeniu dochodzeń w sprawie potencjalnych przestępstw i zapewnić bezpieczeństwo publiczne. Chociaż szczegółowe przepisy mogą się różnić w zależności od lokalizacji, ogólna zasada jest taka, że GSW jest urazem podlegającym zgłoszeniu.” Podziemna, a zarazem - nielegalna medycyna, to nie fikcja którą karmią nas filmy kina akcji prosto z Hollywood - to rzeczywistość. Często tańsza, szybsza i cicha - nie koniecznie zawsze skuteczna, ale wystarczająco dobra, by utrzymać kogoś przy życiu przynajmniej do następnego dnia. W wielu sytuacjach, osoby które decydują się na skorzystanie z tego typu pomocy, to osoby które nie mają wyjścia, a ich wybór ogranicza się do skorzystania z pomocy lewego lekarza, albo pożegnania się z życiem na ziemii. SCALP to 25 letni amerykanin urodzony w Los Santos. Jego życie było szare, zwykłe - cóż, może nie wywodził się z bogatej rodziny, mimo to - sytuacje w której nie było jakiejkolwiek gotówki - były rzadkością. Jego dziecięce życie było pełne marzeń, chciał nieść pomoc innym - żołnierz, policjant, strażak - to były jego początkowe typy, aż do czasów nastoletnich - gdzie przez swoją pasję do książek, zainteresował się medycyną - zwariował na tym punkcie. Jego życie obróciło się o sto osiemdziesiąt stopni, zaczął wchłaniać w siebie wiedzę z różnorakich środków, co w konsekwencji spowodowało iż matka faceta zaciągnęła wysoki kredyt, który pozwolił jej pokryć studia dla syna. Całość toczyła się idealnie, aż do momentu gdy facet będąc na drugim roku studiów doznał wypadku poważnego wypadku, w którym ucierpiała jego kość - kość udowa - było to złamanie z przemieszczeniem. Po operacji facet wylądował w domu, ból był nie do zniesienia stąd też - przepisana została mu recepta na silne leki opioidowe o charakterze przeciwbólowym. Był ciekawy ich działania, wtedy też zaczął eksperymentować z ich dawkami - będąc studentem medycyny, był świadomy efektów które mogły czekać go przy zwiększeniu dawki. Z dnia na dzień uzależnienie faceta rosło, po powrocie na studia - nie zapomniał o błogości którą powodowały opioidy w jego organizmie - zaczął brać częściej, korzystał z dojść które pozwalały mu na zakup kolejnych dawek. Jak wiadomo - studenci w większości przypadków nie posiadają dużego zasobu portfela - on też go nie miał, ale - wiedział jak może sobie poradzić. Pewnego dnia po zajęciach postanowił włamać się do apteczki, skąd ukradł parę opakowań leków - wszystko by się udało, gdyby nie nakrył go jeden z profesorów. Ten został wyrzucony z uczelni. Od tego czasu, znikł - było mu wstyd spojrzeć w oczy rodziców, zapadł się pod ziemię nie pozostawiając za sobą żadnych śladów. Brak uprawnień nie powstrzymał go jednak od wykonywania zawodu, z braku gotówki czy miejsca w którym mógłby się zatrzymać - musiał znaleźć coś - co pomogłoby mu przetrwać na ulicy. Zaszył się w jednym z pustostanów przy Mirror Park - tam również złapał parę kontaktów oferując swoje usługi, pracując na kiepskiej jakości narzędziach, potrafił pozbyć się pocisku, czy udzielić pomocy osobie dźgniętej nożem - co równoznaczne było z wciągnięciem go w przestępczy świat - ponieważ, głównie dla takich osób świadczył swoje usługi. Jego praktyka to zlepek prowizorki i doświadczenia uzyskanego przez pracę na książkach - czy ćwiczeniach praktycznych dla studentów. Najważniejsze zasady którymi się kieruje to; gotówka z góry, zero dokumentacji, zero nazwisk. Nikt nie pyta o dyplom - większość pyta czy przeżyje.
  3. **Leander Lermontov czytając media przy porannej kawie dostrzegł swoje dane w wywiadzie. Zdziwił się zastanawiając się kiedy przedstawił się dziennikarzowi pełnym imieniem i nazwiskiem. Również zastanawia się, gdzie były jednostki Los Santos Police Department na scenie w pełni prowadzonej przez Sheriff's Department. Skrzywił się czytając o sobie, jako iż jest oficerem LSPD.** **Na maila kontaktowego redakcji, doszła wiadomość z prośbą o usunięcie jego personali z wywiadu - z racji iż nie wyraził zgody na publikowanie ich iż nie jest upoważniony do udzielania wywiadów, ponieważ nie jest rzecznikiem prasowym ze strony Sheriff's Department.**
  4. se słucham nominuje: @Hayloden@Toyer
  5. **Po przeprowadzeniu śledztwa przez detektywa 28 Stacji Davis, na dwójkę podejrzanych został nałożony nakaz aresztowania, ten również niedługo później został wykonany. Dwójka podejrzanych została zatrzymana i trafiła przed wymiar sprawiedliwości.**
  6. **Czy kradzież została zgłoszona przez właściciela pojazdu?** @vvs
  7. **Sprawa trafiła na biurko 28 Station Detectives.**
  8. A La Vie A La Mort 1813 Informacje wstępne Cześć, po czasie spędzonym w grze - mimo chęci rekrutacji nowych graczy za pomocą drogi IC, otwieramy ułatwienie na łapanie się z nami w grze, z racji iż to może być sporym utrudnieniem dla zainteresowanych graczy! A więc, poszukujemy nowych graczy którzy chętni będą dołączyć do wspólnej gry z nami, na starcie uprzedzę - nie potrzebuje graczy których głównym celem na grę będzie posiadanie panelu. Jeśli liczysz na to że dołączając na discord - automatycznie dostaniesz również panel, możesz szukać swojego miejsca gdzie indziej. Nie ma możliwości na wstąpienie do organizacji z ułatwionym startem, Wasza postać ma być kreowana od 0. Na ten moment nie szukam postaci które od samego początku są Prospectem bądź Nomadem. Czym się kierujemy? Postanowiłem że nasz styl gry będzie opierał się na zasadach modern MC, lekkie odejście od schematów - zrzucenie z siebie ciężaru którym jest SOAMC. Wasze postacie są młodymi facetami, liczy się dla Was styl - designerskie ciuchy, imprezy, zabawa. Ale przy tym nie porzucając całkowicie zasad którymi opiera się klub motocyklowy - dalej na pierwszym miejscu powinno być dla Was braterstwo i przestrzeganie zasad które narzuca klub. Wymagania co do postaci: Wiek - 21-29 lat, Kolor skóry - dowolny, Pochodzenie - dowolne, Płeć - tylko postać męska ma szanse na zostanie pełnoprawnie obszytym członkiem, Dodatkowa informacja; CZY GRAMY SKINHEADÓW/NEONAZISTÓW/BIAŁĄ SUPREMACJE? Nie, nie gramy. Więc dlaczego na kamizelkach irl są SS bolty i totenkopfy? A więc: Polityka rasowa klubu jest inkluzywna i obejmuje członków różnych grup etnicznych na całym świecie, w tym czarnoskórych. Mimo iż członkowie klubu często ozdabiają swoje kamizelki bądź inne reprezentatywne przedmioty podwójną błyskawicą Waffen SS, ma to na celu w głównej mierze oddanie szacunku dla korzenii historycznych klubu, a nie znaczenie rasowe tego symbolu, ze względu na dużą liczbę członków założycielskich będących częścia SS Motorcycle Club. Kolejnym znaczeniem tego symbolu w stylu członków RMMC jest wyraz buntu przeciwko normom społecznym, ponieważ uważa się, że społeczeństwo nakazuje, aby unikać tego symbolu, co sprawnie zachęca outlawsów do noszenia go. Jestem zainteresowany: Jeśli przekonało Cię powyższe i chciałbyś grać w naszym gronie, dołącz na discord - resztę formalności dokończymy już tam. Upewnij się że Twoje podejście do gry w organizacji jest j/w. Dzięki!
  9. La Linea to wyjątkowe miejsce, które od samego wejścia urzeka swoim niepowtarzalnym klimatem. Położona w malowniczym Morning Wood, tuż przy polu golfowym, restauracja stanowi doskonały wybór zarówno dla mieszkańców Richman, jak i gości z Vinewood Hills. To idealne miejsce dla osób ceniących luksus, wyśmienitą kuchnię i niebanalny wystrój. Wnętrze zostało dopięte na ostatni guzik, dbałość o każdy szczegół ukazuje nadaje wyjątkowości miejscu. Modernistyczny design harmonijnie łączy prostotę form w połączeniu z eleganckimi dodatkami, co tworzy idealne miejsce zarówno na romantyczną kolację we dwoje, ale też jest idealnym wyborem na spotkanie biznesowe. Całość Dopełniają duże okna które wpuszczają do wnętrza światło słoneczne, czy też ukazują piękno tutejszej architektury. Menu La Linea jest ucztą dla smaku i zmysłów, zaspokajając potrzeby prawdziwych fanów kuchni włoskiej. Każde danie przygotowywane jest ze starannie dobranych składników, co gwarantuje najwyższą jakość i świeżość. Przykładowe dania; -Risotto al Tartufo Bianco – kremowe risotto z białymi truflami -Tagliata di Manzo – delikatny stek z polędwicy wołowej podany na rukoli z płatkami parmezanu. -Spaghetti alla Carbonara – Pasta z dodatkiem żółtek jaja, guanciale, pecorino i świeżo zmielonego pieprzu. -Frittura di Mare – chrupiąca mieszanka owoców morza w lekkiej panierce Całość idealnie dopina bogata karta win, która obejmuje zarówno znane włoskie etykiety, takie jak Masseto, Barolo Riserva Monfortino czy Sassicaia, czy równie inne znane propozycje z lokalnych winnic. Nie mogłoby też zabraknąć klasycznych włoskich drinków i koktajli, jak wszędzie znany i tak samo lubiany Aperol Spiritz. Każdy znajdzie tutaj coś dla siebie! La Linea nie jest kolejnym prostym lokalem bez charakteru - jest miejscem, gdzie smak, otoczenie czy obsługa - jest dla Ciebie! Miejscem do którego wrócisz i nigdy go nie zapomnisz! Na co jeszcze czekasz? Odwiedź Nas! Lokalizacja; Lokal prowadzony jest przez niejakiego Atticus’a Sterlinga, presidenta lokalnego chapteru ROCK MACHINE MC. Facet kojarzony jest również z posiadania swojego klubu ze striptizem w samym sercu Mirror Park. Jego doświadczenie w prowadzeniu legalnego lokalu, oraz wpływy pozwoliły mu na założenie czegoś nowego, bliżej jego sercu. Miejsce jest kolejnym wpływem pieniężnym dla klubu motocyklowego, używane jest między innymi jako pralnia pieniędzy, jak również też jest najprostszym miejscem przesiadywania członków jednoprocentowca w którym Ci są często spotykani. Informacje Out Of Character; Cześć! Spotykamy się tutaj po raz kolejny, po połowicznie udanym strip clubie(którego nie planuje porzucić, a mam co do niego plany) startuje z nowym miejscem do gry dla mojej organizacji Rock Machine MC oznaczając go jako SPOT ORGANIZACJI! Naszego poprzedniego spotu używamy do dnia dzisiejszego, jednakże planujemy rozłożyć bardziej naszą rozgrywkę bliżej centrum rozgrywki - z powodu małej ilości interakcji z innymi graczami. IC nie widzę problemu z założeniem lokalu po drugiej stronie miasta, z racji iż gramy chapter na cały stan SAN ANDREAS - nie chcemy ograniczać się do gry w jednym miejscu. Aktywność będzie wysoka, a lokal będziemy otwierać praktycznie codziennie. To chyba tyle co mam na ten moment do powiedzenia - w razie nieścisłości - zapraszam DM! Wymagane informacje Out Of Character;
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę. Warunki użytkowania Polityka prywatności Regulamin