Skocz do zawartości
 
GRACZY ONLINE

Aiden2500

Gracz
  • Postów

    53
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez Aiden2500

  1. Old solutions are the best? Dążenie do usuwania zdrajców, przeciwników czy niepożądanych jednostek towarzyszy ludziom od wieków. W historii pojawiali się niezliczeni najemnicy i zabójcy, którzy uczynili z przemocy i bezwzględności fundament swojego życia. Rozkwit tej branży w Stanach Zjednoczonych rozpoczął się w głównej mierze w momencie rozwoju zorganizowanych grup przestępczych. Zlecenia morderstw w Stanach Zjednoczonych miały długą historię, zwłaszcza w związku z rozwojem przestępczości zorganizowanej. Początki tej działalności można utożsamiać z mafijnymi strukturami imigrantów włoskich i irlandzkich, które zyskały na znaczeniu na przełomie XIX i XX wieku. Jednak prawdziwy rozkwit tego „biznesu” przypadł na okres prohibicji, kiedy nielegalny handel alkoholem przynosił ogromne zyski, a konflikty między rywalizującymi grupami były rozwiązywane głównym towarem eksportowym Ameryki, podczas operacji pustynna burza. W drugiej połowie XX wieku, gdy La Cosa Nostra zaczęła słabnąć, na scenie pojawiła się nowa grupa, zajmująca się zleceniami – kartele i gangi uliczne. USA w latach 70. i 80 zmagało się z epidemią narkotykową, a kartele, takie jak kartel z Medellín i Sinaloi, wykorzystywały sicarios, do utrzymywania kontroli nad torami przerzutowymi dragów i zastraszania swoich przeciwników. Aktualnie sposoby zlecania morderstw również się zmieniły. Oprócz tradycyjnych mafii i karteli narkotykowych pojawiły się nowe metody, a w nich Darknet - Istna mekka, nielegalnej przedsiębiorczości świata. Umożliwiająca zamówienie zabójstwa w kilkanaście minut, co znacznie zwiększyło popyt na ten biznes. Dużą odnogą tego biznesu stały się teraz „prywatne zlecenia”, w których ludzie niezwiązani z półświatkiem, zamawiają takie usługi, by pozbyć się swoich rywali, lub innych przeciwników (zdradzających żon). Rozwój technologii sprawił, że tego rodzaju interesy stały się jeszcze łatwiejsze do wykrycia i zwalczenia. Przez co, teraźniejsze modus operandi kontraktorów musiało się zmienić i przejść przez szereg ewolucji, by zaczęło być znów opłacalne. Dzisiaj by stać się takim cynglem, nie wystarczy mieć pistolet i marzenie. Lecz szeroko zakrojoną siatkę kontaktów i pojęcie o temacie,w którym się operuje. Rok 2025. Dean Petterson wchodzi w struktury klubu motocyklowego spod szyldu Calaveras Rojas 1%.. Wprowadza go Gunnar Hernandez -lichwiarz z Vinewood, człowiek z klubową kamizelką i wystarczającą pozycją, by ręczyć za nowych ludzi. Dean jest jego narzędziem do egzekwowania długów. Pojawia się wtedy, gdy telefony przestają być odbierane, a obietnice tracą wartość. Jego zadaniem nie jest robienie hałasu, tylko doprowadzenie do zapłaty spokojnie, ale skutecznie. Najpierw rozmowa. Wyjaśnienie, ile zostało do spłaty i co się stanie, jeśli temat będzie dalej przeciągany. Z czasem organizuje własną sieć kontaktów i zleceniodawców do tego co potrafi zrobić, nie jest mediatorem. Jego rola polega na tym, żeby druga strona zrozumiała, czyja racja ma zostać przyjęta. Nie działa na oślep. Wybiera zlecenia ostrożnie i przyjmuje je tylko z polecenia. Sprawdza, kto zleca i kogo ma „przekonać”. Unika chaosu i spraw, które mogą ściągnąć niepotrzebną uwagę. Dla wszystkich obowiązuje ta sama zasada: Dean nie sprzedaje przemocy. Sprzedaje efekt.
  2. Rust & Gas Customs to warsztat położony w przemysłowej części El Burro Heights - dzielnicy, która od lat stanowi zaplecze brudnej, fizycznej roboty wschodniego Los Santos. To rejon, gdzie miasto dudni hałasem i zapachem spalin, zużytego oleju i spalonej gumy. Ulice są tu wąskie, nierówne i zapchane ciężarówkami, które dzień i noc rozwożą towar między magazynami, zakładami chemicznymi i złomowiskami. Część z nich jest po prostu utwardzoną glebą, bo “władze miejskie nie uwzględniły El Burro Heights w planie remontowym na 2025 rok”. Wokół stoją zniszczone budynki, rdzewiejące płoty i stare reklamy paliwowych firm, które dawno się stąd wyniosły. Warsztat mieści się w starym budynku po dawnej stacji obsługi ciężarówek. Na zewnątrz - blacha, beton i ślady po latach zaniedbań. W środku - względny porządek po swojemu: narzędzia poukładane w skrzynkach, na ścianach wiszą części, kable i przewody (no i wiadomo - plakaty gołych bab), a podłoga od dawna nie widziała mopa. Zamiast recepcji jest metalowy blat i taboret. Zamiast biura - mały pokój z lodówką, popielniczką i stosem rachunków z kilku zeszłych miesięcy. Wokół stoją stare magazyny, złomowiska i fabryki, a w nocy pojawiają się ludzie, którzy wolą działać z dala od centrum. To miejsce, które nikt nie wybiera przypadkiem - tu po prostu robi się robotę. Nie ma być ładnie - ma za to zapierdalać tak, jak nigdzie indziej. Warsztat prowadzi Tyler “Speed” Rourke - “lokalny, swój”. Facet z nizin, prosty, twardy, pracuje rękami i nie udaje nikogo, kim nie jest. Nie ma wykształcenia, ale zna każdą część silnika lepiej niż większość ludzi zna własną kieszeń. Zawsze w brudnym kombinezonie, z niedopałkiem w ustach, z robotą, której nikt inny nie chce się podjąć. Nie interesują go gadki o luksusie i elegancji - liczy się to, żeby maszyna działała i żeby klient zbyt wiele nie komentował. Rust & Gas Customs to warsztat dla ludzi pracy, nie dla bogaczy z Vinewood. W środku jest brudno, głośno i duszno. Na podłodze leży smar, w powietrzu czuć paliwo, a na ścianach wiszą stare narzędzia. Nie ma recepcji, cennika ani ładnych broszur. Klient przyjeżdża, mówi, czego potrzebuje, zostawia furę i wychodzi. Speed nie obiecuje cudów - robi, co trzeba, żeby auto jeździło szybciej, głośniej i dłużej. Oficjalnie warsztat zajmuje się naprawami, przeróbkami i customizacją samochodów i motocykli. Robią wszystko - od wymiany silnika po spawanie karoserii. Jak dobrze zapłacisz, to Speed sklei ci jedno auto z trzech wraków. Nie ma rzeczy niemożliwych - jest tylko stawka do ustalenia. Po godzinach sprawy wyglądają inaczej. Wtedy zaczynają się dziać cuda, które zarezerwowane są tylko dla tych, którzy mają z właścicielem konkretny układ. Nikt nie pyta o pochodzenie części ani towaru, dopóki kasa się zgadza, a sam temat ucina się wraz z wyjazdem maszyny z garażu. Tył warsztatu jest zamknięty dla obcych - tam dzieją się rzeczy, które dla wielu zostaną tylko tajemnicą i przedmiotem plotek. Miejsce jest powiązane z Calaveras Motorcycle Club.To ich zaplecze techniczne i punkt spotkań. Rourke jest z nimi blisko - na El Burro gada się nawet, że ma bezpośrednie powiązania z klubem, a wiele osób widziało go z konkretnymi naszywkami. Klub ma tam pierwszeństwo, a warsztat działa częściowo jako przykrywka dla ich interesów. Rust & Gas Customs nie jest ładny ani nowoczesny. To ciężki, brudny warsztat, gdzie praca jest twarda, a zasady proste - robisz swoje, nie zadajesz pytań. Stal, olej i zapach benzyny - to cała atmosfera miejsca. Nikt nie przychodzi tu po uśmiech, tylko po efekt. Rust & Gas Customs – If it runs, we’ll make it roar. Nazwa biznesu/Projektu IC: Rust&Gas Customs Postać lidera: Tyler Rourke UID postaci lidera z panelu gracza:64029 Nick Discord: niczykejro Link URL do mapy z lokalizacją biznesu/projektu: https://i.imgur.com/DiypBv0.png Typ projektu (Biznes/Projekt IC):Biznes Typ biznesu (Gastro, Salon Tatuażu...): Warsztat Wybrany interior* (jeśli nie dotyczy, to n/a):n/a Link do tematu organizacji** (jeśli nie dotyczy, to n/a): Startowy skład - 3 osoby (Link do konta forum + nazwa postaci)***:Tyler Rourke Ricardo Riviera ogarnie sie 3 osobe luzik
  3. Casa Privata Nowa Agencja przy której poczujesz się bezpieczny.
  4. Prywatna ochrona – spokój przed burzą W dzisiejszych czasach zlecenie komuś, żeby cię sprzątnął, to nie jakiś filmowy motyw – to coś, co można ogarnąć przez neta szybciej niż zamówienie pizzy. Dlatego ochrona osobista to już nie bajer dla bogaczy. To realna potrzeba, jak zamek w drzwiach czy sprawny samochód. Kiedyś ochroniarza miał tylko polityk, gangster albo ktoś, kto serio mieszał. Dziś? Wystarczy być nie po drodze komuś zazdrosnemu, wkurzonemu albo po prostu głupiemu. I nagle jesteś celem. Dlatego coraz więcej ludzi nie czeka, aż coś się wydarzy – tylko zatrudnia tych, którzy mają wiedzieć, kiedy i gdzie to może się wydarzyć. Dobra ochrona to nie tylko wielki koleś w garniturze. To gość, który zna wyjścia awaryjne zanim ty zauważysz, że coś jest nie tak. To monitoring, plan działania i spokój, kiedy wszystko zaczyna się sypać. W świecie, gdzie nie wiadomo, kto ma problem z twoim istnieniem – warto mieć przy sobie kogoś, kto zauważy problem, zanim ten wyciągnie broń. Casa Privata - Nowa nadzieja dla osób które chcą być bezpieczne Mała firma, która dopiero wchodzi na scenę Los Santos. Miasta, gdzie dźwięk nielegalnego strzału to tło do wieczornego spaceru, a „przypadek” z bronią to po prostu kolejny wtorek. W tym chaosie, gdzie każdy może znaleźć się w złym miejscu o złej porze, pojawił się ktoś, kto powiedział: „Dość”. Pomysł na Casa Privata zrodził się w głowie Camili Romeo – kobiety, która sama zbyt wiele razy patrzyła przez ramię. Doświadczenie? Wiedziała, że ludzie nie potrzebują armii ochroniarzy w garniturach. Potrzebują kogoś, kto ich zna, rozumie i wie, kiedy coś się zaczyna dziać – zanim będzie za późno. Casa Privata nie interesuje się ochroną wielkich korpo, nie rzuca się na przetargi z milionami w tle. Ich cel jest prosty: chronić zwykłych ludzi – ich domy, ich rodziny, ich codzienność. To nie jest firma od pokazywania siły – to firma od niedopuszczania, żeby siła była potrzebna. Na razie są mali. Ale nie naiwni. Camila zbiera wokół siebie ludzi, którzy wiedzą, kiedy się uśmiechać, a kiedy wyjąć broń. Ludzi, którzy nie rzucają słów na wiatr i nie potrzebują krzyczeć, żeby być skuteczni. Los Santos ma już dość przypadkowych ofiar którą możesz być ty!
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę. Warunki użytkowania Polityka prywatności Regulamin