Skocz do zawartości
 
GRACZY ONLINE

Znajdź zawartość

Wyświetlanie wyników dla tagów 'blog' .

  • Wyszukaj za pomocą tagów

    Wpisz tagi, oddzielając je przecinkami.
  • Wyszukaj przy użyciu nazwy użytkownika

Typ zawartości


Forum

  • Informacje
    • Informacje
    • Discord
    • Odzyskaj swoje konto!
    • Ekipa oraz liderzy projektu Vibe Roleplay
    • Publikacje dt. fabuły serwera
    • Publikacje dt. rozgrywki
    • Regulaminy
    • Rekrutacje
    • Społeczność
    • Poradniki
    • Event Team
  • Sprawy organizacyjne
    • Pochwały oraz skargi
    • Apelacje od kar
    • Współdzielenie IP
  • Organizacje publiczne
    • Opiekunowie organizacji publicznych
    • Los Santos County Government
    • San Andreas Judicial Branch
    • Projekty oficjalne
    • Federal Bureau of Investigation
    • Internal Revenue Service
    • Los Santos County Sheriff's Department
    • Los Santos Police Department
    • Natural Resources Agency
    • Los Santos County Fire Department
  • Organizacje prywatne
    • Informacje Opiekunów
    • Aplikacje
    • Biznesy
    • Projekty In Character
    • Spółki
    • Projekty CM/GM
    • Projekty zmotoryzowane
    • Przetargi
    • Wyceny i dofinansowania
    • Archiwum
  • Organizacje przestępcze
    • Informacje
    • Organizacje
    • Crime Support
    • Przestępstwa
    • Archiwum
  • Branża rozrywkowa
    • Profile postaci
    • Informacje
    • Przedsiębiorstwa
    • Materiały
  • Media
    • Media
    • Daily Globe
    • Music Media ChatterBox
  • In Character
    • Wydarzenia fabularne
    • Los Santos County & Blaine County
    • Internet
    • Los Santos
    • Biografie postaci
    • Społeczności
  • Inne
    • Multimedia - Zdjęcia i filmy z serwera Vibe Roleplay
    • Multimedia - Zgarniaj wyjątkowe nagrody
    • Twórczość Użytkowników
    • Hydepark
    • Archiwum globalne
  • 7.7.7 | GIGA DC
  • doozan's fanclub Tematy
  • PRAWILNY GENG Tematy
  • capybara team Zdjęcia kapi
  • 12KG MAFIA Rodzina nie znaczy przyjaźń.
  • KR Kumar
  • KR Rajesh
  • Federal Ballin Bureau Club Regulamin warzne!

Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki, które zawierają...


Data utworzenia

  • Od tej daty

    Do tej daty


Ostatnia aktualizacja

  • Od tej daty

    Do tej daty


Filtruj po ilości...

Dołączył

  • Od tej daty

    Do tej daty


Grupa podstawowa


O mnie


Discord

Znaleziono 18 wyników

  1. ** Na stronie internetowej theartoflara.com pojawił się kolejny wpis w zakładce BLOG - kontynuacja serii Unfiltered by Lara Kozlova, która z każdym wydaniem zdobywa coraz większą popularność. Tym razem Lara stawia na mniej krytyki, a więcej prawdy o sobie i spraw przyziemnych. ** ** Trzeci wpis zatytułowany "Between the lines" to podróż przez codzienność kobiety, którą wielu zna tylko z idealnych kadrów i projektów krytykujących rzeczywistość w Los Santos. Tym razem jednak Kozlova otwiera drzwi do swojej codzienności i życia poza internetem. W tekście odsłania rytuały dnia codziennego - od kawy w wyszczerbionym kubku, przez samotne poranki z jogą i rowerowe ucieczki, aż po wieczory wypełnione ciszą. Opowiada o potrzebie przestrzeni, ucieczce od szumu, kontroli jako luksusie i o tym, że jej życie nie jest filmowym scenariuszem - bywa nudne. Przedstawia realną opowieść o byciu kobietą, która chce być sobą, a nie życie jak z Instagrama. Autorka kieruje swój wpis do najwierniejszych fanów i ludzi, którzy szukają trochę normalności w tym medialno-społecznościowym chaosie. ** ** Dodatkiem do całego bloga jest opcja odsłuchania całości w formacie audio. Tekst jest czytany przez lektorkę - nie autorkę. ** [audio wygenerowane przez AI - taki dodatek do całości] [3] Unfiltered by Lara Kozlova. Between the lines. Dzisiaj mniej narzekania, a więcej o mnie. Przestrzenie, w których oddycham. Nie wiem co sobie wyobrażacie kiedy myślicie o mnie. Że cały dzień spędzam w bieliźnie, prężąc tyłek pod odpowiednim kątem? Że mieszkam w pałacu z marmuru, codziennie pije prosecco, a do łóżka prowadzi mnie prywatny lokaj? No to… trochę się mylicie. Nie jestem typem człowieka co stawia kryształowe misy z suszonymi płatkami róż w salonie, bo “energia”. Nie wycieram też stołu w kuchni białą szałwią. Jak potrzebuje przestrzeni do oddychania to oddycham, tak po prostu. I najlepiej w ciszy. Mój dzień przeważnie jest taki sam, jeśli chodzi o same podstawy. Wstaje jak każda inna osoba z ambicjami - z ciężką głową i pytaniem do świata: czy dzisiaj mnie ktoś wkurwi bardziej niż wczoraj? Potem naturalnie poranna toaleta. I przychodzi czas na kawę. Czarną kawę. Zwykła, czarna i mocna jak moje spojrzenie. W kubku, który ma odprysk, ale nie mam czasu go wymienić, bo ważniejsze jest to co się dzieje w moim telefonie. Mail, media społecznościowe. Zawsze ktoś czegoś chce - rady, zdjęcia, atencji, a czasem po prostu mnie. I wiecie co? Lubię to, lubię mieć wpływ. Fajnie jest być tą, której głos trafia do setek ludzi, ale też zanim zacznę robić cokolwiek dla świata - robię coś dla siebie. Idę na taras, na którym czeka na mnie mata do jogi. Tam rozciągam wszystko - ciało, myśli, a czasami granice. W słuchawkach przeważnie dźwięki natury, albo podcast o tym jak nie dać się pożreć temu zjebanemu światu (albo teorie spiskowe). Często po samej jodze wsiadam na rower. Nabijam kilometry przez miasto, w którym już dawno przestałam się gubić, ale też często wyjeżdżam na obrzeża - szczególnie na wzgórza, które dają w kość. Ale też często robię sobie przerwę od nadmiernego wysiłku. Bo wiecie, bycie bioniczną babą to też zmęczenie. Czasem też… kończę poranek inaczej. Sama ale w najlepszym możliwym towarzystwie - moim ciałem i ulubionym wibratorem. Serio, samoopieka ma różne twarze, a jedna z nich ma tryb pulsacyjny i ładuje się na USB. Natomiast wieczory w moim wykonaniu to całkowicie inny teatr. Zrzucam zbroję z całego dnia. Wanna, olejki, czasem sól z jakiegoś miejsca, którego nawet nie potrafię wymówić. Czasem Netflix, czasem tylko cisza. Uwielbiam ciszę, ale taką, która pachnie czymś miłym, a nie nudą. Zdecydowanie nie jestem kobietą świec zapachowych i baldachimów, ale jestem kobietą, która potrafi zatopić się w chwili - z kubkiem zielonej herbaty albo… kiedyś ze szklanką whisky (teraz nie piję alkoholu). Zmywam makijaż, ale nie charakter. To zostaje. A wiecie co jest najważniejsze w tym wszystkim? Moje życie nie jest jak serial. Nie ma fabularnych twistów co dziesięć minut. Czasem jest nudne, czasem chaotyczne, ale zawsze moje. Mówią, że kobieta to tajemnica, ale ja mówię. Tylko ludzie nie potrafią słuchać. Ja mówię cały czas ciałem, słowami, spojrzeniem, tym co publikuje i tym co zostawiam między wierszami. Co mnie relaksuje najbardziej? Poczucie kontroli. Świadomość, że nawet jeśli wszystko się spierdoli to ja mam poduszkę bezpieczeństwa. I nie, nie chodzi tylko o pieniądze, ale nie oszukujmy się - pieniądze to wolność. A wolność to luksus, który smakuje lepiej niż seks po miesięcznej przerwie. Nie mam domu-marzenia z Pinteresta. Mój apartament to po prostu przestrzeń. Częściej nijaka, niż piękna. Nie jestem minimalistką, ale jestem wybredna. Nie otaczam się blichtrem, tylko rzeczami, które mi coś dają. Wolę motorówkę niż kolacje z facetem, który nie wie gdzie jest łechtaczka. Wolę zapach soli na skórze niż perfumy z butelki za tysiąc dolarów. Nie jestem z tych co traktują dom jak świątynie. Mój dom to bardziej baza, niż miejsce do życia - punkt startowy, pit stop i miejsce gdzie wracam, żeby się przebrać, przespać, przytulić siebie do siebie i… ruszyć dalej. Prawdziwą świątynią są dla mnie podróże. Nie muszą być dalekie, bo czasem wystarczy wsiąść do samochodu, puścić za głośno playlistę i po prostu jechać. W stronę oceanu, w stronę pustyni, czy w stronę miejsc, gdzie nikt mnie nie zna i nikt niczego ode mnie nie chce. Czasem zabieram tylko strój kąpielowy, matę do jogi i krem z filtrem. Czasem nawet tego nie. Podróż nie musi być zaplanowana - często najlepsze są te, które wyglądają na spontaniczny skok z klifu: bez mapy, bez scenariusza, z włosami rozwianymi i otwartym sercem. Robię to naprawdę często, kilka razy w miesiącu. Jednodniowe ucieczki, które pachną wolnością, kawą z przydrożnej stacji i snem w hamaku. Lubię te chwile, kiedy nie muszę nikomu mówić gdzie jestem, albo kiedy jedyną decyzją dnia jest to czy zatrzymać się teraz, czy za kilometr. To jest mój luksus. Nie marmurowe wnętrza, nie kryształowe żyrandole, ale możliwość zniknięcia. Odcięcia się. Wiecie co jest najlepsze w tym wszystkim? Wracam po takich podróżach… inna. Trochę bardziej spokojna. Trochę bardziej pewna, że życie jest naprawdę moje. I jeśli dziś wszystko się posypie to mam dokąd uciec. Nawet jeśli to tylko motel z różową pościelą i prysznicem, który cieknie. Nie szukam perfekcji. Szukam momentów, a najlepsze dzieją się właśnie wtedy kiedy nie muszę być Larą Kozlovą, tylko po prostu kobietą z plecakiem i odciśniętym śladem na skórze od bikini. Dzisiejszy blog nie jest już tylko narzekaniem na otaczającą nas rzeczywistość. Dziś chciałam pokazać, że za zdjęciem w bieliźnie jest kobieta, która potrafi napisać więcej niż trzy hashtagi i która nie potrzebuje aprobaty, ale lubi ją czasem poczuć. Która nie gra w grę - zobacz jak jestem doskonała - bo w tej grze nie ma wygranych. Czasem jestem słaba, czasem płaczę pod prysznicem. Czasem nie chce mi się nawet wstać z łóżka, ale potem przypominam sobie kim jestem. I wstaję. Jeśli chociaż jednej osobie z was ten wpis przypomni, że można żyć po swojemu to było warto. A jeśli komuś się to nie spodoba - to też dobrze. Nie jestem dla wszystkich, nie wszyscy muszą mnie lubić i nie piszę tego dla wszystkich. Piszę to dla tych, którzy rozumieją. Zrób dziś coś tylko dla siebie. Zamknij oczy, wyłącz telefon i zapytaj siebie: czy naprawdę żyje po swojemu? Jeśli nie - to pora zacząć.
  2. Witaj świecie! Witaj ULSA! Siemka studenci! Witam wykładowców! Nazywam się Monica, ale wszyscy i tak mówią mi Mona, za nim przejdę dalej chciałabym powiedzieć co nie co o sobie. Pochodzę z Berlina i jestem "Freshman" co to znaczy? Chyba nie musze ci tłumaczyć drogi czytelniku jeżeli trafiłeś na tego bloga lecz dla nie wtajemniczonych to po prostu osoba na pierwszym roku. Jestem na kierunku "Communication" I od dziecka marzyłam by występować w telewizji, wiecie prowadzić swój program, być prowadzącą ale za nim do tego dojdzie można powiedzieć że blogowanie stała się czymś takim co pozwala mi w pewnym sensie wypełnić to pragnienie. Jestem wulkanem pozytywnych energii i lubię dużo gadać a jeszcze bardziej lubię słuchać. Noo i mam bzika na punkcie lat 2013, trochę odstaje stylem od reszty ludzi, tak mi mówią ale dla hipsterki jak ja to komplement! Stworzyłam tego bloga z myślą że chce stworzyć coś dla wszystkich. Fakt może ktoś powiedzieć. WTF przecież jest Daily Bruin dziewczyno! Zgadzam się lecz ten blog ma być czymś bardziej rozrywkowym i przyziemnym, czymś o tym co sie dzieje pomiędzy nami uczniami, celuje w content rozrywkowy ale będzie też trochę ciekawostek o tym i o tamtym. Jako pierwszy artykuł który będzie na kolejnej stronie chciałabym podzielić się swoimi osobistymi odczuciami co do samego nowego miejsca które chyba mogę nazywać domem na najbliższy czas. Lets Go Bruins! 🐻💙🧡 Mamy dzisiaj 12.05 i dzisiaj pierwszy raz tak naprawdę postawiłam stopę na ULSA. Pierwsze co zrobiłam! Tooo!...to cholernie sie zgubiłam i nie wiedziałam gdzie odebrać mój BruinCard lecz pomógł mi jeden ze studentów. Dziwny gość, niby wyluzowany i taki troche Skate ale z drugiej miał w sobie coś tajemniczego! Więc odebrałam mój BruinCard i udała sie na zwiedzanie, Na szczęście zabrałam swoją lustrzankę i zrobiłam kilka fotek które będziecie mogli obejrzeć po niżej. Tak czy inaczej na start udałam się do miejsca gdzie zaczynał nie kto inny niż sam Młynarczyk..Tak tak, na boisko od kosza ale nie byle jakie boisko, W Berlinie gdy uczęszałam do Gymnasium, to taki nasz odpowiednich tutejszego High School too nasza hala sportowa to była żenada, piłki nie napompowane, nikt nie dopingował naszej drużyny, sprzęt był albo stary albo zniszczony do granic możliwości ale tutaj? Tutaj można było przeglądać sie w parkiecie jak w lustrze, krzesełka zadbane, czysto jakby miał się odbywać mecz czołowych drużyn z NBA. Alee nigdy jakoś sama nie przepadałam za koszem, zdecydowanie z takich rzeczy wole sporty walki, kiedyś się skuszę na jakieś kursy ale tak czy inaczej boisko mogłam sobie odbębnić. Nie mogę sie już doczekać meczu i występu Spirit Squad! Widziałam filmiki w necie i dziewczyny robicie zajebistą robote! Tak czy inaczej udałam się dalej.. Zaraz po zwiedzeniu boiska czy też hali udałam się na dalszy spacer gdzie spotkałam wylegującego się na trawniku studenta, ten był o wiele bardziej przyjazny, pogadaliśmy chwile i po krótkiej rozmowie pozwolił strzelić sobie fotkę niby mała rzecz a pozwala poczuć że "Ej tutaj też są fajni ludzie! Czemu ja sie tak bałam" Aleee potem spotkałam innego ucznia i postanowiłam że go spytam co nie co o tym co myśli o ULSA. Na jego prozbe nie mogę zdradzić jak się nazywał więc będzie nazywał się...Josh! Niech będzie Josh! A oto co Josh powiedział o nauce tutaj, warto zaznaczyć iż również jak ja zaczął właśnie swój pierwszy rok. Wiernie cytuje "Hmm na pewno sam kampus jest w sobie czymś wspaniałym. Te budynki i otoczenie napawiają mnie optymizmem i takiego jakby wyciszenia? Wole się uczyć tu na zewnątrz niż w moim pokoju, yeah. Profesorowie są mega w porządku. A inni studenci również, ale zdarzają się jakieś głupie dramy które są niepotrzebne i tylko psują atmosferę. Ale to samo przecież było w high school" Koniec cytatu, śmiało mogę potwierdzić jego słowa, można powiedzieć że pierwsze co odczułam tutaj..to to co powiedział Josh, o innych studentach nie mogę się wypowiedzieć bo jeszcze nie miałam okazji ich poznać ale Hej! Nie jestem tutaj tylko jeden dzień i jak tylko wyrobie swoje zdanie z pewnością sie z wami podzielę czytelnicy! A póki co wracając do dalszego zwiedzania odwiedziłam budynek który był na samym początku, tam też zostałam skierowana do Dean Office i tam wyrabiałam Bruincard ale zaintrygowana poszłam zobaczyć co skrywa wielka sala z rzeźbami, co prawda nie znam sie na tym więc zrobiłam fotkę ale zaraz za rogiem trafiłam na WIELKA WYSTAWE PUCHARÓW I MEDALI tutejszych drużyn, porostu zdębiałam! Było tego mnóstwo i to z różnych roczników to tylko świadczy o tym że plotki o tym jak dobrze radzą sobie drużyny od koszykówki czy też futbolu. Zaciekawiona sprawdziłam chyba każdy ale nie dotykałam! Po prostu zrobiłam zdjęcie by wam pokazać, większość z was pewnie mija je non-stop lecz są też inni "Freshman" którzy dopiero odkrywają takie miejsca a tak? Tak będą mogli zobaczyć je też tutaj! Na następnej stronie znajdziecie pozostałe fotki z pierwszego dnia! Ale pierwsze wrażenie mam bardzo pozytywne, czeka mnie pierwszy wykład, pierwsze znajomości, czekam też na swój pokój ale jestem naprawdę dobrze nastawiona na najbliższe dni. Wybaczcie też że tak ogólnikowo i "krajoznawczo" lecz pierwszy dzień jest zawsze tym najtrudniejszym i wraz z następnymi blogami w moim wykonaniu znajdziecie więcej ciekawych rzeczy i będzie o wiele bardziej gorącyyych tematów, czasami o kimś czasami o czymś a czasami o tym kto co z kim gdzie dlaczego po co i czemu tak to już...Uff! Jeżeli dotrwałeś/dotrwałaś do końca dziękuje ci za poświęcony czas i mam nadzieje że nie zanudziłam was zbyt bardzo a jeżeli jesteś kimś kto dopiero sie zastanawia czy ULSA jest tą uczelnią właśnie dla ciebie to powiem ci tak. Dopóki nie sprawdzisz nie dowiesz sie wiec zapraszam! Na dole zostawiam wam więcej fotek dla ciekawskich! I do następnego razu! Sco Bruins! 🐻
  3. ** Miesiąc po premierze "Unfiltered by Lara Kozlova. Fitness." pojawia się drugie wydanie blogowe od samej Lara Kozlova. Nowy wpis został umieszczony na stronie internetowej the art of lara. Tematyka najnowszego bloga była już zapowiadana obszernymi postami na platformie OnlyFans. ** ** W drugim blogu autorka wychodzi na wprost społecznym oczekiwaniom. Akcentuje początek wpisu jako sekcja zwłok wielu aspektów oraz hipokryzji, z którą borykają się kobiety na co dzień. Kozlova otwarcie mówi o podwójnych standardach, z którymi muszą mierzyć się kobiety śmiałe i niezależne. Wpis zaczyna się od brutalnej szczerości, naznaczając zmianę, która była konieczna, aby influencerka czuła się swobodnie. Później poruszane są bardziej tematy tabu, tj. seksualność, samotność, zazdrość, relacje, męska niedojrzałość i toksyczność kobiet. Autorka obnaża stereotypy, piętnuje hipokryzje i punktuje bolesne absurdy codzienności. Dodatkowo jest nakreślona kwestia wolności, której nie należy mylić z dostępnością. Koniec wpisu odnosi się do samego OnlyFansa, z którym obecnie Kozlova jest utożsamiana i naznacza tutaj, że dla niej to nie sprzedaż ciała, a odzyskanie siebie z rąk społecznych oczekiwań. ** ** Dodatkiem do całego bloga jest opcja odsłuchania całości w formacie audio. Tekst jest czytany przez lektorkę - nie autorkę. ** [audio wygenerowane przez AI - taki dodatek do całości] [2] Unfiltered by Lara Kozlova. Mirror. Zmieniłaś się - a ty dalej stoisz w miejscu. Takie wyrażenie pewnie ciśnie się wielu osobom na język. Czasem takie myśli są dla mnie jak stęchły oddech ludzi, którzy nie mają odwagi spojrzeć w lustro, więc wolą rzucić kamieniem w kogoś kto nie stoi w miejscu. Wiecie co? Tak, zmieniłam się. Zmieniłam się, bo pokazałam prawdziwą siebie. Przestałam być projektem społecznym. Przestałam dopasowywać się do waszych szufladek. Już nie jestem ani grzeczna, ani miła. Ale za to jestem szczera i jestem sobą. Po raz pierwszy od dawna. Ten wpis to nie manifest, ani żadna walka o rację. Szczerze? To będzie autopsja hipokryzji, skalpelem po relacjach; sekcja zwłok waszych oczekiwań wobec kobiet, które nie pasują do waszych wyobrażeń. Będzie o ciele, o emocjach, o relacjach, o męskości i kobiecości. Będzie autentycznie. I może boleśnie. Hipokryzja społeczeństwa. Czyli jak kochać cycki, ale nienawidzić kobiety. Wchodzicie na media społecznościowe. Jest facet w bokserkach z sześciopakiem - lajki, serduszka, pochlebne komentarze, motywacja. Potem wrzucam ja zdjęcie w bieliźnie… i co? Szuka atencji, promuje prostytucję, dzieci to oglądają. Kochani, wasze dzieci widzą więcej przemocy w kreskówkach niż cycków na moim profilu - do którego nie powinny mieć dostępu. Problem macie wy - nie ja. Szczerze to społeczeństwo jest jebnięte. Każdy by chciał kobiety idealnej, skromnej, wiernej, pracowitej i pięknej. Ale jak ta kobieta odważy się być niezależna i świadoma własnego ciała, to już jest wyzywająca, łatwa, puszczalska. Pieprz się, patriarchacie. Wszystko co obecnie robię, to robię, bo mogę. Bo jestem dumna z tego co zbudowałam. Wcześniej błyszczałam w biznesie, budowałam od zera największe marki, a dziś świecę swoim ciałem. To nie mój problem, że dla wielu jest to nieakceptowalne - że jestem zbyt kobieca, zbyt krągła, zbyt głośna, a nawet zbyt odważna. To ich problem. Ich strach. I tak naprawdę ich niezaspokojone potrzeby i tłumiona żądza przykryta moralnością z Wallmartu. Coś wam powiem: kobieta nie musi być skromna, aby zasługiwać na szacunek. Kobieta nie musi się zakrywać, aby być inteligentna. Można mieć cycki i mieć coś do powiedzenia. Szok, wiem. Wolność to nie dostępność. To że mnie widzisz, to nie znaczy, że mnie posiadasz. To że widzisz mnie na zdjęciu, to nie znaczy, że mnie znasz. To że pokazuję swoje ciało, to nie znaczy, że możesz mnie dotknąć. I to że piszesz w DMach o relacji na poziomie po dwóch komentarzach, to nie znaczy, że cokolwiek zbudowaliśmy. Ludzie, przestańcie mylić wolność z dostępnością. Jest ogromna różnica między byciem otwartą a byciem kogoś własnością. Do nikogo nie należę. Nie jestem dla nikogo prezentem do odpakowania. Jestem głodna autentyczności. To wszystko to wolność ekspresji. Seksualność to część mojej siły, a nie oferta. Moje “nie” na twoje propozycje, to nie tylko w kwestii seksu. To “nie” na twoje ego, które nie potrafi znieść tego, że ktoś może być otwarty i silny jednocześnie. Ale jeśli ktoś myśli inaczej, to czas dorosnąć. Nie jestem obiektem, jestem osobą. Emocjonalna niedojrzałość. Czyli “kocham cię” po drugim seksie. Nawet nie zdajecie sobie sprawy ilu mężczyzn szuka matki, terapeutki i kochanki w jednej osobie. A potem są wielce zdziwieni, że to nie działa. Pojawiają się w moim otoczeniu z potarganym sercem, rozpadającym się kręgosłupem moralnym i ranami po byłych relacjach. Potem myślą, że wystarczy jak będą dobrzy w łóżku i wszystko się ułoży. Nie, bracie. Jesteś emocjonalnym wrakiem, a nie partnerem. Ale… to jedna strona medalu. Pojawia się też druga. Masakryczna część ludzi myli często zauroczenie z miłością. Endorfiny szaleją, coś się podoba w drugiej osobie i zaraz są skłonni oświadczać się po dwóch tygodniach. Nie zliczę ile relacji czysto koleżeńskich porzuciłam, bo widziałam jak druga strona mocno dąży do pogłębienia tego wszystkiego… tylko po co? Każdy kto mnie poznaje to dobrze wie, że z nikim się nie wiążę. Nie szukam chłopca na posyłki. Nie potrzebuję. Żyję sama od wielu lat i przyzwyczaiłam się do samotności. Mam ku temu masę powodów, które pewnie kiedyś poruszę - ale po prostu moim zdaniem - nie ma mężczyzn w Los Santos. I pamiętajcie. Związek to nie zbiór ról do obsadzenia. To dwie osoby, które już coś ze sobą przepracowały i przeżyły. A nie ty z mamusią w moim ciele, próbującą cię nie urazić. Najostrzejsze noże noszą perfumy. Czyli o kobiecej zazdrości. Ten temat jest jak żar, który piecze mnie od środka. Tak naprawdę to najbardziej bolesne zdrady i najgłośniejsze osądy nie przyszły od mężczyzn - przyszły od kobiet. I to kobiet takich, które dają mi wszędzie serduszka, a w rzeczywistości modlą się o moje potknięcie. Pojawia się od razu pytanie - dlaczego kobiety nienawidzą kobiet? Bo tak jesteśmy nauczone. Jesteśmy nauczone, że tylko jedna z nas może świecić. Sukces innej to przecież zagrożenie, a nie inspiracja. Wciąż uczy się nas, że wartość mamy wtedy, gdy jesteśmy lepsze od tamtej. A szczerze ja mam dość tej sytuacji, tej rywalizacji - która nie ma sensu. Mam dość kobiet, które wspierają cię tylko wtedy, gdy jesteś w gorszej pozycji. I mam dość świata, który każe nam walczyć o uwagę mężczyzn, jakbyśmy nie miały własnego światła. Wiele takich kobiet unosi się dumą, że nie robią tego co ja. Ale szczerze..? Robicie to samo w przestrzeni internetowej, medialnej - tylko dla wszystkich i za darmo. Takie są fakty. To że poczujecie się przez to lepsze, to nic nie zmienia. Ale cóż, zazdrość to nie mój problem. Mam swoją ścieżkę, swój rozum i swoje życie. Samotność to nie kara. To przywilej i luksus. Nie jestem sama, bo nikt mnie nie chciał. Jestem sama, bo nikt mnie nie przegadał. Nie szukam kogoś kto “jakoś pasuje”. Szukam kogoś przy kim nie muszę się kurczyć. A to zdecydowanie nie trafia się często. Nie trafia się co weekend w klubie, ani co tydzień w DMach. Takie są fakty. Samotność wcale nie boli, gdy wybierasz ją świadomie. I ja ją wybrałam. Nie zamierzam leżeć obok kogoś kto nie wie kim jest - a uwierzcie mi, jest masa takich osób. I po prostu… wolę być sama, bo jestem już kompletna. Samotność to zdecydowanie luksus dla tych, którzy wiedzą, że miłość nie może być kompromisem z własnym spokojem. OnlyFans. Naga prawda. Przyjęło się w społeczeństwie, że to platforma dla nagich ciał. Tak, nagie ciała zdecydowanie zawładnęły tą platformą. To z tego jest znana ta platforma. Ale dla mnie to platforma dla nagiej prawdy. Kobiety, które mają dość bycia “za coś” znajdą tutaj swoje miejsce. Ja nie sprzedaje się. Ja się wykupuje z waszych oczekiwań. Ja się wykupuje z układów, w których wartość kobiety zależy od uznania faceta. Dorabiam na emeryturze biznesowej na tym, że jestem i na tym, że nie gram pod wasze zasady. Mam odwagę być kobieca bez przepraszania za to. Dlaczego? Bo mogę. Bo chcę. W ostateczności to wy wchodzicie na tę platformę. To wy lajkujecie, subskrybujecie. Nikt was nie zmusza. I zdecydowanie nikt wam nie obiecuje, że dostaniecie coś więcej niż to co to widzicie. I tak - robiłam to wcześniej, seksualizowałam swoją osobę. Teraz robię to z głową. Ze strategią. Z dystansem. OnlyFans nie jest miejscem dla zdesperowanych. Jest na pewno miejscem dla niezależnych. A jeśli was to boli, to tylko dlatego, że nie macie jaj, żeby żyć bez cudzego pozwolenia. Moralne kazania możecie sobie wydrukować i zjeść. Może w końcu poczujecie jak to jest - przełknąć coś co nie należy do was. Nie jestem lustrem, bo jestem światłem. A jeśli cię to razi - zamknij oczy. Nie piszę tego dla poklasku. Piszę to, bo w końcu mam ochotę pisać to co myślę tak naprawdę. I mam dość bycia projektem waszych kompleksów. Jeśli moje ciało cię prowokuje i przeszkadza - to nie patrz. Jeśli moja wolność cię boli - to się od niej odwróć. Ale nie obwiniaj mnie za to, że przestałam być twoim ideałem twoich wyobrażeń i wyimaginowanych oczekiwań. Zawsze taka byłam, ale przestałam się z tym ukrywać. Jestem sobą.
  4. ** Na spopularyzowanej stronie internetowej Lary Kozlovy przez wcześniejszą sesję z Dominic Doyle pojawiła się nowa zakładka BLOG. Prowadząca stronę uruchomiła nowy format, który zapowiadała już niejednokrotnie wśród swoich fanów. Tym razem kobieta chce się pokazać bardziej od strony prywatnej - nie tylko za pomocą zdjęć - i otworzyć swój charakter oraz doświadczenia dla szerszego grona. ** ** W pierwszym wpisie na blogu influencerka wbija kij w mrowisko branży fitness. Bez filtrów i upiększeń mówi wprost o przekłamaniu całego środowiska influencerów z siłowni, a nawet i sportowców. Jej zdaniem, idealne sylwetki, które widać w mediach społecznościowych są efektem sterydów, operacji, zabiegów i Photoshopa. Twierdzi, że fitness to tylko wielki biznes, który sprzedaje ludziom marzenia, a rzeczywistość wygląda inaczej. Choć Lara nigdy tego nie ukrywała, to tutaj pierwszy raz otwarcie przyznaje się do tego, że jej wygląd to nie sprawa zdrowego stylu życia - to konsekwencja operacji, zabiegów i inwestowania w siebie. Podkreśla, że nie ma w tym nic złego, o ile nie wciska się ludziom kitu o naturalności. Przy okazji pod koniec zostawiła pytanie do czytelników, w którym chce się dowiedzieć, czy są zainteresowani dowiedzieć się więcej o jej prawdziwym stylu życia - od codzienności, po sport, aż po same zabiegi i operacje. ** ** W ramach opublikowania całego wpisu na blogu została również dodana opcja audio, aby osoby zainteresowane po prostu odsłuchaniem mogły to zrobić bez problemu. Tekst jest czytany przez lektorkę - nie autorkę. ** [audio wygenerowane przez AI - taki dodatek do całości] [1] Unfiltered by Lara Kozlova. Fitness. Fitness, perfekcja i inne gówno, które Wam wciskają. Hej kochani. Przyszedł chyba czas, żeby porozmawiać jak dorośli. Wiele osób widzi moje zdjęcia i pewnie myśli sobie: ona to na bank żyje tylko na siłowni, je sałatę i ma perfekcyjne geny. Czemu tak myślą? Bo poniekąd wywodzę się z branży fitnessowej, promowałam swego czasu dużo sportu, ale… nigdy nie wciskałam Wam kitu. Wiecie co najbardziej wkurwia mnie w całej tej branży? Wszystkie te przekonania o perfekcji. Patrzysz na zdjęcia w mediach społecznościowych: wszyscy piękni, wyrzeźbieni, mięśnie jak ze stali, skóra jak marmur, uśmiechy od ucha do ucha. I te cudowne hasła… ćwicz pięć razy w tygodniu, pij wodę, licz kalorie i będziesz wyglądać jak ja! Jasne, kurwa - a jednorożce srają złotem. Oczywiście, znajdą się wyjątki, które naturalnością dojdą do idealnego wyglądu - ale to RZADKIE przypadki. Wszystko co widzicie to tak naprawdę jeden wielki, marketingowy bullshit. Ideały w tej branży praktycznie nie istnieją - naturalnie. To co widzicie to zazwyczaj rzadko, bo rzadko - genetyczna wygrana na loterii, ale częściej kwestia sterydów, zabiegów lub po prostu samego Photoshopa i dobranej taktyki w pozowaniu. Na co dzień ci ludzie tak idealnie nie wyglądają. Dla przykładu mogę Wam przytoczyć aferę związaną ze znanym influencerem, a mianowicie Liver King. Facet wciskał swoim fanom od długiego czasu przeróżne przekonania na temat diety, treningu. Wciskał ludziom, że ma takie rozbudowane mięśnie dzięki jedzeniu surowego mięsa, surowej wątróbki - stąd jego ksywka. Do tego prowadził sklep, gdzie sprzedawał przeróżne produkty… i na tym to właśnie polegało. Łapał fanów na wymyślne sposoby, które z każdego zrobią ideał, a w praktyce co się okazało? Do sieci wyciekła lista sterydów, które on regularnie przyjmuje. I cały czar prysł. Sama jestem przekonana, że zdecydowana większość co nie przyznaje się do wspomagaczy, to i tak je zażywa - no sorry, ale pewnych naturalnych ograniczeń naturalnie się nie przeskoczy. Nie jestem idealna i nigdy nie byłam. Promowałam sport, może nawet dalej to trochę robię - ale zawsze w ramach spędzania aktywnie wolnego czasu. Nigdy nie zachęcałam ludzi do profesjonalnego podejścia do sportu, bo ten profesjonalny nie jest zdrowy. Wyglądam zajebiście - to fakt. I wiecie co? To nie jest oczywiście zasługa wyłącznie tego, że ćwiczę od dziesiątego roku życia przeróżne sporty. To też nie jest zasługa idealnych genów. To zasługa pieniędzy, cholernie dobrych inwestycji i odrobiny estetyki w głowie. Faktem jest, że część mojego wyglądu jest wyrobiona dzięki aktywności fizycznej, ale ludzie… nie urodziłam się z cyckami, które krzyczą: kup tę subskrypcję. Sport to zdrowie, ale na okładkę magazynu nie wystarczy. Przyjęło się słyszeć w branży, że sport to zdrowie, a wygląd to dodatek. Jest to prawda, ale do pewnego momentu. Regularne ruszanie się i ogólnie aktywność fizyczna jest super, naprawdę. Ale to co widzicie w mediach społecznościowych i na profilach typu “guru fitnessu”... to już nie jest zdrowe. To przegięcie. Naginanie rzeczywistości i manipulacja. Weźmy na pierwszy ogień samych mężczyzn. Praktycznie większość facetów zbierająca fanów wygląda jak atlas anatomiczny, a tak naprawdę 9 na 10 przypadków jedzie na sterydach. I nawet nie próbujcie mi wmówić, że jest inaczej. Facet z tkanką tłuszczową na poziomie 8%, żyłami jak sieć kanalizacyjna i klatką jak skała to zazwyczaj efekt testosteronu wstrzykiwanego w tyłek. Poważnie - nie da się tak wyglądać cały czas, jedząc tylko kurczaka z ryżem. A jak ma się sytuacja z kobietami? Oh, tutaj mamy trochę inną sytuację. Brzuch jak deska, okrągłe tyłki, idealne cycki i brak grama celulitu? To nie są ani geny, ani dieta. To godziny na stole zabiegowym, lasery, mezoterapia, a czasem nawet implanty w tyłku (tak, też takie istnieją). I wiecie co? Szczerze nie mam z tym żadnego problemu, bo byłabym wtedy hipokrytką, ale… ale przestańmy udawać, że to efekt ciężkiej pracy i zdrowego stylu życia - bo tak nie jest. Media społecznościowe to świetne narzędzie, dlatego nie zrozumcie mnie źle. Sama przecież z tego korzystam. Ale musicie po prostu wiedzieć, że większość tego co widzicie to gra i manipulacja. Te wszystkie perfekcyjne sylwetki to albo efekt sterydów, albo ciężka praca medycyny estetycznej. A często nawet wszystko naraz. Kiedy widzę te wszystkie laski z płaskimi brzuchami, albo cyckami jak balony, które piszą: moja sylwetka to efekt ciężkiej pracy na siłowni. No ludzie… wtedy to aż chce mi się śmiać. Brzuch może być płaski dzięki treningom, ale cycki? Jeśli oszukują fizykę i przy sporych rozmiarach nie zwisają, to już nie są naturalne. Deal with it. I nie, to nie jest krytyka, a to po prostu fakty. Sama mam zrobione piersi, bo chciałam żeby wyglądały lepiej, ale nikomu nie będę wmawiała, że to zasługa genów czy przysiadów. Nie lubię kłamstw. Nigdy nie kłamałam, jeśli ktoś pytał o mój wygląd. Wiecie czemu w dzisiejszych czasach mamy takie kanony piękna? Takie ideały ciała? Bo to się po prostu sprzedaje. Gdy widzicie kogoś na zdjęciu z taką sylwetką jak grecki bóg, to od razu myślicie: chce wyglądać jak on. A potem lecicie nakupować suplementów, planów treningowych, e-booków i tak dalej… wszystko po to żeby gonić za ideałem, który naturalnie nie jest osiągalny. Fitness to świetny biznes, ale właśnie - cholernie toksyczny. Ludzie zaczynają wierzyć, że jeśli nie wyglądają jak te gwiazdy z okładki, to są gorsi. Kobiety katują się dietami, często powodując u siebie choroby wszelakiego rodzaju - najczęściej chyba psychiczne? Faceci za to popadają w obsesję na punkcie mięśni. Kojarzycie ten mem chłopaków z siłowni? Każdy zaczyna przygodę z siłownią z myślą, że zrobi sylwetkę greckiego boga i nie opędzi się od samic. A w finale co? Ich mięśniami zachwycają się głównie inni faceci… zdecydowana część kobiet nie będąca w tym nurcie preferuje po prostu normalne sylwetki. Taka jest prawda. Na koniec dnia z całego tego biznesu mamy depresję, zaburzenia odżywiania i sterydowe ślady na dupie. Gratulacje. Geny? Nie. Treningi? Jasne, ale bez przesady. Mamy za sobą moje ogólne zdanie na temat branży fitness… ale jak jest ze mną? Może zacznę od tego, że nie odziedziczyłam wyjątkowych genów po rodzicach. Owszem, mam dobrą skórę po matce i dość symetryczną twarz - na start już coś. Ale reszta? Trzeba było nad tym popracować. Jestem po zabiegach powiększania piersi, korekcie nosa, ust oraz labioplastyce. Także mój ostateczny obraz nie jest dziełem natury. Nie jestem naturalna. Zrobiłam to, bo mogłam, bo chciałam i bo wiedziałam, że będę wyglądać lepiej niż to co dała mi biologia. Czy to wszystko na co wydałam swoje pieniądze? Oczywiście, że nie. Dla mnie dbanie o swój wygląd to po części codzienność - a jakby nie patrzeć też praca. Jem tłusto i wysokobiałkowo. Utrzymuje ciągłość treningową, która zazwyczaj zahacza o jogę, rower, czy lekkie treningi na siłowni. Poza tym regularnie odwiedzam różne salony kosmetyczne, u których podejmuje się zabiegów z nastawieniem na utrzymanie kondycji skóry - zabiegi laserowe, masaże i tym podobne; sporo tego jest i sama szczerze nie do końca nadążam za nazwami takich zabiegów. Chcę w pierwszym wpisie ogólnie zarysować jak to wygląda u mnie osobiście i pokazać Wam dobitnie, że nie jestem dziełem matki natury. Ale… jeśli będziecie zainteresowani, to rozwinę te tematy w kolejnych postach na blogu. Operacje plastyczne, zabiegi - to wszystko jest narzędziem, które powinno być używane z głową. Mi osobiście takie podejście pozwoliło podnieść pewność siebie i dostosować się do świata, w którym bądź co bądź wygląd ma duże znaczenie. Ale oczywiście nie zrobiłam tego, aby wyglądać jak ktoś inny. Chciałam być lepszą wersją siebie, a nie jakimś plastikiem z katalogu. I uważam, że to mi akurat wyszło, bo nie ma nic gorszego niż wygląd, który krzyczy: patrzcie na moje operacje! Chcecie wyglądać lepiej? Przestańcie wierzyć w bajki. Nie bądźcie głupi. Nie wystarczy robić przysiadów i jeść sałaty. W dążeniu do idealnego wyglądu potrzeba pieniędzy, planu i odpowiedniego podejścia. Postawienia sobie granicy co mogę osiągnąć naturalnie, a co już nie. Nie wierzcie w bzdury, że ludzie w moim wieku wyglądają tak po prostu dzięki siłowni. Ruszajcie swoje cztery litery dla zdrowia, a nie dla jakiegoś wyimaginowanego ideału. I zapamiętajcie - jeśli ktoś mówi, że wygląda idealnie dzięki treningom i diecie, to możecie mu śmiało powiedzieć: pierdol się, kłamco.
  5. Hmm

    SWEETCHARLIE.COM

    **Strona została aktywowana, na stronie znajduje się cennik formularz do zamówień oraz kontakt do założycielki strony** https://discord.gg/ytbvBQFCrK
  6. 4B3L

    [Blog] ''1000 & 1''

    **Wśród wielu innych istniejących już w sieci blogów na witrynach internetowych zaczął wyświetlać się kolejny - ''1000 & 1 '' sygnowany przez użytkowniczkę o nicku @queenqin. Strona ma charakter komentatorski a także opiniotwórczy, gdzie prowadząca go influencerka porusza ważne, jej zdaniem, tematy społeczno-życiowe. Pod jej postami otwarta jest sekcja komentarzy a na samej stronie znajduje się odnośnik do jej lifeinvadera. ** Lifeinvader - @queenqin
  7. Gość

    www.myfashion.com

    **W sieci zawitał nowy blog o tematyce modowej, założony przez Luisellę DeLazzari, dotychczas kojarzoną z przedsiębiorstwem LOSARI. 27-latka za pomocą wyszła do szerszego grona ze swoimi zainteresowaniami dot. mody, nie tylko samej biżuterii. Na stronie istnieje możliwość przesyłania wiadomości do autorki bloga. ** www.myfashion.com ❀❀❀ BLOG UPDATES ❀❀❀ Out Of Character
  8. **Na lokalnych mediach społecznościowych, można znaleźć nowo powstały blog "TheLyonne", zdecydowanie widać iż jest to blog osoby początkującej, generalnie poprzez gramatyke oraz ułożenie tekstu. Blog sam w sobie jest darmowy do odczytania oraz odsłuchania w formie audio klikajac guzik "Play", mogąc zapauzować klikając ponownie ów guzik.** Blog #3: Amatorskie zawody wędkarskie w Paleto Bay oraz zbiórka na stacje 33. Ahh, dawno nie pisałem bloga. Wyjątkowo byłem zajęty sprawami prywatnymi, przez co ominęło was wiele informacji na temat tego wszystkiego, co działo się w Paleto, wyjątkowo, aby nie zanudzać was codziennym życiem, wybrałem dwie większe wydarzenia, jakie wydarzyły się w miasteczku, oraz zdradzę wam różne szczegóły na ich temat. Wszystko wydarzyło się w niedziele i było to dość spontaniczne. Ogarnęliśmy z chłopakami jakieś krzesełka i sprzęt do wędkowania, huh trochę było z tym roboty, finalnie mogliśmy o zapowiadanej w miasteczku godzinie siedemnastej wystartować z amatorskimi zawodami wędkarskimi. Na samym wydarzeniu przewinęło się sporo ludzi, między innymi sporo lokalnych osób z jednostek straży pożarnej, do tego lokalny departament, paru cywili z okolic Santos oraz sporo ludzi z samego Paleto Bay. Całość połowów trwała okolice godziny, przez którą jedni mieli więcej szczęścia, a inni mniej. Nikomu nic nie mówiłem odnośnie do nagród za uczestnictwo, gdyż pewnie zebrałoby się sporo ludzi, tylko aby zdobyć dodatkowe pieniądze, a nie o to w tym wszystkim chodziło. Startując z lekkim opóźnieniem, do zawodów zgłosiło się czterech uczestników, co mnie w miarę zdziwiło, iż tyle ludzi z okolic lubi łowić ryby, szkoda, że nie było Harolda, gdyż jest zawodowym wędkarzem w Paleto, ale pewnie miał sporo spraw na głowie, ale nie chciałem już przedłużać oczekiwania na wystartowanie z zawodami. W trakcie połowów każdy zawodnik był w pełni skupiony, wyjątkowo pan na czwartym stanowisku miał najwięcej szczęścia, gdyż udało mu się złowić 150-centymetrową barakudę, co sklasyfikowało go na pierwszym miejscu, a daleko w tyle pozostali panowie, którzy mimo wszystko dostali nagrodę za sam udział, jaką było skromne dwa i pół tysiąca dolarów. Zwycięzca zawodów, pan Aspanu ze stanowiska numer cztery, dumnie opuścił zawody nowym pojazdem, jakim był off-roadowy Vapid Riata. Po zawodach widziałem się z Haroldem, z którym wypłynąłem finalnie kutrem na połów, gdyż wiedząc, że na ogół samemu łowi, a jest mężczyzną starszej daty, postanowiłem, iż umilę mu czas swoją obecnością, w zajęciu jakim sprawia nam przyjemność, czyli fishingu, a wróciliśmy z pełną skrzynką wyśmienitej jakości ryb. Tuż po udanych amatorskich zawodach oraz pomocy Haroldowi przy łowieniu ryb, udałem się w drogę do domu, ale zauważyłem spore zbiorowisko pojazdów na parkingu lokalnego pubu Liberty Lounge, znając tam sporo ludzi, zatrzymałem się na boku oraz postanowiłem dowiedzieć się, o co się rozchodzi. W okolicy spotkałem wielu znajomych z Paleto, a sam widok pojazdów w okolicy był bardzo piękny, sporo maszyn, których jeszcze w życiu nie widziałem, po prostu piękny zlot motoryzacyjny. Udało mi się natrafić na Leo, który jest właścicielem ów pubu oraz dowiedzieć się o tym, co się aktualnie działo. Okazało się, iż Leo zorganizował zlot motoryzacyjny, który miał na celu wspomóc zbiórkę na rzecz lokalnej stacji straży pożarnej numer 33, która bardzo dokładnie dba o bezpieczeństwo miasteczka oraz okolic, często słyszę ich syreny, strażakom należały się te pieniądze za ich ciężką pracę, która wkładają całym sercem w to miasteczko. Ja sam dorzuciłem kilka dolarów od siebie do puszki, a sam zlot był odwiedzany przez wszystkich mieszkańców Paleto Bay, gdzie finalnie o okolicach dwudziestej drugiej, większość z nas udała się do pubu, gdzie dowiedzieliśmy się, iż udamy się na stacje, by przekazać zebrane pieniądze do jednostki. Finalnie po odwiedzeniu jednostki oraz przekazaniu im zebranej kwoty pieniędzy, powróciliśmy do baru, gdzie do pierwszej nad ranem, świętowaliśmy w sporym gronie udany weekend. Czy odbędą się kolejne ciekawe atrakcje w Paleto Bay? Zapewne o tym dowiecie się już niebawem. Pozdrawiam, Tristan Lyonne. **Pod spodem bloga, znajduje się możliwość wsparcia prowadzącego bloga poprzez różne rodzaje przelewów na konto artysty. Kwota jaką można wpisać nie może być niższa niż $1.** ((Nr.Konta jeżeli chce ktoś coś przelać: 2135917137))
  9. **Na lokalnych mediach społecznościowych, można znaleźć nowo powstały blog "TheLyonne", zdecydowanie widać iż jest to blog osoby początkującej, generalnie poprzez gramatyke oraz ułożenie tekstu. Blog sam w sobie jest darmowy do odczytania oraz odsłuchania w formie audio klikajac guzik "Play", mogąc zapauzować klikając ponownie ów guzik.** Ostatnimi czasy głośne ulice Los Santos zaczęły mnie dość irytować. Co prawda nie powiem, miasto jest bardzo ciekawe, ale nie mogłem przyzwyczaić uszu do częstych imprez w pobliżu, a w dodatku do głośnych ryków silnika o każdej porze dnia i nocy. Nie oszukujmy się, może nie jestem jakimś zdecydowanie starym człowiekiem, lecz ów rzeczy zakłócały mój sen i wypoczynek, przez co moja forma fizyczna z czasem spadała, a ja traciłem sporo koncentracji w życiu prywatnym oraz publicznym. Postanowiłem pewnego dnia, że to musi się skończyć, a ja muszę znaleźć dom w jednym z okolicznych miasteczek. Tak też postanowiłem sprawdzić swoje oszczędności życia oraz udałem się zakupić swój pierwszy pojazd w Los Santos. Padło na salon pojazdów z drugiej ręki, McKenzie. Ów salon posiadał dość spory wybór, a ja mogłem zdecydowanie zakupić swój pierwszy pojazd, który wpadł mi w gust. Padło na Rhineharta, produkcji Niemieckiej, sprowadzanego do Los Santos i okolic. W trakcie zakupu pojazd był w pełni zatankowany, nie posiadał uszkodzeń jednakowo mechanicznych oraz wizualnych, sam pojazd był oczywiście w pełni oczyszczony, jednakowo zewnętrznie oraz wewnętrznie. Pojazd nie klasyfikował w poszukiwanych, w dodatku był w pełni legalny, a cały proceder sprzedaży był zdumiewająco szybki, cena również mi zdecydowanie odpowiadała. Mogłem w pełni zadowolony wyjechać swoim nowym nabytkiem i udać się na trening do klubu Worldwide, gdyż zbliżała się już godzina czwarta wieczorem, a o tej porze jechać w stronę Paleto Bay w poszukiwaniu domu do zakupienia, było nieopłacalne, bo zanim bym dojechał, byłaby pewnie godzina szósta albo siódma, patrząc na okoliczne korki. Następnego dnia, o dziewiątej rano udałem się w stronę Paleto Bay, dojechałem tam mniej więcej o godzinie jedenastej, gdyż nie było zbyt wiele korków. Po dokładnym obeznaniu okolicy udało mi się znaleźć upragniony dom w okolicznym zaciszu. Zdecydowanie cena była bardzo rozsądna, przez co mogłem bez wielkiego wydatku zamieszkać w nowym spokojnym miejscu. Wprowadzając się do miasteczka, postanowiłem, iż trochę się porozglądam, może zapoznam nowych ludzi oraz nowe okolice, tak też znalazłem świetne bary w okolicy, do których często zaglądam, by napić się świetnie wyważonego lanego piwa, oczywiście relaksuje się na połowie ryb, zdecydowanie wykonując to czysto dla sportu, ryby głównie wypuszczam, a ostatnio udało mi się złapać łososia, który miał 60 centymetrów długości, tak się zafascynowałem, że kolejnego dnia spędziłem kolejne dwie godziny na połowie, lecz nic nie udało mi się złapać. Wyjątkowo w ostatni poniedziałek, udałem się do Los Santos, słysząc informacje odnośnie imprezy w jakimś klubie Tropical. W środku spotkałem znajomego ze wspólnych treningów, również udało mi się poznać fajną barmankę, która zrobiła mi niezłego drinka, widać było, że ma fach w rękach i znajomość w alkoholach, co prawda DJ grał nawet spoko starsze nutki, które pamiętam z młodości, lecz wyjątkowo nie jestem wybitnym tancerzem, ale postanowiłem pobujać się na boki, tak aby DJ'owi smutno nie było, że nikt nie tańczy. Impreza moim zdaniem zakończyła się dość pozytywnie, bez większych problemów, tylko jeden z moich znajomych w trakcie imprezy miał włamanie do domu, gdy już tam dotarliśmy, to oprócz departamentu, nikogo tam nie było. Finalnie poniedziałek zakończyłem w Paleto Bay, gdzie udałem się do lokalnego pubu, miałem udać się na rybki, lecz po wyjściu z lokalu zauważyłem, iż ktoś leży na ziemi nieprzytomny, z rana cięta na tyle głowy. Udało się z mieszkańcami przetransportować go do pobliskiego szpitala, gdzie okazało się, iż jest cały i zdrowy. Udało mi się także poznać w mieście wielu znajomych, a większość z nich to w porządku mieszkańcy, żyjący w zaciszu miasteczka, mimo wszystko nadal nie wiem, kto zniszczył mi cała karoserie pojazdu, lecz nie jestem jakoś mocno zły, wiadomo, że niekiedy nie lubi się przyjezdnych, którzy dobrze układają sobie spokojne życie. Pozdrawiam, Tristan Lyonne
  10. **Na lokalnych mediach społecznościowych, można znaleźć nowo powstały blog "TheLyonne", zdecydowanie widać iż jest to blog osoby początkującej, generalnie poprzez gramatyke oraz ułożenie tekstu. Blog sam w sobie jest darmowy do odczytania oraz odsłuchania w formie audio klikajac guzik "Play", mogąc zapauzować klikając ponownie ów guzik.** Blog #1: Witaj Los Santos, mój pierwszy tydzień. Moja przygoda w Los Santos rozpoczęła się od lotu z Francji do Los Santos. Wyjątkowo udało mi się wylecieć już w środę, dnia 27.09.2023. W trakcie ów trasy było bardzo spokojnie, większość pasażerów poszła spać, tak też pomyślałem, aby również odpocząć w trakcie lotu. Przed lądowaniem w Los Santos, obudził mnie głośny dźwięk, a brzmiał on tak "Spokojnie, mam kondomy. Będziemy się ruchać całe dwa tygodnie", cholera, pomyślałem sobie, co się stało, rozglądnąłem się dookoła, a obok mnie pewien mężczyzna szybko klikał jakąś kombinacje przycisków na laptopie. Myślę, iż nie pomogło mu szybkie wyciszenie głosu, jakaś mimika twarzy do ów kobiety oraz rozłączenie, wszyscy pasażerowie patrzyli się na niego, jedni się śmiali, a inni byli załamani, nawet hostessa zwróciła mu uwagę. Kwestia tego, iż jeszcze przed wylotem, rozmawiał z jakąś kobietą słowami "Spokojnie kochanie, to tylko wylot biznesowy", była jak dla mnie bardzo dziwna, co mogę poradzić, jak tylko zasmucić się wiedząc, iż tacy ludzie, którzy zapewne zdradzają własne żony, kryją się z ów faktem. Tak też rano, wylądowałem praktycznie w pełni sił w Los Santos. Zdecydowanie nie zdziwił mnie fakt, iż na takim lotnisku jest tak wielu ludzi, ale było bardzo głośno. Po chwilowym zdezorientowaniu znalazłem wolną taksówkę, która zabrała mnie do jednego z moteli, który znajdował się najbliżej centrum, tam też używając swoich oszczędności, zakupiłem pokój, tak aby mieć gdzie się rozpakować oraz gdzie mieszkać przez ów czas, resztę dnia spędziłem na zwiedzaniu centrum miasta, gdzie starałem w miarę odnaleźć się w nowym mieście. Wiedziałem już, gdzie znajdę pobliskie sklepy, stacje paliw, lokalną siłownię oraz bardzo piękną plażę na Vespucci. Większość tygodnia to standardy, takie jak zakupy czy też treningi i odpoczynek, tak też przejdę do konkretów. Udało mi się odnaleźć miejsce, którego miałem szukać tuż po przylocie, a był nim klub sportowy Worldwide Sports Group. W ów klubie poznałem wiele wspaniałych ludzi, w dodatku pierwszy raz miałem okazje zmierzyć się z osobami, których umiejętności były ponad moje możliwości, sam klub ma sporą przestrzeń, miejsce z matami do wolnych ćwiczeń, dość małą salę z przyrządami do ćwiczeń, ogromny plus to dwa oktagony oraz ring, przez co można ćwiczyć w różnych przestrzeniach, chyba jedynym takim minimalnym minusem jest brak prysznicy, lecz można na to przymknąć oko. Zdecydowanie ekipa, w której odbywają się ćwiczenia, jest bardzo miła oraz świetnie pomaga, pokazując różne kombinacje w czasie sparingów. Zdecydowanie mogę powiedzieć, iż ów klub moim zdaniem zasługuje na bardzo dobrą opinię przez wyżej wymienione słowa, pewnie jeszcze nie jeden raz odwiedzę ów klub, tak aby trenować, by spełnić swoje marzenie zostania profesjonalistą. Mijał tak też koniec tygodnia i miałem chwile wolnej nocy w niedziele, gdyż wiadomo, że raz w tygodniu trzeba sobie pozwolić na chwile rozrywki. Usłyszałem w lokalnym radiu, iż resort Covgari organizuje jakąś imprezę w latach bodajże osiemdziesiątych oraz dziewięćdziesiątych, moim zdaniem ów muzyka była czymś świetnym, tak też postanowiłem, że udam się do ów lokalu, aby zobaczyć, jak bawi się Los Santos. Wyjątkowo całe wejście do lokalu prezentowało się świetnie, ogromny parking, z którego zbytnio nie skorzystałem, gdyż na miejsce dowiozła mnie lokalna taksówka, do tego cała recepcja bardzo miło się prezentowała, a ja udałem się w stronę zewnętrzną lokalu, sam basen był ogromny, co prawda pusty, gdyż impreza trwała w innym miejscu, samo przejście było chronione przez wykrywacze metalu oraz zaawansowaną ochronę, która stała na każdym rogu, dbając o bezpieczeństwo imprezy. Impreza na plaży była bardzo relaksująca, od hitów ów roczników, poprzez świetną i miłą obsługę, aż po świetnie bawiących się ludzi, jednych relaksujących się na leżakach, innych na parkiecie tańczących do świetnej muzyki. Świetnie spędzony czas, zakończyłem, udając się o późnej godzinie do domu, prawie w pełni zadowolony. Czasami sam DJ puszczał zdecydowanie wolną muzykę, lecz bardzo często leciały świetne kawałki, a sam wystrój zewnętrzny powodował, iż nie chciałem szybko wracać do domu. Jedynie, jeden raz, grupka odwiedzająca ów imprezę zaczęła coś nawijać o ich kawałku, lecz to nie był mój typ muzyki, tak też nie wiedziałem, jak się za to zabrać, co prawda nie powiem, że ich nutka była zła, po prostu nie była w moim guście, gdyż nie słucham takiego typu muzyki. Finalnie, wszyscy widocznie świetnie się bawili na ów imprezie, a ja mogę zdecydowanie powiedzieć, że jeżeli ów lokal robi często takie imprezy, to zdecydowanie zasługuje on na bardzo dobrą opinię z mojej strony, oraz bardzo chętnie was zapraszam do odwiedzania ów lokalu, jakim jest Covgari Hotels & Resorts. Finalnie postanowiłem, iż ów miasto trafia coraz bardziej w mój gust, a ja nie zamierzam szybko się z nim rozstawać. Pewny jestem też tego, iż nie jest to mój ostatni blog, a kolejne mogą być na inne tematy, które będą mnie interesować, oraz mogą was zainteresować. Pozdrawiam, Tristan Lyonne. **Poniżej znajduje się mozliwość wsparcia bloggera poprzez przelewy, różnymi formami płatności. Znajduje się również numer konta bloggera** ((Jak ktoś chce przelać hajs, niech pisze PW/DSC))
  11. **Wchodząc na lokalne blogi, możesz zauważyć nowy blog "Heavyweight: Uncensored Talks", po wejściu wyświetla się komunikat odnośnie wulgarnych słów i tym podobne, jest mozliwość zaakceptowania i przejścia dalej, bądź odrzucenia i wyjścia z strony na strone główną. Wchodząc na blog zarówno jest możliwość przeczytania ów bloga, bądź odsłuchania go w formie audio.** Blog #7: Konferencja prasowa przed gala VFF81 i moje wrażenia. Siemanko Los Santos, Heavyweight nawijki bez cenzury. Dzisiaj prezentuje przed wami moje wrażenia z konferencji prasowej przed wielką galą Violent Fighting Federation 81. Bez zbędnego pierdolenia, o co mi się rozchodzi, przejdźmy od pieprzonych konkretów. Jak już każdy kurwa wie, w niedziele 24 września o godzinie 20:00 odbędzie się gala VFF81, na której w głównym wydarzeniu wieczoru zmierzą się Matt Orton z Oakley'em Clarke. Z tego, co dowiedziałem się w trakcie konferencji, będzie to ich walka pretenderska przed walką o pas wagi średniej z Paulo Rodriguesem, w takim razie życzę im powodzenia w oktagonie, oby nie zakończyło się na podwójnym nokaucie. Oczywiście nie zapomnę, cała konferencja prasowa została prze zajebiście poprowadzona przez jedyną i niepowtarzalną legendę pieprzonej sceny Walter'a Parkera. Z początku było w miarę zajebiście, Walter zadał pytania do Ortona i Clarke, standardowe pytania Waltera, czyli jak podchodzą obaj do walki i czy kwestia, że to walka pretenderska skłania ich do pieprzenia, jakim to się nie jest zajebistym. Oczywiście, jak spodziewałem się po Ortonie i Clarke, nawijali, że całość walki to wielka próba ukazania kto ma lepsze zdolności w oktagonie, w dodatku nawinęli, że obaj nie będą nawijać makaronu na uszy, jacy to nie są zajebiści, a ich rywal słaby, dodając, że całe emocje będą pokazane w oktagonie podczas gali. Nie wiem tylko, czy dobra kwestia to ukazanie pewności siebie, ale to i tak lepsze niż jakieś sztuczne konflikty, które nieraz miały miejsce na konferencjach. Przyszła kolej na Wydarzenie poboczne, zwane także drugą walką wieczoru, w której oczywiście zmierzę się z Davidem Sparksem, oczywiście Walter spytał nas obu, jak możemy zachęcić widzów na naszą walkę, że będzie zajebista. David nawinął, że jesteśmy w kategorii ciężkiej i jeden cios może posłać do spania, w dodatku, że chcemy pokazać, kto z nas jest najlepszy, tutaj powiem od siebie tak. David sprostuje twoje słowa, tylko się nie obrażaj. Jesteśmy obaj w kategorii ciężkiej, może i nie jesteśmy w chuj szybcy tak jak inni w kategorii średniej czy też lekkiej, ale nadrabiamy to wytrzymałością, potrafimy obijać sobie mordy, aż jeden nie jebnie na mate, dla nas jest to sport, w którym oprócz przelewania sporej ilości potu, wychodzimy z oktagonu najczęściej z wieloma ranami, słowa "Chcemy pokazać, kto jest wyżej w łańcuchu pokarmowym" znaczą, że chcemy pokazać, kto ma więcej wytrwałości, kwestia tego, że ktoś może paść po jednym ciosie i nie wstać z ziemi, to kwestia tego, iż jedno solidne uderzenie może posłać nas przynajmniej do szpitala na kilka dni. Ja odpowiedziałem prosto, widze, że bije od niego spory potencjał i to jest kurwa najlepsze, on nie wyjdzie, by potańczyć i wyjść, on przychodzi, by pokazać swoją pieprzona formę bez względu na wynik. Kolejna para na konferencji to Tione Carter i Zayuan Monroe, który lekko się spóźnił przez pieprzone korki w mieście. Ostatnie dni pokazały, iż w kategorii lekkiej odpierdalają się dziwne rzeczy, tak też Tione słysząc pytanie od Waltera, czy czuje, że Zayuan podejdzie honorowo do walki, nie mogły być inne. Tione powiedział, że dla niego Zayuan po ostatniej akcji, nie dotrwa pierwszej rundy. Przez fakt, iż Zayuan się spóźniał, tak tez Walter zadał mi pytanie odnośnie do treningów i samego wyzwania Atlas Challenge. Odpowiedziałem prosto, w treningach pomaga mi Orton, mogę w chuj liczyć na tego ziomka, a sam Atlas Challenge zostanie podjęty po gali, aktualnie prowadze przygotowania. Całość wyzwania polega na jak największym zbudowaniu i uformowaniu tkanki mięśniowej. Kiedy już Zayuan dojechał na konferencje, tak też Walter powrócił do pytań dla Cartera i Monroe, Walter zapytał odnośnie do ich konfliktu i obaj zaczęli nawijać, jeden zarzucał konflikt na drugiego, bądź osoby z nim powiązane. Kurwa, najlepsze jest to, że jakaś laska darła morde, bucząc na Cartera, cholera, szczerze to mógł ktoś z ochrony ja uciszyć za trzecim razem, bo to już wtedy było wiadome, co sądzi o Carterze. Jak dla mnie chłopaki w chuj nakręcają się na siebie po ostatnim konflikcie, co moim zdaniem jest w chuj średnie, jak chcecie sobie coś kurwa wyjaśnić, to macie od tego oktagon, który na was czeka już 24 września. Wyjątkowo ktoś z widowni przerwał ich kłótnie i zadał mi pytanie, co sadze o pieprzeniu w sieci oraz jak podchodzę do rywala. Hmm, no raczej proste było to, iż robienie zbędnego konfliktu w sieci jest moim zdaniem chujowe, po co kurwa pierdolić na siebie w sieci, jak można wyjść do oktagonu, nawet zgadać się na sparing i sobie to wyjaśnić, w dodatku jak nie jesteś za przemocą, to możesz pogadać twarzą w twarz i powiedzieć to drugiej osobie co się o niej sądzi. Co do rywali, zawsze do każdego podchodzę z szacunkiem i nikogo nie lekceważę, bo tak można szybko zaliczyć upadek. W dodatku poleciało pytanie do Clarke odnośnie do tego, czy Orton to szczyt jego możliwości, na co ten odpowiedział, iż na ten moment, Orton jego zdaniem stoi bardzo wysoko umiejętnościami, w dodatku powiedział, iż każdego traktuje z ogromnym szacunkiem. Finalnie w konferencji doszło do pytania w stronę Alexandra Hawkinsa, który wstępnie nawinął o tym, iż jego rywal pożegnał się z tym światem, co było niezwykle smutną wiadomością dla nas wszystkich, przez co odbyła się minuta ciszy. Hawkins, odpowiadając na pytanie Waltera, jak czuje się przed pojedynkiem, odpowiedział, że chwilowo musi przetrawić śmierć jego rywala Jon'a Scotta, i sam nie wie, czy uda mu się wyjść do oktagonu. W dodatku poinformował, iż jego największą inspiracją były takie osoby jak Tomas Domino oraz Ronnie West, dwie legendy tej federacji, dodał także informacje, iż jego zdaniem aktualni zawodnicy nie pokazują piękna tego sportu, lecz wręcz przeciwnie. Walter dodatkowo zadał pytanie do Cartera i Monroe, odnośnie do ich konfliktów z Clarke i Ortonem. Carter oczywiście odpowiedział, iż całe główne wydarzenie wydaje mu się nudne, nie wiem, może to kwestia tego, iż obaj zawodnicy dzielą się szacunkiem? Sam powiedział, że jego zdaniem Clarke jest sztucznie pompowany i promowany, mimo faktu, iż jest jednym z zawodników, którzy siedzą najdłużej w tej federacji. Wyjątkowo, doszło do zbędnego pierdolenia na swoje tematy. Wszystkie cztery osoby wykrzykiwały zbędne pieprzenie na siebie, a ja z Davidem i Alexandrem siedzieliśmy i zastanawialiśmy się. W pewnym momencie ktoś z publiczności zadał pytanie odnośnie do występu Hawkinsa w walkach free stylowych, czy po ostatniej przegranej się przebranżowił, na co ten odpowiedział, iż brał udział w ów walce na rymy tylko w celach hobbistycznych. Kolejne pytanie z publiki, tym razem w kierunku Cartera odnośnie do jego pieprzenia do każdego przeciwnika i co mu to daje, na co ten prosto odpowiedział, iż się broni w sieci, a sam fakt tego, co słyszy, od osób z głównej walki, to skręca go w jelitach, na co chłopak szybko podsumował czy w trakcie stosunków tez tak sapie, jak na LifeInvaderze, to było kurwa złoto. Nie chce mi się dalej pieprzyć na temat końcówki konferencji, gdyż większość słów to czyste pierdolenie skupione na Carterze. Po prostu moim zdaniem nie ma sensu nawijać, że Carter powiedział to, ten mu odpowiedział tamto, a tutaj było pieprzenie, a tam się odpierdalało. Cholera, końcówka konferencji przypominała mi trochę zoo, a szczególnie wybieg dla małp, które rzucają w siebie gównem. W każdym razie mam nadzieje kurwa, że większość osób, które pierdoliły różne farmazony w trakcie tej konferencji, wyjdą do tego oktagonu i pokażą, iż ich pierdolenie przekłada się na czyny, a nie jest tylko zbędne. Pozdrawiam, Heavyweight.
  12. **Wchodząc na lokalne blogi, możesz zauważyć nowy blog "Heavyweight: Uncensored Talks", po wejściu wyświetla się komunikat odnośnie wulgarnych słów i tym podobne, jest mozliwość zaakceptowania i przejścia dalej, bądź odrzucenia i wyjścia z strony na strone główną. Wchodząc na blog zarówno jest możliwość przeczytania ów bloga, bądź odsłuchania go w formie audio.** Blog #6: Amatorski Boks na Davis, bójka oponentów oraz akcja rodem z zagrożenia terrorystycznego. Siemano Los Santos i okolice, kurwa to, co się odjebało wczoraj. Nie wiem nawet jak kurwa nazwać tę noc, ale przejdźmy do sedna. Wyjątkowo nie byłem mega zajęty, jak praktycznie każdego dnia i tak też zrobiłem sobie dzień wolny od przygotowań, aby obczaić czy coś dzieje się w mieście, no bo kurwa nie oszukujmy się, czasami warto ruszyć dupę i obczaić miasto. W necie na LifeInvaderze była jakaś informacja, coś na temat jakiegoś amatorskiego pojedynku w boksie, tak też wpadłem, by obczaić młodziaków w ringu. Kurwa, wyjątkowo na ów walce pojawiło się w chuj mało ludzi, wiadomo, na amatorskie nie wpada tak wiele osób, jak na profesjonalne gale walk, nie ma co na to poradzić. Szczerze, pojedynek był w chuj jednostronny. Ogólnie rzecz biorąc, jeden z walczących, bodajże jego imie to Tino, przez dwie rundy napieprzał chłopaka technicznie, skupiając się w chuj na jego torso, gdzie jego przeciwnik, nawet nie wiedział gdzie oddać strzał i jego rola widocznie w ringu, to było przyjmowanie ciosów. Definitywnie widać było przewagę techniczną oraz wytrzymałościowa, gdyż rywal Tino już po zakończeniu drugiej rundy definitywnie padł na deski w narożniku, po interwencji sędziowskiej, okazało się, iż jego rywal nie może kontynuować walki, a całość zakończyła się nokautem technicznym. Może gdyby rywal Tino bardziej skupił się na punktach witalnych, zamiast na przyjmowaniu ciosów na torso to pojedynek trwałby dłużej. Sam Tino po walce z ów chłopakiem nawijał coś, że jest najlepszy i jest królem, jeszcze inne okrzyki w stronę rywala. Kminie, to są kurwa emocje, ale chłopak wydał się zbyt pewny siebie, to może definitywnie szybko skończyć jego karierę w ringu, gdyż może trafić na kogoś, kto lepiej przygotuje się do walki i pokaże mu, że oprócz jego rywala, są osoby, które definitywnie mają mocną przewagę nad nim. To, co ogólnie odjebało się finalnie, to jest kurwa nie do opisania. Słuchajcie, ja nie będę tutaj zatajać faktów, jakie są mi wiadome, wyjebane mam na to, czy pomyślicie sobie "O kurwa, typ niepytany nawija o wszystkim", ale kurwa nie będę pierdolić zmyślonych farmazonów, aby sobie ktoś pomyślał "Pieprzy, ciekawe, o czym jeszcze kłamał", tak samo, jak ktoś mnie nie będzie lubił czy coś, bo nie kryje się z nawijką, to jego sprawa. Dobra, przechodząc do konkretów to po tej całej walce, wybijam przed lokal, tak aby zawinąć do siebie, bo była już późna godzina, okolice dwudziestej trzeciej, wybijam i widzę tam Tiona, Zayuana, Alexandra, Shakura i jeszcze jedną osobę, nie pamiętam, jak się nazywał, ale spoko był młodziak. Ja tam wiem, że Zayuan ma spine do Tiona, nie wiem czemu, jak i nie wchodzę w to, byłem tylko w okolicy, to nie mój pieprzony konflikt. Zayuan w chuj nabuzował się, by sprawdzić się z Tionem, coś tam nawijał, że mu wpierdoli na miejscu, w każdym razie Alexander próbował go uspokoić, myślę, że zdał sobie tak samo kurwa, jak ja sprawę, że jest to publiczne otwarte miejsce, i lepiej nie ryzykować interwencji innych. Sam Tione, zamiast to też kurwa jakoś przemyśleć, to jeszcze bardziej nakręcał Zayuana, nie wiem, może nie zdał sobie z tego sprawy, co nawija. Kurwa, jak nagle się nie odjebało. Wkurwiony Zayuan nagle wleciał w Tione, i tak też rozpoczęła się bójka, nie wiem, co tam się do końca odpierdalało, bo nie minęło nawet dwóch sekund i nagle po krzyku LSPD widziałem tylko jak chłopaki dostali serie z gumowej amunicji, trzech chłopów jebło na ziemie, w tym Tione, Zayuan oraz Alexander, który ich kurwa rozdzielał, ale tak to kurwa jest, policja nie patrzy się kurwa, co tam robisz, bo jesteś w centrum tego i myślą, że tez się tam napierdalasz, to już po naszej stronie wina, że osoby z naszego otoczenia odjebały, ale to, co się odkurwiło później, ja w to kurwa nie wierzę dotąd. Wleciała jebana interwencja Policji, myślałem sobie, że chuj, najwyżej podbiją do nas, by spytać, co się stało, wiadomo, bywają bójki w okolicach, tym bardziej że to nie jebana strzelanina albo napierdalanie się pieprzona bronią biała, to była po prostu bójka na łapy, a my nie stwarzaliśmy większego niebezpieczeństwa dla uzbrojonego oficera, który był od nas oddalony okolice dwustu metrów. Chuj z tym, w ciągu pieprzonych dwóch minut, na miejscu pojawiło się okolice ponad dziesięciu oficerów i kurwa, szczerze to poczułem się jak jakiś pieprzony terrorysta stanowy. Chuj, ja tam w miarę kminie jeszcze początek całej sytuacji, nawijając, że mamy się odsunąć, piec kroków, po czym, że mamy podnieść łapy do góry, ale kurwa wokół nas było okolice pięciu oficerów, stwierdzam, że uzbrojonych, bo wątpię, by taki oficer, na takim terenie, by wpadł nieuzbrojony. Dobra, tam kminie, że takie są wasze pieprzone procedury, ale widać, że wykonujemy wasze polecenia, nie trzeba traktować nas jak pieprzonych terrorystów. Kminie fakt, połowa z nas zachowała się w chuj bezczelnie do oficerów, ale to też nie jest jakiś pieprzony fakt, aby traktować nas jak pieprzonych terrorystów. Kurwa, to co odjebało się dalej to kwintesencja całego pieprzonego Los Santos. Zaczynając od tego, że jesteśmy w pieprzonym monitorowanym miejscu, bo oczywiście w okolicach pieprzonego banku na Strawberry, to jedni z nas próbowali nawijać brednie, inni siedzieli cicho, chyba tylko ja nawinąłem w miarę z sensem, tak by kurwa nie było większych problemów, ale oczywiście, to my jesteśmy kurwa najgorszego sortu przestępcami i powinniśmy być traktowani z góry. Tak też nie patrząc się na wszystko, kazali nam ustawić się przy ścianie, gdzie kurwa oczywiście nas do chuja skuli. Kij z tym, jeden z nas się kurwa rwał od tych oficerów, ja pierdole. No nic, oczywiście kurwa, że przez taka sytuacje nas do chuja wszystkich przeszukali, ja wyjątkowo byłem czysty, nie wiem jak inni. Stałem po pewnym czasie z boku, patrzyłem się tylko, co się odpierdala, oczywiście kurwa ludzi nie zmienię ani podejścia do nich. Jeden od nas się szarpał, inni postanowili wykonywać w miarę polecenia, jedna osoba co nie była dokładnie zamieszana, próbowała się wykłócać o swoje prawa. Ehh, szkoda mi kurwa dalej nawijać o tym temacie. Jednego zgarnęli na dołek, po tym, jak wykonali na nim kilka obaleń, w dodatku prawie że go udusili na miejscu, ale sam w miarę świrował, zamiast normalnie wykonać pieprzone polecenia oficerów. Resztę z nas potraktowali jak pieprzonych terrorystów, zebrali nas w jedno miejsce, kazali klękać, unieść łapy do góry, potem podbić do ściany, gdzie nas skuli i przeszukali dość drastycznie. Tyle szczęścia, że do chłopaka, którego prawie udusili, wezwali ambulans. W każdym razie mogli kurwa w miarę normalnie podejść do osób, które po prostu stały przy tej całej bójce, niż traktować nas jak pieprzonych kryminalistów, bo to była pieprzona komedia. W każdym pieprzonym razie nawinę swoje ostatnie słowa odnośnie do całej pieprzonej sytuacji. Chłopaki, następnym razem jak już chcecie się napierdalać to nie w pieprzonym publicznym monitorowanym miejscu, mamy taki stan gdzie jak ktoś widzi, że odpierdalają się jakieś akcje, to nawija do departamentu, który każdego z osobna traktuje jak najwyższego sortu kryminalistę. Druga sprawa, nie próbujcie pieprzyć, gdy wiecie, że w takim pieprzonym miejscu jest monitoring, bo oni wykorzystają to jeszcze przeciwko wam. Nawijając dalej, jak już wiecie, że jest pieprzona interwencja, to aby nie było więcej problemów, wykonujcie pieprzone polecenia, bo wyjątkowo odpierdalając, bardziej ich nakręcacie, aby oni myśleli, że jesteśmy pieprzonymi terrorystami stanowymi. Co do tematu departamentu Policji, to zauważyłem, iż macie wyjebane ego, myśląc, że jesteście, nie wiadomo kurwa kim, jakimiś kurwa Greckimi bogami. Kończąc ten pieprzony temat, mogę powiedzieć tylko jedno. Witamy kurwa w Los Santos... Pozdrawiam, Heavyweight. **Poniżej znajduje się również opcja wsparcia bloga, klikajac w przycisk "Wspomóż Twórce", gdzie przez jakas strone, można przelać wybrana ilość pieniędzy od $1 w góre.**
  13. **Wchodząc na lokalne blogi, możesz zauważyć nowy blog "Heavyweight: Uncensored Talks", po wejściu wyświetla się komunikat odnośnie wulgarnych słów i tym podobne, jest mozliwość zaakceptowania i przejścia dalej, bądź odrzucenia i wyjścia z strony na strone główną. Wchodząc na blog zarówno jest możliwość przeczytania ów bloga, bądź odsłuchania go w formie audio.** Blog #5: Epicki dzien treningowy SWAT, oraz wykurwisty rajd rowerowy Primal Xtreme! Co to był za zajebisty tydzień w Los Santos, kurwa powiem wam, że nie miałem tak wielu konkretnych atrakcji w ciągu tego roku, a odbyły się one w dwa dni. Ha, kurwa to jest niewiarygodne. Dobra, ale zacznijmy od samego początku, czyli od Soboty drugiego sierpnia, a mówiąc dokładniej od otwartego dnia treningowego specjalnej jednostki naszej lokalnej policji, jedyna szkoda, to fakt, że bardzo rzadko widzimy ich w akcjach ostatniego czasu. Dobra, bo ja się tu kurwa rozpisałem, jak bym prolog do nowej powieści pisał, a wy czekacie pewnie na konkrety. Tak tez lecimy z całym tematem. Wpadłem tam by obczaić, co się odpierdala, bo sam byłem ciekawy, co pokażą, i na samym wejściu już zapowiadało się konkretnie, chyba nawet trochę się spóźniłem, bo nie widziałem wozów w akcji, a były takie konkretne, które bym chciał obczaić. Oczywiście, udało mi się wbić do jednego wozu, bo zaproponował mi to funkcjonariusz, i jak bym się kurwa nie zdziwił, utknąłem, w wierzy strzelniczej, ha. Po pewnym czasie i pomocy funkcjonariusza udało mi się wydostać, co prawda, rozrywając sobie cały pieprzony tank-top, ale było warto, czułem się na górze, jak w jakimś pieprzonym Call of Duty, dostałem replikę broni i myślałem, że jestem na jakimś jebanym polowaniu w Australii, kurwa za takie wrażenia to warto było stracić ten tank-top. Ja tu nawijam o tych pojazdach, a jeszcze przed rozpierdoleniem sobie tego tank-topu i tuż po rozjebaniu sobie jego, odbywały się ćwiczenia jednostek specjalnych. Za chuja teraz nie pamiętam, jak oni to tam nazywali, ale rozkminiam, o co się rozchodziło. Ćwiczenia polegały nad kontrolą terenu i odbijaniem zakładników, ale kurwa, trzeba było to zobaczyć własnymi oczami. W pierwszej akcji to jeszcze, wtedy kiedy mój tank-top, był cały, jednostka wpierdoliła się jak do siebie w pomieszczenie, szybka akcja orientacyjna, która zakończyła się wypierdoleniem drzwi z zawiasów, w trakcie wyjścia. Kurwa, nawet dokładnie nie zorientowałem się, co tam się odpierdoliło. Kolejna akcja to już w czasie jak mój top był rozpierdolony, odbyła się w kolejnym pomieszczeniu, i tak jak widziałem wszystko dokładnie z góry, tak powiem, że połowa ziomeczków obczajała teren, pełne krycie się za ścianami i kontrolowanie, a druga połowa na ostro tam przechodziła wszędzie, napierdalając z reakcja milisekundowa, na to, co jest za murami. Coś tam się komunikowali, ale chuj wiem z tych slangów, tak też nie powiem, jakie to były komunikaty. Finalnie jak już nie wiedziałem co się tam będzie dziać, tak też pochodziłem po okolicach i udało mi się przelecieć helikopterem z jakąś seksowną babką. Co prawda, nie nawijałem do niej, że seksownie wygląda, czy też nie patrzyłem na nią zbytnio w trakcie lotu, bo kurwa nie jestem jakimś zboczeńcem, bez opcji. Udało mi się odbyć zajebisty lot śmigłowcem przez te całe okolice, spytałem funkcjonariuszkę, czy są jakieś skoki spadochronowe, bo kurwa skoczyć z takiego czegoś to byłoby zajebiste uczucie, no ale wyjątkowo tylko odbywały się akurat przeloty, tak też jakoś mocno zawiedziony nie jestem. Oczywiście, w trakcie tego dnia treningowego widziałem kilka budek z żarciem, tak też głodny po trzydziestu minutach podbiłem by coś zeżreć, no i finalnie spierdoliłem do siebie, bo była już dość późna godzina. Całe wydarzenie było, no kurwa co tu będę się bawić słowami... Zajebiste, mówię wam, trzeba było wpaść i zobaczyć co tam się odpierdala! Przechodząc dalej, w niedziele odbywał się rajd rowerowy w Harmony, organizowany generalnie przez Primal Xtreme na rzecz głównie pomocy dla organizacji charytatywnej Chastain, w celu zebrania środków pieniężnych dla poszkodowanych przez huragan rodzin. Na samym wydarzeniu było kilka budek z żarciem, w dodatku do tego można było oczywiście zapisać się na rajd, były też stanowiska z wodą, miejsca siedzące, stanowisko zbierające datki, oczywiście zabezpieczony tor i scena. Oczywiście sama kobieta, która jest odpowiedzialna, za całe Primal, ogłosiła, że dodatkowo, okaże pomoc w kwocie trzech tysięcy, za każdego zawodnika, który wystąpi w trakcie rajdu rowerowego. Moim zdaniem, to zajebista kwestia była, bo zaangażowała w chuj ludzi do tego, aby wystartowali w pieprzonym rajdzie charytatywnym. Oczywiście, były jakieś nagrody typu medale, zniżki na produkty oraz puchary, ale mi to tam koło chuja latało, bo nie startowałem dla pieprzonych ozdóbek czy kurwa, aby walczyć o coś, tylko w dobrym celu, oraz oczywiście w kwestii zaangażowania sportowego. Ludzie, nie oszukujmy się, ale ja jestem kurwa, w chuj ciężki i dla mnie zapierdalanie rowerem, to jak dla szczawika podniesienie pięćdziesiątki na bica. Cały rajd udało mi się skończyć, myślę, że może na dziesiątym miejscu, ale i tak nie zapierdalałem, tylko skupiłem się na utrzymywaniu cały czas tego samego tempa, fakt, że inni zaczęli zapierdalać, a potem ledwo co dusili się na mecie to już ich kwestia. W każdym razie chyba największy taktyk bojowy, to był ziomek, który kolarzówka na trudnych terenach zapierdalał, jak pojebany. Kurwa, ziomek szacunek w chuj, że miałeś na tyle wytrwałości, aby tą kolarzówka ten rajd zakończyć na takich terenach. W każdym razie widziałem, że jedni podchodzili do tego rajdu bardziej na luzie, a inni to jak by za wszelką cenę chcieli się czymś kurwa wykazać. No nic, informacje były, że jest to rajd charytatywny, ale tez były informacje o nagrodach i jak wiadomo, gdzie są nagrody, tam są też napaleńcy, którzy chęć zdobycia wysokiego miejsca w tabeli, traktują jak wyrwanie partnera na dyskotece. Dobra, bo ja tutaj się kurwa rozpisuje o całym rajdzie, a najważniejsze to kwestia tego, jakie informacje wyleciały tuż po nim, a w nich była informacja o tym, że wystartowało okolice piętnastu zawodników, no to tak dobrze licząc piętnaście razy trzy, to sami zawodnicy, zmusili Primal do wpłacenia dodatkowych czterdziestu pięciu tysięcy na szczytny cel, całościowo udało się zebrać okolice dwustu trzydziestu tysięcy dolarów, co też jest konkretnym wynikiem. Szczerze to jestem w chuj zadowolony, że sport staje na nogi, oraz zostało zebrane dzięki niemu tyle pieniędzy na tak zajebisty cel, jak pomoc dla poszkodowanych przez jakiś spierdolony mentalnie huragan. Finalnie, mogę powiedzieć, że te dwa dni, były mega konkretne i oczywiście były zajebiste emocje, przynajmniej z mojego punktu widzenia, nie wiem, jak wy to widzieliście. Oczywiście, kto nie wpadł na te dwa wydarzenia, niech kurwa żałuje, bo kolejne takie wydarzenia mogą być dopiero kurwa za parę miesięcy. Pozdrawiam Heavyweight. **Poniżej znajduje się również opcja wsparcia bloga, klikajac w przycisk "Wspomóż Twórce", gdzie przez jakas strone, można przelać wybrana ilość pieniędzy od $1 w góre.**
  14. **Wchodząc na lokalne blogi, możesz zauważyć nowy blog "Heavyweight: Uncensored Talks", po wejściu wyświetla się komunikat odnośnie wulgarnych słów i tym podobne, jest mozliwość zaakceptowania i przejścia dalej, bądź odrzucenia i wyjścia z strony na strone główną. Wchodząc na blog zarówno jest możliwość przeczytania ów bloga, bądź odsłuchania go w formie audio.** Blog #4: Tragiczne wydarzenia, medialny chaos oraz aktualna cisza. Siemano Santos. Zagłosowaliście na ten temat, tak też nie bawiąc się w czułe słówka i pieszczoty... Wpierdalamy się w to. Zacznijmy od tego, co od długiego czasu się odpierdala w naszym pięknym mieście. Kurwa, to jest komedia, tylko nie wiem już jakiej klasy. Ja rozumiem kwestie, że teraz odeszli sławni ludzie i każdemu jest trudno, każdy tęskni, każdemu jest żal. A gdzie był pieprzony żal dla ludzi poszkodowanych przez huragan, który również był w chuj głośny w ostatnim czasie? Cisza. Skutki pieprzonego huraganu były głośne, jednocześnie szybko ludzie o nich zapomnieli. Teraz podobna sytuacja spotyka osoby, które umierają na ulicach. Dwa dni jest głośno i nagła cisza. Dlaczego tak jest? A to jest kurwa wyjątkowo proste, każdy jest przyzwyczajony, że w naszym mieście na co dzień odpierdalają się takie rzeczy. Służby działają, ale nie informują o tym za wiele ludzi, bo kurwa stwierdzam, że po chuj wywoływać zbędny chaos, skoro wiadome jest to, iż nawet funkcjonariusze, nie są kurwa jasnowidzami. Do chuja, ludzie opamiętajcie się. Co moim zdaniem jest najgorsze, to fakt, że często sytuacje w naszym mieście, powinny być brane bardziej po uwage, jednocześnie przez służby oraz przez nas cywili. Słuchajcie, skoro wiadomo, że w naszym mieście się odpierdala, tak też zachęcam was do większego bezpieczeństwa. Zamiast zapierdalać jak pojebani, zwolnijcie i rozglądajcie się. Zamiast kurwa wchodzić w zbędne konflikty, unikajcie ich. Jeżeli czujecie się do chuja zagrożeni, tak też poinformujcie o tym odpowiednie jednostki. Do chuja, każdy w tym mieście ma telefon i mózg, tak też tego kurwa uzywajcie, bo nie po to macie te dwie rzeczy, aby zbierały kurz. Dobra, czas przejść do dalszego meritum tego wszystkiego. Teraz pewnie mi dojebiecie "Ale o ofiarach katastrofy nie było cicho, nadal jest głośno. Fundacja Chastain zbiera pieniądze na pomoc dla tych ludzi" i kurwa to jest coś, co w chuj szanuje. Jedna fundacja cały czas trzymająca tę sprawę, by pomóc ludziom poszkodowanym, w czasie kiedy nasz pieprzony rząd milczy. Teraz mi pewnie powiecie jeszcze "Ale my pamiętamy o tych, co od nas odeszli"... Tak, kurwa... Widać to w chuj zajebiście, szczególnie kiedy nawet nie mija jeden dzień i każdy na pieprzonych mediach wraca do normy, bo przecież to jest codzienność, że ktoś odchodzi, takie już jest Los Santos. Słuchajcie mnie uważnie, bo kurwa teraz wjadę, jak wózkiem do kolejki w Walmarcie. Jeżeli wasz pieprzony mózg, jeszcze nie wypierdolił napisu "Error 404" albo "Program Logiczne myślenie nie odpowiada". Tak też użyjcie go w tym waszym jednym procencie. Pierwsze co, jeżeli ktoś odchodzi, kto jest wam znany, zadbajcie o jego bliskich, okażcie im pieprzone wsparcie, bo może się okazać, że następnego dnia pożegnacie kolejną osobę. Druga sprawa, jak czujecie się zagrożeni, to poinformujcie o tym policje, oraz trzymajcie się w bezpiecznych miejscach albo w bezpiecznej grupie. Trzecia sprawa, tutaj najbardziej skierowana do tych całych najbardziej znanych ludzi, jak kurwa wiecie, że coś się odpierdala, to ogarnijcie sobie pieprzoną ochronę, najlepiej taką, która będzie kontrolować cały teren wokół was. Ostatecznie, bo nie mam już więcej pomysłów, jeżeli borykacie się z jakimiś lękami albo kurwa macie problemy mentalne po przejściach, tak też skierujcie się do psychologa, albo porozmawiajcie z bliskimi na ten temat. Aktualnie, to co mam do przekazania funkcjonariuszom. Słuchajcie, skoro wy wiecie, co się odpierdala w mieście, i ma to czas od bardzo długiego czasu, tak też organizujcie się pomiędzy wszystkimi sektorami czy jak to tam się u was zwie. W czasie kiedy jedna jednostka robi kontrole kierowców, to nie wpierdalajcie się w osiem radiowozów na pościg za jednym zjebem, co prawo jazdy wygrał kurwa w grze planszowej. Miejcie się na baczności i w trakcie, kiedy nawet te pieprzone dwie, trzy jednostki robią pościg za jakimś ułomem, niech przynajmniej dwie jednostki kontrolują miasto, czy przypadkiem nic się nie odpierdala w innym rejonie. Weźcie do pomocy nawet osoby z pieprzonej ochrony, które by mogły wam kurwa pomóc w pieprzonej kontroli miasta. Nawet kurwa zaapelujcie do ludzi, by informowali was poprzez numer alarmowy, kiedy widzą niebezpieczne osoby, tak aby Policja albo inni funkcjonariusze mogli przyjechać w dany rejon i go kurwa zabezpieczać. Nie jesteście sami, macie nas, obywateli miasta oraz inne osoby, które mogą wam pomóc w polepszeniu bezpieczeństwa naszego miasta. Na zakończenie dodam tak krótko. Nie bądźmy obojętni. Informujmy o zagrożeniach. Pomagajmy tym, którzy najbardziej potrzebują pomocy po stracie bliskich. Otwórzmy oczy. Ściągnijmy opaski z oczu. Zróbmy to razem, aby miasto było bezpieczne. #BlindfoldOFF Heavyweight.
  15. **Wchodząc na lokalne blogi, możesz zauważyć nowy blog "Heavyweight: Uncensored Talks", po wejściu wyświetla się komunikat odnośnie wulgarnych słów i tym podobne, jest mozliwość zaakceptowania i przejścia dalej, bądź odrzucenia i wyjścia z strony na strone główną. Wchodząc na blog zarówno jest możliwość przeczytania ów bloga, bądź odsłuchania go w formie audio.** Blog #3: Huragan, który rozpierdolił pół stanu San Andreas. Siemano Santos. Dzisiaj sprawdzając ankietę na tym całym LifeInvaderze, zauważyłem, że większość z was była za tym bym wypowiedział się, moimi pięknymi słowami, na temat tego całego huraganu. No to kurwa, czas zacząć całość tego popieprzonego tematu. Huragan Hilary czy jak on się tam nazywał. Bo o nim mowa, uderzył w Los Santos jak siłacz w boksera z szybkością walenia konia młodego napalonego nastolatka. Sam huragan ogólnie rzecz biorąc, siał rozpierdol, po całym stanie San Andreas, no kurwa, bez opanowania rozpierdalał wszystko, co mógł rozpierdolić. Już kurwa w pierwszych godzinach, była informacja o pierwszym wypadku w okolicach Little Seoul, a tuż po chwili połowa okolic została zalana, co spowodowało jeszcze więcej wypadków, w okolicach Los Santos. Jak by tego było mało, sam huragan na spokojnie rozrywał linie elektryczne, drzewa powalał na dmuchnięcie, a głazami to się bawił, tak jak byłyby to kości do gry... Wiele osób rannych, w tym masa osób, która straciła życie, bo matka natura powiedziała "Haha, za dobrze wam było w piękną pogodę? To JEB wam huraganik, aby wam się nie nudziło" i połowę infrastruktury miasta chuj strzelił, ludzie zostali poszkodowani, a rodziny straciły najbliższych. Moim skromnym zdaniem? Huraganie, Wypierdalaj i już kurwa nie wracaj! Jak masz wpadać do siebie i rozpierdalać pół miasta, bo ci się tak podoba, to pojebałeś kurwa planety. Znajdź sobie taką planetę, gdzie nie ma nawet co rozpierdalać. Też próbuje to zrozumieć, no bo kurwa. Wiadomo, że ludzie też muszą do chuja cierpieć za swoje grzechy i nikt z nas do cholery święty nie jest. Tak też mogę powiedzieć, że jest od zajebania sytuacji, gdzie człowiek nie szanuje natury, swoich okolic, a nawet i innego człowieka. To kurwa mogę wypowiedzieć się tak, jak wy nie potraficie uszanować natury albo swojego otoczenia, to się potem nie dziwcie, że się takie rzeczy odpierdalają, bo jak bym widział, co się na świecie odpierdala, że głupki potrafią podpalać lasy, bawić się w zaśmiecanie oceanu, czy też robić inne pojebane rzeczy, o których nawet nie mam pojęcia, to też bym dostał w pewnym momencie wkurwa. Teraz jeszcze poruszę dodatkową kwestię. Będzie ona powiązaną też z tym całym huraganem. Ludzie, jesteście zajebiści z tą pomocą dla różnych fundacji, które pomagają po tym całym gównie, co się odjebało. Mówię to serio, zajebiście was szanuje za to, ze w trakcie takiego kryzysu potrafiliście się zebrać w grupie, i kurwa pomóc najbardziej potrzebującym, ale wiecie, co najbardziej potrzebuje teraz naszej pomocy? Nasze kurwa miasto, dlatego, jeżeli widzicie, że cos jest nie tak, zgłoście to do odpowiednich służb. Na prawdę, to kurwa pomaga. W takich przejebanych czasach powinniśmy upewnić się, że nasze miasto, jak najszybciej wróci do pełnej funkcjonalności, aby każdemu żyło się dobrze, i więcej ludzi po przyjeździe do Los Santos powiedziało "Kurwa, chciałbym tu zostać na zawsze." To na tyle z mojej wypowiedzi na temat tego całego gówna, które nas spotkało. Heavyweight.
  16. **Wchodząc na lokalne blogi, możesz zauważyć nowy blog "Heavyweight: Uncensored Talks", po wejściu wyświetla się komunikat odnośnie wulgarnych słów i tym podobne, jest mozliwość zaakceptowania i przejścia dalej, bądź odrzucenia i wyjścia z strony na strone główną. Wchodząc na blog zarówno jest możliwość przeczytania ów bloga, bądź odsłuchania go w formie audio.** Blog #2: Konflikt Shakura Alexandra z Paulo Rodriguesem, po pierwszej walce Shakura w formie bokserskiej. Czas, aby popierdolić na temat ostatnich "Dramatów" zawodników sportów walki. A chodzi o ostatni konflikt, a w roli głównej Paulo Rodrigues z Shakur Alexander. Bez zbędnego pierdolenia, wchodzimy w całe szczegóły ich "dramatu". Więc tak, wszystko rozpoczęło się od momentu werdyktu jednej z walk Shakur'a. Ten po niejednostronnej decyzji sędziowskiej, uderzył sędziego, finalnie go opluwając. Wypowiadając się na ten temat, co mogę kurwa powiedzieć. Do tej pory na sparingach dostaje sowity wpierdol, w oktagonie jakimś cudem wychodzę zwycięsko, ale rozumiem rozczarowania, kiedy starasz sie jak możesz, i chuj, niejednostronna decyzja. Co prawda, wygrana to kurwa wygrana i lepiej jak są emocje, niż jak ich nie ma. Wypowiem się tutaj stricte w kierunku Shakura, chłopie sędziowie są różni. Jedni to chuje, inni są zajebisci, ale pamiętaj, że to co ty zrobisz definiuje cie jako osobe. To, co tam odjebałeś, to już twoja kwestia co zrobisz, a to, co zrobisz, tak ludzie cie ocenią. Wiadomo, można mieć wkurwa na sędzie, nawet na oponenta jak jest wkurwiający, ale tutaj trzeba mieć wysokie nerwy, bo po jednej akcji każdy pieprzy na boku, jaki to, kto nie jest. Bez opcji, zajebiście walczyłeś i też wkurwiłem się na werdykt, ale zirytowało mnie to, że finalnie w trakcie nerwów nie tyle, co uderzyłeś sędziego, ale go oplułeś. Bez opcji, ja rozumiem w nerwach czasami może być odruch, można przeprosić, powiedzieć "Sorry, nerwy mnie poniosły." ale oplucie to tez nie jest miła sytuacja. Moim zdaniem, mógłbyś nawiązać do tego, że cię poniosły nerwy, czy coś i nawet przeprosić za zachowanie. Bo ty uderzając jednego sędzie, z automatu jesteś spostrzegany źle przez innych sędziów i federacje, co też oznacza, że twoja kariera może się szybciej zakończyć, niż rozpocząć. Wracając do tematu konfliktu, po walce głos zabrał dość szybko Paulo Rodrigues, który ostro wbił szpile w młodego. Bez opcji, Paulo prosto wyjechał Shakurowi, że ten ma zbyt wysokie ego, uderzając sędziego, dodał też słowa, że chłopak nie zna się na walce, a samo zwycięstwo mu się nie należało. I tak te słowa wystarczyły aby powstała ogromna burza wśród obu sportowców. Ja tam oglądałem powtórkę i nie powiem, Shakur jak na początkującego ma spory potencjał na wybicie się bardzo wysoko, ma dobrze opanowaną pracę nóg, tak samo potrafi wyprowadzać celne ciosy. Z jednej strony, dużo się wypowiedzieć nie moge, bo sam nadal jestem Amatorem, miałem możliwość stoczenia trzech walk, z czego dwie stoczyłem, wygrywając werdyktem, a jedną wygrałem poprzez walkowera, gdyż mój przeciwnik się nie pojawił. Widzę, że ziomek ma duży potencjał, co prawda to zawsze po walkach są spore emocje i trudność w kontroli ich, ale tak poza tym umiejętności oraz potencjał jest w nim ogromny. W każdym razie, na zaczepkę odpowiedział sam Shakur. Młodziak wyśmiał Rodriguesa sugerując, że on się chuja zna na boksie i że ssa pałę w parterze. Szczerze? Powiem tak, Rodriguesa często widziałem w oktagonie, a jak wiadomo w oktagonie, najczęściej są zasady mieszkanych sztuk walki i tak też nie mogę się wypowiedzieć, jakie umiejętności ma Paulo w samym boksie, co prawda potrafi dobrze wychodzić z pozycji parterowej, tak też powiem od siebie, że najlepiej, gdybyście sobie to wyjaśnili między sobą, spotykając się w ringu. Po tej zaczepce Paulo szybko odezwał się do młodego, sugerując, że stawia wysoko poprzeczkę, wyzywając do walki własnie jego. Kminie to, bo aktualnie Paulo posiada dwa pasy mistrzowskie w Los Santos, i oczywiście wygrał je w trakcie walki, bez nieczystych zagrań. Co prawda, widząc dalszą część posta, trochę mnie to rozpierdala. Dobra, widzę, że Paulo wywyższa się swoją karierą, i się nawet tym często flexuje, ale kurwa widząc jak się ceni, to mnie rozpierdala. Przecież możecie spotkać się gdzieś u was, myślę w ABT i przy sędzi czy też kamerach pokazać waszą walkę niż wypierdalać jakieś śmieszne ceny z kosmosu typu dwóch milionów dolarów. Bez opcji, ale rozjebała mnie ta kwestia, ale to, co wydarzyło się potem, to zmiotło mnie z ziemi. Shakur ogarnął chwilowo Paulo, nawijając do niego że mogą obaj wystawić po milionie na stół, a zwycięzca zgarnia całą kwotę, cisnąć dodatkowo Rodriguesa od nudnego chłopa co zachowuje się, jak by go coś uwierało w dupsko. Najlepsze jest to, co stało się chwile po tym wszystkim. Ziomek nawija po chwili, że Paulo jest cipą i boi się przegranej, tym samym ogarniając zbiórkę, aby tylko zawalczyć z Rodriguesem, sugerując w tym wszystkim, że by mu łatwo najebał. Finalnie zostaje ostatni już ostatni post, ale nie będę się w niego zagłębiał. To jest kurwa komedia, tylko nie wiem, czy niecofnięta do lat dziewięćdziesiątych... Dobra panowie i panie. Wypowiem się co do tej całej "sytuacji". Kurwa, chłopy. Jak chcecie się walić po mordach albo coś sobie udowodnić, czy nie wiem... Spotkać się na kawce i ciastku to kurwa zróbcie to, a nie pierdolicie, jakimi to supermanami czy kurwa batmanami nie jesteście... Ja pierdole. Ja rozumiem, każdy widzi siebie jako jakiegoś dobrego w czymś, jeden nawija, że jest lepszy od drugiego i wzajemnie. Teraz co do was Shakur i Paulo. Wpierw wejdźcie do oktagonu albo ringu, zależy jak wolicie się walić, czysto boksersko czy w mieszanych, potem zróbcie walkę, bez udawania półbogów sportów walki, pierdoląc trzy po trzy, finalnie kurwa nawijajcie zdania na swoje tematy. Nie abym miał kurwa coś naprzeciw. Możemy spotkać się gdzieś, nawiniecie kurwa sobie coś twarzą w twarz, przyjebie to na bloga w formie vloga i chuj. Ludzie zobaczą czy te kwestie na LiveInvaderze to tylko pierdolenie jak pieski, czy macie do siebie jakiś problem i macie na tyle jaj, by powiedzieć sobie to twarzą w twarz. To tyle na temat całości, w razie co, kontaktujcie się ze mną przez e-mail [email protected] . Postaram się was znaleźć w tym spamie hejtu na temat tego bloga oraz mojej osoby. Trzymajcie się, do usłyszenia w następnym temacie. Heavyweight.
  17. **Wchodząc na lokalne blogi, możesz zauważyć nowy blog "Heavyweight: Uncensored Talks". Wchodząc na blog zarówno jest możliwość przeczytania ów bloga, bądź odsłuchania go w formie audio** Blog #1: Wypowiedź na temat The Champion's Clash oraz co sądzę na temat wczorajszego .101 Charity Run Dzisiaj zaczniemy od popieprzenia trochę na temat ostatniej gali TCC, którą organizował znany Paulo Rodrigues. No wiec, nie przedłużając zbędnie, wystartuje pieprząc o tym wszystkim, co się tam odpieprzało. Więc zacznijmy od konferencji, która była w miarę spoko. Dużo gadania i pieprzenia, najbardziej pomiędzy kilkoma zawodnikami, których imion nie wymienię, bo jest to zbędne, ale panowie bez opcji. Jak już dużo pieprzycie, a potem wychodzi sytuacja, że nie wychodzicie do oktagonu, bo jest jakaś kontuzja czy coś w tym stylu to nawijajcie o tym kurwa na LifeInvaderze. Ludzie wpadają, by oglądać walki, sam organizator chce mieć wszystko dopięte, a tu nagle ostatnie minuty przed wydarzeniem widze nerwowego Rodrigues'a, który tylko chodzi podkurwiony. Tak się kurwa nie robi panowie. Bez opcji, ale przy dwóch face-to-face pieprzycie na swój temat, odpierdalacie głupie akcje pod publikę, by potem zakryć się słowami o kontuzji. Co prawda rozumiem, kontuzje się zdarzają, ale po cholerę tak pieprzyć o tym, jakim to się nie jest samcem alfa, by potem siedzieć na tyle i obserwować jak przeciwnik walczy z kimś innym... Bez opcji, nawet dłużej się nie wypowiadam na ten temat, bo nawet te osoby co nie przyszły na konferencje to miały zapewne jakieś powody, tak jak na ten przykład Maddox Knightley, który w trakcie walki z Warrenem Reesem pokazał, iż jego treningi nie poszły na marne, tak samo Montgomery Kellog, z którym spotkałem się w klatce, pokazał, iż mocno trenował tuż przed walką ze mną. Przejdźmy do tematu samej gali, bo konferencja konferencją, a to na gali wszystkie czyny są pokazywane. Jak by to inaczej ująć, konferencja to jest po prostu pokazanie jakim mocnym jest się w pieprzeniu trzy po trzy, to na gali zawodnicy wychodzą do oktagonu, by przekształcić swoje słowa w swoje umiejętności, i tak też na sam początek były utrudnienia, gdyż sam Kenneth nie pojawił się na gali poprzez kontuzje, a zastąpił go Tony Caye. Tak też Tony Caye zawalczył z Horacio Castaneda w oktagonie i można było zauważyć, kto dominował w całym pojedynku, zdecydowanie Tony był bardziej przygotowany do całej walki, pokazując w pierwszej rundzie swoja dominacje w stójce mocno obijając rywala, wtem w drugiej rundzie pokazał, że w parterze tez nie ma z nim zabawy, może gdyby nie jego zmęczenie to w trzeciej rundzie tez by mocno zdominował Horacio, ale jedno muszę przyznać. Horacio to mocny chłop, wytrzymać trzy rundy będąc mocno obijanym i dominowanym przez rywala, to trzeba mieć wytrzymałość. Co do mojej walki to wypowiem się dość krótko. Walka była dość wyrównana z początku, może gdyby nie fakt, że mocno szarżowałem i jeszcze wracam do formy, to byłoby nieco lepiej, ale nigdy nie lekceważę rywala. Montgomery pokazał mega klasę w drugiej rundzie, mocno obił mi mordę, nie powiem, spierdoliłem tą drugą rundę po całości. Zdając sobie z tego sprawę, odpocząłem dłuższy czas i tak też udało mi się skupić na walce w ostatniej rundzie. Pomimo że było sporo emocji, udało mi się zdobyć trzy głosy sędziowskie na pięć możliwych. Montgomery, jak to czytasz, to powiem ci, że zajebiście się poczułem, jak wbiłeś do tego oktagonu, bo widząc twoją posturę, wyczuwałem już ogromne emocje, które pokazaliśmy w oktagonie. Zdecydowanie trzecia walka to ta, z której byłem najbardziej rozczarowany... Warren powiedz mi jak taki zawodowiec jak ty, mógł tak dać sobą pomiatać w tym oktagonie? Ja rozumiem, że masz swój wiek, że już bliżej niż dalej emerytury, ale chłopie. Maddox to tam robił z tobą, praktycznie co chciał, bez obrazy. Chłopak się przez całą walkę nawet dobrze nie wymęczył i obijał ciebie jak chciał, raz jak miałeś dobrą sytuację, to nawet nie zdołałeś rozbić defensywy, no ale Maddox mega epicka dominacja, widać, że twoje treningi nie poszły na marne. Po tym przedstawieniu, bo inaczej nie mogę tego nazwaćm widząc jak Warren nie radzi sobie w oktagonie, posiadając tak wiele czasu na treningi, nadeszła chwila na walkę kobiet. Ohh, to było coś mega. Dwie debiutujące kobiety, dwa inne style, dwie pewne siebie przeciwniczki. Constanza Foley oraz Nele Van Dahl. Widocznie podeszły do siebie z początku z ogromnym szacunkiem, a w kolejnej rundzie Nele pokazała swoja dokładna technikę w stójce, zadając mocne ciosy w stronę Constanzy, która oczywiście dobrze je blokowała. Trzecia runda była bardzo techniczna, na korzyść Constanzy, która wykorzystała swój potencjał w parterze. Widać było, że dość długo to trenowała i pomimo trudności udało jej się, by Nele odklepała, wymuszając poddanie. Co mogę powiedzieć, piękna walka, w której obie zawodniczki dały z siebie wszystko, oby było więcej takich walk. Ostatecznie mieli się zmierzyć Tione Carter z Guarillem Mirga, ale Tione złapał kontuzje. Miał być to pojedynek, który każdy chciał zobaczyć, bo obaj zawodnicy mieli na swój temat mocne argumenty. Finalnie jeden z zawodowców musiał zastąpić Tione Cartera, a był nim Oakley Clarke, który pokazał, dlaczego jest zawodowcem, kończąc walkę w trzech rundach z ukazaniem mocnej dominacji nad młodym przeciwnikiem, kończąc wszystko poprzez poddanie go. Pomimo wszystko nie powiem, młody Guarill wykazał się sportowym zachowaniem i sporą ilością wytrzymałości, pokazując się bardzo dobrze w trakcie trzeciej rundy, gdzie oddał sporo celnych ciosów w znanego nam Oakley'a. Powiem tak, mam ogromny szacunek do zawodników z American Boxing Team, pomimo że reprezentowałem Worldwide Sport Club. Wszyscy zawodnicy okazali wielki szacunek do szansy, jaką dostali, pojawiając się na gali, reprezentując ów klub, w dodatku nikt nie zrezygnował z walki nawet w trakcie, kiedy przeciwnik był bardziej doświadczony. Na pewno mocno się zdenerwowałem, kiedy dowiedziałem się, iż Kenneth oraz Tione nie zawalczą poprzez swoje kontuzje, gdyż byli jednymi z zawodników, którzy dużo pieprzyli na konferencji. W dodatku zirytowało mnie, jak Warren w oktagonie nie potrafił pokazać swoich umiejętności zawodowca, mając taki rekord, powinien też wiedzieć jak wykorzystywać sytuacje na swoją korzyść, a tutaj Maddox wykorzystał każda sytuacje na swoją korzyść. Zdecydowanie nie spodziewałem się, iż Montgomery tak bardzo przygotuje się do walki, gdyż w oktagonie dokładnie widziałem, że skupia się na moich rekach, co z jednej strony było bardzo dobre, z drugiej miał mniej skupienia na nogach, co zauważyłem w trakcie końcówki drugiej rundy. Co do kobiet, pojedynek był zdecydowanie ostry i obie pokazały, w czym odnajdują się najlepiej, jedna była wyśmienita w stójce, zadając potężne ciosy, zaś druga posiadała techniczne podejście do walki, wykonując dobry grappling na rywalce, która nie była już w takiej samej formie jak w poprzednich rundach. Zdecydowanie też powinienem się wypowiedzieć na temat twarzy obu klubów, Paulo Rodrigues był bardziej skupiony na przebiegu całego wydarzenia, co pewien czas podchodząc do swojej drużyny, a mógł bardziej się z nimi kontaktować oraz ich częściej wspierać na duchu. Matt Orton, ten to dopiero się odpalił. Okrzyki radości w trakcie wygrywanych walk, załamanie, gdy Warren przegrał swoją walkę i finalnie okrzyki radości, gdy klub Worldwide wygrał podczas pierwszej gali TCC, nie będę ukrywał, chwile myślałem, że zaraz z tego szczęścia, to się zleje albo przytomność straci, chłopak ledwo co oddech mógł złapać po wszystkim. Moje finalne słowa na temat całości? Paulo, zajebista inicjatywa. Zawodnicy i zawodniczki, zagwarantowaliśmy zajebiste emocje w trakcie całego wydarzenia. Widzowie oraz Fanowie, mega wam dziękuję za podnoszenie nas na duchu oraz dawanie nam presji w oktagonie, widząc jak wiele was było. To tyle na temat całego wydarzenia TCC z mojej strony, ale to nie koniec bloga informacyjnego. Pozwolę sobie wypowiedzieć się tutaj wyjątkowo na ostatni temat, jakim będzie wczorajsze wydarzenie oraz wyścig charytatywny organizowany przez Sto jedynkę. Jako iż wyścig to sport, a całość jest charytatywna i była zorganizowana dla Le Foundation pod budowę kliniki onkologicznej, to też wypowiem się na ów temat. Moim zdaniem cała inicjatywa jest zajebista i każdy powinien moim zdaniem przynajmniej rzucić tego dolca na pomoc dla takich inicjatyw. Pamiętajcie, że zawsze takie placówki się przydadzą, a sam wyścig nie jest dla jakiegoś pierdolonego rozgłosu czy jakiś kurwa ogromnych nagród pieniężnych. Jest to pieprzona inicjatywa, w której pewne osoby zrobiły coś, aby w tym mieście żyło się każdemu lepiej, w dodatku zrobili wydarzenie, w którym każdy mógł wziąć udział, mógł nawet zapisać się i wystartować w wyścigu przekazując całość kwoty na tak wspaniały cel. Takie jest ogólnie moje zdanie na ten temat, samemu nie mogłem pojawić się na tym wydarzeniu, żałować żałuje, ale co mogę poradzić, już tak bywa. Wyjątkowo udało mi się przekazać pewną kwotę pieniędzy na szczytny cel i jestem z tego dumny, że mogłem dorzucić małą cegiełkę do tak szczytnego celu. Kolejna sprawa to topy, które powstały ze współpracom Santo Capra, zdecydowanie epicko się one prezentują oraz są bardzo wygodne. Finalnie przejdę do tematu aukcji i powiem, że to też zajebista inicjatywa, szczególnie patrząc na to, iż dwie znane firmy w tym Covgari oraz Wenger Luxury postanowili dorzucić tak luksusowe rzeczy do licytacji, by zebrać jeszcze większą kwotę, by mieć pewność, iż Le Foundation uzbiera wymaganą kwotę do otworzenia kliniki onkologicznej w Los Santos. Nie wiem, jak całość wydarzenia się potoczyła, ale mam nadzieje, że było zajebiście, a ziomeczką udało się stworzyć wydarzenie, które Los Santos na pewno zapamięta. To tyle ile mam do powiedzenia w dzisiejszym blogu, myślę, że za tydzień wypowiem się na jakieś dodatkowe tematy, a wy z chęcią przeczytacie bądź odsłuchacie sobie całości w wolnym czasie, czy to wkurwiając się na to, co mówię, bądź z przyjemnością słuchając mojej nawijki. Do usłyszenia w następnym Heavyweight.
  18. **W Internecie pojawił się nowy blog, na który było można trafić przeglądając blogi poświęcone tematyce kulinarnej.** JAKA JEST KUCHNIA CHIŃSKA? Kuchnia chińska jest jedną z najbardziej bogatych i różnorodnych, a niekiedy mówi się nawet, że jest jedną z najtrudniejszych kuchni świata. Gotowanie jest sztuką, a kuchnia chińska jest harmonią smaków i aromatów, gdzie połączenie słodkiego, kwaśnego, gorzkiego, słonego oraz ostrego stanowi podstawę każdego dania. Drogi czytelniku, chciałbym Cię serdecznie powitać na moim blogu. Nazywam się Daoming Si i pochodzę z Shanghaju, w Chinach. Na swoim blogu chciałbym dzielić się z Wami różnego rodzaju ciekawostkami o kuchni chińskiej, ale przede wszystkim publikować pyszne przepisy. Zdarzało mi się usłyszeć kilka razy, że chińszczyzny nie robi się samemu w domu, bo to za trudne i zbyt wymagające, przecież od tego są restauracje. Oczywiście, to samo tyczy się każdej innej kuchni, jeżeli ktoś jest leniwy. Jednak o ile np. kuchnia włoska jest popularna w zwykłych domach, tak chińska nie gości zbyt często na domowych stołach, nie pochodzące z dowozu. Mój cel jest prosty. Chcę zachęcić Was do spróbowania swoich sił w tej kuchni i sprawić, byście ją pokochali. Pierwsze przepisy i ciekawostki JUŻ WKRÓTCE!
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę. Warunki użytkowania Polityka prywatności Regulamin