Sanctuary Pizza - lokal położony w sercu Hollywood, tuż przy alei gwiazd. Charakteryzujący się szybką i tanią pizzą, tłokiem w nocy i brakiem ciszy. Ponoć lokal nie ma stałych godzin otwarcia, po prostu właściciele obiektu otwierają gastronomie, kiedy im się chce, bo wiedzą, że głodni turyści lub tutejsi mieszkańcy pod wpływem alkoholu czy innych używek i tak wskoczą tam po pare kawałków włoskiego placka. Motywem przewodnim lokalu jest szybkość wydania i niska cena produktu - nie jakość. W lokalu panuje przyjemny ale chaotyczny nastrój z muzyką, która w jakiś sposób kontroluje harmider, który jest przy ladzie i w kuchni. Przez szyby widać jak kuchta Elliot Meija nie wyrabia z robieniem placków dla klientów. Natomiast współwłaściciel Jack Gagnon nabija zamówienia na kase i próbuje ogarnąć pijaną klientele awanturującą się o dodatkowo płatne sosy warte pół dolara. Łącznie można liczyć trzech założycieli, ale tego ostatniego, czyli Peter Lobrano mało kto widział. Chodzą pogłoski, że koleś przychodzi tylko do biura aby rozliczyć utarg z udanej nocy w lokalu, inni twierdzą, że facet prowadzi ten lokal w celu wyłudzeń podatkowych, a jeszcze inni powiedzą, że facet jest tam tylko po to aby mieć na papierze legalny zarobek, która z tych wersji jest prawdziwa? Tego nie wie nikt, prócz właścicieli.
Lokal nie promuje się na żadnych social mediach, jedynie posiadają strone na LifeInvader, na której widnieje wzmianka o numerze do zamówień na dowóz. Wystarczy im marketing w postaci gigantycznego szyldu nad wejściem po środku serca Hollywood, biznes gdy jest otwarty w ruchliwy weekend sam zapewnia sobie promocje i przyciąga głodnych, spragnionych taniego jedzenia klientów. Czy koleś na gastrofazie będzie narzekał na średniej jakości placek? Nie, jeszcze go pochwali.