-
Postów
14 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Informacje dodatkowe
-
Discord
kierbik
Ostatnie wizyty
2 204 wyświetleń profilu
Osiągnięcia Kierbii
-
Evemek polubił odpowiedź w temacie: Elo czego sluchasz mordo :)
-
Dziękuję @Evemek za zacną nominację, która ode mnie wędruje do @Zazi Pozdrawiam!!
-
Kierbii polubił odpowiedź w temacie: [PROJEKT IC] SAVIOR BAPTIST CHURCH OF DAVIS
-
Kierbii polubił odpowiedź w temacie: [PROJEKT IC] SAVIOR BAPTIST CHURCH OF DAVIS
-
Kierbii polubił odpowiedź w temacie: [PROJEKT IC] SAVIOR BAPTIST CHURCH OF DAVIS
-
Kierbii polubił odpowiedź w temacie: [PROJEKT IC] SAVIOR BAPTIST CHURCH OF DAVIS
-
Kierbii polubił odpowiedź w temacie: [Venture NEWS] 52. Kiedy kończy się dziennikarstwo, a zaczyna kabaret?
-
Kierbii polubił odpowiedź w temacie: [PROJEKT IC] SAVIOR BAPTIST CHURCH OF DAVIS
-
Kierbii polubił odpowiedź w temacie: [26.05] [Album][UNSAINTED RECORDS] Suzanna Zabadevya - (Божественный) Ритуальный круг
-
Kierbii polubił odpowiedź w temacie: 🌲🍂 Suzanna 'Suzy' Zabadevya 🧝
-
z00nia polubił odpowiedź w temacie: "Soul Talks with Hugo" - 03. Muzyka dla moich uszu - rola muzyki w społeczeństwie
-
kage- polubił odpowiedź w temacie: "Soul Talks with Hugo" - 03. Muzyka dla moich uszu - rola muzyki w społeczeństwie
-
tennessee polubił odpowiedź w temacie: "Soul Talks with Hugo" - 03. Muzyka dla moich uszu - rola muzyki w społeczeństwie
-
Sacky polubił odpowiedź w temacie: "Soul Talks with Hugo" - 03. Muzyka dla moich uszu - rola muzyki w społeczeństwie
-
Qaczi. polubił odpowiedź w temacie: "Soul Talks with Hugo" - 03. Muzyka dla moich uszu - rola muzyki w społeczeństwie
-
AleK polubił odpowiedź w temacie: "Soul Talks with Hugo" - 03. Muzyka dla moich uszu - rola muzyki w społeczeństwie
-
champagnenasti polubił odpowiedź w temacie: "Soul Talks with Hugo" - 03. Muzyka dla moich uszu - rola muzyki w społeczeństwie
-
Ostersky polubił odpowiedź w temacie: "Soul Talks with Hugo" - 03. Muzyka dla moich uszu - rola muzyki w społeczeństwie
-
VDX polubił odpowiedź w temacie: "Soul Talks with Hugo" - 03. Muzyka dla moich uszu - rola muzyki w społeczeństwie
-
PRELUDIUM Czy potrafimy wyobrazić sobie naszą ludzką egzystencję bez muzyki? Śpiew ptaków, szum drzew, alikwoty instrumentów i zdzierający strzemiączko hard-metal przestałby istnieć. Jako ludzie - nie jesteśmy w stanie dopuścić takiego stanu rzeczy, zdaje nam się to niemożliwe i nieosiągalne, słusznie. Wzbudza to wiele refleksji i pytań odnośnie rzeczywistego wpływu dźwięku na nas. Pytań, które na co dzień stają się nieobecne, bądź nieistotne - w końcu jesteśmy przyzwyczajeni. Dlatego też dzisiejszy epizod programu Soul Talks, w którym profesor Hugo G. de Pembroke wraz z gościem - lokalną artystką Suzanną Zabadevyą, pochyli się nad istotą muzyki w społeczeństwie, rozwikła zaistniałe pytania i wątpliwości. I. Dźwięk i muzyka jako sztuka interpretacji przez umysł ludzki Humanistyczny głos uniesienia wobec sztuki muzycznej zazwyczaj momentalnie przerywają fizyczne określenia dźwięku jako najzwyklejszego zaburzenia mechanicznego fal drgających. Jako ludzie rozumni akceptujemy ową definicję, często spłaszczając własne postrzeganie muzycznego artyzmu. Wątpimy w sens rzeczywistego wpływu harmonii dźwięków czyt. drgań na sposób naszego bytu i rozumowania. Kiedy już dostrzegamy w niej pewne oddziaływania, to najczęściej zatrzymujemy się na płaszczyźnie hipnozy wyrażanej poprzez rytmiczne, mimowolne tupanie nogą, pokiwywanie głową, et cetera. Ludzka obojętność potęguje się wraz z niechęcią do nadmiernego rozdrapywania, a zarazem wkładania bliżej nieokreślonego wysiłku intelektualnego w myślenie. To nasilenie jest obecne mimo faktycznej relacji muzyki z wieloma procesami społeczno-psychicznymi, o których nie pomyślelibyśmy, żyjąc w takiej przyziemności. Bowiem górnolotnie rzutując, każdy zharmonizowany dźwięk staje się dla nas muzyką, która jednak nie ma w kulturze stałych ram definicyjnych. Dla jednych muzyka ogranicza się do uszeregowanych w składankach utworów, dla niektórych zaś jest to złożoność brzmieniowa przyrody, szumiącego potoku i stukającego w lesie dzięcioła. Najwidoczniej wysnuwa nam się jej postrzeganie jako zakres interpretacji artystycznej poszczególnych jednostek, co za tym idzie całkowicie względnego pojęcia sztuki. Wyłącznie od nas zależy, jak daleko posuniemy się z rozwojem własnych zdolności przetwarzania tego, co nieoczywiste. II. Całkowita dowolność pojmowania muzyki w opozycji do tradycyjnej wizji sztuki wysokiej Zrozumiałe wydają się wobec tego głosu krytykujące dowolność interpretacji sztuki muzycznej, bądź zgoła pojmując artyzmu. Wyklarowana szczególnie w środowiskach ukierunkowanych na daną dziedzinę kulturową idealizacja, buduje stałe ramy definicji zajmującej górne i tradycyjne wartości muzyki. Znajdą się jednak ci, którzy za godną podziwu sztukę uznawać będą bełkot oparty na prostej melodii i schematach. Czy więc etycznie dopuszczalne jest zestawienie tego pokroju gatunków na równi z e.g.muzyką poważną? Niemożliwe jest podejście oparte na kompromisie. Dając liberalne pole postrzegania sztuki, jesteśmy zmuszeni do akceptacji wystąpienia podziału typów na lepsze i gorsze. Z przeciwnej strony, człowiek nie może ustalić prostej i jednoznacznej definicji, staje się to dla jednostki niewykonalne. Najbardziej ugodowym, albowiem nie ma natenczas lepszego sposobu, systemem byłoby zwykłe przyzwolenie na indywidualne pojmowanie sztuki muzycznej. Tak, jak opisywaliśmy w poprzednich epizodach Soul Talks, czasem to właśnie owa indywidualność pozwala na głębsze przeżywanie danego pola ludzkiego wnętrza. III. Odniesienie do kategoryzacji warstw społecznych na podstawie wybieranych gatunków Kontrowersyjnym aspektem analizy przestrzeni muzyki w społeczeństwie jest z pewnością zaistniały, choć trudny podział. W niczyjim interesie jest zachwycanie się sobą, ze względu na statystyki wskazujące potencjalną przynależność do grupy "nad". Zatem najczęściej prości mieszkańcy równie prostych dzielnic chętnie uzewnętrzniają swoje pozornie nietuzinkowe gusta i upodobania, aby wpleść siebie do słupków wykresowych, które wykazują popularność danego gatunku w klasie wyższej. Bez polemiki jest pozbawione to najmniejszego sensu, kiedy nie rozumuje się sztuki, nie wyznaje się jej - w celu podniesienia własnych odczuć moralnych. Rzeczą gorszą natomiast jej całkowitego poleganie na kategoryzujących badaniach. Zakres badanych diametralnie wpływa na wynik pracy, stąd też zawsze znajdą się jednostki ze społecznych warstw wyższych słuchające e.g. rap'u. Osiągnięcie pewnego poziomu finansowego, czy reprezentowanie danego pochodzenia nie jest także zobowiązaniem do zachwycania się muzyką klasyczną, bądź operą. Rzeczywiście takowe wykazy są istotne i pomagają ludzkości obrazować wiele ważnych kwestii, niemniej jednak popadanie w skrajności z nimi związane, to najczęściej próba samozadowolenia. IV. Komercjalizm muzyczny Jednym z większych wyzwań współczesnej sceny muzycznej i odbioru staje się problem komercjalizacji sztuki. Coraz częściej dostrzegamy sytuacje, w których to do życia publicznego wprowadzane są utwory nastawione jedynie pod szybki zarobek. Przypomina to pewną propagandę wykorzystującą trywialne formy społecznego podniecenia, aby uzyskać pożądane efekty. Muzyka przestaje mieć sens, w zamian zyskuje sztywne schematy pozwalające trafiać do jak najszerszego grona odbiorców. Tacy w cudzysłowie artyści najchętniej przypisują jej pojęcia kultury wysokiej, czy artyzmu - co poprzez swoje kuszące brzmienie, wpada w oko słuchaczom. Wystarczy bowiem zdjąć koszulkę, zaśpiewać w szybkim tempie oraz napisać proste rymy, by zyskać fortunę i poważanie niestety u niezbyt imponującej grupy. Niebyło by to czymś aż tak uszczypliwym, gdyby nie szkody wynikające z zaistniałego komercjalizmu. Pod przykryciem hipnotycznych melodii zanika to, co potencjalnie genialne i rzeczywiście piękne. Zanikają talenty i wielcy kultury. Całość obrazuje, iż ludzie poszukują prostoty, braku wysiłku i wkładu, porzucając wspaniałość kryjącą się za ścianą masowego nurtu. Pozostało nam jedynie ubolewać nad owymi zjawiskami, każdy bowiem inaczej pojmuje sztukę i to, co normalne dla innych - staje się druzgocące dla nas. V. Niezbędna rola muzyki w społeczeństwie Muzyka w społeczeństwie nie odnajduje jednak formy wyłącznego słuchania utworów poprzez serwisy internetowe. Największe piętno odbija w miejscach, na które powierzchownie nie spoglądamy. Pozwala nam dobitniej przeżywać emocje, udoskonalać przeżywane chwile, czy nawet manipulować odczuciami pozostałych. Wyobraźmy sobie ślub bez marsza Mendelsohna, pogrzeb bez utworów żałobnych i scenę z filmu Psycho bez ścieżki dźwiękowej. Nonsens! Nieraz przecież w życiu codziennym próbowaliśmy usmutnić się, słuchając rozpaczliwych nokturnów i płaczących sonat; podbudować samych siebie poprzez majestatyczne fanfary z The Final Countdown. Wysługiwanie się muzyką weszło w naszą krew oraz głębokie przyzwyczajenie, bowiem to muzyka wyraża zdecydowanie więcej, może o wiele więcej. Świetnie obrazuje to historia hiszpańskiego pieśniarza Lluisa Llacha, który w genialnym utworze L'estaca zawarł niezwykłą charyzmę wzbudzającą patriotyzm i waleczność. Dźwięk jest, jak z tego wynika, w stałej korelacji z naszym umysłem - stając się narzędziem do lepszego rozumowania i dotykania otaczającej nas rzeczywistości. Nie dotyczy to jedynie wysłuchiwania, ale w głównej mierzę także kreowania. Śpiew, taniec i kompozycja to droga do perfekcyjnego wyrażenia siebie oraz dostrzegalnych obrazów. Ludzkość od lat za ich pomocą wysuwa na wierzch to, co w środku - opatula poematy, opłakuje straty, a także opisuje życie na co dzień; niczym błękitnorapsodyjska wizja nowojorskiego metra. To, co słowami nie do wyrażenia znajduje ujście w dźwiękach. Jest to nieodzowna pomoc dla naszych kruchych w swej emocjonalności serc. VI. Muzyka zakorzeniona Pokazuje to prawdziwą moc muzyki w ścisłej kooperacji z innymi, cennymi wartościami. Zwłaszcza wizualizuje to koneksja muzycznych połączeń z patriotyzmem i ojczyźnianą tęsknotą. Utrwalamy folklor, zawieramy w kompozycjach tradycje oraz obyczaje poznane na matczynej ziemi, aby zabezpieczyć tak istotne dla nas wspomnienia. Jest to niewiarygodnie budujące, gdyż każdy krok do rozwoju winien napawać zachwytem, a czymże jest zakorzeniona sztuka muzyczna, jeśli nie środkiem nauki? Obraz tego dostrzegamy w twórczości naszej lokalnej artystki Suzanny Zabadevy'y, z którą to niezwykle interesująca rozmowa zamieszczona jest poniżej. Jej działalność jest namacalnym źródłem niezmierzonej wiedzy o wschodnioeuropejskiej kulturze wyrażonej poprzez ludowe melodie łączone z alternatywnymi brzmieniami. To trafny przykład tego, że w sztuce nie ma ograniczeń; że wśród nas są młodzi, którzy na naszych oczach kształtują przyszłe dziedzictwo. Ze swojego miejsca głęboko pragnę polecić Państwa analizie twórczość Suzanny, gdyż z czystym sumieniem stwierdzam, iż zasługuje ona na szczególną uwagę i podziw. Suzanna - https://li.v-rp.pl/timeline&u=Suzanna_Zabadevya_55939&ref=se. EPILOG Sztuka muzyczna, choć niezwykle obszerna i różnorako postrzegana, jest nieodłącznym elementem ludzkiej egzystencji. Bez niej niebyło by nas, bądź chociażby cały bieg obecnego życia miałby zupełnie inny kierunek. Wspomniana sztuka muzyczna to przede wszystkim sztuka interpretacji, naszej interpretacji. To od nas zależy, jak wysoko postawimy jej granicę i jak daleko posuniemy się z naszym metaforycznym rozumowaniem. Mimo to, należy pamiętać, by tak, jak każdy inny aspekt kultury, traktować ją godnie. Dzięki temu przyszłe pokolenia zyskają podstawę do rzeczywistego rozwoju na wielu płaszczyznach, w tym dogłębnego poszerzania własnych horyzontów i możliwości. Prowadził dla Państwa - profesor Hugo Godfrey de Pembroke. Zapis rozmowy video z Suzanną Zabadevy'ą:
-
8 maja 2025 roku o godzinie 18:08 (GMT+2) cały świat wstrzymał oddech. Znad Kaplicy Sykstyńskiej uniosły się kłęby białego dymu, momentalnie otoczone wiwatem zebranego na Placu św. Piotra tłumu. Uroczyste "Habemus Papam" stało się zapowiedzią nie tylko potencjalnych zmian, ale i historycznego wydarzenia w dziejach kościoła. Robert Francis Prevost został wybranym 267. papieżem Kościoła Katolickiego, przyjmując imię Leona XIV. Pontyfikat, którego nikt się nie spodziewał, papież o którym nikt nie mówił - co to oznacza? To pytanie postawiło sobie wielu myślicieli obecnych czasów, dumających nad osobistością następcy Piotra. Jego centrowe poglądy tworzą wizję pasterza ugodowego, co daje cichą nadzieję na zerwanie z konfliktem tradycjonalnych i modernistycznych nurtów teologicznych. Robert Prevost to urodzony w Chicago - sześćdziesięciodziewięcioletni zakonnik, wykładowca i misjonarz. Znany przede wszystkim ze swojego trwałego i nierozerwalnego zaufania, którego dowodem było objęcie członkostwa kardynalskiego w aż dziewięciu dykasteriach, co w historii kościoła zdawało się być czymś nieprawdopodobnym. Postać cicha, niedostrzegalna i wręcz wycofana, a zarazem całkowicie opozycyjna wobec stereotypowego obrazu amerykańskiego przywódcy. Jednak czy owa cichość nie przyniesie radykalnych zmian? Pojawiają się głosy, jakoby sam Leon XIV miałby być potencjalnym następcą ideowym Franciszka. Poniekąd jesteśmy zobligowani się z tym zgodzić, bez cienia wątpliwości - zważywszy na duszpasterską osobowość, skromność i priorytety Piotra naszych czasów. Mimo to, pewne jest jednak pojawienie się kilku różnic. Kościół dotychczas obserwował gwałtowną liberalizację podejścia w stosunku np. ślubów par jednopłciowych, co stawało się powodem wielkich kontrowersji, a niekiedy jawnych wyrzeknięć się posłuszeństwa wobec uprzedniego biskupa Rzymu. Poglądy Prevosta wydają się w tych kwestiach o wiele bardziej ukierunkowane i konserwatywne. Jednakże, samo usposobienie Leona XIV nie nasuwa nam na myśl radykalnych zmian i całkowitego powrotu do korzeni. Zapowiada nam bowiem długi pontyfikat oparty na spokojnym budowaniu wspólnoty i utwierdzaniu pozycji kościoła w trudnych czasach. Nie bez powodu media analizują samo pochodzenie papieża jako znak konieczności zaprowadzenia pewnego porządku. Być może wybór umotywowany był także ewentualnym wpływem papieża na narastające napięcie polityczne. Nie jesteśmy w stanie na to odpowiedzieć. Bez wątpienia , to historia rozgrywa się na naszych oczach. Cała przyszłość kościoła postawiona została na jednej karcie, spoza nagłaśnianego grona kilku słynnych kardynałów. Pozostało nam obserwować i analizować dalsze postępy pontyfikatu Leona XIV oraz liczyć, że faktycznie przyczyni się on do zaprowadzenia pokoju miastu i światu - Urbi et Orbi.
-
Niedzielny wieczór na Los Santos Speedway Arena dostarczył mieszkańcom wielu niesamowitych emocji. Wszystko to za sprawą zorganizowanego przez San Andreas Speedway wyścigu żużlowego zastępców szeryfa ze stacji 28. Służbiści zmierzyli się ze sobą w formie wewnętrznego sparingu, co stanowiło świetny powód do integracji zespołowej oraz budowania więzi wśród patronów naszych okolic. Dla uczestników przygotowano nienagannie usytuowane trybuny, a także loże VIP - dostępne za darmo. Świetne widoki przyciągnęły niemałą ilość obserwatorów, którzy z ochotą podziwiali zmagania zastępców. Dodatkową atrakcją była także możliwość zrobienia sobie pamiątkowego zdjęcia. Nad bezpieczeństwem wydarzenia czuwała wyjątkowa delegacja medyczna mająca swoją siedzibę w dostępnym dla wszystkich - punkcie pomocy medycznej. Ze swojej strony możemy śmiało powiedzieć, że tegoroczny zespół był wyjątkowo życzliwy i pogodny! Gratulujemy wszystkim uczestnikom, a zarazem dziękujemy organizatorom za wspaniale przygotowane wydarzenie. Jesteśmy wdzięczni za to, że dajecie naszym służbom pole do wzajemnej integracji i choćby chwilowego odpoczynku od codziennych obowiązków. Zapraszamy do obejrzenia krótkiej fotorelacji:
-
**Walter po przeczytaniu artykułu głęboko westchnął, nie mając pojęcia o co chodzi. Stwierdził, że i tak ma to w dupie, po czym zamknął klapę laptopa i puścił Gershiwn'a na całe mieszkanie. **
-
Pierwszy odcinek nowopowstałego programu filozoficznego "Soul Talks with Hugo" podjął istotną, lecz trudną dla społeczeństwa kwestię laicyzacji - procesu odsunięcia religii z instytucji, życia publicznego i kulturowego. Gościem Hugo Pembroke'a stał się obiecany od dłuższego czasu pastor Savior Baptist Church of Davis - Terrence Vendermeer, który przedstawił owe zjawisko z punktu widzenia swojego, jak i lokalnej wspólnoty. Rozmowa, mimo spokojnego formatu, pochylała się nad tematem z różnych stron, dzięki czemu pozwala ona odpowiedzieć na nurtujące pytanie: Czy laicyzacja jest faktycznie taka zła? Zapraszam do obejrzenia pierwszego odcinka, a jednocześnie wyczekiwania na kolejny epizod - tym razem o siłowni i pracy nad samym sobą... Teraz jednak oddajmy chwilę refleksji: co do powiedzenia na temat laicyzacji ma Hugo Pembroke - prowadzący programu?: Laicyzacja, czy sekularyzm? Nieporozumienia napędzają konflikty. Nonsensem wydaje się analiza zwłaszcza tak trudnego tematu, nie pojmując dogłębnie jego definicji - co zdaje się być mankamentem obecnego, religijnego mainstreamu. Pod słowem laicyzacji znaczna większość środowisk, a szczególnie chrześcijańskich, kryje całkowity upadek społeczeństwa, odcięcie się od moralności, czy nawet ideologię mającą na celu usunąć jakikolwiek wpływ wiary na życie w przestrzeni publicznej. Głoszenie tego typu tez, choć zrozumiałe - w końcu każda branża chce jak największego dla siebie dobra - potrafi napędzić niemałego strachu tym, którzy lękliwie opłakują status quo naszej ludzkiej egzystencji. Faktem jest bowiem, że owa straszliwa laicyzacja to zjawisko najzwyklejsze i naturalne... Jednak nie można traktować go jako swoiste perpetuum mobile, które bez żadnego pchnięcia brnie do przodu! Ważny jest pewien napęd, pewne podtrzymanie, które może sprawić, aby taki proces rzeczywiście trwał. Na kartach historii zapisała się ona jako przejściowa i cykliczna zmiana - po średniowieczu następuje renesans et cetera, więc czy powinniśmy brać w ogóle ten proces pod uwagę? A i owszem! To, że rowerek powolnie zjeżdża z górki bez czyjeś pomocy (pomijając grawitację), nie wyklucza możliwości jego przyśpieszenia! Jednak o tym za chwilę... Czym innym jest zaś sekularyzm - to jest dopiero ideologia, która może być owocnie krytykowana i dezaprobowana, jak i przeciwnie. Proces i zjawisko, a ideologia czy nurt - tworzy różnice. Szansa na odkrycie własnego JA Cisza uwidacznia to, co skryte. Kiedy ktoś umiera - czcimy jego pamięć minutą milczenia. Kiedy jesteśmy poruszeni - polegamy w głuchej refleksji. Dlaczego więc postępujące rozdzielenie religijności od wielu sfer publicznego życia, nie jest swoistą obroną przed jej zdeptaniem pod butem nurtowych trendów? Przeniesienie życia duchowego do indywiduum gwarantuje, według moich doświadczeń, zdecydowanie większe pole do autorefleksji. Nie jesteśmy zabrudzeni wpływem obcych czynników, nie doświadczamy presji i zmuszenia kulturowego oraz społecznego. Wtedy właśnie obnaża się piękno poznawania własnej, ludzkiej - religijnej strony. Należy też odrzucić wszelkie przejawy, gwoli ścisłości, wykluczania wspólnot, czy kościołów - lecz pozbawienie religijności wpływu świata masowego, daje nam klarowniejszy obszar poznawczy. Jest to cena, którą niekiedy warto zapłacić. Zubożenie kulturowe Religia to nieodłączny element ludzkiej kultury od zarania dziejów. Na niej to opiera się obecna spuścizna naszych wybitnych przodków, wszelakie dziedzictwo kulturowe i to, co dziś tak chętnie podziwiamy w muzeach oraz galeriach. Bez religii nie poznalibyśmy być może geniuszu Mozarta, artyzmu Rembrandta, czy magicznej ręki Michała Anioła. Wszystko to, co nas otacza - ma swoje źródło u religijności praojców dzisiejszych pokoleń. Faktem jest, że zjawisko laicyzacji świadczy o niejakim pominięciu tych istotnych sfer kultury, co doprowadza do wspomnianego jej zubożenia. Jako ludzie zaczynamy zapominać, ignorować, a nawet wyśmiewać to - co niegdyś stanowiło kolebkę cywilizacji. Pewne jest jedno - bez religii ludzkość zatrzymała by się na epoce kamienia łupanego, a zdrowy rozsądek jest kluczem do tego uniknięcia. Gdzie szukać napędu? Źródło ów procesu nie tkwi jedynie w naturalnym porządku świata, tak jak wspomniałem wyżej. Tenże napęd, szczególnie w dzisiejszych czasach, działa bardzo owocnie. Żyjemy szybciej, ba! Biegniemy! Brakuje nam chwili wytchnienia, a będąc tak wysoce zatraconym w prędkości codziennej egzystencji - zapominamy o tym, że jesteśmy ludźmi. Człowiek bowiem to nie konstrukcja, której energie zapewnia ładowany akumulator. To nie maszyna o danej mocy obliczeniowej, która po jakimś czasie się zużywa. Jako Ci najbardziej rozumni, powinniśmy dostrzegać powinność pielęgnacji własnych umysłów. Umysłów, których niewiarygodnie istotnym elementem jest duchowość nadająca sens i pchająca do kształtowania samego siebie. Odsunięcie na bok tej potrzeby, wynika właśnie z tej prędkości. Bodźce atakujące młode głowy mają na celu odczłowieczyć wzrastające umysły - żyjemy w trudnych realiach, w których człowiek atakuje drugiego człowieka nie za pomocą przemocy fizycznej, lecz napadem informacji i dopaminy. Gdzie w tym wszystkim odnaleźć siebie? Terrence Vandermeer - chrześcijański głos przeciw laicyzacji Terrence Vandermeer - pastor jednego z lokalnych kościołów baptystycznych przedstawia nam zgoła inne podejście do laicyzacji. Z punktu widzenia teologicznego nauczyciela zauważa poważne jej skutki, które doskwierać będą ludzkości. Brak serca i upadek moralności to zjawiska wywołujące strach w oczach niejednych. Czy więc może, troszcząc się o zachowanie przyzwoitości i miary ludzkiej cywilizacji, w końcu to kulturą różnimy się od innych, winniśmy zwalczać ten proces? A może... Czy w ogóle jesteśmy w stanie go pokonać? Pastor uważa, że należy potraktować to jako sygnał do duchowej odnowy i jawnego sprzeciwu wobec odsunięcia Chrystusa z kultury, który zakończyć się może wypaleniem serc ludzkich. Cóż więc należy zrobić? Podsumowanie Laicyzacja – jak pokazuję w tym odcinku – nie jest w moim odczuciu zjawiskiem jednoznacznie negatywnym. Przeciwnie, uważam ją za naturalny i przejściowy etap, który może stać się przestrzenią dla głębszego, bardziej autentycznego doświadczenia duchowości. Nie oznacza to jednak lekceważenia wartości religii jako fundamentu naszej cywilizacji – wręcz przeciwnie. Oddzielenie sfery sacrum od presji instytucjonalnej może chronić to, co w niej najczystsze. Dlatego apeluję: nie walczmy z laicyzacją, ale uczmy się ją rozumieć. Ostatecznie nie chodzi o to, by wyrzekać się duchowości, lecz by odnaleźć ją na nowo – głębiej, ciszej, świadomiej. Zapis audio przeprowadzonej rozmowy z gościem programu w formie audycji LIVE:
-
Chrześcijanie z całego świata łączą się w jedno każdego roku, w okresie świąt Męki i Zmartwychwstania Jezusa. Jako materiał do zapowiedzi nowego programu Venture - Soul Talks with Fr. Hugo, redaktor Hugo Pembroke obrał zlokalizowany w dzielnicy Strawberry, Davis zbór baptystów prowadzony przez pastora Terrence Vandermeer'a. W poniższym artykule poznacie krótką historię kościoła oraz wysłuchacie wywiadu z jego głównym pasterzem. Już niebawem Soul Talks with Fr. Hugo pojawi się na antenie, a natenczas zapraszamy wszystkich do zapoznania się z ponad stuletnimi perypetiami Savior Baptist Church. Kościół od lat W samym sercu Davis od 1912 roku nieprzerwanie działa wspólnota, która dla lokalnej społeczności stała się czymś więcej niż obiektem kultu. Savior Baptist Church, założony przez Harriet'a Davis — weterana wojny secesyjnej powstał w odpowiedzi na głosy potrzebujących i strapionych. Od początku jego celem było nie tylko zapewnienie godnego miejsca do modlitwy, ale przede wszystkim zbudowania bezpiecznego schronienia dla wszystkich, którzy tego potrzebowali. Z biegiem lat miejsce to zaczęło stanowić istotny element codziennego życia mieszkańców. Organizowane były tu zbiórki żywności, pomoc dla rodzin, a także spotkania wspierające rozwój duchowy i edukacyjny. Niezależnie od poglądów, wyznania i orientacji ów zbór stał się zgromadzeniem wspólnotowej refleksji i wzrastania. W styczniu 2005 roku funkcję pastora głównego objął Terrence Vandermeer, 70-letni weteran wojny w Iraku. Jego doświadczenie życiowe wynikające zarówno z trudów wojny, jak i lat pracy wśród ludzi imponowało wiernym, którzy widzieli w nim postać pełną zrozumienia, otwartości i dobra. Pod jego przewodnictwem zbór znacząco rozszerzył swoją działalność. Lokalna perła architektury Położony u zbiegu Forum Drive i Strawberry Avenue, zabytkowy, drewniany budynek kościoła stał się nieodłącznym elementem krajobrazu dzielnicy Strawberry w Los Santos. Otwarty jest przez cały tydzień dla wszystkich, zapraszając nie tylko wierzących, ale i tych, którzy potrzebują prostej ciszy, rozmowy czy chwili wytchnienia. Małe inicjatywy - wielkie skutki Baptystyczny Kościół Zbawiciela jest stale i aktywnie zaangażowany w życie lokalnej społeczności w Strawberry. Jego wspólnota stawia na budowę otoczenia, które wspiera rozwój duchowy, ale także angażuje się w rozwiązywanie problemów społecznych. Nierzadko organizowane są wydarzenia edukacyjne, spotkania modlitewne i warsztaty, które pomagają mieszkańcom lepiej zrozumieć swoje potrzeby duchowe i emocjonalne. Ponadto władze zboru nieustannie współpracują z organizacjami pozarządowymi oraz lokalnymi szkołami, aby wspólnie działać na rzecz poprawy jakości życia w lokalnej społeczności. W planach są także programy wsparcia dla młodzieży, rodziców oraz seniorów. Zapis wywiadu z Terrence Vandermeer'em w formie audio:
-
Dziękuję serdecznie @CZEMP1ON za jakże zaszczytną nominację, która ode mnie idzie do @Evemek Buja^
-
**Hugo Pembroke przeglądając poranną prasę przy filiżance bawarki, przeczytał artykuł, a następnie pogratulował jego wykonania redaktorowi. Po tym wszystkim, odpakował list od nuncjusza, który jednoznacznie wyraził aprobatę papieską na zwolnienie go ze stanu kapłańskiego. Hugo momentalnie stwierdził, że jako ksiądz dokonał wszystkiego, do czego był powołany - teraz musi działać przede wszystkim jako człowiek.**
-
**Hugo Pembroke przeczytawszy artykuł, uśmiechnął się i następne kilka chwil spędził w głuchej ciszy. Miał nadzieję na rozwiązanie sytuacji, polecając całą sprawę Bożej opiece**
-
**Rev. Hugo Pembroke przeczytawszy artykuł niezwłocznie uruchomił aplikacje Lifeinvidera na swoim laptopie, pisząc wstępne oświadczenie, które jak ma nadzieje - będzie preludium do ujawnienia skandalicznych działań dwóch kapłanów. ** (https://li.v-rp.pl/post/149173_szanowni-uzytkownicy-w-zwiazku-z-artykulem-ktory-niedawno-pojawil-sie-na-lamach.html)
-
Kierbii zmienił(a) swoje zdjęcie profilowe
